Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Zwyczajny dzień
Kolejny dzień. Ta sama godzina. Ci sami ludzie. Ten sam pociąg oraz ta sama szara codzienność, a wśród tej rutyny ja - normalny, szesnastoletni chłopak.


Kolejny dzień. Ta sama godzina. Ci sa-mi ludzie. Ten sam pociąg oraz ta sama szara codzienność, a wśród tej rutyny ja - normalny, szesna-stoletni chłopak. Dzień w dzień, jesie-nią, zimą, wiosną dojeżdżam do szkoły pociągiem na trasie Skarżysko - Stara-chowice. Spotykam się z tymi sami ludź-mi. Obserwuję ota-czający świat, który, wcale nie jest taki szary. Rano razem wy-czekujemy na pero-nie i wsiadamy do pociągu. Ja, Pan Marian, wiecznie zdegustowana i wszystko krytyku-jąca Pani w Średnim Wieku, liczni kole-jarze i uzbrojeni w sprzęt wędkarze. W pociągu zajmujemy z góry ustalone miej-sca, które drogą za-siedzenia uważamy za własne. Nie lubi-my, gdy jedzie ktoś „nieznajomy” i zaj-muje naszą miej-scówkę, zagarnia na-sze terytorium, któ-rego gotowi jesteśmy bronić jak honoru. Każdy intruz budzi w nas niechęć i podej-rzenie. Po zajęciu miejsca i zdjęciu okrycia wierzchniego, co w niektórych wypad-kach nie jest konie-czne, (gdyż pociąg jedzie z zawrotną prędkością100km/h), jak na ludzi dwudzie-stego pierwszego wieku przystało, de-monstrujemy swoje „przywiązanie” do ro-dziny. Szczegółowo informujemy naszych najbliższych przez telefon komórkowy, o tym, że zjedliśmy śniadanie, mamy ka-napki, zajęliśmy ulu-bione miejsce i je-dziemy tą samą dro-gą. Razem a jednak osobno, skupieni na sobie i swoim małym światku. Za oknem mijają szare, osnute mgłą pola, małe domki, lasy. Kondu-ktor wpisuje bilety, Pani w Średnim Wie-ku, jak co dzień, na-rzeka na pogodę, drożyznę, lenistwo polityków. To ona sprawia swoim Dzień Kobiet

ględzeniem, że za-czynamy rozma-wiać. Komentujemy ostatnie wydarzenia, wszak każdy z nas jest znawcą polityki i nosi w plecaku posel-ski mandat. Słucha-my opowieści wędka-rzy i podziwiamy fotografie złowio-nych przez nich ryb. W Marcinkowie wsia-da czteroosobowa grupka licealistów dojeżdżających do Starachowic. Tworzą oni osobny klan. Rozmawiają tylko między sobą. Nie „kumplują się” z resztą. Patrzą na nas z góry, z ociupinką wyższości. Dojeżdża-my do wyczeki-wanego przeze mnie Wąchocka. Codzien-nie o tej porze wsia-da tu Pan Żartobliwy, którego bardzo lu-bię. Na dobry począ-tek dnia opowiada wszystkim kawały, które sprawiają, że cały pociąg od razu się ożywia. Śmieje-my, dojadając resztki kanapek i tak dojeżdżamy do Starachowic. Mówi-my sobie do widzenia i opuszczamy pociąg. Kończy się moja dzi-siejsza podróż. Ra-zem z licealistami wychodzę na peron. Macham na poże-gnanie Pani w Śred-nim Wieku, Panu Marianowi, Panu Żartobliwemu i węd-karzom. Oni jadą dalej. Spotkamy się jutro. Znowu razem a jednak osobno… Kuba Olejnik

