Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Czas liznąć kultury
Osiemnastego października bieżącego roku odbyła się wycieczka gimnazjum do Warszawy. Wzięli w niej udział prawie wszyscy uczniowie. Głównym punktem wycieczki był spektakl w teatrze „Buffo” pt. „Romeo i Julia”.


Zbiórka miała miejsce o godzinie siódmej. Mało brakło, a nasz kolega, Kuba z klasy trzeciej spóźniłby się na autobus z powodu awarii pociągu, lecz na szczęście wysiadł przed stacją docelową i dotarł na czas. Podobno pociąg stał jeszcze trzy godziny. Wyjechaliśmy jednak o czasie. Dojechawszy do Warszawy, przyszliśmy z wizytą do żołnierzy Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego, gdzie zaprezentowano nam krótki pokaz możliwości służących tam ludzi. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego, co potrafili zrobić z czterokilowym samopowtarzalnym karabinkiem. Najbardziej podobało nam się jednak pomieszczenie, gdzie można było przymierzyć ekwipunek polskiego żołnierza i wziąć do ręki karabinek AKMS, nieco unowocześnioną wersję popularnego „kałacha”. Następnie było trochę czasu na obiad i zakupy w „Złotych Tarasach”. Po czasie wolnym nareszcie poszliśmy piechotą do teatru na długo oczekiwany spektakl. Miał rozpocząć się o godzinie szesnastej. Trwał niecałe dwie godziny. Większości uczniów, z którymi rozmawiałem po wyjściu z teatru spektakl bardzo się podobał. Obszerna recenzja rzeczonego przedstawienia znajduje się również w tym numerze. Po wyczerpującym dniu pełnym wrażeń w godzinach wieczornych wróciliśmy do domu. Hubert Kubiczek Zapraszamy do teatru recenzja spektaklu "Romeo i Julia"
18 października byliśmy w Warszawie w teatrze Buffo na spektaklu " Romeo i Julia".


"Romeo i Julia" w wy-konaniu Buffo to, jak łatwo się domyślić, mu-sical, którego reżyse-rem jest Janusz Józe-fowicz. Podjął się on "unowocześnienia" dramatu Szekspira. Jeśli chodzi o zgodność z treścią oryginału, hi-storia jest taka sama. Reżyser przeniósł jed-nak największe dzieło angielskiego drama-turga w czasy współ-czesne. Kostiumy są więc jak najbardziej dzisiejsze. Główni bo-haterowie nie noszą XVI- wiecznych szat, tylko jeansy, bluzy dresowe i garnitury. Podobnie jest ze sce-nografią i rekwizytami. Romeo jeździł moto-rem, a swoją poprzed-nią ukochaną, Rozalinę poznał na dyskotece. Myślę, że pomysł reży-sera należy uznać za trafiony. Przeniesienie akcji w czasy współ-czesne nie tylko popra-wiło przyswajalność spektaklu, ale także podkreśliło uniwersal-ność przekazywanych treści. Czymś, co oczy-wiście najbardziej rzuca się w oczy w musicalu jest oprawa dźwiękowa. Kompozytorem wszys-tkich utworów jest Janusz Stokłosa, autor mocno związany z Teatrem Buffo. Trzeba przyznać, że muzyka w spektaklu "Romeo i Julia" stoi na niezwykle wysokim poziomie, za-równo tekstowym (pio-senki pisane przez Jana Wermera) jak i kom-pozycyjnym. Oprawa dźwiękowa była świet-na i razem z grą ak-torską i choreografią znakomicie tworzyła spójną całość. Śmiało można powiedzieć, że była równie dobre, jak w musicalu "Metro". Pod tym względem więc Buffo nie zawiodło i nadal utrzymuje po-przeczkę bardzo wyso-ko.Wielkie wrażenie wywarła na mnie



