Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Reportaże / Felietony / Wywiady / Relacje z życia szkoły / Recenzje / Ankiety / Rozrywka / Konkursy /

JAKIE KINO LUBI MŁODZIEŻ?
24 października 2011 roku w Liceum Ogólnokształcącym nr 6 w Gliwicach- Łabędach przeprowadziliśmy ankietę, której celem było zdiagnozowanie oczekiwań i gustów młodzieży wobec współczesnego kina. W ankiecie przebadano 50 uczniów.


W ciągu minionego roku badani licealiści (każdy z nich) obejrzeli w kinie średnio 3 filmy produkcji polskiej. Spośród wszystkich ankietowanych 9 osób zadeklarowało, że nie obejrzało żadnego filmu polskiego. Uczniowie najchętniej oglądają filmy w Internecie (42% ankietowanych), na dvd (26%) oraz w telewizji (24%). 8% ankietowanych przyznało, że filmy ogląda przede wszystkim w kinie. Największą popularnością wśród gatunków filmowych cieszą się: * komedia (30 % ankietowanych) * thriller / horror (24%) * film psychologiczny (18%) Filmy: science–fiction i wojenne zyskały po 6% głosów, natomiast film sensacyjny oraz melodramat jako swój ulubiony wskazały dwie osoby – każda z nich inny gatunek. Młodzież w doborze repertuaru kieruje się przede wszystkim obsadą aktorską (62%) i sugestią przyjaciół (46%). Wpływ na wybór filmu ma także reklama medialna (38%). Informacja o reżyserze ma znaczenie dla 7 ankietowanych (14%). Tyle samo ankietowanych przyznało, że przed podjęciem wyboru filmu czyta recenzję w fachowym piśmie. Dla trzech osób (6%) znaczenie w tej kwestii ma także sam tytuł filmu. Na pytanie o „ojczyznę” najlepszych filmów zdania ankietowanych dzielą się zasadniczo na dwie grupy. 50 % pytanych uznaje, że najlepsze filmy powstają w USA, dla 46% miejsce produkcji nie ma znaczenia. Jedna osoba wskazała Polskę, a jedna Anglię jako miejsca, w których powstają najlepsze obrazy filmowe.

Nocny Maraton Filmowy: „Seans z Potworem” W nocy 28-29 października 2011 r. odbyła się kolejna edycja Nocnego Maratonu Filmowego, podczas której oglądaliśmy horrory i thrillery. Pierwszym był klasyk światowego kina: „Noc żywych trupów” z 1968 r. Obejrzeliśmy jeszcze pierwszą część „Obcego”, „Siedem” i „Coś”. Podczas maratonu odbyły się ponadto warsztaty filmowe, podczas których nagrywaliśmy sceny do autorskich horrorów. Filmy można obejrzeć na www.youtube.com.

Wśród cech ulubionego filmu wskazano: dobrą obsadę aktorską,  efekty specjalne (z drugiej strony efekty specjalne przez podobną liczbę ankietowanych zostały wskazane jako coś, czego w filmie nie lubią najbardziej), „fajną” muzykę, „dużo krwi, przemocy i morderstw” (jedna osoba),  „nieziemskie techniki walki”, akcję trzymającą w napięciu, niespodzie -wane zakończenie, dobrą grę aktorską, realizm, prawdę. Zdaniem wielu ankietowanych w filmie ciągle „musi się coś dziać”. Spośród elementów dzieła filmowego młodzież za najważniejsze uznała: fabułę (36 wskazań na 50 ankietowanych), muzykę (24 wskazania), obsadę aktorską (22 wskazania), dialogi (20 wskazań). Osoby, które zwracają uwagę na scenografię (12), nie przywiązują większej wagi do efektów specjalnych, natomiast tych, dla których są one ważne (13), nie interesuje scenografia. 20 % ankietowanych dużą rolę przypisuje zdjęciom. 56% ankietowanej młodzieży lubi filmy, które kończą się nieoczekiwanie i nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o dalsze losy bohaterów. 46% młodych ludzi obejrzy z chęcią film, który



