Musisz zainstalować flash player pobierz instalator




CARPE DIEM13 Periodyk Gimnazjum nr 13 we Wrocławiu Nr 3 (80) - 21 XII 2011 Gazeta bezcenna
Mistrz w „Trzynastce”
CarpeDiem13

7 grudnia bieżącego roku uczniowie i nauczyciele naszej szkoły otrzymali (po)mikołajkowy prezent. Pani dyrektor Izabela Suleja, znana z wielkiego zamiłowania do siatkówki, zorganizowała już drugie spotkanie z reprezentantem polskiej drużyny. Tym razem naszą szkołę odwiedził Bartosz Kurek. CZYTAJ STRONA 3-5 Dowcipy z zeszytów szkolnych
Wydawca: Gimnazjum nr 13 im. Unii Europejskiej we Wrocławiu, ul. Reja 1/3, tel. 0-71, 322-43-02 Redaguje kolegium, redaktor naczelny: Paulina Pietraszkiewicz zespół: Marysia Andrianow, Karolina Biełło, Agata Diduła, Sandra Domagalska, Alicja Dombrowska, Wiktoria Hetman, Klaudia Klemczyńska, Ola Kuśnierz, Helena Malkiewicz, Ola Mazur, Adrianna Mikulska, Ania Nycz, Gabrysia Żukowska Opiekunowie pisma: Małgorzata Smolińska i Wojciech Walczak Skład: Ola Mielczarek
CarpeDiem13

Publikujemy garść co ciekawszych wpadek z ostatnich wypracowań szkolnych (zachowana pisownia oryginałów). Neron był chomoseksualistą i z biednego niewolnika zrobił kobietę i wszystkim ją przedstawiał. * Kiedy jego rzona była w ciąrzy to wkurzył się na nią i kopnoł ją w brzuch. * Przywódcą naszych wojsk pod Grunwaldem był Józef Piłsudski. * K. K. Baczyński to starszy człowiek; mieszka teraz przy ul. Dembowskiego i rzadko go można spotkać na ulicy. * Stygmatyk to osoba, która przykłada wielką wagę do ubrań. * K. K. Baczyński to słynny erotyk. Mistrz w „Trzynastce”

CarpeDiem13

7 grudnia bieżącego roku uczniowie i nauczyciele naszej szkoły otrzymali (po)mikołajkowy prezent. Pani dyrektor Izabela Suleja, znana z wielkiego zamiłowania do siatkówki, zorganizowała już drugie spotkanie z reprezentantem polskiej drużyny. O godzinie 12 w drzwiach sali gimnastycznej pojawił się Bartosz Kurek. Wszyscy wstali i przywitali mistrza gromkimi brawami, po czym zaśpiewano często słyszaną na meczach przyśpiewkę „Polska, białoczerwoni!". Przez kilka minut pani dyrektor rozmawiała z siatkarzem i zadawała mu pytania. Kiedy został zapytany o przyszłość, odpowiedział, że to dopiero początek jego drogi do dużej kariery. Na wielu twarzach po tych słowach pojawiły się uśmiechy. W trakcie rozmowy wspomniano, że siatkarze nie mają wakacji, są ciągle na wyjazdach lub treningach, dlatego tym bardziej byliśmy zobowiązani za przybycie pana Kurka do naszego gimnazjum w jednym z nielicznych wolnych dni. Ze spotkania warto zapamiętać jedną z myśli, jaka padła, a mianowicie: "Trzeba mieć pasję, aby przenosić góry". Bartosz Kurek nie chodził do klasy sportowej, a jest jednym z najlepszych, więc tak naprawdę każdy z uczniów może wiele osiągnąć, wystarczy chcieć. Ostatnia część spotkania przebiegła w dość luźnej atmosferze, co chwilę słychać było śmiech. Mistrz odpowiadał na pytania uczniów oraz komentował prezentowane slajdy, które dotyczyły jego życia. Wspomniał o tym, że nie ma żadnej pasji, ponieważ żeby mieć hobby, trzeba mieć na to czas, a będąc siatkarzem, nie ma się go za wiele. Podkreślił też, że bardzo miło współpracuje mu się z rodziną Jaroszów, zarówno dawniej z trenerem - panem Maciejem, jak i teraz - z Kubą, z którym się przyjaźni. Polska drużyna często korzysta z linii lotniczych przed kolejnymi meczami, dlatego wielkim zdziwieniem była informacja, że Bartosz Kurek boi się latać. Pomagają mu w tym... książki! Na zakończenie nastąpiła wymiana prezentów - siatkarz otrzymał bombkę z okazji zbliżających się świąt, natomiast pani dyrektor Suleja otrzymała koszulkę Bartosza z ostatniego meczu. Kiedy ogłoszono, że to już koniec spotkania, w ciągu kilku sekund zrobiła się długa kolejka po autografy sięgająca od jednego do drugiego końca sali. Marker w ruchu był jeszcze przez kilkanaście minut, później sportowiec poszedł z nauczycielami wuefu do kantorka, gdzie miał chwilę odechu oraz podpisywał ostatnie zdjęcia i koszulki. Całe wydarzenie zakończyło wspólne zdjęcie nauczycieli z mistrzem Ania Nycz – 3 e WYWIAD Z B.KURKIEM

