Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Witaj Szkoło! W końcu ruszyli

Mig 13

Witajcie przyjaciele i przyjaciółki! Witajcie nauczyciele, przedmioty, nauko i wy, najwspanialsze trony drewniane. W końcu nadeszła pora, aby po tych dwóch miesiącach snu mentalnego wrócić i zabrać się do pracy. Tak więc jesteśmy! Wasza prywatna redakcja „Miga”, tylko tym razem w troszkę rozszerzonym wydaniu. Doszło da nas sporo nowych talentów, z czego jesteśmy niezmiernie szczęśliwi i mamy głęboką nadzieję, że i Wam owa euforia się udzieli. Wiemy, że czeka nas dużo pracy, aby zaspokoić Wasze pragnienia, ale zrobimy, co tylko w naszej mocy, aby sprostać temu wyzwaniu i sprawić, że tegoroczna gazetka, stanie się istnym arcydziełem publicystycznym! Mam nadzieję, że nowy format gazetki przypadnie Wam do gustu i umożliwi dłuższy czas lektury (wiecie, co mam na myśli...). Zatem gorąco witamy i oddajemy w Wasze ręce nowe, jeszcze gorące wydanie Miga 13! Redakcja Mig 13 Niepozorna środa, 30 września. Nic nie zapowiadało, że cokolwiek się wydarzy. No i proszę… Około 10.40 na ekranie przed sekretariatem zostało wyemitowane pierwsze (w historii szkolnej telewizji) wydanie Break-News, szkolnego serwisu informacyjnego. Teoretycznie, akcja pod tytułem „Break-TV” miała ruszyć już pod koniec maja 2009, ale w grupie „wtajemniczonych” panował taki chaos, że technikom i redaktorom praktycznie nic nie udało się ustalić. Teraz to wygląda trochę inaczej, bo nad całą (ok. 15-osobową) ekipą czuwa pani pedagog, mgr Kijewska. Póki co  „ramówka” składa się tylko z „BreakNews”, ale wkrótce zostanie wprowadzony m.in. o „zakamarkach” naszej szkoły. Z resztą, zobaczycie sami, co będzie dalej… Wasiel Otrzęsiny
W piątek, 25 września, jak co roku pierwsze klasy gimnazjum i liceum miały tak zwane „otrzęsiny”.
Mig 13

Ze względu na to, że jestem w I gimnazjalnej, nie wiedziałam, czego się spodziewać, moja klasa również, jednak byliśmy dobrej myśli. Mieliśmy sporo zabawy przy wymyślaniu, a także wiele pomysłów, w co się przebierzemy. W końcu postanowiliśmy się przebrać w togi (zrobione z prześcieradeł i obrusów) i założyć wieńce laurowe. W drodze na stadion było zabawnie, ponieważ wykrzykiwaliśmy nasze hasła, które nas rozśmieszały. Na miejscu (czyli na stadionie) czekali już na nas wuefiści. Pierwsza konkurencją był bieg w workach, który ogólnie poszedł bardzo dobrze, choć niektórzy się wywrócili. Potem bieg z jajkiem na łyżce (jajka okazały się wyjątkowo wytrzymałe, pomimo wielu upadków nie potłukły się), bieg w parch z piłką do kosza, przeciąganie liny i na końcu upragniona sztafeta. Przy wszystkich konkurencjach nie obyło się bez śmiechu i dobrej zabawy. Pod koniec odbył się konkurs okrzyków klasowych, które były bardzo ciekawe i zabawne. Po powrocie do szkoły wszyscy byli zadowoleni z siebie, a także weseli. Pogoda dopisała, humory również. DoMa Come back
Witamy księdza Pawła Dancewicza po rocznej przerwie!
Mig 13

- Co się zmieniło przez rok księdza nieobecności? - Trudno jest w konkretny sposób odpowiedzieć. Na pewno zmieniło się to  że osoby, z którymi wcześniej miałem kontakt, są w tej chwili już w liceum. Myślę, że duchem tej szkoły przede wszystkim jest sama młodzież, która tutaj przychodzi – jej nastawienie, obecność, umiejętność bycia ze sobą.. Zmieniły się twarze. Po prostu czas płynie do przodu, więc ludzie też pojawiają się nowi. Choć tendencje ku temu, by zdobywać wiedzę i pomagać sobie są stałe i to uważam za pozytywny przejaw. - A czym był spowodowany wielki „come back”? - Tak szczerze mówiąc, wielki „come back” był spowodowany trochę koniecznością. Jako że szkoła leży na terenie parafii pw. św. Aniołów Stróżów powinniśmy zapewnić „ludzi do katechezy”, więc z woli proboszcza zostałem oddelegowany między innymi tutaj, do pracy w tej szkole, gdzie właśnie dwa lata temu też podejmowałem pracę. To właściwie argument, który przeważył za tym, że tu jestem. Aczkolwiek cieszę się z tego. - A jak ksiądz uważa, dlaczego tak trudno znaleźć kogoś na stanowisko katechety? - Wydaje mi się, że przede wszystkim dlatego, że katecheta, jak każdy nauczyciel, musi posiadać nie tylko wiedzę, ale i  umiejętność bycia z drugim człowiekiem, umiejętność bycia dla tego drugiego człowieka. Choć brzmi to bardzo górnolotnie, to przede wszystkim jest to umiejętność przekazu treści – nie tylko w sensie informacji, ale także w sensie postawy, a jak się okazuje, nie jest to takie proste. Nawet jeśli jest się z wykształcenia pedagogiem. Po drugie, kwestia być może samego świadectwa, a każdy katecheta

