Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












W lutym i marcu w naszej szkole odbywały się mecze Szkolnej Ligi Klasowej w piłce nożnej. Spotkania były rozgrywane systemem „każdy z każdym”, 2x6 minut. W rozgrywkach wzięły udział wszystkie klasy, niestety z różnych przyczyn nie zawsze wszystkie mecze dochodziły do skutku, ponieważ niektóre klasy oddawały swoje mecze walkowerem. Większość rozegranych pojedynków było bardzo emocjonujących, obfitowało w wiele goli i zwrotów akcji. Organizatorami całej ligi byli uczniowie klas III wraz z panem Sebastianem Waszkiewiczem. Bezapelacyjnym zwycięzcą zawodów okazała się klasa IIIB, która wygrała wszystkie swoje mecze zdobywając komplet punktów. Na drugim miejscu znalazła się klasa IA  a na trzecim IIA. Królem strzelców ligi został Adrian Żakowski, który zdobył dwadzieścia bramek. Najlepszym bramkarzem w naszej szkole okazał się Szymon Sobczak, który w siedmiu meczach wpuścił tylko dziesięć goli. Wszystkie drużyny otrzymały pamiątkowe dyplomy, a najlepsze zespoły słodkie upominki. VIII BAL SPORTOWCA Sobota. 5 marca. Na salę przybywają ostatni goście. Wszystkie panie trzymają w ręku czerwoną różę, którą wręczono im przy wejściu. Każdy szuka swojego stolika i siada na wybranym miejscu oczekując co będzie dalej. Na sali rozlega się glos witający wszystkich gości na VIII Balu Sportowca. Kilka minut później na stół zawędrowały pyszne potrawy, jednak prawdziwa zabawa zaczęła się około godziny 20 30. Wszystkie pary zerwały się do tańca już przy pierwszym utworze zagranym przed zespól Kemor. Sto osób na sali spowodowało, iż parkiet był wypełniony do granic możliwości. Kilka piosenek, a następnie chwila odpoczynku i...cala masa niespodzianek. Setki losów, dzięki którym można było wygrać bardzo atrakcyjne nagrody. Każdy marzył o aparacie fotograficznym leżącym tuż obok frytkownicy, wzbudzającej równie wielkie zainteresowanie. Jednak nie na loterii szczęście się kończy. Niektórzy znajdowali



srebrną biżuterię pod krzesłami czy w pączkach. Kolejnym punktem programu był konkurs piłkarski. Panowie dzielnie odbijali piłkę główką, a panie z powodzeniem trafiały piłką do prowizorycznej bramki, mimo wizytowych butów na stopach. Gdy konkursy dobiegły końca, a nagrody powędrowały w różne części sali, siadano do stołu, by łyknąć kawy, zjeść ciasto, porozmawiać, a po nabraniu sil z powrotem powędrować na parkiet. Mimo zmęczenia nikomu nie spieszyło się do wyjścia z balu. Wszystko zakończyło się o...dokładna godzina co prawda nie jest znana, ale wiadomo nam, że była bardzo późna ;)  Nad przebiegiem całej zabawy czuwała pani Magdalena Kubiak oraz pan Piotr Kowalczyk, a cateringiem zajęły się m.in. mamy młodych piłkarzy. Zebrane pieniądze przeznaczone będą na wyjazd młodzieży z Gromu na obóz oraz na działalność klubu. VI TURNIEJ PIŁKI SIATKOWEJ UKS Grom był współorganizatorem VI Turnieju Piłki Siatkowej dla Dorosłych „SYMPATYK CUP”, który odbył się w sobotę 12 marca w sali gimnastycznej w Golinie. Głównym organizatorem zawodów była Amatorska Grupa Siatkarska Sympatyk działająca przy Niepublicznym Gimnazjum, w skład której wchodzą członkowie Stowarzyszenia Edukacyjnego „Gimnazjum 2000”. Tym razem w zawodach wystartowało pięć zespołów. Dwie drużyny gospodarzy, obrońcy tytułu sprzed roku W&W Bis, Bankowcy reprezentujący Bank Spółdzielczy oraz debiutujący w naszej imprezie Korno Team, Zespoły grały systemem każdy z każdym do dwóch wygranych setów a tradycyjnie w każdym zespole musiała występować co najmniej jedna kobieta Gospodarze okazali się bardzo gościnni zajmując czwarte i piąte miejsce. Na podium stanęli zwycięzcy turnieju - Bankowcy, drugie miejscezajął zespół Korno Team, a trzecie W&W Bis. Zespoły otrzymały pamiątkowe medale. Prezes grupy Sympatyk pan Jerzy Walczak wręczał także statuetki dla najlepszych zawodników na poszczególnych pozycjach. Nagrodzeni to  najlepiej blokujący Karol Bera z grupy Sympatyk, najlepiej serwujący Olimpia Robakowska z W&W, najlepiej rozgrywający Adrian Jurek z W&W, najlepiej odbierający Bartłomiej Kowalczyk z Sympatyka, najlepiej atakujący Filip Brzozowski z Bankowców, najlepszą zawodniczką wybrano Igę Paszkiewicz z Korno, a najlepszym zawodnikiem Mariusz Spychalski z Bankowców. Oprócz nagród organizatorzy przygotowali dla wszystkich zawodników ciepły posiłek. Roksana Kartka z kalendarza



2001 Porcja ‘świeżych’ informacji z życia szkoły. Między innymi o konkursie „Jestem wolnym człowiekiem- nie palę, nie piję, nie biorę narkotyków”, który odbywał się w Jarocinie 16 lutego ‘01r. Startowało 80 zawodników, nasi reprezentanci okazali się najlepsi. I miejsce zajęła Martyna Karczmarek, II- Dagmara Pietrzak, a tuż za nią na III miejscu- Michał Miękus. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2002 Przeprowadziliśmy sondę wśród gimnazjalistów na temat wyboru szkół ponadgimnazjalnych. Jak się okazało, zdania były podzielone. Najwięcej osób wybrało szkoły w Jarocinie, z jasnego powodu- do domu blisko. Znacznie mniej uczniów zdecydowało się na wybranie szkoły w Poznaniu, a naprawdę niewielki procent gimnazjalistów- woli Ostrów Wielkopolski. Co do profilu to  hmm. Opinie uczniów były zróżnicowane. Każdy ma inne zainteresowania i nie każdemu podoba się dajmy na to chemia, jeśli woli matematykę. I na odwrót. Tak naprawdę na wybór szkoły decydujemy się na końcu… Obmyślamy wszystkie ‘za’ i przeciw.. Ciężki żywot gimnazjalisty… I nic się nie zmienia. Szkół raczej nie przybyło. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2003 W tym wydaniu opublikowaliśmy sondę, dotyczącą naszej miejscowości. Składała się ona z trzech pytań, na które odpowiedzieli anonimowo mieszkańcy Goliny. Pierwsze pytanie dotyczyło bezpieczeństwa w miejscowości. Większość ludzi- aż  albo tylko 70% czuje się tutaj bezpiecznie. Jednak znaleźli się również tacy, którzy mają pewne obawy co do tego… Względem drugiego pytania zdania były dość podzielone. Na pytanie „czego najbardziej obawia się pani/pan w Golinie?” najwięcej osób odpowiedziało, że bezrobocia. Tuż za nim ‘usadowiło’ się przeniesienie gimnazjum, a dalej przyszłość Goliny. Jak się okazało, znaleźli się również „odważni”, którzy odpowiedzieli, że nie boją się niczego. A jak jest teraz? Czy coś się zmieniło? Pewne wydaje się być tylko gimnazjum. 2004 Krótka wzmianka na temat Dnia Myśli Braterskiej, który odbył się 21 lutego ‘04 r.  w JOKu. A co z naszym golińskim harcerstwem? Ze szkolnych źródeł wynika, że głównym powodem rozpadu był po prostu brak chętnych… 34 DH im. Jana Bytnara „ Rudego” w Golinie zastąpiło 28 DSH „Desant” im. Batalionu Wigry w Jarocinie. Obecnie 4 gimnazjalistów należy do 28 DSH, a prawdopodobnie dwóch do harcerstwa w Koźminie Wlkp. 1 kwietnia o godz. 17 00 na boisku SP  nr 4 w Jarocinie, odbędzie się nabór do 28 DSH. Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2005 Tego roku można było poczytać na temat Kartka z kalendarza



klubu młodzieżowego w Golinie, którego właściwie… nie było. Zawarte w nim było wiele opinii na temat, czy takowy obiekt ma szanse powstać i ‘przetrwać’ w naszej miejscowości. „Uważam, że klub dla młodzieży w Golinie byłby potrzebny. Dobrym rozwiązaniem byłaby kręgielnia, która łączyłaby w sobie zarówno aktywną formę wypoczynku z rozrywką typu posłuchania dobrej muzyki, nawet w postaci zabawy karaoke”- p. Jan Grzesiek. Inna opinia, a właściwie propozycja, tym razem Ks. Janusza Pytlika„ Można taki klub zrobić w salce katechetycznej, ale oczywiście potrzebne są chęci”. No właśnie.. Chęci były, bo przecież jak nam wiadomo, taki klub- „SŁOIK”, w salce katechetycznej powstał.. Jednak co się z nim teraz dzieje? Reszta jest milczeniem… 2006 Ukazał się dość nietypowy, ale interesujący artykuł dotyczący oczyszczalni ścieków znajdującej się w Cielczy. Dlaczego w Cielczy? No właśnie, dlaczego? „ Zapewne ukształtowanie terenu o tym zdecydowało. Po pierwsze- pod lasem. Lokalizacja taka przyjemna, właściwie nie widać jej z drogi. Jest usadowiona w takiej niecce, czyli wszystkie ścieki z miasta płyną tutaj grawitacyjnie z górki, w mieście nie ma żadnych przepompowni ścieków”- poinformowała p. K. Osiołkowska. A co do ekologii? Czy istnieje w ogóle szansa, aby taka oczyszczalnia była ekologiczna? –„ Można powiedzieć, że jest, ponieważ ścieki czyścimy mechanicznie tylko na wstępie, następnie są poddawane oczyszczaniu biologicznemu, czyli biorą w tym udział bakterię i pierwotniaki”- p. Karolina. Ekologii nigdy za wiele. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2007 Czekaliśmy na decyzję kuratora w sprawie przejęcia Szkoły Podstawowej przez Stowarzyszenie „Gimnazjum” 2000”. W trakcie oczekiwań redakcja GIG - anta przeprowadziła wywiad z p. Janem Grześkiem - prezesem Stowarzyszenia. Pan Grzesiek, miał wiele argumentów ‘za’- „ Z pewnością Stowarzyszenie poszerzy ofertę edukacyjną dla uczniów. Jeżeli nie będzie to możliwe w ramach programu nauczania, to poszerzymy zajęcia pozalekcyjne, pomagając uczniom w nauce różnych przedmiotów”. W „lutowej” kartce z kalendarza, wspominałam już o przejęciu SP przez Stowarzyszenie, ale warto wspomnieć po raz kolejny, Więc doszło to do skutku 23 lutego 2005 roku. Przecież o dobrych rzeczach można, a właściwie trzeba pamiętać. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2008 Tym razem w marcowym wydaniu ukazał się materiał z Walnego Zebrania Stowarzyszenia „Gimnazjum 2000”, które odbyło się 11 marca, w świetlicy szkolnej. Ostateczne rozliczenie budżetu zamknęło Kartka z kalendarza



