Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od Redakcji
Drodzy czytelnicy, zapraszamy do lektury naszej gazety. Możecie ją śledzić na stronach: http://www.sto.starachowice.org/ckg.html oraz http://mam.media.pl/


Drodzy Czytelnicy, witamy Was serdecznie w kolejnym wydaniu naszego czasopisma. Tym razem nie ma w nim tak ulubionych przez Was i nas wywiadów. Obiecujemy, że poprawimy się i nadrobimy to ,,niedopatrzenie" w następnym numerze. Tym razem skupiliśmy się na kulturze, tej wielkiej pisanej przez wielkie ,,K", niezbyt popu-larnej wśród młodzieży - operze, a także na na-szej szkolnej. Ponieważ dorośli biją na alarm z powodu znikomej znajomości matematyki wśród gimna-zjalistów i licealistów, napisaliśmy też o miłośni-kach tej królowej nauk w naszej szkole. Chcieliśmy w ten sposób zdementować takowe informacje. Zajęliśmy sie też problemem polszczyzny, gdyż uważamy to za nasz patriotyczny obowią-zek. Zabraliśmy także głos na temat tak obecnie dyskutowanych akcji charytatywnych, ponieważ od lat prowadzimy własną - Dar Serca. Ośmielilismy się też przedstawić problem uchodźców widziany oczyma młodzieży. Mamy nadzieję, że zainspirujemy Was do dyskusji i pisania artykułów do naszej gazety. Życzymy dobrej lektury. Czekamy na krytytczne sądy, uwagi i korespondencje od Was. Redakcja 15 lat minęło...
Minęło piętnaście lat od chwili pow-stania naszego gimnazjum. Jubileusz obchodziliśmy uroczyście razem z za-łożycielami, przyjaciółmi, absolwenta-mi i przedstawicielami władz.


Uroczystość zaszczycili goście: Zygmunt Puchalski - wiceprezes Za- rządu Głównego STO, Andrzej Faracik - sekretarz generalny STO, Małgorzata Muzoł - Świętokrzyska Kurator Oś-wiaty, Marek Matrek - prezydent mias-ta Starachowice, Jerzy Miśkiewicz - wiceprezydent miasta, Agata Gałka Bernacka - wicestarosta powiatu starachowickiego, założyciel naszej szkoły Pan Krzysztof Jabłoński, dyrek-torzy przedszkoli, szkół i gimnazjów starachowickich, nauczyciele, rodzice, uczniowie i absolwenci. Podczas uroczystości zostały wrę-czone 4 srebrne odznaki STO dla osób zasłużonych dla oświaty niepu-blicznej w Starachowicach, które o-trzymali Panie Iwona Lucińska, Dorota Glina, Iwonia Madejska i Anna Babicka. Byli przedstawiciele lokalnych me-diów, prasy i telewizji. Po oficjalnej części, podczas której głos zabrali zaproszeni goście



uroczystość uświetniły występy uczniów Społe-cznej Szkoły Podstawo-wej Społecznego Gim-nazjum, którzy przed-stawili spektakl "Słone-czna - Społeczna", przy- gotowany pod opieką Pani Ani Szumilewicz, Pani Ani Babickiej oraz Dariusza Dygasa, Pani Magdy Zatorskiej oraz Moniki Bujnowskiej. Jego tematem były losy Małego Księcia, które-go uczniowie naszej szkoły oprowadzali, po-kazując mu, co u nas się dzieje. Spektakl jak sam tytuł wskazuje był bajecznie kolorowy, ro-ześmiany, rozśpiewany i roztańczony. Nic dziw-nego,że spotał się z bra-wami na stojąco. Po uroczystości ofi-cjalnej zaproszeni goś-cie zwiedzali sale lek- cyjne, w których oglądali specjalnie prygotowa-ne wystawy poświęcone osiągnięciom sporto-wym, Ogólnopolskiemu Konkursowi Łamigłowy, czy gazetom szkolnym. Mogli też obejrzeć pre-zentację reklamujacą naszą szkołę i pokazu-jąca osiagnięcia. Goście otrzymali skromne upo-minki wykonane przez uczniów oraz egzem-plarze naszych gazet, w tym "CKG" . Jubileusz zakończył bankiet, który udało się zorganizować dzięki ro-dzicom i sponsorom. Przy stole szwedzkim, obsługiwanym przez eleganckich kelnerów snuto wspomnienia o poczatkach placówki, rozmawiano o dręcza-cych problemach, takich jak brak odpowiedniego budynku czy sali gimn-astycznej. W ich trakcie na gości czekała jesz-cze jedna atrakcja. Był nią występ muzyczny naszego szkolnego zaspołu "No name". Jubileusz minał w serdecznej atmosferze. Goście rozeszli się ży-czac sobie dalszych 15 lat. A. Walendziak, L. Kaczorowski



