Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Nr 12 (01/2014) II LO Tarnów



Finał małopolskiego konkursu debat oksfordzkich Nasza drużyna dotarła do finału wojewódzkiego konkursu debat organizowanego przez Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej. Po zaciętej i pasjonującej walce o zwycięstwo, decyzją krakowskiej publiczności (23-20) wygrana przypadła drużynie z I LO w Bochni.

Spis treści:

Redaktor naczelna: Borys Kuca Irene Andrean Karolina Machalska Katarzyna Wąs Julia Kołaszczyńska Dziennikarze: Gabriela Rudna Opieka: Dominika Saładyga Inga Piotrowska Anna Lipińska Julia Foltak Gabriela Lis

Borys Kuca - Uwaga! Wróg podsuwa Ci wódkę! s.4 Karolina Machalska - Dżender to... s.8 Kącik kulinarny s.14 Gabriela Lis - Jacka Kaczmarskiego głos o konformizmie. s.15 Irene Andrean - Z ziemi włoskiej do Polski, cz.2 s.20 Julia Kołaszczyńska - Ukrainie nigdy nie było po drodze z Unią Europejską s.24 Fot. na tych stronach: P. Lis Uwaga! Wróg podsuwa Ci wódkę! Borys Kuca
Czy poezja może zmienić historię? Wielu twardych realistów powiedziałoby, że nie, że słowo pisane nie może odwrócić biegu dziejów. A jednak… Przykład pewnego wiersza sprzed kilkudziesięciu lat pokazuje, że jest inaczej.
Etcetera

Tego dnia nakład komunistycznej „Trybuny Ludu”, która przeważnie zalegała na półkach, rozszedł się błyskawicznie. Już po kilku godzinach w kioskach brakowało gazet, a jej ceny na bazarze sięgały astronomicznych kwot. 250 zł – tyle kosztował na targach numer „Trybuny Ludu”, mimo że jego oryginalna cena wynosiła 1 20 zł. Ludzie wyrywali sobie ją z rąk i masowo kopiowali domowymi sposobami, a wszystko z powodu wydrukowanego tam Poematu dla dorosłych Adama Ważyka. Do roku 1955 Adam Ważyk, znany przedwojenny poeta awangardowy, był jednym z najlojalniejszych i najbardziej zawziętych artystów systemu komunistycznego. Pod koniec wojny służył jako oficer polityczny przy podporządkowanej komunistom 1. Armii Wojska Polskiego, a potem został członkiem PZPR. Podczas V Zjazdu Literatów Polskich skrytykował mocno Gałczyńskiego i zażądał od niego oczyszczenia jego poezji ze "smaczków i pięknostek burżuazyjnej estetyki czasów imperializmu". Pozycja Ważyka wśród innych artystów była ogromna, a znany pisarz Stefan Kisielewski napisał o nim: "stał się politrukiem od sztuki i heroldem socrealizmu. Niszczył nas wszystkich okropnie." Ale potem coś się odmieniło. W 1955 r. Ważyk zaskoczył swoim "Poematem dla dorosłych" wszystkich. I nic dziwnego – Ważyk skrytykował w nim niemal każdy aspekt peerelowskiej rzeczywistości, m.in. atomizację społeczeństwa, powszechną ruinę i zerwanie z przeszłością. Oskarżał władze komunistyczne o odwracanie uwagi



ludzi od zniszczenia, nędzy i katastrofy, a zamiast tego kierowanie jej ku mrzonkom i złudzeniom: Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi, wtedy mówimy: niebo nie jest puste. Największej krytyce poddał jednak budowę Nowej Huty, chluby komunistycznego państwa. Peerelowska propaganda z dumą podkreślała, jak wielu młodych zapaleńców przyjeżdża budować nową dzielnicę. Ważyk pokazał jednak, jak sytuacja wygląda naprawdę: Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą zbudować hutę, wyczarować miasto, wykopać z ziemi nowe Eldorado, armią pionierską, zbieraną hałastrą tłoczą się w szopach, barakach, hotelach, człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach: wielka migracja, skudlona ambicja, na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy, trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy, maciora wódki i ambit na dziewki, dusza nieufna, spod miedzy wyrwana, wpół rozbudzona i wpół obłąkana, milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki, wypchnięta nagle z mroków średniowiecza masa wędrowna, Polska nieczłowiecza wyjąca z nudy w grudniowe wieczory… (…) Wielka migracja przemysł budująca, nie znana Polsce, ale znana dziejom, karmiona pustką wielkich słów, żyjąca



dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom – w węglowym czadzie, w powolnej męczarni, z niej się wytapia robotnicza klasa. Dużo odpadków. A na razie kasza. Krytyka Ważyka nie ograniczała się jednak tylko do tego. Długo rozwodził się nad fałszywą propagandą, która wyolbrzymiała sukcesy, a wszelkie niedociągnięcia przypisywała sabotażystom. Nie pozostawił także suchej nitki na komunistycznej ideologii, sztuce i edukacji prowadzącej do wszechobecnej tępoty i szpiegomanii ("UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ!"). Wreszcie, opisywał rozczarowania systemem, który obiecywał złote góry, a przyniósł piekło. Całość zakończył przejmującym apelem: Upominamy się na ziemi o ludzi spracowanych, o klucze do drzwi pasujące, o izby z oknami, o ściany bez grzybów, o nienawiść do papierków, o drogi święty czas ludzki, o bezpieczny powrót do domu, o proste odróżnianie słowa od czynu. Upominamy się na ziemi, o którą nie graliśmy w kości, o którą milion padł w bitwach, o jasne prawdy, o zboże wolności, o rozum płomienny, o rozum płomienny, upominamy się codziennie, upominamy się Partią. Opublikowanie Poematu doprowadziło do powszechnego poruszenia. Jak napisał potem Kuroń, "to był wiersz, który rozdrapywał rany,

Redaktora „Trybuny Ludu” zwolniono, a Poemat znalazł się na komunistycznym indeksie. Ale było już za późno. Zmiany stawały się coraz bardziej widoczne, a Poemat jeszcze wzmocnił panujące w społeczeństwie antykomunistyczne nastroje, których kulminacją stały się wydarzenia z czerwca 1956 roku.

mówił rzeczy, których my wtedy nie chcieliśmy czy też nie mieliśmy odwagi nazwać". Niedługo potem wydano tomik poezji Ważyka, w którym pojawił się Poemat – po kilku godzinach cały nakładwyprzedano. Władze próbowały przeciwdziałać skutkom wiersza, który tak skutecznie obnażył słabość reżimu – do fabryk wysyłano działaczy partyjnych, którzy mieli skrytykować utwór, a partyjni literaci rozpoczęli ostrą polemikę z poetą. Do boju przeciw Ważykowi włączyła się m.in. Agnieszka Osiecka: Myślę, że nie wolno poecie, który przez dziesięć lat żyje Polską i w Polsce pisze wiersze – nagle wyjść na spacer i wrócić >>jak człowiek co wyszedł po lekarstwo i wrócił po dwudziestu latach i zawołał rozglądając się naokoło zdumionymi oczami – „ojej, ileż tu u nas zła, ile zła!”. 1) płeć kulturowospołeczna, 2) naukowe podejście do kwestii tożsamości płciowej, obecne głównie w naukach społecznych, 3) ostatnio niezwykle popularne i odmieniane przez wszystkie przypadki słowo wytrych?
Dżender to... Karolina Machalska


Od razu państwa uprzedzę – nie ma jednej, prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, jednak największe szanse na powodzenie mają pierwsze dwie odpowiedzi. Ostatnia natomiast bierze swój początek w prowadzonej od kilku lat debacie publicznej, której tematem jest polityka obyczajowa polskiego rządu, a także społeczne poglądy całego narodu. Przypomnijmy sobie kwestie związków partnerskich, in vitro czy aborcji. Teraz nadszedł czas gender. Jednakże nikt nie powinien stawać do tak ważnej dyskusji nieprzygotowany czy posiadający błędne informacje (najwidoczniej jednak niektórzy z debatantów o tym zapomnieli). Zapiszmy więc to pojęcie już w sposób prawidłowy i zastanówmy się nad pozornie skomplikowaną kwestią – czym jest gender?



