Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Dnia 1.06. odbył się w ZSO Nr 15 w Poznaniu Koncert Wiosenny. Jak zawsze był wielkim wydarzeniem dla społeczności szkolnej i – mimo iż wymagał dużego nakładu pracy zarówno od organizatorów, jak i od występujących – możemy śmiało stwierdzić, że odniósł on sukces.
Na scenie tego dnia mogliśmy zobaczyć młodzież uczącą się na co dzień w Gimnazjum nr 11 oraz w XV Liceum Ogólnokształcącym.


Nasza szkoła ma się czym pochwalić pod względem artystycznym! W czasie wieczoru koncertowego zachwycali przede wszystkim wokaliści – Gabrysia Molata z I b powitała publiczność zaśpiewanym a capella fragmentem piosenki Edwarda Stachury Życie to nie teatr, a po przerwie wykonała brawurowo trudną warsztatowo piosenkę Orszaki, dworaki Ewy Błaszczyk. Maja Nowaczyk z II a i Oliwia Borkowska z kl. III b także porwały publiczność przepięknie wykonanymi piosenkami popowymi. Jak zawsze z przyjemnością wysłuchaliśmy także występów sióstr – Oli i Ani Bródki. Ola, gimnazjalistka, pasjonuje się muzyką arabską, zabrała nas w daleką podróż, śpiewając piosenkę Nancy Ajram „Rooh Ya Shater”. Z kolei Ania – licealistka – z nienagannym akcentem wykonała francuski standard Joe Dassin „Champ Elysees”. Zachwyt żeńskiej części widowni wzbudził natomiast Bartek Fintzel z Ie, wykonujący rockową balladę. Na scenę tego wieczoru zaprosiliśmy także naszą absolwentkę, Juliannę Pawlak, która zaśpiewała dla nas utwory Natalii Urlik i Eweliny Flinty. Występy wokalne to jednak nie wszystko. W czasie koncertu scena w auli szkolnej zmieniła się na kilka chwil w prawdziwą scenę teatralną, a to za sprawą dwóch grup aktorskich działających w naszej szkole. Jedna – złożona z pierwszoklasistek – pod opieką p. Anety Pluty wystawiła trzy krótkie wariacje teatralne na temat teatru. Druga – składająca się w znakomitej większości z uczniów klasy II b – całkowicie samodzielnie napisała, wyreżyserowała i wystawiła minisztukę autorstwa Wiktorii Jeske. Wszystkie występy miały bardzo wysoki poziom, ale niekwestionowanymi gwiazdami wieczoru byli jednak uczennica G 11 Małgosia Budzińska i jej taneczny partner Kacper Kasprzyk. Zatańczyli dla



zgromadzonej publiczności tak pięknie, że dzięki nim przenieśliśmy się na moment do teatru tańca i wdzięku. Dla naszych tancerzy taki występ to codzienność, gdyż Małgosia i Kacper to tancerze z najwyższej półki. Wrażeniom artystycznym towarzyszyły podczas koncertu te smakowe. Rada Rodziców G 11 stanęła na wysokości zadania i zorganizowała dla gości kawiarenkę pełną przepysznych ciast oraz wielką loterię fantową. Atrakcyjne nagrody główne oraz chęć przekonania się, co kryje się pod wylosowanymi numerami sprawiły, że stoisko loterii już w czasie przerwy opustoszało, a w niejednym oku zakręciła się łezka żalu, że losy się tak szybko skończyły. Dochód z loterii i z kawiarni zasilił konto Rady Rodziców, z czego się niezmiernie cieszymy, bo już za kilka dni prymusi z G 11 i XV LO udadzą się w nagrodę za celujące wyniki w nauce na tradycyjną wycieczkę w całości finansowaną przez RR. Już dzisiaj zapraszamy na koncert za rok. Przygotowywanie występów daje uczniom i ich opiekunom tak dużą satysfakcję, że nawet gdy tuż przed premierą mówimy: „Nigdy więcej!”, to i tak kilka dni po niej zaczynamy planować przyszłoroczne koncerty. Bo ideą naszej szkoły jest przecież to, aby młodzież mogła się rozwijać poprzez działanie, a nie tylko przez przyswajanie książkowej wiedzy. Dlatego naszych uczniów można spotkać przy wielu różnych inicjatywach – pracują w Motylim Wolontariacie, organizują imprezy plenerowe z Radą Osiedla, a w ostatnich dniach aktywnie uczestniczą w zbiórce funduszy na budowę bloku operacyjnego wraz z oddziałem kardiochirurgii dziecięcej podczas cyklu festynów organizowanych przez piątkowską PSM. (Red.) Cztery dni nad Tamizą
Szóstego kwietnia bieżacego roku o pierwszej w nocy wyruszyliśmy spod szkoły na wycieczkę do Londynu.


Na niemieckie lotnisko dojechaliśmy około godziny 5.00, więc mieliśmy bardzo dużo wolnego czasu dla siebie. Dopiero koło 6:15 udaliśmy się na odprawę, która trwała naprawdę długo. Wylecieliśmy o 7:06, a już o 8:46 dotykaliśmy stopami brytyjskiej ziemi. Gdy po kolejnej odprawie wyszliśmy z lotniska, musięliśmy poczekać na autokar, którym ruszyliśmy w dalszą drogę. Jazda po angielskich ulicach powodowała dziwne odczucia, uczucie, ponieważ w Anglii jeździ się po lewej stronie jezdni. W hotelu odłożyliśmy walizki i zamiast odpocząć po męczącej podróży, poszliśmy zwiedzać. Zobaczyliśmy Big Bena, a konkretnie wieżę otaczającą ów dzwon, budynek parlamentu zbudowany w stylu wiktoriańskim, most Westminsterski, London Eye i panoramę Londynu. W drodze powrotnej udaliśmy się także na obiadokolację do chińskiej restauracji ze szwedzkim stołem. Jeśli mam być szczera, bardzo mało zjadłam, gdyż jedzenie było okropnie. Po posiłku poszliśmy do hotelu i zostaliśmy przydzieleni do trzosobowych pokojów, w których najgorsze były prysznice... Przezroczyste, na dodatek miały dziurę po prawej stronie! Kolejny dzień zaczął się śniadaniem, na którym jedna z uczestniczek (Monika, współautorka tego artykułu) zbiła talerz. Następnie poszliśmy do National Gallery, w którym było pełno obrazów. Dostaliśmy kartkę z ćwiczeniami dotyczącymi muzeum, ale większość odpuściła sobie te zadania, ponieważ jedno z nich polegało na odnalezieniu obrazów i podpisaniu ich, mimo że niektórych z tych dzieł w ogóle nie było w muzeum. Następnie obeszliśmy Buckingham Palace i zwiedziliśmy China Town, Później udaliśmy się na dobry obiad, (jeżeli ktoś lubi spaghetti). Trzeciego dnia, tuż po godzinnym pobycie na London Eye, wybraliśmy się na rejs po Tamizie. Podczas

zaś potem od około 19 (...) nie zdążyliśmy obejrzeć w Londynie wszystkiego, co warte jest uwagi. Ale może to i dobrze? Będzie po co tam wrócić za rok!

podróży mijaliśmy dużo wieżowców o specyficznych kształtach (np. korniszona lub walkie-talkie). Rejs zaplanowano tylko w jedną stronę, więc po zejściu ze statku skierowaliśmy się na zachód. Po drodze zobaczyliśmy między innymi Katedrę Świętego Pawła. Naszym następnym celem było Muzeum Figur Woskowych, Madame Tussauds. Długo czekaliśmy w kolejce, a słońce grzało tego dnia bardzo, za to w środku panowała przyjemna atmosfera i czekało na nas wiele atrakcji. Nam najbardziej spodobały się: udawanie jurorów z programu telewizyjnego The Voice i wycieczka londyńskimi taksówkami przez historię Anglii. Po zwiedzeniu muzeum figur mieliśmy się udać na krótki film 5D z bohaterami Marvela. Parę osób jednak na niego nie zdążyło, ponieważ projekcja trwała aż piętnaście minut, a do zbiórki zostało trzy razy mniej czasu. Kolejnym punktem wycieczki był spacer Oxford Street. Prawie cała grupa rozbiegła się po różnych sklepach, jedynie kilkoro osób zostało i siedziało, czekając na koniec zakupów. Następnie pojechaliśmy na obiad (znów do tej samej chińskiej restauracji). Ostatniego dnia, po przepysznym śniadaniu, wybraliśmy się do Natural History Museum. Natępnie ruszyliśmy z powrotem do hotelu po bagaże i pojechaliśmy na lotnisko, żeby wrócić do domu. W Berlinie przesiedliśmy się do autokaru, a pod szkołą byliśmy około 2 w nocy i tak skończyła się nasza wycieczka. Trwała zdecydowanie za krótko, nie zdążyliśmy obejrzeć w Londynie wszystkiego, co warte jest uwagi. Ale może to i dobrze? Będzie po co tam wrócić za rok! Monika Dych Weronika Kowalewska Pyrkon Poznański Festiwal Fantastyki 2017
XVII edycja festiwalu Pyrkon odbyła się w weekend od 28 do 30 kwietnia tego roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich.


Festiwal odbywał się w 9 halach wystawowych oraz na placach między nimi. 7 hal zostało poświęconych wystawcom prowadzącym różne prelekcje, RPGi i LARPy. Pyrkon rozpoczął się o 14 28 kwietnia. Piątek nie był najciekawszym dniem, gdyż wystawcy dopiero rozkładali swoje stoiska, jednakże wtedy rozpoczynały się zapisy do LARPów i różnorakich turniejów. Razem ze znajomymi brałem tego dnia udział w grze laser tag, polegającej na walce 10 przeciwników (z 32 życiami każdy). Obchodziliśmy też cały teren Pyrkonu, szukając ciekawych konkursów i prezentacji. Tego dnia najciekawsze wydawało się stoisko Asusa, na którym można było wydrukować swoje zdjęcie z Instargama na polaroidzie oraz otrzymać torbę z motywem związanym z tegorocznym Pyrkonem. Wiele tego dnia nie zdołaliśmy zrobić, mogliśmy za to spacerować i oglądać wszystkich cosplayerów oraz wystawy tematyczne. Sobota okazała się jak zwykle dużo ciekawsza. Wzięliśmy udział w turnieju Laser Tag'a oraz w wielu konkursach wystawców z różnych firm i grup fanowskich. Pyrkon dał możliwość poznania mnóstwa ciekawych ludzi. W sobotę zdecydowałem się zostać na noc, by móc brać udział w nocnych LARPach, czyli grach, w których uczestnicu wczuwają się w rolę postaci w fabule stworzonej przez LARPmastera. Dostaje się tylko informacje wstępne, a resztę musimy odkryć sami podczas gry. Tego dnia skupiliśmy się na przygotowaniu się do LARPów oraz odwiedzania kolejnych ciekawych wystaw i prelekcji. O 21:37 wiele pyrkonowiczów odśpiewało wspólnie pieśń pt.: ,,Barka". Noc (aż do 5.00, kiedy to skończył się ostatni interesujący nas punkt programu) przebiegała spokojnie. Po uporaniu się z kolejkami do łazienek poszliśmy na wcześniej zajęte miejsce w hali będącej Sleeproomem. Nie przewidziałem tylko tego, że jeśli nie wezmę materaca lub chociaż karimaty, będę spać na betonie. Na szczęście pomyślałem chociaż o kocu, dzięki któremu było mi ciepło i zasnąłem. O 7.00 obudziły mnie krzyki: ,,Uwolnić Barabasza!", ,,Zaraz gasimy światła" oraz przyśpiewki kibicowskie świadczące o spadku poziomu poczucia humoru uczestników. Niedziela okazała się nieciekawa, po pierwsze dlatego, że wystawcy zaczęli się pakować, a po drugie wszyscy snuli się okrutnie zmęczeni po prawie nieprzespanej nocy. Na dodatek pogorszyła się pogoda. Jednak podsumowując, mogę stwierdzić, że Pyrkon jest świetnym wydarzeniem, na którym można poznać wielu ciekawych ludzi. Polecam każdemu odwiedzenie go. /S/ "Osobliwy dom pani Peregrine" na kinowym ekranie
Niedawno w kinach pojawiła się ekranizacja książki ,,Osobliwy dom pani Peregrine" w reżyserii jednej z bardziej ekscentrycznych osobowości Hollywood - Tim Burtona.


