Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






CKG - CZASOPISMO KAŻDEGO GIMNAZJALISTY

Od Redakcji:
Drodzy czytelnicy, zapraszamy do lektury naszej gazety. Możecie ją śledzić na stronach: http://www.sto.starachowice.org/ckg.html oraz http://mam.media.pl/


Drodzy Czytelnicy, witamy Was serdecznie w kolejnym, tym ra-zem niezwykłym wydaniu naszej gazety. W tym roku bowiem obchodzimy 15 - lecie istnienia na-szego gimnazjum i 10 - lecia naszego czasopi-sma, które przeszło dlugą drogę, od typowej, papierowej gazetki szkolnej do pisma interne-towego funkcjonującego na ogólnopolskiej platformie, a więc dostępnego dla wszystkich. Nasz jubileusz pzypada w niezwykłym roku, brzemienym przecież w arcyważne decyzje na temat szkolnictwa gimnazjalnego. Jest więc niejako podsumowaniem 15 - lecia gimnazjów w III Rzeczpospolitej. Byłam naczelną redaktorką ,,CKG" przez ostatnie dwa lata. Nie wszystko mi się udało. Dużo jdnak się nauczyłam. Ogromnym zaszczy-tem było dla mnie praca w zespole, które wyda-wał ,,CKG". Nauczyłam się odpowiedzialności i systematyczności, co myślę bardzo przyda mi się w życiu. Naszym czytelnikom życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku, zdrowia, pomyślności i przyjemności z czytania naszego pisma. Redaktor naczelna Justyna Serwicka ,,Dla takich chwil warto żyć i przychodzić do szkoły…" Wywiad z Panią Dyrektor Bożeną Jaskros
Pani Dyrektor Bożena Jaskros to jedna z najbardziej rozpoznawal-nych postaci naszego gimnazjum. Humanistka, romantyczka, miłoś-niczka teatru, podrózy, zwłaszcza w czasie. Wyróżnia się indywidual-nym stylem, klasą i taktem.


Justyna Serwicka: Proszę przybliżyć naszym czytelnikom historię Społecznego Gimnazjum. Pani Bożena Jaskros: Historia Społecz-nego Gimnazjum w Starachowicach nierozerwalnie wiąże się z działalnością organizacji pozarządowej, jaką jest Społeczne Towarzystwo Oświatowe. „ Jeśli chcesz zbudować statek, nie nawołuj ludzi do zdobycia drewna, lecz rozbudź w nich tęsknotę za otwartym morzem” powiedział A. De Saint- Exu-pery. Skąd się w Polsce wzięły szkoły nie-publiczne? Właśnie z tej pięknej myśli francuskiego pisarza. Z pomysłu i zapa-łu najpierw kilku, potem kilkunastu osób, które w roku 1987 postanowiły powiedzieć „nie” komunistycznemu systemowi oświaty i podjęły wyzwanie złamania państwowego monopolu w wychowaniu i kształceniu młodych Polaków. Ta, pozornie niemająca nic wspólnego z profesjonalną oświatą gru-pa, nawiązała kontakt z podziemną Solidarnością nauczycielską i zaprosiła ją do współpracy. Potrafiła, mimo nie-bezpieczeństwa represji ze strony ko-munistycznego reżimu, zdecydować się na jawność działań. Ich determinacja wynikała z tradycji i etosu polskiej inte-ligencji. To ci ludzie rozbudzili w tysią-cach Polaków tęsknotę za otwartym morzem i utworzyli STO, pierwszy w Polsce duży ruch obywatelski działający na rzecz naprawy edukacji. Atmosfera i skala tych działań dotarła również do Starachowic. W grudniu 1989 roku grupa nauczycieli



i rodziców podjęła decyzję o przystąpie-niu do STO, a w konsekwencji o utwo-rzeniu szkoły . Powstało Terenowe Koło Nr 50 STO, a jego członkowie, jako pierwsi przecierali szlaki niepublicznej oświacie w naszym mieście i regionie. 1 września 1990 roku marzenia stały się rzeczywistością. SSP STO rozpoczęła swą działalność. Pierwsza alternatywna placówka oś-wiatowa w naszym mieście otrzymała w roku 1990 wsparcie ze strony ówcze-snych władz miasta. Sprawujący wów-czas urząd prezydenta pan G. Walen-dzik rozumiał istotę naszego przedsię-wzięcia i przekazał nam w użyczenie bu-dynek, który obecnie zajmujemy. Zaufał nam jedynie na podstawie teoretycznych założeń, idei. Zaufali nam także rodzice, którzy są bliskimi partnerami nauczycieli w zło-żonym procesie nauczania i wychowa-nia. Rodzice od początku istnienia szko-ły aktywnie współuczestniczą we wszys-tkich sferach jej działalności, korzysta-jąc z dużej autonomii. Są żywo zaintere-sowani zarówno sukcesami, jak i trud-nościami pracy szkoły. Dzięki ich zaan-gażowaniu 1 września 1999 roku pows-tało Społeczne Gimnazjum STO . Wszyscy marzymy także o utworzeniu liceum, ale czy się to uda, czas pokaże. J.S.: Co wyróżnia naszą szkołę ? P.B.J.: Nasza Szkoła odrzuca wiedzę encyklopedyczną, a główny nacisk kła-dzie na twórcze logiczne myślenie oraz indywidualne podejście do każdego ucz-nia. Klasa szkolna to kameralna grupa, w której najważniejszy jest uczeń, z jego potrzebami, zainteresowaniami i cieka- wością świata. Szkoła zapewnia swoim wychowankom poczucie bezpieczeństwa i akceptacji, wzmacnia radość życia i uczy radzić sobie w trudnych sytuac-jach. Nasze Gimnazjum zachowuje od lat wysoki poziom dydaktyczno - wycho-wawczy. Świadczą o tym najwyższe wy-niki egzaminów zewnętrznych w mieście i powiecie oraz czołowe lokaty w woje-wództwie. Dziś z perspektywy kilkunastu lat mo-żemy pochwalić się wieloma osiągnię-ciami. Nasi uczniowie są laureatami i finalistami licznych olimpiad i kon-kursów naukowych, artystycznych, sportowych na szczeblu międzynaro-dowym, krajowym, wojewódzkim, po-wiatowym i miejskim. Autorskim pomysłem naszego środo-wiska jest organizacja Ogólnopolskiego Konkursu Łamigłowy, który promuje logiczne, twórcze myślenie i jest środ-kiem do budowania dobrej współpracy ze szkołami starachowickimi oraz two-rzy pozytywny wizerunek starachowic-kiej oświaty na terenie kraju. Uczestnicząc w międzynarodowych projektach przyczyniamy się do dosko-nalenia uczniowskich umiejętności języ-kowych, niezbędnych we współczesnym świecie. W ramach współpracy ze środo-wiskiem lokalnym organizujemy liczne konkursy dla dzieci z przedszkoli miej-skich, dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych. Jesteśmy szkołą alternatywną. Stawiamy na innowacyjność, gdyż tylko szkoły o wysokim potencjale innowa-cyjności mają szanse wychować pokole- nie kreatywne, wykształcone i samorzą-



