Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








„Rosół” -
czyli słów kilka o Marii Peszek
Nomen Omen

Marię, jeśli mogę pozwolić sobie na takie spoufalenie, poznałam dzięki mojej mamie. To ona wprowadziła mnie w jej buntowniczy świat. Mając 11  a może 12 lat, zatykałam uszy na niecenzuralnych zwrotach, a potem szybko podnosiłam ręce do góry, by nie uronić ani jednego słowa i dźwięku. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam zarówno coś o owej artystce, jak i o jednym z jej albumów, który od dawna jest moim ulubionym. Maria Peszek to urodzona w 1973 roku we Wrocławiu, polska aktorka i piosenkarka. Ukończywszy Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, zadebiutowała na scenie w roku 1993, a po studiach wyjechała do Warszawy, gdzie związała się z Teatrem Studio. Wielokrotnie nagradzana i doceniana przez krytyków i publiczność. W 2005 roku zdecydowała się obrać drugą ścieżkę - muzyczną. Jej debiutancki album wydany przy współpracy z Wojciechem Waglewskim i synami ( Fiszem i Emade ) ukazał się w październiku tegoż roku. Ja jednak chciałabym skupić się na drugim z listy dyskograficznej - krążku pod

Nomen Omen

tytułem „Maria Awaria”. To płyta, która nie bez kozery wywołała falę sprzeczności. Wydana w roku 2008, prawie w całości wyprodukowana przez Andrzeja Smolika. Jej tematyka dotyczy cielesności, seksualności i kobiecości. Stąd początkowa nazwa albumu -„Hedonia” ( gr.przyjemność). Składa się z czternastu utworów, z których większość utrzymana jest w bardzo melancholijnym nastroju. Fenomenem ich kompozycji jest fakt, że Peszek wcale nie śpiewa głośno, część utworów jest wręcz wyszeptywana w ucho słuchacza, a mimo to zostawia odcisk na naszych umysłach. Dobra dykcja, nagromadzenie wyrazów onomatopeicznych, proste perkusyjne rytmy, cymbałki, kontrabas, na skórze pojawiają się ciarki ….. Współautorem jednej z piosenek jest partner życiowy artystki - Edek. Płytę zapowiadały trzy single, które do tej pory są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych utworów, a są to : „Ciało”, „Rosół”, „Muchomory”. Maria Peszek to zdecydowanie bardzo kontrowersyjna postać polskiej sceny muzycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że jej twórczość jest doceniania przez szerokie grono publiczności, a także przez innych twórców, nie tylko alternatywnych, czego dowodem może być choćby Nagroda Fryderyka, przyznana Peszek w roku 2009 w dwóch kategoriach - „album muzyki alternatywnej” i „autor roku”. Niecenzuralne słownictwo może być dla niektórych odpychające, ale wydaje mi się, że zarówno w kontekście sylwetki artystki, jak i jej całej pracy, niezbędne. Obrazowość, sensualność, dosadność, szczerość - to przymiotniki, którymi z czystym sercem mogę opisać ( przynajmniej ów wyżej wymieniony) album. Zapraszam Was do zapoznania się z jej twórczością i skonfrontowania się ze spojrzeniem na świat tej ciekawej persony. Wiktoria Szymańska Trauma, która prowadzi do szaleństwa
recenzja filmu "Gniew"
Nomen Omen

Film miał w Polsce swoją premierę 12 stycznia 2018 i w parze ze świeżością produkcji idzie też świeżość tematu, jaki porusza. Jest to dramat psychologiczny miejscami z domieszką thrillera. Wyreżyserowali go bracia Paul i Ludwig Shammasian, autorem scenariusza jest Geoff Thompson, natomiast muzykę skomponował Stephen Hilton. Gniew ma dosyć mocną obsadę w postaci znanego z trylogii Władca Pierścieni oraz pirackiej sagi Disneya Piraci z Karaibów Orlando Blooma, grającego głównego bohatera, robotnika Malky’ego, Janet Montgomery (Czarny Łabędź) jako dziewczyna Malky’ego Emma oraz Anne Reid (Hot Fuzz - Ostre Psy), która gra matkę filmowego protagonisty.

Nomen Omen

Akcja filmu rozgrywa się w czasach współczesnych, w Anglii, w nieokreślonym nazwą miasteczku. Główny bohater Malky pracuje jako robotnik w firmie zajmującej się głównie rozbiórką i wyburzaniem kościołów. Malky, chcący sprawiać wrażenie twardego faceta osobiście jest ateistą, jednakże jest również mocno związany ze swoją bardzo wierzącą matką. Malky wiedzie swoje codzienne, pozornie normalne życie, spotyka się z dziewczyną, chodzi po pracy z kolegami wieczorami do pubu, jednak widać, że coś ukrywa, chowa jakiś sekret wyzwalający bardzo negatywne uczucia, które stara się za wszelką cenę ukryć przed wszystkimi. Powrót do pobliskiej parafii dobrze znanego mu księdza wywołuje jednak u niego stan niepohamowanego gniewu, wręcz furii. Ma nad sobą coraz mniejszą kontrolę, a wyzwolenie wszystkich tych głęboko skrywanych przez niego negatywnych emocji na raz, powoduje, że odtrąca i rani przyjaciół, dziewczynę, matkę i generalnie ludzi, którzy chcą mu pomóc. Gniew porusza trudną, kontrowersyjną tematykę, wokół której regularnie krążą wielkie emocje: kwestię gwałtów i wykorzystywania seksualnego w kościele zarówno anglikańskim, jak i katolickim. Trzeba tu też dołożyć angielską mentalność zwłaszcza starych ludzi, którzy często