się wynikiem dodatnim w wartości 15 161, 57 zł. Kolejnym punktem zebrania było przedstawienie dofinansowania m.in. ferii zimowych, biletów do kina, teatru itp. Jedyne co nam, uczniom pozostaje, to po prostu podziękować i … korzystać. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ „Gminny Festiwal Piosenki Gimnazjalnej- Golina 2009”. 13 marca odbył się pierwszy festiwal zorganizowany przez Niepubliczne Gimnazjum im. Ks. Piotra Wawrzyniaka w Golinie. Wśród uczestniczek, znalazły się także absolwentki naszego gimnazjum: Adrianna Górnaś oraz Sara Pluta. Grand Prix i główną nagrodę (odtwarzacz mp3) jury w składzie: p. Lidia Kalinowska, p. Beata Godniak oraz p. Karol Dziurla przyznało Lidii Wojtasiak z Gimnazjum nr 1 w Jarocinie. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 2010 Tego roku, GIG - ant przypomniał o Dniu Mężczyzny, który obchodzony jest w Polsce 10 marca. W pozostałych krajach święto to przypada w innych dniach. Na przykład 9 marca, kiedy to w Rumunii panie pamiętają o swoich mężczyznach. Swoją drogą, jest coraz więcej świąt. Czasami te najmniej znane po prostu wypadają nam z głowy. Wiadomo, że miło nam, kiedy się o nas pamięta, jednak jeśli się kocha i szanuje, to przez cały rok.. Nie tylko w środę, piątek czy w niedzielę. Wirginia ;* UWAGA!!! KONKURS!!! RADA SOŁECKA WSI GOLINA I STEFANÓW ogłasza KONKURS na Projekt „Logo Sołectwa wsi Golina i Stefanów” Składającego się z: • Sygnetu (unikatowego znaku graficznego) • Logotypu (napisu „Sołectwo Golina i Stefanów” specjalnie wymyśloną czcionką w odpowiednich kolorach) Nawiązujący do hasła „TRADYCYJNIE NOWOCZEŚNI” Termin konkursu: od 01.04.2011 do 16.05.2011 roku Prace należy składać u Sołtysa Wsi po zapoznaniu się z regulaminem konkursu wraz z dołączoną kartą zgłoszenia. Regulamin Konkursu dostępny jest we wszystkich gablotach na terenie Sołectwa oraz na stronie internetowej - www.gimgig.pl Karta głoszenia dostępna w biurze Sołtysa i w sekretariacie szkoły Na zwycięzcę czeka atrakcyjna nagroda !!!
Zapewne większość z nas ma telefon, z którego korzystamy na co dzień. Ale czy kiedyś ktoś z was zastanawiał się, kiedy zaczęło się dzwonienie i SMSowanie, i kto to wymyślił? Pewnie nie. SMS to usługa przesyłania krótkich wiadomości tekstowych w cyfrowych sieciach telefonii komórkowej. Usługa ta jest wprowadzana także do sieci telefonii stacjonarnej. SMS wysyła się na numer abonenta sieci telefonii komórkowej lub stacjonarnej. Wszystkie produkowane obecnie telefony komórkowe i niektóre telefony używane w sieciach stacjonarnych umożliwiają zarówno odbieranie, jak i wysyłanie tego typu wiadomości. Pierwszy w historii tekst SMSem został wysłany 3 grudnia 1992 r. z Wielkiej


Brytanii. Neil Papworth, pracownik Vodafone, składał w nim życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia swoim kolegom. Początkowo teksty wysyłane SMSem miały służyć operatorom do informowania klientów o awariach sieci, zmianach w cenniku operatora i o podobnych sytuacjach. Nie istniała też technologia umożliwiająca przesyłanie tekstów SMSem do innych sieci, nie przewidziano więc, że wiadomości tego typu mogą się stać powszechną formą komunikacji. Zmieniło się to jednak kiedy odkryto, że wiadomości tekstowe cieszą się niezwykłą popularnością wśród nastolatków. To właśnie ta grupa klientów skłoniła operatorów do uruchomienia nowej usługi. Dzięki nim, teraz SMSujemy między sobą. Jednak na SMSach się nie skończyło. Na fali popularności SMS powstają także systemy umożliwiające przesyłanie wiadomości multimedialnych zawierających tekst, dźwięk, obraz itp, takie jak EMS i MMS. SMSy są używane powszechnie, przez nas, jak i w konkursach radiowych czy też telewizyjnych. Magda. :) Wiadomości sportowe



Unihokeiści na powiatowym podium W sali gimnastycznej w Kotlinie 25 lutego 2011 roku rozegrane zostały finały mistrzostw powiatu jarocińskiego w  u n i h o k e j u chłopców w ramach XII Gimnazjady - 2011r. W zawodach wystartowało siedem szkół, a wśród nich Niepubliczne Gimnazjum w Golinie. Nasi unihokeiści trafili do grupy czterozespołowej. W pierwszym pojedynki po zaciętej walce ulegli Gimnazjum 3 Jarocin 1 3, w drugim spotkaniu przegrywali już 0 2 z Gimnazjum Cielcza, lecz po pasjonującej walce najpierw doprowadzili do remisu, a następnie zdobyli jeszcze dwa gole i ostatecznie zwyciężyli 4 2. W ostatnim spotkaniu grupowym decydującym o awansie do półfinału pewnie pokonali Gimnazjum 5 Jarocin 3 0. W półfinale spotkali się ze zwycięzcą grupy A gospodarzami - Gimnazjum Kotlin. Gospodarze zwyciężyli wysoko 6 0 chociaż wynik nie odzwierciedla wydarzeń na boisku, gdyż nasi zawodnicy bliscy byli w pierwszej połowie zdobycia bramek a w drugiej grający z kontry kotlinianie wykorzystali błędy w obronie. Ostatecznie unihokeiści z naszego gimnazjum zajęli trzecie miejsce w powiecie jarocińskim. Skład drużyny: B. Skałecki, A. Żakowski, H. Pierzchała, D. Jaskólski, M. Potarzycki, D. Gramek, J. Szymkowiak, D. Zawodny, I. Gołecki, opiekun S. Waszkiewicz Unihokeiści SP Golina ponownie najlepsi W SP 1 w Koźminie odbył się III turniej w unihokeju chłopców o Puchar Dyrektora Niepublicznej Szkoły w Łuszczanowie, którego organizatorem byli UKS Jedynka Koźmin i SP Łuszczanów. W zawodach wystartowało pięć szkół. Doskonale spisali się reprezentanci naszej SP  którzy zajęli pierwsze miejsce. Dla naszych zawodników był to jeden z etapów w ramach przygotowań do mistrzostw rejonu, które odbędą się w kwietniu (przypominamy, że wcześniej zostali mistrzami gminy i mistrzami powiatu jarocińskiego). W pierwszym swoim spotkaniu w turnieju nasi zawodnicy zremisowali z faworytami, gospodarzami - UKS Jedynka Koźmin 3 3. Koźminianie to mistrzowie powiatu krotoszyńskiego, mający sekcje unihokeja i regularnie trenujący. W drugim pojedynku SP Golina po dramatycznym spotkaniu pokonała SP Łuszczanów 6 3. Na trzy minuty przed końcem spotkani - nasza drużyna przegrywała 1 3. Po wziętym „czasie” w ciągu trzech minut golinianie zdobyli pięć bramek !!! W trzecim spotkaniu Golina pokonała SP Kotlin 5 3 i do zwycięstwa w turnieju wystarczał remis z SP Biadki. Nasz zespół Wiadomości sportowe



nie zawiódł i zwyciężył, 4 2, chociaż przegrywał 1 2 i ostatecznie zajął pierwsze miejsce w turnieju,. Szymon Kościelniak został najlepszym bramkarzem turnieju. Golina – Koźmin 3 3, Golina – Łuszczanów 6 3, Golina – Kotlin 5 3, Golina – Biadki 4 2, 1m Golina, 2m Koźmin, 3m Kotlin, 4m Łuszczanówm 5m Biadki. SP Golina: Sz. Kościelniak, B. Wałęsiak, - A. Gościniak, K. Gładczak, P. Matuszak, M. Szymkowiak, K. Potarzycki, M. Mikołajewski, A. Łabędzki.opiekun S. Waszkiewicz Dziewczęta siódme w rejonie 18 marca odbył się turniej w aerobiku grupowym na szczeblu rejonowym. Dziewczęta z zespołu Goltan godnie reprezentowały nasze gimnazjum zajmując siódme miejsce. Golinę reprezentowały: M. Jachnik, A. Brugger, W. Potarzycka, M. Paterska, K. Orpel, E. Gładczak, W. Teodorczyk, K. Marcisz, J. Górnaś, S. Wolicka, N. Patryniak opiekun M. Pewniak. Drugie miejsce piłkarzy w ZSP 1 Jarocin Uczniowie naszego gimnazjum wystąpili w zawodach towarzyskich organizowanych przez ZSP 1 Jarocin w ramach akcji „Spotkania z Jedynką”. W zawodach piłkarskich nasze gimnazjum zajęło drugie miejsce, a w piłce siatkowej drużyn mieszanych piąte, P. nożna: Golina – Społeczne 4 2, Golina – Wola Książęca 2 0, Golina -Cielcza 1 3, skład: H. Pierzchała, A. Żakowski, B. Skałecki, D. Jaskólski, A. Brzeziński,, M . Potarzycki, opiekun A. Matuszewski P. siatkowa: Golina – 5 Jarocin 0 2, Golina – Cielcza 0 2, Golina – Wola Książęca 2 0, skład: U. Półrolniczak, N. Bryll, M. Jachnik, W. Pautrzak,A. Żakowski,, M. Potarzycki, T. Nagler, D. Bryll, opiekun M. Pewniak. Pod egidą Gromu: Warta Poznań – Grom Golina 1 3 (1 1) Warta Poznań – GKS Katowice 2 1 (1 0) W niedzielę 20 marca trampkarze Gromu rozegrali spotkanie sparingowe z zespołem Warty Poznań 98. Mecz odbył się na legendarnym stadionie im. Edmunda Szyca, na którym w przeszłości między innymi dwukrotnie odbył się finał Pucharu Polski oraz dziesięciokrotnie grała reprezentacja Polski. Obecnie stadion jest bardzo zaniedbany i zdewastowany. Młodzi piłkarze Gromu zwyciężyli 3 1 (1 1) po bramkach M. Szymkowiaka, W. Balcerskiego i M. Mikołajewskiego, Po wygranym spotkaniu z Wartą Poznań Jedno pytanie do … Jedno pytanie do ? O co chodzi ? Jakie pytanie ? To proste ! W ramach tego artykułu zadaliśmy różne, bezsensowne, nietypowe, śmieszne pytania wybranym wcześniej … pana Tomasza Jankowskiego: Gigant: Obchodził pan dzień pizzy?



piłkarze oraz towarzyszący im koleżanki i koledzy ze Szkoły Podstawowej oraz Gimnazjum w Golinie udali się na stadion przy ulicy Bułgarskiej, gdzie seniorzy Warty w spotkaniu ligowym pokonali GKS Katowice 2 1. Mecz oglądało 20 tysięcy kibiców, Wszyscy uczestnicy wyjazdu otrzymali szaliki Warty, a po spotkaniu zrobili sobie wspólne zdjęcie z piłkarzami Warty, byłymi reprezentantami Polski Piotrem Reisem i Maciejem Scherfenem. W wyjeździe uczestniczyli także rodzice, którzy pomagają naszemu zespołowi w organizacji wyjazdów na mecze sparingowe. osobom. Po co ? Po to, aby was, drodzy czytelnicy nieco rozbawić ;)p.T.J.: A kiedy jest ? Od Gigant`a: Dzień pizzy przypada 9 lutego, więc jeśli o nim zapomniałeś, to zaznacz tę datę na czerwono już na przyszły rok !! … pana Sebastiana Waszkiewicza: Gigant: Czy budyń jest zdrowy ? p. S.W.: Budyń ? Ale ten z naszej szkolnej stołówki ? Od Gigant`a: Dla niepewnych - budyń jest zdrowy. Budyń jest produktem robionym na mleku, więc posiada potrzebne dla naszego organizmu, białko i wapń. Jedzcie go, kiedy tylko macie ochotę, a już na pewno ten z naszej szkolnej stołówki, który jest na 100% zdrowy i pyszny. Nie zapomnijcie uczcić jego święta, które przypada już 31 marca !! … do pani Klauzy – kucharki ze szkolnej stołówki : Gigant: Jak się robi kleik ? p. K.: Kleik ? Ale taki do zupy ? Od Gigant`a: Kleik jest to kleisty wywar z kaszy, ryżu, ziaren zbożowych, często jadany przez małe dzieci. … do pani Doroty Stachowiak – szkolnej sprzątaczki: Gigant: Czy sprząta pani w domu? p. D.S.: A dlaczego nie ? Od Gigant`a: Wiadomo nie od dziś, że każdy sprząta w domu, a co dopiero taka świetna sprzątaczka. … do koleżanki Weroniki Pautrzak: Gigant: Czekolada czy ananas ? W.P.: Czekolada !! Od Gigant`a: Czekolada, czekolada i jeszcze raz czekolaaada. Z orzechami, truskawkami, rodzynkami … niebo w gębie !! Poprawi humor nawet największym smutasom !! A jakie ty zadałbyś pytanie ? ? ? KijA