CarpeDiem13

Messi polskiej siatkówki W trakcie pobytu Bartosza Kurka w naszym gimnazjum udało się nam przeprowadzić ze sławnym siatkarzem wywiad specjalny dla „Carpe diem”. Na samym początku chciałyśmy serdecznie pogratulować uzyskanego wyniku i wysokiej formy, jaką zaprezentował Pan w ostatnich rozgrywkach pucharowych. Jako kibice jesteśmy bardzo zadowoleni, a jak jest z Wami, czy drugie miejsce jest dla Was satysfakcjonujące? BARTOSZ KUREK: – To może trochę dziwne, że po turnieju, na który teoretycznie jedzie się po zwycięstwo, w pełni satysfakcjonuje nas drugie miejsce, bo ten cel nadrzędny, jakim był awans na igrzyska olimpijskie został osiągnięty i myślę, że wróciliśmy w bardzo dobrych nastrojach do Polski. A jaki był najtrudniejszy mecz podczas tegorocznych pucharów? - Myślę, że mimo wszystko ten najtrudniejszy był przeciwko Japończykom, bo ten z Iranem, przegrany, trochę nas podłamał, mógł wybić z rytmu, a następna porażka w teorii i praktyce oznaczała eliminację z gry o kwalifikację olimpijską. Więc ten mecz z Japończykami, który od początku nie układał się po naszej myśli, ale w końcówce został wygrany, był, tak uważam, bardzo

CarpeDiem13

ważny. Czy frekwencja polskich kibiców jest zadowalająca, odczuwacie ich wsparcie? - Oczywiście, na meczach w Polsce czy w krajach, w których Polonia jest liczna, liczba kibiców w sali jest imponująca i to wsparcie jest bardzo ważne, bo siatkówka to jest to, co kochamy, to, co sprawia nam zawodnikom radość, ale ważne jest to też, żeby te umiejętności zaprezentować przed jak największym gronem ludzi. Swoje pierwsze kroki stawiał Pan w klubie w Nysie. Jak Pan wspomina tamte czasy? - Bardzo dobrze, bardzo miło. Grałem w jednym zespole z moim ojcem, więc to dodatkowa atrakcja, chociaż klub z Nysy, kiedy teraz patrzę na to z perspektywy, nie do końca był profesjonalnie zorganizowany i szkoda, że ten mój pierwszy sezon nie skończył się pełnym sukcesem, czyli utrzymaniem w Nysy w Plus Lidze. Czy reprezentacja Polski jest w stanie poprawić wynik z poprzedniej olimpiady, na której zajęliśmy siódme miejsce? - Zdecydowanie jesteśmy w stanie ten wynik poprawić i myślę, że nie myli się ten, kto stawia nas w gronie faworytów do medalu. Musimy się w trakcie tego sezonu ligowego przyzwyczaić do tego, że presja przed igrzyskami będzie duża i musimy z tym sobie jak najlepiej poradzić. Macie włoskiego trenera, czy sądzi Pan, że daleko z nim zajdziecie? - Oczywiście, jeżeli podpatrywać siatkówkę to tylko i wyłącznie u tych najlepszych. Po co sprowadzać trenerów z egzotycznych krajów czy krajów, w których siatkówka jest mało popularna. Myślę, że to dobry wybór Związku, a wyniki bronią trenera, ponieważ to one określają, jak trener współpracuje z zawodnikami, a nasz szkoleniowiec ma te wyniki wyśmienite. Trener Argentyńczyków Javier Weber nazwał Kurka Messim polskiej siatkówki. Jak się Pan ustosunkuje do tych słów? - No nie wiem, myślę, że, że.. w karnych jest dobry, a Messi nic nie wygrał z reprezentacją (śmiech). Nie, tak szczerze powiedziawszy, to myślę, że jest to opinia zdecydowanie na wyrost, bo tak, jak Messi zdominował piłkę nożną, tak chyba wcześniej tylko Michael Jordan koszykówkę. Nie, zdecydowanie za takiego guru się nie uważam. Na koniec jeszcze kilka słów dla adeptów siatkówki? - Kilka słów… Nie wiem. Ja jeszcze jestem na tym etapie, że to ja raczej przyjmuję rady od starszych kolegów niż je daje. Na razie myślę, że ten etap mentorski jeszcze przede mną. Rozmawiały Aleksandra Mielczarek i Barbara Szustakiewicz – 3 e Konferencja w Gimnazjum nr 13 im. Unii Europejskiej Polacy wobec zagłady
- Aby stać się lepszym człowiekiem, nie musisz czekać, aż świat stanie się lepszy – słowami Ireny Sendlerowej Małgorzata Smolińska, nauczycielka języka polskiego w Gimnazjum 13 im. Unii Europejskiej we Wrocławiu, rozpoczęła konferencję poświęconą postawom Polaków wobec zagłady Żydów w czasie II wojny światowej. Znakomity, niezwykle interesujący wywiad przeprowadził Robert Szuchta, pracownik dydaktyczny z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.
CarpeDiem13

