Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Szkolna redakcja po raz kolejny podołała wydaniu tematycznego numeru gazetki "WiFi". Na motywie przewodnim, a będzie nim pojęcie patriotyzmu, skupili się nasi dziennikarze. Mamy między innymi trzy artykuły o symbolach, jakimi są narodowe tańce, tradycyjne polskie potrawy i popularna odzież uliczna. Weronika Muśko snuje refleksje na temat istoty patriotyzmu i współczesnego rozumienia tego pojęcia,. Zapraszam również do czytania innych naszych rubryk. Dominika zachęci was, do uprawiania lokalnej trurystyki patriotycznej, ukazując kilka najciekawszych miejsc na liście atrakcji turystycznych województwa podlaskiego. Trudno byłoby nie wzbogacić naszego motywu historią. Mało znany temat podejmuje Karol Jóźwik. W swoim felietonie pisze o inspiracji zagranicznych muzyków naszym narodem pod zaborami. W etatowych "Ciekawostkach historycznych" znajdziecie natomiast opowieść o bohaterze Polski i Stanów Zjednoczonych i bynajmniej nie mowa tu o Tadeuszu Kościuszce. Podczas odpoczynku od patriotyzmu polecam zapoznać się artykułem Kamila Majtasa o życiu szkoły. Uczeń klasy II g zrelacjonował w nim otrzęsiny klas pierwszych liceum. W naszym numerze zamieszczamy także tekst o działalności kursu DSD w języku, a jakże, niemieckim. Zachęcam do zapoznania się z listopadowym wydaniem gazetki "WiFi" Redaktor naczelny Paweł Pietrowcew



Redakcja redaktor naczelny: Paweł Pietrowcew skład i grafika: Konrad Szaciło opiekun: p.prof.Marta Pawłowska rubryka Zgotowane: Izabela Pruszyńska rubryka Okiem Podróżnika: Dominika Skreczko rubryka Ciekawostki Historyczne: Paweł Pietrowcew rubryka Wiadomości Szkolne: Kamil Majtas rubryka Słowo o Muzyce: Karol Jóźwik redakcja: Karolina Hryszko Karolina Wołczuk Weronika Muśko Maryla Gołaszewska OTRZĘSINY KLAS PIERWSZYCH
Tak, każdy przez to przechodził. Otrzęsiny. Jednocześnie dobra zabawa, a zarazem duże wyzwanie.


W poprzednim roku to my, twórcy waszej ukochanej gazetki braliśmy w nich udział. Wyszło… nie mnie oceniać. W każdym razie nowy rok szkolny, kolejne pierwsze klasy, kolejne otrzęsiny. Całą imprezę przygotowali zwycięzcy sprzed roku, klasa II i. Po raz kolejny pokazali, jak są zgrani i dobrze zorganizowani. Tematem przewodnim w tym roku były bajki. Otrzęsiny składały się z paru konkurencji. Najpierw każda klasa musiała zaprezentować się, wykonując piosenkę na temat swojego profilu i do tego tańcząc przygotowany wcześniej układ taneczny. Nie powiem, że przy paru występach sam się śmiałem. A czego tam nie było! Smerfy, krasnoludki, baranki itd. Na jeden wieczór II LO stało się bajkową krainą. Następną konkurencją były zawody sprawnościowe. Wybrani uczniowie z każdej klasy musieli zjeść jabłka bez pomocy rąk oraz przejść krótki odcinek z jajkiem na łyżce. Zadania trudne, wymagające sprytu i skupienia. Jednak i z tym dzielni pierwszoklasiści sobie poradzili. Ostatnią konkurencją było wykonanie wylosowanej czynności, np. zatańczenie czegoś lub udawanie kogoś. Tu dopiero była zabawa! Nieraz okazało się, że chłopcy dostali zadanie przeznaczone dla dziewcząt albo na odwrót. Poczynania uczniów były oceniane przez komisję w składzie: pani wicedyrektor Sylwia Toczydłowska, pan profesor Adam Wiński, Kamil Malinowski i Ala Mejsak z klasy II i oraz przewodnicząca samorządu szkolnego Dominika Kubicka,. Najwięcej punktów zdobyła klasa I e, jednocześnie wygrywając otrzęsiny. Radości było co nie miara. W nagrodę zwycięska klasa otrzymała od Pana Dyrektora bilety do kina. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na następne otrzęsiny, o których przygotowanie zadba klasa pierwsza E. Kamil Majtas Fotografia: Sandra Kitlas Czy jesteśmy patriotami?
Czyż nie zdarza się nam czasami zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy?


Czym jest patriotyzm? Prawdopodobnie pierwsze skojarzenia związane z tym słowem to miłość do ojczyzny, oddanie, bohaterstwo… Jednak w naszej codzienności niełatwo je zrozumieć w ten sam sposób, w jaki pojmowali je nasi dziadkowie 50 lat temu. Jest to praktycznie niemożliwe w czasach, w których nie zagraża nam żadne namacalne niebezpieczeństwo, kiedy możemy przebyć bezpiecznie drogę do szkoły, pracy, sklepu- dokądkolwiek potrzebujemy się w danym momencie dostać… Czasy się zmieniły, a więc i sensy się zmieniły. Ale czyż nie zdarza się nam czasami zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy? Dużo trudniej jest myśleć teraz o dobru ogółu, stawiając je nad własnymi korzyściami. Niekiedy zaślepia nas wizja osobistych sukcesów, a jednocześnie mamy coraz mniej czasu na refleksję nad tym, co nas otacza… Czy istnieje więc sposób na bycie patriotą? Jednoznacznej metody nie znajdziemy nigdy. Każdy z nas może tymczasem wykazać się szacunkiem. Do swojego kraju. Do symboli narodowych. Do innych osób. Do siebie jako Polaka. Do tradycji. Do wartości, które tworzą drogowskaz naszego życia. Do historii wielu ludzi takich jak my, którzy odważyli się zawalczyć o ziemie, po których dzisiaj możemy spokojnie stąpać. I przede wszystkim do języka, którym od tylu lat możemy się posługiwać i dzięki któremu możemy lepiej poznawać swoją kulturę, dziedzictwo przodków… Weronika Muśko Moda na patriotyzm



