Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






CKG - Gazeta Społecznego Gimnazjum

Pierwszy grudnia - światowym dniem AIDS Wszystko o AIDS i HIV...



AIDS nadal groźne AIDS jest chorobą, o której dowiaduje się codziennie wiele ty-sięcy ludzi. Wywo-łuje ją wirus HIV. Często objawy wska-zują na inną chorobę, dlatego jej zbyt późne rozpoznanie może grozić nawet śmier-cią. Ludzie w Polsce zarażają się nią naj-częściej przez używ-anie niesterylnych strzykawek, kontakty intymne, ozdabianie ciała tatuażami, czy też zetknięcie się z zakażoną krwią. Kie-dyś twierdzono, że komary lub kleszcze przenoszą AIDS. We-dług najnowszych ba-dań, jest to tylko mi-tem. Owady przenoszą śladowe ilości krwi. Aby się zarazić wiru-sem HIV, potzebne jest jej znacznie wię-cej. Symbolem akcji "ABC" jest na całym świecie czerwona wstążeczka. Światowy dzień AIDS Od wielu lat, co ro-ku, 1 grudnia obchodzony jest światowy dzień AIDS. Młodzież i dorośli na całym świecie uczestniczą w różnych spotkaniach dotyczą-cych AIDS i HIV. Obochody światowego dnia AIDS w naszym mieście Z tej właśnie oka-zji nasi uczniowie, członkowie koła bio-logicznego, przygoto-wywali przedsta-wienie i przybliżyli nam życie ludzi, dotkniętych przez tę



chorobę. Poruszyli bardzo społeczny, a zarazem ważny proo-blem współczesno-ści. W Starachowicach również odbył się happening poświę-cony tej chorobie pod hasłem "Nie zamieniaj serca w twardy głaz". Uczestniczyły w nim wszystkie staracho-wickie gimnazja. Po powitaniu przez organizatorów i obej-rzeniu prezentacji o sposobach ochrony przed tą chorobą, obejrzeliśmy pro-gram artystyczny przygotowany przez każdą ze szkół. Skła-dał się on z odczyta-nego listu napisa-nego przez chorego na AIDS oraz przedsta-wienia o takim sam-ym tytule, co happe-ning. Nasz spektakl przygotowaliśmy pod kierownictwem pani Anny Kamińskiej i pana Marcina Kusia-ka. Brali w nim udział członkowie koła biologicznego: Laura Jammoul, Piotr Ser-wicki, Kamila Stę-pień, Julia Smyk, Karol Sionek, Jan Głowacki, Ola Zato-rska, Aleksandra Kłapcia oraz Wiktoria Dobrowolska. Oprócz tego, uczniowie rys-owali zakładkę, któ-rej motywem prze-wodnim były spos-oby ochrony przed AIDS. Naszymi prze-dstawicielami w tej części imprezy były Kinga Tkaczuk i Wiktoria Dobrowo-lska. Na koniec każda ze szkół otrzymała ekran do prezentacji. 6 grudnia przed-stawienie zostało pokazane w szkole. Oto, co powiedziała nasza koleżanka Iza z klasy I, która obejrz-ała przedstawienie: - Spektakl mi się bardzo podobał, mimo że niezbyt lubię szkolne przedstawie-nia. Ten mnie wzru-szył i sprawił, że zainteresowałam się problemem. Była to ciekawa lekcja, na której dużo się nauczyłam. My też uważamy, że we współczenym świecie pełnym znie-czulicy takie akcje są niezwykle potrzebne. Uwrażliwiają, uczą empatii i tolerancji. Nie zamieniaj serca w twardy głaz. Paulina Popławska i Laura Jammoul Święta oraz szkolne jasełka, czyli o tym, co lubimy najbardziej
Czas świąt spę-dzonych z rodziną jest naprawdę magi-czny. Zapach świer-ku, kolędy...


