Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Spis treści
W ciągu całego życia człowiek nie tyle jest, ile stwarza siebie.
- Fiodor Dostojewski
Spis treści
Wstęp
W numerze.....................3
Od redakcji.....................3
Wspomnienia
Wrześniowy....................4
Wakacje kochani..........5-6
Stawiam na wieś..........7-8
Muzyczne wakacje......9-11
Moja starość.............12-13
Eroyk dla następcy........14
Felieton....................15-16
Inne
Nieme spotkanie............17
Portret.....................18-19
M. Olszańska............20-23
Współczesny człowiek....24
Sport............................25
Stopka redakcyjna.........26
Wrześniowy Erotyk dla następcy Stawiam na wieś... (P)odchody absolwenta Moja starość Portret... Od redakcji
W numerze W numerze
"[...] skrzydłami żegna wspomnienie lata." "Twój cień w jej oczach
to mój cień
jej głos pełen niepokoju" "Dom wielkości dwóch pokojów w bloku, bez łazienki, bez ciepłej wody. " "[...] dorosłość i nowe życie wcale nie smakują tak słodko." "Nigdy nie bałam się przeżycia oczami wyobraźni jednego dnia jako starszej pani. " "[...] to powieść, w której byłbym głównym bohaterem, byłaby klapą." Wakacje, wakacje i już po wakacjach... Najwyższa pora wrócić do szarej rzeczywistości, jaką jest szkoła. Szarą, ale czy nudną? :)
Dziennikarze Expressio, przebudzeni z pięknego snu, jakim był błogi czas wakacji, gorliwie zabierają się do pracy. Aby zatrzymać chwile, tak ulotne i lekkie, przelali swoje wspomnienia na papier i z utęsknieniem dzielą się nimi z Wami, w nowym numerze Expressio.
Pozostało nam tylko życzyć Wam przyjemnej lektury!
Wrześniowy
Poezja ~ Bezsenny
Siedzę wśród liści, oparty o kamień.
Na każdym z nich widać jakieś znamię.
Ten już nie kocha,
Ten - nienawidzi.
Żółty się śmieje, a uschły - szydzi.
Tylko zielony się do mnie uśmiecha.
Tak. Chce mnie dotknąć!
Lecz nagle...ucieka.
Wrześniowy zefir - tornado dla serca.
Ni to powoli, lecz wszystko uśmierca.
I ptak co na niebie samotnie lata,
skrzydłami żegna wspomnienie lata.
Wspomnienia z wakacji
„Wakacje kochani,
bez spiny – luźno, zacieszajcie z nami zanim będzie za późno!”
Nie od dziś wiadomo, jak wyniosłym słowem są wakacje. W tym roku jednak miałam okazję przekonać się, że wymarzony wypoczynek wcale nie musi oznaczać luksusowych wczasów, a do dobrej zabawy nie raz wystarczy trochę błota i siedemset tysięcy ludzi wokoło – jak miało to miejsce w przypadku Woodstocku; czy też słońce i rozbrzmiewający ze wszystkich stron dobry rap, będące etykietą czeskiego Hip Hop Kempu.
Na oba festiwale czekałam dużo, dużo wcześniej, ale nie miałam pojęcia, że oba dostarczą mi tyle różnych wrażeń. Różnych – bo faktycznie nie sposób porównać do siebie tych dwu muzycznych świąt. Przez wielu pozornie nazywany „wylęgarnią starych, brudnych punków” kostrzyński Przystanek, choć w istocie z brudem wspólnego ma wiele, to bezsprzecznie zasługuje na miano raju na ziemi. Zapewniam, że nikt, kto wcześniej nie widział na oczy tego ogromnego pola namiotowego z setkami tysięcy namiotów i nie słyszał tego entuzjazmu setek tysięcy ludzi zgromadzonych pod główną sceną, nie jest w stanie wyobrazić sobie panującej tam atmosfery. Przez te kilka sierpniowych dni naprawdę można zapomnieć o wyglądzie i zaniżyć dotychczas obraną skalę higieny, bo na tą właśnie chwilę są wartości o wiele cenniejsze. „Pokój, miłość i muzyka” kochani, to liczy się najbardziej!
Wspomnienia z wakacji
Zauroczona tym miejscem, jeszcze na długo po powrocie znad Odry żyłam pulsem wytwarzanym przez Woodstock i szczerze zastanawiałam się, czy może być drugi tak niesamowity festiwal. Żeby znaleźć odpowiedź antagonistyczną do tej, jaką początkowo uznawałam za jedynie prawdziwą („jasne, że nie!”) wcale nie musiałam długo czekać. Wajb, jaki dał mi Hip Hop Kemp wbił mnie w ziemię podwójnie. I to nie dlatego, że było mniej tłocznie, a co za tym idzie – czyściej. To wszystko dlatego, że całe dwadzieścia pięć tysięcy serc biło w jednym i tym samym rytmie. Każdy miłośnik hip-hopu mógł zagrać w trzydniowej bajce (tak, to zdecydowanie była bajka) rozgrywanej na terenie lotniska w czeskim Hradec Kralove, bowiem każdy był małą cząstką jednego wielkiego organizmu, jakim był festiwal. Mogłabym wiecznie iść tym pasem startowym, mijając wszystkie rozłożone wzdłuż niego namioty z winylami i ciuchami oraz mrużąc oczy do przygrzewającego słońca, słuchać rozbrzmiewających z głośników dobrych rapowych tracków; a wieczorami bawić się pod live stagem. Definitywnie – nie ma nic piękniejszego.
