Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Od redakcji
Od redakcji
Drodzy czytelnicy,
Wiosna, lato, jesień, zima...
Nieubłagalnie płynie czas.
Złocista, sentymentalna, kolekcjonerka wspomnień i refleksji. Za oknami kolorowe liście wirują na wietrze. Jesień! Tak, to ona powoduje chandry i załamania nerwowe. Ale czy aby na pewno? Czy to tylko prestekst by oddać się w ramiona Morfeusza i uśpić marzenia?
Kochani,
pomimo ponurych i smutnych dni, nie możemy się poddawać, przecież życie jest piękne i kryje w sobie wiele nieodkrytych tajemnic, które tylko czekają, aż ktoś je pozna.
Jesień się skończy... a co z naszymi załamaniami? W końcu się nasilą i wpadniemy w wir depresyjny, a z niego już trudniej wyjść.
Po liściastej i złotej porze roku nadejdzie zima, którą każdy miło wspomina. Śnieg, lód, zapach aromatycznej herbaty, którą sączy się przy kominku...
...a później święta! To z pewnością czas, na który warto czekać! Więc odrzućcie smutki na bok i ukryjcie się pomiędzy wierszami nowego numeru Expressio, w którym dziennikarze zawarli fragmenty swoich przemyśleń i podzielili się z Wami jesiennymi smutkami. Nie zabrakło poezji i zwykłej codziennej relacji. Niech każdy znajdzie coś dla siebie i z chęcią przetrwa ponure dni.
Miłej lektury!
Spis treści
W numerze / Spis treści W numerze
Kto tam? JESIEŃ!
"[...] Ledwie zdążyłam przymknąć oczy, a tu… jesień, za którą tak tęskniłam."
Miłość
"[...] Od problemów nie da się uciec - niestety. Więc dlaczego ciągle to robimy? Tak jest łatwiej, owszem. " Efekt domina i mniejsze zło
"[...] Jeszcze kilka lat temu, gdy takich możliwości nie miałem, dziwiła mnie postawa większości Polaków, którzy rezygnowali z czynnego prawa wyborczego."
Andrzej Bursa - poeta przeklęty
"[...] - Zataiłem straszny grzech... - Wywołałem efektowną pauzę i szepnąłem dobitnie." Jarzmo duszy
"[...] Śmieje mi się w twarz, krzyczy: serce skrusz!"
Sonet I
"[...] O zimo! Ty chłodna kochanko!
Zostań za dniem,
bo tam Twoje miejsce!"
Bez zaproszenia...
"[...] Jestem księżniczką - jego,
którą nosi na rękach.
Liczy się tylko moje szczęście."
Od redakcji................2
W numerze................3
Spis treści..................3
Kto tam? JESIEŃ.....4-5
Moment..................6-7
Nowy rozdział........8-10
Miłość......................11
Efekt domina.......12-13 Szlachetna Paczka..14-15
Christmas...................16
Andrzej Bursa........17-18
Poezja........................19
Bezsenny...................21
Jarzmo duszy.............22
Sonet I.......................22 Bez zaproszenia........23
Życzenia..............24-25
Stopka.....................26
Kto tam? JESIEŃ!
Jesień
Szumiące kolorowe liście, mocne powiewy wiatru zza okna, łyk gorącej herbaty, zgrzyt w kościach i poranek… w ciemności. Wszystko to składa się na jedno: jesienną chandrę.
Niedawno czułam niedosyt powietrza, parzące słońce w plecy bądź też zupełnie odwrotne zjawiska: zimny deszcz, powiew wiatru, lecz nadal towarzyszącą, letnią duchotę. Niezrównoważony nastrój pogody tegorocznych wakacji skłaniał mnie do jednego: do modlitwy o wrzesień. Ledwie zdążyłam przymknąć oczy, a tu… jesień, za którą tak tęskniłam. Czyżby czasami jesienne osaczenie było… cudowne? Złote liście tańcząc spadają na chodniki, tym samym przepędzając ich monotonną szarość. Idę złoto-czerwoną ścieżką, gdzieniegdzie leżą kasztany i żołędzie, a melodia sama się nasuwa:„Kochany, kochany,/ Lecą z drzewa jak dawniej kasztany…”.
Po wakacyjnych kaprysach pozostały tylko zimne, ciemne, zamglone poranki i wieczory, kiedy to pozostaje głaskać kaloryfer, domagając się odwzajemnienia czułości, ale i to, co najbardziej lubię: zapach konfitur, dżemów i owoców. Uwielbiam też, kiedy jadę autobusem, a zza okna nieśmiało przedzierają się promienie słońca, lekko ogrzewając mi twarz.
Do iluż to przemyśleń skłania rudość jesieni? Zazwyczaj październikową porą oddajemy się melancholijnym myślom. Nostalgicznie sięgamy do czasu, kiedy to w przedszkolu pletliśmy czerwone korale z jarzębiny. Wtedy też dosięga nas złe oblicze jesieni - o którym zapomniałam, tęskniąc letnią porą – depresja sezonowa. Wahania nastrojów dosięgają bez wyjątku każdego. Główną ich przyczyną jest obniżony poziom światła docierający do organizmu i szybkie skoki temperatury. Kogo nie męczy wstawanie szybciej niż słońce?
Z jednej strony powtarzamy sobie co dzień
Jesień „Kochany kochany
Lecą z drzewa jak dawniej kasztany
Wprost pod stopy par roześmianych
Jak rudy lecą grad
Jak noc gdy w alejce
Rudy kasztan ci dałam i serce
A tyś rzekł mi trzy słowa nic więcej
Że kochasz mnie i wiatr”
~ Inyo
pod nosem „byle do weekendu, świąt…” z nadzieją na powtórną wiosnę – beztroskie dni, które zawsze wydają się lepsze od teraźniejszości. Z drugiej strony chcemy cofnąć czas, wrócić do dzieciństwa – zbierania kasztanów i żołędzi z leśnego zakątka na osiedlu. Tęsknimy za zapachem owoców z dziadkowego ogródka, które później trafiają w babcine ręce, tworzące z nich kuchenne arcydzieła - słodko - kwaśne kompoty i ciasta.
