Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Redakcja redaktor naczelny: Paweł Pietrowcew skład i grafika: Konrad Szaciło opiekun: p.prof.Marta Pawłowska rubryka Zgotowane: Izabela Pruszyńska rubryka Okiem Podróżnika: Dominika Skreczko rubryka Ciekawostki Historyczne: Paweł Pietrowcew rubryka Wiadomości Szkolne: Kamil Majtas rubryka Słowo o Muzyce: Karol Jóźwik redakcja: Karolina Hryszko Karolina Wołczuk Weronika Muśko Maryla Gołaszewska okładka: Natalia Jurczuk

Gazetka Szkolna WiFi

Drodzy Czytelnicy Oddając w wasze ręce pierwszy w tym roku szkolnym numer naszego czasopisma, które wydaliśmy zarówno w wersji internetowej jak i papierowej, chcemy przywitać Was tak, jak przywitała Was sama szkoła. O zmianach, które w niej zaszły napisał Kamil Majtas w artykule "Stara Szkoła". Tematykę tę podejmuje także Karolina Hryszko, która przedstawiła nową sytuację w wywiadzie z siódmioklasistami "Zmiany, zmiany, zmiany...". W mniejszym lub większym stopniu do edukacji odwołują się także pozostałe teksty. Rady na owocną naukę przedstawiła nam Karolina Wołczuk. Maryla Gołaszewska zaś, podjęła się opisu wybranych systemów szkolnictwa z całego świata. Zapewne dla wielu z Was zderzenie z powakacyjną rzeczywistością było dosyć trudne. Swoje przemyślenia na ten temat formułuje Weronika Muśko w tekście zatytułowanym "Istnieje takie słowo". W pierwszym numerze znajdziecie także gastronomiczną rubrykę Izabeli Pruszyńskiej. Uczennica klasy drugiej wiele praktycznych informacji przedstawiła nam o cukrach. Gazetka zawiera także "Ciekawostki historyczne", w których autor postarał się interesująco opowiedzieć o pewnych polskich podręcznikach. redaktor naczelny Paweł Pietrowcew STARA SZKOŁA... ...ALE JEDNAK INNA
Ach, wakacje. Mogłyby trwać w nieskończoność. Piękny czas wyjazdów, wycieczek i podróży. Ponad dwa miesiące beztroski, odpoczynku i wolności. No ale nigdy nie może być zbyt idealnie.


Nadchodzi wrzesień i pora wracać do szkoły. Tak, teraz możemy wyobrazić sobie smutne miny wszystkich uczniów. Znowu szkoła, prace domowe, sprawdziany i odpytywanie. I tak 10 długich miesięcy. Jednak przekraczając szkolne mury, mamy przeczucie czegoś nowego. To nic innego jak zmiany i to nie byle jakie zmiany. Mowa tu o ostatniej reformie edukacji, która weszła życie z dniem 1 września 2017 roku. W porządku, zmiany zmianami, reformy reformami, ale o co konkretnie chodzi? Reforma edukacji z 2017 roku mówi przede wszystkim o zmianie struktury szkolnictwa w Polsce. Istniejące od 1999 roku gimnazja zostają wygaszane, a ich miejsce zajmują VII i VIII klasy szkoły podstawowej, wydłuża się też nauka o rok w liceach i technikach. Zmiany możemy zauważyć już na naszym podwórku. Od tego września 2017 roku w progach ZSO nr 2 im. Księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej witamy trzy VII klasy. Czy reforma jest dobra czy zła? Nie nam o tym wyrokować. Zapewne o jej powodzeniu i słuszności przekonamy się po latach. Oczywiście ma zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Jak każda zmiana ma zalety i wady. Jednak z jej oceną musimy poczekać. Mnie jednak nie pozostaje nic innego jak życzyć wszystkim roku udanego. Kamil Majtas C U K I E R



