Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Głos Gimnazjalisty G11

"O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny" Leopold Staff



SKŁAD REDAKCJI: Opiekun redakcji: Ludmiła Śliwieńska Zastępca redaktora: Dawid Sas III a Dziennikarze: Karolina Bukowska I c Barbara Dudzińska I b Monika Dych I c Wiktoria Kordylewska II b Natalia Majorek II b Gabriela Molata I b Alicja Wojtowiak I c Grafika: Jakub Lemiesiewicz III a Zdjęcia: Wiktoria Garczarek II b Wydawca: Zespół Szkół Ogólnokształcących Nr 15 Gimnazjum nr 11 w Poznaniu os. Chrobrego 107 60-681 Poznań Spotkania redakcji: środy 15-16.10 s. 36 Jesień – pora roku, rzeczownik, słowo. Z czym nam się kojarzy? Ze szkołą, z deszczem, z szarością, ze smutną prawdą, że wakacje dobiegły końca, z krótkim dniem i mroźnymi porankami, które dają się we znaki ludziom, spieszącym na autobus. Ale popatrzmy na to optymistycznie… Kto nie lubi zbierać kasztanów? Czy spacerom po dywanie z liści nie towarzyszy uśmiech na twarzy? Po jesieni przychodzi zima, a z nią Boże Narodzenie. Czy ta perspektywa nie jest piękna? Basia Dudzińska Nowa szkoła



Już na początku wakacji nie mogłam doczekać się, żeby pójść do gimnazjum, lecz 1 września ogarnął mnie strach przed nowym doświadczeniem. Jednak poznałam tu wielu ciekawych ludzi i tak w ogóle jestem zachwycona szkołą, choć muszę przywyknąć do nowości. Teraz, po tych dwóch miesiącach, jest mi tutaj bardzo dobrze i myślę, że Gimnazjum nr 11 było dobrym wyborem. Bardzo odpowiada mi duża liczba zajęć pozalekcyjnych, ponieważ ułatwia ukierunkowanie się na dalszą drogą. Uważam, że nauczyciele są bardzo mili i sprawiedliwi, co na pewno przydaje im się w pracy z nami. Nawet gdybym mogła się cofnąć i znów wybierać, nie zmieniłabym zdania. Monika Dych Rajd Jesienny
23 września o godzinie ósmej wszystkie klasy spotkały się w szkole, by następnie ruszyć w drogę na doroczny, tradycyjny Rajd Jesienny. My, klasy III, autobusami i tramwajami dostaliśmy się do Kiekrza, skąd pieszo poszliśmy w stronę Jeziora Strzeszyńskiego.


Po drodze wszystkie klasy musiały wykonać zadania grupowe i indywidualne, takie jak podbijanie piłki nogą i grupowe podawanie piłki siatkowej. Każda klasa musiała też zebrać informacje potrzebne do późniejszego przygotowania kroniki rajdu jesiennego. Drogę spędziliśmy na miłych rozmowach i zabawie. Na miejscu zjedliśmy upragnioną grochówkę (rok temu była lepsza), a następnie mieliśmy jeszcze czas na wspólną grę w piłkę i wspominanie poprzednich lat. Pierwszoklasiści mieli możliwość bliższego zapoznania się ze sobą. Niestety po godzinie musieliśmy wracać. Jednym droga powrotna nie przysporzyła żadnych problemów, za to inni musieli długo czekać na autobus, który im uciekł. Ostatecznie jednak wszyscy wrócili do domów szczęśliwi i zadowoleni z mile spędzonego dnia. S Wycieczka do Warszawy klas II



W dniu 26 października 2016 roku chętni uczniowie klas drugich wybrali się na jednodniową wycieczkę do Warszawy. Zwiedziliśmy sejm, w którym mogliśmy zobaczyć, jak jeden z posłów, Mariusz Terlecki, udziela wywiadu dziennikarzom oraz widzieliśmy byłą panią Minister Edukacji, Joannę Kluzik-Rostkowską. Następnie pojechaliśmy na cmentarz wojskowy „Powązki”, na którym przechadzaliśmy się między grobami powstańców warszawskich. Chętne osoby mogły kupić znicz i postawić na wybranym przez siebie grobie. Widzieliśmy mogiły m.in. Jana Bytnara „Rudego”, Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”, Krzysztofa i Barbary Baczyńskich oraz najmłodszego poległego powstańca, Jędrusia, a także - z historii najnowszej - pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej oraz tzw. Łączkę. Po wizycie na cmentarzu odwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego. Dostaliśmy słuchawki i z nimi zwiedzaliśmy wystawę. Mogliśmy zobaczyć, jak żyli ludzie w czasie powstania. Najlepszą zabawą dla wszystkich było zbieranie kart z informacjami o powstaniu, a także zbieranie kartek z kalendarza. Kolejnym miejscem, do którego się wybraliśmy był bar, tam zjedliśmy obiad. Niestety jedzenie nie było naszym zdaniem zbyt dobre, przepłaciliśmy (18 zł za kotleta z małymi frytkami!).* Ostatnim punktem wycieczki był spacer Traktem Królewskim, koło Zamku Królewskiego, przez uniwersytetu, aż do Pomnika Małego Powstańca. Krótki, ponieważ z powodu dłuższego pobytu w muzeum mieliśmy godzinę opóźnienia. Do Poznania wróciliśmy o 23:00 i nawet pomimo braku McDonald'sa bardzo nam się podobało. A ja najchętniej pojechałabym jeszcze raz :) Wiktoria Kordylewska *Dorosłym za to smakowało, było zdrowo i nie makdonaldowo :) (Przyp. red.) Dzień Spódniczki Pierwszy raz w historii naszej szkoły odbył się Dzień Spódniczki.