opowiada o życiu zwykłych ludzi, natomiast dla 24 % ankietowanych ważne są eksperymenty formalne. 18% lubi wysokobudżetowe produkcje, w których zobaczyć można wiele efektów specjalnych. 16% ankietowanych marzy o tym, by film zakończył się happy endem. Młodzi ludzie nie lubią w filmie przede wszystkim: * przewidywalnego zakończenia * banalnych problemów przedstawianych w sposób poważny, podniosły * głupich kawałów * romansideł * wulgaryzmów i scen niecenzuralnych * czarno- białych schematów myślowych * przemocy (ale i braku przemocy) * „sztucznej cukierkowatości” * złej gry aktorskiej * kopiowania pomysłów z innych filmów * happy endu (16% lubi szczęśliwe zakończenia) * komercji * zawiłości fabuły * głupich dialogów * ciszy. FILM
Źródła informacji (publikacje, strony internetowe, zajęcia, warsztaty itp.), o polskim filmie.


Strony internetowe: www. polskaszkolafilmowa.pl www.filmpolski.pl www.100latpolskiegofilmu.pl www.culture.pl www.filmotekaszkolna.pl www.filmweb.pl Warsztaty: Młodzieżowa Akcja Filmowa – cykl projekcji połączony z wykładami. Spotkania organizowane są przez kino studyjne Amok w Gliwicach. Festiwale: kilOFF, Festiwal Filmów Kultowych, Nowe Horyzonty, Planete Doc Review, Krakowski Festiwal Filmowy. Publikacje: Czasopisma: „Kino”, „Opcje”. Wydawnictwa książkowe: Encyklopedia kina, red. Lubelski. Leksykon polskich filmów fabularnych, red. Słodowski J. Lewandowski J. F., 100 filmów polskich. Programy telewizyjne: Weekendowy magazyn telewizyjny (sobota, TVP1) Kocham kino (niedziela TVP2) LICEALISTKI W CIĄŻY
Temat nam już znany. Wciąż budzi kontrowersje i wywołuje sprzeczne emocje. Próg inicjacji seksualnej staje się coraz niższy.


Niejedna stacja telewizyjna, gazeta czy strona internetowa szokowała nas wiadomościami na temat porodów uczennic w szkolnych szatniach, na boiskach czy w toaletach. Każdy z nas miał styczność z dziewczyną w ciąży, uczęszczającą do szkoły. Nawet jeśli jej nie znaliśmy, a jedynie kojarzyliśmy lub tylko widzieliśmy, to wyrabialiśmy sobie na jej temat opinię. Zazwyczaj były one negatywne. Koleżanka, będąca w tej chwili w ostatniej klasie technikum i w 7 miesiącu ciąży, opowiadała mi,  że najgorsza jest ta chwila, gdy wszyscy się dowiadują. Ludzie oceniają, nie znając całej sytuacji, przezywają, popychają ku depresji. Wspomina o tym, że nie rodzice źle przyjęli wiadomość o jej ciąży, czy nawet dziadkowie, a sąsiedzi. W styczniu kończy 20 lat, od ponad 5 jest w związku z tym samym chłopakiem. Są zaręczeni, ale czekają ze ślubem do narodzin dziecka. Nie chcą, by ktoś pomyślał, że ślub to decyzja spowodowana "wpadką". Kochają się i cieszą z wspólnej przyszłości. Jednak sąsiedzi, "znajomi" ze szkoły, starsze panie w autobusie wiedzą lepiej. Zamiast wspierać młodą osobę, która zaczyna nowy rozdział w swoim życiu, robią wszystko, by ta czuła się kimś gorszym. Nie mówię, że podoba mi się to, co dzieje się obecnie wśród młodzieży: wczesna inicjacja seksualna, rozwiązłość czy "łapanie" chłopaka na dzieciaka jest dla mnie czymś tragicznym. Poza tym ciąża jest znacznym utrudnieniem w nauce, a jak wiemy, od tego, ile się nauczymy i jaką wiedzę zdobędziemy, zależy nasza przyszłość. Sądzę jednak, że pochopna ocena jakiejś osoby jest zła. Czy to nastolatki w ciąży, czy starszej pani w fioletowych włosach.



