Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Wstępniak



Drodzy czytelnicy! Oddajemy w Państwa ręce , Świeżą Krew" - gazetę edukacyjną Akademii Młodego Dziennikarza, Fundacji Konrada Adenauera, Europejskiego Domu Spotkań Młodzieży i ,,Stowarzyszenia Polis". Temat, z którym przyszło nam się mierzyć to ,,Młodzi w polityce. Jak z jej pomocą zmieniać świat". Przy tworzeniu tego pisma przyświecała nam szczególnie chęć przedstawienia świata przez młodych dla młodych. Przedstawiliśmy drogę rozwoju oraz problemy młodego polityka. Znajdą tu Państwo informacje o działaniu młodzieżówek, seksizmie w polityce oraz wywiady z przedstawicielami polskiej polityki takimi jak Ryszard Kalisz czy Róża Thun. Szukamy odpowiedzi na pytania: czy młodzi znają wartość swojego głosu lub czy młoda aktywistka może zmienić świat? Nasze pismo porównuje m. in. wagę doświadczenia i "świeżej krwi" w polityce. Zagadnienia w naszym piśmie nie ograniczają się tylko do polskiego podwórka. Piszemy także o Europie. Serdecznie zapraszamy do czytania i życzymy miłej lektury! Julia Andrusiak i Maciej Gardzielik, redaktorzy naczelni. Spis treści: 1. Czy młodzi znają wartość swojego głosu? - Kaja Błaszczak 2.Doświadczenie vs świeże spojrzenie - co liczy się w polityce bardziej? - Maja Dylewska 3. Zabawa w sejm - Julia Ruclak 4. Seksizm, szowinizm, mizoginizm, szowinizm i inne polityczne przymioty - Bartłomiej Matusik 5. Samorządy szkolne od kuchni - Antoni Komsta 6. ,,Polityka to moje hobby i część mojego życia'' - Martyna Bobińska 7. Czy ,,dziewiętnastoletnia posłanka'' może zmienić świat - Anna Pińczuk 8. Kalisz: Bycie politykiem to sztuka - Maciej Gardzielik 9. Młodzieżówki jako narzędzie w rękach partii - Iwona Oskiera 10. Róża Thun: wszystko jest możliwe - Małgorzata Domagała 11. Bruksela - taka piękna, jak ją malują? - Julia Andrusiak 12. ,,Would the house please come to order?...'' - Julia Sadurska Czy młodzi znają wartość swojego głosu?
41 proc. młodych w wieku 18-24 lat zadeklarowało w badaniach CBOS, że nie wzięło udziału w wyborach.


Dr Marta ŻerkowskaBalas i Mateusz Zaremba przyjrzeli się danym Polskiego Generalnego Studium Wyborczego z czternastu lat (1997-2011). W swojej analizie opublikowanej na stronie koalicji „Masz Głos, Masz Wybór” stwierdzają, że młodzi w wieku 18-21 nie głosują, bo są zajeci innymi sprawami. Według badaczy na skłonność do głosowania w pierwszych wyborach wpływa zainteresowanie polityka, poczucie politycznego sprawstwa czy umiejetność określenia swoich pogladów politycznych. Co zatem należy zrobić, by pomóc młodym w zrozumieniu, jakie znaczenie ma ich głos? - Bardzo ważną rolę odgrywa proces wychowania - mówi Krystyna Starczewska, polonistka, etyczka, pedagożka, założycielka i wieloletnia dyrektorka warszawskiego Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących „Bednarska”. - Jeżeli człowiek od najmłodszych lat uczy się odpowiedzialności za społeczność, w której żyje, to przełoży się to w przyszłości na zaangażowanie w politykę jego kraju. Młodzież już w szkole powinna uczyć się żyć w ustroju demokratycznym, z dużym naciskiem na współpracę i możliwość samodzielnego decydowania. Chodzi na przykład o organizowanie wydarzeń szkolnych, podczas których młodzi realizują swoje pomysły, a następnie obserwują ich konsekwencje. Ważne jest pokazanie im  że mają wpływ na otaczającą ich rzeczywistość. Dlatego właśnie szkoły powinny



namawiać uczniów do prowadzenia dyskusji i wyrażania własnej opinii, np. poprzez organizowanie debat. Z moich obserwacji wynika, że wizja powszechności takich szkół jest na razie utopią. Doświadczenia moje i moich znajomych pokazują, że zarówno nauczyciele, jak i uczniowie są przede wszystkim nastawieni, na jak największą liczbę punktów na egzaminach maturalnych. Liczą się suche fakty i definicje. Rzadko kiedy jest natomiast czas na zdobywanie wiedzy o współczesnym świecie, czy na interpretację zachodzących obecnie zmian politycznych. Badania CBOS „Młodzież 2016” pokazują, że aż 64% ankietowanych uczniów określa swoje poglądy polityczne jako „niesprecyzowane”. - Uczniowie, którzy nie byli w stanie określić swoich poglądów politycznych, nie orientują się, co jest dla nich ważne. Nie każdy musi być pasjonatem polityki, ale podstawowa wiedza na temat różnych sposobów działania państwa czy społeczeństwa jest niezbędna - komentuje wyniki Michał Tragarz, koordynator programu Samorząd Uczniowski realizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. - Ich niezdecydowanie wykorzystują politycy, którzy w tym samym czasie wpływają na inną, łatwą do zmanipulowania grupę wyborców. Grupa ta ulega prostym hasłom, a ich brak wiedzy pozwala politykom na przedstawianie coraz mniej racjonalnych propozycji. Nawet osoby, które nieszczególnie interesują się polityką, powinny zdawać sobie sprawę z tego, że pozostawanie biernym również wpływa na sytuację polityczną w kraju. Jak więc motywować młodzież do zainteresowania się obecną sytuacją polityczną? - Myślę, że warto byłoby pokazać im sytuacje, w których głos pojedynczych obywateli faktycznie ma wartość. Rozumiem, że w przypadku wyborów prezydenckich może się wydawać, że ich karty wyborcze giną wśród milionów głosujących, ale nieraz zdarzały się już ruchy obywatelskie, które zmieniały decyzje rządzących. Przykładem tego może być, chociażby zeszłoroczny Czarny Protest - mówi Michał Tragarz. - Przede wszystkim trzeba dać młodym pole do samodzielności - twierdzi Krystyna Starczewska. - Pozwolić na wolność oceny otaczających ich wydarzeń oraz pokazywać, że ich głos jest tak samo ważny, jak głos ludzi dorosłych. Należy też wspierać ich, by nie ulegali presji propagandy mediów ani wiodących postaci sceny politycznej, które w sposób negatywny mogą wpływać na samodzielne myślenie. Młodzi powinni zastanawiać się nad tym, jak chcieliby, aby wyglądało ich społeczeństwo, a następnie dążyć do tego, by ich wyobrażenie się spełniało. Kaja Błaszczyk Doświadczenie vs świeże spojrzenie – co liczy się w polityce bardziej?
Niepokojąca jest rozbieżność w poglądach i podejściu do polityki generacji żyjących w czasach PRLu, pokolenie Y. Jakie będzie najmłodsze?


Według Anny Marii Szutowicz, autorki projektu „Świat Młodych” największym autorytetem dla młodych są członkowie rodziny, dlatego swoje pytanie kieruję do Ewy Dylewskiej - psycholog z 10-letnim stażem i obserwatorki polskiej sceny politycznej. Maja Dylewska: Polityka to  jak wiadomo, rzecz poważna. Nie ma w niej miejsca na niepotrzebne wyskoki, emocje i „pomysły z kosmosu”. Tu liczą się: doświadczenie, szeroka wiedza życiowa i twarde stąpanie po ziemi. Czy zgadza się Pani? Ewa Dylewska: I tak, i nie. Oczywiście argument bardzo mocno broniący tych „starszych” polityków, czyli doświadczenie, jest niekwestionowany, lecz na sferę polityki składa się mnóstwo innych rzeczy. Moim zdaniem, dziś zdecydowanie ważniejsze od doświadczenia jest właśnie to świeże spojrzenie młodych, ich spontaniczność, chęć ruszenia naprzód, a nie zastygnięcia w okowach starych tradycji i obyczajów. Takie jest Pani zdanie, a większość Polaków ma na ten temat zupełnie inny pogląd. Uważam, że wynika to ze strachu. Nasz kraj w swej historii przeżył naprawdę dużo, a gorąca sytuacja polityczna z roku ’89 nie ostygła jeszcze w zupełności. Dlatego tak bardzo popularni są politycy, związani niegdyś z „Solidarnością”. Kojarzą się, szczególnie starszemu pokoleniu, z nowymi, dobrymi czasami oraz pozytywną zmianą. Nie chcąc generalizować, i oczywiście z całym szacunkiem do tych ludzi, ich podejście i poglądy były aktualne w ubiegłym dziesięcioleciu. Teraz stopniowo staramy się wkraczać w świat Zachodu, jesteśmy świadkami dynamicznego rozwoju technologicznego. W obliczu tak gwałtownych zmian, ci  niegdyś orędownicy rozwoju, upodobnienia się do zachodnich sąsiadów, straszliwie się radykalizują. Bo tak, kapitalistyczny świat