28 października, czyli w Kolorowy Piątek, korytarz wypełniali uczennice i uczniowie w spódniczkach. Odbył się konkurs polegający na tym, że klasa, w której wszyscy obecni uczniowie założą spódnicę, wygrywa. Nagrodą okazały się cukierki. Krążą też plotki, że zwycięzcy dostają tydzień bez pytania lub tydzień bez mundurka, jednak Samorząd Uczniowski nie potwierdził tych informacji. Aby wygrać, dziewczyny przyniosły kilka spódniczek, by je pożyczyć innym, a w jednej z klas wykazały się inwencją twórczą i zrobiły kolegom spódnice z krepy. Brawo za pomysłowość :) Na czwartej godzinie lekcyjnej wyznaczone osoby z SU spisały wyniki. Jak się okazało, akcja zakończyła się sukcesem, a w dwóch klasach 100% obecnych uczniów założyło spódniczkę. Wyniki: 2B i 2C = 100% 3A = 76,10% 1B = 66,66% 1C = 61,50% 2A = 56,50% 1E = 51,82% 3B = 33,33% 1D = 17,64% 3D = 15,78% 2D i 3C = 11,10% 1A = 8,08% Natalia Majorek SPOTKANIE Z PODRÓŻNICZKĄ



Dnia 18 października 2016 r. w Piątkowskim Centrum Kultury „Dąbrówka” odbyło się spotkanie z podróżniczką, Panią Aleksandrą Retecką. Pani Ola opowiedziała nam o swoich podróżach do Indii, Portugali i Francji oraz pokazała przepiękne zdjęcia. Byliśmy zachwyceni tym, w jaki sposób rlacjonowała swoje przygody z podróży. Dowiedzieliśmy się, że Indie to kraj kolorów oraz specyficznej kuchni, którą pokochała. Tą podróżą spełniła swoje marzenia. Bardzo żałowaliśmy, że spotkanie nie potrwało dłużej. Opowiedziałam w domu czego się dowiedziałam i zapragnęłam też w życiu mieć tyle wypraw. Jestem bardzo zadowolona z tego spotkania i chętnie będę uczestniczyć w podobnych. Monika Dych Ja dorosły? Na razie podziękuję…



Pewnie każdy z nas przynajmniej raz pomyślał sobie, że w dorosłym życiu będzie lepiej, a to wcale nie jest w 100% prawda… Uważasz, że gdy dorośniesz, będziesz mógł tylko imprezować, bawić się do samego rana? Otóż mylisz się, ponieważ w dorosłym życiu ma się o wiele więcej obowiązków (np. płacenie rachunków czy dbanie o porządek w mieszkaniu) niż swobody. Jako osoba dorosła musisz coś jeść, ale lodówki nie zapełnia już mama. Sam zapewniasz sobie wyżywienie, a poza tym kupujesz potrzebne ci przedmioty, niektóre niemałe, jak np. auto, a to przecież wszystko kosztuje. Przede wszystkim jednak musisz iść do pracy. Skoro zaś musisz, to najlepiej, aby podobało ci się to, co będziesz robił przez dłuższy czas, a może nawet przez całe życie. Możesz być np. lekarzem, pracownikiem banku czy nauczycielem. Pamiętaj o jednym, pensja musi wystarczyć ci na własne potrzeby. Nie wolno ci popadać w długi i podpisywać umowy na długoterminowe kredyty, które będziesz musiał spłacać przez następne 10 lat, bo pensja nie wystarczy ci na wszystkie zachcianki. Dziury budżetowej nie zakleją już rodzice. Ty poniesiesz konsekwencje rozrzutnego trybu życia. W naszym nastoletnim życiu nie zawsze jest łatwo, ponieważ dużo czasu spędzamy w szkole lub nad książkami w domu. Denerwują nas też ciągłe zakazy i nakazy. Nie rozumiemy jednak, że tak naprawdę to teraz jesteśmy wolni. Nie zawsze umiemy docenić to, co mamy. Dlatego proszę każdego Czytelnika niniejszego artykułu, aby podziękował rodzicom za wszystko, co mu dali i za to, czego go w życiu nauczyli. To kredyt na przyszłość. Monika Dych Ja za dwadzieścia lat
W moich żyłach pulsuje krew. Z trudem opanowuję drżenie rąk. Operatorzy kamer poprawiają sprzęt w ostatnich sekundach. Skinieniem głowy dają znak naszemu perkusiście, że może już wchodzić na scenę. Pisk dwudziestu tysięcy ludzi mimowolnie wywołuje szeroki uśmiech na twarzy. Za chwilę czas wchodzić.


Ostatni raz spoglądam w lustro; odrzucam białoczarne włosy na plecy i zawiązuję sznurowadła moich glanów. Kocham te buty. Mogę bezstresowo wchodzić w kałuże czy błoto i nie mam wilgotnych skarpet. Podobnie jest ze skórzaną kurtką. Już czas wychodzić. Stawiam niepewne kroki, ale z każdą chwilą nabieram coraz więcej odwagi. Jeszcze tylko ostatni głęboki wdech. Zasłaniam oślepione reflektorami oczy ręką. Słyszę jeszcze głośniejszy pisk. Ziemia wokół mnie drży. Czuję ogromne oszołomienie, ale i też wsparcie od tysięcy fanów. Wiem, że mogę na nich liczyć. Odsłaniam oczy. Pierwsze, co widzę, to ogromna liczba rąk w górze. Nie spodziewałam się tego. Gitarzysta bierze pierwsze chwyty, więc podchodzę do mikrofonu. W myślach powtarzam sobie: „nie zawiodę was, nie tym razem”. Koncert wypadł oszałamiająco. Fani byli zachwyceni. Spędziliśmy cztery godziny na rozdawaniu autografów i podpisywaniu płyt. Mój głos zniekształciła ogromna chrypa, ale dopiero wtedy wiem, że dałam z siebie wszystko. Nie zawiodłam. ZADUSZKI...



