Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Rośniemy Bryk qmama
Pod koniec listopada w mam.media.pl opubli- kowano setny qmam. Ledwie trzy tygodnie później doliczam się osiedziesięciu nowych. Jest w czym wybierać. Jest, co czytać...
QMAM 100

"Qmam, bo mam coś do powiedzenia". Wierzę w sens tego zdania i widzę, że te słowa zyskują na znaczeniu z każdym dniem - z każdym kolejnym qmamem. Różnie się to zaczyna - najczęściej od warsztatów, których zwieńcze- niem jest wydanie uczniowskiej gazety. Coraz częściej idzie jednak za tym kolejna myśl: wyrazić siebie, opisać świat wokół, spojrzeć głębiej... Niezależnie od poziomu warsztatu dziennikarskiego wspólną cechą znakomitej większości qmamów jest szczerość i otwartość ich twór- ców. Tak rozstrzyga się jeden z podstawowych wyborów, przed jakim stają członkowie społeczności mam.media.pl. Tym bardziej cieszę się, że mogę zaprezentować wybór kilkunastu charakterystycznych materiałów z pierwszych 100 dotąd opublikowanych qmamów. Tą drogą chcemy przede wszystkim pogratulować Autorkom i Autorom, i wesprzeć ich w promocji dziennikarskich dokonań. Rośniemy z Wami i dzięki Wam. Wasz Qmpel Osobliwe pojedynki na ramówki telewizyjne okiem wnikliwego obserwatora. kliknij... str. 4 Jeden z najlepszych albumów w historii? Pomnik muzyki lat 60.? Refleksje nad reliktem King Crimson kliknij... str. 7 O tym, jak walka z kompleksami może się przerodzić w batalię o własne życie. kliknij... str. 9 Młodzi ludzie muszą poznawać świat, ale czy muszą nosić go na własnych plecach? kliknij... str. 14 Internet jednym z głównych czynników kulturowego regresu w społeczeństwie? kliknij... str. 16 Nasza piłka leży w błocie korupcji i zepsucia; o grze zawodników nie wspominając... Czy PZPN podniesie się z dołka? kliknij... str. 18 ELEKTROWSTRZĄSSS: TACY JESTEŚMY Kliknij w kadr. Zajrzyj do qmama w necie i zobacz film!

QMAM 100

> Bajki o Kopciuszku, Królewnie Śnieżce i Czer- wonym Kapturku mają tę samą cechę – koń- czą się happy endem. I choć dziś trudno, by cokolwiek tak się koń- czyło, to muszę przyz- nać, że w „takimsobie” Radomsku, w archi- tektonicznym labiryncie naszej szkoły każde spotkanie redakcyjne taki ma finał. Komizm sytuacyjny, krótka gro- bowa cisza, śmiech – to już nasza mała redak- cyjna tradycja. Naszą gazetową królową jest p. Aneta Jędrzejczyk. W końcu to nasza naczelna, musimy się liczyć z jej zda- niem i jakby nie rzec, ma władzę absolutnie abso- lutną. To razem z nią, z jej pomocą tworzymy ga- zetkę szkolną. Wspólnymi siłami staramy się wpły- nąć na życie społeczności uczniowskiej, przekazać in- formacje, zwracać uwagę na ważne i faktyczne kwestie, nagłaśniamy i drążymy in- teresujące tematy, docie- kamy prawdy a przede wszystkim dobrze się bawi- my, bo nie ma to, jak pra- ca połączona z zabawą. I nie chodzi tutaj o klocki czy lalki. Satysfakcja z te- go, że tam, pod artykułem jest moje nazwisko, że jest- em wymieniony w stopce redakcyjnej, to bardzo fajna rzecz. Jesteśmy nowi w branży, z nowym składem od września. Owszem, po- pełniamy błędy – ale kto ich nie popełnia? Tak, jeste- śmy jeszcze niedoświad- czeni – ale to przyjdzie z czasem. Być może jeste- śmy trochę nieokrzesani, ale to tylko dlatego, żeby wszystko było OK. Musi takie być! Nie na marne przecież kłócimy się ze so- bą o „zaklepanie” tematu, nie rzucamy słów na wiatr, czasami wierzymy w ślepy los i rzucamy monetą w przypływie uporu, dumy i „tak po prostu, dla siebie”. Poznaj Elektrowstrząsss -kliknij tutaj. Tekst i film pochodzą z nr 4 12/09 Elektrowstrząsssu - gazety wydawanej przez ZSEE w Radomsku. RA - MÓW - KA - RA - MÓW!

