Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








A na pożegnanie...



"To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść" - tak przed laty śpiewał Kuba Sienkiewicz. Czy faktycznie nie ma już nic ? Dopiero wkraczam w dorosłe życie, jednak pewien etap mam już za sobą. Setki wspomnień, pierwsze przyjaźnie, kłótnie, jedynki i szóstki- wszystko zostaje w murach tej szkoły. Pracę w Gigancie również kończę wraz z dniem 21 czerwca. Chyba nie znajdę odpowiedniego słowa, by opisać, co czuję. Smutek ? Żal ? Sądzę, że wszystkiego po trochu. Praca w naszej gazetce wiele mnie nauczyła. Przede wszystkim odpowiedniego gospodarowania czasem, bo trzeba było znaleźć go na pisanie artykułów, jak i na szkołę, zebrania, uroczystości. Z pewnością mniej boję się rozmawiać z ludźmi, ponieważ wywiady czy spotkania, na które jeździłam, nie dawały mi innego wyboru, jak podejść do kogoś i pytać o to, czego miałam się dowiedzieć. Współpraca - to kolejna zaleta pracy w redakcji. Dziesięć miesięcy temu pisałam o mojej nadziei, że zespół GIGanta da z siebie 100%, jeżeli chodzi o pracowitość. Dziś mogę spokojnie powiedzieć, że spisali się znakomicie, za co jestem wdzięczna. Dziękuję również opiekunom: Panu Kowalczykowi za codzienną chęć przypominania każdemu z osobna " Nie dostałem od ciebie artykułu, piszesz o..." oraz panu Jankowskiemu za bezgraniczną cierpliwość w sprawdzaniu i poprawianiu naszych prac, nawet wtedy, kiedy bolała go
głowa od ilości głupich błędów. Reasumując - było cudownie. W pamięci na długo pozostanie mi każdy dzień spędzony w golińskiej szkole. Od września gazetka będzie w rękach innego redaktora. A ja..."mogę już iść". Roksana


WYJĄTKOWY DZIEŃ Kiedy byliście w drugiej klasie szkoły podstawowej z pewnością czekaliście na jeden dzień. Tego dnia wasi rodzice pękali z dumy, katecheta trzymał kciuki, a ksiądz uśmiechał się do was już od progu kościoła. Niby zwykły dzień, a jednak wyjątkowy – dzień I Komunii Świętej. W tym roku, dnia 29 maja, czternaścioro drugoklasistów z naszej szkoły przyjęło sakrament I Komunii Świętej w golińskim kościele. Swoją pierwszą komunie dzieci otrzymały od proboszcza golińskiej parafii księdza Janusza Pytlika. Na uroczystość kościół został elegancko udekorowany kwiatami, białymi wstążkami i zdjęciami pierwszokomunijnych dzieci. Podczas mszy cała uwaga została poświęcona jednak dzieciom, które ubrane w tradycyjne alby modliły się do Boga. Nie zabrakło także „łez szczęścia” rodzin i tradycyjnych wspólnych fotografii. Wszystkim dzieciom z okazji tej uroczystości życzymy przede wszystkim szczęścia, zdrowia oraz cudownego życia z Bogiem w sercu. KijA



Tak, tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham... 04. 06. br. na Polach Lednickich odbyło się już XV Spotkanie Młodych LEDNICA 2000. Ponad 40 osobowa grupa Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży wzięła w nim udział. Hasłem przewodnim tegorocznego spotkania było „Jan Paweł II- liczy się świętość”. Program oparty był głównie na przesłaniach Ojca Świętego, skierowanych do ludzi zgromadzonych na Polach Lednickich w latach 1997- 2004. Jednak nie zabrakło również przypomnienia symboliki chrztu, bierzmowania, a także błogosławieństwa narzeczonych. Kolejnym ważnym punktem spotkania był przelot helikoptera nad głowami młodych, a także nad Bramą – Rybą. To właśnie tym helikopterem 14 lat temu, Ojciec Święty przybył na Pola Lednickie. Kierowca naszego autobusu nie podarował nam niespodzianki, którą było przejście kilku km przez las w środku nocy - tak jak w ubiegłym roku. Jednak trzeba przyznać, że tamto wspomnienie do tej pory wywołuje na naszych twarzach uśmiech zmieszany z przerażeniem :) Oczywiście, jak na Lednicę przystało, nie zabrakło śpiewów, tańców i wspólnej zabawy. Nikt nie musiał nas zachęcać, aby poprzez śpiew pokazać naszą wiarę, miłość. „ Tak, tak



Panie”, „Cały Twój” - to tytuły rytmicznych piosenek, które prawdopodobnie cieszyły się największym powodzeniem wśród zebranych. O zmroku, podczas mszy, zapaliliśmy otrzymane świeczki. Trzeba przyznać, że widok kilkudziesięciu tysięcy palących się świec, jest nie do opisania. Na pamiątkę, każdy z przybyłych na Lednicę otrzymał klucz z wyrytymi na nim słowami „ Tobie dam klucze Królestwa” oraz „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, które nawiązywały do inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Drugim, drobnym upominkiem była skała z rysunkiem symbolu lednickiego - ryby. Po północy nastąpiło tradycyjne, uroczyste przejście przez Bramę- Rybę. Pytałam o zdanie koleżanek, kolegów, którzy brali udział w XV Spotkaniu Młodych. Muszę przyznać, że wszystkie opinie były pozytywne! Co ważne, nikt z naszej grupy się nie zgubił, nie poniósł „obrażeń” : ) Pomimo upału, wszystkim dopisywał doskonały humor. Pozostało nam tylko podziękować za miło spędzony czas i... z niecierpliwością oczekiwać kolejnego takiego spotkania! : ) Wirginia DOBRY POMYSŁ Drugiego czerwca, z okazji „przesuniętego” Dnia Dziecka, odbyło się otwarcie nowego obiektu przy naszych szkołach – terenu rekreacyjnego „ukrytego” za budynkami gospodarczymi. To dopiero fragment realizowanego pod egidą Stowarzyszenia większego projektu. Na razie jest to wyłożony kostką teren z dwiema efektownymi wiatami i miejscem do grillowania. Zadbano też o zieleń. Całość wygląda efektownie. Mamy nadzieję, że teren ten będzie często służył naszym uczniom. Redakcja



Warsztaty rozpoczęły się w piątek rano, równo z przyjazdem pana Lipca do naszej szkoły. Uczniowie naszego gimnazjum wzięli udział w spotkaniu z reżyserem. Pan Lipiec opowiadał o swojej karierze i nakręconych filmach. Mówił, jak wygląda praca filmowca – o jej plusach, jak i minusach. Uczniowie zadawali dużo pytań, a samo spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Na koniec reżyser nagrał ujęcie do swojego filmu o młodym filmowcu podróżującym po Polsce. Po zakończeniu spotkania zaczęła się właściwa część warsztatów. Kilku uczniów z naszej szkoły zostało, by kontynuować mające trwać cały weekend warsztaty. Miałam zaszczyt w nich uczestniczyć i postaram się opisać wam te trzy dni. Piątek. Dzień pierwszy. Zaczęliśmy od przedstawienie się sobie nawzajem i rozmowie o tym, co będziemy w ogóle robić. Po burzy mózgów zdecydowaliśmy się na kręcenie dokumentu o Jarocinie ( pomysł ten był zmieniany kilka razy, ale o tym później). Po pomyśle nadszedł czas na działanie. Podzieliliśmy się na trzy zespoły. Jeden miał „kręcić” architekturę. Drugi zajmował się przyrodą i wszystkim co się rusza. Trzeci zespół

PRACOWITE DNI

przeprowadzał wywiady z jarociniankami dotyczące ich miasta. Przejechaliśmy całe miasto, zbierając materiał. Odwiedziliśmy m. in. parowozownię, rynek i park. Po całym dniu ciężkiej pracy wróciliśmy do Goliny i przejrzeliśmy owoce naszego dnia zdjęciowego. Materiał do naszego dokumentu był gotowy. Sobota. Drugi dzień naszej przygody z filmem. Sobotnia część była poświęcona teorii operatorstwa, scenariusza itd. Był to dzień wykładów i selekcji tego, co nakręciliśmy w piątek. Zmęczeni żmudną selekcją, lecz mądrzejsi o parę filmowych sztuczek i uwag, wróciliśmy do domu. Wcześniej obudziliśmy kreatywnego ducha i po burzy mózgów postanowiliśmy nakręcić dokument z elementami fabuły. Niedziela. Dzień ostatni. Każdy przyniósł jakieś rekwizyty potrzebne do naszej postapokaliptycznej fabuły. Przebraliśmy się, wzięliśmy sprzęt pod pachę i ruszyliśmy ku parowozowni, by tworzyć oscarową produkcję. Dzień zapowiadał się pochmurno, ale w Jarocinie przywitał nas 30-stopniowy upał. Całą niedzielę biegaliśmy po torach i ruinach z plastikowymi karabinami, w ciężkich wojskowych butach i kurtkach (z których zrezygnowaliśmy po 3 scenach). Zmęczeni, ale zadowoleni, wróciliśmy wieczorem do domu. Efekty naszej pracy będziecie mogli zobaczyć w szkole we wrześniu (przy dobrych wiatrach). Franek Lubię ruchome obrazki...
Miałam okazję przeprowadzić wywiad z panem Grzegorzem Lipcem - reżyserem, autorem, montażystą, a także bardzo ciekawym człowiekiem. Zapraszam do lektury. ; )


