Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Drodzy Czytelnicy!
Mig 13
Witajcie po raz drugi! Jak zawsze, pragniemy dedykować Wam efekt naszej pracy – szkolny magazyn MIG 13!
Mamy nadzieję, że dzisiejsze wydanie gazetki idealnie odda miłość, jaką żywimy do tworzenia , idealnego środka przekazu” myśli, uczuć i emocji, ponieważ wierzymy, że to, co robimy, to coś więcej niż zwykłe słowa, czarne na białym, wydrukowane i złożone w jedną całość
pod hasłem: , Gazetka szkolna”.
Sądzimy, że takie nastawienie pomoże nam osiągnąć sukces i dotrzeć do wyznaczonego celu, którym jest Wasza radość i uśmiech na twarzach.
Czasopismo to jest naszym wspólnym dziełem, dlatego oczekujemy, że będzie czymś więcej, niż swoistą symbiozą między nami – redaktorami i Wami – czytelnikami. Wierzymy, że w ten sposób wspólnie dotrzemy do własnych granic możliwości, aby następnie móc przenieść je dalej i dalej, aż za horyzont twórczości, o jakiej żaden człowiek jeszcze nie marzył.
Dzięki Wam marzenie to może stać się rzeczywistością, wystarczy, że chwycicie pióro lub długopis i razem z nami zaczniecie tworzyć prawdziwą Sztukę. Z wielką niecierpliwością oczekujemy Waszych prac. Obiecujemy wszystkie dokładnie przeczytać, a najlepsze zaprezentować na łamach naszej gazetki.
A teraz – miłego czytania!
Oskar Grajewski
Mig 13
Historia zatacza koło,
czyli głośno o nas w Kongresowej
W Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w niedzielę 15 listopada miało miejsce wręczenie Platynowej Płyty Jackowi Cyganowi i Piotrowi Rubikowi – twórcom oratorium poświęconemu naszemu Ojcu Świętemu: „Cantobiografia Jana Pawła II”. I zapewne nawet byśmy
o tym nie wiedzieli, gdyby nie to, że to nasza szkoła zainspirowała Jacka Cygana do napisania libretta.
Początki
Wróćmy na chwilę do Rzymu, na Plac Św. Piotra, gdzie zebrały się tłumy
na uroczystości pogrzebowe po śmierci Jana Pawła II (2005). Delegacja naszej szkoły z panem dyrektorem na czele, która wzniosła transparent: „II LO z Wałbrzycha żegna Ojca Świętego”, została uwieczniona przez reportera „L’Osservatore Romano”. Zdjęcie ukazało się w tej gazecie kilka dni później. Ale wówczas jeszcze nikt o tym nie wiedział.
Nasza delegacja wróciła do kraju, a w ślad za nią – parę tygodni później – koperta
z gazetą. Nadawcą był... Jacek Cygan.
Ten znany poeta, autor tekstów mnóstwa piosenek, wyjawił, że pozostał w Rzymie po pogrzebie Ojca Świętego jeszcze parę dni i kupił wspomniany tygodnik. Zobaczył tam zdjęcie wałbrzyszan. Znalazł – po powrocie do kraju – adres II LO
z Wałbrzycha i przysłał pismo, sądząc,
że będzie to miłą pamiątką po pobycie naszej grupy w Wiecznym Mieście w tak ważnej chwili.
Odpisaliśmy, dziękując za ten wyjątkowy gest, i... sprawa wydała się zakończona.
Niezwykły ciąg dalszy...
- 15 listopada późnym wieczorem – opowiada prof. Sura – zadzwonił do mnie ks. dr Marek Gałuszka, który uczył religii
w naszej szkole przed 10 laty. Powiedział, że mamy pozdrowienia od Jacka Cygana... Okazało się, że był w Sali Kongresowej
na koncercie, na którym przedstawiono „Cantobiografię”. Po uroczystym odebraniu Platynowej Płyty głos zabrał Jacek Cygan, który opowiedział zgromadzonym historię zdjęcia II LO z Wałbrzycha we włoskiej gazecie i który zdradził, że ten właśnie fakt zainspirował go do napisania libretta
do oratorium o Janie Pawle II.
Staliśmy się więc jeszcze bardziej sławni!
... i jeszcze dalszy
Ks. dr Marek Gałuszka jest dziś dyrektorem misyjnego Dzieła Pomocy „Ad Gentes”
z siedzibą w Warszawie. W tym miejscu przygotowuje się do wyjazdu na misje
w Birmie nasza była koleżanka, Nina Kuniszewska (z klasy prof. Anny Żałobki, matura 2003).
Historia zatoczyła więc drugie koło...
(red.)
W filharmonii
Mig 13 Ślubowaliśmy...
14 października obchodziliśmy nie tylko Dzień Nauczyciela, ale również uroczystość „Pasowania na ucznia”.
Zanim zebraliśmy się na sali gimnastycznej, na korytarzu można było spotkać biegających z kwiatami uczniów. Oczywiście z najlepszymi życzeniami dla pedagogów.
Po odśpiewaniu hymnu Pan Dyrektor wyraził uznanie dla nauczycieli, którzy wyróżnili się w swojej pracy, wręczając im dyplomy. Reprezentacje klas pierwszych - w imieniu wszystkich pierwszoklasistów - złożyli uroczyste ślubowanie przed sztandarem szkoły, po czym klasy pierwsze przystąpiły do swoich prezentacji.
Klasa Ia tańczyła, śpiewała i przedstawiała uczniów swojej klasy za pomocą zabawnego wiersza. Klasa Ib również zaprezentowała się ułożonym przez siebie wierszem. Magda, Sylwia, Ala i Paweł umilili wszystkim czas grą na gitarze. A Marika zagrała na pianinie.
