Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Odwiedziny w redekcji Tygodnika
Nasza szkolna redakcja CKG odwiedziła siedzibę już ostatniej starachowickiej gazety, czyli Tygodnika Starachowickiego


Kiedy tylko weszliśmy do środka, od razu duże wrażenie zrobił na nas sam lokal, w jakim znajduje się re-dakcja. Był zadziwiająco duży, w po-równaniu z poprzednimi. Tutaj też pan Jarosław Babicki ugościł nas w specjalnym pokoju dla gości. Pan Jarosław Babicki, reda-ktor naczelny opowiedział nam w szczegółach o powstawaniu tej największej staracowickiej gazety, która pierwszy raz ukazała się w styczniu 1994 roku. Obecie ma takźe swoje wydania regionalne. Ukazjue się bowiem w Skarźysku, co szcze- gólnie ucieszyło naszego kolegę Ku-bę, który pochodzi z tej miejscowości, a także w Końskich i Szydłowcu. Wy-dawana jest przez Wydwanictwo STARPRESS Sp. z.o.o. Jak sama na-zwa wskazuje jest to tygodnik, który porusza ważne wydarzenia w powie-cie i najbliźszym rejonie. Profil pis-ma nie przewiduje zbyt wielu infor-macji. Skupia się na sprawach re-gionu i dlatego jest tak waźny dla społeczności lokalnej. Proces tworze-nia jest podobny jak w innych gaze-tach. Ważną rolę odgrywa tutaj gra-fik, który otrzymuje tak zwane szpal-ty, czyli odręcznie zaprojektowane układy stron, które następnie odwzorowuje

w profescjonalnym programie komputerowym. Ga-zeta ma stałe działy, takie jak aktualności, sport, historyczne felietony czy strona poświęcona zdrowiu. Z wypiekami na twarzy słuchaliśmy pana Babickiego, który w sposób interesujący i zabawny opowiadał nam wiele ciekawych historii i anegdot. Maciej Purski

Zwyczajne niezwyczjane... wspomnienia z Turcji...
"Spałam tak twardo, że rano budzik, ustawiony na najgłośniejszy alarm, nie zdołał mnie wybudzić."


Tym razem uczniowie naszej szkoły wzięli udział w wycieczce do Turcji w ramch projektu Comenius. Siedzę w Istambule na lotnisku.. jest godzina 19:00 od jakichś trzech godzin, przynajmniej według rozpiski przy-lotów. Podobno, cze-kamy na Portugal-czyków. Razem z grupą przedstawicieli ze szkoły i opieku-nami doceniamy „piękno” umiejętności zwanej cierpliwością. Z nudy, przeszliśmy się po lotnisku, które jak się okazało było pełne sklepów, marketów i kafejek. Naprawdę nie spodziewaliśmy się tego.. Wstąpi-liśmy na kawę i smo-othie do Starbucksa- i to chyba jedno z ciekawszych przeżyć na lotnisku. Nagle objawiły nam się niczym „anioły” nauczycielki z Turcji. Niestety wieści które przyniosły nie były tak zachwycające, jak oczekiwaliśmy. Okazało się, że jed-nemu z Portugal-czyków uszkodził się bagaż, a bus przyje-dzie dopiero ok. go-dziny 22:30. Tak jak rzekły, ok. 22:00 samolot nadlatujący z Lizbony wylądował. Minęło 30 min, błogosławiony bus przyjechał, wsiada-my do środka. Orygi-nalny wystrój zaska-kuje nas, im dalej jedziemy w głąb Istambułu. Godzina



24:00, wysoka Portugalka, raczy nas swoim śpiewem. Nie mogę usnąć. Z Olą, byłyśmy chyba jedynymi osobami które nie miały tej przyjemności zasnąć. Śpiewaczka, była zadziwiająco śmiała, skoro ze swoją barwą głosu, odważyła się wykonywać tak trudne utwory. Ta mordęga zakończyła się ok. godziny... w zasadzie nie jestem w stanie określić dokładnie o której, wiem że jest wystarczająco późno, aby me ciało odmówiło posłuszeństwa. Wre-szcie wchodzimy do hotelu, jeszcze tylko dostać klucz od pokoju, i wspaniały sen. Do-szłam do pokoju, który dzieliłam z Olą Zator-ską. Pokój nie zbyt duży, ale jak na dwie osoby nie musiał być większy. Balkon został przerobiony na dodat-kowe pomieszczenie z łóżkiem, szczerze mówiąc wyglądający jak ze szpitala psychiatrycznego- małe, ciasne pomiesz-czenie z białymi ścia-nami, wąski łóżkiem i oknem do wnętrza pokoju. I ta błogosła-wiona chwila, kiedy padłam na łóżko. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy, wstałam, umyłam się, rozpakowałam część rzeczy i padłam z nóg. Spałam tak twardo, że rano budzik, ustawiony na najgło-śniejszy alarm, nie zdołał mnie wybudzić. Rano dochodzi nas od-głos donośnego puka-nia do drzwi. Nagle słyszę „ Ej, dziewczyny, wstawać! Śniadanie za 10 min, my już jesteś-my gotowi! Ile można spać?!”, to Kacper, chyba.. Wzięłam z tor-by pierwsze lepsze ciu-chy, przeczesałam wło-sy, umyłam twarz i ze-szłam razem z Olą na śniadanie. Weszłam do jadalni. Stół szwedzki pełny typowo tureckich dań. Wzięłam wszyst-kiego po trochu i usia-dłam przy stoliku. Da-nia nie były takie złe, na pewno bardzo syte. Ten dzień zapowiada się przyjemnie. Najpie-rw prezentacja turec-kich uczniów, później obiad, wypad na mia-sto, powrót i kąpiel w łaźniach. Jest już wie- czór. Wszystko poszło zgodnie z planem. Naj-pierw prezentacje, póź-niej smaczny i syty jeszcze bardziej niż śniadanie obiad, a na koniec spotkanie z burmistrzem, rozej-rzenie się po mieście, oraz krótkie zwiedzanie w muzeum. Teraz szykujemy się na ką-piele. Po małych kom-plikacjach, weszliśmy do term. Umieszczone w dolnej partii hotelu, łaźnie były stylizowane na te z czasów bizan-tyjskich. Wszędzie unosi się para. Woda jest wrząca. Po zahar-towaniu ciała, wsko-czyłam do jednego z małych basenów. Rela-ksująca kąpiel trwała na tyle długo, żeby każdego rozluźnić. Chwile później przycho-dzą nauczycielki, my automatycznie wyszliś-my z wody i przekiero-waliśmy do pokojów. Było już dość późno, Portugalczycy namówili nas na pokera. Po kilku wygranych i porażkach, zmęczeni wracamy do pokojów. Jest 1:00 w nocy, po całym dniu, idę w końcu spać. Wiktoria Dobrowolska Zielona Szkoła



