Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Od redakcji:
Drodzy czytelnicy, zapraszamy do lektury naszej gazety. Możecie ją śledzić na stronach: http://www.sto.starachowice.org/ckg.html oraz http://mam.media.pl/


Drodzy czytelnicy, Zanim się obejrzeliśmy, zaczął się kolejny semestr. Poprzedni przyniósł mnóstwo trudu, ale także wrażeń i za-bawy. Wracamy do Was z dozą świe-żych artykułów w naszym małym ze-spole pod opieką pani Teresy Rybki. W tym numerze przygotowaliśmy dla Was sprawozdania z wydarzeń, które miały miejsce w naszej szkole, a także inne, ciekawe artykuły. Jako iż już niebawem będzie Wiel-kanoc, z tej okazji życzymy wszystkim naszym czytelnikom tego, co najlepsze: zdrowia, szczęścia, pomyślności, wesołego jajka i smacznego śniadania wielkanocnego z rodziną, a także ciekawej lektury podczas czytania naszej gazety, do czego serdecznie zapraszamy. Redakcja Czy jesteśmy "z polszczyzną za pan brat"?
Z okazji Międzynaro-dowego Dnia Języka Oj-czystego, urząd miasta zorganizował konkurs "Z polszczyzną za pan brat". Brało w nim udział 29 uczniów ze staracho-wickich gimnazjów i li-ceów. Jego celem było podkreślenie roli i rangi naszego języka. Miło nam donieść, że nasza koleżanka reda-kcyjna, Wiktoria Grosi-cka zajęła pierwsze miejsce, pokonując lice-alistów i gimnazjalistów.


Oto, co nam powie-działa po zakończeniu zmagań. Zadania konkursowe, autorstwa pani Joanny Matysek, sprawiły nam wiele problemów, dlate-go też nikt nie otrzymał maksymalnej ilości punktów. Po zmaganiach z pu-łapkami frazeologiczny-mi i gramatycznymi wy-słuchałam wykładu prof. Andrzeja Kominka, na- ukowca UJK w KIel-cach, na temat nazw zawodów kobiecych. Byłam ciekawa jego opinii na temat prób emancypacji językowej propagowanej przez wiele kobiet związanych z ruchami feministycz-nymi. Chcialam wie-dzieć, czy powinnam mowić "ministra" czy pani minister. Pan profesor nie u-dzielił mi jednoznacznej odpowiedzi, chociaż wyraźnie skłanial sie ku tradycyjnym formom, co mnie jako kobiecie nie-zbyt sie podobalo. Naszą szkołę w konkursie reprezento-wały także: Ania Walen-dziak i Nataliia Jarzyna. Przygotowała nas pani Teresa Rybka, nasza pani polonistka, której serdecznie za pomoc dziękuję. Wiktoria Grosicka Zabawa i nauka
Każdy z nas lubi bawić się, nikt "zakuwać". Większość uczniów nie lubi wszelkiego typu sprawdzianów, kartkówek i testów. Dlatego cieszą nas lekcje, na których nie tylko możemy utrwalać materiał, ale się także bawić.