Optymista czy pesymista? Ze względu na podejście do życia dzielimy ludzi na optymistów i pesymistów. Według statystyk, Polacy należą do jednego z najbardziej marudnych ludów Europy. Jak odróżnić te dwa typy osobowości? Który z nich dominuje? Czy mamy wpływ na swoje poczucie humoru? Przedstawię teraz zachowanie optymisty i pesymisty w jednakowej sytuacji. Jedzie sobie samochodem człowiek, nieświadomy tego, że jest obiektem przykładowym do tekstu, który ma uchodzić za satyrę. W pewnym momencie lewa przednia opona wpada na pomysł, by wraz z wpompowanym w siebie powietrzem dać upust emocjom na dwudziestym siódmym kilometrze. Pesymista - wściekły - wychodzi na zewnątrz. Wiedział że tak będzie, wszystko przez jego żonę. To ona kazała kupić mu letnie opony, jakby nie można było jeździć na zimowych. Otwiera bagażnik w poszukiwaniu zapasowego koła, chociaż i tak wie, że go nie znajdzie. Jego przypuszczenia się sprawdzają. Z wściekłości zaczyna walić pięścią w maskę samochodu. O nie! Zrobił wgniecenie!!! W rozpaczy nie zauważył, że zatrzymał się obok inny kierowca i podąża w jego kierunku. Mogę panu w czymś pomóc? Mam koło zapasowe. Pesymista podnosi głowę, patrzy i mówi, że to i tak na nie, bo to nie ten rozmiar, więc szkoda czasu. Dzwoni po żonę, z góry zakładając, że nie dotrze. A teraz kolej na optymistę. Zatrzymuje samochód, wychodzi. No cóż, opona do wymiany! I tak dość dawno nie złapał „kapcia”. Dobrze, że żona namówiła go na zmianę „zimówek”, tamte są o wiele droższe. W bagażniku nie znajduje dodatkowej opony, chyba użył jej do udekorowania kwietnika (ale miał z tym świetny pomysł, nikt nie ma takiego w ogródku!). Po chwili zatrzymuje się inny kierowca i pożycza mu swoje koło zapasowe. O dziwo – pasuje! W ramach rewanżu optymista zaprasza go na grilla, a po jakimś czasie zostają przyjaciółmi… Pesymiści mają dużo bardziej realne spojrzenie na życie, ale… trudno z nimi wytrzymać. Optymiści natomiast potrafią wprowadzić pozytywną atmosferę, chociaż ich niezachwiana wiara w powodzenie bywa niebezpieczna. Zwłaszcza, gdy taki się uprze, że pokona na rękę Pudzianowskiego… Akurat Optymistyczna Adrianna Być kobietą, być kobietą… … i dostawać kwiaty tylko raz w roku. Ta piękna data – ósmy marca, Dzień Kobiet, oznacza dla nas, płci pięknej, dzień, w którym mężczyźni noszą nas na rękach, obdarowują nas prezentami, prawią nam więcej komplementów niż zwykle i w ogóle dają nam odczuć, jakie to jesteśmy wspaniałe. Tyle w teorii. A w praktyce… przychodzi taki do szkoły (pracy), ktoś mu przypomina to, o czym zapomniał, więc biegnie szybko do sklepu po kwiatki i czekoladki, wręcza pierwszej napotkanej przedstawicielce płci przeciwnej i ma wszystko z głowy. No, może tak nie do końca, bo musi jeszcze przypilnować, by ona sama tych czekoladek nie zjadła. Do samego wieczora jest milutki i pokorniutki, w obecności kilku dziewczyn dzwoni do kolegi, by przypomnieć mu, że… za dwa dni dzień mężczyzn (to „święto” nie zasługuje na wyróżnienie w postaci wielkich liter). Adrianna PODZIĘKOWANIE Chciała bym serdecznie podziękować firmie VEKTOR s.c. z siedzibą przy ul. Klonowej 12 w Jarocinie za nagrody rzeczowe przekazane po zabawie karnawałowej naszej szkole. Dziękuję również Powiatowemu Urzędowi Pracy w Jarocinie za podarowanie szkole monitoringu wizyjnego. Dyrektor SP i Niepublicznego Gimnazjum w Golinie – p. U. Kowalczyk Jestem psim fryzjerem



Wywiad z zespołem „Cała Góra Barwinków” przeprowadziłam 18 marca w JOKu po zakończeniu Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej. Odpowiedzi udzielał lider grupy - Kuba oraz gitarzysta Artur. Później do rozmowy dołączył Tomek, który co jakiś czas „przeszkadzał” nam swoimi żartobliwymi komentarzami. GIGant: Czy to wy jesteście „bracia strach”? Artur: Ja z nim nie (śmiech). Kuba: Ja i mój bratem też nie jesteśmy „bracia strach”. Można powiedzieć, że jest to historia z podwórka. Mamy takich dwóch łobuzów w naszym mieście i piosenka nawiązuje do nich. Niektórzy myślą, że jak bracia, to bracia zespołowi- „bracia strach”. Fajnie jest, jak tak ktoś pomyśli. Tak naprawdę to można to odnieść do każdego miasta. Założę się, że i w Jarocinie jest paru takich braci, którzy trzęsą całym miastem, bo przecież zawsze się znajdzie jakaś łobuzeria. Jest to potraktowanie tematu raczej z przymrużeniem oka. GIGant: Przed chwilą zakończył się koncert, zamykający III Festiwal Piosenki Gimnazjalnej. Jak się grało? Często macie okazje grać na tego typu imprezach? K: Chyba pierwszy raz graliśmy na Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej, tak więc Golina może być dumna. Było bardzo fajnie, naprawdę. Jesteśmy miło zaskoczeni. Publika znała teksty, dobrze się bawiła, przyjęła nas tak, jak chcieliśmy. A: Ja powiem krótko - fajny koncert. GIGant: Waszą pasją jest muzyka. Co sądzicie o nowych programach muzycznych, które od paru tygodni można oglądać w telewizji? Myślicie, że potrafią one otworzyć ludziom drzwi do kariery, wyłonić kogoś, kto później może być niezależnym wokalistą, czy są tylko kolejnym pretekstem na to, żeby przyciągnąć widzów przed telewizory? A: Media bardzo pomagają osobom, które po raz pierwszy wychodzą na scenę, jednak przeważnie są to muzycy jednosezonowi. Rodzi się popularność, jest się rozpoznawanym przez miliony telewidzów, ale pytanie jest, jak długo to potrwa. Weźmy za przykład Bednarka, który wybił się w programie „Mam talent”. Na razie to działa, ale zobaczymy, czy tak będzie na stałe. Życzę jak najlepiej, bo prawda jest taka, że dzięki niemu muzyka reggae się propaguje. GIGant: A jak to było z wami? Zaczynaliście grać będąc w dość młodym wieku, jednak już wtedy wiedzieliście, że chcecie tworzyć pozytywną mieszankę ska, reggae i rocksteady. Jak to się stało, że spośród tak wielu gatunków muzycznych wybraliście właśnie te? K: To nie było tak, że od początku zakładaliśmy, że coś wielkiego będziemy robić, np. przyjedziemy pewnego dnia do Jarocina na festiwal. Muzyka dojrzewa razem z muzykiem. Jak mieliśmy po 16 lat, to graliśmy rytmy, które nam i słuchaczowi łatwo wchodziły w ucho Nie zakładaliśmy, że będziemy grać taki a nie inny gatunek, będziemy robić karierę. Ta nuta rodziła się sama z siebie. A: Graliśmy dla siebie samych i dla ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty. Jest nam bardzo miło, że przychodzą. Mam nadzieję, że widać to, iż granie sprawia nam ogromną przyjemność. Jest to nasza pasja, a jeśli to się podoba przy okazji ludziom, to jest świetnie. GIGant: Domyślam się, że szczególnie przed pierwszymi występami na początku działalności towarzyszyła wam trema. Nadal tak jest, czy z biegiem lat granie przed liczną publicznością stało się dla was czymś normalnym, oczywistym? K: Trema zawsze jest przed koncertem. Odsuwają się dzisiaj kotary i tak sobie myślę, co się będzie działo. Ale było w porządku, bo później ten lęk przechodzi. Myślę, że gdyby tego stresu zabrakło, to nie byłoby też tych przyjemności. W momencie gdy on cię opusza, zaczynasz czuć, że jest to coś fajnego. Nie podchodzisz do tego rutynowo, za każdym razem możesz mieć inny koncert. GIGant: Ostatnimi czasy na polskim rynku można zaobserwować zjawisko polegające na tym, że w dobie Internetu jest coraz mniej osób zainteresowanych kupnem oryginalnych płyt. Co wy, jako muzycy, którzy po części żyjecie z nagrywania płyt i koncertowania, sądzicie o tej sytuacji? K: Myślę, że to jest proces, którego nie da się zatrzymać. Rozumiem, że ludzie nie mają tyle pieniędzy, żeby kupować płyty. Powiedziałbym tak- jeżeli ludzie szanowaliby nasz wysiłek i przekładałoby się to na to, że przychodzi więcej osób na koncerty, to ok, jestem w stanie przeboleć, że my na tej płycie nie zarobimy. Wiem, że teraz jest trochę inne pokolenie. Ja sam jestem wielkim zapaleńcem i lubię mieć oryginały. Dla mnie płyta to nie sama muzyka, piosenka ściągnięta z Internetu w formacie mp3, bez kontekstu, tylko pewna całość. Mam nadzieje, że przynajmniej część ludzi dojrzeje i to zrozumie. Jeśli nie, to jest to walka z wiatrakami. Mam nadzieję, że mimo wszystko płyty nie umrą, bo to jest fajna sprawa. GIGant: Potraficie sobie wyobrazić, co byście teraz robili, gdybyście nie rozpoczęli przygody z muzyką? A: Nie, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Dużo i długo gramy, muzyka jest dla nas życiem. Czasami jesteśmy tym zmęczeni, ale jak to dzisiaj było- dawno nie graliśmy koncertów i każdy z nas był podekscytowany Jestem psim fryzjerem
tym, że znowu ruszamy w trasę. W wolnym czasie też jest fajnie, zbieramy siły, spędzamy czas z dziewczynami, żonami, dziećmi, lecz mimo wszystko tęskni się za koncertami i wspólnymi wyjazdami. Jesteśmy jednak jedną paczką. GIGant: Czy robicie coś jeszcze oprócz grania koncertów? K: Oczywiście, każdy z nas ma jakąś pracę, studiuje lub jest bezrobotny (śmiech). Zajmujemy się różnymi rzeczami. (w tym momencie włącza się Tomek, który od jakiegoś czasu siedział z boku i przysłuchiwał się rozmowie) Tomek: Ja jestem psim fryzjerem, Artur przedstawicielem handlowym, który sprzedaje wódę, Maciejko, czyli Maciej leje sobie piwko- jest szefem klubu, a mój brat Kuba pracuje w firmie, która tworzy programy telewizyjne i jest prawą ręka Kuby Wojewódzkiego. Perkusista robi meble, Karol jest jeszcze studentem, a Bobo jest leniem, leży cały dzień na słońcu i jest najbardziej opalonym członkiem zespołu (śmiech). GIGant: Nie koliduje wam praca z graniem? A: Oczywiście, że koliduje. Wyobraź sobie, jak taki Bobo leży cały dzień na słońcu, opala się, później jest zmęczony i wstać rano nie może. Sama mi powiedz - jak to ma niby nie kolidować? (śmiech) K: A mówiąc poważnie, to gramy od 12 lat, więc staramy się to wszystko jakoś połączyć, nieraz kosztem


pracy, dziewczyn, urodzin dzieci- ruszamy w trasę. Robimy to, co kochamy, tak więc nie ma wyjścia. Jesteśmy w stanie rzucić swoją pracę, żeby grać, ale uważam, że nie ma takiego słowa jak „nie da się”- trzeba tylko chcieć. GIGant: Jakie jest wasze największe marzenie związane z zespołem? T: Żeby Bednarek przeszedł na wokal (śmiech). Na pewno bylibyśmy zadowoleni, gdyby dużo ludzi chodziło na koncerty. K: Ja mam takie jedno nieśmiałe marzenie. W 2003 roku graliśmy na Woodstocku- chciałbym to powtórzyć. Ten rok byłby niezwykły, żebyśmy mogli tam zagrać razem z Gentlemanem i wieloma innymi gwiazdami. Wtedy byliśmy początkującym zespołem, to było jeszcze przed pierwszą płytą. Wysłaliśmy demo, a Owsiak zadzwonił, że mamy przyjeżdżać. Do dzisiaj się zastanawiam, jak to się właściwie stało, bo to demo było strasznie… straszliwe. Prawda jest taka, że my wtedy byliśmy dzieciakami. Trema była straszna, zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę. Najgorzej miał Tomek, który stał daleko, daleko, na samym końcu sceny i czuł się, jakby sam występował… GIGant: Dobra, w takim razie to już wszystko, co chciałam od Was wyciągnąć. Dzięki za udzielenie wywiadu. K: My również dziękujemy, było bardzo miło. T: Czekaj, czekaj, teraz my będziemy z tobą przeprowadzać wywiad. Z tej strony CGB TV, Kuba Wojewódzki, powiedz mi… Niestety w tym momencie dyktafon odmawia posłuszeństwa i dalsza część rozmowy pomiędzy mną a chłopakami nie została nagrana. Jaki z tego wniosek? Otóż taki, że CGB musi koniecznie po raz kolejny odwiedzić Jarocin! :) Marysia Styburska III FESTIWAL PIOSENKI GIMNAZJLANEJ