Celem konferencji było przekazanie licznie przybyłym dolnośląskim nauczycielom „… wiedzy na temat kształtowania właściwych postaw uczniów wobec otaczającego ich świata” – jak to ujęła w swoim liście do uczestników konferencji Beata Pawłowicz, dolnośląski kurator oświaty. Robert Szuchta rozpoczął od tego, że postawy Polaków niekoniecznie były takie, jakbyśmy sobie tego po latach życzyli. Jesteśmy przyzwyczajeni do obrazu czarno-białego tych czasów, a tak po prostu nie było. Zagłada Żydów dokonała się, jak wszyscy wiemy, w czasie II wojny światowej na ziemiach Polski. Pierwszym, który zwrócił uwagę na fakt, że Polacy nie tylko ratowali „braci starszych”, ale są współodpowiedzialni za holokaust, był Jan Błoński, który już w 1987 roku opublikował esej pt. „Biedni Polacy patrzą na getto”. - Ten artykuł był jednak przedwczesny – mówił Robert Szuchta – i dopiero dziś wychodzą na światło dzienne pewne fakty, np. ten, że w Kielcach ludzie chodzą po płytach, które przykrywają żydowskie szczątki pomordowanych na miejscu ciężarnych, dzieci, starców, którzy nie wytrzymywali trudów marszów śmierci w okresie zacierania przez Niemców śladów po holokauście. Na holokaust można patrzeć z trzech perspektyw: sprawcy (Niemca), ofiary (Żyda) i biernego świadka (Polak i inne europejskie narodowości). - W tej triadzie mieści się cały wachlarz ludzkich zachowań – komentował Szuchta. W latach 1939-42 na terenie Generalnego Gubernatorstwa powstało coś na kształt „śmietnika ludzkiego”, gdyż w tym okresie nie było jeszcze planu zagłady całego narodu (to właśnie wówczas zastanawiano się nawet nad tym, czy nie wysłać Żydów na Madagaskar). Postawy Polaków z tych lat znacznie różnią się od postaw z lat 1942-45, kiedy to prowadzono zbiorowe mordy, masową eksterminację narodu żydowskiego w ramach akcji Reinhardt (mordowania Żydów polskich). W tym celu utworzono trzy miejsca (nie obozy!) – Bełżec, Sobibór i Treblinkę. Po tych miejscch zagłady niewiele zostało, do tego stopnia, że dziś grzybiarze nie zdają sobie nawet sprawy, iż szukają runa leśnego tam, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu dymiły kominy pieców krematoryjnych.Kim był przeciętny polski świadek w czasach holokaustu? To osoba, która wiedziała, pośrednio lub bezpośrednio, o holokauście i postawała bierna wobec tego faktu. A kto jest bierny, ten jakby przyzwala na