Przed Świętami Bożego Narodzenia odbyły się w naszej szkole jasełka przy-gotowanie przez młod-szych kolegów i kole-żanki pod kierowni-ctwem pani Magdaleny Sokołowskiej i pana Marcina Kusiaka. Jak co roku, wzruszyliśmy się historią rodziny świętej brawurowo zagraną przez małych aktorów. Nie obyło się bez łez wzruszenia licznie zgromadzonych przejętych dziadków i rodziców. Świątecz-nym akcentem była piosenka „All I want for Christmas is you”, którą zaśpiewała uczennica gimnazjum Julia Smyk. Wśród gości znaleźli się między innymi ucznio-wie szkoły podstawo-wej, gimnazjum, nau-czyciele i absolwenci. Po przedstawieniu skła-dano sobie życzenia i łamano się opłatkiem. Niestety, kiepskie wa-runki lokalowe naszej szkoły i tak ogromna ilość osób skupiona na dolnym holu nie poz- woliły zrobić tego w świątecznej atmosferze. Później wszyscy rozeszli się do klas i zaczęli sprzedaż upo-minków, przygotowa-nych przez samych ucz-niów lub ich rodziców. Następnego dnia odby-ły się wigilie klasowe. Byłam tylko na jednej przygotowanej przez uczniów klasy pier-wszej gimnazjum, więc o niej napiszę.



Na ładnie nakrytym stole mogliśmy znaleźć tradycyjne polskie potr-awy. Był opłatek, cho-inka. Wszystko było niemal jak w domu. Niemal... Wigilijną atmo-sferę rozpraszał film „2012 koniec świata”, który przyciągał uwagę uczestników. Niestety, nie umiemy obejść się bez telewizji. Sztuka konwerrsacji jest w zaniku. Przygotowanie wigilijnego stołu, po-traw i stworzenie od-powiedniego nastroju jest wielką sztuką, której uczymy się od swoich rodziców i nau-czycieli. Coraz rzadziej święta Bożego Naro-dzenia kojarzą nam się z religią. Zbyt często myślimy tylko o prezen-tach i jedzeniu, zatraca-jąc ich podniosły chara-kter. Jeszcze nie do końca przebrzmiały bożonarodzeniowe kolędy, a my już my-ślimy o wielkanocnym zajączku. Taką trady-cyjną wigilię znamy jedynie z książek i opowieści dziadków. Kiedyś, zamiast ubie-rania choinki, przystra-jano snopek siana. Wie-le potraw, między in-nymi: pasibrzuch, kasza po królewsku, czy też kasza jaglana, zostają zapomniane przez kole-jne pokolenia. Świąte-czne tradycje trzeba kontynuować, ale nutka nowoczesności nikomu nie zaszkodzi. Paulina Popławska Klient nasz wróg, czyli o traktowaniu klienta w XXI wieku
Jak większość nastolatek lubię robić zakupy. Cieszy mnie każda kupiona bluze-czka czy spódniczka. Humor psuje mi jednak często sprawdzanie klientów w sklepach i traktowanie ich jak potencjalnych złodziei.


W pewne sobotnie popołudnie razem z pa-roma znajomymi posta-nowiliśmy wyruszyć do Kielc. Cóż.., czasem zadaję sobie pytanie: „ Co z człowiekiem robi nuda?” Kręci, drażni, wyżera od środka… Po prostu każe coś zrobić. Tak więc pewnego razu, z tej nudy wybrałyśmy się do kina. Niestety, już na samym początku spotkało mnie roz-czarowanie. Po dwu-dziestu minutach stania między dwoma mężczy-znami, którzy delikatnie rzecz ujmując, nie grze-szyli zapachem swego ciała, dotarłam do kasy. Pani z uśmiechem przy-klejonym do twarzy po-informowała mnie, iż strona internetowa nie została zaktualizowana i seans odbędzie się za 2 godziny. Świetnie.. Nawet nie zdążymy na ostatni autobus.. Trzeba będzie wrócić pocią-giem. Wściekła wróci-łam do przyjaciół, któ-rzy nieświadomi zais-tniałej sytuacji, zajadali się lodami. Postanowi-liśmy coś zrobić z tym fantem. Dopiero wtedy dotarło do nas, że jeste-śmy w centrum handlo-wym, a dookoła nas są setki sklepów wype-łnionych po brzegi ubraniami. Podzieli-liśmy się na dwie gru-py, chłopaki i dziew-czyny, i daliśmy się pochłonąć szałowi zakupów. Pierwszym przystan-kiem okazał się Stradivarius, sklep potencjalnie przyjazny dla klienta i słynący z gustownie ubranych pracowników. Jednak, gdy tylko przekroczy-łam próg, poczułam piekielne palenie w nozdrzach, ten zapach, który niemalże przypra-wiał o mdłości… Może miał zachęcić do zaku-pów, a może to tylko jeden z chwytów mar-ketingowych, polega-jący na omamieniu klienta i zmuszeniu do zakupu czegoś, co prę-dzej czy później okaże się bezużyteczne. Wstrzymałam oddech i mknęłam wśród wie-szaków, między któ-rymi czułam się jak w labiryncie. Gdy tak