Pewnie większości wydaje się, że we wszystkich państwach Dzień Zaduszny obchodzony jest tak samo. Otóż się myli się ten, kto tak sądzi, ponieważ każdy kraj ma swoje zwyczaje, a artykuł, który czytacie pozwoli Wam dowiedzieć się konkretów. Zacznijmy od tego, że w Polsce święto to rozpowszechniło się dopiero w XII w. i obchodzone jest 2 listopada. Tego dnia powinniśmy modlić się za dusze naszych Zmarłych. Obecnie częściej robimy to 1 listopada, we Wszystkich Świętych. Słowacy z kolei zostawiają w Zaduszki na stole jedzenie, ponieważ wierzą, że zmarli, którzy przyjdą odwiedzić ich domy, będą głodni. Natomiast Japończycy swoje święto ku czci zmarłych, które zwie się Bon, obchodzą w połowie lipca lub sierpnia. Dni, w których odbywają się uroczystości, nie są wolne od pracy, ale wielu obywateli tego kraju bierze urlop i udaje się w rodzinne strony. W USA Święto Zmarłych obchodzone jest jako znane i u nas od jakiegoś czasu Halloween, będące przeróbką angielskiego „All Hollows Eve”, co znaczy Wigilia Wszystkich Świętych. Obchodzi się je na wesoło, 31 października, Meksyk kultywuje to święto zupełnie inaczej. Na cmentarzu zamiast zadumy wskazana jest rodzinna fiesta, na której bawi się sam nieboszczyk. Ten sposób rozumienia śmierci może wydawać się zaskakujący w Polsce, gdzie temat śmierci budzi zazwyczaj lęk i smutek. W Meksyku natomiast żałoba i radość, tragedia i rozrywka nie są ze sobą sprzeczne. Tutaj ludzie też boją się śmierci, ale potrafią wpleść ją w codzienne życie. Monika Dych Kącik poetycki



Ciemność naokoło Nade mną? Chmury oświetlone łuną miasta Idę w przód A obok mnie światło Pojawia się Znika za moimi plecami Zmieniam kierunek By nie popaść w monotonię Teren się zmienia Jak? Widzę kontury kształtów Lecz nie umiem powiedzieć czym są Czekają na mnie Przede mną postać Zbliżam się w lęku Co to? Muza Nie daje natchnienia Jedynie niechęć Jest wszędzie Uciekam By nie mogła mnie sięgnąć Chciałem natchnienia Straciłem je Dlaczego? Nie wiem Nie mogę uciekać Nie widzę już światła Nie pojawia się nowe źródło Jedynie znika za plecami za to widzę ręce Wyciągnięte do mnie Przyjmę je? już nie potrafię. S SYMBOLE Chodzę po świecie Mijam ludzi Mijam budowle Mijam sztukę Mijam zwierzęta Staram się dostrzec dobro Ale widzę zło Przechodzę obok baranka Symbolu dobra Przeszywa go zło Ludzkie zło Strzała Wbija się w spokojnego baranka Widzę to jak w zwolnionym tempie Jestem niczym żółw Widzę każdy szczegół tej sytuacji Cierpię razem z barankiem Przeszywa mnie ludzkie zło Nie chcę tu być Chcę dobra wszyscy go chcą S Dlaczego uczniowie nie lubią czytać lektur?



Lektury szkolne kojarzą się uczniom ze straconym czasem, szczypiącymi oczami i przede wszystkim z wielkim obowiązkiem. Dlaczego? Dawny język, zżółkła okładka i narzucona z góry historia nie zawsze nam odpowiadają. Kupując lub wypożyczając książki, kierujemy się piękną okładką, ambitnym opisem autora oraz łatwym do zrozumienia językiem. Każdy – wbrew pozorom – upodobał sobie jakiś gatunek literacki, więc czytanie kanonu lektur, w którym często znajdują się książki przestarzałe, może być dla kogoś uciążliwy. A poza tym spójrzmy prawdzie w oczy… Czy historia o losach bohatera żyjącego w siedemnastym wieku zaintryguje nas, ludzi dwudziestego pierwszego wieku? Odpowiedź brzmi: nie. Nie, ponieważ przyzwyczailiśmy się do łatwego języka, happy end’ów i błahych problemów bohaterów. Autorzy piszący w dawnych czasach mieli jedną ważną zaletę, której brak współczesnym pisarzom: stosowali znacznie bardziej wyszukane słownictwo. To i plus, i minus. Plus, ponieważ dzięki niemu wzbogacamy nasz słownik, minus, ponieważ zbyt szybko rezygnujemy z czytania niezrozumiałego dla nas pod względem słów, tekstu. W kanonie lektur powinny znaleźć się książki z wielu gatunków: począwszy od powieści fantasy, skończywszy na paranormalnych i sf. Byle współczesne! Ostatnimi czasy w księgarniach możemy przecież kupić bardzo wartościowe lektury. Przykładem są „Igrzyska Śmierci”. Choć tytuł nie zachęca, sama treść jest porywająca. A co z tomem polskich książek przygodowych z Felixem, Netem i Niką w rolach głównych? Czy naprawdę nie chcielibyśmy przenieść się do świata „Z mgły zrodzonego” Brandona Sandersona i stąpać po uliczkach pokrytych popiołem? Albo pić herbatę w towarzystwie samego Harry’ego Pottera? W kwestii lektur nauczyciele wykazują się naprawdę małą wyobraźnią. Jesteśmy jeszcze młodzi, chcemy czytać interesujące powieści dla młodzieży, a nie wyszukiwać w sieci znaczenia obcych nam słów podczas (próby) czytania dzieł dla nas starożytnych. Basia Dudzińska Czy książki wraz z rozwojem społeczeństwa informacyjnego tracą rację bytu?