Kto z nas nie lubi cukru? Produkty i potrawy z jego dodatkiem wspaniale smakują i poprawiają nastrój, dają „zastrzyk energii”, który niestety wystarcza na krótko. Niedługo po spożyciu organizm potrzebuje kolejnej dawki, by poczuć się lepiej. Regularne spożywanie cukru i artykułów, które go zawierają uzależnia! Sięgamy po ten produkt coraz częściej i w krótkim czasie przybieramy na wadze, czujemy się osłabieni, szybciej się męczymy, mamy mało energii. Taki stan utrzymujący się dłużej skutkuje chorobami metabolicznymi takimi jak otyłość czy cukrzyca. Jeśli w pewnym momencie życia, nie zmienimy diety i nawyków żywieniowych, skończy się to bardzo źle dla naszego zdrowia. W dietetyce cukier zaliczany jest do składników antyodżywczych stanowiących zagrożenie dla zdrowia, niemających wartości odżywczej, tylko energetyczną. Mówiąc wprost, nasz organizm, aby żyć i funkcjonować potrzebuje składników odżywczych, które po strawieniu i wchłonięciu się do krwi, są przez organizm wykorzystywane jako źródło energii, budulec lub czynnik regulujący procesy życiowe (witaminy i minerały). Cukier daje tylko energię i puste kalorie. Każdy człowiek ma zapotrzebowanie na określoną ilość kalorii, ich liczbę wylicza się biorąc pod uwagę płeć, wiek i rodzaj wykonywanej pracy lub aktywności fizycznej. Jeśli potrzebujemy 2500 kcal, to zbilansowana dieta określi, ile kalorii należy spożyć z białek, tłuszczów i węglowodanów. Jeżeli większość kalorii pochodzi z cukrów (węglowodanów prostych), to dostarczymy zbyt mało składników odżywczych, budulcowych i regulujących. W naszym organizmie rozpocznie się proces spustoszenia. Organizm będzie pracował na „szybkich obrotach”, zacznie zużywać zapasy, nie będzie dostarczał wartościowych składników odżywczych, zacznie chorować, proces starzenia się organizmu nastąpi o wiele szybciej. Wniosek nasuwa się sam, nie szukaj przyjemności w spożywaniu cukru. Zbilansowana dieta dostarcza tyle energii, ile potrzebuje twój organizm Cukier zaliczany jest do używek, nie jest niezbędny do dobrego funkcjonowania. Wybór należy do ciebie! Jeśli chcesz być ociężały i schorowany, spędzić mnóstwo czasu w kolejkach do lekarzy specjalistów, to dieta bogata w cukier bez wątpienia do tego doprowadzi. Natomiast jeżeli nie satysfakcjonuje cię to i wolisz cieszyć się zdrowiem, tryskać energią oraz spełniać marzenia, to zmień dietę na zdrową, wyeliminuj cukier i produkty wysoko przetworzone, które zawierają go bardzo dużo. Skutkiem będzie długie i zdrowe życie. Powodzenia! Izabela Pruszyńska Zmiany, zmiany, zmiany...
Kilka tygodni temu rozpoczął się nowy rok szkolny 2017/2018. Zapewne większość z nas ze spokojem powróciła do szkoły, znając kolegów z klasy oraz nauczycieli. Jednak dla niektórych uczniów 4 września był bardziej stresujący, gdyż rozpoczęli naukę w nowym miejscu. Każdy z nas zapewne wie, że od tego roku gimnazja zastępuje szkoła podstawowa, która będzie trwała 8 lat, a nauka w liceum 4 lata. Dlatego dziś zaprosiłam do podzielenia się swoimi refleksjami na temat nowej szkoły uczniów VII klasy SP 53: Faustynę (VIIa) oraz Piotra (VIIc).