QMAM 100

Kiedy w rzymskiej republice niezadowole- nie wśród plebejskich warstw społeczeństw sięgało swoich szczytów, te miały w zwyczaju wy legać na ulice, niosąc na ustach znany wszystkim doskonale okrzyk: Chle- ba i igrzysk! Wielolet- nie praktykowanie tego obyczaju przyniosło nam wszystkim wymierne efekty (można wstawić „korzyści”, ja nikomu wyrazów nie żałuję) wi- doczne po jednym błyskawicznym spojrze-niu. Choć chleba cza- sem nie ma.  to  jakieś igrzyska znajdą się zawsze, ku uciesze na- szej i waszej. Nie zamierzam się wpisywać w liczny chórek malkontentów i krytyków tej, skądinąd interesują-cej, tradycji! Dużo cieka- wiej będzie się temu wszystkiemu przypatrzeć żarłocznym okiem drugiej świeżości młodzieńca. Cięż- ko będzie się, co prawda, poczuć się jak dziecko, któ re rodzice pierwszy raz zabrali do zoo, ale… Ma- mo, żyrafasłońń! Przyszła jesień, nadeszły wielkie zmiany. Powiedzieć w tej chwili „niespodzie- wane” to, jak skłamać z całą świadomością, jak mówić co roku „Zima? Ależ zaskoczenie!”. Oczywiście, piszę o telewizyjnych ra-mówkach, które jak zaw-sze we wrześniu prze-chodzą rekonstrukcję swoich spalonych letnim Słońcem fizjonomii. Trudno o bar- dziej widowiskowe wyda- rzenie od tych cosierpnio- wych zapasów w kisielu, w których uczestniczą zawo dnicy zwyczajowo zwani TVP, TVN i Polsat. Pewnie, że są też inne stacje, często jest jednak tak, że odpadają już w kwalifi- kacjach, co wywołane jest albo niewystarczającą ilo- ścią funduszy na odżywki (zwane „licencjami”) albo chucherkowatą posturą (zwaną „nikłym zasięgiem w skali kraju”) a naj- częściej oboma tymi czyn- nikami naraz. Odchodzę już od atletyki na rzecz batalistyki. Ostat nimi czasy w Polsce za- szła mała rewolucja, jeśli chodzi o ustawienie tele- wizyjnych oddziałów wo- jennych. Kiedyś w pier- wszej linii boju stały tele- turnieje, telewizyjne gry.

QMAM 100

Ta szkapa została już jednak zajechana do cna i teraz leży w stajni, niemiłosiernie sapiąc z wyczerpania. Niby teleturnieje wciąż są obecne, a przecież jakby trochę z tyłu. Jedni Milionerzy wiosny nie czynią, a reszta utrzymuje się chyba tylko dzięki wieloletniej emisji i stałej widowni (Jeden z dzie-sięciu, Familiada). Nowe programy tego typu nie bardzo chcą się już przyjmować (300 procent normy, Strzał w dzie-siątkę, Moment prawdy). I gdzie jest Ibisz? Podobno w TV 4…  Miejsce teleturniejów w pierwszej linii natarcia na domowe kineskopy zdecydowanie przejęły se- riale, zazwyczaj te pro-dukowane przez „człowie- ków” zza granicy, w czym prym wiodą Citizens of the United States. Prawidłowo wystawiony i wyekwipo- wany w odpowiednio głoś- ną reklamę amerykański serial ma siłę przebicia porównywalną do dywiz-jonu niemieckich Tygry- sów, o czym główne stacje telewizyjne zdążyły się już chyba dobitnie przekonać. Intensywne działania zbrojne zaczęły się, jeśli mnie pamięć nie myli, od szeroko rozreklamowa- nych Zagubionych, noszą- cych w świadomości spo- łecznej genialną w swej prostocie nazwę Lostów. Abstrahując od tamtego serialu (przyznam, nie oglądałem ni odcinka!), który podobno stał się wybiegiem dla oswojonych potworów pochodzących z najciemniejszych zaka- marków wyobraźni scena- rzystów, to właśnie od tego momentu można da- tować tę jatkę, która roz- pętała się wśród gremium największych stacji tele- wizyjnych. Kup serial, wy- gryź konkurencji widza. Trwa to do chwili obecnej, a nowe ramówki pełne są hitów zza oceanu. TVP zadaje swoim przeciwni- kom cios o nokautującej sile, emitując kolejne odcinki piątego sezonu Dr House, który stał się już swego rodzaju feno- menem społecznym, god- nym pracy magisterskiej z socjologii. Polsat, chcąc sprostać wyzwaniu, wy- stawia do walki zawodni- ków może nieco osłabłych, lecz nec Hercules contra plures! Uraczeni więc zostajemy nowymi odcin- kami Skazanego na śmierć (nie rozumiem racji bytu tego serialu po pierwszej jego serii, ale może jestem uprzedzony), Chi- rurgów (świetny przykład medycznej telenoweli) oraz CSI: Kryminalnych zaga- dek… (tu wstawić nazwę dużego, amerykańskiego miasta). Powraca lata nie widziany w głównych sta- cjach telewizyjnych Ostry dyżur, co  jest na pewno bardzo interesującym wy- darzeniem, pewnie god- nym osobnego tekstu, dla- tego nie będę na razie omawiać szczegółowo te- go zjawiska. TVN wybrał zgoła inną strategię w tej walce o widza, stawiając nie na import, lecz na wła- sne produkcje (a że część jest na licencjach zza granicy, to już osobna kwestia). Nie mam na ra- zie informacji na temat powrotu Dextera czy Cali- fornication. Główny ciężar został przerzucony na nowy se- rial, o nieco pompa- tycznym tytule Naznaczo- ny. Nie miałem jeszcze przyjemności go zobaczyć, komentarze internetowe są jednak zdecydowanie przychylne i pełne nadziei, że będzie to bardzo udany

