Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








POMOC NIESIONA PRZEZ NASTOLATKĘ



Jestem w Gimnazjum na osiedlu „Pod Lipami”. Weszłam do klasy i spotkałam tam moją przyjaciółkę , która także przyszła tu napisać listy dla osób potrzebujących w różnych krajach oraz z różnych powodów. Razem z organizacją „Amnesty International” piszemy prośby do rządzących osób z innych państw. Postanowiłam podpytać moją przyjaciółkę o jej nastawienie do pomocy innym ludziom. - Czym jest Amnesty International? Zapytana o to dziewczyna odpowiedziała: - Amnesty International jest to organizacja pomagająca osobom w najróżniejszych państwach. W tym roku każdy z nas mógł napisać list w sprawie wybranej osoby, np. list do prezydenta Malawi o 10-letniej dziewczynce z albinizmem, w sprawie zaprzestania planów budowy tamy w Kanadzie na rzece Peace itd. Dla mnie to bardzo ważne, że każdy z nas może napisać list i pomóc komuś, z kim prawdopodobnie nigdy się nie spotkamy. Zdziwiło mnie, że dziewczyna w wieku 14 lat odpowiedziała w tak mądry sposób. Zdziwiło, ponieważ żyjemy w czasach, gdy większość osób w naszym wieku jest bardziej zaciekawiona własną osobą. Jeśli zaś chodzi o miezkańców innych państw, także tych ogarniętych wojną domową, to to nastolatki nie wykazują się zazwyczaj nie tylko empatią, ale w ogóle wiedzą o konfliktach mięzynarodowych. Dlatego fascynuje mnie moja rozmówczyni. - A Twoja rodzina? W odpowiedzi zostałam zaproszona przez moją rozmówczynię do jej domu. Gdy weszłam do głównego pomieszczenia, radośnie przywitała mnie jej mama. Usiadłam w pokoju mojej nowej koleżanki na łóżku, razem z notatnikiem. Rozglądałam się po pomieszczeniu, gdy gopodyni przyniosła mi szklankę soku pomarańczowego i biszkopty. – Czy ktoś z Twojej rodziny działa w taki sam lub podobny sposób jak ty? – spytałam, na co dziewczyna zamyśliła się. - Z mojej rodziny raczej nikt się nie udziela w takich akcjach, chociaż według mnie sam fakt, że mnie puszczają na takie imprezy i cieszą się, gdy im opowiadam, jak pomogłam, jest pewna formą wolontariatu. Każdy może pomagać na swój sposób. W czasie finału WOŚP zawsze chętnie im wrzucamy chociaż kilka złotych do puszek. A jeśli dawanie jedzenia bezdomnym zwierzętom można uznać za pomoc, to moi dziadkowie są w tym mistrzami. Zawsze gdy jadą na R.O.D. Bielniki do siebie na działkę, biorą to, co im zostało mięsnego z obiadu i dają kotom. Swego czasy nawet specjalnie jeździliśmy do sklepów i kupowaliśmy saszetki dla kociąt. Zresztą jeśli chcesz możesz na ten temat sama ich spytać. Gdy zeszłam na dół do jej dziadków, Dnia 10 grudnia w Światowym Dniu Praw Człowieka silna grupa uczniów naszego Gimnazjum wzięła udział w Maratonie Pisania Listów Amnesty International organizowanym przez Gimnazjum nr 5 z osiedla Pod Lipami. Za rok zapraszamy na maraton do nas!



potwierdzili bez zastanowienia słowa wnuczki. - Cieszą się, że pomagam w różny sposób. Jednak często powtarzają, żebym przystopowała na jakiś czas, bo nie mam czasu na obowiązki. Mam nawet plan, żeby w przyszłym roku zapisać się jako wolontariuszka do WOŚP lub Szlachetnej Paczki. - Masz z tego jakiekolwiek korzyści? – domyślałam się, jaka będzie jej odpowiedź, ale i tak cierpliwie czekałam. - Zależy jakie - zaśmiała się. - Korzyści materialnych z tego nie mam i nie chcę mieć. Za to mam wielką korzyść psychiczną. Jestem zadowolona z tego, że pomogłam w jakimś, chociażby najmniejszym stopniu drugiej osobie. Śmiech innych jest tym, co chcę osiągnąć, pomagając innym. Potem rozmawiałyśmy jeszcze długo, a ona poprosiła mnie o jedno - żebym nie ujawniała jej danych osobowych. Nie chce, by postrzegano ją jako dziewczynę, która chwali się wszem i wobec, że pomaga innym. Wiktoria Kordylewska II b CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA...



Kiedy wkońcu wyszłam ze szkoły po męczącym dniu, na zewnątrz czekała na mnie miła niespodzianka - padał śnieg, a wszystko wokół ślicznie wyglądało pod delikatną wartwą białego puchu. Spojrzałam na kalendarz w moim telefonie - 24 dni do Świąt - uśmiechnęłam się lekko do siebie i poszłam na autobus. Było ciemno i mroźno, ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, stwarzało niesamowity nastrój, który tak uwielbiam. Już wtedy wiedziałam, że te 24 dni nie będą nudne, czułam to. Nie pomyliłam się. Był poniedziałek, 5 grudnia. Spotkałam się z moją przyjaciółką, by razem pójść do szkoły. Pruszył śnieg i było dość chłodno. - Uwielbiam taką pogodę - powiedziałam z radością. - Widzę, że tylko ja się cieszę - stwierdziłam, patrząc na jej twarz. Nie widziałam w niej żadnych emocji. - Nie jestem już małym dzieckiem, które skacze ze szczęścia na widok śniegu - odpowiedziała. - Nie widzę w nim nic niesamowitego. Co prawda nie zgadzałam się z nią ani trochę, ale postanowiłam nie ciągnąć dalej tematu. Im człowiek starszy, tym mniej się cieszy z takich małych rzeczy. Dorośli widzą w zimowej pogodzie same wady, a nie dostrzegają żadnych zalet, mimo że według mnie jest ich bardzo dużo. Każdy inaczej postrzega różne sprawy. Na siódmej godzinie lekcyjnej pani Remblewska poprosiła nas o pomoc przy przygotowaniu stoiska, na któym kolejnego dnia będą sprzedawane ciasta przyniesione przez uczniów. Chętnie jej pomogłyśmy: ustawiłyśmy stoły, daszek, pod którymi ustawimy nazajutrz wypieki oraz wszystko udekorowałyśmy. Straciłyśmy na to dość sporo czasu, ale podobał mi się efekt końcowy. Stoisko wyglądało dobrze, dekoracje ładnie zdobiły całość. Kolejnego dnia, kiedy się obudziłam, od razu zobaczyłam świąteczną torebkę leżącą obok mnie na łóżku. Spojrzałam na ekran telefonu - 6 grudnia. Obejrzałam prezent, po czym od razu poszłam do szkoły. Na drugiej lekcji do sali gimnastycznej, w której akurat mieliśmy wf, przyszło dwóch chłopaków przebranych za Mikołajów wraz ze Śnieżynkami ubranymi w białe sukienki. Złożyli nam życzenia, a potem poczęstowali cukierkami. Kiedy zeszłam do szatni, w bucie znalazłam kolejne słodycze. Doskonale wiedziałam od kogo są, nawet nie musiałam pytać. Na przerwach wokół wcześniej przygotowanego stoiska tworzyły się kolejki po ciasta. Z tego co wiem, jeden kawałek kosztował tylko złotówkę, więc każdego było na nie stać, a po 14 można było skosztować wypieków za darmo. Miał się odbyć mecz mikołajkowy - Gimnazjum vs. Liceum - jednak został przełożony na kolejny tydzień, ponieważ licealne pierwsze klasy tego dnia wyjechały i nie mogły w nim uczestniczyć. Nie tylko u nas przełożono imprezę sportową. Jak się dowiedziałam - w mojej starej szkole (SP15) miał mieć miejsce turniej mikołajkowy piłki nożnej klas trzecich, jednak został odwołany z powodu awarii sali gimnastycznej. - Kilka dni wcześniej przed turniejem zdarzało się, że sala była zalana. Nieraz okno otwierało się w nocy podczas ulewy. Próbowano je Rys. źródło - Internet.