Karolina: Cześć. Może na początek przedstawcie się i powiedzcie coś o sobie. Faustyna: Cześć. Nazywam się Faustyna. Interesuję się tenisem ziemnym oraz sztuką. Chodziłam przez 8 lat na zajęcia plastyczne do klubu "Kalina". Tenis ziemny trenuję w SP 37. Piotr: Cześć. Jestem Piotrek. Tańczę break dance, interesuję się piłką nożną oraz gram na pianinie. K: Czy w nowej szkole też uczęszczacie na dodatkowe zajęcia, dzięki którym możecie rozwijać swoje pasje? F: Będę chodzić na próby chóru. Jestem zainteresowana jeszcze kilkoma innymi zajęciami pozalekcyjnymi, ale nie wiem czy znajdę na to wszystko czas. P: Chodzę na futsal, byłem już na pierwszych zajęciach. Bardzo mi się podobało. K: Dlaczego wybraliście nasza szkołę? F: Lubię zmiany, a w starej szkole uczyłam się już 6 lat. Chcę też poznawać nowych ludzi. Mój brat Michał uczęszczał do tej szkoły. Polecił mi ją. P: Ze względu na reformę szkolnictwa, dwa roczniki w tym samym czasie skończą SP. Chcę się dostać do dobrej szkoły ponadgimnazjalnej i myślę, że ta szkoła mi to ułatwi. Moi koledzy skończyli PG 32 i polecali mi tę szkołę, poza tym blisko mieszkam. K: Jak wyglądał Wasz pierwszy dzień w nowej szkole? F: Znałam dużo osób, jak na pierwszy raz w nowej szkole. Mimo to byłam zestresowana, bo mieliśmy pierwszego dnia test kompetencji z angielskiego. P: Mój pierwszy odruch to ucieczka z tej szkoły, chciałem jak najszybciej wrócić do domu i już nigdy tu nie wracać. Przeraził mnie test kompetencji, który był za trudny. Dodatkowo nikogo nie znałem i byłem bardzo zestresowany. K: Niedawno wróciliście z wyjazdu integracyjnego. Czy pomogło to Wam w zaprzyjaźnieniu się z rówieśnikami? F: Bardzo mi pomógł. Zapoznałam się z całą klasą, wszystkich już znam. Było bardzo fajnie. P: Po wyjeździe poczułem się lepiej w szkole. Poznałem lepiej swoją klasę, było dobrze. Już nie myślę o zmianie szkoły. K: Jak dogadujecie się z kolegami z klasy? Czy wszyscy jesteście z jednego osiedla czy też z różnych części miasta? F: Są osoby z różnych stron miasta, bardzo dobrze się dogadujemy, mamy grupę na facebooku, jest fajnie. P: U nas w klasie jest podobnie, jesteśmy z różnych części Białegostoku. Też porozumiewamy się przez facebooka. K: Czy ta szkoła mocno różni się od Waszej poprzedniej? Czym? F: Chyba tak. Różnice są takie, że w poprzedniej mojej szkole nie było tak nowoczesnych klas, jak są tutaj, mamy pracownie chemiczne, fizyczne, jest fajna sala gimnastyczna. P: Tak, jest nowocześniejsza i jest więcej ludzi K: Jak sobie wyobrażaliście tę szkołę, zanim zaczęliście tu naukę? Jest lepiej czy gorzej niż się spodziewaliście? F: Chyba jest lepiej, niż to sobie wyobrażałam, mimo tego, że jest trochę więcej nauki. P: Trudno powiedzieć, to dopiero początki. Szkoła spełnia moje oczekiwania. K: Czy jesteście zadowoleni, że zdecydowaliście się na naukę w SP 53? Czy wybralibyście tę szkołę, gdybyście mieli drugi raz podjąć decyzję? F: Tak, zdecydowałabym się jeszcze raz na wybór tej szkoły. P:Wybrałbym ją ponownie. K: Dzięki za rozmowę. Powodzenia w nowej szkole. Cześć. F: Dzięki, cześć. P: Cześć. Z uczniami klas siódmych rozmawiała Karolina Hryszko Skończyły się wakacje - mam rację?
Jest takie słowo, nad którego znaczeniem młodzi ludzie nie zastanawiają się zbyt często. WAKACJE- po prostu są i już. PYK!- teraz ich nie ma, a do następnych kolejne dziesięć miesięcy, przez które niekiedy na ostatkach sił niestety trzeba przebrnąć.