Nomen Omen

są obyczajowo i religijnie konserwatywni. Idealnym reprezentantem tego specyficznego sposobu myślenia jest w filmie matka Malky’ego. To rozumowanie przekłada się na sposób wychowania i zwracania się do dziecka. Opiera się na całkowitej wierze nie tyle w Kościół, co w autorytet samego księdza i ważność pełnionej przez niego funkcji, a w przypadku małoletnich ofiar wykorzystywania seksualnego jest ono bardzo raniące (Malky wyrzuca matce w jednej scenie to  co mu wtedy powiedziała: że to jego wstyd, jego wina) i zmusza osobę będącą jeszcze dzieckiem do udźwignięcia ogromnego bagażu emocji i traumatycznych przeżyć, sprawiając, że ma poczucie bezsilności i braku wsparcia ze strony tych, co je dawać powinni, czuje się odtrącona. Prowadzi to prawie zawsze do rozwoju u takiej osoby zespołu stresu post-traumatycznego, który w ekstremalnych przypadkach prowadzi do samookaleczania się, samobójstwa lub wytworzenia się uczucia głębokiej nienawiści prowadzącej do chęci zamordowania osoby, którą człowiek postrzega lub zaczął postrzegać jako wroga. Takim przypadkiem był Malky. Zadawał sobie ból, nie mając świadomości, że rani tym samym przyjaciół i dziewczynę. Na widok księdza wpadał we wściekłość. Nie mógł sobie poradzić z wewnętrznymi demonami, ale odtrącał pomoc kogokolwiek, nawet kogoś kto doskonale rozumiał Malky’ego, bo przeżył to samo. Film próbuje pokazać i wyjaśnić wpływ takiego wydarzenia na ludzką psychikę, oraz to jak się do tego niebagatelnego problemu podchodzi w krajach z taką mentalnością jak Anglia, i jak on jest rozwiązywany, co naprawdę czują osoby pokrzywdzone. Bez wątpienia jest to trudne 91 minut. I być może ze względu na nastrój nie przypadnie do gustu niektórym osobom. Ale warto go obejrzeć choćby dla Orlanda. Bo widać, że to jest jego film, stanowi jego większość, , zrobił” go. Bo gra fenomenalnie. W Gniewie największym atutem jest zdecydowanie aktorstwo. I szczerze powiedziawszy obejrzałbym go po raz drugi, tylko dla znakomitej roboty aktorskiej. Marceli Praga 11.09.2001 (un)real story
11 września 2001 roku, dzień najtragiczniejszego zamachu w historii terroryzmu – 4 skradzione samoloty, 19 zamachowców, 2973 zabitych oraz ból i strachu, którego doświadczyły ofiary oraz ich bliscy. Rząd USA opowiada nam ciągle jedną i tę samą historię o organizacji zamachu przez AlKa’idę, natomiast ja chciałbym zaprezentować Wam alternatywną wersję wydarzeń.
Nomen Omen

Warto wspomnieć, czym był oraz jak wyglądał wyżej wymieniony budynek przed katastrofą. Był to kompleks siedmiu wież znajdujący się w dzielnicy Lower Manhattan w Nowym Jorku, zaprojektowany przez amerykańskiego architekta japońskiego pochodzenia Minoru Yamasakiego. Sama budowa rozpoczęła się w roku 1966, otwarcie nastąpiło 4 kwietnia 7 lat później. W budynkach World Trade Center pracowało około 25 tysięcy osób. Powyższe dwie wieże zwane Twin Towers mierzyły kolejno 417 metrów oraz 415 metrów. W 2004 roku wśród obywateli Stanów Zjednoczonych została przeprowadzona ankieta na temat wydarzeń sprzed 3 lat, która jasno wykazała, iż ponad 40% ankietowanych domagała się wznowienia śledztwa w sprawie feralnych zamachów z 11 września. Zignorowanie owego postulatu przez rząd USA poskutkowało powstaniem niezliczonej ilości teorii spiskowych oraz ich zwolenników. W oficjalnym oświadczeniu rząd napisał, iż wszystkie pozostałości samolotów spłonęły podczas pożaru. Owa teoria została opracowana przez byłego pilota CIA i lotnictwa cywilnego. Zeznał on pod przysięgą, iż takie wypadki nie zdarzają się, gdyż nie są one możliwe z punktu