Tym miłym akcentem zakończył się niezapomniany dla pierwszoklasistów apel. Potem na pewno wszyscy miło spędzili czas. Tym bardziej, że można było pójść do domu.
Sara Sadowska
W naszej klasie talentów jest wiele.
W naszej klasie talentów bez liku.
Jedni wdzięczne wygrywają trele,
Inni prym wiodą wśród kolegów w... krzyku.
Są też wśród nas mali artyści,
Co to z pędzlem i kredką za pan brat.
Są i gitarzyści, i pianiści – Z muzyką znają się od paru lat.
I nie tylko w piłkę dobrze gramy,
Lecz na fotografii nieźle się znamy.
A, jak widać na przykładzie tego wierszyka,
Nikt od nas lepiej nie wie, czym jest liryka.
Patrycja Kujawa
Co miesiąc klasy gimnazjalne udają się na koncert do Filharmonii Sudeckiej. Nie zawsze rozumiemy muzykę, którą dla nas przygotowują organizatorzy,
ale z pewnością nie możemy pominąć ostatniego koncertu. Wystąpił zespół „Janicki” spod Kamiennej Góry: ojciec z czworgiem dzieci. Wszyscy ubrani w oryginalne podhalańskie stroje, grający na różnych instrumentach ludowych i pięknie śpiewający. Z pewnością nie zapomnimy uzdolnionego Szefa tego zespołu, który – w gawędziarskim stylu i piękną gwarą – opowiadał o historii górali, ich zwyczajach i kulturze.
Chciałoby się powiedzieć: więcej takich!
(red.)
Kreatywnym trzeba być!
Mig 13
Jak pokonać konkurencyjne salony piękności? Czym jest marketing? Jak uciec z bezludnej wyspy? Na te i inne pytania klasa II odpowiedziała sobie podczas warsztatów z przedsiębiorczości.
Na te zajęcia czekaliśmy z niecierpliwością. I to nie tylko dlatego, że miała nam przepaść większa część lekcji. Po prostu zapowiadało się ciekawie. No i ciekawie było.
Przyszedł do nas sympatyczny pan, z którym spędziliśmy kilka godzin. „Lekcje” rozpoczęliśmy od dobrania się w kilku osobowe grupy. Następnie czekało na nas zadanie – musieliśmy sami się ocenić według pewnego kryterium. Okazało się, że jeden z zespołów miał bardzo wysoką samoocenę, zaś inny był wobec siebie chyba zbyt krytyczny. Później omówiliśmy, jakie mogą być przyczyny aż tak odmiennych ocen między grupami.
Jednakże pracy przed nami było jeszcze wiele. Uważam, że najfajniejszym zadaniem było wymyślenie jak najbardziej kreatywnej ucieczki z bezludnej wyspy. Do naszej dyspozycji była lina, wrak statku, 3 palmy z kokosami, żarówki i skrzynia ze skarbem. Jedna z grup naprawdę zaskoczyła nas swoim pomysłem. Jej członkowie stwierdzili, że najbardziej oryginalnie będzie uciec z wyspy… balonem. Skrzynia miała posłużyć jako kosz, a jako paliwo postanowili wykorzystać łatwopalną, wyprodukowaną przez siebie wódkę. W porównaniu z innymi prezentacjami, był to naprawdę dość niecodzienny pomysł.
Same zajęcia miały nas przede wszystkim nauczyć, że jeśli chcemy prowadzić własną firmę, musimy być „fontanną” dobrych pomysłów. Dodatkowo warto pamiętać – wiara w siebie to podstawa!
Buba
Normalnie, tyle że z pizzą
30 września - Dzień Chłopaka. Mnóstwo pomysłów - zdjęcia, muzyka, a nawet... pizza. Teraz dziewczyny czekają na rewanż.
Mig 13
Chociaż nie jest celebrowany w każdym kraju i nie wszyscy go akceptują, to nasze dziewczyny się postarały i pod hasłem: „Zbieramy pieniądze!” wraz z morderczym spojrzeniem, dzień w dzień na setki różnych sposobów „zmuszały” inne dziewczęta do wpłaty należytej sumy.
Nie zaobserwowałam zjawiska rywalizacji pomiędzy klasami, które jest nam dobrze znane z podstawówek. Dziewczęta prześcigały się w pomysłach, żeby ich prezenty były najlepsze. A tu, ku mojemu zdziwieniu, pytam jedną dzierlatkę, co sądzi o pomysłach na prezent dziewczyn z innych klas - w efekcie odpowiada mi głucha cisza. Nie licząc hałasu na korytarzu i krzyku jakichś gimków.
Klasy licealne wpadły na pomysł, by
na portalu społecznościowym nasza - klasa zamieścić zdjęcie dziewcząt w stroju, który o dziwo! - zasłania więcej u góry niż na dole, lub wypalić płytę CD na której dziewczęta dedykują wybranemu chłopcu jakąś piosenkę, szpagat, mostek, bądź po prostu opisują, jaki śliczny nosek ów młodzieniec ma. A dziewczyny z klas gimnazjalnych PO PROSTU kupiły im (chłopcom) stringi. Wiecie, takie męskie, które z reguły z tyłu posiadają tylko sznureczek (bywały też modele bez) i z przodem przedstawiającym ślicznego słonika, tudzież małpkę bądź tygryska.
Nie będę tu opisywać reakcji wychowawczyni i jej przemowy na tego typu tekstyliów.