Mig 13

to też konkretna osoba, konkretne życie. Więc fakt ten, jak młodzież postrzega postać księdza czy osoby świeckiej ma wpływ na ocenę samej katechezy, która wiąże się przecież z religią katolicką. - Religia w naszej szkole kojarzy mi się z  jednym z przedmiotów w Hogwarcie, w świecie wykreowanym przez panią Rowling. Czy czytał ksiądz Harry’ego Potter’a? - Szczerze mówiąc, nie czytałem Harry’ego Potter’a. To nie znaczy, że mam zdanie narzucone przez kogoś. Ja uważam, że w każdej sytuacji, czy to będzie książka, czy film, czy cokolwiek innego, ważna jest umiejętność oddzielenia rzeczywistości od fikcji. Nie można żyć w świecie fikcji stworzonej przez książkę, jedną, drugą czy dziesiątą. Tak samo obejrzawszy film, nie można go zaimportować do rzeczywistości realnej, w której powinniśmy mocno stać na nogach. Jeśli tak jest, to żadna publikacja nie zburzy porządku wewnętrznego, hierarchii wartości. Tak uważam, stąd też nie ma z mojej strony zdecydowanej krytyki książek o Harrym Potterze. Aczkolwiek z pewnymi niebezpieczeństwami bym się zgodził. - A czy ma ksiądz teraz kontakt z literaturą popularną? - Bardzo mały, szczerze mówiąc. Praktycznie tylko taki, jaki jest mi konieczny w pracy księdza. Przyznam szczerze, że uważam to za minus. - To czym się ksiądz w takim razie interesuje w czasie wolnym? Filmem, muzyką? - Trudno jest mówić o dużej ilości czasu wolnego. Co prawda, są takie powszechne opinie: „Co ma ksiądz do roboty? Odprawi mszę, pójdzie do szkoły, w szkole sobie odpocznie i nic więcej nie robi”. Wbrew pozorom nie jest tak do końca. Zainteresowania…? Motoryzacja. Może nie jest to wielka pasja. Trochę muzyki – bardzo różnego gatunku. Taka, co jakąś strunę we mnie porusza. Czy to będzie muzyka rockowa, czy pop, czy dance. Nie jestem zwolennikiem ani wrogiem konkretnego typu. Często przeglądam Internet, śledzę różnego typu fora, artykuły nawiązujące do codziennych sytuacji, z których później wywodzą się problemy poruszane przez ludzi. To uważam z jednej strony za swój obowiązek, z drugiej strony ciekawi mnie, czym ludzie żyją –jak „oddychają”. - Wrócę jeszcze do muzyki, jacy są księdza

Mig 13

ulubieni wykonawcy? - Tak jak wspomniałem, nie jestem fanem konkretnych wykonawców. Trochę czasu minęło, odkąd słuchałem muzyki na swoim pierwszym magnetofonie – oczywiście monofonicznym. Lubiłem brzmienie zespołu Pet Shop Boys (o zabarwieniu kapeli nie będę wspominać), potem techno – to była inspiracja wzięta kilka lat temu z  klubu muzycznego Manieczki. Obecnie jest bardzo wielu solistów, którzy co chwilę wypuszczają jakiś singiel, który robi furorę, np. Iwona Węgrowska czy Justyna Steczkowska, nieustannie Perfect – zespół ponadczasowy, mój ulubiony. Ostatnio mój brat mnie zainspirował do posłuchania zespołu Happysad. Jego utwory niosą bardzo różne treści, które ktoś mógłby skrytykować. Uważam, że poruszają problemy bardzo różnych ludzi. Lubię muzykę, która wzbudza we mnie sentyment albo działa energetyzująco niekiedy. To jest mi potrzebne i tego od muzyki oczekuję. - Dziękuję bardzo za rozmowę. Marcin Król Zajęcie na przyszłość?