Gigant: Czy mógłby pan przedstawić się naszym czytelnikom? Grzegorz Lipiec: Nazywam się Grzegorz Lipiec. Jestem z Zielonej Góry, której 21 lat temu, w 1990 r. założyłem wraz z moimi kumplami spod trzepaka grupę filmową, którą nazwaliśmy „SKY PIASTOWSKIE”. „Sky” od popularnej wtedy telewizji satelitarnej, a „PIASTOWSKIE” od nazwy osiedla, na którym wszyscy mieszkamy. I taki jednorazowy wygłup z kamerą, można powiedzieć, przerodził się w pasję. To miała być jednorazowa przygoda, ale jednak okazało się, że takie filmowanie wciąga i 21 lat później siedzę teraz z Wami i dalej bawię się w ruchome obrazki. Chciałbym jeszcze zarazić kogoś innego tą zabawą, bo to jest naprawdę świetne spędzanie wolnego czasu, a może i nawet sposób na życie. Gigant: Jak już pan wcześniej wspomniał, w wieku 17 lat założyliście swoją własną grupę. Co was do tego skłoniło i kto był głównym pomysłodawcą? G. L.: To było tak, że bezpośrednio skłoniła nas taka nuda na osiedlu, ponieważ to był rok 1990, zaraz po tym wielkim zrywie wolności, a wraz z tym przyszedł upadek domów kultury, które jednak za czasów PRLu prężnie działały. Nasz klub osiedlowy został zamknięty, pojawiła się w jego miejsce jakaś hurtownia 'gaci', później kaset magnetofonowych. Cała młodzież na osiedlu została pozostawiona sama sobie. Nie mieliśmy co robić po lekcjach, nikt nami się nie interesował. W gazetach pojawiły się takie ogłoszenia wideofilmowania pogrzebów, ślubów, uroczystości rodzinnych. Postanowiliśmy, że wynajmiemy takiego człowieka z kamerą, żeby filmował jakieś tam nasze skecze, wygłupy. Głównym powodem była więc nuda, aczkolwiek już we wcześniejszych latach z kolegami fotografowaliśmy, robiliśmy zdjęcia jeszcze radzieckim aparatem SMIENA, nagrywaliśmy różne skecze i wywiady z ludźmi na magnetofon KASPRZAK i GRUNDIG. Czyli można powiedzieć, że były już jakieś tam działania, które przełożyły się później na wideo i audio (obraz i wideo), w momencie kiedy pojawiły się już kamery. Takim głównym pomysłodawcą to sumie byłem ja i mój kolega Krzysztof Hryszko. Gigant: Jak wyglądały wasze pierwsze filmy i skąd czerpaliście na nie pomysły? G. L.: Nasze pierwsze filmy nie miały scenariusza, reżysera. Wszyscy pełniliśmy funkcję aktora, reżysera, operatora i tak dalej. Były to praktycznie takie skecze, wzorowane na modnym wtedy programie telewizyjnym „ Za chwilę dalszy ciąg programu”, a także na skeczach Benny Hilla i Monty Pythona. To było takie naśladowanie, a także wymyślanie własnych scenek. W taki sposób funkcjonowaliśmy przez dwa lata. Później, w 1992 r, te skecze znudziły się już nam, a



przede wszystkim widzom. Wtedy postanowiliśmy zrobić taki film „Terminator3”- parodię filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem. Pierwsze nasze filmy, ogólnie mówiąc były pastiszem, parodiami. Dopiero później przyszedł taki moment, kiedy zaczęliśmy robić kino na poważnie, czyli historię o młodych ludziach- takich ja my. Wtedy zaczął się taki okres kina społecznego. Gigant: Jaka była reakcja waszych rówieśników na takie filmy? G. L.: Powiem, że ich reakcja na tego typu filmy była bardzo pozytywna, a nawet szokująca, dlatego że wtedy kamera wideo to naprawdę był rarytas i coś niespotykanego. Wynajmowaliśmy faceta z kamerą, który nas kręcił. Ludzie widząc siebie i nas na ekranie, przeżywali w pewien sposób jakiś rodzaj szoku. Wywoływało to śmiech, a przede wszystkim zdziwienie. Dopiero teraz mamy dostęp do kamer praktycznie wszędzie, na przykład w telefonie komórkowym. Gigant: A co z podziałem ról w tak młodej ekipie? G. L.: Na początku nie było tego podziału ról. Później po kilku filmach, kilku występach przed kamerą, zaczął się krystalizować podział na role. Ja zostałem reżyserem i montażystą, inni koledzy byli aktorami. Ktoś jeszcze inny razem ze mną montował. Taki podział trwa do dzisiaj. Gigant: Jest pan przedstawicielem kina niezależnego. Czym ono tak naprawdę się charakteryzuje? G. L.: Trudno znaleźć definicję kina niezależnego. Każda osoba inaczej to definiuje. Dla mnie jest to kino autorskie, które jest szczere, pełne pasji, zaangażowania, miłości, do tego co się robi, bez żadnych zależności typu, że producent wymusza, żeby była to komedia romantyczna czy kino akcji. Po prostu to, co leży mi w sercu, przekłada się na obraz i powstaje z tego film. Praktycznie w każdym etapie powstawania tego filmu uczestniczę - od pisania scenariusza, przez pracę na planie, do montażu. To jest takie kino od siebie. Myślę, że to jest właśnie moja definicja kina niezależnego. Taka niezależność duchowa, merytoryczna.



Gigant: Obecnie zajmuje się pan innym typem filmu, niż kilkanaście lat temu. Można powiedzieć, że są to filmy bardziej dojrzałe, poważne. Skąd ta zmiana? G. L.: Tak, rzeczywiście. Teraz już robimy poważniejsze filmy. Myślę, że to przychodzi z wiekiem. Wtedy, gdy mieliśmy po 16 lat, nie mieliśmy tej świadomości, a nawet chęci, by robić poważne kino. Później, wraz z wiekiem, przyszły jakieś doświadczenia życiowa, chęci powiedzenia czegoś poważniejszego. Zobaczyliśmy, że te ruchome obrazki działają na ludzi, że oni chcą je oglądać. Początkowo wyświetlane były w prywatnych mieszkaniach, a dopiero z czasem trafiły do innych miast. Zobaczyliśmy, że jest widownia, że nie możemy jej przez cały czas epatować jakimiś wygłupami- czas na poważniejsze kino. I to się sprawdziło, ponieważ zrobiliśmy film „Że życie ma sens” o dramacie uzależnienia od narkotyków. Ten film okazał się strzałem w dziesiątkę. Młodzi ludzie chcieli go oglądać. Stał się również filmem profilaktycznym dla psychologów i różnych instytucji, które walczą z uzależnieniami. To nas bardzo cieszyło. Ja dostawałem listy od osób, które pisały, że ten film im pomógł w decyzji żeby rzucić narkotyki. To była największa satysfakcja i właśnie sens tego kina, że ono podziałało. Choćby jedną osobę uratowało, to dla mnie coś wspaniałego i wielkiego. Dlatego zdecydowaliśmy się na kontynuację filmów, które są blisko rzeczywiści. Oczywiście ja sam lubię takie filmy rozrywkowe, sf, ale te najlepiej robią Amerykanie. Oni mają poważne budżety, a z takimi, którymi my pracujemy, praktycznie za prywatne pieniądze, możemy opowiadać prawdziwe historie o nas samych i otaczającym nas świecie. W tym widzę swój kierunek. Gigant: Co jest najtrudniejsze w nakręceniu filmu? Który etap? G. L.: Ja myślę, że najtrudniejsze jest zebranie ludzi i zarażenie ich tą pasją, którą samemu się ma. Film to jest praca zespołowa. Nie tak jak pisanie książki, malowanie czy fotografia, że artysta jest sam na sam ze sobą. Trzeba zebrać ludzi, którzy mają swoje rodziny, którzy chodzą do szkoły, którzy pracują, studiują, nie mają czasu. Film robiony jest za darmo, dlatego nie otrzymują żadnych wypłat, honorariów. Należy zebrać wszystkich w jedno miejsce, o tej samej porze. To jest właśnie dla mnie najtrudniejsze. Gigant: Jak ocenia pan obecny rynek filmowy? Czy pana zdaniem powstały filmy, które spełniły wymogi kinomanów XXI w? G. L.: Ja uważam, ze tak. Polskie filmy są coraz lepsze, na pewno są bardzo dobre technicznie, robione już na światowym poziomie. Ostatni film, który przykuł moją uwagę to „Sala samobójców”, „Rewers”, a także „Wojna polsko- ruska”. Zrobiły na mnie duże wrażenie. Myślę, że nastaną dobre lata dla polskiego kina, między innymi dzięki Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej, który wspomaga młodych filmowców budżetem. Gigant: Do kogo są zazwyczaj adresowane pańskie filmy? G. L.: Nie mają jakieś ustalonej widowni. Staram się robić takie filmu, żeby nie pozostawały ludziom obojętne, żeby po wyjściu z kina ten film wzbudził w widzu emocje. Chciałbym takie robić, jednak nie zawsze się to udaje. Natomiast nigdy nie miałem takiej grupy docelowej, czy to jest młodzież, czy to są kobiety, mężczyźni. Myślę, że różny przedział wiekowy ogląda nasze filmy, ponieważ gdy jeżdżę na festiwale, dostrzegam bardzo dużo młodych ludzi, ale także ludzi starszych. Nie chciałbym się ograniczać i zamykać na jakieś grupy społeczne, wiekowe, tylko robić filmy uniwersalne, które będą zrozumiałe pod tą szerokością geograficzną i pod każdą inną na świecie. Gigant: Czy podczas kręcenia filmu, ma pan już zaplanowane zakończenie, czy