Sami chłopcy byli zadowoleni, jednakże - dla potwierdzenia moich słów - przytoczę wypowiedź Piotrka z IIIA: - Czułem się normalnie. Dzień jak co dzień w szkole. Tyle że z pizzą.
Myślałam, że jakaś żyłka mi strzeli i doprowadzi do wylewu bądź udaru mózgu, skromnie jednak, z uśmiechem na ustach usłyszałam: - Jestem bardzo zadowolony. Dziewczyny się postarały.
Czy nie ma nic wspanialszego niż facet zadowolony z prezentu, który otrzymał od koleżanek z klasy? Myślę, że nie. W końcu mamy za sobą prawie trzy lata wspólnej nauki i myślę, że poznaliśmy się na tyle dobrze, by wiedzieć, z czego będą zadowolone nasze chłopy.
Mamy nadzieję (wypowiem się w imieniu dziewczyn), że w tym roku nas nie zawiodą i zrewanżują się czymś również pomysłowym i na poziomie. Chociaż sama z uśmiechem wspominam konturówkę do ust wetkniętą w szczotkę do… sedesu.
Joanna Wróblewska
Rzutem do kosza!
Mig 13
W Wałbrzychu już po raz trzeci została zorganizowana Szkolna Liga Koszykówki Chłopców. Zainicjował ją Roman Ludwiczuk –senator RP.
Zawody odbywają się co tydzień i w innej szkole w obrębie powiatu: raz jesteśmy gośćmi, raz gospodarzami. Mecze odbywają się w czwartki o 14.30. Podczas meczu dopinguje zawodników i zagrzewa ich do walki grupa cheerleaderek.
Odbyły się już dwa mecze – z PG 6 wygrany i z PG 9 – przegrany. 5 listopada miał miejsce kolejny –
w PG 1. Tym razem wygraliśmy!
Zwycięzcy Ligi otrzymają atrakcyjne nagrody,
ale nasi sportowcy szkolni grają przede wszystkim dlatego, że kochają grać.
(red.)
W synagodze „Pod Białym Bocianem” we Wrocławiu
Mig 13
29 października dwie grupy uczniów z III a i III b pojechały do Wrocławia na przedstawienie Wallstrasse 13 w synagodze pod Białym Bocianem. Jego autorką jest norweska Żydówka, Bente Kahan, która obecnie mieszka we Wrocławiu. Na podstawie autentycznych dokumentów stworzyła historię Barbary, córki innej żydowskiej kobiety, która przeżyła wojnę i zamieszkała we Wrocławiu przy tytułowej ulicy (dziś: Pawła Włodkowica 13) . Cała akcja rozgrywa się we Wrocławiu w kamienicy przy ul. Wallstrasse 13 czyli dzisiejszej Włodkowica 13. Właśnie do niej powraca Barbara, która opuściła Polskę w 1968 r. podczas antysemickiej nagonki.
- Miała wtedy 10 lat. Teraz stopniowo odkrywa ślady dawnego życia, które toczyło się tu przed wojną i po niej - opowiada aktorka, Dorota Abbe. Barbara odnajduje w opuszczonym domu artykuły z gazet z 1968 roku i plakaty z przedstawień Teatru Żydowskiego, w którym występowała jej matka. Znajduje też fotografię Leontine Dambitsch, która również żyła w tym mieszkaniu, ale w latach 30. Zdjęcie okazuje się tropem prowadzącym do Niemców. - To poszukiwanie historii odgrywającej się, zanim sama się urodziła, staje się jej obsesją - tłumaczy Bente Kahan.
Jednak w przedstawieniu bibeloty, jakie znajduje Barbara w domu rodziców, są nie tylko rekwizytami. Archiwalne zdjęcia, filmy, plakaty przenoszą widza w czasie (źródło: Internet).
Dokumenty i zdjęcia z czasów wojennych wyświetlane były na ogromnym ekranie, na scenie swoją rolę odgrywała aktorka grająca Barbarę, a obok siedział zespół muzyków.
Wszystko przygotowane profesjonalnie, na wysokim poziomie artystycznym i wykonawczym. A że działo się to w autentycznej synagodze, której Niemcom nie udało się zniszczyć w czasie wojny (znajduje się pomiędzy budynkami), obecnie przepięknie odnawianej, nadawało wypowiadanym słowom dodatkowego sensu i klimatu.
Przed synagogą znajduje się
Mig 13 - Miała wtedy 10 lat. Teraz stopniowo odkrywa ślady dawnego życia, które toczyło się tu przed wojną i po niej - opowiada aktorka,
Dorota Abbe.
podwórze – stąd wywożono Żydów na śmierć do obozów koncentracyjnych. Dziwnie się stąpało po śladach tamtych ludzi...
Nasze opinie: - Przedstawienie w synagodze wywołało we mnie mieszane uczucia. Podobała mi się oprawa muzyczna, przejęła wzruszająca historia Barbary. Oczekiwałam czegoś w stylu prezentacji, tymczasem to co zobaczyłam, mile mnie zaskoczyło.
Joanna
- Przedstawienie Wallstrasse 13 bardzo mi się podobało. Ponieważ odbyło się w synagodze, wspaniale oddało klimat opowieści o Żydówce, która przeżyła II wojnę światową. Śpiewająca piosenki wokalistka miała niesamowitą barwę głosu.
Roksana
- Pierwsze wrażenie – podziw. Kiedy weszłam do synagogi, poczułam się dziwnie mała. Przepiękne są zdobienia na ścianach, filarach, balkonach! Dzięki temu, że nie ma ich dużo, wyglądają jeszcze ładniej. Nie znam dobrze historii tych lat,
ale pamiętam, że zawsze byłam czuła na cierpienie innych. Dlatego też było mi szkoda tych Żydów, którzy cierpieli. Nie liczny się dla mnie pochodzenie, uważam, że każdemu należy się takie samo prawo do życia.