naprawić, ale dzień przed wydarzeniem wypadło, przez co trzeba było odwołać spotkanie - mówi Damian, zawodnik z klasy IIId. Napisałam ostatni akapit i po raz kolejny uśmiechnęłam się do siebie. Zdałam sobie sprawę, że pozostało tylko 14 dni do Bożego Narodzenia. Na balkonach i oknach pojawiły się pierwsze ozdoby, w kościołach odbywają się roraty, a galerie handlowe, ulice i szkoły są ślicznie udekorowane. Niedługo ubiorę choinkę, pod którą w Wigilię będą leżeć prezenty, w centrum miast pojawią się cudowne światełka i ozdoby, które tak uwielbiam, w radiach będą grać świąteczne piosenki i kolędy w wykonaniu znanych muzyków, w telewizji po raz setny będzie lecieć ,,Kewin sam w domu", a ja będę chodzić po sklepach w poszukiwaniu prezentów dla moich przyjaciół i rodziny. Święta Bożego Narodzenia to zdecydowanie najpiękniejszy czas w roku, w którym ludzie są szczęśliwi i chcą sprawiać przyjemność bliskim. Zapisałam artykuł i zamknęłam laptopa, po czym położyłam się na łóżku. Sama nie wiem kiedy zasnęłam. Natalia Majorek Kl. II b Wielu z Was na pewno zastanawia się, co mogłoby kupić na Święta swojemu przyjacielowi. W tym artykule spróbuję przedstawić kilka propozycji prezentów, które na pewno uszczęśliwią nastolatka, a zarazem nie nadszarpną Waszego budżetu.
Obraz W Poznaniu jest wiele drukarni, które oferują możliwość wydrukowania zdjęć na płótnie w wybranym rozmiarze. Wystarczy znaleźć zdjęcie odpowiedniej jakości, przynieść je na pendrivie do drukarni, a następnego dnia będzie czekał na Was piękny obraz. (Można wydrukować fotkę także na koszulkach itp.) Cena takiego prezentu wynosi od 30zł w górę, w zależności od rozmiaru. Zabawki z "chińczyka" Po bardzo niskiej cenie w


chińskich marketach można kupić sporo różnorodnych i ciekawych zabawek, które sprawią radość obdarowywanemu. Gdy uda nam się znależć kilka tańszych, będziemy mogli ucieszyć kogoś wieloma podarkami, co w efekcie da energię do zabawy na wiele zimowych wieczorów. Cena takiej zabawki może wahać się w granicach 1-5 złotych. Płyta Osoby, które bardzo interesują się muzyką, cenią sobie posiadanie jej na orginalnych płytach zamiast na telefonie w formacie mp3. W cenie nieprzekraczającej 20 zł można kupić niektóre płyty w Empiku. Jeśli chcemy przeznaczyć na zakup więcej pieniędzy, zajrzyjmy do internetowych sklepów muzycznych. Zapewniam, że znając gusta muzyczne przyjaciela, możemy go bardzo w ten sposób ucieszyć. Cena od 20 zł w górę Książka Ta propozycja skierowana jest szczególnie do miłośników literatury, więc najpierw upewnij się, że ta osoba czyta książki, a jeśli tak, to zorientuj się, jaki jest jej ulubiony gatunek. Dobrą książkę można kupić już od 25 złotych. Kubek Naczynie, z którego pijemy napoje, jest dla niektórych bardzo ważne.
Na rynku pojawiło się mnóstwo kubków z orginalnymi napisami, obrazkami oraz imionami. Musimy jednak pamiętać, aby nie były one obraźliwe. Średnia cena takiego prezentu wynosi ok. 20 zł. Skarpety Świąteczne, grube skarpetki! Może osobie, którą chcesz obdarować brakuje skarpet, w których mogłaby poruszać się w domu? W wielu sklepach odzieżowych możemy teraz znależć ciepłe i oryginalne okrycie dla stóp. Koniecznie upewnij się jaki rozmiar nosi ta osoba. Cena: ok. 15 zł. Kosmetyki Jeśli chcesz kupić coś dziewczynie, pomyśl o kosmetykach. Płeć piękna uwielbia błyszczyki do ust, kosmetyczki i tusze do rzęs. Jest jedna przeszkoda: nie wszystkie nastolatki się malują. (Pamiętaj też, że


regulamin szkoły tego zabrania!) Cena od 20 zł w górę. Etui Wiele osób lubi ozdabiać swój telefon za pomocą etui przedstawiających różne wzory. Ma to też praktyczne zastosowanie, ponieważ częściowo chroni telefon przed obiciem. Etui możemy znaleźć już od 10 złotych. Zestaw minigolfa do grania w toalecie W skład zestawu wchodzą: dywanik z dołkami, chorągiewka, dwie piłki, kij i stojak. Jest to dobry prezent, dla osób, których ulubionym miejscem jest toaleta. Upewnij się jednak, że zestaw jest kompatybilny z wielkością toalety obdarowywanego. Cena: 29 zł. Piłeczki antystresowe. Twój znajomy ma problemy z kontrolowaniem emocji? Często atakuje Cię, kiedy nad jego ciałem zapanuje żądza mordu? To będzie prezent idealny. A przynajmniej prawie, ponieważ nie gwarantuje to 100% efektu uspokojenia, jednakże bardzo pomaga. cena: ok 10 złotych. TALERZ DLA NIESPODZIEWANEGO GOŚCIA - TEST NA CZŁOWIECZEŃSTWO?