szłam, nie widząc końca tej czarnej dziury, poczułam jakby zatrząsł mi się mózg. Gdy tylko odzyskałam kontrolę nad myślami odwróciłam się i ujrzałam ogromny głośnik, który przed chwilą próbował prze-bić moje bębenki. Podobno przy jednym uderzeniu w głowę ginie 140 szarych komórek… Coś czuję, że ten głośnik bardzo pragnął zab-rać mi kilka punktów IQ. Nie wiem czemu ma służyć puszczanie muzyki elektro w sklepie z ubra-niami dla kobiet… Bo chyba nie jest to sposób na umilenie chwil spędzonych w galerii. Otrząsnęłam się i ruszyłam dalej. Po długiej, i niezbyt przyjemnej w moim od-czuciu wędrówce, dotarłam do przymierzalni. W ręce miałam trzy pary spodni, bo jak wiadomo „ rozmiar rozmiarowi nie równy”. Pracownicy uprzejmie powiedzia-łam „ dzień dobry” i ruszyłam ku lustrom. Ona zaś odchrząknęła i sztucznym, nienaturalnym głosem manekina, rzuciła: „ Chwileczkę.” Cofnęłam się niepewnym krokiem i spojrzałam na nią. Moje oczy mówiły: „ O co chodzi?” Kobieta zapytała mnie o ilość rzeczy, zaś ja odpowiedziałam, że trzy. I znów przesunęłam się ku zasłonom przebieralni. Pani zabrała mi z ręki ubrania i liczyła je z taką do-kładnością, jakby chciała spra-wdzić, czy na pewno gdzieś nie schowałam dodatkowej koszulki albo spodni. Czy to nie jest prze-sada? Poczułam się jak złodziej. To naprawdę dziwne uczucie, gdy na każdym kroku jest nam udowa-dniane, że ludzie nam nie ufają. Bo podobno człowiek człowie-kowi wilkiem, ale żeby tak prze-czesywać nas na każdym przej-ściu? Myślałam, że to już koniec sprawdzania mej wiarygodności, jednak kobieta po raz kolejny wskazuje wzrokiem jakiś czarny czytnik i mówi: „ Poproszę o przyłożenie torebeczki.” Przesu-wam ją i czekam… Pokazuje się zielone światełko. Uff.. Nie jestem złodziejką. Dziewczę prowadzi mnie do pomieszczenia, zawiesza rzeczy i mówi: "Nazywam się Ania i będę pani asystentką.” Pierwsze wrażenie? Hmm.. całkiem miło z jej strony. Jednak już po chwili



zmieniam zdanie, gdy dziewczyna co pół minu-ty przychodzi i dopytuje czy wszystko dobrze. Wreszcie odpowiadam, że czarne spodnie, któ-rych najbardziej potrzebuję, są za małe. Propo-nuje, że przyniesie większe. Zgadzam się. Po dłuższej chwili czekania, a mianowicie 10 minu-tach dziewczyna przychodzi i oznajmia mi, iż nie ma czarnych, ale za to znalazła cudowne niebieskie. Próbuję przekonać ją, że nie potrze-buję żadnych innych. Proponuje mi kolejne. Na siłę podejmuje trud zmuszenia mnie do zakupu czegoś niepotrzebnego, ba czegoś, co nawet trochę mi się nie podoba. Poddaję się. Zmęcze-nie bierze górę. Po czterdziestu minutach spę-dzonych w jednym sklepie mknę ku wyjściu. Zostaję bez nowych ubrań, z zepsutym humorem i podrażnionymi nozdrzami. Muszę jeszcze po-konać labirynt wyznaczający kolejkę do kas, przy których znajduje się masa przecenionych rzeczy kuszących blaskiem i jaskrawymi kolo-rami. Nie.. nie jestem w stanie już nic obejrzeć. Wychodząc mijam jeszcze dwóch ochroniarzy, którzy swym wyglądem bardziej przypominają mi gangsterów. Mijam kolejne szklane witryny i zaczynam się zastanawiać, jak traktoowany jest człowiek w dzisiejszym społeczeństwie , czy każdy człowiek to potencjalny złodziej?? Julia Smyk