Wyobraźmy sobie w takim razie typowego młodego człowieczka. Takiego, który płynie z prądem obowiązków i nie zaśmieca sobie głowy drobiazgami innymi niż przypadkowe fakty wkuwane na szybko pięć minut przed kartkówką albo dawką użalania się nad sobą, swoim marnym losem oraz codzienną ilością czynności do wykonania… Taka właśnie jestem. Do pewnego momentu. Do momentu, kiedy kładę się już spać i coś sobie uświadamiam. Pozwalam rosnąć tej myśli, pielęgnuję ją w swojej głowie, ale chociaż mija mnóstwo czasu, nic mi się nie rozjaśnia, pojawiają się wątpliwości. Co takiego robiłam, że wakacje tak niepostrzeżenie minęły, a ja nawet nie zauważyłam ich początku ani końca? Bo z pewnością jakieś granice mają. Logicznym mogłoby się wydawać, że inicjuje je zakończenie roku szkolnego, a kończy dzień, w którym ponownie trzeba założyć niewygodny strój galowy i udać się na apel do „drugiego domu”, jakim jest szkoła. Ale czy to prawda? Czy rzeczywiście każdy pojmuje tę sprawę tak samo? Śmiem wątpić. Definicję wakacji każdy zapewne zna. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego tak trudno umieścić je w konkretnych ramach czasowych? Czy komuś się to kiedyś udało? Gdzie bowiem znajduje się granica



między optymizmem związanym z możliwością skupienia na rozwoju osobistym, korzystania z wolności a uczuciem beznadziejności, kiedy trzeba wyznaczyć w tym czasie chociaż chwilę na zakup kolejnego zestawu podręczników? Albo przeświadczeniem, że jeszcze będzie czas na zrobienie wszystkich rzeczy z listy, którą się zaplanowało a poczuciem, że nie wykorzystało się tego czasu na sto procent? Te granice są po prostu płynne. Tak samo jak czas trwania wakacji. Osoby, które aż do końca czerwca uczęszczają na zajęcia, odetchną z ulgą dopiero po rozdaniu świadectw. Przy czym są też ludzie, którzy już pod koniec maja czują inny klimat i perspektywy, które roztacza przed nimi letni sezon. Analogicznie będzie z zakończeniem odpoczynku: niektórzy utożsamią go z datą inauguracji nowego roku szkolnego, inni z momentem ponownego starcia z pierwszymi lekcjami dnia następnego… Kolejni powiedzą, że potrzebują namacalnego poczucia, że bez przerwy odkładają coś na ostatnią chwilę, aż jest za późno, by zdążyć zrobić to w terminie. Jeszcze inni stwierdzą, że rozpoczęcie roku bywa dla nich tylko formalnością, ponieważ już kilka dni przed nim czują na karku oddech i ciężar zbliżających się wyzwań… Zamykam oczy. Czy te rozmyślania doprowadzą mnie do jednoznacznej odpowiedzi? Pewnie nie, zważywszy na to, że na świecie nic nigdy nie jest jednoznaczne, a w każdym aspekcie kryje się wiele półtonów, sprzeczności. Oczyma wyobraźni widzę siebie w lipcu następnego roku. Jutrzejszy dzień będzie dobrym dniem, a kolejne wakacje nastąpią już niebawem… Weronika Muśko Słowo o muzyce
NA CO KOMU METALE?