CarpeDiem13

mord. Naturalnie, nie dotyczy to tych Polaków, którzy pomagali Żydom w ucieczkach, ukrywali ich we własnych domach, protestowali publicznie itp. Do tej grupy zalicza się np. polską rodzinę Ulmów, małżeństwo z sześciorgiem dzieci (siódme było już poczęte, ale nie zdążyło się urodzić), które ukrywało w czasie wojny Żydów, za co cała rodzina została rozstrzelana. Dziś wszyscy są Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Musimy sobie zdać sprawę, czy nam się to podoba czy nie podoba, że większość Polaków była zadowolona z takiego, a nie innego traktowania Żydów, ponieważ „… w czasie wojny Polacy i Niemcy spotkali się na wąskiej kładce antysemityzmu”- mówił Robert Szuchta. Wielu Polaków po prostu denuncjowało Żydów. Powszechne było szmalcownictwo - sposób zarabiania na życie. Nie wszyscy się orientują, że w samej Warszawie istniały polskożydowskoo-niemieckie gangi, które wzbogacały się dzięki temu procederowi. Wojna zawiesza na kołku zasady moralne i przestaje obowiązywać norma „Nie zabijaj”. Część Polaków przyjmowała zaskakujące postawy, jak np. Zofia KossakSzczucka, która uznała, że Żydów należy ratować, aby ich… nawrócić na chrześcijaństwo, a w płomieniach getta dostrzegła swoistą formę chrztu (!!!). Nie wolno w tym miejscu nie dodać, że ta sama KossakSzczucka napisała w tym okresie list, w którym jasno postawiła sprawę, że kto nie potępia holokaustu, ten przyzwala na zbrodnię. W czasie wojny wielu Polaków bało się nie Niemców, tylko… polskich sąsiadów, gdyż kwitło donosicielstwo. Na fotografiach z wojny prezentowanych w czasie konferencji w „Trzynastce” można było oglądać Polaków, którzy dumnie pozowali – np. w odświętnych garniturach! - do fotek Żydów poniżanych przez Niemców (na jednej z nich kobieta, która pomogła Żydom, paradowała po mieście z tablicą uwiązaną do jej szyi: „Za to, że sprzedała chleb Żydom”). Niezwykle wrażenie robią po latach fotokopie donosów, np. polskiego muzyka donoszącego Niemcom na muzyka żydowskiego, którym był Artur Gold, autor znanych do dziś przebojów (człowiek ten zginął w Treblince, ale przed śmiercią musiał, przebrany za klauna, grać w… orkiestrze!). Wiele kontrowersji wzbudza do dziś słynna karuzela na placu Krasińskich w Warszawie, o której jedni (m.in. Miłosz) piszą, że w jej cieniu Polacy zażywali rozrywki, a w tym samym czasie obok płonęło getto; inni twierdzą, że to wszystko wymysły. Robert Szuchta prezentował fotki z okresu wojny, na których wyraźnie widać karuzelę i warszawiaków przyglądających się płonącemu gettu. Z najnowszych publikacji wynika, że przeciętny Polak nie był w czasie wojny biernym świadkiem, ale często brał udział w „polowaniu” na Żydów (mówią o tym m.in. książka „Judenjagd”, z której można się dowiedzieć, ilu Żydów Polacy zabili w jednym tylko powiecie lub wydawnictwo „Jest taki piękny, słoneczny dzień”). Autorzy tych publikacji nie oceniają, tylko trzymają się faktów i materiałów źródłowych. Dlatego przed polskimi nauczycielami wielkie wyzwanie – nie zatajać prawdy. Trzeba będzie znaleźć odpowiedź m.in. na takie pytanie – co się stało z 150 tys. tysiącami Żydów, którzy ocaleli z holokaustu, ale nie przeżyli wojny? Przyjdzie nauczycielom zmierzyć się z trudną materią, dlatego każdemu pedagogowi powinna przyświecać myśl, że bierność jest, zawsze i wszędzie, przyzwoleniem na zło. W ekstremalnych sytuacjach n i g d y nie możemy być biernymi świadkami, nie tylko holokaustu… Przygotował Wojciech Walczak Pamiętnik
Perechodnika
CarpeDiem13

Żyd Perechodnik miał żonę i córeczkę w wieku 2,5 lat. W czasie II wojny światowej był żydowskim policjantem z Otwocka. Prowadził, ratując własną skórę, swoich współplemieńców na zagładę. Pewnego dnia poprowadził… córkę i żonę. Nie pojechał z nimi do Treblinki. Wybrał życie. Ale już po kilku miesiącach się załamał. Napisał przejmujący pamiętnik, w zasadzie spowiedź, w czasie której tłumaczył się nieżyjącej żonie, dlaczego nie poszedł z nią i ich córką do komina. W sierpniu 1944 roku Perechodnik zginął w powstaniu warszawskim. Warsztaty
uczniowskie
CarpeDiem13