Mig 13

„Dowiedziałam się, że poszukiwane są osoby do udziału w pokazie. Pomyślałam „czemu nie?”, no i tak się zaczęło…” – opowiada uczestniczka Pokazu Film Music & Fashion, Monika Krawczyk – uczennica kl. III a gim. 29 sierpnia w Filharmonii Sudeckiej podczas koncertu orkiestry symfonicznej odbył się niecodzienny pokaz kolekcji projektantki – Anny Długołęckiej. Niezwykłe, choć bardzo udane połączenie. W całym wydarzeniu brało udział jedenaście modelek, w tym kilka, które miały za sobą już różnego rodzaju sesje zdjęciowe.  Szczerze mówiąc bałam się, że między dziewczynami biorącymi udział w pokazie będzie panowała jakaś rywalizacja, ale już po pierwszym spotkaniu okazało się, że są bardzo sympatyczne i pomocne. – wspomina nasza koleżanka. Wrażenia  Było nawet lepiej niż sobie wyobrażałam! Cała zabawa z fryzurami, makijażem itp. była niesamowita... – przyznaje uczestniczka. Monika bardzo ciepło mówi o nowych znajomych, atmosferze podczas przygotowań, a jaka jest jej opinia o projektantce?  Cieszę się, że mogłam poznać panią Anię Długołęcką, która pomagała nam i kierowała całym pokazem. Bardzo miła i wesoła osoba. W jej kreacjach można było dostrzec pasję i ogromne zaangażowanie. Prawdziwa artystka! Publika – ciekawość i wsparcie Do Filharmonii przybyło dużo osób. Modelki wspierali rodzice i znajomi. Byli zachwyceni pokazem, szczególnie, że większość z nich również pierwszy raz brała udział w tego typu wydarzeniu. Zawód - modelka?  Uważam, że udział w tym pokazie to był jednorazowy incydent. Co do pracy modelki... nie wiem czy się do tego nadaję, choć gdyby pojawiła się taka propozycja to na pewno rozważyłabym ją. Ale chyba nie jest to zajęcie na dłuższy czas. Jak wiadomo kariera modelki w większości przypadków kończy się z wiekiem. Ewelina Węgrzyn Z planu "Maratonu tańca"

Mig 13

Pion operatorski - ekipa oświetleniowa Zacznę od postaw, po to, aby każdy z Was mógł zrozumieć, jak tworzy się film, bo  jak sądzę, ta część całej pracy jest nazbyt ciekawa i ciężka, by ją pominąć. - Co konkretnie należy do Waszych zadań na planie zdjęciowym? - Do naszych zajęć na planie należy oświetlenie wszystkiego, co w danym ujęciu widzi kamera. Służą nam do tego: reflektor, filtr, lampa oraz blenda. - Słyszałam, że rola światła w filmie jest najważniejsza, czy to prawda? - Zdecydowanie tak. Gdyby nie światło, aktorzy wyglądaliby źle, a kamera nieodpowiednio zarejestruje obraz. Ogólnie światłem wydobywa się wszystko to,  co potrzebne jest, by aktor prezentował się tak, jak życzy sobie operator obrazu. Światło daje nastrój scenie. - Czy do tej pracy należy się jakoś przyuczyć? Chodzi mi tutaj o studia bądź fachowe przygotowanie innego rodzaju? - Oczywiście. Wszyscy jesteśmy po szkole przygotowującej do tego zawodu, czyli, w większości było to technikum elektroniczne. - Czy Wasza praca jest trudna? - Kiedy zaczynamy pracę przy jakimś filmie, nasze życie towarzyskie i rodzinne schodzi na dalszy plan. Bardzo ciężko pracujemy i staramy się, żeby trud włożony w to, co robimy był przydatny całej ekipie filmowej. Na moje pytania odpowiedziała cała część ekipy filmowej, która zajmuje się oświetleniem czyli: Stefan Rola, który przepracował w swoim fachu 32 lah ta. Zajmował się oświetleniem w takich filmach, jak - "Zmory", "Dreszcze", "Wielka majówka", " Warto

Mig 13

kochać".Jerzy Grzywacz, który przepracował 25 lat. Pracował przy takich filmach jak: "Psy", "Syzyfowe prace", " Nad Niemnem" czy "Nikodem Dyzma"; Ryszard Gawęda (35 lat pracy). Pracował na planie takich produkcji, jak: "Gdańsk 39", "Fala zbrodni", "Warto kochać"; Krzysztof Pstrowski (8 lat praktyki), m.in. przy serialach: "Fala zbrodni" i "Siostry" oraz Tomasz Klamka, od trzech lat zatrudniany głównie przy produkcji programów telewizyjnych. Kamera - Czy obsługa takiego sprzętu jest trudna? Pan Edek - Tak, jest ciężka. Jak każdy zawód, wymaga wiedzy technicznej. Zwłaszcza teraz, kiedy elektronika wypiera taśmy. Tutaj, na planie, dysponujemy tzw. kamerą HD  czyli taką, która automatycznie zapisuje wszystkie ujęcia na karcie pamięci lub twardym dysku. - Ile kosztuje wypożyczenie lub zakup takiej kamery i wszystkich rzeczy z nią powiązanych? Pan Piotrek - Zakup samej kamery kosztuje około 60 tys. zł  wraz z całym osprzętowaniem będzie to kwota 600 tys. Wypożyczenie wynosi od 2,5 tysiąca złotych aż do 4. - Jak długo musiał się Pan uczyć, aby bez problemu opanować obsługę kamery? Pan Edek - Ja uczyłem się około trzech lat, ale to zależy od tego, komu jak wiedza wchodzi do głowy. Nie uczyłem się w szkole, bo nie ma takiej szkoły, która przygotowywałaby do tego zawodu. Moja nauka polegała na przyglądaniu się pracy innych, bardziej doświadczonych i starszych kolegów. - Bardzo dziękuję. Szyny i wózek - Dlaczego szyny muszą być ułożone tak dokładnie? Kuba - Gdy szyny są źle ułożone, to kadr się trzęsie, czego nie chcemy. Nam potrzebny jest gładki przejazd kamery, co umożliwiają właśnie szyny. - Czy długo trzeba przygotowywać się do tego zawodu? - Zacznę od tego, że w Polsce nie ma w ogóle szkoły wózkarskiej, więc - jak większość osób pracujących na planie - musiałem uczyć się od kogoś bardziej doświadczonego. Na plan dostałem się przypadkowo - po znajomości, jak to się mówi. Po prostu szukałem pracy i znajomy zaproponował mi to zajęcie. I mimo, że jestem po studiach wyższych, całkiem niezwiązanych z moim obecnym zawodem, dalej pracuję tutaj. - Dziękuję. Maja Zaręba