QMAM 100 Tekst pochodzi z nr 1 10/09 Outro - ogólnopolskiej ga- zety młodzieżowej. Poznaj Outro - kliknij tutaj. Foto (str. 4): Flickr / CarbonNYC

pomysł, w czym podob- nież utwierdzają pierwsze odcinki tego serialu. Cóż, muszę uzupełnić telewi- zyjne braki, może będę mógł wydać wtedy własną opinię. W TVNie będzie i chętnie oglądana Brzydu- la, i tasiemcowate Na wspól= nej. Obie te produkcje nie zachęcają mnie do siebie, może zbyt dużo w nich pustych wzruszeń, ale nie chcę być niesprawiedliwy, więc wspomnę, że i tak przoduje w tym TVP i jej Klan, M jak miłość, cza- sem Na dobre i na złe. Są widzowie, jest i serial. Szczególnie mi to nie przeszkadza, jeno odpę- dza od telewizora, co jest zjawiskiem bardzo pozy- tywnym, ile można tam siedzieć, w końcu. Są w nowych ramówkach i wielkie szoły, które od czasów pierwszego Tańca z gwiazdami (ten program wciąż żyje, choć można się pogubić w tym, która to edycja) stały się punkt- em obowiązkowym w każ dej stacji telewizyjnej. I choć na początku rzeczy- wiście miały siłę lodoła- maczy przebijających zmar zlinę na jeziorze oglądal- ności, to z czasem format ten trochę się przeżył, może nieco skompromi- tował. Wystarczy wspom- nieć tu Gwiezdny cyrk czy Fort Boyard (ktoś to pamięta?). I w tej kategorii jest jednak wyjątek, któ- ry stanowi mocno pro- mowana druga edycja Mam talent. Program wzbudza więcej kontro- wersji niż pamiętne, acz wysilone wypowiedzi Wo- jewódzkiego z Idola. Zno- wu będziemy się przerzu- cać opiniami na temat, czy nie za dużo wokalistów czy takie małe dzieci po- winny brać w tym udział, czy ciężka praca, to je- szcze talent, czy już nie. Zobaczymy, posłuchamy, pokłócimy się. I ponownie będziemy pomstować na  jury, i mówić, że tam to tylko Chylińska, a reszta… Co wybierzesz, na co przełączysz? Trzeba przyz- nać, że część telewi- zyjnych propozycji jest dosyć interesująca, jest na czym zawiesić oko. Ale nawet jeśli zdarzy się tak, że nic Cię nie zajmie, nie pękaj! Zawsze możesz nacisnąć ten czerwony przycisk z kółeczkiem i kreseczką. Telewizor nie wybuchnie. Marek Suska Refleksje nad reliktem
Jeden z najlepszych albumów w historii? Owszem. Enigmatyczne, nie do końca zrozumiałe dzieło nafaszerowanego narkotykami wizjonera? Być może. Pomnik muzyki lat 60.? Czemu nie.
QMAM 100

W tym roku przypada 40. rocznica wydania jednego z największych rockowych albumów wszechczasów „In the Court of the Crimson King” zespołu King Crimson. Dzisiaj, w dobie mu- zyki mającej tyle wspól- nego z muzyką, co kałuża z oceanem, albumy takie jak ten są rzadkością. Przede wszystkim każdy z artystów pojawiających się na płycie jest PROFESJONALISTĄ. Warto przypomnieć, że istnieje jeszcze coś ta- kiego jak Wirtuozeria (ta- ka pisana wielką literą), że kiedyś nie wszystkie trud- ne do zagrania momenty wpisywano do komputera i pozostawiano syntezato- rom… Innym niewystępującym już w muzyce elementem tego albumu jest POMYSŁ na muzykę. Obecnie może to  nawet szokować, ale naprawdę można nagrać coś, co nie przypomina składanki z największymi przebojami. Każdy dźwięk zagrany na tej płycie ma swoje miejsce w ogólnej całości, jest elementem jakiegoś planu. Takiego podejścia do sztuki w dzi- siejszej muzyce ze świecą szukać. I wreszcie teksty.

