Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Nr 13 (03/2014) II LO Tarnów



Etcetera MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KOBIET Podobnie jak w zeszłym roku, cała redakcja Etcetery pragnie życzyć samych sukcesów wszystkim naszym Czytelniczkom w każdej dziedzinie życia, jakiej sobie zażyczą.

Plan lekcji:
Galeria - taniec kotylionowy s.4 Borys Kuca - Konopielka s.7
Fot.: H G Peter, tumblr, feministconscience

Karolina Machalska - Am I empowered enough for you? s.10 Gabriela Lis - Dalsza przyszłość czy przyszła dalszość? s.16 Inga Piotrkowska -"Jestem twórcą baniek mydlanych" s.18 Julia Kołaszczyńska - Druga strona medalu s.21 Gabriela Lis - „Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość” s.23 Mikołaj Kłos - Nasze czary goryczy... s.29

Szalone tańce kotylionowe z okazji Walentynek, a wszystko to dzięki pomysłowi Gabrysi Sitko. Fot.:Agata Wnuk





Dlaczego ludzie nie znają momentu swojej śmierci? Według Edwarda Redlińskiego, „kiedyś ludzie wiedzieli wszystko o swojej śmierci, kiedy umrzo, dzie, jak. Aż raz Pambóg szed, a za dziada był przybrany i widzi, człowiek łata płot słomo! Zdziwił się Pambóg: czemu ty nie łatasz płota łozino, Jak Bóg Przykazał, pyta sie, toż tobie słoma raz dwa zgnije! A ten człowiek mówi tak: A co ja mam za łozo chodzić, jak ja i tak w druge środe bekne. Zezłościł się Pambóg: O nie, bekniesz czy nie bekniesz, ale gównianej roboty ja nie lubie. I zrobił tak, że ludzi nie wiedzo, kiedy umrzo, i pracujo sprawiedliwie.”
Konopielka Borys Kuca


W ten sposób nieznajomość momentu swojej śmierci tłumaczą sobie bohaterowie „Konopielki” – chłopi z zapomnianej przez Boga i ludzi wsi Taplary. Z początku książka może się wydać odpychająca – napisana ciężko zrozumiałą gwarą, zmusza czytelnika do zwiększonej koncentracji i akceptacji zupełnie innego stylu pisania. Ale potem wciąga, wraz z rozwojem akcji – coraz bardziej. Pochłania, bo przedstawia tradycyjny wiejski świat, jakże inny od naszego, widziany oczyma chłopa w nim żyjącego, który rzadko spotykaną dziś gwarą relacjonuje i komentuje toczące się wokół wydarzenia. Książka pokazuje ogromny kontrast panujący między dwoma żyjącymi obok siebie społecznościami – naszą nowoczesną, mieszczańskointeligencką kulturą oraz tradycyjną, chłopską wspólnotą. Podczas gdy u nas wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, chłopski świat jest mały i hermetyczny, przepełniony magią, niesamowitością i przesądami. Podczas gdy u nas zwykłe drzewo może być co najwyżej obiektem westchnień poetów, w chłopskim świecie każde drzewo kryje w sobie duszę zmarłego. Gdy u nas każdy jest kowalem własnego losu i może postępować, jak chce, u chłopów wszelkie odstępstwa od surowych norm kolektywu są surowo



karane. Gdy nasz świat opiera się na empirycznych badaniach i faktach, podstawę świata chłopów stanowią mity, legendy i opowieści szerzone przez otoczonych czcią i strachem wędrownych dziadów, którzy od wieków przemierzają bagna i pustkowia, przechodząc z jednej wioski do drugiej i w każdej pozostawiając swe niesamowite historie i wieści o odległym świecie. Książka pokazuje świat jakże inny od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Świat, w którym nauczycielka jawi się jako przybysz z obcej planety, budzik wywołuje prawdziwą sensację („Słychać zygarek za drzwiami: straszno, nikogo tam nima, a on cyka, jak żywy. Jak taki zwierzaczek!”), duchy zmarłych są równie realne jak żywi, koszenie żyta kosą urasta do rozmiaru najgorszej zbrodni, a czytanie – najświętszej ceremonii. Pokazuje trudności niemal niezrozumiałe dla XXI–wiecznego wyedukowanego mieszkańca Zachodu, takie jak nauka czytania i zaakceptowanie faktu kulistości Ziemi. Odmalowuje specyficzny wiejski klimat, w którym wielopokoleniowa integracja odbywa się przy iskaniu i goleniu, a świąteczna kąpiel staje się