Nomen Omen

widzenia fizycznego, z następujących powodów: w przypadku uderzenia samolotów w południową wieżę, prawdziwy Boeing 767 rozpocząłby “teleskopowanie”, kiedy jego nos uderzył w 36 centymetrowe kolumny, które mają 100 centymetrów pośrodku. Powyższa teza zyskała spore poparcie wśród fanatyków teorii spiskowych. Niektórzy wierzą w spory udział rządu Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach z 11 września. Obarczają USA o brak jakiejkolwiek profilaktyki przeciwko kryzysowym sytuacjom jak ta  bądź jawnie oskarżają administrację prezydenta Busha o zaplanowanie i przeprowadzenie akcji terrorystycznej w celu znalezienia pretekstu do wojny z Irakiem. Przedstawione teorie były często dementowane w pismach popularnonaukowych oraz mediach. Pomimo to w sondażu przeprowadzonym w 2006 roku przez Uniwersytet w Ohio, ponad jedna trzecia respondentów stwierdziła, iż pracownicy rządu USA pomogli przeprowadzić te ataki lub rozmyślnie nie uczynili nic, by im zapobiec.Należy dodać, że Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu nigdy nie przeprowadziła ekspertyzy potwierdzającej, by szczątki któregokolwiek z czterech samolotów

Nomen Omen

biorących udział w  zamachach istotnie należały do uprowadzonych samolotów pasażerskich linii lotniczych. Komisja twierdzi, iż nie udało im się znaleźć żadnej z czterech czarnych skrzynek z samolotów, które uderzyły w wieże WTC. Według niektórych teorii, przynajmniej trzy ze skrzynek zostały odnalezione w gruzach budynków WTC. Możemy znaleźć również zwolenników teorii o zniszczeniu trzech z siedmiu wież WTC. Domagają się oni wznowienia śledztwa, utrzymując, że żadna ze stalowych konstrukcji nie jest w stanie zawalić się z powodu pożaru. 11 września 2001 roku runęły dwie główne wieże WTC oraz stojący w pobliżu 47-piętrowy budynek WTC7, w który bezpośrednio nie uderzył żaden z samolotów. Są to jedyne na świecie budynki o konstrukcji żelbetonowej, które uległy zawaleniu z powodu długotrwałego pożaru. Pożar w WTC7 porównuje się do osiemnastogodzinnego pożaru w Filadelfii z roku 1991 oraz dziesięciogodzinnego pożaru w Madrycie, jednak dwa powyższe przykłady nie zyskały nawet w połowie takich zniszczeń, jak WTC7. Nawet jeżeli dochodziło do zawalenia się pięter, nie spowodowało to zawalenia się całego budynku o zbliżonej konstrukcji do budynku siódmego. W przypadku WTC1 oraz WTC2 zniszczenia mogły wynikać z uderzenia samolotów i naruszenia tym samym konstrukcji budynku, a także wylania się sporej ilości paliwa lotniczego, które niemal natychmiastowo spłonęło. Symulacje komputerowe pokazują, że temperatura pożarów wynosiła ponad 1000 stopni Celsjusza, podczas gdy stal i żelazo użyte przy podobnych konstrukcjach zaczyna się topić przy około 1500 stopni Celsjusza. Oznaczać to może, że powyższe budynki zniszczone zostały podczas kontrolowanych wybuchów materiałów wybuchowych. Oficjalny raport National Institute of Standards and Technology unika dyskusji na temat użycia materiałów wybuchowych z powodu wykluczenia tej możliwości na samym początku śledztwa. Istnieje wiele teorii podobnych do powyższych. Wśród sterty absurdalnego bełkotu zagorzałych fanatyków teorii spiskowej możemy znaleźć perełki potwierdzone niemalże niezbitymi dowodami, które na pewno zasługują na przeczytanie oraz rozważenie pod kątem autentyczności. Piotr Ciapała
Są książki na chwilę i na każdą chwilę...cz. I
Nomen Omen

Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet zrozumie, to nie pamięta. Słowa ojca polskiej literatury science fiction, Stanisława Lema, boleśnie uderzają w wizję świata człowieka wykształconego. Przecież czytanie jest wartością samą w sobie, filarem, na którym opiera się cały dorobek kulturowy naszej cywilizacji. Czyta, więc jest homo legens, czytelnikiem, więc elitą. Kimś wykształconym. Ukulturalnionym. Jednak, czy zawsze mądrość jest wprost proporcjonalna do liczby przeczytanych książek? Czy obcując z osobą sięgającą po Zmierzch, nadal mamy do czynienia ze świadomym odbiorcą? Problematyka podobnego nazewnictwa tkwi nie tylko w czytelnikach i ich guście literackim, ale również i w samych tekstach- te bardziej wartościowe niejednokrotnie pisane są nieklarownym językiem. W tym miejscu pojawia się kolejna trudność, gdyż pokomplikowany styl nie zawsze jest wyznacznikiem bogatej głębi utworu. Przerost formy nad treścią, tak niechlubnie charakterystyczny dla epoki baroku, może wywoływać