Wstyd przyznać, ale pomimo mej sympatii do jesieni, niezrównoważenie emocjonalne dopadło również i mnie. W moim przypadku przejawia się to wieczorami spędzanymi z gorącą herbatą i starym pamiętnikiem. Niegdyś ludzie znaleźli inny sposób na powrót do przeszłości – dla mnie niezbyt trafny, lecz dla pozostałych jest to krok w przód ku realizacji nieosiągalnych marzeń, małe muśnięcie celu - przesunięcie wskazówek zegara, a dokładniej cofnięcie ich o godzinę.
Podczas weekendowego spaceru zauważyłam parę w podeszłym wieku. Ze splecionych dłoni, na których widniały obrączki, wywnioskowałam, że jest to małżeństwo. Spacerując po obfitym w barwy parku, zbierali kasztany, żołędzie i obserwowali wiewiórki. Co prawda, ich twarze były zmęczone, ale rumiane, pełne życia. Choć nastała w ich ciele jesień, z wnętrza promieniała jej złocista odmiana – ta, która ogrzewa twarz w autobusowym tłoku. Nie widać było nostalgii do rześkości młodzieńczych lat, depresji i stereotypowego marudzenia. Ich lekkość sprawiła, że aż sama zapragnęłam dożyć takiego odcienia starości.
Dzięki kilku jesiennym dniom, doszłam do wniosku, że wszystko jedno, czy to dzień, kiedy z drzew spadają liście, z nieba prószy śnieg, pada deszcz lub promienie słońca opalają zmęczone nimi ciało. Warto wytrwać kilka ciemnych poranków z zakatarzonym nosem i rozczochranymi wiatrem włosami, aby dotrwać słonecznego południa, dostrzec choć nić pozytywności i zaśpiewać rozkapryszonej pogodzie.
Jesień
Każdego roku nadchodzi w końcu taki moment...
...kiedy zmęczenie bierze górę nad człowiekiem.
Nad jego ciałem i umysłem. Jest całkowicie bezradny i obojętny na to, co dzieje się wokoło.
Tym momentem jest jesień oraz związana z nią jesienna chandra.
Szaruga za oknem sprzyja melancholii i rozterce. Coraz chętniej siadamy samotnie przy książce z kubkiem gorącej czekolady.
Z dala od ludzi, od hałasu, od cudzych spraw i problemów. Czasem nawet niepotrzebne jest towarzystwo książki, ponieważ natłok myśli w naszych głowach wypełnia każdą możliwą pustkę.
Jesień to czas huśtawek nastrojów. Od nieposkromionej radości do wodospadu łez. Takie skrajne emocje o tej porze roku nie dziwią nikogo.
Człowiek skupia się wtedy na samym sobie. Głównie nad tym, co zrobił źle, czego żałuje, co chciałby zrobić jeszcze raz, a o czym chciałby jak najszybciej zapomnieć.
Jesień
Jest to czas smutku, żalu, rozgoryczenia i totalnej bezradności. Bo pomimo tego jakbyśmy się starali, wisielczy nastrój nie chce minąć i tak trwamy przez dni czy tygodnie.
Nawet jeśli w ciągu dnia udajemy najszczęśliwszych ludzi na świecie, uśmiechamy się od ucha do ucha, to wieczorem, gdy zostajemy całkiem sami, uświadamiamy sobie,że to wszystko to tylko poza. Maska, którą zakładamy codziennie rano, aby nie dać po sobie poznać, jak naprawdę się czujemy.
Oszukujemy samych siebie. Po co? Jaki w tym sens, nie łatwiej byłoby się przed kimś otworzyć? Choć raz w roku, gdy jest naprawdę źle? Gdy czujemy,że wszystko się wali,że nic nie ma sensu, że nie damy sobie sami rady. Myślę,że sama obecność jakiejś bliskiej osoby byłaby już choć trochę pomocna. Nie czulibyśmy się wtedy tak bardzo samotni. Człowiek nie może być samotny, to doprowadza go do szaleństwa.
Ale dlaczego akurat jesień? Czy to przez pogodę? Ciśnienie? A może po prostu organizm człowieka został tak zaprogramowany,że właśnie wtedy potrzebuje chwili wytchnienia od całego świata. Pogoda pewnie ma też na to swój wpływ. Przyroda umiera... pada deszcz, jest szaro i zimno... nie jest to nazbyt optymistyczny scenariusz.
Tak samo jak liście na drzewach, więdną ludzie. Ich emocje, zapał i uczucia. Do wszystkiego nabieramy dodatkowego dystansu, myślimy więcej.
Czasem jesienna chandra to po prostu ucieczka. Ucieczka od życia, problemów, ludzi. Od samych siebie. Każdy w końcu potrzebuje przerwy, nie można wiecznie żyć na pełnych obrotach.
A jeśli już naprawdę potrzebujemy wytchnienia - myślę,że jesień to odpowiednia pora. Wtedy za cały swój podły nastrój można winić pogodę i to, co dzieje się za oknem...I nikt nie będzie nas o nic podejrzewał. Tylko trzeba pamiętać,że to nie może trwać wiecznie. Jesień też ma swój koniec.
Nie ma co płakać i użalać się nad samym sobą, to już niczego nie zmieni. Warto wziąć się w garść i wierzyć w nowe, lepsze jutro. Nawet, jeśli pogoda za oknem temu nie sprzyja.
~ Żorska celebrytka
Nowy rozdział
Nowy rozdział
Nadchodzi październik.