Tim Burton jest twórcą m.in. ,,Alicji w Krainie Czarów", "Charliego i fabryki czekolady", dwóch z filmów o Batmanie czy "Edwarda nożycorękiego". Wszystkie jego dzieła łaczy jedno: są mroczne, tajemnicze i doskonale dopracowane pod względem wizualnym. Niektórzy twierdzą, że filmem o osobliwym domu pani Peregrine Burton rozczarował widzów. Adaptacja znanej powieści zawiera dużo zmian, które wynikają z nieznajomości książki: pozamieniano właściwości bohaterek, usunięto dużo wątków, zmieniono też wiek niektorych bohaterów. Wierni fani ksiązki mają zatem słuszność, twierdząc, że Tim Burton z ingerencją w treśc powieści po prostu przesadził. W dodatku niektóre sceny były bardzo brutalne. To sprawia wrażenie, że reżyser zapomniał, iż obraz ma być odbierany przez młodego widza. Dla mnie przerażajaca była scena, w której na łózku spoczywały zwłoki chłopca służace innemu bohaterowi do koszmarnych sztuczek. Zbytnia szczegółowość i dosłownośc to według mnie słabe strony tego dzieła, nie mogę jednak nie dostrzec zalet tego filmu. Aktorzy grali rewelacyjnie. Muzyka autorstwa dwóch kompozytorów w pełni oddawała klimat filmu, przenosząc widza w mroczny świat. Znakomicie pokazano też sceny z czasów wojny. Doskonale zrobiono kostiumy i ucharakteryzowano bohaterów. Scenografia przenosi widza w czasie i przestrzeni. Efekty specjalne zapierały dech w piersiach. Moim zdaniem film trzeba zobaczyć - daję mu 9 na 10 p. Weronika Wilkowska I c Ciężkie, żelazne wrota zaskrzypiały głośno, oznajmiając o osobie wychodzącej z uczelni. Niska studentka, której lokowane włosy uznawane były za jej atrybut, właśnie opuściła budynek. W rękach trzymała stos testów, a na jej prawym ramieniu luźno zwisała torba. Po chwili z nieba spadł deszcz arkuszy egzaminacyjnych, a Maddie śmiała się i obracała wokół własnej osi. To przeżycie było tak piękne, że aż niewiarygodne. Oprócz zdania wszystkich egzaminów, jej nazwisko ulokowało się na liście najlepszych uczniów.
Inna strona uniwersytetu


Szybko rozejrzała się wkoło, pozbierała porozrzucane kartki z trawnika na szkolnym dziedzińcu i podciągnęła element szkolnego mundurka - spódniczkę w kratę. W zestaw ubioru uczennic wchodziły też wełniane sweterki z naszywką błyskawicy - logo szkoły. W przypadku chłopców były to koszule. Maddie nareszcie mogła pomyśleć o wakacjach, o domu, o rodzicach... o swoim hobby - podróżowaniu. Z ceglanego budynku naprzeciwko wybiegła przerażona i roztrzęsiona dziewczyna. Chowała głowę między rękami, okropnie krzycząc. Maddie natychmiast zerwała się z miejsca. Pognała do koleżanki, nie zwracając najmniejszej uwagi na napis: "Nie niszczyć trawy!". - Julio! Julio?! - dziewczyna tylko pociągnęła nosem i spojrzała na nią błyszczącymi od łez oczami. Raptem drzwi do internatu zostały gwałtownie otwarte przez Profesor Hacjendę. Starsza kobieta objęła Julię ramieniem i obie ruszyły ścieżką przez dziedziniec w kierunku pielęgniarki szkolnej. Zdezorientowana Maddie ruszyła w kierunku swojego pokoju. *** O dwudziestej drugiej na Uniwersytecie w Glasgow panowała cisza nocna. Nauczyciele, jeszcze zanim kładli się spać, robili tzw. "obchód wieczorny" polegający głównie na odsyłaniu pojedynczych jednostek do własnych pokoi. Właśnie wtedy zamykano główną bramę wjazdową, a ochroniarz zaczynał swoją służbę. Bezpieczeństwo było tu na naprawdę wysokim szczeblu, co niektórzy uczniowie brali za priorytet w wyborze uczelni.



Ale tej nocy coś poszło nie tak. W jednym z wielu okien na pierwszym piętrze, nagle zapaliło się światło. Dziwne, bo znajdowała się tam biblioteka szkolna, w której nikt nie miał prawa przebywać o tej porze, z dyrektorką włącznie. Maddie nie mogła zasnąć, w jej głowie nieustannie błądziło pytanie: "Co się stało?". Wreszcie nadszedł upragniony sen. "Kluczyłam między regałami w bibliotece" - możemy przeczytać w notatniku Maddie już następnego dnia. "Z półki niedaleko samoczynnie wysunęła się gruba książka zatytułowana *Surrealistyczne zjawiska XX wieku*. Niepewnie postawiłam krok w tamtym kierunku, jednak zamiast zmienić położenie, podrapałam się po policzku w nagłym przypływie dziwnego impulsu. Im dłużej to robiłam, tym bardziej swędziało mnie miejsce pod prawym okiem. Miałam wrażenie, że jeszcze trochę i wydrapię sobie ranę. Podparłam się o regał wolną ręką i oddychałam nierównomiernie. Swędzenie powróciło. Upadłam na kolana i przewróciłam się na plecy. Po chwili bezczynnego leżenia poczułam metaliczny smak krwi w ustach. Wyplułam różową ślinę na podłogę, co w ogóle było do mnie niepodobne. Patrzyłam osłupiała w pożółkły sufit, czując na sobie obce spojrzenie. Przerażenie powstrzymywało mnie przed zlokalizowaniem jego źródła. Westchnęłam głośno, obracając się na lewy bok." *** Kiedy Maddie miała już rozłożyć kocyk na soczysto zielonej trawie szkolnego parku, zauważyła Molly Carper, uczennicę drugiej klasy. Korpulentna dziewczyna biegła w jej kierunku najszybciej, jak tylko mogła. - Madison! Madison! – dziewczyna zgięła się w pół, dysząc. Z trudem łapała oddech. – Dyrektorka Core prosi wszystkich na apel. Błagam, pospiesz się! Nie chcę dostać nagany. - Och, nie dramatyzuj! Już idę – Maddie, złożywszy szybko koc, wrzuciła go do plażowej torby. Alejkę pokonała sprintem, nie zważając na truchtającą daleko w tyle Molly. Wybiegła zza rogu budynku uniwersytetu, wpadając na chłopaków z równoległej klasy. Natychmiast ich przeprosiła i zgrabnie wkomponowała się w rządek, w którym wszyscy się ustawili na prośbę stojącej na środku dziedzińca z mikrofonem w ręce dyrektorki. - Czy mogę zacząć? – spytała niecierpliwie. Jej głos odbił się od czterech ścian budowli i wrócił w postaci echa. W tym samym momencie ucichły rozmowy i szepty, atmosfera stała się napięta i w pewnym sensie złowroga. - Dziękuję. Proszę o chwilę ciszy, ponieważ sytuacja naprawdę wymaga skupienia. Jak już pewnie wiecie, przedwczoraj w szkole zdarzył się pewien incydent z udziałem naszej uczennicy, Julii Gonzalez. Niestety, nie mogę zdradzić wam szczegółów, bo sama nic nie wiem.



Jedyne, co mogę wam wyznać to to, że sprawą zajęła się policja. I jeszcze jedno: na uniwersytecie nie jest już bezpiecznie… *** Julia Gonzalez siedziała na parapecie, przykładając telefon do prawego ucha. Za oknem dudnił deszcz, który prawdopodobnie przyczynił się do całkowitego zaniknięcia sygnału telefonicznego. Dziewczyna warknęła zirytowana, rzucając urządzenie na biurko. Przetarła zaparowaną szybę rękawem bluzy i wpatrywała się w kojący krajobraz burzowego miasta. Przez nawałnicę deszczu przebijały się pojedyncze błyski latarni, które ustawiono w celu oświetlenia Zamku Stirling. Ten z kolei, ulokowany na wzgórzu, pełnił funkcję jednej z niewielu atrakcji miasteczka. Wiąże się z nim historia hrabstwa Stirling, dokładnie omawiana w szkołach średnich. Gdy przyszła kolej na klasę Julii, dziewczyna zachorowała na zapalenie oskrzeli, jednak zgłębiała tę tajemnicę w swoim własnym domu, pod ciepłym kocem i herbatą w ręku. Za wstęp obrała sobie książkę szkockiego historyka, Gordona McMorrisa, *Surrealistyczne zjawiska XX wieku*. Księga w wielkim skrócie opowiadała o losach hrabiny Heather Stirling, rzekomo opętanej przez duchy przeszłości. Julia uważała, że legenda ma w sobie ziarenko prawdy. Dlatego tak bardzo ucieszyła się na myśl o wycieczce szkolnej w tamte rejony. Choć mieszkała zaledwie trzy ulice od zamku, nie potrafiła odpowiednio zagospodarować sobie czasu na zwiedzanie. W ogarniętym ciemnością pokoju nagle rozbłysł wyświetlacz telefonu. Zapachowe świeczki na biurku już przygasały. - Kto to? - wypowiedziała drżącym głosem sama do siebie. Od czasu incydentu w szkole zachowywała się jak cień; nie wychodziła poza swoją strefę bezpieczeństwa. W dodatku cały czas czekałą na wniosek policji w tej sprawie. Długie paznokcie dziewczyny zahaczyły o



etui telefonu, który po chwili leżał w dłoni swojej właścicielki. Julia sprawnie go odblokowała i otworzyła maila. Od: Maddie Ferguson (small.devil339@gmail.com) Data: Dzisiaj, 21:43 Treść: Julko, Kompletnie nie wiem, co przytrafiło Ci się tydzień temu. Nie chcę dociekać, naprawdę. Mam jedynie nadzieję, że - nieważne jak koszmarne to było - czujesz się w domu spokojniejsza. Na uniwersytecie ostatnio panuje przytłaczająca atmosfera. Wszędzie chodzą policjanci, wszystko jest ogrodzone. Ale nie w tej sprawie piszę. Po prostu przypomniało mi się coś... przerażającego, konkretnie sen. Wydarzyło się to w nocy, tuż po Twoim incydencie (przepraszam, jeśli to słowo Cię denerwuje, po prostu każdy go używa). Jeśli nie masz ochoty, nie zmuszam Cię do czytania, ale uważam, że to dziwny zbieg okoliczności. Nigdy wcześniej nie przyśniło mi się coś bardziej okropnego. Jest to zapisek z mojego notatnika. Jeśli widzisz jakieś podobieństwa, proszę odpisz. Może będzie to jakiś trop. Maddie "Kluczyłam między regałami w bibliotece. Z półki niedaleko samoczynnie wysunęła się gruba, oprawiona książka zatytułowana *Surrealistyczne zjawiska XX wieku*. Niepewnie postawiłam krok w tamtym kierunku, jednak zamiast zmienić położenie, podrapałam się po policzku w nagłym przypływie dziwnego impulsu..." - Julia czytała z zapartym tchem to, co wcześniej zanotowała Maddie. Widziała podobieństwa. Praktycznie cała ta relacja była odzwierciedleniem tamtego zdarzenia. Dziewczyna zaczęła się trząść. Świadomość, że nie tylko jej to się przytrafiło, przerażała ją jeszcze bardziej. CDN. - KONTYNUACJA OD IX 2017 Basia Dudzińska I b Miłosław - miasteczko o romantycznym uroku
Wreszcie udało mi się namówić rodziców na jednodniową wycieczkę do Miłosławia, miasteczka położonego pod Wrześnią. Tam właśnie organizowany jest konkurs, w którym chcę wziąć udział. Muszę więc wiedzeć coś o tym miejscu.