Kiedy na scenę wyszła wokalistka, po prostu siedziałam i patrzyłam.
Ale gdy zaczęła śpiewać, ciarki przeszły mi po plecach. Miała wspaniały głos i talent aktorski.
Ostatnio szukałam imienia do bierzmowania i natrafiłam na pewną kobietę – Żydówkę. Nazywała się Edith Stein! Kiedy weszłam do synagogi, zaskoczyło mnie pozytywnie, że na planszach wystawy o historii Żydów we Wrocławiu, znalazłam tę kobietę.
Nie umiem pisać. Wszystkie uczucia, których doznałam, są gdzieś tam głęboko,
ale ja nie umiem ich przelać na papier. W każdym razie największe wrażenie zrobiły na mnie piosenki, bo uważam, że muzyką i sposobem śpiewania można przekazać więcej niż mową.
Anna
Gimnazjalny zamach na demokrację
Wściekłość mnie ogarnęła, gdy przedstawiono nam wyniki wyborów do samorządu szkolnego. Okazało się, że uczniowie zostali pozbawieni prawa głosu.
Mig 13
Poprzez przeprowadzenie drugiej tury wyborów na siódmej godzinie lekcyjnej, jedynie określona grupa uczniów mogła oddać swój głos. Doprowadziło to do tego, że kandydat, który zwyciężył w pierwszej turze, w drugiej przegrał z kretesem. Wściekłem się
więc dlatego, że z powodu zatajonego terminu głosowania Łukasz Pankowski przegrał. Gdyby poległ w wyniku marnej kampanii lub braku sympatii głosujących, to nic bym nie mówił. Jeżeli jednak wybory przeprowadzane są w tajemnicy, to mamy do czynienia ze skandalem. Jako uczeń tego gimnazjum stanowczo protestuję przeciwko organizowaniu tego typu fikcyjnych akcji, których nawet nie powinno się nazywać wyborami.
Piotr Matuszewicz
Odpowiedź Szkolnej Komisji Wyborczej:
Chodzi tu zapewne o sytuację, jaka zaszła 5 października, czyli w dzień głosowania na przewodniczącego gimnazjum. W ten dzień bardzo nam zależało, aby zakończyć głosowanie jak najszybciej,
więc przeprowadziliśmy II turę głosowania jeszcze pod koniec owego dnia, na 6 i 7 lekcji. Klasa IIIb na 6. lekcji miała kartkówkę z matematyki,
więc Komisja przeprowadziła w niej głosowanie na 7 lekcji. Były to języki, a więc klasa była podzielona
na grupy. Okazało się, że jedna
z grup miała odwołaną lekcję, tym samym tamci uczniowie nie mogli już oddać swojego głosu w II turze.
Tyle tytułem wyjaśnienia. Przedstawię teraz całe zajście
z punktu widzenia Komisji:
Otóż gdy po piątej lekcji przeliczyliśmy głosy, okazało się,
że Łukasz Pankowski ma niewielką przewagę nad innymi kandydatami. Wyniki pierwszych czterech osób nieznacznie się od siebie różniły,
więc uznaliśmy, że przeprowadzenie drugiej tury będzie dobrym
i sprawiedliwym rozwiązaniem. Na 6 lekcji zajrzeliśmy do wszystkich klas gimnazjalnych (jak wiemy, mamy ich sześć). Głosowanie udało nam się przeprowadzić w czterech, bo (jak wspomniałem) m.in. w IIIb uczniowie
Mig 13
pisali kartkówkę. Przeliczyliśmy
więc głosy już oddane, poczekaliśmy
i na 7. lekcji raz jeszcze poszliśmy
do tych dwóch klas, które pozostały. Wtedy przeprowadziliśmy głosowanie już bez problemów. Gdy byliśmy
na lekcji j. francuskiego, dowiedzieliśmy się, że grupa
j. niemieckiego ma odwołane zajęcia. Wróciliśmy więc do naszej siedziby, aby znów przeliczyć oddane głosy. Przypomnę wyniki II tury:
Paweł SZCZEPANOWSKI - 44
Weronika RÓŻAŃSKA - 42
Malwina GĄDEK - 33
Łukasz PANKOWSKI - 20
Gdy już je poznaliśmy, musieliśmy podjąć decyzję - co zrobić
z nieobecnymi uczniami klasy IIIb. Wiedzieliśmy, że przeprowadzenie II tury następnego dnia w owej klasie byłoby fizycznie niemożliwe - jak sprawdzić, kto już głosował, a kto nie? Zachodziła poważna obawa oszustwa, a na to nie mogliśmy się zgodzić. Ale gdy spojrzeliśmy uważnie na wyniki, okazało się,
że kolejna wizyta na lekcji wcale nie będzie konieczna - grupa języka niemieckiego liczy 17 osób,
a 20+17=37; 37<44, czyli nawet gdyby owa grupa głosowała – i to wyłącznie na Łukasza - nie zmieniłoby to wyników całego głosowania.
W imieniu Szkolnej Komisji Wyborczej
Przewodniczący
Paweł Holewa
Stwarzanie z niczego
Z panią reżyser, Magdaleną Łazarkiewicz, siostrą jeszcze bardziej znanej pani reżyser, Agnieszki Holland, z planu zdjęciowego do „Maratonu tańca” rozmawia Maja Zaręba.
Mig 13
- Czy zawsze chciała Pani być reżyserem? Skąd taki pomysł?