W języku angielskim jest to określenie rodzaju gramatycznego podmiotu, czyli polskiego i dobrze znanego uczniom „męski, żeński, nijaki”. Co ciekawe, słowo gender obecnie w języku angielskim wypiera słowo sex jako określenie płci, jako że to ostatnie jest już tylko potocznym określeniem stosunku płciowego. Jednak dobrze wiemy, że to nie o gramatykę chodzi. Międzynarodowa Organizacja Zdrowia jako gender określa „stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet”. Co jest ważne, że te role społeczne wynikające z gender nie muszą być zgodne z biologicznymi cechami wszystkich płci, ani też nie muszą bezpośrednio z nich wynikać, jednakże gender nie kwestionuje płci biologicznych. Jednak skąd pochodzi to pojęcie? Pleć kulturowa zrodziła się na podstawie badań wielu antropologów i socjologów na przestrzeni lat, zaś największe znaczenie miały badania Margaret Mead w latach 60. Odkryła ona pewien zaskakujący (dla ludzi z Zachodu) fakt podczas swoich badań nad ludami pierwotnymi Nowej Gwinei – role mężczyzn i kobiet w tamtejszych kulturach plemiennych różniły się od tych zachodnich! Niewiarygodne, prawda? Jednak to  co dla nas jest obecnie dosyć oczywiste i udowodnione badaniami naukowymi, czyli różnorodność kulturowa i brak uniwersalnych teorii społecznych, w owych czasach było (i dla niektórych osób nadal jest) nieznane i błędne. Do tej grupy należeli m.in. psycholodzy ewolucyjni, którzy twierdzili, że ludzkie zachowania są uniwersalne i niezmiennie wynikają z pewnych określonych celów ewolucyjnych. Podajmy jakiś przykład, żeby ożywić suchą teorię – kobiety są bardziej opiekuńcze i wrażliwsze od mężczyzn w celu lepszej opieki nad potomstwem. Co ciekawe, obecnie naukowcy uważają, że ta relacja działa w sposób odwrotny – kobiety zajmują się częściej opieką nad dziećmi niż mężczyźni, przez co są uważane za opiekuńcze.



Wróćmy jednak do gender. Czy jest to tylko wymysł jakiś nieznanych bliżej przeciętnej Kowalskiej czy Nowakowi naukowców? Gender stało się w miarę czasu jednym z przyjętych standardów interpretacji badań naukowych i kontaktów międzykulturowych, bo stanowi dobry sposób na uniknięcie pewnych błędów atrybucyjnych i poznawczych, które są nieodłącznie związane z zachodnią nauką. Powstały nawet „gender studies”, czyli w bardziej przyjaźnie brzmiącej mowie polskiej studia nad płcią (proszę wybaczyć to toporne tłumaczenie), które zajmują się badaniem m.in. różnic w płciach kulturowych w różnych miejscach na świecie czy też potencjalnych formach dyskryminacji. Wszystko ładnie, wszystko pięknie, tylko czemu gender budzi takie negatywne emocje? Wszak w ostatnich dniach jest ono na ustach wszystkich, łącznie z najwyższymi osobami w państwie polskim (nawet premier Donald Tusk poruszył kwestię gender na jednej ze swoich ostatnich konferencji) i kościelnym (wystarczy tylko wspomnieć ostatni słynny list



od biskupów). Można nawet zauważyć, że część osób zaczęło chyba uważać gender za nowych masonów czy słynną „żydokomunę”, obarczając ją winą za całe zło tego świata. Wystarczy tylko wspomnieć na listę wiązanych z płcią kulturową problemów i zjawisk: większa rola kobiet w życiu publicznym, in vitro, pedofilia, feminizm, tzw. odwrócony rasizm (wyimaginowany system opresji, dotykający tylko ludzi białych), zmiany w społecznych rolach płciowych, LGBTQ+ (Lesbian Gay Transgender Queer i inne) z trangenderyzmem na czele, kazirodztwo, antykoncepcja, nadmierna seksualizacja dzieci

Znaczącą siłą są tu oczywiście masoni, ale także grupa miliarderów amerykańskich, którzy doszli do przekonania, że na Ziemi jest za dużo ludzi i dlatego na skalę światową inwestują gigantyczne pieniądze w antykoncepcję, aborcję oraz rozwój i propagowanie ideologii gender. Chodzi o to, żeby było maksimum seksu, ale minimum dzieci. ~ks. prof. Dariusz Oko