Zachodu także nie jest idealny, ma swoje wady, jednak należy czerpać z niego jak najwięcej, nie bać się i dać ponieść się tej fali napływającego zewsząd liberalizmu, nowych standardów i technologii. To jest właśnie ten moment, gdy powinni wkroczyć młodzi – urodzeni już w tych nowych czasach, znający je jak nikt inny, rozumiejący dzisiejsze mechanizmy, według których funkcjonuje świat. To wszystko brzmi bardzo optymistycznie. Naprawdę ci młodzi nie mają swojej ciemnej strony? Władza każdemu może zawrócić w głowie. Ta spontaniczność, którą bardzo cenię u młodych, mogłaby wkrótce przemienić się w nieobliczalność i chęć realizacji – tak jak powiedziałaś – „pomysłów z kosmosu”. Jednak ja wierzę w młodych. Poza tym możemy na razie snuć jedynie domysły, jak wyglądałby kraj rządzony przez nich i nie dowiemy się nigdy, jeśli nie damy im takiej szansy. To pytanie powinnam była zadać na samym początku, ale mówiąc o tych „młodych”, kogo dokładnie mamy na myśli? Osoby, ośmielę się użyć tego słowa, nieskażone przez czasy komunizmu, głównie te urodzone po roku ’80. PRL wtedy jeszcze trwał, ale ci ludzie byli dziećmi, a ich najważniejsze lata życia, dojrzewania i dorastania przypadły już na czasy III RP. Mówiła Pani, że wielu „starszych” polityków radykalizuje się. Dlaczego? Z Zachodu napływa do nas nowa kultura i obyczaje. Te nowości, pociągające i ciekawe dla młodych, odstraszają starszych, którzy nagle zaczynają tęsknić za „starymi, dobrymi czasami”. Patrząc na dziecko bawiące się telefonem, przypominają sobie nagle swoje własne cudowne dzieciństwo, kiedy to rozkosznie bawili się, grzebiąc patykiem w błocie i jedząc piasek z osiedlowej piaskownicy. Wzdychają i mówią „kiedyś to były czasy. Nie to  co teraz”. Słyszę to i zastanawiam się: Co też ci ludzie mają na myśli? Chcą zatrzymać rozwój technologiczny? Ja też oczywiście uważam, że długotrwała zabawa dzieci z tabletem czy telefonem nie jest zjawiskiem pozytywnym, ale nie możemy niepotrzebnie buntować się i winić dzieci za to, że mają dziś dostęp do wielu urządzeń elektronicznych, o których 20 lat temu nikt nawet nie śnił i korzystają z nich – to jakaś pomyłka. Czujemy na własnej skórze bardzo gwałtowny rozwój techniki. Niesie on za sobą jakieś skutki, niektóre



pozytywne, niektóre negatywne – z pozytywnych korzystajmy, negatywne zaś starajmy się jakoś okiełznać, kontrolować, a nie stawiać się. Tak samo jest z homoseksualistami, czy wyznawcami jakiejkolwiek innej religii niż katolicka – ludzie boją się. Bo ten ktoś jest inny ode mnie. Bo ja nie do końca rozumiem jego zachowanie. Na Zachodzie pary homoseksualne to norma, muzułmanie na ulicy również, w Polsce jeszcze nie. Idźmy więc do przodu, starajmy się pracować nad otwartością Polaków. To młodzi są w stanie nam zaoferować progresywne podejście. Starsi już niekoniecznie. Nie mówię, że wszyscy, ale statystycznie. Przechylamy się niebezpiecznie „na prawo”. Ta sytuacja nie jest zdrowa – momentami zakrawa nawet o ksenofobię, a przecież nie możemy bać się zmian, jeżeli chcemy się rozwijać. Młodzi, czyli np. Młodzież Wszechpolska. Czy takich młodych chcemy w polityce? W każdym środowisku politycznym znajdzie się jakiś radykalny odłam, nic na to nie poradzimy. W Młodzieży Wszechpolskiej jest ok. dwóch tysięcy członków, możemy pocieszać się tym, że to niezbyt dużo, jak na trzydziestoośmio milionowy kraj. Nawet mimo istnienia tak kseno- i homofobicznych organizacji muszę wierzyć w młodych – nie można żyć bez nadziei – uważam ich za jedyną szansę na to, by kraj mógł iść do przodu, rozwijać się i chętniej przyjmować zachodnie wzorce. Absolutnie nie uważam, że przywiązanie do polskiej kultury, tradycji i historii jest złe. Powinniśmy jednak przestać się ich tak kurczowo trzymać! Bądźmy otwarci na nowości, kulturalny progres. „Trzeba otworzyć na oścież wszystkie drzwi i okna, niech wywieje się ten swąd piwnic i kościelnego kadzidła, którym od dziecka uczyli nas oddychać” – tak pisał Jasieński i niestety, to raczej starsze pokolenie tak mocno przywiązuje się do dumnych reliktów przeszłości, nie dając szansy na ewolucję obyczajowości. Młodzi – oprócz niektórych przykrych wyjątków – mają więcej wzorców, żyjemy w końcu w dobie Internetu, gdzie w kilka sekund można porozumieć się z człowiekiem mieszkającym za oceanem. Widzą, jak wygląda świat za granicą, na innym kontynencie. Chłoną te informacje. Dostrzegają wady i zalety. Pragną naśladować to  co przyszłościowe, ciekawe, choć może odbiegające nieco od polskich tradycji. Bo „inne”, nie znaczy „gorsze”. I mam wrażenie, że wielu młodych podąża dziś za tym hasłem, co napawa mnie nadzieją i szansą na lepsze jutro. Maja Dylewska Zabawa w Sejm
W sali sejmowej gotuje się od nieodpowiednich zachowań: wyzwiska, obrażanie, przezywanie innych. Czasem ktoś przeprosi za obraźliwą wypowiedź, ale w większości przypadków nie słychać tłumaczeń. Dlaczego tak ważne osoby w państwie cechuje tak niski poziom kultury wypowiedzi? Czy o swoje racje można walczyć w lepszym stylu?


W Internecie popularność zdobywają satyry polityczne - Ucho Prezesa czy Na Wiejskiej. Producent i główny aktor Ucha prezesa Robert Górski powiedział wprost: ,,Serial przedstawia w sposób prześmiewczy i bezpośredni realia oraz problemy Polski, o których każdy wie, lecz mało kto otwarcie i szczerze wypowiada się na ich temat”. Dlaczego śmiejemy się z tych, którzy nami rządzą? Wydaje mi się, że już dawno przestaliśmy szanować polityków i politykę, jaką tworzą. Jak można szanować zachowania nieprzystające dorosłym ludziom? Czytając w sieci wpisy takie jak ten: ,,Jesteście silni w gębie, zwarci przy żłobie i gotowi do ucieczki przed problemami Polaków” (Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL), czy ten: ,,Politycy, szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni jego reprezentowania” (Beata Szydło, ówczesna szefowa rządu), mam wrażenie,



że nie dzielą się oni swoimi wizjami Polski, ale przede wszystkim dzielą Polaków. Prawdziwi politycy? Mam wrażenie, że wśród moich znajomych rośnie zainteresowanie sytuacją polityczną Polski i polityką jako zawodem. Skąd młodzi mają czerpać wzorce, gdy najwięcej mówi się o aferach? Czy ostatnia edycja Sejmu Dzieci i Młodzieży powinna nas dziwić? Dorosłych polityków zastąpiła młodzież, zachowania się nie zmieniły. Nie obyło się bez ksenofobicznych i nacjonalistycznych postaw. Jeden z młodych posłów, występując w charakterystycznej dla Janusza Korwin-Mikke'go muszce, powtarzał, że ,,Unia powinna zostać zniszczona”, ponieważ ,,setki ludzi giną rozjeżdżani ciężarówkami, rozsadzani ładunkami wybuchowymi, czy rozstrzeliwani przez islamskich ekstremistów sprowadzonych przez lewicową hołotę z Brukseli". Zastanawiające jest to,  jak można sobie zrobić zabawę z Sejmu RP. Jeden z młodych posłów powiedział mi  że część uczestników i uczestniczek nie wzięła całej imprezy na poważnie. Część posłów i posłanek zorganizowała sobie przed wejściem na salę obrad mały konkurs. Ten, kto powie na mównicy: ,,Uważam że  Unia Europejska powinna zostać zniszczona” miał dostać nagrodę. Czy to niedojrzałość uczestników? Młodymi ludźmi można łatwo manipulować. Nie mają do końca sprecyzowanych poglądów politycznych, w większości czerpią je ze szkoły, domu i mediów społecznościowych. Idealni politycy nie istnieją, nie ma na świecie ludzi bez wad. Każdy jest inny i ma braki również w kulturalnym zachowaniu. Czy jednak jest gdzieś granica przyzwoitości? Julia Ruclak Seksizm, mizoginizm, szowinizm i inne polityczne przymioty
Z raportu Unii Międzyparlamentarnej (IPU) wynika, że ok. 80% badanych kobiet doświadczyło przemocy psychicznej ze strony mężczyzn. Ponad 40% padło ofiarą gróźb pobicia, gwałtu czy zabójstwa - siebie, jak i członków swoich rodzin.


