Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Nr 11 (11/2013) II LO Tarnów



Debata z ZS Nr 1 w Bochni, rozegrana w ramach Małopolskiego Konkursu Debata Oksfordzkich ortganizowanego przez Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Krakowie. Zwycięstwo w tym pojedynku zapewniło reprezentacji II LO miejsce w półfinale, który zostanie rozegrany już wkrótce, trzymajcie kciuki!

Spis treści:
Gabriela Lis - Bliżej siebie? Teraz na pewno. s.5 Karolina Machalska -


I believe in... Gotham City? Harvey Dent? Jim Gordon? Batman? s.8 Inga Piotrowska - Przecież każdy pisze wiersze… s.14 Z redakcyjnej szuflady Irene Andrean - Z ziemi włoskiej do Polski s.17 Konkurs intelektualny s.21 Julia Kołaszczyńska - STEADFAST JAZZ 2013 s.22 Bliżej siebie?
Teraz na pewno Gabriela Lis


Ten, kto uważa, że stosunki polsko - izraelskie zbyt pełne są uprzedzeń, by być serdecznymi, ten chyba dawno nie był młody. 21 października uczniowie naszej szkoły dali dowód, że młodzież z Polski i z Izraela potrafi się nie tylko dogadać, ale i świetnie razem bawić. Mimo, że projekt „ Bliżej siebie” w II LO realizowany jest już od 7 lat, październikowe spotkanie stanowiło dla mnie pierwszy kontakt z nim i było, co tu kryć, źródłem sporego stresu. Nie byłam pewna efektu, obawiałam się, że nie będziemy w stanie się dogadać, nie znajdziemy wspólnego języka. Na szczęście, nie mogłam być w większym błędzie. Już od 8:50 uczniowie zaangażowani w projekt byli w pełnej gotowości. Przygotowywali sale na przyjęcie gości, poprawiali ostatnie niedociągnięcia, by około 10:00 móc powitać gości z Holon- miasta w Izraelu, które współpracę z Tarnowem rozpoczęło w 2009 roku. Po krótkich wystąpieniach nauczycieli z obu szkół rozpoczęły się warsztaty. Zostaliśmy podzieleni na cztery grupy, każda tematycznie związana z konkretnym zagadnieniem- językiem, tolerancją, kuchnią i kulturą. Brzmi nudnawo? Nic bardziej mylnego! W praktyce okazało się, że z ludźmi z Izraela nie sposób nudzić się czy smucić. Naprawdę rzadko można



spotkać osoby podchodzące do każdego zadania z równym entuzjazmem, tak pozytywne i otwarte, co chwila wybuchające homeryckim wręcz śmiechem. Nie muszę chyba dodawać, że nie potrzeba było dużo czasu, by ich zapał, niczym wirus przeniósł się na nas. Praca posuwała się do przodu mimochodem, jakby bez wysiłku, a mimo to efekty przerosły moje oczekiwania. Być może to wskazówka dla naszych nauczycieli, że trochę śmiechu na lekcji nie zawadza, a stymuluje. Około wpół do dwunastej wszyscy ponownie zebraliśmy się w sali nr 12 i rozpoczęły się prezentacje prac poszczególnych grup. Na pewno niezapomnianym momentem była piosenka „Wlazł kotek na płotek” w wykonaniu gości z Izraela. Uczniowie II LO, nie pozostając dłużni, zmierzyli się z utworem po hebrajsku. Czy im się udało, szczerze wątpię, ale zabawa była przednia. W dalszej części spotkania, czyli wycieczce po Tarnowie i uroczystości w Zbylitowskiej



