Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Nr 2(10/2012) II LO Tarnów

W numerze Spis treści

Od redakcji: W związku z panującym w szkole przed- i powyborczym nastrojem, numer ten postanowiliśmy poświęcić tematom bardziej związanym z dosyć szeroko pojętą polityką. Znajdziecie tu teksty zarówno ściśle opisujące wybory na świecie, biografie opisujące znanych przywódców z trochę innej strony czy też trudne sprawy z przeszłości, jak i artykuły o kwestiach bliższych nam na co dzień. W tym numerze prezentujemy także próbkę Waszej twórczości. Mamy nadzieję, że drugi już numer naszej licealnej gazetki spodoba Wam się i nie będzie ostatnim, po który sięgniecie. Redaktor naczelny: Karolina Machalska Redaktorzy: Dominika Saładyga Julia Foltak Borys Kuca Dziennikarze: Karolina Kozioł Paula Lazarek Bartek Ziaja Michał Rams-Ługowski Wiktoria Szanduła Katarzyna Wąs Konrad Kudłacz Opieka: Anna Lipińska Rysownik: Kinga Bugajska

Konrad Kudłacz, Życie niedokończone – s. 3 Borys Kuca, Niscy ludzie rządzą światem – s.10 Anna Lipińska, Rusza „Tarnowska Liga Debatancka” – s. 13 Kasia Wąs, Wszystkie drogi prowadzą na Bemowo – s.16 Od czytelników,Słoneczny kochanek – s.19 Bartek Ziaja, Wrażliwość, artyzm i piękno oczami ludobójcy – s.20 Wisława Szymborska, Pierwsza fotografia Hitlera – s.23 W obiektywie Dominiki, Fotoreportaż z wyborów s.25 Karolina Machalska, We, the people – s.30 Życie Niedokończone



Wielki jest ten wiek dwudziesty; człowiek wzbija się w powietrze, rozszczepia atom, zagląda w struktury mikroświata, łamie szyfr rzeczywistości. Lecz podczas, gdy myśl humanistyczna czyni świat lepszym, pazerna dłoń nazistowskich idealistów wbija swoje brudne szpony w serca innych, Bogu ducha winnych istot. Zuchwale i cynicznie wprowadza swój reżim, przekładając swoje cele i założenia nad szczęście i wolność innych. A cechuje ją  niespotykana dotychczas w historii, wyjątkowa pogarda dla życia i godności ludzkiej, właściwe jej jest zawieszenie wszelakich praw humanitaryzmu. 9 września 1939 roku sięga ona już po Tarnów, siejąc spustoszenie, zwiastując rychły mord na tysiącach mieszkańców tejże mieściny. Wśród jej ofiar są dr Salomon Lusting i Chajka Argand, którzy potrafią przewartościować miłość



do siebie, i mimo znamiennego dla zakochanych pragnienia intymności, całych siebie poświęcić pacjentom. Są oni bowiem pracownikami szpitala żydowskiego. W gąszczu historii dziesiątek tysięcy pomordowanych Żydów tarnowskich, dość trudno jest znaleźć konkretne informacje na ich temat, ich przyjaciele dawno pomarli, książki o nich pogubiły wiele stron… Toteż ilekroć usiłuję coś o nich powiedzieć, ograniczam się do dywagacji niemerytorycznych i głębokich refleksji… Ale cóż bardziej skłania ku zastanowieniu, niźli historia miłości unicestwionej przemocą, niżeli historia życia niedokończonego... Szpital żydowski założony zostaje w latach czterdziestych osiemnastego stulecia. Imponuje swoją nowoczesnością, leczenie w nim - do roku 1918 - opłaca gmina żydowska. Jest niewątpliwie ratunkiem dla wielu ludzi wątłego zdrowia; dla zobrazowania przytoczę treść statystyk: w latach 60-tych XIX wieku, z jego usług korzysta ponad sześciuset pacjentów; średnio dziewięciu na dziesięciu pozostaje przy życiu. Wbrew pozorom, wśród jego klienteli, doszukać się można i chrześcijan. Dzięki ofiarności niemieckich żydów, w roku 1939 standard szpitala polepsza się. Po wybuchu II wojny światowej, szpital czeka wiele utrudnień. Najpierw Niemcy zostawiają Żydom tylko pierwsze piętro (nota bene, po zapłaceniu odpowiednim urzędnikom wysokiego haraczu), by w roku 1941 odebrać im go całkowicie. Jednak dzięki pomocy społeczności żydowskiej, do celów szpitalnych zaadaptowany zostaje ówczesny Dom Starców, choć finalnie i stamtąd zostają wyrzuceni. Ostatnim budynkiem, gdzie swe powołanie mogą wypełniać heroiczni lekarze, pielęgniarki i położne, jest dom vis a vis łaźni, przy ulicy Bóżnic. Dla wyalienowanych mieszkańców getta ma wielkie znaczenie. Jest jedyna instytucją, która dba o ich dobro. Podnosi na duchu, jest jedynym pocieszeniem. To właśnie ten szpital wybiera los na miejsce, w którym dokonać ma się historia dwojga ludzi - rzec by się mimowolnie chciało - filantropów. On  urodzony w roku 1909, w Nowym Sączu, ponoć fizyk, jest lekarzem tejże placówki. Ona, rodowita Tarnowianka, na świat przyszła w roku 1916; w szpitalu pracuje jako pielęgniarka. Chajka Argand i Salomon Lusting w chwili, gdy rewolucjoniście partii narodowosocjalistycznej do głowy przychodzi wizja świata idealnego, planują rzecz zgoła trywialną: chcą się pobrać. Cały fatalizm ich losu zawrzeć można w jednej sentencji: w owym „świecie

