Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Co Nie Co
Wszyscy przyjechaliśmy na obóz z jednego powodu - każdy chce zdobyć doświadczenie w roli dziennikarza. W tym celu Fundacja Nowe Media zorganizowała wyjazd na warsztaty dziennikarskie do Wisły. Każdy z nas pracuje w swojej szkolnej gazetce, w której przydzieloną konkretną funkcję. Na tym obozie codziennie od poniedziałku odbywają się zajęcia dziennikarskie prowadzone przez trójkę animatorów. Po pierwszych dwóch dniach wszyscy byli pozytywnie nastawieni do dziennik-arstwa, lecz załamaliśmy się, gdy powiedziano nam, że będziemy musieli stworzyć własną gazetkę internetową. Na sali, w której odbywały się zajęcia, słychać było teksty
rzucane przez uczestników: Długo jeszcze? Jednak odpowiedzi były krótkie My to robimy dla was. Większość miała dosyć zarywania nocy na napisanie reportażu, newsa, felietonu itp. Jednak prowadzący naciskali. Z dwudziestu dwóch osób powstały trzy redakcje. Każda z nich bardzo się starała, aby to właśnie ich gazeta była najlepsza. W ośrodku wypoczynkowym „Storczyk” odwiedzały nas osoby, którym bliski jest zawód dziennikarza. Doradzały nam w sprawach związanych z przyszłą gazetą. Po czasie oswoiliśmy się z pisaniem. Wszyscy na pewno będą mile wspominać tydzień obozu dziennikarskiego w Wiśle.
Dorota Branicka
DRODZY CZYTELNICY!
Co Nie Co
Nasza wspaniała przygoda dobiega końca. Wszyscy chodzą przygnębieni i smutni. Przez ten tydzień świetnie się bawiliśmy, ale też bardzo ciężko pracowaliśmy. Zarywaliśmy noce, aby powstała ta gazetka. Pytanie tylko, po co? Czy nie mogliśmy postawić się osobom prowadzącym warsztaty, powiedzieć "nie"? Otóż mogliśmy. Więc teraz następne pytanie: Dlaczego tego nie zrobiliśmy? Pracowitość. Silna wola walki. Duże ambicje. To są odpowiedzi. Dla nas, młodych ludzi, którzy może w przyszłości zostaną świetnymi dziennikarzami, nie istnieją słowa: nie zrobię tego, nie mam siły, lub po prostu nie chce mi się. Mimo, że organizm będzie nam odmawiał posłuszeństwa, oczy będą same się zamykały i tak zrobimy to, co trzeba. I właśnie przed Wami owoc naszej intensywnej, ciężkiej pracy, czyli gazetka "Co nie co".
Jako redaktor naczelny tej gazetki zapewniam Was, że znajdziecie tu coś dla siebie. Humor. Aktualności z ośrodka. Wypadek. To tylko nieliczne z tematów, które tu umieściliśmy. Życzę więc miłego czytania.
Weronika Zimny, redaktor naczelny
Co nieco z warsztatów
Budujemy domy
Poniedziałkowe warsztaty dziennikarskie, podział na grupy, a ich zadanie – wspólnie zbudować dom. Każda osoba może dotknąć tylko jednego przedmiotu. Zastanawiacie się, jak to możliwe? A jednak. Nożyczki, taśma klejąca, 4 arkusze papieru i flamastry, to przedmioty, które można wykorzystać. Pomysły są ciekawe a zarazem zabawne. Jedna z grup wymyśliła, aby ich dom składał się z członków grupy. Inna wykorzystała krzesła i kwiatki z sali konferencyjnej. Na domach znajdują się także nazwy ulic i numery domów. Atmosfera jest napięta. Dokucza brak czasu. Wrażenia są pozytywne, chociaż wiele osób na początku marudziło, że zadanie to jest nie do wykonania. Odpowiedź była krótka: Potrzebne są tylko chęci.
Dorota Branicka Spotkanie z „żulami”
Poniedziałek. Wieczorny spacer po Wiśle. Spotykamy mężczyznę oraz osobnika o płci trudnej do rozpoznania, którzy znajdują się w stanie upojenia alkoholowego. W języku potocznym mówi się o nich „żule”. Spośród innych ludzi wyróżniają się oni zniszczonym i brudnym ubraniem oraz chwiejnym krokiem.
