Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od Redakcji



Drodzy Czytelnicy! W bieżącym numerze qmama znajdziecie garść informacji na temat wolnych licencji, piractwa (temat głośny ostatnio w świecie polityki i mediów) oraz akcji charytatywnych. Nie zapomnieliśmy również o naszym urokliwym regionie. Jako że wszystkie drogi prowadzą do Chełma, dowiecie się również o wizycie słynnej Tajlandki, walczącej o życie azjatyckich słoni. W niniejszym numerze, jak w dwóch ostatnich, stawiamy pytanie dotyczacego swobodnego korzystania z własności intelektualnej. Internet zawiera wiele oprogramowań, które mogą nam ułatwić ściąganie plików bez naruszenia prawa. Wystarczy tylko trochę wysiłku. Nasi redaktorzy realizują frapujące pomysły, pokazują problem z różnych perspektyw, docieraqją nawet do najmłodszych odbiorców kultury. Efekt pozostawiamy do oceny prawie 11 000 Czytelników! Redaktor Naczelna Ewelina Bukowska Spis treści:

Czarniecczyk I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie - Wydawca Czarniecczyka Adres - Chełm 22-100, ul. Czarnieckiego 8 Telefon - (0-82) 565-38-85 E- mail- liceum@1lo.chelm.pl Adres internetowy szkoły -www.1lo.chelm.pl Facebook - http://www.facebook.com/czarniecki.chelm Współpraca: Samorząd Uczniowski szkolna telewizja 1lo.tv p.prof.Piotr Skobiński - administrator strony internetowej szkoły portal internetowy - echełm.pl portal internetowy - chełmNews p.prof.Lilianna Kosteka- administratorka szkolnego facebooka Stopka redakcyjna: Redaktor naczelna: Ewelina Bukowska Z -ca redaktora: Agata Hajduk Redaktor wydania: Natalia Lewczuk Redaktor techniczny: Natalia Lewczuk Grafik: Mateusz Sabarański Korekta: Magda Pióro Dziennikarze: Radosław Arciszewski, Katarzyna Myszura, Magda Pióro, Magdalena Nastaj, Eliza Adamska, Agata Pawłoś. Opiekun: Teresa Kurzępa

Ewelina Bukowska Od Redakcji......s.2 Madga Nastaj Wolne licencje dla chłopaków z RB.......s.4 Radosław Arciszewki ''Hippisowska ciekawostka doby Internetu..."......s.6 Magda Pióro Piractwo - tradycyjne przestępstwo?....s.8 Angelika Kubacka Kocham kino...s.11 Katarzyna Myszura Absurd czy rzeczywistość...s.14 Kamil Łebnicki "z potrzeby serca..." ...s.16 Ewelina Mendel, Agata Pawłoś W obronie azjatyckich słoni ......s.22 Radosław Arciszewski Czy wiesz, że... ......s.25 Eliza Adamska, Magda Nastaj Zaskakujące przedszkolaki...s.27 Agata Pawłoś Przygody Qmamka......s. 28 Wolne licencje dla chłopaków z RB
Czy artyści z Rotten Bark wiedzą coś na temat wolnych licencji?
Czarniecczyk Czarniecczyk

Popadam w rutynę, która bardzo mi się podoba. Średnio co 4 minuty naciskam przycisk 'play' na jednym z internetowych portali muzycznych, słuchając przebojów ekipy z Włodawy. Zakochałam się w grupie Rotten Bark, którą mieliśmy okazję poznać w telewizyjnym show. Zespół ma na swoim koncie wiele dobrych kawałków, które mnie uzależniły. Słuchanie ich na okrągło odpręża i poprawia humor po całym dniu spędzonym w szkole. Pisząc o wolnych licencjach, zastanawiałam się, czy artyści z RB wiedzą coś na ten temat. Ciekawość zwyciężyła i zwróciłam się do muzyków z pytaniem, co myślą na ten temat. Ze zniecierpliwieniem sprawdzałam pocztę każdego dnia, aż wreszcie w skrzynce pojawiła się ikonka: 'masz wiadomość'. Tak, moi idole udzielili mi odpowiedzi:  Niewiele mamy wspólnego z wolnymi licencjami, jednak w pewnym zakresie na pewno są czymś dobrym i przydatnym.  Na początku naszej działalności jako zespół wszystko, co stworzyliśmy, darzyliśmy wolną licencją - każdy mógł robić z tym, co chciał. Były to fajne dla nas czasy. Aktualnie jesteśmy w wytwórni muzycznej, mamy management i wygląda to nieco inaczej. Jednak nadal uważamy, że wolne licencje nie są niczym złym, wręcz przeciwnie :) Okazuje się, że licencje pozwalają młodym artystom zaistnieć, pomagają być rozpoznawalnym, nam ułatwiają dostęp do ciekawych materiałów, a czasami utrudniają życie. Nie zostało nic innego, jak zaakceptować to; ja zaś dalej będę wciskać 'play'. Magda Nastaj ''Hippisowska ciekawostka doby Internetu..."
Kamil Kasperkiewicz jest współzałożycielem szkolnej telewizji. Zrealizował ponad 60 materiałów filmowych. Mobilność i profesjonalizm to jego znaki rozpoznawcze.
Czarniecczyk