Miało się kilka nieszczęść nie przydarzać już, na przykład wojna i głód, i tak dalej. /Wisława Szymborska, "Schyłek Wieku"

idealnym” nie ma dla nich miejsca. Człowiek, który jest ich największym wrogiem, to ten, który w gruncie rzeczy nic o nich nie wie, nigdy ich nie widział, nigdy o nic ich nie spytał. Liczy się dla niego tylko to  że w ich żyłach płynie żydowska krew. A Żydzi są  wg niego, winni wszystkiemu, choćby klęsce Niemiec w I wojnie światowej... Ich historia jest przestrogą, ukazuje fiasko i zbrodniczość każdej takiej idei, która w swoim fundamencie zakłada śmierć ot choćby jednej ludzkiej istoty. Salomon i Chajka, choć szlachetni, zmiażdżeni zostają ciężarem hitlerowskiej tezy. W środku wojennego tornada, przy akompaniamencie silników messerschmittów, Chajka i dr Lusting, choć śmiertelnie zagrożeni, narażają się dla dobra pacjentów… W czasie,gdy hitlerowscy kaci masowo mordują, najpierw mozolnie, każdego z osobna, potem hurtowo, w komorach Auschwitz i Treblinki, oni heroicznie ratują każdego, walczą o zdrowie i życie choćby najmniejszego człowieka. Gdyby los zechciał choć pozornie wyrównać ich walkę, i zabijanie uczynić równie trudnym, co walkę o godność i zdrowie człowieka... Oprócz wspomnianej pary narzeczonych, w szpitalu pracuje wielu członków personelu. Wszyscy zwykli co wieczór spotykać się razem, gdy Chajka przekazuje im informacje o walkach frontowych i sytuacji politycznej, wysłuchane przezeń z radia Londyn.Mijają miesiące, w Generalnym Gubernatorstwie roi się od Polaków i Żydów, również innych ras niearyjskich. Sposobem na to są obozy zagłady. Wielu ludzi wywozi się z gett, niby to do obozów pracy, w rzeczywistości na rzeź. Pocieszani przez machinę propagandową III Rzeszy myślą sobie, że jeszcze nie jest tak źle, że później będzie lepiej. I na tarnowskie getto przychodzi w końcu czas.

bo do końca walczyli, do końca byli wierni ideałom. A człowiek, nawet pokonany w boju, jeśli walczy do ostatniego tchu, pozostaje niezwyciężony. Konrad Kudłacz