Górze, brał udział już tylko skład z 3c, nad czym moja klasa ubolewała chyba najmocniej. W miarę zbliżania się 12:20, czyli pory rozstania, tematy do rozmowy mnożyły się z szybkością światła i ostatnią rzeczą, na jaką mieliśmy ochotę, było pożegnanie. Oczywistym jest, że przeciągaliśmy ostatnie pogaduszki w nieskończoność i „trochę” spóźniliśmy się na historię. Jeszcze tylko wymiana maili, zaproszenia na facebooku, ostatnie uściski i trzeba było wracać do rzeczywistości. Na całe szczęście w przyszłym roku to my będziemy 3c  i to my będziemy grali pierwsze skrzypce. Nie wiem jak wy,  ale ja wprost nie mogę się tego doczekać. fot. Agata Wnuk I believe in... Gotham City? Harvey Dent? Jim Gordon? Batman? Karolina Machalska
Co otrzymamy po połączeniu genialnego rysunku, kultowego uniwersum Batmana i błyskotliwej fabuły kryminalnej? Jeden z najbardziej popularnych komiksów w historii.


The Long Halloween, bowiem to o nim jest mowa, po raz pierwszy ukazał się w formie trzynastu odcinków wydawanych co miesiąc w latach 1996-1997. Fabuła toczyła  się w quasirzeczywistym czasie, naśladując świat realny i ukazując Gotham w nowych comiesięcznych odsłonach, zawsze tematycznie nawiązując do danego święta (Walentynek, Bożego Narodzenia, Dnia św. Patryka…). No dobrze, jak do tej pory nic nie wskazuje na wyjątkowość tego komiksu. Na rynku nie brakuje powieści, komiksów czy seriali podążających za rzeczywistym czasem i często korzystających z wydarzeń bieżących. Co odróżnia TLH od innych pozycji to fakt, że twórcy nie poszli na łatwiznę i nie nawiązywali do modnych tematów czy wiadomości, lecz



tworzyli je sami. Z każdym numerem tysiące czytelników wyczekiwało następnego elementu układanki, który często rozbijał poprzednio ułożone fragmenty i wprowadzał nowe tropy i podejrzanych. Ale zaraz, zaraz, jakich podejrzanych? Co miesiąc ginie jedna osoba w Gotham. W takim mieście, które jest pełne przestępstw, morderstw i innych ludzkich plugastw, wydawałoby się to niczym specjalnym. Ot,   następny obrazek z życia codziennego – ktoś nie żyje. A teraz przejdźmy do Toma, który przedstawi nam prognozę pogody… A jednak ten prosty fakt comiesięcznych morderstw staje się podstawą do jednej z najlepszych fabuł komiksowych spod znaku Batmana. Nasz seryjny morderca zostaje okrzyknięty Holidayem i nie będziemy tłumaczyć tego imienia na potrzeby artykułu w naszej skromnej gazecie. Zaczyna się obława, kierowana przez najznakomitsze umysły Gotham – Batman, porucznik Jim Gordon i prokurator okręgowy Harley Dent łączą swe siły, aby zapobiec



wojnie gangów, kolejnym morderstwom i powolnemu upadkowi Gotham do rynsztoka. I po raz kolejny mamy sytuację, w której na papierze fabuła TLH wygląda mizernie, oklepanie i nieciekawie. Jednakże Jephowi Loebowi i Timowi Sale’owi (odpowiednio pisarz i główny artysta) udała się rzecz niebywała – z mieszanki utartych schematów i sztuczek gatunkowych stworzyli błyskotliwą, pełną nawiązań kulturowoliterackich i trzymającą w napięciu opowieść. Co uważniejsi czytelnicy będą w stanie odnaleźć na kartach komiksu nawiązania do m.in. Ojca Chrzestnego (cały wątek wojny gangów, struktura mafii, nawet niektóre postacie wydają się być żywcem przeniesione z trylogii Coppoli). Twórcy wykorzystali całą galerię łotrów (przynajmniej tych bardziej znanych, przypominając przy tym kilku dawno zapomnianych) jako elementy fabuły, przedstawiając ich możliwości i tworząc barwny kalejdoskop i wycieczkę po urokach Gotham i całej mitologii Batmana. Przy okazji napisali na nowo cały wszechświat batmanowski, zaczynając od ponownego początku Bruce’a Wayne’a na trudnej i upstrzonej przypadkowymi zgonami osób postronnych drodze mrocznego rycerza w Batman: Year One. Dla mnie jednak najważniejszym i najpiękniejszym elementem tej powieści jest jej warstwa graficzna i charakterystyka postaci. Zacznijmy od tej pierwszej. Tim Sale już wcześniej dał popis swojego niezrównanego stylu rysunku komiksowego nie tylko we wspomnianym już Year One, ale i Batman: Haunted Night czy Billi 99. Niewiarygodna zabawa kolorem i sylwetkami, wyraźnie widoczne inspiracje (w przypadku TLH) stylistyka filmów noir oraz groteskowe potraktowanie anatomii to charakterystyczne elementy stylu Sale’a. Dodatkowo, dzięki zrebootowaniu Batmana Sale dostał możliwość ponownego zaprojektowania strojów bohaterów. I tak Catwoman (w chyba najgłupszym chyba dosłownym potraktowaniu nazwy bohatera) dostała obcisłe wdzianko z ogonem, wąsami i – oczywiście – kozakami do połowy