8 marca, męska część społeczeństwa zazwyczaj usiłuje, z lep-szym, lub gorszym skut-kiem dogadzać, umilać czas i ogólnie być miłym dla piękniejszej połowy ludzkości. Z tego powo-du od rana do późnych godzin wieczornych na ulicach widać panie obła-dowane kwiatami i cze-koladkami. W sklepach z biżuterią, widać ojców rodzin, którzy z popło-chem w oczach usiłują wybrać coś swojej kobiecie i jednocześnie zaoszczędzić na bilet na mecz. Również w naszej szkole ma być zorgani-zowana zabawa dla Dzie-wcząt. Duzi i mali męż-czyźni zajmą się pewnie przygotowaniem skrom-nego poczęstunku, który potem sami zjedzą. Tradycyjnie pewnie będą występy, śpiewy, tańce a wszystko to po to, aby nasze niewiasty czuły się wyjątkowo. Samo święto jest już dość stare. Ma około stu lat. Wiążę się bezpośrednio z ruchami feministycznymi. Zostało ono rozpropa-gowane w czasach Polski Ludowej i tak już zostało w kalendarzu. Wielu mężczyzn często zadaje sobie pytanie, czy jest sens, aby istniało to święto. Kwiaty naszym Paniom mozemy kupo-wać wszak każdego dnia. Moim zdaniem, jest już tyle świąt różnego rodzaju, że każdy może wybierać. Decyzja należy do was Panowie. Możecie zaoszczędzić. O ile wam Panie pozwolą... Hubert Kubiczek ,, GRA W SZACHY JEST DLA MNIE WSPANIAŁĄ, INTELEKTUALNĄ ROZRYWKĄ..." - wywiad z Piotrkiem Herbusiem
Najbardziej tajemniczy chłopak w naszej szkole, Piotr Herbuś, specjalnie dla naszej gazety na chwilę porzucił swoje szachowe obowiązki i opowiedział o swojej pasji.


B:Czym dla Ciebie są szachy – hobby, planem na dalsze życie ? P:Gra w szachy jest dla mnie przede wszystkim wspaniałą, intelektu-alną rozrywką, a także przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Mam również nadzieję, że w przy-szłości okaże się ona moim sposobem na życie. B:Jaki jest twój największy szacho-wy sukces? P:Jestem dopiero na początku swojej przygody z szachami, dlatego nie mam jeszcze wielu sukcesów na swoim koncie. Nie- dawno wziąłem udział w Gwiazdkowych Igrzyskach Szacho - wych, które zostały zorganizowane w naszej szkole. W koń-cowej punktacji upla-sowałem się na drugim miejscu. Ten wynik uważam za wielkie osiągnięcie, ponieważ intensywnie trenowa-łem i uczyłem się tego sportu zaledwie od kilku miesięcy. To był mój pierwszy turniej. Moim celem było sprawdzenie swoich umiejętności i zdobytej wiedzy. Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną. Na pewno będę się starał ulepszać swoją grę taktyczną by stać się jeszcze lepszym szachistą. B:Co mógłbyś powiedziec o swoich przeciwnikach? P:Wszyscy uczestnicy zawodów byli bardzo trudnymi przeciwnikami.Szczególnie podziwiam zwycięzcę turnieju, który wykazał ogromnymi umiejętnościami. Gra z nim była dla mnie prawdziwą przyjemno-ścią. Pragnę również wspomnieć o Kubie Przygodzie i Kacprze Kubiczku, którzy to z tygodnia na tydzień są coraz lepsi w grze w szachy . B:Jaki jest twój kolejny szachowy cel ? P:Chciałbym wziąć udział w następnym turnieju i w miarę swoich możliwości uzyskać wysoką lokatę. B:Ile czasu codziennie poświęcasz szachom i jak wygląda twój trening ? P:Podczas tygodnia szkolnego jest to kwestia 2- 3 godzin, natomiast podczas weekendów i dni wolnych gra zajmuję mi praktycznie cały dzień. Trenuję na kółku