dne. J.S.: Dlaczego współtworzyła Pani szkolnictwo alternatywne? P.B.J.: Szkolnictwo alternatywne było i jest dla mnie pozytywną zmianą w po-lskiej oświacie. Jestem dumna z tego, że mogłam współtworzyć alternatywną, niepubliczną szkołę w Starachowicach. Nasze Gimnazjum ma dużą autonomię w wielu dziedzinach i daje szansę na ro-zwój kreatywności i twórczości. Kreaty-wność skutkująca postawami i działa-niami innowacyjnymi jednostek i orga-nizacji jest we współczesnym świecie kompetencją deficytową i prawdziwie kluczową. Mając powyższe na uwadze uczestniczyliśmy w projekcie EDU-SCIENCE. Był to niezwykle prestiżowy i innowacyjny projekt. Uczniowie SG mieli okazję poznawać tajemnice nauk matematycznoprzyrodniczych z wyko-rzystaniem nowoczesnej platformy elerningowej. Szkolne lekcje z EDU-SCIENCE współprowadzili naukowcy z 12 obserwatoriów geofizycznych z pol-skiej stacji polarnej na Spitsbergenie, z instytutów naukowych skupionych w Centrum Badań Ziemi i Planet Pol-skiej Akademii Nauk. Głównym celem projektu było zwiększenie zaintereso-wania młodego pokolenia podjęciem studiów na kierunkach o kluczowym znaczeniu dla gospodarki opartej na wiedzy. Innowacyjność to diametralna zmiana dotychczasowej formuły nau-czania, to udział uczniów w realnym procesie badawczym, to szersze wyko-rzystanie mobilnych technologii. EDUSCIENCE otwierał przed uczniami drzwi najlepszych laboratoriów, instytu- tów naukowych, stacji badawczych. Innowacyjny projekt Eduscience pozo-stał w zgodzie z obowiązującymi przepi-sami prawa oświatowego, ale kreował nową metodykę nauczania opartą na takich dziedzinach wiedzy jak psycholo-gia uczenia się, technologia informacyj-no- komunikacyjna. Zaszczepienie krea-tywności i innowacyjności w nauczycie-lach i uczniach to dla mnie niezwykła przygoda dyrektorska. J.S.: Które ze szkolnych tradycji są Pani zdaniem godne kontynuacji? P.B.J.: Wszystkie. Tak naprawdę szcze-rze myślę. Gdybym jednak chciała się pokusić o pewną gradację przedsięwzięć i projektów, to na pierwszym miejscu postawiłabym na program wychowaw-czy. W naszym Gimnazjum bardzo wielką wagę przykładamy do wychowania mło-dego pokolenia. Program wychowaw-czy powstał w wyniku wielu debat rodzi-ców i nauczycieli. Wszystkie opisane w nim zadania podporządkowane są głów-nemu celowi – DOBRU DZIECKA. W naszej kameralnej szkole każdy Uczeń jest zauważony i doceniony. Każdy ma swoje miejsce. Czuje się bezpiecznie, otoczony troską i szacunkiem nauczy-cieli. Przyjaźń, partnerstwo, wzajemna pomoc, radość i zabawa, twórcze działa-nie i pozytywne myślenie, a także otwar-tość i dialog to credo Społecznego Gim-nazjum. Nasze życie przepełnione jest przelotnymi i epizodycznymi kontakta-mi międzyludzkimi, a kontakty wirtual-ne zastępują rzeczywiste znajomości, przyjaciół. Internet pokazuje swe ciemne oblicze, w którym brakuje



bliskości, jest za to ano-nimowość. Współczesna edukacja staje się pro-blemem, którym jest niewątpliwie zerwanie łączących ludzi więzi społecznych. W naszym małym kameralnym Gi-mnazjum nikt nie czuje się anonimowy. J.S.: Jakie wydarzenia z życia szkoły wspomina Pani najmilej? P.B.J.: Najmilej zawsze wspominam JASEŁKA. Rodzice, dziadkowie, nauczyciele i uczniowie spotykają się w przed-świąteczny wieczór, aby wspólnie przeżyć czas, w którym dobrze jest być razem. Uczniowie odgry-wają historię Bożego Narodzenia. W oczach rodziców dostrzegam łzy wzruszenia. Jakie to cudowne, że można zobaczyć własne dziecko w roli Maryi, Józefa, Aniołka…Płoną świece, brzmią kolędy, w świąte-cznym nastroju dzielimy się opłatkiem i składamy sobie życzenia, najgorę-tsze, najszczersze. Dla takich chwil warto żyć i przychodzić do szkoły… J.S.: Co sądzi Pani o pro-pozycji likwidacji gimna-zjów? P.B.J.: Kiedy tworzono gimnazja kilkanaście lat temu, zastanawiałam, się nad sensem reformy szkolnictwa. Miałam stosunek ambiwalentny do tej zmiany oświato-wej. Dziś z perspektywy tylu lat wyrażam stano-wczy sprzeciw wobec po-mysłom likwidacji gim-nazjów. Polsce nie jest potrzebna rewolucja strukturalna, ale pro-gramowa i jakościowa. Myślę o szeroko pojętej jakości w obszarze edu-kacyjnowychowawczym, a także w kwestii spo-łecznej- docenienia doro-bku zawodowego nau-czycieli i na nowo bu-dowania roli i autory-tetu nauczyciela. Justyna Serwicka ,,Znamy się w szkole wszyscy. Uczymy się odpowiadać... za siebie nawzajem.".
Z perspektywy czasu wspomnienia Pani Ani Babickiej