wychodzi to w tzw. praniu? G. L.: Często jest tak, że to wychodzi w tzw. praniu. Film dla mnie powstaje trzy razy- podczas pracy nad scenariuszem, później na planie zdjęciowym, i podczas montażu, gdzie wszystko można zmienić- z komedii zrobić dramat i na odwrót. Dlatego ten proces trwa cały czas, aż do samego końca montażu. Gigant: Który z filmów przyniósł panu największą satysfakcję? G. L.: Uważam, że największą satysfakcję przynosi zawsze ostatni film, który się robi, ponieważ jest to najświeższe przeżycie. Film jest zabawą, ale także ciężką pracą, dlatego kiedy człowiek jest zmęczony, kiedy gaśnie światło w kinie i kiedy są ludzie, a nie puste kino, to wtedy jest duża satysfakcja, że udało się to zrobić do końca. Wtedy można spokojnie usiąść w fotelu i zobaczyć swój „dorobek”. Gigant: Na pana, a właściwie na waszym koncie, jest już kilka nagród. Która z nich jest dla was najcenniejsza i dlaczego? G. L.: Moim zdaniem najcenniejsza jest zawsze nagroda od publiczności, a taką kilka razy udało nam się zdobyć. Np. Złotą Kaczkę miesięcznika „FILM”, za film „Dzień, w którym umrę”. To było dla nas wielkim wyróżnieniem i satysfakcją. Mieliśmy też nagrodę publiczności na festiwalu „Barejada” za film o Hey, pt. „ Echosystem”, ale także dwie główne nagrody na festiwalu Polskich Filmów w Gdyni w sekcji kina niezależnego, za film „ Dzień, w którym umrę” i „ Osiem w poziomie”. Nie będę ukrywał, że każda nagroda cieszy. W momencie jej otrzymania jest ogromna radość, że ktoś docenił naszą pracę. Gigant: Czytając recenzję lub oglądając film „Że życie ma sens”, można doszukać się pewnych podobieństw do Sky Piastowskie - tam także jest młoda grupa osiedlowych filmowców. Czy film ten powstał na podstawie waszej autobiografii? G. L.: Nie, to nie jest autobiografia. Na początku, miała to być historia grupy muzycznej, rockowej, tylko że ja nie wiedziałem, jak to jest w zespole muzycznym, ponieważ nigdy do takiego nie należałem. Natomiast wiedziałem jak to jest z filmowcami. Nie jest to film autobiograficzny, ale autotematyczny, ponieważ my jesteśmy grupą filmową, ale działamy dalej i jesteśmy przeciwnikami jakichkolwiek używek. Natomiast ta grupa rozpada się poprzez narkotyki, dramat uzależnienia. Dużo ludzi myśli, że to jest autobiografia- i dobrze. To niech będzie w takim zawieszeniu, bo o to chodziło, żeby film wzbudził emocje i był z pogranicza dokumentu. Te wszystkie ujęcia, rozedrgane sceny kamerowane z ręki, miały właśnie temu służyć. Gigant: Jest mowa o nakręceniu filmu „Że życie ma sens 2” Kiedy będzie mogli go zobaczyć? G. L.: Tak. „Że życie ma sens 2” realizujemy już od 8 lat, dlatego że chciałbym ukazać upływ czasu na ekranie, ale bez charakteryzacji. On będzie gotowy w 2013 r., w 2011 r. będziemy nagrywać zdjęcia do końca, a 2012 r. będzie czasem na montaż. Gigant: Wielu ludzi uważa, że druga część filmu zazwyczaj jest gorsza od tej pierwszej. Nie boi się pan, że „Że życie ma sens 2” okaże się gorsze od oryginału? G. L.: Jest oczywiście taka obawa, jednak lubię wyzwania i lubię stawiać sobie wysoko poprzeczkę - stąd ta decyzja. Są w kinie przykłady i wyjątki łamiące te regułę. Np. „Ojciec chrzestny2”, „ Terminator2”. Nie chciałbym, żeby ten film był lepszy od części pierwszej, ponieważ pierwsza jest specyficzna. Powiem tylko tyle, że film ten będzie pochwałą życia i główny bohater pójdzie zupełnie w innym kierunku. A jakim, to się przekonamy. :) Gigant: Czy w tej branży istnieje zasada, dzięki której można osiągnąć sukces? G. L.: Myślę, że wiele czynników składa się na to, żeby osiągnąć sukces. Na pewno



ciężka praca, wytrwałość, sumienność, cierpliwość, jakaś tam wiedza na temat filmu. Chciałbym, żeby to wszystko było dopiero przede mną. Mamy po 36-37 lat, więc droga filmowa jest jeszcze przed nami. Trudno mi mówić o sukcesie, ponieważ uważam, że nigdy go tak naprawdę nie zaznaliśmy. Sukcesem jest oczywiście to, że przez tyle lat robimy filmy i to zajęcie nam się nie znudziło. Moim zdaniem do sukcesu będę dążył całe życie i nigdy go nie osiągnę. Gdyby osiągnęło się taką pełnię, to czas umierać. Myślę, że dalej będę się czegoś uczył i robił to jeszcze lepiej. A czy mi to wyjdzie- czas pokaże. Gigant: Jacy ludzie pana zdaniem nadają się na reżysera? Jakie cechy powinni posiadać? G. L.: Naprawdę trudno mi jest powiedzieć. Ja myślę, że to musi być ta pasja, miłość do kina. Przede wszystkim przemożna chęć robienia tego nie dla pieniędzy. Pieniądze - jeśli przyjdą kiedykolwiek z takiej działalności filmowej - to jest sprawa drugorzędna. Oczywiście miło by było mieć swoją pasję i jeszcze zarabiać na niej. Jednak na pewno ten, kto podchodzi do zawodu po to by się obłowić, być w gazetach, na salonach, to nie idzie właściwą drogą. Musi być ta wewnętrzna potrzeba przekazania widzom pewnych wartości za pomocą ruchomych obrazków. Gigant: Jakich rad udzieliłby pan początkującym filmowcom? G. L.: Przede wszystkim, aby byli cierpliwi i wytrwali, ponieważ widziałem już kilka zrywów grup filmowych, które miały wielki zapał, jednak po pierwszych porażkach rezygnowali. Nie należy się zrażać. Trzeba robić swoje. Oczywiście każdy popełnia błędy, nawet ci profesjonalni filmowcy- jesteśmy tylko ludźmi. Może to zabrzmi banalnie i patetycznie, ale należy mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. Będąc 16-latkiem marzyłem o tym, aby w kinie obejrzeć swój własny film. I to się spełniło. Nie spodziewałem się tego, ale bardzo w to wierzyłem. Gigant: Czy ma pan taki pierwowzór, idola, na którym stara się wzorować? G. L.: Nie, nie mam. Kocham różne



gatunki, rodzaje kina. Nie mam jakiego ulubionego reżysera, jest ich po prostu wielu. Na pewno Tarantino, Kieślowski. Gigant: Gdzie obecnie można znaleźć wasze filmy? G. L.: W tej chwili staramy się przygotować stronę internetową skypiastowskie.pl, na której będzie można obejrzeć nasze filmy, a część za niewielką opłatę ściągnąć. W tym roku bierzemy się ostro do pracy. Obecnie można nas znaleźć na youtube.pl i zobaczyć nasze pierwsze produkcje. Gigant: Czy ma pan już pomysł na kolejny film? G. L.: Niestety, nie. W tej chwili żyję projektem „Że życie ma sens 2”, on mi zabiera całą inwencję i myśli krążą wyłącznie wokoło niego. W sumie nie myślałem o tym wcześniej, ale chciałbym nakręcić taki film o polskich żołnierzach na misjach zagranicznych w Afganistanie czy Iraku. Kino światowe ma już swoje wielkie arcydzieła, ale nie ma takiego, który opowiadałby o naszych, polskich żołnierzach. Czytałem pewien reportaż w „Gazecie Wyborczej” o polskich żołnierzach, który bardzo mną wstrząsnął. Gigant: Co dalej będzie z grupą Sky Piastowskie? G. L.: Grupa ta, zostanie rozwiązana w dniu premiery „Że życie ma sens 2”. To jest nasza wspólna decyzja. Po prostu chcemy zacząć nowy etap filmowy. Ja osobiście chciałbym postawić na kino dokumentalne, które robi się w mniejszej ekipie filmowej, ale jest bardzo bliskie naszemu życiu. Gigant: Jak będzie pan wspominał trzydniowe warsztaty w naszym gimnazjum? G. L.: Powiem tak - jest to niesamowite dla mnie przeżycie, ponieważ ja w was widzę siebie, tego sprzed dwudziestu kilku laty. Zobaczyłem w was wielkie zaangażowanie, pasję. Wszyscy mogliśmy odpuścić sobie w niedzielę, pospać trochę dłużej, a jak się okazało - w sobotę nastąpiła wielka burza mózgów. Dostrzegłem ten ferment twórczy, kreację. Wymyśliliście sobie świetną fabułę filmu promującego Golinę i Jarocin. Wasze zaangażowanie, sprawia mi naprawdę wielką radość. Jesteście świetną szkołą - działa u was gazetka, kółko filmowe, macie także fajnych nauczycieli, a to jest bardzo ważne. Dla mnie to był świetny czas i za to wam wielkie dzięki. Gigant: Czego można życzyć panu i reszcie ekipy? G. L.: Życzę sobie i reszcie ekipy takiej pasji, jaką wy macie teraz. U nas jest czasami tak, że ta pasja przez jakiś czas wygasa. Chciałbym nadal kręcić filmy, a także być młodym duchem, którym nadal się czuję. Gigant: Serdecznie dziękuję za wywiad. Wirginia ;) Lubię ruchome obrazki... BRUKSELA NASZA
Moskwa, Lizbona, Paryż.. to miejsca, których odwiedzenie jest jednym z wielu marzeń Dzieciuff Squad. Dzieciuff A.D. 2011 to: Adrianna Kowalczyk, Ania Kręc, Kinga Pluta, Olena Pluta, Karolina Wałęsiak oraz Kornelia Włodarczyk. Trudno uwierzyć, że nasz pierwszy występ po trzech latach, odbył się również w jednej z


piękniejszych europejskich stolic. Dzięki życzliwości p. Olgi Danilov, która po wysłuchaniu naszej płyty, postanowiła z pomocą rodziców dzieci uczęszczających do polskiej sekcji w szkole europejskiej w Brukseli zorganizować nasz niezapomniany wyjazd. W marcu p. T. Jankowski otrzymał oficjalne pismo potwierdzające zainteresowanie naszym zespołem jako kolejnym wykonawcą na Święcie Szkoły Ecole Europeenne Bruxelles 1 Uccle. Pierwszym problemem, z jakim należało się zmierzyć po otrzymaniu zaproszenia, była kwestia finansowa. Ku naszemu zadowoleniu, problem ten został szybko rozwiązany, dzięki dofinansowaniu, jakie Dzieciuf Squad otrzymał z gminy Jarocin. Po pokonaniu technicznych kłopotów pozostała już tylko radość z przygotowań do wyjazdu. Po



piętnastu godzinach jazdy w towarzystwie sympatycznego i przede wszystkim cierpliwego kierowcy, dotarliśmy na miejsce, a raczej do czterech różnych miejsc, które zamieszkiwaliśmy przez kolejne trzy dni. Pod swoją opiekę przygarnęły nas trzy rodziny, które zapewniły nam królewskie warunki. Ciekawostką może być fakt, że mieliśmy okazję poznać ludzi ściśle związanych z Komisją Europejską- zostawiłyśmy więc swoje kontakty w razie, gdyby Komisja szukała kompetentnych pracowników :) W dniu naszego występu na Święcie Szkoły, słońce dawało się we znaki, więc piosenka "Lato w mieście" okazałą się jak najbardziej trafioną. Myślę, że możemy zaliczyć ten występ do udanych i przede wszystkim bardzo pozytywnych, ponieważ okazało się, że polska sekcja jest jedną z największych w szkole, mogliśmy więc liczyć na odbiorców, którzy z chęcią śpiewali razem z nami. Scenę dzieliliśmy jednak z grupami tanecznymi z Hiszpanii, Belgii oraz zespołem muzycznym z Węgier- występy tych artystów były imponujące, co potwierdziło tylko fakt,
BRUKSELA NASZA