Nie dla wszystkich był to zwykły miesiąc, taki jak każdy inny. Dla wielu z nas wrzesień był miesiacem odnalezienia się w nowej sytuacji życiowej. Stres, strach przed brakiem akceptacji ze strony rówieśników, próba zaaklimatyzowania się w nieznanym dotąd miejsu to uczucia, które prawdopodobnie towarzyszyly większości z nas - pierwszoklasistom.
A wszystko zaczęło się już podczas wakacji
Stres związany z przyszłą szkołą. Pytania, które nie dawały spokoju: - "Jak tam będzie?", "Jaka będzie moja
Nowy rozdział Kiedy jeden etap w życiu dobiega końca, czas budować kolejny, tak by nie zmarnować życia.
Bowiem w życiu "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". Prawda?
~ Kasiuniamal
klasa?", "Czy mnie polubią?", "Jacy będą nauczyciele w stosunku do nas?". Jednak na odpowiedzi musieliśmy czekać do września, który bardzo szybko nadszedł.
Rozpoczęcie roku szkolnego
Tłumy nieznanych osób przed budynkiem i tylko jedna myśl - znaleźć kogoś ze swojej klasy. Choć wydawalo się to prawie niemożliwe, jednak wzrokiem odnalazłam znajomą twarz. Kolejno, co chwilę ktos jeszcze do nas dochodził i robiło się coraz przyjaźniej, a gdy była nas juz sporą grupa, udaliśmy się do wnętrza szkoły. Tuż po uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego 2011/2012 odbywającym się w sali gimnastycznej, klasami przeszliśmy do swych sal. Mimo iż nie było to zbyt długie spotkanie, odniosłam wrażenie, jakbysmy się już wszyscy znali. Może nie od wielu lat, ale niewatpliwie od pewnego czasu.
Pierwsze tygodnie nauki
Rozległy budynek szkoły sprawiał problemy w odnalezieniu sal lekcyjnych, jednak klasa z dnia na dzień stawała się bardziej zżyta i zgrana, więc wszyscy razem zajmowaliśmy się szukaniem wybranej sali. Uczniowie ze starszych klas zazwyczaj byli mili i z chcęcią udzielali nam pomocy, jeśli była takowa potrzebna. Została kwestia nauczycieli...Pierwsza lekcja standardowo wszędzie wygladała bardzo podobnie - zapoznanie z PSO, regulaminami pracowni itp., więc przyszło nam czekać na kilka kolejnych zajęć. Teraz, po niecałym miesiącu nauki, myślę, że wystarczająco dobrze poznaliżmy już każdego uczącego nas nauczyciela, więc z pewnością każdy ma jakichś ulubionych pedagogów i tych, których nie zdążył jeszcze polubić.
Miejmy jednak nadzieję, że tych ostatnich będzie jak najmniej. ;)
Koniec sielanki
Po kilku tygodniach 'luźnych' lekcji zaczął się czas, gdzie nauka powinna stać dla nas na pierwszym miejscu - oczywiście jesli chcemy
dobrze zacząć edukację w 'Miarce'. Niektórch a może nawet większość zaskoczyła ilość materiału pojawiającego się na początku roku i powtarzanie od pierwszych dni
o przygotowaniach do matury, bo przecież o to tu chodzi.
Długie notatki, kartkówki, wypracowania, sprawdziany- wszystko to przywróciło nas do szarej rzeczywistośći.
Nowy rozdział "Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los."
~ Pierwszoklasistka
Dla jednych każda lekcja dłużyła się w nieskonczoność, dla innych czas mijał zbyt szybko, jednak to nie zmieniało faktu że kazdy z nas po powrocie do domu
musiał usiąść nad ksiązkami i choć trochę się przygotować, bo nigdy nie wiadomo było, kto akurat zostanie spytany.
Jedni musieli przyzwyczaić się do nauki z lekcji na lekcję, czego nie musieli robić w poprzednich latach, inni zaś znali to z poprzednich szkół.
Mimo wszystko poziom szkoły zaczął dawać się nam we znaki...
A może jednak nie tak szara ta rzeczywistość
Zdarzały się dni, kiedy nie było szans na przeprowadzenie normalnej lekcji.Mimo próśb o ciszę i spokój na lekcjach nie zawsze tak było. Czasem nawet sami nauczyciele mówili coś, co rozsmieszało całą klasę i niemożliwa była
realizacja danego tematu. A innym razem mimo złości nauczyciela i prośb o ciszę, klasa zapominała, gdzie jest i wbrew wszystkiemu kontynuowała swoje wygłupy.
Często były to bardzo zabawne lekcje, choć nie można zaprzeczyć, że niektóre działały nam na nerwy. Faktem jest, iż każdy lubi miec trochę swobody i odpoczynku,
lecz przecież po to wybraliśmy taką szkołę, by skupić się na nauce. Czy to dobry wybór?
Nawał sprawdzianów w tych samych tygodniach, różne prezentacje, referaty - wszystko to kazało nam myśleć: "czy dokonaliśmy prawidłowego wyboru?"
Mogliśmy przecież na dobrą sprawę wybrać szkołę, w której poziom jest niższy lub zawodówkę, gdzie jest tylko kilka dni nauki, a reszta to praktyki.
Jednak coś sprawiło, że tak zadecydowaliśmy. Być może było to coś, co jest silniejsze od nas. Jakies przekonania, marzenia, cele czy chęć dorównania innym, by nie czuć się gorszym... A może chcieliśmy tylko zyskać trochę czasu, aby zastanowić się nad tym, co dalej? Niestety na daną chwilę sama sobie nie potrafię odpoowiedzieć
na to pytanie. Nie wiem, czy to wynika z natłoku nauki i presji, którą właściwie sama na siebie wywieram, czy z czegoś całkowicie innego. Lecz aby znaleźć właściwe słowa do określenia tego, będę potrzebowała trochę czasu i spokoju...Tak więc, by dowiedzieć się, czy dobrze wybraliśmy, będziemy musieli poczekać jeszcze kilka tygodni...