W sierpniu roku 1943 przybywa doń krwawy oprawca, Amon Goeth. Jego zadaniem jest likwidacja wspomnianego getta. Akcję likwidacyjną przewidziano na wrzesień, tak też się dzieje. Ludzi wywozi się do Auschwitz, do Płaszowa. Pozostałych ze szpitala Żydowskiego przegnano na ulicę Widok, ulicę, która jest dla nich miejscem kaźni. Wśród tych 450 są prawdopodobnie Chajka i Salomon. Padają kolejne strzały. Lufa pistoletu przesuwa się wzdłuż szeregu skazanych, jest coraz bliżej trzymającej się za dłonie pary. Każdy ich oddech, każde uderzenie serca zdaje się przedłużać w nieskończoność. Zakrwawiona ręka kata powala na ziemię obydwoje. Nieodwracalnie odbiera im prawo do życia, za nic mając przy tym wszystko, czego w pocie czoła dokonali, by skazanych na nędzę, głód i śmierć otulić odrobiną troski. Nie zważa na ich miłość, nie da się przebłagać najgłośniejszym nawet płaczem. Każdy taki strzał, pojedynczy wśród setek tysięcy podobnych, to ogromny błąd ludzkości. A rozbrzmiewać swoim echem będzie dopóty, dopóki będziemy pamiętać. Tylko pamięć może uchronić nas od powtórnej klęski. Oni nie zostali pokonani,





Zdjęcia autorstwa Magdaleny Garstki; zostały przygotowane do II edycji projektu Zakochani w Tarnowie.

Niscy ludzie rządzą światem Borys Kuca
Co pcha ludzi do władzy? To pytanie od wieków zadają sobie nie tylko filozofowie, psycholodzy czy politolodzy, ale i zwykli, przeciętni obywatele.


Można by wymienić wiele czynników, które sprawiają, że panowanie nad innymi jest tak wielką pokusą. To m.in. chęć stworzenia nowego, lepszego świata, charakter przywódczy, poczucie obowiązku i zwykłe karierowiczostwo. Lecz może być i inny powód. Rządzenie to świetny sposób na pokazanie sobie, że coś się potrafi, że jest się w stanie osiągnąć wcześniej wyznaczony cel i że ma się poważanie. Wiadomo, każdy człowiek chce być szanowanym, tacy już jesteśmy. Jednak są ludzie, którzy – aby czuć się dobrze – potrzebują jedynie niewielkiego uznania oraz tacy, którzy rzadko kiedy są pewni swojej pozycji, dla których życie jest niczym innym, jak nieustanną walką o względy bliźnich. Tacy ludzie wszystko, co robią, czynią dla podniesienia swojego prestiżu w oczach innych, a tym samym – dla zwiększenia swojego poczucia własnej wartości. Jaka jest tego przyczyna? To kompleks niższości – efekt różnych niedoskonałości,



które sprawiają, że człowiek czuje się z jakiegoś powodu gorszy. Ogarnięci nim ludzie uczynią wszystko, byleby tylko uzyskać odpowiednią pozycję w społeczeństwie. To właśnie ten psychologiczny fenomen pcha wielu ludzi do władzy. Ci  którzy uważają się za ułomnych, myślą o sobie w ten sposób z różnych względów. Jednym z najważniejszych jest niski wzrost. Lista rządzących, którzy wstydzili się swojego ciała, jest długa. Swoje miejsce mają na niej najwięksi zbrodniarze XX w. – sowiecki dyktator Józef Stalin i jego nazistowski odpowiednik – Adolf Hitler. Także inni potężni włodarze nie należeli do grona wysokich. Wzrostem nie grzeszyli ani przywódca rosyjskich komunistów, Włodzimierz Lenin, ani szef włoskich faszystów – Benito Mussolini.

Lecz, jak mówi stare polskie porzekadło, nic, co dobre, nie trwa wiecznie.

Jednak najbardziej interesującym niskim człowiekiem XX w. był – moim zdaniem – Nikołaj Jeżow. Zwany przez otoczenie „krwawym karłem”, przewodził NKWD w czasie Wielkiego Terroru w ZSRR. Przez dwa lata kierował tą instytucją, osobiście biorąc udział w torturowaniu więźniów, w ten sposób w pełni zasługując na swój przydomek. W czasie apogeum czystek niemal dorównał pozycją swojemu mentorowi, Stalinowi. W końcu został pozbawiony stanowiska, aresztowany i, tak jak swoje ofiary, skazany na śmierć, a następnie zabity. Otchłań czystek, do których tak walnie się przyczynił, pochłonęła także i jego. Należy pamiętać jednak o jednej rzeczy: to  że jakaś teza często się sprawdza, nie oznacza, że sprawdza się zawsze. Nie wszyscy przywódcy są niscy. Światem kierują także wysocy ludzie. Choć, patrząc nawet i na polską scenę polityczną, często można odnieść wrażenie, że to ci niscy stanowią gros rządzących. Sztuka debatowania Rusza „Tarnowska Liga Debatancka”…
Idea debat oksfordzkich narodziła się na uniwersytecie w Wielkiej Brytanii już w XVIII w. , kiedy to debaty w elitarnych szkołach czy na uniwersytetach Anglii i Szkocji przygotowywały ich uczestników do przyszłego występowania w roli parlamentarzystów.


