Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Santo Subito
1 maja 2011 na placu św. Piotra w Watykanie odbyła się beatyfikacja papieża Jana Pawła II.


Karol Wojtyła urodził się 18 maja 1920 w Wadowicach koło Kra-kowa, a zmarł 2 kwietnia 2005 roku w Watykanie. W młodości marzył o zawodzie aktora.II wojna światowa spo-wodowała zmianę tych planów życiowych. Jeszcze w czasie oku-pacji porzucił studia polonistyczne i poszedł do seminarium ducho-wnego. Po święceniach zaangażował się w pra-cę w duszpasterstwie akademickim oraz zajął się pracą naukową. W 1958 roku otrzymał święcenia biskupie. W 1964 roku został metropolitą archidiece-zji krakowskiej. W wieku 58 lat, 16 października 1978 został papieżem. Jan Paweł II był pierwszym papieżem wywodzącym się z krajów słowiańskich. Jego pontyfikat charakteryzował się troską o zwykłego czło-wieka, ale również o integralność Kościoła. Dlatego po jego śmierci cały chrześci-jański świat był w żało-bie. W Polsce prezydent Aleksander Kwaśniew-ski wprowadził 10 dniową żałobę naro-dową. Pogrzeb papieża zgromadził miliony ludzi na całym świecie, którzy wołali „Santo Subito”. Głos wspól-noty, zgodnie ze staro-żytną tradycją, został wysłuchany. Dla nas, młodych, Jan Paweł II był szcze-gólnie ważny. Od wczesnych lat kapła-ństwa kochał młodzież. Organizował wspólne wędrówki po górach, wycieczki i spływy kajakowe z młodymi przyjaciółmi. Nie bez powodu czasem nazywany jest „papie-żem młodych”. Był dla



nas pierwszym bisku-pem Rzymu z krwi i kości. Pamiętam, jak po jego śmierci zgroma-dziliśmy się w milczą-cym pochodzie i prze-szliśmy od ulicy Mio-dowej do kościoła pw. Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy. Trzymaliśmy znicze, na znak na-szego smutku i wiary, źe śmieć ta nas połączy i nauka papieźa nie pójdzie w niepamięć., Jego pontyfikat był dla na lekcją przeba-czenia. Uczył, że każdą winę należy puścić w niepamięć, tak jak nas nauczał Jezus Chrystus. Dał nam przykład wybaczając swojemu zamachowcy. Jest to również świadectwo jego wielkiej miłości oraz nauka dla nas, że nawet próbę zabójstwa należy przebaczyć. Nauczył również katolików tolerancji. Jako pierwszy papież w historii wszedł do meczetu oraz synagogi. Prowadził także dialog z innymi odłamami chrześcijaństwa. Ekumenizm był jednym z cech tego pontyfikatu. Pragnął połączenia odłamów chrześcijaństwa, po-nieważ rozumiał, że chrześcijanie, aby być silni, muszą stanowić jedność. Dlatego spo-tykał się z głowami innych kościołów. Spotkał się między innymi z królową brytyjską Elżbietą II. Od 1535 roku jest pierwszym papieżem, który nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Zjednoczonym Kró-lestwem. W naszej szkole pamiętamy o jego dziedzictwie. W tym roku posadziliśmy jodłę papieską oraz grupa naszych kolegów zorganizowała akade-mię dla strachowickich radnych, aby nauka papieźa ich łączyłą, a nie dziliła Hubert Kubiczek Czuję się humanistką... Wywiad z Marysią Włoskowicz
"Zdecydowanie był to test na myślenie i na wyobraźnię. Trzeba było być twórczym i oczytanym."