szachowym w naszej placówce , które jest prowadzone przez panów Kaputów. Studiuję tam wiele wariantów szachowych pochodzenia staroindyjskiego, ponadto uczę się róznych zagrań, debiutów, gambitów, obron i ataków. Natomiast w domu ćwiczę swoje umiejętności poprzez grę z komputerem szachowym, a także rozwiązywanie licznych zadań zleconych mi przez moich nauczycieli oraz kształcę się poprzez czytanie wydanych publikacji poświęconych grze w szachy. B: Dziękuję, że poświęciłeś mi chwilę i życzę sukcesów P:Ja również dziękuję. Zapraszam wszystkich do udziału w kole szachowym. Gra w szachy jest bardzo przyjemną intelektualną rozgrywką i ciekawym sposobem na spędzenie wolengo czasu. Basia Zatorska Sport jest rzeczą bardzo ważną
"Sport to nie tylko sposób na szybkie schudnięcie, jak myśli wiele osób, ale przede wszystkim "przepis" na zdrowe życie. "


Czas świąteczny jest dla Polaków okresem bardzo ważnym. Pod koniec grudnia zjeżdżają się wszyscy członkowie rodziny do jednego miejsca i razem świętują narodziny Jezusa. Święta Bożego Narodzenia to też czas cudów. Mówi się, że w Wigilię o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Niestety, nigdy nie zdarzył się taki cud, żeby po świątecznych ucztach ubyło nam kilka kilogramów. Zdesperowani ich nadmiarem postanawiamy sobie, że w Nowym Roku przejdziemy na dietę lub zaczniemy uprawiać sport. Najczęściej jednak po miesiącu zapał do sportu słabnie i przestajemy realizować noworoczne postanowienia. Sport to nie tylko sposób na szybkie schudnięcie, jak myśli wiele osób, ale przede wszystkim "przepis" na zdrowe życie. Nikt tu nie mówi, że należy codziennie biegać po 5 kilometrów. Tak niech biegają sportowcy. Dla przeciętnego człowieka wystarczy czterdziestopięciominut

" Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów jakikolwiek wysiłek fizyczny zanikł, a zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś LENIUCHEM !"

owy spacer w szybkim tempie. Dobrze by było, gdybyśmy chodzili przynajmniej raz w tygodniu na basen lub na jakiejś zajęcia sportowe typu aerobik. Czy to aż takie poświęcenie ? Przecież w zamian możemy mieć łatwiejsze życie na starość. Dzisiaj dzieci bardzo dużo czasu spędzają przed monitorem komputera. Najczęściej siedzą zgarbione i skrzywione. Kiedyś młodzi ludzie znacznie więcej czasu spędzali na dworze. Biegali po podwórku, ganiali za piłką i świetnie się bawili. Dzisiaj też rodzice rzadko kiedy idą do pracy na piechotę, czy jadą rowerem. Nic więc dziwnego, że jesteśmy dowożeni do szkoły, nawet wtedy gdy znajduje się ona o pięćset metrów od naszego domu. Nasi rodzice nie są lepsi, często jadą do sklepu, który znajduje się tylko kilkaset metrów od domu. Wielki problem sprawia nam kilkukilometrowa wycieczka rowerowa, rajd szkolny czy dobiegnięcie do autobusu. W końcu XX wieku ukazała się książka angielskiej pisarki J.K. Rowling pod tytułem "HARRY POTTER I KAMIEŃ FILOZOFICZNY". Na okładce możemy przeczytać " JEŚLI SĄDZISZ (...) ŻE W DOBIE KOMPUTERÓW SZTUKA CZYTANIA ZANIKŁA, ZWŁASZCZA WŚRÓD DZIECI , TO NIEZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ MUGOLEM!”. Cytat ten pochodzi z gazety "The Times" z 4 października 1999 roku. Ja chciałabym trochę zmienić to stwierdzenie. Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów jakikolwiek wysiłek fizyczny zanikł, a zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś LENIUCHEM ! Chciałabym bardzo serdecznie zaprosić wszystkich do uprawiania sportu i bardziej aktywnego trybu życia. Dzięki zmianie stylu możemy być zdrowi i utrzymać świetną sylwetkę, a przy tym fantastycznie się bawić. Kinga Samborska Zgubne skutki lenistwa
"Nie ma na świecie nic bardziej rujnującego jak próżniactwo " A.Hercen