QMAM 100

Teksty! Gatunek ginący! Komu z dzisiejszych pseu- doartystów starczyłoby in- wencji, umiejętności i za- pału, żeby stworzyć coś tak wyrafinowanego i peł- nego lirycznego piękna jak teksty z „Court of the Crimson King”? Raperom? Księżniczkom lukrowanego popu? Czy może popular- nym ostatnio żałosnym pod- róbkom muzyków rocko-wych? Gdy słuchałem tego albu- mu w rocznicę jego wyda- nia, cisnęło mi się na usta kilka pytań. Przede wszyst- kim: Kiedy? Kiedy ludzie stali się tak bezmyślni, że uznają za muzykę to  co puszcza obecnie radio? Kiedy wyginął gatunek artystów znających się na tym, co robią? Co się stało z naszym rzekomo wro- dzonym poszukiwaniem piękna? A może ludzie stoczyli się tak, że słowo ‘piękno’ zmieniło zupełnie znaczenie? I najważniejsze pozosta- jące bez odpowiedzi pyta- nie: ile jeszcze czasu upły- nie, zanim doczekamy się albumu dorównującego te- mu, którego 40-lecie w tym roku obchodzimy? kwy Tekst pochodzi z nr 1 11/09 Dziekanusa - wydawanego przez Gimnazjum nr 2 w Dziekanowie Leśnym. Poznaj Dziekanusa - kliknij tutaj. PRZYJEMNOŚĆ, KTÓRA STAŁA SIĘ PRZEKLEŃSTWEM
To nie jest zwykły wstręt do spożywanych posiłków. Kiedy zdobędzie nad Tobą przewagę, możesz przegrać. Walka z kompleksami może się przerodzić w batalię o własne życie.
QMAM 100

Czym jest anoreksja? Najbardziej prze- mawia do nas chyba niemiecka nazwa tej choroby: Magersucht, czyli nałóg chudości „.Nałóg? Jaki nałóg?” - oburzają się nie- którzy - Jak można porównywać anoreksję z alkoholizmem czy paleniem papierosów? A i owszem, można. Anoreksja, podobnie jak wymienione tutaj nałogi, zabija. Zabija powoli. A każdy nałóg jest chorobą duszy, choć jego obraz zaznacza się niejedno- krotnie w naszym ciele, jego zewnętrznej i wewnętrznej części. Człowiek od najdawniejszych czasów ma potrzebę podobania się sobie, w każ- dym z nas tkwi cząstka mitologicznego Narcyza. I również od najdawniejszych czasów próbuje się dowieść, że prawdziwe piękno zakwita w ludzkim umyśle. Jednak trudno było tę prawdę zaakceptować, skoro już ludzie starożytnych cywilizacji szukali sposobów, by podkreślić swoje zewnętrzne atuty… Trudno jednak powie- dzieć, czy dla osiągnięcia tego celu wy- rzekali się przyjemności jedzenia. W tym miejscu należałoby się zastanowić nad związkiem atrakcyjności z tuszą. Okazuje się, że bywało różnie. W średniowieczu propagowano ascetyczny wygląd; dziecięcą, aseksualną sylwetkę. Zmieniło się to z nadejściem epoki baro- ku, kiedy to królowały, jak określano, zdrowe krągłości, „rubensowskie kształty”. Ba, osoba ze sporą nadwagą uchodziła za taką, której się w życiu powodzi. Dziś o kimś takim by powiedziano, wyrażając się kolokwialnie, że po prostu „zapuścił” się, nie dba o siebie itd… Kiedy więc zaczęła się anoreksja? Raczej nie dane nam jest uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Wiadomo natomiast, od kiedy słowo „anoreksja” nie jest ludziom obce. Po raz pierwszy opisali tę chorobę w po- łowie XIX wieku E. Lasčgue i W. Gull. Nie stawiano jednakże anoreksji na równi z chudością. Drobna sylwetka była „nor- malnym” zjawiskiem w tych, jakże trud- nych, czasach. To zmieniło się po II woj-nie światowej, kiedy nastały kon- sumpcyjne lata kultury masowej. Radio, telewizja, prasa kolorowa… A i wybór pro- duktów spożywczych był ogromny jak nigdy dotąd –  i jak można było z tego nie korzystać? Wzrosło zainteresowanie modą, wąskim i, z perspektywy zwykłego widza, niemalże idealnym światkiem gwiazd filmu i muzyki. To zjawisko rozprzestrzeniało się z Ameryki do krajów Zachodniej Europy.