Warsztaty dla uczniów odbyły się w dwóch salach konferencyjnych naszej szkoły. Dyskusje oraz różne ćwiczenia prowadzili pani Anna Osowska, która pracuje z niemiecką młodzieżą oraz pan Robert Szuchta, specjalista od tematu masowej zagłady ludzi podczas drugiej wojny światowej. W warsztatach brało udział sporo gimnazjalistów nie tylko z naszej szkoły; gościliśmy przedstawicieli takich gimnazjów jak: 14, 17, 12, 1. Pierwszą rzeczą, jakiej dokonali nasi wykładowcy, było podzielenie wszystkich na dwie duże grupy. Jedna (włącznie ze mną jako obserwatorem) została w jednej z sal konferencyjnych z panią Anną, natomiast pracowała z panem Robertem. Kiedy połowa naszych rówieśników wyszła, wszystkie oczy skierowaliśmy na prowadzącą, która wprowadziła nas w temat, opowiadając jak w 1933 roku Hitler objął władzę, obsadził wysokie stanowiska, urzędy oraz posady nauczycielskie ludźmi wyłącznie aryjskiego pochodzenia. Pani Anna wprowadziła nas w lata 30., opowiadała m.in., jak dzieci od małego uczone były braku szacunku oraz wyzywania, pomiatania Żydami. Dzieci żydowskie nie miały spokojnego życia w szkołach czy na ulicach, bardzo często były posądzane o coś, czego nie zrobiły. Żebysmy lepiej zrozumieli temat, podzielono nas na 4 grupy; każda miała do opracowania obrazki z lat 30. z niemieckimi napisami. Przeszłam się pomiędzy pracującymi gimnazjalistami, aby podpatrzeć, co dokładnie robią. Oglądałam obrazki oraz fotografie, słuchałam kiedy pani Ania mówiła, co jest na nich napisane. Wszędzie dominowało nazistowskie podejście do małych dzieci, od początku kształtowana w nich nienawiść do „brudnych” rasowo ludzi. „Co wiesz o swoim ojcu?” - pisano na obrazku, na którym Hitler głaskał małą dziewczynkę po głowie. „Ty także należysz do ojca” - kolejne z haseł widniejące na plakatach, oczywiście, dotyczyło dyktatora. Każda z grup wywiązała się doskonale ze swojego zadania, a przedstawiciele Gimnazjum nr 14 zrobili cudowny wykład, streszczając teksty. Potem odbył się pokaz slajdów, zdjęć z Nocy Kryształowej, czyli pogromu Żydów 9 października 1938 roku. Okazało się, że zdjęcia z pogromu służyły w Niemczech hitlerowskich nawet za… za pocztówki, co wstrząsnęło dużą liczbą słuchaczy. I wtedy zadzwonił dzwonek... Pani Anna serdecznie podziękowała nam za spotkanie, a my odwdzięczyliśmy się brawami. Wiele osób wyszło z warsztatów świadomych tego, że naród niemiecki był karmiony kłamstwami już od małego. Paulina Pietraszkiewicz 3e Jak mieszkańcy Hamburga rozstrzeliwali Żydów