Myślę, że wraz z rozwojem społeczeństwa informacyjnego książki tracą rację bytu. W swoim artykule postaram się udowodnić, że ta teza jest słuszna. Internet nie tylko jest narzędziem wygodnym, ale także znacznie tańszym, ponieważ niestety przeciętna książka kosztuje około 40 złotych. Dlatego społeczeństwo posługujące się przede wszystkim multimediami jest wyjątkowo ekonomicznym społeczeństwem, a przekonali się o tym angielscy studenci z Leicester University, którzy oszacowali drukarski potencjał sieci. Okazało się że wydrukowanie samej Wikipedii pochłonęłoby siedemdziesiąt milliardów stron, natomiast całego internetu - sto trzydzieści sześć milliardów stron. Wynika z tego że wydrukowanie całego internetu jest równoznaczne z wycinką szesnastu millionów drzew. Ludzie coraz bardziej zapominają o książkach, a dowiodły tego badania przeprowadzone w marcu 2016 roku. Wynika z nich, że w 2015 roku zaledwie trzydzieści siedem procent Polaków miało w ręku przynajmniej jedną książkę. Powszechność internetu potwierdza też fakt, że siedemdziesiąt pięć procent Polaków ma do niego stały dostęp dzięki - przede wszystkim - smartfonom pozostającym on line cały czas. Nie umiemy bez internetu żyć. Przedkładamy go ponad lekturę nawet najbardziej wciągającej powieści. Jeśli już czytamy, to to, co koleżanka zamieściłą w sieci na Wattpadzie. No a Sienkiewicza tam nie znajdziemy. Oczywiście znajdą się także głosy przeciwko internetowi. Można na przykład wskazać, że na stronach www często podaje się niesprawdzone informacje. Nie zmienia to jednak faktu, że internet ma najświeższe newsy. Przegonił na tym polu już dawno prasę. Widzimy więc, że internet staje się coraz bardziej powszechny. Oczywiście wciąż będą osoby walczące o to, by książki nie zostały zapomniane, natomiast ja myślę, że z biegiem lat zaczną znikać biblioteki, księgarnie, a książki staną się zabytkami. Oliwia Knocińska Zagubiona



Ciemna jesienna noc… Wszystko szare, ciche, uśpione. Ulice, za dnia pełne ludzi, teraz wydawały się takie… Nie potrafię znaleźć słowa. Przechadzałam się małą wąską uliczką i obserwowałam całe otoczenie. Na drugim piętrze kobieta czesała włosy, na pierwszym mężczyzna grał na gitarze. W niektórych oknach nadal paliło się światło, inne były już pochłonięte przez mrok. Zauważyłam, że pomimo tego, co zobaczyłam, wszystko jest normalne, bez żadnych zmian. Nikt nie dostrzegł tego, co przed chwilą się zdarzyło… Jestem Kola. Mam szesnaście lat i właśnie przeżyłam coś, czego nie da się opisać słowami, a zaczęło się tak. Jak zawsze rano wstałam o godz. 6:00. Nigdy nie spędzam czasu z rodziną, więc od razu wyszłam z domu. Chciałam pójść na moją ulubioną łąkę, na której najlepiej się czuję. Jest to tylko moje miejsce, nikt tam nie przychodzi. Mogę w nim ze spokojem pomyśleć o tym, o czym normalna dziewczyna raczej nie myśli. Nigdy nie interesowałam się modą, nie obchodzili mnie chłopcy. Wszędzie, gdzie tylko spojrzałam, widziałam pytania, wszystko mnie interesowało, ale odpowiedzi zawsze znajdowałam w samotności. Nie byłam towarzyska. Po godzinie siedzenia na łące zauważyłam, że w oddali coś się mieni. Zaniepokoiło mnie to, ale pomimo wszystko postanowiłam sprawdzić, cóż to może być. Im bliżej byłam światła, tym ono bardziej gasło. Nagle na środku polany pojawił się chłopak, mógł być ode mnie trochę starszy. W momencie, w którym go ujrzałam, światło zniknęło. Spojrzałam na niego, wyglądał jak normalny nastolatek, jednak coś mnie w nim zaskakiwało i nie była to jego uroda. Czymś się różnił od tych wszystkich chłopaków, których znałam, jednak nie potrafiłam stwierdzić, co to było. - Jak masz na imię? – zapytałam. Odpowiedziała mi cisza. - Halo… Słyszysz mnie? W tej samej chwili chłopak zerwał się na równe nogi i zaczął uciekać. Coś pchało mnie, żeby za nim pobiec. Dogoniłam go po kilku chwilach i złapałam za rękę, chcąc go zatrzymać. Gdy dotknęłam jego gładkiej, ale zimnej skóry, świat stanął miejscu. Poczułam się, jakby wszystko skupiło się na nas, tylko i wyłącznie. Spojrzałam na chłopaka. Jego oczy nie miały wyrazu, wydawał się nieobecny. Zaczęłam do niego mówić spokojnym głosem, jednak ani razu mi nie odpowiedział. - Możesz mi powiedzieć, co tu się dzieję? Kim ty właściwie jesteś? I znowu nic. - Czy możesz odpowiedzieć chociaż na jedno moje pytanie? Chłopak otworzył usta, jednak nic nie powiedział. Patrzyłam na niego przez chwilę, ale moja niecierpliwość wzięła górę. - Coś jest z tobą nie tak? Znudziło mi się to, idę sobie. W momencie, w którym się odwróciłam, on złapał mnie za rękę. Poczułam, że ulatuje ze mnie cała energia. Zrobiło mi się słabo. Niestety dalej już nie pamiętam, pochłonęła mnie ciemność. Obudziłam się w bardzo dziwnym miejscu. Nie była to moja ulubiona łąka, nie widziałam również nigdzie tajemniczego nieznajomego. Z trudem wstałam z ziemi i rozejrzałam się dookoła, jednak nic nie widziałam, wszystko było niewyraźne. Stałam tak, czekając cierpliwie, aż odzyskam wzrok. Byłam cierpliwa, jednak ta chwila nie nadeszła. Nic nie widziałam. Byłam ŚLEPA. Zaczęłam panikować. Już nigdy nie zobaczę światła, mojej kochanej łąki... Wstałam z ziemi i szłam przed siebie. Próbowałam nie zwracać uwagi na to, że idę na oślep, jednak ten fakt mnie przerażał. Z każdym krokiem coraz bardziej się bałam. Czułam, że tracę pod nogami twardy grunt. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieję. W jednym momencie wszystko się zawaliło, cały świat legł w gruzach. DOSŁOWNIE. Wszystko rozpadło się na tysiące kawałków. Poczułam, że zaczynam spadać. Wszystko zaczęło wirować, a ja nie mogłam nic z tym zrobić, tylko czekać aż przestanie. Obracałam się i obracałam. Nagle jak przez mgłę ujrzałam światło. Wraz z tym błyskiem wszystko zniknęło. Opowiadanie numeru