Każdy, kto obchodzi Święta Bożego Narodzenia, wie, że w zwyczaju jest zostawanie dodatkowego nakrycia dla zbłąkanego wędrowca. Ma ono leżeć na stole i czekać, aż ktoś spoza naszego grona do niego zasiądzie. Wszystkie osoby, które znamy, zostawiają właśnie takie miejsce przy świątecznym stole. Jednak zaciekawiło nas, czy każda z tych osób przyjęłaby do domu nieznajomego w potrzebie. I nie mamy tu na myśli osób, które robią nam niespodziankę (z rodziny czy przyjaciół). Chodzi nam głównie o ludzi bezdomnych lub zagubionych. Machinalnie każdy pewnie powie, że tak, ale kiedy się nad tym głebiej zastanowić... Załóżmy, że sytuacja wygląda w następujący sposób: jesteś osobą dorosłą, siedzisz z rodziną przy świątecznym stole. Nagle do twoich drzwi ktoś puka. Otwierasz je, a w nich stoi osoba bezdomna i pyta, czy może zjeść z wami posiłek. Należy tu dopowiedzieć, że nieznajomy jest trzeźwy. Co wtedy robisz? Postanowiłyśmy przeprowadzić ankietę z losowo wybranymi osobami z naszej szkoły. Jej wyniki przedstawiamy poniżej. Absolwent gimnazjum: Miałbym pewne wątpliwości, jednak gdyby naprawdę potrzebował pożywienia i schronienia, wpuściłbym go. Uczniowie: a) Nie, ponieważ może wykorzystać to, że jest w obcym domu. Może nas zwyczajnie okraść. b) Nie jestem pewna. Musiałabym wiedzieć, czy rzeczywiście jest to osoba w potrzebie. c) Nie wiem. Pracownik administracji: Myślę, że nie. Jednak gdyby potrzebowała jedzenia, podzieliłabym się, ale nie chciałabym, aby zasiadła z nami przy stole. Pracownik szkoły: Trudne pytanie, gdyby osoba potrzebowała pożywienia wpuściłabym do domu i zaprosiła do stołu. Nauczyciele: a) Jeżeli reszta domowników by się zgodziła, nie widziałbym przeszkód. b) Wpuściłabym bezdomnego gdyby był trzeźwy oraz czysty. Ale jeśli byłby niezadbany, poprosiłabym, żeby się umył i dałabym ubranie. Jednak przede wszystkim zapytałabym się moich bliskich o zgodę, chociaż myślę, że nie mieliby z tym problemu. c) Jest to trudne pytanie. Nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji, a Święta zawsze spędzam u moich rodziców. Rozważając teoretycznie, miałabym dużo wątpliwości ze względu na to, że jest to osoba obca i nie wiadomo, czy nie mogłaby zagrozić mojej rodzinie. Z drugiej strony, gdyby w tym dniu ktoś faktycznie zapukał do moich drzwi, nie umiałabym nie zaprosić go do stołu. Nasze rodziny: a) Wolałabym nie ryzykować. Czasami spędzamy święta same (bez męskiej części rodziny), jednak gdybyśmy byli wszyscy razem i domownicy zgodziliby się, zaczęłabym się zastanawiać. Na pewno nie byłabym co do tego pomysłu przekonana. b) Gdyby była to osoba schludna i czysta, to możliwe, że bym wpuścił. Jednak osoby bardzo brudnej bym nie wpuścił. A TY CO BYŚ ZROBIŁ/A? Gabriela Molata i Wiktoria Kordylewska Każdy z nas obchodzi Święta Bożego Narodzenia inaczej, jedni wierzą w Boga, inni nie. To wpływa na sposób przeżywania tego specjalnego, grudniowego czasu. Dzieje się tak nie tylko w Polsce, ale w każdym miejscu na świecie.



W Polsce Boże Narodzenie ma charakter święta rodzinnego i najczęściej jest obchodzone w gronie najbliższych. Świętujemy dwa dni, ale - co ciekawe - zaczynamy już wieczorem w przeddzień pierwszego święta. Jednym z krajów, które ciekawie obchodzą Boże Narodzenie jest Portugalia, Boże Narodzenie to najważniejsze i najbardziej uroczyste święto w tym kraju. W wigilię (Véspera do Natal) całe rodziny zbierają się w domach wokół choinki i oczekują nadejścia północy, by wybrać się do kościoła na pasterkę (Missa do Galo). Nazwa oznacza dosłownie Msza Koguta i pochodzi od legendy, która mówi, że jedyny raz, kiedy kogut zapiał o północy, miał miejsce w noc narodzin Jezusa. Po skończonej mszy wszyscy udają się do domów, by zasiąść do wigilijnego posiłku zwanego consoada, a tradycyjną potrawą wigilijną jest bacalhau, czyli dorsz według specjalnego przepisu bacalhau de consoada, do którego gotuje się kapustę, robi krokiety z ryb, a na deser podaje różne ciasta. Wigilia Bożego Narodzenia Kučios na Litwie, podobnie jak w Polsce, jest posiłkiem bardzo rodzinnym, powszechnie uważanym za najważniejszy dzień w roku. Na Litwie obowiązuje również zwyczaj łamania się opłatkiem Zjada się też 12 potraw, symbolizują one 12 miesięcy w roku. Potrawy nie mogą zawierać tłuszczu, mleka, masła i mięsa. Popularne są śledzie, grzyby i fasolka. Widać, że długo Polska i Litwa były jednym krajem. Litwini świętują tak, jak my. Innym niż nasz zwyczajem jest tam za to przygotowywanie słomianych łańcuchów na choinkę lub dekoracji z papieru (np. gwiazdy, tulipany i lilie) i osadzanie ich na słomianych patyczkach. Nikt nie przypuszczałby, że Tajlandia, który jest jest krajem buddyjskim i nie obchodzi Świąt Bożego Narodzenia, wymyśliła... miejscowego rozdawcę upominków. Jest on stylizowany na wieśniaka w słomianym kapeluszu, przewiewnych szatach, a zamiast choinki towarzyszą mu snopy ryżowej słomy. Taki "Święty Mikołaj" został w tym roku rozstawiony w sieci najpopularniejszych w Tajlandii stacjach benzynowych. Monika Dych Ic Rys. żródło - Internet ***ZIMOWY SPACER***