Choć wiele osób powtarza, że w przypadku obu festiwali muzyka jest tylko dodatkiem, nie można zapomnieć, że jest też tego wszystkiego źródłem. Wszyscy ci, którzy żyją muzyką, czy też odwiedzili Kostrzyn lub malownicze Hradec, pewnie wiedzą, o co chodzi. Nieważne, czy mowa o kolażu woodstockowych stylów, czy o dziesiątkach tysięcy uniesionych rąk w górze – każdy z festiwali ma w sobie „to coś”, co warto zobaczyć, poznać i pokochać.
Ja podczas tych wakacji zakochałam się dwa razy.
~ marws
Stawiam na wieś,
czyli moje wspomnienia z wakacji!
Wspomnienia z wakacji "Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?"
- Jan Kochanowski
Niespełna pięćset lat temu królowie mieli swoje domki na wsi. Och! To były pałacyki, a nie domy. Przyjeżdżając tam latem z dziećmi, pokazywali im swojskie życie lub rozpieszczali jeszcze bardziej niż w ojczystym zamku. W tym roku postanowiłam jechać na wieś do rodziny – inspirując się „pałacem letniskowym” Marii Antoniny. Jednak dom na zamojskiej wsi znacznie różnił się od wygórowanych wymagań francuskiej królowej...
Po dziewięciu godzinach nużącej (i śmierdzącej!) jazdy polską koleją państwową dojechałam do Zamościa, aczkolwiek nie był to cel mojej podróży. Na dworcu kolejowym czekała na mnie kuzynka, z którą pojechałam do miejscowości oddalonej o jakieś dwadzieścia kilometrów. Morze bloków zniknęło daleko za horyzontem, pojawiły się dywany pól uprawnych. Po pół godziny dojechałyśmy do malutkiego domku na końcu wsi, która nosi nazwę Staw Noakowski. Warto wspomnieć, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów znajdują się miejscowości takie jak Nielisz, Gruszka Duża, Nawóz, Średnie Duże, Staw Ujazdowski oraz Staw NoakowskiKolonia.
Nie spodziewałam się pałacu, ale to, jak mieszka moja rodzina, zraziłoby niejedną warszawiankę. Dom wielkości dwóch pokojów w bloku, bez łazienki, bez ciepłej wody. Czy to jednak oznacza, że tam żyje się gorzej? Nie! Trzeba się po prostu przyzwyczaić, co wcale nie jest takie trudne. Co prawda, przez pierwsze kilka dni mycie w misce jest nieco uciążliwe i niewygodne, ale potem jest już prawie przyjemnością. Gorzej jest jednak z wychodkiem, który znajduje się jakieś dziesięć metrów od domu – z górki. Idąc w nocy „za potrzebą”, można się poślizgnąć na trawie (zwłaszcza podczas i po deszczu), a potem zrobić - fachowo mówiąc - przewrót w przód.
Tereny zamojskie słyną z wyrobu tytoniu. Tak między Bogiem a prawdą, śląscy rolnicy mają bardzo lekką
Wspomnienia z wakacji
pracę w przeciwieństwie do rodzin, które żyją tylko z uprawy tytoniu. Dlaczego? Najpierw trzeba - jak to mówią tamtejsi rolnicy - „iść w pole”, czyli krótko mówiąc, zrywać tytoń, potem trzeba go przywieść, nawlekać i suszyć w odpowiedniej suszarce (i odpowiedniej temperaturze). Na samym końcu trzeba ów tytoń wyjąć z suszarki, ale tego, co dalej się z nim robi, nie dowiedziałam się nigdy... To na pewno tajemnica zamojskich rolników!
Ale cóż powiedzieć o samym społeczeństwie tej małej wsi, jaką jest Staw Noakowski? Powiem tak: roboty majo tam dużo. Usposbienia so łagodnego. Jeden drugiemu pomaga, łoni nie znajo nienawiści, a nawet jak sie nie lubio, to sobie dobrze życzo. Tak właśnie mówi się na wschodzie Polski. Zaciąganie, zaciągnie, zaciągnie, ale przez to ci ludzie wydają się jeszcze bardziej sympatyczni.
Podsumuję krótko: stawiam na wieś! Inne życie, inna mentalność ludzi, inne – dosłownie – wszystko. Każdemu, kto chce odpocząć od gwaru miejskiego życia, polecam udać się na wieś!
Muzyczne wspomnienie wakacji
Ogniska już dogasa blask, szum lasu coraz cichszy, ostatnie krople słonej wody wyschły, czyli innymi słowy, KONIEC WAKACJI! Te słowa pobrzmiewają w naszych uszach z podwójną grozą.