Już od początku spostrzegłam romantyczny nastrój tego miasteczka. Widać nazwa pochodzi od jego charakteru. Przepiękne gotyckie kościółki z ceglanymi sercami na zewnętrznych ścianach, okna niewysokich domków przyozdobione na czerowo i różowo... Jednak tym, co jednocześnie mnie zaskoczyło, zachwyciło i zdumiało, był fakt, że miłosławskie gimnazjum znajduje się w różowym pałacyku! Podobno niegdyś odwiedzili je między innymi Władysław Łokietek i Bolesław Chrobry. Postanowiliśmy pójść głębiej w urokliwy park otaczjący szkołę. Szliśmy przez leśną drogę, którą przecinała płynąca spokojnym nurtem rzeczka. Musieliśmy przechodzić więc przez mosty. Ich barierki były wysokie, bardzo ozdobne i pomalowane na biało. W końcu droga się skończyła, więc zawróciliśmy. Po drodze spotkaliśmy bardzo dziwne drzewo. Było ono wysokie i miało fioletowe liście, więc przy tle całym z zielonych brzóz wyglądało niezwykle wyjątkowo. Przespacerowaliśmy się jeszcze po rynku i wróciliśmy do domu. Miłosław bardzo mi się spodobał, ponieważ w mojej ocenie jest to niezwykle przytulne miasteczko o ciepłym charakterze. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić. A w przyszłości może nawet zamieszkać... Karolina Bukowska I c Foto. źródło - Internet Warto w siebie wierzyć!
Kończył się kolejny dzień. Ciemne chmury przykryły niebo, po krótkim czasie zaczął z nich padać deszcz. Powoli robiło się ciemno. Ryszarda już kilka dłuższych chwil siedziała, myśląc nad tym, co może porobić.


Opanowała już cały materiał do szkoły. Bolały ją oczy od ciągłego patrzenia w telefon. Była zmęczona całym dniem. Jedyne, na co było ją stać, to rozmyślanie, ale kiedy próbowała myśleć o czymś miłym, wciąż przypominały jej się smutne wydarzenia, jakie miały miejsce w ostatnich dniach. Kiedy chciała wziąć udział w konkursie śpiewania, na wstępie powiedziano jej, że ma totalnie kiepski głos i kompletnie się do tego nie nadaje. Rysia mówiła przed występem, że ma podobno ciekawą barwę oraz dobrze idzie jej śpiew, więc wiele osób miało po tym mieszane uczucia wobec dziewczyny. I dotąd niektóre rany pozostały niezabliźnione. Nazajutrz Ryśka spotkała się ze swoją przyjaciółką, Laurą, skrajną optymistką, która każdego dnia wierzyła, że życie jest piękne, a jej prawdziwy atut stanowił fakt, iż zawsze umiała wybaczać. Laura zabrała ze sobą deskorolkę, a Rysia szła pieszo. Uważała, że nie ma sensu uczyć się jeździć na czymś więcej niż rowerze. Zamyślona patrzyła, jak Laura szaleńczo rozpędza się, po czym z impetem zjeżdża po delikatnie stromej górce. Wyglądało to, jakby taka ekwilibrystyka nie sprawiała jej żadnych trudności. - Musiałam długo ćwiczyć - powiedziała Laura, kiedy wróciła do pozostałej w tyle przyjaciółki. - Mało co umie się od razu. Po którymś razie tobie też na pewno by wyszło. Ta konstatacja dała Rysi dużo do myślenia. Kiedy wróciła do domu, jeszcze raz pomyślała nad słowami przyjaciółki, przypomniała sobie o sytuacji ze śpiewaniem i konkursem. Może jeśli poćwiczyłaby, a potem znów spróbowałaby swoich sił?... Nie było więc ani chwili do stracenia, bo właśnie powoli nadchodził termin szkolnego konkursu "Mam talent!". Jedyne, nad czym trzeba się zastanowić, to repertuar. Jednak i nie to stanowiło dla Rysi problemu. Zawsze chciała zaśpiewać piosenkę z filmu "Titanic". Tym razem Ryśka,



wbrew swojej naturze, naprawdę nie zamierzała się poddać i ćwiczyła prawie codziennie. zajęć. W końcu przyszedł dzień występu. Ryszarda spotkała kilka osób wcześniej krzywo patrzących na jej porażkę. Nie dokuczali jej, ale ich baczne spojrzenia z ukrycia zbijały dziewczynę z tropu. Zwłaszcza, że właśnie miała wchodzić na scenę. Mimo to stąpała twardo i zdecydowanie. Weszła na scenę, po czym zaczęła śpiewać. Z początku trochę fałszowała, ale potem "rozwinęła skrzydła". Kiedy skończyła, widząc osłupiałe ze zdziwienia miny jury i publiczności, zeszła ze sceny, nie czekając na oklaski. Po prostu źle odebrała reakcję widzów. Wydało jej się, że wykonanie nie przypadło odbiorcom do gustu. Na myśl przyszły jej natychmiast wydarzenia z przeszłości budzące smutek i zniechęcenie, pomyślała, że tym razem będzie tak samo. A oni po prostu zbierali słowa do oceny tego, co nastąpiło - wystąpienie było genialnie! Werdykt jury był następujący - dziewczynka przechdzi do następnego etapu. Bezkonkurencyjnie! No i znów żmudne przygotowywania się, godziny ćwiczeń... Ryśka pracowała bardzo wytrwale, nie spoczywając na laurach. Po występie okazało się, że dziewczyna jednak przegrała. Ale tym razem, zamiast smucić się, że znów jej udziałem było niepowodzenie, pomyślała, iż jest z siebie dumna. Nie wiedziała, że stać ją na tak wiele. - Kiedyś spróbuję jeszcze raz - powiedziała Laurze z szerokim uśmiechem na ustach. - I może nawet szybciej, niż sama myślę... Kaja Klim I b __________________________ PRZYPOMINAMY, ŻE FINAŁ SZKOLNEGO KONKURSU "MAM TALENT" ODBĘDZIE SIĘ 21 CZERWCA BR. O GODZINIE 9.00 W AULI SZKOLNEJ Oczywiście każdy człowiek ma inne pojęcie o tym, co jest moralne, a co nie. Jedni uważają, że zwierzęta podlegają ludziom i tym samym można je krzywidzić w imię wyższego dobra, inni mają zgoła odmienne zdanie. Codziennie podczas tysięcy legalnych i nielegalnych eksperymentów medycznych i pseudomedycznych zwierzęta na całym świecie giną w okropnych męczarniach. Szacuje się, że rocznie w wyniku wiwisekcji uśmierca się ok. 500 milionów istnień.
WIWISEKCJA - JESTEM PRZECIW!


Zwierzęta mają m.in. przecinane struny głosowe, są trute, podpalane, oślepiane, głodzone, okaleczane, zamrażane, mają wycinane części mózgu, są poddawane wstrząsom elektrycznym i zarażane wirusami, które w normalnych warunkach nie atakują zwierząt (dane ze strony www.stopvivisection.eu). 70% eksperymentów robionych jest bez znieczulenia, a 30% jedynie w znieczuleniu miejscoawym. Byłbym w stanie to pojąć, gdyby testy na zwierzętach dawały stoprocentowo pewne wyniki lub gdyby zwierząt do testów nie dało się zastąpić sztucznie wyhodowaną tkanką. Ale obecnie wiwisekcji naprawdę można uniknąć lub jesteśmy w stanie chociaż ją ograniczyć. Dawniej, kiedy nauka nie dawała nam takich możliwości, a leki były pilnie potrzebne (np. w celu zapobieżenia epidemii) eksperymenty na zwierzętach miały uzasadnienie moralne. Teraz takiego uzasadnienia nie da się wskazać. Wiwisekcja szkodzi nie tylko zwierzętom, ale także i nam. DNA obiektów badań (np. szczurów lub psów) nie jest stuprocentowo zgodne z ludzkim. Badania więc nie są w żadnym stopniu miarodajnie. Specyfik, który będzie bezpieczny dla np. małp, może okazać się zabójczy dla człowieka. Wielkie koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne mogą pozwolić sobiie na wydanie większych pieniędzy na badania, są w stanie zainwestować w sztuczne preparaty do eksperymentów, lecz wolą korzystać z tańszych zwyrodniatych metod. Prawo nakazuje im przeprowadzanie testów na zwierzętach zanim ich produkt trafi do sprzedaży. Jednak na szczęście obecnie środowisko NOCNY TARG TOWARZYSKI CD. WIWISEKCJA - JESTEM PRZECIW!