Siedziałam w bardzo dziwnym miejscu. Moje oczy nadal były ślepe, jednak widziałam zarys przestrzeni, w której się znajdowałam. Wstałam z ziemi i zamrugałam kilka razy, coraz lepiej widziałam. Postanowiłam dowiedzieć się, gdzie jestem. Niedaleko mnie stali ludzie, jednak zachowywali się, jakby mnie nie dostrzegli. Kiedy mój wzrok wrócił do normy, podeszłam do nich. - Przepraszam, gdzie się znajdujemy. - Jak to gdzie?- wieśniak spojrzał na mnie jak na wariatkę. – Na głównym placu Stardos. - Stardos? - Tak to największa wyspa na całym morzu. - Wyspa!? – byłam coraz bardziej przerażona. - Co ty, z nieba spadłaś!? – zdziwił się wieśniak i odszedł. Rzeczywiście miejsce, w którym wylądowałam, było samym centrum wielkiej wyspy Stardos, jednak nie wiedziałam, jak się na niej znalazłam. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej. Podeszłam do jakiegoś chłopaka i poklepałam go w ramię, ponieważ stał tyłem. To, co ujrzałam, mnie przeraziło. - Coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc? – zapytał chłopak. To był on. Ten, który wysłał mnie w tę dziwną przestrzeń, ten, który mnie oślepił. Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. - Co ci jest? Zrobiłaś się strasznie blada. Z przerażeniem w oczach zaczęłam się cofać. Chciałam być jak najdalej od tego potwora, który teleportował mnie na tę przerażającą wyspę. Niestety potknęłam się i upadłam. - Spokojnie, nic ci nie jest? – powiedział, wyciągając do mnie rękę. Odsunęłam się. Nie chciałam dotykać jego zimnej skóry gładkiej jak lód. Jednak ten nie odpuszczał. - Nic ci nie zrobię. Jestem Sky, a ty? Nie powiedziałam, strach odebrał mi mowę. - Odpowiesz mi? – zapytał z miłym wyrazem twarzy. - Kola – zająknęłam się. - Kola… - powtórzył z zamyśleniem. – Ładne imię. - Dzięki. Znów wyciągnął do mnie rękę, jednak ja wolałam leżeć na ziemi. - Nie ugryzę cię – powiedział i złapał mnie za dłoń. Pisnęłam przerażona, że ten koszmar się powtórzy. Nic się nie stało, Jego dłoń była ciepła. Spojrzałam na niego. Miał zatroskane oczy. Opuściłam wzrok zawstydzona. - Widzisz, nic ci nie zrobiłem – uśmiechnął się, nadal trzymając moją dłoń. Wyrwałam rękę z uścisku. Chciałam już odejść, jednak ten mnie zatrzymał. - Poczekaj, może mogę ci jako pomóc? - Nie dzięki poradzę sobie – odpowiedziałam stanowczo. - Jak uważasz. Poszliśmy w dwóch różnych kierunkach. Po chwili uświadomiłam sobie, że przecież nie wiem, jak wrócić do domu, nawet nie mam pojęcia, gdzie jestem. Odwróciłam się i zaczęłam za nim biec. - Poczekaj. W porządku, nie wiem, co zrobić. Potrzebuję pomocy. Nie wiem, gdzie jestem, muszę jakoś wrócić do domu, jednak nie wiem jak. - Mało wiesz – zaśmiał się. - Wiem jedynie tyle, że jestem na wyspie Stardos na jakimś morzu. - Ciemnym. Jeśli chcesz, pomogę ci wrócić do domu. Jak rozumiem, potrzebna będzie łódź? Postaram się załatwić jakąś. - Dziękuję. - Ale płyniemy wieczorem. Teraz nie da rady – uśmiechnął się. Przed wypłynięciem przechadzaliśmy się uliczkami miasta. Sky wypytywał mnie o wszystko, dosłownie. Chciał wiedzieć o mnie bardzo wiele rzeczy. Najbardziej interesowało go to, skąd się wzięłam na wyspie. Gdy mu opowiedziałam całą historię, nie uwierzył mi, dopiero kiedy zaczął wypytywać o szczegóły, dostrzegł sens. Wypłynęliśmy o godzinie 20, a on wciąż mnie wypytywał o całe zdarzenie. Już wiem, co będziemy robić przez całą drogę. Na pewno spędzimy razem wiele czasu. Jednak nadal nie rozumiem całej sytuacji, wszystko wydaje się nielogiczne. Może kiedyś uda mi się rozwiązać tę zagadkę z pomocą Sky’a. O ile uda nam się wrócić do domu... Ciąg dalszy (może) nastąpi... Gabrysia Molata Kącik recenzenta: BARBERSHOP 3: NA OSTRO