Wspomnienia z wakacji
Mówiąc „naszych”, mam na myśli uczniów, którzy po wakacyjnym, błogim lenistwie, które przeminęło z niewiarygodną prędkością, muszą się otrząsnąć, poklepać kilka razy po twarzy i zaakceptować fakt, że najwyższy czas wrócić do szarej rzeczywistości - szkoły.
Te wszystkie słowa są niezwykle dołujące, wiem. Sama jestem jedną z Was. Czeka nas trudny rok, dla niektórych nawet trudniejszy. Dlatego pomóżmy samym sobie, abyśmy mogli przetrwać ten rok. Jak to zrobić? Prosty sposób.
Przypomnij sobie wszystkie miejsca, w których byłeś w czasie tych wakacji. Morze, góry, jeziora, wieś, metropolia... Każdy jeden mały zakątek, który udało Ci się odwiedzić, zobaczyć, poznać, sfotografować, namalować, opisać lub po prostu zapamiętać. Te wszystkie miejsca wiążą się z jakąś historią, prawda? Z jaką? Przypomnijmy sobie wszystkie przygody, które nas spotkały w ten wakacyjny czas. Te wesołe i smutne, stresujące, denerwujące, śmieszne, wzruszające, romantyczne, ekscytujące, zatrważające, pełne śmiechu, tańca i zabawy.
A teraz przypomnij sobie ludzi. Każdego jednego człowieka, który miał jakikolwiek wpływ na każdą sekundę tych wakacji, na Twoje życie, zmienił Twoje poglądy, pokazał Ci, jak postrzegać „inaczej”. Przypomnijmy sobie tych, którzy nas rozbawili, wystraszyli, wzruszyli, zdenerwowali, pomogli. Tych, przez których płakaliśmy jak małe dzieci i tych, którzy wywoływali na naszych twarzach najszczersze uśmiechy. Wszystkich tych ludzi, których poznaliśmy ten jeden raz i może już nigdy więcej ich nie zobaczymy.
Każdy z nas ma takie historie, przeżył różne przygody, był w ciekawych miejscach, poznał wielu nowych, wspaniałych ludzi. Z każdym elementem minionych wakacji wiąże się coś, co jest od nas nieodłączne. Coś, co towarzyszy nam cały czas i powoduje, że dzięki temu wspomnienia powracają. Tak, takie magiczne działanie ma właśnie muzyka.
Każdemu z nas te wakacje przypomną się podczas słuchania rozmaitych piosenek. Takich, które dały nam do myślenia, pomogły się podnieść i iść dalej, rozbawiły nas i wzbudziły milion
Wspomnienia z wakacji
innych emocji. Gdyby skomponować playlistę, która zawierałaby wszystkie utwory poznane i zapamiętane przez nas podczs tego lata, obawiam się, że miałaby ona minimum kilka tysięcy pozycji.
Nie stworzę takiej playlisty. Nie utworzę też takiej, która mogłaby być moją osobistą składanką tych wakacji. Ale zamiast tego, utworzę listę „11 utworów, które na pewno usłyszałeś/łaś podczas wakacji 2011”. Jeśli ani razu nie usłyszeliście żadnego z tych kawałków, to poważnie zastanówcie się, czy tegoroczne wakacje spędzaliście na naszej planecie.
ZACZYNAMY!
Miejsce jedenaste, przez niektórych uważane za profanację słynnej i nieśmiertelnej ”Lambady”, a przez innych za beznadziejną próbę odświeżenia słynnego hitu.
Jennifer Lopez feat. Pitbull „On the floor”
Miejsce dziesiąte to szturmujący polskie dyskoteki, angielsko – hiszpański kawałek.
Sak Noel „Loca people”
Na miejscu dziewiątym prezentuję królową płonących bioder, która co rok pozwala nam poczuć się jak na brazylijskim karnawale w Rio de Janeiro.
Shakira feat Pitbull „Rabiosa”
Miejsce ósme jest zarezerwowane dla ekscentrycznej, szokującej, zwariowanej i kontrowersyjnej artystki, która zawsze zaskakuje nas swoimi klipami. Jednakże wydając teledysk do tego utworu, zaszokowała… nudą.
Lady GaGa „Edge of the Glory”
Jeśli dobrze się wsłuchaliście w ten kawałek, na pewno usłyszeliście polski akcent! Jaki? Przypomnijcie sobie...
Na miejscu siódmym:
Rihanna „Man down”
Pora na nasz ojczysty hit tego lata, najbardziej pasujący do wakacji spędzanych na piaszczystej plaży.
Zakopower „Pójdę boso”
Pierwsza piątkę otwieramy kolejnym polskim, nadmorskim przebojem. Czy Ty też budowałeś swój dom na piasku?
Sylwia Grzeszczak „Małe rzeczy”
Na miejscu czwartym kolejny zbiorowy kawałek, który zawładnął nie tylko polskimi, ale również koreańskimi i hiszpańskimi klubami.
NeYo feat. Pitbull, Afrojack & Nayer “Give me tonight”
Wspomnienia z wakacji
Wielką trójkę otwiera amerykański raper, który nawołuje nas do zrobienia swetra.