niezapomnianym wydarzeniem. Prezentuje świat, w którym domowe zwierzęta nie tylko służą zaspokajaniu ludzkich potrzeb, ale mają własne imiona i są traktowane niemal jak członkowie rodziny. Zazwyczaj jesteśmy skłonni myśleć o chłopach jako o warstwie ciemnej, tępej i ograniczonej, a edukację uważamy za zbawienną i wyzbytą negatywnych aspektów drogę ku lepszemu życiu. „Konopielka” podejmuje jednak próbę przedarcia się przez ten schemat i przedstawia chłopów tak, jak postrzegają siebie sami. Opisuje ich lęk wobec zmian („Chłop z chłopem spać bedzie, baba z babo! Krowy sie bendo źrebili, a kobyły cielili! Sodoma i gomora!”) oraz specyficzny typ religijności („A dokąd do kościoła chodzicie, pyta sie ona. Opowiadamy, ze prawie nie chodzim. Ot  czasem, na pasterke, w Gody, czasem i na Wielkanoc, jak lody utrzymajo. Bo po wodzie nie dojechać. A Pana Boga możno chwalić i w stodole, mówio tato, kiedyś ludzi całkiem nie umieli pacierzow, a pobożnie żyli. Aż im czort księdza nasłał, nu i dowiedzieli sie co to grzech, co pacierz i zaczęli sie kościoły, procesji, ołtarzy.”) Pokazuje ich desperackie próby obrony przed otaczającą zewsząd nowoczesnością, która stopniowo wdziera się na tereny zajęte dotąd przez chłopskie wyobrażenia i powoli acz nieuchronnie niszczy odwieczną wiejską kulturę i zastępuje ją zaborczą cywilizacją symbolizowaną przez nowo wybudowaną szkołę i podawanie jedzenia na osobnych talerzach zamiast we wspólnej misie. Świat chłopów z ich unikalną mentalnością przesiąkniętą zabobonami i animizmem stopniowo ginie, wyparty przez potężną cywilizację, a przekazywane z pokolenia na pokolenie legendy, przesądy i mądrości odchodzą w niebyt. Czym jest więc „Konopielka”? „Konopielka” to opowieść o przemijaniu, o tragicznym lecz nieuchronnym procesie wypierania unikalnej wiejskiej kultury przez zaborczą miejską cywilizację. Procesie nieodwracalnym i niedającym się naprawić, dziejącym się zarówno kilkadziesiąt lat temu, gdy odbywa się akcja książki, jak i dziś w wielu miejscach na świecie. Komiksy nigdy nie były łatwym medium dla kobiet. Nie mam tutaj na myśli (tylko) czytelniczek, ale bohaterki. Wystarczy sobie przypomnieć momenty, kiedy kobiece postacie są mordowane, gwałcone lub porywane w celu dodania im „głębi emocjonalnej”, bądź też służą tylko wytłumaczeniu zachowań mężczyzn lub są ich matkami, żonami i kochankami. Jednakże ostatnimi czasy sytuacja się zmieniła –  kobiety stały się potężnymi i (co ważniejsze, niestety) pięknymi superbohaterkami. Ale czy na pewno była to zmiana na lepsze?
Am I empowered enough for you? Karolina Machalska


Najprościej na to pytanie jest odpowiedzieć pewnym cytatem: „Istnieją dwa sposoby odczłowieczenia danej osoby: upodlenie lub wyidealizowanie”. Oczywiście, po fazie upodlenia nadszedł czas na idealizację. I tak komiksowe kobiety są piękne (ale tylko w klasyczny Zachodni sposób, czyli są nienaturalne chude i z piersiami większymi od głowy), mądre (ale tylko do pewnego stopnia, wszak nie mogą być geniuszami) i co najważniejsze, potężne (ale tylko w sposób, który może być przy okazji szansą na ukazanie ich idealnie wyrzeźbionego ciała lub jest ich słabością bądź jakąś wadą). Jakieś przykłady, żeby nie być gołosłownym? Wander Woman jest wspaniałym przykładem ikony ruchu feministycznego, ale i ona nie jest pozbawiona wad. Bowiem jak inaczej można pokonać niezwyciężoną ambasadorkę Amazonek, niż poprzez skrępowanie jej? I co ciekawe, może to zrobić tylko mężczyzna. Jednak twórcy komiksów starają się, żeby kobiety mogły podobać się zarówno czytelnikom, jak i czytelniczkom. Przynajmniej załóżmy na chwilę, że tak się

Jednym z najpopularniejszych motywów w komiksach są tzw. tzw. kobiety w zamrażalnikach, czyli wspomniane już we wstępie zabijanie kobiecych bohaterek w celu nadania celu lub bólu egzystencjonalnego męskim bohaterom

dzieje. I tak warstwa wizualna jest przeznaczona dla stereotypowych mężczyzn, zaś charakteryzacja psychologiczna i potencjalne wzorce moralne są dla kobiecych odbiorców (o ile te nie są wcześniej odrzucone przez absolutnie przerażające podejście większości męskich fanów do kobiet w „ich” branży). Tylko jaka charakterystyka? W jednym z moich ukochanych komiksów (The Long Halloween) Catwoman ma dosyć rozbudowany wątek, ale jest definiowana przez swoje przywiązanie do Batmana i zupełnie nierealistyczną talię, jako że to na tych elementach skupia się narracja. Gdzie jest ukazana jej przemiana moralna, gdzie jej rozważania związane