że Święto Szkoły w Ecole Europeenne Bruxelles 1 Uccle jest przedsięwzięciem organizowanym z nieprzeciętnym rozmachem. Kolejny dzień upłynął nam na zwiedzaniu stolicy europejskiej, która słynie z architektonicznych nowinek, ale i pięknych, monumentalnych i zabytkowych obiektów, takich jak katedra czy ratusz. Stolica Belgii to miasto tętniące życiem, które zaskoczyło nas nie tylko samym wyglądem, ale i ilością kultur i narodowości ją zamieszkujących. Poniedziałkowy poranek znów spędziliśmy w szkole, gdzie p.Jankowski prowadził zajęcia muzyczne z polską sekcją uczniów - zarówno przedszkolnych, jak i tych, którzy uczęszczają już do szkoły. Pomysły, którymi zaskakiwał nasz były (!) nauczyciel, spotkały się z niesamowitym przyjęciem dzieci, które chętnie włączały się w muzyczną zabawę. Kolejną ciekawostką może być fakt, że wielu spośród uczniów uczęszczających do tej szkoły to dzieci naszych europosłów, w tym byłego przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej - Wojciecha Olejniczaka. Podziękowania, jakie otrzymał p. Jankowski i cały nasz zespół, stały się dla nas największą nagrodą i z uśmiechami na twarzach opuszczałyśmy mury brukselskiej szkoły. Niestety, nasz wyjazd był za krótki i mimo, że spotkało nas wiele atrakcji, to żal było opuszczać zarówno tę piękną stolicę, jak i wspaniałych ludzi, których miałyśmy okazję poznać. Właśnie dlatego z tego miejsca dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w zorganizowaniu tego niezapomnianego wyjazdu. Ada K. BRAWO DZIEWCZYNY!
Pięć dziewcząt z naszego gimnazjum niedawno pokazało, na co je stać. Zuzanna Kulka i Klaudia Skorodziej zajęły kolejno I i III miejsce na konkursie piosenki angielskiej. Z kolei Joanna Krawczyk (I miejsce), Natalia Mąka (II miejsce) i Olga Wojtczak (I miejsce) zdominowały podium w powiatowym konkursie ortograficznym.


Żeby dowiedzieć się czegoś więcej o emocjach i odczuciach dziewczyn, poprosiłam je o udzielenie małego wywiadu. Gigant: Czym się kierujesz, gdy nie jesteś pewna, jak napisać jakieś słowo? Intuicją czy regułkami (nie zawsze łatwymi do zapamiętania)? Asia: Najczęściej z pisownią u, ó, rz, ż, ch czy h nie mam problemu. Czasem zastanawiam się np. nad łącznym lub rozdzielnym zapisem „nie” z różnymi częściami mowy. Wtedy przypominam sobie regułki, a w innych przypadkach zapisuję sobie też wyraz obok, aby zobaczyć „jak wygląda”. Można to dziwne, ale działa=). Gigant: W tym roku zostaniesz absolwentką naszego gimnazjum. W następnej szkole zdecydujesz się na profil humanistyczny czy przedmioty ścisłe? Asia: Bardzo, bardzo lubię język polski, jednak obecnie dużo mówi się, że humaniści mają trudności ze znalezieniem pracy. Moimi „faworytami” wśród przedmiotów są biologia i chemia. Marzę, aby w przyszłości pracować w laboratorium analitycznym lub w kierunku farmacji, dlatego zdecyduję się na szkołę, która pomoże zrealizować mi te plany.



Gigant: Czym kierowałaś się podczas wyboru piosenki? Zwracałaś uwagę bardziej na to, czy utwór pasuje do twojego głosu, czy ci się po prostu podoba? Zuzia: Wybór był trudny... Wahałam się między 5 piosenkami, po długim namyśle zdecydowałam się na „I love rock’n roll”, jednak po krótkim czasie zmieniłam zdanie i miałam śpiewać „Don’t speak”. Utwór nadal nie wydawał mi się odpowiedni, więc „wróciłam” do „rock’n roll’a”, lecz to nadal nie było to, czego szukałam. Dwa dni przed konkursem szperając w Internecie, trafiłam na „Jar of Hearts – Christiny Perri”, to było to! Choć miałam tylko dwa dni na przygotowanie, dzięki solidnym próbom każdego dnia, jakoś mi się udało . Myślę, że ten utwór pasuje do mojego głosu, mimo to, iż jest spokojny, a wielu ludzi twierdzi, ze mam barwę bardziej podchodzącą pod rock. Gigant: Spodziewałaś się, że zajmiesz I miejsce? Zuzia: Oczywiście, że nie. Jak już wcześniej wspomniałam piosenki zaczęłam się uczyć dwa dni przed konkursem, bałam się, że zapomnę tekstu i tego, jak jury oceni moją angielszczyznę, tym bardziej, że zasiadała w nim nauczycielka j. angielskiego. A poza tym była silna konkurencja. Gigant: Wiem, że jeszcze grasz na skrzypcach... Zamierzasz rozwijać te obydwie pasje, czy pójść konkretnie w którymś kierunku? Zuzia: Obecnie zakończyłam piąty rok gry na skrzypcach w Ognisku Muzycznym w Jarocinie, tak więc został mi jeszcze rok, lecz nadal będę chciała rozwijać się w tym kierunku. W przyszłości, jeśli będzie to możliwe, chciałabym połączyć obie moje pasje – zobaczymy co z tego będzie . Gigant: W zeszłym roku również brałaś udział w tym konkursie. Czy od tego czasu coś się zmieniło? Natalia: Rzeczywiście, w zeszłym roku wygrałam konkurs ortograficzny. Tak naprawdę moja przygoda z tym konkursem rozpoczęła się od IV klasy szkoły podstawowej. Czy coś się zmieniło? Na pewno nastąpiła zmiana konkursu z gminnego na powiatowy. Wydaje mi się również, że dyktanda są teraz nieco łatwiejsze. Poza tym od początku gimnazjum mam ogromną konkurencję, dlatego zmieniło się miejsce na podium. Ale w przyszłym roku pokażę, na co mnie stać! Gigant: Bierzesz udział w bardzo wielu konkursach. Jak znajdujesz czas na to, by je wygrywać, uczyć się, „chodzić” do szkoły? Natalia: Wszystko zależy od zaangażowania. Jeśli ktoś systematycznie pracuje, wysiłek się opłaci. Wygrywanie konkursów nie jest takie trudne, choć oczywiście zależy to od samego ucznia. W moim przypadku dużo daje „samotna” nauka oraz pomoc nauczyciela. Spotkania z pedagogami doskonalą naszą wiedzę, ale uczą również ciekawych, nowych rzeczy. Co do czasu, powiem, iż mam go niewiele, zwłaszcza w ciągu roku szkolnego. Czasami wydaje mi się, że nie dam rady, ale zawsze spadam jak kot na cztery łapy. Widocznie mam szczęście. Najważniejszy jest także plan zajęć, chociaż osobiście go… nie używam, ponieważ lubię coś robić spontanicznie. Gigant: Długo się przygotowywałaś do konkursu, czy podeszłaś do niego bez ćwiczeń? Olga: Szczerze mówiąc, nie poświęcam dużo czasu nauce ortografii. Przed konkursem powtórzyłam sobie jedynie jakieś trudniejsze zasady. Gigant: Lubisz ortografię, czy wolisz pisać wypracowania? Olga: Lubię ortografię. Pewnie dlatego, że nie sprawia mi żadnych większych Gigant: Czy w przyszłości planujesz jakąś



karierę wokalną? Klaudia: Chciałabym, żeby moja przyszłość była związana ze śpiewaniem. Jednak nie jestem przekonana, czy to się spełni. Gigant: Sama chciałaś śpiewać, czy może ktoś cię do tego wcześniej zachęcał? Klaudia: Nikt nie musiał mnie namawiać. Śpiewam zawsze, gdy mam wolny czas. WYNIKI: II Powiatowy Konkurs Ortograficzny Gimnazjalistów „I ty możesz zostać mistrzem ortografii” Kl. I – Olga Wojtczak – I miejsce (opiekun – P. Kowalczyk) Kl. II – Natalia Mąka – II miejsce (opiekun – B. Tabaka) Kl. III – Joanna Krawczyk – I miejsce (opiekun – E. Słowik) To największy sukces uczniów naszej szkoły w dziedzinie ortografii i absolutne mistrzostwo drużynowe w powiecie. I Festiwal Piosenki Angielskiej Zuzanna Kulka – I miejsce (opiekunowie – T. Jankowski, M. Buchwald) Klaudia Skorodziej – III miejsce (opiekunowie – T. Jankowski, M. Buchwald) Opracowanie: Ada Pańcz bezpieczeństwo i zmniejszyć „niszczenie własności szkoły”. Dzięki monitoringowi będzie wiadomo, co

CO Z TYM MONITORINGIEM?