- Takie pomysły chodziły mi po głowie bardzo wcześnie, bo pochodzę z rodziny, w której tradycje w tym zawodzie już istnieją. Moja starsza siostra, Agnieszka Holland, również jest reżyserem filmowym o sławie światowej właściwie. I rzeczywiście tak się składa,
że w naszej rodzinie jest kilku reżyserów.
Mój zmarły mąż był reżyserem, mąż siostry pracuje w tej branży, jej córka również się tym zajmuje i tak dalej, i tak dalej. Czasami się zdarza, że przy naszym stole rodzinnym siedzi pięciu reżyserów. Także ja odkąd pamiętam, miałam takie pomysły, ale na początku wydawało mi się, że ciekawsza jest reżyseria teatralna i poszłam w tym kierunku. Studiowałam teatrologię we Wrocławiu, zajmowałam się teatrem, ale potem zrozumiałam, że chciałabym też robić filmy i zdecydowałam się na reżyserię filmową. I tak się to już potoczyło.
- Czy na początku swojej kariery czerpała Pani rady od innych członków rodziny czy też postanowiła być Pani niezależna?
- To jest tak, że my sobie nawzajem jakoś pomagamy, doradzamy i też w jakimś sensie zawsze jesteśmy pierwszym widzem naszych filmów i chyba tym najbardziej życzliwym oraz krytycznym. Natomiast jeśli chodzi o takie wspomaganie, to bezpośrednia pomoc nie ma tutaj miejsca, bo wszyscy są bardzo zajęci, bez reszty pochłonięci swoimi projektami. Praktycznie
więc nikt nie ma na to czasu. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że się odcinałam, ale zawsze starałam się iść swoją własną drogą.
- Co najbardziej panią interesuje w tej pracy?
- W tej pracy ważne są dla mnie dwa elementy. Pierwszy to kontakt z ludźmi. Pracę nad filmem można przyrównać do takiej wyprawy wysokogórskiej. Dobiera się pewną ekipę. Ludzi, którym się ufa, których się ceni i podziwia, od strony całkiem ludzkiej i profesjonalnej. To jest w końcu grupa osób, z którą się spędza co najmniej miesiąc swojego życia, czasem dłużej. I jak gdyby związujemy się jedną liną, staramy się jak najmocniej coś osiągnąć i zdobywamy pewien szczyt. Ten szczyt to oczywiście film. Czasami potem spada się z drugiej strony, na łeb, na szyję (śmiech), bo zdarza się, że film się nie uda i wtedy jest przykro. Jest jeszcze ta osoba reżysera, która jest jakby szefem tej wyprawy i to jest też ciekawe w tym zawodzie, że praktycznie za wszystko ponosi się odpowiedzialność. To znaczy i za sukces i za porażkę, dlatego tutaj
Mig 13
na planie, jak zapewne zauważyłaś,
przez cały czas panuje swego rodzaju walka. Walka z materią, z pewnymi niedociągnięciami, z lenistwem ludzkim i tak dalej. Wszyscy się właściwie godzą, żeby ich mobilizować
i w pewien sposób spinać do tej walki,
ponieważ każdy wie, że liczy się to co później będzie na ekranie, czyli film.
Kiedyś Andrzej Wajda powiedział, że reżyser to połączenie kaprala i poety. No i coś w tym jest. Trzeba mieć i wyobraźnię, i wrażliwość, i umieć współpracować z ludźmi, a jednocześnie trzeba być zdecydowanym, umieć egzekwować od swoich współpracowników wszystko do końca i dawać im tyle z siebie, ile jesteśmy w stanie. Jest to ciekawe połączenie dwóch skrajnych cech charakteru.
Ale też z drugiej strony jest taki niezwykły moment - i to jest właśnie ta druga rzecz, którą tak bardzo lubię, a mianowicie kiedy najpierw się wymyśla ten świat, plan powstaje w mojej głowie, w wyobraźni, a potem przez szereg decyzji i różnych bardzo skomplikowanych
działań, począwszy od wymyślenia scenografii, poprzez takie drobiazgi, jak dobranie kostiumów i rekwizytów. To jest olbrzymia machina. Zaangażowanych w tworzenie filmu jest kilkadziesiąt osób.
I ten magiczny moment polega na tym, że jest właśnie ta chwila, kiedy to nasze
wyobrażenie przedzierzga się w świat realny i powstaje materialna wizja, projekcja z głowy prosto na ekran. I to jest właśnie niezwykłe doświadczenie, ponieważ jest to stwarzanie rzeczy niemożliwych.
Maja Zaręba
„Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu – proszę czekać”
Mig 13
„Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu – proszę czekać”
Na dworze zrobiło się ciemno szybciej niż przypuszczałam. Robiłam Lidii herbatę,
z miodem, bo taka smaczniejsza. Czekałam
i czekałam aż w końcu zagotuje się woda. Zniecierpliwiona wyjrzałam przez okno, a wtedy ogarnęło mnie przerażenie...
Na początku myślałam, że to tylko jakaś głupia zabawa w bokserów niezbyt mądrych (pewnie upitych) nastolatków. Jednak szybko zmieniłam zdanie, kiedy jeden z nich padł na ziemię, wijąc się z bólu.
- Ej Lidia! Chodź tu zabijają się! - zawołałam ponuro. Po chwili moja koleżanka stała tuż koło mnie. Zapytałam, czy zadzwonimy na policję. „No, chyba tak”, uzyskałam odpowiedź. Stałyśmy jeszcze przez moment, obserwując zdarzenie. Dwóch biło jednego, bardzo sprawiedliwe, nieprawdaż? W końcu Lidia wykręciła 997. Na moment zapanowała głucha cisza.
