Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. (J 1,14) Wesołych świąt Bożego Narodzenia! Nasze adwentowe oczekiwanie dobiegło końca. Możemy już świętować przyjście Jezusa, Słowa, które stało się ciałem. W natchnionych słowach Jana kryje się cudowna tajemnica, której nigdy nie przenikniemy do końca świata. Święty i nieogarniony Bóg- nasz potężny i mądry Stwórca- postąpił wbrew ludzkiej logice. Zamiast czekać, aż wreszcie sami pójdziemy po rozum do głowy i zdecydujemy się do Niego powrócić, uniżył samego siebie i przyszedł do nas! Nie musimy szukać Boga na krańcach ziemi! Nie musimy odmawiać sobie pokarmu ani snu. Nie musimy przekopywać się przez tomy podręczników teologii. Nie musimy od rana do wieczora odmawiać przepisanych modlitw. Bóg jest z nami! Ponieważ Bóg stał się człowiekiem i dzielił nasze zwyczajne życie, możemy odnaleźć Go tu i teraz, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy. On żartuje przy naszym stole. On wita uściskiem naszych krewnych i znajomych. on słucha, kiedy wyrażamy przed Nim najprostsze dziękczynienia i najgłębsze potrzeby. Możemy Go spotkać w niewinności śpiącego dziecka, w doskonałości płatka śniegu, w zaskoczeniu niespodziewanym spotkaniem, w urywku znanej kolędy. Możemy doświadczyć Jego obecności i już dziś, jeśli tylko zwolnimy tempo i wyciszymy przed Nim nasze serca. Oto cały sekret życia chrześcijańskiego. Możemy korzystać z mocy sakramentów, gdyż w nich dotykamy Jezusa. Możemy wypełniać przykazania, ponieważ Jezus nie tylko przeszedł tę drogę przed nami, ale przechodzi ją z każdym z nas. Możemy kochać innych, nawet tych najbardziej odrażających, ponieważ Jezus umarł z miłości do nas wszystkich. Możemy wytrwać do końca, ponieważ Jezus przeszedł w ludzkim ciele drogę ze śmierci do życia.

„Nie wyobrażam sobie świąt bez swoich bliskich”

Pan wszechświata zamieszkał w naszej codziennej rzeczywistości. Obyśmy zobaczyli Jego obecność! Ks. J. Pytlik Gigant: W jaki sposób spędzają państwo święta? Bogusława Grzesiek: Święta w naszym domu są wykładnią tego, co wynieśliśmy z naszych domów rodzinnych. U męża były to święta w tradycji wielkopolskiej, natomiast w moim rodzinnym domu smak świąt to kuchnia litewska i polska. Wspólne zwyczaje dotyczą momentu wieczoru, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Choinka prawie zawsze prawdziwa, mieni się kolorowymi bombkami. Na stole leży biały obrus, a pod nim sianko. Obowiązkowo musi być dwanaście potraw i każdej, bez wyjątku, należy skosztować. Jeśli nie dopełni się tego zwyczaju, to jakaś przyjemność może nas w nowym roku opuścić. W praktyce to każdy wcina to, co najbardziej lubi, a mniej lubianą wigilijną potrawę dla spróbowania weźmie na czubek widelca . Tradycja początku dnia wigilijnego to dopilnowanie, by do domu pierwszy wszedł mężczyzna. Nie najlepsza to wróżba, jeśli w dzień wigilijny do domu, jako pierwsza zawita kobieta. Mąż rano rusza więc na akcję „ja tu pierwszy”, żeby zdążyć przed wszystkimi, a przede wszystkim przed kręcącymi się wszędobylskimi kobitami . Gigant: Ile osób zasiada przy wigilijnym stole? Czy to tylko rodzina? B. G.: Gdy wprowadziłam się do Goliny robiłam Wigilię dla całej rodzinki, tzn. zjeżdżało tu, do domu rodzinnego, rodzeństwo męża. Ten stan rzeczy trwał krótko. Wiązało się to z przejazdem (rodzeństwo męża nie mieszka w Golinie, a moje, to już inna bajka, odległa o 200 km), a także z powiększaniem się każdej rodziny. Teraz do naszego stołu wigilijnego zasiada 8 osób i to jest najbliższa rodzina. Gigant: Jakie potrawy