i młodzieży (które przecież nie mają żadnej tożsamości płciowej do 18 roku życia)... Można wymieniać w nieskończoność. Niektórzy nawet ukuli termin ideologia gender czy wręcz genderyzm, sprytnie nawiązując do marksizmu czy komunizmu. Padają określenia gendertotalitaryzm, "chaos i nicość" czy nazigender, co jednak nie jest nowatorskim zagraniem. Wszak feministki bywają porównywane do nazistów już od lat 70., co wynika naturalnie z podobieństwa walki o własne prawa, równouprawnienie płci i poszanowanie ludzkiej odmienności do toksycznego systemu totalitarnego, mającego na celu często eliminację tych samych ludzi, którzy są chronieni przez feminizm. Oczywiste, prawda? Przypomnijmy jeszcze w tym miejscu, że gender to nie jest ideologia, tylko teoria naukowa oraz „ważny nurt badań we współczesnej humanistyce i naukach społecznych” (cytując Agnieszkę Graff). Czy jednak gender jest odpowiedzialne za istnienie tych wszystkich zjawisk? Oczywiście, że nie. Wystarczy tutaj odesłać do definicji WHO lub pomyśleć (w sposób nieco bardziej radykalny). Nie bójmy się sięgać do źródeł i przygotowywać się rzetelnie do planowanych debat czy to o gender czy też czymkolwiek innym. Wszak już Platon mówił: "Przede wszystkim potrzeba wiedzieć, o czym się mówi, albo cała dyskusja na nic, bezwarunkowo." ? Km  knfvc, mfdgnm
o Kącik Kulinarny Jesteśmy blisko sztucznej inteligencji. Autor wiersza: Samsung Galaxy Note. Fot.: fanpop.com


Co robimy w domu nie było tak proste w tym roku w Polsce jeszcze nigdy nie było mnie nie ma problemu z tym nie znam się. W sumie nie wiem czy nie bardzo wiem. Może być stosowany do mnie. Nie mam zdania jest to możliwe dzięki zastosowaniu technologii informatycznych w sumie ponad rok. Z góry dziękuję za poświęcony czas na to ze nie ma problemu. Jak się czujesz to nie jest tak samo myślą że mam już siły hamowania awaryjnego. A co do tego co wiem to nie wiem. Ale to nie jest to. Nie mam nic przeciwko grypie. W przypadku jakichkolwiek niezgodności towaru i tak jest. Jak się okazuje to jak będziesz miała ochotę to nie problem z wyborem koloru czarnego humoru jesteś tutaj. A co do mnie i tak dalej pójdzie do koszyka koszty wysyłki polityka prywatności mapa tradycyjna kuchnia polska wersja językowa łódź usługi komputerowe łódź usługi lokalne napoje alkoholowe oraz skorzystania z naszych okolicach Warszawy. Nie będę ukrywał się ze mną na rynku pracy oraz skorzystania nie wiem czy to jest to co jest grane przez program Microsoft Office Outlook. „Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość” Jacka Kaczmarskiego głos o konformizmie. Gabriela Lis
Konformizm pochodzi od łacińskiego terminu conformate, czyli upodabniać. Psychologia definiuje go jako skłonność do myślenia, odczuwania i zachowywania się w taki sposób, jak większość wokół nich. Czy, zagłębiając się w twórczość Jacka Kaczmarskiego, możemy zyskać nowy ogląd na postawę dobrze nam przecież znaną? Jak Kaczmarski postrzegał konformizm i czy sam miał odwagę nazwać się nonkonformistą?


Każdy, kto kiedykolwiek brał udział w koncercie, manifestacji, proteście czy jakimkolwiek innym potężnym zgromadzeniu, zdaje sobie sprawę, że to właśnie wtedy najłatwiej pozwolić innym myśleć za siebie. Czy zdarzyło Ci się, drogi Czytelniku, śpiewać wraz z tłumem? Czy miałeś okazję widzieć wszystkich zjednoczonych, walczących o jeden cel, skandujących wspólne hasła? Czy byłeś kiedy częścią tej wszechpotężnej masy ludzkiej, czy choć raz świat zawirował Ci przed oczami, gdy nagle dotarło do Ciebie, jak bardzo razem jesteście silni? O, Czytelniku, jeśliś tego nigdy nie doświadczył, nie szukaj u mnie charakterystyki tego uczucia, bo nic napisanego na papierze nie może się nawet zbliżyć do choćby poprawnego opisu. Może jednak byłeś na tyle szczęśliwy (lub nieszczęśliwy), iż doskonale znasz ten stan, spróbuj przypomnieć sobie, jakie emocje Ci wówczas towarzyszyły. Czy myślałeś racjonalnie, krytycznie, czy zastanawiałeś się nad słusznością własnych żądań, okrzyków i haseł na transparentach? Analogiczną sytuację przedstawia Jacek Kaczmarski w  Balladzie o okrzykach. Co niezwykle ciekawe, ten sześciostrofowy utwór, wykorzystując paralelizmy w kompozycji, ukazuje jakby to samo zdarzenie w trzech różnych historycznych epokach, przez co podkreśla uniwersalność ludzkich postaw. Podmiot liryczny wypowiada się w pierwszej osobie i to