z jej ojcem? W domyśle. Najwidoczniej jej idealnie wyrzeźbione mięśnie i olbrzymie piersi są ważniejsze. I tutaj pojawia się powód napisania tego artykułu, czyli tendencja do przedstawiania postaci kobiecych w komiksach w pozach lub obrazach, które są nierealistyczne, obrzydliwe i często wręcz niemożliwe fizycznie. Przykłady? Wystarczy popatrzyć na zdjęcia dołączone do artykułu bądź otworzyć jakikolwiek komiks (ok, może większość z nich). Jaki cel jednak przyświeca twórcom, gdy rysują takie potworki? Wszak artyści i rysownicy muszą umieć rysować rzeczy zgodne z rzeczywistością, inaczej nie dostaliby szansy pracy w tak szanowanych wydawnictwach. Być może jest to sposób, żeby pokazać niezależność i potęgę kobiecych bohaterek – wszak nie na darmo takie pozy są nazywane przez Amerykanów specjalnie utworzonym terminem Strong Female Character Pose. Nic innego nie krzyczy „jestem niezależna i mam moc” niż poza ukazująca jednocześnie piersi i pośladki, a przypominająca przy okazji jakąś scenę z sali tortur lub filmu pornograficznego, prawda? Hmm, czyżby więc chodziło o ukazanie ciała, nie ducha bohaterki? Co za nowatorskie podejście do kobiet. Niestety, czasami chcemy przeczytać komiks i to niezależnie od tego, czy kobiety



odgrywają tam role tylko ozdobnych obiektów seksualnych. Warto jednak byc świadomymi czytelnikami i rozumieć ten prosty fakt, że nasze lektury mogą być problematyczne. W jaki sposób możemy sprawdzić, czy dana poza jest seksistowska, zaś autor powinien zapoznać się z podstawowymi prawami ludzkiej anatomii bądź tez zobaczyć jakąkolwiek kobietę na żywo? Jedna z użytkowniczek tumblra, Glitchy zaproponowała pewien prosty test, który nazwała the Hawkeye test. Następujący warunek musi być spełniony, żeby dany komiks przeszedł ten test: kobieta może być zastapiona Hawkeyem w tej samej pozie bez wyglądania głupio bądź śmiesznie. Tylko tyle – lub aż tyle, biorąc pod uwagę ilość komiksów, które nie przechodzą tego testu. Ale zaraz, zaraz – dlaczego to właśnie Hawkeye został wybrany jako patron testu (dla niezorientowanych komiksowo  to ten łucznik z Avengersów, który był kontrolowany przez Lokiego i potrafi strzelać z łuku na ślepo)? Po pierwsze, dana postać musiala być mężczyzną – większość z nas nie zauważa nic dziwnego w danych pozach, gdy na obrazku jest kobieta z powodu wszechobecności seksualizowanych obrazów kobiet w codziennym życiu. Po drugie, nasz drogi łucznik został wybrany przez okładkę nowego komiksu z nim i Black Widow w rolach głównych, które zapoczątkowały cały trend. Do zabawy szybko przyłączyli się inni fani komiksów, zaś cała inicjatywa została zauważona także przez wydawnictwa i samych twórców, np. Gail Simone czy Marvela (w pewnym sensie). Na tumblrze powstał tzw. the Hawkeye Initiative, która za zadanie ma właśnie badanie komiksów wspomnianym testem, zaś ja polecam przeglądnięcie całej galerii na tumblrze - polepszony humor i poznanie zupełnie odmiennego spojrzenia na kobiecą anatomię gwarantowane. Na szczęście, coraz więcej twórców zdaje się odkrywać, że jednak kobiety także muszą



mieć miejsce na organy wewnętrzne i ich komiksy nie przypominają już ilustrowanych filmów pornograficznych. Wystarczy wspomnieć świetnie się zapowiadającą, tegoroczną serię o Ms. Marvel, która nie dość, że obsadziła w tytułowej roli niebiałą Muzułmankę, to jeszcze przechodzi z łatwością the Hawkeye test. Być może doczekamy nawet momentu, gdzie wszystkie postacie kobiece będą przechodzić ten test równie łatwo. Czego życzę zarówno sobie, jak i wszystkim czytelnikom komiksów. Wszystkie zdjęcia pochodzą z thehawkeyeinitiative.com. Wieści z Ligi
Dalsza przyszłość czy Gabriela Lis przyszła dalszość?


W zeszły piątek zespoły IV i VII LO w ramach Tarnowskiej Ligii Debatanckiej zmierzyły się z tezą „Nauka w szkole rzutuje na przyszłe życie zawodowe”. Ale nie o samej tezie dzisiaj. Dziś będzie o zjawisku, uroczo określonym kiedyś przez jedną z mówczyń I LO jako „czepianie się słówek”. „O co chodzi!?” samo ciśnie się na usta, więc już śpieszę z wyjaśnieniem. Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, iż każda teza składa się z określonej liczby słów, których znaczenie należałoby zdefiniować przed przystąpieniem do dyskusji. Najczęściej najsłabsze debaty to te, podczas których drużyny rozmijają się w definicjach. W efekcie „jedni sobie, drudzy sobie”. Dlatego też niezwykle ważnym jest nieodbieganie od  tezy w żadnym wystąpieniu. No właśnie, to jest dopiero problem dla debatantów. Bowiem na czym właściwie miałoby to zadanie polegać? Najprostszym rozwiązaniem zdaje się być trzymanie się występujących w tezie słów–kluczy. Podczas jednej z debat wyrażenie „środki dyscyplinujące” zostało przez zespół opozycji