Jak napisał Antoine de SaintExupéry: "najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Samym wzrokiem nie poznamy historii danej dziewczyny i nie będziemy wiedzieć, jaka jest prawda. Jedna dziewczyna "wpadła", bo nie zwracała uwagi na następstwa związane ze współżyciem, inna podjęła świadomą decyzję o powiększeniu rodziny, a inna została ofiarą gwałtu. Nie spieszmy się z osądzaniem innych czy z wyzwiskami, kiedyś ktoś może potraktować tak nas samych. Magda Kotwas CYTAT NUMERU "Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego". Konfucjusz Dlaczego młodzież chętnie sięga po narkotyki?
MŁODZI GNIEWNI?


Internet, media, prelekcje – wszystko po to, by dotrzeć do jak największej liczby osób z wieścią, że narkotyki zabijają. Niemal każdy teoretycznie wie, jak szkodliwe są i paradoksalnie na jaką skalę są rozprowadzane. Tutaj pojawia się pytanie: dlaczego z taką świadomością co piąty licealista sięga po narkotyki? Według badań Mazowieckiego Centrum Profilaktyki i Uzależnień 20% uczniów ponadgimnazjalnych przyznaje się do brania narkotyków. Najczęściej sięgają po marihuanę (78% spośród tych, którzy się przyznali),czyli tzw. miękki narkotyk. Jest to jeden z dwóch środków odurzających, jakie powstają z konopii indyjskich. Koszt grama „dawki” waha się od 25 do 30zł. Stopień czystości jednak pozostawia wiele do życzenia, gdyż wynosi od 10 do 90%. Co to znaczy? Otóż dealerzy starają się, aby ich marża za sprzedaż była jak najniższa. W związku z tym do „trawki” dodaje się: lakier (aby bardziej błyszczała), ołów, talk (mieszanina magnezu i krzemu), piasek i brix (stopiony plastik – aby była cięższa). Co skłania młodych do brania takiego świństwa?

Dealerzy starają się, aby ich marża za sprzedaż była jak najniższa. W związku z tym do „trawki” dodaje się: lakier (aby bardziej błyszczała), ołów, talk (mieszanina magnezu i krzemu), piasek i brix (stopiony plastik – aby była cięższa). Co skłania młodych do brania takiego świństwa?

Matthew Collin w jednej ze swoich książek opisuje swoją reakcję na pigułkę: „Przygniatająco silne uczucie wezbrało w moim ciele […]. Wymieniliśmy kilka krótkich słów […]. Zrozumiałem jego wady, nadzieje, marzenia, jego ból i radość, wszystko, przez co przeszedł, co razem przeszliśmy, i wiedziałem, że on czuł to samo. […] Wszystko było dobrze. […] Moja skóra była wilgotna, ale niewiarygodnie wrażliwa”. Po takim przedstawieniu sprawy nie byłoby nic złego w braniu narkotyków – tym bardziej, że pigułka ecstasy kosztuje średnio 6zł. Oprócz czynnej MDMA (psychoaktywna amfetamina) narkotyk ten zawiera również niepożądane substancje, takie jak strychnina (stosowana kiedyś jako trutka na szczury) i  atropina (trujący związek z wilczych jagód). Wszystko wykreowane zostało przez dealerów w celach marketingowych, gdyż obydwie trucizny powodują halucynacje i tym samym dają pożądanego dodatkowego „kopa”. Wielu młodych ludzi widzi branie narkotyków tylko z takiej perspektywy, ponieważ główne terminy, jakie wiążą się z tym, to:  przyjemne doznania, uzależnienie i problemy zdrowotne. Każdy z trzech aspektów ma swoich zwolenników. Statystyki pokazują, że jednak niebezpiecznie zaczyna powiększać się liczba wyznawców pierwszej kategorii. Nakręcające dla młodzieży stają się również slangowe nazwy dla poszczególnych substancji. Można je różnie dzielić – na syntetyczne i naturalne, psychodeliki, opiaty, symulatory, legalne i nielegalne, twarde i miękkie, tanie i drogie i… stały się łatwo dostępne. Dodatkowo w okresie dorastania pojawia się „naturalny” bunt, który napędzają: rodzice, szkoła, rówieśnicy. Wtedy potrzebne jest zrozumienie, a właśnie ludzie połączeni narkotykiem rozumieją się nawet bez słów. Anna Heins DOTKNĄĆ GWIAZD
Czy istnieje coś, co nazwać można granicą ludzkiej wytrzymałości? Nie, jeśli w grę wchodzi miłość rodzicielska...