Nauka i sztuka
20 listopada 2015r. uczniowie Społecznego Gimnazjum w Starachowicach mieli możliwość obejrzenia spektaklu "Straszny dwór", który jako pierwszy w historii polskiego teatru można było równolegle oglądać w internecie.


Ten dzień zaczął się szczególnie. Po raz pierwszy udało nam się wyjechać o wyznaczo-nym czasie. Wszyscy stawili się punktualnie, jednak już po chwili po-jawiły się pierwsze pro-blemy. Komuś trafiło się miejsce pod nieszczel-nym szyberdachem, z którego kapała woda. Innym przeszkadzała zbyt głośna muzyka. Reszta jak zwykle zaję-ła się swoimi telefonami. Droga minęła nam nie-spodziewanie szybko. Przedsmak studenc-kiego życia. Pierwszym celem wyprawy była wizyta na Politechnice Warszaw-skiej. Gdy uczniowie weszli do gmachu głów-nego, ilość przestrzeni i piękny kolorowy dach wywarły na nich ogrom-ne wrażenie. - Tu jest nieziemsko - rzekł jeden z uczestni-ków wycieczki. - Patrzcie na ten dach! - ktoś powiedział z zach-wytem - wygląda wspa-niale! Gdy wszyscy zdążyli się już pozachwycać, do grupy podszedł jeden z pracowników uczelni. Skierował on wycieczkę w stronę biblioteki. - Uważajcie na głowy - ostrzegł przewodnik wchodząc na niską kla-tkę schodową. Po datar-ciu na najwyższe piętro, uczniowie dostali chwilę czasu wolnego na rozej-rzenie się i obejrzenie półek z książkami. Wszystkim najbardziej podobały się wygodne, miękkie siedziska, na których studenci mogą się zrelaksować po cięż-kim dniu nauki. Następnie pracownik uczelni przedstawił kilka faktów dotyczących po-wstania i zasad korzys-tania z biblioteki. Po de-monstracji systemu an-tykradzieżowego klasy Społecznego Gimnaz-jum zostały przekazane w ręce jednego z profe-sorów. Wygłosił on długi wykład dotyczący pow-stania Politechniki i po-kazał makietę całego kampusu. Wizyta na wydziale chemii procesowej Kolejnym ciekawym miejscem, do którego udali się uczestnicy wy-cieczki, była pracownia chemiczna Politechniki Warszawskiej. Ucznio-wie mogli zobaczyć tutaj wiele ciekawych ekspe-rymentów przygotowa-nych przez studentów. Wielkie zainteresowanie wzbudził ferrofluid, ciecz wykazująca właściwości magnetyczne. - To się rusza! - krzyk-nął jakiś chłopak po tym, gdy zbliżył magnes do naczynia z ciemnym płynem. Magia teatru
Współcześni młodzi ludzie w większości stronia od opery. Uważaja ja za nudna i nieciekwa formę sztuki, a tak naprawdę jej nie znaja. Tymczasem widowisko operowe stworzone przez Mikołaja Grabowskiego łaczace ciekawa scenografię i balet może także zachwycić młodych ludzi.