Radek: Które licencje poleciłbyś przeciętnemu użytkownikowi Internetu? Kamil: Są dwie do wyboru Copyleft i Creative Commons. Wszystko zależy, do czego chcemy ich używać. CC (Creative Commons) to prawa bardziej "na poważnie", bardziej restrykcyjne, odwołujące się do jako takich terminów prawnych. Natomiast Copyleft to już radosna twórczość. CC ma na celu ochronę pewnych danych ("Some right reserved"- niektóre prawa zastrzeżone), Copyleft rejestruje wolne oprogramowanie ("Any rights are't reserved"- żadne prawa niezastrzeżone). R.: W jaki sposób z nich korzystać? K.:Każda z licencji ma swoich "podwykonawców". Są to tak zwane sublicencje. To, jak one działają i w jaki sposób z nich korzystać, może wydawać się trochę skomplikowane. Jednak niektóre rzeczy w naszym życiu już takie są. Oto najpopularniejsze z nich: Creative Commons: Uznanie autorstwa. Użycie niekomercyjne. Bez utworów zależnych Na tych samych warunkach (dystrybucji). Copyleft: GNU: GNU General Public License GNU Lesser General Public License GNU Free Documentation License Inne: Free Art License Design Science License Affero General Public License R.: Co można pozyskiwać dzięki tym licencjom? K.: Wszystko zależy od tego, jaki jest rodzaj naszej licencji. Oto przykłady licencji oraz korzyści, jakie mamy z ich użytkowania. Uznanie Autorstwa (ang. Attribution (BY)) : zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy. Użycie Niekomercyjne (ang. Noncommercial (NC)): zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych tylko w celach niekomercyjnych. Bez Utworów Zależnych (ang. No Derivative Works (ND)): zezwala się

Czarniecczyk

na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie tylko dokładnych (dosłownych) kopii dzieła, niedozwolone jest jego zmienianie i tworzenie na jego bazie pochodnych. W zasadzie nie istnieją żadne normy określające, jakiej wartości produkty można objąć tymi licencjami. Znane są  filmy, muzyka, gry, książki, ale także przepisy kulinarne, a nawet OpenCol a- napój podobny do Coli, który każdy może wyprodukować i sprzedawać samemu pod logiem OpenSource (wolne źródła- Copyleft). R.: Na co należy uważać, korzystając z licencji? K.: Podstawową rzeczą, na którą trzeba koniecznie zwracać uwagę, to kruczki prawne. Licencja licencji nierówna: zwłaszcza w przypadku CC warto sprawdzić, jaki typ sublicencji wprowadzono. Dany autor może np. zezwolić na użytek, ale tylko niekomercjalny lub może wnieść o uznanie autorstwa (umieszczanie jego nazwiska w produktach pochodnych) albo też całkowicie zakazać przetwarzania utworu (np. remixów lub używania w swoich filmach). Naruszenie tych praw jest objęte takimi samymi środkami restrykcyjnymi i prewencyjnymi, co złamanie licencji Copyright ("All rights reserved"- wszystkie prawa zastrzeżone). Copyleft pod tym względem są znacznie bardziej liberalne. Licencje GNU w ogóle nie są objęte prawami autorskimi, a licencje Free Art License (artystyczne) - w minimalnym stopniu (z reguły tylko uznanie autorstwa). Niemniej - zawsze należy sprawdzać sublicencję. Zawsze. R.: Jak oceniasz najpoppularniesze licencje - CC i Copyleft? K.: CC i Copyleft traktowałbym raczej jako hippisowską ciekawostkę doby Internetu niż poważne licencje typu Rights (C). Z drugiej strony mają stałych wolontariuszy i mimo generowania niewielkich dochodów znajdują swoje nisze, głównie artystyczne i wolnościowe "ogniska internetowych wojowników". Rozmawiał: Radek Arciszewski Piractwo - tradycyjne przestępstwo?
Choć niemalże każdy to robi, mało kto się przyznaje. Strach przed ujawnieniem przestępstwa? Czy też może norma i przyzwyczajenie Polaków?
Felieton