Nomen Omen

złudne wrażenie, że mamy do czynienia z kulturą wyższą, choć w istocie nic z niej nie wynosimy. Ciężko rozgraniczyć teksty stylizujące się na ponadczasowe i te w istocie uniwersalne. Garstka weteranów, o ile można tak powiedzieć o moich rówieśnikach, pogrążonych jeszcze w lekturze, porywając się na ambitniejszą publikację, to znaczy coś spoza działu Literatura młodzieżowa, często po prostu nie rozumie czytanego tekstu. Zraża się, wraca do gotowych odpowiedzi, powtarzalnych schematów, nie podejmuje nawet próby zmierzenia się z tymi, które łączą się z ryzykiem zaburzenia światopoglądu. Z tego powodu, wydawanie trudniejszych do odbioru woluminów, staje się nieopłacalne. Następuje spadek wartości tekstów. Tworzy się podział. Są książki i jest literatura. Książki na chwilę i na każdą chwilę. Nie myśl, że książki znikną, głosi optymistycznie tytuł rozmowy Umberto Eco i Jeana-Claude'a Carrière. Według tego drugiego w dobie komputerów bardziej niż kiedykolwiek odczuwamy potrzebę pisania i czytania, chociażby dlatego, że korzystanie z Internetu jest niemożliwe bez tych umiejętności. A więc czytamy. Ale co? Laureatką ostatniej edycji najbardziej prestiżowej polskiej nagrody literackiej, Nike, została Bronka Nowicka, notabene nie będąca literatką, ze swoim zbiorem czterdziestu czterech szkiców poetyckich pod tytułem Nakarmić Kamień. Oryginalny, choć niełatwy w odbiorze tekst maluje przed czytelnikiem ponury obraz dzieciństwa paradoksalnie wypełnionego starością, śmiercią i pustką. Owszem, książka jest wyzwaniem dla młodego czytelnika i pobudką do refleksji dla starszego. To prawda, że cechuje się ciekawą forma- którą można zrzucić na karb zamiłowania poetki do sztuk przestrzennych, i że trzeba do niej wrócić, żeby w pełni zrozumieć treść, ale, niestety, Nakarmić Kamień, zalicza się do książek efemerycznych. Ładunek emocjonalny i ciężki, osobisty charakter, a także- mówiąc wprost- liczne niedociągnięcia, jak monotonność, odbierają historii Nowickiej uniwersalność. Wątpię, bym sięgnęła po nią za pięć lub dziesięć lat. W tym tkwi szkopuł. Możliwe, że poetce zależało nie na przetrwaniu dekad, ale na zainteresowaniu czytelnika w momencie kryzysu kulturowego, na sprawieniu, by zatrzymał się na chwilę i posłuchał historii dziecka, która jest aktualna tylko w danym miejscu i czasie. Niezmiennie próba zmierzenia się z utworem ambitnie, choć nieco nieudolnie porywającym się na opis niemożliwego, nie

Nomen Omen

pozostaje bezowocna. Ulotność nie ujmuje trudności odbioru, więc jeśli młodej osobie uda się przeprawić na brzeg tylnej okładki, satysfakcja może popchnąć go do sięgnięcia po tą część kulturowego dorobku cywilizacji niesłusznie odsuniętą przez komercyjny świat na dalszy plan i obrosłą w pajęczyny. Czy zanik nawyku lektury nie będzie po prostu jednym z objawów, a może i przyczyn, stratyfikacji społecznej? Podziału na tych którzy są czytelnikami, nabywają wysokie kompetencje w kulturze, nabywają wysokie wykształcenie, pozycję społeczną i wyższe dochody- oraz nieczytającą resztę?, pyta na łamach Tygodnika Powszechnego Edwin Benedyk. Oznaczałoby to jednak, że społeczeństwo wcześniej nie było podzielone. Być może mylnie, ale nie mogę wyzbyć się wrażenia, że zarówno pisanie jak i czytanie powstało po to, by tworzyć mosty pomiędzy ludźmi. Pomijając banalną potrzebę komunikacji, która nie ma racji bytu bez tych umiejętności, książki mają łączyć. Nie tylko pisarza i odbiorców, ale także kultury i subkultury. Poznajemy. Dziwimy się. Chcemy wiedzieć więcej. A książka ma cudowną możliwość przeniesienia nas do świata widzianego przez autora, który prowadzi nas po nim tak, jak Beatrycze przeprowadzała Dantego przez niebo. Te wyjątkowe potrafią nawet zacierać różnicę między pokoleniami. Pozwolić

Nomen Omen

dorosłemu poczuć się jak dziecko, a dziecko potraktować jak dorosłego. Pochylić nad swoją treścią jednego i drugiego, wcale nie siląc się na podstępne chwyty psychologiczne. Mam na myśli Małego Księcia. Antoine de SaintExupéry dokonał niemożliwego. Napisał nowelkę dla wszystkich. Uniwersalną. Nie zależną od wieku czytelnika, bo w każdym wieku¸ w każdej chwili życia, człowiek znajdzie w niej inne wartości. Osoba dorosła nie tylko dostrzeże w uroczej historii wzruszające prawdy życiowe, ale też będzie miała możliwość spojrzeć na świat, w tym również na poszczególne typy dorosłych z perspektywy dziecka. Ono z kolei będzie mogło poczuć się wyróżnione (sam autor zwraca się bezpośrednio do nich!) i przeczytać ciekawą opowieść o lojalnym chłopcu, jego asteroidzie, lisie i róży. I kobrze. Scena spotkania Małego Księcia z gadem nie bez przyczyny wzrusza młodszych czytelników, a dorosłych wprawia w zadumę. Może być interpretowana w różny sposób w zależności od sytuacji życiowej, co dodaje utworowi uniwersalności, nie mniej jednak niezwykle delikatnie mówi o samotności, jakiej doświadcza się wśród ludzi, i śmierci. Oprócz treści, bardzo istotny jest osobliwy język, którym posługuje się SaintExupéry. Mówi o rzeczach trudnych, bez patosu, w sposób prosty i przystępny, ale przede wszystkim wrażliwym, oddziałujący na wyobraźnię i odpowiadający sposobowi myślenia najmłodszych, jednocześnie nie infantylny, pełny alegorii i symboli. Ewa Kopeć ciag dalszy nastąpi... 10 filmów, które warto obejrzeć