Wyrzuciłam ręce do góry w geście kapitulacji. Naprawdę nie miałam siły na dalszą kłótnię. "Zrobiłaś źle" - wygarniało mi sumienie, "Wróć tam i napraw swoje błędy" - mówiło serce. Przypomniałam sobie lekcje z psychologiem w liceum i zastosowałam rady specjalisty: głęboki wdech, wydech, wdech, wydech. To na nic... Młodsze rodzeństwo jest jak piąte koło u wozu, niechciane i nielubiane przez starsze. Żyjemy w zgodzie, póki niewidzialna błyskawica nie przetnie więzów naszej dobrej relacji. Życzymy sobie nawzajem źle, a następnie żałujemy każdego słowa wypowiedzianego w złych intencjach. Życie z młodszym rodzeństwem jest jak poruszanie się do przodu, po którym następuje cofanie. Myśli, żal, niepotrzebne słowa, zranione serce. Spojrzałam ostatni raz w okno młodszej siostry; siedziała na parapecie i posłała mi triumfalny uśmiech. Obróciłam się szybko, nie pozwalając złym emocjom przejąć nade mną kontroli. Warknęłam wściekła i kopnęłam puszkę, leżącą na ziemi. Tak zaczyna się wyładowywanie złości na przedmiotach nieożywionych. Śnieg mienił się w świetle włączonych latarni, na ciemnym niebie latały wrony, które kształtem przypominały wielką chmurę burzową. Na końcu alejki zamajaczyła niewyraźna ludzka sylwetka; poczułam się nieswojo w ciemnym parku w porze wieczornej. Zawinęłam pod szyją wełniany szal uszyty przez babcię, a ten niepozorny gest dodał mi otuchy. Zapach perfum starszej pani przypomniał mi o dawnych czasach, kiedy to babcia była moim największym sprzymierzeńcem i wzorem do naśladowania. Wszelkie wątpliwości kierowałam do niej, teraz został mi tylko marmurowy nagrobek, który jest pośrednikiem naszych rozmów. Wciąż wierzę, że kiedyś dostanę odpowiedź. - Zgubiłaś się? Dziecko, odpowiesz mi? - wątłe ramiona uniosły mnie do góry. Rozglądnęłam się chaotycznie i ze smutkiem stwierdziłam, że wspomnienia o babci zadziałały jak kołysanka, czego skutkiem była chwilowa nieobecność wśród przytomnych. Moje zdziwienie i przerażenie sięgnęły zenitu, kiedy spojrzałam na twarz mojej "wybawczyni". - Bbbabcia? Cco to to wszystko mma znaczyć? - sięgnęłam ręką w stronę jej twarzy, a ta stała się jakby mniej wyraźna. Co jest grane? Staruszka uśmiechnęła się, a nowe zmarszczki na jej twarzy uświadomiły mi, ile czasu minęło od naszego ostatniego spotkania na tej ziemi. - Natalia! - moje serce przyspiesza, bo ten głos nie powinien pojawić się w tym miejscu i w tym czasie. Czyżby dotarło do mojej mamy, żeby traktowała nas obie sprawiedliwie? Niemożliwe! - Natalia! Do szkoły, ale już! Najpierw widzę lampę, później sufit, a następnie meble w pokoju. Co to wszystko ma znaczyć? Kłótnia, park, babcia, mój własny pokój. Czy, czy, czy to był tylko sen? Basia Dudzińska kl. I b Mikołajki



Mikołajki obchodzi się w Polsce już od dawna. Jest to wesoły, radosny dzień, zwłaszcza dla dzieci. Każdy wie, jak się je świętuje, ale miło będzie przypomnieć sobie najważniejsze kwestie. Mikołajki to dzień św. Mikołaja, jak mówi nazwa. W nocy z 5 grudnia na 6 wkłada się dzieciom prezenty do butów, do skarpety zawieszonej nad kominkiem (jeśli ktoś go ma) lub po prostu pod poduszkę. . Zazwyczaj są to słodycze albo drobne zabawki. Niegrzeczne dzieci dostawały w dawnych czasach rózgę, a i teraz się zdarza, że w imieniu św. Mikołaja rodzice podsuwają im gałązki lub... ziemniaka. Współcześnie wszyscy wyobrażają sobie Mikołaja jako staruszka w czerwonym ubranku i z charakterystyczną czapką, latającego po niebie w saniach, które ciągną renifery (w tym oczywiście Rudolf!). Zapewne to przez reklamy (coca - cola) i bajki animowane zaczęto tak o nim myśleć. Jednak św. Mikołaj wyglądał zupełnie inaczej. Był on biskupem z Miry i niezmiernie dobrym człowiekiem. Legenda głosi, że pewien człwiek musiał sprzedać swoje córki, gdyż popadł w nędzę. Jednak Mikołaj, usłyszawszy o tym, wrzucił do jego domu przez komin pieniądze. Stąd współczesne wyobrażenie bożonarodzeniowego Mikołaja, który wrzuca przez komin prezenty. Obecnie dzieci w wielu miejscach na świecie wierzą w św. Mikołaja aż dorosną. Trudno jednak zachować im swe wierzenia w rzeczywistości multimedialnej, która nas otacza. Telewizja, Internet, starsi koledzy i rodzeństwo szybko odbierają maluchom złudzenia. Mimo to każdy - i młodzi, i starzy w tę jedną noc, z 5 na 6 grudnia, zapominają na chwilę o realiach i pieką ciasteczka dla Mikołaja, zostawiają przy bucie marchewki dla reniferów i wierzą, że św. Mikołaj o nich nie zapomni... Weronika Wilkowska Ic Przyp. red.: mikołajki (tak jak andrzejki, walentynki itp.) jako nazwę zwyczaju zapisujemy małą literą! *Zimowe moce. Część I*