Przytoczona przeze mnie analiza obejmowała 55 parlamentarzystek z 39 krajów z całego świata. Jest to stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę fakt, że liczba pytanych kobiet była różna w zależności od kontynentu, z którego pochodziły. Obecny sekretarz generalny Unii Międzyparlamentarnej, podkreśla, że wyniki badań dają jasno do zrozumienia, że problem molestowania jest bardziej powszechny, a statystyki są dużo bardziej zaniżone, niż nam się wydaje. ,,Niezła z ciebie dupeczka" Kilka lat temu głośno było o Leszku Millerze z powodu jego seksistowskiego komentarza. Były polski premier stwierdził, że jeżeli koło partii kręcą się kobiety nieatrakcyjne, to dzieje się coś anachronicznego, coś, co odstręcza wyborców. Swoją wypowiedzią zasłynął również Robert Węgrzyn, który komentując legalizację związków partnerskich, powiedział: ,,Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył". To był rok 2011. Dwa lata później uwagę mediów zwrócił Janusz Palikot, który powiedział o ówczesnej marszałek sejmu, Wandzie Nowickej, że być może chciała być zgwałcona, ale pewnie nie



przez niego. Posłanka Nowoczesnej, Joanna ScheuringWielgus jako kolejna zwróciła uwagę na zjawisko seksizmu w polityce. Przytoczyła słowa pewnego posła, które usłyszała w Sejmie. Polityk nazwał ją ,,niezłą dupeczką”. Zapytana przeze mnie dziennikarka TOK FM - Hanna Zielińska, dlaczego mimo coraz większego równouprawnienia kobiet wciąż dochodzi do tego typu zachowań, odpowiedziała, że tę lekcję muszą odrobić nie tylko kobiety, ale i ci, którzy przyczyniają się do utrzymania takich praktyk w przestrzeni publicznej. ,,Dopóki również mężczyźni nie będą chcieli wyciągnąć wniosków dla siebie, zjawisko będzie trwało. Niezależnie od tego, jak dalece kobiety będą na nie przygotowane.” - powiedziała dziennikarka. Po prostu - słaba płeć ,,Jesteście słabsze, mniejsze i mniej inteligentne, więc musicie zarabiać mniej”. Są to słynne słowa europarlamentarzysty, Janusza Korwin - Mikkego o kobietach. Na temat kobiet wypowiadają się również same panie. Krystyna Pawłowicz, sama w swojej wypowiedzi podkreśliła, że ,,kobieta nie jest równa facetowi, kobieta jest słabsza”. Doprowadza w taki sposób do wymiany zdań z politykami takimi, jak Kamila Gasiuk-Pihowicz czy Adam Szejnfeld, którzy nie podzielają jej poglądów (nie tylko w kwestii równości płci). Seksizm dotyka nie tylko posłanek. Polityk PSL - u, Stanisław Żelichowski ,,zażartował” ze swojej żony, że z 50 metrów widzi blond włos na jego ciemnej marynarce, a bramy garażowej jakoś nie zauważa, więc ciągle w nią wjeżdża. Jak walczyć z ludźmi, którzy uważają tylko swoje poglądy za słuszne? - Zamiast walczyć lepiej zainwestować energię we współpracę z tymi, którzy potrafią myśleć zespołowo, wspólnotowo. Otoczyć aspołeczne jednostki pustką i ciszą. To odsuwa je na obrzeża wspólnoty albo i poza nią. W każdym społeczeństwie jest pewien procent ludzi o socjopatycznych czy narcystycznych cechach osobowości. Niestety, potrafią piąć się wysoko, bo nie mają emocjonalnych skrupułów. Na każdym etapie życia, czy prywatnego, czy publicznego, dobrze jest takich ludzi unieszkodliwiać ignorancją. - powiedziała Hanna Zielińska. #Polkirównież Akcja #MeToo, która w Polsce znana była również pod nazwą #JaTeż, była efektem skandalu dotyczącego Harveya Weinsteina - producenta filmowego, który został oskarżony o molestowanie seksualne. W owej sprawie na Twitterze wypowiedziała się aktorka



- Alyssa Milano, używając jako pierwsza w tym kontekście hashtagu #metoo, nawołując kobiety do korzystania z niego i opowiedzenia o swoich doświadczeniach z molestowaniem seksualnym w tle. W  szybkim tempie rozpowszechnił się on w mediach społecznościowych na świecie, również w Polsce. Na jego temat wypowiedziały się m.in. posłanka, Joanna Scheuring - Wielgus czy polityk i działaczka feministyczna, Barbara Nowacka. Inna posłanka Nowoczesnej - Ewa Lieder, na Facebooku opisała sytuację, jak była molestowana przez kuzyna w wieku 9 lat i konduktora, kiedy miała 16 lat. Hanna Zielińska zapytana o to, co mogą zrobić młodzi, żeby zmienić świat, odpowiedziała: ,,Do tej pory zazwyczaj to właśnie młodzi ludzie mieli wiarę w siebie, w innych i w pokoleniową sprawczość. Wszelkie rewolucje obyczajowe kipiały energią młodości. Może pierwszym krokiem do wyjścia z marazmu jest wzmocnienie się wiedzą historyczną. Świat jest napędzany nie tylko mądrością ludzi doświadczonych, ale i siłą ludzi młodych. ,,Nigdy nie pozbędziemy się zjawisk takich jak molestowanie czy seksizm. Możemy jednak z nimi walczyć. Jeśli nie będziemy się bać o nich mówić to jest szansa na jak największe ich ograniczenie, bo jak powiedział kiedyś Mahatma Gandhi:,,Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. Bartek Matusik Samorządy szkolne „od kuchni”
Młodzi ludzie, którym marzy się zawód polityka i są przekonani, że w przyszłości będą mogli decydować o losach kraju, muszą przejść bardzo długą drogę, zanim osiągną sukces.


Rozpoczęcie działalności politycznej w młodym wieku, na pewno przyda się w politycznym życiorysie. Dlatego tak ważne jest zaangażowanie się w działalność samorządów szkolnych i studenckich. Dzięki nim, młodzi ludzie mogą odgrywać znaczącą rolę w podejmowaniu decyzji dotyczących funkcjonowania szkoły lub uczelni. To tam mogą uczyć się podstaw polityki, które w przyszłości mogą zaowocować wiedzą na temat tego, czego ludzie od nich wymagają oraz jakie są ich potrzeby. Jednak czy samorządy szkolne, traktowane są równie poważnie jak samorządy studenckie? Postanowiłem przyjrzeć się funkcjonowaniu samorządu studenckiego i szkolnego. W tym celu, przeprowadziłem wywiady z przedstawicielami ich zarządów. Byli to  Filip Rowecki- Przewodniczący SU II LO im. Stefana Batorego w Warszawie, Weronika Ciepiela - Przewodnicząca SU XCIV LO im. Gen. Stanisława Maczka w Warszawie oraz Dominik Lorenc - działacz samorządu studenckiego Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Zakres obowiązków samorządów szkolnych i studenckich Z pewnością najważniejsze dla każdego samorządu jest to, aby uczniom, bądź studentom żyło się lepiej w szkole lub na uczelni. Starają się dbać o prawidłowe, ciekawe i przyjazne funkcjonowanie szkolnej, czy studenckiej wspólnoty. Najczęściej chcą wywiązać się z obietnic, które składali w czasie szkolnych i uczelnianych kampanii wyborczych. Organizują wydarzenia, by móc



zintegrować, zaciekawić czy zrelaksować osoby tak ciężko zapracowane nauką. Trzeba wtedy zadbać o szczegóły i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. W okresie trwania „eventów”, samorządy muszą być w pełni zmobilizowane i chętne do pracy. Z moich rozmów wynikało, że jest to dla młodych studentów i uczniów praca trudna, i wymagająca zaangażowania. Można stwierdzić, że dla każdego samorządu ważne jest dobre samopoczucie uczniów lub studentów. Jak działają i jak wyglądają samorządy? Tutaj rozpoczynają się rozbieżności. W rozmowie z Filipem Roweckim, dowiedziałem się, że ich samorząd składa się z sześciu osób, jednak tylko czwórka z nich działa w nim aktywnie. Dzielą się obowiązkami, by odciążyć swojego przewodniczącego. Dzięki temu, zachowują autonomię i mogą realizować swoje pomysły. Odrobinę inaczej wygląda to w samorządzie LO im. Gen. Stanisława Maczka. W jego skład wchodzą tylko dwie dziewczyny. Według jednej z nich, Weroniki Ciepieli, dogadują się znakomicie i nie mają problemów z podziałem obowiązków. Swoją odpowiedzialność traktują równorzędnie. „Myślę, że każda z nas może nazwać się prawą ręką drugiej.” opowiadała Weronika. Samorząd studencki to już zupełnie inna bajka. W rozmowie z Dominikiem Lorencem dowiedziałem się, że fundament samorządu tworzy zarząd wraz z przewodniczącym, jego zastępcą oraz kierownicy poszczególnych komisji. Istnieje też rada wydziału, która zajmuje się głosowaniem i zatwierdzaniem uchwał niezbędnych do pracy całego wydziału na przykład: ustalanie ogólnych kierunków działalności czy uchwalanie planu finansowego Wydziału. Ta grupa liczy dziesięć osób. W samorządzie wydziałowym istnieje także sześć komisji, które działają w ramach pracy samorządowej. Trudno jest określić ilość tych osób, ale najprawdopodobniej oscyluje ona w granicach pięćdziesięciu. Można stwierdzić, że to wszystko tworzy idealnie działający samorząd, który dba o dobro każdego studenta. Ogromną różnicę w działalności samorządu szkolnego i studenckiego zauważamy w ilości działających w nich osób, złożoności struktury i profesjonalizmie. Wydarzenia organizowane dla uczniów i studentów Tu znowu od razu dostrzec można znaczącą różnicę. W obydwu liceach, samorządy organizują wydarzenia niemalże wyłącznie dla uczniów swoich szkół. W LO im. Stefana Batorego, są to spotkania z ciekawymi osobistościami. Filip Rowecki wyróżnił: prezesa Green