CarpeDiem13

Sporo wiemy o Niemcach, którzy tworzyli Rezerwowy Batalion Policji nr 101. Było ich pięciuset. Byli za starzy, aby iść na front. Przed wojną mieszkali w Hamburgu. Pracowali w dokach, warsztatach, sklepach, gospodarstwach rolnych i urzędach. Mieli żony i dzieci. Wierzyli w Boga. W 1942 roku przyjechali do Polski, na Lubelszczyznę. (…) Nad ranem przywieziono ich do Józefowa. Ustawili się w półkole i dowódca powiedział, że będą rozstrzeliwali Żydów. Prosił, by pamiętali o niemieckich kobietach i dzieciach zabijanych przez alianckie bomby. Spytał, czy czują się na siłach, by podołać zadaniu. Jeden nie czuł się na siłach i wstąpił z szeregu. Za nim wystąpiło jedenastu. Lekarz batalionu narysował patykiem na ziemi sylwetkę ludzką i pokazał miejsce u nasady czaszki, w które należy celować. Potem zawieźli Żydów ciężarówkami na skraj lasu. Każdy policjant podchodził do nich, wskazywał jedną osobę i szedł z nią między drzewa. Celował w nasadę czaszki i strzelał. Wracał, wskazywał następną osobę i prowadził między drzewa. Wspólne przejście trwała kilka minut. Mogli zobaczyć twarz ofiar, usłyszeć prośbę, płacz albo modlitwę. Był długi, lipcowy dzień. Strzelali do wieczora. Podczas tej pierwszej akcji w Józefowie zabijali przez siedemnaście godzin. Robili przerwy na papierosa. Ich mundury pokryły się strzępami mózgów i krwią. Nie chcieli jeść, w nocy męczyły ich koszmary senne. (…) Policjanci z batalionu 101 wrócili do Niemiec pod koniec wojny. Wrócili do dawnego, zwyczajnego życia. Do doków, sklepów, warsztatów i biur. Do żon i dzieci. Do Pana Boga. Dlaczego zwyczajni mieszkańcy Hamburga, za starzy, by iść na front, stali się mordercami? Bo byli Niemcami, a nienawiści do Żydów uczono w Niemczech przez setki lat – odpowiedział w swojej książce Daniel Goldhagen. Bo byli ludźmi, a z każdego człowieka można zrobić mordercę – odpowiedział Christopher Browning. Ze zbioru opowiadań Hanny Krall pt. „Tam już nie ma żadnej rzeki” Europejski Kongres Młodzieży w Hannoverze
Dla przyszłości naszej planety
CarpeDiem13

W dniach 1-5 października reprezentacja naszej szkoły miała zaszczyt uczestniczyć w Europejskim Kongresie Młodzieży, który odbył się w Hannoverze w Niemczech. Dzień wcześniej wyjechałyśmy, wraz z panem Marcinem Gilem by być na czas. Na miejscu powitały nas skore do pomocy osoby, które wspierały nas w każdym momencie pobytu w Hannoverze, gdzie poznaliśmy młodzież z Rumunii, Niemiec, Włoch, Austrii, a także z Polski. W ciągu tych 4 dni miałyśmy okazję wziąć udział w warsztatach teoretycznych m.in. „Podróż Jeansu” i „Źródła energii odnawialnej”, w czasie których w ciekawy i niekonwencjonalny sposób uczyłyśmy się, jak łatwo i przyjemnie dbać o nasze środowisko, a także podejmowałyśmy działania na rzecz ochrony środowiska. W czasie zajęć miała również miejsce część

CarpeDiem13 środowisko oraz angażować innych młodych ludzi do podjęcia działań na rzecz środowiska lokalnego i globalnego. Wyjazd do Niemiec wspominamy z uśmiechami na twarzy. Jesteśmy wdzięczne szkole za tak wielkie wyróżnienie, gdyż dzięki temu wyjazdowi miałyśmy okazję zmierzyć się z językiem na żywo i poznać inne kultury. Mamy nadzieje, że organizowana będzie większa ilość takich wycieczek. Magdalena Gaik i Alicja Lenka

praktyczna, jak np. warsztaty „Turn Grey Into Color”, w którym kolorowaliśmy szary mur farbami w spray. Nasze rysunki miały nieść hasła ekologii i jedności, jaką powinniśmy być w tej idei. Na innych zajęciach kręciliśmy film o szkodliwości fastfoodów i zanieczyszczeniach, jakie wywołuje ten przemysł. Interesujące były zajęcia z artystyki, w czasie których przygotowywaliśmy ekologicznego flashmoba.Oczywiście nasz szczyt młodzieżowy nie polegał tylko na nauce i działaniach, ale również był czas na wspólną zabawę. Każdego wieczoru spędzaliśmy czas z naszymi kolegami i koleżankami z Europy. Były wspólne śpiewy, tańce i mnóstwo śmiechu W czasie wieczorku multikulturowego każda reprezentacja miała za zadanie przedstawić swój kraj z jak najlepszej strony, a my mieliśmy okazję poznać ciekawostki o innych krajach Europy, o ich kulturze, tradycjach, zwyczajach i zabawach. Nasza wspólna praca zakończyła się spotkaniem w ratuszu z politykami niemieckimi, którym przedstawiliśmy nasze zobowiązania i prośby o współpracę z młodzieżą. Reprezentanci lokalnych samorządów oraz kilku landów niemieckich chętnie wysłuchali naszych postulatów, a następnie podziękowali nam za zaangażowanie i pracę nad lepszym jutrem naszej planety. Oczywiście, z przyjemnością wyrazili chęć pomocy we wspieraniu słusznych idei; mamy nadzieję, że z ich pomocą uda nam się jeszcze lepiej chronić

CarpeDiem13