Miłość
Miłość
Kiedy przekonujemy się czym ona tak naprawdę jest? I nie mówię tu o rodzinnej miłości, czy przyjacielskiej. Tylko o takiej, która łączy dwoje ludzi, na dobre i złe, na teraz i na zawsze.
Czy istnieje jakaś wyznaczona granica wieku? Dojrzałości życiowej? Czy po prostu spotyka nas znienacka niezależnie od tego, czy mamy osiemnaście lat, czy pięćdziesiąt. Jak ją rozpoznać i jak docenić? Najważniejsze... jak jej nie stracić.
Trzeba w porę się obudzić i uświadomić sobie, że to "to"? Czy, gdy nadchodzi ten moment, po prostu to wiemy... bez zbędnych rozmyślań i zastanowień. Słuchamy wtedy tylko serca, nie rozumu? Gdzie znika cała logika i sens... Poddajemy się jednemu, niesamowicie silnemu uczuciu...
To irracjonalnie zachowanie, prowadzi czasem do niesamowitej, spełnionej miłości. Pełnej pasji, namiętności, szczerości i prawdy. Choć nie zawsze jest tak kolorowo, nawet po tak ładnym wstępie może wydarzyć się coś tragicznego. Możemy skończyć ze złamanym sercem. I co wtedy? Jak się zachować? Jak na nowo, zacząć żyć rozumem, a nie sercem? Jak wyrzucić wspomnienia, uczucia, i sentyment gdzieś w nicość i żyć dalej jak gdyby nigdy nic.
Czy warto tak cierpieć, by później znów poczuć się szczęśliwym? I nie dopuścić po raz drugi, do takiego rozczarowania. Czy wtedy jesteśmy "mądrzejsi" o jedno życiowe doświadczenie i z dystansem postrzegamy to, co się dzieje dookoła. Czy znowu wpadamy w wir zakochania bez pamięci, nie bacząc na to, co było i co znowu może się wydarzyć? Które z zachowań jest lepsze... Albo czy istnieje coś "pomiędzy"?
Co to za dziwny porządek rzeczy... Jedno się układa, a co innego psuje się od początku do końca. Dlaczego choć przez chwilę nie może być wszystko po prostu "OK"?
Gdy zaczynamy się cieszyć naszym szczęściem, nagle zdarza się coś takiego, co odbiera nam całą radość i zmusza do diametralnej zmiany nastroju.
Takie są zasady przyrody, czy człowiek po prostu sam podświadomie kładzie sobie kłody pod nogi? Tak jakby obawiał się być "za bardzo szczęśliwym".
Można pogodzić wszystko tak, aby było po prostu "dobrze" ? Aby nic się nie psuło, już nawet nie musi być super, wystarczy,że będzie dobrze...
Od problemów nie da się uciec - niestety. Więc dlaczego ciągle to robimy? Tak jest łatwiej, owszem. Ale to nie minie na zawsze... problemy same się nie rozwiążą. One do nas wrócą - prędzej czy później. I co wtedy? Jak długo można przed nimi uciekać? Lepiej stawić im czoła i mieć święty spokój - tak, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Czego się tak boimy? Od czego wiecznie uciekamy? Obawiamy się konsekwencji, czy może po prostu samej konfrontacji z problemami? Przychodzi taki moment, kiedy trzeba przestać uciekać i podjąć walkę... ale skąd mamy wiedzieć, że to "akurat ten moment"?
~ Żorska celebrytka
Felieton
Efekt domina i mniejsze zło
Wydarzenia minionych dni skłoniły mnie do refleksji na temat: jak z pozoru błahe wydarzenia mogą wpływać na nasze - wydawałoby się ważne - decyzje. Ubiegły piątek nie wydawał mi się wyróżniać niczym szczególnym od pozostałych dni tygodnia, ale - jak się okazało - moje wrażenia miały ulec diametralnej zmianie.
Ów piątkowy poranek zgotował mi niezwykle ciepłe powitanie. Świat wydaje się piękniejszy, gdy wymagającą jakże silnej woli czynność wstawania, ułatwia nam wybijający o parapet miarowy rytm deszcz. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, w końcu zbliża się jesień.
Niesprzyjająca aura w połączeniu ze wspaniałomyślnością mojego taty, zaowocowały „podwózką” samochodem do szkoły. Nieodłącznym towarzyszem, umilającym podróż każdego kierowcy jest radio, którego osobiście (poza sporadycznymi przypadkami) nie słucham. Biorąc jednak pod uwagę, że w drodze w zasadzie nic ciekawszego do roboty nie miałem, „kątem ucha” słuchałem, co też mądrego ma do powiedzenia ta plastikowa skrzynka. Wśród potoku informacji wychwyciłem jedną, która przykuła moją uwagę. Była to reklama jakiejś gazety – dziennika, w której drukowano listę kandydatów na posłów i senatorów w nadchodzących, zaplanowanych na niedzielę, wyborach.
Moje zainteresowanie nie wynikało ani z zamiłowania do dzienników, ani do polityków, tylko z chęci jak najrzetelniejszego skorzystania ze swojego prawa, które przysługuje mi od pół roku. Tak się składa, że od tego czasu jestem pełnoletnim obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej i mam (przynajmniej teoretycznie) wpływ na to, kto zasiądzie w parlamencie.