Snop Dogg feat. Dawid Getta „Sweat”
Na miejscu drugim, niegdyś słodka, kalifornijska dziewczyna, teraz szalona nastolatka, która nie pamięta zeszłej nocy.
Katy Perry „Last Friday night”
Najwyższy czas na miejsce pierwsze! Jeśli w te wakacje ani razu nie nawoływałeś wszystkich, do „szafylynowania”, to zastanów się, czy na pewno minione lato spędziłeś na naszej planecie. NAJWIĘKSZYM, NIEZAPOMNIANYM HITEM WAKACYJNYM 2011 ZOSTAJE…
LMFAO feat. Lauren Bennett & Goon Rock „Party Rock Anthem”
I to już koniec mojej listy. Może nie spełniła oczekiwań zatwardziałych metali ani fanów muzyki klasycznej, ale te wakacje, które pozostawiłam już za sobą, od razu mi się przypomną, kiedy tylko usłyszę któryś z tych utworów. Pełna optymizmu i naładowana energią życzę powodzenia w tym roku szkolnym. Oby minął tak szybko jak te wakacje.
Moja starość
"Wakacje. Czas kolekcjonowania obrazów, które wypełnią vacaty. Trzeba je utrwalać, przywoływać doświetlać.
Przydadzą się na coraz bardziej nieruchawą starość."
- Halina Bortnowska
Wspomnienia z wakacji
Pamiętam te upalne, lipcowe popołudnia, gdy siedziałam na parapecie w moim pokoju i czytałam książki o Indianach. Wolnych Indianach. Dzisiaj tego nie robię, odgłosy i gwar z niegdyś spokojnej ulicy nie pozwalają skupić się na lekturze, a spaliny samochodów przysłaniają zapach kwiatów i ziół z mojego ogrodu. Czy za czterdzieści lat, gdy będę starszą, siwą panią i spojrzę za okno, zobaczę te parę drzew, które są tutaj dłużej niż ja jestem na świecie?
Nigdy nie bałam się przeżycia oczami wyobraźni jednego dnia jako starszej pani. Starość mnie nie przeraża. Nie pogniewam się na siebie, jak nie będę w stanie pójść do sklepu bez laski, nie zmartwią mnie też zmarszczki i ewentualne problemy z pamięcią. Nie moim zamierzeniem jest wyglądać wiecznie młodo i dlatego nie potrafię zrozumieć tych zdesperowanych kobiet, które namiętnie oszczędzają na zabiegi odmładzające. Co dają im zabiegi z botoksu? Korekty podbródka, kości policzkowych? W ten sposób nie oszukają starości, a przecież dwoje ludzi patrzących na to samo może widzieć coś zupełnie różnego. Nawet, jeśli te kobiety, zerkając w lustro, widzą tylko zmarszczki, nie oznacza to, że ich kochankowie, mężowie widzą tylko to. Indianie, o których wspomniałam, przedstawiają świat dokładnie takim, jakim go widzą. Nie
Wspomnienia z wakacji
upiększają, nie rozumieją wręcz upiększeń. Pewnie, gdy odwiedzę za kilka lat Indian w Gwatemali, zapamiętają mnie jako blondynkę w okularach, żyjącą optymizmem. I tuńczykiem, do którego mam słabość.
Wybieram się między innymi do Gwatemali i Hondurasu, by tam znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Nikt, co prawda, nie powie mi jak, będzie wyglądać moja starość, może zadam to pytanie szamanowi? Jednakże nawet on nie będzie tego wiedzieć, bo przecież nasze życie jest niczym rzeka, ma mnóstwo dopływów i w każdy z nich możemy wpaść i popłynąć z prądem wydarzeń. Wszystko może się zmienić. Chciałabym za pięćdziesiąt lat być na emeryturze, mieć własną rodzinę i dom, jeździć na nartach… Ale najważniejsze, bym odnalazła się w tym nieznanym mi teraz świecie.
Ostatnio odniosłam wrażenie, że w starości przeraża nas… inność. Przecież za kilkadziesiąt lat będę całkowicie inną osobą. Będę, nie, ja już się zmieniam. Jak i każdy człowiek, ale z taką różnicą, że nie boję się żadnej inności. Może kiedyś doznam lęku przed starością, ale na pewno nie skorzystam z usług kosmetycznych zajmujących się odmładzaniem. Bo ja mogę być siwą blondynką w okularach, jedzącą tuńczyka w Hondurasie. Boję się tylko, że gdzieś po drodze zgubię moich przyjaciół.
"Mamy młode serce, tak długo jak długo potrafimy kochać ludzi i życzyć im szczerze tego wszystkiego czego im brakuje, a tak bardzo jest potrzebne."
— Phil Bosmans
~ J.
Poezja zapomniana
I
Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka
Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.
A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych wielkich rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem
Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry Erotyk dla następcy
II
Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce
I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasz imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią
to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej III
Twój cień w jej oczach
to mój cień
jej głos pełen niepokoju
to mój głos
gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj
na każde twoje słowo
zbyt ostre
na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj
I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej
~ Bohdan Urbankowski
(P)odchody absolwenta
Pierwszy września znów, po raz kolejny, przyszedł jak niechciany gość na dobrze zapowiadającą się imprezą. Wątpię, że znalazłaby się jakaś liczna grupa uczniów, która przyjęła rozpoczęcie roku z prawdziwym entuzjazmem.