Dnia 18 marca 2011 roku już po raz trzeci odbył się Festiwal Piosenki Gimnazjalnej, organizowany przez Stowarzyszenie Edukacyjne "Gimnazjum 2000" w Golinie we współpracy z Jarocińskim Ośrodkiem Kultury. Przed godziną 17:00, o której miał rozpocząć się festiwal, można było natknąć się na naszą prowadzącą, a także uczennicę drugiej klasy gimnazjum w Golinie, Adriannę Pańczak, przepytującą uczestników o ich zainteresowania, marzenia, a także dlaczego akurat ich wybór padł na taki, a nie inny repertuar. Odpowiedzi były przeróżne, co znacznie bardziej różnicowało postacie występujące na scenie. Łącznie uczestników było 23. Ku nieszczęściu wszystkich dziewczyn na widowni, nie było reprezentantów płci męskiej. Cały ten konkurs był zdominowany przez szalone nastolatki. Myślę, że jednak nie było na co narzekać. Poziom można określić jako bardzo wysoki, a dobór piosenek na udany. Można było spotkać się z przeróżnymi gatunkami muzycznymi, które każda z wokalistek interpretowała konkursowy utwór w ciekawy, niemal profesjonalny sposób. Wyniki: Grand Prix - Marta Bajaczyk (Gimnazjum w Żerkowie) I miejsce - Klaudia Skorodziej (Niepubliczne Gimnazjum w Golinie) II miejsce - Joanna Herkt (Gimnazjum w Chociczy) III miejsce - Klementyna Wąsiewska (Gimnazjum w Kotlinie)

Wyróżnienia: - Joanna Chudak (Gimnazjum nr 1 w Jarocinie) - Anna Smolińska (Gimnazjum w Cielczy) - Zuzanna Kulka (Niepubliczne Gimnazjum w Golinie) - Karolina Sadzisz (Gimnazjum nr 1 w Jarocinie) - Justyna Piątka (Gimnazjum w Kotlinie) - Anita Rutka (Niepubliczne Gimnazjum w Potarzycy) - Danuta Malińska (Gimnazjum w Nowym III FESTIWAL PIOSENKI GIMNAZJLANEJ



Mieście) Zwyciężczyni Grand Prix oraz laureatki trzech pierwszych miejsc będą miały okazję nagrać swój utwór konkursowy w profesjonalnym studio. Płyta powinna ukazać się już w maju w nakładzie 100 sztuk. Otrzymały one również wysokiej klasy sprzęt muzyczny. Z pewnością są to wymarzone, a także jak najbardziej zasłużone dla nich nagrody. Osoby wyróżnione dostały płyty CD z piosenkami utrzymującymi się obecnie najwyżej na listach przebojów. Marta Bajaczyk: "Było to dla mnie coś wspaniałego. To pierwszy raz, kiedy próbowałam swoich sił na tak poważnym konkursie i nie spodziewałam się Grand Prix. Byłam w wielkim szoku. Nigdy nie zapomnę tego, że czułam się fantastycznie i widziałam pozytywną reakcję publiczności. To była największa radość, a że bardzo lubię śpiewać, cieszy mnie, że to co robię, podoba sie innym." Rozmowa z Zuzią Kulką (wyróżnienie w konkursie) Gigant: Dlaczego wybrałaś właśnie tę piosenkę? Zuzia Kulka: Piosenkę wybrałam właściwie za namową mojej mamy, to ona powiedziała, że ten utwór pasuje do mojego wokalu. Na początku nie chciałam śpiewać tej piosenki („Cicho”- Ewa Farna). Bałam się, że wychodząc na scenę widzowie zaczną się ze mnie śmiać, lecz ku mojemu zaskoczeniu publiczność miło mnie przyjęła, a po występie nagrodziła brawami. Gigant: Jak oceniasz swój występ, czy jesteś z siebie dumna? Zuzia Kulka: Czy jestem z siebie dumna? Hm..myślę, że tak, w końcu to mój pierwszy solowy występ od czasów trzeciej klasy szkoły podstawowej. Cieszę się z przyznanego mi wyróżnienia, aczkolwiek uważam, że mogłam zaśpiewać trochę lepiej. A wszystko nie mogłoby się odbyć, gdyby nie wkład oraz pomoc finansową sponsorów. Serdecznie dziękujemy: - Gminie Jarocin - Bankowi Spółdzielczemu w Jarocinie - „Gazecie Jarocińskiej” - Panu Tomaszu Raźniakowi z Goliny - Wydawnictwu „MyMusic” z Poznania - „GIGant” Na koniec, już po występach uczestniczek oraz ogłoszeniu wyników, scenę „przejęła" Cała Góra Barwinków, grająca wybuchową mieszankę ska, reggae i rock'n’rolla. Ich muzyka zdecydowanie przypadła wszystkim do gustu, na co wskazywało duże ożywienie oraz chęć tańczenia podczas ich występu. Dawno w JOKu nie było aż tak wielu osób. Cała sala oraz hall był wypełniony, a znalezienie wolnego miejsca było prawie niemożliwe. Może potrzeba nam więcej takich imprez? A to na co temat imprezy sądzi organizator – Tomasz Jankowski: Z roku na rok staramy się podnosić poziom i prestiż tej imprezy, i jak dotąd wydaje mi się, że to się udaje. Pierwszy festiwal miał zasięg gminny, później już powiatowy, a w tym roku do udziału w festiwalu zaprosiliśmy jeszcze uczniów gimnazjów z terenu gminy Nowe Miasto i Koźmin Wlkp. Widać, że uczestnicy bardzo poważnie podchodzą do tej imprezy, a wielu szkołach jest więcej chętnych miejsc (każde gimnazjum może zgłosić maksymalnie dwóch reprezentantów – przyp. red.) Festiwal cieszy się też coraz większym zainteresowaniem publiczności. W tym roku było mnóstwo widzów. Pracownicy JOK mówili, że to największa frekwencja od czasu sławnego koncertu Dżem, który był ostatnią imprezą przed remontem obiektu. Bardzo dziękuję wszystkim sponsorom, patronatom, partnerom i przede wszystkim pracownikom Gimnazjum za pomoc. No i mam nadzieję, do zobaczenia za rok! Julita Golka i Dominika Kordus III FESTIWAL PIOSENKI GIMNAZJLANEJ

Gimnazjum... i co dalej? Z edukacją mamy do czynienia na co dzień- chodzimy do szkoły, uczymy się, podchodzimy do egzaminów. Wielu z nas ma jednak krytyczne nastawienie do nauki. Jak pierwszoklasiści z naszego gimnazjum wyobrażają sobie edukację po zakończeniu gimnazjum dowiedzieliśmy się, zadając im pytanie „Jak długo zamierzasz się uczyć i po co?”. Oto, jakich odpowiedzi udzielili uczniowie: Planuję po gimnazjum uczyć się dalej chodząc do szkoły, a później iść na studia by zdobyć zawód, który chcę wykonywać w przyszłości. - Angelika Na gimnazjum nie chcę kończyć mojej edukacji. Planuję dokształcać się dalej by zdobyć dobre wykształcenie. - Magda Chce się uczyć, ponieważ chcę coś osiągnąć w życiu i mieć jakiś zawód. Uczę się, żeby w przyszłości zdobyć dobrą pracę, założyć rodzinę i utrzymać ją. Po gimnazjum planuję iść do szkoły zawodowej, wyuczyć się na dany zawód i móc pracować na swoje utrzymanie. - Lucek Zamierzam się jeszcze uczyć ok. 10 lat, oczywiście o ile dam radę. Chcę powiększyć swoją wiedzę i zdobyć dobre wykształcenie, żeby później znaleźć dobrą pracę. - Żaneta Na pewno chcę uczęszczać do szkoły do 19-20 lat, żeby mieć dobre wykształcenie, żebym poradziła sobie w życiu, a co będzie dalej okaże się z czasem. - Marta Uczę się po to, aby potem przyjęli mnie do dobrej szkoły i żebym coś umiała. - Weronika Nietrudno zauważyć, że gimnazjaliści podzielają jedno zdanie. My jak najbardziej popieramy taką postawę i życzymy wytrwałości w realizacji tych planów. Ola i Sandra Kuba – lider CGB – gwiazdy III FPG

Nagrodzeni i wyróżnieni TRZEBA MIEĆ MARZENIA



Wywiad z panem Eugeniuszem Wojtczakiem, właścicielem firmy. GIGant: Jak długo funkcjonuje firma? Eugeniusz Wojtczak: Jednoosobową działalność gospodarczą rozpocząłem w roku 1987, z krótką przerwą. Jednak pod nazwą P.U.H Eugeniusz Wojtczak firma funkcjonuje od 13 marca 1995 roku. GIGant: Czym konkretnie się zajmuje? E.W.: Firma ukierunkowana jest głównie na naprawę samochodów ciężarowych oraz naczep, ale oprócz tego naprawiamy również samochody osobowe i dostawcze. Świadczymy również usługi w postaci napraw ciągników i maszyn rolniczych. Prowadzimy wymianę ogumienia samochodów osobowych i dostawczych, obsługę klimatyzacji samochodowych oraz diagnostykę komputerową pojazdów. Ponadto mamy możliwość prowadzenia usług z branży wodnokanalizacyjnej i CO. GIGant: Kiedy zdecydował się pan na założenie własnej firmy i co było tego powodem? E.W.: Ponieważ firma, w której niegdyś pracowałem – Państwowy Ośrodek Maszynowy (tzw. POM) w Jarocinie - chylił się ku upadkowi, a na rynku było zapotrzebowanie na naprawy samochodów ciężarowych, podjąłem decyzję o założeniu takiej firmy, co zresztą było moim marzeniem od młodzieńczych lat. Ówczesna sytuacja na rynku pomogła mi troszkę w podjęciu decyzji. GIGant: Sam pan zaczynał? E.W.: Nie, od samego początku pomagała mi rodzina i przyjaciele, z którymi współpracowałem również w poprzednim zakładzie pracy i których bardzo dobrze znałem, co zapewne pomogło mi na starcie. Byli to: Piotr, Roman, Grzegorz, Grzegorz, Grzegorz (to wbrew pozorom trzech różnych ludzi) i Jerzy. Ogromne wsparcie otrzymałem również ze strony mojej żony Honoraty. Bardzo dziękuję im za pomoc, na którą do dziś mogę liczyć. GIGant: Czy uważa pan za opłacalne zakładanie firmy w niewielkich miejscowościach takich jak Golina? E.W.: Uważam, że każdy pomysł na swój „własny biznes” powinien być zbudowany przede wszystkim na fundamencie z marzeń. Oczywiście trzeba brać również pod uwagę opłacalność przedsięwzięcia, ale osobiste zaangażowanie jest nie mniej ważnym aspektem. Sądzę, że miejscowości takie jak Golina powinny się rozwijać, do czego z pewnością przyczynia się rozwój przedsiębiorczości.GIGant: Ilu pracowników pan zatrudnia? Jakie mają kwalifikacje? E.W.: Obecnie zatrudniam 10 pracowników i 1 ucznia w zawodzie mechanik samochodowy oraz w ramach współpracy z Zespołem Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Jarocinie pogłębia u nas swoją wiedzę 2 praktykantów z Technikum Samochodowego. W zarządzaniu firmą i sprawach biurowoksięgowych pomaga mi żona Honorata. Wszyscy pracownicy mają kwalifikacje zgodne z wykonywaną pracą, w tym: 1 osoba ma wykształcenie wyższe, 2 średnie, 3 osoby tytuł mistrza, a 4 czeladnika w zawodzie oraz 1 uczeń. GIGant: Jakie są plany rozwoju firmy na przyszłość? E.W.: Planów jest wiele. Ale jak już wspomniałem, trzeba mieć marzenia, żeby móc wyznaczać sobie w życiu konkretne cele, do których będziemy dążyć. Trudno określić sztywną drogę ich realizacji, gdyż każdy dzień przynosi coś nowego, często zaskakującego. Na pewno chciałbym, patrząc na wydarzenia ze świata, aby firma dalej działała i przynosiła satysfakcję. GIGant: Jaka jest pana firmowa recepta na sukces? E.W.: Priorytetem było dla mnie zawsze stworzenie przyjaznego miejsca pracy. Aby pracownik chciał wstać rano, przyjść do pracy i aby czuł się tu dobrze. Ponadto zawsze staram się dbać o zadowolenie każdego klienta. GIGant: Jakie ma pan wykształcenie? E.W.: Posiadam wykształcenie średnie techniczne w zawodzie Technik Elektromechanik, mistrza w zawodzie mechanik oraz elektromechanik samochodowy. GIGant: Co motywuje pana do pracy? E.W.: Siłę do pracy zawsze czerpałem z pracy społecznej. To ona nauczyła mnie bezinteresownej pomocy i dawała siłę do działania. Starałem się udzielać zarówno w branży, jak i poza nią. Do dziś jednak szczególne miejsce zajmuje u mnie działalność na rzecz Ochotniczych Straży Pożarnych. GIGant: Co pan sądzi o konkurencji? E.W.: Zdrowa konkurencja jest potrzebna i ma bardzo pozytywny wpływ na jakość i cenę świadczonych usług. Motywuje do dalszych działań i przez to wiele firm tak prężnie się rozwija. GIGant: Czy czytuje pan Giganta?? E.W.: Oczywiście że tak, często „od deski do deski”. Jestem dumny że nasza szkoła taką gazetkę wydaje, gdyż jest ona w pewnym sensie wizytówką gimnazjum, naszej wspaniałej młodzieży i zbiorem wielu ciekawych informacji. Michał Wojtczak SRAWOZDANIE