on wprowadza w trzy różne, lecz jakby takie same sytuacje liryczne. Pierwsze dwie strofy to opis wydarzeń mających miejsce w starożytnym Rzymie: Stałem wśród tłumu rzymskiej ulicy, krzyczałem też jakieś słowa. Nad nami cesarz i dostojnicy w szatach swych purpurowych. Szczytu sięgało to uniesienie, gdzieniegdzie lśniła już broń! Gdy nagle, jakby ponad tym wrzeniem, Cesarz wzniósł swoją dłoń. Warto zwrócić uwagę, że już pierwszy wers podkreśla obecność tłumu, który staje się wyznacznikiem zachowania podmiotu lirycznego. Innymi słowy, przyjmuje on postawę tożsamą z postawą reprezentowaną przez większość. Uderza też sformułowanie „krzyczałem jakieś słowa”. Jeśli bohater nie jest w stanie sprecyzować, co właściwie wykrzykiwał, znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że pozwolił, by zawładnął nim tłum i zbiorowe emocje. Jeśli tak, to czy nie wyzbył się w ten sposób zdolności krytycznych sądów i niezależności myśli? Ogromną rolę, jaką w wytwarzaniu postaw konformistycznych grają emocje, podkreślają wielokrotne wykrzyknienia: Zagrzmiały groźnie wielkie organy, zadrżały złote lichtarze! Wszyscy padliśmy wnet na kolana, a potem padliśmy na twarze! Cytat ten pochodzi z drugiej części



utworu, przenoszącej w przestrzeń średniowiecznego kościoła. Tym razem dłoń unosi nie cezar, a biskup. Twierdzenie: „No i powiedzcie, jak można było nie krzyczeć mu  "AVE CAEZAR!!!" zastępuje zdanie „I powiedzcie, jak tu nie wołać: "BOGU NIECH BĘDZIE CHWAŁA!!!"” Takie ujęcie kwestii religijności niesie za sobą dość zaskakujący wniosek- nawet wiara, jeśli przyjmowana jest bezrefleksyjnie, stanowić może zagrożenie, będąc jednocześnie pozbawioną wartości. Nie dziwi zatem fakt, iż finał utworu dotyka czasów współczesnych. Tłum zbiera się w samym centrum stolicy, owładnięty gorączką i złudnym poczuciem wspólnoty krzyczy i macha proporcami, ku uciesze obecnych tam dostojników partyjnych. Zagrzmiały rozwieszone głośniki wśród domów ze szkła i stali, A myśmy na to wznosili okrzyki! Transparentami machali! Te hasła! Flagi których nie zliczę - do dumy dość dają powodów! No i powiedzcie, jak tu nie krzyczeć: "PROGRAM PARTII PROGRAMEM NARODU!!!" Biorąc pod uwagę fakt, iż autor znany był z antykomunistycznych poglądów, nie sposób nie zauważyć, że Ballada o okrzykach nie tylko stanowi uniwersalny opis zjawiska, które dziś nazwano by psychologią tłumu. Z każdego wersu wyziera ostrzeżenie przed zbiorowym myśleniem, przed brakiem krytycyzmu, przed ignorowaniem odpowiedzialności za własne czyny - przed konformizmem. Rozważając zachowania tłumu, często na myśl przychodzi termin „stado”. Stado jednak składa się przecież z zwierząt, istot pozbawionych wolnej woli i rozumu. W teorii zatem, ludzie, nawet tworząc zbiorowość, powinni odróżniać swoje postawy od postaw stadnych. Grupa nie zatraca przecież cech indywidualnych, czyż nie? Jak daleko praktyka odbiegła od teorii widać choćby w utworze Baran. Podmiot liryczny kieruje do adresata szereg gorzkich, podszytych ironią rad. Na pierwszy rzut oka są gwarancją „świętego spokoju”, jednak za cenę stania się tytułowym baranem. Co najdroższego masz - to wełna, Sprzedaj ją dobrze, nie wstydź się. Ostrzygą wszystkich, ale przegra Ten, kto bezmyślnie mówi "nie". Jeśli ostrzygą wszystkich, to opór nie ma sensu, zwyczajnie gra jest nie warta świeczki. Należy pogodzić się z losem i pod żadnym pozorem go nie kwestionować. Za stadem idź i w stadzie kryj się, Liż gorzką sól i trawę skub. Nic oprócz tego ci nie wyjdzie, Wybodziesz sobie w ziemi grób. Jeśli ci z kiszek zrobią struny,

To pierwsza część eseju o konformiźmie w ujęciu J. Kaczmarskiego. Zapraszamy do zapoznania się z drugą częścią w następnym numerze naszej gazety!