Lenistwo jest od-wiecznym problemem, z którym zmaga się każdy z nas. Dla wielu jest to naturalne i nie-uchronne, jednak, jak sam tego doświadczy-łem, nie wolno z leni-stwem przesadzać. Na początku może się nam wydawać, że to nic strasznego odpuś-cić sobie wykonywanie na przykład prac do-mowych. Zanim się jednak obejrzymy, bra-kuje nam wielu nota-tek, a w karcie pracy pojawia sie kilka jedy-nek. Z biegiem czasu będziemy stawać się coraz bardziej ociężali i nie będzie nam się chciało wykonać nawet tych najlżejszych czynności. Idealnym miejscem, w którym możemy zaobserwować to zjawisko jest szkoła. Niektórzy uczniowie nie wykonują pracy domo-wej, ponieważ im się nie chce, jednak nie zdają sobię sprawy z tego, że jeśli nie zrobią tego teraz, to po pew-nym czasie praca którą będą musieli zrobić, będzie dużo większa, gdyż będzie ona obej-mowała większy za-kres materiału. Kolejnym niepo-żądanym efektem jest brak wiedzy, który u-niemożliwia nam do-bre zdanie egzaminów końcowych. Większość uczniów jednak się tym nie przejmuje, co widać po autorze tego tekstu. Ja także często sobie powtarzam: "jakoś to będzie, nauczę się kilka dni przed egzaminem". A tymczasem muszę napisać w pocie czoła artykuł do naszej ga-zety, który prawdo-podobnie nie przycią-gnie licznych czytelni-ków. Moim kolegom bowiem lenistwo prze-szkodzi w lekturze. Ze mnie zaś uczyniło mar-nego dziennikarza. Szkoła nie jest jedynym przykładem zgubnych skutków leni-stwa. Wystarczy obej-rzeć się dookoła aby zobaczyć jej skutki. Źle połozony asfalt, nie-praktycznie zaprojek-towane skwerki, roz-klejające się buty, nie-dogotowany obiad w restauracji. Co mają wspólnego z lenis-twem? Ich twórcy też kiedyś nie słuchali swoich mistrzów i dzi-siaj nie potrafią dobrze wykonać zadania. Ja to wiem i wy też, ale czy jest jakieś lekarstwo na lenistwo? Jeżeli je znacie, napisz-cie do naszej redakcji. Chętnie skorzystam Paweł Kutera Święto dużych i małych kobiet
Wszystkim dużym i małym kobietom szczęscia i zrozumienia przez przed-stawicieli brdzykiej płci życzy męska część redakcji.


Dnia 8 marca 2012 roku w Społecznej Szkole Podstawowej i Społecznym Gimna- zjum w Staracho-wicach odbył się apel z okazji Dnia Kobiet. Przygotowania trwały od około tygodnia. Uczniowie z naszego gimnazjum pod kierun-kiem Pani Ani Szumie-lewicz przygotowali program artystyczny. Uroczystość poprzedziły spotkania klasowe, podczas których nasi mężczyźni wręczali nam i naszym nauczy-cielkom oraz pracow-nikom szkoły małe pre-zenciki i kwiaty. Najpierw zaprezen-towały się małe dzieci a zaraz po tym mogliśmy zobaczyć gościnny wy-stęp zespołu tanecz-nego z Miejskiej Szkoły Tańca MIM, którego człnokiem jest nasza koleżanka z I klasy gimnazjum – Martyna Skorzyńska Następnie wystąpił Patryk Go- dziemski (uczeń klasy II gimnazjum), który także zatańczył. Później scenę przejęła klasa III gimnazjum. Pierwszy ukazał się Maciej Pur- ski, który wcielił się w rolę prezentera telewi-zyjnego przedstawiając najnowsze wiadomo- ści oraz przeprowadza-jąc krótką ankietę z dziewczynami, o tym jak zachowuje się perfekcyjna kobieta (wszystko zachowane w kabaretowym humo-rze). Po krótkiej zapo-wiedzi Pan Wojtek świetnie i przekonująco zagrał rolę mężczyzny, którego żona wyjechała na tydzień, a on miał zająć się przez ten czas ich wspólnym mieszka-niem oraz psem. Występ bardzo się podobał i wszystkich rozbawił. Na zakoń-czenie Kacper Hartung i Maciej Purski, zagrali i zaśpiewali dwie piosen-ki. Myślę, że dzień ten dziewczyny i kobiety spędziły miło. Chłopcy zaś stanęli na wysokści zadania. Wiktoria Dobrowolska Marzenia
Marzenia -są to ciągi obrazów powstające w wyobrażn i myśłi odzwierciedlające pragnienia.