Ciekawa propozycja Nie ma ucznia w Pol-sce, który nie słyszałby o obiadach czwartko-wych krola Stanisława Augusta Poniatowskie-go. Nie zawsze jednak mamy sposobność u-czestniczenia w ich inn-scenizacji połączonej z powtórką materiału. To całkiem miła odmiana od testów i sprawdzia-nów tak wszechobec-nych w polskiej szkole. Taką lekcję wymyśliła nasza polonistka, Pani Teresa Rybka. Zabroni-ła nam jednak wypoży-czania strojów history-cznych i poleciła stwo-rzenie własnych, wzoro-wanych na tych, z epoki oświecenia, z wykorzy- staniem dostępnych nam ubiorów i materia-łów. - Macie być kreatywni. Uruchomcie wyobraź-nię. Połączcie historię ze współczesnością. Zaadaptujcie salę, stwórzcie z niej komm-natę pałacową. Macie na to całą przerwę. - Powiedziała i już wy-chodziła, gdy Igor zapy-tał. - Jak mamy zrobić obiady czwartkowe w piątek? - Wyobrazisz sobie. Tylko w piątek mamy dwie godziny lekcycje. W sam raz na powtórkę. Piątkowy obiad czwartkowy Na przerwie ozdobi-lismy salę. Nie mielismy zbyt wiele rekwizytow. Postanowilismy więc wykorzystac barwy na-rodowe, aby odnieść się do reform, które propa-gowalo i wprowdziło stronnctwo królewskie. Ze zlożonych ławek po-wstał duzy stół ozdo-biony biało- czerwonym obrusm. Na nim ustawi-liśmy porcelanową zas-tawę przyniesioną z do-mu, ciasta upieczone przez koleżanki i Mać-ka. Przygotowalismy tez kakao, aby zawarty w nim magnes, jak mówią w licznych reklamach, pomógl nam w powtór-ce. Rolę króla Stasia powierzylismy Ani, któ-ra praktykę w "rządze-niu" i prowadzeniu ob-rad nabyła samorządzie szkolnym. Zamiast testu Na tej niezwyklej le-kcji jedliśmy, mowilismy, dzieląc się zdobytymi dodatkowymi informa-cjami. Igor np. zasko-czył nas dodatkowymi szczegolowymi wiado-mościami na temat reform Komisji Edukacji Narodowej, a Maciek podzieł się wrazeniami z niedawno przeczyta-nych "Przygód Guli -



wera" J.Swifta. Dużo mówiliśmy, recytowa-liśmy bajki Ignacego Krasickiego. Było przy-jemnie. Byliśmy z siebie tak zadowoleni, że na koniec naszego "obia-du" zapomnięliśmy po-dać suszone śliwki, któ-re na dworze króla Sta-nisława Augusta Ponia-towskiego serwowano na koniec obiadów czwartkowych. Musiała nam o nich przypomnieć nasza poloniostka. Mi-mo tej wpadki, lekcja była interesująca. A to przecież najważniejsze. UCZTA RENESANSOWA Nie jesteśmy gorsi Pozazdrościliśmy kla-sie drugiej takiej powtór-ki. Postanowiliśmy nie być gorsi i żeby tradycji stało się zadość, przy-gotowaliśmy ucztę rene-sansową. Prolog Piątek. Piąta godzina lekcyjna, czyli pora na dwie godziny języka polskiego dla naszej klasy. — Trzecia gimnazjum do sali, koniec przerwy! — Krzyknęła pani Tere-sa Rybka, tak, że było ją słychać w całej szkole. Szybko przybrawszy się, pobiegłam z dziew-czynami, w renesanso-wych sukniach, do kla-sy. Tam czekali już na nas chłopcy. Byli ubrani w białe rajtuzy, czarne obcisłe spodnie do ko-lan, koszule z dużymi kołnierzami. Niektózy mieli peruki. Wyglądali komicznie, ale przynaj-mniej przygotowali się do lekcji. Rzuciliśmy na siebie krótkie spojrzenia i nie tracąc więcej czasu zaczęliśmy ucztę. Przyjemne z pożytecznym - Witam tu wszystkich zgromadzonych - za-częła pani Teresa – miło mi gościć, tak wielu wspaniałych gości w moim pałacu, przy jed-nym stole. Żyjemy w in-teresujących czasach. Tyle się dzieje na świe-cie i w Rzeczpospolitej Polskiej Obojga Naro-dów. To jest właśnie powód naszego dzisiej-szego spotkania. Chcia-łabym porozmawiać o zaistniałych zmianach. Może zacznijmy od odkryć geograficznych. Czy chciałby ktoś za-brać głos? I tak zaczęła się nasza lekcja... Rozmawialiśmy o odkry-ciach geograficznych i ich skutkach, śledziliś-my trasy wielkich wy-praw. Wspominaliśmy losy Krzysztofa Kolumba, czy Ferdynarda Magellana. -A czy wiecie, co zos-tało sprowadzone na nasz kontynent?- padło w końcu pytanie. – Oczywiście. Wszelkie bogactwa, np. kakao, owoce tropikalne, przyprawy, ziemniaki.- odpowiedziała szybko Natalia. – Jak już jesteśmy w te-matyce jedzenia, czy moglibyśmy zacząć ucztowanie, bo od tego, aż zgłodniałem. – po-wiedział z uśmiechem Kuba, klasowy długo-dystansowiec, znany z dobrego apetytu. Roześmialiśmy się. Każdemu z nas spo-dobał się ten pomysł. Zaczęła się uczta. Wiel-ki stół, zbudowany z naszych ławek, przys-trojony kolorowym