Zapadł wieczór i wszyscy z niepo-kojem oczekiwali na najważniejszy moment wycieczki. Lada chwila miało zacząć się przedstawienie, o którym każdy mówił, że będzie wyjątkowe. Na wstępie dyrektor Opery Narodo-wej powitał wszystkich widzów i opisał wagę wydarzenia, które zaraz nastąpi. Pierwszy raz bowiem w historii pol-skiego teatru spektakl miał być poka-zywany na żywo w Internecie. Pierwsze dwa akty zachwyciły większość uczniów, jednakże niektó-rzy twierdzili, że "Carmen", na której byliśmy w ubiegłym roku w Teatrze Wielkim w Łodzi, była znacznie lepsza. Zmienili oni jednak zdanie, gdy nad-szedł moment kulminacyjny spektaklu - scena wesela. Każdy mówił, że nigdy nie widział cze-goś podobnego. Gdy kurtyna opadła po raz ostatni, na widowni wybuchła burza oklasków. Na twarzach wszyst-kich ludzi malował się zachwyt, dowodzacy, że nie był to zmarnowany czas ale uczta dla ducha. W drodze powrotnej wielu nurto-wało pytanie, czy zobaczą siebie w telewizji. Jak się jednak okazało, było tylu chętnych do obejrzenia spektaklu, że łacza internetowe zapchały się i nie wszyscy mogli cały spektakl zobaczyć. Jan Wawszczak Parę słów o nas samych...
Nie było miejsca dla Ciebie. W Betlejem ,w żadnej gospodzie i narodziłeś się Jezu w stajni, w ubóstwie i chłodzie.


Współczesnemu czło-wiekowi święta kojarzą się najczęściej z trady-cyjnym obżarstwem i masą prezentów. Nie-wielu z nas przeżywa je i kontempluje. W tym roku pomogła nam w takim podejściu do swiąt czwarta klasa szkoły podstawowej, która przedstawiła nam niemal dorosłym gim-nazjalistom ,,Dziew-czynkę z zapałkami". Drama oparta została na motywach baśni Hansa Ch. Andersena, pod tym samym tytułem. Opowiadała o smutnych losach małej, zagubio-nej dziewczynki, której los nikogo nie obcho-dził. W świątecznej atmosferze łatwo było odnaleźć w tej opowieś-ci nawiązanie do małego Chrystusa, dla którego również nie było miejsca w sercach ludzi. Mała bohaterka, wy-chowywana przez ojca pijaka, musiała sprzeda-wać zapałki, aby móc zarobić kilka groszy. Niestety, tak jak w baj-ce Andresena, nikt nie chciał ich kupić. Ludzie spotykani na ulicy byli obojętni lub okrutni. Gdy zrobiło jej się bar-dzo zimno, zapaliła zapałki. W ich swietle ujrzała swoją zmarłą babcię i mamę. W koń-cu dziewczynka zmarła, a świadkami jej podróży do nieba były małe anio-ły spiewajace kolędę ,,Nie było miejsca...", która nadała przedsta-wieniu uniwersalny wymiar. Nie była już to tylko historia o biednym dziecku, ale glos w dys-kusji na temat naszych postaw, gorzka reflek-sja nad naszą moralna kondycją. Przedstawienie by-ło bardzo wzruszające, Wielu z nas uroniło łzy. Główną rolę grała Anto-sia Stępniak. Byla natu-ralnie bezradna. Ot, zwykle male zagubione dziecko. Ponieważ byla to dra-ma, aktorzy musieli im-prowizować, uniknęli sztuczności i recytacji charakterystycznej dla przedstawień dziecię-cych. Nic więc dziwne-go, że ich przedstawie-nie spotkało się z bra-wami na stojąco. Występ był nie tylko piękny i wzruszający, ale także dydaktyczny. Mali aktorzy zwrócili nam uwagę, że nie mo-żna obojętnie przecho-dzić obok biedy i niesz-częścia. W treatralnym świe-cie ,,Nie było miejsca w Betlejem", gdy narodził się Jezus, tak jak nie było miejsca w ser-cach ludzi dla małej dziewczynki. A czy jest miejsce w naszych sercach? Jakub Jary Warto pomagać... czyli jacy jesteśmy
WOŚP inspiruje tysiace ludzi do działanosci charytatywnej.W naszej szko- le prowadzimy od lat akcje Dar Serca. Ich pomysłodawczynią jest Pani Bożena Jaskros.