Mig 13 Mig 13 - Co jest ważne podczas pracy przy produkcji filmu? - Po pierwsze: należy słuchać tego, co mówi osoba, która w hierarchii jest ponad nami, po to, aby dobrze wykonać polecone nam zadanie. Trzeba zawsze pytać, jeśli się czegoś nie wie, lub nie jest się czegoś pewnym, żeby nie zaistniało żadne nieporozumienie. Nie mówić, gdy nie jest się o to proszonym! Dokładnie wykonywać cudze polecenia, nie dorzucać od siebie nic nieodpowiedniego, chyba że wymaga tego rola, którą aktualnie gramy. - Dlaczego praca aktora jest trudna? - Jest jakby wiele aspektów tego, że praca aktora jest trudna. Po pierwsze: występujesz przed człowiekiem. Musisz sprawić, żeby ludzie, którzy cię oglądają, uwierzyli, że wszystko, co robisz, jest nieprawdą. Musisz przekonać ludzi, że wszystkie te kłamstwa, które publicznie opowiadasz, są prawdą - to jest najtrudniejsze w tym zawodzie. Poza tym trudno jest dostać dobrą rolę. To nie jest tak, że role same na ciebie czekają. Jeśli sam się nie postarasz o to, aby dostać gdzieś angaż, to na pewno go nie dostaniesz.

Nieosiągalni Wszystko nowe, czyli odczucia pierwszaków
Pamiętacie pierwszy dzień w szkole? Pełno nowych twarzy i kręte korytarze naszej szkoły. A co o nowej szkole sądzą pierwszoklasiści?
Mig 13

Niewiele pragnę, niewiele czuję, niewiele żadam, bo Cię miłuję. Gdy przy mnie jesteś wszechświat zanika. W mej duszy gra wciąż twoja muzyka. Gdy jesteś w dali miłości żądam. Gdy jesteś blisko skrywać się muszę. Jak cięzki jeszcze będą katusze? Jesteś mi bliski choć daleki tak, jesteś, jak młody kołysany mak. Żyj tylko dla mnie, jeśli mnie kochasz. Żyj tylko dla mnie, milość swą okaż. Żyj tylko dla mnie, daj wolnośc duszy. Nie chcę dla serca mego katuszy. Jagoda Flaga Wiem, że planowaliście spotkanie klasowe, jednak nic z tego nie wyszło. W czym tkwił problem, że nie się spotkaliście? Marika: - Nie wiem. Po dwóch stronach kłótni o to, czy iść na tosta, czy zapiekankę, przestałam czytać klasowe forum. Karolina R.  - Ja też szybko przestałam czytać forum. Kasia: - Spotkanie klasowe nie doszło do skutku. Chyba dlatego, że… zwyciężył brak integracji. Karolina M.  - Wydaje mi się, że nie znaliśmy się jeszcze zbyt dobrze, aby dojść do jakiegokolwiek porozumienia. W takim razie, jeżeli nie poznaliście się a wakacjach, jaki był pierwszy września? Jak się czuliście? K.R.: - 1 września hmm... miałam początek anginy i 39 stopni, więc odczuwałam tylko dreszcze. M: - Mnóstwo obcych ludzi. K: - Zapoznanie, a z czasem łatwiejsza rozpoznawalność twarzy. K.M: - Mnóstwo nowych wrażeń. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele. Nasza szkoła jest dosyć kręta. Poznaliście już wszystkie zakamarki czy nadal się gubicie? K.R.: - Chodziliśmy tak po dwie osoby, żeby się nie zgubić. M: - Nie mieliśmy większego problemu z odnalezieniem numerów sal. Nie było tak źle. K: - Nasza klasa również przemieszczała się grupkami, tak po 2- 3 osoby, aby się nie zgubić… K.M.: - Po prostu tak było nam łatwiej.

Mig 13 "Podoba mi się tutaj możliwość akcentowania indywidualności, której innym szkołom brak..."