Nasz redakcyjny kolega, Radosław Arciszewski, trzeba przyznać ma nosa do wyszukiwania ciekawych acz niekiedy kontrowersyjnych ludzi. Dla mnie to jak strzał w dziesiątkę, woda na młyn. Ostatnio opowiadał mi o niemalże zawodowym piracie internetowym o pseudonimie Happy Loser. Piractwo. Dla przeciętnych ludzi to nic nadzwyczajnego. Przyznam, że zaliczam się do tych przeciętniaków, którzy raczej nie dostrzegają w tym przestępstwa. Odważne? Dla wielu pewnie zuchwałe. Tak naprawdę dowiedzieliśmy się od naszego Henry'ego Morgana tego, co jest tajemnicą poliszynela. W XXI wieku, kiedy dostęp do technologii jest tak bardzo rozpowszechniony, prędkość Internetu z miesiąca na miesiąc coraz większa, a pliki pobiera się jeszcze szybciej, trzeba być kompletnym frajerem, aby z tego nie skorzystać. Happy Loser zwrócił jednak uwagę na jeszcze inną kwestię – pobierać czy pójść do sklepu i kupić legalnie? Aż korci mnie, by przytoczyć jego słowa. Właściwie, czemu nie: „(…) spójrzcie na to od strony finansowej. Mam tutaj na myśli firmy, które produkują różnego typu oprogramowania. Kiedy pójdziemy do sklepu z oprogramowaniem i spojrzymy na ceny, to kolokwialnie mówiąc, kopara opada. Kto z nas ma 100 a tym bardziej

Czarniecczyk

700 PLN? Przy tylu zerach ja wymiękam. " Racja? Racja! Domena publiczna, wolne licencje. Co to jest? Kto ze zwykłych śmiertelników się nad tym zastanawia? Większość osób uprawiających piractwo nawet nie analizuje aspektu moralnego swoich działań. Po prostu klika i już, chociaż wie, że jest to nielegalne. Nieświadomość -  zguba. To jasne, że skoro wszyscy pobierają muzykę z Internetu, to ja mogę robić to samo. Ściąganie plików na własny użytek to jeszcze nie jest piractwo, ale balansowanie na cienkiej linie. Jeżeli słucham muzyki pobranej z Internetu, to właściwie nie robię nic złego. Jeśli jednak ściągnięty plik nagram z własnego komputera na jakikolwiek nośnik informacji, który trafi do osób trzecich, to już inna sprawa. Właśnie zostałam piratem i dołaczyłam do - być może - najliczniejszej rodziny w kraju, a niewykluczone, że i Europie. Stop! Czy jednak aby na pewno jestem na bakier z prawem? Jedni traktują zwykłe ściągnięcie piosenki za formę piractwa, inni dopiero rozpowszechnianie. Relatywizm. A programy typu Ares zostały stworzone dla dekoracji Internetu? Piractwo, za które można dorobić się poważnych kłopotów, to po prostu rozprzestrzenianie takowych plików za pobraniem opłaty, a  to raczej gruba kasa. Z każdym rokiem wzrasta popyt na pirackie nagrania, filmy. Czy to takie dziwne. Kryzys, moi drodzy, kryzys.. Chyba nie tylko ja to dostrzegam. Dla ludzi liczy się każdy grosz

Czarniecczyk ... jesteśmy trzecim krajem w Europie pod względem piractwa, wyprzedziła nas jedynie Rumunia i Bułgaria.

szczególnie, gdy drożeje dosłownie wszystko, -od legalnych płyt, poprzez produkty żywnościowe, aż do paliwa. Pirackie nagrania są niemalże na wyciągniecie ręki i przede wszystkim tanie! To może dobrze, że ludzie garną się do nowości kulturalnych, technicznych. Jeżeli robią to na własny uzytek, to chwała im za to. Czy zbyt sztywne obwarowania prawne będą służyły rozpowszechnianiu kultury, sztuki? Nie! A jak się mają w takim przypadku życzenia Mickiewicza, by cenne dzieła trafiały pod strzechy. Nikogo spod umownej strzechy nie stać byłoby na drobny wydatek rzędu wspomnianych 100 PLN. W końcu Polak potrafi! Polska może „pochwalić się” niezłym procentem społeczeństwa korzystającego z możliwości piractwa. Aż 58% mieszkańców naszego kraju wybiera tę właśnie drogę nabywania plików internetowych. Zajmujemy miejsce na podium, jesteśmy trzecim krajem w Europie pod względem piractwa, wyprzedziła nas jedynie Rumunia i Bułgaria. Nie ma się czym chwalić, ale historycznie jest to uzasadnione, że życie od zawsze zmuszało Polaków do tak zwanego "radzenia sobie". Niewielu myśli o ogromnych karach, które może przyjść płacić, kiedy widzi, że wszyscy wokół niego, surfując w sieci, ściągają plik za plikiem. Przyznam, niekiedy rodzi się pytanie: „A gdyby jednak mnie złapali? Słyszy się bowiem w telewizji o takich zdarzeniach. Szybko jednak naciska się w głowie klawisz - "usuń". Czapki z głów tym, którzy przestrzegają karnie prawa, więcej pieniędzy tym, których nie jest stać na legalne zdobywanie potrzebnych materiałów, więcej edukacji przeciętnym ludziom w zakresie możliwości korzystania z wolnych licencji, prawnikom - przejrzystych, rozsądnych przepisów wprowadzanych w życie! Magda Pióro KOCHAM KINO
Jedyne kino w Chełmie zamknięte. Koniec świata czy początek nowego?
Reportaż