Wielu z nas w jedną z niedziel stycznia widzi osoby z puszkami ze zna-nym sercem z napiisem „WOŚP”, i nawet się nie zastanawia, ile pomocy może nieść parę złotych które damy wolontariu-szowi stojącemu na ulicy. Jedna złotówka sama to bardzo mało, a co jeśli wiele osób da taki mały nominał, powstaje wtedy naprawdę potężna suma. Ważny powód powołania do istnienia tej fundacji był bardzo prosty, pomoc ciężko chorym dzieciom , chorującym na drogie w leczeniu schorzenia. Oprócz astronomicznej ceny leków, trzeba zna-leźć szpital, który posiada sprzęt wymagany do ba-dań i walki z dolegliwoś-cią pacjenta. Ceny niektó-rych przyrządów mo- gą sięgać nawet sto tysięcy złotych! Kosztowały one w sumie od początku akcji ponad 590 milionów złotych, kupiono za to 30 tysięcy maszyn, więc sta-tystycznie każdego dnia do szpitali trafiają cztery nowe maszyny Nie każdy ośrodek medyczny stać na takie wydatki. Wyposa-żenie szpitala w odpowie-dni sprzęt może pomóc lekarzom w uratowaniu życia młodego pacjenta. Pierwszym najważniej-szym celem Wielkiej Or-kiestry Świątecznej Po-mocy było ratowanie ży-cia i leczenie noworod-ków i małych dzieci. Od samego początku akcji po-legało to na wyposażeniu placówek w najbardziej potrzebne urządzenia. Wyposażono tak 219 oddziałów neonatologicz-nych w 457 sztuk apara-tury o nazwie „Instant Flow”. Za pieniądze sfi-nansowano trzy tysiące pomp insulinowych, dzię- ki temu Polska jest pier- wszym krajem na świe-cie w ilości leczeniu cuk-rzycy pompami! WOŚP finansuje także naukę pierwszej pomocy, uczes-tniczyło w niej już 9000 tysięcy uczniów w szko-łach. Fundacja wspiera tworzenie w szpitalach ważnych dla seniorów działów geriatrycznych, gdzie na leczenie mogą liczyć osoby starsze, w ra-zie choroby. Osoby nie posiadające rodziny mogą zgłosić się tam po opiekę. Tam mogą oni liczyć na bardziej godną opiekę. Od kilku lat lider orkiestry świątecznej pomocy do-dał ten cel do listy zadań stowarzyszenia. Ci, któ-rzy ostatnio w niedziele 10 stycznia wrzucili do puszki wolontariusza na-wet symboliczny datek, mogą poczuć się z siebie dumni, gdyż zrobili coś dobrego. Nawet niewiel-kie sumy, w wielkich iloś-ciach, razem mogą zdzia-łać wiele, i robić wielkie rzeczy, dlatego warto jest pomagać i się starać. Nic więc dziwnego, angażujemy się w takie akcje. Leon Kaczorowski Spotkanie ze sztuką portretu
" W każdym wieku można się nauczyć malowania”


Izabela Marciniak, duma Staracho-wic, świetna malarka, wydała książkę pod tytułem „Sztuka Portretu”. W grudniu 2015 roku w Woje-wódzkiej Bibliotece Publicznej w Sta-rachowicach spotkała się z miłośnika-mi malarstwa. W spotkaniu wzięli tak-że udział uczniowie Społecznego Gimnazjum w Starachowicach. Podręcznik Pani Marciniak, to od-powiednik dwuletniego kursu tworze-nia portretu, którego mottem są słowa artystki „w każdym wieku można się nauczyć malowania”. Nic więc dziwne-go,że spotkal sie z dużym zaintereso-waniem na rynku czytelniczym. Malarka chętnie odpowiadała na pytania młodzieży oraz dzieliła się swymi doświadczeniami życiowymi. Była miła i otwarta. Dowiedzieliśmy się, że studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Krako-wie, na tej samej uczelni, na której stu-diował kiedyś sam Jan Matejko. Wykładała też w latach 2008-2010 na Uniwersytecie w Hamburgu. I to właśnie wtedy stworzyła wiele portre-tów przyjaciół czy studentów. Podczas spotkania zademonstrowa-ła też sposoby portretowania postaci. Wielu uczniów zdziwiła wiadomość, że każdy portret zaczyna się od zaznczeń i obliczeń matematycznych, nic więc dziwnego, że po tych wiadomościach wielu uczniów zakupiło prezentowaną przez nia ,,Sztukę portretu". Podręcznik Pani Izabelio Marciniak to nie tylko zbiór dobrych rad doświad-czonej malarki ale także kompedium wiedzy o stylach malowania, dzięki któremu można się dowiedziec, jak usprawnić technikę, ,,dodać" oczom malowanych postaci blask „życia” co sprawia, że portrety sa jak żywe. Izabela Marcinek jest znana portre-cistka. Niektóre ze swoich dzieł zapre-zentowała też na wystawie. Były to m.in. portret przyjaciółki Andrei Marii von Wrangler, ,,Profil pio-senkarki" oraz portret, trzech małych dziewczynek w wieku około sześciu lat, które uśmiechały się do przecho-dzących. Spotkanie z malarką było niezwykle ciekawą lekcją plastyki i sztuki, inspi-racją dla wielu amatorów malarstwa, którzy dotychczas nieśmiało sięgali po pędzel. Udowodniło, że portret to cie-kawy gatunek sztuki pozwalający na wejrzenie w głąb człowieka. Mamy nadzieję, że takich lekcji bę-dzie więcej. Leon Kaczorowski, Igor Kaczorowski Zdani na liczby...
Dorośli ciagle narzekają, że wspołczesna młodzież polska nie lubi matematyki i boi sie rozwiązywania zadań. Jak kazde tego typu stwierdzenie, jest to duże uproszczenie, o czym mogą zaświadczyć pasjonaci tgo królewskiego przedmiotu z naszej szkoły.