Rocznik poprzedni miał duże problemy z uszyciem odpowiednich mundurków. Co powiecie o Waszych? M: - Mój żakiet wisi. Jest dobry na moją mamę. K.R: - Mundurek mam odkupiony – po przeróbkach. Ale wszystkie są niedopasowane. Jakiego przedmiotu bałyście się najbardziej? A jakiego nie lubicie? K.M. - Razem z Kasią najbardziej bałyśmy się fizyki… K: - Tak, z tym się zgodzę, ale najtrudniejsza wydaje mi się teraz chemia. K.R.: - Najbardziej stresujący dla mnie przedmiot to j. niemiecki. M: - Zdecydowanie bałam się fizyki. Co sądzicie o sprzęcie, kadrze, organizacji w szkole? Co przypadło Wam do gust, a co się nie spodobało? K: - Podoba mi się tutaj możliwość indywidualności, której innym szkołom brak. A także rozbieżność wiekowa. K.M.: - Szkoła wydaje się naprawdę sympatyczna. Nie umiem do końca powiedzieć, dlaczego. K.R.: - Atmosfera tutaj jest fajna. Podoba mi się. A co powiedzie o swoich nauczycielach i wychowawcach? K: - Stączek jest moją wychowawczynią. Wydaje się fajna… K.M.: - Jeszcze nie przekonałam się, kto jest moim ulubionym nauczycielem. M: - Nie znam tutaj tak dobrze nauczycieli, abym mogła coś na ich temat powiedzieć. K.R.: A jak dla mnie, to p. Sura (wychowawczyni) jest bardzo miła. Nowa szkoła przewróciła Wasze życie do góry nogami? Musiałyście się jakoś specjalnie przystosować ?  K.R.: - Moje życie nie zmieniło się zbytnio. Raczej zmiany przeżyłam spokojnie. A tak poza tym, to wstaję później, niż do podstawówki. Mam też starszych znajomych w szkole, więc tak bardzo się nie bałam. M: - Chodziłam do szkoły muzycznej. Tym sposobem odeszły mi trzy przedmioty muzyczne. Też wstaję później, a bałam się tylko trochę. Ola Mierzejewska Pogromcy mitów–Balladyna
Opowieść o przekrętach, morderstwach, samobójstwach i eurogąbkach. JULIUSZ SŁOWACKI KŁAMCĄ! PRAWDA WYSZŁA NA ŚWIATŁO DNIA!
Mig 13

Jej historię postanowił spisać Juliusz Słowacki. Opisał w niej jej liczne zabójstwa. Wielu z was słyszało o tej głośnej sprawie sprzed wieków (jeśli nie wiecie, o co chodzi, uprzejmie informuję, iż nie jest to również streszczenie – macie Internet i inne źródła). Pani profesor Elżbieta Sura poprosiła sąd o ponowne rozpatrzenie tego, jakże zawiłego, problemu. Sąd przystał na jej propozycję… Odbyła się rozprawa. Oskarżona stawiła się na czas. Kiedy Długi Sąd w osobie Pawła Holewy/ Hawła Polewy wszedł, na sali zaległa cisza. PRZEBIEG ROZPRAWY Hmm, nie jestem w stanie przybliżyć całego jej przebiegu, ponieważ jest to historia wielowątkowa, a dostałem tylko jedną stronę tej gazetki. Powiem zatem o kluczowych momentach rozprawy: Sytuacja 1. – Przedstawianie świadków, w trakcie czego dowiedzieliśmy się, że Goplana pochodzi z jeziora, Skierka pochodzi z jeziora, a Grabiec już nie. On pochodzi z chaty. Tak samo jak Balladyna. Natomiast Wdowa, jest córką Wdowca i pochodzi z Wdowigrodu. Sytuacja 2. – Czy Balladyna jest córką Wdowy? Na to pytanie stara kobieta nie potrafiła odpowiedzieć. „Nie wiem, ciemno było” – stwierdziła, powodując wzburzenie na sali. Planowano również testy DNA, lecz do nich nie doszło. Sytuacja 3. – Jedna z adwokatek Balladyny była strasznie głośna i z niezwykłą zajadłością kłóciła się o każdy szczegół. Wyprowadzony z równowagi Długi Sąd skazał ją na karę grzywny w wysokości tysiąca eurogąbek. Nikomu nie mieściło się to w głowie: tyle mamony!? Sytuacja 4. – Przesłuchanie Grabca. „Kim pan jest?”; „A bo ja wiem…”. Sytuacja 5. – Dowody. Nikt nie umiał odpowiedzieć, czy to Skierka nakazał Wdowie wysłać córki na maliny. Znalazła się jednak dwójka zaradnych ludzi, którzy odnaleźli nagranie audio, na którym było to jasno przedstawione (warto uczyć się od polityków, oni też zawsze mają przy sobie dyktafon lub laptopa). Potem odnaleziono (papierowy) sztylet Balladyny z doskonale zachowanym jej odciskiem palca. Był również opcjonalny podpis, ale musiał zostać usunięty, kiedy okazało się, że była ona niepiśmienną (podobnie miała się rzecz z kartką z Balladynowego pamiętnika)… WYROK Balladyna z chaty uznana została winną morderstwa jakiegoś Gralona, jednego z wcieleń Grabca (drugie wcielenie zeznawało), Pustelnika i Kostryna. Natomiast Alinę zabił Oskar ze wsi (a nie Balladyna, jak to prawił oszust Słowacki). Na jego koszuli widniały czerwone plamy z krwi. Była to krew Aliny! Skład sędziowski wyjaśnił swa decyzję piosnką: Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna. W tym momencie rzeczony Grajewski popełnił samobójstwo. (AM) reporter MIGa, Marcin Król
Czy można nakręcić film w 4 dni? Po tych wakacjach z pewnością odpowiem: TAK. Na pytanie czy może on się do czegoś nadawać odpowiadają widzowie i w naszym przypadku Jury.
Mig 13