NA POCZĄTKU BYŁO … STO SSP powstała - zanim jeszcze była budynkiem, czy nawet społeczno-ścią - w wyobraźni kilkunastu osób, które chciały stworzyć szkołę inną niż dotychczas znane. To byli pedagodzy, nauczyciele, psy-chologowie i socjologowie, a przede wszystkim ludzie. którzy mieli marze-nia i wiarę, że marzenia mogą się urzeczywistnić. Wszystko zaczęło się w grudniu 1989 roku. Pierwsze spotkanie założycielskie Społecznego Towarzystwa Oświato-wego odbyło się w nieistniejącej już świetlicy TPD przy ulicy Czerwonego Krzyża w Starachowicach. Do zarejestrowania nowego Stowa-rzyszenia potrzebnych było 15 osób. Dokładnie tylu zebrało się pomysłoda-wców alternatywnej oświaty. Byli wśród nich: pp. Grażyna i Krzysztof Jabłońscy, Andrzej Kołodziejczyk, Jadwiga Soboń, Leonard Weimann, Renata i Piotr Krysiakowie, Andrzej Jacek Tarnowski, Anna i Jarosław Babiccy. To był grudzień 1992r. CO BYŁO KIEDY SZKOŁY NIE BYŁO... Zanim z tego pomysłu powstała szko-ła, grono osób zainteresowanych spotykało się jeszcze cały szkolny rok, starając się opracować koncepcję pra-cy nowej szkoły. Dołączało do nas co-raz więcej osób Równolegle z nami spotykali się rodzice i nauczyciele zainteresowani organizacją liceum. W efekcie we wrześniu 1990 roku po-wstała Społeczna Szkoła Podstawo-wa, w budynku przy ulicy Konstytucji 3 Maja ( w dawnym budynku miejskiej organizacji partyjnej)i Społeczne Lice-um (przy ul. Grzybowej). Teraz drogi Liceum i naszej szkoły podstawowej rozeszły się. Każda placówka rozpo-częła tworzenia swojej historii. Nasza trwa nieprzerwanie od wspominanego czasu. POWSTAŁA SZKOŁA... Po roku, od przychylnych nowej, alter-natywnej szkole – władz miasta otrzy-maliśmy w dzierżawę budynek przy Wojska Polskiego7a. Zadomowiliśmy się tu na dobre. Pierwszym dyrektorem szkoły był Krzysztof Jabłoński, który pełnił tę fun-kcję do sierpnia 1998 roku. Jego nas-tępcą została Teresa Szklarczyk, a od 1 września 2008 dyrektorem jest Dorota Glina.



JAK TO BYŁO NA POCZĄTKU ... Najmilej wspominam czas adap-tacji nowego budynku do warunków szkolnych. Trzeba było z przedszkola, z dużych sal skonstruować klasy lek-cyjne. We wszystkich był zapał, ener-gia, tryskaliśmy pomysłami i wszyscy byli mocno zaangażowani w pracy. Taka energia utrzymywała się jeszcze przez czas dłuższy. Pamiętam cudo-wne wieczory w szkole – kiedy przy-gotowywaliśmy ozdoby choinkowe, artykuły świąteczne na licytację. Co roku podczas Wieczoru Wigilijnego prowadziliśmy aukcję dziecięcych wy-robów artystycznych. Do tej pory w znajomych domach wiszą witrażyki z tamtych czasów, obrazki, a choinki zdobią wspaniałe anioły, łańcuchy i inne wymyślne ozdoby. Był wtedy duch i ochota – w dzieciach, dorosłych. Mam wrażenie, że nie pędziliśmy z takim obłędem w oczach, jak czasem zdarza się to teraz... Najważniejsze, że nadal pozostały ważne te ideały, z którymi startowa-liśmy zakładając szkołę. NARODZINY GIMNAZJUM ... „Po drodze” , 15 lat temu, na mapie edukacyjnej Polski pojawiły się gimna-zja. To dla nas było nowe wyzwanie, ale nie startowaliśmy od zera. Naturalnie rozwinęliśmy się o kolejne klasy... Pamiętam nowe radości i nowe trudności. Łatwiej było pracować z tymi wychowankami, którzy już poznali spe-cyfikę naszej Szkoły – trudniej z „no-wymi”, którzy jako gimnazjaliści za-czynali z nami naukę. Wszystko było nowe – Karty pracy uczniów, III try-mestry nauki, małe klasy, większy nadzór, ale i oczekiwania większej od-powiedzialności. To dla młodych ludzi prawdziwe wyzwania. Niełatwo im w tym towarzyszyć, ale w codziennych trudnościach wykuwa się sukces. Każdemu na jego miarę, dla każdego inny... BYŁO I JEST... Znamy się w szkole wszyscy. Uczymy się odpowiadać każdy za siebie i za siebie nawzajem. Uczymy się wrażli-wości na potrzeby innych, staramy się widzieć i szanować tych, którzy z nami się uczą i bawią . To jest nauka od sie-bie nawzajem. Ja przez prawie 29 lat mojej pedagogi-cznej pracy wciąż uczę się od dzieci i młodzieży bardzo wielu rzeczy. Cieszę się też ,że wcale nie zdeza-ktualizowało się moje hasło ”Z rado-ściami i smutkami możesz przyjść do pani Ani”. Dziękuję wszystkim, którzy wciąż z niego korzystają . Praca pedagoga jest fascynującą przygodą poznawania ludzi - dużych i małych. Czasem poznawania ich tak, jak sami siebie nie znają, czasami jest to wspólne odkrywanie takich umiejęt-ności o jakie sami nie podejrzewaliby się nawet. Odkrywanie, wraz z wycho-wankami, ich mocnych stron, to naj-bardziej fascynujące podróże – małe i duże. Zachęcam do obejrzenia filmu „W głowie się nie mieści” i pomyślenia na temat ważnego hasła, które towarzyszy mi w pracy i w życiu, a którego nauczył mnie „Mały Książę”: „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - dobrze widzi się tylko sercem”, Anna Babicka