Od 11 do 14 lutego w Świętej Katarzynie odbyły się warsztaty matematycz-ne w których wzięli udział uczniowie naszej szkoły: Wiktoria, Bartek, Janek i Piotrek. Ich organizatorem był Pan Paweł Dziuba nauczyciel matematyki z Końskich. Oto co powiedzieli naszej redakcji pasjonaci mate-matyki z naszego gimna-zjum. Bartek Sikorski: - Przez większość dnia rozwia-zywaliśmy ciekawe za-dania na poziomie olimpiady ogólnopol-skiej. Następnie wspól-nie je omawialiśmy. Każdy mógł przedsta-wić swoje rozwiązanie. Wiele z tych zadań wy-magało logicznego myślenia i użycia trud-nych do zauważnia tri-ków matematycznych. Janek Wawszczak: - Braliśmy też udział w wykładach, które były prowadzone przez fi-nalistów olimpiady li-cealnej. Przygotowy-waliśmy się aż do trze-ciej w nocy do turnieju matematycznego, który miał miejsce następne-go dnia. Mecz matema-tyczny polegał na roz-wiazywaniu zadań o bardzo dużym stopniu trudności. W grupach omawialiśmy je tak, aby każdy umiał je zrobić. Piotrek Dada: - Rozgry-wka polega na tym, że drużyna wybrała swojego przedstawiciela aby rozwiazywał zada-nia na tablicy i je omó-wił. Jego odpowiedź decydowała o uzyska-niu punktów. Niestety drużyna, w której my byliśmy, przegrała. Mi-mo to uważam, że taki mecz to świetna forma integracji i nauczenia się matematyki. Bartek Sikorsi: Warsz-taty bardzo nam pmogły w rozwiązywaniu pro-blemów matematycz-nych, rozwijały pomys-lowość, kreaatywność i logiczne myślenie. Sprawiły, ze inaczej sojrzeiscmy na roz-wiązywane zadania. Bardzo mi przypadły do gustu. Jak więc widzimy nie-którzy uczniowie naszej szkoły zamiast spędzać bezproduktywnie czas na zabawach z telefonem mi-le go spędili na warszta-tach matematycznych. Udowodnili, że młodzi ludzie widzą sens uczenia się matematyki, uważają ją za przedmiot ciekawy i praktyczny. Bartek, Janek, Piotrek, Język ojczysty
,,Chodzi mi o to, aby język giętki Powiedział wszystko, co pomyśli głowa" Juliusz Słowacki