zamienione na „środki dyscyplinarne” i to właśnie ta forma była używana z uporem maniaka. Stworzyło to niemały problem, gdyż te dwa wyrażenia są semantycznie różne- pierwsze związane jest ogólnie z wprowadzaniem porządku i dyscypliny, drugie natomiast odnosi się głównie do kar. I jak tu dojść do porozumienia? Pamiętam, że jedna z mówczyń niezwykle się oburzyła, gdy zwrócono jej na to uwagę i to właśnie wtedy pojawił się wspomniany zarzut o „czepianie się”. W piątek sytuacja była jakby odwrotna. Podczas jednego z pierwszych wystąpień mówczyni z IV LO wymiennie używała sformułowań „dalsze życie zawodowe” oraz „przyszłe życie zawodowe”. Propozycja od razu wychwyciła niedopatrzenie i przystąpiła do ataku. Nasuwa się pytanie- czy potrzebnie? Co więcej, tak naprawdę żaden z mówców nie wyjaśnił delikatnie zdezorientowanej publiczności, czym różni się „dalsze życie zawodowe” od „przyszłego życia zawodowego”. Przyznam, że ta subtelna różnica jakoś mi umknęła.   A tak na poważnie- to oczywiste, że obowiązkiem każdego mówcy jest dbałość o poprawność swojego wystąpienia pod każdym względem, także zgodności z tezą, ale może przyszedł czas, żebyśmy zaczęli zwracać większą uwagę na to, co inni mają nam do powiedzenia, niż w jaki sposób przemawiają. I chyba odnosi się to nie tylko do debat. Fot.: wikipedia commons "Jestem twórcą baniek mydlanych"
Tak mówił o sobie polski poeta i prozaik - Jan Rybowicz. Inga Piotrowska


Urodził się w Koźlu na Opolszczyźnie, jednak praktycznie całe życie spędził w Lisiej Górze. Uczęszczał do I Liceum dla Pracujących w Tarnowie. Nie skończył studiów. Żył z pisania i prac dorywczych. Jego wiersze są pełne nieodgadnionej tęsknoty, udręki oraz refleksji nad ludzkim losem. Rybowicz, jak każdy „wewnętrznie cierpiący” artysta, był alkoholikiem. Buntował się przeciwko całemu światu, a nawet przeciw samemu sobie. Pisał o tym w wielu swoich utworach. Jeden z nich, Podczas gdy on, opowiada właśnie o duchowych katuszach, jakim muszą stawiać czoło ludzie wrażliwi na wszelkie bodźce pochodzące ze świata zewnętrznego. A więc czego zazdrościcie artyście? Bezsennych nocy? Anioła śmierci, który jest jego codziennym aniołem stróżem? Czy zazdrościcie nękającej go stugębnej plotki, kiedy on pragnie jedynie zrozumienia? Czy sławy, która jest niczym, w dodatku bardzo uciążliwym? A więc czego zazdrościcie artyście? Że na głos wyrykiwał to, o czym wy baliście się nawet myśleć ? A może zazdrościcie mu tego, że wreszcie umarł, podczas gdy wy zadręczacie się nawzajem w tym ziemskim piekle ?



Wy, którzy unikacie nawet wzmianki o śmierci, podczas gdy on całe życie przygotowywał się do niej. Pierwsze cztery wersy ("A więc czego zazdrościcie artyście?/Bezsennych nocy?/Anioła śmierci,/który jest jego codziennym aniołem stróżem?") idealnie obrazują stan ducha artysty, który przez całe swoje życie myśli nad tym, co stanie się z jego duszą i ciałem po śmierci. Rozważa wszelkie możliwe warianty, zastanawia się nad istnieniem Boga i co najważniejsze, zdaje sobie sprawę z nieuchronności swojego losu. Podmiot liryczny zwracając się do innych ludzi, dziwi się jak mogą zazdrościć mu tej zgryzoty. Czy zazdrościcie nękającej go stugębnej plotki, kiedy on pragnie jedynie zrozumienia? Czy sławy, która jest niczym, w dodatku bardzo uciążliwym? Następnie, autor zwraca naszą uwagę na rozgłos, który jest nieodłącznym towarzyszem znanych artystów. Rozgłos ten niesie za sobą masę niedogodności, takich jak np. fałszywe plotki czy nadmierne zainteresowanie życiem prywatnym. Podmiot liryczny twierdzi, że tak naprawdę wszystko czego pragnie to zwykłe