Dziennikarz: Jesteś w drugiej klasie i udało Ci się dostać do finału Konkursu Polonistycznego. Nie zostałaś jednak laureatką. Jak traktujesz swój wynik? Jako sukces, czy porażkę? Marysia: Myślę, że ani tak ani tak. Z jednej strony jestem z siebie zadowolona, bo nie spodziewałam się tego po sobie, jednak mogłam zrobić więcej. Teraz żałuję każdej straconej chwili,którą mogłam wykorzystać na naukę. Muszę poprawić styl, ortografię, więcej czytać. Myślę, że ten konkurs był dla mnie kubłem zimnej wody i uświadomił mi, że nic jeszcze nie umiem, że jeszcze daleka droga przede mną. Dziennikarz: Co sądzisz o formie finału? Marysia: Szczerze mówiąc o wiele bardziej pasowałaby mi prezentacja. Taki konkurs powinien sprawdzać wszystkie umiejętności, także poprawnego mówienia i dobrego zaprezentowania się. Poza tym, jest to ciekawsze, można zawrzeć w tym trochę więcej siebie. W szóstej klasie naprawdę wiele się nauczyłam, robiąc portfolio i wbrew pozorom, była to także dobra zabawa. Dziennikarz: Jaki rodzaj testu to był? Trzeba było dużo umieć, czy po prostu mieć wiedzę ogólną? Marysia: Zdecydowanie był to test na myślenie i na wyobraźnię. Trzeba było być twórczym i oczyatnym. Liczyła się systematyczna praca, ugruntowana wiedza, błyskotliwość, inteligencja, wyobraźnia i oczytanie. Myśłę, źe w moim przypadku zawaźył strach, który sprawił, źe nie popuściłam wodzy fantazji. Zdecydowanie wyobraźnia jest moim najsłabszym punktem i muszę nad nią popracować, a takźe interpretacja dzieła malarskiego, zwłaszcza abstrakcyjnego. Dziennikarz: Dlaczego właśnie olimpiada z języka polskiego? Czemu wybrałaś właśnie ten przedmoit? Marysia: Jest to jeden z wazniejszych dla mnie przedmiotów, jeden z



bardziej interesujących. Czuję się humanistką jako taka powinnam biegle posługiwać się ojczystym językiem. Lubię czytać. Spraw-dzam sie też na kółku dziennikarskim. Od dwóch lat współtworzę "CKG". Praca w redakcji daje mi dużo satysfa-kcji i kształci styl. Ćwi-czę się też w różnych formach wypowiedzi. Szczegołnie lubię wywiady, recenzje i reportaże. Jak już wspominałam w szóstej klasie zostałam laureatką konkjursu humanistycznego " Na Parnasie w szóstej klasie". Udział w konkursie polonisty-cznym był logiczną kontynuacją. Przygo-towywałam się do niego przecież od kilku lat, chociaż nie plano-wałam udziału w klasie II. Eliminacje potraktowałam jako sprawdzian, tak też traktuję cały konkurs. Planuję wziąć w nim udział w przyszlym roku. Dziennikarz: Oprócz języka polskiego, jakie jeszcze przedmioty lubisz? Marysia: Fascynuje mnie matematyka. Jest to przedmiot uczący logi-cznego myślenia i to mnie w nim pociąga. Lubię także angielski. W ogóle nauka języków obcych sprawia mi przyjemność, zwłaszcza kiedy rozmawiam z młodymi ludzmi z in-nych krajów. Znajmośc języków poszerza ho-ryzonty, można poznać nową kulturę i wiele się nauczyć. W tym roku byłam w ramach pro-jektu w Portugali i nie miałam żadnych pro-blemów z komuni-kacją w języku angielskim Dziennikarz: Dziękuję i życzę sukcesów. Marysia: Miejmy nadzieję. Kuba Olejnik Relikt socjalizmu

"Dziś to święto przestaje być już potrzebne."

Czy obchodzenie święta pracy ma jeszcze sens? Poświęcamy mu coraz mniej uwagi, rzadziej je świętujemy, a obchody państwowe są mało wi-doczne. Pierwszy maja z roku na rok staje się coraz mniej popularny. Kolorowe pochody zni-kają z ulic w błyska-wicznym tempie. Mało kto pamięta o 1 maja jako święcie pracy. Dzień ten, owszem jest celebrowany, ale tylko przez niektóre euroso-cjalistyczne środowis-ka jako kolejna roczni-ca aneksji Polski do Unii Europejskiej. Większość społeczeń-stwa jednak dzień ten spędza na leżeniu do góry brzuchem, w ostateczności, jeżeli dopisze pogoda, nie-którzy osobnicy poku-szą się o zorganizowa-nie grilla. Flagi wywie-szają tylko władze miast, a mieszkańcy robią to przy okazji 3 maja. Dawniej wzorowy obywatel powinien był wywiesić flagę konie-cznie pierwszego, dru-giego jeszcze ujdzie, ale trzeciego w żadnym wypadku. Teraz sytu-acja się zmieniła. Pier-wszego w żadnym wy-padku nie wywieszaj flagi, drugiego już tak, a trzeciego obowią-zkowo. Jak widać, po-dejście ludzi do święta pracy zmieniło się. W dzisiejszych czasach klasa robotnicza ma większe prawa, niż postulowano w 1886. Dysponuje szerokimi przywilejami, niedostę-pnymi dla pracodaw-ców. Ucieka się nawet do szantażów, czy strajkow. Wymusza w ten sposób na