The Stary Lesieniec witch project Zaczęło się od artykułu na jednym z wałbrzyskich portali informacyjnych. Brzmiał on mniej więcej tak: Filmowcy do kamer! Zbliża się festiwal filmów Biała Dama. Termin nadsyłania prac to 31.07.09. Jedyny problem, że był wtedy 27 lipca. Bez zbędnego zastanawiania się rozesłałem linka do znajomych którzy mogliby być przydatni. Odzew był „nieco” sceptyczny. Ja  nie zrażając się specjalnie wpadłem na pomysł sparodiowania kultowego horroru „The Blair witch project”. W okolicach godziny 19 już wspólnymi siłami zaczęliśmy prace nad scenariuszem. Z drobną pomocą internautów skończyliśmy ok. 23. Jakimś cudem udało się znaleźć aktorów. Kolejnego dnia bez jakiegokolwiek doświadczenia zaczęliśmy nagrywać. Szczyt “możliwości” ukazał się dopiero kolejnego dnia – 13 dubelków do jednej sceny. 4go dnia zostało „tylko” montowanie. Proces ten przedłużył się trochę i zakończył się ostatecznie o 3:00 dnia 0 czyli terminu oddania filmu. Pomimo tych drobnych przeszkód udało się dostarczyć film do organizatora. Ciężko opisać zdziwienie jakie nas ogarnęło po zaakceptowaniu naszego filmu. A oznaczało to tylko jedno, nasz nie dokońca wymarzony film będzie pokazany szerszej publiczności. W nie pełnym składzie pojawiliśmy się na zamku Grodno gdzie odbywał się festiwal i... trochę przeraziła nas ilość widzów. „No nic, trzeba jakoś wytrzymać” rzekł któryś z nas i usiedliśmy na końcu widowni. Nasz film był pierwszy. Niestety widzowie szybko zauważyli, że część z aktorów znajduje się na widowni. Niektórzy nawet zagadywali. Film wywołał nawet śmiech publiki w kilku momentach co zgodnie uznaliśmy za sukces i... zaczęliśmy przygotowania do kolejnego filmu – pierwszy klaps już niedługo. Paweł Szczepanowski Dlaczego kot?
Dlaczego nie pies, papużka albo świnka morska? A dlaczego nie? Czemu nie podzielić domu z mruczącym kłębkiem futra, spiącym na łóżku lub na kolanach? Albo z wesołym tygryskiem, turlającym po podłodze piłeczki? Co właściwie sprawiło, że kot został tym zwierzątkiem?
Mig 13

Jest kimś idealnym wśród zwierzątek domowych: można go przytulić, pobawić się z nim, inteligentnie porozmawiać... No  dobrze, inne zwierzątka też można przytulać i bawić się z nimi. Ale jak przytulić rybkę lub pobawić się z papużką? Załóżmy, ze ideałem jest pies. Można się z nim bawić, przytulać go... Ale, z drugiej strony, gdyby tak przypomnieć, że istnieją ludzie zamykajacy duże psy w małych mieszkaniach... Biedne zwierzę męczy się w maleńkim pomieszczeniu, choruje, jest nieszczęśliwe i apatyczne. O spacerach nie warto nawet wspominać – jeden rano, jeden wieczorem, naprawdę rzadko zdarza się krótki spacerek popołudniowy. Kot natomiast spacerów nie potrzebuje, wystarczy mu czysta kuweta. Poza tym mruczusie czują się dobrze nawet w małym mieszkanku. Kotów nie trzeba też, jak np. chomiczka, opłakiwać co 2-3 lata. Jeżeli będziemy się nimi opiekować, przeżyją kilkanaście lat. Chcecie więcej argumentów? Proszę bardzo. Jeżeli jesteś alergikiem, po prostu możesz kupić kota rasowego. Wprawdzie wymaga pielęgnacji, ale jak się uprzesz, to możesz mieć futrzaka w domu. O kota jest łatwo dbać. Jeżeli zdecydujemy się na tzw. dachowca, czyli - bardziej elegancko - kota europejskiego dachowo-podwórkowego, do szczęśliwego życia wystarczy mu ciepły kąt, pełna miska, czysta kuweta, opieka weterynarza i troszkę miłości. Owszem, zgadzam się, kot ma charakterek. Gdyby porównać tok myślenia kota i psa, wyglądałby mniej więcej tak: Pies myśli o czlowieku: - Daje mi jeść, dba o mnie, pozwala mi spać w swoim łóżku... Jest moim bogiem! Kot myśli o człowieku: - Daje mi jeść, dba o mnie, pozwala mi spać w swoim łóżku... Jestem jego bogiem. No  ale przepraszam bardzo, od kiedy to taki tok myślenia stanowi problem? Kot to kot, ma do tego pełne prawo. Marika Rybak Koń - moja pasja

