Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Przperaszamy, niestety w poprzednim numerze CKG w wywiadzie z Panią Anią Salamon wkradł się złośliwy chochlik, który sprawił , że nasz dziennikarz podał kilka błędnym informcji dotczących naszej rozmówczyni. Za te nieścisłości przperaszamy i poniźej drukujemy list Pani redaktor, który te błędy prostuje. Jest też recenzją naszej pracy. Witam Serdecznie, Z przyjemnością przeczytałam wywiad ze mną J muszę przyznać, że bardzo fajnie się go czyta a to przecież jest najważniejsze. Styl jak najbardziej w porządku nie mam większych zastrzeżeń choć znalazłam w nim kilka małych usterek, o tuz nie studiowałam stosunków międzynarodowych a politologię. Wiem, że to może się mylić, bo są to bardzo zbieżne kierunki. I pierwszą moją pracą nie było Radio Kielce a Onet.pl ale rozumiem, że mogło to gdzieś umknąć. W mojej ocenie wywiad jest ok. i należy się 5. Pozdrawiam i życzę powodzenia. A. Salamon Niecodzienne spotkanie z Panem Tadeuszem
Mamy zaszczyt po raz pierwszy umeścić recenzję jednego z naszych rodziców. Pani Renata Samela nie tylko udostępniła nam dom, ale takźe była recenzentką naszego projektu.


Kuchnia integruje życie domowe i towarzyskie. To prawda, która nie jeden raz potwierdzała codzienność, ale odno-siłam ją raczej do osób trochę starszych niż młodzież szkolna, tj. do osób 18+. O tym, że ta sama reguła dotyczy również „skomputery-zowanych” rówieśników mojej córki, mogłam się przekonać przy realizacji najprzyjem-niejszej części projektu „Jak Wojski gotował?” – czyli, odkrywanie przepisów kuchni staro-polskiej w „Panu Tade-uszu” i… gotowanie. Kuchnia staropolska, hm… rozmarzyłam się. Odezwały się we mnie dawno stłumione przez codzienność zamiłowa-nia do wszystkiego, co staropolskie. Przypo-mniały się opowieści babci o zjazdach ro-dzinnych, tygodniowych przygotowaniach, ku-ligach. Jak zza mgły zobaczyłam pradziadka zajeżdżającego okaza-łymi saniami zaprzę-żonymi w rącze kare konie przed ganek podupadającego dwo-ru. To był ostatni obraz, jaki mi utkwił w pamięci z czasów, gdy jako mała dziewczynka spędzałam święta u dziadków. Kuchnia staropolska? – wchodzę w to! Tylko, czy te dzieciaki wycho-wane na hamburge-rach, frytkach i fast-foodach podejmą wy-zwanie celebrowania posiłku, przygotowania go i to według staro-polskich receptur. I zgromadzili się …w kuchni! Cały dom do dyspozycji gości, a życie skupiło się tu, w kuchni. Tu planują,

" I zgromadzili się …w kuchni! Cały dom do dyspozycji gości, a życie skupiło się tu, w kuchni. "

odczytują przepis na rosół, ustalają, co kto będzie robił i w jakiej kolejności. Gadają, śmieją się, żartują, opowiadają historyjki i znowu się śmieją.Zgra- bnie obrane warzywa lądują w garze razem z mięsiwem i przprawami Każdy się garnie, aby zaistnieć. Pani Rybka na gorąco opisuje projekt siedząc na górze przy kompu-terze. Woła, przypomi- na, zdalnie kontroluje. Kuchnię i cały dom zaczyna spowijać aromat rosołu. A on pyrkocze swojsko i dostojnie, szepce do ucha przyrzeczenie wykwintnego smaku. Nagle z „centrum dowodzenia” przy- chodzi rozkaz! W prze-pisie na rosół staropol-ski są dwie borówki! Wykonać! Borówki? Dziwne, jakoś do rosołu nie bardzo pasują, ale cóż, z panią Rybką się nie dyskutuje. Bach w rosół wyszperane dwa ziarna borówek. Będzie kwaśnie, ale może nasze prababki taki właśnie lubiły? Słyszymy donośny śmiech, ale taki, że wszyscy śmiejemy się właśnie słysząc go, a nie doszukując się jego powodu.