Santiego, Tycjana, Leonarda Da Vinci, Sandro Botticellego. To była ciekawa powtórka, Bawiła i uczyła. Każdy mógł się wykazać wiedzą, umiejętnościami i kreatywnością, przygotować strój lub potrawy. Dlatego tak nas cieszyła. Czekamy na więcej. Wiktoria Grosicka, Wiktoria Nowak

obrusem i ,,pozłaca-nymi” świecznikami i przyniesioną z domu zastawą. Degustowaliśmy ze smakiem sałatkę zie-mniaczaną, przepisu pani Teresy, której pro-wieniencja była wspól-czesna, a z renesansem łączyły ją tylko ziemnia-ki. Na deser pałaszowa-liśmy domowej roboty ciasta, popijając filiżan-ką kakao. Menu było zaskakujące,aczkolwiekprzez nas dokładnie przemyślane. Poszcze-gólne produkty nawiązy-wały do odkryć geogra-ficznych, ciasta zaś wy-konaliśmy wykorzystu-jąc naturalne i trady-cyjne produkty, takie jak miód zamiast cukrum, czy drożdże zamiast proszku do pieczenia. Po zaspokojeniu wil-czego głodu, wróciliśmy do dyskusji. Rozmawialiśmy o lite-raturze, a zwłaszcza dziełach W. Szekspira, Mikołaja Reja, czy Mis-trza z Czarnolasu. Niek-tórzy popisywali się na-wet recytacją fraszek, pieśni i trenów Jana Ko-chanowskiego. Wymienaliśmy się też wiadomościami i wra-żeniami na temat dzieł Michała Anioła, Rafaela Zakazany owoc
Czyli reportaż z wycieczki.


22 marca b.r. wybraliśmy się na wiosenną wycieczkę szkolną. Miejsce nie jest szczególnie zaskakujące- jak większość polskich szkół pojechaliśmy do Warszawy. W naszym wypadku, aby uczestniczyć w spektaklu pt.”Zem-sta” w stołecznym Och! Teatrze. Wczesnym rankiem wyruszamy z parkingu szkolnego. Wszyscy uczest-nicy są szczęśliwi i podekscytowani, zwłaszcza, że mamy zaplanowane naprawdę interesujące atrakcje. Po przyjeździe do Warszawy idziemy wprost do teatru Krystyny Jandy (Och! Teatr), by już na wstępie zaznać nieco kultury. Choć budynek z zewnątrz nie sprawia piorunującego wrażenia, to jednak sam teatr wystawia sztuki świa-towego kalibru. My oglądamy „Zemstę” w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza z kreacjami aktorskimi Artura Barcisia, Wioletty Arlak oraz Wiktora Zborow-skiego. Interpretacje tego dzieła pozo-stawiam osobom, które przeczytały książkę Fredry, będącą pierwowzorem sztuki. Doceniam w niej znakomitą grę aktorską i sposób dostosowania treści dramatu do niekiedy niedoświadczonej teatralnie publiczności, lecz zbytnio nie dostrzegam , jakże charakterystycz-nego w „Zemście” wyśmiania ludzkich wad i przywar. Mimo to, przeważająca część publiczności, jpodobnie jak ja, jest pod wrażeniem, tak rzadkich na co dzień artystycznych doznań. Pełni satysfakcji jesteśmy gotowi na dalszą cześć wyjazdu. PRZYZIEMNE PRZYJEMNOŚCI- WYPAD DO GALERII Zmęczeni i głodni po wizycie w teatrze, udajemy się autokarem do galerii handlowej. Stajemy w jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Warszawy- pod Pałacem Kultury i Na- uki. Chwilę zajmuje nam dojście pod imponujący gmach „Złotych tarasów”, jednego z największych centrów han-dlowych w Polsce, na rogu ulic Złotej i Jana Pawła II. Nikt nie ukrywa, że to jedna z jego ulubionych części wycie-czek w ogóle. Trzeba przyznać, nutka samodzielności w wydaniu pieniędzy i poruszaniu się jest czymś ekscytu-jącym, zwłaszcza w wielkim mieście. Po ochoczym podzieleniu się na grupy, wszyscy idziemy do wybranych przez siebie restauracji. Dziewczyny, za na-mową Julki wybierają kuszący fast- food, część chłopaków idzie do innego ,zaś ja z Antkiem i Kubą wybieram włoską kuchnię. Jak to bywa w tak przyjemnym