Podchodzą do nas. Jeden z nich potyka się, ale nie przewraca. Witają się z nami słowami „dobry wieczór” oraz serdecznym gestem. Starszy, wysoki mężczyzna opowiada w skrócie historię swojego życia. Pochodzi z Koszalina, jego rodzice byli właścicielami sklepu mięsnego. Niestety tylko tyle udaje się nam zrozumieć z jego bełkotliwej mowy. Drugi osobnik jest niski i ma długie włosy, pozostaje dla nas anonimowy.
Albo wszyscy, albo nikt – to tylko jedna z wielu rad, jakich udzielili nam napotkani osobnicy.
Bartek Grzęda
Pierwsza struga krwi...
Polała się krew. Uczestniczka obozu miała wypadek na nartach. Ma zranioną głowę.
Przy końcu stoku dziewczyna przewróciła się. Wypięła jej się narta
i rozcięła głowę. Została opatrzona przez GOPR
i przewieziona karetką do szpitala w Cieszynie.
Nie obyło się bez dwóch szwów. Lekarz nie stwierdził żadnych dodatkowych urazów głowy.
Agata wróciła do ośrodka nieco oszołomiona, ale cała i zdrowa.
Dla niej to już koniec jazdy na nartach podczas tegorocznego pobytu.
Agata Jessa
Spotkanie z Marią Wiernikowską
- To pic na wodę, abyśmy byli obiektywni - to tylko jedna z wielu opinii, jakimi podzialiła się z nami Maria Wiernikowska. Myślę, że był to jeden z atrakcyjniejszych punktów programu warsztatów. Spotkanie z dziennikarką wywarło na nas duży wrażenie. - Wydawało mi się, że to będzie jedna z kolejnych nudnych pogadanek, jakie zdarzają się w szkole, że po prostu usnę, a okazało się całkiem inaczej. Pani Wiernikowska bardzo mnie zaciekawiła. - mówi jedna z uczestniczek. - Najlepiej jest uczyć się od mistrzów. W pełni
popieram tę tezę.
Po spotkaniu z panią Wiernikowską większość z nas poczuła zapał i chęć do dalszej pracy. Jedną z grup dosłownie postawiła na nogi, radząc, aby przeprowadzić kolegium na stojąco, co miało zmobilizować dziennikarzy do pracy.
Agata Jessa
Co zwiedzać?
Cieszyn ma swój urok i niepowtarzalny klimat. Postanowiliśmy zapytać mieszkańców tego miasta, co o nim sądzą, czy umieją odnaleźć w nim specyficzny klimat.
Na pytanie: Czy sądzisz, że Cieszyn jest miastem godnym polecenia?, 80 proc. odpowiada pozytywnie – warto przyjechać, jest tu co zobaczyć. 20 proc. twierdzi, że nie warto zawracać sobie głowy.
Drugie pytanie brzmiało: Jakie miejsca można polecić do zwiedzania? Odpowiedzi, które czesto sie powtarzały to: żadnej perły tu nie ma albo, że nie jest tutaj zbyt ciekawie. Jednak 80 proc. broniło Cieszyna. Polecali głównie Wzgórze Zamkowe i Rotundę. Niektórzy mówili, że Studnią Trzech Braci nie warto sobie zawracać głowy, bo to nic szczególnego.
Wnioski są pozytywne. Większość ludzi docenia walory Cieszyna. Wszędzie przecież zdarzają się pesymiści, którzy nigdy nie będą w pełni zadowoleni.
Agata Jessa
Dziennikarski terror
- Jaki tytuł nosi wasza gazetka?
- Macie tylko pięć tekstów, a my aż 12 …
Bla, bla, bla... Takie ironiczne pytania zadają nam koledzy, odkąd Jasiek, Basia i Natalia podzielili nas na trzy redakcje. Koledzy? Teraz już rywale! Zamiast się integrować, coraz bardziej oddalamy się od siebie. Każda redakcja jest dla innej wroga, nie ufamy sobie nawzajem. Zamiast wspólnie wymyślać tematy, boimy się, że ktoś nam temat ukradnie! Ludzie, paranoja! Nie powiem, kto jest najgroźniejszym redaktorem naczelnym, ale
chyba każdy wie. Redaktorzy innych gazet, dajcie na luz swoim dziennikarzom, przecież od takiego ciągłego rozmawiania o gazetce można dostać świra!