Przybiega posłaniec z korektą rozkazu: Nie dwie borówki, tylko dwa borowiki! No, to są smaki i klimaty staro-polskie! Szukamy borówek pływających w rosole i mieszających się z zielem angielskim. Są! Uff. Smak potrawy uratowany. Śmiech! Borowiki, gdzie są borowiki? Tu są. Plask w rosół! Rosół pyr, pyr, pyr… będzie pyszny. I był. Na drugi dzień goście zgromadzeni na szkol-nej uczcie nie mogli wyjść z podziwu dla smaku przygotowanych potraw i kucharzy, którzy serce włożyli w ich gotowanie. A mło-dzi? Cóż, będą pamię-tali takie właśnie niety-powe podejście do ikon kultury polskiej. Pomysł niecodziennej lekcji języka polskiego i przeniesienie jej ze szkoły do domu, wspól-ne gotowanie i towa-rzyszące mu kulinarne lapsusy. Każdy wyniesie z tego spotkania coś dla sie-bie i przechowa w pa-mięci na dużo dłużej niż zwykłą lekcję. A „Pan Tadeusz”? Wszyscy zgromadzeni, nie tylko ci młodzi, ale i my starsi dotknęliśmy prawdy oczywistej – jest on ponadczasowy, choćby od tej codzie-nnej strony – kulinar-nej. Myślę, że dzięki temu niedzielnemu spotkaniu z Mickiewi- czem popatrzyłam na jego dzieło z innej perspektywy i sama po latach odkryję go na nowo. Mam nadzieję,że propozycji jeszcze wiele się posypie, tym bardziej, że zainspiro- wana oryginalnym sposobem na, co tu dużo mówić, raczej trudną literaturę dla młodzieźy, sama jestem bardzo zaintere-sowana odkrywaniem „Pana Tadeusza” po latach i na nowo. Renata Samela Pływacy w Ciechanowie
"Należy przyznać, że sam udział w tak ogromnej, organizowanej po raz siedemnasty imprezie wymaga od zawodników wielkiego wysiłku fizycznego i psychicznego."


W dniach 15-17 kwiet-nia rozegrano Ogólno-polskie Zawody Pływac-kie Szkół Społecznych STO w Ciechanowie. Naszą szkołę reprezen-towali: Aleksandra Madejska (kl. II), Jakub Olejnik (kl. II) oraz Magdalena Bidzińska (kl. III ). Z całej Polski udział w zawodach wzięło ponad 500 uczestników i uczestniczek. Uczniowie Społecznego Gimnazjum w Starachowicach wywalczyli miejsce w czterech finałach, mimo źe pojechali w tak małej grupie. Magda Bidzińska zdobyła brązowy medal w stylu motylkowym na 100 m i IV miejsce w stylu dowolnym na tym samym dystansie. Ola Madejska wywalczyła 5 miejsce w stylu grzbietowym na 100 m., a Kuba Olejnik zajął siódme miejsce w stylu klasycznym na 100m i i poprawił swój rekord źyciowy. Te sukcesy moźliwe były dzięki regularnym zajęciom na basenie prowadzonym przez panią Agnieszkę Makoską. Jak zawsze w tego typu zawodach i tym razem nie obyło się bez błędów. Po jednym z nich Ola powiedziała: - To niedobrze, że popełniłam błąd. Przygotowywałam się do tych zawodów przez cały rok, ale wyciągnęłam wnioski. Będę więcej pracować nad techniką i mam nadzieję, źe za rok poprawię swój wynik. Bardzo się cieszę, że tu przyjechałam. Sprawdziłam swoje umiejętności w pływaniu. Cieszę się z mojego piątego miejsca w stylu grzbietowym. To jest moje największe osiągnięcie w źyciu. Kuba Olejnik natomiast powiedział: „Generalnie, bardzo mi się podobało. Panowała fajna atmosfera. Zawody przygotowane były na najwyższym poziomie. Oczywiście, jak wszystko co dobre, trochę za krótko trwały. Wyniki osiągnęliśmy bardzo dobre, zwłascza, źe niezbyt często startujemy. Jestem ze swoich startów zadowolony, chociaź wiem,że stać mnie na więcej. Wiem już nad czym trzeba popracować. W przyszłym roku czeka mnie ciężka praca. Mam nadzieję, że wszyscy poprawimy swoje tegoroczne osiągnięcia Magda Bidzińska, zdobywczyni brązowego medalu, stwierdził. "Nie żałuję tych trzech ciężkich dni. Sądzę, że każdy zawodnik dał z siebie wszystko i