Jeszcze kilka lat temu, gdy takich możliwości nie miałem, dziwiła mnie postawa większości Polaków, którzy rezygnowali z czynnego prawa wyborczego. Zwyczajnie tego nie rozumiałem. Zastanawiałem się, gdzie podziali się ci wielcy mężowie stanu, te nieprzebrane rzesze zagorzałych patriotów, którzy tyle razy dawali wyraz swojego poświęcenia dla dobra ojczyzny, których blask chwały bił z kart historii. Postanowiłem, że ja takiej bierności wystrzegał się będę jak ognia. Wracając do mojego przerwanego opowiadania, postanowiłem zgłębić potrzebną wiedzę i dokonać jak najlepszego wyboru, chociaż de facto i tak wiedziałem, na kogo zagłosuję. W głowie huczały dumne słowa Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”.
Następstwem przypadkowego usłyszenia reklamy, o której
Felieton
wspomniałem wyżej, była moja wizyta w bibliotece w celu lektury wspomnianego dziennika. Uściślając, był to jeden z celów, bo korzystając z okazji, zdecydowałem się też przejrzeć kilka innych pozycji, a biorąc pod uwagę niezwykły porządek i pokrętną systematyczność w czytelni MBP, połączoną z moim brakiem spostrzegawczości, jakoś głównego celu mojej wyprawy się nie doszukałem.
Ślęcząc nad kolejnym czasopismem, natknąłem się na ciekawy artykuł. Nie jet istotne, jaki był tytuł magazynu, w którym był zamieszczony, uwagi wymaga natomiast jego treść. Otóż, kilku doktorów z różnych polskich uniwersytetów dokonało w nim brutalnej weryfikacji polskiej demokracji, która w ich opinii chora jest na zwyrodnienie systemu ordynacji wyborczej. Owe autorytety, podpierając się cytatami jeszcze większych autorytetów, dowodziły, że – paradoksalnie - biorąc udział w wyborach, pogłębiamy tą degenerację. Bez zagłębiania się w szczegóły szansy na zmiany należy upatrywać w bojkocie wyborów. Szybko zadałem sobie pytanie, czego oczekuję, wrzucając kilka zadrukowanych kartek do urny? Odpowiedź nasunęła się jeszcze szybciej: to oczywiste, oczekuję zmian! Po zakończonej lekturze uniosłem wzrok znad pokrytych drobnym drukiem stronic i niespodziewanie zatrzymałem go na półce, gdzie leżał szukany dziennik. Rychło w czas! Tak oto, ja, młody człowiek, którego szczerą intencją jest rzetelnie wywiązać się ze swojego obowiązku, stanąłem w obliczu dylematu. Jest sobotnie przedpołudnie, wychodzę z biblioteki i mam czas do jutra, żeby zdecydować, co ja właściwie powinienem zrobić. Tak oto, piątkowy deszcz, od którego wszystko się zaczęło, podważał sens mojego uczestnictwa w (jak mi się wydawało) istotnym przedsięwzięciu.
*
W niedzielny wieczór, a w zasadzie noc, znów przy wtórze monotonnej melodii deszczu, kończę pisać felieton. Zastanawiam się, po co w zasadzie to robię. Tysiące razy miałem pomysł, żeby napisać o czymś, co mnie drażniło, denerwowało, skłaniało do refleksji, słowem - nie dawało spokoju. Tysiące razy, stwierdzałem, że to strata czasu i po chwili zadumy kolejny pomysł odchodził w niepamięć jako niezrealizowany. Tym razem stało się inaczej. Moje emocje znalazły ujście w postaci tych kilku linijek tekstu.
W wyborach wziąłem udział. Nie wiem, czy postąpiłem słusznie, mam tylko nadzieję, że swoją postawą bardziej nie zaszkodziłem. Na co dzień raczej stronię od telewizji, ale dzisiaj, ciekawy sondażowych wyników, przysiadłem na chwilę przed plastikowym złodziejem czasu. Gdy patrzyłem na słupki poparcia, na mojej twarzy zarysował się delikatny uśmiech. Nie, to nie był przejaw zadowolenia.
Na co liczyłem, wrzucając kilka zadrukowanych kartek do urny? Na zmiany, tak? No to najwyraźniej nie potrafię liczyć. Oczywiście nie jestem ani takim idiotą, ani takim idealistą, żeby wierzyć, że jednodniowe „święto demokracji” jest w stanie skruszyć partyjny żelbeton. Wiedziałem, że nie ma na to szans, a mimo to liczyłem na jakiś delikatny, malutki kroczek we właściwym (w mojej opinii) kierunku. Kilka tygodni temu przeczytałem, że „gdyby te wybory mogły coś zmienić, to zostałyby zdelegalizowane”. Jakoś mnie to nie zdziwiło, powiem więcej, że było to zwięzłe sformułowanie opinii, którą podzielałem. Mimo wszystko poszedłem.
Przykro jest bowiem patrzeć, jak nad chorym pochyla się cały sztab lekarzy i każdy z nich bezradnie rozkłada ręce. Przykro jest patrzeć, jak ktoś bliski gaśnie nam w oczach, a nam pozostaje biernie czekać i liczyć, że wyścig medycyny z czasem i śmiercią, rozstrzygnięty zostanie na korzyść tej pierwszej.
~ Naiwny
Świątecznie
O Szlachetnej Paczce
Bezinteresowna pomoc, przejęcie ludzką biedą i cierpienem, bo przecież nie każdy żyje w złej sytuacji z własnej winy.
Szlachetna Paczka?
To akcja, która przywraca wiarę w ludzi i udziela pomocy tysiącom biednych rodzin.
W Żorach działania Szlachetnej Paczki rozpoczęły się rok temu. Dzięki pracy wolontariuszy oraz wielkoduszności darczyńców udało się zorganizować paczki świąteczne dla prawie 40 rodzin!
Na czym polega działanie Szlachetnej Paczki?