A po drugie chyba nikt nie zabije was za to, że nie postawicie jednego przecinka lub kropki!
Na szczęście praca w redakcjach dobiegła końca i mam nadzieję, że każdy jak najszybciej zapomni o dziennikarskim terrorze niektórych redaktorów.
Weronika Zimny
Małe tęsknoty
Opuszczaniu domu, rodziny, przyjaciół i znajomych towarzyszą zazwyczaj negatywne uczucia. Wewnętrzna pustka, samotność i rozżalenie. W takich sytuacjach pojawia się często strach przed brakiem zaakceptowania przez nowo poznane osoby i tęsknotą, która może okazać się ponad siły. Wówczas kontakt z tymi, którym ufamy jest naturalną potrzebą. Z czasem jednak godzimy się z zaistniałą sytuacją, zaprzyjaźniamy się z nowymi znajomymi i coraz rzadziej myślimy o tym, co zostawiliśmy w rodzinnych stronach.
Koleżanki z pokoju obok twierdzą podobnie. - Tydzień, to nie jest aż tak długo – mówi Ania – aczkolwiek jakaś tęsknota za rodzicami i przyjaciółmi odzywa się co jakiś czas i wiem, że z nimi byłoby tu weselej.
- Zimowisko oferuje nam tyle atrakcji, że nie ma czasu na tęsknotę – opowiada Agata.
Dodatkowo zapytałam dziesięć osób o ich opinie na ten problem. Siedem z nich wcale nie odczuwa tęsknoty za domem, dla kontrastu jednej bardzo brakuje rodziny, przyjaciół i ukochanego zwierzaka. Jedna z nich tęskni tylko trochę, a ostatnia odważnie stwierdziła, że brakuje jej wolności.
Opinie na ten temat są różne. Ja obstaję przy swoim: choć początki bywają trudne, to z upływem czasu nie chce się wracać do domu.
Sara Kwiecińska
Smutnej drogi już czas
Na pewno znacie piosenkę „Szczęśliwej drogi już czas”. Wystarczy zamienić jedno słowo i tekst zmieni się na „Smutnej drogi już czas”. I tak jest u nas. Nie wierzę, że znajdzie się chodź jedna osoba, która chce stąd wyjechać. Nikt nie chce, żeby ta wspaniała przygoda się skończyła! Jestem przekonana, że poleją się łzy za znajomymi, przyjaciółmi, a w sercu pozostanie pustka. Tak jest zawsze. Wszyscy zżyją się ze sobą, a tu nagle koniec i trzeba się rozstać. Nie wyobrażam sobie chwili odjazdu, rozstania się z moimi nowymi przyjaciółmi.
- O tak, poleją się łzy. Najgorsze jest to, że jesteśmy rozproszeni po całej Polsce i jest mało prawdopodobne, żebyśmy się jeszcze kiedyś spotkali. Trzeba sobie to w pełni uświadomić, chociaż ja do końca nie chcę przyjąć tego do siebie, łudzę się, że jeszcze kiedyś spotkam tych ludzi, których tu poznałam. mówi Agata.
- Lubię różnego rodzaju kolonie, obozy czy właśnie zimowiska, chociaż za każdym razem mówię sobie, że już nigdy nie pojadę, bo nie mogę przeżyć tych rozstań. To jest dla mnie straszne. - dopowiada Brygida.
Jak widzicie nie tylko ja mam takie zdanie na ten temat. Niestety musimy pogodzić się z rozstaniem i przyjąć do wiadomości to, że już nigdy się nie spotkamy. Życie toczy się dalej. Możemy tylko pod nosem podśpiewywać: „Ta ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy, na wieczny czas […]”.
Weronika Zimny
Przeterminowane jedzonko
Każdy z nas musi jeść. Pytanie tylko jakie? Na pewno nie mogą być przeterminowane, niepełnowartościowe i niesmaczne.
Niestety, w naszym ośrodku zdarzył się nieprzyjemny przypadek z przeterminowanym jedzeniem. Myślicie pewnie, że to przeoczenie lub po prostu
zwykłe niezauważenie daty ważności? Otóż, nie. Nie możliwe jest, aby nie zobaczyć, że masło, które zostało podane do spożycia w dniu 9 lutego straciło ważność 28 stycznia! Przecież, jeżeli ktoś dostałby zatrucia pokarmowego lub biegunki, byłby z tego większy problem. Na szczęście nikt się nie skarżył na takie dolegliwości (chyba).