Nomen Omen

Kręci mnie kino, kręcą mnie przystojni aktorzy, ładne widoki i kobiety z charakterem! Jeśli was także, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z poniższą listą filmów, którymi zostałam oczarowana z różnych powodów. Przeczytajcie, obejrzyjcie i przekonajcie się sami. 1. Dziennik zakrapiany rumem Coś dla miłośników przygód, ciepłych krajów i Johny'ego Deppa. Myślę, że zagrał dobrze większość powierzonych mu ról. Tym razem przybywa do Puerto Rico, zostaje lokalnym dziennikarzem i zakochuje się w pięknej blondynce (ciekawostką jest to  że aktorka ją grająca zostaje później partnerką Deppa w prywatnym życiu). Dużo flirtu, słońca i halucynogenów. 2. Malena Historia pięknej Maleny granej przez Monicę Bellucci, która została

Nomen Omen

ukazana oczami 13-letniego chłopca. Jest to historia kobiety, która sama musi radzić sobie z trudnym okresem II wojny światowej na brzegach słonecznej Sycylii. Nie jest to film historyczny ani dokumentalny, ukazuje bardziej problemy dojrzewania, pierwszej miłości, fascynacji płcią przeciwną. 3. Nad morzem To film, który warto zobaczyć dla głównych aktorów - Angeliny Jolie i Brada Pitta, których spotykamy w duecie na ekranie nie pierwszy raz. Myślę, że dobrze poradzili sobie, ukazując w unikalny sposób codzienne problemy małżeństw przechodzących kryzys. Oglądając , Nad morzem”, ma się wrażenie, jakby się przypatrywało z boku życiu samych aktorów. Jednak nie wzbudza skrajnych emocji, raczej kusi grą aktorską, porusza przyziemne aspekty codzienności, która czasami nas dusi. 4. Rzeka bez powrotu Polecany dla wszystkich, którzy po obejrzeniu , Mężczyźni wolą blondynki” przyklejają do Marilyn Monroe łatkę blondwłosej piękności nadającej się jedynie do jednego typu ról. Tym razem gra mało znaną piosenkarkę, która musi przeprawić się przez niebezpieczną rzekę z nowo poznanym kowbojem. Utrudnieniem stają się dla nich Indianie. Typ westernu z lat '50 z dużą ilością przygód i wesołych scen. 5.Grzeszna miłość Dla mnie to było coś niesamowitego! Angelina Jolie, grająca wędrowną aktorkę, w której zakochuje się bogaty właściciel plantacji kawy, grany przez Antonia Banderasa. Bierze z nią ślub, przepisuje na nią cały swój majątek, a ona nagle znika ze wszystkim! Pan Banderas wyrusza na poszukiwania, by zemścić się na ukochanej. Okazuje się jednak, że ta współpracuje od dziecięcych lat ze swym przyjacielem - kochankiem, okradając bogaczy. Tym razem jest w kropce, gdyż sama się zakochuje we własnym mężu. Z drugiej strony musi dotrzymać umowy ze wspólnikiem. Postanawia grać na dwa fronty. Jak się to kończy? Musicie sami sprawdzić! Film po brzegi wypełniony intrygami, przygodami, podróżami, erotycznymi scenami, pięknymi strojami i krajobrazami. 6. SEXiPISTOLS Świetne połączenie westernu i komedii. W głównych rolach Penelope Cruz oraz Salma Hayek jako , biedna” i ,,bogata”. Okradają banki, walczą o jednego mężczyznę i pragną zemsty. Ładne buzie i ładne dekolty, czyli pierwsze plusy filmus. Kolejnymi będą na pewno humorystyczne dialogi i przebieg wydarzeń. Nie jest to kino inteligentne, ale dobre dla relaksu czy pośmiania się.