Na znajdowaniu ludzi w naprawdę złej sytuacji życiowej, spowodowanej chorobą w rodzinie, samotnym wychowywaniem dzieci, starością itp. Wolontariusze odwiedzają tekże rodziny i rozmawiają o przyczynach takiej sytuacji oraz o chęciach jej poprawy. Wybierane zostają rodziny, które żją w najgorszych warunkach bytowych, a także te, które nie otrzymują wystarczającej pomocy od państwa. Gdy rodziny zostają wybrane, opisy ich sytuacji i potrzeby, które wymieniają podczas rozmowy z wolontariuszem publikowane są na oficjalnej stronie, gdzie potencjalni darczyńcy mogą wybrać rodzinę, której chcą pomóc.
Wolontariusz otrzymuje informacje o wyborze rodziny, którą się opiekuje
Świątecznie
i kontaktuje się z darczyńcą, żebu udzielić mu najpotrzebniejszych informacji na temat rodziny itd.
Wolontariusz jest bezpośrednim łącznikiem pomiędzy rodziną a darczyńcą, od wyboru rodziny po finał akcji, tj 10 - 11.12.2011r.
Zaskakujący jest fakt, ile jest ludzi, którzy chcą pomóc!
Świadomość możliwości poprawy sytuacji ubogich rodzin bardzo motywuje wolontariuszy do działania.
Uśmiech ludzi, gdy dowiadują się, że otrzymają pomoc, że darczyńca zainteresował się i przejął ich sytuacją jest bezcenny.
Często dzieci z tych rodzin przygotowują laurki dla darczyńców lub jakieś upominki, by okazać wdzięczność.
Współpraca ludzi oraz chęć bezinteresownej pomocy czyni tak wiele...
WYSTARCZY CHCIEĆ... i okazać trochę serca.
~ Zosia M.
Świątecznie The snow's coming down
I'm watching it fall
[...]
The churchbells in town
They're rining a song
What a happy sound
U2 – Christmas
~ Emocjonalna
Theyr'e singing deck the halls…
Tak, jest wszędzie. Zapach świąt unosi się w powietrzu. Pozytywna aura puka do drzwi ospałych, zmęczonych życiem ludzi. Przynajmniej raz w roku możemy poczuć miłość i przyjazną atmosferę, płynącą z otwartych, ciepłych ludzkich serc.
Ale czy każdy potrafi cieszyć się z tego, że po prostu jest i czuje?
Zapach pierników, migdałów, ryb i... siana. Widok krzątających się po domu rodziców, pośpiesznie przygotowujących stół do wigilijnej wieczerzy. Czym tak naprawdę jest spokojny rodzinny wieczór, który symbolizuje przyjście na świat Jezusa Chrystusa? To tylko bzdurny zwyczaj katolików, czy też coś znacznie więcej? Potrzeba pierwotnej zgody i akceptacji? Otóż to.
Wigilię zawsze wspominam ciepło. Wiele razy, właśnie w ten dzień, widziałam uśmiech na twarzach tych, którzy wątpili. Tak wiele razy mogłam poczuć miłość, siedząc przy świątecznym stole i wypełniając tradycję. To sztuczne i naciągane? Nie, każdy cieszy się bliskością dusz. Wigilia łączy nas, ludzi, którzy zagubili się w wirze współczesnego świata.
Moc życzliwości i czułości, którą szczególnie czuje się w ten niezwykły wieczór sprawia, że życie choć na chwilę staje się lepsze. Same przygotowanie sprawiają niebywałą radość. Każdy bowiem chce, by jego najbliższi byli szczęśliwi, a kupując im prezenty wyraża chęć, zaangażowanie. Pamiętam. Zawsze kiedy nadchodzą kolejne święta, wracam myślami w przeszłość, przypominając sobie ubiegłoroczną Wigilię. Każda jest niezwykła. Tegoroczna też taka będzie.
Znowu, w tajemnicy przed bratem, pojedziemy do sklepów w poszukiwaniu czegoś, co sprawi mu radość. Po raz kolejny usłyszę krzyki mamy, która nie będzie mogła patrzeć jak tata zabija rybę na wieczerzę. (Zawsze długo patrzyłam jak pływa w wannie, próbowałam ją pocieszać i mówiłam do niej) A kiedy znów wejdę do kuchni poczuję aromatyczne zapachy wigilijnych potraw i tą samą, znaną melodię – kolęd i piosenek świątecznych. Później zejdę na dół, do babci i wujka, którzy docenią to, że jestem, podziękuję im za ten wspaniały rok, który mogłam przeżyć, właśnie tutaj.
Na koniec zajmę miejsce przy stole, uśmiechnę się i spróbuję każdej z 12-stu potraw, które przygotowała mama. Zwieńczeniem wieczoru będzie otwieranie prezentów. Znowu zobaczę kolorową piżamę od babci, która mimo, że za mała sprawia mi radość, bo wiem, że to dla mnie, z okazji tych jedynych, ciepłych świąt.
Wigilia, choć zawsze taka sama ma w sobie coś, z czego nie chcę rezygnować. Chcę, by moje dzieci także przeżywały to, co ja - tą radość płynącą ze zwykłych czynności, tą miłość, którą przepełniona jest świąteczna atmosfera, bo... czy może być coś piękniejszego niż ten jeden dzień, spędzony w zgodzie i miłości z bliskimi? Myślę, że każdy wie najlepiej, jak opisać to, co czuje się widząc radość bliskich, a czy Wigilia nie jest dowodem na to, że szczęście jednak istnieje?
Andrzej Bursa - poeta przeklęty
Poniżej przedstawiamy Wam, drodzy czytelnicy, fragment Zabicia ciotki - kontrowersyjnej powieści, która przedstawia morderstwo ciotki głównego bohatera. Ironia, próba wybicia się czy może banalna rzeczywistość? Oceńcie sami.