Czaszkę powlecze szara pleśń - W zaświatach pasł się będziesz dumny, Że gra ktoś na nich smutną pieśń. Zrezygnuj z marzeń - zyskasz spokój, Żyj dobrze z najzłośliwszym psem. Mogli cię zarżnąć w zeszłym roku, Ciesz się przeżytym każdym dniem. Jeśli chcesz zostać baranem, mój Czytelniku, nie miej odwagi, by wyrazić swoją wolę. Niech Ci do głowy nie przyjdzie, by upomnieć się o swoje prawa. Strzeż się nadziei i tych, co ją dają. Nie miej jednak złudzeń, iż przyniesie Ci to szczęście, bo nie ma ich nawet w tym utworze, gdzie nawet sól i trawa jest gorzka. Nie chcąc być baranem, zawsze można zostać bykiem. Wystarczy tylko zastosować się do analogicznych wskazówek, zawartych w innym utworze J. Kaczmarskiego. Podstawisz więc pod ostrą szpadę W szerokim karku słaby punkt. I na kolana twój upadek Radosną wrzawą przyjmie tłum. Po raz kolejny pojawia się w nim kategoria tłumu decydującego, co jest dobre, a co złe. Jeśli większość wymaga twego upadku, to powinnością jest upaść. Bez zastanowienia, bez refleksji, bo tłum nie potrzebuje rozsądku, on pragnie absolutnego posłuszeństwa. Pamiętaj - umrzeć tam gdzie żyłeś, Pod miejscem w którym padłeś - zgnić. Ucz się z bezruchu czerpać siłę, Płakać bez łez, bezgłośnie wyć. Pojmij, jak kłamać własnej duszy A wyprowadzisz w pole świat. Utracisz cześć - ocalisz uszy,



Nie stęchnie w pysku piany płat. Choć z pozoru podmiot liryczny znów doradza wyzbycie się własnego zdania, nie to zdaje się być istotą utworu. Nie trzeba nawet czytać między wierszami, by dostrzec barwny opis konsekwencji, jakie niesie za sobą taka decyzja. Wybierając spokój za wszelką cenę, trzeba liczyć się z koniecznością bezgłośnego znoszenia upokorzeń oraz, co może jeszcze straszniejsze, utraty czci i wymogu oszukiwania własnej duszy. By najpełniej oddać istotę konformizmu warto sięgnąć do opisu postaci z przeciwnego bieguna- nonkonformisty. I choć owych nonkonformistów w twórczości Jacka Kaczmarskiego nie brakuje, postanowiłam sięgnąć po przykład zgoła nietypowy- Głupiego Jasia. Jeśli czujesz się zdezorientowany, nie zniechęcaj się, proszę. Postaram się przekonać Cię, wytrwały Czytelniku, iż wybór ten nie jest tak bezsensowny, jak mógłby się wydawać. Głupi Jasio wyrusza z rodzinnego domu w poszukiwaniu wody życia. Wyprawa ta zakrawa na szaleństwo, istnieje spore ryzyko, że w czasie jego nieobecności bracia zmarnują schedę, sama wędrówka do bezpiecznych również nie należy. Głupi Jasiu, Głupi Jasiu - Śmiał się w lesie szczebiot ptasi - Prawda to, że ci rozumu brak! Woda Życia nie istnieje A w obczyźnie nam zmarniejesz - Ale on przed siebie szedł i tak. Bohater liryczny decyduje się postąpić według własnego zdania, odrzucając tym samym opinię większości, przez co wystawia się na ośmieszenie i publiczny ostracyzm. Stąd też użycie epitetu wartościującego „głupi”. Co więcej, Jasio nie przyjmuje też panującego systemu wartości i ma śmiałość sam określić, co jest dla niego cenne, a czego chce się wyzbyć. Co mam na myśli? Otóż Jasio podczas swojej podróży wyleczył umierającego króla, który to ofiarował mu nie tylko władzę, ale i swoją córkę. Nagroda została jednak odrzucona- dlaczego? Nie chciał władzy Jasio, bo był głupi I nie myślał o najsłodszym z ciał, Boby się miłością, władzą upił, A on Wodę Życia znaleźć miał. Ponownie niezależność zostaje uznana za głupotę, mimo że była jedyną drogą do osiągnięcia zamierzonego celu. Aby odnaleźć Wodę Życia, Jaś musiał narazić się na wykluczenie z grupy i uznanie za głupca. Ta prosta historia doskonale ilustruje, że każdy, kto myśli inaczej, prędzej czy później doświadczy ogromnej presji, by zdanie zmienić. Od tego, czy ją wytrzyma, zależy spełnienie własnych zamierzeń. Fot. w art.: flickr.com (Luc De Leeuw). Irene Andrean
Z ziemi włoskiej do Polski, cz.2 Kontynuujemy nasza przygodę z włoskim systemem edukacji...