uda, zaś Poison Ivy zawsze otacza chmura drobnych zielonkawych listków bluszczu. Tutaj pojawia się najsłabszy element stylu Sale’a – postacie kobiece. Przykro mi panowie, ale niemożliwością jest osiągnięcie przez kogokolwiek żywego takiego stosunku obwodów pasa do bioder czy wielkości piersi. I niestety, te żebra także nie są anatomicznie możliwe. Jednakże komiks to więcej niż tylko ładne (w tym przypadku, nawet bardzo ładne) „obrazki”. To przede wszystkim bohaterowie, którzy od czasów Strażników Franka Millera nie są już tylko kartonowymi wycinankami, którym zmienia się tylko ubrania i daje do powiedzenia inne kwestie. Już pojawia się psychologiczna głębia czy uczucia, pojawiają się różne motywacje i argumenty, wreszcie pojawia się dynamika postaci. Batman, Gordon czy Joker nie są już tymi samymi osobami przez cały czas trwania powieści (ok, Joker jest niezmiennym morderczym błaznem u Loeba), potrafią zmienić siebie czy swoje otoczenie – innymi słowy, zachowują się bardziej jak ludzie, dorastając i dojrzewając. I w TLH

PS Informuję także uprzejmie, że posiadam w domu egzemplarz TLH i jestem skłonna pożyczyć go jakimś dobrym ludziom,  opiekującym się książkami. Kontakt na maila redakcyjnego lub bezpośrednio do mnie : )

mamy szansę zaobserwować jedną z najciekawszych przemian w całym świecie batmanowskim, transformację Harvey’ego Denta w TwoFace’a. Teraz szybki test – ilu z was widziało trylogię Nolana? Batman: Początek, Mroczny Rycerz? Może Mroczny Rycerz Powstaje (kto wymyślił ten tytuł, naprawdę)? Harley Dent pojawia się niestety tylko w tym drugim filmie (szloch, szloch), ale wyraźnie widać te same elementy, co w TLH. Biorąc pod uwagę, że Nolan uznał jako oficjalny pierwowzór swoich filmów właśnie komiksy spod znaku Loeb+Sale, nietrudno znaleźć przyczyny tego podobieństwa. Na tym zakończę wątek Denta, gdyż jak moi znajomi i nauczyciele dobrze wiedzą, mogłabym mówić godzinami na temat jego wątku, dynamicznej przemiany i aluzji kulturowych. Kończąc już cały artykuł, zastanówmy się nad jedną, chyba kluczową kwestią – czy powinniście przeczytać The Long Halloween? Hmm, popatrzmy jeszcze raz na wszystkie części składniowe tego komiksu. Kryminał pomieszany z powieścią gangsterską, a to wszystko obsadzone w realiach Gotham i stylistyce rysunku Sale’a, fabularnie zbliżone do Nolanowskich Batmanów i filmów noir… Czego tutaj nie lubić? Naturalnie, jeśli ktoś cierpi na irracjonalną alergię na powieści graficzne, czy też woli Supermana (dlaczego?), to jest zrozumiałe, czemu nie sięgnie po TLH. Całej reszcie gorąco polecam. To tylko 370 stron. Przecież każdy pisze wiersze…
Kto pisze wiersze? Poeci. A kim są poeci? Inga Piotrowska


