Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
SPIS TREŚCI
wokół kultury
strona 6
karnawał na wulkanie
strona 7
idealistyczny celt
strona 11
komiks według kobiety
strona 14
pokaż mi swój profil, a powiem ci kim jesteś
strona 18
bajkowe dzieciństwo
strona 23
bajka to fraszka
strona 27
ACTA ad acta?
strona 30
choinka
strona 33
foto
strona 38
RZECZYWISTOŚĆ RÓWNOLEGŁA
Outro
Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy
Wydawca: Fundacja Nowe Media
www.outro.pl
Mail: redakcja(@)outro.pl
rekrutacja(@)outro.pl
Redaktorzy naczelni:
Monika Toppich
Kamil Wiśniowski
Sekretarz redakcji: Marek Suska
Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł
Projekt okładki: Patryk Skoczylas
Zdjęcie na okładce: it_never_sleeps (CC by 2.0) Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto),
Patryk Skoczylas (graficy).
Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki.
Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski
Po Internecie krąży prezentacja stworzona i skierowana do ludzi, którzy urodzili się w latach '60, bądź '70. Jej główne przesłanie brzmi - „Jak udało wam się przeżyć?” Oczywiście temat można rozwinąćjak funkcjonowaliście bez telewizji, telefonów komórkowych, szybkich samochodów i podróży lotniczych? A przede wszystkim - jak funkcjonowaliście bez INTERNETU? Pytanie powala swoją prostotą i rze-czywiście każe się zastanowić i to nie tylko pokoleniu naszych rodziców.
Świat staje się coraz mniej realny, na-macalne jest to, że można dotknąć kla-wiaturę. I tyle. Rozmowa z przyjaciółmi – skype, zakupy – allegro, wymiana informacji – facebook. Coraz rzadziej spotykamy się naprawdę, wielu osobom szkoda na to czasu. Zamiast czytać książki, oglądamy filmy, papkę podaną nam pod nos – gotową. Chociaż łatwo się skontaktować, jest wiele urządzeń, które „pracują za nas”, mamy coraz mniej czasu. Chociaż wokoło otaczają nas ludzie, często jesteśmy sa-motni. Wspaniały postęp?
Ciekawe jak będzie wyglądał świat naszych dzieci i jaka będzie treść naszej pre-zentacji...
MiK
WOKÓŁ Jazz Dance Back And Forth
WOKÓŁ KULTURY
Recital Edyty Geppert
23 stycznia w gdyńskim Teatrze Muzycznym odbę-dzie się recital Edyty Geppert, piosenkarki, która sięga po teksty takich au-torów jak: Agnieszka Osiecka, Wojciech Mły-narski czy Seweryn Kra-jewski. (fot. Lestat) KULTURY
Katowicki Karnawał Komedii
W katowickim Teatrze Śląskim dnia 27 stycznia rozpocznie się Karnawał Komedii. To impreza, na której zobaczymy najwy-bitniejsze spektakle pop-rzedniego roku, jak rów-nież znane klasyki. Cel festiwalu to wyłonienie najzdolniejszego młodego reżysera, dla którego przewidziana jest ręcznie robiona statuetka „Laur Konrada”. Afryka Reggae Festiwal
Klub „Od Nowa” zaprasza do Torunia w dniach 27-28 stycznia na Afryka Reggae Festiwal. W tym roku zaś-piewa między innymi Natu-ral Mistic i Jafia Namuel. Fundusze ze sprzedaży bi-letów trafią do najubożs-zych krajów afrykańskich.
Bal Karnawałowy
28 stycznia w opolskiej Ga-lerii Sztuki Współczesnej odbędzie się coroczny Bal Karnawałowy. Tematem prze-wodnim będzie pojęcie ki-czu. Oprócz oglądania ob-razów, będzie można także posłuchać muzyki i posma-kować specjałów Opola. 28 stycznia w Kieleckim Teatrze Tańca zostanie wystawione przedstawienie z udziałem Missy Elliott, Leonarda Bersteina oraz innych osobistości ze świata muzyki. Ogromne muzyczne show Jazz Dance Back And Forth to artystyczne spojrzenie na historię tańca jazzowego, jak i kostiumów mu towarzyszących. Pokazane zostaną tez początki tego gatunku wraz z przemianami w Modern Jazz oraz New Style.
Urszula Konarska–Mikołajewicz
KARNAWAŁ NA
WULKANIE
RECENZJA KSIĄŻKOWA
Książka Olgierda Budrewicza jest re-zultatem dwóch wielomiesięcznych wypraw do Ameryki Łacińskiej. Opi-suje krajobraz, zwyczaje, sytuację polityczną i gospodarczą poszczegól-nych krajów. Przede wszystkim jed-nak opisuje ludzi – ich nastroje, pragnienia i dążenia. To zaproszenie do zupełnie innego świata. Zmarły niedawno Olgierd Budrewicz był reporterem, pisarzem i podróżnikiem. Dotarł do ponad 160 krajów, które starał się jak najwierniej opisać w swoich licznych książkach. Szczególną uwagę poświęcał losom Polaków w odwiedzanych przez siebie miejscach. Był osobą o niezwykłym charakterze, co zdołał odzwierciedlić w swoich reportażach. Proponuję zapoznać się z jedną z jego książek.