Ostatnio w naszym kraju coraz modniejsza jest odzież patriotyczna. Noszą ją osoby, które chcą pokazać, kim są i co dla nich oznacza Polska. Zdarzają się jednak i tacy, którzy w ogóle nie mają pojęcia o symbolach umieszczonych na bluzach czy koszulkach. W Internecie można znaleźć masę stron internetowych oferujących odzież patriotyczną. Niewątpliwie cieszy się ona sporym zainteresowaniem. Na ulicy, w pociągu, w galerii handlowej - wszędzie można spotkać młodsze i starsze osoby w ubraniach z orzełkiem, flagą bądź innymi polskimi symbolami. Moda ta trwa już od kilku lat, ale dopiero niedawno zaczęła się nasilać. Ludzie w ten sposób chcą zademonstrować swoją przynależność do narodu polskiego. Wkładając bluzę patriotyczną, pokazują, jak wiele dla nich znaczy fakt, że ich przodkowie przelali krew, aby teraz oni mogli żyć w wolnym kraju. Są szczerze zainteresowani historią Polski. Czują dumę, że należą do narodu, który pomimo zniewolenia, potrafił zachować nadzieję i walczyć dla wyższego dobra. Wielu ludzi uważa, że odzież patriotyczna ma też walory edukacyjne. Patriotyczny symbol na koszulce, staje się pełnym treści znakiem. Dzieci często dzięki tej drodze dowiadują się od rodziców kim był np. Niedźwiedź Wojtek, czy Rotmistrz Witold Pilecki. W taki sposób uczą się historii Polski. Jest też niestety druga strona medalu. Niektórzy podążają ślepo za modą i nie zwracają uwagi na to, co noszą. Zapytani o symbol Polski Walczącej, mylą go z Powstaniem Warszawskim, często nie wiedza nic o symbolach, znakach czy datach umieszczonych na koszulkach. Odzież patriotyczna często utożsamiana jest z ludźmi, którzy są wrogo nastawieni wobec wszelkiej inności. A chyba nie z tym chciałoby się, aby były kojarzone nasze symbole narodowe, które powinny być źródłem dumy, a nie wstydu za zachowania innych. Nie sposób też nie odnieść wrażenia, że symbole patriotyczne stają się czymś na kształt napisu „I love New York” bądź logo ulubionego zespołu na Tshircie albo bawełnianej torbie. Karolina Wołczuk SŁOWO O MUZYCE
Polskie akcenty w zagranicznej muzyce


Chyba nie będzie przesadą jeżeli napiszę, że o ile Niemcy, Austria, Francja, Wielka Brytania, Rosja czy Stany Zjednoczone spłodziły w sumie setki wybitnych kompozytorów, których dzieła wykonywane są do dzisiaj i nikt nie wątpi w ich geniusz, o tyle w zasadzie w polskiej muzyce nic ciekawego czy rewolucyjnego poza Chopinem (z francuskim nazwiskiem zresztą), Paderewskim, Lutosławskim i Pendereckim się nie wydarzyło. Zdawać by się mogło, że Polakom nigdy to nie przeszkadzało, bo co tracili na muzyce, nadrabiali smutną i powszechnie w XIX wieku znaną historią. Dzięki tejże historii powstawały paradoksalnie arcydzieła muzyki zagranicznej. Zagraniczni twórcy uwielbiali utożsamiać się z polską, jakże romantyczną, ideą walki narodowowyzwoleńczej sądząc, że nie można pozostać biernym na tak wielką krzywdę wyrządzaną Polakom (oczywiście przez Rosjan, bo o zaborze pruskim czy austriackim się za granicą nie mówiło, ewentualnie się milczało). Był rok 1832. 19-letni wówczas Ryszard Wagner znalazł się na organizowanych przez emigrantów obchodach rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Wtedy po raz pierwszy usłyszał polskie pieśni patriotyczne i okazało się to dlań na tyle poruszającym przeżyciem, że kilka lat później, gdy przez jego rodzinny Lipsk przechodziły do Francji oddziały rozbitej polskiej armii po powstaniu listopadowym, Wagner poczuł (jak to zwykle u niego) ekstremalnie ekstatyczne natchnienie. W perspektywie wcześniejszej radości widok niejednokrotnie rannych, ale dzielnych żołnierzy, wydał mu się zapewne przygnębiający, choć mimo wszystko dający nadzieję. Dlatego też w roku 1836 ukończył on pracę nad swoją uwerturą orkiestrową Cdur „Polonia”, będącą wyrażeniem podziwu dla męstwa i jedności powstańców. Co warte zanotowania, w utworze kompozytor wykorzystał tematy z „Witaj majowa jutrzenko”, „Mazurka Dąbrowskiego” czy „Litwinki” (hymnu legionów litewskich). Choć słychać w utworze młodzieńcze i niedoświadczone pióro