Nie tak dawno, podczas wizyty w Niemczech, miałem okazję zobaczyć i usłyszeć w operze pewną dziwną wersję „Rinalda” Haendla. Genialne barokowe dramma per musica w przeciągu jednej chwili stało się trzygodzinną męką, a zamiast wystawnej uczty muzycznej zaoferowano mi żerowanie na padlinie. Absolutnie nie chodzi mi tu o wokalistów czy reżysera. Wręcz przeciwnie – ci byli świetni. Problem leży w samej orkiestrze, której kwintet smyczkowy grał na metalowych strunach. Kontrastem dla pięknych epokowych fletów, obojów, klarnetów czy fagotów stały się współczesne instrumenty smyczkowe, których brzmienie w zestawieniu z instrumentarium historycznym może być określone jako co najmniej irytujące i chamskie. Wrażliwość ludzka na przestrzeni epok stopniowo malała. W baroku ludzie potrafili się rozpłakać po przeczytaniu dzisiaj już zupełnie nieruszającego nas wiersza. Wrażliwość na piękno po prostu zanikała, więc twórcy zmuszeni byli zwiększać środki, by zachować tę samą emocjonalność. Dlatego orkiestry stopniowo się powiększały a emocje w muzyce stawały się coraz bardziej rozhukane. Apogeum nastało w epoce neoromantyzmu, czyli końcu dziewiętnastego i początku dwudziestego wieku, kiedy to w latach dwudziestych pojawiły się metalowe struny, żeby po prostu było głośniej. W ślad za strunami zreformowano budowę instrumentów dętych, ażeby te też były głośniejsze. To było wtedy potrzebne – wszak neoromantyzm to era silnych i szybko zmiennych uczuć, stanów ekstatycznych czy muzycznych szantaży emocjonalnych. Dlatego bardzo nie odpowiada mi łączenie ultradelikatnych instrumentów historycznych ze współczesnymi, agresywnymi kolegami. Wystarczy przecież we współczesnych zmienić struny na jelitowe i wtedy da się tego słuchać. Jest wiele zespołów muzyki dawnej – wszystkie grają na jelitach, tak jak kiedyś. Nie wiem dlaczego na taki krok nie zdecydowano się w „Rinaldzie”. Niemcy to bogaty kraj, sala wypełniona była po brzegi, więc stać ich na te struny. Nie chcę rozstrzygać, o co mogło chodzić, ale pozwolę sobie dać wskazówkę wszystkim, którzy kiedyś zamierzają łączyć instrumenty historyczne ze współczesnymi: ogarnijcie się, bo to jest po prostu żenująco słabe połączenie. Albo gracie na starych albo na nowych. Porządek musi być. Karol Jóźwik Ciekawostki historyczne Podręczników przykładów kilka
Część z Was zapewne przeanalizowała już swoją wrześniową sytuację. Porównała ją z wakacyjnym lipcem, czy sierpniem i doszła do wniosku, że w dzisiejszej szkole nie ma nic interesującego (a przecież tak interesujące było lenistwo).


Może jednak uda nam się znaleźć kilka ciekawostek o polskiej szkole w historii. To, co wydaje się najmniej atrakcyjne: ciężkie podręczniki. W Polsce podręczniki, czy w ogóle materiały dydaktyczne, upowszechniły się dopiero w połowie XIV w., a zatem w okresie, kiedy o fundację akademii w Krakowie zatroszczył się król Kazimierz Wielki. Pojawienie się zachodnich wykładowców spowodowało także pojawienie zachodnich ksiąg, czy podręczników właśnie. Materiały te ułatwiały bardzo często nie tylko wykładanie na uczelni, ale także pracę kancelarii królewskiej i biskupich. Pierwszy podręcznik polskiego autorstwa przypisuje się Mikołajowi z Błonia. Kapłanowi, który swoje dzieło poświęcił tematowi formułowania kazań. Twórczość absolwentów i rektorów szkoły krakowskiej z tamtego okresu jest jeszcze słabo znana. To, co jednak stwierdzić możemy, to to, że traktowała ona najczęściej o prawie kanonicznym i duszpasterstwie. Ciekawą także kwestią jest język tych prac. Spisywane były w większości w uniwersalnej łacinie, ale w celu łatwiejszego przyswojenia materiału, treść ich głoszono po polsku, bądź po niemiecku (gros społeczeństwa miejskiego była niemieckojęzyczna). Samej łaciny używali natomiast kapłani między sobą na zjazdach synodalnych, czy podczas lekcji w