Nocny Targ Towarzyski to niedawno otwarte miejsce w Poznaniu, w którym co weekend mamy możliwość darmowego udziału w świetnych koncertach oraz spróbowania ciekawego jedzenia z wielu food trucków. Impreza ta odbywa się cyklicznie co weekend, od piątkowego wieczora do niedzieli po południu. W piątek Targ otwierany jest zawsze koncertem, a do rana muzyke miksują DJe. W sobotę mają miejsce kolejne koncerty, a w niedziele rano odbywają się Śniadania Towarzyskie. Sam odwiedziłem to miejsce. Pojechałem tam na majówkę 28 kwietnia, na koncert rapera Otsochodzi. Mimo niesprzyjających warunków pogodowych oraz panującego momentami tłoku, dzięki przeniesieniu sceny do środka hali wszyscy bawili się świetnie. Pomimo że przez panujący gwar nie dało się za bardzo poznać nikogo nowego, jedakże w grupie przyjaciół można bawić się tam świetnie, słuchając występujących artystów i przegryzając różnorodne przekąski (niestety większość w horrendalnych cenach). Wszystko odbywa się przy ulicy Kolejowej 23 w starych halach pociągowych i naokoło nich. Na Targach występowali już m.in. Otsochodzi, Flirtini, DJ Wika i Holak. W najbliższym czasie występować będzie zespół Bitamina. Ogromnie polecam to miejsce, jest bardzo nietypowe, klimatyczne i można spędzić tam świetnie czas. (S.) naukowców coraz częściej potępia te metody badań. Podsumowując, pragnę stwierdzić, że wielkie koncerny kosmetyczne i farmaceutyczne nie powinny wykorzystywać zwierząt do badań. Jednak jak na razie siła przebicia ruchów przeciwnych wiwisekcji jest zbyt mała, gdyż ludzie w pewien sposób są zależni od wielkich firm kontrolujących rynek. Musimy jednak pamiętać, że obecnie wiwisekcja jest niemoralnym zjawiskiem i powinna zostać jak najszyciej zakazana. (S.) Moc słońca



Stałam jak kołek i zastanawiałam się, jak mam się przywitać. "Hej, stary druhu!" - odpada. Przecież on jest młodszy ode mnie. "Hej, młody" - bez przesady. Jest ode mnie młodszy tylko o miesiąc. - Witaj? - zapytałam sama siebie, bez przekonania. Zbyt oficjalnie. Rozejrzałam się, jakby w poszukiwaniu jakiegokolwiek ratunku. Otaczały mnie głównie drzewa, małe krzewy i roślinki, jednak najbardziej dostrzegałam wokół to, co z mojej obecnej perspektywy było nie widzialne, ale słyszalne. Niedaleko bowiem rozciągało się morze. Morze próbujące przekrzyczeć hasający po plaży wiatr, który przedrzeźniając rywala, śmiał się ponuro. Pogoda w tych rejonach nie zawsze była taka dziwaczna. Jeszcze kilka miesięcy temu na tym skrawku ziemi panowało słońce, które do niedawna bacznie mi się przyglądało. Obserwowało każdy mój ruch, przyświecało w najciemniejszych zakątkach, do których zaglądałam. Jednak teraz go nie ma. A ja bardzo za nim tęsknię. Zamyśliłam się. To fakt. - Hejka - usłyszałam donośny głos mojego przyjaciela. - Yyy, hej - wydukałam. Tyle propozycji do przywitania właśnie poszło taplać się w jednej z wielu kałuż. Chłopak obrzucił mnie wzrokiem, po czym roześmiał się. - Czemu nagle stałaś się taka spięta? Prychnęłam. - Wiesz, może brak witaminy D mi szkodzi. Na tę wiadomość roześmiał się ponownie, jednak widząc mój ponury wyraz twarzy, spoważniał. - Jeny, wyglądasz jak trup bez kawy. - A ty jak zwykle jesteś denerwujący, wiesz? Odwróciłam się i pobiegłam w kierunku morza. Znacznie bardziej wolałam wpatrywać się w fale, niż rozmawiać z NIM. Słyszałam, jak mój przyjaciel mnie nawołuje. Niech czepia się tramwaju. Wiedziałam, że bez słońca mam podły charakter. Ale właśnie ono było moją mocą. Dziwnie to brzmi, wiem, ale... to tak, jakby ono mnie wspierało. Kiedy małe promyczki otaczały moją twarz, czułam się tak, jakby ktoś postanowił mnie nagle przytulić. To było... miłe. Dotarłam na plażę i oklapłam na jednej z wydm. Czułam silną, morską bryzę ocierającą się o moją



twarz. Założyłam kaptur i wyciągnęłam nogi przed siebie. Zaczęłam myśleć o tym, gdzie podziała się cała światłość. Dlaczego zapanowała ciemność? Coś się stało? Poczułam, jak ktoś szturcha mnie w ramię. - Chodź ze mną - usłyszałam cichy głos mojego przyjaciela. Mruknęłam, jednak kompan chwycił mnie za ramię i pociągnął, mimo moich protestów. - Czego chcesz? - warknęłam. - Pokażę ci pewne miejsce. Nie uwierzysz własnym oczom. Prychnęłam, odrzucając włosy. - Czemu miałabym ci wierzyć? Chłopak wzruszył ramionami. - Bo nie masz wyboru? Fuknęłam, uświadamiając sobie, że ma rację. - Dobra. Prowadź. Jednak jeśli chociaż spróbujesz mnie zaciągnąć, jak ostatnio, na kółko dla szachistów, osobiście zrzucę cię z najwyższego klifu, jaki uda mi się tutaj znaleźć. Przyjaciel posłał mi jeden z tych wielu denerwujących uśmiechów, po czym chwycił moją dłoń, pociągając mnie tym samym za sobą. *** - Daleko jeszcze? - Nie. - Daleko jeszcze? - Nie. - Daleko jeszcze? -Kółko szachistów jest za tobą. Pobiegłam czym prędzej przed siebie, nie zważając na to, czy mój przyjaciel za mną nadąża, czy nie. - Okłamałeś mnie! Wiedziałam, że nie mogę ci ufać! Za karę będziesz żarł szpinak przez następny tydzień! - krzyknęłam, stając, aby zaczerpnąć powietrza. Patrzyłam oburzona, jak chłopak trzęsie się, powstrzymując się od śmiechu. - Odpowiadając na twoje pytanie. Jesteśmy na miejscu - roześmiał się, nie kryjąc już swojego uśmiechu. Otworzyłam usta, a potem je zamknęłam. Ciężko mnie doprowadzić do takiego stanu, więc mój kompan z satysfakcją podszedł do mnie, szczerząc zęby. - Twoja reakcja będzie jeszcze lepsza, gdy zobaczysz... - obrócił mnie tyłem do siebie - ... to. Moim oczom ukazała się ogromna, ciemna, głęboka dziura rodem z ,,Alicji w Krainie Czarów", pochłaniająca sobą wszystko - drzewa, rośliny, małe robaki, góry liści. Cofnęłam się, powoli, ostrożnie stawiając kroki, - Cco to jeest? - spytałam przerażona. Spojrzałam na mojego przyjaciela z myślą, że pewnie jest tak samo zaskoczony jak ja, jednak myliłam się. Uśmiechał się od ucha do ucha z szaleńczym błyskiem w oku. - Nie bój się, Łucjo - wypowiedział moje imię przeciągając głoski, jakby starał się je zatrzymać w swoich ustach na zawsze - Chodź ze mną. Wyciągnął w moim kierunku drżącą rękę, którą niepewnie chwyciłam. - Ale co ty chcesz zro... - nie dał mi dokończyć. Przyciągnął mnie za rękę na brzeg przepaści. - Wiem, co robię. Skoczę za tobą. - Co? - Popchnął mnie, a ja czułam już jedynie jak spadam w ciemną czeluść. - Nie chcę umieraaaać! A niech cię... auć! Już myślałam, że zostanie ze mnie jedynie mokra papka, kiedy poczułam, jak miękkie ,,coś" otula mnie i pozwala mojemu zapadać się mojemu ciału. Po krótkiej chwili zauważyłam, że tuż obok mnie spada coś na wzór człekokształtnej małpy. A nie. To tylko mój przyjaciel. - Aleks! Chłopak powoli otworzył oczy, a po ujrzeniu mojej rozwścieczonej miny, zamknął je ponownie i uśmiechnął się sam do siebie. - Aleks! Co tutaj się dzieje? Zaśmiał się cicho. Coś mu dzisiaj jest niezwykle do śmiechu. - Nie dziękuj - słysząc jego słowa, otworzyłam szerzej oczy. On chyba sobie żartuje. - Wstawaj i natychmiast nas stąd wyciągaj! - zakomendowałam. - Niee! Najpierw powiedz, że jesteś mi bardzo wdzięczna za przyprowadzenie cię tutaj! Mogłem tego nie robić!



Otworzył jedno oko i łypnął na mnie. - Nie. Nie cieszysz się? - Nie. Ani trochę. Jasne! Bo wiesz, strasznie się cieszę, że spadliśmy z kilkudziesięciu metrów na jakieś... - spojrzałam na podłoże pod sobą - ...kwiatki, nie wiemy jak się wydostać, a co lepsze jesteśmy tu tylko we dwójkę! - zarzuciłam mu sarkazmem. - Zapomniałaś jednak o najważniejszym. - O czym niby?!- wrzasnęłam, osłaniając ręką oczy przed słońcem. Już miałam... czekaj. Przed słońcem? Rozjerzałam się, nie wierząc własnym oczom. - T o...tto nie możliwe... . jak... tutaj jest tak głęboko... jesteśmy pod ziemią... za dużo ziółek na uspokojenie. Tak! Muszę brać mniej ziółek! Aleks udał zamyślonego, po czym odezwał się: - Całkiem możliwe, że nasza kochana Ziemia obaliła wszelkie prawa fizyki i czegoś tam jeszcze. - Wow, dziękuję, Sherlocku! Dzięki tobie wszystko zrozumiałam! - parsknęłam sarkazmem. Mój denerwujący przyjaciel ukłonił się nisko. - Najlepszy detektyw, się wie. Szturchnęłam go w ramię, popychając go tym samym znów na kępę kwiatów. - Ej! Mimowolnie zaśmiałam się z jego niezdarności, chociaż i tak wiedziałam, że to nie jego wina. Ale zawsze pośmiać się można. - Następnym razem bardziej się pilnuj, Holmes! - uśmiechnęłam się i już miałam odchodzić, kiedy poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i pociąga w kwiatowy busz. - Odczep się, Aleks! Zostaw mnie! - zawyłam ze śmiechem, kiedy chłopak zaczął mnie łaskotać. - Nigdy tego nie powiem! - Przykro mi, Łucjo, zostajesz skazana na łaskotanie przez wieczność! - Okej, stop! Przestań! Dziękuję! - chłopak na chwilę przestał. - Za co dziękujesz? Westchnęłam głęboko. - Za bycie irytującym i niesamowitym przyjacielem jednocześnie. - orzekłam poważnie. Brwi Aleksa podskoczyły do góry, nadając mu zdziwiony i jednocześnie zabawny wyraz twarzy. - To był komplement czy wręcz przeciwnie? Bo nie wiem, czy mam się obrazić, czy nie. Podeszłam do niego i poklepałam go nieporadnie po plecach. - Myślę, że ja powinnam być bardziej obrażona niż ty. Myślałam, że chcesz mnie zabić. - Ale tego nie zrobiłem. - Ale myślałam, że chciałeś! - udałam naburmuszoną, po czym odwróciłam się do niego plecami, ukazując swoim oczom rozciągający się przede mną krajobraz... Leśny? Podziemny? W każdym razie urokliwy i magiczny. Krył w sobie tajemnicę. - Sherlocku? Aleks stanął obok mnie. - Hmm? - Jak to możliwe? Przecież jesteśmy wiele metrów pod ziemią, a tu jak gdyby nigdy nic świeci słońce. Nie zdziwiłabym się jeszcze tak bardzo, gdyby nie to, że na powierzchni panują egipskie ciemności. Chłopak przemierzył wzrokiem podziemny las, oświetlany ciepłymi promykami słońca. - Całkiem możliwe, że słońce żyje własnym życiem. Może próbuje uciec przed ludźmi, a może... - zamilkł na chwilę, a ja patrzyłam się na niego jak na wariata. Własnym życiem? Słońce? Czy on aby nie oszalał? A podobno mi szkodzi brak witaminy D. - A może...? - popędziłam chłopaka, nieco zniecierpliwiona. Aleks przeniósł na mnie swój wzrok. - Toczy walkę. - A to niby z kim?! Aleks, nie mam ochoty słuchać takich bredni. Ja wychodzę. - zrobiłam krok w kierunku wielkiej dziury nad naszymi głowami, kiedy nagle przypomniałam sobie, że NIE MOGĘ stąd wyjść.