kompozytora a siła oddziaływania utworu wynika z „prymitywnej, hucznej instrumentacji” , to nie sądzę, by brak umiejscowienia w dziele jakichkolwiek słyszalnych fragmentów o charakterze depresyjnym czy jednoznacznie martyrologicznym nie było celowym zabiegiem. Wagner po prostu pokazał, że Polacy są dzielni i jeśli czegoś chcą, to nic nie jest im straszne. Nazwa „Polonia” musiała widocznie być bardzo chwytliwa, skoro kilku innych kompozytorów zdecydowało się napisać utwory o tym samym tytule. W roku 1908 uczynił to Paderewski, a siedem lat później jego kolega z Anglii – Edward Elgar, jeden z największych romantycznych kompozytorów angielskich wszechczasów, w Polsce niestety niecieszący się zbytnią sławą, tak samo zresztą jak w Anglii za swojego życia. Gdyby żył dzisiaj, można by go było nazwać outsiderem. Był katolikiem w protestanckim kraju, poślubił kobietę ze skrajnie innej warstwy społecznej niż własna (żeby było śmieszniej, to ona była bogatsza od niego), czuł na sobie ostracyzm społeczny. Z pewnością nie miał w życiu łatwo. Elgar w 1914 r. zasłynął jednak w Belgii napisaniem „Carillonu” - utworu wielbiącego męstwo Belgów podczas okupacji niemieckiej. Rok później, na fali sukcesu tego dzieła, z Elgarem skontaktował się polski muzyk Emil Młynarski, który poprosił go o napisanie podobnego utworu, ale tym razem wielbiącego Polaków, których kraju przecież wciąż nie było na mapie. Elgar się zgodził. Napisał świetne preludium symfoniczne, które zresztą zadedykował swojemu koledze, Paderewskiemu (przypominam, że Paderewski wcześniej też napisał „Polonię”, ale bynajmniej nie zadedykował jej Elgarowi). Kompozytor w dziele, tak jak Wagner, używa tematu „Mazurka Dąbrowskiego”, ale dorzuca do tego „Warszawiankę” i zapożycza tematy z Chopina oraz, jakżeby inaczej, od kolegi, Paderewskiego. „Polonia” miała swoją premierę 6 lipca 1915 r. w londyńskiej sali koncertowej „Queens” podczas koncertu zorganizowanego przez Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, inicjatywy Paderewskiego i Sienkiewicza. Dyrygował sam kompozytor. Dzieło okazało się sukcesem, również kasowym. Najsprytniej jednak wątki propolskie w moim odczuciu przemycił do swojego dzieła Rosjanin, Modest Musorgski, bo umieścił je w… utworze dla dzieci. „Obrazki z wystawy” to cykl dziesięciu miniatur fortepianowych, z których czwarta o wdzięcznym tytule „Bydło” opowiada o Polakach. Utwór jednak wciąż, tak jak za czasów caratu, błędnie utożsamiany jest z obrazem ciągnięcia wozu przez woły lub byki. Takie było zamierzenie – wszak Rosja w XIX wieku to wszechobecna cenzura represyjna, a nawiązanie „Bydła” do obrazu „Bydło” Wiktora Hartmanna, przedstawiającego… bydło ciągnące wóz („Obrazki z wystawy” to generalnie muzyczne przedstawienie akwarel i rysunków tegoż malarza) stanowi idealną przykrywkę dla treści ideowych. Musorgski w swoich notatkach wyznał bowiem, że wozami ciągniętymi przez woły wiezieni byli na Syberię uciśnieni Polacy. W drugiej części utworu słychać pełne pasji i odwagi wybuchające powstanie przeciwko carskiemu reżimowi. Jest ono jednak brutalnie tłumione przez rosyjskie wojska, aż do całkowitej śmierci wzniosłych idei powstańczych. To właśnie Polacy traktowani byli jak bydło. Z wiadomych względów kompozytor nie podał prawdziwej wymowy dzieła do publicznej wiadomości, a jako że jest to utwór dla dzieci, w dodatku muzycznie opisujący politycznie zupełnie neutralny obraz, wiele osób do dzisiaj myśli, że „Bydło” jest o przemarszu zwierząt. No cóż, nie jest. Takie przykłady można mnożyć, ja jednak mam w gazetce ograniczone miejsce i wolałem skupić się na powyższych trzech dziełach. Reszty trudno jest zliczyć, a ja powinienem tutaj wysnuć jakiś wniosek. Chyba najbardziej odpowiedni będzie ten: może własnej muzyki genialnej nie mamy, ale to nasza historia poruszyła całą Europę. Dlatego też pozostaje nam się tylko cieszyć, że jesteśmy Polakami. Karol Jóźwik Polskie tańce narodowe są częścią naszego dziedzictwa kulturowego. Krakowiak, polonez, mazur, oberek oraz kujawiak- pomimo tego, że przez lata się zmieniały, to każdy z nich zachował swoją odrębność oraz charakterystyczne cechy regionu, z którego się wywodzi.
Polskie tańce narodowe
O b e r e k