Przypuszczalnie większość z Was odpowiedziałaby, że poeci to przede wszystkim artyści, introwertycy, romantyczne dusze… Jednym słowem „odmieńcy”. Ale czy ta odpowiedź byłaby zgodna z prawdą? W pewnym sensie na pewno, bo przecież każdy z nas lubi czasami spędzić choćby kilka chwil w samotności, popłakać, dać upust emocjom. Tak, KAŻDY, ponieważ moim zdaniem, nawet Ty,  drogi czytelniku, jesteś poetą. Co z tego, że nigdy nie napisałeś żadnego wiersza, a w gimnazjum miałeś problem ze skleceniem limeryku. Przecież poezja jest wszystkim, a wszystko jest poezją. Od samego początku edukacji nauczyciele języka polskiego wbijali nam do głów gotowe interpretacje dzieł klasyków, multum nazw środków poetyckich i oczywiście słynne „co autor miał na myśli”, a potem dziwili się,



że traktujemy poezję jako zło konieczne. Dlatego też obrałam sobie za cel sprawić, by uczniowie naszej szkoły chociaż odrobinę szerzej (a jednocześnie przychylniej) spojrzeli na język polski. W tej rubryce nikt nigdy nie znajdzie żadnego wiersza autorstwa Baczyńskiego czy Słowackiego. Będą utwory poetów współczesnych i nieznanych oraz tych, których tradycja wypchnęła na margines. Będą poeci słowa, będą poeci obrazu… Może nawet poeci milczenia. Wszystko jest poezją, a najmniej poezją jest napisany wiersz; każdy jest poetą, a najmniej poetą jest poeta piszący wiersze. Edward Stachura Z redakcyjnej szuflady



zamknięte niebo żarłoczna pustka na talerzu ćma na ścianie żarówka u sufitu pod łóżkiem ciało cierpi nie mówi zamknięte w histerii wrzeszczy milczeniem tęsknota nie pozwala odejść tam gdzie nikt o nic nie pyta Dwie poezje emocje wyżarte przez nadmierne ambicje i ciągłe naglenia by pamiętać o logice technice układzie wiesz kiedyś widziałam cały świat teraz uduszona teorią widzę samo okno i liryka ucieka spod paznokci Inga Piotrowska Z ziemi włoskiej do Polski
W październiku nasza szkoła gościła grupę uczniów z zagranicy biorących udzial w programie COMENIUS, którego jednym z celów jest „promowanie świadomości znaczenia różnorodności religijnej, kulturalnej i językowej w Europie i poza nią (Turcja)”.


Nie ukrywam, że ucieszyłam się, kiedy pani profesor Wolak zaproponowała mi uczestnictwo w spotkaniu uczniów II IB z włoskimi gośćmi. Cztery sympatyczne dziewczyny ze szkoły „Pitagora College” w San Giovanni Rotondo (miejscowości znanej przede wszystkim z Sanktuarium św. Padre Pio) chyba też się ucieszyly moją obecnością… od momentu, w którym zrozumiały, że mówimy wspólnym językiem, czyli la bella lingua italiana. Tak, jeszcze w czerwcu, podobnie jak one, byłam uczennicą włoskiej szkoły. Mam cichą nadzieje, że włoskie koleżanki w trakcie pobytu w Polsce nie opanowały równie pieknego ale terribilmente trudnego języka polskiego, bo byłoby im pewnie przykro przeczytać o różnicach między nauką w Polsce i we Włoszech. Jednocześnie podkreślam, że nie wszystkie włoskie szkoły są „do kitu” – właśnie tego wyrażenia

Jest to tylko pierwsza część artykułu dot. systemu edukacji we Włoszech. Zapraszamy do następnego numeru!