DZIEJE ,,CKG" Z ideą założenia szkolnej gazety wyszła Pani dyrektor Bożena Jaskros. Było to w paz-dzierniku 1993 roku. Pierwsza gazeta nosiła ty-tuł ,,Dlugi Jezyk" i była miesięcznikiem. W 1993 roku zmieniliśmy nazwę i zaczęliśmy wyda-wać ,,Gumowe ucho". Początkowo była to gaze-ta tylko młodszych klas. Później, z inicjatywy Pani Teresy Rybki, która





przejęła opiekę nad mie-sięcznikiem, gazeta, uka- zywala sie w kilku wers-jach: dla Młodzików (klas 1-3 szkoły podstawowej), dla Kadetów (uczniów klas 4-6 szkoły podstawo-wej) oraz dla gimnazjalis-tów. ,,W tych latach wydawa-liśmy gazetę w sposob tradycyjny, na papie-rze, składajac ją ręcz-nie. Niektóre artykuly ozdabialismy rysunka-mi czy samodzielnie wykonanymi ozdobnymi literami" - wspomina Pani Teresa Rybka, ów-czesna opiekunka gaze-ty. Pomysł powstania mie-sięcznika tylko dla gim-nazjalistów wyszedł od samych uczniów, którzy tez wymyslili tytuł ,,CKG" Było to około 2005 roku. To wtedy młodzież gim - nazjalna, pod opieką Pani Bożeny Jaskros, zaczęła wydawać swoją gazetę. ,,W roku szkolnym 2007/2008 zdecydowa-liśmy się na kolegium redakcyjnym na wydanie komputerowe. ,,W dobie rozwijajacych się technologii informa-tycznych nie mogliśmy po-zostać w tyle. Był to też tańszy sposób wydawania gazety, co nie było bez znaczenia" - powiedziała Pani Bożena Jaskros", dobry duch naszej gazety. Później opiekę nad ze-spolem redakcyjnym po-nownie przejęła Pani Teresa Rybka, która kon-tynuowała pracę, by w 2010/2011 zdecydować się wraz z zespołem na wydawanie naszej gazety na ogolnopolskiej platfor-mie Młodzieżowej Akcji Multimedialnej ,,Qmam". I tak jest do dzisiaj. W tym czasie przez na-szą redakcję przewinęło sie wielu wspaniałych młodych ludzi. Gościliśmy też w wielu zaprzyjaźnio-nych redakcjach, ucząc się warsztatu. Z okazji 15 lecia szkoły pozdrawiamy naszych wiernych czytelników. Ania Walendziak „Pamięć to pamiętnik, który stale nosimy ze sobą - Oscar Wilde
OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Julia Smyk


NAJMILEJ... Najmilej wspominam udział w projek-cie Comenius. Zdobyłam na nim ogrom-ną wiedzę na temat kultur innych naro-dów. Podczas wyjazdu na Sycylię miałam niepowtarzalną okazję zwiedzać miej-sca, o których wcześniej czytałam. Poz-nałam niesamowitych ludzi z Turcji i Włoch, których dziś mogę śmiało nazwać moimi przyjaciółmi. Wspólne prace nad przygotowaniem występów, podekscyto-wanie przed wyjazdem i czas spędzony we Włoszech to najpiękniejszy okres w moim dotychczasowym życiu. NAUCZYCIELE... Wszystkich nauczycieli, którzy mnie uczyli bardzo lubiłam i darzyłam szacun-kiem. Bardzo cenię Panie Annę Kamińską i Panią Beatę Nowak, nauczycielki biolo-gii i matematyki, które zaszczepiły we mnie iskierkę fascynacji i miłości do tych przedmiotów... To dzięki nim zaintereso-wałam się tajemnicami anatomii, genety-ką, algebrą. Szczególną przyjemność sprawiała mi nauka języka ojczystego z Panią Dyrektor Bożeną Jaskros. Przez trzy lata przygoto - wywała mnie do olimpiady przedmioto-wej, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Język polski był, jest i zawsze pozostanie moją pasją. Pani Ania Babicka, to osoba, która ma otwarte serce dla drugiego człowieka. Za-wsze mogłam do niej przyjść, porozma-wiać o błahostkach, jak i o sprawach tru-dnych, męczących nasze młodzieńcze dusze. KONKURSY... Brałam udział w wielu konkursach. Naj-ważniejszym, najtrudniejszym i jednocze-śnie tym, który dał mi największą satysfa-kcję była olimpiada z języka polskiego. Przygotowania do niej pochłonęły dużo mojego czasu, Razem z Panią Bożeną Jaskros rozwiazałyśmy dziesiątki testów, napisałam wiele wypracowań, niezliczo-ne ilości wykresów zdań wielokrotnie złożonych... Muszę przyznać, że było warto. Tytuł laureata, pozwolił mi na przełamanie własnych barier. Wielokrot-nie brałam też udział w Ogólnopolskim Konkursie "Łamigłowa". W trzeciej klasie gimnazjum udało mi się zająć pierwsze miejsce, co sprawiło mi ogromną niespodziankę. Wcześniej byłam przekonana, że nauki ścisłe to "nie moja bajka". Konkursy w gimnazjum to jednak nie tylko nauka. Zawsze można było znaleźć takie, które w jakiś sposób łąączyły się z naszymi pasjami. W ostatnim roku nauki w SG razem z moją koleżanką, Kasią Harabin nagrałyśmy film na konkurs pod tytułem "COOLtura porozumienia". . Była to dla nas niesamowita przygoda. W nagrodę proje-kcja naszego filmu odbyła się ę w kinie w Krakowie, podczas której został on oceniony przez profesjonalne jury... Fantastyczne przeżycia związane z tym konkursem pozostaną w mojej pamięci na długo. Spisała Wiktoria Grosicka
KĄCIK WSPOMNIEŃ OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Małgorzata Samela