choreografia, również autorstwa Janusza Jó-zefowicza. Na scenie można było podziwiać typowe dla musicali sceny taneczne, ale także układy w dużo bardziej nowoczesnej stylistyce. Umiejętności tańca breakdance akto-rów były wprost niesa-mowite. Podziwianie ich kunsztu było og-romną przyjemnością. Momentami na scenie było tak wiele ruchu, że widz mógł czuć się nie-co zdezorientowany, bo niewiadomo było, na kogo zwrócić uwagę. Ciekawym akcentem było także umieszcze-nie kilku scen wschod-nich sztuk walki. Wy-stąpił prawdziwy mistrz w tej dziedzinie Nam - Bui Ngoc Hai. Scenografia (zajął się nią Andrzej Woron) i efekty specjalne może nie imponowały aż tak bardzo jak muzyka, jednak również stały na wysokim poziomie. Wszystko było na swoim miejscu. Na szczególną uwagę zasługiwała scena tańca w deszczu Romea i Julii oraz ta, w której aktorzy przywiązani do lin unosili się kilka metrów nad publi-cznością. W musicalach najczęściej mało zwra-ca się uwagę na grę aktorską. Nie rzucała się specjalnie w oczy, ale główne role tytu-łowych bohaterów można uznać za bardzo dobre. W kulminacyj-nym punkcie, gdy Julia dowiedziawszy się o śmierci ukochanego, popełniła samobójstwo, aktorom udało się wykrzesać niejedną łezkę wśród tej nieco wrażliwszej części publiczności. Reasumując "Romeo i Julia" to świetny spektakl. Z pewnością aktorzy Teatru Buffo nie zawiedli moich oczekiwań. Można go z pewsnością polecić wszystkim fanom nietuzinkowych interpretacji znanych i ogranych dzieł jak również osobom, którym podoba się konwencja musicalowa. Maciej Purski Wina i ekspiacja? Moje spotkanie z Teatrem Telewizji
Teatr Telewizji to jeden z najbardziej udanych pomysłów animatorów kultury w naszym kraju. Po latach eskperymen-tów z terminami emisji wreszcie wrócił on na antenę w rozsądnej porze i zyskał należną sobie rangę. Zachęcam wszyst-kich do systematy-cznych wizyt w tym największym na świecie teatrze.


Co poniedziałek Program Pierwszy Telewizji Polskiej emituje spektakle Teatru Telewizji. Ostatnio mieliśmy okazję obejrzeć utwór - „Dolina nicości” (reż. Wojciech Nowak). Jest to adaptacja powieści Bronisława Wildsena o tym samym tytule. Wielu krytyków ma obiekcje związane ze scenariuszem (napi-sanym przez Wojciecha Tomczyka). Zarzuca mu, że jest on rozwi-nięciem zaledwie jed-nego powieściowego wątku, który w dodatku jest poboczny, mało ważny. Jednakże sam autor w wywiadzie dla Rzeczpospolitej mówi, że jest to historia najbardziej tragiczna i wzruszająca. I w rzeczywistości tak jest. Trudno powstrzymać się od łez, nie wyrażać swoich emocji. Jest to spektakl przygnębia-jący (to z kolei nie podobało się niektórym widzom), co jednak jedynie potwierdza tragizm i dramat bohaterów. Główne role grają tu znani i cenieni aktorzy z pokaźnym