kaplicach uniwersyteckich. Spis kazań Mikołaja z Błonia jest jednym z niewielu (o ile nie jedynym) ówczesnych przykładów podręcznika wydanego w Polsce, a używanego na szeroką skalę także poza jej granicami, a mowa tu przede wszystkim o Francji i Niemczech. Drugą, a z całą pewnością jeszcze ciekawszą pozycją jest siedemnastowieczny zbiór ksiąg autorstwa urodzonego na Żmudzi Kazimierza Siemionowicza. Dzieło jego nosi tytuł "Artis Magnae Artilleriae pars prima" i traktuje o sztuce artyleryjskiej. Najbardziej zaś intrygującą częścią jest księga trzecia, która poświęcona jest konstrukcji i wykorzystaniu bojowym... RAKIET! Materiały poparte dokonaniami naukowymi europejskich matematyków, fizyków, chemików, a także własnymi doświadczeniami przypominają innowacyjnością dzieła Leonardo da Vinciego. Jego praca stała się podstawowym podręcznikiem o pirotechnice w całej Europie na najbliższe 200 lat, a na ponad 300 wyprzedzała światową myśl techniczną. Rozrysowany przez niego typ rakiet "Delta" jest używany w wojsku aż do dziś. Chociaż rakiet jako takich stosowano już od XI w. w Chinach, to myśl żmudzkiego wynalazcy była rewolucyjna. Po raz pierwszy opisał on pociski wielostopniowe – technologię wykorzystywaną dzisiaj przy podróżach w kosmos. Ciekawe co uda nam się w tym roku znaleźć w naszych podręcznikach... Paweł Pietrowcew Bibliografia: Zarys Historii Polski, pod red. Janusza Tazbira, Warszawa, PIW, 1979, Walko o dziesięciny i stosunek do husycyzmu Eugeniusz Koczorowski, Zarys dziejów Polski na morzu, 1985, Gdynia MEKSYK
Meksyk, kojarzony zazwyczaj z gorącem i egzotyką, zachwyca wszystkich turystów swoim pięknem, różnorodnością oraz szczególną atmosferą. Wielu ludzi określa to miejsce jako raj na ziemi, gdzie królują błękitne wody Morza Karaibskiego i wyjątkowy, biały piasek. Co jednak warto tu zobaczyć?


Nieopodal Tulum, jednej z miejscowości słonecznego Meksyku, znajdują się ruiny prekolumbijskiego miasta Majów, które położone jest tuż nad bajeczną plażą na 12-metrowym klifie. Miasto składa się z zespołu świątyń, zamku oraz latarni morskiej. Jest to z pewnością jedno z piękniejszych miejsc na ziemi, gdzie można zwiedzić między innymi Świątynię Fresków oraz Świątynię Zstępującego Boga, w której turyści podziwiają płaskorzeźbę przedstawiającą boga pszczół Ab Muxen Caba. Zestawienie starożytnych ruin cywilizacji Majów z rajską plażą, nad którą znajdują się owe zabytki, robi piorunujące wrażenie. Nie wszyscy wiedzą, że największa piramida na świecie nie znajduje się wcale w Egipcie, a... w Meksyku w mieście Cholula. Jej podstawa jest niemal czterokrotnie większa od podstawy Piramidy Cheopsa. Łatwo ją jednak przeoczyć, gdyż przypomina bardziej naturalne wzgórze, na którym wybudowano kościół katolicki, niż miejsce kultu Azteków. Piramidę postawiło ok. 300 lat p.n.e. wielu mieszkańców małych społeczności ku czci starożytnego boga Quetzalcoatl. Świątynia ta jest z pewnością miejscem, do którego warto zajrzeć, przy okazji wycieczki po Meksyku, gdyż pozostała w nienaruszonym stanie. Przez wiele lat uchodziła po prostu za wzgórze, dzięki czemu nie została zniszczona przez Hiszpanów, gdy po raz pierwszy przybyli na te ziemie. W Meksyku, na terenie gór Naica, znajduje się również słynna Kryształowa Jaskinia. Jest to fragment czynnej kopalni ołowiu, srebra i cynku, która słynie z największych, odkrytych dotąd kryształów gipsu -jednych z największych minerałów na świecie. Te piękne miejsce jest jedyne w swoim rodzaju i wygląda niesamowicie, ale niestety od pewnego czasu nie można zobaczyć go na własne oczy, gdyż z obawy przed zniszczeniami, zabroniono do niej wstępu turystom. Warto się jednak zainteresować tym cudem natury. Meksyk jest przepełniony pięknymi miejscami, do których warto byłoby się wybrać. To były tylko niektóre z nich, które już zrobiły niesamowite wrażenie na wielu ludziach mogących ujrzeć je na własne oczy. Dominika Skreczko Odpowiednio przygotuj się do nauki. Stosuj techniki ułatwiające zapamiętywanie. Skup się na nauce. Szukaj dodatkowych informacji. Rób przerwy