- Piękne, każą mi czekać... - No to czekaj... - powiedziałam, nie rozumiejąc dokładnie, o co jej chodzi. Jeszcze nigdy nie musiałam dzwonić na ten numer. Tak czy inaczej coraz mniej mi się to podobało.
- To bez sensu, ty spróbuj.
Spróbowałam. Od razu po wystukaniu numeru usłyszałam męski głos. Byłam pewna, że udało mi się połączyć z policjantem. Myliłam się.
„Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu – proszę czekać. Komenda Miejska Policji w Wałbrzychu – proszę czekać...”. W tym momencie zrozumiałam, że z jakiegoś nieznanego mi powodu, nie połączę się z policją. Zdenerwowana, znów podeszłam do okna. Dwóch napastników właśnie rozchodziło się w dwie strony. Ofiara chyba też wstała, bo jej nie było. Uspokoiłam się trochę. Dopiero następnego dnia zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie udało mi się dodzwonić. Postanowiłam założyć optymistyczną wersję – po prostu kilka osób w jednej chwili postanowiło powiadomić władzę o tym zdarzeniu.
Ale czy taka była prawda? Tego nie wiem... No i co by się stało, gdyby ten chłopak został zabity? Może prasa znowu by napisała, że widząc przemoc, nikt z ludzi nie zareagował...
Buba
Nie przyklejaj nauczycielowi gumy do krzesła!
Mig 13
Bardzo ucieszyliśmy się na wieść o zastępstwie za religię, gdyż mieliśmy mieć całościowo j. angielski, co jednoznaczne było z godziną wolnego. Entuzjazm był tak wielki, że gdy weszliśmy do sali prof. Jonowskiego (warto zaznaczyć – otwartej przez całą przerwę!), nieco się rozgadaliśmy. Po krótkiej reprymendzie usiedliśmy i usłyszeliśmy stanowczy głos: , Wyciągamy kartki”.
Wydało się nam to dosyć dziwne, bo wyrażenie to kojarzymy wyłącznie z niezbyt ciekawą formą sprawdzania naszej wiedzy. Polecenie było tylko jedno: , Napisz sto razy – nie będę przyklejać nauczycielowi gumy do tyłka”. Zdziwieni, pytająco patrzyliśmy po sobie. Profesor raczył dodać jedynie, iż bardziej trafne będzie wyrażenie „do krzesła”. Zgasił światło, tak że w klasie zrobiło się ciemno, włączył swój ulubiony film i zostawił nas pełnych zdumienia.
Niektórzy sądzili, że to głupi żart, bo żadnej gumy nikt nie widział ani słyszał. Znaleźli się przykładni uczniowie, którzy z zaciętością zanotowali każde słowo, na co słychać było zza nauczycielskiego biurka: „Niesamowite!”. Dwie entuzjastki napisały 99 zdań w języku ogapi. A reszta albo tłumaczyła się wadą wzroku,
albo tym, że nie może męczyć ręki przed biologią, przeznaczając swoje kartki do innych celów.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy szybko ruszyli do drzwi, aby zdążyć uciec, ale niestety, profesor stał już w drzwiach, barykadując je swoim ciałem. Zbierał zapisane kartki, ale zrobił się taki szum, że po chwili trudno było stwierdzić, kto cokolwiek zapisał, a kto oddał pustą kartkę. Z sali wyszli wszyscy.
A „niewidzialna guma” nadal pozostaje zagadką.
Ola Mierzejewska
Naprawdę zDolni! Powinni tego zabronić!
„Wasze zadanie domowe to napisanie felietonu na wybrany temat” - gdy usłyszałem to zdanie z ust pani polonistki, aż się we mnie zagotowało.
Mig 13
Zakończył się pierwszy etap (szkolny) konkursu zDolny Ślązak Gimnazjalista. Aż 39 nazwisk pojawiło się na listach osób, które wezmą udział w kolejnym etapie: humanistów mamy 10 (na 29 w rejonie wałbrzyskim
z m. Wałbrzych), najlepszych ścisłowców – 14
(na 21!), spośród przedmiotów przyrodniczych – 15 (na 34).
Gratulujemy wszystkim,
ale szczególnie drugoklasistom!
(red.) Podobne reakcje przejawiała reszta klasy. Krótko mówiąc, sytuacja porównywalna do wyrzucenia męskiej części klasy z dużej sali na siłownię (i oczywiście towarzyszące temu zdarzeniu, ponadczasowe, wiecznie żywe słowa „trenera selekcjonera”- „Siłownia, panowie!”).
Było pewne, że mam przez ten felieton zepsuty cały dzień, albo i nawet kilka dni. Po powrocie do domu, gdy trochę ochłonąłem, wziąłem się za to nieszczęsne zadanie. Owszem, w internecie znalazłem mnóstwo przykładowych felietonów,
ale co mi z tego, jak wiem, że opcja „kopiuj - wklej” nie ma sensu (kto próbował takich numerów z prof. Surą, ten powinien coś o tym wiedzieć...), więc lepiej nie tłumaczyć sobie „Tego pani na pewno nie czytała, bo to fizycznie niemożliwe, przeczytać wszystkie dostępne w sieci felietony, tylko dlatego, żeby wyłapać leni z 3A, którym nie chciało się pisać samodzielnie”, bo ryzyko, że jednak to możliwe, jest zbyt duże.