Oberek Nazwa „oberek” wywodzi się od obracania się. Tańcu temu, o żywym tempie i skocznej melodii, towarzyszyły często przyśpiewki, okrzyki i przytupy. Polega on na szybkich obrotach par, tańczących w miejscu lub wirujących w przestrzeni, krokiem składającym się z trzech pojedynczych stąpnięć o jednakowych wartościach rytmicznych przypadających na jeden takt. Popis w oberku polega przede wszystkim na wytrwałym wirowaniu po kole w dwie lub cztery strony. Na zabawach wiejskich bardzo często dochodziło do sytuacji, w których to tancerz zakładał się z muzykantami „kto kogo przetrzyma”, po czym tańczył bez przerwy czasem nawet dłużej niż pół godziny, zmieniając jedynie partnerki. Krakowiak Bardzo żywy i popularny taniec pochodzący z okolic Krakowa. W początkach swojego istnienia krakowiak był popularny jedynie wśród ludności wiejskiej, jednak z czasem zawitał także pod dachy domów bogatych mieszczan i dworów szlacheckich, ogarniając teren całego kraju. Jego cechami charakterystycznymi są żywość, skoczność, lekkość i sprężystość. Oprócz tego charakteryzuje go szybkie tempo i pulsujący rytm, wzmacniany przez metalowe kulki dzwoniące u pasów tancerza. Wraz z początkiem XIX wieku krakowiak stał się bardzo popularny w muzyce scenicznej i instrumentalnej. W Rumunii, w okolicach Braszowa, znany jest taniec podobny do kujawiaka, z identyczną melodią, zwany Brașoveanca (braszowianka), tańczony w parach, głównie na weselach.



Mazur Nazwa tego tańca pochodzi z Mazowsza i łączy podobieństwo z mazurkiem, oberkiem i kujawiakiem. Jest dynamicznym, wesołym tańcem, który bardzo często tańczony był na szlacheckich dworach. Z racji tego, że mazur był tańczony głównie przez szlachtę, obecnie wykorzystuje się do tańca strój szlachecki – popularny kontusz, dodający mazurowi powagi i uroku. Jego największa popularność przypada na wiek XIX, kiedy to znany i tańczony był w całej Europie, a we Francji przyjął się nawet w zmienionej wersji pod nazwą „Mazurka”. Maryla Gołaszewska

Gazetka Szkolna WiFi Mieszkając na Podlasiu, niewiele się myśli o zabytkach i atrakcjach turystycznych, które nas otaczają. A mamy ich przecież co niemiara, po prostu na co dzień nie zawracamy sobie tym głowy. Może więc warto im się przyjrzeć?

Podlasie słynie z tego, że jest to miejsce, w którym miesza się wiele kultur i to właśnie tutaj można odwiedzić niezwykły meczet w Kruszynianach. W tej niewielkiej wiosce, oprócz zwiedzenia najstarszej do dziś zachowanej świątyni tatarskiej, można skosztować autentycznego tatarskiego jedzenia, które serwowane jest w pobliskiej restauracji. Można tu też poznać kawałek kultury, która dla nas, Polaków, jest całkowicie obca. To miejsce jest zdecydowanie wyjątkowe. Nasze województwo słynie też z tego, że jest bardzo zielone, a niemalże wszędzie rosną lasy. Warto jest więc wybrać się gdzieś, gdzie można by być bliżej natury. Takie miejsce to właśnie Biebrzański Park Narodowy, który jest jednocześnie największym i najdłuższym parkiem narodowym w Polsce. Park ten skrywa przede wszystkim naturalne, nietknięte przez człowieka rozległe mokradła, bagna oraz torfowiska, co czyni go tak niedostępnym i tajemniczym. Dolina Biebrzy w większej części zachowała swój unikalny, dziki charakter. Z tego powodu jest jedną z najbogatszych w gatunki ptaków wodnobłotnych ostoją w Polsce. Oprócz tego można podziwiać tutaj aż 45 gatunków roślin zagrożonych



wyginięciem. Jest więc to miejsce warte odwiedzenia, szczególnie przez ludzi, którzy lubią być blisko natury i ją podziwiać. Kolejnym miejscem, które z pewnością warto odwiedzić, jest zamek w Tykocinie, który został zrekonstruowany na fundamentach XVI wiecznego zamku królewskiego Króla Polski i Wielkiego Księcia Litwy - Zygmunta Augusta. Obecnie zamek można zwiedzać z przewodnikiem, a także zjeść coś w tamtejszej restauracji. Cieszy się on dużym zainteresowaniem, głównie przez ciekawą historię, która zaczyna się aż pół tysiąca lat temu. Podlasie jest miejscem pełnym atrakcji, o których mogliśmy nawet nie słyszeć, mimo że tu mieszkamy. Warto jest więc też poznać to, co mamy pod samym nosem, bo może się okazać, że mieszkamy w naprawdę ciekawej okolicy. Dominika Skreczko CIEKAWOSTKI HISTORYCZNE
JACK STRONG