„Karnawał na wulkanie” składa się z dwu-dziestu dwóch krótkich, tematycznych re-portaży z krajów Ameryki Łacińskiej. Każdy
z nich dotyczy innego kraju, zagadnienia bądź problemu. W większości z nich mo-żemy znaleźć wzmianki o Polakach, którzy wyemigrowali w tamte strony. Autor stara się krótko opisywać strukturę kraju, jego słabe i mocne strony, naj-nowsze wydarzenia polityczne i gospo-darcze. Wszystko to stanowi zarys danego państwa i jego kultury. Jednak ważniejsi od tego wszystkiego są w jego reportażach ludzie, stara się przenikać ich mentalność, próbuje zrozumieć ich tok myślenia, ich sytuację w społeczeństwie. Zadaje często niełatwe pytania o to, co zamierzają zrobić, by było lepiej, o plany na przyszłość. Próbuje w każdym z od-wiedzanych miejsc odnaleźć jakiegoś rodaka, poznać jego losy, zapytać, co go przywiodło tak daleko od ojczyzny. I, co niesamowite, odnajduje Polaków w naj-dziwniejszych miejscach. W książce przedstawia historie tych, którym się powiodło (czy to możliwe, by Polak był gubernatorem jednej z prowincji Ko-lumbii?) oraz tych, którzy nie mieli tyle szczęścia.
Poszczególne reportaże mają różną te-matykę, wszystkie jednak są w jakiś sposób ciekawe. W niektórych Budrewicz przedstawia państwo jako jedną całość – na przykład opisuje swoją wędrówkę po kolejnych piętrach Kolumbii, wskazując na różnice zarówno w terenie i krajobra-zie, jak i zwyczajach i mentalności ich mieszkańców. Innym razem pokazuje
RECENZJA KSIĄŻKOWA
jakiś mały skrawek tamtejszej rzeczy-wistości, z którego stara się wyciągnąć wnioski – jak choćby opis ośrodka Hogares Sesquile, w którym mieszka ponad sto dzieci, a który jest dla nich „siódmym niebem”.
Autorowi udaje się też świetnie oddać uczucia ludzi do tego, gdzie i jak żyją. Interesujące jest to, że Budrewicz nie tylko opisuje, ale też daje się wypowiedzieć swoim rozmówcom. Przytacza ich historie, opisy wrażeń i uczuć, a nawet przepro-wadza krótkie wywiady. Pojawia się rozmowa reportera z jednym z księży – rebeliantów, która jest próbą odkrycia prawdy o ich roli w buntach. Innego spojrzenia na tamtejszy świat nabiera też pisarz po zobaczeniu na placu jednego z miasteczek pomnika pary butów i ta-bliczki z poematem jednego z lokalnych poetów, którego słowa odnoszą się do tego miejsca, ale też całego kraju: „Kocham cię, bowiem jesteś jak stare buty. Znoszone, lecz zawsze najwygodniejsze” – już ten jeden cytat pokazuje, jak bardzo udało się Budrewiczowi zajrzeć w głąb tej obcej dla nas cywilizacji.
Książka jest też ciekawym sposobem na zweryfikowanie różnych planów buntów i inwestycji. Autor opisuje wszystko z pers-pektywy lat 60. i 70., jednak niektóre z tych wydarzeń dotyczą nawet początków XX w. Wszystkie są natomiast ciekawe dla nas, bo przecież wiemy już, czy to, co wtedy było w sferze marzeń, doczekało się „Karnawał na wulkanie” nie jest książką nową, mimo to zachwyca barwnymi wyda-rzeniami oraz ciepłym, nieco gawędziarskim stylem autora i niecodzienną pers-pektywą, jaką jest możliwość czytania o wydarzenia sprzed lat, mogąc je jednocześnie odnieść do tego, co jest dzisiaj."
swojej realizacji. Znamy skutki wydarzeń, które były dopiero snutymi fantazjami w trakcie powstawania książki.
„Karnawał na wulkanie” nie jest książką nową, mimo to zachwyca barwnymi wyda-rzeniami oraz ciepłym, nieco gawędziars-kim stylem autora i niecodzienną pers-pektywą, jaką jest możliwość czytania o wydarzenia sprzed lat, mogąc je jedno-cześnie odnieść do tego, co jest dzisiaj. Zachęca też do odbycia podróży. Jeśli nie takiej rzeczywistej, to przynajmniej takiej na papierze.
Justyna Książek
fot. Image Editor (CC by 2.0)
Jeżeli nie czytałeś jeszcze żadnej książki Maria Vargas Llosy, w co ze względu na dużą liczbę jego polskich fanów można śmiało wątpić, nadrób to jak najszybciej. Po pierwsze, to laureat Nagrody Nobla z 2010, czyli każdy szanujący się bibliofil w jego dorobku obeznany być musi. Po drugie, to jeden z najciekawszych południowoamerykańskich twórców, a wiele z pozoru egzo-tycznych dla Polaka tematów swoją uniwersalnością może poruszyć czytelnika z każdego zakątka świata.