walczył do samego końca. Jestem zadowolona z moich sukcesów. Nie spodziewałam sie ich zwłaszcza czwarteego miejsca w stylu dowolnym na 100m. Brała juź udział kilka razt wciechanowie i zawsze była ostatnia w finale. Tym razem poprawiłam sie o cztrey pozycje Niektórzy mówią, źe czwarte to najgorsze miejsce, ale ja się cieszyłam, tak jakbym zdowbyła pierwsze. Jeśli chodzi o styl motylkowy, to dopiero po powrocie do Starachowic zdałam sobie sprawę z tego osiągnięcia. Wtedy to wzięłam medal do ręki i popłakałam się. Wiele zawdzięczam pani Makoskiej, która przed moim startem stanęła przy mnie i powie-działa: „ To twoja ostatnia szansa, potem już koniec, więc pokaż na co cię stać i płyń jak najszybciej, nie poddawaj się.” Myślę, że warto było tam pojechać i nie mogę nie wspomnieć o mile spędzonym czasie i atmosferze wśród na-szej drużyny. Każdego dnia zbieraiśmy się wszyscy w moim i Oli pokoju, przynosiliśmy słodycze, włączaliśmy muzykę i aby nie myśleć o stresie, staraliśmy się go zabić dobrą zabawą, co nam się udało. Jak każdy, żałuję, że to już koniec, ale wie-rzę, że za rok ta ekipa spełni swoje marzenia w Ciechanowie. Niestety beze mnie bo ja startowałam juz ostani raz. Będę trzymała za moich młodszych kolegów kciuki i mam nadzieję, że za rok pójdzie im jeszcze lepiej. Magdalena Bidzińska Czy Święto Pracy ma sens ?
"Wydaje się, źe tradycja pochdów pierwszomajowych przeszła do lamusa"


Zarówno w stosunku do lat poprzednich, jak i współcześnie polskie Święto Pracy wypadło w tym roku bardzo ubogo. Rok 1989 w Polsce kojarzy się głównie z obaleniem systemu komunistycznego. Złe zdanie o tej epoce i systemie, mimo upływu czasu przetrwało do dziś. Przeciętny Polak nie zna nawet podstawo-wych założeń ruchu robotniczego i nie interesuje się polityką, o czym świadczy choćby frekwenkcja wyborcza. Zanikła tak-że solidarność między pracownikami różnych firm – każdy z nich patrzy tylko na swój własny interes, pomi-jając innych, co wpływa negatywnie nie tylko na relacje, ale także na gospodarkę państwa. Większość należących kiedyś do państwa zakładów została spry-watyzowana, zaś prze- mysł rozdrobniony i mało wydajny. Mimo tego, zmiany w psy-chice społeczeństwa utrwaliły się i wydają nieodwracalne – socja-lizm jest zły, zaś kapi-talizm to zbawiciel. Polacy niestety nie są narodem chętnym do dyskusji. A pochody pierwszomajowe kojarzą im się z minioną epoką i festynem ludowym. Stąd niska frekwencja i małe zainteresowanie. W Starachowicach tylko członkowie i sym-patycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej uczcili to święto. Wydaje się, źe tradycja pochdów pierwszomajowych przeszła w Polsce do lamusa, chociaź hasła "pracy i chleba" są nadal aktualne. Przed związkami zawodowymi stoją nadal duźe wyzwania. Marcel Gralec "...nie wierzyłem w swoje umiejętności."
Można przeskoczyć własne słabości... Wywiad z Maciejem Purskim - laureatem wojewódzkiego konkursu historycznego i polonistycznego


Dziennikarz: Na czym polegały oba konkursy? Maciej Purski: Wszystkie trzy etapy olimpiady historycznej wyglądały tak samo. Pisałem testy: każdy etap - inny okres historyczny. Były to zada-nia półotwarte bądź zamknięte. Lau-reatów było dwudziestu kilku. Zada-nia najczęściej wykraczały jedynie nieznacznie poza program, jednak wierzcie mi, "wkucie" całego mater- iału podręcznikowego było wystar-czająco trudne. Pierwszy i trzeci etap konkursu polonistycznego polegał na napisaniu testu sprawdzającego głównie umiejętności interpretacji tesktów i logicznego rozumowania. Potrzebna była też wiedza z zakresu teorii literaury, która nie jest raczej moją mocną stroną, ale całe szczęście nie było jej wiele. Na drugim etapie natomiast uczniowie musieli napisać wypracowanie na jeden z podanych tematów i w odpowiedzi odwołać się do postaci z literatury. Dz.: Na czym polegały Twoje przygotowania do olimpiady historycznej? M.P.: Co tydzień spotykałem się z panią Ewą Nowak, która wyznaczała mi materiał do nauczenia się przez najbliższy czas. Pani dawała mi