Cafe Nero oraz Agnieszkę Holland. Prowadzili oni wykłady o tym, jak osiągnęli sukces w swoim życiu. Z ciekawych wydarzeń szkolnych organizowanych przez samorząd „Batorego”, interesujące są spotkania na temat aplikacji na studia poza granicami Polski. W tej szkole istnieją klasy z maturą IB i większości z tych uczniów marzy się wyjazd za granicę, i nauka na uczelniach takich jak: Harvard, Cambridge, czy Oxford. Weronika Ciepiela, przewodnicząca samorządu szkolnego LO im. Gen. Stanisława Maczka wymieniła organizację Dnia Nauczyciela oraz oryginalnej poczty walentynkowej. W ramach święta wszystkich pedagogów, stworzone zostały tzw. Stanisławy. Wygląda to podobnie do Gali Oscarowej, gdyż nauczyciele otrzymują wyróżnienia w przeróżnych dziedzinach. Wychodząc po odbiór nagród, mogą poczuć się jak, prawdziwe gwiazdy, gdyż samorząd zadbał o szczegóły i pamiętał o rozłożeniu czerwonego dywanu. W ramach poczty walentynkowej, każdy uczeń mógł zakupić lizaka w kształcie serca, dla swojego wybranka. Zalecane było dodanie karteczki dla osoby, której chciało się wręczyć upominek. Przewodniczące pod koniec dnia chodziły po klasach i rozdawały małe pyszności. Niestety, żaden z samorządów szkolnych nie organizuje integracji, która mogłaby wspomóc nowych uczniów w poznaniu się i zaprzyjaźnieniu. Natomiast samorząd studencki już o tym pomyślał. Według Dominika Lorenca, jedynym słusznym sposobem do rozpoczęcia studiowania jest tzw. obóz zerowy. Jest on organizowany jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego. Poza integracją z rocznikiem, można się wiele dowiedzieć na temat całego życia studenckiego. Jeśli jednak zabraknie czasu, a istnieje taka możliwość, samorząd organizuje kolejny, coroczny wyjazd do Sulejowa, gdzie wiek nie ma znaczenia. Spotykać się tam mogą studenci starsi z młodszymi. Wraz z upływem czasu, pojawia się chęć kolejnych podróży. Z tym także nie ma problemu. Co roku w trakcie weekendu majowego, organizowany jest międzynarodowy wyjazd, który można uznać za ewenement jeśli chodzi o wyjazdy organizowane przez samorząd. Gdy już wszyscy się zapoznają, przychodzi okres ciężkiej, ale przyjemnej pracy. Organizowane jest wtedy wiele ciekawych wydarzeń. Jeśli chcesz włączyć się w wolontariat, z tym także nie ma problemu, np. istnieje Wydziałowa Szlachetna Paczka. Jeżeli interesuje cię wymiana międzynarodowa, możesz zgłosić się do Komisji ds. Mobilności. Mają tam do zaproponowania Program Erasmus+ oraz MOST. Istnieje także zespół odpowiedzialny za organizację imprez. Przykładami tych wydarzeń są, Medionalia - w pełni organizowane przez Wydział Dziennikarstwa oraz Gardenalia,



(jednak w tym przypadku mamy do czynienia z imprezą organizowaną także przez inne wydziały). Te wydarzenia, są przeznaczone nie tylko dla studentów Uniwersytetu Warszawskiego, ale również dla gości zainteresowanych tego typu widowiskami. Do studentów są adresowane spotkania z osobami ze świata mediów, czy szkolenia dla poprawienia swoich umiejętności dziennikarskich. Skąd brać środki? Każdy radzi sobie , ak tylko może. Oczywistym jest, że na zdecydowanie więcej mogą pozwolić sobie samorządy studenckie. Przy organizacji tych większych wydarzeń jak Medionalia, znajdują one sponsorów, proszą dziekana o wsparcie finansowe oraz posiadają własny budżet, który przeznaczają na tego typu wydarzenia i działania. Głównym źródłem finansowym samorządów szkolnych jest Rada Rodziców. To ona przeznacza odpowiednie sumy pieniędzy na wsparcie realizacji wydarzeń szkolnych. Patrząc na działania samorządów uczelnianych warto jednak zapytać: Czy samorządy szkolne, także nie powinny mieć własnych budżetów albo głosu w sprawie tego, jak wydatkowane są szkolne pieniądze? Moim zdaniem udział w pracy samorządów jest znakomitą lekcją na przyszłość. Działanie na rzecz szkolnej i studenckiej wspólnoty poszerza perspektywę dotyczącą polityki i potrzeb ludzi. Jednak będąc działaczem samorządu studenckiego posiada się znacznie większe prawa i możliwości do realizacji własnych pomysłów, i wcielania ich w życie, czy dbania o dobro studenta, zaś w samorządach szkolnych przewodniczący mogą czuć się nieco przygaszeni, gdyż ich plany dotyczące szkoły często są „sprowadzane do parteru”. Myślę, że można byłoby pójść w kierunku upodobnienia samorządów szkolnych do studenckich, np. powinno się im dać więcej praw w obszarze wydatkowania pieniędzy na realizację zobowiązań wyborczych. Byłoby to w jakimś stopniu odciążeniem dyrekcji, która nie musiałaby przejmować się ciekawym życiem uczniów w szkole. Antoni Komsta ,,Polityka to moje hobby i część mojego życia"
Do tej instytucji może dostać się każdy, kto jest popularny w szkole i umie się zaprezentować. Wybory w danej gminie odbywają się demokratycznie, przez głosowanie w szkołach. Mowa o Młodzieżowej Radzie Gminy.


Kilkoro z moich znajomych jest radnymi Młodzieżowej Rady Gminy w Piasecznie. Wielokrotnie słyszałam opinię, że to jedna z najprężniej działających rad w Polsce. Na stronie Rady czytam, że dzięki niej zrealizowane zostały takie projekty, jak budżet młodych 2015, akcja Your Turn, toalety publiczne w centrum Piaseczna, centrum młodzieżowe, oświetlenie Górek Szymona, ściana street artu w Józefosławiu, "Maraton Pisania Listów", akcja ,,Masz Głos - Masz wybór", zadaszenie skateparku, WiFi w mieście. Każdego roku w lecie można obejrzeć film pod gołym niebem. Głosowanie nad repertuarem odbywa się oczywiście w Internecie. Projekt organizowany jest przez Radę od kilku lat i zazwyczaj przyciąga do kina wiele osób, które chcą połączyć obejrzenie świetnych filmów ze spędzeniem czasu na świeżym powietrzu. Organizatorzy zapewniają także wygodne leżaki i



ciepłe koce. Jest to jedna z głównych atrakcji w Piasecznie podczas wakacji. Według strony internetowej Rada przyczyniła się także do wybudowania jednego z nowocześniejszych skateparków w okolicy Warszawy, a także do wyremontowania jedynego parku w Piasecznie. Od wielu lat to miejsce straszyło wszystkich, było zaniedbane, trudno było znaleźć w nim ławkę, a po zmroku lepiej było tam nie chodzić. Gdy Młodzieżowej Radzie Gminy udało się przekonać burmistrza do przyjęcia projektu i jego realizacji, to miejsce zmieniło się nie do poznania. Nie tylko pojawiły się ławki, ale również odnowiono trybuny i wybudowano plac zabaw dla dzieci, oraz siłownię. Na tym właśnie polega praca rady - przedstawiają burmistrzowi projekty i doradzają dorosłym radnym w sprawach ważnych dla młodzieży. Pytam młodych radnych, dlaczego działają w Radzie. - Zrozumiałem, że siedzenie w miejscu i nic nierobienie niczego nie zmieni, i stwierdziłem, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce - mówi Janek Ciechomski, były przewodniczący Rady w Piasecznie, który ma 19 lat i już pracuje w telewizji Polsat. - Młodzieżowa Rada Gminy jest bardzo dobrym punktem startowym w kierunku kariery politycznej. Będąc w niej, można poznać wielu ludzi, którzy później mogą ci pomóc wybić się na tej właśnie drodze. Można nawiązać kontakty z politykami rangi regionalnej a także krajowej - dodaje Jakub Podraza, radny obecnej kadencji w Piasecznie. Moi rozmówcy deklarują, że nie traktują swojej działalności jako zabawy w politykę, a podchodzą do niej bardzo poważnie. - Dzięki niej nauczyłem się wielu podstawowych umiejętności, takich jak praca w zespole, radzenie sobie w trudnych, stresowych sytuacjach, kreatywne myślenie czy niekonwencjonalne rozwiązywanie problemów. Poznałem ludzi gotowych zmieniać świat, z którymi przez pięć lat pracowałem i którzy stali się moimi najlepszymi przyjaciółmi, prawdopodobnie na całe życie - mówi Janek Cichomski - Praca dostarczała mi unikalnych wrażeń, których nie zdobyłbym w żaden inny sposób. Jeżdżąc na szkolenia i warsztaty, zwiedziłem połowę Polski. Gdy pytam go o to, z czego jest dumny, Janek wymienia zrealizowane projekty - "Nauczyciela z Klasą", "Bitwę Wodną" i piaseczyński "Pokaż Talent". - Nabywamy tu doświadczenia w polityce.Dowiadujemy się,



jak funkcjonują urzędy i instytucje państwowe, uczymy się, jak prowadzić rozmowy i negocjacje - dodaje Jakub Podraza. Rada zajmuje się działaniami społeczno-obywatelskimi. Choć ściśle współpracuje z Radą Miasta, wydaje się być ponad partyjnymi podziałami. Obrady dorosłego i młodzieżowego komitetu według relacji młodych radnych przebiegają niemal identycznie. Spotkanie zaczyna się od podsumowania ostatnich posiedzeń, następnie przechodzimy do głównego tematu danej sesji. Całą naradę prowadzi przewodniczący a czasem opiekun. Po zrealizowaniu wszystkich punktów obrad można zaproponować swój pomysł na organizację wydarzeń - opowiada, była radna Weronika Spernacka. Niektórzy z jej członków myślą nad karierą polityka. - Nie chciałbym kończyć swojej przygody z polityką i na pewno w przyszłości postaram się o miejsce w Sejmie, Senacie lub we władzach samorządowych. Jest to moje hobby i również część mojego życia - mówi Kuba. Niektórzy już wykorzystali swoją szansę i pracują w Europarlamencie. Jeden z radnych, także dzięki doświadczeniu, które nabył w Radzie, otrzymał staż w Parlamencie Europejskim. Martyna Bobińska Czy ,,dziewiętnastoletnia posłanka” może zmienić świat?
Kilka osób - licealiści i świeżo upieczona studentka. Chcą wnieść więcej oryginalności i świeżości w polską politykę, są gotowi, aby ciężko pracować. Martyna, Sandra, Maciek, Ola i Wiktoria postanowili założyć partię.