Rok szkolny, krótszy niż w Polsce, trwa mniej więcej od połowy września do połowy czerwca. Termin rozpoczęcia i zakończenia nauki ustala corocznie ministerstwo oświaty w porozumieniu z władzami regionów, w pewnym stopniu jest uzależniony od warunków klimatycznych – chłodniejsze regiony pólnocne zaczynają nieco wcześniej, w centrum i na południu Włoch wrześniowe upały nie są czymś nadzwyczajnym. Nie ma ferii zimowych, ale ferie świąteczne kończą się 6 stycznia; ponadto w ciągu roku szkolnego każda okazja jest dobra, aby jakiś dzień ustalić wolnym od nauki – jeżeli święto wypadnie w piątek raczej nie trzeba liczyć na to, że w sobotę będą zajęcia. We włoskiej szkole nie ma zwyczaju zmiany sali, zajęcia odbywają się w tym samym pomieszczeniu i pewnie również z tego powodu przerwy pomiędzy poszczególnymi lekcjami sa krótsze, niż w Polsce. Godzina lekcyjna trwa 60 minut, ale zajęcia kończą się wcześniej, bo



tygodniowy wymiar godzin jest niższy, np. w liceum językowym wynosi od 27 w pierwszych 2 latach nauki do 30 godzin w kolejnych 3 latach. Kolejnym sposobem na skrócenie czasu nauki jest włoskie upodobanie do strajków, a strajkować mogą wszyscy: uczniowie, nauczyciele, personel pomocniczy. Strajk może mieć formę protestu poprzez udział w demonstracjach, najczęściej organizowanych w dużych miastach, albo polega na okupacji budynku szkolnego czy jego części przez uczniów. Samorządność uczniowska może trwać nawet kilkanaście dni, często kończy się dewastacją pomieszczeń i interwencją policji. Ten typ protestu dotyczy szkół państwowych, prywatne przynajmniej pod tym względem zapewniają normalny rytm pracy. Realizacja programu nauczania jest dosyć elastyczna, przynajmniej takie są moje doświadczenia z pierwszej klasy liceum językowego. Na koniec roku szkolnego piękne drogie podręczniki wydają się niemal nieużywane i czasami trudno jest zrozumieć, czego konkretnie uczyliśmy się na lekcjach danego przedmiotu. Miłośników książek pewnie zmartwi wiadomość, że



nie istnieje lista lektur obowiązkowych. Zwyczajowo w okresie ferii świątecznych trzeba przeczytać dowolnie wybraną książkę, ale może zdarzyć się, że jakiś okrutny nauczyciel sam wybierze trudną i obszerna lekturę! Ciekawi mnie, w której klasie polskiej szkoly podstawowej nauczyciel poświęca lekcje na głośne czytanie prozy – w moim liceum tak pracowaliśmy nad Pinokiem przez kilka tygodni... W nauce języków obcych również bezapelacyjnie wygrywa polska szkola (a przynajmniej II LO). Wszyscy włoscy licealiści uczą się łaciny przynajmniej przez 2 lata i innego języka obcego przez cały okres nauki w liceum. Oczywiście najbardziej popularny jest język angielski, nauczany zresztą od pierwszych klas szkoły podstawowej; w gimnazjum wprowadza się drugi język obcy, najczęściej francuski. Uczniowie liceum językowego mają obowiązkowy trzeci język obcy, oprócz łaciny. Niestety, nawet w liceum językowym naukę angielskiego zaczyna się od podstaw i niewielu uczniów zbliża się do poziomu FCE kończac naukę w liceum! Zaliczenie egzaminu FCE jest przeważnie rezultatem lekcji prywatnych i dodatkowych płatnych kursów. Pomyślcie, jak ciekawe i owocne są lekcje szkolne, w których uczestniczą osoby prezentujace tak zróżnicowany poziom... Od kilku lat panuje we Włoszech moda na naukę języka chińskiego i japońskiego; szkoda, że nie przywiązuje się większej wagi do opanowania jezyków bardziej przyjaznych dla Europejczyka. W każdej szkole ocenia się pracę ucznia, i w każdej szkole trzeba uzyskać promocję do następnej klasy. We Włoszech można uzyskać warunkową promocję do następnej klasy z 3 ocenami niedostatecznymi na koniec roku, jeżeli zda się pomyślnie egzaminy poprawkowe pod koniec wakacji. Nie wszystkim się to udaje. Przypuszczam, że w poważnie traktujących nauczanie placówkach jest dlatego tak duży procent uczniów, którzy nie otrzymują promocji. Powtarzają klasę już w innych, „łatwiejszych” szkołach tego samego typu. Aby uniknąć tak poważnych komplikacji, włoski uczeń od najmłodszych lat próbuje znaleźć sposób na uzyskanie jak najlepszych ocen, i nie myślę tu o uczciwej nauce. Wielu nauczycieli po prostu udaje, że tego nie zauważa. Zresztą sam system oceny jest mało przejrzysty, nie ma określonych kryteriów, w niektórych przypadkach nawet dla