użylam kilka miesięcy temu w rozmowie kwalifikacyjnej z panią profesor KlimkiewiczŚwider (i nie rozumiałam zakłopotania mojej mamy) – prawdopodobnie to ja miałam lekkiego pecha. Włoski system edukacji w zasadzie jest podobny do polskiego, ale diabeł tkwi w szczegółach, jak mówi się w Polsce. 5- lub 6-latki (w zależności od miesiąca urodzenia i decyzji rodziców) rozpoczynają naukę w szkole podstawowej (scuola primaria), po ukończeniu której przez kolejne 3 lata są uczniami odpowiednika polskiego gimnazjum (le medie). Włoskie gimnazjum kończy się egzaminem państwowym z wszystkich przedmiotów, składanym przed komisją egzaminacyjną, której przewodniczący nie jest nauczycielem danej szkoły. Brzmi to poważnie, ale w praktyce ok. 3 miesiące przed czerwcowym egzaminem uczeń może wybrać temat przewodni i przygotować prezentację multimedialną, którą przedstawi w trakcie egzaminu. A potem oczywiście trzeba mieć nadzieję, że komisja nie będzie zbyt dociekliwa… lub przeciwnie – zainteresuje się jakimś nowym tematem wiodącym, rzadko albo wcale prezentowanym w danej szkole. Mój wybór tematu „Polska” okazał się strzałem w dziesiątkę (włoska skala ocen mieści się w przedziale od najgorszej jedynki i kończy na dziesiątce, a ciekawostką jest fakt, że dopiero szóstka jest odpowiednikiem polskiego dopuszczającego, co znaczy że Włosi lubią precyzyjnie określać stopień niewiedzy…). Wiedza na temat Polski jest raczej powierzchowna, nie tylko wśród uczniów, i też istnieje pewien stereotyp czyli Polak – katolik – polski papież – „Solidarność” odpowiada italiano – pizza – mafia



(teraz pewnie zamiast mandolino) – Ferrari – Berlusconi. Na przełomie stycznia i lutego ostatniego roku gimnazjum trzeba rozważyć wybór przyszłej szkoły, dokumenty przekazuje w wyznaczonym terminie dyrekcja gimnazjum. Szkoły specjalistyczne (np. liceum muzyczne) mają oczywiście pewne wymagania, w pozostałych nie ma konkursu świadectw, egzaminów wstępnych czy dodatkowych wymagań dotyczacych np. ilości punktów; jedynym kryterium jest posiadanie dyplomu gimnazjum (licenza media), a w przypadku wyboru szkół prywatnch (z uprawnieniami lub bez uprawnień szkół państwowych) ponadto zasobność portfela rodziców. Włoski gimnazjalista ma do wyboru 3 typy szkół średnich: 5-letnie liceum (liceo), lub technikum (istituto tecnico) oraz szkołę zawodową (istituto professionale), wszystkie kończą się egzaminem państwowym (esame di stato lub maturità). Ponieważ obowiązek nauki trwa od 6 do 16 roku życia, można zakończyć edukację po 2 latach szkoły średniej (umożliwia to również struktura cyklu nauki 2 lata + 2 lata + 1 rok). Wspomniałam już, że nauka w włoskim liceum trwa 5 lat, a w wielu placówkach, przeważnie



szkołach państwowych, zajęcia odbywają się również w soboty. Kolejna istotna różnica polega na tym, że włoski licealista wybiera typ liceum, a więc nie profil klasy, spośród 6 następujących: klasyczne (classico) lub językowe (linguistico), które oferują nauczanie wg ściśle określonego programu ministerialnego; nauk ścisłych (scientifico), nauk humanistycznych, społecznych (delle scienze umane), muzyczne i taneczne (musicale e coreutico), które dają możliwość wyboru pomiędzy dwoma kierunkami od 3 roku nauki, i artystyczne (artistico), z możliwością wyboru wśród 6 kierunków od 3 roku nauki. Cdn... Irene Andrean fot. www.wikipedia.pl, Matthew Paulson, www.flickr.com ...czyli, gdy Maćkowi nudzi się na języku polskim Znalezione w sieci
Konkurs intelektualny