QMAM 100

Tymczasem ówczesnym kanonem piękna (kobie- cego) stały się duże oczy, regularne rysy i drobna dziecięca sylwetka. Jak czuła się zwykła dziew- czyna, siedząca przed kolorowym odbiornikiem, patrząc na drobniuteńką anielicę wybiegów, model- kę Twiggy Lawson? Nie- atrakcyjnie… I w głębi duszy pragnęła być jak jej idolka. Tylko jak? Nie stać ją było na operację pla- styczną, ba  nawet pry- watnego trenera i specja- listę ds. wizerunku. Piękne suknie, wysadzane cekina- mi torebki, ekskluzywne kosmetyki znała tylko z  gazet. Do tego jeszcze dochodziły głosy ”przyja- ciół” i rodziny: „Czemu nie możesz wyglądać jak ona? Ja dałabym wszystko, że- by mieć taką figurę!” Taka osaczona młoda kobietka stawała się nieszczęśliwa, a za swoją ostatnią deskę ratunku uznawała… nieje- dzenie, myśląc: „Nie jest- em ani ładna, ani mądra, to przynajmniej nie będę gruba!” lub „Co z tego, że jestem mądra… Jestem brzydka, nikt mnie nie chce, bo mam za duże uda!” I tak często zaczynała się tragiczna w skutkach przy- goda z anoreksją. Jest to swoisty paradoks; dziew- czyna za swoje niepowo- dzenia m.in. u płci prze- ciwnej obwinia swoją, rzekomo za dużą wagę, a kiedy osiąga, kosztem zdrowia, wymarzoną syl- wetkę, ucieka przed sta- łym związkiem, unika kon- taktu z płcią przeciwną. Sęk w tym, że chora oso- ba nie widzi swojej chu- dości i ciągle twierdzi, że jest odpychająca, że da- leko jej do ideału. Dziś jest podobnie, a na anoreksję cierpią nie tylko zakompleksione nastolat- ki, ale i piękne, młode, wykształcone (!), dążące do sukcesu kobiety, pró- bujące mimo wszystko doścignąć proklamowane- go powszechnie ideału. Anorektyczkami bywają także modelki, które nie otrzymały w genach bły- skawicznej przemiany ma- terii i drobnokościstej bu- dowy ciała. Ich niejedze- nie z katorgi zmienia się, ironicznie mówiąc, w chleb powszedni, bo muszą mieć wymagane BMI 15 0. Po prostu. Warto zauważyć, że odniosłam się w większo- ści do jednego z wielu odmian jadłowstrętu, tzw. anoreksji kulturowej. Oczy- wiście, stosowanie gło- dówki może być również swoistą reakcja obronną na stres, niepowodzenia, problemy rodzinne. Kiedy jednak nasza sytuacja ży- ciowa zaczyna się sta- bilizować, łatwiej zaprze- stać stosowania tej re- strykcyjnej „diety” i samo- dzielnie wrócić do normal- nych nawyków żywienio- wych. Natomiast porzu- cenie myśli o osiągnięciu wykreowanego przez me- dia wyglądu i sylwetki wy- maga częściej pomocy specjalisty. Wszakże jest to już anoreksja. Niech anorektyczka nie kojarzy nam się tylko i wyłącznie z dziewczyną o zapadłych policzkach i wy- stających kościach. I od- wrotnie - nie każdą chu- dziutką koleżankę podej- rzewajmy o jadłowstręt. Na anoreksję, czy równie groźną siostrę - anoreksję bulimiczną, mogą cierpieć na pozór zdrowo wygląda- jące dziewczyny. Osoby chore zdradza również ich stosunek do życia i zacho- wanie: bardzo niska sa- moocena, zaburzone po- strzeganie obrazu włas- nego ciała, wyrzucanie je- dzenia, prowokowanie wy-

QMAM 100

miotów, nadużywanie środ ków przeczyszczających, codzienne pomiary wagi, rozmowy tylko i wyłącznie nt. wartości energetycznej danych produktów, stoso- wanie katorżniczych diet, odczuwanie obrzydzenia na widok osób tęgich. To tylko kilka z nielicznych objawów. Nie będę się rozpisywać o tym, jakie mogą być skutki tej strasznej choroby. Średnio co trzecia anorektyczka, nawet ta  której stan się poprawił, umiera z wy- cieńczenia organizmu. W tej kolejności zabrzmi to mniej brutalnie: życzę każdej dziewczynie wal- czącej z anoreksją, żeby w jej wyniku miała finalnie „tylko” suchą, łuszczącą się skórę, zaparcia, wzdę- cia, anemię, wypadające włosy czy obrzęk dłoni i stóp. Lepiej być pięknym czy mądrym? To tzw. „temat rzeka”. Ja odpowiedziała- bym przewrotnie pewną oczywistością: Najlepiej być szczęśliwym, wtedy wygląd, kariera, a nawet posiadanie obszernej wie- dzy schodzą na dalszy plan. Tylko trudno jest to szczęście osiągnąć. Ha! Pomyślmy zatem ironicz- nie: Przecież inni mają gorzej, nie jestem chodzą- cym nieszczęściem. Koniec żartów. Spróbuj- my pomoc drugiej osobie walczyć z lękami. To trud- ne, ale powtarzajmy jej w chwilach słabości hasło kampanii przeciw anorek- sji i bulimii, której amba- sadorką jest meksykańska artystka, Anahi Portilla: Si  yo puedo, tu tambien!* Daria Bobrowska Tekst pochodzi z nr 1 11/09 Dotyku Kultury - wydanego przez Zespół Placówek Wychowania Pozaszkolnego w Sieradzu. Poznaj Dotyk Kultury - kliknij tutaj. Szafka na plecach
Młodzi ludzie muszą poznawać świat, ale czy muszą nosić go na własnych plecach?
QMAM 100