Debaty oksfordzkie to konfrontacja zwolenników i przeciwników dotycząca konkretnej sprawy, problemu, która jest prowadzona według określonych zasad (zachowana kolejność, limity czasowe wypowiedzi, forma atakobrona). Służy nie tyle przekonaniu słuchaczy do określonej opcji, ile do zwiększenia wiedzy na dany temat. W debacie wypowiadają się dwie strony: propozycja  zwolennicy i opozycja – przeciwnicy tezy, aby przekonać publiczność i jury do swojego stanowiska. Istnieje możliwość zgłaszania pytań od publiczności , pytania te mogą być zadane w wyznaczonym czasie (również w trakcie wypowiedzi). Nad przestrzeganiem reguł czuwa Marszałek debaty, któremu pomaga Sekretarz. Ważną częścią debaty jest tzw. Loża Mędrców, która stwierdza zwycięstwo lepiej argumentującej strony. Loża Mędrców - składa się z 7 osób. Od września 2012 roku



rusza w naszym mieście „Tarnowska Liga Debatancka”. Będzie ona wydarzeniem edukacyjnym, związanym ze wzmacnianiem świadomości społecznej, aktywności obywatelskiej i budowaniem nowej kultury wypowiedzi wśród młodzieży ze szkół ponadgimnazjalnych miasta Tarnowa Szkoły uczestniczące w projekcie, pojedynkować się będą między sobą na argumenty, dyskutując na tematy społeczne, gospodarcze, historyczne, kulturalne itp. Walka toczyć się będzie o Mistrzostwo Miasta Tarnowa. Szkoły rozlosowane w grupy, walczyć będą o wyjście z nich a następnie w fazie pucharowej o finał i zwycięstwo w nim. W fazie grupowej rozstawiono drużyny – cztery najwyżej klasyfikowane w rankingach szkoły ponadgimnazjalne (I LO, II LO, III LO i IV LO). W fazie grupowej rozgrywki odbywają się metodą „każdy z każdym”, w fazie półfinałowej i finałowej metodą „przegrywający". Tematy oraz stronę Propozycji/ Opozycji poszczególnych debat dla drużyn losuje się przed rozpoczęciem danego pojedynku dwóch szkół, przy czym losowanie tematu będzie odbywało się będzie każdorazowo max. 2 tygodnie przed debatą / pojedynkiem, a stron w tym samym dniu, w którym odbędzie się dana debata. W Loży Mędrców „Tarnowskiej Ligi Debatanckiej” zasiądą osoby publiczne, autorytety społeczności



lokalnej, osoby cieszące się społecznym uznaniem, każdy „Mędrzec” będzie mógł przyznać 1 duży punkt ( w sumie 7)  zaproszona publiczność natomiast będzie przyznawała 2 punkty. Każda drużyna szkolna będzie składała się z 8 osób ( po 5 mówców głównych i 3 doradców). Organizatorami Ligi są Stowarzyszenie Nowe Przestrzenie oraz Stowarzyszenie KANON, jednym z partnerów zaś Urząd Miasta Tarnowa. Projekt realizowany przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej. Opracowała Anna Lipińska (na podstawie informacji od organizatora i strony http://www.tarnowskaligadebatancka.pl/ ) Wszystkie drogi prowadzą na Bemowo 27 lipca 2012. Warszawa. Bemowo. 30 stopni Celsjusza. Parę tysięcy ludzi przybyło ze wszystkich stron Polski, by spełnić swoje marzenie o zobaczeniu legendarnych papryczek na scenie. Udało się i mnie.
Siedem godzin czekania, zakończyło się dwugodzinnym show z najlepszymi utworami RHCP. Z otworzeniem bram rozbrzmiał pierwszy zespół tegorocznej edycji Impact Festival.