W tym roku po raz pierwszy na Zieloną Szkołę wybraliśmy się na Mazury. Mieszkaliśmy w Bęsi, miej-scowości połoźonej nad malowni- czym Jeziorem Bęskim, w urokliwej okolicy, obfitej we wspaniałe widoki. Nasza kadra pedagogiczna zapełniła nam czas co do minuty. Nie było szansy na nudę. Jak zwykle dużo zwiedzaliśmy. Szczególne wraźenie zrobiła na nas Twiedza Boyen w Giżycku, która powstała w latach 1844 - 56. Jest ona doskonale zachowanym przykła-dem pruskiej szkoły fortyfikacyjnej, której budowę zapoczątkował Fry-deryk Wilchelm IV. Byliśmy takźe w Wilczym Szań-cu, gdzie znajdują się bunkry, bę-dące główną kwaterą Adolfa Hitlera w latach 1941 - 44. Była to dla nas znakomit lekcja historii. Wiele się dowiedzieliśmy i to naprawdę nas zainteresowało. Zwiedziliśmy także średniowieczny, pochodzący z XIV wieku zamek królewski w Olsztynie, który naleźał do Kapituły Warmińskiej. Duże wrażenie zrobiły na nas wieże, na które wspinaliśmy się z niemałym trudem. Zielona Szkoła



Zwiedziliśmy teź położony nad brzegiem rzeki Sajny, zamek w Reszlu. Powstał on w latach 1350 - 1401. Nie mogliśmy się oderwać od malowniczego widoku z wieży, który z pasją fotografowaliśmy. Bardzo podobało nam się w Kadzidłowie, gdzie znajduje się prywatny Park Dzikich Zwierząt, działający od kilkudziesęciu lat. Jest to teren Puszczy Piskiej. Zobaczyliśmy tam wiele zagrożonych wyginięciem zwierząt, takich jak: rysie, wilki a takźe ptaki: cietrzewie, głuszce i jarząbki. Patronem Parku jest Benedykt Dybowski. Jedną z największych atrakcji dla gimnazjalistów okazał się rajd nocny, zorganizowany przez ośrodek, w którym mieszkaliśmy. Było trochę strasznie i zabawnie. Mogliśmy się ze sobą zintegrować i nauczyć się pracy zespołowej, przyć przygodę. Z Zielonej Szkoły wszyscy są zadowoleni, a w naszej pamięci na dlugo pozostaną miłe wspomnienia i żałujemy tylko jednego - że nie trwała dłużej. Marysia "Jak propagować turystykę rowerową?"



Jednym z ciekawszych pomysłów, jakie zrealizowałiśmy był projekt pt. " Jak propagować turystykę rowero-wą?", którego opiekunem była Pani Teresa Rybka. Jego celem była po-pularyzacja aktywnego i zdrowego trybu życia wśród młodzieży a takźe poznananie walorów najbliźszej oko-licy. Przygotowaliśmy dwie atrakcyj-ne wycieczki rowerowe. Pierwsza z nich odbyla się 14 maja. Ze Stara-chowic pojechaliśmy do Lipia, stam-tąd drogą przeciwpoźarową lasami dojechaliśmy do Wąchocka. Program był niezwykle atrakcyjny. Pierwszy raz zobaczyliśmy mogiłę harcerzy oraz sanitariuszy radzieckich z okresu II wojny światowej. Wzięliś-my udział w pikniku archeologicz-nym. "Rydno", zwiedzilismy takźe klasztor cystersów oraz zobaczyliś-my kaplicę św. Jacka. 21 maja od-była się druga wyprawa rowerowa. Przebiegała ona na trasie Staracho-wice - Lipie - Kutery - Budy Brodzkie - Brody - Adamów - Starachowice. Tym razem towarzyszyła nam Pani Renata Samela. Razem podziwialiś-my piękno otaczających nas lasów, rzadkie rośliny i zwierzęta. Obiecaliśmy sobie, źe w przyszłm roku projekt powtórzymy dodając nowe trasy. Kuba Olejnik