Felieton
Jako student mogłem jedynie szczerzyć się do wszystkich odświętnie ubranych licealistów, którzy tego dnia powoli, powoli zmierzali w stronę szkoły. Mnie dzięki Bogu został jeszcze miesiąc. Jakby nie było, jest to dzień prawdziwie pechowy. Zaczyna się szkoła, a ponad siedemdziesiąt lat temu dodatkowo rozpoczęła się wojna. Strasznie paskudna data.
Jednak, gdy tak patrzyłem na tych wszystkich „skwaszonych” uczniów żałujących, że wakacje się skończyły, coś jakby we mnie drgnęło. Tak się zamyśliłem, że aż dostałem reprymendę od mojego szefa, który tego dnia od rana nadzorował, czy aby nie obijam się za bardzo przy rozkładaniu metalowych konstrukcji (błogosławieni ci, którzy nie muszą jeszcze pracować!). Pomyślałem sobie, że mimo wszystko wolałbym włożyć wyprasowany przez mamę garnitur, a nie brudny kombinezon roboczy i z kolegami zmierzać na rozpoczęcie roku, a nie na rozpoczęcie dziennej zmiany. Taki paradoks. Gdy człowiek chodzi do szkoły, czeka tylko, by ją skończyć, by zamknąć pewien etap i dumnie ogłosić światu, że jest się dorosłym i wykształconym. Tymczasem okazuje się, że gdy ten moment już nadchodzi, dorosłość i nowe życie wcale nie smakują tak słodko. Owszem, nikt już nie będzie skarżył się rodzicom z powodu zachowania, nikt już nie uderzy dziennikiem w stół, nikt już na siłę nie będzie starał się nauczyć nieprzydatnych rzeczy (no, to może niekoniecznie, tacy ludzie zawsze się znajdą :). Jednak nawet takie nieprzyjemne historie po pewnym czasie wspomina się z prawdziwym sentymentem.
Gdy tak zastanawiałem się, jakby było przyjemnie znów zapakować plecak i ruszyć do Miarki, wpadłem na genialny (jak mi się wówczas wydawało) pomysł. Postanowiłem następnego dnia wymigać się od ciężkiej „roboty”, ogolić się (o zgrozo!) i wmieszać się razem z kolegą w grupę pierwszoklasistów idących na pierwsze lekcje. Taka mała konspiracja. Chciałem znów poczuć ten klimat, a przy okazji odwiedzić wszystkich moich nauczycieli. Za niektórymi bardzo się stęskniłem, wspominając z rozżaleniem ich szalenie ciekawe lekcje na nudnych wykładach.
Tak więc następnego dnia ruszyłem do Miarki, upewniwszy się, że wyglądam jak jeden z „pierwszaków”. Jakież było moje zdziwienie, gdy wszedłem do środka. Spodziewałem się, że jak zwykle w Miarce przywita mnie cała masa bliższych lub dalszych znajomych, którym mógłbym pochwalić się moim chytrym planem. Wtedy dopiero przypomniałem sobie, jak długo już nie chodzę do szkoły. Dotarło do mnie, jak wielu bliskich mi ludzi zdążyło ukończyć w tym czasie liceum. Szybko jednak przegoniłem smętne rozważania i rozpocząłem wraz z moim wiernym kompanem poszukiwanie grup pierwszoklasistów. Tu dopiero pojawiły się schody. Wszystkie mijane przez nas uśmiechnięte twarze, naprawdę wszystkie, wydawały nam się tak bardzo młode. Każdy napotkany uczeń zdawał się być pierwszoklasistą. Niestety to
Felieton
nie uczniowie byli za młodzi,
lecz to my byliśmy zdecydowanie za starzy :) Gdy w końcu odnaleźliśmy upragnioną pierwszą klasę, uznaliśmy jednomyślnie, że cały nasz plan niestety „wziął w łeb”. Od razu zrozumieliśmy, że w niczym już nie przypominamy energicznych, zbuntowanych licealistów, dla których wszystko jest nowe, wszystko jest możliwe i jeszcze nieukształtowane. My przyszliśmy tu zaciągnięci przez sentyment, oni przez obowiązek, my czujemy się tu jak „starzy wyjadacze”, oni jak nieśmiali odkrywcy. Nawet nie wspominam już, że byliśmy wyżsi od nich o głowę, a dodatkowo wyróżniały nas pieczołowicie kształtowane w czasie studiów „mięśnie piwne”, których licealiści - dzięki Bogu - jeszcze nie posiadają. Krótko mówiąc: mijający czas nieodwracalnie zmienił nas z licealistów w okropnych, leniwych studentów.