zazwyczaj przygotowuje pani na stół wigilijny? B. G.: Nie będę tu oryginalna. Myślę, że większość tych, które przygotowują wszystkie gospodynie. Króluje karp, czasami też szczupak, poza tym różne ryby: w galarecie, po grecku, w pomidorach, śledzie na różne sposoby, pierogi z kapustą i grzybami, zupy: grzybowa i śliwkowa, kluski z makiem, kutia, kompot z suszonych owoców, sałatka tradycyjna, makowce, strucle, keks, sernik pomarańczowy i jakieś „mokre” - czyli kremowe ciasto, ale to już według „zamówień” domowników. Gigant: Ulubiona potrawa Wigilijna? B. G.: Zdecydowanie cała rodzina czeka na pierogi z grzybami i kapustą. Moje pierogi smaży się w oleju - jak pączki, a potem zajada zamiast chleba. Prawdę powiedziawszy do końca nie wiem, skąd wzięłam na nie przepis. Byłam przekonana, że moja babcia takie robiła, ale nikt z mojego rodzeństwa tego nie potwierdza, więc chyba ja też tworzę swoją tradycję. Z biegiem lat udoskonalałam swój przepis i chyba pierożki są już takie, jakie mają być . Tu muszę dodać, że pierogi przygotowuję ja z dziewczynami, ale smaży je mąż, któremu tylko czasami trzeba pomóc gdy pierogi są zbyt niesforne i obracają się w garnku. Wtedy dodatkowa para rąk bardzo sie przydaje . Zawsze musi być też zupa grzybowa, a zgodnie z tradycją domu rodzinnego męża, także śliwkowa. Wszyscy dopominają się również klusek z makiem i ryb w różnym wydaniu. Z kolei z mojego rodzinnego domu przemycam kutię, którą początkowo jadałam sama, a która teraz zyskuje coraz więcej zwolenników. Gigant: Czego w Boże Narodzenie nie może zabraknąć, co jest dla państwa najważniejsze? B. G.: Nie wyobrażam sobie świąt bez swoich bliskich. Wtedy umacnia się we mnie przekonanie, że żyję z ludźmi, których potrzebuję, a moja kochana rodzinka pozwala mi odczuć, że beze mnie, tak jak bez każdego innego domownika, nikt nie zasiadłby do wigilijnego stołu. I mimo że Boże Narodzenie kojarzy mi się z wieloma innymi przyjemnymi rzeczami, to z biegiem czasu najważniejsza wydaje się pewność, że każdy z nas ma swoje miejsce w domowym ciepełku i nie wyobrażam sobie, że w tym czasie miałabym gdzieś wyjechać. Nie może zabraknąć także prezentów. Nie wyobrażam sobie, żeby pod choinką było pusto. Święta, to taki moment, kiedy sprawdzamy, czy nasi bliscy byli wobec nas uważni, czy słuchali tego,