Nie tylko masło jest w tym ośrodku niedobre lub przeterminowane, ale ogólnie jedzenie w "Storczyku" jest niesmaczne i trudne do przełknięcia. A nie, przepraszam, raz na obiad były naprawdę dobre kotlety mielone. Wracając jednak do tematu: jeżeli ktoś w ośrodku dałby wam do jedzenia płatki czekoladowe, które są kompletnie bez smaku lub ser żółty, który prawdopodobnie leżał w lodówce parę miesięcy, zjedlibyście to? Myślę, że nie. Jednak my - biedne, głodne dzieci nie mamy wyjścia i jemy te "przepyszne" posiłki. Może w końcu ktoś się nad nami zlituje...?
Na szczęście nasze opiekunki nie pozostały obojętne na tę sytuację i zrobiły małą awantrurę pracownikom kuchni. Myślę, że niedługo dostaniemy coś normalnego do jedzenia i w końcu poczujemy, że nie jesteśmy głodni.
Weronika Zimny
13 piątek
13 piątek - bardzo pechowy dzień.
13 lutego, i to w dodatku piątek? Chyba nie wyjdę z domu! takie wypowiedzi możemy usłyszeć w tym dniu powszechnie uważanym za pechowy. Chyba nikt z ośrodka „Storczyk” w Wiśle do końca w to nie wierzył, aż do tego feralnego piątku.
Już o poranku jedna z dziewcząt – Weronika - rozchorowała się i koniecznie musiała jechać do lekarza. Oczywiście nie obyło się bez lekarstw i zbędnego wydawania pieniędzy. Myślicie teraz pewnie: Co to za afera? Rozchorowała się jedna osoba, jeszcze dobrze się wszytko nie rozkręciło, już koniec nieszczęść w tym dniu? O nie, to dopiero początek.
Narty. Nieszczęśliwe zdarzenie. Ból. Cierpienie. Mówi wam to coś? Może przypomina wam się wypadek naszej koleżanki Agaty, która niefortunnie upadła, kiedy zjeżdżała na nartach? Na pewno tak. Narty, to bardzo relaksujący i pociągający sport, ale też niebezpieczny. I właśnie następnym tego przykładem jest Miłosz, który jadąc, upadł i złamał nogę!
Jak widzicie w tym dniu nie brakowało wrażeń uczestnikom warsztatów dziennikarskich. Obozowicze na długo zapamiętają ten dzień. Potwierdza on przesąd, że piątek trzynastego to pechowy dzień.
Weronika Zimny
Jeden błysk flesza
Prezydent ma swoje rezydencje w wielu różnych miejscach. Jednym z nich jest Zamek Prezydencki w Wiśle. Jest on bardzo dobrze strzeżony przez ochroniarzy. Aby dostać się do środka należy ubiegać się o miejsce na liście odwiedzających już na dwa tygodnie przed wizytą w pałacu. Okazanie dowodu tożsamości i poddanie sprawdzeniu bagażu, jest formalnością, ale dla osób, spotykających się z tą procedurą po raz pierwszy, stanowi dodatkowy stres. Kiedy napięcie już opada, można spokojnie przejść do zwiedzania pałacu. Rozpoczyna je wstęp przewodnika o zasadach zachowywania się w Pałacu Prezydenckim. Jeden z zakazów dotyczy robienia zdjęć ochroniarzom i innym pracownikom służby. Jego złamanie może doprowadzić do wielu nieprzyjemności. Przekonała się o tym jedna ze zwiedzających, gdy przypadkowo zrobiła zdjęcie jednemu z ochroniarzy. Pociągnął ją za kaptur i kazał usunąć zdjęcie z aparatu.
Brygida Czyrek
Browar w Żywcu
W muzeum Browaru w Żywcu można dotknąć każdego z eksponatów. Zwiedzanie rozpoczyna się od oglądania zdjęć i poznania najważniejszych dat z historii browaru. Następnie na chwilę wchodzi się do wehikułu czasu, który przenosi zwiedzających do roku 1811, czyli początków działalności browaru. Następnie należy zmóc się z lustrzanym labiryntem.
W muzeum można odpocząć w barze, a także zagrać w kręgle. Niedaleko muzeum znajduje się dodatkowo kawiarenka, w której można zasmakować piwa „Żywiec”.
Brygida Czyrek