Biegłam przez las. Padał gęsty śnieg. Zimny wiatr rozwiewał moje długie białe włosy. Rozglądałam się z uwagą. Nagle poślizgnęłam się na lodzie, upadłam i leżałam bezradnie. Płatki śniegu padały na moją bladą twarz. Nie mogłam się ruszyć. Nie dałam rady.To wszystko zaczęło się przez niego. Przez Urlana. Zniszczył wszystko, co kochałam. Zemszczę się. Był 23 grudnia. Moje urodziny, a zarazem dzień przed Wigilią. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro na moje białe włosy i niebieskobiałe oczy. Byłam wyjątkowa. Nazywam się Irlana Saunt. Mieszkam w Norwegii, w małym miasteczku, gdzie nic się nie dzieje. Żyję z matką, Gertrudą, mój ojciec nie żyje. Zginął w zamieci śnieżnej, co zdarza się u nas bardzo często. Nie mam rodzeństwa. Mam tylko moją rodzicielkę, którą kocham i nie pozwolę, by coś zakłóciło nasze szczęście. U nas nic się nie zmienia, a każdy dzień podobny jest do poprzedniego. Jednak los zwykle ma swoje plany w stosunku, do każdego z nas. Weszłam do salonu, w którym siedziała moja mama. Była dla mnie najpiękniejszą istotą na świecie. Jej głowę otaczały piękne brązowe włosy, patrzyła na mnie zielonymi oczami. - Wszystkiego najlepszego z okazji 16-tych urodzin- powiedziała i podarowała mi naszyjnik ze śnieżynką. - Dziękuję, mamo, jest piękny - podeszłam do niej i ją pocałowałam. Zaczęłyśmy szykować dom do Bożego Narodzenia. Nie obchodzimy Świąt tak samo jak mieszkańcy Norwegii, bo pochodzimy z Polski. To już nasze dziesiąte Święta tutaj. Nienawidzę zimy po tym, jak śnieżyca zmiotła tatę do jeziora. Westchnęłam. Tak tęskniłam za nim, że aż bolało. Pamietam, że zawsze w Święta robił parodię kolęd. Mieliśmy niezłą zabawę, wprawdzie mama się dąsała, że tak nie wolno, ale w końcu i ona się przyłączała. Z rozmyślań wybudził mnie głos matki. - Posłuchaj, pójdziesz po drewno na opał? Skończyło się, a jest nam potrzebne - rzekła. Zgodziłam się i wkrótce byłam na dworze. Śnieg padał cały czas, co ograniczyło mi widoczność. Skręciłam w kierunku lasu i weszłam do niego. Tylko tutaj można było kupić drewno. Niespodziewanie pojawiła się śnieżyca. Mówiłam sobie, że dam radę. Nagle poczułam coś, jakbym dostała śniegową kulą i upadłam. Ostatnie, co widziałam, to niesamowite błyski, a potem zapanowała ciemność. Obudziłam się na śniegu. Nie wiedziałam, ile czasu tak leżałam, ale na pewno długo, bo było już ciemno. Mama na pewno się martwi. Zastanawiałam się, co to było. Próbowałam odszukać na moim ciele powod, dla którego upadłam. Nic nie znalazlam, ale poczulam, że mam lodowatą skórę. Nic dziwnego, przecież leżałam na ziemi przez jakąś godzinę. Zaczęłam iść w kierunku domu. Dziwne, że nie mam kataru. Każdy, kto by spędził w śiegu tyle czasu, od razu by się zaziębił, a ja czuję się dobrze. W końcu doszłam do uliczki przed moim domem. Tylko że zamiast niego zobaczyłam tylko stertę gruzu. Dopiero teraz zauważyłam pogotowie i straż pożarną, która musiala przyjechać przed chwilą. W tej chwili tylko jedno miałam w glowie: czy mama jest bezpieczna. - Mamo! Gdzie jesteś?! - wołałam rozpłaczliwie. Żadnej reakcji. W tej chwili zauważyłam, że strażacy niosą duży, czarny worek na ciało. Osunęłam się na nogi i zaczęłam płakać. W tej samej chwili zaczął znów padać śnieg. Rys. źródło - Internet Tekst: Weronika Wilkowska I c



To były moje najgorsze urodziny. Z płaczu weszłam na etap wściekłości, a wtedy zaczęła zamieć. Szybko uciekłam w stronę lasu. Mróz zamrażał moje łzy, ale ciągle biegłam. W końcu się zatrzymałam, nie wiedziałam, co robić. Nagle usłyszałam syrenę i schowałam się za drzewami. Usłyszałam, jak się zatrzymują i mówią: - Podobno zanim ten dom się rozpadł, widziano jakiegoś chłopaka. Pewnie to on rozwalił budynek, tylko ciekawe jak... - zastanawiał się jeden . - Zgubił dokumenty i z nich wyczytano, że nazywa się Urlan - rzekł drugi. Usłyszawszy to, rzuciłam się do ucieczki. Nie miałam gdzie się podziać. Śnieg padał coraz mocniej. Biegłam, biegłam aż nagle poślizgnęłam się na lodzie. Byłam bezradna i smutna. To wszystko przez Urlana. Postanowiłam, że się zemszczę. Nagle nad czymś się zastanowiłam. Dlaczego śnieg sypał wtedy, gdy zaczynałam płakać, a kiedy przestawałam - znikał. Taką samą moc miała moja wściekłość... Uświadomiłam to sobie dopiero teraz. Umiem kontrolować pogodę emocjami. KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ Najbardziej oczekiwane premiery filmowe PREMIERY GRUDZIEŃ 2016



Ostatni miesiąc 2016 roku poza świętami i sylwestrem niesie nam wiele długo oczekiwanych premier filmowych. Oto mój prywatny ranking filmowy: 1. Łotr 1. Gwiezdne Wojny - historie. Premiera: 15 grudnia - Cześć, na czym byłeś? - No na "Łotr jeden. Gwiezdne wojny - historie." Głupi tytuł? TAK. Czy mógłby być głupszy? TAK. Wyobrażcie sobie: "Chuligan 1", "Rzezimieszek 1", "Złoczyńca 1". Wszyscy obawiali się, że Disney zabije stare dobre "Gwiezdne wojny" (pomijamy fakt, że wielu uważa, iż sam twórca prawie zniszczył je nową trylogią), jednakże pokazał nam, że może zrobić to równie dobrze jak w przypadku 7. części. Zwiastuny pokazują nam mnicha, który pałką zabija uzbrojonych szturmowców z blasterami. Na szczęście są też pokazane sceny prawdziwej walki, a także nowe interesujące postaci. Zapowiada się nieźle. 2. Ukryte piękno. Premiera: 25 grudnia Można by powiedzieć, że oklepany i niewymagający styl okładki filmowej mówi o nim wszystko, jednak po obejrzeniu zwiastunów moje zdanie zmieniło się o 180 stopni. Will Smith w roli nowojorskiego specjalisty od reklamy, który po śmierci córki popada w depresję, a na dodatek ma dar, dzięki któremu rozmawia na przykład ze śmiercią lub czasem. Fikcyjne byty i jego znajomi starają się wyciągnąć go z depresji. Zwiastun bardzo mnie poruszył i sprawił, że na pewno pójdę na ten film. 3. Pasażerowie. Premiera: 25 grudnia Sf, niebędące częścią, żadnej serii, ma wiele możliwości wychodzenia poza banalne schematy. Patrząc na zwiastun, można wywnioskować, że tak właśnie będzie z filmem ,,Pasażerowie". W głównej roli przepiękna aktorka Jennifer Lawrence znana z ,,Igrzysk Śmierci" oraz Chris Pratt. Zamysł fabularny użyty w "Pasażerach" co prawda pojawiał się już w wielu książkach tegoż gatunku, ale w formie filmu nie traci, a zyskuje. Zahibernowani ludzie lecą 100 lat na obcą planetę, wypadek, po którym 90 lat za wcześnie budzą się dwie osoby... Może być ciekawie. 4. Sully. Premiera: 2 grudnia Historia oparta na faktach. Sully, pilot z wieloletnim doświadczeniem, jeden z tysięcy lotów, wypadek, Sully, zmuszony do lądowania na rzece, awaria obu silników. 155 pasażerów na pokładzie. Pilot zostaje pociągnięty do odpowiedzialny za narażenie ich życia. ,,Latam od 40 lat, a będę sądzony za 208 sekund". Poruszająca historia, bohatera posądzonego o coś, czego nigdy nie zrobił. Polecam również wybranie się na film ,,Niesamowite zwierzęta i jak je znależć'', który powstał na podstawie scenariusza J.K.Rowling i opowiada historię czarodzieja zajmującego się magicznymi zwierzętami. Niedługo nastanie okres świąt, czyli będziemy mieć dużo czasu wolnego, który polecam spędzić Wam między innymi w kinie. Nie można przecież tylko jeść! (DS) Z życia szkoły... WIECZÓR FILMOWY W G 11
W piątek 2 grudnia odbył się wieczór filmowy długo oczekiwany przez społeczność szkolną. W gronie znajomych mogliśmy oglądać filmy w miejscu, gdzie zazwyczaj się uczymy. Po uprzednim przygotowaniu sal zajęliśmy się zapisywaniem i wpuszczaniem uczniów do szatni, aby po odłożeniu kurtek mogli ruszyć na jeden z czterech filmów puszczanych jako pierwsze: ''Jurrasic World'', ''Mr. & Miss. Smith'', ''Indiana Jones'' lub ''Joy''. Niestety, nawet jeśli film się nie spodobał, nie można było przejść do innej sali. Mimo że ''Mr. & Mrs. Smith'', który wybrałem, nie był najlepszy, bardzo przyjemnie było mi go obejrzeć ze znajomymi. Po pierwszym filmie mieliśmy chwilę przerwy, po któtej mieliśmy do wyboru filmy: ''Ja, Robot'', ''Mamma Mia!'', ''Nietykalni'' oraz ''Sala samobójców''. Najwięcej osób poszło na film ,,Ja, Robot" i ,,Salę Samobójców", dzięki czemu