zrozumienie, o które wbrew pozorom, jest mu bardzo trudno. Uważa również, iż sława jest niczym, a co za tym idzie nie ma żadnego znaczenia, jeśli bierzemy pod uwagę cały „dorobek” człowieka na ziemi. A więc czego zazdrościcie artyście? Że na głos wyrykiwał to, o czym wy baliście się nawet myśleć? W następnej części wiersza podmiot liryczny unosi się swego rodzaju pychą. Odczuwa wyższość w stosunku do innych ludzi, ponieważ w przeciwieństwie do nich nie boi się głośno wygłaszać swoich poglądów i zauważać to, na co pozostają ślepi. Z powyższego fragmentu można również wywnioskować, że autor posądza innych o ignorancję oraz brak wrażliwości. Może nawet zazdrości im tego, że nie muszą, tak jak on, walczyć z duchowym bólem i nie dostrzegają potworności tego świata? A może zazdrościcie mu tego, że wreszcie umarł, podczas gdy wy zadręczacie się nawzajem w tym ziemskim piekle ? W tej części podmiot liryczny nadal pozostaje gniewny. Przez cały wiersz stara się on znaleźć ostateczną odpowiedź na dręczące go pytanie – czego mogą ludzie zazdrościć artyście. W końcu dochodzi do wniosku, że mogą zazdrościć mu po prostu śmierci oraz uwolnienia od okropnej ziemskiej rzeczywistości. Dlaczego akurat śmierci? Dlaczego autor zakłada, że artysta jest martwy? Być może chce w ten sposób zagrać ze stereotypem „starego” romantycznego artysty pokroju Słowackiego czy Mickiewicza? Wy, którzy unikacie nawet wzmianki o śmierci, podczas gdy on całe życie przygotowywał się do niej. Rybowicz kończy utwór puentą, która wskazuje na niepodważalną przewagę artystów nad resztą społeczeństwa. Przewagę tę tworzy nieśmiertelność, życie zachowane w utworach, obrazach… Podmiot liryczny zaznacza również, iż wszelkie trudy, jakie musi znosić artysta w czasie swojego życia, zostają potem wynagrodzone. Nieustanne myślenie o śmierci pozwala się lepiej do niej przygotować – zarówno psychicznie jak i fizycznie. Julia Kołaszczyńska



DRUGA STRONA MEDALU Oczy całego świata zwrócone są obecnie na rozgrywające się w Soczi Igrzyska Olimpijskie. Kibice z całego świata aktywnie wspierają i dopingują swoich sportowców. Polacy z wielką radością i  wzruszeniem oklaskiwali przed telewizorami (i nie tylko) "złotą trójkę”   Kamila Stocha, Justynę Kowalczyk i Zbigniewa Bródkę. Chciałabym jednak popatrzeć na tę zimową ucztę dla kibiców pod innym kątem, abstrahując od  sportowych sukcesów. Trzeba bowiem pamiętać, że tego typu imprezy od zawsze miały stronę polityczną i stanowiły okazję do  prowadzenia mniej formalnych działań z zakresu stosunków międzynarodowych.

Etcetera

Ostatnie wydarzenia mające miejsce w Moskwie dają prawdziwy obraz relacji Kremla z innymi stolicami. Wiele mówi nieobecność w Soczi Baracka Obamy. Biały Dom nie podał jej przyczyny, co  potwierdza tezę o konflikcie na  linii USA–Rosja. Przypomina się o licznych sporach dotyczących praw człowieka i polityki zagranicznej. Kwestie te zdają się teraz bardzo dzielić oba kraje. Na Igrzyskach nie pojawili się również przywódcy Francji, Niemiec i Litwy. Zabrakło szefów rządu Niemiec, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Taką samą decyzję podjęli przedstawiciele Komisji Europejskiej. Bardzo prawdopodobny wydaje się fakt, że zostało to spowodowane zaszłościami rosyjsko–ukraińskimi. Władimirowi Putinowi nie na rękę byłaby zmiana systemu u sąsiada i dokłada wszelkich starań, aby nie dopuścić do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Wątpliwości rozwiewają zupełnie oficjalne słowa pani prezydent Litwy Dalii Grybauskaite, w których oznajmiła, że „nie widzi politycznej możliwości, aby pojechać do Soczi, ponieważ Moskwa narusza prawa człowieka, prześladuje opozycję i wykazuje złe nastawienie do sąsiadów”. Powszechnie wiadomym jest, że Igrzyska w Rosji to zasługa tylko i wyłącznie prezydenta Putina, który bardzo o to zabiegał i osobiście nadzorował każdy etap przygotowań. Potwierdza to przypuszczenie, że impreza ta to nie tylko zawody sportowe, lecz także chwyt polityczno-marketingowy. Soczi miało olśnić cały świat i zachwycić potęgą lekko już podupadłego mocarstwa, jednak, biorąc pod uwagę prześmiewcze i nieprzychylne komentarze internautów, nie do końca się to udało. Rekordy popularności biją filmiki z gasnącym zniczem olimpijskim odpalanym amerykańską zapalniczką, czy zdjęcia pomyłki włączającej na mapie obwód Kaliningradzki do Polski. Podsumowując, można jedynie wierzyć, że Igrzyska wpłyną pozytywnie na relacje między organizatorem a Unią Europejską. Jest to jednak uznawane za niemożliwe, gdyż zbyt wiele stoi temu na przeszkodzie. Pewnych standardów, przynajmniej za kadencji Putina, Rosja nie ma szans spełnić. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że  polskich medali nie okupimy podwyżką cen ropy… Część druga eseju autorstwa Gabrieli Lis
„Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość” Jacka Kaczmarskiego głos o konformizmie.