Nomen Omen

7. Krokodyl Dundee No dobra, chyba najbardziej lubię filmy przygodowe... i Australię, bo film jest o australijskim podróżniku, który przybywa do Nowego Jorku nauczyć się miejskiego życia w towarzystwie Sue. Koniecznie go zobaczcie, jeśli chcecie poczuć się, jak współczesny Tarzan lub jego dziewczyna. 8. Czarny łabędź W końcu coś poważniejszego. Wspaniała Natalie Portman w roli baletowej tancerki. Historia przekraczania swoich granic na siłę. Warto zastanowić się czasem, czy cel, do którego dążymy jest wart aż tak wysokich kosztów, jakie musimy ponieść. Film dostarcza sporo emocji. Jest trochę, jak thriller, momentami ukazuje chwile grozy, strachu, załamania. Nawet mi się robiło przykro czasem, bo Natalie jest sama w sobie taka urocza, a reżyser spektaklu, w którym grała na nią krzyczał i wykorzystywał ją. Ale warto to zobaczyć! 9. Dziewczyna z portretu W 2015 było o nim dość głośno, więc mogliście go już widzieć. Jednak jeśli nie, to zachęcam! Porusza temat tolerancji, poszukiwania siebie, akceptacji, miłości, życia w zgodzie z przeciwnościami losu, radzenia sobie z nimi w sposób pokojowy, bez walki. Trudna miłość małżeństwa, gdzie mąż odkrywa w sobie pierwiastek żeński i zamierza dogłębnie poznać prawdziwego siebie. Są to lata dwudzieste ubiegłego wieku, kiedy zmiany płci nie były

Nomen Omen

postrzegane tak dobrze, jak dzisiaj. Podążając śladami bohatera, granego przez niesamowicie, moim zdaniem, utalentowanego Eddie'ego Redmayne'a, zastanawiamy się nad własnym pochodzeniem, orientacją, psychiką. Czy to wszystko, co się dzieje wokół, co robimy i na co sobie pozwalamy jest naprawdę naszą wewnętrzną potrzebą czy tylko chwilowym grymasem? 10. Co gryzie Gilberta Grape'a „Lasse Hallstrom w "Co gryzie Gilberta Grape'a" opowiedział o małych dramatach zwykłych ludzi, które bywają prawdziwym trzęsieniem ziemi,, - oto fragment recenzji z Filmwebu, bo jednak nie da się lepiej tego opisać. Postać, w którą wcielił się młody Johny Depp ma sporo na głowie - bardzo otyłą matkę, upośledzonego brata (zagrany przez 19-letniego Leonarda DiCaprio, lepiej nie dało się tego zrobić, uwierzcie). Bohater pracuje całymi dniami, gdyż ojciec kilka lat wcześniej popełnił samobójstwo. Młody Gilbert utrzymuje całą rodzinę. Jego życie nabiera trochę koloru, gdy poznaje młodą dziewczynę, w której zakochuje się z wzajemnością. Cały film jako tako nie ma wybitnie ciekawej fabuły, jednak przyjemnie się go ogląda ze względu na klimat realiów życia ukazanych na ekranie, problemów, z którymi radzi sobie główny bohater oraz ze względu na grę aktorską. Weronika Peroń Historia, prawda, debata

Nomen Omen

25 stycznia miałem nieopisaną przyjemność reprezentować naszą szkołę na debacie w ramach Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przeciw Zespołowi Szkół Plastycznych. Pojedynek rozgrywał się wokół tezy: „Popularyzacja historii Polski przez kulturę masową szkodzi prawdzie historycznej”. My  jako drużyna opozycji, udowadnialiśmy, że jednak nie szkodzi! I ten punkt widzenia wraz z argumentami, które pomogły nam przygotować panie Anna Lipińska i Paula Pilarska, umożliwił nam zwyciężenie pojedynku. Pora więc na refleksje po debacie. Patrząc na samą tezę za pierwszym razem, człowiek pomyśli: „No oczywiście, że szkodzi, przecież tyle zakłamań, tyle polityki, tyle problemów, kiedy wspomina się

Nomen Omen

np. powstanie warszawskie”. Zagłębiając się dalej w poszczególne słowa, składające się na tezę, można odkryć, że prawdzie historycznej, w zależności od definicji, albo nie da się zaszkodzić albo nie da się jej zmienić. W tym wypadku, opozycja od razu wróciłaby z tarczą z tego pojedynku, ale ale! My chcieliśmy być fair i poczyniliśmy pewne założenia, żeby debata była debatowalna. Samo starcie sędziowane było przez znakomitą Lożę Mędrców w składzie: Marcin Lewandowski, Jarosław Dzwierzyński, Jan Gargul, Andrzej Król i Magdalena Wajda. Marszałkiem debaty został jedyny w swoim rodzaju Adam Mytnik. Przy niezbyt licznie zgromadzonej i raczej stronniczej w stronę II LO publiczności, wszystkim występowało się dobrze. Mowy moich kolegów z drużyny wyszły jeszcze lepiej niż zakładano, a nasze argumenty trafiały w przeciwników jak strzały (na pewno nie Amora). Pojedynek został wygrany 517:414, co najprawdopodobniej oznacza, że II LO wchodzi prosto do półfinałów, które już niedługo. Serdecznie zachęcam do kibicowania naszej drużynie i zainteresowania się samą sprawą debat, jest ciekawie, warto! Michał Niedbała

Nomen Omen Nomen Omen Mamy to! II LO wygrało swoją grupę eliminacyjną w Turnieju Debat Historycznych IPNu w Krakowie i awansowało do półfinału, który odbędzie się juz 5 marca. Trzymajcie kciuki! Drużyna wystąpiła w składzie: Kinga Włudyka, Maciej Łabędź, Izabela Kołakowska i Aleksandra Wadoń. I runda: II LO Tarnów - IV LO Tarnów - 1:2 Polska nie wykorzystała zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej II runda: III LO Kraków - II LO Tarnów 1:2 Po pierwszych wyborach w III RP, Solidarność powinna całkowicie zaprzestać działalności politycznej. III runda: IV LO Olkusz - II LO Tarnów 0:3 Koncepcja Piłsudskiego oparcia się na Austro Węgrzech, dawała Polsce większe szanse wybicia się na niepodległość niż oparcie się na państwach Ententy.