Wielu z was za pewne zadaje sobie pytanie: gdzie są te kamery ? Specjalnie dla was redakcja Giganta zapytała o to panią dyrektor Urszulę Kowalczyk. Dowiedzieliśmy się wielu bardzo ciekawych rzeczy. Monitoring w naszej szkole będzie obowiązywał od nowego roku szkolnego od września. Nie wiadomo jeszcze gdzie będą zainstalowane kamery, jednak na pewno nie będą znajdować się w szatniach i łazienkach. Kamery mają przede wszystkim zapewnić dzieje się na terenie szkoły. Wraz z nowym rokiem szkolnym będzie wprowadzony również czytnik linii papilarnych, na podstawie którego do szkoły będą mogli wejść tylko uczniowie i pracownicy szkoły. Każdy uczeń i pracownik, aby wejść do budynku, będzie musiał przyłożyć do czytnika palec u ręki, na podstawie jego odcisku drzwi „staną” dla niego otworem. Wszelkie potrzebne dane będą zapisane w pamięci urządzenia. Zostaną założone także specjalne domofony łączące bezpośrednio ze świetlicą, sekretariatem i sprzątaczkami. Dzięki nim będzie można odbierać swe pociechy i kontaktować się z sekretariatem. Urządzenia te sprawią, że nasza szkoła stanie się nowoczesna i zarazem bezpieczna. Wiadomo jednak, że taka przyjemność musi sporo kosztować.



spojrzałam, jakie są pytania). Ale cieszę się, że ktoś wymyślił takie. Szkoda tylko, że w przyszłym roku nie będę już mogła wziąć udziału w tym konkursie. Anita Kostrzewska, uczestniczka konkursu, Wola Książęca. Julita Golka i Adrianna Pańczak Kwota ta będzie wynosić około 40 tys. zł. Szkoła pozyskała już większość potrzebnych pieniędzy. Urząd Pracy z Jarocina podarował szkole 20 tys. zł., Rada Sołecka dała 4 tys. zł., Rada Rodziców 2,3 tys. zł., również uczniowie, zbierając się po 3 zł., dali w sumie ponad 1000 zł. Obecnie szkoła poszukuje dodatkowych sponsorów, aby pokryć pozostałe koszty. Dokładna kwota instalacji monitoringu będzie znana we wrześniu. Pani Urszula Kowalczyk: Przepraszam uczniów, że realizacja monitoringu odbędzie się dopiero w wakacje, a miała być wcześniej. Fundusze przeznaczone na zakup sprzętu były wykorzystywane na naprawianie szkód na terenie szkoły. Serdecznie dziękujemy wszystkim sponsorom za pomoc w realizacji tej inwestycji na terenie naszej szkoły. P.S. Od września nasza szkoła będzie cokolwiek inna. Jesteśmy przekonani, że zalety monitoringu odczuje całe uczniowskie środowisko. KijA Gdzie nasze logo? Kilka miesięcy temu, sołtys wsi Golina i Stefanów, p. Ryszard Żyto, ogłosił konkurs na logo Sołectwa. Praca miała nawiązywać do hasła „ TRADYCYJNIE NOWOCZEŚNI” i powinna była zawierać sygnet (unikatowy znak graficzny) i logotyp (napis specjalnie wymyśloną czcionką). Ze słów sołtysa wynika, że logo miało być pierwszym krokiem ku promocji naszej miejscowości, Goliny. Po ogłoszeniu wyników, które miały miejsce 21 maja br, na festynie golińskim organizowanym przez Radę Sołecką, dowiedzieliśmy się następującej rzeczy- żadna ze zgłoszonych prac nie spełniła wymagań jury. Do konkursu, przystąpiło 8 propozycji, które zostały wykonane przez Mateusza Adamiaka, Marcina Brylla, Wiktorię Wyrwas i Radosława Żyto. Jednak sołtys zapowiada, że otrzymane prace, będą doskonałym materiałem do utworzenia właściwego logo, które to prawdopodobnie ma być zaprezentowane podczas tegorocznych dożynek. Mieszkańcy mogli ujrzeć złożone propozycje na festynie, gdyż została wykonana wystawa tych prac. Uczestnicy, otrzymali drobne upominki za udział, ufundowane przez Urząd Miejski w Jarocinie i Radę Sołecką. Pozostało nam tylko czekać na logo promujące Golinę. Wirginia ;)



"Czy w tym roku Justin Bieber otrzymał nagrodę Grammy?..." ... z takimi oraz z wieloma innymi, o wiele bardziej trudniejszymi pytaniami, musieli się zmierzyć uczestnicy I Powiatowego Konkursu Omnibus Humanistyczny. W tym roku do konkursu przystąpiło sześć szkół: Gimnazjum nr 5 z Jarocina, Gimnazjum Rusko, Gimnazjum z Cielczy, Gimnazjum nr 3 z Jarocina, Gimnazjum z Woli Książecej oraz Gimnazjum nr 1. Każda ze szkół wystawiła po 3 uczniów z klas IIII. Walka była naprawdę na wysokim poziomie. „Drużynowo” zwyciężyła szkoła z Cielczy, drugie miejsce należało do szkoły nr 1 z Jarocina, trzecie – ekipie z Ruska. ZWYCIĘZCY OMNIBUSA HUMANISTYCZNEGO 2011: KLASA I: 1. KAROLINA KOPCZYŃSKA – Gimnazjum nr 3 Jarocin 2. EDYTA KIEŁBOWSKA – Gimnazjum Cielcza 3. KATARZYNA GIEZEK – Gimnazjum Rusko KLASA II: 1. JĘDRZEJ MARSZAŁEK – Gimnazjum Rusko 2. KATARZYNA SZOMCZYŃSKA – Gimnazjum Cielcza 3. DOMINIKA WALCZAK – Gimnazjum nr 1 Jarocin KLASA III: 1. JAKUB FRĄTCZAK – Gimnazjum nr 1 Jarocin 2. NATALIA KASPRZAK – Gimnazjum Cielcza 3. DAGMARA MIKOŁAJKIEWICZ – Gimnazjum nr 5 Jarocin Organizatorzy konkursu to: Eliza Słowik, Piotr Kowalczyk, Wiesław Grygiel, Tomasz Jankowski, Hanna Wojczuk, Bartosz Tabaka,



Bartosz Palczewski oraz Bogusława Grzesiek. Większość z nich układała konkursowe pytania. Niektóre pytania były naprawdę oryginalne oraz bardzo trudne. Całość przebiegła w przyjemnej atmosferze. Czekamy na kolejny Omnibus już za rok... Bardzo mi się podoba ten konkurs, szczególnie ciekawa jest dla mnie ta nowa forma odpowiedziwypisywanie ich na kartkach. Szkoda tylko, że trafiłam na pytanie o włócznię św. Maurycego, a nie o Wiedźminie, ani o jarocińskim Festiwalu, czy też o Ciechowskim (po konkursie spojrzałam, jakie są pytania). Ale cieszę się, że ktoś wymyślił takie. Szkoda tylko, że w przyszłym roku nie będę już mogła wziąć udziału w tym konkursie. Anita Kostrzewska, uczestniczka konkursu, Wola Książęca. Julita Golka i Adrianna Pańczak NASI W WARSZAWIE Siedemnastego czerwca, w piętek dwie grupy projektowe z naszego gimnazjum i jedna z podstawówki uczestniczyły w Festiwalu Projektów w Warszawie. Festiwal został zorganizowany w Sali Konferencyjnej w Centrum Nauki Kopernik. Na festiwal przyjechali uczniowie z całej Polski ze swoimi projektami w dwóch kategoriach związanych z TIK ( Technologie Informacyjno Komunikacyjne ) lub z programem Młody Obywatel (projekty związane z lokalną społecznością).



Na festiwal przyjechało ponad 30 grup z całej Polski. Tematy były różne - od twórców kolczugi, po grupę, która stworzyła internetową klasę do nauki angielskiego. Eksperci oceniali pracę uczniów i podpowiadali, jak można było to zrobić. Można było porozmawiać innym uczniami, zapytać, jak pracowali, poprosić o wyjaśnienie ich projektów, podzielić się wrażeniami i doświadczeniem. Każda grupa miała swoje stanowisko, na którym sie prezentowała. Po zakończeniu projektu wszyscy uczestnicy mogli zwiedzić Centrum Kopernik. Centrum zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pełno jest tam przyrządów do robienia eksperymentów, symulatorów ( np. statku kosmicznego ) i innych atrakcji jak, np. ściana z bańki mydlanej czy ogniste tornada. Nasze grupy mają ogromną satysfakcję z tytułu uczestnictwa w Festiwalu. To jednocześnie duże wyróżnienie dla obu naszych szkół. Impreza odbywała się pod egidą akcji „Szkoła z klasą 2.0” i pod patronatem MENUu, „Gazety Wyborczej”, Wyd. „Operon” i Fundacji „Orange”. Franciszek Ostojski Jeśli się czegoś bardzo chce i bardzo się wierzy, to musi się udać 7 czerwca siedmioro uczniów z naszej szkoły udało się do Wrocławia, gdzie statystowało podczas kręcenia scen do serialu „Głęboka woda”. Główną rolę gra tam Marcin Dorociński, który z przyjemnością udzielił odpowiedzi na kilka pytań. GIGant: Co skłoniło pana do tego, że postanowił pan uczyć się w szkole teatralnej? Marcin Dorociński: Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że spotkałem w swoim życiu wielu mądrych ludzi, których postanowiłem posłuchać. Przez cały czas wierzyłem i nadal wierzę, że będzie dobrze. Coś mnie ku temu pchało, ale dokładnie nie wiedziałem co. Teraz okazuje się, że wykonuję chyba najfajniejszy zawód, jaki mogłem sobie wymarzyć. GIGant: Przejawiał się w panu już wcześniej talent aktorski? M. D.: Będąc w technikum wygłupialiśmy się często z kolegami na różnych akademiach. Po jednym z tych występów pani od historii zapytała mnie, czy nie myślałem o tym, aby zdawać do szkoły teatralnej. Posłuchałem jej, a ona poznała mnie z kolejnymi osobami, które pomogły mi się od tego przygotować. GIGant: Potrafi pan sobie przypomnieć jakąś najzabawniejszą sytuację, która przydarzyła się panu podczas pracy przed kamerami? M. D.: Mam problem z przypominaniem sobie takich anegdot. Jest jednak sytuacja, która miała miejsce kilka razy. Ludzie na ulicy na szczęście mnie nie poznają, lecz zdarzyło się, że mijały mnie młode osoby, odwracały się i jedna mówiła do drugiej: „Patrz , to ten Despero z Pitbulla”. Na co ta druga odpowiadała: „Co ty gadasz, Despero jest dużo większy”. Tak więc zdarza się, że na ekranie jestem wyższy. GIGant: Za co lubi pan swój zawód? M. D.: Przede wszystkim za to, że wszystko mi wolno, mogę wcielić w każdą rolę i robić co chcę. W życiu jestem raczej spokojny, bo w pracy mogę sobie poszaleć- pokrzyczeć, wyżyć się, pobiegać z pistoletem czy karabinem, gdyż wyobraźnia w tym zawodzie nie ma granic. GIGant: Aktualnie gra pan główną rolę w serialu „Głęboka woda”. Opowiada on o pracownikach pomocy społecznej, którzy rozwiązują problemy różnych ludzi. Myśli pan, że odbiorcy przed telewizorami wyciągną z niego jakieś wnioski? M. D.: Myślę, że o to będzie trzeba zapytać widzów, ale wierzę, że tak. Zawsze mam nadzieje, że film, w którym biorę udział, skłoni odbiorców do refleksji na jakiś temat, myślenia o swoim życiu i postępowaniu. GIGant: Czy jest jakaś rola, którą bardzo chciałby pan zagrać? M. D.: Może to dziwne, ale nigdy nie miałem roli marzeń, czegoś takiego, że coś bardzo chciałbym coś zagrać. Myślę jednak, że warto nakręcić film o Zbyszku Cybulskim i póki jestem jeszcze w tym
Jeśli się czegoś bardzo chce i bardzo się wierzy, to musi się udać