zabawny wyraz twarzy. - To był komplement czy wręcz przeciwnie? Bo nie wiem, czy mam się obrazić czy nie. Podeszłam do niego i poklepałam go nieporadnie po plecach. - Myślę, że ja powinnam być bardziej obrażona niż ty. Myślałam, że chcesz mnie zabić. Ale tego nie zrobiłem. Ale myślałam, że chciałeś! - udałam naburmuszoną, po czym odwróciłam się do niego plecami, ukazując swoim oczom rozciągający się przede mną krajobraz... leśny? Podziemny? W każdym razie urokliwy i magiczny. Krył w sobie tajemnicę. - Sherlocku? Aleks stanął obok mnie. Hmm? Jak to możliwe? Przecież jesteśmy wiele metrów pod ziemią, a tu jak gdyby nigdy nic świeci słońce. Nie zdziwiłabym się jeszcze tak bardzo, gdyby nie to, że na powierzchni panują egipskie ciemności. Chłopak przemierzył wzrokiem podziemny las, oświetlany ciepłymi promykami słońca. - Całkiem możliwe, że słońce żyje własnym życiem. Może próbuje uciec przed ludźmi, a może... - zamilkł na chwilę, a ja patrzyłam się na niego jak na wariata. Własnym życiem? Słońce? Czy on aby nie oszalał? A podobno mi szkodzi brak witaminy D. - A może...? - popędziłam chłopaka, nieco zniecierpliwiona. Aleks przeniósł na mnie swój wzrok. - Toczy walkę. - A to niby z kim?! Aleks, nie mam ochoty słuchać takich bredni. Ja wychodzę. - zrobiłam krok w kierunku wielkiej dziury nad naszymi głowami, kiedy nagle przypomniałam sobie, że NIE MOGĘ stąd wyjść. Eee, jak my się niby teraz wydostaniemy? ALEKS? - krzyknęłam. Miałam dosyć roztargnienia mojego przyjaciela. Chciałam zwyczajnie wrócić do domu, położyć się spać i o tym zapomnieć. Cieszę się, że zobaczyłam słońce, jednak... jest mnóstwo osób, które mogą rozwiązać ten problem za mnie. Mnóstwo naukowców, obserwatorów gwiazd... ja jestem tylko dzieckiem. Co niby mogę zrobić? Spojrzałam na mojego towarzysza. Nie słuchał mnie. Gapił się... na słońce. - Aleks! - pociągnęłam go za ramię - Patzrenie się na słońce jest niebezpieczne! Co ty robisz? - Ono toczy walkę... z księżycem - wymamrotał nieprzytomnie. Aleks! Hej! Co ty gadasz? Chodź. Znajdziemy wyjście. Będzie dobrze, wiesz? - dźwignęłam go cudem na nogi i próbowałam przytaszczyć go nieco dalej. Wiesz co jest w tym najśmieszniejsze? Aleks... Ty masz moc słońca! To ty musisz to rozwiązać! - wykrzyknął, zanim opadł bezwładnie na ziemię. Albo zanim wypuściłam go z uścisku. Że... co? Wszystkie moje sny... wszystkie myśli, wizje... to jednak prawda? Nie... nie, to nie możliwe. Aleks pewnie znowu czytał te swoje niezwykłe artykuły o mocach gwiazd i żywiołów. Spojrzałam ponownie w kierunku ogromego spadku nad moją głową, a przez otwór mogłam zobaczyć gwieździste już niebo. - A co jeśli to prawda? - usłyszałam nagle głos za sobą. Wzdrygnęłam się. Nie należał on do mojego przyjaciela. Odwróciłam się ostrożnie i moim oczom ukazał się... - O nie. - Liczyłem na trochę bardziej przyjazne powitanie - ,,ktoś" posłał mi zniwalający uśmiech. A tym ktosiem był... było... Słońce?! KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ życiem. Może próbuje uciec przed ludźmi, a może... - zamilkł na chwilę, a ja patrzyłam się na niego jak na wariata. Własnym życiem? Słońce? Czy on aby nie oszalał? A podobno mi szkodzi brak witaminy D. - A może...? - popędziłam chłopaka, nieco zniecierpliwiona. Aleks przeniósł na mnie swój wzrok. - Toczy walkę. - A to niby z kim?! Aleks, nie mam ochoty słuchać takich bredni. Ja wychodzę. - zrobiłam krok w kierunku wielkiej dziury nad naszymi głowami, kiedy nagle przypomniałam sobie, że NIE MOGĘ stąd wyjść. Eee, jak my się niby teraz wydostaniemy? ALEKS? - krzyknęłam. Miałam dosyć roztargnienia mojego przyjaciela. Chciałam zwyczajnie wrócić do domu, położyć się spać i o tym zapomnieć. Cieszę się, że zobaczyłam słońce, jednak... jest mnóstwo osób, które mogą rozwiązać ten problem za mnie. Mnóstwo naukowców, obserwatorów gwiazd... ja jestem tylko dzieckiem. Co niby mogę zrobić? Spojrzałam na mojego towarzysza. Nie słuchał mnie. Gapił się... na słońce. - Aleks! - pociągnęłam go za ramię - Patzrenie się na słońce jest niebezpieczne! Co ty robisz? - Ono toczy walkę... z księżycem - wymamrotał nieprzytomnie. Aleks! Hej! Co ty gadasz? Chodź. Znajdziemy wyjście. Będzie dobrze, wiesz? - dźwignęłam go cudem na nogi i próbowałam przytaszczyć go nieco dalej. Wiesz co jest w tym najśmieszniejsze? Aleks... Ty masz moc słońca! To ty musisz to rozwiązać! - wykrzyknął, zanim opadł bezwładnie na ziemię. Albo zanim wypuściłam go z uścisku. Że... co? Wszystkie moje sny... wszystkie myśli, wizje... to jednak prawda? Nie... nie, to nie możliwe. Aleks pewnie znowu czytał te swoje niezwykłe artykuły o mocach gwiazd i żywiołów. Spojrzałam ponownie w kierunku ogromego spadku nad moją głową, a przez otwór mogłam zobaczyć gwieździste już niebo. - A co jeśli to prawda? - usłyszałam nagle głos za sobą. Wzdrygnęłam się. Nie należał on do mojego przyjaciela. Odwróciłam się ostrożnie i moim oczom ukazał się... - O nie. - Liczyłem na trochę bardziej przyjazne powitanie - ,,ktoś" posłał mi zniwalający uśmiech. A tym ktosiem był... było... Słońce?! KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

- Eee, jak my się niby teraz wydostaniemy? ALEKS? - krzyknęłam. Miałam dosyć roztargnienia mojego przyjaciela. Chciałam zwyczajnie wrócić do domu, położyć się spać i o tym zapomnieć. Cieszę się, że zobaczyłam słońce, jednak... jest mnóstwo osób, które mogą rozwiązać ten problem za mnie. Mnóstwo naukowców, obserwatorów gwiazd... ja jestem tylko dzieckiem. Co niby mogę zrobić? - spojrzałam na mojego towarzysza. Nie słuchał mnie. Gapił się... na słońce. - Aleks! - pociągnęłam go za ramię - Patrzenie na słońce jest niebezpieczne! Co ty robisz? - Ono toczy walkę... z księżycem - wymamrotał nieprzytomnie. - Aleks! Hej! Co ty gadasz? Chodź. Znajdziemy wyjście. Będzie dobrze, wiesz? - dźwignęłam go cudem na nogi i próbowałam przytaszczyć go nieco dalej. - Wiesz co jest w tym najśmieszniejsze? - Aleks... - Ty masz moc słońca! To ty musisz to rozwiązać! - wykrzyknął, zanim opadł bezwładnie na ziemię. Albo zanim wypuściłam go z uścisku. - Że... co? - wszystkie moje sny... wszystkie myśli, wizje... to jednak prawda? Nie... nie, to nie możliwe. Aleks pewnie znowu czytał te swoje niezwykłe artykuły o mocach gwiazd i żywiołów. Spojrzałam ponownie w kierunku ogromego spadku nad moją głową, a przez otwór mogłam zobaczyć gwieździste już niebo. - A co jeśli to prawda? - usłyszałam nagle głos za sobą. Wzdrygnęłam się. Nie należał on do mojego przyjaciela. Odwróciłam się ostrożnie i moim oczom ukazał się... - O nie. - Liczyłem na trochę bardziej przyjazne powitanie - ,,ktoś" posłał mi zniwalający uśmiech. A tym ktosiem był... było... Słońce?! Kaja Klim I b KONIEC CZ. I CDN. (po wakacjach) Co u Ciebie, trzecioklasisto?

Na zakończenie roku szkolnego postanowiliśmy oddać łamy naszej gazetki przyszłym absolwentom. Zapytaliśmy ich o nastroje, plany i wspomnienia. Życzymy uczniom klas III powodzenia w nowych szkołach i pięknego życia! Redakcja "Głosu Gimnazjalisty G11"

Wywiad z Bernadetą Wieczorek, uczennicą klasy 3a, przeprowadzony przez Michalinę Muchowską z 2b Od trzech lat chodzisz do naszego gimnazjum. Dlaczego postanowiłaś uczyć się właśnie tutaj? G11 to moja szkoła rejonowa. Dojście do niej trwa zaledwie 10 minut. Dlaczego nie miałabym skorzystać ? No dobrze. Skorzystałaś i pierwszego września 2014 roku, po około 10-ciu minutach, przekroczyłaś po raz pierwszy mury naszej szkoły. Jak pamiętasz swój pierwszy dzień ? Nie pamiętam zbyt dużo, mam jedynie mgliste wspomnienia rozmów z nowymi kolegami i oprowadzanie po placówce przez starsze klasy. Teraz zapewne wspomnienia czasami wracają, kiedy na korytarzach widzisz kolejny rocznik gimnazjalistów. Jak teraz czujesz się w swojej obecnej klasie? 3a jest chyba najbardziej przyjaznym środowiskiem, do jakiego mogłam trafić. Na początku nie obyło się bez drobnych zatargów, ale teraz jesteśmy zgrani. Nie ma hierarchii i ścisłych grupek. Gdybym miała wybierać pomiędzy obecną klasą a tą z mojej podstawówki, to bez wahania wybrałabym gimnazjalną. Choć nie zawsze jest oczywiście idealnie. W żadnej grupie tak nie jest. To samo dotyczy przedmiotów . Jedne interesują nas bardziej, z innymi trochę bardziej się męczymy . Jak jest u Ciebie ? W G11 wyjątkowe są lekcje biologii z p. Urbańczyk i historii z p. Szulc. Obie te nauczycielki potrafią zachęcić do swojego przedmiotu. Na zajęciach widać, że to ich pasja. Rozumiem. Zostawmy tę kwestię a skupmy się na Twoich odczuciach względem naszego gimnazjum. Co najbardziej tutaj lubisz ? Część grona pedagogicznego i fakt, że G11 jest bardzo spokojne. W tym roku opuszczasz nasze spokojne gimnazjum, co cennego z niego wynosisz? Długopisy znalezione pod ławką . Dobra, a tak na serio : G11 pokazało mi, że nie muszę „skakać” wokół innych by mnie zaakceptowali oraz to, że mam swoją wartość i nie powinnam jej obniżać. Jakie masz plany na przyszłość? Planów mam wiele, m.in. osiągnąć sukces w zawodzie, nauczyć się mało znanego języka oraz spełnić większość swoich fanaberii. Póki co moim planem na najbliższą przyszłość jest zdobywanie wiedzy, by dostać się na wymarzone studia. Kim chcesz zostać w przyszłości? B.W: Psychologiem bądź pedagogiem. Ambitnie! Mam jeszcze jedno, bardzo ważne pytanie, a mianowicie: co sądzisz o naszych szkolnych mundurkach? Nie podobają mi się. Są brzydkie i niepraktyczne. Za Kolorowe Piątki oddaję hołd samorządowi! Ja również! Serdecznie dziękuję za wywiad i życzę powodzenia! Wywiad z Emilką Matuszak z klasy