Do historii przeszła scena z „Titanica” na rufie statku – znają ją i młodzi, i starzy. Film był grany przez prawie rok, przyniósł ogromne zyski i na stałe wpisał się w świadomość widzów. Czy jakakolwiek nowa produkcja będzie w stanie powtórzyć sukces „Titanica”, czy też złote lata kina już dawno minęły? Wczoraj W Chełmie czasy popularności srebrnego ekranu przypadają na lata 70-te. W tzw. gmachu mieściło się kino „Bajkał”. Jedna osoba mogła kupić maksymalnie dwa bilety, a kolejka zawsze była ogromna. Ludzie przepychali się, podawali kasjerce pieniądze nad szybą, wchodzili na daszek, jak się tylko dało. - Pamiętam, że razem z kolegami braliśmy klasowe fundusze, za które kupowaliśmy bilety, a potem drożej odsprzedawaliśmy tym, którzy już nie zdążyli.

Czarniecczyk

Zarobioną nadwyżkę przeznaczaliśmy na lemoniadę, słodycze. To były czasy! Ludzie garnęli się do kultury, potrzebowali jej, chociaż seans kosztował więcej niż dzisiaj - mówi pan Marek, właściciel jednej z chełmskich kawiarenek. Kino było czarno -białe, wstęp na seans kosztował o wiele więcej niż dzisiaj, ale sale zawsze były pełne. Za czasów „Stawki większej niż życie” fryzjer obcinał wszystkich na Klossa, idola młodzieży. Popularności nie wyznaczały obrazki na kwejku czy demotywatorach, ale to,  co pojawiło się na wielkim ekranie. Wynikało to z braku innych rozrywek, ale nie tylko. Kiedyś idąc na seans, miało się gwarancję jakości i ciekawej fabuły. Dzisiaj coraz trudniej trafić na dobry tytuł. Przeważają schematyczne romansidła i słabe filmy akcji. Uwielbienie dla kina dyktowało też wychowanie. Pani Małgorzata już od dziecka chodziła na seanse. - Mój tato pracował w "Zorzy". Kiedy byłam mała, często mnie zabierał, sadzał koło siebie w kabinie operatora i z samej góry oglądałam najnowszy film. To była naprawdę duża frajda. Dzisiaj nie ma to już takiego uroku. Dzisiaj Uroku nie ma to także dla dzisiejszych dzieci i młodzieży. Do „Zorzy”, obecnie zamkniętej, przez ostatnie miesiące przychodziło coraz mniej ludzi. Część seansów odwołano. Ostatni właściciel nie chciał ze mną rozmawiać, zasięgnęłam więc informacji u kioskarki pracującej naprzeciwko kina. - Nie zauważyłam, żeby ostatnio przychodziło dużo ludzi. Widziało się tylko dzieci, jakieś wyjścia szkolne. Osób indywidualnych było bardzo mało. Mała liczba oglądających dziwi tym bardziej, że popularność filmów nie maleje, a wręcz rośnie. Spragnieni wrażeń przenieśli się z sal przed ekrany telewizorów i komputerów, które - choć mniejsze - mają porównywalną jakość. Zapytałam chełmską młodzież w wieku 15-23 lat o jej preferencje. Zdania były podzielone: równo połowa woli oglądać

Czarniecczyk To sprawi, że młodzież, która już dziś mówi „kocham filmy”, będzie mogła powiedzieć „kocham Kino!”. Angelika Kubacka

filmy w domu ze względu na cenę i wygodę, zaś pozostali zwracają uwagę na jakość kina. Trafnie podsumowuje to Grzesiek, gimnazjalista: -To zależy od kina. Do normalnego, gdzie masz ekran, fotele i brudną podłogę, tak jak było w „Zorzy”, nie chciałbym iść. Za to do dobrego kina z 3D, wysokiej jakości dźwiękiem i innymi bajerami - już tak. W dobie wszechobecnych komputerów i Internetu kino, które może mi zaoferować tylko film, nie przyciągnie mnie. Wypożyczę go sobie trochę później, po premierze, dwa albo trzy razy taniej. Z wypożyczeniem jednak może być problem. Wypożyczalnia filmów mieszcząca się przy „Zorzy” również została zamknięta. Z pomocą przychodzi Internet. Zdecydowana większość pytanych osób twierdzi, że filmy i muzykę pobiera z sieci bardzo często lub często, ale tylko 7% zwraca uwagę na to, czy materiały udostępnione są na licencji Creative Commons, pozwalającej na swobodne używanie. O istnieniu licencji CC wie zaś tylko 10%. To niepokojący wynik, bo świadczy o dużej skali piractwa internetowego. Młodzi nie przejmują się tym, że kradną filmy, przecież chcą tylko obejrzeć je za darmo... Jutro Co zrobić z takimi piratami? Jak przywrócić seansom magię, a kinom zyski? Przede wszystkim uświadamiać. Informować o możliwości legalnego pobierania niektórych tytułów, organizować promocje, wydarzenia w kinach, zachęcać. Wyjść naprzeciw oczekiwaniom. Otworzyć w Chełmie kino 3D,  ale najpierw otworzyć to zwykłe. Absurd czy rzeczywistość?
21 [Limited], Adele – 59,99 zł. Born This Way, Lady Gaga – 40,99 zł. To co dobre, Andrzej Piaseczny – 37,99 zł.. Owszem, można kupić w sklepie lub zamówić przez Internet, ale po co?
Czarniecczyk P