Zanim zaczniesz się uczyć, wywietrz oraz posprzątaj pokój (Zabałaganione biurko może cię rozpraszać oraz trudniej ci będzie znaleźć potrzebne informacje). Najlepiej przystąpić do nauki wypoczętym oraz najedzonym. Jeżeli natomiast jesteś zmęczony/na po szkole, to warto się zdrzemnąć, gdyż nawet krótki sen dostarczy nam energii potrzebnej do funkcjonowania w dalszej części dnia. Mnemotechnika to nauka poprzez skojarzenia, często żartobliwe, które mają ułatwić nam zapamiętywanie. Wystarczy, że połączysz to z czymś śmiesznym bądź absurdalnym np. Na Ekierce Siedzi Wrona (Taki sposób pozwala zapamiętać kierunki świata). Zapamiętując, starajmy się zwizualizować to, co przeczytaliśmy/usłyszeliśmy. Jest to skuteczne z tego powodu, iż pobudzamy do pracy naszą prawą półkulę mózgu, skutkiem czego obrazy pozostaną dłużej w naszej pamięci. Niedawno zaczął się rok szkolny, co wiąże się z dużą ilością prac domowych, sprawdzianów i kartkówek. Już na samą myśl robi Ci się niedobrze? Niepotrzebnie, możesz sprawić, aby nauka była przyjemna i skuteczna. Kiedy będziesz się uczyć, staraj się nie wchodzić na social media lub oglądać telewizji, gdyż może to spowodować zbytnie rozproszenie. Zawsze możesz wejść np. na facebooka w czasie przerwy. Jak skutecznie się uczyć? Karolina Wołczuk Nie ograniczaj się tylko do tego, co przeczytałeś/aś w podręczniku lub usłyszałeś/aś na lekcji. Poszukaj dodatkowych informacji w Internecie, dzięki czemu zyskasz szerszy kontekst. Robienie kilkominutowych przerw po 40-50 minutach nauki sprawi, iż twoja praca będzie efektywniejsza niż „kucie” przez kilka godzin z rzędu. Wiadomo, że po kilku godzinach będziemy zmęczeni, a informacje nie będą tak łatwo przyswajane. W czasie tej przerwy możemy posłuchać muzyki, zdrzemnąć się lub poćwiczyć, a potem wrócić do nauki z nową energią. Jak wygląda szkoła w innych krajach?
W jednej szkole uczniowie dostają pieniądze za samo uczęszczanie, w drugiej egzaminy są tak ważnym wydarzeniem, że w tym dniu zmieniane są godziny pracy mieszkańców miasta. W jeszcze innej, nauczyciele są traktowani wręcz z boską czcią… Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak wygląda szkoła w innych krajach, to właśnie teraz możesz znaleźć odpowiedź na to pytanie.