11 października 1986 roku doszło do szczytu w Reykjaviku między przywódcami USA i ZSRR. Michaił Gorbaczow czuł się pewnie. Wiedział, że ma w ręku silne karty w postaci broni nuklearnej ulokowanej w całej Europie. Chciał dyktować warunki, a czuł, że prezydent Reagan mu na to pozwala. Sytuacja zmieniła się diametralnie w jednym momencie Ronald Reagan, który potrzebował mocnej karty przetargowej wyciągnął rękę do siedzącego za nim Richarda Helmsa – szefa CIA. Ten, sięgnąwszy do teczki, wyciągnął tylko jedną kartkę, która następnie trafiła w ręce Gorbaczowa. Pierwszy sekretarz przyjrzał się uważnie dokumentowi, lecz jego oblicze nie uległo zmianie. Stary przywódca znał się na polityce i wiedział, że nie może pokazać jak wielkie wywarło to na nim wrażenie. Od tego momentu rozmowy przebiegały już w zupełnie innym tonie. Na mapie, którą otrzymał, znajdowały się zaznaczone wszystkie najważniejsze strategiczne bazy Związku Radzieckiego. W jaki sposób znalazły się one w teczce wysokiego dyplomaty, który brał udział na szczycie z udziałem dwóch najważniejszych głów ówczesnego świata? W latach 70. na listę tajnych projektów CIA, o których wiedziała tylko nieliczna grupa "BIGOT", którą tworzyli szef amerykańskiego wywiadu, głównodowodzący Pentagonu, sekretarz Departamentu Stanu i prezydent wraz z kilkoma doradcami, wpisano operację "GULL". Nie była to jednak akcja zaplanowana, przez wywiadowców tej organizacji, a inicjatywą, która przyszła z dołu. Z ambasadorem w Warszawie skontaktował się oficer Ludowego Wojska Polskiego, który regularnie legitymował się najtajniejszymi dokumentami PRL. Tą osobą był człowiek, który od kilku lat patrzył na ręce generałem Jaruzelskiemu, Kulikowowi i Ustinowowi, przywódcom Układu Warszawskiego. Był zaufanym i najważniejszym łącznikiem między Polską a Kremlem, zaufanym najwyższych rangą oficerów Wojska Polskiego. Osobą, która miała szeroki w Polsce dostęp do dokumentów najwyższej wagi. Na to wszystko zapracowała sobie wieloletnią służbą. W szkole oficerskiej zaczął naukę już dwa lata po wojnie. Ryszard Kukliński, bo tak brzmiało jego imię i nazwisko, nazywany był przez współpracujących z nim amerykańskich wywiadowców ich najważniejszym agentem za stalową kurtyną. Do 1981 roku dostarczył oficerom Mortonowi i Langowi kopie co najmniej 60 tys. stron dokumentów. W większości w języku rosyjskim. Agent, który w danych CIA widnieje pod dwoma pseudonimami – "JACK STRONG" i "P.V" (skrót od "POLISH VICKING", ale też "POLISH VICTORY"), działał tak naprawdę pod ciągłym stresem. Przez prawie 10 lat grał oddanego racji stanu PRL żołnierza patriotę, aby przez ten czas móc bezkarnie wykradać najtajniejsze informacje i przekazać je wywiadowi obcego państwa. Z relacji amerykańskich oficerów współpracujących z nim wiemy, że był nałogowym palaczem. Stres potęgowany był nawet miejscem jego zamieszkania. Dom Ryszarda Kuklińskiego znajdował się bowiem na wojskowym osiedlu, w sąsiedztwie więzienia, do którego trafiłby niechybnie, gdyby został nakryty. Mury zakładu były widoczne z okien jego posiadłości. Ryszard Kukliński, pierwszy oficer Polski w

Bibliografia J.Szaniawski, Pułkownik Kukliński – Polska Samotna Misja, Warszawa: Exlibus 2012

NATO dostarczył Amerykanom dokumentów, które przesądziły o decyzjach powziętych na najważniejszym szczycie ówczesnego świata. Agent, który kierował się tylko i wyłącznie pobudkami ideologicznopatriotycznym nie wziął za swoją działalność ani grosza, wbrew późniejszym zarzutom jakoby miał to wszystko robić dla korzyści materialnych. "Jack Strong" dostarczył CIA lokacje najważniejszych baz strategicznych Związku Radzieckiego, plany wywołania przez Rosję III Wojny Światowej, ratując w ten sposób Europę, a w tym Polskę, przed niechybną klęską nuklearną. Ten właśnie oficer Ludowego Wojska Polskiego okrzyknięty został największym zdrajcą PRL i najważniejszym sojusznikiem USA w walce z Imperium Zła. Paweł Pietrowcew Obiad patriotyczny
Patriotyzm to umiłowanie swojej ojczyzny oraz gotowość walki za nią. Jednak dzisiaj słowo to ma trochę inne znaczenie.


Nie musimy już walczyć i ginąć za ukochany kraj, ponieważ panujący na świecie pokój nie wymaga od nas takiego poświęcenia. Dziś znakiem miłości do ojczyzny może być na przykład patriotyczny obiad, podczas którego serwujemy tradycyjne polskie potrawy. Każdy region cechują inne gusta kulinarne. Kuchnia polska dzieli się na 10 regionów. Rozwój poszczególnych obszarów uzależniony był od wielu czynników, takich jak dostęp do produktów leśnych i rolnych, hodowla bydła, trzody i drobiu czy dostęp do rzek, jezior i morza. 1. Kuchnia mazurska i kurpiowska, 2. Kuchnia warmińsko – mazurska, 3. Kuchnia śląska, 4. Kuchnia kresowa, 5. Kuchnia góralska, 6. Kuchnia małopolska, 7. Kuchnia wielkopolska, 8. Kuchnia kaszubska i pomorska, 9. Kuchnia kujawska, 10. Kuchnia podlaska. Kuchnia podlaska, z którą spotykamy się na co dzień, to przede wszystkim potrawy z popularnych w tym regionie ziemniaków, na przykład kartacze, bliny, babka ziemniaczana, kiszka ziemniaczana. Duży wpływ na naszą kuchnię miała kuchnia kurpiowska i litewska. Województwo podlaskie słynie również z charakterystycznych własnej roboty wędlin, które są znane w całej Polsce. Przepis na babkę ziemniaczaną Składniki: • 2 kg ziemniaków • 2 średnie cebule • 2 jajka • 4 czubate łyżki mąki pszennej • pół łyżeczki mielonego czarnego pieprzu • 1 łyżeczka soli • 1 łyżeczka majeranku • 1 łyżeczka suszonego czosnku, lub 2-3 rozgniecione ząbki Wykonanie: 1. Ziemniaki obierz, a następnie zetrzyj je i cebulę na drobnej tarce. 2. Ze startych ziemniaków odlej wytworzoną wodę (jeśli wody będzie za dużo, to babka może się nie udać, albo trzeba będzie dodać więcej mąki). 3. Dodaj do masy ziemniaczanej mąkę, jajka i przyprawy - wymieszaj.