Każdy z nas ma jakies marzenia... Jeden marzy o nowym iPhonie, drugi o przeżyciu prawdziwej przygody, locie na księżyc czy piątce z polskiego. Niektórzy z nas marzą o lepszej przyszłości. Chcą osiągnąc więcej niż ich rodzice, skończyć studia, znaleźć pracę i założyć rodzinę. Powiecie, że w takich "marzeniach" nie ma nic romantycznego. Brak bowiem rycerzy na białych koniach ratujących księżniczki, czy wojowników zbawiających świat, potworów rodem z literatury fantasy i pięknych rusałek z ballad Adama Mickiewicza. Z tych fantastycznych, romatycznych marzeń już dawno wyrosłem. Wydają mi się dziecinne i śmieszne, chociaż czasami fajnie by było, aby jakieś krasnoludki zrobiły za nas pracę domową, czy podpowiedziały na klasówce, zwłąszcza wtedy, gdy Pani od polskiego zabrała telefon z niezbędnym Ci do życia internetem i w żadnej mierze nie możesz ściągnąć. Te zwykłe dorosłe marzenia mają jednak przewagę nad dzieciennymi fantazjami, gdyż sami musimi na nie zapracować. Wszystko zależy od nas, od naszej determinacji, silnej woli i chęci. I to w nich jest niezwykle pociągające i trudne. Dawid Gałek Idzie Wiosna
Wiosna - charakteryzuje się umiarkowanymi temperaturami powietrza z rosnącą średnią do-bową oraz umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego. Świat roślin i zwierząt przechodzi okres budzenia się do życia


Data 21 marca ma magiczne, radosne znaczenie, albowiem jest to data oznajmiająca przybycie wiosny. Więc jest święta. A przecież każdy wie – „dzień święty święcić!”. Początek wiosny (znany także jako Dzień Wagarowicza) obchodzony jest przez wszystkich uczniów. O tak, moi drodzy – wiosna rządzi się własnymi prawami. Ptaszki ćwierkają, krokusiki kwitną, muszki latają, słoneczko świeci, cieszą się dzieci…?! Zaraz, zaraz… kto się cieszy, jakie dzieci?! Chyba te w przedszkolu! Bo my co - siedzimy w szkole, resztką instynktu zachowawczego gapiąc się na tablicę i powtarzając, że „Słowacki wielkim poetą był!”. Ludzie, litości – przecież my marnujemy młodość! Już nawet Jan Kochanowski, żyjący w XVIw. (a wiadomo, że wtedy program edukacji był nieco bardziej rygorystyczny) był na tyle mądrym człowiekiem, by stwierdzić – Jako by też rok bez wiosny mieć chcieli,/ Którzy chcą by młodzi nie szaleli." Kto się z nim nie zgodzi? Niech pierwszy wstanie i rzuci kamieniem. Razem młodzi przyjaciele – NA WAGARY! Pardon – nie tym razem, nie w tym roku. Bo oto właśnie władza kościelna z oświatą zawiązały koalicję. 21 marca w tym roku, Święty Dzień Wagarowicza, spędzimy w kościele. Przepadł… Wygląda na to, że to będą najbardziej pobożne wagary w naszej szkolnej karierze. Gosia Samela Wszystkiego najlepszego... serduszkowe święto kiczu
"Takie święta, ten wszechogarniający nas kicz, komercja, którą spotykamy na każdym kroku..."