IDEALISTYCZNY CELT
RECENZJA KSIĄŻKOWA FOT. Daniele Devoti
Pierwsza „ponoblowska” książka Llsoy, „Marzenie Celta”, to histria oparta na postaci irlandzkiego patrioty i dyplomaty Rogera Casementa. W walce o niepod-ległość własnego kraju, podróżuje po świecie, będąc świadkiem zła pod naj-różniejszą postacią. Jednakże to nie bio-grafia, a badanie kondycji człowieka i upadku moralności. Z początku, podobnie jak tytułowy Celt, czytelnik jest przerażony powtarzalnością i uniwersalnością zła: rozgorycznony obserwuje wyzysk kongi-jskich tubylców przez przybyszów z „cy-wilizowanej” i chrześcijańskiej Europy, by przekonać się, że krzywda w niemalże identycznej postaci dotyka Peruwiańczyków pracujących przy zbiorze kauczuku. Każde działanie przeciw złu jest tłumione i wyś-miewiane. Początek XX wieku i I wojna światowa, które tylko z pozoru zostały potraktowane jako wyłącznie tło dla fabuły, mimo swojego silnego oddziaływania na decyzję bohaterów, mogłyby być dowolną
RECENZJA KSIĄŻKOWA "Casement pozostaje dla czytelnika postacią sympatyczną, zdecydowaną, a często jedyną ą ludzką i moralną osobą w bagnie zła i zepsucia. Nawet kara śmierci nie jest w stanie tego zmienić!"
epoką. Wypaczona moralność w każdym czasie przełamuje granice wyobraźni i ob-dziera ze złudzeń o utopijności świata.
Interesującą gratką dla naszych rodaków będzie pojawienie się na kartach „Marzenia Celta” wątku Josepha Conrada. Autor „Ją-dra ciemności”, czyli powieści osadzonej w realiach opisywanych również w książce Llosy, został przez Casementa „rozdziewi-czony. Co do Leopodla II (belgijskiego władcy wyzyskującego Kongijczyków), co do Wolnego Państwa Kongo. Może też co do życia”. Silną zażyłość między Polakiem a Irlandzykiem podkreśla rozgoryczenie, z jakim dyplomata dowiaduje się o braku poparcia przez Conrada wniosku o ułaska-wienie Casementa... Czy człowiek może osądzać przyjaciół, którzy ze względu na rozmaite okoliczności odmawiają pomocy w ostatecznej, bo wieszczącej śmierć, sytuacji? Czy można im się dziwić, kiedy opinia publiczna ogłosiła Casementa zdraj-cą, kolaborantem z największym wrogiem większości świata, Niemcami? I tu czytelnik stawia sobie pytanie: czy cel uświęca środki, tak jak sądził patriota walczący o wolność swojego kraju, gotów na pogrzebanie suwerenności innych? Mimo zawiłości wojny oraz ogólnej dwoistości wyborów, Casement pozostaje dla czy-telnika postacią sympatyczną, zdecydo-waną, a często jedyną ludzką i moralną osobą w bagnie zła i zepsucia. Nawet kara śmierci nie jest w stanie tego zmienić!
Llosa jest mistrzem w zadawaniu pytań o kondycję współczesnego człowieka. Jak
RECENZJA KSIĄŻKOWA
to możliwe, że w cywilizowanym, ugłas-kanym świecie wciąż istnieje podział na służących i panów? I jakimi kryteriami kieruje się ta klasyfikacja: PKB, wiarą, kolorem skóry? Peruwiańczyk snuje opowieść w swój ulubiony sposób: mimo podziału powieści na trzy etapy (Kongo, Amazonia, Irlandia), nie istnieją dla niego granice czasu i przestrzeni. Przenosi się z kontynentu na kontynent, by obnażać zło spod maski pomocy i niesienia kultury czy wolności.
Ono nie znika. Zmienia tylko postać, kraj, stopień zepsucia. Bo jego najpodlejszą cechą jest fakt, że zawsze odnajdzie dla siebie idealne miejsce. Warto zdawać sobie z tego sprawę, a może w tym pomóc historia idealistycznego Celta.
Paulina Zguda
"Zmienia tylko postać, kraj, stopień zepsucia. Bo jego najpodlejszą cechą jest fakt,
że zawsze
odnajdzie
dla siebie idealne miejsce."
KOMIKS WEDŁUG KOBIETY
RECENZJA KSIĄŻKOWA
Dla wszystkich tych, którym komiks kojarzy się z Batmanem, Spiderma-nem i innymi tego typu obrazkowymi historyjkami dla małych chłopców, nadeszła pora, aby zrewidować swój światopogląd. A inicjatorką owej re-wolucji w naszej świadomości będzie Marjane Satrapi, irańska autorka ko-miksów i książek dla dzieci, a okazjo-nalnie również reżyserka filmowa. Marjane Satrapi jest znana jest w Polsce i na świecie przede wszystkim jako autorka Persepolis, komiksu, na podstawie którego powstał w 2007 roku film o tym samym tytule. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ów film spotkał się nie tylko z zain-teresowaniem publiczności, ale również ze sporym uznaniem krytyki, co zaowocowało nominacjami do tak prestiżowych nagród jak Oscar, Złoty Glob czy BAFTA. Warto dodać, że Margane była również reżyserką i scenarzystką tej produkcji. Już sam ten fakt powinien dobitnie świadczyć, iż mamy do czynienia z zupełnie niepospolitą ar-
RECENZJA KSIĄŻKOWA
tystką, ale powodów, dla których warto znać nazwisko Satrapi, jest więcej. Ściśle rzecz ujmując są trzy, ponieważ właśnie tyle komiksów autorki ukazało się w Pols-ce: Kurczak ze śliwkami, Persepolis i Wy-szywanki. Aby podkreślić, z jak ważną osobą mamy tutaj do czynienia, chcia-łabym zaznaczyć, że za pierwszy z wyżej wymienionych utworów autorka otrzymała Grand Prix na festiwalu Komiksów w An-gouleme.