rzeciętny Kowalski nie posłucha swojego ulubionego wykonawcy z oryginalnej płyty Audio CD,  gdyż najzwyczajniej w świecie jego na to nie stać. Cóż zatem zrobi w tej sytuacji? Ściągnie przez Internet. Pobieranie a kupowanie Przeciętny Kowalski, pobierając album przez Internet powinien mieć świadomość, iż jego czyn jest formą piractwa internetowego. Natomiast w sieci wre od dyskusji i sporów na temat piractwa. Jedni opowiadają się „za”, inni „przeciw”. Tworzone są nowe definicje i poglądy. Jedna z nich brzmi następująco: "Twórczość ma wartość. Za każdym razem, gdy używam cudzej twórczości, biorę lub tworzę na jej podstawie, pozbawiam autora czegoś wartościowego. Za każdym razem, gdy biorę coś od innych, powinienem uzyskać na to ich

Czarniecczyk

zgodę. Odebranie komuś wartościowego dobra bez jego zgody jest niemoralne. Czy to oznacza, że siedząc przy ognisku nie wolno zaśpiewać „Naiwnych pytań” bez naruszenia praw autorskich? Albo oglądać nowego tatuażu przyjaciółki, gdyż godziłoby to w prywatność twórcy? Graniczyłoby to z groteską! Żaden człowiek nie miałby „czystej kartoteki”. Nikt nie mógłby nad tym zapanować. Dlatego też znaleźli się ludzie promujący wolną kulturę, którzy sprzeciwili się tego typu absurdom. Wolna Kultura 29 zł w sklepie, 20 zł w wypadku sprzedaży internetowej i 15 zł na koncercie – czy to nie brzmi kusząco? Takie ceny oferuje Biodro Records – wytwórnia wydająca artystów publikujących muzykę na wolnych licencjach. Kowalski, kupując album pochodzący z tej wytwórni, zaoszczędziłby na dwa kolejne dla swojej rodziny! Problem tkwi z tym, że nie wszyscy autorzy godzą się na licencję Creative Commons. Jest to dla nich niekorzystne ze względów finansowych czy też moralnych. Co to za gwiazda, która zarabia mniej niż 100 tys. zł miesięcznie! To byłby wstyd! A przecież prawdziwy artysta nie tworzy dla siebie, lecz dla innych. W dzisiejszych czasach ze świecą takiego szukać. Wszędzie tylko komercja i komercja… Tymon Tymański Kompozytor, multiinstrumentalista, tekściarz, felietonista i prozaik. Założyciel, lider i członek wielu grup muzycznych. Człowiek, który nie potępia piractwa, a nawet zamierza za darmo publikować swoje płyty w Internecie. Sam udostępnia własną twórczość na prywatnej stronie internetowej. Na strony takich ludzi jak on Kowalski może wchodzić z czystym sumieniem. Nikt nie oskarży go o piractwo, gdy pobierze plik mp3 czy tekst piosenki. Tymon Tymański nie jest jedynym artystą, korzystającym z wolnych licencji. Grupa takich ludzi powoli rośnie, co jest korzystne nie tylko dla odbiorców. Jednak na zgodę Adele, Lady Gagi czy Andrzeja Piasecznego trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Kasia Myszura Źródła:  www.wiki.wolnakultura.info  www.futrega.org  www.tymanski.com Z potrzeby serca…
1500 sztabów w Polsce, aż trzy w naszym mieście. Rekordowa liczba wolontariuszy w historii naszej szkoły. Duma i poświęcenie.
Czarniecczyk