i pozwalającym cie-szyć się życiem miejscu możemy całe półtora godziny zaangażować się w jedzenie, chodze-nie po sklepach i sze-oko pojętą rozrywkę. Po pysznym maka-ronie i pizzy, przed od-wiedzeniem sklepów z elektroniką, czekolada, czy tez innymi przyjem-nymi zbytkami, zgodnie z zakupowym obycza- jem, powinniśmy wypo-sażyć się w duży kubek aromatycznej kawy. No właśnie, tym razem zda-rza mi się zapomnieć o tym ważnym dla mnie elemencie wycieczki. –Wiktor, nie możemy teraz wrócić na górę. Zostało niewiele czasu – odpowiada Antek. - Czyli mogliście mnie zostawić samego w środku Złotych Tara-sów, a 10 minut w knaj-pce wam przeszkadza, tak?- pytam. W końcu udaje mi się ich przekonać do swojej racji. Moim zdaniem, ka-wa jest jedyną dobrą rzeczą, którą oferuje McDonald's, więc wizja stania w kolejce mnie nie odrzuca. Przecież tyle czekałem! Podcho-dzę do kasy. - Dzień dobry, ile masz lat?- pyta uprzejma kel-nerka. - Trzynaście . - Niestety, nie sprzeda-jemy kawy osobom po-niżej szesnastego roku życia- odpowiada. Zamurowało mnie. Nie mogę sobie wyobrazić, że nie dostanę tego, co takie odłącznie kojarzy mi się ze szkolnymi wy-cieczkami. Obecnie wiem, że na stronie Mc Donald’s nie ma infor-macji o zakazie sprze- daży kawy. Trochę mi żal, tym bardziej, że przed wyjściem z galerii stoją już moi znajomi z kubkami kawy w dło-niach. Może przynaj-mniej kupuję pysznego loda. Niestety, już musimy wracać. Szkolne wy-cieczki mają to do sie-bie, że kończą się szyb-ko. Zarówno ja, jak i ca-ła klasa jesteśmy bar-dzo zadowoleni. Wszys-cy genialnie się bawili, a to chyba najważniejsze. Wiktor Serwicki ,,Quo Vadis”: film czy książka
To pytanie jest często zadawane po omówieniu lektury. Niektórzy wolą obejrzeć film, bo ,,to jest przecież to samo co książka” - słyszymy często.