Rówieśnicy są sceptyczni. Pytają ,,Po co?” albo ,,Czy warto?”. Jak twierdzą, nie przejmują się opiniami innych. Determinacja, wsparcie ze strony najbliższych oraz chęć zmian są silniejsze od nich. Do niedawna sama utożsamiałam się z tą grupą. Po pewnym czasie stwierdziłam, że to nie jest jeszcze czas na mnie. Jak narodził się pomysł stworzenia własnej partii? Wiktoria, główna inicjatorka pomysłu założenia własnej partii mówi: “Sam pomysł narodził się dość niedawno. W dzieciństwie miałam marzenie, aby zostać posłanką, ale nigdy nie sądziłam, że mogłabym myśleć o tym na poważnie. Dziś jestem niemal pewna, że chciałabym związać swoją przyszłość z polityką”. Wiktoria studiuje stosunki międzynarodowe. Zachęca do tego znajomych. Lubi działać, jest zaangażowana w wiele przedsięwzięć. Znajomi często nazywają ją „dziewiętnastoletnią posłanką”. Deklaruje, że nie boi się zmian. Program polityczny i główne założenia. Na razie Wiktoria nie zdradza za dużo. Działania w sprawie partii mają ruszyć na początku stycznia. Na razie pojawiają się pomysły: podnieść podatki, rozwinąć szkolnictwo, sfinansować rozwój wiejskich szkół. Do swoich planów wliczają także zmianę polskiej gospodarki w centralnie planowaną. Pojawiają się też pomysły dobrze znane z postulatów innych partii: usprawnienie sądownictwa, skrócenie kolejek u lekarzy poprzez tworzenie nowych przychodni oraz szpitali. Zależy im również na odbudowie polskich stoczni, poprawieniu jakości polskich dróg, rozwoju infrastruktury oraz inwestowaniu w polskich producentów. Czy to możliwe, że młodzi ludzie mogą zmienić politykę? Wiktoria uważa, że wszystko jest zależne od nas.,,Wszyscy startują z podobnym ekwipunkiem, to tylko od naszego charakteru, determinacji, zapału oraz chęci zależy, czy uczynimy z niego potężny



bagaż pełen emocji, wspomnień i przygód, czy zamkniemy go w worze pełnym sprzeczności. Pozycja młodych ludzi w Polsce jest niezwykle ważna" A co z finansami? Wiktoria była zaskoczona tym pytaniem: ,,Na razie nie chcę nic mówić na ten temat. Dziś cały świat kręci się wokół pieniędzy, które oczywiście są istotne, ale nie odgrywają najważniejszej roli. Jeśli będziemy właściwie działać, pieniądze przyjdą same’’. Ale zdecydowanie odpowiada, czego Polska potrzebuje „Odrobiny spokoju oraz stabilności, Polacy nadal żyją niepewnie, ze strachem o kolejny dzień i właśnie dominująca partia polityczna powinna pomóc wyjść obywatelom z opresji, powinna pokazać bezpieczną drogę, która pożegna kryzys oraz zakłopotanie. Młodzi mają wiele do powiedzenia.” - mówi początkująca polityczka. Wiktoria uważa, że współczesne młodzieżówki nie są dla niej, nie widzi siebie w żadnej z nich. Lubi tworzyć coś nowego, coś, czego jeszcze nie ujrzał świat, bez żadnych kopii… Jak wygląda jej działalność na innych płaszczyznach? Wiktoria tak naprawdę dopiero od roku jest aktywna społecznie. Dołączyła do studenckiego samorządu, ma na swoim koncie kilka akcji charytatywnych, wstąpiła do gminnej drużyny wolontariackiej. Uważa, że właśnie teraz ma przed sobą ogromne pole do działania. - ,,Aby zmienić Polskę, trzeba przede wszystkim działać, pracować, ocierać pot z czoła, wychodzić do ludzi, nie bać się zapewniać i obiecywać, oraz kierować się własnym sumieniem. Polsce brakuje ludzi aktywnych" - mówi zdeterminowana Wiktoria. Grzegorz Rzeczkowski w swoim artykule w tygodniku ,,Polityka” napisał, że z zakładaniem partii jest, jak z szukaniem złóż gazu łupkowego. Duże wyzwanie, jeszcze większe ryzyko. No właśnie… Założenie własnej partii politycznej to wcale nie taka prosta sprawa. Logo, nazwa, zebranie 1000 podpisów, statut, współpraca z koleżankami i kolegami z partii, podział ról, zasady działania, reguły zapisania się do partii oraz opuszczenia jej. To tyle na początek. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Anna Pińczuk Kalisz: Bycie politykiem to sztuka
Jeśli ktoś się decyduje być w polityce, to musi mieć świadomość, że będzie atakowany, będzie musiał polemizować – mówił Ryszard Kalisz w rozmowie z Maciejem Gardzielikiem.


Maciej Gardzielik: Jakimi cechami powinien wyznaczyć się początkujący polityk, żeby osiągnąć sukces? Ryszard Kalisz: Wszystko zależy, jak rozumiemy sukces. Mamy zasadniczo dwie definicje sukcesu politycznego - oczywiście w dużym uproszczeniu. Pierwsze rozumienie polityki jest arystotelesowskie: polityka to działalność na rzecz dobra wspólnego. Drugi typ to polityka w rozumieniu Machiavellego, czyli politykiem zostaje się dla sprawowania władzy, która jest celem samym w sobie. Ja oczywiście zachęcam, żeby ci  którzy chcą być politykami, wybierali tę pierwszą drogę, czyli działalność polityczną rozumianą jako działalność dla dobra wspólnego, dla obywateli, dla poszanowania godności tychże obywateli. Często osoby niebędące politykami jako pierwszy problem polityka, który zaczyna swoją karierę, wskazują brak wykreowanego wizerunku. Zgadza się Pan z tym? Rozpoznawalność i sława polityka nie jest, wbrew pozorom, warunkiem jego skuteczności. Oczywiście polityk musi, jeśli chce startować w wyborach, przeprowadzić kampanię i przedstawić swój program, ponieważ ludzie muszą chcieć na niego zagłosować. Chociaż i to nie bywa warunkiem koniecznym. Niezbadane są motywy decyzji wyborców podejmowanych przy urnach wyborczych. Często głosuje się



na nazwisko, na to, że ktoś ma nazwisko podobne do kogoś, kto jest popularny i z wielu innych powodów. To świadczy po prostu o niewyrobieniu części społeczeństwa. Natomiast, każdy, kto jest członkiem rady gminy, województwa czy parlamentarzystą, to dla osiągnięcia swoich celów musi zabiegać o posłuch u wyborców. Z tego powodu powinien mówić mądrze, właściwie, tak żeby ludzie go chcieli słuchać a media przedstawiać. Chociaż dzisiaj, w dobie internetu, pomoc mediów nie jest wcale warunkiem koniecznym. Obecnie polityk może siebie wypromować na własną rękę za pomocą na przykład fanpejdży. W społeczeństwie pokutuje obraz młodego polityka jako,  podnóżka prezesa” lub podawacza kawy. Czy to faktycznie tak wygląda? Musimy rozdzielić od tego, co mówimy partie polityczne w Polsce, które są zasadniczo partiami scentralizowanymi o charakterze aparatowym, o dużej roli przywódcy i jego najbliższego otoczenia. Niestety takie partie mają w Polsce przewagę, ale to nie jest dobry model funkcjonowania partii politycznej. Partie powinny być bardziej otwarte na dyskusję i wymianę poglądów. W takich partiach młodzi politycy mają o wiele większą rolę do odegrania i wcale nie muszą nosić teczki. Niestety w partiach aparatowych sytuacja młodych polityków jest o wiele gorsza i jest to zjawisko złe. Odnosząc się do partii, w jaki sposób najlepiej zacząć taką karierę polityczną? Od utworzenia własnej partii, wstąpienia do istniejącej czy pozostać niezrzeszonym? Założenie własnej partii jest w ogóle bardzo trudne i powinni to robić politycy dojrzali. Tacy, którzy mają swoją pozycję. Dla małej grupy ludzi szerzej nieznanych, założenie partii jest bardzo trudnym przedsięwzięciem. W Polsce mamy bardzo dużo partii, która nie wyczerpuje jeszcze w całości zapotrzebowania wyborców, ale zapewnia spore możliwości wyboru. Rozumiem, że partie wodzowskie, które są w sejmie, mogą przysporzyć młodemu politykowi wiele stresu i trudności? Niekoniecznie. Jeśli ktoś się decyduje być w polityce, to musi mieć świadomość, że będzie atakowany, będzie musiał polemizować. To jest normalny element życia politycznego i życia jako takiego. Jeśli komuś ten stan przeszkadza i go stresuje, to nie nadaje się na polityka. Według zdecydowanej większości sondaży zawód polityka nie cieszy się zbyt dużym zaufaniem społecznym. Czy to przekłada się jakoś na życie codzienne lub prywatne polityka? Nie, po pierwsze ja jestem specyficznym politykiem, ponieważ działam jako adwokat i tylko wypowiadam się politycznie, jednak nie spotykam się z żadną wrogością. Wręcz przeciwnie, spotykam się z dużą ilością życzliwości na ulicy od ludzi mi zupełnie nieznanych.