Ja skupię się nad komiksem, który jako ostatni doczekał się wydania w polskim przekładzie, a mianowicie Wyszywankami. Książka lekka, zabawna, ironicznie błys-kotliwa i można powiedzieć, że w pewnej mierze wpisująca się w szerokie łamy gatunkowe tak zwanej literatury kobiecej. Myliłby się jednak ten, kto podejrzewałby Marjane o sentymentalny melodramatyzm na naszą rodzimą modłę. W Wyszy-wankach autorka pokazuje nam, w jaki sposób Iranki „wietrzą sobie dusze” przy samowarze dobrej herbaty. Świadkiem i jednocześnie jak gdyby narratorem, z którego punktu widzenia opisywane są te seanse, jest sama Marjane Satrapi we wczesnej młodości. Trudno ocenić, na ile są to historie autobiograficzne, a na ile fikcja, nie jest to jednak najważniejsze. Istotne jest to, że autorka pokazuje prawdziwie realia życia w społeczeństwie tak spatriarchalizowanym, jak to żyjące w Teheranie. A są one znacznie różne od naszych powszechnych wyobrażeń. Wbrew temu, co możemy sądzić, pozycja kobiet w Teherania nie jest wcale tak słaba jak by się mogło wydawać, a same Iranki niewiele się różnią od wyzwolonych Europejek. I ta-kie są właśnie bohaterki komiksów Satrapi: silne, zaradne i niezależne, a przede wszystkim niezwykle interesujące. Oczy-wiście na pierwszy plan wysuwa się w tej kategorii postać narkotyzującej się babci, znanej już z wcześniejszej twórczości autorki. To ona niewątpliwie nadaje ton spotkaniom przy samowarze herbaty, nie jest jednak jedyna. W zasadzie każda z historii opowiadanych na owym kobiecym seansie jest intrygująca, zabawna, czasem wręcz komiczna, ale nigdy nie przery-sowana. Bohaterki opowiadają bez zbędnej pruderii swoje liczne, mniej lub bardziej pikantne tajemnice alkowy, których męż-czyźni woleliby chyba nie ujawniać. Z tych wszystkich historii nie wynika zresztą nic dobrego dla płci brzydkiej. Mężczyźni przedstawieni są zwykle jako pantoflarze, „maminsynki”, kłamcy i zdrajcy. Na tle kobiet prezentują się raczej słabo i do-prawdy trudno uwierzyć, że któryś z nich mógłby w jakiś stanowczy sposób prze-ciwstawić się swoim silnym partnerkom.
Nie chcę się jednak w tym miejscu zagłębiać w żadne walki płci. Nie to jest celem niniejszej recenzji. Jedyne, co chcia-łabym w tym miejscu zaznaczyć, to fakt, że Wyszywanki są niewątpliwie godne pole-cenia. Ze względu na formę komiksu i bar-dzo obrazowe ilustracje Satrapi, czyta się je szybko, łatwo i przyjemnie. A do tego książka ta niesie ze sobą parę istotnych i uniwersalnych wniosków dla nas samych.
Hanna Kocur
Czy dbałość o wizerunek w sieci ma sens? Jakie mogą być kon-sekwencje wirtualnej aktywności? Pytania te mogą doprowadzić nas do mało optymistycznych wniosków.
TEMAT NUMERU
Przeglądam Facebooka. Jacek dodał zdję-cia z wczorajszej imprezy. Bez koszulki, z papierosem, a w tle półnagie koleżanki. Cóż, mogło być gorzej. Szkoda tylko, że Jacek jest nauczycielem. Ania zmieniła status: „K.., nienawidzę tej s..., dała mi 1 z matmy”. Przyznaję, sprawdzian był trudniejszy niż zwykle. Ania niestety zapomniała, że ma córkę matematyczki wśród znajomych.
Podobne sytuacje mają miejsce każdego dnia, bywają momentami jeszcze ostrzej-sze w słowach i odważniejsze w czynach. Czasami mam wrażenie, że ludzie komp-letnie nie zdają sobie sprawy z wagi prob-lemu. Korzystają z Internetu naiwnie myśląc, że są całkowicie anonimowi albo że ich aktywność wirtualna nie wyjdzie poza krąg ich najbliższych znajomych. Ach, złudne nadzieje, złudne. Bo chcąc lub nie chcąc, to właśnie te najbardziej kompro-mitujące rzeczy zawsze wychodzą na wierzch i to w najmniej odpowiednim momencie.
W dobie Internetu nasz wizerunek zależy od większej liczby czynników niż dawniej. Nie wystarczy dobry wygląd, nienaganne maniery i ułożone życie zawodowe oraz osobiste. Nasi znajomi, potencjalni praco-dawcy czy klienci zwracają uwagę również na to, jacy jesteśmy w świecie „rów-noległym”. To, co piszemy na forach, publikujemy na stronach czy zamieszczamy na blogach, ma olbrzymi wpływ na postrzeganie nas przez innych. Jeśli chcemy uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, problemów z zatrudnieniem, a nawet problemów ze znalezieniem swojej sym-patii, musimy zadbać o nasz wizerunek w Internecie.