Niestety tak to już jest, że człowiek nigdy nie docenia tego, co posiada i zawsze tęskni za tym, co miał, a nagle utracił. Ale dosyć już tych sentymentalnych, patetycznych „smętów”. Życzę wam drodzy „miarkowicze”, żebyście po bardziej lub mniej upragnionym ukończeniu szkoły wspominali ją tak dobrze jak ja.. Dobrze jest pozostać licealistą nawet po ukończeniu liceum. Wtedy człowiek ma pewność, że nigdy nie będzie zgadzał się na kruche, banalne kompromisy i że nigdy nie będzie akceptował głupot wygadywanych przez różnych megalomanów. Korzystajcie z uroków liceum, póki jeszcze możecie. Z pewnością za parę lat tak jak ja obudzicie się po krótkiej drzemce na sali wykładowej i zapytacie siebie samych :„co ja tu robię, do cholery?!”
~ shul
Nieme spotkanie
Poezja
Ujrzałam Cię, zobaczyłam!
Bez żadnej zmiany.
Jesteś nadal tak brzydki
Jak dotąd byłeś.
Pochłaniam teraz dużo słodyczy,
bo brakuje mi jej w życiu.
I nadal nie wiem, co ja
chcę widzieć w Tobie…
Serce mocniej zabiło,
Kiedy Twa sylwetka
ze stoickim spokojem
Poruszała się przed Bogiem.
Powiadają: nieszczęśliwa miłość.
Nie mogę im zaprzeczyć
Więc w wierszu zanurzam swoje smutki
By potem przyćmiła je radość.
~ Biały Kruk
Poezja Poezja
Portret...
Gdybym był piosenką, to na pewno chciałbym,
by była to ballada romantyczna.
Gdybym był książką, na pewno
nie dałoby się mnie odczytać.
Gdybym był instrumentem,
na pewno grałbym muzykę serca.
Gdybym był filmem, to na pewno nie biograficznym.
Gdybym był krajem,
to nikt nie chciałby do mnie przyjeżdżać.
Gdybym miał być owocem, to kwaśnym jak cytryna.
Gdybym był porą roku, to na pewno chłodną jak zima.
Gdybym był wadą, to tą najgorszą.
Gdybym był zaletą, to tą najlepszą.
Gdybym był bronią, to z zacinającym się spustem.
Gdybym był bitwą, to tą przegraną.
Przymiotnik? Nudny i prosty.
Gdybym był metalem, to podatnym na rdzę.
Gdybym był postacią z bajki, to na pewno postacią epizodyczną.
Gdybym był postacią literacką, to powieść,
w której byłbym głównym bohaterem, byłaby klapą.
Gdybym był dźwiękiem,
to zagranym prosto z serca.
~ Bezsenny
Gdziekolwiek będziesz – świat jest nieskończenie piękny…
Skrzypaczka lekko poruszająca się na przestrzeni znaków, symboli, mitów, archetypów siedzących w ludzkiej świadomości i… podświadomości. Krótko mówiąc – najmłodsza córka dorosłego świata baśni.
Michalina Olszańska
Niedawno natknęłam się na wywiad Katarzyny Suś na łamach portalu literatura.gildia.pl, z – dzisiaj - 19-letnią Michaliną Olszańską - utalentowaną skrzypaczką, uczennicą elitarnej Szkoły Muzycznej w Warszawie. Dziewczyna niedawno wystąpiła jako solistka w Filharmonii Berlińskiej, gdzie przed dwutysięczną publicznością wykonała Introdukcję i Rondo capriccioso C. Saint Saens’a z towarzyszeniem tamtejszej orkiestry symfonicznej pod batutą Renchanga Fu. Michalina Olszańska pisze i komponuje piosenki, które również sama wykonuje. Pomimo swojego młodego wieku, napisała osiem książek, z których do tej pory wydała jedną, mając zaledwie 15 lat – „Dziecko Gwiazd Atlantydę”.
Jej pierwszą książką, a właściwie książeczką, jest baśń pozornie przeznaczona dla dzieci: w roli głównej z Gwiazdką i św. Mikołajem oraz elfami w tle. Była to introdukcja do wszystkiego, co wydarzyło się nieco później. Jesienią 2006 r, młoda pisarka skończyła pracę nad swoim kolejnym dziełem. Tym razem była to książka pt. „Marta i Królowa Czajników” dedykowana przyjaciółce autorki, Marthy Gantner, pierwowzorowi głównej bohaterki.
O Michalinie Olszańskiej zrobiło się głośno, kiedy jej prawie 500 – stronicowa powieść „Dziecko Gwiazd Atlantyda” zostało wydane w 2009 r. przez Wydawnictwo Albatros (wtedy to, młoda artystka została zaproszona m.in. do „Wielkiego wywiadu” Marcina Prokopa w Radio Zet).
Akcja powieści toczy się na wyspie, w mitycznym królestwie Atlantydy. Jej bohaterką jest szesnastoletnia księżniczka
Michalina Olszańska
Meihna – wyobcowana, wychowana z dala od normalnego życia, arystokratka. Zgodnie z pradawną przepowiednią, wyspę czeka nieuchronna zagłada. Z tym losem nie chce pogodzić się główna bohaterka, tocząc karkołomną bitwę z przeznaczeniem.