Trochę poezji
"seks w wielkim mieście"
Nomen Omen

Energia, betonowy bruk, światła- zero fleszy, po prostu światła. Wszystkie kolory tęczy zamknięte w jednym, małym, cholernym kwadraciku. Świecą. Są głośno. Słyszę je nawet teraz, kiedy stąd uciekam do Ciebie. Nie stracę kształtu na rzecz świateł. Liczyłam na więcej. Izabela Kołakowska Jerzy Braun. Nie tylko harcerz.

Nomen Omen

Postać Jerzego Brauna znakomita większość ludzi utożsamia wyłącznie z popularną piosenką „Płonie ognisko i szumią knieje”. Sława utworu sprawiła, że w powszechnym przekonaniu jego autor funkcjonuje przede wszystkim jako działacz ruchu harcerskiego. W rzeczywistości jednak przygoda z harcerstwem stanowi tylko stosunkowo krótki epizod z jego życia; dojrzała twórczość i publicystyka, a także działalność społeczna i polityczna Jerzego Brauna związana jest przede wszystkim z problematyką polskiego bytu narodowego, szczególnie w ujęciu filozofii polskiego romantyzmu. Warto pokusić się więc o krótkie zarysowanie sylwetki jednego z najwybitniejszych absolwentów II LO w Tarnowie przez

Nomen Omen

pryzmat jego „nieharcerskiego” dorobku. Już jako 15 – latek Jerzy Braun przejawiał niezwykły talent literacki. Inspirowany atmosferą I wojny światowej i niepokojącymi wieściami o natarciach w Karpatach napisał wiersz „I szli w Karpaty”. Twórczości poetyckiej oddał się jednak już po wojnie polsko – bolszewickiej, udzielając się w kołach literackich Krakowa, takich jak „Helion” czy „Literat”. W Krakowie wydawał również „Gazetę literacką”, skupiając wokół niej wielu młodych pisarzy. Za początek w pełni dojrzałej działalności artystycznej uznaje się jednak zetknięcie się poety z filozofią Józefa Marii Hoene – Wrońskiego. To idea mesjanizmu wprowadzona przez tego XIX – wiecznego filozofa miała największy wpływ nie tylko na twórczość, ale również na społeczną działalność Brauna. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że mesjanizm w swoim pierwotnym założeniu Wrońskiego zdecydowanie różnił się od mickiewiczowskiej koncepcji Polski jako „Chrystusa narodów”. Rolę „mesjasza”, który poprowadziłby ludzkość do szczęśliwości miała bowiem pełnić filozofia. Zgodnie z założeniami programowymi myśli Wrońskiego, Braun poświęcił się w pełni idei, w którą wierzył. Trybuną dla jej propagowania uczynił redagowany przez siebie dwutygodnik „Zet”. Obok mesjanizmu prezentowano w czasopiśmie dorobek intelektualny Wielkiej Emigracji, zwłaszcza racjonalistyczne jego odłamy – drukowano więc chociażby prace mało znanych dziś Augusta Cieszkowskiego czy Bogusława Trętowskiego. Na łamach „Zet” publikowało również wielu znanych artystów, w tym poeta Józef Czechowicz czy pisarz i eseista Stefan Kisielewski. Niezwykle prężną działalność publicystyczną Jerzego Brauna przerwał wybuch II wojny światowej. Wziął on czynny udział w obronie stolicy, a poszukiwany przez oddziały gestapo udał się do Krosna, gdzie wstąpił do zgrupowania podziemnego „Nowa Polska”. W 1940 roku powrócił do Warszawy, gdzie został wybrany na prezesa katolickiej organizacji konspiracyjnej „Unia” – tej samej, do której należał Karol Wojtyła. W okresie okupacji hitlerowskiej dużą wagę przywiązywał do organizowania stałych imprez kulturalnych, tzw. „Salonów Unijnych”, podczas których dbano o kultywowanie polskich tradycji narodowych. Angażował się również w działalność polityczną, również tuż po zakończeniu wojny – pełnił między innymi funkcję ostatniego Delegata Rządu RP na