CKG

pracodawcy spełnienie swoich żądań. Klasa robotnicza stworzyła nową warstwę społe-czną. Związki zawo-dowe, mimo poparcia swoich postulatów przez dużą część spo-łeczeństwa cieszą się coraz mniejszą popu-larnością. Zaufanie do tych organizacji wciąż spada. Tego przyczyną może być angażowanie się w polityczne spory lub traktowanie stanowiska jako trampoliny do kariery. Czy jest zatem sens kontynuować obchody święta pracy, skoro jego cele zostały osiągnięte? Środowiska pracowni- cze nadal chcą pod-wyższenia płac oraz powszechnych zasił-ków. Postulują walkę z bezrobociem. Nie da się jednak walczyć z bezrobociem zwiększa-jąc zasiłki! Tegoroczni nobliści z ekonomii udowodnili, że wysokie zasiłki przyczyniają się do podniesienia bez-robocia. Wiele osób wolałoby z nich ko-rzystać, jeżeli podnie-sionoby je choiciaż o kilka procent. Nie wy-maga to pracy, ani prawie żadnegoi wy-silku. Ale państwo mu-si z czegoś wypłacić te pieniądze. Im więcej bezrobotnych, tym mniej pieniędzy z po-datków wpływa do kasy państwowej, co może zrujnować gospo-darkę. Nie zgadzam się z moim kolegą który w poprzednim numerze bronił Święta Pracy. Moim zdaniem, obcho-dzenie 1 maja jest to tylko relikt dawnych czasów. Dziś to święto przestaje być już potrzebne. Hubert Kubiczek Wizyta w "Gazecie Starachowickiej"
"Dobry dziennikarz powinien lubić kontakty z ludźmi, być otwarty"


11 maja redakcja naszej gazetki w ramach szkolnego proje-ktu wybrała się do redakcji „Gazety Starachowickiej”. Tu Pani Anna Ciesielska opo-wiedziała nam jak funkcjonuje i jak powstaje gazeta. W redakcji pracują trzy dziennikarki.Każ-da z nich ma swój dział i to głównie nim się zajmuje, tak więc ktoś inny pisze o kulturze, ktoś inny o interwen-cjach, o sporcie, poli-tyce. Artykuły pisują także liczni korespon-denci. Zwykle teksty podpisuje się pseudo-nimem. Jedynie dłuż-sze reportaże i wywiady – pełnym imieniem i nazwiskiem. Proces powstawa-nia gazety nie jest wcale tak prosty jak mogłoby się wydawać. Najpierw dziennikarze piszą teksty. Trafiają one do szefowej, która je redaguje, koryguje lub koszuje. Następnie nakłada na makiety i tak gotową pracę prze-kazuje grafikowi. Jego zadaniem jest ułożenie wszystkiego tak, aby zmieściło się w gazecie i ładnie wyglądało. Praca dziennikarza to trudny zawód, choć przynosi wiele satysfakcji - powie-działa Pani Anna Cieselska. - Aby zostać dzienni-karzem, trzeba po-czuć bakcyla. Jest to praca ciężka, wyma-gająca, zwłaszcza podczas wyborów, czy większych wyda-rzeń którą trzeba wykonywać z pasją. Dobry dzienni-karz powinien lubić kontakty z ludźmi, być otwarty, mieć umiejętność

wychwytywania słów, ciekawych powiedzonek. Jednak trudy tego zawodu wynagradzają sukcesy, satysfakcja, poznawanie nieprzeciętnych ludzi, doskona-lenie się. Aby zostać dziennikarzem nie trzeba mieć konieczne dziennikarskiego wykształ-cenia. Pani Ania Ciesielska skończyła politologię. Warto specjalizować się w jednej,