Poezja przeklęta
W konfesjonale zaszeleściło coś i ksiądz powitał mnie łacińską formułką. Nabrałem tchu i wyrecytowałem:
- Ostatni raz przystępowałem do spowiedzi mniej więcej przed sześcioma, nie, przed siedmioma laty.
- Dlaczego tak dawno, synu?
- Straciłem wiarę.
- Co więcej, mój synu?
Głos księdza był znużony i beznamiętny. Moje obrazoburcze wyznanie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Poczułem się strapiony. Zająknąłem się. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć. Rozpaczliwie przypominałem sobie formułki ze szkolnych spowiedzi.
- Od tego dnia... od tego czasu obraziłem Pana Boga wieloma grzechami...
- Wyznaj je, synu.
- Byłem... - zająknąłem się - byłem nieposłuszny względem przełożonych.... kłamałem, to znowu dawałem fałszywe świadectwo wobec bliźnich...
Plątałem się.
- Co jeszcze, mój synu?
Zmarszczyłem czoło i po chwili namysłu wyszeptałem z triumfem :
- Grzeszyłem przeciw szóstemu przykazaniu.
Ksiądz poruszył się.
- Dużo razy?
- Och, nie, wcale niedużo - westchnąłem z żalem.
- Co jeszcze, mój synu?
W głosie księdza nie wyczuwałem żadnego poruszenia. Gorączkowo poszukiwałem słów, w jakich mógłbym przedstawić mu całą grozę mojego wnętrza, jaka winna przerazić kapłana chrześcijańskiego, wszystko jednak zawodziło. Ksiądz zaczął już szeptać wyrazy końcowej formułki. Za chwilę usłyszę stukanie w konfesjonał i odejdę pokonany. Szybko przytuliłem usta do drewnianych kratek i wyszeptałem żarliwie :
- Proszę księdza... proszę ojca duchownego - poprawiłem się - zataiłem jeden grzech.
Ksiądz nachylił się blisko kratek. Zniżyłem szept.
- Zataiłem straszny grzech... - Wywołałem efektowną pauzę i szepnąłem dobitnie: - Zabiłem człowieka.
O, teraz nie usłyszałem już obojętnego : "co jeszcze, mój synu?" Ksiądz dyszał. Po chwili spytał nienaturalnie głośno:
- Kogo?
- Moją ciotkę.
- O, synu... To straszny grzech, straszny...
Ksiądz zaczynał się plątać w słowach. Teraz on się plątał, a ja byłem zimny i rzeczowy.
- Jak to było?
W pytaniu księdza obok piekielnej wprost niechrześcijańskiej ciekawości brzmiała nutka entuzjazmu.
- Ojcze duchowny - wyszeptałem z powagą - nie łza mi o tym mówić.
- Przy spowiedzi świętej trzeba powiedzieć wszystko, wszystko - dopraszał się ksiądz natarczywie.
Postanowiłem być powściągliwy.
- A więc.. zabiłem ją młotkiem...
- Młotkiem. O synu, to straszny grzech, wielki...
- Ojcze duchowny, ważniejszą od wrót Hadesu jest dusza moja - rzekłem kurtuazyjnie.
Ksiądz milczał chwilę, potem zapytał :
- Czy ciotka wyrządziła ci jakąś krzywdę?
- Nie.
Poezja przeklęta
- Więc dlaczego ją zabiłeś?
Spuściłem głowę.
- Jestem wielkim grzesznikiem.
- Czy zwabił cię ohydny brzęk złota?
Ksiądz starał się sprostać swojej roli. Odczułem do niego wdzięczność.
- Nie ojcze. Przeciwnie.
- Dlaczego przeciwnie?
- Zabijając ciotkę zostałem pozbawiony środków do życia. Ona utrzymywała mnie.
- Więc dlaczego to zrobiłeś?
- Jestem mordercą, ojcze...
Ksiądz pomilczał trochę, po chwili :
- Ile masz lat, synu?
- Dwadzieścia jeden.
- Aaa, dwadzieścia jeden... czy... czy zrobiłeś to pierwszy raz?
- Co, ojcze?
- Czy zabijałeś już przedtem?
- Nie, ojcze. Wyznałbym przecież.
- Tak. O, synu, żałuj czynu swego i płacz nad duszą swoją.
- Nie mogę żałować, ojcze.
- Dlaczego, synu?
- Jestem zatwardziałym grzesznikiem.
- O, synu... - błąkał się ksiądz bezradnie. - O, synu, płacz nad duszą swoją...
Wreszcie ciekawość wzięła jednak górę.
- Ale przecież musiałeś mieć jakiś powód. Dlaczego zabiłeś?
- Nie wiem, ojcze.
Zawahał się.
- Chyba nie jesteś... chory?
- Nie, ojcze.
- Więc dlaczego, synu, dlaczego?
- W zbrodni szukałem ukojenia.
- Ukojenie możesz znaleźć tylko w modlitwie.
- Jestem za młody, by spędzać dni na modlitwie.
- Ależ, synu... - zirytował się ksiądz. - Jest przecież tyle innych grzechów... - szybko urwał
Po chwili podjął. - Czy czujesz się słaby i opuszczony?
- O, tak, ojcze
- Więc żałuj za grzech i płacz ze mną. Ciężkie lata więzienia, o ile spędzisz je w pokorze i skrusze, oczyszczą cię ze zbrodni.
Poezja
Poezja
Zanikające wartości
w akcie desperacji.
Jak migoczące gwiazdy
na wyciągnięcie ręki.
(I żyj tu z takim ciężarem...)
A światłość wiekuista
(Na zawsze...)
to droga do wieczności.
~ Biały Kruk Dlaczego?
Los rozdzielił nas, choć tak bardzo chcemy trwać?
Dlaczego?
Dotykając chmur opadaliśmy bezwładnie na ziemię?
Dlaczego?
Połataliśmy serca, by znów zadać cios?
Dlaczego?