Film reżyserii Malcolma D. Lee’go to kontynuacja dwóch poprzednich filmów, czyli: "Barbershop" i "Barbershop 2: Z powrotem w interesie". Opowiada historię pracowników zakładu fryzjerskiego prowadzonego przez Calvina Palmera. Rola ta została świetnie odegrana przez znanego rapera Ice Cube’a, który za ten film został nominowany przez Teen Choice w kategorii "Ulubiony aktor komediowy". W dzielnicy coraz częściej dochodzi do strzelanin między gangami. W obawie o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci fryzjerzy organizują akcję nawołującą do zawieszenia broni. W filmie mamy też do czynienia z wątkami miłosnymi oraz rodzinnymi. Znaczącą rolę odgrywa również raperka Nicki Minaj, która także została nominowana przez Teen Choice w kategorii "Ulubiona aktorka komediowa". Sam film jest nominowany w kategorii "Ulubiona komedia". Ta, jak i poprzednie części, trzecia także jest ogromnie wciągająca. Do osób w naszym wieku mocno przemawia sytuacja syna Calvina, który wpada w złe towarzystwo i dołącza do gangu, a ojciec próbuje go z tego wyciągnąć. Film powala swoim humorem, mimo że porusza tematykę trudną dla niektórych osób. Pokazując wzajemne rodzinne podejście pracowników zakładu, sprawia, że ogląda się go bardzo przyjemnie. Polecam go wszystkim osobom lubiącym dobrą komedię w starym amerykańskim stylu. S Krysia – bohaterka



Pewnego razu Krysia i Andrzej wracali razem ze szkoły. Padał deszcz, było chłodno – jesień. Chłopiec odprowadził przyjaciółkę na przystanek i dalej poszedł sam. Deszcz padał rzęsiście, a wiatr do tego wiał i niósł krople we wszystkie strony, sypiąc liśćmi. Andrzej stanął na krawężniku przejścia dla pieszych, rozejrzał się i pośpiesznym krokiem wszedł na ulicę. Nagle zza bocznej uliczki wypadł jak oszalały samochód, ślizgając się kołami po mokrej ulicy. Wpadł w poślizg i nie mógł zahamować. Andrzej przystanął na chwilę, obejrzał się i ruszył galopem…. Nie zdążył. Zmierzył się z rozszalałym pojazdem, który był tuż, tuż. Widząc to, Krysia rzuciła się sprintem na ulicę. Całe szczęście, że przystanek stał tuż obok przejścia dla pieszych. Zdążyła w samą porę i osłoniła przyjaciela swoim ciałem. Niestety koło samochodu uderzyło o jej lewą kostkę i poważnie ją otłukło. Biedna Krysia upadła na asfalt, uderzywszy przy tym głową o jezdnię. Leżała tak przez chwilę, póki Andrzej wraz ze sparaliżowanym strachem kierowcą nie podjęli próby reanimacji. Krysia otworzyła powoli oczy. Wyglądała jak prawdziwa bohaterka – potargane włosy, tu i ówdzie zmoczone od deszczu, zwykle bure, teraz ciemniejsze, bledsza niż zwykle twarz. Gdy otworzyła oczy, miały ten sam ładny, granatowy kolor, jedyny taki w całej klasie. Kierowca włączył awaryjne światła w samochodzie i wysiadł, zamykając drzwi pojazdu. Chwycił Krysię za nogi, Andrzej podniósł ją z drugiej strony. Tak przenieśli dziewczynkę na ławkę, stojącą na przystanku. Kiedy Andrzej trzymał Krysię, nie mógł uwierzyć, jaka była dzielna. Uratowała mu życie, poświęcając się. Krysia słynęła z wątlej postury, ale z niezwykłej osobowości. Była znakomitą kumpelką. Każdy ją lubił. Była przy tym dziewczyną o wyjątkowej urodzie. Andrzej zadzwonił do swojej mamy, która szybko poinformowała mamę Krysi o całym wydarzeniu. Inni dowiedzieli się także, nie wiadomo skąd. Rodzice dziewczynki postanowili przyjechać i zabrać ją do lekarza. W czasie oczekiwania aż Krysia odzyska przytomność Andrzej jej towarzyszył. Zaczął do niej przemawiać, czekając na przebudzenie koleżanki. Gdy była już świadoma, opowiedział, co nastąpiło. Nie mogła stanąć, tak ją bolała lewa kostka. Przyjechali rodzice Krysi. Andrzej postanowił przenieść swoją przyjaciółkę do samochodu. Niósł ją tak, że leżała w jego ramionach, wówczas poczuł, jaka jest lekka. Był to dla niego stresujący moment. Ludzie na przystanku kiwali głowami z uznaniem. - Dzień dobry - przywitał się spiesznie, gdy otworzono mu drzwi samochodu. Położył dziewczynkę na siedzeniu. - Siadaj, podwieziemy cię - powiedział tata Krysi. Wsiadł. Wtedy spostrzegł, że kierowca zdarzenia odjechał. - Kontaktujesz? - zapytał Krysię, która jeszcze nie za bardzo była przytomna. - Jakoś - odrzekła U lekarza Krysi postawiono diagnozę: zwichnięta w lewej nodze kostka. Krysia wróciła do domu, w którym pozostała tydzień. Andrzej podawał jej lekcje. Kiedy wróciła do szkoły miano ją za boaterkę. Jeszcze kulała, nie mogła ćwiczyć na WF - ie, ale przyszła, by zobaczyć przyjaciół. A po wszystkim - jak to w opowieściach bywa - Krysia i Andrzej zostali kimś więcej, niż przyjaciółmi. Karolina Bukowska Oko władcy
Od lat ludzie oczekiwali odpowiedzi na nurtujące ich pytania. W przypadku mieszkańców niewielkiej osady nad jeziorem było jednak inaczej. Chodzili zgarbieni, nie rozmawiali ze sobą, wykonywali tylko narzucone im zadania – uprawa roli, łowienie ryb. Na miasteczko padał cień Wielkiej Góry, u której podnóża płynął wartki strumyk. Na jej szczycie wybudowano wielki gotycki zamek – dom władcy osady i otaczających ją terenów. Nazywali go Cieniem. Nikt nigdy nie widział władcy, ale wyobrażali go sobie jako ogromną postać z głową węża. Oczywiście były to tylko domysły. Czasem, siedząc przy ognisku, opowiadali sobie różne legendy na jego temat.