Na obydwu scenach zagrało m.in. PIL, The Vaccines, The Charlatans, słynny Kasabian promujący swój ostatni krążek „Velociraptor”, oraz gwiazda wieczoru Red Hot Chili Peppers. Każdy papryczkowy fan dostał coś dla siebie. Panowie zagrali tylko trzy kawałki z promującej trasę płyty („I’m with You”), resztę dopełniły hity tj. „Californication”, „Under the Bridge” czy „By The Way”. Skarg na repertuar nie było, czego nie można powiedzieć o poprzednim koncercie zespołu w Polsce, który miał miejsce w Chorzowie (2007). Koncert zagrany na IF, w porównaniu do tego sprzed 5 lat był idealny. Niektórzy fani ośmielają się nawet stwierdzić, że był jednym z najlepszych w historii trasy I’m With You. Mimo, że większość zagranych piosenek została napisana przez poprzednika dzisiejszego gitarzysty, Johna Frusciante, Josh Klinghoffer spisał się znakomicie. Wpasował się idealnie, nie tylko do napisanych gitarowych chwytów, lecz również do atmosfery panującej w zespole. Papryczkowi fani wiedzą, że na scenie



Panowie nie mają żadnych zahamowań. Flea chodził na rękach, Chad rzucał pałeczkami od perkusji w publiczność, Josh rzucał się po całej scenie z najdziwniejszymi pozami, na jakie pozwalała mu jednocześnie gra na gitarze, zaś Anthony był sobą w wąsach. Co warte odnotowania odnośnie koncertu, to wielkie zaangażowanie fanów w rozpowszechnienie akcji fanowskich. Tzw. Akcja Skarpetkowa miała miejsce podczas drugiej piosenki („Around the world”). Polegała ona na tym, że publika miała machać białymi podkolanówkami (nawiązanie do wcześniejszych lat zespołu, kiedy występowali na scenie w samych skarpetach). Perkusista, Chad Smith docenił wysiłek i przez połowę utworu machał rozradowany jak dziecko do parutysięcznej publiczności białym ręcznikiem. Koncert zakończyło energiczne "Give it away", podczas którego na telebimach można było zobaczyć swoje zdjęcie zrobione wcześniej przez fotografa zespołu. Było to pewnego rodzaju podziękowanie dla fanów od muzyków. Było ciężko. Kurz unosił się prawie na wysokość Pałacu Kultury. Na lotnisku można było zobaczyć parę tysięcy rozradowanych twarzy, w tym znajome, irlandzkie. Pomimo siedmiu godzin czekania w 30 stopniowym upale, z wodą za 6zł, bez jedzenia, koncert będę wspominać, jako jedną z najlepszych chwil mojego życia. Miejmy nadzieje, że niebawem zespół znów nas odwiedzi, w równie wyśmienitej formie. SŁONECZNY KOCHANEK

Ta gazetka jest także dla was, Czytelników. Możecie wysyłać na maila gazetkowego swoje utowry, a później my je opublikujemy na naszych łamach. Dzisiaj prezentujemy pierwsze z wielu dzieł uczniów naszego liceów. Autor pragnie zachować anonimowość.

Wreszcie!! To on!! Mój kochanek!! Ten nocny wygnaniec! Ten co połączył tyle par! TEn co rozdawał szczęścia żar! Ten co ocierał moje łzy! TEn którego pochłaniały moje sny! "Zachód słońca" go zwą Lecz on jest miłością mą! Co wieczór siadam przed jego wołaniem I wpatruje się w jego taniec Krąży po niebie tak pieknie Zachwyca majestatem i wdziękiem! Wyprawia ze mną rzeczy niestworzone Znikają myśli wyważone... POgrąża mnie w marzeniach I przywołuje duszy granie To właśnie kolejne jego rozdanie! POdpożądkowana mu do ostaka Lecz nie czuje że to klatka. Daje mi szczęście A strach dostaje wygięcie. TAk na mnie działa ten kochanek jasny Dla niego strące z nieba wszystkie gwiazdy! Kto się odważy ze mną go podziwiać POzna moją duszę do połowy stanu Uwolnie przed nim skrzydła innego wymiaru! Bo zachód pieści A słońce podsyca ten żar Więc niebezpiecznie podziwiać ten czar! I tak bawi się ze mną, czaruje Unosi mą duszę w przestworza Uczy latać! I kiedy pochłania całkiem moje zmysły potem morderczo chowa sie za ziemi linią By wzbudzic tęsknotę tą jedną chwilą. Odchodzę w blaski ciemności By jutro czekać na jego kolejne wariacje NIczym najdelikatniejsze gracje! TO właśnie jego miłosne zagranie I znów każe czekać na jutrzejsze spotkanie! M. Wrażliwość, artyzm i piękno oczami ludobójcy Bartek Ziaja
Adolf Hitler w swoim życiu nade wszystko hołdował zasadzie, którą nazywał „aryjską czystością krwi”.