dorobkiem artystycznym. W rolę Jana Returna wcielił się Krzysztof Globisz, natomiast Daniela Strunę zagrał Mariusz Wojciechowski. Są to przyjaciele, którzy spotykają się po latach, właściwie przypadkiem. Pierwszy z nich – Jan to sławny, bogaty i ceniony w całym kraj dziennikarz. Drugi, natomiast – Daniel to mężczyzna zmęczony życiem, żyje w skromnych warunkach, pisze wiersze. Obaj bohaterowie w latach swojej młodości, podczas studiów działali w opozycji. Struna, został złamany przez SB, torturowany, co zniszczyło jego życie. Kilka lat spędził w więzieniu, w okropnych warunkach, w strachu o życie swoje i przyjaciół. Opowiada Janowi o swoich przeżyciach, przyznaje się do win, do zdrady, przeprasza. Daje mu także teczkę ze swoją poezję i prosi, aby ten przeczytał, ocenił, może wydał. Return, zaś niewiele mówi o sobie. Jego historia jest nieco inna. On również był torturowany przez SB, jednakże przyłączył się do nich, przeszedł na ich stronę. Donosił zarówno na Daniela, jak i innych znajomych. Jednakże nie potrafi przyznać się do winy. Nie widzi jej. Stara się usprawiedliwiać swoje zachowanie, porównując się do Judasza, który zdradził, ale według niektórych był najlepszym przyjacielem Jezusa. Są to bohaterowie zupełnie skrajni. Jeden, przyznaje się do winy, drugi jej nie widzi. Jeden to poeta, który nigdy nie wydał swoich wierszy, drugi – słynny i ceniony dziennikarz. Jednakże, moim zdaniem obydwie te postaci są tragiczne. Podczas akcji utworu Struna umiera. Jakie w takim razie jest zachowanie Returna? Przed dawnymi przyjaciółmi zakłada maskę, udaje, że mu żal. Choć jedna z koleżanek wspomina o tym, że zmarły pisał, bardzo pięknie, że przyznał się, iż dał swoje dzieła zaufanemu człowiekowi, który być może kiedyś je wyda, Return nie przyznaje się do ich posiadania. Po pogrzebie ma miejsce bardzo znacząca i (moim zdaniem) najważniejsza scena – Jan zdejmuje koszulkę z portretem Struny, wyrzuca jego wiersze i odchodzi. Jest to symbol tego, iż nie uznał swoich win, nadal ich nie widzi. Jest to najsmutniejszy moment w całym spektaklu. Choć na pierwszy rzut oka to Daniel jest biednym człowiekiem, pokrzywdzonym przez los, to jednak Jan był postacią smutniejszą, bardziej skłaniającą do refleksji. Jego tragizm polegał właśnie na tym, że nie potrafił dostrzec swoich win, nie widział nic złego w zdradzie, jakiej dokonał. Myślę, że każdy widz po obejrzeniu tego spektaklu powinien zastanowić się nad tym, czy sam tak nie zbłądził, czy nie wybiela siebie, nie idealizuje, za wszelką cenę nie próbuje umniejszyć swoich win, bo to może doprowadzić do jego zguby. Krzysztof Globisz i Mariusz Wojciechowski wzniesli się na wyżyny swojego kunsztu i stworzyli bardzo sugestywne kreacje. Sprawili, że spektakl, w którym nie ma wartkiej akacji, wzbudził tak wiele emocji wsród widzów. Marysia Włoskowicz Ciekawe zawody - rozmowa z logopedą
W tym roku postano-wiliśmy przybliżyć ciekawe zawody, in-tresujące profesje naszych rodziców i znajomych. Jako pierwszy z cyklu prezentu-jemy wywiad z logopedą i w tym celu prezentujemy wywiad z mamą naszej kolęznki - Pani Renaty Sameli.


Dziennikarz:Dlacze- go zdecydowała się Pani na logopedię? Pani Samela:Pracuję w szkole integracyjnej. Mam więc stały kontakt z dziećmi, które wymagają wsparcia od strony nauczyciela. Zdarzało się niejednokrotnie, iż dziecko zdolne mające problemy „tylko” z artykulacją niektórych głosek miało problemy z czytaniem i pisaniem. Potem problemy te nawarstwiały się i zamiast rozwinąć swój potencjał, dziecko musiało przezwyciężać ciągle trudności, jego energia ukierunkowała była ich pokonywanie, a nie na rozwój. Potrzeba pomagania takim dzieciom skłoniła mnie do podjęcia studiów w tym kierunku. Potem doszły dzieci z rozległymi zaburzeniami, nie tylko w obrębie mowy, ale i myślenia. Dz:Czy mogłaby Pani opowiedzieć nam kilka słów o tym, czym zajmuje się logopedia? Pani Samela: Logopedia – ogólnie mówiąc zajmuje się