Nie tylko w Polsce, też w kilku innych krajach. Czy jeśli osoba związana z polityką zaczyna działać w jakiejś innej gałęzi, to czy ten wcześniejszy zawód jakoś wpływa na kontakty z ludźmi/klientami? Mógłby Pan przytoczyć tu przykład swojej kancelarii adwokackiej. Na pewno rozpoznawalność przynosi pewne korzyści, ale też ma wiele negatywów. Z jednej strony przychodzą się ogrzać w blasku popularności, a z drugiej strony niektórzy bardzo negatywnie odnoszą się do takiej osoby, np. sędziowie. Na to nie mamy wpływu. Jakie konsekwencje niesie za sobą zostanie osobą publiczną? Niestety, bardzo dużo negatywnych. Ludzie interesują się życiem prywatnym, osobistym, rodzinnym, majątkiem, w zasadzie wszystkim. Nie ma się właściwie prywatności i to nawet w otoczeniu sąsiedzkim. Jest całe grono donosicieli, którzy lubią robić zdjęcia i wysyłać je do różnych tabloidów czy osób. Taka sytuacja jest bardzo uciążliwa, szczególnie dla rodzin. Czasem bywa też bardzo przyjemna, kiedy ludzie się uśmiechają, rozpoznają, podchodzą porozmawiać. Na szczęście mi się nie zdarzają nieprzyjemne sytuacje. W moim przypadku jest to bardziej chęć rozmowy. Na jakie wyrzeczenia musi się zdobyć polityk, żeby móc dobrze funkcjonować w tym zawodzie? Nie ma wyrzeczeń jako takich, ale polityk ma bardzo ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o dopuszczalne zachowania. Można powiedzieć, że jest cały czas na widelcu. Nie może zostać przyłapany pijanym itd. Czy politycy są już przywiązani do tego zawodu, czy mają możliwość odejścia od polityki? Człowiek powinien decydować się na zostanie politykiem, kiedy jest już osobą doświadczoną. Poza tym o wiele łatwiej się działa w życiu publicznym, kiedy ma się jakieś zaplecze i nie jest się uzależnionym od tej profesji. Wtedy ma się większą świadomość podejmowanych decyzji. Czy ostatnio coraz popularniejsze młodzieżówki są dobrym rozwiązaniem dla młodych ludzi, aby w przyszłości zostać politykami? Dobry wstęp do świata polityki mogą zapewnić młodzieżówki, które mają samoświadomość albo swoją pozycję polityczną, swoje zdanie. Nie opłaca się być w młodzieżówkach, w których człowiek jest zależny od swych starszych kolegów. Ja uważam, że młodzieżówki powinny mieć podmiotową rolę w swoim ugrupowaniu. Jest ktoś, od kogo młodzież może uczyć się zawodu polityka? Bycie politykiem to jest kwestia osobowości, kwestia umiejętności zajmowania się sprawami innych. Samego zawodu polityka, od strony technicznej,



powinno się uczyć, mam tu na myśli kwestie pijarowskie; formułowanie myśli, zachowań, reakcji, wypowiedzi. Bycie politykiem to sztuka i zarazem rzemiosło, którego można się nauczyć. Wielu młodych ludzi uważa, że nie da się osiągnąć w polityce niczego bez pomocy osób od nas wyżej postawionych. Jak się Pan do tego stwierdzenia odnosi? Bzdura zupełna. Polityka to jest umiejętność rozmowy z obywatelami, a nie z kontaktami. Jeśli człowiek umie przemówić do ludzi to wyjdzie na tym o wiele lepiej, niż gdyby szukał kontaktów, które go pociągną. Maciej Gardzielik Młodzieżówki jako narzędzia w rękach partii?
W Polsce zarejestrowane są 72 partie. Za to młodzieżówek partyjnych, czyli przybocznych organizacji partii politycznych jest tylko… 10. Czy Hannah Arendt miała rację mówiąc, że "Im mniej polityki, tym więcej wolności"? Polityka to ograniczenia?


Do młodzieżówek partyjnych należy ok. 16 5 tys. młodych ludzi. Zrzeszają one osoby między 16  a 30 rokiem życia. To dane z 2012 roku. Obecnie nie wiadomo, ile dokładnie jest takich organizacji, ale można spodziewać się, że lawinowo ich nie przybyło. Jak podkreśla Tomasz Kaniecki ze Stowarzyszenia "Młodzi Demokraci", ich młodzieżówka okresy świetności przeżyła w latach 2004 - 2007. Młodzi Demokraci, młodzieżowa organizacja Platformy Obywatelskiej, rosła wtedy na fali obietnic koalicji PO-PSL (2004 rok) oraz pierwszych rządów PiS-u (2005-2007). To wcale nie oznacza nadal, że młodzi obywatele tracą wpływy. Wielu działaczy młodzieżówki przechodzi do struktur Platformy Obywatelskiej. Jednak Kaniecki mówi, że gdyby miał wybierać jeszcze raz, to nie wybrałby kariery politycznej. Twierdzi, że przebywanie w takich stowarzyszeniach ogranicza się do organizacji akcji charytatywnych, które też są potrzebne, ale w dużym stopniu nie zachęcają młodych obywateli. Stwierdza, że jakby polityka dawała takie możliwości rozwoju, jak prywatne firmy, to na pewno więcej osób byłoby w niej obecnych. Byłaby ona bardziej ceniona. Czy to oznacza, że młodzież nie jest zainteresowana polityką i wpływem na nią? Protesty w obronie wolnych sądów wyprowadziły



na ulice tysiące obywateli. Wśród nich można było zobaczyć wielu przedstawicieli pokolenia Y i Z. Wielu komentatorów zastanawiało się - dlaczego? Co się zmieniło, że młodzi tak się zaangażowali? Skąd na to brać? Partie polityczne korzystają z subwencji, czyli bezpowrotnych pieniędzy przekazywanych przez państwo. Wykorzystują te pieniądze w różnych celach: kontaktach z wyborcami, zatrudnianiem ekspertów, utrzymaniem biura i struktury. A co z młodzieżówkami? W większości przypadków nie dostają one ani grosza od partii. Utrzymują się ze składek członkowskich. Każdy stowarzyszony wpłaca taką składkę co miesiąc, wynoszącą ok. 5 zł. Można uznać, że to sprawiedliwy układ, ale z drugiej strony, gdzie tu tak potrzebne w obecnych czasach, wsparcie materialne od starszych kolegów? Od młodzieżówki do wielkiej polityki. Przykładem przedstawiciela z młodzieżówki, który robi karierę w parlamencie, jest Władysław Kosiniak-Kamysz. Przypomnijmy, że w rządzie koalicji PO-PSL był on najmłodszym ministrem (pracy i polityki społecznej). Zdarza się, że partie wychodzą z inicjatywą zaangażowania swoich stowarzyszeń w imprezy, które nazywamy "czysto marketingowymi". Jak mówi Emil Sawicki z Forum Młodych Ludowców (FML) ich akcje, to akcje miękkie, na które poważni politycy nie mogą sobie pozwolić. Zatem zmierzamy tutaj do zadań. Te opierają się głównie na bezpośrednim wsparciu macierzystej partii. FML często organizuje happeningi i inne inicjatywy społeczne takie jak, np. wysyłanie kartek bożonarodzeniowych z życzeniami dla mieszkańców Warszawy, sianie rzeżuchy na święta Wielkanocne oraz sadzenie drzew. Większość zadań skupia się na lokalnych wydarzeniach. Młodzieżówki są też czujne w Internecie, ale nie biorą udziału w debatach publicznych. Robią za tło dla wielkich speechów partii. Nie da się ukryć, że to m.in. one tworzą “bum frekwencyjne” na protestach odpowiadających poglądom ich partii. Nie wychowuj sobie politycznego rywala. Jak wygląda kariera polityczna działacza młodzieżówki? Na początku rozgląda się za stanowiskiem przewodniczącego czy sekretarza własnej organizacji, a potem rusza do ataku i trafia na listy wyborcze. Tak właśnie zostaje rywalem swoich mentorów. Młodzi już wydeptują sobie miejsca na scenie politycznej. Jak się okazuje, łatwiej jest wejść do wielkiej polityki z młodej partii. Wielu posłów ruchu Kukiz'15, to przedstawiciele pokolenia dwudziesto- i trzydziestolatków.



Średnia wieku w tym klubie jest kilkanaście lat mniejsza, niż w innych na polskiej arenie politycznej. To pierwsza kadencja dla tego ugrupowania. Jednym z przedstawicieli Kukiz'15 jest Jakub Kulesza, który mówi, że Paweł Kukiz celowo postawił na młode osoby. Poseł docenia wkład i zaangażowanie swoich kolegów: "Widzę, że to się sprawdza i zauważam, że przykładają się oni o wiele bardziej do swojej pracy. Mają bardziej otwarte umysły, często nie wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i to robią. Składają nowatorskie projekty ustaw i sami są otwarci na głos młodych ludzi." Idąc tropem młodzieżówek, młodzieżówka Kukiz'15, jak mówi poseł, działa na trochę innych zasadach: "Inaczej rozłożyliśmy akcenty. Kluby młodych Kukiz'15 funkcjonują oddolnie i w sposób rozproszony, tzn. nikt nie wyznacza szefa ani lidera. Żadna osoba nie potrzebuje z góry namaszczenia.” Dobrze, ale szczerze, jak długo to potrwa? Kampanie wyborcze To chyba najbardziej gorący okres dla partii politycznych i klubów młodych. Misterne plany opracowywane są bardzo wcześnie i realizowane są z zegarmistrzowską precyzją. O dobry wynik partii walczy każdy, a zaangażowani są nawet niepełnoletni. Do czego potrzebne są młodzieżówki? To one stoją za przyszłymi prezydentami i machają polskimi flagami zza ich ramion. Mówi się, że są od noszenia plakatów, ale czy na pewno? "My będziemy starać się, aby młodzi ludzie byli od działania realnego i od startowania na czołowych listach. O tym, kto, gdzie będzie startować, zadecyduje w dużym stopniu wiek danego kandydata." - tak komentuje sprawę poseł Kulesza. Sawicki rozkłada to na dwie struktury. Otóż osoby silniej zaangażowane w codzienną pracę rzeczywiście pomagają kandydatom, natomiast osoby, które rzadziej uczestniczą w działaniach wewnętrznych, rzadziej udzielają się w kampaniach wyborczych.