4. Przełóż babkę do dwóch foremek o długości około 21 cm, albo do blaszki o wymiarach około 22/22 cm. 5. Piecz w 200 stopniach przez około 50-60 minut. 6. Podawaj na ciepło ze śmietaną lub jogurtem naturalnym. Najpopularniejsze polskie potrawy to między innymi pierogi, kasza, kluski, gołąbki, kotlety schabowe, mielone, bigos, galareta mięsna, golonka, zupy – żurek, kapuśniak, krupnik, rosół, pomidorowa, ogórkowa, grochowa, grzybowa, chłodnik, potrawy z kapusty i ziemniaków, chleb żytni oraz pszenny. Specyficznym polskim deserem są faworki, znane i lubiane są też inne wypieki, w tym babka, makowiec, sernik, pierniki i pączki. Dużym zainteresowaniem cieszą się flaki, ogórki kiszone, kapusta kiszona, zsiadłe mleko, maślanki i kefiry. Zbliża się 11 listopada – 99. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Jest to doskonały czas, aby wrócić do korzeni polskości. Poświęćmy trochę czasu i poznajmy bliżej historię, kulturę oraz kuchnię naszej ojczyzny – Polski. Izabela Pruszyńska SYBERIA NIELUDZKA ZIEMIA
Z pewnością każdy z nas słyszał o wywózkach Polaków na Syberię podczas II wojny światowej. Niestety dużo osób zna tylko kilka „suchych faktów” dotyczących Sybiru, dla wielu z nas nie przyszłoby nawet do głowy, co przeżywali ludzie wygnani na Syberię. Niedawno miałam możliwość porozmawiać z niesamowitą osobą- panią Marią Snarską, Sybiraczką, która obecnie mieszka w Górze, niedaleko Krypna.


Nasza bieda się zaczęła od 27 października, bo wtedy Sowieci aresztowali mego tatę. Jak mego tatę aresztowali, ja jeszcze byłam mała, nie miałam jeszcze osiem lat, ale to bardzo dobrze pamiętam. Bo słuchamy, że ktoś w nocy stuka do drzwi. I mama wstała i mówi tak: „Romek, uciekaj, -mówi- bo jacyś przyjechali samochodem -i mówi- z bronią wysiadają.” A mój tato mówi tak: „Czego ja mam uciekać? Ja nikomu nic nie jestem winien.” No i poszedł roztworzył drzwi. I oni przyszli i zaczęli mówić, ale ja będąc małym dzieciakiem zrozumiałam, że to nie był polski język. A to były Ruskie. Kazali, żeby tato się ubierał i powieźli jego do sołtysa. I sołtys razem był. I sołtys mówi: „Nie płaczcie – mówi- zaraz tylko oni pojadą i zrobią jakiś tam dopros i wypuszczą tatę”. Ale tatę nie wypuścili i do dzisiejszego dnia nie wiemy nic, od 1939r. Ja szukałam swego taty, jak już wróciliśmy do Polski. I pisałam, i na Ukrainę, i do Moskwy, i Czerwony Krzyż, wszędzie poszukiwałam, ale żadnej odpowiedzi nie dostałam. Niestety. Odkopują, odgrzebują wszystkich, tylko takich, co byli generałowie, taka większa szarża, a mój tato to był zwykły człowiek. Ale to takie widać miał szczęście, że zabrali i na dzisiejszy dzień nic nie wiemy. I nie wiemy, gdzie się uciekać, już ja stara, siostra jeszcze starsza ode mnie, bracia poumierali, te co były tutaj, i kto będzie szukał? Nie ma komu. I takie losy. Kiedy została Pani wywieziona na Syberię? My całą zimę, aż do kwietnia tułaliśmy się po ludziach i nocowali na rosztach na stodołach, oborach, tak, żeby w domu nie spać, nie siedzieć, bo już doszły do nas takie słuchy, że będą wywozić i nas. No to my całą zimę sobie koczowali. W ten dzień co nas zabrali, 13 kwietnia to było, akurat przyszliśmy do domu spać. Mama mówi: „A dosyć tej tułaczki, -mówi- dzieci, będziemy chodzić tak o po cudzych domach i przeszkadzać ludziom? Będziemy w domu spać.” I wszystkie my się zeszli. I mieliśmy stryja, staruszek już był. I tej nocy właśnie przyjechali Sowieci nas zabierać. Jeden brat, jak usłyszał, że to Sowieci, to uciekł, 2km leciał bosy na kolonię, to rany miał. Jeden brat, poprosił, żeby puścili do ubikacji, ten Ruski puścił i on też uciekł. A mnie, siostrę i dwóch braci zabrali. Furmankę zakazali dla jednego gospodarza i ten nas zawiózł. Kazali się pakować, to mama wiecie, jak to mama i z czworga dzieci, wie, gdzie jedzie, jak to się pakowali- wzięła co najlepszego, nie wiedziała, co brać, a sąsiedzi przyszli i sąsiedzi pomagali się pakować. Zawieźli nas do Knyszyna, zajechaliśmy na kolonię, w taki lasek i tu mieszka taka rodzina, i Sowieci poszli tam wypić herbatę. A mama do tego stryjaszka mówi tak: „Uciekaj, uciekaj” –mówi. A on mówi: Nie, nie, ja nie ucieknę, ja cię nie zostawię, bo ty z tyloma dzieciami sobie nie poradzisz.” I on z nami pojechał. Zawieźli nas na dworzec, stąd podstawiony był pociąg. W tem pociągu było już bardzo dużo ludzi, studentów. A to były takie bydlęce wagony, zaniedbane. No, i krzyk, pisk, pryczy takie w tych wagonach byli, gdzie kto mógł, tam spał, gdzie kto mógł, tam siedział, stojał, najwięcej to stali, jeden obok drugiego, bo nie było miejsca, tak naładowani. No, i wiozą, wiozą cały miesiąc, nie wiedzą, gdzie nas usadowić. I tak, jak lokomotywę przyczepią, to tak ta lokomotywa w wagony, wszyscy ludzie leżą, się poobijali, krew leci z każdego, matki płaczą, dzieci płaczą. Jezu Drogi, choć miałam