*Logopedia – nauka o kształtowaniu właściwej mowy w okresie jej rozwoju i jej doskonaleniu w późniejszym okresie (logopedia ogólna), a także o usuwaniu różnego rodzaju wad i zaburzeń mowy (logopedia specjalna).

usprawnianiem obszarów związanych z komunikacją językową, czyli porozumiewaniem się, nadawaniem i odbiorem mowy. Aby to umożliwić, logopedia zajmuje się nie tylko artykulacją (wywołaniem brakujących głosek, usunięciem substytucji - najczęstsze to zamiana głosek sz, rz (ż), cz, dż – na s, z , c, dz; czy usunięciami deformacji – b – często jest seplenienie międzyzębowe). Logopedia łączy też pracę nad stymulowaniem myślenia, bo rozwój językowy jest nierozerwalnie związany z rozwojem myślenia. Dz: Co daje największą satysfakcję w Pani zawodzie? Pani Samela:Satysfakcją, jak u każdego człowieka, są osiągnięcia swoich podopiecznych. Jeśli udało nam się wspólnie wypracować i utrwalić jakąś głoskę, której do tej pory dziecko nie realizowało – to jego zadowolenie jest moim! To jest bardzo budujące. Dz:Co poradziłaby Pani młodym ludziom, którzy wiążą swoją przyszłość z logopedią? Pani Samela:Młodzi ludzie chcący wiązać przyszłość z logopedią powinni przede wszystkim wyróżniać się nienaganną polszczyzną i co oczywiste prawidłową pod względem artykulacyjnym. Nie bez znaczenia jest też cierpliwość oczywista chyba w większości zawodów, wyrozumiałość i chęć stałego podnoszenia swoich umiejętności – bo ten, kto się nie rozwija – cofa się! Dz: Dziękuję bardzo za ciekawą rozmowę Pani Samela: Dziękuję, ciesze się, że mogłam podzielić się swoimi wiadomościami Gosia Samela Dyskusja panelowa INFORMACJE

CKG

Niedawno odbyła się debata panelowa na temat życia w naszej szkole. Mogliśmy otwar-cie powiedzieć wszys-tko, co się nam nie podoba, co nas dener-wuje, co chcielibyśmy zmienić. Wymienialiśmy uwagi dotyczące fun-kcjonowania naszej kochanej placówki. W dwóch gremiach, to jest (eksperci - panel, czyli Maciej Purski, Wiktoria Dobrowolska i Hania Włoskowicz) i słucha-jący(audytorium - uczący się, czyli nasz szkolny lud) wzięliśmy udział w tym przedsię-wzięciu. Na pytania podane wcześniej, eksperci wygłosili przy-gotowane uprzednio odpowiedzi. Jeszcze na jakiś czas przed debatą mieliśmy w klasach przygotować propo-zycje pytań. Cóż, żadne z pytań mojej, trzeciej klasy nie trafiło do deba-ty. Mówi się trudno. Na-dzieją był ostatni punkt na kartkach, czas, żeby powiedzieć coś od sie-bie, co nie zostało poru-szone wcześniej, ale... Jak wyrazić swoje zda-nie na pięć różnych tematów w dwie minu-ty?! Okazało się to sztuką nie lada. Brawa dla tych co się to udało. Reasumując, dyskusja była kultuuralna, nie pa-dły "niepoprawne" wypowiedzi, ale były też glosy wskazujące, że nie wszystko jest idealne. Otwarcie powiedziano o bolączkach i problemach. Najwyraźniej ludowi szkolnemu spodobała się taka dyskusja i dyre-kcja obiecała przepro-wadzenie kolejnych debat. Może już nie-długo będzie to podsta-wowa metoda przeka-zania swojej opinii o szkole dyrekcji... Pierwszaczki! Szykujcie się! Hubert Kubiczek Na początku września w Ig. pojawiła się tablica interaktywna. Uczniowie bardzo cieszyli się z nowej formy zajęć. Mogli bowiem oglądać filmy i przygotowywać prezentacje jako prace dodatkową.Po pewnym czasie zaczęły z niej korzystać pozostałe dwie klasy ginmnazjum. Zdajemy sobię sprawę, że tablica nie należy tylko do naszej klasy, ale to my musimy przenosić się na lekcjach do innych sal. Nie utrudnia to nam co prawda nauki , ale wprowadza chaos. Szkoda, że każda klasa nie ma takiej tablicy. Hania Włloskowicz Nowi uczniowie, nowe wyzwania… - wywiad z Olą Gawlik
Mam dziś ogrom-ną przyjemność przeprowadzić wywiad z nową uczennicą naszej szkoły – Olą Gawlik z klasy I . Przeniosła się do nas ze Szkoły Podstawowej nr 9 i mam nadzieję, że trochę nam o sobie opowie.