Po pierwsze, powinniśmy podchodzić bar-dzo nieufnie do wszelkiego rodzaju portali społecznościowych. Kontrolowanie własne-go profilu to podstawa. Jest on naszą internetową wizytówką, która może nam
TEMAT NUMERU "Ania zmieniła status: „K.., nienawidzę tej s..., dała mi 1 z matmy”. Przyznaję, sprawdzian był trudniejszy niż zwykle. Ania niestety zapomniała, że ma córkę matematyczki wśród znajomych."
pomóc albo zaszkodzić. Zdecydowanie odradzam wstawiania zdjęć „z ręki” czy „z dziubkiem” jako głównych (może zadziwi to niektórych, ale faktycznie to się jeszcze zdarza i to nawet często!). Warto zain-westować w dobrej jakości fotografię – bez udziwnień, naturalną. Kolejna sprawa to ingerencja naszych znajomych w kształt i wygląd naszego profilu – niecenzuralne wpisy i komentarze mogą okazać się dla nas zgubne. I znowu powraca temat zdjęć – sprawdzajmy na bieżąco, co publikują nasi koledzy i interweniujmy, gdy pojawi się coś, co może być dla nas wyjątkowo niekorzystne. Unikajmy dzielenia się bardzo osobistymi przemyśleniami na forach, bo nigdy nie wiadomo, kto przeczyta naszą wiadomość. Bądźmy rozsądni. Nauczyciele, rodzice, sąsiedzi, pracodawcy... – oni wszyscy mogą w jakiś sposób trafić na nasze wypowiedzi. Niech zasada „w Inter-necie nic nie ginie” będzie dla nas prze-strogą.
Jeśli komuś zależy na jak najlepszym wykreowaniu swojego wizerunku zwłaszcza pod kątem zawodowym, może powierzyć to zadanie specjalistom. W ostatnich latach takich firm powstało całkiem sporo i mają dosyć bogatą ofertę. Będą uaktualniać nasze dane, sprawdzać na bieżąco, czy w sieci nie pojawiło się coś niechcianego, dbać o to, abyśmy byli widziani w jak najlepszym świetle. Jeśli cierpicie na nadmiar gotówki – polecam powyższe rozwiązanie.
Istotne jest również, abyśmy nie prze-sadzili. Wizerunek „realny” oraz ten
TEMAT NUMERU
internetowy powinny w jak największym stopniu się pokrywać. Oczywiście możemy próbować jeszcze pozytywniej wpłynąć na odbiorców poprzez udoskonalanie naszej osoby w wirtualnym świecie, jednakże kłamstwa i tak prędzej czy później wyjdą na jaw. Zbyt wyretuszowane i przerobione zdjęcia są niewiarygodne, a publikacja nieprawdziwych danych, chociażby tych dotyczących naszego wykształcenia, może być zgubna w skutkach.
Ktoś może stwierdzić, że całe to za-mieszanie wokół tego, jak postrzegają nas inni, jest niepotrzebne i bezsensowne. Możliwe, że teraz faktycznie tak jest. Dzisiaj wszystko jest w porządku, ale co będzie jutro? Patrzenie w przyszłość jest w tej kwestii bardzo pożądane. Wątpię, żeby nasz przyszły szef był zadowolony, gdy po wpisaniu naszego imienia i naz-wiska w wyszukiwarce wyświetli się nasze zdjęcie z tuzinem pustych butelek po piwie i z napisem na czole „F...ck yourself”. O awansie możemy zapomnieć, a najlepiej od razu zacznijmy szukać nowej pracy.
Internet jest jeszcze czymś na tyle nowym, że nieraz zaskakuje swoją przebiegłością. Rządzi się własnymi prawami, zwodząc nas, że możemy robić to, co nam się podoba. Google i Facebook są tego naj-lepszym przykładem. Pozornie przyjazne, mogą okazać się iście zabójczą bronią. Ofiarą może stać się każdy.
Barbara Derkowska
fot. Juliana Coutinho (CC by 2.0)
Bajka to rzecz nierozerwalnie związana z dzieciństwem. Od wieków bawiła, uczyła dzieci podstawowych zasad wartości i pomagała w poznawaniu świata. Co się z nią stało na przełomie XX i XXI wieku? Czy pierwotne rozumienie bajki jako „utworu krótkim, wierszowanego i zakończonego morałem” stało się nieprawdziwe? Czym jest bajka dla współczesnych dzieciaków?
BAJKOWE DZIECIŃSTWO?
SPOŁECZEŃSTWO fot. Anton Ruiter (CC by 2.0)
Kiedyś to słowo od razu przywodziło na myśl utwory Krasickiego, Ezopa i innych klasyków. Bajka była czytana dzieciom do poduszki i choć ten zwyczaj wciąż jest aktualny i popularyzowany między innymi przez Fundację „Cała Polska czyta dzie-ciom”, nie oszukujmy się. Dziś większość dzieci (i dorosłych) na pierwsze skojarzenie z tym hasłem pomyśli o jakiejś produkcji telewizyjnej. Zapracowanym rodzicom łat-wiej usadzić swoją pociechę przed tele-wizorem, niż wspólnie spędzić czas przy lekturze.
Dzieci czytają (lub słuchają) coraz mniej. Ośmio- i dziewięciolatkowie skupiają się zazwyczaj na lekturach szkolnych. Ci młod-si mają szczęście i poznają twórczość Wan-dy Chotomskiej, A.A. Milne’a, baśnie wielkiego Charlesa Perraulta czy braci Grimm oraz Tuwima i jego „Tomasza Trą-balskiego” i „Tobiasza Bimbalskiego”. Wspomniana wcześniej Fundacja oraz
Outro biblioteki lokalne starają się utrzymać tradycję wychowywania i uczenia dzieci poprzez bajki.
A co oferuje telewizja? Rekordy pop-ularności biją programy stacji takich jak Disney Channel czy Mini mini. Dawno pożegnaliśmy czasy, w których jedyną porą oglądania bajek była godzina dziewiętnasta, czyli czas emisji „Wie-czorynki” w telewizji publicznej. Teraz na wyciągnięcie ręki jest spędzenie całego dnia przed telewizorem, wystarczy tylko poszukać pasującego nam kanału.