Parę lat temu zdarzył się wyjątek – dziewczyna o bujnej wyobraźni, gotowa do walki z nieznanym. Większość ludzi z wioski gasiła jej zapał, ona mimo to brała lekcje u wojownika z osady zza góry. Nikt o tym nie wiedział. W dniu swoich dziewiętnastych urodzin wybiegła niezauważona z miasteczka. Miała jeden cel – odkryć tajemnicę Cienia. Największą trudność sprawiła jej przeprawa przez rzeczkę, chłodną jak lód. Wspięła się na drzewo, raniąc sobie kolana. Na czworaka doczołgała się na koniec gałęzi, która zachwiała się niebezpiecznie. Dziewczyna skoczyła, wykonując w powietrzu salto i wylądowała na drugim brzegu. Złapała równowagę i pobiegła dalej. Napędzała ją adrenalina. Z pomocą sznura znalazła się na szczycie Wielkiej Góry. Nagle ogarnęło ją uczucie senności, ziewnęła. Będąc w cieniu budowli, ułożyła się na soczystozielonej trawie. Po chwili wpadła w objęcia Morfeusza. Władca zarechotał ze śmiechu i aż chwycił dłońmi barierkę balkonu, by nie spaść. „Kolejny głupiutki człowiek” - pomyślał. Wyjął z oka tęczową soczewkę. Delikatnie odłożył ją do skrzyneczki i zniknął we wnętrzu zamku. Na tym polegał czar Cienia. Jego jedyne w swoim rodzaju oko z połączeniem z magiczną soczewką działało na zwykłego człowieka usypiająco. Nikt do tej pory nie zdobył Wielkiej Góry. Basia Dudzińska Na pewno się dowiem



Kiedyś zapytano mnie, kim chciałabym zostać za 20 lat. Miałam wtedy lat 7, a dorosłość wydawała mi się taka idealna. Brak szkoły, zadań domowych i obowiązków. Chciałam jak najszybciej dorosnąć i żyć jak każdy dorosły człowiek, nie wiedziałam, że ma się wtedy więcej obowiązków, a praca jest bardzo męcząca. Zazwyczaj odpowiadałam, że chcę być: księżniczką lub syrenką. Wtedy mówiono mi, że syrenki nie istnieją, a księżniczka ma bardzo trudne życie. Pomimo tego ja nie zmieniłam zdania, wciąż widziałam wszystko swoimi naiwnymi oczami. Nie rozumiałam, dlaczego dorośli tak narzekają, że są zmęczeni, że chcieliby być z powrotem w szkole, że życie nie jest takie idealne, jak mi się wydawało. Byłam jak każde dziecko. Po trzy latach znów zadano mi to samo pytanie. Wtedy zaczęłam się poważniej zastanawiać nad odpowiedzią. Wiedziałam już, że syrenki nie istnieją, a księżniczką nie może zostać byle kto. Wciąż tylko nie rozumiałam narzekających dorosłych. Zdawałam sobie sprawę, że praca jest trudna i potrzeba wiele cierpliwości oraz silnej woli, jednak coś kusiło mnie, by już podjąć się tego ciężkiego wyzwania. Marzyłam wtedy o hucznym weselu z idealnym "księciem z bajki". Chciałam założyć liczną rodzinę i wychować dzieci na porządnych ludzi. Chciałam zostać z zawodu sławną piosenkarką oraz lekarzem weterynarii, pomimo tego, że nie mogłam patrzeć na krew. Chciałam mieć bardzo wiele zwierząt, ponieważ od dziecka wychowywałam się w ich otoczeniu. Minęły kolejne trzy lata i znów to samo pytanie. Teraz widzę, jakie bezmyślne były tamte odpowiedzi. Teraz chcę zostać piosenkarką, ponieważ lubię i umiem śpiewać, chciałaby być również pisarką. Uwielbiam spisywać myśli na kartkę. Jednak to nastąpi za kilkanaście lat, teraz jest teraz. Nie chcę dorastać, chcę jak najdłużej cieszyć się chwilami spędzonymi w szkole, w gronie przyjaciół. Mam nadzieję, że nie będę musiała jak na razie podejmować żadnych bardzo ważnych decyzji. Chcę jak najdłużej być dzieckiem, bo gdy już dorosnę to nie będzie możliwości wrócenia do czasu spędzonego w szkole. Pomimo dużego natłoku nauki i mnóstwa obowiązków czas młodości jest najlepszym czasem w życiu człowieka. Przynajmniej ja tak twierdzę. Gabrysia Molata LOT BALONEM