"Zdrowa mama, zdrowy wcześniak, zdrowe dziecko!” Tegoroczna zbiórka pieniędzy zostanie przeznaczona na zakup pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Dzisiaj wiemy, iż na ten szczytny cel trafi ponad 40 milionów złotych. Siedmioletnią tradycją jest już, iż co roku do zbiórki aktywnie włącza się społeczność I Liceum Ogólnokształcącego w Chełmie. Prawie osiemdziesięciu wolontariuszy wyrusza w tym roku na ulice miasta po to, by bezinteresownie wspomóc ogólnopolską akcję. Dzień w sztabie numer 506. trwa od zmroku do zmroku. Wolontariusze zaopatrzeni w identyfikatory, puszki oraz tysiące czerwonych serduszek kwestują wszędzie. Mimo złej pogody - padającego śniegu i niskiej temperatury - nie ma miejsca, gdzie nie można byłoby ich spotkać - przy kościołach, na przystankach, dworcach, w supermarketach, a w szczególności w centrum miasta. Wielokrotnie zbierający pieniądze spotykają się z wyjątkową życzliwością, uśmiechem chełmian, którzy podkreślają celowość akcji Jurka Owsiaka oraz wyrażają podziw dla zaangażowania i wytrwałości młodzieży. - Orkiestrę wspieramy od zawsze, nawet drobną złotówką – mówi jedna z hojnych mieszkanek, z dwójką dzieci – po za tym musimy dać przykład następnym pokoleniom. Nikt nie przechodzi obojętnie obok wolontariuszy, każdy chce się podzielić choćby przysłowiowym groszem. - Jak tu odmówić młodemu człowiekowi?- słyszę stwierdzenia. Na miejskim deptaku w tym szczególnym dniu jest mnóstwo atrakcji. Mieszkańcy mają okazję przyjrzeć się specjalistycznemu sprzętowi należącemu do policji, czy obejrzeć pokazy paramilitarne. Przewidziano również możliwość podziwiania Chełma z góry, ze strażackiego podnośnika lub sfotografowania się w hełmie strażackim. Po zmroku w hali MOSIR zabawę zapewniają występy muzyczne, pokazy zapaśnicze i sumo.

Czarniecczyk

Wolontariusze ze sztabu 506. kwestują przez ponad osiem godzin. Są zziębnięci, mają  przemoczone od opadów śniegu i deszczu puszki, lecz zadowolenie wypisane jest na wszystkich twarzach. Wielkie i skrupulatne liczenie w sztabie owocuje sumą 12 494. 13 zł, co znacznie przewyższa zeszłoroczny wynik. 8. stycznia jest najbardziej pracowity dla Katarzyny Kiwińskiej. Jako najmłodsza wolontariuszka (10 lat) w swojej puszce zgromadziła największa sumę – około 1 100. zł. Kwestowanie rozpoczęła już o godzinie 7 rano Zapytana o to, w jaki sposób tego dokonała, odpowiada, iż z pomocą mamy odwiedziła wszystkie chełmskie kościoły oraz inne miejsca, gdzie mogła liczyć na okazanie serca. Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy z pewnością nie można odmówić rozmachu i niepowtarzalności. Trudno w Polsce czy na świecie znaleźć akcję charytatywną, która zrzeszałaby tak wiele osób, instytucji czy silniej wpływałaby na świadomość społeczną i byłaby rozpoznawalna niemal w stu procentach. Fenomenem jest tak liczny udział w przedsięwzięciu młodzieży i dzieci. Co sprawia, że młodzi ludzie chcą bezinteresownie poświęcić swój wolny czas, wyjść z domu i marznąć zamiast oddawać się przyjemnościom? Uczniowie pierwszego liceum, którzy byli wolontariuszami, na pytanie, dlaczego włączyli się w projekt świątecznej pomocy Jurka

Czarniecczyk Zgłosiłam się do akcji, aby pomóc tym, którzy tego potrzebują, chorym, bezbronnym dzieciom, by dać nadzieję ich rodzicom, tak po prostu z potrzeby serca.

Owsiaka, nie odpowiadają utartymi banałami, górnolotnymi stwierdzeniami, lecz mówią, iż była to ich wewnętrzna potrzeba, pragnienie stanowienia drobnego elementu w wielkim dobroczynnym dziele. - Zgłosiłam się do akcji, aby pomóc tym, którzy tego potrzebują, chorym, bezbronnym dzieciom, by dać nadzieję ich rodzicom, tak po prostu z potrzeby serca – mówi Magdalena Gorzkowska, jedna z wolontariuszek. - Zgłaszając się do WOŚP nie widziałem w tym jakiegoś większego celu, chciałem tylko włączyć się w wielką, ogólnopolską akcję, być jej ogniwem, członkiem ogromnej dobroczynnej społeczności – stwierdza Mateusz Kopeć – mam nadzieję, iż w ten sposób przyczyniłem się, choć w niewielkim stopniu, do ulepszenia medycyny w Polsce, która będzie służyła wielu pokoleniom. 8. stycznia z pewnością przejdzie do historii jako kolejny, jubileuszowy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jednak nie to jest najważniejsze. Wartością okazuje się to, iż po raz kolejny do akcji włączyły się rzesze ludzi, znów na bardzo wielu twarzach zagościł uśmiech, a w sercach radość i szczerość, co jest cenniejsze niżeli wszystkie zgromadzone w puszkach pieniądze. Na tym polega fenomen akcji WOŚP, zmienia ludzi, dzięki czemu niemożliwe staje się możliwe. Kamil Łebnicki

Fot Stefania Fedorczuk



Czarniecczyk Czarniecczyk Od pustej puszki do wielkiego liczenia. Jak w Chełmie funkcjonował 506. sztab WOŚP? Fot. Stefania Fedorczuk

W obronie azjatyckich słoni

Czarniecczyk ... bite kijami i toporkami przechodzą tresurę, której zadaniem jest złamanie ich woli.