Po napisaniu poprzedniego artykułu, zacząłem coraz bardziej zastanawiać się nad tym, czy jest coś, co jest w stanie zatrzymać człowieka na jego drodze do spełnienia marzeń. Każda kolejna historia zdawała się być czymś niesamowitym, niepowtarzalnym i każda kolejna historia wydawała się być już maksimum ludzkich umiejętności. Jak bardzo się myliłem, zrozumiałem dopiero po przeczytaniu historii pewnej nietypowej drużyny, a mianowicie Team Hoyt. Team Hoyt to drużyna składająca się tylko z dwóch członków: ojca - Dicka Hoyta i syna - Ricka Hoyta. Niestety podczas porodu Ricka pępowina zawinęła się wokół jego szyi, co spowodowało niedotlenienie mózgu. Skutki były tragiczne: trwałe upośledzenie, brak kontroli nad kończynami dolnymi i tylko częściowa kontrola nad górnymi. Lekarze stawiali tylko jedną diagnozę: Rick będzie "warzywem" przez całe życie. Ojciec nigdy nie dopuścił tego do świadomości. Kiedy kolega z klasy Ricka został sparaliżowany, społeczność miasteczka zorganizowała maraton, którego dochód miał zostać przeznaczony na rehabilitację tego chłopca. Wtedy Rick powiedział do ojca, że chciałby przebiec ten maraton. Dick biegł, pchając wózek z synem przed sobą i ukończył wyścig.



Po tym wydarzeniu jego syn powiedział tacie: "Kiedy biegliśmy, czułem się tak, jakbym wcale nie był sparaliżowany". To zdanie zmieniło życie jego rodziny, głównie ojca, który pomimo tego, że nigdy nie biegał, zaczął regularnie trenować, pchając przed sobą wózek. Rick był z tego powodu niezwykle szczęśliwy, planowali nawet udział w Bostońskim Maratonie, niestety organizatorzy nie pozwolili startować osobie pchającej wózek. Dick z synem mimo wszystko pobiegli. Minęło trochę czasu, Team Hoyt wziął udział w paru maratonach, dobre wyniki czasowe pozwalały im na kolejne starty. Jednak Rick podsunął pomysł, aby spróbować triathlonu (1,5 km pływania / 40 km jazdy rowerem / 10 km biegu). Dick, który nigdy nie pływał, a na rowerze ostatni raz jeździł w dzieciństwie, zaczął ciężko trenować. Biegnąc i jadąc na rowerze, miał pchać przed sobą wózek, natomiast kiedy płynął, był przywiązany liną łączącą go z pontonem, na którym znajdował się Rick. Wszystko po to, żeby spełnić marzenie syna. Udało im się ukończyć triathlon. Po jakimś czasie syn znowu spytał ojca: - Tato, pokonasz ze mną Triathlon Ironmana? (3,8 km pływania / 180 km jazdy rowerem / 42 km biegu). Ojciec, pomimo tego, że czekało go niewyobrażalnie cięższe zadanie, zgodził się. Bez wahania. Bez niepewności. Pokonanie tego triathlonu sprawiło mu wiele trudności, bólu i cierpienia, ale, jak widać, miłość ojcowska nie zna ograniczeń. Już nie zadaję sobie pytań o granicę ludzkiej wytrzymałości. Nie chcę sam siebie oszukiwać, że takowe istnieją, bo każdy cel, który wyznaczymy sobie sami, jesteśmy w stanie osiągnąć. A to, że istnieje tak wielka miłość i tak wielkie pragnienie spełniania marzeń, które niejednokrotnie dodaje skrzydeł, jak w przypadku Dicka i Ricka, to tylko dowód na to, że niemożliwe nie istnieje. Dick Hoyt mówił: "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Patryk Gawłowski BITWA WARSZAWSKA. AKTORSKO PRZEGRANA
Dnia 7.10.2011 r. klasa II liceum wybrała się do kina na film pod tytułem "1920 Bitwa warszawska". Jest to obraz w reżyserii Jerzego Hoffmana, w obsadzie sami sławni aktorzy jak: Borys Szyc (Jan), Natasza Urbańska (Ola) czy Daniel Olbrychski (Józef Piłsudski).