Na szczęście starsze bajki nie odeszły w zapomnienie. Większość produkcji sprzed 2000 roku budzi sentyment i moc dobrych wspomnień, więc chętnie pod-suwamy latoroślom bajki różnych pokoleń, począwszy od „Misia Uszatka”, „Bolka i Lolka”,„Wilka i zająca” (jeden z najlepszych towarów eksportowych Związku Radzieckiego), na „Smerfach” i „Tomie i Jerry’ym” skończywszy. Niko-mu też nie trzeba polecać produkcji legendarnego Semaforu (z z niego po-chodzi głośny i nagrodzony „Piotruś i wilk”). Mimo wielu plusów bajki tele-wizyjne sprawiają, że współczesnym dzieciom, które spędzają więcej czasu w domu w porównaniu do poprzednich pokoleń, trzepak może kojarzyć się tylko z dywanem, o ile kojarzy się w ogóle. Przez to cierpią ich kontakty z ró-wieśnikami oraz rozwój kreatywności i samodzielności.
SPOŁECZEŃSTWO
Bajki pokazują podstawowy system war-tości, udzielają lekcji koncentracji czy werbalizacji uczuć. To sprawdzony przepis na kolejne, udane pokolenia, z którego nie możemy rezygnować w imię wygody. Rzecz jasna zawsze pozostaje nam usadzenie dziecka przed telewizorem, gdzie zostanie zbombardowane dawką seksizmu i przemocy nawet w bajkach. Spójrzcie na bohaterki Disney’a – każda ma miseczkę C i zgrabne nogi, które ułatwiają zna-lezienie księcia chętnego do ich ura-towania. Spójrzcie na większość nowszych produkcji skierowanych do chłopców. We-dług twórców łomot i walka o dominację nad resztą to recepta na sukces młodego samca alfa.
Czy warto zaprzepaścić tak cenny skarb, jakim są bajki? Nie lepiej spędzić wspólnie codziennie kilka minut, pokazując młod-szemu pokoleniu zupełnie inny świat?
Paulina Zguda
fot. kevgibbo (CC by 2.0)
fot. bradleygee (CC by 2.0)
"Spójrzcie na większość nowszych produkcji skierowanych do chłopców. Według twórców łomot i walka o dominację nad resztą to recepta na sukces młodego samca alfa."
BAJKA TO FRASZKA!
"I Ty za młodu niedorżnięta megiero, co masz taki tupet, że szczujesz za mną swe szczenięta. Całujcie mnie wszyscy w Dupę! "
SPOŁECZEŃSTWO
Bezkompromisowy, niezwykle zdolny Julian Tuwim pisząc, nie przebierał w słowach. Był głosem swojego pokolenia. Dlatego do dziś jego twórczość wzbudza różne reakcje. Dzięki niezwykłemu talentowi jego wiersze stały się ponadczasowe.
Poza poezją mniej lub bardziej poważną, poeta czuł się swobodnie we fraszkach. Pozwalały mu na zwięzłość myśli i krótkie, acz dobitne przekazy. Ich treść i dobór słów były nie do przyjęcia w czasach, kiedy żył, tak jak i teraz.
Fraszka do jednej!
Piotr miał cię za swą dziką żądzę,
Jan za to, że jest piękny ciałem.
Alojzy miał cię za pieniądze,
Ja - zawsze cię za kórwę miałem.
Uwielbiał obnażać ludzkie zakłamanie i ob-łudę. Dzięki inteligencji mógł to robić nie-mal bezkarnie. Jednak nie tylko z odważnej poezji znamy Tuwima. Największą popularność na przestrzeni wieków przyniósł mu wiersz "Lokomotywa" – rymowanka dla dzieci, która opisuje tytułową lokomotywę i jej poszczególne wagony. Niezwykły opis ruszającego pociągu i szczegółowość w dalszych frazach sprawia, że utwór choć nie jest najkrótszy, przypada do gustu kolejnym pokoleniom. Dzieci są bardzo wymagającymi odbiorcami. Albo coś lubią, albo nie. Ich werdykty są pokierowane zwykłymi odruchami bez jakiejkolwiek kal-kulacji.
Pisanie dla najmłodszych zawsze wiąże się z ryzykiem. Po co więc uznanemu artyście podejmować to wyzwanie? Julian Tuwim uwielbiał nowe zadania, odkrywanie ho-ryzontów. Poza tym bajki czy wierszyki były doskonałym sprawdzianem dla lite-rackich zdolności. Ujmowanie słów prosto, lecz nie prostacko, jest niezykle trudne.
SPOŁECZEŃSTWO TUWIM DLA DOROSŁYCH POWYŻEJ: Piosenka ze spektaklu "Tuwim dla dorosłych" - Nova Scena Teatru Roma, Warszawa ( premiera 15 stycznia 2011)
OBOK: Album: Do Zobaczenia
Tekst- Julian Tuwim Muzyka- Grzegorz Turnau
SPOŁECZEŃSTWO
Żaden czytelnik nie chce być traktowany jak głupi. U dzieci wygląda to identycznie, dlatego właśnie one były idealnymi sędziami. Nie można ich przekupić ani przekonać argumentami. A poza tym zawsze można było sprawdzić się w zupełnie innych formach.