Co skłoniło Cię do wyboru naszego gimnazjum? Przede wszystkim to, że jest ono umiejscowione blisko mojego domu, a ponadto bardzo dużo osób mi je polecało. Wtedy było dla mnie już jasne, że wybiorę tę, a nie inną szkołę. Jesteś przedstawicielką SU. Jaką pełnisz w nim funkcję? W Samorządzie zajmuję się płatnościami, a resztę decyzji podejmujemy wspólnie wraz z pięciorgiem innych przewodniczących. Z tego, co mówisz, wynika, że jest to odpowiedzialna praca? Na pewno jest to odpowiedzialna praca, wymagająca wiele wysiłku i zaangażowania. Jako skarbnik muszę wszystkiego dopilnować, by było dopięte na ostatni guzik. W tym roku kończysz szkołę. Jak wspominasz spędzone tu chwile? Wspominam je bardzo dobrze, naprawdę bardzo będę tęsknić za nauczycielami, za uczniami, atmosferą - za wszystkim! Jest mi niezmiernie przykro, że czas się rozstać. Napomknęłaś, że będziesz tęsknić za nauczycielami - kogo wobec tego z kadry nauczycielskiej będziesz wspominać najmilej? To będzie faworyzowanie nauczycieli, nie mogę na to pytanie odpowiedzieć! *śmiech* Lubię wszystkich pedagogów, ale uwielbiam panią Brzycką, cieszę się, że akurat nam przydzielono ją jako wychowawczynię. Czy masz jakieś plany na przyszłość, dokąd wybierasz się do liceum? Wybieram się do VII LO na profil matematycznogeograficzny, nie mam konkretnych planów na przyszłość, choć wydaje mi się, że najlepiej sprawdzę się właśnie na tym kierunku. Co więc miało największy wpływ na Twoją decyzję? Na pewno to, że to liceum jest jednym z najbliżej zlokalizowanych, a ja nie wyobrażam sobie siebie dojeżdżającej gdzieś daleko, bo kocham spać. Podoba mi się też atmosfera, której doświadczyłam na drzwiach otwartych. *uśmiech* Chciałabym jeszcze dowiedzieć się, co robisz w czasie wolnym? Realizujesz jakieś pasje? Moim hobby zdecydowanie jest oglądanie seriali. Na jego realizację poświęcam około godziny dziennie. Jakie ostatnio seriale obejrzałaś? Ostatnio skończyłam “Plotkarę” oraz “Trzynaście powodów”, a także zaczęłam oglądać “Skam”, norweski serial. Z tych polskich polecę “M jak miłość” i “Na dobre i na złe”. Naszych czytelników z pewnością zainteresują Twoje odczucia na temat popularnego serialu “Trzynaście powodów”. Co o nim sądzisz? Serial ogromnie mi się podoba, jestem zadowolona, że moja idolka, Selena Gomez go wyprodukowała i nagrała doń piosenkę. Jest bardzo wzruszający, ale także przytłaczający. Historia głównej bohaterki jest smutna. Taka sytuacja może zdarzyć się w otoczeniu każdego z nas, ludzie nie mówią dużo o własnych uczuciach i wolą schować się w swojej “skorupie”. Ten serial skłonił mnie do refleksji. To akurat prawda. Jeśli pozwolisz, to spytam jeszcze, czy miałabyś jakieś rady dla kolejnych roczników absolwentów? W trzeciej klasie musicie się naprawdę przyłożyć, ponieważ prawie całe dwa semestry to powtarzanie wiadomości i umiejętności, które nabyliście w kl. I i II. Dodatkowo, po egzaminach naprawdę nie będzie żadnego luzu, paradoksalnie mamy jeszcze większe nagromadzenie sprawdzianów i kartkówek. Gdybyś miała wybierać jeszcze raz, czy wybrałabyś gimnazjum, z którego właściwie wychodzisz już jedną nogą za próg? Definitywnie tak. Co u Ciebie, trzecioklasisto? Z Martą Matuszewską z kl. IIIa rozmawiała Maja Gazdecka z kl. IIb



Czy chodziłaś do Gimnazjum nr 11 przez trzy lata, czy też zmieniałaś placówki? Chodziłam tu przez trzy lata. Co było dla Ciebie największą zmianą po przejściu ze szkoły podstawowej do gimnazjum? Szczerze mówiąc, nie zauważyłam jakiejś dużej zmiany. Na pewno inne było podejście nauczycieli do uczniów, bo w podstawówce traktowali oni nas mniej dojrzale. Doszło też dużo nowych przedmiotów. W świecie polityki wiele się teraz mówi o likwidacji gimnazjów, co ty o tym myślisz? Nie popieram tej zmiany, ponieważ według mnie to będzie zbyt duży przeskok dla uczniów - przejście bezpośrednio z podstawówki do liceum. Dotąd gimnazjum było takim etapem przejściowym. Poza tym mi w tej szkole się podoba i uważam, że likwidacja czegoś, co dobrze funkcjonuje i nie tak dawno zostało wprowadzone jest bez sensu. Czy chodzisz na jakieś zajęcia pozalekcyjne? Jeśli tak to jakie? Tak, chodzę na spotkania Samorządu Uczniowskiego i wolontariatu. Jakie jest twoje ulubione miejsce w szkole? Sklepik i aula. Gdybyś miała zaczarowaną różdżkę, to co byś w Gimnazjum nr 11 zmieniła? Na pewno zmieniłabym podejście niektórych nauczycieli do uczniów. Sprawiłabym też, żeby w szkole więcej się działo i było więcej szkolnych imprez, wydarzeń itp. Która klasa była dla ciebie najtrudniejsza i dlaczego? Najtrudniejsza była dla mnie trzecia klasa. Ze względu na egzaminy gimnazjalne trzeba było bardzo spieszyć się z materiałem na lekcjach, przez co było dużo sprawdzianów i kartkówek, szczególnie po testach. Do tego dochodzi jeszcze stres związany z egzaminami i powtórki do nich. Dla mnie trudne jest też to, że oceny, które dostajemy w trzeciej klasie i wyniki z egzaminów decydują o tym, czy dostaniemy sie do szkoły, do której chcemy. Która część egzaminów była dla Ciebie najbardziej stresująca? Najbardziej denerwowałam się częścią historyczną i przyrodniczą, bo nie czułam się dobrze przygotowana z historii, chemii i fizyki. A która część była najtrudniejsza? Zdecydowanie część przyrodnicza. Jaka była najzabawniejsza szkolna historia, która ci sie przytrafiła lub którą wyjątkowo zapamiętałaś? W naszej klasie było dużo zabawnych sytuacji, więc ciężko jest mi wybrać jedną. A najlepiej zapamiętałam i dobrze wspominam wszystkie wycieczki, szczególnie integracyjną na początku pierwszej klasy. Dziękuję Ci bardzo za poświecony czas i rozmowę. Marta: Dziękuję również. Co u Ciebie, Trzecioklasisto?

W sumie jeszcze nie wiem tego dokładnie. Może coś z turystyką, bo będę na profilu matematyczno - geograficznym. Ostatnio myślałam też o weterynarii. Ciekawie, ale oczywiście na takie przemyślenia masz jeszcze czas. A jak lubisz spędzać czas wolny? Uwielbiam czytać książki i podróżować. Dużo nauki masz za sobą w tym roku szkolnym, więc czasu wolnego zapewne było mało. Na szczęście za chwilę wakacje. Czy masz już jakieś plany? Jeszcze nie mam żadnych planów, czekam na wyniki naboru w lipcu i to na razie tyle (śmiech). Rozumiem, a co chciałabyś robić? Lubisz podróże, gdzie byś chciała odbyć jakąś z nich? Chciałabym zwiedzić Australię i Włochy, to moje marzenie. W takim razie życzę powodzenia oraz wytrwałości w realizacji celów i marzeń. Dziękuję za możliwość przeprowadzenia z tobą wywiadu. Ja również dziękuję, było mi bardzo miło. Z Natalią Kordus z kl. IIIa rozmawia Wiktoria Garczarek z kl. IIb

Jesteś już w trzeciej klasie gimnazjum. Jak się czujesz z tym, że za niespełna miesiąc zostaniesz absolwentką tej szkoły? Od egzaminów czas mija nieubłaganie. Trzy lata nauki w tej szkole były piękne, w sumie to nadal jeszcze są.(śmiech) Smutno, że już koniec tej przygody.Za tobą egzaminy. Jak ci szły przygotowania? Szczerze? Miałam zacząć uczyć się od początku stycznia, ale coś nie wyszło. (śmiech) Przypominałam sobie najważniejsze terminyz poszczególnych przedmiotów. Z matematyki i fizyki napisałam sobie najważniejsze wzory. Biologii i geografii uczyłam się, czytając podręczniki, z polskiego powtarzałam sobie lektury a z historii i WOS - u byłam na kilku zajęciach dodatkowych. Myślisz, że poszło dobrze? Mam taką nadzieję, wyniki będą 15 czerwca. Za czym będziesz najbardziej tęsknić? Chyba za atmosferą, która w tej szkole panuje. Zawsze, gdy potrzebowałam pomocy, mogłam zgłosić się do któregoś nauczyciela. Jakie są twoje dalsze plany? Do jakiej szkoły się wybierasz? Czy wybór był trudny? Wybieram się do liceum, prawdopodobnie do V LO na profil matematyczno - geograficzny. Wybór był ogromnie trudny. Czym się kierowałaś przy wyborze szkoły? Kierowałam się przedmiotami rozszerzonymi, czy je lubię oraz czy dam radę napisać je na maturze. Patrzyłam też na dojazd do szkoły i opinie uczniów. Kim byś chciała zostać w przyszłości? Czy ten zawód ma jakiś związek z wybranym przez ciebie liceum?W sumie jeszcze nie wiem tego dokładnie. Może coś z turystyką, bo będę na profilu matematyczno - geograficznym. Ostatnio myślałam też o weterynarii. Ciekawie, ale oczywiście na takie przemyślenia masz jeszcze czas. A jak lubisz spędzać czas wolny? Uwielbiam czytać książki i podróżować. Dużo nauki masz za sobą w tym roku szkolnym, więc czasu wolnego zapewne było mało. Na szczęście za chwilę wakacje. Czy masz już jakieś plany? Jeszcze nie mam żadnych planów, czekam na wyniki naboru w lipcu i to na razie tyle (śmiech). Rozumiem, a co chciałabyś robić? Lubisz podróże, gdzie byś chciała odbyć jakąś z nich? Chciałabym zwiedzić Australię i Włochy, to moje marzenie. W takim razie życzę powodzenia oraz wytrwałości w realizacji celów i marzeń. Dziękuję za możliwość przeprowadzenia z tobą wywiadu. Ja również dziękuję, było mi bardzo miło. Co u Ciebie, Trzecioklasisto?
Ponieważ trzecioklasiści opuszczają szkołę, postanowiłam porozmawiać z przyszłymi absolwentami na temat ich pobytu w naszym gimnazjum i dalszych planów edukacyjnych. Oto zapis rozmowy z trzema kolegami z klasy 3b - Adamem, Kacprem i Kamilem.