Wyobraź sobie 15 kilogramowy worek ziemniaków lub 15 paczek cukru. Teraz wyobraź sobie dziewczynkę, która waży 35 kilogramów i codziennie wkłada na sie- bie taki worek ziemniaków i chodzi z nim przez kilkanaście godzin. Sam jestem uczniem i nie ważę już 35 kg  ale codzien- nie nakładam na ramię torbę, która po kilku godzinach wbija mnie w ziemię. Po co nosić taki ciężar? Jest rozporządzenie o bezpiecznych i higienicznych warunkach w publicznych i niepublicznych placówkach. Mówi ono, że w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach muszą być miejsca, w których uczniowie mają możliwość zostawiać zeszyty, podręczniki i przybory szkolne w wyznaczonych miejscach, a najlepiej w szkolnych szafkach rodem z amerykań- skich filmów. Rozporządzenie rozporzą- dzeniem, a życie życiem. W praktyce wy- gląda to tak, że szkoły nie stać na zamontowanie zamykanych szafek dla uczniów. Powodów do ich umieszczenia jest kilka. Po pierwsze: takie szafki popra- wiłyby postawę uczniów, odciążając plecy z konieczności noszenia książek, które czasem się nie przydają. Po drugie: w szafkach trzymamy większość podręczników i przyborów, więc zmniejsza się możliwość nieprzygotowania do lekcji. W szafce moż- na trzymać także książki czy pomoce na- ukowe, których nigdy nie przynieślibyśmy do szkoły, ponieważ są za ciężkie. Klucze, telefon, mp3 mogą leżeć tam bez obawy, że zostaną zgubione czy skradzione. Argu- menty można mnożyć, wszystkie one służą wygodzie uczniów. Jednak najważ- niejszy jest wymiar zdrowotny. Osoby decydujące muszą zrozumieć, że nam ucz niom jest po prostu ciężko. Umieszczenie szafek może być kłopotliwe z dwóch głów nych powodów: nie ma ani miejsca ani pieniędzy. Jeżeli się miejsca nie szuka to się go nie znajdzie. Odpowiednia przestrzeń jest, tylko trzeba ją zobaczyć. Z pieniędzmi jest podobnie. Na pewno są instytucje, które pomagają szkołom w problemach finansowych. Jestem zdania, że również nasi rodzice mogliby uczesttniczyć w kosztach zakupu szafek. Im najbardziej zależy na  naszej prawidłowej postawie. Według informacji uzyskanych od dyrek- cji mojej szkoły, wyposażenie w skrytki naszego gimnazjum kosztować miałoby ok. 160.000 zł. To dużo, ale jak podzielimy

QMAM 100

to na 840 uczniów, wycho- dzi nam ok. 190 zł, a jak to jeszcze podzielimy na 12 miesięcy, to daje nam 16 zł miesięcznie. Dla przy kładu: ok. 16 zł kosztują dwie ściągnięte na komór- kę gry albo bilet do kina. Innym rozwiązaniem jest zoorganizowanie powsze- chnego ruchu, który na- głośni sprawę zapotrze- bowania szkół na szafki. Taka akcja, jak „Cała Pol- ska czyta dzieciom” pomo- że zwrócić uwagę na ten problem i wtedy może znajdą się pieniądze w bu- dżecie państwa lub u jakie- goś sponsora na schowki dla uczniów. Szafki szkolne są zawsze przy nastolatkach z ame- rykańskich fillmów. Teraz my mamy okazję toczyć życie jak w filmie. Ale czy ta przygoda zakończy się happy endem? Jakub Rozenbajgier Tekst i foto pochodzą z nr 1 11/09 Strzału w 10 - wydanego przez Gimnazjum nr 10 w Lublinie. Poznaj Strzał w 10 - kliknij tutaj. Jak internet robi z nas laików
Ogólnodostępny internet daje nam możliwość dostępu do dzieł, do których zdobycie dostępu normalnie sprawia trudność. Mimo to internet, jak się okazuje, jest jednym z głównych czynników kulturowego regresu w społeczeństwie.
QMAM 100

Gdy 29. października 1969 roku kalifornijscy inżynie- rowie związani z należącą do wojska agencją ARPA nawiązali pierwsze połą- czenie przez sieć, nie był to sukces w żadnej mierze – komputer odbiorczy za- ciął się już przy trzeciej przesłanej literze. Dziś z internetu korzysta blisko 1,5 miliarda osób na całym świecie. Daje to niebotyczną liczbę prze- słanych i wciąż wysyła- nych danych, w większości dostępnych dla każdego. Ta ogólnodostępność za- owocowała swoistą dewa- luacją, a zarazem wzmoc- nieniem zjawisk artysty- cznych - można dotrzeć do dzieł tak wielu i tak różnych, że zwykły odbior- ca zostaje nimi nasycony i powszechnieją mu one, a zarazem są takie zja- wiska i tacy twórcy, którzy chcą wybić się właśnie z takiego szarego tłumu im podobnych dzieł i twór- ców i zaoferować zainte- resowanym coś, co zatrzy- małoby ich przy tych twór- cach czy dziełach. Sprawia to, że obecnie dużo bar- dziej trzymamy się utar- tych szlaków, tego, co wypróbowaliśmy, na- szych przywiązań i doś-