Czytać czy oglądać adaptację fil-mową? - oto jest pytanie przed któ-rym staje wiele tysięcy polskich uczniów. Zadaliśmy je także na-szym kolegom ze szkoły. Oto, co nam powiedziała Dorota Wypchło - uczennica I klasy. Według mnie książka dostarcza więcej informacji, które z racji ba-riery czasowej pomija reżyser fil-mu. Dlatego nie możliwe jest dokła-dne poznanie fabuły. Tak dzieję się także w przypadku powieści ,,Quo Vadis”. Uważny czytelnik łatwo dostrzeże wyraźne różnice między książką a jej adaptacją filmową, np. w reżyserii Jerzego Kawalerowi-cza. W filmie tym wątek miłosny Winicjusza (Paweł Deląg) i Ligii (Magdalena Mielcarz) schodzi na drugi plan. Bardziej wyeksponowa-ny jest Petroniusz (Bogusław Lin-da) i jego przeżycia. Nie ma scen ukazujących przemyślenia i przeży-cia bohaterów. Tak samo wyda-rzenia z areny zostały przedsta-wione w mniej drastyczny sposób. Każdy z nas słyszał nieraz, że czytanie poszerza nasz zasób sło- wnictwa, więc nie będę się pow-tarzała. Jest to tak oczywiste, że nie potrzebuję komentarza. Ludzi, którzy czytają potrafią prawidłowo posługiwać się językiem i świetnie się komunikują. Dla mnie najważniejszym zada-niem książki jest to, że pobudza naszą wyobraźnię i sprawia, że każda przeczytana lektura jest tyl-ko nasza. Mimo licznych opisów przyrody, zdarzeń i bohaterów, ka-żdy z nas widzi ich inaczej, po swojemu. Podobnie dzieję się z re-żyserem, który przekazuje widzom swoje wyobrażenie i interpretację. Nie rozumiem dlaczego jego wer-sja miałaby być lepsza od naszej własnej. Przecież nie lubimy, żeby nam coś narzucać, a sami pozwa-lamy na to, oglądając film zamiast czytania książki. Zdaję sobie sprawę, że czasami film może być bardziej wartościowy od książki, ale żeby się o tym prze-konać trzeba przede wszystim czy-tać. Życzę więc wszystkim miłej lektury. To nie boli! Dorota Wypchło kl.l SG Smog problemem współczesnego świata
Smog to jeden z częściej poruszanych tematów we wszystkich mediach. Dlaczego? Pierwszy raz od wie-lu lat przestraszyliśmy się skutków naszej ignorancji i fascynacji urbanizacją. Czy aby na pewno?


Jeszcze niedawno rodzice zachę-cali nas do zabaw na dworze, "wypy-chali" wręcz nas na podwórko, abyś-my mogli odpocząć od książek, kom-putera, żeby zaczerpnąć świeżego po-wietrza. Dzisiaj szczelnie zamykamy okna, a w większych miastach chodzi-my w maseczkach na twarzach. W kry-tycznych momentach lekarze zalecają pozostanie w domu. Dlaczego tak się dzieje? Co się stało? Co zrobiliśmy z naszym domem - Ziemią? Przez ostatnie dwadzieścia lat Pola-cy "wzbogacili się" o tysiące zdezelo-wanych, starych samochodów sprowa-dzanych zza granicy. Zadowoleni, za-chwyceni z "postępu" jeździmy co-dziennie samochodami, do szkoły czy pracy, a nawet kilkaset metrów do naj-bliższego sklepu. Fascynacja motory-zacją sprawiła, że wielu z nas zapom-niało, że ma nogi. Tymczasem takie pojazdy wytwarzają mnóstwo zanie-czyszczeń, przede wszystkim węglo-wodorów, które są dla nas śmiertelnie szkodliwe. A kominy w domach? To jest dopiero istna fabryka trucizn! Lu-dzie palą często z ubóstwa lub skner-stwa w piecach czym popadnie, po-cząwszy od ubrań z tworzyw sztucz-nych i plastiku, skończywszy na naj-gorszym gatunku węgla. I tak do efektu cieplarnianego spowodowanego nad-mierną produkcją dwutlenku węgla, do-daliśmy wspomniane już węglowodory. Nic więc dziwnego, że nasze miasta zaczyna spowijać szary dym, który szczypie nas w oczy i nie pozwala oddychać. W Polsce poziom zanieczyszczeń jest znacznie wyższy niż w innych kra-jach europejskich. Przykładowo, w Pa-ryżu jest prawie 4, a w Macedonii na-wet 6 razy mniejszy. Obecnie trudno jest chociażby wyjść z domu na spacer ze znajomymi. Nie można pójść z psem do lasu, ani wybrać się na kulig. To wszystko przez to, że Polacy to na-ród skner, którzy wolą cierpieć, niż za-płacić trochę większy rachunek za o-grzewanie. Najpierw sami robimy so-bie źle, a póżniej narzekamy. Ale przecież to wszystko można zatrzymać. Wystarczyłoby jeździć do szkoły rowerem, albo chodzić na pie-chotę. Zamiast stać godzinami w kor-kach, zacząć korzystać z transportu publicznego, który też należałoby zmo-dernizować. Wystarczyłoby przesta-rzałe piece zamienić na nowoczesne, przestać w nich palić byle czym, posa-dzić miliony drzew, a życie stałoby się nie tylko piękniejsze, ale i zdrowsze. Wiktoria Grosicka