dodatkowe pomoce i wyjaśniała niektóre trudniejsze zagadnienia. Jednak sukces zawdzięczam ciężkiej pracy i samozaparciu, bez którego nie da się osiągnąć trudnych celów. Nauczyłem się, że dzięki uporowi w dążeniu do celu i konsekwencji można przeskoczyć własne słabości (w moim przypadku lenistwo...). Poprzeczkę zawiesiłem sobie bardzo wysoko. Musiałem powtórzyć całą pierwszą klasę i przerobić materiał drugiej i trzeciej. W kilka miesięcy przyswoiłem to, na co inni mają dwa lata... Historia pochłaniała mnie więc całkowicie. Zawsze lubiłem ten przedmiot i dlatego było mi łatwiej poświęcić mu tyle czasu. Dz.: Jak przy takiej ilości pracy znalazłeś jeszcze czas na olimpiadę polonistyczną? M.P.: Od początku roku planowałem wziąć udział jedynie w konkursie historycznym.Nie planowałem udziału w olipmiadzie polonistycznej. Nie wierzyłem w siebie, w przeciwień-stwie do mojej polonistki, Teresy Rybki. Myślałem, że jeden konkurs w klasie drugiej to i tak za dużo. Wy-startowałem w olimpiadzie poloni-stycznej, by się sprawdzić i zobaczyć, nad czym muszę jeszcze popracować. Zamierzałem bowiem "na poważnie" zabrać się za ten konkurs dopiero w klasie trzeciej. Tak dalece nie wierzyłem w swoje umiejętności, źe pytałem się nawet pani Rybki, czy będzie bardzo zła, jeśli otrzymam czterdzieści procent ( śmiech). Ku mojemu zdziwieniu przechodzłem do kolejnych etapów. Oczywiście klu-czem do mojego sukcesu była wielo-letnia systematycna praca i liczne lektury. Lubię czytać. Juź w szóstej klasie przecztałem wszystkie utwory Tolkiena, a w I gimnazjum większość ksiąźek Andrzeja Sapkowskiego. Sprawdziły się słówa mojej polonistki, źe do sukcesu w tym konkursie wystarczy systematyczna praca i oczytanie. Dz.: Co jest Twoją największą pasją? M.P.: Moją nawiększą pasją jest mu-zyka. Od kilku lat gram na gitarze. Mam zespół, w którym realizuję się jako muzyk. Kiedy gram, "odpływam" i mogę zapomnieć o codzienności i nauce. Ciągle się rozwijam i zawsze staram się znaleźć czas na grę. Gra jest dla mnie odprężeniem. Jestem fanem róznych gatunków muzycz-nych. Lubię klasyczne rockowe zespoły takie jak: Led Zeppelin, czy Pink Floyd. Jestem także fanem, twórczości Davida Byrne'a, która łączy w sobie elementy rocka, popu, funku, muzyki klasycznej, elektroniki oraz latynowskich i murzyńskich rytmów. Moimi idolami gitarowymi są Jimmi Hendrix i John Frusciante. To właśnie styl tych gitarzystów najbardziej staram się naśladować. Dz.: Czy interesujesz się czymś innym poza muzyką? M.P.: Tak, oczywiście. Uwielbiam książki, szczególnie fantastyczne. Jak większość moich rówieśników gram w gry komputerowe. Jestem także wiernym kibicem klubu piłkar-skiego Arsenal Londyn, którego cotygodniowe mecze są dla mnie świętem. Dz.: Czy masz już jakieś sprecyzowane plany na przyszłość? M.P.: Nie, absolutnie nie. Nie podją-łem jeszcze nawet decyzji, co do profilu klasy. Jestem bowiem też dobry z przedmiotów ścisłych. Dz.: Dziękuję za rozmowę. M.P.: Ja również dziękuję Kuba Olejnik Wywiad z Marcelem
"Chciałbym mieć także udział w działalności jakiejś partii o orientacji centrowej, centrolewicowej albo narodowolewicowej."


Paweł: Na czym polegały kolejne etapy konkursu historycznego? Marcel: Uczestnicy dostawali zadania do wykonania. Były to typowe ćwi-czenia egzaminacyjne. Na zmianę pojawiały się tabelki do wypełnienia, pojęcia do połączenia, zdania i teksty do uzupełnienia, a także – co było dla mnie, mimo sympatii do kartografii koszmarem – mapy, które trzeba było oznaczyć i opisać. Paweł: Czy konkurs sprawił ci jakieś problemy? Marcel: Nie. Zawdzięczam to głównie temu, że historia to moja pasja, toteż wszystko, co z nią związane bardzo mnie interesuje i nauka tego przed-miotu jest dla mnie przyjemnością Zadania były typowe dla najzwy-klejszych sprawdzianów, a te nie sprawiają mi większego problemu. Znaczny był także udział nauczyciela