Muszę przyznać, że gdy popro-szono mnie o napisanie tych kilku słów, w pierwszej chwili zupełnie nie wiedziałam, jakimi wspomnieniami mogłabym się z Państwem podzielić. Trudno znaleźć chwilę na refleksje, by móc powrócić myślami do lat szkol-nych. Choć to wcale niedaleka prze-szłość, czasami wydaje się, że moja nauka w Szkole Podstawowej i Gimna-zjum Społecznym STO w Staracho-wicach to zupełnie inny, niedostępny już świat. W końcu – każdy z moich szkolnych kolegów i koleżanek po-szedł w swoją stronę, bardzo rzadko też udaje mi się spotkać moich daw-nych nauczycieli i opiekunów. Niemniej jednak, ta niezwykła starachowicka szkoła ma zarezerwowane szczegól-ne miejsce w mojej pamięci. Każdy z nas ma bowiem jedno, ulubione wspomnienie, do którego ciągle wraca. Dla mnie takim wspomnieniem jest moje gimnazjum. Przelać obrazy prze-szłości na papier i oddać atmosferę tamtych czasów – to prawdziwe wyz-wanie, bowiem, jak pisał poeta – słowa napisane brzmią inaczej – lecz mimo to postaram się to zrobić jak najlepiej. Myśląc o Gimnazjum Społecznym wspominam, nie bez uśmiechu, groźne spojrzenia nauczycieli wyrażające wię-cej, niż tysiąc słów, pośpieszne kartko-wanie zeszytów i podręczników w na-dziei, że przed sprawdzianem uda się zapamiętać choć jeszcze jedną datę czy wzór, czy spędzający sen z po-wiek strach przed egzaminem gimna-zjalnym. Ale nauka to w końcu nie jedyna strona szkoły. Zdecydowanie naprzód wysuwają się o wiele przy-jemniejsze wspomnienia. Pamiętam



jaką frajdą były dla wszystkich uczniów rajdy integracyjne odbywające się obowiązkowo każdego roku. Pan Woj-tek, który o naszym regionie wie chy-ba wszystko, zawsze umiał sprawić, że szlaki, które od zawsze znał każdy z nas zyskiwały nagle niesamowity urok. Nauczyliśmy się, że do dobrej zabawy nie potrzeba nic prócz ładnej pogody i dobrego towarzystwa. Wracaliśmy czy to z Lipia, czy to z Wąchocka, brudni, pogryzieni przez komary, zmęczeni całodziennym mar-szem i głodni, ale niesamowicie szczę-śliwi i pozytywnie naładowani. Nie tylko z resztą rajdy i wycieczki dawały ucz-niom energię do działania. Nie lada emocji dostarczały także sławetne zajęcia dodatkowe z polskiego o siód-mej rano. I tu nie chodzi absolutnie o żadną złośliwość z mojej strony. To właśnie dzięki zajęciom prowadzonym przez panią Rybkę i panią Nowak od-kryłam w sobie humanistyczną smy-kałkę i postanowiłam rozwijać się wła-śnie w tym kierunku. To właśnie One pokazały mi, że polszczyzna to zobo-wiązanie, ale też pasja, a historia jest to dziś, tylko cokolwiek dalej. Dzięki nim udział w konkursach był dla mnie prawdziwą intelektualną przygodą. Także uczestnicząc w różnego rodzaju projektach edukacyjnych mogłam rozwijać swoje pasje oraz integrować się z przyjaciółmi i nauczycielami (nig-dy nie zapomnę jak podczas kuchen-nych rewolucji w ramach projektu „Jak Wojski gotował” przez pomyłkę wrzu-ciliśmy do rosołu borówki zamiast bo-rowików…). Wspominam jednak cały czas moją naukę w Społecznym Gimnazjum, a przecież, co sama poprzednio zauważyłam, szkoła to nie tylko nauka. To także, a może lepiej – to przede wszystkim ludzie. W małych klasach panowała przyjazna atmosfe-ra, mimo konfliktów zawsze potrafi-liśmy odnaleźć drogę do porozumienia, umieliśmy, choć byliśmy tak różni od siebie, fantastycznie się zorganizować. Pokazywaliśmy to najlepiej wtedy, gdy na koniec roku nadchodziło nasze teatralne święto – „Pora na aktora”, która była, i każdy to przyzna, o wiele lepszym sposobem na spę-dzenie ostatnich szkolnych dni niż siedzenie w klasie. Wiele wspomnień łączy mnie ze Społeczną Szkołą Podstawową i Społecznym Gimnazjum i naprawdę nie sposób opisać ich wszystkich na dwóch kartkach. Mam jednak nadzieję, że przywołałam te najpiękniejsze, te, które sprawiają, że uśmiech sam po-jawia się na twarzy. Cieszę się, że mogłam się nimi z Państwem po-dzielić, ukazać Państwu jak wyglądała ta szkoła widziana moimi oczami. Cieszę się także i z tego, że zdarzają się okazje sprzyjające tego typu refle-ksjom. Kiedyś ktoś powiedział mi, że czasy szkolne to najpiękniejszy okres w życiu człowieka, okres, do którego powraca się z przyjemnością. Teraz, kiedy naukę w Gimnazjum Społecz-nym mam już za sobą, zdaję sobie sprawę, że to prawda. Wiem, że ten czas już niestety nie powróci, choć bardzo bym tego chciała. Wehikuł czasu - to byłby cud! Małgorzata Samela Pamiątki giną. Pamięć pozostaje. -Susan Spano
KĄCIK WSPOMNIEŃ OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Anna Różańska


Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz przekroczyłam progi szkoły. Zostawi-łam swoich przyjaciół w innej szkole i miałam iść do zupełnie obcych ludzi, którzy siebie znali już bardzo dobrze. Nowy budynek, nowi nauczyciele, no-wy plan zajęć. Byłam przestraszona i zagubiona do tego stopnia, że wycho-dząc z szatni, zapomniałam swojego plecaka, a potem nie wiedziałam któ-rędy po niego wrócić. Na szczęście dzięki zawsze pomocnemu panu Wojtkowi odzyskałam swój dobytek, w porę dotarłam na lekcje, a nowa klasa okazała się najcudowniejszą jaką mia-łam kiedykolwiek. W małej sali naprzeciwko pokoju nauczycielskiego zrodziła się moja mi-łość do informatyki. Odkąd dostałam swój pierwszy komputer, uwielbiałam odkrywać jego tajemnice, jednak te le-kcje były dla mnie przełomowe. Pisząc swoje pierwsze strony WWW w notat-niku, zrozumiałam, że okiełznanie tej maszyny nie jest tylko dla wybitnych - że ja, zwykła dziewczyna również mo-gę tworzyć portale podobne do tych, które oglądam w Internecie, mogę pi-sać programy, mogę robić wszystko, co do tej pory wydawało mi się poza zasięgiem moich możliwości. Dzięki temu - 10 lat później rozpoczęłam pracę w jednej z największych firm informatycznych na świecie. Nigdy nie zapomnę corocznej "Pory na aktora". Kiedy stałam na scenie przed dziesiątkami ludzi z namalowa-nymi na twarzy wąsami i trzęsącymi się nogami, zastanawiałam się "po co mi to?". Dziś już to wiem i uważam, że jest to jedna z silniejszych stron tej szkoły. Z dnia na dzień coraz mocniej się przekonuję, jak ważna jest umiejęt-ność przemawiania publicznego - sta-nia przed ludźmi i płynnego mówienia, pamiętania tego, co chce się powie-dzieć lub wyplątania się z sytuacji, kie-dy się czegoś zapomni. Dzięki "Porze na aktora" zdobyłam te umiejętności, nie dość, że w przyjemny i zabawny sposób, to jeszcze w przyjaznej atmosferze. Lata, które spędziłam w Społecz-nym Gimnazjumj, teraz z perspektywy czasu uważam za niezwykle cenne. Nie tylko dlatego, że nauczyłam się wielu rzeczy, które zaowocowały w przyszłości, ale również dlatego, bo był to niesamowity czas w moim życiu. Uwielbiam do niego wracać we wspomnieniach i czasami żałuję, że to już nie wróci. Anna Różańska Pamięci nie obowiązuje wzajemność. Wiesław Myśliwski
KĄCIK WSPOMNIEŃ OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Marcin Samela


Trzy lata, spędzone w Społecznym Gimnazjum w Starachowicach na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Był to dla mnie okres szczególny – coś w rodzaju „okresu przejściowego” pomiędzy dzieciństwem, a wczesną dorosłością. Być może dlatego trudno mi uwierzyć, że cała moja przygoda ze Społecznym Gimnazjum trwała zaled-wie trzy lata i, że w tym czasie wyda-rzyło się tyle rzeczy. W pamięci szczególnie utkwiła mi kameralna atmosfera panująca w gim-nazjum. Zarówno szkoła podstawowa, do której uczęszczałem wcześniej, jak i liceum, w którym uczyłem się później, były dużymi szkołami. W porównaniu z nimi, Gimnazjum Społeczne było miej-scem, w którym znałem niemal każde-go ucznia, którego spotykałem na przerwie. Stwarzało to przyjazny, nie-mal rodzinny klimat. Do dzisiaj bardzo dobrze wspominam zielone szkoły, na które jeździliśmy na koniec każdego roku szkolnego. Wte-dy, gdy miałem piętnaście lat, „wyrwa-nie się” z domu na tydzień i wyjazd z kolegami w góry, albo nad morze, był ekscytującą przygodą. Co więcej, mo-gliśmy zwiedzić wiele interesujących miejsc. Najbardziej zapadł mi w pamię-ci zamek w Malborku, który odwiedziłem podczas mojej pierwszej zielonej szkoły. Do dzisiaj mam nad biurkiem zdjęcie naszej grupy, zrobio- ne na jego dziedzińcu. Były też sytu- acje komiczne, takie, jak nasze ucz- niowskie imprezy, które próbowaliśmy organizować w tajemnicy przed nauczycielami. Pamiętam też rajdy nocne, organizowane przez pana Wojtka Gęburę, kiedy po raz pier- wszy miałem okazję chodzić po Górach Świętokrzyskich w nocy. Mówiąc o gimnazjum, nie sposób nie wspomnieć o nauce. Rzeczywiście, wtedy wydawało mi się, że jest jej bar-dzo dużo. Dopiero później w liceum, a w jeszcze większym stopniu na stu-diach, zorientowałem się, jak bardzo się myliłem. Pamiętam, że szczegól-nie lubiłem historię i geografię, z kolei problemy miałem z matematyką i fizy-ką. Niektóre lekcje miały szczególny charakter, także dzięki nauczycielom, którzy je prowadzili. Do najbarwniej-szych z pewnością należały lekcje ję-zyka polskiego z panią Rybką. Mimo że plan lekcji był z góry ustalony, tak naprawdę nigdy nie wiadomo było, czego można się na nich spodziewać. Jednym z najzabawniejszych wyda-rzeń była lekcja przeprowadzona przez nią na korytarzu szkolnym. Bardzo dobrze wspominam też naukę historii z panią Nowak, która potrafiła przedstawić odległe czasy ubarwiajac je anegdotami i opowieściami. Nie mogę też nie wspomnieć o lekcjach WFu. Chodziliśmy grać w piłkę nożną na stadion, który znajdował się za terenem szkoły. Nazywaliśmy go „Maracana”, chociaż w niczym nie przypominał oryginału – no może oprócz atmosfery w trakcie gry. To tylko niektóre z bardzo licznych wspomnień. Myślę, że gdybym chciał opisać wszystkie z nich, powstałaby całkiem spora książka. Okres spędzony w Społecznym Gimnazjum zawsze będę wspominał bardzo ciepło. Marcin Samela
KĄCIK WSPOMNIEŃ OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Maciej Purski