co nam w duszy gra. Prezent świąteczny, to nie pójście na łatwiznę i kupienie pierwszej rzeczy z półki, która nam się nawinie. Nie musi być drogi, ale musi być odpowiednio dobrany, dla konkretnej osoby. Czasami - nie ukrywam - jest to trudne i tęsknię do czasów, gdy starczyło kupić lalkę, grę planszową, Gigant: Śpiewacie wspólnie kolędy? B.G.: Gdy dzieci były młodsze, śpiewaliśmy co roku. Potem nie zawsze chciały włączać się we wspólne śpiewanie. W ubiegłym roku odnowiliśmy tradycję kolędowania. Może nie w taki sposób jak dawniej, ale jesteśmy na dobrej drodze. Gigant: Jak w pani domu jest kultywowana tradycja związaną z ubieraniem choinki? Czy ubierają ją państwo w dzień wigilii, czy wcześniej? I czy robicie to wszyscy razem? B. G.: W moim rodzinnym domu i początkowo również w Golinie staraliśmy się ubierać choinkę w Wigilię rano. Natomiast, kiedy nasze dzieci były małe, to ze względu na nie ubieraliśmy choinkę tydzień wcześniej. Tak to jest z dziećmi, że nie mogą się doczekać świąt, szczególnie gdy w innych oknach widzą blask światełek. Choinkę osadzał mąż, a teraz starszy syn. Wszyscy biorą udział w ubieraniu - począwszy od lampek, skończywszy na detalach, zgodnie dzieląc się bombkami i pomysłami. Śmiechu jest zawsze najwięcej przy lampkach, które po roku odpoczywania w kartonach czasem nie chcą się zapalić. Szukanie wadliwej żarówki zajmuje trochę czasu, ale cierpliwość jest nagrodzona ciepłym blaskiem choinki. Gigant: Czy wspólnie, rodzinnie wykonywali państwo świąteczne dekoracje na choinkę? B. G.: Tak, oczywiście, ale gdy dzieci były młodsze. Zasiadaliśmy wieczorami i robiliśmy łańcuchy, zabawki z papieru i wydmuszek, nawlekaliśmy cukierki itp. Ostatnio przeglądaliśmy karton z tymi zabawkami, ale niestety nie nadają się już do użytku. Ozdoby, które zakładamy teraz na choinkę, to zwykle różnego rodzaju bombki i światełka, które kupiliśmy. Gigant: Jakaś zabawna historia związana ze świętami? B. G: Tego typu historia wiąże się z wręczaniem prezentów. Z reguły w roli św. Mikołaja występował tata. Wymagało to trochę zachodu, bo trzeba było się przebrać i na krótko zniknąć. Zniknięcie taty tłumaczone było poszukiwaniem przez niego gwiazdora. Tuż po wręczeniu prezentów i odejściu Mikołaja, Ula stwierdziła, że Mikołaj miał ręce takie same, jak tata. Natomiast Tomek, który zdążył już przeszukać cały dom, zapytał: dlaczego Mikołaj zostawił buty u nas w kotłowni? Od tego czasu prezenty pojawiały się czarodziejsko pod choinką, a ich pojawienie sygnalizował dźwięk dzwoneczka. Tym razem wszyscy członkowie rodziny byli razem i działała „magia świąt” . Gigant: Czego życzyliby państwo mieszkańcom Goliny? B. G.: Niezmiennie tego samego, by jak w wierszu księdza Jana Twardowskiego, rozwiązały się nam w życiu problemy jak supełki, byśmy odrzucili urazy, umieli być ze sobą w dobrych i złych chwilach, a przede wszystkim dużo, dużo zdrowia i obyśmy pamiętali, że jeśli nie mamy co ofiarować drugiemu człowiekowi, to ofiarujmy mu chociaż swój uśmiech. Magda Mróz



Czas wolny…?!? Młodzież, choć czasu wolnego ma niewiele, stara się go jak najlepiej zagospodarować. Często jednak marnuje go na niepotrzebne zajęcia… Wszyscy twierdzą, że czasu wolnego jest za mało i nie starcza go na wiele spraw. Redakcja GIGanta porozmawiała z kilkoma młodymi ludźmi w różnym wieku. Byli to Magda, Szymon, Marta (po 15 lat), Martyna (19 lat) GIGant: Jak spędzasz swój wolny czas? Magda: W wolnym czasie… często śpię, słucham muzyki i spotykam się z przyjaciółmi. Niestety jednak nie na wszystko starcza mi czasu. Szymon: Mój wolny czas spędzam siedząc w Internecie i spotykając się z przyjaciółmi. Martyna: W wolnym czasie, chociaż ciężko go znaleźć, spotykam się z przyjaciółmi, jeżdżę na basen, czytam książki. Marta: Zazwyczaj spędzam go przed komputerem albo telewizorem, nieraz też wychodzę ze znajomymi na dwór. GIGant: Które z tych zajęć sprawia najwięcej przyjemności? Magda: Trudno powiedzieć, wszystko lubię. Szymon: Najwięcej przyjemności mi sprawia spotykaniem sie z przyjaciółmi. Martyna: Najwięcej przyjemności sprawia mi wyjazd ze znajomymi na basen, przez ten czas można poznać wiele ciekawych osób, świetnie się zrelaksować. Marta: Najwięcej przyjemności sprawia mi wyjście na dwór ze znajomymi. Fajnie wtedy się spędza czas.

W Kościele zawsze byli obecni „wierzący niepraktykujący”