Mig 13

Koń- istota żywa o czterech nogach zakończonych kopytami. Oprócz tego koń posiada także głowę, która czyni go najpiękniejszym zwierzęciem kopytnym. Któżby pomyślał, że stworzenie takich rozmiarów, ważące średnio 700 kg, ma za przodka eohippusa, niewiele większego od przeciętnego lisa? Nie tylko tym to niepozorne zwierzę może nas zaskoczyć. Otóż, koń, który pobił rekord wysokości skoku, miał około 1 65 m w kłębie (koński kark). Był to kasztanowaty, szesnastoletni ogier Hauso i pod chilijskim kapitanem Alberto Larraguibel Moralesem skoczył aż 2,47 m pamiętnej daty 5 lutego 1949 roku. Od tamtej pory nikomu nie udało się skoczyć wyżej. Konie są...  wszechstronnie wykorzystywane w wielu dziedzinach sportowych. Nie tylko wysoko skaczą, ale także bardzo szybko biegają. Rozpędzony koń może osiągnąć prędkość ok. 70 kilometrów na godzinę. Rekordzista pełnej krwi angielskiej rozwinął zdumiewającą prędkość 76 kilometrów na godzinę. Jest to cecha wysoko ceniona w wyścigach konnych. Najsłynniejsze tory wyścigowe to Wielka Pardubicka (koło Poznania), Służewiec, czy Partynice pod Wrocławiem. Wielka Pardubicka jest najbardziej niebezpiecznym przedsięwzięciem, gdyż niekiedy giną tam nie tylko konie, ale także dżokeje. Sportem o podobnym stopniu trudności i zagrożenia życia jeźdźca i konia jest polo, gra

Mig 13 "Sportem o podobnym stopniu trudności i zagrożenia życia jeźdźca i konia jest polo..."

wyglądająca nieco jak hokej, tylko że na koniu. Zdarza się, że jeśli jeździec spadnie z konia podczas takiej gry, może być po prostu zadeptany na śmierć. Mniej karkołomną dyscypliną jest WKKW- Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego, w którym jeźdźcy i konie próbują swoich możliwości w trzech konkurencjach: ujeżdżenie, próba terenowa i skoki. Ujeżdżenie jest zdecydowanie najbezpieczniejszą dyscypliną jeździecką. Konie przygotowywane do takich zawodów, są wyspecjalizowane tylko w tej dziedzinie. Nie są trenowane w skokach ani na torach wyścigowych. Wiele osób, które wiążą przyszłość z końmi, zaczyna startować w niewiele znaczących, ale małymi kroczkami prowadzących do sukcesu, zawodach szkolnych, powiatowych, czy wojewódzkich. Wszystko po to, by w niedługim czasie, lecz po wielu ciężkich treningach, zabłysnąć złotą odznaką na Grand Prix, celem większości pasjonatów jeździectwa. Moja przygoda z końmi zaczęła się osiem lat temu, gdy po raz pierwszy obejrzałam animowany film „Mustang z Dzikiej Doliny”. Już wtedy wiedziałam, że wiele czasu w swojej przyszłości spędzę w siodle. Zaczynałam w Starym Julianowie, poprzez Lubiechów, aż do Książa, gdzie spotkałam swoją prawdziwą końską miłość- śląską, gniadą czterolatkę imieniem Defilada. Klacz, której szczerze nienawidziłam zaraz po przyjściu do Książa, za jej upór, przekorę i złośliwość. Zawsze wesoła. Taka jest i taką ją kocham. Joanna Skarbek