Czy jednak nonkonformista w rozumieniu Jacka Kaczmarskiego zawsze musi być na przekór wszystkiemu i wszystkim? Czy zawsze zmuszonym jest do walki z wiatrakami? Analizując utwór Odpowiedź na ankietę „Twój system wartości" doszłam do wniosku, że niekoniecznie. To w nim zawarta jest parafraza biblijnego Kazania na górze. Autor podaje własną wersję błogosławieństw: Błogosławieni głusi I ci, co słyszą swoje. Błogosławieni ślepi I ci, co widzą w mroku. Błogosławieni cisi I ci, co pyszczą w porę. Nonkonformista zatem to ktoś, kto zauważa kłamstwo i nie daje się otumanić. Równocześnie jednak „pyszczy w porę”, czyli sprzeciwia się nie zawsze i dla zasady, ale wtedy, gdy trzeba. Nie można więc utożsamiać nonkonformizmu z oślim uporem, który z reguły nie przynosi dobrych owoców. Lecz jeśli już opór jest nieodzownym, nonkonformista nie będzie się wahał i zważał na konwenanse, co sugeruje użycie kolokwializmu „pyszczy”. Innymi słowy, jeśli sądzisz, że masz rację, to nie wolno Ci się powstrzymywać i stawać własnym cenzorem. Przepaści nie da się pokonać dwoma małymi



skokami. Wielkość i ważność postawy nonkonformistycznej J. Kaczmarski uchwycił w utworze Bunt. Wszystko zaczyna się od podniesienia na prześladowcę wzroku, co stanowi jak gdyby pierwszy krok. Potem niewolnik podnosi głos, a wtedy blisko już do podniesienia ręki i obalenia panującego porządku. Podnoszę głos na ciebie prześladowco Od niego zadrży z próchna mur i ciała twego pleśń Bo niewolnika głos prawdę ci powie wprost A takiej prawdy wprost się strzeż! Każda zmiana ma swój początek w sercu i umyśle. Musi znaleźć się ktoś, kto odważy się podnieść wzrok. Nie jest jednak tak, iż przewroty przychodzą łatwo, czy natychmiast. Doskonale obrazuje to sytuacja liryczna: niewolnik podnosi wzrok, gdy prześladowca triumfuje stojąc na balkonie, podnosząc głos posłusznie pracuje, a gdy podnosi rękę, to już czeka na niego „głodny lew”. Bunt zdaje się zatem rozpaczliwym, może nawet bezsensownym. Lecz choć teraz wydaje się to prawdopodobne, z poezji J. Kaczmarskiego nie wynika pochwała bierności. Warto jednak pamiętać, że nonkonformizm ma swoją cenę, często wysoką. On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt On im dodawał pieśnią sił, śpiewał że blisko już świt. Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym, Śpiewał, że czas by runął mur... Oni śpiewali wraz z nim. Zapewnie znasz te słowa doskonale, mój Czytelniku. To dzięki nim Mistrz zyskał przydomek „barda opozycji", z którym, co warto wiedzieć, nigdy się nie zgodził. I nic też dziwnego, gdyż wynikał on z płytkiego, pobieżnego odczytania Murów. To nie jest



zwykły protest song, jakich pełno. Bohater liryczny, śpiewak, nie tylko sam był natchniony, ale i stał się natchnieniem dla innych. Bez niego mur nigdy by nie runął. Gdy tłum zdał sobie sprawę z własnej siły, obrał jasny cel: „pogrzebanie starego świata”. Niestety, wtedy też sformułowane zostało fatalne w skutkach hasło : „Kto sam, ten nasz największy wróg!” A śpiewak, by móc być natchnieniem, musiał być nonkonformistą- musiał być sam. Aż chciałoby się zacytować „Masa jest siłą, ale siłą mas, jest ten, co myśli za nie”. Śpiewak poniósł wszystkie koszta swej niezależności, ponieśli je także inni. Dopuszczenie postawy nonkonformistycznej jawi się zatem jako konieczność, w przeciwnym razie „[…]mury rosną, rosną, rosną, łańcuch kołysze się u nóg..” Nazwać siebie nonkonformistą to wielka śmiałość. Wiersz Diabeł mój świadczy, że J. Kaczmarski odważył się i na to. Nie nauczono mnie paciorka, Nigdy nie byłem u spowiedzi, Więc od czupryny do rozporka Niejeden diabeł we mnie siedzi. Prócz tych, co dbają o natchnienie, Samopoczucie i rozkosze, Szczególnie tego sobie cenię, Którego w kręgosłupie noszę. Tak mi usztywnił karku kręgi, Że mimo groźby i namowy - Ani kazanie, ani pręgierz Nie zdoła mi pochylić głowy. Ta niezdolność do podporządkowania się woli większości utożsamiana jest przewrotnie z działalnością diabła. Co więcej, autor deklaruje zazdrość wobec wszystkich tych, którzy potrafią się ugiąć. Ergo, nonkonformizmu nie uznaje za własną zasługę, a raczej za cechę charakterystyczną, niemożliwą do wyzbycia się, dlatego też zawsze „będzie żył i umrze hardo”. Przez to kalectwo - zdrowych ranię, Na pogodzonych ściągam biedę, Wszelkie zbiorowe pojednanie Obracam w "jedność - minus Jeden. Podmiot liryczny na w pół ironicznie nazywa upór kalectwem. Być może jest to zwykła polemika z obiegową opinią, może on też ma już dość bycia nazywanym głupcem, niczym Jasio z omówionej wcześniej ballady. Być może jednak, i tak właśnie lubię myśleć, autor, mimo deklarowanej hardości, dostrzega zagrożenia płynące z nadmiernej ufności we własne siły. Konformizm to zrezygnowanie z własnego zdania pod wpływem tłumu. To milczenie na widok cierpienia. To zgoda na działanie niezgodne z własnym sumieniem. To nade wszystko tchórzostwo. Myśląc o tchórzostwie od razu przypomina mi się inny Mistrz,