Postanowiłem zabrać się za uczciwe pisanie. Tu znowu niezbędny okazuje się Internet. Potrzebowałem tematu, więc odpaliłem kilka stron z felietonami, z myślą, że raz dwa wpadnę na jakiś genialny pomysł. Teraz wiem, że ten, kto tak myśli, na pewno nigdy w życiu nie pisał felietonu. Resztę dnia poświęciłem na wymyślanie tematu felietonu. Pragnę jeszcze zaznaczyć,
że w najbliższych dniach czeka mnie kartkówka z fizyki, z angielskiego, z geografii (nikt nie wie, dlaczego kartkówki z geografii mogą zawierać 8 zadań, zajmować 3 strony formatu A4 i tytuł
Mig 13 (...) opcja „kopiuj - wklej” nie ma sensu (kto próbował takich numerów z prof. Surą, ten powinien coś o tym wiedzieć...)
na pierwszej stronie, dużymi, wytłuszczonymi literami: „Sprawdzian...”) oraz testy: z historii, z polskiego
i z matmy, a ja siedzę przed pustą stroną Worda i wymyślam sobie, jak gdyby nigdy nic, temat mojego felietonu. Efekt tego „wymyślania” był taki, że zasnąłem.
Śniłem o bramkach na szkolnym boisku, na które do dzisiaj patrzę z lekkim niedowierzaniem. Nazajutrz wznowiłem przerwane poprzedniego dnia (brakiem sił do wymyślania tematów wszelakich) rozmyślanie.
Przeglądając jakieś forum, natrafiłem na felieton o życiu i organizacji społeczeństwa mrówek, co mimo wszystko, nie zmieniło mojego podejścia do sprawy tematu mojej własnej pracy. Wtedy, po pewnym czasie, nastąpił przełom. Udało mi się ustalić w końcu temat felietonu. Myślę, że nie muszę się nim teraz dzielić, bo i tak nie udało mi się napisać na ten temat nic sensownego, zasługującego na uwagę. Co więcej, wypisałem cały atrament z pióra, próbując sklecić choć jedno sensowne zdanie.
Po wielu trudach stwierdziłem, że tak samo jak pan Perełka nie nadaje się do reklamowania „Snickersów”, które mu nie schodzą po miesiącu (chociaż wiadomo, że dwa „Snickersy” za jedyne 3zł to nie lada okazja) albo do wciskania dużej bułki zamiast małej, mówiąc „Co to taka mała bułka dla takiego dużego chłopca?”, oraz tak samo jak nigdy nie zapamięta, że jak mówię „Poproszę słodką bułkę z serem” to bezwzględnie mam na myśli słodką bułkę z serem i nie musi się dopytywać „Słodką?”, sięgając mimo wszystko na półkę ze zwykłymi, tak samo ja nie nadaję się do pisania felietonów i nie nauczę się tej trudnej, ale za to tak bardzo nam, gimnazjalistom, potrzebnej sztuki.
Ja potrafię znieść wiele. Mogę napisać rozprawkę na chociażby pięć stron, mogę sporządzić wykres zdania chociażby piętnastokrotnie złożonego,
ale jednak są rzeczy, którym ja zwykły gimek, nie podołam. Felieton, niewątpliwie, do takich rzeczy się zalicza. Zadawanie felietonów gimnazjalistom – powinni tego zabronić!
Dawid Pilszak
A może później...
Mig 13
Dlaczego "niefajne" obowiązki wykonujemy szybciej, jeśli mamy na głowie coś ważnego (sprawdzian, nauka)? U mnie wygląda to mniej więcej tak:
Kolejnego dnia mam sprawdzian np. z historii. Wracam ze szkoły w okolicach godziny 16. Zazwyczaj jestem już po obiedzie (jadam u babci). Zostaje mi teoretyczne 6 godzin (za koniec dnia uważam moment, w którym przestaję myśleć, czyli ok. 22 00),
a więc "pouczę się później". Mniej więcej godzinę zajmuje mi "prasówka", czyli czytnik rss, WP mail, NaszaKlasa i Blip. Potem zostaje wykop, czyli kolejna godzina w plecy. I kiedy przychodzi godzina 18 często zaczynam się uczyć, ale właśnie wtedy pojawia się ktoś na gg i totalnie mnie rozprasza,
czyli "pouczę się później".
Niestety o 19 zaczyna się "maraton informacyjny" i do 20-21. jestem "zajęty" czymś "ważniejszym". W końcu o tej 21., ledwo żywy, ledwo przytomny, zaczynam się uczyć. Często w stresie, że nie zdążę. Aczkolwiek zazwyczaj się udaje i wówczas postanawiam, że już nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji. Niestety... Podobny scenariusz powtarza się mniej więcej od połowy pierwszej klasy gimnazjum.
Przez dłuższy czas byłem pewny, że to najnormalniejsze lenistwo, uzależnienie od internetu itp. Jednak nie dalej niż w czasie wakacji wpadłem na trop prokrastynacji - patologicznej tendencji do nieustannego przekładania pewnych czynności na później. Dopiero niedawno uznano, że faktycznie jest ona zaburzeniem psychologicznym. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, dawniej "prokrastynatorów" uznawano za leni!.
Nie chcę się usprawiedliwiać, ale skoro to jest zaburzenie, to ja chce mieć łatwiej! Dyslektycy, dysgrafowie i inne dyskoteki mają w jakiś tam sposób ułatwione życie. A przecież to też są zaburzenia psychologiczne, na które, podobnie do prokrastynacji, nie ma lekarstwa innego od pracy!