Ważnym aspektem jest także fakt, że żeby zostać członkiem FML, trzeba być członkiem PSL, co od niedawna zapisane jest w statucie stowarzyszenia. Chcemy, żeby świat był lepszy? Nie ma wyjścia. Musimy się zaangażować. Młodzieżówki są tylko jedną z opcji. Jak widać trochę upadającą, ale jednak jakąś. Trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wstępując w jej szeregi, na pewno chcemy godzić się na branie udziału w charytatywnych akcjach, praktycznie niezwiązanych z „wielką polityką”? Iwona Oskiera Róża Thun: Wszystko jest możliwe.
,,Kilka tygodni temu, gdy walczyłam o zniesienie roamingu i przychodzili do mnie lobbyści mówiący, że jest to niemożliwe, zdenerwowałam się i wstałam zza biurka. Wyciągnęłam przed siebie ręce i powiedziałam, że ja tymi dziesięcioma palcami obalałam komunizm, a pan mówi, że nie da się znieść roamingu? - mówi europosłanka Róża Thun w rozmowie z Małgorzatą Domagałą.


Małgorzata Domagała: Chciałabym z Panią porozmawiać o organizacjach pozarządowych z perspektywy polityka. Róża Thun: Ja już nie zajmuje się organizacjami pozarządowymi. Ale była Pani kiedyś związana z fundacją im. Roberta Schumana. Nawet ją prowadziłam! (śmiech) Ciekawe przejście, bo przecież organizacje pozarządowe nie powinny być związane z polityką? Nie jestem przekonana czy organizacje pozarządowe nie powinny być związane z polityką. Może nie z partią, ale z polityką? Przykładem może być moment, gdy fundacje ekologiczne walczą o zakończenie wycinki w Puszczy Białowieskiej, a polski rząd jest oskarżany przez Trybunał Sprawiedliwości UE o łamanie prawa europejskiego. To jest polityka. Organizacje pozarządowe muszą być



aktywne w życiu politycznym i publicznym. Problemem jest fakt, że w Polsce nie rozgranicza się polityki od polityki partyjnej. W Fundacji im. Roberta Schumana zajmowałam się pierwszą z nich — angażowałam się bardzo w to, aby Polska weszła do Unii Europejskiej. To była działalność polityczna, a nie partyjna. Skoro miała Pani wpływ na politykę, to dlaczego wstąpiła Pani do partii? Do partii wstąpiłam, gdy nie byłam już związana z Fundacją im. Roberta Schumana. Przed kandydowaniem do Parlamentu Europejskiego z list PO przez kilka lat pracowałam w Komisji Europejskiej. Gdy zostałam członkiem frakcji Europejskiej Partii Ludowej, której polskimi członkami są PO i PSL, dołączenie do partii stało się naturalnym krokiem. Czy Pani wpływ na politykę po wstąpieniu do PO stał się większy? Trudno jest to porównywać. Polityka bez dobrze zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego nie istnieje. Na nie składa się wiele elementów, z których najważniejszym są organizacje pozarządowe. To one działają najbliżej ludzi, znają ich problemy, są ich głosem. Politycy muszą słuchać głosu społeczeństwa, bo bez tego, nic dla niego nie zrobią. Postulaty i działania organizacji pozarządowych muszą się przekładać na decyzje tworzące prawo. Są to dwa równorzędne ogniwa, które muszą współdziałać. Polityk bez organizacji nie funkcjonuje, a organizacje muszą w jakiś sposób przekładać swój głos na przepisy, które tworzą politycy. Co organizacje pozarządowe mogą zrobić, aby być skuteczniejszymi? Sądzę, że najważniejszą rolę w tej kwestii odgrywają, jednak politycy i media. Politycy muszą wspierać organizacje pozarządowe, a media nagłaśniać ich działania. Społeczeństwo musi wiedzieć, jak może się lepiej organizować. Kto zajmie się lepiej np., kwestią zieleni, jeżeli nie dana społeczność oraz samorząd? W Polsce, w tej chwili nie prowadzi się dialogu z organizacjami. Są one wręcz ignorowane. Co więcej, uważam, że rządy, które mieliśmy do tej pory w Polsce, za mało zwracały uwagę na społeczeństwo. Jest to skutek tego, że nawet politycy, którzy wchodzą na arenę polityczną z organizacji pozarządowych, zapominają, że ich zapleczem są właśnie one. To z ich wiedzy powinni czerpać. Nie chodzi o jedną wybraną organizację pozarządową, bo nie może być mowy o ich upartyjnianiu, ale o wiele różnych. I nie może być mowy o promowaniu siebie, i zdobywaniu



popularności, wykorzystując ciężką pracę działaczy ngosów. Czy napotkała Pani takie zachowania podczas swojej pracy w fundacji? Wielokrotnie np., podczas Parady Schumana, na której jednoczyło się wielu ludzi. Tam pojawiali się politycy, wcześniej nieskorzy do udzielenia wsparcia fundacji. Co było kluczową trudnością napotkaną podczas pracy w fundacji im. Roberta Schumana? Nastawienie ludzi, sądzących, że skoro jesteśmy społecznikami, to mamy nimi być. Nie brali jednak pod uwagę tego, że nawet jeżeli ja pracuje za darmo, to muszę opłacić telefon, biuro oraz księgową. Fundacje na takie cele powinny mieć fundusze z urzędu. W innych krajach są wdrażane działania w tym zakresie, np. zabiega się o granty na istnienie organizacji. W Polsce nie jest to rozwinięte. W Polsce fundacje za takie działania są nawet atakowane. Ja robiłabym bardzo surowe kontrole, przy czym coroczne sprawozdania finansowe również powinny pozostać. W Polsce są fundacje połączone z partią rządzącą, które takich raportów nie sporządzają i nikt ich nie sprawdza. Jawność wszystkich organizacji jest ważna, ale trzeba dawać im szansę na funkcjonowanie. My w fundacji nie mieliśmy pieniędzy, co bardzo utrudniało nasze działanie. Z tego, co pamiętam, nie było nawet możliwości odpisania od PITu jednego procenta, co ja uważam za i tak niewystarczające.



Na koniec chciałabym zapytać o początek, czyli lata 70’. Już wtedy działała Pani aktywnie na rzecz społeczeństwa? Tak, na studiach byłam rzecznikiem Studenckiego Komitetu Solidarności, a było to jeszcze przed , Solidarnością''. To był czas, gdy w Warszawie tworzył się Komitet Obrony Robotników. Nasza krakowska organizacja ściśle współpracowała z warszawskim KORem. To był bardzo intensywny czas w moim życiu. Jaką lekcję Pani wyniosła z tamtych doświadczeń? Nauczyłam się prowadzenia rozmów, przełamywania lęków, trzymania się tego, co ważne oraz poznałam wielu ludzi. Zrozumiałam co to dobra organizacja. Organizowaliśmy dużo inicjatyw tak, żeby ubecja nie dorwała się do naszych materiałów, choć nie zawsze się udawało. Co wyniosła Pani z czasów swojej młodości? Dobre samopoczucie. Mogłam dołożyć swoją cegiełkę do pozytywnych zmian zachodzących wtedy w Polsce. Ja także przyczyniłam się do ówczesnych przeobrażeń ustrojowych. Jest to też powód, dla którego zależy mi na tym, żeby Polska pozostała demokratyczna. Oddałam najlepsze lata młodości na walkę, po to, aby taką była. Kilka tygodni temu, gdy walczyłam o zniesienie roamingu i przychodzili do mnie lobbyści mówiący, że jest to niemożliwe, zdenerwowałam się. Wstałam zza biurka, wyciągnęłam przed siebie ręce i powiedziałam, że ja tymi dziesięcioma palcami obalałam komunizm, a pan mówi, że nie da się znieść roamingu? Przerażony wyszedł z mojego biura, myśląc, że ma do czynienia z wariatką (śmiech). Mam wrażenie, że przez to  iż całą sobą byłam zaangażowana w walkę przeciw komunizmowi, a raczej w walkę o wolność Polski, a później o jej wejście do UE, nauczyłam się, że jeżeli człowiek się w coś zaangażuje to wszystko, mu się uda. Mam poczucie, że moje oddanie w wielką sprawę, choć było tylko kamyczkiem, przyniosło rezultat. Wszystko jest możliwe. Bardzo dziękuję za rozmowę. Małgorzata Domagała Bruksela - taka piękna jak ją malują?
Czy każdy z nas nie marzył o stażu w Parlamencie Europejskim? Każdego frapuje, czy czas tam spędzony jest wart tak szybko ubywającej młodości. Czy jest to ciekawy pomysł na spędzenie 3 miesięcy swojego życia? Większość z nas myśli, że jest tylko jedyna droga do poznania Parlamentu ,,od kuchn"i, a student rusycystyki, Tomasz Goliński udowodnił mi  że istnieją inne drogi.