wieku, to mógłbym wcielić się w tę rolę. Ale nic na siłę. Czekam na to, co przyniesie los. Rzadko, ale zdarzało mi się zawalczyć i powiedzieć, że wydaje mi się, że jest to rola dla mnie, ale też kilka razy odmawiałem, gdyż stwierdziłem, że ktoś inny zagrałby to lepiej. Zawsze staram się był fair wobec siebie i przyjaciół. GIGant: Czego życzyłby pan wszystkim osobom, które marzą o karierze aktorskiej? M. D.: Życzyłbym szczęścia i powodzenia. Żeby nie upadały na duchu po jakiś potknięciach, bo jeśli się czegoś bardzo chce i bardzo się w to wierzy, to musi się udać. GIGant: Czy oprócz aktorstwa ma pan jakieś inne pasje? M. D.: Przede wszystkim sport- póki mogę, gram w piłkę nożną, która kręci mnie dzieciństwa, biegam i jeżdżę na rowerze. Bardzo lubię samochody, jednak nie mam czasu na to, by wgłębiać się w to zainteresowanie, więc jeżdżę głównie do pracy. No i najważniejsza sprawa, czyli moje dzieci. Uwielbiam z nimi przebywać i bawić się, bo dzieci to potęga. GIGant: Jakie jest pana największe marzenie? M. D.: Żeby wszyscy byli szczęśliwi. Wiem, że to brzmi trochę jak z wyborów miss, bo tam wszystkie dziewczyny chcą pokoju na świecie itp. Wydaje się, że są to oklepane i śmieszne rzeczy, lecz ja naprawdę życzę wszystkim ludziom jak najlepiej. GIGant: Dziękuję za rozmowę. Marysia Styburska Walne zebranie Dnia 18 maja odbyło się walne zebranie. Poruszano głównie tematy finansów szkoły w roku 2010. Mówiono również o promocji gimnazjum. Nie mogło zabraknąć dyskusji na temat świateł na przejściu dla pieszych przy ulicy Wolności i Jarocińskiej. Okazało się, że szybko ich się nie doczekamy, dlatego póki co musimy polegać na przeprowadzaczu, który każdego dnia pomaga bezpiecznie przejść uczniom na drugą stronę drogi. Oburzenie zarządu wywołała również rozmowa o szkolnym boisku, które miało być remontowane już w zeszłym roku. Kolejnym terminem miał być wrzesień, jednak na dzień dzisiejszy nie ma na to ani żadnej kwoty pieniężnej, ani wykonawcy, ani nic, co mogłoby spowodować postępy w remoncie. Boisko niestety nie jest w najlepszym stanie, dlatego z niecierpliwością czekamy na dalszy bieg sprawy. Roksana



Goliniacy w finale Finał X Diecezjalnego Konkursu recytatorskiego pod hasłem „W komunii z Bogiem i ludźmi” odbył się w Koźminie Wielkopolskim. Z Goliny do finału zakwalifikowały się trzy uczennice. W szranki o nagrodę główną czyli pielgrzymkę do Rzymu ufundowaną przez Biskupa Kaliskiego Stanisława Napierałę stanęło 42 recytatorów reprezentujących najróżniejsze miejscowości z terenu całej naszej diecezji. Aby wystąpić w finale trzeba było przejść najpierw gęste sito eliminacji szkolnych czy parafialnych a następnie przejść pozytywnie przez eliminacje rejonowe. Łącznie we wszystkich szczeblach eliminacji o finał eliminowało się prawie 500 młodych ludzi uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. W jury finału X Diecezjalnego Konkursu Recytatorskiego zasiadali: Justyna Rybczyńska, Piotr Naporowski, Kasper Ekert, Robert Idkowiak i Marian Rybicki. Szkołę podstawową w Golinie reprezentowała piątoklasistka Martyna Naskręt, natomiast gimnazjum Karolina Adamkiewicz i Klaudia Orpel. Ta ostatnia zdobyła pierwsze miejsce w kategorii szkół gimnazjalnych. Finał Konkursu zakończył Koncert Laureatów oraz spektakl „Dialogi” na podstawie dramatów Karola Wojtyły w wykonaniu Teatru Niepokojów Twórczych. W Roszkowie papiesko i biblijnie W Zespole Szkolno – Przedszkolnym w Roszkowie jednego dnia odbyły się dwa konkursy religijne. Najpierw uczniowie klas V – VI rozwiązywali test o bł. Janie Pawle II. Zakres pytań obejmował tylko podróże do Polski. Niestety wzięło w nim udział zaledwie sześcioro uczniów z Gminy Jarocin. Szkołę podstawową w Golinie reprezentowała Wiktoria Wyrwas z klasy V. Różnice punktowe były minimalne. – Gratuluję wam fantastycznej wiedzy o naszym rodaku – podsumował konkurs Maciej Mazurek, dyrektor placówki. Dwie godziny później odbył się po raz czwarty konkurs biblijny. W tym roku uczniowie musieli się wykazać wiedzą o Ewangelii wg św. Jana. Tu również uczestnicy mieli do rozwiązania test. – Biblia to nie tylko zdobywanie wiedzy. Czytanie Biblii jest wyrazem naszej miłości do Boga – powiedział na koniec ks. Krzysztof Milewski, proboszcz parafii w Siedleminie. Wśród 19 uczestników była reprezentantka Goliny Julia Pospieszna z klasy VI zdobywając ósme miejsce. W obydwu konkursach wszystkie dzieci otrzymały pamiątkowe dyplomy i nagrody książkowe. LEWORĘCZNOŚĆ
Leworęczność to nie kalectwo


Całe szczęście, że ja i Zuzia, a także inni leworęczni, żyjemy w XXI wieku. Znam wiele przypadków, a zalicza się do nich moja ciocia, że tzw. „mańkutów” bito po lewej ręce linijką za każdym razem, gdy zaczynało nią pisać. Ale czasy się zmieniły i każdy może robić co chce (no, prawie). Niestety utrudnienia nadal są, ponieważ większość przyrządów jest zaprojektowana dla praworęcznych. W mojej klasie na 17 osób 3 są leworęczne; same dziewczyny, chociaż znam jednego chłopaka, który częściej posługuje się lewą ręką. Nie wiem natomiast, czy do nas zaliczają się ci, którzy piszą prawą ręką, ale pozostałe czynności wykonują lewą. Dawno, dawno temu, kiedy po świecie chodzili rycerze atak „z mańki” potrafił uratować życie, ponieważ przeciwnik spodziewał się ataku z innej strony. Adrianna Większość ludzi sprawniej i lepiej posługuje się prawą stroną swego ciała: ręką, okiem, uchem i nogą, gdyż tak ukształtowała ich natura. Powszechne jest nawet przekonanie, że strona prawa jest lepsza od lewej. Tymczasem leworęczność nie jest wadą. To po prostu inny pomysł naszego organizmu. Leworęczność (dawniej mańkuctwo) – odwrócona w stosunku do większości ludzi funkcjonalność prawej i lewej ręki. Około 8–15% ludności jest leworęczna. Osoby leworęczne w odróżnieniu od praworęcznych, piszą, jedzą i wykonują większość czynności wymagających dużej precyzji ruchów za pomocą ręki lewej. Leworęczni nazywani są czasem mańkutami, lecz jest to określenie nieakceptowane przez wielu ludzi, a nawet uważane za obraźliwe. Najpierw krótki portret leworęcznego:



zwykle umysł ścisły, kreatywny, uzdolniony plastycznie, dokładny, spostrzegawczy. Według badań australijskich naukowców z 2009 roku osoby leworęczne mają też lepszy refleks, myślą szybciej przy wykonywaniu skomplikowanych zadań, osiągają dobre wyniki w sporcie, są często niepokonane w grach komputerowych. Mocno stąpają po ziemi, patrzą na świat bardziej całościowo, przestrzennie. Jeśli ktoś jest "lewusem" lub "ma dwie lewe ręce" i "wstaje lewą nogą" postrzegany jest jako osoba gorsza, gdyż słowa go określające niosą ze sobą negatywne konotacje. Co innego człowiek "prawy" i "praworządny", który jest czyjąś "prawą ręką" - jesteśmy gotowi mu zaufać. Leworęczni są największą mniejszością na świecie - stanowią 10% całej populacji na Ziemi. Niegdyś uważani byli za odmieńców. Na szczęście dziś podejście do osób posługujących się lewą ręką zmienia się, Powiedzenia i przesądy: • wstać lewą nogą • mieć dwie lewe ręce • sprzedawać coś na lewo • mówić o kimś „lewus” • - tylko kot, który przebiega drogę z lewej strony przynosi nieszczęście! Skąd się bierze leworęczność? „Dotychczasowe badania nad podłożem ręczności – wskazują na trzy grupy czynników determinujących preferencję lewej ręki: • genetyczne, • patologiczne • kulturowe Prawdy o leworęcznych 1. Szybciej i łatwiej uczą się języków obcych. 2. Mają większe zdolności wizualne, szczególnie zdolność widzenia przestrzennego. 3. Lepiej znoszą apopleksję, udar mózgu, ponieważ każda z półkul mózgowych może przejąć funkcje drugiej. 4. Z charakteru są ludźmi walecznymi, bo od małego muszą walczyć o siebie w świecie praworęcznych. 5. Zdaniem naukowców, są też ludźmi bardzo twórczymi. 6. Leworęczni umierają wcześniej, ponieważ mają słabszy układ odpornościowy. Prawdopodobieństwo narodzin leworęcznego dziecka w przypadku, gdy: a) oboje rodzice leworęczni wynosi 46%; b) oboje rodzice praworęczni wynosi 2%; c) jeden rodzic jest leworęczny wynosi 17%. Prawdopodobieństwo wystąpienia leworęczności jest wyższe u mężczyzn (12,6%) niż u kobiet (9,9%). Faktem świadczącym na niekorzyść teorii genetyczne jest występowanie różnic w ręczności wśród bliźniąt jednojajowych (u około 20% par rodzeństw), których genotypy są identyczne. Korzyści z bycia leworęcznym Istnieją przypuszczenia co do tego, iż sprawność manualna ludzi leworęcznych jest nieco wyższa niż osób praworęcznych. Takie osoby mają dobry refleks, wyczucie odległości (a więc i poprawniej oceniają głębię), widzenie trójwymiarowe (np. na podstawie rzutów obiektów) nie sprawia im trudności, podobnie jak rozpoznawanie złożonych figur geometrycznych. Lepiej od osób praworęcznych wypadają w testach na myślenie, które polegają na szukaniu wielu rozwiązań, odnoszą sukcesy w dziedzinach wymagających elastyczności, kreatywności i myślenia angażującego kilka zmysłów. Oni też mają swoje święto 13 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Leworęcznych. Organizuje je światowa organizacja Klub Leworęcznych, której siedziba znajduje się w Wielkiej Brytanii.
POZDRAWIAMY WSZYSTKICH LEWORĘCZNYCH!!!