na dwóch pozostałych było dużo miejsca i mało problemów, z przeszkadzającymi osobami. ,,Nietykalni'' opowiadał historię sparaliżowanego bogacza i jego pomocnika. W wielu momentach potrafił rozbawić i odwrócić uwagę od dramatu głównego bohatera, co sprawiało, że film oglądało się z uśmiechem na twarzy. Podczas drugiego seansu zaczęło się prawdziwe oblężenie szkoły przez pizzy, którą wszyscy zamawiali z nie do końca dla mnie zrozumiałych powodów. Niektórzy, bardziej oryginalni, zamawiali jedzenie z KFC. Zapachy unosiły się po całej szkole. Na koniec weczoru mieliśmy do wyboru: ,,Mamę", ,,Uprowadzoną 2", ,,Za jakie grzechy, dobry Boże", i ,,Boogeymana". Na szczęście między horrorami i thrilerem znalazła się też komedia przedstawiającą rodzinę, w której wszystkie córki wyszły za mąż, za mężczyzn innego wyznania, lub pochodzenia etnicznego. Jak można się domyślić, sprawiło to, że w filmie było pełno genialnych gagów. jak to komedia, film kończy się happy endem. Z relacji moich znajomych i własnych odczuć wnioskuję, że zdecydowanej większości bardzo się podobało. Na koniec wszyscy sprzątnęli sale i rozjechali się do domów. (DS) Stan wojenny we wspomnieniach naszych bliskich Grudzień - historia wcale nie tak odległa



Rozmawiam z Moniką Miłkowską - Psują, lat 50 czyli z moją mamą. Czy uważasz, mamo że wprowadzenie stanu wojennego było dobre? Wtedy uważałam, że było to bardzo złe, ale z perspektywy czasu już mój osąd jest łagodniejszy. Dlaczego uważałaś tak, a nie inaczej? Dlatego że gdy jest się młodym, ma się radykalne poglądy (kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam). A dopiero jak dorosłam, zrozumiałam, że życie nie jest tylko czarno- białe. Jako osoba dorosła wiem, że Polsce mogła gorsza rzecz niż stan wojenny – interwencja wojsk ZSRR (Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich) i może wojna. Ile miałaś lat, gdy rozpoczął się stan wojenny? 13 grudnia w 1981 roku chodziłam do pierwszej klasy Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych (PLSP) w Poznaniu i miałam 15 lat Jak się żyło w tym czasie? Trudno. Nic nie można było kupić w sklepach. Często wyłączano prąd, siedzieliśmy w domu przy świeczce. Mieliśmy utrudnioną komunikację z innymi ludźmi, bo nie działały telefony. A korespondencja listowa była wyrywkowo sprawdzana i cenzurowana. Opowiesz mi, mamo, o handlu w czasie stanu wojennego ? Towary takie jak mięso wędliny, masło, papierosy, alkohol, były na kartki. Moja mama musiała zarejestrować kartki w jakimś sklepie i tylko tam można było zrobić zakupy. Jak do sklepu dowieziono dostawę, to ludzie ustawiali się w ogromnych kolejkach. Najlepsze artykuły dostawali tylko te osoby, które stały na początku kolejki. Nigdy dla wszystkich tych najlepszych rzeczy nie starczało. A papier toaletowy można było kupić tylko wtedy, kiedy oddało się odpowiednią ilość makulatury do skupu. Co robiłaś w tym czasie ? Chodziłam do szkoły (pójście na wagary mogło się skończyć aresztowaniem przez milicję). Pomagałam mamie w zakupach (ponieważ mieszkałam tylko z mamą). Nie wspominam tego najgorzej, bo stałam często w kolejce z koleżanką z bloku (mieszkała piętro niżej). Wraz z przyjaciółmi z liceum nosiliśmy przypięte do kurtek „oporniki”, by pokazać, że jesteśmy przeciwko władzy. Musiałam zawsze być w domu około godziny 21.30, bo obowiązywała godzina milicyjna (między 22 wieczorem 6). Jak ludzie przyjęli początek stanu wojennego, a jak jego koniec? Stan wojenny był zaskoczeniem dla większości ludzi, dla wielu wiązał się z osobistymi kłopotami lub rodzinnymi tragediami (internowano wielu działaczy NSZZ „Solidarność”). Zupełnie nie pamiętam zakończenia stanu wojennego bo ta data mało zmieniła w życiu Polaków. Tak naprawdę zmiany zaczęły się w 1989. Czy znałaś jakieś osoby które dosięgły represje? Znałam osobiście dwie takie osoby: wujek mojej bliskiej koleżanki był przewodniczącym „Solidarności” w Wielkopolsce (szefem zarządu) i był internowany. A drugą osobą był kolega z liceum, ze starszej klasy. Został pobity przez milicję na placu Mickiewicza pod pomnikiem „dwóch krzyży” i spędził dobę w areszcie dostał dwa lata w zawieszeniu - taki wyrok. Pytania opracował i wywiad przeprowadził Franciszek Psuja 1c Nasze zainteresowania Relacja z koncertu Martina Garriksa