Poznałam Tuwima w szkole. Nie wyob-rażałam sobie, żeby mógł pisać coś innego niż ciekawe i zabawne bajki pozwalające działać wyobraźni. Później przekonałam się, że był również autorem utworów poważnych. Było to ciekawe, ale na nie tyle, żeby siadać do tej twórczości poza murami szkoły. W czasie poszerzania horyzontów wpadły mi w ręce jego fraszki. I tak właśnie się zaczeło. Obecnie nie ma znaczenia, czy słucham interpretacji teks- tów w piosenkach, czy je czytam – dają wytchnienie, bawią, odstresowują. Nie-często można to wszytsko znaleźć u jed-nego pisarza. W przypadku Tuwima oceńcie sami, ale z własnego doświdczenia wiem, że warto spróbować!
Aleksandra Wojtaszak
POWYŻEJ: Skecz kabaretu
Ani Mru Mru
- Lokomotywa
ACTA ad acta?
Prawo autorskie trzeba chronić. Nikt nie ma wobec tego wątpliwości, jednak jaką cenę powinno ponosić społeczeństwo za wymysły autorów i wydawców.
SPOŁECZEŃSTWO AKTUALNOŚCI SPOŁECZEŃSTWO AKTUALNOŚCI
Od piątku z zaciekawieniem obserwuję „de-batę publiczną” wokół podpisania przez Polskę umowy ACTA, która z założenia ma chronić właścicieli patentów oraz praw autorskich przed podróbkami. W praktyce minister Boni twierdzi, że nie zaowocuje ona zmianami w polskim prawie, a inter-nauci obawiają się cenzury i rozpoczynają protest. Protest ciekawy, bo polegający na wysyłaniu ogromnej liczby zapytań do witryn internetowych prezydenta, premiera oraz m.in. Ministerstwa Kultury i Dzie-dzictwa Narodowego co w efekcie wykań-cza serwery.
Zupełnie nikt podczas tego konfliktu nie zwrócił uwagi na najważniejszą kwestię - prawo autorskie. Przed napisaniem tego artykułu prześledziłem wiele for interneto-wych próbując znaleźć odpowiedź dlaczego wokół jednej potwornie nieprecyzyjnej umowy pojawił się taki spór. To co zdumiewa to fakt, że każdy z internautów który dokładniej zapoznał się z dokumen-tem rozumie go inaczej. Jedni traktują go jak przypieczętowanie już istniejących rozwiązań prawnych, inni widzą w nim pole do nadużyć i inwigilacji, szczególnie w kon-tekście artykułu o wydawaniu przez operatorów danych abonenta prywatnym firmom w przypadku podejrzenia o pi-ractwo i to z zupełnym pominięciem sądu. Ale to tyle. Większość widzi tylko fakt, że wolność w internecie zanika. Do tej pory części społeczeństwa wydawało się, że sieć jest wielką niezagospodarowaną prawnie połacią którą można dowolnie wykorzysty-wać pod warunkiem, że nie będzie się przy tym specjalnie rzucać w oczy i udostępniać swoich danych. Zresztą paradoksalnie w Polsce nie jest karane ściągnięcie
SPOŁECZEŃSTWO AKTUALNOŚCI
pirackiej kopii filmu czy płyty z internetu – prawo zabrania wyłącznie ich udostęp-niania. Co więcej jeśli posiadamy orygi-nalną kopię filmu to kumpel może ją sobie od nas zgrać, całkowicie legalnie, w ra-mach dozwolonego użytku. Tu pojawia się kolejny problem – ACTA zakazuje udos-tępniać mechanizmy do łamania zabez-pieczeń. Jak więc mam realizować w pełni swój dozwolony użytek? Co więcej: jak ma sobie poradzić osoba niepełnosprawna której zabezpieczenia uniemożliwią prze-niesienie zakupionej legalnie książki do czytnika który pomoże jej ją odczytać?
Nieważne co ustalą i jak dalej się sprawa potoczy dla nas użytkowników i tak powinno być najważniejsze to czy fak-tycznie musimy piracić. Owszem, oprogra-mowanie jest drogie, a przeciętnego ko-walskiego nie stać na częste wyjścia do kina. Jednak jeśli ktoś pracuje to i tak nie pozwoli sobie na takie wyjście częściej niż raz w tygodniu ze względu na brak czasu. Zakładając więc że raz w tygodniu zabierzemy swoją druga połówkę do kina to wydamy na to około dwieście złotych miesięcznie – czyli mniej więcej o sto mniej niż przeciętny palacz wydaje w tym samym czasie na papierosy. Taka sama sytuacja jest z grami czy muzyką – przyzwy-czailiśmy się do tego że mamy ich dużo, ale przy okazji zgubiliśmy sens. Jaką przyjemność daje nowa płyta która raz przesłuchana trafia do playlisty wraz z dziesięcioma tysiącami innych piosenek. Zastanówmy się więc czy samemu nie odłożyć ACTA ad acta i dać innym zarobić, szczególnie, że jeśli nie kupujemy skraj-nych nowości to przeważnie nie są już w bajońskich cenach.
Kamil Wiśniowski
"ACTA zakazuje udostępniać mechanizmy do łamania zabezpieczeń. Jak więc mam realizować w pełni swój dozwolony użytek? Co więcej: jak ma sobie poradzić osoba niepełnosprawna której zabezpieczenia uniemożliwią przeniesienie zakupionej legalnie książki do czytnika który pomoże jej ją odczytać?"