Społeczne Gimnazjum ukończyłem w 2012 roku. Spędziłem tam wspaniałe trzy lata. Przy nieocenionym wsparciu nauczycieli udało mi się osiągnąć wiele sukcesów w konkursach przed-miotowych z przeróżnych dziedzin. Nauczyłem się dzięki nim systema-tyczności, rzetelnej pracy i radzenia sobie ze stresem towarzyszącym pisemnym czy ustnym egzaminom. Okazało się to niezwykle istotne na maturze i pomogło mi w zdobyciu bardzo dobrych wyników. To właśnie świetna kadra nauczycielska i indywi-dualne podejście do ucznia sprawiają, że absolwenci Społecznego Gimna-zjum świetnie radzą sobie na dalszych etapach edukacji. Szkole przy Wojska Polskiego zawdzięczam także rozwój swoich pasji. Przez lata próbowałem swoich sił jako aktor, dzięki czemu nie mam teraz problemów z publicznymi wystę-pami. Tutaj także rozpoczynałem na-ukę gry na gitarze i tworzyłem pierw-sze zespoły muzyczne. Muzyka jest moją życiową pasją po dziś dzień, właśnie dzięki poznanym w Społecz-nej Szkole ludziom i atmosferze sprzyjającej artystycznemu rozwojowi. Miło będę wspominał także swois-ty rodzinny klimat w Społecznym Gim-nazjum. Wszyscy doskonale się znali, a nauczyciele zawsze byli gotowi na rozmowę na każdy temat. Można było z nimi pożartować, ale też zwrócić się o pomoc w trudnych chwilach. Do Gimnazjum, mojej pierwszej szkoły życia, wracam zawsze z przy-jemnością i jestem tam witany serde-cznie przez moich nauczycieli i dyrek-cję, których serdecznie pozdrawiam i życzę zdrowia, Maciej Purski OKIEM NASZYCH ABSOLWENTÓW Maria Włoskowicz
Dla niektórych z naszych absolwentów Społeczna Szkoła Podstawowa i Społeczne Gimnazjum tak zlały się w całość, że nie potrafią, nawet we wspomnieniach, ich oddzielić.


O szkole Społecznej dowiedziałam się z przedszkola. W zerówce przy-szłam tu na przedstawienie (chyba był to Czerwony Kapturek), potem wzię-łam udział w konkursie plastycznym, w którym dostałam nawet jakąś nagrodę (wtedy byłam wniebowzięta, ale teraz wydaje mi się, że każde dziecko do-stawało nagrodę…). Zaniosłam rodzi-com ulotkę o szkole, im się spodobało i tak zostałam uczennicą klasy pierw-szej. Z klas 1 – 3 przede wszystkim pamiętam przedstawienia, które sami przygotowywaliśmy dla Pani Joli, a potem wystawialiśmy je na lekcji wy-chowawczej i nawet zapraszaliśmy inne klasy. To były spektakle przygoto-wywane w tajemnicy. Mimo tego że nam, jako małym dzieciom wydawało się, że Pani Jola niczego się nie domy-śla, pewnie o wszystkim wiedziała. Szczególnie, że na wszystkie przerwy zamykaliśmy się w klasie i ćwiczy-liśmy. Nie pamiętam wszystkich tych przedstawień, ale jedno szczególnie zapadło mi w pamięci. To była historia o dzikiej wyspie, na którą trafiła jakaś księżna, hrabina, czy księżniczka i tam znalazła miłość swojego życia. Na wyspie byli oczywiście też tubylcy, którzy tańczyli rytualne tańce wokół ogniska. Pamiętam też, jak zorga - zowałam konkurs plastyczny. Nie mogę sobie przypomnieć tematu tego konkursu, ale pamiętam,że przygoto-wywałam dyplomy i kupowałam słodycze na nagrody, a potem ogła-szałam wyniki. Dobrze wspominam zielone szkoły, na które Pani Jola zabierała nas już od pierwszej klasy. W drugiej klasie na zielonej szkole zorganizowany był pokaz mody. Ja nie brałam w nim udziału, ale pamię-tam jak robiłam razem z Agą spód-niczkę z paprotek, w której potem ona wystąpiła (i wygrała). W trzeciej klasie na dyskotekę wymalowałyśmy się ja-kimiś paskudnymi zielonymi cieniami. Obiektywnie patrząc były okropne. Wtedy nam się podobały, bo były jaskrawe i brokatowe. W 4 – 6 naszą wychowawczynią została Pani Teresa Szklarczyk. Do klasy doszło parę osób, no i oczywiś- cie zaczęliśmy uczyć się takich przed- miotów jak język polski, matematyka, historia, przyroda. Polskiego uczyła nas Pani Teresa Rybka. Na początku szło mi fatalnie. W czwartej klasie cztery, czy pięć razy poprawiałam jed- no wypracowanie (z dwójki z dwoma minusami, na dwóję, w końcu chyba dostałam z tego trójkę). To była mowa prokuratora, skazującego Pinokia. Do