Jeszua Ha- Nocri, bohater chyba najsłynniejszego dzieła M. Bułhakowa, Mistrz i Małgorzata. Został on skazany na śmierć krzyżową i w noc po kaźni kieruje do Piłata, który wydał wyrok, takie słowa: „Tchórzostwo jest jedną z najstraszliwszych ułomności człowieka”. Co ma to wspólnego z konformizmem, zapytasz z pewnością. Już śpieszę z wyjaśnieniem. Piłatowi niezwykle zależało na uniewinnieniu Jeszui, jednak pod wpływem nacisku ze strony Sanchedrynu, a przede wszystkim tłumu zgromadzonego Jeruszalem, nakazał go ukrzyżować. Decyzja ta doprowadziła go do ogromnych wyrzutów sumienia, a swój brak zdecydowania w bronieniu własnych poglądów bez ogródek nazwał tchórzostwem. Analogiczną sytuację przedstawił Jacek Kaczmarski w wierszu Nie lubię, wzorowanym na utworze W. Wysockiego. Uwagę zwraca gradacja w opisie emocji. Od „nie lubię”, przez „nie cierpię”, po „nienawidzę”. Zastosowanie paralelizmu w budowie i nagromadzenie wykrzyknień wzmacniają ten efekt. Doskonale słyszalne jest to podczas wykonywania utworu przez J. Kaczmarskiego- jego głos z każdą strofą potężnieje, podkreślając i emfazując narastające napięcie. Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę



Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych Kiedy uśmiecham się do tych którym służę Choć z całej duszy nienawidzę ich! Jeśli tylko przypomni się sobie tezę postawioną przez C.S. Lewisa w Listach starego diabła do młodego, iż tchórzostwo jest jedyną wadą, jakiej ludzie naprawdę się wstydzą, przestaje dziwić fakt, że autor Nie lubię głęboko nienawidzi swojej konformistycznej postawy. Jak zatem pogodzić te dwie osoby- hardego, niezłomnego bohatera utworu Diabeł mój z tym opisanym przed chwilą? Sądzę, drogi Czytelniku, że nie ma ludzi idealnych. Z poezji Jacka Kaczmarskiego jawi się obraz nonkonformizmu jako postawy trudnej, wręcz karkołomnej. Nic też dziwnego, że czasami nadchodzi załamanie, a ludzie „krok od siebie nie chcą stać się sobą”. Sam autor raz deklaruje życie z podniesionym czołem, innym zaś razem kaja się za tchórzostwo. Może jest tak, że każdy czasem okazuje się konformistą? Może warto powtórzyć za Głupim Jasiem: „Woda Życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść” ? Fot.: flickr (walknboston, Luc De Leeuw), fotopedia. Nowy Rok mieszkańcy Kamienia Pomorskiego powitali z pewnością tak, jak cała reszta Polski, hucznie i radośnie. Kiedy jednak w domach i lokalach tej spokojnej miejscowości zabawa trwała w najlepsze, pewien mężczyzna zainicjował niezwykle niebezpieczny ciąg wydarzeń.
Nasze czary goryczy... Mikołaj Kłos


Wśród wystrzałów fajerwerków nie słychać było zapewne odgłosu nalewanego do szklanki alkoholu, który kilka godzin przyczynił się do utraty życia przez 6 osób. Zaczęło się jednak niewinnie. Jak zawsze... Każdy (nawet niezbyt uważny) obserwator stwierdzi śmiało, iż Polacy do szklanki zaglądają często a i robić to potrafią. Spożycie alkoholu jest u nas niemalże tradycją, a szukanie do niego sposobności - ogólnie akceptowaną zabawą towarzyską. Niemniej jednak mało kto zadaje sobie trud spojrzenia, choćby przez krótką chwilę, na statystyki spożycia napojów wyskokowych w Europie. Ktokolwiek jednak to uczyni, natychmiast przetrze oczy ze zdziwienia. Polacy nie piją ani najwięcej, ani najbardziej regularnie. Podczas gdy przeciętny mieszkaniec Francji spożywa, siedząc na ganku