CHOINKA
SPORT
Pierwsze od 15 lat mistrzostwo nie zaspokoiło ambicji katarskich właś-cicieli oraz dyrektora klubu spor-towego Paris Saint - Germain. Antoine Kombouaré został zwolniony z funkcji trenera zespołu. Na stanowisku zastąpił go człowiek „z nazwiskiem” – Carlo Ancelotti. Były szkoleniowiec Milanu, który dwu-krotnie triumfował w rozgrywkach Ligi Mistrzów oraz zdobył z drużyną mist-rzostwo Włoch, pozostawał bez zatrud-nienia od maja, kiedy pożegnano go w Chelsea. Zaledwie rok wcześniej sięgnął na Stamford Bridge po krajowy dublet w postaci zwycięstwa, zarówno w Premier League, jak i w Pucharze Anglii. Z klubem ze stolicy Francji związał się 30 grudnia i wraz z nowym rokiem przystąpił do pracy.
Co istotne, Ancelotti natychmiast wpro-wadził nowy system gry. Ustawił drużynę
SPORT
w popularnej „choince”, czyli systemie 4-3-2-1. Jest to ustawienie w zasadzie nie-stosowane we Francji, gdyż dominuje tam układ 4-3-3 (4-1-4-1), więc decyzja trenera jest bardzo interesująca.
System 4-3-2-1 charakteryzuje się obec-nością trójki defensywnych pomocników ustawionych bardzo blisko siebie, tuż przed linią obrony. Zapewnia jej „ochronę” i za-bezpieczenie. Tercet zawodników ofensyw-nych może sobie dzięki temu pozwolić na większą swobodę. Nie jest zobowiązany do sztywnego (podczas meczu) wypełniania obowiązków w defensywie. Boczne sektory boiska są z kolei przeznaczone dla bocznych obrońców, regularnie podłącza-jących się do ataków zespołu i aseku-rowanych – w zależności od sytuacji – przez któregoś z defensywnych pomoc-ników.
Ancelotti dokonał również kilku roszad personalnych. W pierwszych dwóch me-czach o stawkę (jednym w Pucharze Francji, jednym w Ligue 1) kosztem Zoumany Camary postawił na środku obro-ny na Urugwajczyka, Diego Lugano. Na prawej stronie bloku defensywnego zagrał natomiast Milan Biševac, nominalny stoper, który zaprezentował się nadspodziewanie obiecująco. Najbliżej linii obrony ustawiony został z kolei Mathieu Bodmer – zawodnik dobry w odbiorze piłki, ale przede wszyst-kim bardzo kreatywny. Jego nową rolę natychmiast porównano do tej pełnionej od lat przez Andreę Pirlo, rozgrywającego akcje zespołu z głębi pola. Tercet defen-sywnych pomocników uzupełniają przesu-nięty do środka z prawej flanki Christophe Jallet oraz Momo Sissoko. Nie zmieniła się natomiast pozycja podstawowego bram-karza i kapitana drużyny. Niezmiennie funkcje te sprawują odpowiednio: Salva-tore Sirigu i Mahamadou Sakho.
Nowe ustawienie ma w jeszcze większym stopniu umożliwić wykorzystanie poten-cjału graczy PSG. Operując bliżej środka boiska i samych siebie, zawodnicy ofensywni – przede wszystkim Nenê oraz Javier Pastore – mają szansę stać się jeszcze bardziej efektywni. Ponadto obec-ność trójki defensywnych pomocników daje możliwość skuteczniejszego utrzymania się przy piłce na połowie przeciwnika.
Ancelotti zanotował udany ligowy debiut w roli trenera paryskiego zespołu. Jego drużyna pokonała zawsze niewygodną, tracącą mało bramek Tuluzę 3:1. Przed przerwą potrafiła przenieść ciężar gry na połowę przeciwnika, choć tak na dobrą sprawę nie wypracowała sobie żadnej czystej okazji do strzelenia gola. Trafienie Nenê (po rykoszecie) zmieniło jednak obraz następnych 45 minut meczu.
Kolejne odbiory i przechwyty piłki w środku pola umożliwiły wyprowadzenie kilku bardzo dobrych kontrataków, z których Pastore i Nenê podwyższyli rezultat spotkania. Z dobrej strony pokazał się sprowadzony z Barcelony lewy obrońca, Maxwell.
SPORT
Co ciekawe, PSG wystąpiło na inaugurację rundy rewanżowej bez środkowego na-pastnika. Wracający po kontuzji Kévin Gameiro pojawił się na murawie dopiero w drugiej połowie rozgrywki. Do tego cza-su Nenê, Pastore oraz Jérémy Ménez wymieniali się pomiędzy sobą pozycjami na boisku.
Zwolnienie szkoleniowca, który dopro-wadził zespół ze stolicy Francji do pierw-szego miejsca w tabeli Ligue 1 na półmetku sezonu, odbiło się szerokim echem w środowisku piłkarskim nad Sek-waną. Tym bardziej, gdy jego następcą mianowano kogoś z bogatym trenerskim CV. Carlo Ancelotti wszedł do klubu z cie-kawym pomysłem na ustawienie i sposób gry zespołu. Pozostaje tylko obserwować, jak daleko Włoch będzie w stanie zaprowadzić Paris SaintGermain.
Wojciech Falenta "Zwolnienie szkoleniowca, który doprowadził zespół ze stolicy Francji do pierw-szego miejsca w tabeli Ligue 1 na półmetku sezonu, odbiło się szerokim echem w środowisku piłkarskim nad Sekwaną."
FOTO FOTO "JAK CIĘ WIDZĄ,
TAK CIĘ PISZĄ"
FOT. headexplodie (CC by 2.0)