Po nitce do kłębka, czyli jak rozwiązać problem lenistwa. W dzisiejszych czasach nie trudno zauważyć, iż u młodzieży, szczególnie w wieku gimnazjalnym, nasila się zjawisko lenistwa. Myślę, że ten problem, bo tak już to należy nazwać, jest warty zauważenia i ,,wyplewienia ‘’. Dlatego dziś po nitce do kłębka przedstawię jego rozwiązanie. Myślę, że sedno sprawy tkwi w tym, że potrafimy inteligentnie korzystać z modernizacji tego świata. Mając informacje pod no-sem, jedyne co robimy, to: ,, kopiuj” ,, wklej”. Nie oczekujemy od siebie wię-cej niż musimy zrobić. Je-śli mamy się czegoś nau-czyć, to albo robimy to tak aby: wykuć zdać zapom-nieć, albo nie robimy tego wcale. Coraz mniej czyta-my. Młodzi ludzie korzy-stają z bryków i gotowych wypracowań, które z łat-wością mogą znaleźć na co drugiej stronie w Inter-necie. Jedyną motywacją do robienia czegokolwiek komputer. Moje pokolenie ,,le-niwców” narodziło się w końcówce lat dziewięć-dziesiątych. Małe, śliczne, dobrze zapowiadające się bobaski są teraz często leniwymi, ogłupiałymi gimnazjalistami, którzy za największa rozrywkę uważają siedzenie przy komputerze i granie w,, lola”. I tak po nitce docho-dzimy do kłębka. Jak roz-wiązać problem lenistwa wśród młodzieży? Nie ma jednej ogólnej odpowiedzi na to pytanie. Przepis nie jest prosty. Bo tym razem problem tkwi w każdym człowieku z osobna. Jeśli chcemy zmieniać świat, zacznijmy od samych siee-bie. I to właśnie moja pos-tawa zmusiła mnie do tych wniosków. Jak to zmienić? Po pier-wsze należy postawić sobie jasno najpierw obowiązki, potem przyjemności. Ważne jest także aby nigdy nie chodzić na skróty. Jeśli się już czegoś uczymy, to nie marnujmy czasu i wynieśmy coś z tej szkoły, w której spędzamy większość swojego cennego czasu. To my jestee-śmy przyszłością tego na-rodu, to któreś z nas będzie przyszłym premierem Polski. A jeśli teraz nie zaczniemy pracować, uczyć się, to kto będzie tworzył kiedyś elitę naszego kraju. Odpowiedzmy sobie na pytanie co chcemy osiągnąć w przyszłości. czy zadowala nas życie dla samego bycia. Ja osobiście nie wyobrażam sobie nie pójść do liceum, nie iść na studia i nie mieć potem dobrej pracy. A już od dziś pracuję na swoją przyszłość. Jeśli nie dosta-nę się do dobrego liceum, nie pójdę na studia, jeśli nie pójdę na studia nie będę miała dobrej pracy i tak można mówić dalej i dalej, aż w końcu okaże się ze przez moje lenistwo w wieku piętnastu lat zmarnowałam sobie cale życie. Dlatego tak ważne jest by nie uczyć się dla oceny, ale dla wiedzy. Korzystajmy z Internetu inteligentnie i z umiarem. Nie pozwólmy, żeby co-kolwiek opanowało nasz mózg i odciągało od naj-ważniejszych rzeczy. A w naszym wieku priorytetem powinna być nauka. Dlatego aby po tej cie-niutkiej nitce, jaką jest nasze życie dojść do kłę-bka i być dumnym z tej ,,nitki” najważniejsza jest pracowitość bo bez niej nic nie osiągniemy. Żyjmy tak, aby został po nas kłębek wiedzy, aby zostawić swój ślad na tej ziemi i aby całe nasze życie nie poszło na marne. Hanna Włoskowicz