Zła królowa, stojąc przed lustrem, poczynając od chwili t0=0 wypowiada w ciągu t sekund formułę Lustereczko, powiedz przecie, najpiękniejszy kto na świecie?. Co stanie się w chwili 2t  gdy przez okno padnie na lustro strumień neutronów termicznych? Odpowiedź podaj dla trzech przypadków: a. lustro jest wklęsłą soczewką o aberracji sferycznej A, posrebrzaną od tyłu w k%; b. lustro jest zwierciadłem elektrostatycznym; c. zła królowa ma zeza. W przypadku c. powiedz, jaką rolę odgrywa fakt, że we wzorze na akomodację siatkówki oka złej królowej występuje stała kappa. fot. Joe Penniston (www.compfight.com) STEADFAST JAZZ 2013 Julia Kołaszczyńska
Dnia 2 listopada bieżącego roku rozpoczęły się manewry kolektywnej obrony NATO pod kryptonimem "Steadfast Jazz 2013". Ćwiczony wariant zakłada zbrojny atak fikcyjnego państwa na Estonię. Celem manewrów jest pokazanie, że w wypadku zagrożenia NATO jest w stanie obronić kraje.


Rada Północnoatlantycka kieruje w rejon konfliktu siły odpowiedzi w liczbie 6 tysięcy żołnierzy z 23 państw NATO, w tym około 3 tysięcy z Polski, 350 pojazdów opancerzonych, 60 samolotów bojowych i helikopterów oraz 12 okrętów i jedną łódź podwodną. Jak wyjaśnił szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał broni Mieczysław Gocuł, „Steadfast Jazz 2013” to strategiczna, połączona operacja wojskowa dowódczo-sztabowa wspomagana komputerowo z jednoczesnym realnym działaniem żołnierzy na lądzie, w powietrzu i na morzu. Polska odgrywa rolę państwa - gospodarza, czyli ma za zadanie zabezpieczać logistykę, a w ćwiczenia zaangażowane są służby i urzędy cywilne. Na polskich poligonach odbędą się ćwiczenia sił lądowych, w polskiej przestrzeni powietrznej  manewry lotnictwa, a na południowym Bałtyku  ćwiczenia morskie. Według generała Philippe'a Breedlove'a, naczelnego dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie, Sojusz będzie przeprowadzał więcej podobnych manewrów w najbliższych latach. Ciekawy wydaje się przy tym fakt, że dokładnie dwa miesiące temu Rosja wraz z Białorusią przeprowadziła operację wojskową pod kryptonimem „Zapad 2013” głównie na terenie Wracamy za miesiąc!



obwodu kaliningradzkiego. Wzięło w niej udział około 13 tysięcy żołnierzy. Ćwiczono wówczas atak na Polskę i kraje bałtyckie. Jak można by przypuszczać, "Steadfast Jazz 2013" został uznany za odpowiedź na manewry Rosji i Białorusi. Widocznie o braku złych intencji nie przekonała Kremla nawet październikowa propozycja wysłania obserwatorów na trwające do 9 listopada ćwiczenia sił sojuszu północnoatlantyckiego. Warto także wspomnieć, że działania NATO odbyły się w ramach "ogólnego planu obrony" i zostały zaplanowane już w 2009 roku. Podczas "Zapadu 2013" ćwiczono tymczasem tylko atak. Czy jesteśmy właśnie świadkami demonstracji militarnej potęgi obu stron? Czy między Rosją a NATO rozgrywa się zimna wojna i wyścig zbrojeń? To pokażą najbliższe dni i ewentualne zmiany w międzynarodowych stosunkach dyplomatycznych. fot. Latvijas armija (www.copfight.com) Redaktor naczelna: Karolina Machalska Dziennikarze: Dominika Saładyga Julia Foltak Borys Kuca Katarzyna Wąs Mikołaj Kłos Gabriela Rudna Inga Piotrowska Gabriela Lis Irene Andrean Julia Kołaszczyńska Opiekun: Anna Lipińska