Urodzony w Austrii, udający Napoleona (jego wzrost też nie rzucał na kolana, miał tylko 165 cm wzrostu), noszący angielski wąsik, witający się jak włoski faszysta morderca, który stał za zamordowaniem setek tysięcy ludzi, wśród których według historyków miał swoich przodków (babka Adolfa, Maria Anna Schicklgruber, miała urodzić Aloisa, ojca Hitlera z pozamałżeńskiego związku z Żydem Frankenbergiem). Zatem logicznie myśląc, powiedzieć że Hitler był wzorem „aryjskości” w zachowaniu i wyglądzie to tak, jak wmawiać Chińczykowi, że placek po węgiersku to typowo węgierskie danie. Niby jakiś sens w tym jest, ale wystarczy spróbować, by zobaczyć, że pod względem smaku gulasz i placek ziemniaczany jakoś nie pasują do kuchni Madziarów. Przyglądnijmy się teraz młodemu, nastoletniemu chłopakowi, mieszkańcowi



austriackiego Braunau am Inn. Młodzieniec ten jest bowiem obdarzony wielką wrażliwością na sztukę. Z zamiłowaniem wsłuchuje się w kompozycje Wagnera, który ma potem zostać jego wielkim artystą propagandowym (jego kompozycje stworzyły podwaliny do zbudowania etosu germańskiej dominacji), czytuje dzieła klasyków, a w jego głowie zapewne nie kiełkuje jeszcze nawet światopogląd, który ma później przelać na papier w więzieniu w Landsbergu i nazwać Mein Kampf. Ten chłopak nazywa się Adolf Hitler, i wszystkie swoje ówczesne emocje stara się przekazać za pomocą farby, kawałka płótna i pędzla. W czasach swojej młodości tworzy głównie obrazy malowane akwarelami. Wielkim marzeniem początkującego malarza jest dostanie się na Wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych. Takie próby podejmuje dwukrotnie: w 1907 i 1908.Podczas pierwszego podejścia zdaje egzamin teoretyczny, lecz niestety dla całej ludzkości kompletnie oblewa szkice architektoniczne. Rok później natomiast w ogóle nie zostaje dopuszczony do egzaminu. Trzydzieści pięć lat później w swych „Rozmowach przy stole” tak opisuje swoją porażkę z tamtego okresu: Chciałem iść na Akademię Sztuk Pięknych i przedłożyłem tam moje prace. Profesor zapytał, jaką szkołę budowlaną skończyłem. Jaką znowu szkołę! Żadnej szkoły budowlanej nie kończyłem! Musiał pan chodzić do szkoły budowlanej. Ma pan wyraźny talent do architektury! Z jednej strony było to dla mnie druzgocące, bo bardzo chciałem wstąpić na wydział malarski, ale z drugiej strony spotkałem się z uznaniem. Najprawdopo-dobniej to wydarzenie wywołało w nim wielkie rozgoryczenie i frustrację, co w znacznym stopniu wpłynęło na nienawiść późniejszego szefa nazistów do wszelkich przejawów odmienności. W czasie pobytu w Wiedniu, Adolf