Skazaliśmy się na samotność dusz...
~ Zosia M.
Expressio
Poezja Poezja
Weź mnie w ręce jak starą fotografię
i zachwycaj się moim widokiem
Otrzyj ze mnie kurz
i przypomnij sobie te chwile nasze
Wstaw mnie w najlepszą z ram
i połóż na parapecie
Potem zaszlochaj nad utraconym skarbem
i przygotuj mi poduszkę
jak zawsze - od ściany
Kiedy odejdę, zrób tak właśnie -
tak z Tobą zostanę...
~ Bezsenny
Poezja
Jarzmo duszy
Samotny, wśród ciemności – niezmierzonej.
Sam na siebie wydałem wyrok, pragnąc
Myśli mej tajemniczej poczuć smak; chcąc
Duszy, udręczonej i wyniszczonej.
Człowiekiem jestem i wszystko, co ziemskie
Jest mi obce. Oślepiony słabością
spijam krew ludzkich marzeń, z czułością
ukrywam sny, zapomniane, dalekie.
Odkryj przede mną rozsądku swego moc,
Abym zdusił jarzmo grzechu mego; wstręt
Drwi z odwiecznej potrzeby czucia dusz.
Zrozumienie blednie, skażony owoc
Kusi mą duszę, trawi bezsilność; wstręt
Śmieje mi się w twarz, krzyczy: serce skrusz!
~ Emocjonalna Sonet I
Korony drzew smutnych obdarte z liści,
do dawno uschłe leżą na ziemi
i ptak co z powietrzem wygrywa wyścig,
mknący w jarzębin czerwieni
Mimozy złote już schły w ogrodzie
tam nie ma też skrzydeł motyla.
Noc na dzień czarne powieki swe kładnie
- to zima się znów rozpoczyna.
O zimo! Ty chłodna kochanko!
Zostań za dniem,
bo tam Twoje miejsce!
O zimo! Ty chłodna kochanko!
Choć raz, bardzo proszę,
Omiń me serce!
~ Zosia M.
Poezja
Bez zaproszenia...
sprawiasz, że wracają wspomnienia,
które żądzą jak osy duszę moją...
Tęskniłeś, myślałeś, przeprosić chciałeś -
WCZEŚNIEJ; nie chciałeś zranić
Zmieniełeś się, dorosłeś...
Chcesz jeszcze jednej szansy -
KOLEJNEJ
Że mogę Ci zaufać, że warto,
że będzie jak w bajce...
A JA?
Ja będę Twoją księżniczką,
którą nosił na rękach będziesz.
Liczy się tylko moje szczęście -
DLA CIEBIE.
Moje szczęście -
Z TOBĄ.
Jestem najważniejsza, najlepsza.
Nie spotkałeś takiej, która
równać by się do mnie mogła.
I D E A L N A , J E D Y N A
Jestem,
dla Ciebie Tęskniłam, myślałam, chciałam, żebyś przeprosił -
WCZEŚNIEJ; nie chciałam być zraniona.
Zmieniłam się, dojrzałam...
Chciałam dać Ci szansę -
KOLEJNĄ
Że nie mogę już zaufać, że nie warto,
że życie to nie bajka...
A JA?
Jestem księżniczką - jego,
którą nosi na rękach.
Liczy się tylko moje szczęście
DLA MNIE.
Moje szczęście -
NIE Z TOBĄ, LECZ BEZ CIEBIE
Jestem najważniejsza, najlepsza.
Nie spotkasz takiej, która
mogłaby się równać ze mną.
I D E A L N Y , J E D Y N Y
Byłeś,
dla mnie
Jesteś,
przeszłością, której nie
zapomnę, ale która do tych
miłych wspomnień
nie należy.
Więc pozwól żyć bez
Ciebie...
~ Zosia M.
Świątecznie Świątecznie Święta Bożego Narodzenia,
obchodzone niemal na całym świecie, są niezwykłym wyrazem ludzkiej wspólnoty. Kolacja przy wspólnym stole winna scalać, godzić i rozwiązywać wszelkie spory. Czy tak jest w rzeczywistości?
Pamiętajmy, że właśnie w ten szczególny dzień są ludzie, którzy cierpią z jego braku. Nie przyglądajmy się cierpieniu!
Dzielmy się naszym ciepłem! Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia redakcja Expressio życzy Wam, drodzy czytelnicy, ciepła, którego w dzisiejszym świecie jest coraz mniej. Niech magia świąt towarzyszy Wam przy wspólnym wigilijnym stole, kiedy pękają lody i płyną łzy - łzy wzruszenia... że są ludzie, których miłość przezwycięży wszystko!
Życzymy Wam, aby nadchodzący rok przyniósł wiele niespodzianek, a trud życia codziennego był szaloną, przyjemną zabawą!
Stopka redakcyjna Stopka redakcyjna
Redaktor naczelny
Patrycja Żuterek
Zastępcy redaktora
Agnieszka Pawełek
Jakub Podgórski
Opiekun
Barbara Szulik - Silka
Dziennikarze
Zosia Michalska
Sara Retzlaff
Paulina Wojciechowska
Patrycja Żuterek
Agnieszka Pawełek
Bezsenny
Pierwszoklasistka
Naiwny
- - - - - - - - - - - - - - -
Zdjęcia, które nie są autorstwa Agaty Lach, pochodzą z wyszukiwarki internetowej. Większość zdjęć wykonała Agata Lach, której twórczość możecie oglądać na http://www.photoblog.pl/exmil/ Zaintrygował Cię jakiś artykuł, temat? Lub po prostu chcesz się skontaktować z redakcją? Podziel się swoimi przemyśleniami, pisząc na redakcja.expressio@gmail.com
Chętnie przeczytamy opinie i rady czytelników, którzy będą mieli odwagę wyrazić swoje zdanie.