ucznia ocena pozostaje nieujawniona (przez jakiś czas). Trudno w takiej sytuacji poprawiać słabsze oceny. Nie znam szczegółów dotyczących egzaminów maturalnych. Wiem, że odbywają się na przełomie czerwca i lipca, nie istnieje matura na poziomie podstawowym lub rozszerzonym, ale też przyjęcie na studia nie jest uwarunkowane uzyskaniem określonej ilości punktów. Aby dostać się na kierunki z limitowaną liczbą studiujących (np. medycyna) wystarczy zdać test wstępny, podobno bardzo trudny (il Quizzone). Użyłam określenia podobno, bo niektórzy włoscy licealiści z każdego typu liceum decydują się na udział w tym teście kilka dni przed terminem i uzyskują zaliczenie (co wcale nie jest równoznaczne z przyjęciem na medycynę, a problem odwołań i podejrzeń o nieprawidłowości w procedurze przeprowadzenia testu rozgrzewa włoska opinię publiczną co roku). Włoscy znajomi pytają mnie, jaka jest moja nowa szkoła. Odpowiadam po prostu – nie ma czasu na nudzenie się. Niektórzy mi tego zazdroszczą. Nie wiem, jak poradzę sobie dalej, ale wiem jedno. Nie będę uważać tego roku za zmarnowany. Ukrainie nigdy nie było po drodze z Unią Europejską.
Na tej linii od zawsze dochodziło do napięć. Społeczna i gospodarcza sytuacja tego kraju z pewnością do dobrych nie należy. Ukraińcy borykają się z szeregiem problemów finansowych, balansując na krawędzi bankructwa.


Władze nie przestrzegają podstawowych praw człowieka, ograniczając wolność słowa oraz szykanując opozycję polityczną pod pozorem „demokracji”, czego na własnej skórze doświadczyła była premier, Julia Tymoszenko. Jakby tego było mało, pojawił się kolejny punkt zapalny w kontaktach Brukseli z Kijowem. Prezydent Wiktor Janukowycz odrzucił postulaty natychmiastowego podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i dymisji rządu. Oświadczył on również, że dla ratowania gospodarki potrzebne jest odnowienie relacji handlowych z Rosją. Ta wypowiedź stoi w sprzeczności z tym, co w czwartek mówił ukraiński wicepremier Arbuzow, który zapowiedział, że Ukraina podpisze umowę wkrótce biorąc pod uwagę narodowy interes. Chęć zacieśnienia stosunków ukraińsko-rosyjskich jest jak najbardziej zrozumiała- przecież od kogoś trzeba importować ropę... Słowa Janukowycza, tak, jak można się było tego spodziewać, doprowadziły do znacznego ochłodzenia relacji Ukraina- Unia Europejska, co z kolei niekorzystnie wpływa na kontakty polsko- ukraińskie. Jeżeli dodamy do tego wzajemną niechęć i nieufność ugruntowane na przyczynkach czysto historycznych uzyskamy pełny obraz stosunków między Warszawą a  Kijowem. Osobiście uważam, że ta sytuacja nie ulegnie zmianie, chyba że doszłoby do nagłego ocieplenia relacji Ukrainy z Unią Europejską, do czego dąży ukraińska opozycja wspierana przez polskich mediatorów. Julia Kołaszczyńska