dziś pamiętam, jak płakałam w domu, że ja już tego nie chcę pisać, a mama nade mną siedziała i też płakała (ma- ma płakała w duchu oczywiście). Nie wiem, jak to się stało, że z takiego żałosnego poziomu nagle w szóstej klasie zostałam laureatką konkursu, myślę, że to dzięki Pani Teresie Rybce, która skutecznie „zaprzęgła” mnie do pracy. W każdym razie bardzo dobrze wspominam szkolne „nadgo- dziny”, kiedy tworzyłam moje portfolio, ćwiczyłam przemówienie i odpowiedzi na pytania komisji. W czwartej klasie wystawiliśmy "Dziewczynkę z zapał- kami". Byłam przebrana za anioła i grałam na skrzypcach „Lulajże Jezu- niu”. Przyszli wszyscy rodzice. Byliś- my z siebie bardzo dumni. Przyrody (a później biologii) uczyła nas Pani Ania Kamińska. Chociaż nigdy nie był to mój konik, to zawsze chętnie chodziłam na te zajęcia. To były lekcje z humorem, „z przytupem”, tak je pamiętam. Matematyki uczyła nas Pani Teresa Szklarczyk. Niesamo- wite, jak jedna osoba może prowadzić na raz trzy lekcje na trzech poziomach trudności, a jednocześnie każdy wy- chodzi z tych zajęć z poczuciem, że został w pełni „zaopiekowany”. Z Panią Teresą Szklarczyk chodziliśmy też na różne wycieczki. Zwykle pod koniec roku robiliśmy sobie jeden dzień wol- ny. Byliśmy w kilka razy górach Świę- tokrzyskich i w kinie. To był bardzo miły czas. W gimnazjum znów doszło do naszej klasy kilka osób. Było jakoś tak wesoło. Muzyki uczył nas Pan Bartek Stanecki. To były fantastyczne lekcje, szczególnie te, kiedy układaliśmy pio- senki. Pamiętam jak pisaliśmy „Dwie wyspy”: „Na jednej wyspie ja, na dru- giej jesteś ty, czy kiedyś w życiu się spotkamy my ,my, my?”. Angielskiego uczyła nas Pani Ania Szumilewicz. To były jedne z lepszych zajęć angielskie- go, na jakie zdarzyło mi się uczęsz- czać. Bardzo lubiłam speakingi, ale najlepiej chyba wspominam projekty filmowe. Byliśmy podzieleni na grupy i każda musiała nakręcić film. Zrobiłyś- my z dziewczynami coś w stylu porad- nika „jak dobrze wyglądać”, ale w taki bardzo przerysowany sposób. To są tylko wybiórcze wspomnie- nia, w miarę pisania przychodzi mi do głowy coraz więcej epizodów, historii, zdarzeń. Ale chyba nie jestem w stanie tego tutaj wszystkiego opisać. To było dziewięć lat. Dziewięć lat z naprawdę fantastycznymi ludźmi. Przyjaźnie, któ- re tu zawarłam, trwają do dziś, wie- dza, którą tu zdobyłam jest przydatna nawet na studiach, a umiejętności występów publicznych, których nigdzie indziej nie byłabym w stanie zdobyć, będę wykorzystywać przez całe życie. Swoboda wypowiadania się, umieję- tność prowadzenia dyskusji, kreatywne i logiczne myślenie, pewność siebie, pokonywanie stresu, wystąpienia publiczne – to tylko nieliczne umieję- tności, których nauczyłam się w Szkole Społecznej. Mimo tego że jako uczennica często narzekałam (chociaż to chyba jak każdy, kogo przymusza się do pracy…), to dopiero teraz widzę, ile dała mi nauka w Społecznej Szkole Podstawowej i Społecznym Gimnazjum. Marysia Włoskowicz



























SUKCESY SPORTOWE Pragnienie



Nasza szkoła w cią- gu ostatnich piętnastu lat odniosła liczne suk- cesy sportowe. Stało się tak, pomimo że nie posiadamy sali gimna- stycznej, a zajęcia często odbywają się na naszych szkolnych holach. Dyrekcja i nau- czyciele wychowania fizycznego, Pani Agnieszka Makoska i Andrzej Dziuba dwoją się i troją, aby wanająć w zaprzyjaźnionych szkołach sale gimnas- tyczne czy dowieść nas na basen. Ponie- waż sukcesów jest tak wiele, skupimy się na najważniejszych. ZAWODY OGÓLNOPOLSKIE PŁYWANIE- MEDALIŚCI Magdalena Bidzińska – 2 brązowe medale –2011 Aleksandra Madejska - poczwórna finalistka – 2011,2012 Kamila Stępień – 2 rebr- ne medale, potrójna fina- lstka - 2012,2013 WOJEWÓDZKIE ZAWODY GIMNASTYCZNE Jakub Olenik, Filip Dyka (3 miejsce) Noszę na sercu medalik jasny, tak jasny jak Jego myśli. Czasem uśmiecha się do mnie z obrazu, a czasem też mi się przyśni. Ojcze Święty daj nam siłę, iść przez życie tak jak Ty. Kochać ludzi i pomagać, chcemy także my. Światło gwiazdy spada z nieba, siada na mej twarzy. Stoję zawsze tuż przy Tobie, jak wierni Szwajcarzy. Tylko Ty potrafisz jasno mówić to co czujesz. Twoje słowo łączy ludzi, chronisz i ratujesz. Świętość w Tobie jest na pewno, wierząc ściskam dłonie. Cały świat zmierza do Ciebie w szerokim ukłonie. Gdy wieczorem idę spać, zbieram dobre myśli. Zamknę oczy, czekam chwilę, pewnie mi się przyśnisz.















Większość zna się od pierwszej klasuy szkoły podstawowej. Na tle spo-łeczności szkolnej wyró-żniają się niezwykłymi su-kcesami, które odnoszą od pierwszej klasy gimnaz-jum. Już w drugiej klasie masowo brali udział w konkursach przedmioto-wych, w których odnieśli spektakularne sukcesy. Bartek został podwójnym laureatem z (matematyki, fizyki) oraz finalistą (geo-grafia) Piotrek - (z fizyki), Jasiek - finalistą (z fizyki). Julia - finalistką (z biolo-gii)Jest to klasa o dużym potencjale arystycznym. Wystawili m.in. ,,Małego Księcia", II część ,,Dzia-dów". Pierwszy spektakl wyreżyserowała Pani Beata Nowak, drugi Pani Bożena Jaskros. Kasia, Zuzia i Justyna biorą udział w licznych konkursach literackich i zajmują czołowe miejsca w mieście i powiecie. Justyna wydała tomik po-ezji dzięki sponsoringowi dyrekcji szkoły. Kuba S., bierze udział w niemal każdej akademii szkolnej, a nawet gościn-nie w spektaklach innych klas. Oczywiście klasa odno-si liczne sukcesy sporto-we. Największe są udzia-łem Ani R., zdobywczyni licznych medali w pływa-niu w różnych stylach, uczestniczki mistrzostw Polski. Jej kolekcja meda-li jest imponujaca. Niektórzy specjalizują się w tenisie stołowym: Kuba T., Krzysiek,Wojtek Justyna i Julia, brali udział w takich zawodach z suk-cesami. Sala lekcyjna III G. wyróżnia się ładem i po-rządkiem, co jest zasługą Pani wychowawczyni. Red.