Jest założycielką rezerwatu słoni azjatyckich „Elephant Nature Park” w Tajlandii. Pani Sangduen 'Lek'Chailert to laureatka prestiżowej nagrody Zacny Uczynek, przyznawanej osobom szlachetnym, za ich wyjątkowe czyny. Wyróżnienie to otrzymali m.in. Krystyna Janda oraz Adam Warniak (dziennikarz "Gazety Wyborczej"). Ta skromna i drobna kobieta, która niedawno odwiedziła Chełm i nasze liceum, realizowała swój projekt także w Białym Domu, spotkała się z Hilary Clinton oraz dostała wyjątkowe odznaczenie od Camilli Parker Bowles. Pierwszego słonia kupiła w młodym wieku, za ciężko zarobione jako kelnerka 18 000 dolarów. Pomimo faktu, że matka nie podzielała entuzjazmu córki i z przerażeniem podliczała koszty utrzymania zwierzęcia, Chailer nie poddała się i wkrótce zakupiła kolejne słonie, założyła specjalistyczne schronisko. Kobieta przygotowała dla nas specjalny film, stworzony przez Natashę Huskovą, zatytułowany „Elephants on the edge”. Z filmu dowiedzieliśmy się, że w 1900 roku w Tajlandii żyło 100 000 słoni azjatyckich.

Czarniecczyk

Jednakże z biegiem lat, kiedy zainteresowanie egzotycznym krajem i turystyką znacznie wzrosły, łapano coraz więcej słoni wykorzystywanych w celach rekreacyjnych. Słoniątka siłą zaciągane do drewnianych, małych klatek są przywiązywane grubymi linami do pachołków. Skrępowane, przetrzymywane tygodniami w okropnych warunkach bez jedzenia i wody, bite kijami i toporkami przechodzą specjalną tresurę, której zadaniem jest złamanie ich woli. Najsmutniejszy jest fakt, że biorą w tym udział także dzieci. Choć trudno w to uwierzyć, wszystkie te działania przeprowadza się, by później „bawić” oczy turystów. Słonie, które pomyślnie przeszły tresurę, wysyłane są do cyrków lub na ulicę, gdzie wożą na swoich grzbietach ludzi, stają na dwóch nogach, malują czy grają na instrumentach. "Wielu turystów lubi patrzeć na show, ale nie wiedzą, co kryje się za kulisami" - mówi pani Sangduen. Oprócz celów zarobkowych, zwierzęta zmuszane są do transportowania drzew z dżungli. Także i wtedy, podczas pracy stanowczo przewyższających ich siły, ginie bardzo dużo słoni. Szacuje się, że dzisiaj na wolności żyje zaledwie 500 słoni, a w niewoli 1 600 osobników. Prelegentka wielokrotnie prosiła o zwracanie uwagi na to, co dzieje się w Tajlandii. Odradzała nam kupowania pamiątek, których pochodzenie jest związane z cierpieniem zwierząt. Jednocześnie zachęcała do wolontariatu w swoim rezerwacie „Elephant Nature Park”. Obecnie w rezerwacie przebywa 38 słoni, którymi na co dzień opiekuje się od 20 do 50 wolontariuszy. W pracy przy słoniach pomagają młodzi ludzie z każdego zakątka świata. Wszystkie informacje dotyczące zasad wolontariatu można znaleźć na stronie parku: www.elephantnaturefoundation.org „By pomóc, wystarczy kochać zwierzęta. W swoim kraju nie macie słoni, ale wystarczy się rozejrzeć i zwrócić uwagę na mniejsze zwierzęta, środowisko, ludzi”- apelowała pani Sangduen. Nasza szkoła odpowiedziała na ten apel i przekazała pewną sumę pieniędzy na rzecz rezerwatu. Prelekcja spełniła swój cel, którą była idea miłości i odpowiedzialności za piękną planetę podarowaną nam na własność. Agata Pawłoś i Ewelina Mendel Fot. 2 i 3 Lilianna Kostecka