Za czym będziecie najbardziej tęsknić, opuszczając gimnazjum? Kacper: Opuszczając gimnazjum najbardziej będe tęsknić za atmosferą, która tutaj mnie otacza. Nauczycielami, którzy motywują do pracy, a kiedy trzeba, umieją się również pośmiac razem z uczniami. Na pewno brakować mi będzie moich kolegów czy koleżanek, z którymi naprawdę bardzo mocno się zżyłem. Kamil: Najbardziej - tak jak kolega wspomniał - za atmosferą Adam: Myślę, że przede wszystkim będę tęsknić za moją klasą, ponieważ darzę ją bardzo dużą sympatią i spędziłem z nią sporo czasu. Poza tym będzie mi również brakować wspaniałej atmosfery, która tu panuje oraz nauczycieli którzy przez trzy lata włożyli dużo pracy, by przekazać uczniom jak najwięcej wiedzy. Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie związane z naszą szkołą? Adam: Najbardziej podobał mi się Koncert Wiosenny w 2016 roku, ponieważ był on świetnie zorganizowany i wydaje mi się, że wszystkim widzom przypadł do gustu. Co więcej, miałem przyjemność zajmować się nagłośnieniem tej imprezy. Kamil: "MamTalent", bo bardzo lubię McŚciabę. Kacper: Najbardziej podobały mi się szkolne dyskoteki w I kl., ponieważ nie obsługiwałem wtedy jeszcze sprzętu, dzięki czemu zabawa mogła pochłonąć mnie całkowicie. A jak poszło wam na tegorocznych testach? Kacper: Uważam, że nie należały one do najtrudniejszych. Część historyczna i polonistyczna były wręcz banalna. Gorzej jednak było drugiego dnia, podczas części przyrodniczej. Wydaje mi się, że każdego, kto te testy pisał, zdziwiły zakres i nietypowy charakter pytań. Kamil: Matematyka była średnio trudna. Myślę, że znajomość wzorów wystarczała, aby napisać tę część na przynajmniej 60% Adam: Część angielska była równie banalna. Jak długo przygotowywaliście się do egzaminów? Kamil: Szczerze? Zacząłem na dwa dni przed, więc można powiedzieć, że się nie przygotowywałem.



Czy gdybyście mieli możliwość zostania w naszej szkole dłużej, to skorzystalibyście z oferty? Kamil: Tak, bardzo lubię tę szkołę i chętnie bym w niej został. Kacper: Nie, myślę, że trzy lata zupełnie wystarczą. Poziom intelektualny między pierwszą a trzecią klasą jest zbyt zróżnicowany Jakie jest najmilsze wspomnienie związane z tą szkołą? Adam: Moje najmilsze wspomnienie to udział w szkolnym ,,Mam Talent'' w 2016 roku. Byłem wówczas w II kl. razem z pięcioma kolegami. Początkowo w formie żartu zgłosiliśmy swój udział. Jednakże okazało się, że nasz występy są całkiem dobre i udało się nam zająć pierwsze miejsce Jak się czujecie jako przyszli absolwenci naszej szkoły? Kacper: Normalnie. Myślę, że ukończenie gimnazjum nie jest wielki wyczynem. Adam: Naprawdę dobrze, bardzo się cieszę, że wybrałem właśnie to gimnazjum Jakie lekcje wspominasz najprzyjemniej? Kamil: Fizyka, ponieważ na tych lekcjach zawsze mogę się i uczyć i zrelaksować . Nauka fizyki moim zdaniem jest bardzo ciekawa. Kacper: Lekcje z Panią Bobrzyk są bardzo zabawne. Adam: Również najlepiej będe wspominać lekcje fizyki z panią Szymańską Czym kierowaliście się w wyborze szkoły średniej? Kacper: W wyborze kierowałem się tym co dana szkoła mi ''da'' w przyszłości i gdzie będe mógł kontynuować moją edukację. Kamil: Kierowałem się głównie poziomem nauczania. Długo zastanawialiście się nad wyborem kolejnej szkoły? Kamil - Nie zastanawiałem się nad wyborem, po prostu poszedłem na dni otwarte i uznałem, że to technikum idealne dla mnie. Dziękuje wam bardzo za udzielenie mi odpowiedzi, życzę wam dalszej świetnej edukacji i mile spędzonych wakacji. Rozmawiała Julia z kl. II b CO U CIEBIE, TRZECIOKLASISTO?



Dlaczego postanowiłeś się uczyć akurat w tym gimnazjum? Wybrałem je, mając na uwadze to, że mam bardzo blisko do szkoły oraz fakt, że sam budynek mi się podoba. Bardzo aktywnie działasz w szkole. Co Ci to daje? Daje mi to możliwość samorealizacji oraz poczucie spełnienia. Wiem, że robię coś nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Czy podoba Ci się w Samorządzie Szkolnym? Bardzo lubię pracować na rzecz szkoły, więc dlaczego miałoby mi się to nie podobać? Czy w liceum również planujesz kontynuować pracę w Samorządzie? Nie jestem pewien, czy w szkole, w której od września będę się uczył, jest tak prężnie działający samorząd, ale raczej tak, planuję kontynuować. Jakie są Twoje relacje z klasą? Jestem przewodniczącym swojej klasy, więc pełnię funkcję spoiwa pomiędzy różnymi osobami. Lubię 3c i nie chciałbym być w żadnej innej klasie, ponieważ uwielbiam specyfikę właśnie tego oddziału. Jakie są Twoje relacje z Twoim wychowawcą? Bardzo dobre. W ciągu tych trzech lat spędzonych w gimnazjum miałem okazje wielokrotnie współpracować z naszą wychowawczynią i owoce tej współpracy były korzystne zarówno dla klasy, jak i dla szkoły. Czy po gimnazjum zamierzasz utrzymywać kontakty z osobami z Twojej klasy? Jestem osobą otwartą i ceniącą doborowe towarzystwo, więc czemu nie. Takich skrajnie oddalonych od siebie osobowości potrafiących się mimo wszystko dogadać próżno szukać w innych oddziałach gimnazjalnych. Jakie są Twoje stosunki z nauczycielami? Szacunek dla nauczycieli jest najważniejszy. Nie dlatego, że są starsi, ale dlatego, że posiadają oni wiedze, której ja nie mam, a to właśnie oni ją nam przekazują. Jestem sumienny, rzetelny i odpowiedzialny w relacjach z nauczycielami, więc mam możliwość brać udział w różnych akademiach, apelach czy innych przedsięwzięciach. Kim chciałbyś zostać w przyszłości? Planuję zostać motorniczym tramwaju lub pełnić funkcję zarządczą w firmie związanej z transportem. Złożyłem dokumenty do Technikum Komunikacji, do klasy o profilu ,,elektroenergetyk transportu szynowego”. Jakie są Twoje plany na Bal Gimnazjalny? Iść, pożegnać się z kolegami i dobrze się bawić. Więcej nie mogę powiedzieć, gdyż jest to moja prywatna sprawa. Z Michałem Kabatem z IIIc rozmawiała Maja S. z IIb



Co u Ciebie, Trzecioklasisto? Dlaczego wybrałaś Gimnazjum nr 11? H: Wiele osób poleciło mi tę szkołę, a że mieszkam blisko, nie mam problemów z dojazdem. Jakie było twoje pierwsze wrażenie, kiedy weszłaś do gmachu szkoły? H: Pomyślałam, że jest większa od mojej podstawówki. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Co Ci się najbardziej spodobało? Zajęcia dodatkowe. Było ich bardzo dużo, każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie. Oprócz tego, wszyscy byli sympatycznie nastawieni. Co Ci się nie podobało? Punkty minusowe i mundurki. Uważam, że materiał, z którego są wykonane, nie sprawdza się podczas upałów. Którego nauczyciela darzyłaś największą sympatią i dlaczego? Moją wychowawczynię, panią Schiffmann. Zawsze starała się rozwiązywać nasze klasowe problemy, bez względu na sytuację. W jaki sposób przygotowywałaś się do egzaminów? Uczyłam się z różnych repetytoriów. Do jakiej szkoły ponadgimnazjalnej idziesz i dlaczego akurat tam? Drzwi otwarte zorganizowane w VI LO przekonały mnie do podjęcia nauki w tej szkole. Będę w klasie matematyczno-fizycznej. Jak się czujesz z tym, że zmienisz szkołę? Jakie zmiany się z tym wiążą? Dobrze. Jestem zdania, że żeby coś się mogło zacząć, coś się musi skończyć. Poznam wielu nowych ludzi, zmienię otoczenie, będę musiała dojeżdżać. Jeszcze wiele przede mną. Jak widzisz swoją przyszłość? Zamierzam studiować na politechnice, pracować jako architekt lub inżynier, a potem założyć swoją firmę. Chciałabym także wiele podróżować. Dlaczego wybrałaś te kierunki? H: Od zawsze fascynowałam się projektowaniem domów i mieszkań, designem. Co będziesz najlepiej wspominać z gimnazjum? Nie mam żadnych złych wspomnień z tej szkoły. Myślę, że najlepiej będę wspominać wszystkie zabawne przygody z znajomymi. Z Hanią Adamską z kl. IIIb rozmawiała Natalia Majorek z kl. IIb SPOTKANIA I ROZSTANIA Opowiadanie Weroniki Wilkowskiej
Słońce zachodziło za horyzontem. Ostatnie światło oświetlało plażę przy Morzu Bałtyckim. Fale spokojnie uderzały o brzeg. Lekki wiatr popychał złoty piasek, który wędrował dalej. Wśród przybrzeżnych fal stała w wodzie dziewczyna. Swe stopy zanurzyła w morzu. Wietrzyk rozwiewał jej włosy, patrzyła na zachód słońca. Widocznie czekała na kogoś. Nagle usłyszała kroki i odwróciła się. Jej oczom ukazała się kobieta. Spotkanie nie było dla nich zaskakujące. - Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać Heleno? – spytała przybyła.