QMAM 100

wiadczeń, a rzadziej pró- bujemy czegoś nowego, nieznanego i niepewnego (oczywiście, jeśli chodzi o zjawiska artystyczne i sieć), gdyż silnie identyfikujemy się z dotychczasowym do- robkiem i daje nam on uczucie pewnej stabilności i racji w swych przekona- niach. A warto zauważyć, że do najbardziej lubia- nych i preferowanych przez internautów dzieł należą te amatorskie, tworzone przez ludzi takich, jak my  którzy nie mają większej szansy zaistnieć w "realu", zaś w sieci są szanowani i nawet mogą mieć fanów. Nie można jednak ukry- wać, że przeważająca więk szość przejawów twór- czości opiera się jedynie na przerobieniu wcześniej- szych (i cudzych!) owoców pracy (vide popularne onegdaj „Daj kamienia!”, „Jestem hardcore’em!” itp.). W 2007 roku w Wielkiej Brytanii i USA ukazała się książka autorstwa Andrew Keena zatytułowana "Kult amatorstwa. Jak współ- czesny internet zabija na- szą kulturę", w którym Keen bardzo negatywnie opisuje zjawiska dotyczące wspólczesnego życia w sieci. Określa Web 2.0 jako "wielki utopijny ruch podobny do komunizmu w wydaniu Karola Marksa". Uważa, że  wszelkie ser- wisy społecznościowe są zgubą współczesnej kultu- ry, gdyż niszczą nasz do- robek kulturowy z wcześ- niejszych dziejów. Za- uważa, że "opinie stają się ważniejsze od faktów", a "anonimowość ma większą wartość od odpowiedzial- ności", przez co świat zostaje w internecie zafał- szowany i prowadzić może jedynie do upadku ludz- kich wartości, co już dziś możemy obserwować. Jest środkiem, który znacznie ułatwia międzyludzkie kon takty, a zarazem je spły- ca, przez co rozmowy są zdominowane głównie przez funkcję fatyczną języka (podtrzymującą rozmowę), zawierając przy tym mini- mum słów, nie przekazu- jących zresztą żadnych właściwie treści, zwłaszcza głębszych. Pochwalanie objawów twórczości wszelkiego typu, jest co prawda motywu- jące i budujące dla twór- ców, lecz odciąga naszą uwagę i oducza doceniać ważne dzieła, dziś zapom- niane i leżakujące w bib- liotekach, muzeach i ga- leriach, gdzie są bezpie- czne – tym bardziej, im mniej osób się nimi intere- suje – nie są narażone na zepsucie, jakim grozi internet, a ich los wydaje się przesądzony - nie ma już miejsca na dzieła wiel- kie, istne kamienie milo- we, wśród grup zebranych wokół amatorskich dzieł w wielkim śmietniku, jakim jest internet. Feogarth Tekst pochodzi z nr 1 11/09 qmama Twój Stary - wydanego przez młodzież w Łosiowie. Poznaj Twojego Starego - kliknij tutaj. W gimnazjum
Nasi dziennikarze odwiedzili jedno z renomowanych gimnazjów. Oto co robią uczniowie [...] nie zawsze na przerwach.
QMAM 100 QMAM 100

ADAM Siema! Piszę do Ciebie na matmie, bo i tak nic nie kumam, a na fizie, ani na niem- cu nie zdążyłem. Na fizie psorka coś mó- wiła o przyciąganiu, to mnie akurat wciąg- nęło. Ale zalufiłem, bo powiedziałem, że mnie przyciąga tylko komp i ty. I w tej kolejności. Na niemcu znów nas wzięli do dentysty. Dwóch kumpli od razu zemdlało, trzech przysnęło sprzed gabinetu. Ja za- miast własnych zębów, pokazałem sztucz- ną szczękę dziadka i spoko, bo nie było żadnej dziury. Grunt to fart. Miałem pisać ten mesycz do ciebie na bioli, bo nie było biologiczki. Ale przyszła na zastępstwo ta młoda od muzyki, która uczniów nazywa od różnych instrumentów. Na mnie mówi "cymbał", że niby jestem albo "nie zawra- caj gitary". Chyba robi nas w trąbę. No a teraz piszę do ciebie bez żadnej ściemy. Od razu daję ci info, że pragnę z tobą cho- dzić. Nawet powiedziałem o tym Koparze- mojemu najlepszemu kumplowi. On też by z Tobą pokręcił. Mówi, że nawet mu pa- sisz. A teraz akurat jest free, bo właśnie puściła go wolno Aneta z II C. Ale obiecał mi  że poczeka. No to Nara!!! Dramat polskiej piłki nożnej