Po sprawdzeniu biletów idę do szatni, by za chwilę wejść na arenę. Ogromna budowla od środka wygląda na nieco mniejszą. Wielka płyta i trybuny, które pomieszczą tysiące ludzi. Przechodząc przez ostatnią barierkę, dostaję opaskę upoważniającą do powrócenia na teren obiektu w czasie koncertu. Idę jak najbliżej sceny, nie musząc przepychać się między ludźmi. Stoję zalednie 15 metrów od miejsca, w którym już za chwilę zagra muzyk światowej sławy - Martin Garrix. Czekam, rozmawiając z ludźmi przede mną. Czas dłuży się niemiłosiernie. Po godzinie, podczas której na arenę dochodziły setki osób, na scenę wchodzi support, czyli Justin Mylo. Ludzie zaczynają krzyczeć, gdy tylko ujrzeli uśmiechniętego grubego chłopaka. Po powitaniu zaczyna lecieć jego muzyka, najpierw bardzo powoli, buduje napięcie, wszyscy czekają na drop, podrygując. Chwilę potem cała arena skacze. Czuję moc basu z ogromnych kolumn, rezonującego w moim ciele. Tłum ludzi rytmicznie podskakuje. Ze sceny musi wyglądać to imponująco. Spadek się kończy, bas cichnie, dając nam chwilę na odpoczynek. Dalej ten sam schemat tylko z innymi utworami. Ludzie nie tracą zapału, można by wręcz powiedzieć, że z każdym skokiem przybywa im sił i chęci do zabawy. Emocje rosną z minuty na minutę. Po godzinie Justin schodzi ze sceny, zostawiając tłum, by odpoczął przed kolejnymi godzinami koncertu. Na szczęście nie musieliśmy czekać więcej niż pół godziny. O 20 zacząła lecieć cicha muzyka sprawiająca, ża każda sekunda trwała wieczność. W końcu widać sylwetkę wychodzącą z backstege'u. Arena rozbrzmiewa chaotycznym krzykiem wydobywającym się z tysięcy gardeł. Martin Garrix w tym hałasie wbiega na scenę,wywołując tym samym jeszcze większy aplauz. Nieopisane uczucie, gdy słyszę pierwsze dżwięki piosenki, którą znam na pamięć. Ze sceny lecą serpentyny i konfetti, na zmianę z kilkumetrowymi salwami ognia. Czuć ciepło bijące z estrady wraz z każdym płomieniem. Miliony papierowych drobinek roznoszą się po całej arenie i opadają na bawiący się tłum. Rozglądam się po stadionie i widzę coś, czego nie zapomnę do końca życia. W pewnym momencuie na prośbę Martina wszyscy zapalają latarki. Piękny widok, który pokazuje, jak wiele osiągnął dwudziestoletni chłopak znajdujący się na scenie przed nami. Po godzinie koncert nabiera jeszcze większego tempa. Efekty świetlne i pirotechniczne przerastają wyobrażenia normalnego człowieka. Ludzie czują euforię w czystej postaci, bawiąc się przy muzyce. Nieubłaganie jednak zbliża się koniec. Po pewnym czasie Garrix dziękuje wszystkim za przybycie po polsku i zapowiada ostatni kawałek. Wszyscy bez wyjątku skaczą, słysząc świetny drop. Martin schodzi ze sceny żegnany burzą oklasków i krzyków. Ludzie zaczynają tłoczyć się przy wyjściu. Czekając przed bramką wyjściową, myślę, jak wiele zmieniło w moim życiu kilka ostatnich godzin. Za każdym razem, słuchając muzyki, mojego idola, będę czuł to, co czułem, stojąc tam w Krakowie razem z innymi ludźmi przed sceną i skacząc w muzycznym transie. Marzenia się spełniają. (DS) WARSZTATY Z MNEMOTECHNIKI



W środę 9 listopada o poranku klasa II b miała przyjemność uczestniczyć w warsztatach z p. Małgorzatą Chełkowską - Dorną, piątkowską radną i trenerem technik pamięciowych. Podczas zajęć poznaliśmy wiele metod skutecznego zapamiętywania, m.in. haki oraz ćwiczyliśmy swą pamięć metodą rzymskiego pokoju LOCO. Warsztaty były pełne zabawy. Mieliśmy także kilka zadań, a ten kto wykonał je najszybciej i poprawnie, dostawał słodką nagrodę. Jednym z bardziej zabawnych momentów był ten, kiedy uczyliśmy się rysować rysunki mnemotechniczne pomagające zapamiętać... definicję adrenaliny. Trzeba było narysować około 9 elementów, a poźniej osoby chętne mogły z pamięci wyrecytować, co zapamiętały (np. przyśpieszone tętno, szybsze bicie serca itp.). Nie zaniedbaliśmy też przedmiotów humanistycznych. Staraliśmy się zapamiętać poczet królów (około 20 nazwisk). Ciekawe, że w tym samym dniu pani od biologii zapytała nas właśnie o adrenalinę, a drugiego dnia padło odpowiednie pytanie z historii. Zupełnie jakby ktoś powiedział nauczycielom, co ćwiczyliśmy... Warszaty bardzo nam się podobały. Mamy nadzieję, że to, czego się nauczyliśmy, przyda nam się zarówno w całej naszej karierze szkolnej, jak i poźniej. Wiktoria Kordylewska IIb Zagubiona (OPOWIADANIE) PUSTKA