ze względu na problemy finansowe, trafia do przytułku dla bezdomnych mężczyzn. Tam zapoznaje się z Reinholdem Hanischem, który postanawia zarobić, na „talencie” swojego nowo poznanego kolegi. Hitler maluje widokówki Wiednia, które w późniejszym czasie są sprzedawane przez Hanischa w cenie od 3 do 5 koron. Niedoszły student traktuje wówczas swoją pracę jako towar, który jest jednak pełen artyzmu. Porównuje go do tortu wypiekanego przez cukiernika lub świeżego pieczywa dostarczanego z rana do wiedeńskich kawiarenek. W swoim przekonaniu o sztuce twierdził, że powinna ona mieć charakter ludowy, wywodzący się z kultury i tradycji danego regionu. Zdecydowanie sprzeciwiał się sztuce międzynarodowej i nowym trendom takim, jak modernizm. Niedługo po niepowodzeniach na Akademii Hitler wyjeżdża z Wiednia. Opuszczając stolicę Austrii, na pewno ma poczucie wielkiej porażki, lecz także wynosi z tego podstawy swoich późniejszych poglądów. Wtedy nawiązuje bowiem kontakty z antysemicką organizacją Pangermańskich Nacjonalistów oraz rasistowską Partią Chrześcijańsko- Społeczną. W późniejszym okresie życia stara się jeszcze kilkakrotnie powracać do malarstwa i działalności artystycznej, jednak tym razem już czysto hobbistycznie. Sam projektuje wszystkie symbole NSDAP, w tym flagę, a także modyfikuje projekt Volkswagena Garbusa. Jakże więc dziwnie i mrocznie zarazem brzmią słowa Pauli Hitler, siostry tyrana, która po wojnie miała powiedzieć: „Jaka szkoda, że Adolf nie został architektem, tak jak zawsze marzył”. Wisława Szymborska



"Pierwsza fotografia Hitlera" A któż to jest ten mały dzidziuś w kaftaniku? Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów! Może wyrośnie na doktora praw? Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej? Czyja to rączka, czyja, uszko, oczko, nosek? Czyj brzuszek pełen mleka, nie wiadomo jeszcze: drukarza, konsyliarza, kupca, księdza? Dokąd te śmieszne nóżki zawędrują, dokąd? Do ogródka, do szkoły, do biura, na ślub może z córką burmistrza? Bobo, aniołek, kruszyna, promyczek, kiedy rok temu przychodził na świat, nie brakło znaków na niebie i ziemi: wiosenne słońce, w oknach pelargonie, muzyka katarynki na podwórku, pomyślna wróżba w bibułce różowej, tuż przed porodem proroczy sen matki: gołąbka we śnie widzieć - radosna nowina, tegoż schwytać - przybędzie gość długo czekany. Puk puk, kto tam, to stuka



serduszko Adolfka. Smoczek, pieluszka, śliniaczek, grzechotka, chłopczyna, chwalić Boga i odpukać, zdrów, podobny do rodziców, do kotka w koszyku, do dzieci z wszystkich innych rodzinnych albumów. No  nie będziemy chyba teraz płakać, pan fotograf pod czarną płachtą zrobi pstryk. Atelier Klinger, Grabenstrasse Braunau, a Braunau to niewielkie, ale godne miasto, solidne firmy, poczciwi sąsiedzi, woń ciasta drożdżowego i szarego mydła. Nie słychać wycia psów i kroków przeznaczenia. Nauczyciel historii rozluźnia kołnierzyk i ziewa nad zeszytami. Adolf Hitler jako dziecko, fot. wikipedia

W obiektywie Dominiki... Bartek i Adam mozolnie tna karty wyborcze Glosowanie ruszyło!



Ważny moment..... ....a teraz liczenie głosów



and the winner is.... Mateusz Potempa. Gratulujemy! /redakcja/ fot. Dominika Saładyga

"We, the People..."
Musi mieć ukończone 35 lat i dowód na swoje nienaturalizowane obywatelstwo. Może zostać usunięty z urzędu tylko w przypadku złamania prawa. Orzeka o wyborze ustaw i posiada prawo weta. Powołuje najważniejszych urzędników w państwie, między innymi: sędziów, kierowników resortów oraz sekretarza stanu. Jest także naczelnym dowódcą sił zbrojnych. O kim mowa?


Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, naturalnie. Już od samego początku wstępu, kwestia ta nie stanowiła zagadki dla uważnych obserwatorów i tych mniej śledzących ruchy polityczne w USA. Jakiś czas temu wybuchnęła dosyć głośna afera związana z miejscem urodzenia obecnego prezydenta Baracka Obamy (jego polityczni przeciwnicy zwątpili w prawdomówność aktu prawnego, który jasno stwierdził - Obama urodził się w Honolulu, które oczywiście znajduje się na Hawajach). Jednak 20 stycznia przyszłego roku Obama kończy swoją kadencję. I co dalej? Już 6 listopada miliony Amerykanów pójdzie ochoczo do urn, aby zadecydować o tym, kto będzie rządził jednym z najpotężniejszych mocarstw na świecie przez najbliższe 4 lata. Mają do wyboru wspomnianego już Obamę, który automatycznie został wybrany jako przedstawiciel Partii Demokratycznej oraz Mitta Romneya. Ten były gubernator stanu Massachusetts z większą trudnością pokonał w prawyborach m.in. Hermana Caina, Newta Gingricha czy Ricka Santorum. Obaj kandydaci są wspierani przez swoje sztaby wyborcze