P: Witam! Ola: Cześć :) P: Czy mogłabym zadać ci kilka pytań? O: Oczywiście, chętnie na wszystkie odpowiem. P: Czym jest dla Ciebie szkoła? O: Szkoła jest dla mnie drugim domem. Spędzam tu większość dnia, ale oprócz ogromnego źródła wiedzy jest dla mnie również miejscem poznawania nowych, wspaniałych ludzi oraz nawiązywania przyjaźni. P: Dlaczego wybrałaś właśnie naszą szkołę? O: Słyszałam o wysokim poziomie nauczania oraz bezpieczeństwie w szkole, co bardzo mnie zainteresowało. Spodobały mi się także małe klasy i duża ilość dodatkowych kół zainteresowań. Poza tym do podjęcia tej decyzji skłonił mnie stosunek nauczycieli do uczniów, o którym słyszałam wiele dobrego. P: Czy wybrałaś jakieś z tych kół zainteresowań? O: Owszem, wybrałam koło polonistyczne, ponieważ wydało mi się najbardziej interesujące, poza tym język polski jest jednym z moich ulubionych przedmiotów. P: A czy jakiś przedmiot sprawia ci duże trudności? O: Wydaje mi się, że nie. Uważam, że każdy może postarać się nauczyć, jeśli tylko tego bardzo chce. P: Czyli rozumiem, iż Ola Gawlik



nauka nie sprawia ci większych problemów. A co robisz w czasie wolnym od zajęć? Czy masz jakieś hobby? O: Tak moim hobby jest jazda na rolkach. Sprawia mi to ogromną przyjemność! Interesuje się również tańcem oraz literaturą przygodową. P: A jaka książka zachwyciła cię najbardziej? O: Chyba "Felix, Net i Nika". Bardzo podoba mi się ta powieść. Lubię czytać o ich wspaniałych przygodach. Przeczytałam wszystkie części i z niecierpliwością czekam na następne! P: W takim razie dziękuję Ci za rozmowę i życzę sukcesów w nowej szkole. O: Bardzo dziękuję. Rozmawiała Ola S. Popularyzowanie poezji Miłosza
Żeby napisać mądry wiersz trzeba wiedzieć więcej niż jest w nim wyrażone. Czesław Miłosz Nieobojętna Ziemia