osiem lat, ale pamiętam... Jak jechali my na tę Syberię, nas tak wozili miesiąc czasu, to w tę stronę, to w tę stronę, to ile tam dzieci, tak o, przystanie pociąg i dzieci strasznie umierali, to tylko w Solak zapakują, w taki worek i jak już przystanie ten pociąg, to na peron, to naukładają tych worków z tymi dzieciami, a te rodzice wiszczą, płaczą, wariują… Zawieźli nas do takiego pasiołka, na Syberii. Jak z pociągu zabrali, to wieźli takimi towarowymi samochodami. Dwie, trzy rodziny wezmą i tak obsadzą na tej Syberii w takich kibitkach, z gliny lepione domki i takimi czerniami, czy to słoma, takie drzewo mieli, jedno okno tylko było, i to nie takie szklane, tylko drewniane. Piec z cegły był postawiony i tam trzeba było gotować. Tylko nie było co. No, i teraz mama moja, ma czworo dzieci, ten stryjaszek i kazali wysiadać z tego samochodu, i do tego domku, że tam nic nie ma, bo i w stepie. Strasznie zaczęła płakać, i tak płakała, wiszczała, włosy z głowy darła. A my patrzem, że mama płacze, to i te chłopcy płaczą. I teraz tak, odjechali, a nas tak zostawili. I teraz tak mama mówi: „No i co my tu będziemy robić? Nas wilki zjedzą.” A tu nie ma ani domku obok, ani nic tylko step, a step, to wiecie co to jest, tylko Burian taki rósł. Tak jak nazywają, Syberia to nieludzka ziemia. Ale ja tam nikomu nie życzę, ale ja tam byłam dwa i pół roku na Syberii, to ja nie widziałam, żeby tam, tak albo ptaszek zaśpiewał, albo motylek przeleciał, tego nie było tam. Nawet i zima, to było 40* mrozu, ale latem to tam było tak jak u nas, taka jest temperatura. No i tak, tu trochę pobyli, zawieźli w drugie miejsce, tam hodowali krowy. No to dali dla mojej mamy takie prace, dwadzieścia krów ręcznie wydoić, trzy razy dziennie. Zima, lato- musiała to robić. Nie miała w co się obuć, to szmatami nogi poowija, 40* mrozu idzie i doi. A te krowy specjalnie wypędzali na podwórko, żeby marzła. To nie tylko moja mama, bo jeszcze tutaj były trzy rodziny, to wszystkie kobiety wychodziły doić krowy. No a bracia tymi krowami się opiekowali. Mama, jak pójdzie doić te krowy, to miała takie duże, szerokie spódnicę i ćwiartkę miała takie, to mleka weźmie i schowa w sznur, nim się opasa, i ukradnie tak ze dwie garści takiej mieszanki, co to krowy karmili. No i przyjdzie, i dla nas takiej zupy nagotuje. Jeszcze dobrze, że wzięli taki duży garnek z Polski, to w tym garnku wody i ten, koncentratu tego wrzuci, to się zagotuje, mlekiem zabieli i tym nas karmiła. A chleba jak przywiozą raz na tydzień i to po małym kawałeczku, takiego gorzkiego, że nie można było jeść. To wszystkie było takiej samej porcji, mój stryjaszek widział, że ja najmłodsza, no to on co, nie będzie sam jadł, tylko dla mnie dał. A ja tam wiele rozumiała? No, ale tak raz, drugi, a potem mama mówi tak do mnie: „Marysia, ty nie bierz od stryjaszka tego chleba –mówi- bo on umrze z głodu. –mówi- Zobacz, ty zjesz, a on nie ma co jeść, a ja nie mam co jemu dać.” I ja