Najsławniejsi leworęczni: Ludwig van Beethoven, Niccolo Paganini, Jimmy Hendrix, Paul McCartney, Ringo Starr (który 15.06. ma zawitać do Polski), Bob Dylan, Juliusz Cezar, Napoleon Bonaparte, Winston Churchill, Benjamin Franklin, George Bush, Bill Clinton, Książę Karol i Książę William, Pele, Diego Maradona, Martina Navratilowa, Monika Seles, Charlie Chaplin, Greta Garbo, Marilyn Monroe, Tom Cruise, Nicole Kidman, Robert de Niro, Whoopi Goldberg, Kim Basinger, Julia Roberts, Andrzej Wajda, Jerzy Pilch i Ewa Gawryluk. „Zuza” Festiwal muzyki rockowej Jarocin 2011
Fani nieco ostrzejszej muzyki już odliczają dni do piętnastego lipca, którego zaczyna się jeden z najstarszych festiwali w Polsce. Koncerty trwają do niedzieli, siedemnastego lipca, ale już od trzynastego będzie można za darmo oglądać występy młodych kapel, tzw. Rytmy Młodych. Organizatorzy powrócili do tradycji pierwszych „rockowisk”. Pewnie niewielu dziś jeszcze pamięta, że wieki temu pierwszy festiwal polegał tylko i wyłącznie na prezentowaniu i promowaniu młodych


wykonawców. Czasem zagrał jakiś jeden bardziej znany zespół. Dziś, jak widać, formuła nieco odmienna, ale na szczęście muzyka ta sama. No, może jednak nie do końca, ponieważ doszły mnie słuchy, że ma się również pojawić niejaki Kamil Bednarek. Dla fanów (a raczej: fanek) to dobra nowina. Ja nie wiem, nie słyszałam jak śpiewa, wiem tylko że rzesze nastolatek go uwielbiają (czyli pewnie w opinii publicznej uchodzi za przystojnego). Na szczęście nie zabraknie też wykonawców bardziej rockowych, a nawet, ku mojej uciesze- metalowych. Na scenie pojawią się na pewno takie kapele jak: Apocalyptica, Dżem, The Blackout, Sorry Boys, Heroes Get Remembered, Armia, Strachy Na Lachy, Cool Kids Of Death, Baaba Kulka (podobno genialne połączenie dwóch zespołów), Neony – ubiegłoroczni zwycięzcy przeglądu młodych zespołów, Dananananaykroyd, The Subways, Happysad, R.U.T.A., Grin Piss, Bad Religion, Myslovitz, Deriglasoff Band, Moskwa, Acid Drinkers. Nie zabraknie również Piotra Roguckiego, wokalisty Comy. Spytałam kilka osób z naszej szkoły, co sądzą o tegorocznej edycji festiwalu.



Jest coraz drożej, niestety, zarazem i coraz gorzej z roku na rok. Grają coraz słabsze zespoły, które zdominowały tych, dla których zorganizowano pierwszy festiwal, czyli młode kapele, a to niestety zanika. Bartosz Ignaszak, klasa 2c Tegoroczny skład zespołów na festiwalu jest moim zdaniem przyzwoity, ale nie powalający. Prawdę mówiąc, gdybym miał jechać gdzieś dalej, wolałbym wybrać się na Woodstock. p. Tomasz Jankowski, nauczyciel muzyki Uważam, że festiwal jest odskocznią od codzienności. Można na nim posłuchać dobrej muzyki, poznać ciekawe osoby. W naszej okolicy to jedyny festiwal, więc warto czekać cały rok. Klaudia Skorodziej, klasa 2c Adrianna GROM GOLINA
PODSUMOWANIE SEZONU 2010-2011


Doskonale spisały się drużyny młodzieżowe Gromu Golina w rozgrywkach ligowych w sezonie 2010/2011, 28 spotkań aż w 22 zwyciężając !!! Zespół orlika zwyciężył w swojej grupie i wystąpił w finałowym turnieju okręgu kaliskiego, natomiast trampkarze młodsi zajęli drugie miejsce, najwyższe w dotychczasowej historii Gromu drużyn młodzieżowych na dużym boisku. Orliki (chłopcy z roczników 2000 i młodsi) grający na zmniejszonym boisku o wymiarach orlika w składach siedmioosobowych plus bramkarz występowali w jednej z ośmiu grup eliminacyjnych okręgu kaliskiego. Podopieczni Aleksandra Matuszewskiego i Grzegorza Walczaka okazali się bezkonkurencyjni i zwyciężyli w grupie, odnosząc 8 zwycięstw, 1 mecz remisując, doznając 1 porażki. Najwyższe zwycięstwo odnieśli nad GKS Jaraczewo 8:1 i 7:0 oraz Antonio Jarocin 11:4, Zwycięzcy ośmiu grup spotkali się w turnieju finałowym rozegranym w Ostrowie. Niestety, nasi młodzi piłkarze nie wytrzymali presji i zajęli dopiero siódme miejsce. Trampkarze młodsi (chłopcy z roczników 1997,98,99) trenujący pod opieką Sebastiana Waszkiewicza i Piotra Kowalczyka także zaliczyli doskonały sezon, zajmując drugie miejsce, wyprzedzając między innymi zespoły Calisii Kalisz, Włókniarza Kalisz czy Piasta Kobylin. W 18 spotkaniach aż 14 razy zwyciężali i tylko 4 razy ulegali przeciwnikom. Najwyższe zwycięstwa odnieśli nad Białym Orłem Koźmin 7:0, Koroną Stawiszyn 6:1, Calisią Kalisz 6:2 i Jarotą Jarocin 4:1. Jest to najwyższe miejsce zajęte przez drużyny młodzieżowe Gromu na pełnowymiarowych boiskach.



Wyniki i tabele drużyn młodzieżowych Gromu w sezonie 2010/2011. orliki Przeciwnik Dom Wyjazd Antonio Jarocin 11:4 4:1 Stal Pleszew 3:6 4:1 GKS Jaraczewo II 4:4 7:5 Płomyk Koźminiec 3:0 5:3 GKS Jaraczewo I 8:1 7:0 Bilans 8-1-1 Tabela orliki Zespół Punkty Bramki Bilans zrp 1. Grom Golina 25 56-25 8-1-1 2. Antonio Jarocin 21 45-32 7-0-3 3. Stal Pleszew 17 37-23 5-2-3 4. GKS Jaraczewo II 13 47-46 3-4-3 5. Płomyk Koźminiec 7 26-38 2-1-6 6. GKS Jaraczewo I 3 19-66 1-0-9 Trampkarze młodsi Przeciwnik Dom Wyjazd Jarota Jarocin 4:1 1:2 Pogoń Skalmierzyce 0:3 0:1 UKS Żelazków 6:2 0:4 Włokniarz Kalisz 2:1 4:2 GKS Żerków 4:1 3:0 Calisia Kalisz 3:1 6:2 Piast Kobylin 1:0 3:2 Korona Stawiszyn 2:0 6:1 Biały Orzeł Koźmin 7:0 4:2 Bilans 14-0-4 Zespół Punkty Bramki Bilans zrp 1 Jarota Jarocin 45 91-22 19-0-3 2 Grom Golina 42 56-25 18-0-4 3 Pogoń Sklamierzyce 39 72-13 12-3-3 4 UKS Żelazków 31 68-42 10-1-7 5. Włókniarz Kalisz 31 78-45 10-1-7 6 GKS Żerków 23 35-45 7-2-9 7 Calisia Kalisz 22 40-49 7-1-10 8 Piast Kobylin 16 27-84 5-1-12 9 Korona Stawiszyn 10 26-125 3-1-14 10 Biały Orzeł Koźmin 6 29-94 2-0-16 Kadra trampkarzy GROMU: S. Brugger, B. Kubiak, M. Krysztofiak, A, Gościniak, K. Gładczak, P. Bartniczak, M.