Z DZIAŁALNOŚCI SOŁTYSA I RADY SOŁECKIEJ Sołectwa Golina i Stefanów KADENCJA 2007-2011 Podstawową jednostką samorządu terytorialnego jest gmina. Sołectwo jest jej jednostką pomocniczą. Na czele Sołectwa stoi Sołtys, który jest przedstawicielem wszystkich mieszkańców. Za swoją pracę Sołtys pobiera wynagrodzenie. Obecnie dieta Sołtysa to 230 zł miesięcznie, która w dużej mierze przeznaczana jest na paliwo i telefony. Sprawozdanie to nie zawiera wszystkich spraw, które miały miejsce w Sołectwie, ale takie są fakty. Jednym z podstawowych obowiązków Sołtysa jest organizowanie zebrań wiejskich, których było 14, a zebrań Rady Sołeckiej 25. W tym czasie wioska wzbogaciła się o 3 nowe tablice ogłoszeniowe. Uruchomiono wydłużenie linii autobusowej nr 3 z Jarocina do Potarzycy przez Stefanów. Przy ul. Dworcowej ustawiono wiatę przystankową dla pasażerów wsiadających i oczekujących , a przy ul. Mostowej wykonano podwyższenie z kostki brukowej dla wysiadających z autobusu. Dzięki programowi termomodernizacji placówek szkolnych na terenie Gminy Jarocin, jako jeden z pierwszych, budynek szkoły został ocieplony i wyremontowany. Również budynek przedszkola został wyremontowany i ocieplony. Dokończono budowę szatni GROMu. Dzięki Radzie Sołeckiej i sponsorom dokończono boksy dla zawodników przy boisku Gromu, naprawiono ławki i trybuny, przemalowano bramki oraz uprzątnięto teren. Sala wiejska, którą opiekuje się OSP w Golinie wymaga stałej opieki i remontów. W ostatnim okresie czasu sala przeszła remont, który został wykonany ze środków własnych OSP Golina oraz budżetu gminy. Powstał długo oczekiwany plac zabaw -przy przedszkolu. Oznaczono przejście dla pieszych przy ul. Jarocińskiej a Zakrzewskiej oraz przy aptece na ul. Dworcowej, a także ustawiono oznakowanie przy Przedszkolu. Przejazd pod wiaduktem przy ul. Wolności doczekał się prawidłowego oznakowania. Golina się rozwija, działki przy ul. Dworcowej zostały sprzedane i powstały tam nowe ulice, którym nadano nazwy Lecha, Czecha i Rusa nawiązujące do sąsiedztwa ul. Tysiąclecia. Nowoczesne tablice z nazwami ulic rzucają się w oczy. Ponadto droga do Stefanowa została nazwana ul. Stefanowską, a droga od cmentarza ulicą Siedlemińską, przy której mogą znajdować się tereny inwestycyjne. Ulica Dworcowa wzbogaciła się o 6 nowych lamp, które wreszcie oświetlają drogę do stacji kolejowej, a także zamontowano na ul. Wolności 3 oprawy lamp. Przy pompie naprzeciw apteki powstał klomb kwiatowy, o który dbają panie z ul. Słonecznej. Każdego roku wykaszano Lubieszkę, a w 2010 roku jeszcze dodatkowo wyprofilowano koryto od ul. Jarocińskiej do Mostowej - na ile wystarczyło środków finansowych. Przy drodze do Zakrzewa usunięto krzaki, które bardzo zawężały jezdnię. Ulica Zagajkowa, z której pobocza usunięto zarośla i wyprofilowano rowy, bardzo się poszerzyła . Przy ul. Sportowej, Tysiąclecia i Słonecznej oraz od cmentarza do wiaduktu obcięto i uformowano drzewa. Oczyszczono i pogłębiono rów od ul Słonecznej przez działki przy bloku do Lubieszki. Sołectwo nasze bardzo dużo skorzystało z pomocy Komendanta Straży Miejskiej, który dysponując pracownikami interwencyjnymi pomagał mi w organizowaniu porządkowania wioski jak i w innych pracach. Składam tu serdeczne podziękowania Komendantowi, jak również Kierownictwu Spółki EkoDbaj za pomoc w pracach na rzecz mieszkańców sołectwa. Dla poprawy wyglądu Sołectwa korzystaliśmy także z Programu Osoby Aktywne na Rzecz Gminy Jarocin, gdzie wskazane osoby wykonywały różne czynności na naszym terenie. W Stefanowie przy drodze z płyt usunięto krzaki, ustawiono nowe oznakowania, a także naprawiono przepust. Wykonano również rondo dla autobusu linii nr 3. Utwardzono tłuczniem drogi gruntowe ulic Wojska Polskiego, Brzozowej, Klonowej, Bukowej i Wolności od wiaduktu, a także nowo powstałe ulice Lecha, Czecha i Rusa i w części ulicę Ogrodową oraz parking przy szkole. Do Goliny wkroczyła nowoczesność, przy ul. Stefanowskiej zamontowano oświetlenie solarne, a także nasza jednostka OSP włączona została do Krajowego Systemu Ratowniczo – Gaśniczego, wzbogacając się o dwa nowe wozy strażackie. Jest to niewątpliwie duża zasługa druhów z OSP Golina. Oddano do użytku nowoczesną bibliotekę publiczną, w której znajduje się również stanowisko komputerowe. Nasza młodzież ciężko pracowała, aby w Salce katechetycznej przy ul. Wolności stworzyć sobie klub- miejsce spotkań i miłego spędzania wolnego czasu. Sołectwo to także nasz zabytkowy kościół, w którego remont włączyła się również Gmina Jarocin. Skorzystaliśmy z dużych środków finansowych z budżetu gminy, a efekty są już widoczne. Wspólnie z przedstawicielami Rady Sołeckiej i mieszkańców brałem udział w wyjeździe studyjnym do SRAWOZDANIE



Niemiec celem zapoznania się z tematem biogazowni, która ma powstać w Golinie. Zarząd Dróg Powiatowych oczyścił kanalizację deszczową przy ul. Wolności oraz wymienił kilkanaście wiekowych studzienek oraz przy swoich drogach obcięli drzewa. Największą inwestycją tej kadencji była przebudowa ulicy Dworcowej, w której uczestniczyli: Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych tzw. Schetynówka, Starostwo Powiatowe, Gmina Jarocin i Zakłady Mięsne ,,Biernacki”. Wspólnie z organizacjami działającymi na terenie Sołectwa zorganizowaliśmy dwa Festyny Charytatywne. Rada Sołecka wraz z KGW ,,Gosposia” i Zespołem Ludowym Goliniacy była organizatorem dożynek wiejskich, które połączone z zabawą dożynkową odbyły się w 2008 i 2009 roku. Środki finansowe uzyskane podczas dożynek znajdują się na założonym przez Sołtysa Koncie Sołeckim w Banku Spółdzielczym w Jarocinie. Pieniędzmi zarządza Rada Sołecka, przeznaczając je na doraźne potrzeby sołectwa. W konkursie na najładniejszy wieniec dożynkowy w 2010 roku w Siedleminie zajęliśmy II miejsce. Podczas zjazdu Sołtysów Powiatu Jarocińskiego w Wilkowyi prezentacja naszej miejscowości zajęła I miejsce wśród wszystkich sołectw z powiatu jarocińskiego. W czasie kampanii wyborczej zorganizowałem wspólnie z Radą Sołecką zebranie przedwyborcze, na którym kandydaci do samorządu lokalnego mogli się zaprezentować i być może dzięki temu mamy tak licznie reprezentowane Sołectwo w strukturach samorządu. Teraz czekamy na efekty. W minionej kadencji Sołtys nie miał pomocy ze strony radnych w gminie ani w powiecie, ale nie można powiedzieć, że w Golinie nic się nie zmieniło. Na terenie Sołectwa podjęto przeróżne działania, których łączna kwota to ponad 4 mln. złotych. Teraz mając swoich przedstawicieli sołtysowi będzie na pewno lżej, a sołectwo zyska o wiele wiele więcej, mając na uwadze to, że potrzeby są ogromne, a wraz z radnymi pojawiają się też i możliwości. Praca sołtysa to również reprezentowanie sołectwa na wielu ważnych imprezach okolicznościowych, jubileuszach czy spotkaniach, w których zawsze z miłą chęcią uczestniczyłem. Obecność na Sesjach Rady Miejskiej nie jest obowiązkiem, ale aby być zorientowanym w bieżących sprawach Gminy uczestniczyłem niemal we wszystkich. Była to też okazja przypomnienia radnym, że istnieje takie Sołectwo jak Golina i Stefanów oraz do wymiany doświadczeń między sołtysami. Poprzez nasze lokalne media - GIGant - miałem również możliwość przekazywania mieszkańcom ważnych dla sołectwa informacji . Niewątpliwie w historię Goliny wpisało się jedno z ważniejszych wydarzeń tj. prymicja naszego parafianina Mariusza Andrzejczaka, której uświetnieniem zajęły się aktywnie wszystkie organizacje pod kierunkiem Rady Sołeckiej. Rok 2010 był pierwszym rokiem, w którym mogliśmy skorzystać z Funduszu Sołeckiego. Nie doszła do skutku budowa placu zabaw i boiska sportowego w Stefanowie, ze względu na nieuzyskanie terenu od agencji Nieruchomości Rolnych w Poznaniu, ale sprawa nie jest zamknięta. Drugim zadaniem była budowa oświetlenie ul. Zakrzewskiej i tu jest dobra wiadomość, ponieważ jest już opracowany projekt w Zakładzie Usług Komunalnych, a budowa ma ruszyć wiosną. Muszę tu wspomnieć również o aktach wandalizmu na terenie naszego sołectwa, gdyż i to ma niestety miejsce, a jest to nasze wspólne dobro. Jako gospodarz wioski mam również marzenia, którymi są oświetlone piękne chodniki i drogi, bezpieczna droga dzieci do szkoły, wspaniały park i rzeczkę pełną pływających ryb, a także czystość i porządek na terenie sołectwa. Drodzy mieszkańcy. Te 4 lata bardzo szybko minęły, ale dużo mnie nauczyły. Obfitowały one zarówno w sukcesy jak i porażki dnia codziennego. Wiele spraw chciałoby się jeszcze zrobić, ale należy pamiętać, że rola Sołtysa sprowadza się do przekazywania potrzeb mieszkańców dalszym instancjom, a nie na ich realizacji. Ze swojej strony chce podziękować wszystkim, którzy to rozumieją, i tym którzy choć starali się to zrozumieć. Dziękuję tym, którzy mi pomagali: czy to dobrym słowem, czy to konkretnymi działaniami czy tylko, albo i aż uśmiechem lub miłym gestem. Z tego miejsca dziękuję również moim pomocnikom z Rady Sołeckiej, Radnemu Janowi Grześkowi, który mnie wspierał i dzielił się ze mną swoim doświadczeniem, działaczom lokalnych Stowarzyszeń i Organizacji, Dyrekcji Szkoły i Przedszkola, Księdzu Proboszczowi, pracownikom Urzędu Miasta i Gminy Jarocin i Starostwa Powiatowego, a przede wszystkim władzom lokalnym tj. Burmistrzom Gminy Jarocin panom Pawlickiemu, Kaźmierczakowi i Gibasiewiczowi oraz Starostom panom Martuzalskiemu i Musielakowi za ich przychylność i wsparcie swoimi decyzjami, a także tym, którzy zawsze mi pomagali. Dzięki tej współpracy udało się wiele, jednakże potrzeby każdej społeczności są zawsze dużo, dużo większe. Na koniec dziękuję rodzinie za wsparcie w każdej chwili mojego sołtysowania i w każdej postaci. Ryszard Żyto Sołtys wsi Golina i Stefanów SOŁTYSOWANIE TO JEST SŁUŻBA