QMAM 100

Nasza piłka leży w błocie korupcji i zepsu- cia; o grze zawodników nie wspominam. Czy PZPN podniesie się z dołka? Ostatni rok był dla pol- skiej piłki rokiem pełnym rozczarowań i zawodów. Reprezentacja jeszcze nig- dy tak nas nie zawodziła, a poziom naszej ligi prze- stał zachęcać do kupna biletów. Co jest powodem tego wszystkiego? Się- gnijmy pamięcią do cza- sów dobrobytu, nawet nie zwycięstw w mundialach za czasów Piechniczka lecz choćby meczu z Portugalią lub Serbią. Piłkarze, któ- rzy wtedy grali za nic nie potrafią odzyskać dawnej formy. W środowy mecz z Rumunią orzełek na pol- skiej koszulce padł rażony gromem. Co więc się stało? Niektórzy bezmyślnie wi- nią Beenhakkera, który, Bogu ducha winien, zwy- czajnie stracił zapał do pol skich piłkarzy, nie było w nim już tej charyzmy i błysku w oku cechującego wielkich selekcjonerów. Miał humory, często bywał arogancki, pouczał "głupi naród polski" z miną pro- fesora Oxfordu. Dlaczego stracił serce i odszedł? Polski charakter go wy- kończył. Kwestia biednego selek- cjonera to tylko czubek góry lodowej, którą stano- wi PZPN. O tę górę rozbiły się już największe trener- skie lodołamacze. W tym błocie tapla się Lato z Piechniczkiem i nawet, o zgrozo, Engel. Przegląda- jąc stare zdjęcia, wspomi- nając, jak im było fajnie "za komuny", nie godzą się z tym, że przeminęła... Aż dziw, że Piechniczek nie paraduje z mundia- lowymi medalami na szyi. Nie godząc się z tym, sta- rają się funkcjonować zamknięci w swoim świe- cie. Ich nieudolne ustawy i przekonywania jeszcze po- garszają tę sytuację. Tych gentelmanów powinno się niezwłocznie zastąpić nową krwią, tylko skąd ją wziąć? Tekst pochodzi z nr 1 11/09 Strzału w 10 - wydanego przez Gimnazjum nr 10 w Lublinie. Poznaj Strzał w 10 - kliknij tutaj. Foto: Flickr / Marcin Wichary (góra) zoetnet (dół) MAM 5 KROKÓW
Centrum projektu MAM stanowi witryna mam.media.pl. Fundacja Nowe Media udostępnia w niej Qmam system - wirtualne narzędzie do wydawania qmamów, czyli gazet nowej generacji. Cały proces tworzenia, od pomysłu do realizacji, to zaledwie pięć kroków. Na każdym etapie możesz liczyć na wsparcie Qmpla.
QMAM 100

1. Mam pomysł Rozwijaj swoją pasję i dziel się nią z innymi. Wystarczy głód tworzenia, potrzeba opisania świata i chęć współpracy. Qmam system to intuicyjne narzędzie stworzone dla wszystkich, którzy szukają nowoczesnych, atrakcyjnych środków wyrazu. Liczy się myśl - qmam daje możliwość ubrania jej w przystępną formę i dotarcie z nią do szerokiego kręgu odbiorców. 2. Mam redakcję Załóż konto na platformie mam.media.pl i zaproś przyjaciół do swojej redakcji. Użytkownik serwisu ma możliwość stworzenia wraz z innymi zespołu redakcyjnego. Podziałowi zadań w grupie odpowiada siedem funkcji z różnym poziomem dostępu do edycji treści: redaktor naczelny i jego zastępca, sekretarz, redaktor tematyczny, dziennikarz, grafik i korektor. 3. Mam wybór Wybierz jedną z kilku makiet i dowolnie modyfikuj style strony. Qmam System udostępnia makiety sformatowane ze względu na profil tematyczny gazety (np. magazyn kulturalny lub informacyjny). W ramach każdej z nich użytkownik ma możliwość wyboru jednego z pięciu zestawów kroju czcionek, zachowując przy tym swobodę modyfikacji wybranego stylu. 4. Mam wpływ Zdecyduj, jak pokażesz rzeczywistość, w jaki sposób wyrazisz swoje poglądy. Qmam pozwala stworzyć atrakcyjny przekaz multimedialny, zbudowany na bazie tekstu, obrazu, dźwięku i wideo. Opublikowanie go w dostępnej dla każdego platformie mam.media.pl zwiększa siłę oddziaływania autorów. Qmam jest zoptymalizowany do druku - to, co widać na ekranie jest tym, co trafia do rąk czytelnika. 5. Mam wsparcie Możesz liczyć na pomoc Qmpla - naszego eksperta od qmamów. Utrzymuje kontakt z młodymi dziennikarzami i pomaga im w zmaganiach z weną oraz żywiołem zespołowej pracy. Dostępny pod adresem email: qmam@nowemedia.info; aktywny na Skype (qmam.kontakt) i GG (nr 12343421) - od poniedziałku do piątku, między godz. 13:00 a 17:00.