i potencjalnych wiceprezydentów, odpowiednio: obecnie pełniącego urząd Joe'a Bidena oraz Paula Ryana, o wiele młodszego od swoich kolegów kongresmena z Wisconsin. W tegorocznych wyborach o wiele wyraźniej niż w 2008 roku widać różnice światopoglądowe między propozycjami kandydatów. Bowiem, o ile Obama kontynuuje swoją liberalną drogę poparcia dla większości z mniejscości etnicznych/rasowych/religijnych/seksualnych, o tyle Romney nadal pozostaje enigmą. Zajmując niezwykle konserwatywne stanowisko w sprawie m.in.: aborcji, związków homoseksualnych i równouprawnienia kobiet, przeczy samemu sobie. Legendą w środowisku internetowym stały się jego wypowiedzi skierowane do Julie Goodridge. W odpowiedzi na jej zapytanie, co według niego powinna odpowiedzieć swojej ośmioletniej córcem na pytanie, czemu jej mamy nie mogą się pobrać, powiedział: "Nie obchodzi mnie tak naprawdę, co powiesz swojej adoptowanej córce. Czemu nie powiesz jej po prostu tego samego, co przez ostatnie osiem lat?" /tłum. aut./, tuż po tym gdy Julie opowiedziała o trudnościach związanych z porodem. W 1994 roku, w czasie kampanii do Senatu obiecywał, że będzie bardziej przychylny prawom środowiska LGBTQ niż Ted Kennedy, jedna z ikon działań na rzecz tego ruchu. W kwestii ekonomicznych problemów kraju nie ma żadnych niespodzianek: Demokraci i Republikanie reprezentują całkowicie odmienne pomysły na walkę



z kryzysem gospodarczym. Romney, jako ekonomista, biznesmen i miliarder wie, co ma naprawić. Kłopoty zaczynają się dopiero wtedy, gdy dojdziemy do jego planowanego sposobu tej naprawy - brak podniesienia podatków dla najbogatszych, o co dosyć głośno trąbili ekonomiści od kilku dobrych lat, zaś liberalne pomysły w stylu zaprzestania zadłużania się i zmniejszenia wydatków wskazują raczej na naiwność gospodarczą. Z kolei pomysły Obamy na ratowanie kraju są wdrażane już od czterech lat i na razie nie widać większych efektów. Jest to podejście bezpieczniejsze, bo znane, ale czy nie należałoby trochę je zmodyfikować, tak aby zaczęło w końcu działać? Istnieje bowiem określony limit czasu, po upływie którego Amerykanie nie stracą cierpliwości. A jaki wpływ ta elekcja będzie miała na nasze życie, tutaj, w Polsce? Mimo przyjazdu Romneya i deklarowanej miłości do naszego kraju i obywateli, stosunek Republikanina wydaje się być raczej obojętny. Wykorzystał tę okazję do krytyki Obamy i przymilenia się Polonii amerykańskiej, co okazało się irytujące i nachalne, mimo że można było się tego spodziewać. Barack Obama nadal pozostaje przy swojej wcześniejszej postawie w stosunku do Polaków - solidni, wierni sojusznicy. I to by było na tyle. Opublikowany w poniedziałek sondaż Pew Research Center typuje jako zwyciezcę Romneya - prowadzi on czterema punktami procentowanymi. W innych sondażach to raczej Obama jest na czele, ale minimalnie. Wszystko dzięki ostatniej debacie telewizyjnej, która została definitywnie wygrana przez Republikanów i stała się źródłem drwin z obecnego prezydenta. Mimo to  większość obserwatorów za faworyta wyborów nadal uważa Obamę - analityk dziennika New York Times Nate Silver szacuje prawdopodobieństwo jego wygranej na nawet niemal 75%. Jak zdecyduje lud amerykański? Znane i tolerowane czy kontrowersyjne i niewygodne? Który z polityków okaże się "mniejszym złem"? Odpowiedzi poznamy po 6 listopada. Karolina Machalska