konkretnej dziedzi-nie i pisać na dany temat. Droga do suk-cesu, karier jest cię-żka. Pani Anna na początku pracowała w „Tygodniku Skar-żyskim”, następnie w „Nowym Tygodni-ku”, „Mojej Gazecie” i w końcu od czte-rech lat pisze dla „Gazety Staracho-wickiej”. Na samym początku pracowała w reklamie, ale wkrótce powierzano jej coraz poważniej- sze tematy. Jednak nadal się doskonali, bo człowiek uczy się przez całe życie. Praca dziennika-rza bywa także za-bawna. Obfituje w liczne anegdoty. Oto jedna z nich. Pewnego razu do gazety zadzwonił mieszkaniec Parszo- wa, któremu urzę-dnik zakazał wypu-szczania konia na asfalt, gdyż podkute zwierzę niszczy jez-dnię. W drodze kom-promisu poradzono gospodarzowi, aby zakładał koniowi gumiaki. Jak więc widzimy, wydawanie gazety to ciekawa praca, jednkaże wymaga czasu, ambicji, chęci i poświęcenia. Z ur-lopami bywa cię-żko, jednakże jeżeli ktoś to kocha, nie widzi minusów, a same plusy pracy dziennikarskiej. Dziękujemy Pani Annie Ciesielskiej za poświecony czas i ciekawe opowiadanie. Życzymy wielu sukce-sów zawodowych i ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Ta wizyta w profesjo-nalnje redakcji wiele nas nauczy. Zrozumie-liśmy, źe nie trzeba wielekiego zespołu, źeby wywdawać gazetę trzeba tylko systematy-czności. Marysia Włoskowicz Marzę o lingwistyce - wywiad Natalką Hnatiw

"Najtrudniejsza dla mnie była polska gramatyka"

Mamy zaszczyt przedstawic naszym czytelnikom laureatkę Konkursu Przedmiotowego z języka angielskiego, Natalie Hnatiw. Marysia:Na czym polegały kolejne etapy konkursu? Natalka:W pierwszym było najwięcej zadań z gramatyki i takie, w których trzeba było wstawić odpowiednie słowo w odpowiednim czasie, a także pytania z tak zwanej kulturów-ki. Drugi etap był trud-niejszy, ponieważ trze-ba było przygotować się z literatury angiel-skiej i znać wielu pisa-rzy oraz ich dzieła, ale też były zadania z gramatyki i czytanka. Trzeci etap był podzie-lony na dwie części: na pisemną i na ustną. W części pisemnej było mniej więcej to samo, co w poprzednich eta-pach, a w ustnej trzeba było powiedzieć kilka zdania o sobie, opisać obrazki i odpowiedzieć jak najdłużej na jedno pytanie, które zadawała komisja. Marysia:Co sprawiło Ci największą trudność w przygotowaniach? Natalka:Zdecydowanie najtrudniejszy był trzeci etap, a szcze-gólnie część ustna. Miałam trudności z opisaniem obrazka, a także z opowiadaniem o sobie. Dużo rzeczy musiałam wymyślać. Było to naprawdę tru-dne i stresujące, musiałam więc poświę-cić temu o wiele więcej czasu niż innym zaga-dnieniom.



Marysia:Czy z językiem angielskim wiążesz ściśle swoją przyszłość? Natalka:Angielski z pewnością mi się przyda. Jest to język, bez którego nie da się wiele osiągnąć w dzi-siejszych czasach. Za-stanawiam się nad pój-ściem na lingwistykę i zostaniem tłumaczem. Zawód ten wydaje mi się ciekawy. Robiłabym to, co lubię i umiem, a więc połączyłabym przyjemne z pożyte-cznym. Takie mam pla-ny, choć jeszcze wiele może się zmienić. Marysia:Jakie są twoje inne zainteresowania? Natalka:Bardzo lubię pływać i dosyć długo już uprawiam ten sport. Zaczęłam kiedy miałam sześć lat i pływam do dziś. Jest to przyjemny sposób spędzania wolnego czasu. Pozwala się zrelaksować i odprężyć. Interesuję się też mu-zyką i lubię czytać różne ciekawe książki. Marysia:Co sprawiło Ci największą trudność kiedy przyjechałaś do Polski? Natalka:Nie było łatwo, wiele rzeczy sprawiało mi trudności. Szczególną barierą, którą jednak dość szybko pokonałam był język. Najtrudniejsza dla mnie była polska gramatyka, głównie odmiana przez przy-padki. W języku angiel-skim rzeczownik ma jedną formę w liczbie pojedynczej i jedną w mnogiej. Tu musiałam się zmierzyć z ośmioma takimi formami. Marysia:Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów. Natalka:Dziękuję. Marysia Włoskowicz