Jego historia pokazuje, że polityka daje o wiele więcej możliwości, niż tylko sława czy znajomości. Przed paroma laty brał on udział w trzymiesięcznym stażu właśnie w Parlamencie Europejskim. Dostał się tam dzięki temu, że jego kolega nie mógł pojechać, a on wykorzystał daną mu okazję - chciał przekonać się, jak to jest naprawdę. Gdy każde z nas rozsiadło się wreszcie wygodnie w fotelu, czekając na kawę, zaczęliśmy luźno rozmawiać o doświadczeniach Tomasza. Wraz z pojawieniem się kawy, zaczęła się jednak poważna część naszego spotkania i jego opowieści. Pierwszym zaskoczeniem był brak pełnego finansowania, uczestnicy musieli sami opłacić sobie przybycie. Tomasz wynajął pokój w mieszkaniu, w którym mieszkał wraz ze Szwajcarem i Syryjczykiem. Dla takiego stażysty jak on  ważna jest również



specyfika miasta, w którym żyje się przez te trzy miesiące - Tomek narzekał na szybko zamykające się sklepy i brak życia nocnego. Sam staż wspomina z rozczarowaniem, mówi mi o braku zorganizowanych warsztatów oraz zajęć. Życie praktykantów w Parlamencie Europejskim wyglądało raczej monotonnie. Mieli oni szeroki wachlarz debat do wyboru. No właśnie, jedynie debat. Pracował on także jako tłumacz języka angielskiego. Ciekawie wspomina sposób pracy. Zdziwiło go  jak wielki wpływ na pracownika ma otoczenie, w jakim wypoczywa. Opowiadał mi o tym, jak tłumaczył napisy angielskie na język polski. Praca ta była trudna ze względu na to, że musiał on zmieścić się w wymaganym limicie znaków - każda litera miała znaczenie! Mówi, że „siedział” nad pewnym tekstem i już nic nie mógł wymyślić, jego kolega zaproponował mu krótki spacer po siedzibie i zatrzymanie się przy stawiku. Chwila odpoczynku spowodowała, że praca szła o wiele lżej, jak i przyjemniej. Jednak gdy pytam, czy warto jechać, bierze głęboki oddech i mówi, że tak. Tomek broni stażu, usprawiedliwiając niezorganizowanie zbliżającymi się wyborami do parlamentu. Pytam, więc dlaczego zdecydował się wyjechać oraz co mu dały te praktyki? Tomek się uśmiecha i zaczyna opowiadać o nowych znajomościach. Najciekawszą stroną całego szkolenia jest wymiana myśli z ludźmi z innych krajów. Przekonanie się, jak oni postrzegają pewne aspekty dotyczące polityki - co o niej myślą, co czują i jak widzą ją ze swojej perspektywy. Tomek utrzymuje kontakt z dwiema lub trzema osobami ze stażu, wymieniają oni wiadomości na temat bieżącej polityki. Gdy na sam koniec pytam, czy poleciłby innym taki wyjazd, to potwierdzająco kiwa głową, ale szybko dodaje, że chyba tylko jeden raz w życiu. Julia Andrusiak "Would the house please come to order?"...
..."Czy izba mogłaby się uspokoić?", czyli co się dzieje, kiedy młodzi ludzie biorą się za wielką politykę.


Kilkadziesiąt osób wystrojonych w garnitury, czarne sukienki i szpilki, zasiada w eleganckich salach konferencyjnych. Mówią do siebie wyłącznie po angielsku, na dodatek określają się w trzeciej osobie. Przed nimi stoją tabliczki z nazwami państw i ich flagami. Nagle zapada cisza. Tłum wznosi plakietki w górę w geście zgody. Najpierw pewni swego, zgłaszają się sponsorzy ustawy. Za nimi idą zaprzyjaźnione państwa. Rezolucja została przyjęta. Przypomina to siedzibę ONZ, z tą drobną różnicą, że obrady są symulowane, a delegaci nie przekroczyli trzydziestki. MUN, skrót od Model United Nations, to inicjatywa, której początki sięgają założenia "prawdziwego" ONZ. Współcześnie MUN-y odgrywają ważną rolę w życiu studenckim na całym świecie, a w Polsce zauważalna jest moda na udział w takich wydarzeniach wśród licealistów. Jak wygląda MUN? Osoba zainteresowana udziałem w obradach wypełnia formularz, pisze list motywacyjny i wskazuje preferowaną jednostkę, w której chciałaby brać udział. Potem aplikujący/a otrzymuje odpowiedź do którego komitetu, rady lub komisji został/a zakwalifikowany/a, jakiego kraju delegatem będzie i, co najważniejsze, jaki jest temat dyskusji. Jednostki są różne



w zależności od liczebności konferencji. Prawie zawsze obraduje ECOSOC - Economic and Social Council oraz HRC - Human Rights Council, który to podczas MUNu w Kijowie, jak podaje uczestniczący w obradach Wiktor, rozważał temat “Humanitarian crisis in Myanmar”. Tak oto uczeń klasy drugiej liceum musi dowiedzieć się, jakie jest stanowisko Finlandii na ten temat, aby podczas obrad ostatecznie napisać z innymi delegatami rezolucję, która uczyni świat lepszym. Przebieg obrad jest bardzo formalny, zarządza nimi przewodniczący, który ma do dyspozycji swojego zastępcę deputy. Należy ubrać się w odpowiedni sposób i wypowiadać się w trzeciej osobie. Przykład? „Delegate of Norway, please approach the podium and make your speech”. Każdy delegowany przygotowuje policy statement, czyli pogląd na sprawę z perspektywy jego lub jej państwa. Opracowanie takiego dokumentu dokonuje samodzielnie i nie powinien on odbiegać od prawdziwej polityki kraju. Jest to okazja dla delegata, aby wyszukał informacje na temat rezolucji, by później móc aktywnie uczestniczyć w obradach. Najlepsi zostają nagrodzeni wyróżnieniem najlepszego delegata. Zapytani o swoje wrażenia, młodzi ludzie w pierwszej kolejności zwracają uwagę na inne aspekty. Jak mówi Alex, uczeń II LO im. Stefana Batorego o swoich wspomnieniach z konferencji: "Z perspektywy uczestnika zyskujesz niepowtarzalną możliwość porozmawiania na niecodzienne tematy i świetnej zabawy podczas social eventu". Wojtek z LO im. M. Kopernika dodaje, iż dla niego liczy się, że komitety są ogarnięte i mają sensowne tematy, organizatorzy są komunikatywni i  bardzo ważne – nie brakuje wegańskiego jedzenia. W Polsce prym wiodą konferencje organizowane przez licea. W samej Warszawie konferencje wyrastają, jak “grzyby po deszczu”. WawMUN, od wielu lat tworzony przez liceum imienia Stefana Batorego, ściąga ludzi z całej Europy. Poza tym do gry wchodzi LO im. M. Kopernika z CoMUN-em, który odbył się w ostatni weekend listopada. Dlaczego uczniowie Kopernika zdecydowali się zorganizować tę konferencję? Jakub Borowy, jeden z organizatorów tłumaczy: „Potrzeba samorealizacji, chęć propagowania idei dyplomacji i dyskusji jako formy rozwiązywania problemów, poznanie nowych ludzi, no i mega doświadczenie, bo to jest coś unikatowego, że mam



pod sobą w zespole prawie pięćdziesiąt osób i czterdzieści pięć tysięcy w budżecie”. Licealiści z innych miast nie pozostają w tyle: V LO we Wrocławiu organizuje WrocMUNa, a TriMUN w Gdyni od lat pozostaje w wydaniu III Liceum Ogólnokształcącego im. Marynarki Wojennej RP. Największym akademickim MUN-em jest PolMUN, współtworzony przez SGH, UW  Uniwersytet SWPS i Akademię Leona Koźmińskiego. O ile na stronie mymun.net większość ofert pochodzi od uniwersytetów, na naszym rodzimym poletku to licealiści działają w tym kierunku pod otoczką wpisów do CV, nawiązywania nowych znajomości i zainteresowania polityką międzynarodową. Czasami jednak chodzi o legendarnego sociala. Jak odpowiada Wojtek: “Na pewno dla pewnych osób sociale są bardzo ważne”. Alex uzupełnia: "Delegatom mogę doradzić, żeby starannie przygotowali się z wiadomości o danym kraju, bo z tym bywają problemy". MUNy są więc "cool’’, można pogadać o polityce, a do tego rozerwać się z ludźmi z różnych stron Polski, a nawet świata. Zjazd może zorganizować prawie każdy. Na stronie mymun.net znajdują się specjalny program umożliwiający prowadzenie oraz podstrony z wymienionymi planowanymi konferencjami, i opłatami za nie. Korzyści są wymierne, jak mówi Wiktor, dziesięciokrotny uczestnik MUNów: „MUNy to nie tylko świetna zabawa, ale też bardzo rozwijające zajęcie. Dzięki nim zdecydowanie lepiej i płynniej mówię po angielsku, i potrafię bardziej przekonująco argumentować swoje zdanie. To wszystko oczywiście, tylko jeśli jest się naprawdę aktywnym na obradach, co na początku przychodzi ciężko, ale warto się przełamać”. Wiktor pełni funkcję deputy chaira i mówi, że nie ma czasu na dłuższą rozmowę, bo jego izba właśnie opracowuje rezolucję odnośnie do wcześniej wspomnianego kryzysu w Birmie. Po długich kłótniach i naradach w kuluarach Narody Zjednoczone zdecydowały, iż  "Kraje, niżej podpisane wzywają rząd Birmy do wstrzymania akcji przeciwko cywilom, potępiają partyzantkę Rohindżów i proponują mediację pod auspicjami UN". Teraz delegaci mogą udać się na nieoficjalną część wydarzenia. Julia Sadurska



Redakcja gazety edukacyjnej II edycji Akademii Młodego Dziennikarza Fundacji Konrada Adenauera, Europejskiego Domu Spotkań Młodzieży oraz Stowarzyszenia ,,Polis". Najważniejszym celem tej akademii jest rozwój umiejętności dziennikarskich wszystkich członków i członkiń. Skład redakcji: Dziennikarze i dziennikarki: Julia Andrusiak, Kaja Błaszczyk, Antoni Komsta, Anna Pińczuk, Julia Ruclak, Bartłomiej Matusik, Martyna Bobińska, Maciej Gardzielik, Iwona Oskiera, Julia Sadurska, Małgorzata Domagała Korektorzy i korektorki: Anna Pińczuk, Bartłomiej Matusik, Antoni Komsta,Iwona Oskiera Fotoedytorki: Kaja Błaszczyk, Julia Ruclak, Martyna Bobińska Sekretarze redakcji: Małgorzata Domagała, Julia Sadurska Łamaczki: Małgorzata Domagała, Julia Sadurska Redaktorka naczelna i redaktor naczelny: Julia Andrusiak, Maciej Gardzielik Projekt okładki: Kaja Błaszczyk, Pola Bychawska Animatorzy Stowarzyszenia "Polis" prowadzący warsztaty dziennikarskie: Zuzanna Piechowicz, Marcin Grudzień, Zbigniew Bujak, Maciej Sopyło Opiekun projektu: Maryia Hlukhava , Dorota Minkiewicz Zdjęcia użyte w wydaniu posiadają otwartą licencje lub zostały wykonane przez dziennikarzy.