Finowie uważają, że szkoła ma przygotować uczniów do życia, a nie do egzaminów, dlatego dzieci uczą się tam przede wszystkim wzajemnego zaufania, odpowiedzialności i współpracy. Bardzo dużo czasu poświęca się na samodzielną pracę w pełnym skupieniu, a dla lepszej koncentracji dziecka dba się o to, aby wystrój każdej klasy był spokojny, harmonijny i nie przytłaczał. Dzieci mówią do nauczycieli po imieniu, co ma pomóc we wdrażaniu uczniom wartości takich jak zaufanie, równość, niezależność i współpraca. Wszystkie materiały szkolne, w tym książki i zeszyty, zapewnia szkoła, a każde dziecko ma możliwość zjedzenia obiadu za darmo. Przerwy uczniowie mogą spędzać na podwórku, niezależnie od pory roku. W szkole panuje atmosfera wzajemnej życzliwości, bezstresowa i przyjazna, a to, jak i pozostałe czynniki, powodują, że Finlandia ma dziś najlepiej wykształconych i najmniej zestresowanych obywateli na świecie. Indie Turcja



Pomimo tego, że szkoła w Indiach jest państwowa i bezpłatna, uczęszcza do niej niewielki procent dzieci. Rząd wraz z władzami lokalnym chcąc zachęcić większą ilość młodych ludzi do edukacji, stosuje różnego rodzaju zachęty – jednym z nich jest płacenie uczniom za pojawienie się w szkole. Zgodnie z tamtejszą, wiekową tradycją, nauczyciel darzony jest bardzo dużym szacunkiem. Można powiedzieć, że przysługuje mu wręcz boska cześć, podobnie jak samej szkole. Uczniowie muszą zostawiać swoje buty przed drzwiami do sal i poruszać się wewnątrz boso, tak jak w hinduskiej świątyni. W klasach nie ma ławek i krzeseł. Uczniowie siedzą na podłodze i piszą na małych tabliczkach. Niestety, bardzo często rodzice najbiedniejszych dzieci potrzebują ich do pracy oraz pomocy w domu, dlatego połowa uczniów opuszcza szkołę już w wieku 11-12 lat. Jednak ci, którzy zdecydują się na kontynuację nauki, zazwyczaj dostają się na studia, a następnie kształcą na lekarzy, informatyków czy specjalistów w innych dziedzinach. Za nieposłanie dziecka do tureckiej szkoły grozi nie tylko kara pieniężna, ale także odebranie go rodzinie i umieszczenie w szkole z internatem. Pomimo tego, że liczba państwowych placówek oświaty nie jest mała, średnia liczba w jednej klasie wynosi aż 55 uczniów. Sytuacja o wiele lepiej wygląda w szkołach prywatnych, tylko 13 uczniów w klasie, jednak za te trzeba już słono płacić. Nauczyciel jest jednym z najbardziej szanowanych ludzi w tureckim środowisku. W ciągu roku szkolnego obdarowywany jest dwa razy – na koniec pierwszego semestru i na koniec roku, lecz oprócz słodyczy i bukietów, niektórzy dostają nawet złoto. Normalne jest też zapraszanie byłych nauczycieli na swój ślub.

Szkoła wszędzie jest taka sama! (oprócz naszej, bo jest najlepsza)

Koreańskie dzieci chodzą do szkoły na 9.00, wracają ok.15.00 i choć wydawałoby się to całkiem przystępnym „dniem szkolnym”, tak naprawdę prawdziwa nauka rozpoczyna się dopiero po lekcjach. W zależności od tego, na jakie i na ile zajęć dodatkowych stać rodziców, młodzi Koreańczycy mogą wracać do domu nawet około północy. Odpowiednikiem naszej matury są egzaminy z wszystkich przedmiotów zdawane jednego, tego samego dnia. Dzień egzaminów jest bardzo ważnym wydarzeniem nie tylko dla zdających, ale i dla pozostałych mieszkańców Korei. Specjalnie przesuwane są godziny pracy tak, aby uczniowie nie natrafili na gigantyczny korek i nie spóźnili się na egzamin. Oprócz tego w każdym mieście można natknąć się na policjantów gotowych odwieźć zdającego aż pod bramy szkoły, jeżeli zaistnieje taka potrzeba. W Korei obsesja na punkcie wykształcenia jest powszechna, a co za tym idzie, system edukacji bardzo często przypomina wyścig, w którym każdy stara się wypaść jak najlepiej, aby potem dostać się na najlepsze studia. Maryla Gołaszewska