O filmie było głośno w prasie, telewizji czy radiu, ale czy był on tak wybitny, jak się spodziewano? Moim zdaniem - nie. Aktorzy nie grali przekonywująco, można było to stwierdzić przy scenie z Piłsudskim, który bez zastanowienia wie, jakie kroki podjąć, aby wygrać bitwę. Nawet świetny w innych filmach Borys Szyc w tym, mimo iż gra główną rolę, jest postacią bezbarwną i wtapia się w tłum innych aktorów. Scenarzyści próbowali wpleść do filmu humor i ironię, ale bez sukcesu. Widz „Bitwy warszawskiej” musi się zastanowić, co jest w nim najważniejsze: czy miłość dwojga głównych bohaterów, czy też miłość do ojczyzny? Ja osobiście nie wiem, co było bardziej istotne, gdyż obie sytuacje są ukazane na równi i po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę jest film historyczny. "1920 Bitwa warszawska" to film, który mnie nie zachwycił, a wręcz znudził i, o dziwo, jego minusem nie było to,  że był on kręcony w męczącej dla oczu technologii 3D, lecz właśnie gra aktorska. Ewelina Jakubowska DIGIT-ALL-LOVE
...Czyli muzyka alternatywna. Zespół z Wrocławia, nasączony elektroniką, wspomagany żywą sekcją i szlachetnym brzmieniem kwartetu smyczkowego. Dodatkowy dreszczyk powoduje wokal Natalii Grosiak. Digit All Love zaliczany jest do gatunku Trip hop. Słuchając go, czuje się, jakie emocje chcieli przekazać artyści. Zamknięte oczy. Pierwsze dźwięki. Wokal. Kraina marzeń i kolorów. Obrazy.


Grupa należy do mojej czołówki polskich muzyków młodego pokolenia. Powstała w 2002 roku. Większość piosenek śpiewanych jest w języku angielskim. Dorobek mają na razie niewielki – dwa albumy. Swoją pierwszą płytę wydali w maju 2007 roku i nosi ona tytuł: „DIGIT ALL LOVE”. Moim ulubionym jest utwór „Candy Castle”. Kolejną była „V [fau]” z lutego 2010 roku. Kompozytor Maciej Zakrzewski stworzył naprawdę wyjątkowy album. Delikatny a zarazem niepozbawiony rokowych dźwięków. Można również usłyszeć wpływy muzyki folkowej. Skrzypce to kolejny atut. Na uwagę zasługuje utwór „Po Co Się Budzą Pragnienia” z genialnym tekstem w tle: "...Po co się serce wyrywa spragnione do burzy gardząc ciszą, spokojem..." pyta Natalia Grosiak. Pytanie pozostawione bez odpowiedzi. Można się jednak zastanowić nad sensem ludzkiego bytu. Ach, ta atmosfera i mistycyzm... Naprawdę z całego serca polecam zapoznanie się z Digit - All - Love. To wyjątkowa grupa. Magdalena Wójcik ZDRADZONE MARZENIA
Któż z nas nie wyobrażał sobie, że jest kimś zupełnie innym niż w rzeczywistości? Tak, marzenia uszlachetniają. Dzięki nim jesteśmy piękniejsi, mądrzejsi. Czasem trzeba płacić za nie wysoką cenę, ale to przecież towar najwyższej wartości. Ale z marzeniami należy również uważać, bo kiedy świat realnie wymknie nam się spod kontroli, możemy zostać na zawsze po drugiej stronie lustra.