W sobotę, 19 listopada bieżącego roku, o godzinie dziewiątej, w II Liceum Ogólnokształcącym odbył się Powiatowy Konkurs "Życie i twórczość Czesła-wa Miłosza", którego celem było popularyzowa- nie twórczości polskiego noblisty oraz roszerzanie wiedzy o jego życiu. Konkurs składał się z dwóch części. Obie trwały po czterdzieści pięć minut. Pierwsza była testem do-tyczacym życia poety i okoliczności powstania najpopularniejszych jego utworów. Po niej miała miejsce przerwa. Gospo-darze zaprosili uczestni-ków na słodki poczęstu-nek. Młodzież maiała też okaję poznmać się i porozmawiać o swoich planach lub zwiedzic szkołę.Do drugiej części zakwalifikowali się tylko ci, którzy osiągnęli nalepszy wynik w poprzedniej. Tym razem uczniowie musieli interpretować jeden ut-wór. Mieli do wyboru mię-dzy innymi tak popularne dzieła jak: "Campo di Fio-ri" i "Piosenka o końcu świata". Musieli się wyka-zać znajomością terminów literackich oraz umiejętno-ścią analizy. Miło nam donieść, że nasi reprezen-tanci odnieśli ogromny sukces. Pierwsze miejsce zajął Hubert Kubiczek, drugie Marysia Włoskowicz a trzecie Maciek Purski, uczniowie III klasy naszego gimnazjum. Hubert Kubiczek Rycerze potrzebni od zaraz
W świadomości współczesnej obraz rycerza jawi się jako wizerunek szlachetnego opancerzonego wojownika walczącego konno za pomocą różnorakiej broni białej w obronie słabych i uciśnionych.


Wczorajszy dzień zdecydowanie zmusił mnie do refleksji. Wstałam, co jednak nie było zbyt nad-zwyczajne (chociaż biorąc pod uwagę fakt, że poprzedniej nocy położyłam się spać po pierwszej, można to uznać za cud... ) i poszłam do szkoły. W autobusie zostałam potrącona przez biegnącego fa-ceta, który omal mnie nie wywrócił. Jak wchodziłam do szkoły, nikt mnie w drzwiach nie przepu-ścił. Na korytarzu wbiegł na mnie jakiś chłopak, upadły mi wszystkie zeszyty, które miałam w rę-kach i musiałam je pozbierać sama, bo oczywiście nikt, nawet sam sprawca, nie po-myślał, żeby mi po-móc. Później na poczcie stałam w kolejce przez ponad pół godziny, a kiedy dochodziłam do okienka, podszedł do mnie pan, który strasz-nie się spieszył i powie-dział: "Tylko minutkę. Nadam paczkę.". Nie poczekał na moją zgo-dę, tylko wepchnął się przede mnie i czekałam kolejne pół godziny, bo paczki były cztery. Jaka jest zatem refleksja z dnia wczorajszego? Rycerze potrzebni od zaraz. "Gdzie ci mężczyźni?" śpiewała Danuta Rinn. W hmm... tylnej części ciała - odpowiedzia-łoby kilku moich ko-legów, lecz biorąc pod uwagę fakt, że artykuł ten znajdzie się w szkolnej gazet-ce nie przytoczę tu dokładnego cytatu. I mają rację! Nie ma teraz prawdziwych mężczyzn, rycerzy, nie ma honorowych, odważnych, gentel-menów. No...prawie. Jeśli ktoś z Was nim jest, proszę o na-tychmiastowy kon-takt! Trzeba chronić ginący gatunek! Nie, ja nie oczekuję rycerzy na białym koniu, któ-rzy przyjadą pod wieżę swojej księż-niczki, zabiją smoka, wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśli-wie. Nie chcę dziel-nego Rolanda, Don Kichota, walczącego z wiatrakami, czy honorowego Hek-tora. Nie mam złud-nych nadziei na Zby-szka, który zrobi



wszystko dla swojej Danusi. Chciałabym tylko, żeby ktoś przepuścił mnie w drzwiach, żeby mnie nie przewracano i nie potrącano na ulicy, żeby chłopcy nie przeklinali w obecności dziewczyn, żeby wyrażali się o nich z szacun-kiem. A jeśli nawet na szacunek Was nie stać, to w ogóle stulić usta! Nie oczekuję od Was hołdów pochwalnych, czy serenad pod oknem, tylko szacunku, drobnych gestów, które go budują, takich jak przepuszczenie w drzwiach pomoc w niesieniu czegoś i kultura, chłopcy, kultura! Marysia Włoskowicz