Moje mieszkanie było zupełnie opustoszałe, spojrzałam się za siebie, na oknie siedział barwny motyl, lecz zaraz odleciał. Drzwi odtworzyły się i do mieszkania wbiegła moja przyjaciółka Ada, trzymając w ręce jakąś ulotkę. Wręczyła mi ją z uśmiechem na twarzy i zaczęła mówić: - Pamiętasz, że za dwa dni są moje urodziny? Chciałabym polecieć balonem nad Morzem Martwym. - Zwariowałaś – odpowiedziałam. - Obiecałaś, że zrobimy coś szalonego i niecodziennego. - Wiesz, że mam lęk wysokości! I na dodatek jeszcze na Morzem Martwym... – Zastanów się jeszcze – dodała i wyszła z zawiedziona miną. Wzięłam ulotkę i ciężko usiadłam na moim szaroniebieskim fotelu. Spojrzałam w bladoniebieską ścianę i stwierdziłam, że w sumie dlaczego nie zasmakować takiej przygody. Ruszyłam w stronę kuchni po mój telefon, aby zadzwonić do Ady. - Cześć, jeśli chodzi o ten lot balonem.... - Tak? - w głosie przyjaciółki słyszałam napięcie. - ...To postanowiłam lecieć z tobą. - Co? Nie wierzę, wspaniale! Zadzwonię jutro i powiem ci, kiedy lecimy!- wykrzyknęła. - Dobrze - odparłam, po czym rozłączyłam się i z lekkim niedowierzaniem pomyślałam, na co właśnie się zgodziłam. Nadszedł dzień lotu, prawie spóźniłyśmy się na tramwaj, bo Ada nie mogła się zdecydować, jakie buty włożyć. Dojechałyśmy na miejsce, ogromny teren, zarośnięty jasnozieloną trawą i zatłoczony mnóstwem ludzi. Gdy weszłyśmy do kosza balonu, oblał mnie zimny pot, chwyciłam Adę za rękę i nagle poczułam, że unosimy się nad ziemią. Lina niebezpiecznie zaczęła drgać, w pewnym momencie nadciągnęła się tak mocno, że pękła. Popatrzyłyśmy na siebie z niepokojem i strachem. Balon z chwil na chwilę unosił się coraz wyżej, byłam przerażona i wściekła na siebie oraz Adę. Po ośmiu godzinach latania nie wiadomo gdzie, nad wodą ujrzałam wyspę i wykrzyknęłam do sparaliżowanej strachem Ady: - Wstawaj widzę jakiś ląd!!! Musimy tam jakoś dolecieć, zaufamy naszemu szczęściu. Udało się, wylądowałyśmy na tej tajemniczej wyspie zmęczone, wytrzęsione i przemoczone. - I co my teraz zrobimy, jesteśmy zdane na siebie w tej dzikiej dżungli! - To wszystko twoja wina, musiałaś się uprzeć na ten lot balonem?! - krzyknęłam. - Przepraszam, ale i tak teraz nic tego nie zmieni, jesteśmy razem, damy radę. Leżałyśmy chwilę na rozgrzanym piasku, ale głód nam doskwierał, więc postanowiłyśmy rozejrzeć się po wyspie. Szukałyśmy długo czegoś do zjedzenia i w końcu natrafiłyśmy na drzewo kokosowe. Wskoczyłam na nie i zaczęłam strącać kokosy. Gdy już skończyłam jeść, zaproponowałam zwiedzanie wyspy. Znalazłyśmy wodospad oraz jeziorko ze słodką wodą. Pomału zbliżał się wieczór, na nocne schronienie wybrałyśmy opuszczoną jaskinię. Rano pobiegłyśmy do jeziorka, aby się trochę umyć, a następnie zjeść owocwe śniadanie. - Jak tu cicho - rzekła Ada. - I spokojnie - dodałam. - Mam nadzieję, że martwią się o nas i nas szukają. Może zróbmy jakiś napis z liści palmy, na przykład "help". Przedtem jednak zgromadźmy żywność na zapas. Gdy już miałyśmy wystarczającą ilość kokosów i bananów, mogłyśmy odpocząć w naszej jaskini. Następnego dnia ułożyłam z Adą napis z nadzieją, że zobaczy to jakiś helikopter albo samolot i pomoże się nam wydostać z wyspy. Niestety nikt nie dotrzegł naszej prośby, choć mijał trzeci dzień od naszego zniknięcia. Rozpaliłam ognisko i zasnęłam, śniło mi się że spędzimy całe swoje swoje życie na wyspie. Nasz kolejny dzień zaczął się od zbierania bananów i kokosów, w pewnej chwili usłyszałyśmy głośny warkot silnika samolotowego. Rzuciłam wszystkie kokosy, spojrzałam na Adę i pobiegłyśmy jak najszybciej w stronę naszego napisu. Machałyśmy i skakałyśmy, aż stał się cud i pilot helikoptera zauważył nas. Wylądował. Uradowane wsiadłyśmy do maszyny, patrząc na wyspę z uśmiechem. - Do widzenia, piękne pustkowie, następne urodziny spędzimy do obrzydzenia zwyczajnie. Alicja Wojtkowiak