GIGant: Dlaczego zdecydował się pan ponownie kandydować? Ryszard Żyto: Przez te cztery lata dużo się nauczyłem. Zapoznałem się z zadaniami sołtysa, problemami mieszkańców, potrzebami sołectwa i co tu ukrywać- spodobało mi się to. A przede wszystkim mam czas, aby nad wszystkim na bieżąco czuwać, co jest bardzo ważne. GIGant: Jakie inwestycje we wsi zostały wykonane za pana kadencji? R. Ż.: Wszelkie inwestycje, czy to te małe, czy te większe, zawarłem w swoim sprawozdaniu z działalności Sołtysa i Rady Sołeckiej za lata 2007-2011. Ponadto przygotowałem wyczerpującą multimedialną prezentację przedstawiającą działania na rzecz sołectwa, co przekazałem redakcji. Ryszard Żyto (pierwszy z lewej) podczas Dożynek GIGant: Nad czym jeszcze należałoby popracować w przyszłości? R. Ż.: Przede wszystkim dobre i bezpieczne drogi oraz nowoczesne oświetlenie. GIGant: Jakie cechy według pana powinien posiadać dobry sołtys? R. Ż.: Sołtysowanie to jest służba, a dobry sołtys powinien pamiętać o tym i służyć mieszkańcom. Cechy, które powinien mieć, to wyrozumiałość, zaangażowanie, cierpliwość i wytrwałość. GIGant: Jakie ma pan korzyści z bycia sołtysem? R. Ż.: Za swoją pracę sołtys pobiera wynagrodzenie. Obecnie dieta sołtysa to 230 zł. Korzyści z bycia sołtysem nie ma zbyt wiele – myślę, że satysfakcja z racji bycia sołtysem jest tą największą korzyścią. Funkcja sołtysa jest pracą społeczną i wymaga dużego zaangażowania. GIGant: Dobrze pan wspomina pańską ostatnią kadencję? R. Ż.: Muszę przyznać, że początki były trudne i stresujące, zwłaszcza jeśli nie miało się do czynienia z Urzędem i urzędnikami. W miarę wdrażania się w tę pracę i nawiązywania znajomości zaczęło się dobrze pracować. Śmiało mogę powiedzieć, że pozytywnie i miło wspominam ten czas, ponadto mam nadzieję, że tak już pozostanie. GIGant: Co pan sądzi o Golinie i goliniakach? R. Ż.: Z Goliną jestem związany już 35 lat, poznałem i znam się z wieloma mieszkańcami. Sądzę, że Golina jest bardzo ładną i nowoczesną wioską, choć brakuje mi lasów i jezior, nad którymi się wychowałem. Mieszkańcom nie mam nic do zarzucenia, są sympatyczni i życzliwi, ale muszę powiedzieć, że wymagający. GIGant: Jakie były początki pana działalności jako sołtysa? R. Ż.: Chrzest bojowy przeszedłem zaraz po wyborze. Spadł śnieg, który oczywiście zaskoczył drogowców, a telefon u sołtysa dzwonił nawet w nocy. Już w pierwszych tygodniach zorganizowałem zebranie wiejskie oraz napisałem kilka pism w sprawach sołectwa. Zapoznawałem się z Urzędem Miejskim i Starostwem, z ich pracownikami i zadaniami, którymi się zajmują. Interesowało mnie wszystko to, co dotyczyło mojego sołectwa i jego mieszkańców. GIGant: Czego należałoby panu życzyć na następne 4 lata kadencji? R. Ż.: Zdrowia, bo ono jest najważniejsze, a tak zawodowo to dobrej współpracy z nową Radą Sołecką i radnymi. Pragnę tu wspomnieć, że sołtys nie wszystko może zrealizować, więc można mi życzyć wyrozumiałości i zrozumienia ze strony mieszkańców. Magda i Ola Kandydat na burmistrza – z Goliny !



W związku z kolejnymi wyborami na burmistrza, postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z kandydatem na to stanowisko - Markiem Tomczakiem, nauczycielem historii w naszym gimnazjum. Gigant: Proszę przybliżyć nam swoją osobę. Marek Tomczak: Jestem emerytowanym nauczycielem. W szkolnictwie pracuję od 1980r. jako nauczyciel historii. Trzy lata w Szkole Podstawowe w Żerkowie, następnie od 1983r. w Szkole Podstawowej nr 1 w Jarocinie, która w roku 1999 przekształcona została w Gimnazjum nr 1. Od 2006 roku jestem emerytem. Uznałem jednak, że na pełny odpoczynek jeszcze za wcześnie dlatego pracuję nadal, w tutejszym gimnazjum. Gigant: Skąd pomysł, aby kandydować na burmistrza? M.T.: Od dawna interesowałem się polityką, zarówno tą ogólnokrajową jak i tą na szczeblu lokalnym. Zawsze uważałem i uważam nadal, że warunkiem efektywnej i skutecznej demokracji jest pełne zaangażowanie obywateli w życie polityczne. Dlatego zachęcam młodzież jako przyszłych wyborców do aktywnego uczestnictwa w wyborach. Parafrazując powiedzenie "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz" tłumaczę młodym ludziom, że jakich wybierzemy przywódców, tak będziemy żyli. W końcu przychodzi taki moment, w którym człowiek sam chce się sprawdzić. Często oceniamy polityków i krytykujemy ich decyzje, sami uważamy, że wiemy najlepiej. Stąd decyzja "zrób to sam". Gigant: Jak Pan ocenia swoje szanse? M.T.: No cóż, sama decyzja kandydowania jest świadomym wystawieniem się na próbę rywalizacji z pozostałymi kandydatami. Jest też świadomym ryzykiem konfrontacji politycznej. W wyborach można wygrać lub przegrać. Jakie mam szanse ? W tej chwili nie mam ze sobą żadnego ugrupowania politycznego. Chcę wystartować jako kandydat niezależny. Przez ostatnich kilka miesięcy lokalne siły polityczne ścierały się ostro i kompromitowały w walce o odwołanie burmistrza i przy wyborze starosty. Nie wiem, jaką jeszcze rozrywkę zechcą zaprezentować wyborcom w kolejnych wyborach. Mam nadzieję, że wyborcy odpowiednio to ocenią. Dziś brak zaplecza politycznego w postaci partii czy jakiegokolwiek ugrupowania nie jest defektem. Malo tego, uważa się, że tradycyjny model walki wyborczej przechodzi powoli do historii. Wykorzystując Internet, w tym portale społecznościowe, można w miarę szybko i skutecznie zorganizować grupy poparcia. Gigant: Co Pan planuje zrobić dla mieszkańców i otoczenia? M.T.: Politycy kandydujący w wyborach tworzą programy wyborcze na prostej zasadzie. Istniejące powszechnie braki, niedostatki i trudności przekształcają w obietnice na "lepsze jutro". Bezrobotnym obiecują zatrudnienie, a chorym lepszą opiekę medyczną. Ponadto słyszymy o poprawie stanu dróg, bezpieczeństwa, oświaty itp. Dlatego wymyślanie czegoś nowego jest chyba niemożliwe. Wszystko zostało już powiedziane i obiecane. Tylko w tym wyścigu obietnic kandydaci do stanowisk samorządowych zapominają o kilku sprawach : jak to wszystko zrobić, skąd wziąć na to fundusze. Stąd pytanie - "jak to zrobić?". Problemów przecież nie brakuje i to, co należy zrobić jest oczywiste. Odpowiedz na to pytanie będzie niewątpliwie ciekawym i istotnym tematem w przyszłej kampanii wyborczej. Gigant: Dlaczego chce Pan zostać burmistrzem? M.T.: Ktoś postronny powiedział złośliwie "no tak, chce sobie porządzić". Powiem więc tak: wiem, że bycie burmistrzem to nie jest lekki kawałek chleba. Jest się na świeczniku. Dziennikarze, media strzelają do ciebie jak do tarczy. Czasami nawet współczułem burmistrzowi takiej ciągłej nagonki. Szczególnie ostatniej sprawy związanej z odwołaniem ze stanowiska. Nie jest w porządku to, że decyzje sędziego przekreśliły wyniki demokratycznych wyborów. Tak więc wiem, w co się pakuje. Często w rozmowach w gronie najbliższych i przyjaciół krytykujemy władze, ostro je oceniamy, narzekamy na braki i niedociągnięcia. Kiedyś w trakcie takiej wymiany poglądów znajomy powiedział "jak wiesz lepiej, to może sam byś został burmistrzem ?". Uznałem więc, że zamiast tylko obserwować i krytykować, można samemu spróbować zrobić to, czego nie zdołali zrealizować inni. Gigant: Czy zrezygnuje Pan z obecnej pracy na rzecz bycia burmistrzem? M.T.: To oczywiste, że podjęcie się nowej funkcji wymaga rezygnacji z poprzednich zajęć. Trudno to pogodzić. Trzeba jednak najpierw wygrać wybory. Nie będzie to łatwe. Jeśli sie podejmie taką a nie inną decyzję, to należy liczyć się z jej konsekwencjami. Przewiduję pozytywne zakończenie sprawy, czyli sukces wyborczy. Wtedy będę musiał zrezygnować z posady nauczyciela. Gigant: Dziękuje za rozmowę i życzę powodzenia w wyborach. Roksana SILIRPA AMIRP UINTEIWK W EŻ, EICJATĘIMAP



Dnia 7 marca br. zmarł pan Andrzej Owczarek, miał 62 lata. Był twórcą pierwszego wiejskiego planetarium w Potarzycy. Pochodził z Siedlemina. Jego pasją była astronomia, choć ukończył Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Częstochowie. Na początku swojej kariery nauczycielskiej pracował w Szkole Podstawowej nr 3 w Jarocinie. W 1972r. przeszedł do szkoły w Potarzycy i z tą placówką związany był aż do śmierci. To właśnie z potarzyckimi uczniami założył „Szkolne Koło Miłośników Astronomii”. Pod koniec lat 80-tych rozpoczął prace nad wykonaniem planetarium. Otwarcie odbyło się w 1993r. Zdobył za nie liczne wyróżnienia, m.in. nagrodę Fizyków Polskich, nagrodę Ministra Edukacji oraz tytuł „Jarocinianina Roku” nadawany przez lokalną gazetę. Wielu z bas pamięta go ze spotkań w planetarium. Były to najczęściej nasze pierwsze spotkania z astronomią. Pozostanie w naszej pamięci jako zasłużony nauczyciel i absolutny pasjonat. Agata Barczak ŚMIECIMY - I CO DALEJ?