Mig 13 Przeklinać alternatywnie... męsko - damskich („Ach, ty przypalony, na kokosowym maśle z onegdajszych pasztecików spitraszony klopsie! (…) Hrabinia de wolaj, księżna rizoto!”, „Stara cholera dla której szkoda artystycznego wyrobu. Baranek u niej ma zyza. A sama dziobata jak durszlak, gdzie wyjątkowo dzioba nie posiada, trzy piegi siedzą i czwartem poganiają.”, „Parzygnat koszyczkowem karmiony i rosołem perfomowany.”) i  damsko - męskich („Cham, żłób, bażant I lemoniada.”, „Stary moczymordo!”, „Ty ślepa komendo!”, „Ach, ty łatku z Witkowskiego placu, łachadojdo z litości przez zimowe pomoc trąbizupką karmiona!”). Wyzwiska dotyczyły nawet zwierząt – do tygrysa można było powiedzieć „Ach, ty taka twoja tam i nazad w prążkowany deseń odrobiona mamusia!”, bądź krzyknąć na gołębia: „Ach, ty grochem karmiony, żyletką w ogon nacinany (…)!”. Najciekawsze jednak bywały przekleństwa przypisane do zawodu. Tak banalna osoba jak piekarz nazywana była „Męczybułą, piekarskim wyskrobkien, czerstwem pieczywem karmionym!”, dozorcę (ciecia) spostponowano (?) słowami: „Ach, ty łapiduchu meldunkową książką w sztuczne zęby szturgany, żebyś w rodzinnem grobie na Bródnie jemieniny odprawiał!”, natomiast „derożkarz” nazywany był “sałatą” bądź “dzieliworkiem”, niekiedy nawet „łachadojdą sieczką karmioną”. Najwięcej jednak dostawało się od Wiecha karawaniarzom. Bywali określani tak skomplikowanymi określeniami, jak „Łapiduch żałobny, karabanista nieotulony w żalu! (…) Lu go w nekrolog!”, a niekiedy nawet mówiono: „Ach, ty żałobną latarnią w laurowy wieniec szarpany łapiduchu, ja cie tu zaraz skrytykuje, że dla siebie samego klapsydry napisać nie zdążysz!”. Oczywiście, nigdy nie pozostawano dłużnym i na przezwisko odpowiadano przezwiskiem, a czasem nawet uderzeniem krzesła w głowę. Zazwyczaj taka sprawa, jak zazwyczaj kończy swe felietony Wiech, „trafiała do sądu grodzkiego”, a „sąd skazywał panią Weronikę na siedem dni bezwzględnego aresztu”. Niestety, czasu skomplikowanych, artystycznie brzmiących przekleństw bezpowrotnie minęły, ale co o tym może wiedzieć taka łachudra dziennikarska, gryzipiór w zęby glaspapierem szturgany, co to trzy kila felietonów za dwa złote na Kiercelaku opyla, jak ja...? Marika Rybak

Stefan Wiechecki (1896-1979), szerzej znany pod pseudonimem „Wiech”, jeden z najbardziej znanych warszawskich felietonistów dwudziestolecia międzywojennego przeklinał specyficznie... Jego kótkie opowiastki o mieszkańcach Warszawy są wręcz przepełnione alternatywnymi przekleństwami. Oczywiście, do określonegej sytuacji „przypisane” było określone przezwisko lub przekleństwo. Inaczej przezywali się mężczyźni („Ofiara losu, męczybuła w zęby kopany.”,„Taka wasza w te i nazad glaspapierem drapana!”, „Ty ofiaro losu przez most Kierbedzia, Krakowskie Przedmieście i Lektoralną ulice na Kiercelaka pędzona!”), inaczej kobiety („Małpa zielona w kratkie!”, „Wydra króla Zegmonta!”). Największe bogactwo przekleństw leży jednak na linii relacji

Mig 13 Twórczo i metaforycznie *** Może dla świata jesteś tylko ćwierćnutą, Ale dla mnie będziesz potężną filharmonią. Ludzkość odbiera cię jako jeden wers, Nie wiedząc, że imię twoje to epopeja. Przy tęczy zwą cię tylko barwą, A tak naprawdę jesteś feerią kolorów. Dla innych liczysz się jako pierwiastek, Jednak wartość twoja równa się nieskończoności. W tym lesie jesteś tylko listkiem. Ja myślę, iż przy tym liściu jesteś lasem. Patrycja Kujawa kl. I b *** Zazdroszczę kroplom deszczu, ich liczności, wierności. Tego, że mogą wędrować godzinami, mogą widzieć więcej niż widzi jakikolwiek człowiek, Mogą po prostu lecieć, nie zastanawiając się nad niczym. Współczuje kroplom deszczu, że nie mogą nikomu powiedzieć tego co widziały. Nie mogą czuć radości z przeżycia tak cudownych chwil. Nie mogą kochać innych bezuczuciowych kropel, a przecież byłyby z nich tak cudowne pary. Maja Zaręba kl. I a

MIG 13 Nr 1 (październik 2009) Gazetka szkolna Publicznego Gimnazjum nr 13 w Wałbrzychu Red. naczelny: Oskar Grajewski Sekretarz red.: Ewelina Węgrzyn Redaktorzy: Jagoda Flaga, Paweł Holewa, Marcin Król, Patrycja Kujawa, Ola Mierzejewska, Marika Rybak, Joanna Skarbek, Paulina Wasielewska, Maja Zaręba, Dominka Zarychta Skład i łamanie: Paweł Szczepanowski Opiekun: Prof. Elżbieta Sura Powielanie: ZS nr 2 al. Wyzwolenia 34 58-300 Wałbrzych www.2lo.walbrzych.pl tel./fax 074 8423592 Zastrzegamy sobie prawo do adiustacji tekstów oraz niecytowania ich w całości