Dnia 30 września na Scenie Bajka w kinie Amok w Gliwicach odbyła się prapremiera spektaklu "Bulwar zdradzonych marzeń", w reżyserii Roberta Talarczyka. Jest to monodramat muzyczny w wykonaniu Wioletty Białk, solistki Gliwickiego Teatru Muzycznego, laureatki Złotej Maski i jednej z najbardziej cenionych aktorek musicalowych na Śląsku. Opowiada on historię Jagody, która jest zwyczajną kobietą, mieszkającą w małej miejscowości, ma ona męża - flegmatyka, syna, psa oraz chomika. Dzięki kontaktom wujka ma pracę , lecz od wczesnych lat dzieciństwa marzy o zupełnie innym życiu. Wyobraża sobie, że jest gwiazdą wielkiej estrady, na którą zostały skierowane światła reflektorów, a tłumy fanów proszą ją o autograf. Pewnego dnia wyjeżdża do wielkiego miasta, gdzie pragnie spróbować szczęścia. Spotyka się z przyjacielem z młodości, który, jak się okazuje, stał się człowiekiem sukcesu i porywa ją w wir show biznesu. Oczarowana Jagoda zapomina o dotychczasowym życiu i korzysta z tego, co oferuje jej przyjaciel. Spektakl nabiera dramaturgii, kiedy bohaterka poznaje prawdziwą stronę mężczyzny i realia życia na estradzie. Zastanawia się, czy warto było porzucać męża oraz dziecko. Doskonałego klimatu spektaklu dodaje zespół instrumentalny GTM pod dyrekcją Ewy Zug, który to w brawurowy sposób wykonał przeboje największych gwiazd estrady, m.in.: Lizy Minelli, Edith Piaf, Björk, Tori Amos, Marianne Faithfull, Edyty Bartosiewicz. Ola Cecuga SHOTTAS / BANDZIORY
Film powstał w 2002r. Odpowiedzialnym za scenariusz i reżyserię jest Cess Silvera, a gatunek podchodzi pod dramat, sensację i film gangsterski. Gdybym w 2002 miał tyle lat co teraz, i wiedział, że wyjdzie takie arcydzieło, na pewno pierwszy stałbym w kolejce po bilety i wyczekiwał zniecierpliwiony na początek filmu.


Opowiada on o dwójce przyjaciół: Waynie i Biggsie, których poznajemy jako młodzieniaszków mieszkających w Kingston, na Jamajce. Otóż chłopcy, nie widząc perspektyw na życie, ranią kierowcę ciężarówki i okradają go,  dzięki czemu mają pieniądze na wizy do Stanów Zjednoczonych, gdzie dorastają i kontynuują swoją gangsterską grę. Po jakimś czasie obu deportują na Jamajkę, gdzie osiągają wielki sukces na "ochronie" ludności, po czym, po problemach z policją, znowu wracają do Miami, zabierają ze sobą kumpla Maksa i razem okradają dilerów narkotykowych, po czym każą sobie płacić za "ochronę". Film od pierwszej minuty trzyma w napięciu, obsada aktorska, jak na tę produkcję - wyśmienita, do scenariusza brak zastrzeżeń. A więc z czystym sumieniem mogę postawić 10/10. Ojj, mamy konkurencję dla "Ojca Chrzestnego". Marcin Bąk Nauczyciel wychowania fizycznego
BELFER TEŻ CZŁOWIEK! Pan Grzegorz Griksa


Staż pracy: 18lat Kiedy byłem mały, chciałem być: archeologiem, choć długo nie rozumiałem znaczenia tego słowa, oraz kierowcą samochodu rajdowego, to akurat dobrze rozumiałem. Marzenie zawodowe: poprowadzić drużynę koszykówki w finale NBA. Motto życiowe: Jeśli na coś nie zasługujesz, to na pewno tego nie zdobędziesz. Dopóki sił będę szedł, będę biegł, nie dam się, nim zimna koszula obejmie całunem. Chciwość jest zła, ale co z tego. Gdybym nie był nauczycielem, pracowałbym jako: mechanik samochodowy. Moje hobby to: gry komputerowe, rekreacyjnie uprawiam sport: narciarstwo i trochę kręcę na rowerku. Ulubiony zespół, gatunek muzyczny: nie mam ulubionego zespołu ani gatunku muzyki, słucham tego, co akurat w duszy gra, tzn. jaki nastrój, taka muza. Ulubiony film: „Blood of Heroes”z Rutgerem Hauerem. Ulubiony pisarz, książka: Ernest Hemingway i jego opowiadanie „Stary człowiek i morze”. To, co u innych cenię najbardziej, to: determinacja w dążeniu do celu. Najmniej lubię u innych: obłudę i cwaniactwo. Współczesna młodzież jest: trochę za bardzo roszczeniowa, na szczęście nie wszyscy.