Przy pisaniu „Dziecko Gwiazd Atlantyda”, narodziła się również muzyczna córka książki, pt. „Kołysanka dla Atlantydy”. Pieśń została wydana w czterech wersjach językowych: angielskiej, francuskiej, niemieckiej oraz rosyjskiej.
„ […] Skąd wzięło się to „ Dziecko Gwiazd Atlantyda”?
Rękopis powstał, gdy dziewczyna miała lat piętnaście!
Tajemnicza baśniobajarka jest utalentowaną skrzypaczką,
co w pewnym może stopniu wyjaśnia fenomen stworzenia
przez tak młodą osobę dzieła, które trzyma rytm
od pierwszego słowa aż do nieoczekiwanej cody.
Czyta się tę książkę jednym tchem. Śledząc niezwykłe
losy bohaterów pozostajemy stale w zasięgu czystego
źródła/…/
Ta powieść prowadzi czytelnika do złotych wrót,
za którymi czeka nowy Czas. Zdobyć go można tylko
w jeden sposób – wracając do groty początku.
Trzymam w ręku skarb…”
- fragment recenzji ksiązki Michaliny „Dziecko Gwiazd Atlantyda”, autorstwa Marii Doroty Pieńkowskiej, kustosza Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie.
Kim jest młoda pisarka prywatnie? Mieszka w Warszawie w szafie z książkami, ale za to wysoko, z widokiem na niebo, w dziupli po prostu… Tam, gdzie kończy się niebo, zaczynają się książki i… koty… niebieskie.
Młoda literatka oprócz kotów, „hoduje” też książki i jak to bywa w hodowli – „same się rozmnażają”. Nie można sprecyzować czasu rozpoczęcia jej przygody ze słowem, bo trwa ona od… zawsze. Michalinę w świat literacki wdrażały po prostu książki. Począwszy od literatury dziecięcej – baśni, klechd, legend, aż po księgi mitów z czterech stron świata.
Pisać zaczęła w chwili, kiedy nauczyła się składać literki. Wtedy to, odkryła, że jest to coś, co czyni ją byciem szczęśliwą. Tworzenie nie tylko stało się jej hobby, ale również powietrzem. Postanowiła być zdyscyplinowana w swojej pasji i przez pewien czas wstawała co dzień o godz. 4 rano, aby pisać. Dzisiaj jednak odrzuciła ten system i pisze wszędzie. Nauczyła się skupienia nad myślami nawet w hałasie. Stara się znaleźć czas na to w różnorodnych miejscach – na ławce w parku, w pociągu czy też w szkolnym korytarzu, aby nie marnować czasu, ponieważ „Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie do głowy ta jedna, ważna myśl.
A myśli są ulotne, trzeba szybko je łapać…”.
Jej mottem są słowa Stevena Kinga – powinno się czytać cztery godziny dziennie i pisać cztery godziny dziennie. Zapewne drugim powodem jej niesamowitego zasobu słownictwa jest fakt, iż literatka jest jedynaczką, która zawsze dużo czasu przebywała z dorosłymi. W ten sposób, już jako mała dziewczynka nasiąkła ich
Michalina Olszańska Michalina Olszańska
językiem. Ponadto – jak sama artystka mówi – uwielbia słowa. Praca nad treścią jest wariacją. To jest malowanie – im więcej farb ma się do dyspozycji, tym lepiej.
Poza literacką karierą, można powiedzieć, że Michalina Olszańska ma też za sobą epizod z tzw. modelingiem. Mając 15 lat dostała propozycję pracy jako fotomodelka w USA. Jednakże rodzice nie wyrazili zgody na wyjazd z kraju swojej córki. Dziewczyna w tym samym roku wygrała casting i zagrała w reklamie czekolady renomowanej firmy. Jej medialność wizualna sprawiła, że artystka wystąpiła w charakterze powieściowej postaci na okładce swojej własnej książki.
Mówiąc o Michalinie Olszańskiej, grzechem byłoby nie wspomnieć o jej życiowym drogowskazie z „rodzinnego kufra”, który podarowała jej niegdyś babcia:
„Przyszłaś na świat w takim miejscu
na Ziemi, gdzie ludzie musieli nauczyć
się – szybko pakować cały swój
dobytek, nieraz w kwadrans. Przed
nieplanowaną „wycieczką w nieznane…
Najczęściej zresztą bez biletu powrotnego.
Musisz mieć taki majątek, żeby
Dał się spakować w kwadrans.
Nie namawiam Cię do ubóstwa,
Broń Boże, ale zbuduj sobie taki
Dom i taki Pałac, którego Ci nikt
Nie zabierze, ani ogień, ani człowiek.
Zbuduj go – wewnątrz Siebie…
Ucz się więc języków, graj na skrzypcach
I miej zawsze przy sobie czystą kartkę
Papieru i ołówek.
One Cię nie zdradzą…
I pamiętaj jeszcze, co najważniejsze:
Gdziekolwiek będziesz – świat jest nieskończenie piękny…
~ Inyo
Poezja
Z notesu współczesnego człowieka
Mówią mi jak mam postępować,
a ja sam nie wiem gdzie jestem,
Co robię, po co i dlaczego.