- Muszę się oderwać od domu. - Dziś kończę 19 lat, a wyobraź sobie, Sandro, a rodzina ma mi za złe, że jeszcze nie wyszłam za mąż. Dlatego postanowiłam się spotkać z tobą, przyjaciółko - wytłumaczyła pospiesznie i zaśmiała się. Helena Petreka była energiczną, pełną wdzięku dziewczyną. Miała duże zielone oczy i aksamitne brązowe włosy. Stale się uśmiechała i cieszyła się z życia. Nie wszystkim pasował jej radosny charakter, ale zaskarbiła sobie przyjaźń Sandry Bogdanieckiej, kiedyś Wendel, poważnej, ładnej dwudziestolatki. Jej brązowe oczy i jasne włosy były podziwiane przez wszystkich. - Zawsze byłyśmy przyjaciółkami, Heleno. Uważam, że to ty masz decydować o swoim życiu - odparła Sandra. - Och, ja też tak uważam, ale nikt w domu tego nie rozumie - powiedziała dziewczyna. Helena uśmiechnęła się i zamilkła. ,,Po prostu zawsze po rozmowie mam ochotę chwilę pomilczeć” - mówiła. - W takim razie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- rzekła Sandra. - Dziękuję, ale czy ty uważasz, że muszę wyjść za mąż? – zapytała Helena. - Mężczyźni nas wykorzystują. Już mam w tym doświadczenie – usłyszała od przyjaciółki, po czym obie spojrzały na krajobraz przed nimi. Słońce już zniknęło z widoku. - Jak to możliwe, że tak niewielu zwraca uwagę na ten pejzaż? – zastanowiła się starsza z nich. - Nie wiem. Wszyscy patrzą tylko na to, co dotyczy ich



samych. Czasami mam ochotę przenieść się do wcześniejszej epoki. Czy ty też? Sandra zastanowiła się. – Niekiedy mam takie pragnienie – odrzekła w końcu z wahaniem. - Ale wtedy byś nie poznała Ryszarda - wtrąciła ciemnowłosa z przekąsem. Mężatka zarumieniła się, jak za każdym razem kiedy ktoś wspominał jej męża. Ryszard Bogdaniecki był to przeciętny mężczyzna. Miał ciemne włosy i oczy. On i Sandra poznali się na studiach i zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. - Chyba już muszę wracać do domu. Mam nadzieję, że nie będą mi robić wymówek, że mnie długo nie było - odezwała się Helena. Przyjaciółki pożegnały się i rozstały, gdy na niebie zniknęło światło dnia. - Gdzieś ty była? - takie słowa usłyszała Helena po powrocie do domu. A jej młodsze rodzeństwo – Julia i Paweł, skoczyli ku niej, by nie odstępować jej na krok. Oboje bardzo ją kochali i często mijało dużo czasu zanim Helena mogła ich od siebie oderwać. - Gdzie byłaś? – powtórzyła jej matka Anna, zaniepokojona nagłym zniknięciem córki. - Spotkałam się z Sandrą - odpowiedziała spokojnie Helena. Mama próbowała być zła, ale nie mogła. Za bardzo kochała swoje pierwsze dziecko. Anna Petreka była piękną 45-letnią kobietą. Miała łagodne szare oczy i włosy o barwie toffi. Na jej twarzy pojawiły się już pierwsze zmarszczki, lecz nie niszczyły jej regularnych rysów. Najpiękniejszy był jej łagodny, trochę nieśmiały uśmiech. Była wspaniałą matką. - No już dobrze, kochanie. Julciu, Pawełku, zostawcie buty siostry. Ach, te dzieci! - powiedziała bezradnie rodzicielka. Helena uwolniła się od rodzinnego zgiełku i poszła do swojego pokoju. Zauważyła, że jej telefon brzęczy. Odblokował się i ukazało się kilka wiadomości od Tadeusza Flinta i Fryderyka Burnsa. Dziewczyna natychmiast odłożyła komórkę i westchnęła. Wolała pozostawić przeszłość za sobą. Nagle drzwi się uchyliły i w szparze pokazało się jej młodsze rodzeństwo. Julia była głośna i bardzo uparta, 13-letnia buntowniczka. Zupełnie nie przypominała swojej imienniczki ze słynnej tragedii Szekspira. Jednak można jej było wybaczyć wszystko, gdyż miała piękne zielone oczy i kasztanowe włosy, a jej uśmiech cały czas ukazywał śliczne ząbki przypominające perły. - Na kolację z okazji twoich urodzin przyjdzie tata z Elizą - poinformowała dziewczyna. Helena spochmurniała. Wolałaby, żeby jej ojciec przyszedł sam, a nie z córką z drugiego związku. Paweł, Julia i Helena jej nie cierpieli. - Szkoda, że ona istnieje - rzekł brat. - Pawełku, nie wolno tak mówić, mimo że ja też nie lubię naszej przyrodniej siostry - powiedziała najstarsza z rodzeństwa. Paweł był trochę nietaktownym, ale uroczym chłopakiem. Pomimo niektórych wad,nie dało się go nie lubić. Miał brązowe, kędzierzawe włosy i niebieskie oczy. Czasami wolał sobie poszaleć, ale bardzo lubił czytać książki. Podczas kolacji prawie wszyscy dobrze się bawili oprócz samej jubilatki. Eliza cały czas pytała, dlaczego Helena nie ma chłopaka. Dziewczyna wiedziała, że chciała ją zranić, ale nic z tego. Nie chciała robić awantury w towarzystwie ojca. Jerzy Petreka był mężczyzną w średnim wieku. Nie było w nim ani odrobinę egoizmu czy innych wad. Jego ulubienicą zawsze była Helena. Miał łagodne oczy w kolorze orzechów i kasztanowe włosy, niektóre już posiwiałe. Gdy przyszedł dziś do córki, od razu powiedział jej historię swojego rozstania z jej matką, które zawsze była dla niej zagadką. Mimo to Helena uśmiechała się przez cały wieczór. Jako córka rozwiedzionych rodziców nie miała łatwego dzieciństwa. Do teraz wzdrygała się na samo wspomnienie tych lat. Dzieciaki jej dokuczały (Eliza czały czas jej to wypominała), nie była popularna, ale jej na tym nie zależało. Jednak za sprawą opowieści ojca przeszłość wróciła. Jako pierwsze dziecko urodziła się rok po ślubie rodziców. Przeżyli razem 8 wspaniałych lat, ale potem wszystko się rozsypało w pył i uleciało w dal. Jednak dotąd nie wiedziała, co było tego



przyczyną Anna i Jerzy Petrekowie żyli szczęśliwie, mimo że w ubóstwie. Wzięli ślub młodo. Okres pomiędzy weselem a narodzinami córki był wspaniały, a dziecko dało im jeszcze więcej szczęścia. Potem pojawiła się Wiktoria Różowicz. Wiktoria była urodziwą dziewczyną. Miała czarne włosy i niebieskie oczy, jej urokowi nie można było się oprzeć, czego doświadczył Jerzy. Spotykał się z dziewczyną po kryjomu przez dwa lata, aż jego żona odkryła prawdę i powiedziała mu, żeby wybierał pomiędzy nią a Wiktorią. Spontanicznie wybrał tą drugą. Wzięli rozwód, lecz przedtem Anna zdążyła zajść w ciążę z bliźniętami. Wkrótce jej były mąż poslubił Wiktorię, a po paru mięsiącach urodziła Elizę Petreke. Eliza była urodziwą panną. Miała oczy matki i włosy ojca. Ona i Helena znienawidziły się od pierwszego spojrzenia. Pierwsza córka Jerzego tak naprawdę nie zazdrościła jej urody, lecz ojca, którego nie miała pod ręką. Wtedy jeszcze nie wiedziała dlaczego nagle on zniknął z jej życia. Po kolacji Helena rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Po kilku minutach wzięła się jednak w garść i starła smutek ze swej twarzy. Wtedy właśnie weszła mama. - Ktoś do ciebie, Hel - powiedziała. - Kto taki? - spytałam zdziwiona. Mama spojrzała na nią ze smutkiem i wypowiedziała imię gościa. Helena poczuła, że krew jej odpływa z twarzy. - Nie chcę go wiecej widzieć! - Ale ja chcę się zobaczyć z tobą - usłyszała spokojny, męski głos. Jej oczom ukazał się Tadeusz Flint. Wciąż nie zapomniała, jaki był piękny. - Wróć do mnie, Heleno. Mam dla ciebie propozycję nie do odmówienia. Czy wyjdziesz za mnie? - Tadeusz, mówiąc to, uklęknął i wyciągnął pierścionek. Helena zdumiała się. Jeszcze niedawno tak pragnęła, by to się ziściło, ale teraz... Czemu teraz zauważyła, że jej wybranek ma taki nieprzyjemny głos? - Wybacz mi, ale nie mogę - dziewczyna poczuła nagle całkowitą pewność. Tadeusz wyglądał na zaskoczonego. - Nie sądziłem... - zaczął mówić, ale jubilatka mu przerwała. - Czy myślisz, że przyjmę ochoczo chłopaka, który porzucił mnie dla jakiejś Izy Gernek? To byłoby takie... - Helena nie wiedziała, co powiedzieć. ,,Chłopak" wstał i bez słowa wyszedł. Zostawił dziewczynę zatopioną w smutnych wspomnieniach. *** Helena i Tadeusz poznali się przypadkiem w kinie. Dziewczyna wybrała się na swoją osiemnastkę i wychodząc, zaczepiła paskiem torebki o guzik w jego kurtce. Przeprosiła grzecznie i ruszyła dalej, ale w drodze usłyszała jak nieznajomy mówił do kolegi: - Jeśli tak wyglądała Helena Trojańska, to nic dziwnego, że z jej powodu wybuchła wojna - perorował. Jakże się później ucieszył, gdy się dowiedział, że faktycznie miała tak na imię. Między nimi zrodziła się sympatia, potem szacunek, następnie przyjaźń, a na samym końcu- miłość. Każdy dzień dla Heleny był stracony, jeśli nie spotkała się z ukochanym. Ale kres tego wszystkiego był bliski. Do domu naprzeciwko bloku Tadeusza przyprowadziła się nowa rodzina, Gernekowie. Ich córka Iza zdawała się być mądra, choć na pewno nie ładna. Krótkie rude włosy, czarne oczy i wychudła twarz nie mogły zrobić na nikim żadnego wrażenia. A jednak Tadeusz zwrócił na nią uwagę. Tak się ją zainteresował, że nie zwracał najmniejszej uwagi na dziewczynę, której złamał serce, Helenę. Dziewczyna przestała być rozmowna, nie jadła i nie spała. Wpadła w czarną rozpacz. Zapadała się w sobie, nie miała energii do życia. Całe szczęście, że w końcu po kilku tygodniach zdrada niedoszłego męża przestała być końcem świata. Świat powoli tracił czarne barwy. Helena znowu stała się sobą. Dziś znowu wszystko wrociło. Dotąd pełna nadziei na szczęśliwe życie, po wyznaniu ojca zauważyła niepokojące podobieństwo historii jej i jej rodziców. Nie przestawało jej to dręczyć. Czy naprawdę wszystko, co nas spotyka, jest z góry zaplanowane? Czy los się nami bawi? Przypomniała sobie wyuczoną w szkole fraszkę Kochanowskiego: " (...) wszystko to minie jako polna trawa./ Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,/ wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom" i zapłakała gorzko...

Patrząc jednak z drugiej strony, można by porównać nasze wakacje z wakacjami Włochów, Ukraińców, Rumunów i Turków, u których odpowiednio wolne od nauki wynosi 99, 94, 93 i 95 dni. To ponad dwa razy dłużej niż w Szwajcarii. Może więc nie powinniśmy się skupiać na tym, że inni mają lepiej? Po prostu cieszmy się z wolnego czasu i starajmy się jak najciekawiej i NAJBEZPIECZNIEJ spędzić letnie dni. Dane ze strony BIQdata.pl zebrał i opracował S.

Skład redakcji: Opiekun: Ludmiła Śliwieńska Redaktor naczelny: Dawid Sas IIIa Dziennikarze: Karolina Bukowska Ic Barbara Dudzińska I b Monika Dych Ic Kaja Klim Ib Weronika Kowalewska Ic Weronika Wilkowska Ic Grafika: Jakub Lemiesiewicz IIIa Współpraca: Ola Dziekan IIb Wiktoria Garczarek IIb Maja Gazdecka IIb Julia Kawicka IIb Natalia Majorek IIb Michalina Muchowska IIb Maja S. IIb Wydawca: Zespół Szkół Ogólnokształcących Nr 15 Gimnazjum nr 11 os. Chrobrego 107 60-681 Poznań