Mijały dni, tygodnie... Niedługo minie miesiąc. Wszystko co nas otacza jest jednakowe. Wszędzie woda, cicha, spokojna. Moja cierpliwość powoli mija, chcę wrócić do domu, jednak żadne z nas nie wie, w którą stronę płynąć. Zaczynam wątpić czy istnieje takie coś jak "dom"... Sky stara się jak może. Przez cały czas powtarza mi, że jakoś damy radę, że niedługo dopłyniemy do celu, jednak ja nie jestem przekonana. Zapasy jedzenia zaczęły nam się kończyć, a z samych ryb nie przeżyjemy. Przez cały czas się łudzę, że może gdzieś na horyzoncie zobaczymy ląd, niestety są to tylko marzenia. Z nudów zaczęłam liczyć czas. Minęło dokładnie: 28 dni, 17 godzin, 32 minuty i 45, 46, 47, 48... sekund. Sky bez wyrazu patrzy na wodę przez długie godziny. Zaczynam się o niego martwić. Przez cały czas musi trzymać kurs, je o wiele mniej ode mnie, nie śpi..., ale tak naprawdę - dlaczego on mnie obchodzi? Czy spędziłam z nim tak dużo czasu, że zaczął coś dla mnie znaczyć? Nie, na pewno nie. Może chodzi o to, że on jest moją jedyną nadzieją na powrót do domu? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi, jednak wiem, że jest z nim źle. Powinnam mu jakoś pomóc, ale nie dam rady kierować naszą małą łódką i zamartwiać się, czy dopłyniemy do domu. Skoro ja tak marudzę, to co on musi czuć. Biedny przytłoczony przeze mnie, chciał mi pomóc ale na pewno nie sądził, że tak będzie to wyglądać. - Przepraszam - powiedziałam mu pewnego dnia. - Za co? - spojrzał na mnie ze zdziwioną miną. - Chciałeś mi pomóc, a ja cię wciągnęłam w przygodę bez końca, która przestaje mi się podobać. Nie zaprzeczysz, że nie jesteś zmęczony. Widzę, co się z tobą dzieję. Kiedy cię poznałam, tryskałeś życiem, a teraz... wyglądasz jak siedem nieszczęść. Tylko proszę, nie mów mi, że wszystko jest w porządku, że świetnie się czujesz, bo nie mogę już dłużej znieść tego, że okłamując mnie, okłamujesz samego siebie. - Dobrze - rzekł i odwrócił się do mnie plecami, znów patrzył na wodę. - Nie masz mi nic więcej do powiedzenia. - rozzłościłam się jego zachowaniem. - Powinieneś na mnie nakrzyczeć, wyrzucić z siebie wszystko, co ci nie pasuję. Dlaczego nic nie robisz? - Nie zamierzam na ciebie krzyczeć. - Czemu? Wolałabym, żebyś to zrobił, nie mogę znieść twojego widoku. Jesteś jakby pozbawiony życia. Zaczęłam się o ciebie martwić, może powinnam wyręczyć cię... - Martwisz się o mnie? - przerwał mi w pół zdania. - Takie to dziwne? Wracając, powinnam brać drugą zmianę, żebyś ty mógł się wyspać, trochę mniej... - Zaczekaj. Czemu ja cię właściwie obchodzę? - Dasz mi dokończyć? - nie chciałam odpowiadać mu na pytanie. - Będę trochę więcej jedzenia przekazywać tobie i może... - Przestań... to nie ważne - powiedział, łapiąc mnie za ramiona. - Odpowiedz mi na pytanie. - Nie wiem. - Nie wiesz... Ja na przykład bardzo się o ciebie martwię. Codziennie widzę, jak z tęsknym wzrokiem patrzysz w wodę, wiem, że myślisz o rodzinie i wiem, że to moja wina, to ja nie potrafię pomóc powrócić ci do domu. - Przestań, to nie twoja wina - zawstydzona opuściłam wzrok. - Właśnie, że moja - wymusił bym na niego spojrzała. - To ja mam tutaj dziewiętnaście lat i to ja powinienem się tobą zająć. Widząc, że nie chcę kontynuować rozmowy, puścił mnie i pozwolił zająć swoimi sprawami, jednak ja miałam ochotę zapomnieć o wszystkim, odpłynąć w piękny świat snów. Kolejne dni były ciche. Żadne z nas nie kontynuowało tego bardzo ciężkiego tematu. Sky wciąż udawał, że wszystko jest w porządku, jednak ani razu nie odezwał się do mnie. Zaczęłam czuć, że go tracę, pomimo tego, że nigdy go nie miałam. - Sky... - widząc, że nie mam innego wyjścia, sama zaczęłam rozmowę. - Co się dzieje? - Co ma się dziać? Nic się nie dzieje. - Od naszej wcześniejszej rozmowy nie odezwałaś się do mnie ani słowem. Dlaczego? - Nie odzywam się do ciebie, ponieważ ostatnio wyraźnie dałaś mi do zrozumienia, że mam się odsunąć. - Nieprawda, nie masz się w żaden sposób odsuwać. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji i potrzebuję twojej bliskości, chcę, żebyś mnie wsparł. - Aha, czyli jestem tylko, żeby cię wspierać, nic innego się nie liczy, ja się nie liczę. - No oczywiście, że się liczysz, ale... teraz nie mogę myśleć o takich sprawach, muszę wrócić do domu. - Rozumiem cię, jednak poczułem się jak popychadło - przyznał szczerze. - Tak strasznie cię przepraszam, jaaa - zająknęłam się ze łzami w oczach. - Nie chciałam sprawić ci takiego problemu. - Przestań. Ty płaczesz? - zapytał, patrząc mi w twarz. Nie odpowiedziałam mu. Zamiast tego przytuliłam się do niego, a on pozwolił mi śię wypłakać. Nie zadawał już więcej pytać w stylu: "Dlaczego płaczesz?", "Czy to przeze mnie?". Wiedział, że nie chciałam ich słyszeć. Kolejne dni były bardzo spokojne. Jak zwykle na horyzoncie nie było widać żadnego lądu, ale ja nie przejmowałam się tym tak bardzo. Byłam szczęśliwa, że wyjaśniliśmy już sobie wszystko, ja i Sky. Raczej nie uda nam się dopłynąć do domu, ale może kiedyś zobaczymy jakąś wyspę i będziemy na niej żyć jak wyrzutkowie społeczeństwa. - Coś tam jest - odparł Sky zapatrzony w dal. Spojrzałam w tym samym kierunku co on. Rzeczywiście coś tam było, jednak nie potrafiłam stwierdzić co. Sky zmienił kurs. - To może być coś niebezpiecznego - ostrzegłam go. - Jak nie zobaczymy, to się nie dowiemy. Nie słuchając mnie już dłużej brnął przez morze. Ja wpatrywałam się stale w ten jeden jedyny punkt. Co to mogło być? Im bardziej zbliżaliśmy do celu tym bardziej ja się bałąm. W końcu, kiedy byliśmy tak tyle blisko, że mogłam zobaczyć gdzie zmierzamy zachwycona krzyknęłam: - LĄD! Ciąg dalszy nastąpi... Gabriela Molata KONIEC Dlaczego warto dołączyć do redakcji gazetki szkolnej?



W puli zajęć dodatkowych Gimnazjum nr 11 znajduje się wiele propozycji, jednak gazetka szkolna szczególnie przykuła moją uwagę. Czekałam wtedy na ogłoszenie o pierwszym spotkaniu, a kiedy już się ukazało, przyszłam na nie z głową pełną pomysłów. Oprócz pracy w redakcji internetowej bierzemy udział w licznych wyjściach do Centrum Kultury Dąbrówka, gdzie odbywają się spotkania z podróżnikami i interesującymi ludźmi ze świata mediów. Zbieramy wiedzę, którą później wykorzystujemy w naszych artykułach. Otrzymaliśmy także od "Echa Piątkowa" tytuł Herolda Piątkowa, więc jesteśmy bardzo dumni. Naprawdę nie ma większej satysfakcji niż czytanie swojego opowiadania lub tekstu w gazetce szkolnej, którą sprzedajemy co miesiąc za niewielką kwotę. Uzbieraną sumę przeznaczamy na wyjścieniespodziankę na koniec roku szkolnego. Jeśli jesteś miłośnikiem pisania lub po prostu masz wenę, przyjdź do nas w środę, w godzinach 14.30 -16.00 do sali 36. Basia D. Skład redakcji: Opiekun: Ludmiła Śliwieńska Zastępca redaktora: Dawid Sas III a Dziennikarze: Karolina Bukowska I c Barbara Dudzińska I b Wiktoria Kordylewska II b Natalia Majorek II b Gabriela Molata I b Weronika Wilkowska I c Grafika: Jakub Lemiesiewicz III a Współpraca: Franciszek Psuja I c Wydawca: Zespół Szkół Ogólnokształcących Nr 15 Gimnazjum nr 11 os. Chrobrego 107 60-681 Poznań ******* Wszystkich chętnych uczniów zaraszamy do współpracy z naszą redakcją. środa 14.30-16.00 s. 36