to zrozumiałam, i teraz już jak chleb podzielą, no, i ten stryjaszek dla mnie znowu daje, ja mówię: „Nie”. Uciekała, żeby ten stryjaszek mnie nie widział i żeby ten chleb sam zjadł. Ale i tak zmarł na Syberii, w 1942r. Pochowali jego w takim stepie, że tam, żeby nawet kto chciał znaleźć to nie znajdzie. Mamy taką metrykę śmierci, gdzie on jest pochowany, ale tam normalnie w takich górach że tam ni to cmentarz, ni to co. Czy wiele było dzieci bez rodziców? Jak wyjechaliśmy tam na tę Syberię i jeden chłopczyk taki, on się nazywał Ignac, Ignacy i ten chłopak został, i płacze. No, i mama moja mówi: „A czego ty płaczesz?” A on mówi, że mówi: „Ni mam rodziców”. Był rówieśnik tego mego brata, co z 1926r., taki sam. I mama jemu się zaopiekowała jak swoim własnym dzieckiem, do tej pory, aż tam w Rosji brali do wojska Andersa. I te wszystkie chłopcy, moi bracia i ten Ignacy, poszli do wojska. Czy Pani pobyt na Syberii mocno odbił się na Pani zdrowiu? Ja takie miała dzieciństwo, że nikomu nie życzę, nikomu. Przewozili od jednego do drugiego pasiołka, ja nie miała w co się obuć, 40* mróz, to mnie szmatami mama nogi pouwija i tak wiozą. I zobaczcie, że za jakiś czas to mnie się odbiło to, bo pół roku musiałam raczkować. Tak przeziębiłam nogi, choroba mnie opanowała. A potem jeszcze się spotkali z taką rodziną z Krypna i Pani też miała jedną córkę, tylko była ona ode mnie mniejsza, i ona mówi tak: „Chodź, pójdziem poszukamy co jeść.” I zobaczyli, że taka sterta leży czegoś, i my zaczęli grzebać, szukać jeść. Małe dzieci, jak ja miała niecałe osiem lat, a ona może miała cztery lata, potem jak nas opanowała choroba, to jeszcze mam znaki, czarna krosta, mało nie zmarła z tego. Jaka tylko choroba, gdzie byłam w Afryce, to na wszystkie choroby chorowałam. A w Rosji tak samo. Nie tylko ja, i siostra, i bracia. Jak na tyfus pochorowali, to mama ostatnie rzeczy, wyprzedawała, za filiżankę mleka i za cybulę oddawała, żeby nas czym karmić. I dla nas tylko robiła kwaśne mleko takie, i cebulki nakroi, nawet nie posoli, nie było soli. Bez soli byli, bez cukru, bez niczego. Ja nie wiem, ja nie wiem jak człowiek wytrzymał tę Syberię. Nie mam pojęcia, dwa i pół roku byli, i to tak trzeba wierzyć w to, że jednak Pan Bóg jest i Pan Bóg wszystkim rządzi, i da wytrwałość człowiekowi, i opiekę. Rozmawiała Karolina Hryszko, kl. Iig, cdn. CAFE DEUTSCH
Hallo alle Deutschfreunde!!! Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że język niemiecki wprowadza się na stałe do szkolnej gazetki! Od tej pory stale będziemy gościć na jej łamach. Nasz kącik ,,Café Deutsch” to zawsze aktualne wydarzenia, ciekawostki, artykuły, prace uczniów i wiele innych! Inaugurując pierwszy numer z naszym udziałem, serdecznie zapraszamy do lektury, ale także do współtworzenia rubryki języka naszych zachodnich sąsiadów!


Viel Spaβ beim Lesen! Wir warten auf Euch! W ramach cyklu ,,Pisać każdy może…” zaprezentujemy Wam prace uczniów, powstałe w ramach innowacji pedagogicznej o tym samym tytule. Uczniowie opisują różnorodne wydarzenia z ich życia, dzielą się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami. Mamy nadzieję, że i inni podążą ich tropem, pisząc o swoich refleksjach, o tym, co ich spotyka w codziennym życiu, co cieszy, a co martwi. Dzisiaj zapraszamy do lektury tekstu Pauliny z klasy III A naszego gimnazjum, która opisała swoją klasową wycieczkę w góry. Miłej lektury! Eine Reise ins Gebirge Letzte Woche war ich mit meiner Klasse in den Bergen. Es war eine super Reise! Am ersten Tag sind wir im Gebirge gewandert. Wir sind sehr lange gewandert, aber der Blick vom Berg war wunderschön! Dann haben wir Einkäufe gemacht. Ich habe viele Souvenirs gekauft. Später sind wir ins Hotel gefahren. Solche Ausflüge sind so anstrengend - ich war sehr müde und hatte Hunger, trotzdem war das ein wirklich unvergessliches Erlebnis! Wir haben zu Abend Schnitzel mit Kartoffeln und Salat gegessen. Es hat mir nicht geschmeckt, aber ich hatte Hunger und habe alles gegessen Am nächsten Tag haben wir einen höheren Gipfel bestiegen. Ich habe mich wunderbar gefühlt. Nicht jeden Tag erleben wir doch so etwas! Abends habe ich mit meinen Freunden geredet. Obwohl wir hier doch auf dem Ausflug waren, kehrte das Thema: ,,Schule“ in unseren Gesprächen immer wieder zurück. Am letzten Tag waren wir im Wasserpark und ich bin viel geschwommen. Ich habe da einen gutaussehenden Jungen kennen gelernt Wir haben uns zwei Stunden über unsere Hobbys unterhalten. Ich finde, dass er sehr nett und freundlich war. Am Freitag sind wir weggefahren. Auf uns hat eine lange Heimreise gewartet, aber das war kein Problem – mit den Leuten, mit denen ich mich gut fühle und bei guter Musik, vergeht die Zeit immer schnell. Diese Reise war wirklich super. Es ist alles gelungen. Die Schüler hatten Möglichkeit, viel Zeit miteinander zu verbringen, viel zu erleben und auch die Kräfte für die nächsten anstrengenden Schulwochen zu sammeln!