Idzie wiosna, a z nią wiosenne porządki. Po zimie podwórko pełne jest śmieci pokroju gałązek, liści, innych „odpadów naturalnych”. Po posprzątaniu tego wszystkiego powstaje nam z reguły taki wielki kopiec. Palić czy nie palić? - oto jest pytanie, na które postaram się odpowiedzieć. Teoretycznie takie palenie gałązek to nic zdrożnego. Kiełbaski możemy sobie upiec, tudzież ziemniaczki i świętować nadejście wiosny. Gorzej, gdy nasi kochani sąsiedzi nie czuja wiosennej atmosfery i dym im cenne powietrze zatruwa. Taki nerwowy i proekologiczny sąsiad może nam na wiosenną imprezkę nasłać panów w niebieskich mundurach. I wtedy kiełbaskami ich raczej nie przekupimy (chociaż, kto wie). Teoretycznie bowiem, jest to zabronione (nawet jeśli naszym sąsiadom dym z grilla przeszkadza, to mogą na nas naskarżyć). Gorzej sprawa wygląda ze śmieciami typu kartoniki, papierki i tym podobne. Gałązki czy liście mogą jeszcze ujść. Ale w wypadku gdy zaczniemy się bawić w palenie odpadów komunalnych, ryzykujemy mandatem. Ostatecznie, możemy takie rzeczy palić w piecach. W takim wypadku raczej sąsiad się nie przyczepi ( ale jak widomo są sąsiedzi i sąsiedzi …). Palenie odpadów reguluje wiele przeróżnych ustaw, regulaminów i innych dokumentów więc jest to sprawa dość skomplikowana. Pytacie, co teraz? Dobrze żyjcie z sąsiadami, zapraszajcie ich na ogniska i grille, a wszystko będzie OK. Palenie śmieci – plusy i minusy Plusy Możemy łatwo pozbyć się odpadów. Alternatywne źródło ogrzewanie (piec). Lepsze to niż niekiedy stuletnie leżakowanie na wysypiskach. Minusy Sąsiedzi mogą nam w tym przeszkodzić lub oprotestować. Niestety, zanieczyszcza to środowisko… Za nasze zabawy w piromantę możemy zapłacić mandatem. Ostatecznie nie wiem, czy palenie śmieci jest właściwe. Z jednej strony mamy tańszy sposób pozbycia się odpadów, z drugiej zanieczyszczenia… Ten problem musicie już rozpatrzyć indywidualnie. By pomóc wam w rozmyślaniach, zamieszczam wierszyk na ten temat znaleziony w Internecie: Nie pal śmieci, bo trujesz dzieci. Płyty i gumy trują im rozumy. Klejone tektury i tlenki azotu trują nam świat pełen wad. CO, Hg, metale ciężkie, to zniszczenia świat i życia kat. Segreguj więc śmieci i ucz tego dzieci, by świat był bez wad. P.S. Przypominam, że wszelkie odpady można też segregować i oddać do dyspozycji (za niewielką opłatą) odpowiednim instytucjom (np. ZGO w Jarocinie) KORAN JEST JAK POWIETRZE DO ODDYCHANIA



O tej religii tak naprawdę wiemy niewiele. O tym, jaki naprawdę jest islam, porozmawiam z Magdaleną Szcześniak, studentką, muzułmanką. Wirginia: Mogłabyś się przedstawić w kilku zdaniach? Czym się interesujesz, jak wygląda twoje życie codzienne? Magdalena Szcześniak: Salaam alejkom (pokój z Wami – przyp. Wirginia). Mam na imię Magda, choć bardziej po arabsku byłoby Majida czy też Maźda. Znajomi czasami wołają za mną ‘MAZDA’, co mnie dość bawi… Czym się interesuje? Hmm.. Mam dość sporo zajęć, ostatnio sobie uświadomiłam, że gdybym miała jeszcze inne zainteresowania, to moja doba musiałaby mieć 48godzin. Jak wygląda moje życie codzienne? Muszę ci powiedzieć, że całkowicie normalnie… Studiuję w dziennym zawodowym, kierunek terapeuta zajęciowy, dodatkowo jeszcze ratownictwo medyczne. Sama osobiście wiążę większe nadzieje na prace w tym kierunku. Może uda mi się kiedyś wyjechać na misję pokojową, tam bym się spełniła zawodowo… Zależy mi na tym, aby każdy mój krok w życiu nie został obojętny dla innych. W: Zmieniłaś religię- co nie jest zbyt powszechnym zwyczajem. Czym się kierowałaś? M. Sz.: Zmiana religii ? Ciężko to nazwać zmianą, bo dalej wierzę w Boga. Zmieniło się tylko to, że teraz wierzę bardziej, przykładam się do tego, aby móc mówić, że jestem wierząca i praktykująca. Mogę z czystym sercem i dumą w piersi powiedzieć, że jestem muzułmanką i moje życie w Polsce nie zawsze jest łatwe. Czym się kierowałam? Często pytają mnie, dlaczego przeszłam na islam. Kiedy słyszy się te pytanie setny raz, mam ochotę odpowiedzieć :„bo bardziej wolę kebab niż schabowego ” . Tak na poważnie, to nie umiem odpowiedzieć dlaczego. Nie ukrywam, że już wcześniej interesowałam się islamem, a może bardziej kulturą arabską. Do poznańskiego meczetu trafiłam czystym przypadkiem, kiedy dowiedziałam się, że takowy istnieje. Poszłam do punktu informacji turystycznej, gdzie podali mi adres. Może dziwnie to zabrzmi, ale „pojechałam i zostałam”. Wiem, jakie pytanie może ci się zaraz nasunąć, więc cię uprzedzę. Nikt mnie tam nie zatrzymywał, nikt mnie nie namawiał. Wręcz przeciwnie, to ja napierałam, aby uzyskać jeszcze więcej informacji. W: Czym naprawdę jest dla ciebie ta religia? M. Sz.: Religia sama w sobie jest dla mnie drogą życia, wytyczną i nie ukrywam, że czasami zejdę z drogi, ale szybciutko na nią wracam zanim Allah zauważy, że mnie tam nie ma (śmiech). W: Religia ta ma swoje zasady. Możesz wymienić najważniejsze? Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się złamać którąś z nich? M. Sz.: Tak samo jak chrześcijanie, tak samo muzułmanie mają swoje przykazania. Nazywa się to pięć filarów Islamu. Każdy muzułmanin żyje w ich imię. Są to: szahada, zakat, salat, saum, chadżdż. Brzmi to troszkę orientalnie, ale nie jest to trudne. Pierwszy, to wyznanie wiary, drugi to przykładna modlitwa pięć razy dziennie, następnie mamy salat, czyli dawanie jałmużny. Saum, to inaczej post i dotyczy miesiąca ramadan, który jest bardzo istotnym miesiącem dla muzułmanina. Przypada na dziewiąty miesiąc, tylko że muzułmanie mają swój kalendarz i on nie zawsze przypada na wrzesień. Ostatni filar to pielgrzymka do Mekki, która jest bardzo istotna. Powinien ją odbyć każdy muzułmanin pod warunkiem, że go na nią stać. Obowiązuje też zapisane w Koranie prawo szariatu - jest to zbiór boskich nakazów. Co do złamania którejś z nich, to myślę, że nie ma ludzi idealnych i każdy popełnia błędy. W: Dobrze powiedziane, że nie ma ludzi idealnych. Jak rodzice, znajomi zareagowali na twoją decyzję? M. Sz.: Wydaje mi się, że bez większych rewelacji. Na początku myśleli, że mi to po prostu przejdzie. Traktowali to jakbym miała grypę.( śmiech). Dziś nikt już nawet nie zwraca uwagi na to, że jestem muzułmanką. Dziękuje tutaj mojej mamie za to, że zawsze kiedy ją odwiedzam nie serwuje mi na obiad ‘ wieprzowinki’. Muzułmanie nie jedzą wieprzowiny, gdyż uważają, że to nieczyste zwierze. Jedyną osobą, do której jeszcze nie do końca dotarło, czy też nie chce dotrzeć moje wyznanie, jest moja babcia, ale ja po prostu nie chcę wchodzić z nią w tak zwaną rozmowę…. nawracającą. W: Czy kiedykolwiek zachęcałaś lub próbowałaś nakłonić kogoś, by dołączył do ciebie? M. Sz.: Jak to zabawnie brzmi:” dołączył do mnie”… Nie, nigdy nie próbowałam i nie będę, ale lubię opowiadać o islamie i wielu ludzi mnie pyta na ten temat, a ja po prostu mówię to, co czuję. W: Islam wpłynął jakoś na twój styl ubierania/ zachowania czy nie przywiązujesz do tego zbytniej wagi? M. Sz.: Musze się ubierać zdecydowanie skromniej, ale jeśli chodzi ci o to, czy noszę chustę na głowie, czyli hidżab to powiem tak: samo zakrywanie głowy, miało nie wyróżniać kobiet- taka jest idea zakrywania głowy w Polsce. Kiedy mam założony hidżab, wszyscy się patrzą- taka mentalność. Więc bardziej mnie to wyróżnia, niż wtapia w tłum. Jednak w meczecie nigdy o nim nie zapominam. Wiadomo, „minióweczki” już nie założę, no chyba, że w domu. W: Czym różni się meczet, od chrześcijańskiego kościoła? Jak wygląda „od środka”? M. Sz.: Dużo dywanów… A na poważnie, to są dwie sale- dla kobiet i mężczyzn, nie ma ławek- cała modlitwa odbywa się na ziemi. Tak wygląda poznański meczet- normalny budynek, który niestety nie posiada pięknych wieżyczek i złotych zdobień. Jednak jest przytulny i w momencie świąt gromadzi sporo osób. Odbywa się wtedy uroczysta kolacja, są zabawy dla dzieci, no i oczywiście wszystkie kobiety- jak to kobiety- długo rozmawiają o wszystkim i o niczym. W: Dla chrześcijan świętą księgą jest Pismo Święte, dla wyznawców islamu- Koran. Czy kiedykolwiek próbowałaś się z nią zapoznać? M. Sz.: Koran to podstawa- tak jak powietrze do oddychania. Ta ‘prawdziwa wersja’, jest w języku arabskim, dlatego powoli, powoli uczę się go. Mam tez Koran w języku polskim. Muszę powiedzieć, że dostałam na niego nawet rabat od pana w księgarni, bo obawiał się, że już nigdy go nie sprzeda. Ja się cieszę, bo trafił w dobre ręce.(śmiech ) W: Czy islam i chrześcijaństwo można nazwać sojusznikami? Jakie są ich podobieństwa, a jakie różnice? M. Sz.: Czy można nas nazwać sojusznikami? Hm.. Ciężko mi się w ogóle wypowiadać na ten temat. Chrześcijanin ma swoje poglądy, muzułmanin swoje, jednak wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i powinniśmy być dobrzy. Szczerze powiedziawszy, boje się i nie chce wyrażać swoich prywatnych poglądów. W: Co według ciebie jest najbardziej niebezpieczne w cywilizacji islamu, co mogłoby dotrzeć do Polski? M. Sz.: To dość zabawnie brzmi… Najbardziej niebezpieczne i dla jednych, i dla drugich, jest zdecydowanie UPRZEDZENIE. Myślę, że to wszystko. W: Jak twoim zdaniem Polacy postrzegają wyznawców islamu? Czy odczułaś lub odczuwasz niechęć z ich strony? M. Sz.: W pewien piątek wracałam z meczetu, było już późno i miałam hidżab na głowie. Dzieciaki bawiły się jeszcze pod blokiem, miały jakieś plastikowe karabiny. Gdy mnie zobaczyły, KORAN JEST JAK POWIETRZE DO ODDYCHANIA