„Wszystkiego najlep-szego z okazji święta murarzy!” Takiego esemesa dostałam od kuzyna. Na początku nie bardzo wiedziałam co jest grane, ale po-tem spojrzałam w ka-lendarz. 14 lutego 2012, wtorek – walen-tynki. Walentynki? Wale tynki… walę tynki! No tak, nazwa się zga-dza! Kolor, w sumie też – cegły są czerwone. Wzbudziło to we mnie pewne refleksje. Czy przypadkiem tym nie-winnym żartem mój brat cioteczny nie od-krył smutnej prawdy o ludzkiej naturze? Walentynki to święto zakochanych, obchodzone 14 lutego (co ciekawe, tego dnia obchodzi się również dzień chorych na epilepsję, być może to aluzja do skutków ubo-cznych zbyt wielkiej miłości…). W Polsce obchodzi się je od kilku (może kilkunastu) lat. Teraz jest już jednym z najbardziej popular-nych świąt. Wtedy wszyscy zakochani dają sobie czerwone serduszka, lizaczki i inne buziaczki. Im bar-dziej czerwone, im wię-cej w tym i na tym bły-skotek i piórek, im bar-dziej jest słodziutkie i piękniutkie, słowem im więcej kiczu – tym wię-ksza jest miłość dwojga ludzi przez siebie obda-rowywanych. Może się mylę? Z pewnością za-łożeniem tego święta nie był jeszcze jeden pretekst do wszecho-garnięcia nas bezlito-snym kiczem, ale cóż… nie udało się! Na wy-stawie praktycznie każdego sklepu już w dwa tygodnie przed Wielkim Dniem może-my obserwować nagły przyrost wszystkiego co czerwone. Dosłownie – wszystkiego. Od mi-siów, błyskotek, serdu-szek, po majtki i my-dła. Bo kto tego dnia, kto nie dostanie czegoś w „kolorze miłości", ten jest oczywiście bardzo smutny, płacze cały wieczór i w ogóle ma przerąbane życie, bo nikt go nie kocha. Takie święta, ten wszechogarniający nas kicz, komercja, którą spotykamy na każdym kroku sprawiają, że człowiek powoli z wraż-liwej istoty zmienia się w pustaka (stąd aluzja do murarzy?). Bo wte-dy znikają wszelkie prawdziwe uczucia. Wtedy liczy się tylko umieranie z miłości, sztuczne uśmiechy, przesłodzone słówka. Mamy Dzień Babci, Dzień Dziadka, Dzień Mamy i Taty. Są one po to, żeby tego dnia szczególnej wyrażać swoje uczucia, szacu-nek, podziw. Nie po to, żeby mieć pretekst, ale



po to, żeby tego dnia zrobić coś bardziej, mocniej, szczególnej… Niestety, święto zakochanych nie stało się symbolem miłości, okazywania sobie uczuć, czy symbolem w ogóle czegokolwiek oprócz jeszcze jednego dnia, na którym mogą zarobić firmy produkujące czerwone serduszka. Nikt nie traktuje tego dnia, jako okazji do niezobowiązu-jących komplementów, okazji do kochania mocniej, bardziej, do wyrażenia swoich uczuć, tylko jako okazji do kupienia mydła po promocyjnej cenie, czerwonych majtek w niższej cenie, czekolady, czy czerwonych serduszek ozdobionych piórkami dla „miłości swojego życia”. Nie mam nic przeciwko świętu zakochanych. Nie przeszkadza mi fakt, że przejęliśmy go z innej kultury. Nie podoba mi się to, że ludzie nie potrafią dostrzec prawdziwego sensu tego dnia. Zamiast jakiejkolwiek wrażliwości, większy odsetek naszego społeczeństwa ma cegłę. Dlateo wszechogarnia nas kicz, czerwoność, słodziutkość i piękniutkość. Marysia Włoskowicz