Czarniecczyk

Ostatnie dni i lata przyniosły wiele ciekawych wydarzeń dotyczących tego, bez czego dzisiaj większość z nas nie wyobraża sobie życia. To Internet, dzięki któremu możemy robić wiele rzeczy. Oto wydarzenia, które zasługują na uwagę.
Czy wiesz, że…
Czarniecczyk P

obieraj w imię boże. Dzień 5 stycznia 2012 roku na pewno przejdzie do historii tego kraju. W tym dniu oficjalnie zarejestrowano Misjonarski Kościół Kopizmu. Członkiem takiej wspólnoty może zostać ten, kto posiada na swoim twardym dysku nielegalne filmy, muzykę lub oprogramowanie. Święte symbole nowej religii to czarny trójkąt ze świętą literą K oraz święte symbole w postaci klawiszy Ctrl+C i Ctrl+V. Wieści o nowej religii rozeszły się w zaskakująco szybkim tempie. Na dzień dzisiejszy liczy ona około 3500 członków. Założycielem Kościoła Kopizmu jest 19-letni student Isaac Gerson, któremu dopiero za trzecim razem udało się zarejestrować nową religię, która nie

Czarniecczyk

ma żadnej koncepcji na życie po śmierci, gdyż nie skupia się ona na ludziach tylko na informacji. Piraci XXI wieku Sześć lat wcześniej również w Szwecji została zalegalizowana Partia Piratów. Jej program koncentruje się wokół problemów związanych z własnością intelektualną i dostępem do internetu. „Piraci” postulują pełną swobodę niekomercyjnego używania i kopiowania dóbr intelektualnych oraz walczą z prywatnymi monopolami. Obecnie można mówić o globalnym zasięgu tej partii. Amerykanie kontratakują SOPA to skrót od Stop Online Piracy Act. Jest to projekt ustawy, który ma ograniczać wolność słowa. Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, możliwa by była cenzura wszystkich portali w sieci. Ustawa ta ma definitywnie zakończyć działalność stron, które zajmują się piractwem. W związku z tą akcją anglojęzyczna strona najsłynniejszej encyklopedii internetowej WIKIPEDIA zawiesiła swoją działalność na 24 godziny. Jednak, jak wielu jest jej zwolenników, tak samo wielu jest przeciwników, a wśród nich takie znane firmy - Google, Facebook, Twitter, Mozilla, a nawet Parlament Europejski. Wiele organizacji oraz ludzi sprzeciwia się tym działaniom, ponieważ, jak sami mówią, jest to sprzeczne z zasadami współczesnej demokracji, która gwarantuje im wolność słowa. Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka Dnia 23.01.2012 roku zakończyła się przygoda serwisu Megaupload. Strona ta należała do liderów zajmujących się wymianą plików w Internecie. Zaraz po zatrzymaniu właścicieli serwisu hakerzy związani z grupą Anonymous przeprowadzili masowy atak na stronę FBI, Departament Sprawiedliwości USA, organizacji RIAA walczącej z piratami, a także witrynę polskiego Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Szacuje się, że serwis ten wyrządził szkody artystom na blisko 500 mld dolarów. Wielu internautów jest oburzonych działaniem amerykańskich władz. Był to największy atak w historii tej grupy. Niektórzy mówią, że to początek końca Internetu. Trudno im się dziwić, ponieważ ściąganie plików to dla niektórych jedyne zajęcie, do którego jest potrzebne szybkie łącze. Serwis ten posiadał 150 milionów użytkowników z całego świata. Ciekawe tylko, co stanie się z pieniędzmi tych, którzy posiadali konta Premium? Fakt jest taki, że zatrzymanym grozi do 50 lat więzienia. Radek Arciszewski Fot. CC BY 2.0 by john_a_ward Zaskakujące przedszkolaki
Wyobraźnia, pomysłowość... Co drzemie w głowie małego człowieka?
Czarniecczyk

Dzieci są przyszłością społeczeństwa. W młodym pokoleniu pokładamy duże nadzieje, dlatego powinniśmy je od małego uczyć uczciwości i poczucia sprawiedliwości. Wywiad z przedszkolakami na temat wolnych licencji wydaje się absurdalny, bo - cóż dzieci mogą o tym wiedzieć? My przeprowadziliśmy takie zajęcie z grupą 5-latków. Dzieci dowiedziały się więcej o legalnym korzystaniu z Internetu, natomiast my,  wykorzystując ich wiedzę i nieograniczoną wyobraźnię, zobaczylismy, jak przebiega spontaniczny proces rozumowania 5-latków\ podczas tworzenia definicji abstrakcyjnych pojęć. Posłuchajmy... Rodzice dzieci wyrazili pisemną zgodę na przetwarzanie wizerunku ich pociech i Internecie (p. Dorota Hurko, dyrektor Przedszkola nr 5 w Chełmie). Eliza Adamska i Magda Nastaj

Czarniecczyk Czarniecczyk Agata Pawłoś Przygody Qmamka odcinek 5 Tak, jednak na legalu! W następnym odcinku Qmamek przygotowuje się do EURO 2012