historii – pani Ewy Nowak, która spędzała ze mną po kilka godzin, codziennie przygotowując mnie do konkursu, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Najłatwiejszy był dla mnie etap drugi. Na ostatnim najwięcej problemu sprawiła mi właśnie mapa. Paweł: W jakich innych konkursach brałeś udział? Marcel: W konkursie geograficznym, matematycznym, języka polskiego oraz chemicznym. Udział w tak licznych konkursach nie był dobrym pomysłem. Z wyjątkiem chemii, dotrlem bowiem najwyźej do drugie-go etapu. Sprawdziłem jednak swoją wiedzę z tych przedmiotów i cenię zdobyte w czasie nauki, jak i w trakcie konkursów doświadczenie. Jestem bardzo dumny z faktu, źe zostałem finalistą konkursu chemicz-nego. Zawdzięczam to w duźej mierze pracy Pani Anny Niebudzin-skiej. Jestem jej bardzo wdzięczny za motywowanie mnie do nauki i za-interesowanie przedmiotem.Chemia jest także moim ulubionym przed-miotem co także ułatwiło mi przy-gotowania. Paweł: Skoro już o tym mowa, na czym polegały kolejne etapy konkursu chemicznego? Marcel: Pierwszy, moim zdaniem najłatwiejszy był typowym testem – z przewagą zadań, w których należało zaznaczyć poprawną odpowiedź, na końcu kilka zadań rachunkowych. Drugi etap składał się jedynie z zadań otwartych, także podzielonych na część rachunkową oraz problemową, która zawierała projektowanie doświadczeń, opisywanie i rozpoznawanie pierwiastków i związków chemicznych. Etap ostatni był połączeniem pierwszego i drugiego, ale o wiele trudniejszym, co niestety okazało się dla mnie zgubne. Paweł: Wspomniałeś, że historia to twoja pasja. Mówiłeś także o zainteresowaniu chemią. Czy wiążesz z nimi jakieś plany na przyszłość? Marcel: Tak. W liceum zamierzam wybrać profil humanistyczny, chociaż wiele osób odradza mi tą decyzję. Studia zaś będą prawnicze, chociaż nie odrzucam możliwości politologii, stosunków międzynarodowych i tym podobnych kierunków. Zawód? Praca w sądzie, gdzie byłbym prokuratorem lub adwokatem. Chciałbym mieć także udział w działalności jakiejś partii o orientacji centrowej lub centrolewicowej. Przez długi okres myślałem teź nad wyborem klasy o profilu biologiczno – chemicznym w liceum oraz studiach stomatologicz-nych, dla pdtrzymania tradycji ro-dzinnych. Rozum nakazywałby ten drugi wybór. Zdaję sbie sprawę z trudności, jakie mają humaniści na rynku pracy. Paweł: A czy oprócz tego masz jakieś inne pasje? Jak spędzasz czas wolny? Marcel: W zasadzie to jest moja „naczelna pasja”, choć poza tym interesuję się slawistyką, polityką oraz militariami. Uczę się języka rosyjskiego. Czas wolny spędzam na



czytaniu różnych ksią-żek. Przeważnie wolę utwory klasyczne. Nie-dawno odkrylem litera-turę Lwa Tołstoja. Przeczytałem "Wojnę i pokój", która tak mi się spodobała, źe polecam ją teraz wszystkim moim znajomym. Nie dziwią mnie głosy kry-tków, którzy uwaźają tę ksiąźkę za arcydzieło literatury światowej. Ksiąźka ta nie tylko bawi ale takźe umoźli-wia poznanie historii czasów napoleońskich, które przedstawia z punkt widzenia Rosjan, a więc innego niź nasz. Sam próbuję sił pisząc krótkie opowiadania. Niedawno zajmowałem się modelarstwem, szczególnie lubiłem ro-bić figurki żołnierzy, lecz także wojsk pan-cernych. To hobby jed-nak zaniedbałem, głó-wnie z powodu zamętu wokół egzaminu i konkursów. Słucham bardzo rozmaitych typów muzyki: od klasycznej i chóralnej, przez hity lat 60 – 90, aż do współczesnej muzyki rockowej i metalowej. Polecani wykonawcy i zespoły? Na pewno dzieła z epo-ki romantyzmu jeżeli chodzi o muzykę kla-syczną. Żaden chór nie przebije dzieł socreali-stycznych, zwłaszcza „Chóru Armii Czerwo-nej”. Idąc z biegiem historii, zespoły Toto, Cutting Crew, Fore-giner, Savage. Ze współczesnych, szwe-dzki Sabaton oraz prawie wszystkie ze-społy z gatunku RAC, mimo częściowej niezgodności z moimi poglądami. Paweł Kutera