Bryll, W. Balcerski, J. Goździaszek, M. Szymkowiak, M. Pluta, J. Szymkowiak, K. Potarzycki, Sz. Szwajkowski, M. Mikołajewski, O. Dyoniziak, P. Matuszak, K. Jaskólski; Trenerzy: Sebastian Waszkiewicz, Piotr Kowalczyk Reprezentacja orlików GROMU: K. Radomski, M. Wachowiak, K. Wojtczak, A. Bryll, A. Pluta, K. Nowakowski, J. Nowicki, E. Paszkiewicz, Ł. Walczak, M. Walczak, A. Pluta, P. Mizgalski, K. Bruzi, E. Walczak, W. Jankowski, K.. Musiał, K. Mizera, Sz. Kościelniak; Trenerzy: Aleksander Matuszewski, Grzegorz Walczak SPORT...SPORT...SPORT...
Dzień sportu


24 maja 2011 roku w golińskiej szkole odbył się Dzień Sportu, w którym wzięli udział wszyscy uczniowie szkoły podstawowej i gimnazjum. Każdy z uczestników sportowych zmagań, mógł pokazać się ze swojej mocnej strony i nie tylko wygrywać, ale też próbować pobić swoje rekordy życiowe , jak i szkolne. Nasi najmłodsi koledzy i koleżanki z klas IIII wzięli udział w biegu na 40 metrów, rzucie piłką lekarską oraz w skoku w dal; zaś ci starsi z klas IVVI rywalizowali w biegach na dystansie 60 metrów, 600 metrów i 1000 metrów również w skoku w dal i w rzucie piłka lekarską. Na koniec pozostali ci najstarsi i najmocniejsiczyli gimnazjaliści. Oni zaś zmierzyli się w takich konkurencjach, jak pchnięcie kulą, rzut piłką lekarską, skok w dal i bieg na 100, 600 i 1000 metrów. Wśród konkurencji nie mogło zabraknąć tego, co przykuwa największą uwagę i wzbudza niewiarygodne emocje - mianowicie sztafety. Ci, którzy nie zostali wybrani do żadnej z dyscyplin, mogli sprawdzić się na torze przeszkód albo po prostu zasiąść na trybunach i tam dzielnie dopingować swoich rówieśników w ich zmaganiach. Oczywiście nie można zapomnieć o nauczycielach, którzy wytrwale czuwali na przydzielonych im stanowiskach i robili, co w ich mocy, by wszystko przebiegało według zasady FAIR PLAY. Mimo tego, że nie wszyscy mogli stanąć na podium, to i tak każdy, kto brał udział w zawodach, mógł czuć się wygranym. Gosia Jelak HISTORYCZNY SUKCES PIŁKARZY III miejsce piłkarzy SP Golina w rejonie!!! Bardzo dobrze spisali się piłkarze ze szkoły podstawowej w Golinie, którzy w rozegranym 01.12.2010 w Nekli Finale Rejonowym Poznań Teren Wschód zajęli trzecie miejsce w halowej piłce nożnej. Do zawodów zakwalifikowało się sześć zespołów mistrzów powiatów średzkiego, śremskiego, wrzesińskiego, gnieźnieńskiego, mosińskiego i jarocińskiego. Młodzi piłkarze z Goliny reprezentowali powiat jarociński, dzięki zwycięstwu we wcześniejszych eliminacjach gminnych oraz powiatowych. Mistrzowie powiatu jarocińskiego wrócili z brązowym medalami odnosząc trzy zwycięstwa i dwie porażki. W pierwszych pojedynkach pokonali SP Luboń 3:0, SP Klęka 3:1 i gospodarzy SP



Nekla 2:1. Niestety piłkarze z Nekli grali bardzo brutalnie i dwóch piłkarzy doznało kontuzji, Marcin Szymkowiak nie mógł wystąpić w następnych pojedynkach a Krzysztof Gładczak grał z kontuzją, W tych spotkaniach golinianie ulegli SP Śrem 0:2 i SP Gniezno 2:6 ostatecznie zajmując trzecie miejsce na szczeblu rejonu. Poziom zawodów był bardzo wysoki a w przeciwnych zespołach grali między innymi piłkarze trenujący w Lechu Poznań. Wszyscy uczniowie SP Golina trenują w klubie Grom Golina. Skład: Adam Gościniak, Krzysztof Gładczak, Piotr Matuszak, Bartosz Kubiak, Marcin Szymkowiak, Krzysztof Potarzycki, Szymon Kościelniak., trener: Sebastian Waszkiewicz Finały rejonu Poznań Teren Wschód:1. SP 12 Gniezno, 2 SP 6 Śrem, 3 SP Golina, 4. SP Nekla, 5. SP. Klęka, 6. SP. Luboń Droga SP Golina: Eliminacje gminne: SP 2 Jarocin 2:0, SP Potarzyca 5:0, SP. Prusy 3:0, Finały gmine: SP 2 Jarocin 4:0, SP Wilkowyja 1:1, SP Mieszków 6:0, Finały powiatowe: SP 4 Jarocin 4:1, SP Dobieszczyzna 8:2, SP Wilkowyja 5:1 Finały rejonowe: SP Luboń 3:0, SP Klęka 3:1, SP Nekla 2:1, SP Śrem 0:2, SP Gniezno 2:6 Wyniki: finałów rejonu:Gniezno – Klęka 5:1, Nekla Śrem 0:2, Golina – Kleka 3:1, Gniezno – Nekla 4:1, Śrem Golina 2:0, Klęka – Nekla 3:3, Gniezno – Śrem 3:0, Golina – Nekla 2:1, Klęka – Śrem 0:3, Gniezno – Golina 6:2 na zawody nie dotarła SP Luboń. Gimnazjaliści z Goliny w finałach wojewódzkich Lekkoatleci z naszego gimnazjum wystąpili w mistrzostwach województwa rozegranych na stadionie lekkoatletycznym w Lesznie. W zawodach startowali najlepsi lekkoatleci z



Wielkopolski wyłonieni z wcześniejszych eliminacji rejonowych, Poziom zawodów był bardzo wysoki. Występowało w nim kilku mistrzów Polski z poprzedniego roku. Nasi reprezentanci zaprezentowali się bardzo dobrze, zajmując czołowe miejsca. Adrian Żakowski po raz kolejny poprawiając rekord szkoły skacząc na odległość 6,09 m zajął 6 miejsce, tracąc do podium 7 cm. Błażej Skałecki także wystąpił w konkurencji skoku w dal i awansował do ścisłego finału zajmując ostatecznie 8 miejsce z wynikiem 5,85 cm. Sztafeta szwedzka w składzie Honoriusz Pierzchała, Błażej Skałecki, Michał Potarzycki, Adrian Żakowski także zajęła 8 miejsce w Wielkopolsce. Słabszy występ



zanotował tylko Honoriusz Pierzchała w rzucie oszczepem, zajmując XVIII miejsce W klasyfikacji drużynowej szkół wśród chłopców nasze gimnazjum zajęło wysokie 16 miejsce na 119 sklasyfikowanych. WSPÓLNY WYJAZD SPORTOWCÓW Uks Grom w środę 15 czerwca zorganizował wyjazd dla sportowców ze SP i Gimnazjum do Poznania w którym brało udział 80 uczniów. W wyjeździe mogli uczestniczyć tylko uczniowie, którzy znależli się na liście sportowców w ramach klasyfikacji na najlepszego sportowca Szkoły Podstawowej i Niepublicznego Gimnazjum w Golinie. Wszyscy uczestnicy najpierw udali się do kina a następnie odbyli wspólny ponad 4 kilometrowy spacer wokół jeziora maltańskiego zakończony pobytem w galerii Malta.
NAJLEPSI SPORTOWCY GOLIŃSKICH SZKÓŁ


W poniedziałek 13 czerwca odbyło się uroczyste podsumowanie wyników na "najlepszego sportowca" Szkoły Podstawowej i Niepublicznego Gimnazjum w Golinie. Uroczyste podsumowanie konkursu na "najlepszego sportowca" odbyło się na boisku szkolnym. Przypomnijmy że konkurs prowadzony jest przez cały rok szkolny, a uczniowie zdobywają punkty za udział w poszczególnych zawodach i imprezach sportowych oraz pomoc przy ich organizacji.Podczas uroczystości najlepsza dziesiątka otrzymała pamiątkowe medale i statuetki a zwycięzcy ponadto okolicznościowe koszulki. Wyróżnienia wręczali dyrektor Urszula Kowalczyk oraz przedstawiciele Rady Rodziców - pan Piętka (szkoła podstawowa) pani Wojtczak (gimnazjum). Nagrody ufundowali Rada Rodziców oraz UKS Grom Golina Wyniki – szkoła podstawowa: M imię i nazwisko klasa punkty 1 Szymon Kościelniak IV 158 2 Adam Gościniak VI 134 3 Krzysztof Gładczak VI 128 4 Marcin Szymkowiak V 108 5 Krzysztof Potarzycki V 99 6 Bartosz Kubiak V 93 7 Mariusz Magda VI 89 8 Piotr Matuszak VI 80 9 Daniel Łukaszyk IV 64 10 Bartosz Wałęsiak VI 61



M imię i nazwisko klasa punkty 1 Justyna Raźniak IV 44 2 Klaudia Maciejewska V 41 3 Emilia Chyba VI 37 4 Maria Ratajczak IV 35 5 Jagoda Drzewiecka V 30 6 Oliwia Tomczak IV 25 6 Zuzanna Bryll IV 25 8 Krystyna Maciejewska V 23 9 Wiktoria Sierszuła IV 22 10 Magdalena Stefańska III 21 Wyniki – gimnazjum: M imię i nazwisko klasa punkty 1 Adrian Żakowski IIIB 217 2 Błażej Skałecki IIIB 169 3 Michał Potarzycki IIC 130 4 Honoriusz Pierzchała IIIA 121 5 Dominik Jaskólski IIIA 53 6 Jakub Szymkowiak IA 42 7 Dariusz Zawodny IIIA 39 8 Artur Brzeziński IIA 27 9 Marcin Bryll IA 25 10 Patryk Andrzejczak IIIB 17 M imię i nazwisko klasa punkty 1 Joanna Górnaś IB 58 2 Natalia Patryniak IA 54 3 Michalina Jachnik IIIB 54 4 Wioletta Potarzycka IIB 44 5 Klaudia Orpel IIB 40 6 Adrianna Brugger IIIA 38 7 Martyna Paterska IIB 37 8 Ewa Gładczak IIB 31 9 Urszula Półrolniczak IIIB 29 10 Justyna Andrzejczak IIB 25 Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Roksana Hernes, Karolina Adamkiewicz, , Julita Golka, Dominika Kordus, Zuzanna Kulka, Marta Łukaszewska, Natalia Mąka, Magda Mróz, Franciszek Ostojski, Adrianna Pańczak, Joanna Pietrzak, Katarzyna Rygalik, Olga Wojtczak, Wirginia Wojtczak, Sandra Wolicka