Nomen Omen

kraj. W 1945 roku Jerzy Braun został aresztowany, zwolniono go jednak szybko dzięki interwencji kolegów pisarzy i publicystów; rozpoczął wtedy studia filozoficzne na KUL. W 1948, mimo aktywnej działalności konspiracyjnej, został ponownie aresztowany i skazany na podstawie artykułu „dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną”. Został zwolniony i zrehabilitowany dopiero w 1958 roku, powracając od razu do działalności publicystycznej, społecznej i literackiej. Wydał między innymi retrospektywny tom poezji „Patos przemijania”, oraz szereg rozpraw na tematy filozoficzno - religijne. Ostatnie 10 lat życia spędził w Rzymie; brał udział w kongresach filozoficznych i teologicznych, prowadził również liczne odczyty na temat kultury polskiej i jej wpływu na kulturę europejską; w czasie Soboru Watykańskiego II  wygłaszał liczne prelekcje w Radiu Watykańskim, współpracował też z „L’Osservatore Romano”. O tym, jak bardzo wpływową był osobą, świadczy fakt, że dwukrotnie uzyskał osobistą audiencję u papieża Pawła VI  przyczyniając się bezpośrednio do uznania filozofii Józefa Hoene – Wrońskiego za zgodną z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Jerzy Braun zmarł nagle w Rzymie, na kilka godzin przed wygłoszeniem referatu. Na koniec warto by może wspomnieć niezwykłe wydarzenie, które miało miejsce podczas uroczystości pogrzebowych na rzymskim cmentarzu – nad mogiłą zmarłego zaintonowano pieśń „Płonie ognisko i szumią knieje”, z którą miał być już zawsze kojarzony. Marcin Kawa, Gerard Wójtowicz …każdy z nas zwycięża ten świat…
Każdego dnia budzimy się z rana, idziemy do szkoły czy pracy, spotykamy ludzi – bliskich przyjaciół i przemijających nieznajomych, wykonujemy należycie obowiązki i na koniec oddajemy się snom.
Nomen Omen

Rutyna nie boli, jeśli czasem wplecie się do niej coś nowego i tego właśnie spróbował jedenastoletni Auggie Pullman, główny bohater filmu „Cudowny chłopak” z ang. „Wonder”. Kompletnie nieznający fabuły człowiek mógłby i zapewne by spytał: To tyle? Tytułowy chłopak jest cudowny, bo postanowił, że pójdzie do szkoły i pozna rówieśników? Każdy może to zrobić… Fakt, stwierdzenie to jest na pewno logiczne, jednak wszystko diametralnie się zmienia w oczach tak zwanych zwykłych ludzi, gdy pada następne pytanie: „A czy zrobiłbyś to i ty  mając od urodzenia zdeformowaną twarz i niskie poczucie wartości?” Bo ten chłopiec odważył się, walcząc z nieustannymi trudnościami i szukając akceptacji ze strony okrutnych i bezwzględnych rówieśników… Auggie Pullman urodził się z poważną wadą genetyczną, która zdeformowała i oszpeciła całą jego twarz. Szpitale stały się drugim domem chłopca, a operacje szansą na normalne widzenie czy słyszenie, chociaż pomimo wielu blizn zewnętrznych, bohater zapewnia, że jest normalnym jedenastolatkiem; gra w gry komputerowe, ogląda filmy, uczy się fizyki, spełnia

Nomen Omen

marzenia… Główny bohater jednak szybko uświadamia sobie, że niełatwo jest odnaleźć się w świecie uczniów, którzy oceniając po wyglądzie, wyrabiają sobie już ostateczne zdanie. Wiele przykrych sytuacji i słów wytwarza u Auggie’go chęć pokazania wszystkim wokół, że liczy się to  co jest w środku oraz że „Wszyscy jesteśmy wyjątkowi” Zarówno reżyser, jak i autorka książki, na której podstawie powstał „Cudowny chłopak”, poruszają trudne tematy akceptacji i tolerancji, których definitywnie brakuje na tym świecie. Robią to jednak w sposób ciekawy i zachęcający za pomocą balansowania pomiędzy śmiesznymi i wzruszającymi momentami. Sceny zróżnicowane ze względu na perspektywy różnych postaci mają pokazać, że każdy z nas styka się z problemami większymi i mniejszymi, a jedną z najważniejszych wartości jest umiejętność dostrzegania prawdziwego człowieka za maską, jaką jest ludzka twarz. Pomimo lekkiej przewidywalności i „cukierkowych” scen, film jest godny polecenia i wart obejrzenia, ponieważ niepozorny jedenastolatek niejednemu pomoże odkryć definicję dobroci oraz nauczy, że „Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat.” Aleksandra Mierzwa Tradycyjnie zachęcamy do współpracy redakcyjnej!
Spis treści
Nomen Omen

W. Szymańska - Rosół - czyli kilka słów o Marii Peszek - s.2 M. Praga, Trauma, która prowadzi do szaleństwa (recenzja filmu Gniew) - s. 4 P. Ciapała, 11.09.2001 - (un)real story - s. 7 E. Kopeć, Są książki na chwilę i na każdą chwilę cz. I - s.10 W. Peroń, 10 filmów, które warto obejrzeć - s. 14 M. Niedbała, Historia, prawda, debata - s. 18 Fotorelacja z Turnieju Debat Historycznych IPNu w Krakowie - s. 20 I. Kołakowska w cyklu Trochę poezji, Seks w wielkim mieście - s. 22 M. Kawa, G. Wójtowicz, Jerzy Braun, nie tylko harcerz - s.23 A. Mierzwa, ...każdy z nas zwycięża te świat (recenzja filmu Cudowny chłopak) - s.26