"Wolne!" - Czy rzeczywiście to słowo zawsze oznacza radosną nowinę? „Nareszcie wolne!” – Są to słowa niezwykle często wypowiadane przez uczniów w momencie rozpoczęcia weekendu, ferii, świąt… Oczywiste jest to, że większości z nas po prostu nie chce się uczyć. Narzekamy na codzienną rutynę, ogrom zadawanych prac domowych, których i tak często nie odrabiamy. Cieszymy się, więc z każdej wolnej chwili. Jest to nomalne. Wiem, tak jak niektórzy z was, że nie zawsze szkoła=nudny czas spędzony na nauce. Często jest to także okazja do codziennego spotykania się ze znajomymi. I właśnie tego brakuje podczas wolnego. Nie jest tak, że w ogóle się wtedy nie spotykamy, nie mamy jednak pretekstu, aby zobaczyć się codzienne ze wszystkimi. Zupełnie odmienną sprawą są wakacje. Wtedy do wizji normalnego czasowego rozstania, dochodzi także obawa, że nie wiadomo, czy zobaczymy się jeszcze e kiedyś z ludźmi, z którymi teraz widzimy się praktycznie codzienne. Chodzę aktualnie do III gimnazjum i w tym roku zakończę edukację w mojej szkole. I co wtedy? Nowa ,,buda", nowi znajomi, koledzy? Nie chcę je-dnak zrywać kontaktów z przyjaciółmi. Liczę na to, że nie stracę kontaktu z moimi kolegami ze szkoły i klasy. Ale kto to wie? Spotkania będą utrudnione, ale nie niemożliwe. Wszystko okaże się jednak w ciągu najbliższych lat. Mam nadzieję, że nawiązane przyjaźnie przetrwają lata. Jakub Fiega Zabytki polskiego i światowego średniowiecza, które podbiły architekturę swoim istnieniem
Od pewnego czasu za-interesowałam się śre-dniowieczem. Była to e-poka historyczna, kultu-ralna i literacka, trwająca w Europie od V w.n.e. do XV w.n.e., natomiast w Polsce od X w. do XV w. Wyróżnia się w niej dwa style architektoniczne: romański i gotycki. Bu-dowle wzniesione w tych stylach są tematem tego artykułu. To słowami wstępu, a teraz posłuchaj-cie.


Zacznę od najsłyn-niejszej katedry gotyc-kiej – Notre Dame. Wznosi się w centrum Amiens i jest najwięk-szą świątynią we Fran-cji. Została zbudowana na potrzebę miejsca, gdzie przechowuje się relikwie. Obecnie znaj-duje się tam głowa Jana Chrzciciela, która została tam przywiezio-na w 1206 roku przez krzyżowców. Projekt katedry realizowano w dwóch etapach czaso-wych, lecz architekturę kościoła uzupełniano jeszcze w XVI wieku. W katedrze znajduje się potężna, wypełniona witrażami nawa główna z 13-metrowym oknem rozetowym. Ciekawostką jest, że za nim wybudowano w tym miejscu Notre Dame znajdowały się tam aż cztery inne koś-cioły! Kolejnym średnio-wiecznym zabytkiem, ale tym razem polskim jest zamek w Malborku. Jest najcenniejszym



zabytkiem gotyckim le-żącym na północy kra-ju. Dawniej, był siedzi-bą wielkiego mistrza za-konu Najświętszej Marii Panny. Zaliczany jest do najznakomitszych budowli średniowie-cznej architektury obro-nnej. Ciągłe renowacje pozwoliły na wyodrę-bnienie kilku olbrzy-mich kompleksów. Ich fachowe nazwy to: Za-mek Wysoki, Zamek Średni z Wielkim Refe-ktrazem, Pałacem Wie-lkiego Mistrza oraz Za-mek Niski. Następnie przeno-simy się do Wielkiej Brytanii, gdzie znajdu-je się Windsor. Jest naj-starszą, dotychczas za-mieszkiwaną rezydencją królewską. Wilhelm I Zdobywca wniósł w tym miejscu pierwszą warownię. Najstarszym zachowanym fragmen-tem jest jednak kamien-na wieża, która powsta-ła w 1170 roku z polecenia Henryka II. Dalsza rozbudowa miała miejsce za czasów panowania Henryka III i Edwarda III. Oni właśnie nadali mu formę rozległej warowni. Ostatnich znaczących zmian w wyglądzie budowli dokonał Jerzy IV w ro-ku 1823. Zabytki te najbardziej w pełni od-dają charakterystykę średniowiecznych stylów. Paulina Popławska