urządziły sobie pole bitewne i krzyczały, że też mają bombę… Nie wiedziałam jak zareagować i zrobiłam to, co zawsze- uśmiałam się do łez. W: Rzeczywiście, to dość zabawne. Orientujesz się jak wygląda obecnie liczba muzułmanów w Polsce? M. Sz.: Przechodząc na islam, czy będąc muzułmaninem nie wpisujesz się do żadnego rejestru. Jednak z tego, co wiem, w Polsce jest ich około 40 tysięcy. Ale to jest takie plus- minus. W: Czy Polakom łatwo zostać wyznawcą islamu? Jak powinny wyglądać ‘pierwsze kroki’? M. Sz.: To chyba zależy od indywidualnego podejścia. Jesteśmy krajem „pijącym” i z tego słyniemy, jak i z wielu innych, niekoniecznie pochlebnych rzeczy. Muzułmanin, nie może pić alkoholu. Powinien przestrzegać szariatu, a jak wiadomo u nas z konsekwencją to różnie bywa. Jednak życzę powodzenia każdemu, kto wstępuje na drogę islamu. Jedynym warunkiem, jest wypowiedzenie szarady, czyli wyznania wiary w obecności dwóch świadków, muzułmanów. W: Uważa się, że muzułmanie nie są przyjaźnie nastawieni w stosunku do chrześcijan. Co o tym sądzisz? M. Sz.: Na pewno tak. Jedna i druga religia ma pewne kluczowe różnice i ciężko jest pojąć je, i jednej i drugiej stronie. Wydaje mi się, że ten konflikt pomiędzy jedną a drugą religią jest po prostu napędzany przez media i ma bardziej polityczne niż religijne podłoże. W: Czy twoje plany na przyszłość wiążesz z islamem? Jak może wpłynąć na twoje późniejsze życie? M. Sz.: Na pewno tak. Według szariatu muzułmanka musi mieć męża muzułmanina i takiego szukam. Jak byś miała jakiegoś ‘na oku’, to dzwoń, bo w poznańskim meczecie jestem już powoli starą panną, a ledwo przekroczyłam dwudziestkę (śmiech). W: Posiadasz jakieś motto, którym kierujesz się w życiu? M. Sz.: Mam. Jest to przysłowie arabskie, które zawsze sobie przytaczam, kiedy czuje się źle- „Miłość matki nie starzeje się”. I to jest cudowne… W: Czego można ci życzyć? M. Sz.: Czego można mi życzyć? Abym była dobrym człowiekiem i Tobie też życzę tego samego. W: A więc tego ci życzę. Serdecznie dziękuję za rozmowę. Wirginia Wojtczak Piękny dzień



Obudził go dźwięk automatu przynoszącego poranną pocztę. Krótki dzwonek powiadomił go o przyjściu nowych danych do skrzynki. Spojrzał na zegarek. - Cholera! – pomyślał – Dopiero szósta. Wiedział, że i tak już nie zaśnie. Zwlókł się z łóżka. Podszedł do ekranu kontroli mieszkania. Wyświetlacz pokazywał: MASZ 3 NIEPRZECZYTANE WADOMOŚCI. Pobrał pocztę i wydrukował ją. Masz ochotę na niezapomniane przeżycia? Na odrobinę adrenaliny? Skorzystaj już dziś z okazji zapolowania na obcego na Marsie - Kolejne bzdurne reklamy – pomyślał CODZIENNIK MIEJSKI. Dzisiaj w naszym mieście odbędzie się gala powitania samego Albrechta von Burgrera – twórcę tlenecha. Doktor odwiedzi nasze miasto, by opowiedzieć więcej o działaniu specyfiku i wytłumaczyć nam jego działanie. Jego wizyta ma też na celu nawrócenie strajkujących na wieczność... - Ach, nie ma to jak poranna gazetka – pomyślał i uśmiechnął się – Co my tu jeszcze mamy? – powiedział do siebie. Od: Mama - Temat: Wizyta Witaj, synku. Mamy z ojcem nadzieję, że o nas nie zapomniałeś, w końcu wiesz ile nasz kosztowałeś… Jeśli będziesz miał czas, wpadnij do nas za dwa dni. Całuski! Rodzice. W sumie, dawno u nich nie byłem. Pojadę tam. Nacisnął przycisk odpowiedzialny za otwarcie zasłon w oknach. Po chwili przez okno wlało się światło słoneczne, napełniając mieszkanie przyjemnym blaskiem. Za oknem rozciągała się panorama budzącego się do życia miasta, miasta XXII wieku. Wysokie i potężne biurowce sięgały chmur. Na ulicach panował standardowy dla tej pory dnia ruch. Samochody, niczym mrówki, sunęły po ulicach miasta – mrowiska w sobie tylko znanym kierunku i celu. Dzień, jak co dzień. Jak co dzień obudziła go poranna poczta, jak co dzień samochody i ludzie sunęli nieprzerwaną falą do pracy, szkoły, czy sam Bóg wie gdzie. Przejęci tylko swoimi sprawami, zasłuchani w swoje głosy i wpatrzeni w swoje twarze. Zawsze zajęci, zawsze punktualni. Patrzył chwilę na to idealne wręcz społeczeństwo. Społeczeństwo ludzi nieśmiertelnych. Prawie sto lat temu wynaleziono lek na starość – tlenecho. Lek ten przyspieszał i wzmacniał podział komórek macierzystych, więc dawał ludziom nieśmiertelność. Ludzie stali się wiecznie młodzi. Wiecznie zapracowani. Lek ten miał dać i więcej czasu, więcej przyjemności z życia. A stało się wręcz przeciwne. - Po co nam nieśmiertelność? – pomyślał – I tak marnujemy życie, trwonimy codzienność, pracujemy… Wiecznie. By utrzymać rodziny, kochanków, firmy… Mamy swoje życie. Mamy na nie wieczność. Ludzkość trwa w letargu. Podszedł do szafki i wyciągnął pudełko tlenecha. Wyłuskał z pudełka tabletkę. Podszedł do kranu i napełnił wcześniej przygotowaną szklankę wodą. Włożył tabletkę do ust i szybkim haustem opróżnił szklankę. - I właśnie dzięki temu przeżyję dzisiejszy dzień – pomyślał. Lek, który miał nam pomóc, jednocześnie wpędził ludzkość w nałóg. Musimy brać to cholerstwo codziennie. Jeśli nie – zginiemy „ze starości” w ciągu kilku godzin. Lek, który miał nas uczynić nieśmiertelnymi, a tak naprawdę trzyma nas w szach śmierci. Potrzasnął głową. Ech, ja i te moje rozmyślania… Poszedł szykować się do pracy. Podszedł do umywalki, przemył twarz zimną wodą, od razu postawiło go to na nogi. Spojrzał w lustro i uśmiechnął się. Po zakończeniu porannej toalety poszedł do kuchni. Pogoda była piękna. Zaczął przygotowywać sobie śniadanie. Jajecznica na bekonie i chleb, do picia herbata, zielona. Zjadł oglądając telewizję. Spiker mówił o katastrofach ekologicznych w Ameryce Południowej spowodowanych przez nadmierna wycinkę lasów tropikalnych. - Zapowiada się deszczowy miesiąc z powodu tych lasów – pomyślał przeżuwając spokojnie kromkę chleba i jajko.Wojna domowa w Chinach. Miliony zginęły podczas wybuchu bomby termojądrowej. Lista ofiar jest bardzo długa. Pekin w gruzach. - Jezu! Znowu się wyniszczamy. Człowiek to jednak głupia rasa. Z byłe powodu wyrzyna się nawzajem. Pił teraz herbatę. Na koniec spiker podał prognozę pogody, deszczową prognozę. I zakończył wiadomości zdaniem „do zobaczenia o dziewiątej”, kiedy to miała mieć miejsce kolejna emisja programu informacyjnego. Obejrzał do końca i wrzucił naczynia do zmywarki. Ubrał się i wyszedł do pracy. Piękny dzień



Na ulicy panował ten sam ruch co zawsze. Zatrzymał taksówkę, wsiadł i powiedział kierowcy, gdzie ma jechać. Ten przytaknął i zagadnął. - Słyszał pan prognozy? Ponoć ma padać cały miesiąc . I to u nas! W Europie! Pieprzone Amerykańce – uniósł się – A co pan o tym sądzi? - Och – wyrwał się z zamyślenia – Myślę, że trochę deszczu nie zaszkodzi… Tak mniej więcej minęła podróż do pracy. Wysiadł przed biurowcem korporacji NTech, zapłacił taksówkarzowi i wszedł do przepastnego holu biurowca. Był on urządzony w stylu retro. Na ścianach lampy imitujące świece, a na suficie freski ze scen biblijnych. Wszystkie meble wykonano z ciemnego ciężkiego drewna. Podszedł do terminalu. - O! Dzień dobry panu! Poproszę kartę pracy. - Dzień dobry – odpowiedział i podał jej elektroniczną kartę z jego danymi - Pan Zan Garnier ? - Tak, to ja. - W takim razie życzę miłego dnia inżynierze. Piętro -7, pokój -23. - Dziękuję i nawzajem – powiedział i odszedł Nie lubił pracy w podziemiach. Było tam strasznie duszno. Lecz ktoś musiał obsługiwać maszyny obliczeniowe i roboty produkcyjne. Korporacja NTech zajmowała się wyrobem wszelakich części i całych maszyn. Była to firma produkująca roboty codziennego użytku. On osobiście nie ufał automatom, lecz nadzorował ich budowę. Ostatnio modne były robogosposie. Rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Jego praca polegała na tym, że siedział w dyspozytorni na poziome -7 i nadzorował pracę 3 ludzi i 300 maszyn. Ten ośrodek był naprawdę rozległy. Zjechał windą do podziemi i ruszył korytarzem w kierunku pokoju – 23. Drzwi były elektronicznie zabezpieczane i musiał przeciągnąć kartę przez szczelinę obok zamka, by wejść. Piknięcie i szczęk otwieranego zamka. Wszedł do środka, siedział już tam Mark, jego zastępca. Nogi jak zawsze położył na ekranach kontrolnych i popijając colę słuchał muzyki. - Cześć, Mark - przywitał się – Co tam? - No witam – uścisnął mu rękę – A dobrze, tylko, no wiesz… - Mark nie wiedział jak zacząć – Znowu mam problemy z Marthą. Ona chce mieć dzieci. A wiesz, ile taki nakaz na dziecko kosztuje?! Płacze mi codziennie w domu. Ech, stary, szkoda gadać. - Próbowałeś z nią o tym rozmawiać? - Pewnie! Ale ona nie słucha. Mówi coś o chorej cywilizacji. Nie śpi po nocach, naprawdę nie wiem co z nią zrobić. Ale, nie po to tu jesteśmy. Chodź. Czas na obchód. Przebrał się w skafander, który Mark miał już na sobie i ruszyli na obchód poziomu. Cisza. Rutyna. Nic nowego . maszyny równomiernie tworzą kolejne maszyny, które już wkrótce ktoś kupi... Odwieczny proces produkcyjno – konsumpcyjny trwa. Dzień w pracy minął bez większych rewelacji. Nawaliła maszyna pakująca, jeden z ludzi skręcił sobie nogę na schodkach prowadzących do inżynieryjnego. Normalny dzień. Wrócił do domu o siódmej wieczorem. Słońce powoli chowało się za szczytami biurowców i bloków mieszkalnych. Dym z fabryk namalował czarne pasy na fioletowym niebie. Szum z ulicy tworzony przez wieczorny ruch dochodził do mieszkania przez uchylone okno. Kończył się kolejny dzień. Zjadł kolację, wykąpał się i położył do łóżka, po chwili zasnął. Obudził go dźwięk automatu przynoszącego poranną pocztę. Krótki dzwonek powiadomił go o przyjściu nowych danych do skrzynki. Spojrzał na zegarek... Rozpoczął się. Kolejny. Piękny. Dzień. Wieczności. Franciszek Ostojski (debiut literacki) CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ? – maj 2011



Stowarzyszenie Edukacyjne „Gimnazjum 2000” - jest Organizacją Pożytku Publicznego. Nasz KRS 0000044799 Zwracamy się do Państwa z uprzejmą prośbą o przekazanie 1% swojego podatku rozliczanego za rok 2010 na rzecz Stowarzyszenia prowadzącego Niepubliczne Gimnazjum im. Ks. P. Wawrzyniaka w Golinie. Sam wkład nic nie kosztuje, bo przecież podatek i tak trzeba zapłacić. Państwa pieniądze - zamiast wpaść do wspólnego anonimowego worka w Urzędzie Skarbowym - mogą zasilić konkretny cel. Zapewniamy, że Wasze pieniądze zostaną dobrze wykorzystane Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Roksana Hernes, Karolina Adamkiewicz, Julita Golka, Dominika Kordus, Zuzanna Kulka, Marta Łukaszewska, Magda Mróz, Franciszek Ostojski, Adrianna Pańczak, Klaudia Skorodziej, Olga Wojtczak, Wirginia Wojtczak, Sandra Wolicka, Sebastian Waszkiewicz (redakcja sportowa)