Ostatnio w gmachu Urzędu Miejskiego w Starachowicach odbył się I Miejski Konkurs Poprawnej Pol-szczyzny pod hasłem ,,Z polszczyzną za pan prat" . Turniej zorganizowano z okazji Międzynarodowego Dnia Ję-zyka Ojczystego, który przypada na 21 lutego. W rywalizacji wzięło udział 18 ucz- niów ze starachowickich gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych. Inicja-torem konkursu był Urząd Miejski w Starachowicach oraz Towarzystwo Przyjaciół Strachowic. Patronat nad organizacją objął Instytut Filologii Pol-skiej Uniwersytetu Jana Kochanow-skiego w Kielcach. Konkurs został rozegrany w dwóch kategoriach. W pierwszej rywalizowała młodzież ze starchowickich szkół, zaś w drugiej zmagali się dorośli - przed-stawiciele radnych oraz dziennikarze lokalnych mediów. Pierwszym punktem programu kon-kursowego było przywitanie uczestni-ków oraz napisanie testu składającego się dziewiętnastu zadań. Następnie, miała odbyć się prelekcja pracownika Instytutu Filologii Polskie UJK - pana profesora Andrzeja Kominka. Niestety, wystąpienie nie odbyło się ze względu na niedyspozycję polonisty. Po napisaniu sprawdzianu, ucze-stnicy udali sie nad czterdziestominu-tową przerwę. W tym czasie jury zło-żone z nauczycieli szkół pod kierun-kiem Pani Dyrektor Bożeny Jaskros rozstrzygnęło konkurs i wyłoniło laure-atów. Miło nam donieść, że uczennice naszej szkoły - Zuzanna Jóźwik oraz Kasia Stefańska (byłe redaktorki na-szej gazety ,,CKG") zdobyły łącznie 125 punktów (60 i 65), dzięki czemu uplasowały się na trzecim miejscu w mieście w kategorii drużynowej. Katarzyna Stefańska zas zdobyła zaszczytne III miejsce w kategorii indywidualnej. Laureaci zostali nagrodzeni słowni-kami poprawnej polszczyzny. Konkurs zakończył się przemówie-niem organizatora oraz przewodniczą-cej jury - Pani Bożeny Jaskros, która zwróciła uwagę na nieodpowiednią organizację imprezy, gdyż uczniowie gimnazjów oraz szkół ponadgimna-zajalnych rywalizowały w tej samej kategorii. Wszystkim laureatom i uczestnikom serdecznie gratulujemy. Zuzanna Jóźwik Siła muzyki



Ennio Morricone - włoski kompozy-tor muzyki filmowej - na sześćdzie-sięciolecie swojej twórczości zorgani-zował koncerty w kilkudziesięciu mia-stach w całej Europie. Jest to jedyny kompozytor muzyki filmowej, nagro-dzony przez Amerykańską Akademię Filmową honorowym Oscarem w 2007r. Do Oskara był nominowany pięciokrotnie. Artysta wystąpi jeszcze m.in. w Amsterdamie, Londynie, Berli-nie, Dublinie oraz Brukseli. Jeden z tych wystepow odbył się 23 lutego we Wrocławiu. Razem z samym Ennio Morricone przyjechała także orkiestra symfoniczna z Czech oraz chór z Węgier. Łącznie na scenie było ponad dwieście osób. Był to raj dla melomanów - zagrano tam takie utwory z takich filmów jak „Ecstasy of Gold”, „Zawodowiec” „Misja”, „Pew-nego razu na Dzikim Zachodzie”, czy muzykę nominowaną w tym roku do Oscara – „Nienawistna ósemka”. Mielismy to szczescie, ze jeden z naszych kolegów, redaktor naszej gazety, Stanisław Sokołowski byl wraz z rodzicami na tym koncercie. Oto co nam powiedział po powrocie z Wrocławia: Był to świetny koncert, nie tylko dla fanów Morricone, ale także amatorów muzyki klasycznej czy filmowej. Nie przypuszczalem, ze bedzie to dla mnie taka uczta muzyczna. Warto było jechać tyle kilometrów, na drugi koniec Polski, by posłuchać na żywo takiego koncertu. Kolejny raz się przekonuje, że muzyka na scenie brzmi lepiej i doskonalej niż z najlepszej płyty. Bylo to dlas mnie niezwykle przeżycie stetyczne. Polecam wszystkim, aby przynajmnie posluchali muzyki tego kompozytora z płyty i poczuli sie jak na koncercie. Redakcja Być albo nie być... pilotem Co wybrać?
Niedawno mieliśmy okazję gościć ucznia Ogólnokształcącego Liceum Lotniczego im. F. Żwirki i S. Wigury w Dęblinie - Mateusza Kruka.