I chciałbym im zaimponować,
Pokazać, że na świecie jeszcze
Istnieje pierwiastek dobrego.
Ktoś jednak niszczy moje plany,
Podcina skrzydła gdy się wznoszę
I z hukiem upadam na dno.
I mija czas, goją się rany,
Ludzi wokół o pomoc proszę,
Lecz oni tylko nieszczęścia chcą…
Dostałem szansę od życia.
Nie zmarnuję jej, zacznę szukać
CZŁOWIEKA, ale PRAWDZIWEGO!
Obserwując z ukrycia,
Do drzwi duszy będę pukać
I muszę dopiąć celu swego!
~ Biały Kruk
Ze świata sportu
Klęska polskich lekkoatletów w Daegu
Polscy kibice z żalem wspominać będą tegoroczne mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. 2 lata temu z Berlina, nasza reprezentacja wywiozła 8 medali, w tym 2 złote oraz jeden rekord świata, ustanowiony przez Anitę Włodarczyk. W tym roku nie było jednak tak kolorowo. Honor naszych lekkoatletów uratował 21 letni Paweł Wojciechowski, wygrywając konkurs skoku o tyczce. Pozostaje pytanie, co z resztą naszych medalowych nadziei? Wszystkie zaprzepaszczone.
W konkurencjach biegowych naszej szansy na krążek upatrywaliśmy w Marcinie Lewandowskim i Adamie Kszczocie, odpowiednio złotym i brązowym medalistą mistrzostw Europy w Barcelonie. Żaden z nich jednak nie zajął miejsca na podium, jednak kolejno 4 i 6 miejsce nie są sromotną porażką.
W innej konkurencji biegowej sensacje mogli sprawić nasi sprinterzy. W biegu na 4x 100m, byli oni o 0,01s od wywalczenia brązu.
Pisząc o reszcie naszych reprezentantów, już jednak mówić o sromotnych porażkach. Dyskobol Piotr Małachowski, pewniak do medalu, zajmuje 9 miejsce. Kulomiot Tomasz Majewski, mistrz olimpijski z Pekinu, także dziewiąty. Tyczkarki Anna Rogowska i Monika Pyrek, odpowiednio mistrzyni i wicemistrzyni świata, zajmują miejsce 10. Zaś w konkursie rzutu młotem, wicemistrz świata Szymon Ziółkowski uplasował się na 7 pozycji, a Anita Włodarczyk, wspomniana wcześniej rekordzistka świata, na pozycji 5.
Żadna z 8 polskich szans na medal nie zostaje wykorzystana. Złoto zdobywa młody skoczek wzwyż, a przez nikogo nie faworyzowana drużyna sprinterów niemal zdobywa brąz. Tak właśnie wygląda bilans polskiej reprezentacji to MŚ w Daegu. Czy jednak ta „generalna próba” wpłynie na wynik na Igrzyskach w Londynie? Miejmy nadzieję, że nie.
Pas WBC nie dlaAdamka Podczas sobotniej gali uświetniającej otwarcie stadionu we Wrocławiu, odbyła się walka o mistrzostwo świata federacji WBC w wadze ciężkiej pomiędzy Tomaszem Adamkiem a Witalijem Kliczką. Oczywiście zdecydowanym faworytem był obrońca tytułu z Ukrainy, jednak niektórzy upatrywali szansę na odebranie tytułu. Polakowi miał pomóc fanatyczny doping kilkudziesięciu tysięcy kibiców. Niestety jednak tak się nie stało.
„Dr Żelazna Pięść” od początku walki dominował, nie pozwalając wyprowadzić Adamkowi skutecznych ataków. „Góral z Gilowic” nie poddawał się, jednak nie miał żadnych argumentów przeciwko potężnemu Kliczce. Walka zakończyła się w 10 rundzie. Sędzia przerwał pojedynek, chroniąc tym samym Polaka od ciężkiego KO.
Liczymy na to, iż Tomasz pozbiera się po porażce i znowu będziemy mogli go oglądać w królewskiej kategorii wagowej.
~ Kuba
Stopka redakcyjna
Stopka redakcyjna Zaintrygował Cię jakiś artykuł, temat? Lub po prostu chcesz się skontaktować z redakcją? Podziel się swoimi przemyśleniami, pisząc na redakcja.expressio@gmail.com
Chętnie przeczytamy opinie i rady czytelników, którzy będą mieli odwagę wyrazić swoje zdanie.
Redaktor naczelna
Patrycja Żuterek
Zastępcy redaktora
Agnieszka Pawełek
Kuba Podgórski
Opiekun
Barbara Szulik - Silka
Dziennikarze
Zosia Klemens
Justyna Adamczyk
Patrycja Modrzewska
Martyna Wantulok
Bohdan Urbankowski
Paweł Szulik
Kuba Podgórski
Paulina Wojciechowska
Agnieszka Pawełek
Bezsenny
- - - - - - - - - - - - - - - - -
Większość zdjęć wykonała Agata Lach, za co bardzo jej dziękujemy!
Zdjęcia, które nie są autorstwa Agaty Lach, pochodzą z wyszukiwarki internetowej.