swojej malowniczo położonej rezydencji, aż 12,0 litra czystego alkoholu w ciągu roku, a jego sąsiad znad Sprewy 11,7 litra, Kowalski znad Wisły pije zaledwie 10,1 litra. Polacy pod tym względem zajmują 22. miejsce na Starym Kontynencie. Te dane wyglądają na zbyt piękne, aby były prawdziwe. Wobec optymizmu z nich płynącego aż ciśnie się na usta ironiczna uwaga "I to niby my zabijamy najwięcej ludzi jeżdżąc po pijaku? My  którzy tak mało pijemy? Nierealne." Próbując znaleźć rozwiązanie tej zagadki wielu z naszych rodaków zapewne zapragnęłoby zaprosić kilku znajomych, uraczyć się kieliszkiem wódki, no bo przecież pijemy mało. Kiedy noc wydawałaby sie jeszcze młoda, patrząc na zegarek, niemiłosiernie wskazujący że czas najwyższy do domu, chwyciliby za kluczyki. Być może przez ułamek sekundy zastanowiliby się oni nad tym co robią i pytająco spojrzeli na jowialne i wesołe twarze współtowarzyszy. A twarze te mówiłyby z aprobatą: Na miłość boską, to tylko 3 przecznice, a nocny ci już przecież i tak odjechał... Tak oto, nasi bohaterowie odnaleźliby, choć nieświadomie, rozwiązanie zagadki. Jest to zagadka zimna i mroczna jak noc, pod osłoną której codziennie w Polsce 7 osób traci życie. Przyczyny takiego stanu rzeczy należy upatrywać w głęboko w nas zakorzenionym, przyzwoleniu na picie alkoholu zawsze i to bez względu na okoliczności. Wzorce te wpajane są w nas od dzieciństwa, a my podświadomie je akceptujemy. Nie znaczy to,  że każdy polski kierowca jest cichym zwolennikiem jazdy w stanie nietrzeźwym. Takie stwierdzenie byłoby nie tylko przejawem ignorancji, ale i karygodnym kłamstwem. Owszem, wiele z nas ma zapewne w pamięci obraz imienin cioci, kiedy to roześmiany wujek o rubasznym usposobieniu i czerwonym nosie, notabene sympatyczny typ, wsiadał, nader ostrożnie, do poloneza i odjeżdżał po udanej zabawie. I wiele z nas pamięta, jak nikomu to nie przeszkadzało. Mimo tego codziennie miliony Polaków przemierzają tysiące kilometrów będąc trzeźwymi i jadąc bezpiecznie. Gdzie więc leży



istota problemu? Skoro fantastyczna większość z nas potępia pijaństwo za kierownicą, skoro do lamusa odchodzi PRLowski zwyczaj picia na umór i następnie wsiadania za kierownice, skoro pijemy mniej niż inni? Otóż, aby doszło do tragedii wystarczy głupota i arogancja jednej osoby i ciche przyzwolenie dwóch kolejnych. Ponadto jakże często z wrogów prowadzenia po nawet jednym kieliszku, stajemy się tymi milczącymi obserwatorami bo sytuacja tego wymaga, bo pił bardzo niewiele, bo to świetny kierowca... bo to my sami, jak raz żałujący bezmyślnej decyzji aby i tym razem sięgnąć po alkohol. Jakże pięknym okazałby sie rok 2014, gdyby liczba ofiar na naszych drogach spadła chociaż o połowę, ale nie spadnie. Nie łudźmy się, gdyż na takie przemiany potrzeba lat. Nie znaczy to  iż nie powinniśmy z tym walczyć, gdyż jest dokładnie odwrotnie. Mimo wszystko, zapewne jeszcze przez długie lata przyjdzie nam patrzeć, jak przelewają się winne kielichy naszej winy. KONTRA-TAKT STOPKA:
„KONTRATAKT” to nowe wydarzenie muzyczne w Tarnowie promujące muzykę i młode talenty wokalne zasługujące na uwagę nie tylko swoich rówieśników, ale również ludzi z branży.


W II edycji projektu organizowanego przez Stowarzyszenie KANON biorą udział zespoły II LO, IV LO i V LO. Castingi do zespołów wokalnych poprowadzili najlepsi tarnowscy wokaliści, którzy będą pracować z młodzieżą przez cały miesiąc przygotowując ją do występu na scenie. Zespół II LO poprowadzi Żaneta Lubera - uczestniczka 2 edycji "The Voice of Poland". Skład zespołu II LO: Michał Krawczyk 2b, Inga Piotrowska 1c, Katarzyna Pulit 2c, Magdalena Pulit 2c, Ewelina Bajorek 2a, Gabriela Barczyk 2a, Aleksandra Krzemińska 1c, Justyna Skop 1a Zapraszamy do obejrzenia relacji z castingu, którą przygotowała telewizja Imav: http://www.timeto.pl/telewizja/video/muzyczneperelkiwiiiiiiiiiii-lowybrane.html Redaktor naczelna: Karolina Machalska Dziennikarze: Mikołaj Kłos Julia Kołaszczyńska Agata Wnuk Julia Foltak Gabriela Rudna Inga Piotrowska Gabriela Lis Borys Kuca Katarzyna Wąs Opieka: Anna Lipińska