Przedstawił on uczniom klasy trze-ciej gimnazjum perspektywy związane z zawodem pilota, pracą w wojsku oraz działaniami, jakie należy podjąć, aby pełnić służbę lotniczą. Uczniowie poznali warunki rekrutacji, które należy spełnić, by dostać się do Liceum Lotni-czego, zaznajomili się także ze statu-tem szkoły oraz zasadami w niej panującymi. Mateusz przybliżył gimnazjalistom metody nauki w szkole, opowiedział o zajęciach zawodowych. Gość podzielił się również swoim doświadczeniem związanym z poby-tem w internacie, praktykami lotniczy-mi, zaprezentował film obrazujący za-jęcia w liceum. Spotkanie wzbudziło duże zainte-resowanie wśród uczniów, z pewno-ścią wielu z nich weźmie pod uwagę tę propzycję kształcenia przy wyborze szkoły, zwłaszcza że jest w śród nich wielu pasjonatów lotnictwa i maszyn latających. Zuzanna Jóźwik Dlaczego boimy się przyjać uchodźców?
Czy szukający dachu nad glową, bezbronni uciekinierzy z ogarniętych wojną krajów? Czy emigranci zarobkowi? Czy potencjalni terroryś-ci? Jak to naprawdę jest z imigrantami? Dlaczego Polacy wzbraniaja się przed ich przyjęciem?


Od dłuższego czasu między krajami europej-skimi toczy się spór, któ-remu towarzyszy temat uchodźców. Najwaźniejsi politycy Europy sprzecza-ją się, kto powienien ich przygarnać? Jest to rów-nież temat wielu gorących dyskusji między obywa-telami Polski, w tym tak-że młodzieży. Każdy człowiek ma swoje poglady odnośnie tego drażliwego tematu i nie jest moim zadaniem nikogo do niczego przeko-nywać. Chciałabym tylko przedstawić stan rzeczy. Niektórzy uważaja, że trzreba Im pomóc, bo jest to nasz chrześcijański obo-wiazek i zwyczajna ludzka przyzwoitość. Inni boja się odmiennej kultury i religii, gdyż wię-kszość uchodźców to wyz- nawcy Allaha. Ale czy naprawdę jest się czego bać? Strach jest wynikiem słabej znajomości odmie-nnych kultur i braku chęci ich poznania. Jest też wynikiem braku asymilacji muzułamnów w społeczeństwach za-chodnich. Ci, którzy wy-razaja takie obawy, zapo-minaja, ze już od wiekow w naszym kraju zyja wyz-nawcy islamu. Sa to poto-mkowie Tatarów, którzy ramię w ramię z Polaka-mi walczyli w powsta-niach czy wielkich woj-nach. Różnice kulturowe: język, religia, obyczaje, stosunek do kobiet budza jednak ciagle strach potę-gowany przez wieści o atakach terrorysstycznych. Bestialstwo tych ataków kojarzy sie z wyznawcami Islamu i budzi strach przed terrorem, ktory mo- że także stać się doświad-czeniam Polaków. Ponadto uchodźcy, któ-rzy zostaliby przyjęci przez Polskę, to w więk-szosci młodzi mężczyźni, zdolni do podjęcia pracy. Z doswiadczenia jednak wiemy, że obcokrajowcy przyjedżajacy do naszego kraju, często sa utrzymy-wani przez państwo pol-skie, które nie jest prze-cież szczególnie zamożne. Wielu Polaków obawia się, że duża ich liczba po-zbawi naszych rodaków pracy. Z konieczności uchodźcy bowiem przyj-ma prace w gorszych wa-runkach i niżej płatna. Jak więc widzimy tych obaw jest bardzo dużo. Nam młodym trudno jest zajać jakieś sensowne sta-nowisko. Brakuje nam wiedzy, stad często powie-lamy poglady popularne w naszym otoczeniu. W małych miasteczkach, ta-kich jak Starachowice pra-wie w ogóle nie spotyka się ludzi innych ras, na-rodowości i religii. Strach przed nimi jest tym bar-dziej większy. Bardzo trudno jest oce-nić, kto ma rację. Tę trud-ną decyzję będa musieli więc podjać dorośli. Anna Walendziak