Peeres
Droga Redakcjo,
Mig 13
Droga Redakcjo,
ostatnio zauważyłam, że coraz większa liczba osób usilnie stara się przynależeć do jakiejś subkultury, co najprawdopodobniej spowodowane jest wyobcowaniem z wcześniejszej grupy społecznej. Oczywiście tym, może i nazbyt pochopnym wnioskiem nie miałam zamiaru nikogo obrazić czy też publicznie wygłaszać minusów bycia
lub posiadania jakichkolwiek związków z osobami o innych poglądach, zachowaniach i sposobie bycia niż ogół społeczeństwa, bo
w końcu każdy z nas jest inny i mamy całkowicie różnorodne pojęcie i spojrzenie na świat, który nas otacza. Jednakże niezwykle intryguje mnie fakt, iż pewne, już wcześniej mi znane osoby radykalnie zmieniły się po pójściu do nowej szkoły i "szczęśliwym odnalezieniu" nowych znajomych, o których mówią niezaprzeczalnie mało - czasem nawet odnoszę wrażenie, że nie do końca zadowolone są z takiego obrotu sprawy. Czy mogłabyś mi więc, droga Redakcjo, odpowiedzieć na dwa, teoretycznie proste, aczkolwiek nurtujące mnie pytania, a mianowicie: dlaczego młodzież chce być lubiana i postrzegana pozytywnie ponad wszystko? I jak wiele wartości my jako niezwykle ulegli ludzie, jesteśmy w stanie poświęcić, aby w kręgu kolegów być na pierwszym miejscu (co i tak jest rzeczą wręcz niewykonalną)?
Pozdrawiam serdecznie i ze zniecierpliwieniem czekam na odpowiedź.
Nie całkiem nieznajoma
(nazwisko do wiadomości red.) Chcąc odpowiedzieć na pytania, należy odnieść się do Twojej, nieco subiektywnej oceny…
Każdy z nas inaczej patrzy na świat, po prostu myśli inaczej. Głosy co do subkultur są podzielone: jedni twierdzą, że jest to doskonały sposób na wyrażenie siebie, swoich poglądów etc. Inni zupełnie odwrotnie.
Jednak słusznie ujęłaś, że chęć nagłego wyodrębnienia się może wynikać z wykluczenia kogoś z danej grupy ludzi. Niestety, z różnych przyczyn, również tych zupełnie niemoralnych… Moim zdaniem, przynależność do którejś subkultury nie określa ściśle, jacy jesteśmy, gdyż każdy z nas jest inny. Zadajesz pytanie, jak wiele i dlaczego jesteśmy w stanie poświęcić, aby być tym jednym spośród wielu. To zdecydowanie bardzo istotne dla naszej samooceny, ale nie zawsze gra jest warta świeczki. Najważniejsze jest, abyśmy sami akceptowali siebie, bo bez tego ani rusz. Dopiero wtedy środowisko będzie w stanie docenić nasz potencjał. Uważam, że subkultury pomagają nam rozwijać głównie nasz styl bycia, co zdecydowanie nie jest ich wadą…
Jednak często też uogólniają i nie pozwalają wyodrębnić się jednostce, nawet tej bardzo wyjątkowej. Zdarza się, że ludzie szufladkują, oceniają nas tylko po tym, jak się ubieramy. To często bardzo rani, a przecież nie szata zdobi człowieka. Liczy się głównie wnętrze, a ono jest tym, co powinniśmy pielęgnować. Jednak nie zapominajmy o dawnych przyjaciołach, a po tym jak znajdziemy tych nowych, nie starajmy się za wszelką cenę zaimponować i - jak to ujęłaś - „być lubianym i pozytywnie postrzeganym
ponad wszystko”…
Kasia
Mig 13 Język żyje!
Wciąż jesteśmy świadkami nowości językowych. Ostatnio wybitnymi zdolnościami słowotwórczymi wykazali się uczniowie I b, którzy wymyślili zupełnie nowe zjawiska fonetyczne:
• ubezdźwięcznienie końcowe (Paweł)
• wydźwięk (Paulina)
• głoska wsteczna postępowa (Wojtek)
• zmiękczenie wsteczne (Konrad)
• wydźwięcznienie (Natalia)
(red.) Ściśle f(t)ajne
Na lekcjach fizyki dzieją się rzeczy niezwykłe. Tak jak niezwykła jest prowadząca je, p. prof. Elżbieta Michno:
* o zorzy polarnej: - Jak te cząsteczki pięknie jonizują!
* o wektorach: - Ja napiszę „zwrot”, bo niektórzy piszą „wzrot”.
* o klasie wpadającej do sali: - Chłopcy tak wpadli do sali, że „kupą, mości panowie”! * o obgryzaniu paznokci:
- Proszę nie obgryzać tak namiętnie paznokci! Paznokcie się obgryza, jak lekcja jest stresująca, a fizyka chyba nie jest stresująca, prawda?
* - Jakie piękne animejszyn!
zebrała: Marika Rybak
MIG 13
Nr 2 (listopad 2009)
Gazetka szkolna Publicznego Gimnazjum nr 13 w Wałbrzychu Red. naczelny: Oskar Grajewski
Sekretarz red.: Ewelina Węgrzyn
Redaktorzy: Kasia Gisder, Paweł Holewa, Karolina Jankowska, Patrycja Kujawa, Piotr Matuszewicz, Ola Mierzejewska, Dawid Pilszak, Oliwia Prasek, Marika Rybak, Sara Sadowska, Agata Stępień, Joanna Wróblewska, Maja Zaręba, Martyna Ziołek Skład i łamanie: Paweł Szczepanowski
Opiekun: Prof. Elżbieta Sura
Powielanie: ZS nr 2
al. Wyzwolenia 34
58-300 Wałbrzych
www.2lo.walbrzych.pl
tel./fax 074 8423592
Zastrzegamy sobie prawo
do adiustacji tekstów oraz niecytowania ich w całości.