GIGant: Czego nie lubisz robić w wolnym czasie? Magda: Najbardziej chyba nie lubię sprzątania. Szymon: W wolnym czasie nie lubię pracować. Martyna: W wolnym czasie po prostu nie lubię się nudzić. Marta: Myślę , że sprzątać jest to najgorsza rzecz jaka może być. Czytelniku. Czy Ty masz wolny czas? Jeśli tak, to zastanów się, czy wykorzystujesz go z pożytkiem dla siebie. Adrian & Angelika : ) Wywiad z księdzem Piotrem Nowakiem, wikariuszem w parafii Witaszyce, czyli Boże Narodzenie oczyma duchownego. GIGant: Jak to się stało, że ksiądz udał się do seminarium? W jaki sposób rozeznał ksiądz swoje powołanie? Ks. Piotr Nowak: Od dawna nosiłem w sobie pragnienia pójścia za Chrystusem, ale rozeznanie powołania i podjęcie ostatecznej decyzji zajęło mi trochę czasu. Nie był to jednak czas stracony. Nieustannie towarzyszyła mi łaska Pana Boga, który ostatecznie doprowadził mnie do święceń kapłańskich. GIGant: Co najbardziej irytuje księdza przed świętami? Ks. P.N.: Adwent powinien być przeżywany w duchu oczekiwania na przyjście Jezusa, abyśmy mogli odnaleźć w sobie na nowo miłość, którą obdarzył nas Bóg „przed założeniem świata”(Ef 1,3). Niestety wykorzystywanie świąt w celach marketingowych może skutecznie zagłuszyć w nas istotę tych kilku tygodni, a wręcz „zmęczyć” nas świętami. GIGant: Czy myśli ksiądz,



że w ogóle jest dzisiaj szansa, aby dla większości ludzi Boże Narodzenie było czymś więcej niż tylko festiwalem komercji? Ks. P.N.: Kościół daje każdemu wierzącemu narzędzia, by Boże Narodzenie przyniosło duchowe owoce. W wielu parafiach odbywają się roraty, rekolekcje, kapłani więcej czasu spędzają w konfesjonałach – od nas samych zależy, czy mamy pragnienie, by wejść w to wydarzenie nie tylko z wielką ilością potraw i prezentów, ale także wypełnieni łaską. GIGant: Czy mamy do czynienia z zanikiem wiary? Ks. P.N.: Wiele epok w dziejach świata przeżywało jakieś trudności, które sprawiały, że podejmowanie drogi wiary nie było sprawą łatwą. Ale zawsze wychodziło to Kościołowi na dobre. Obecnie coraz częściej hierarchowie powtarzają, że przeżywamy wiosnę w Kościele. I tego się trzymajmy. GIGant: Modny jest ostatnio termin "wierzący niepraktykujący" . Co ksiądz o tym sądzi? Ks. P.N.: W Kościele zawsze byli obecni „wierzący niepraktykujący”, czyli ci, którzy jeszcze nie doświadczyli w swoim życiu, kim jest Bóg i jaka jest Jego miłość. Jednak o wiele smutniejsze jest to, że są także praktykujący niewierzący. Do tej grupy jest o wiele trudniej dotrzeć z Ewangelią. GIGant: Jak należycie, godnie przeżyć Wigilię i święta? Ks. P.N.: Najlepiej z Nowonarodzonym Bogiem. GIGant: Jak ksiądz zamierza spędzić święta? Ks. P.N.: Jak każdy ksiądz przeżyję ten czas pracowicie, no może na krótki czas uda mi się odwiedzić rodzinny dom i pobyć z rodzicami. GIGant:: Czym dla księdza jest kolędowanie? Ks. P.N.: Jeśli chodzi o kolędę jako wizytę duszpasterską to nie mam zbyt wielkiego doświadczenia, ponieważ w maju przyjąłem święcenia kapłańskie, więc w tym roku po raz pierwszy będę chodził do parafian z wizyta duszpasterską. Za to kolędowanie jako śpiewanie kolęd jest piękną tradycją. Śpiewanie ich ma nam jeszcze lepiej przybliżać tę wielką tajemnicę świąt. Wspólne
kolędowanie ponadto buduje wspólnotę. GIGant: Czego ksiądz chciałby życzyć Polakom z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia? Ks. P.N.: Życzę Bożego Narodzenia w każdym sercu i w każdej rodzinie. A szczególnie wszystkim czytelnikom pragnę życzyć odkrycia tej Miłości w betlejemskiej szopce, zaproszenia tej Miłości do swego serca i przeżywania z tą Miłością każdego dnia w nadchodzącym 2013 roku. Ola


Wielu ludzi obawia się, że dnia 21 grudnia nastąpi ostateczny koniec. Znajdują się nawet maniacy, którzy budują bazy i zbierają zapasy żywności „w razie, gdybyśmy przeżyli”. W sumie to nie wiadomo, w co tak naprawdę wierzyć. Najpierw objawiła się przepowiednia Majów, których kalendarz podobno kończy się na 21 grudnia 2012 roku. Nie wzbudziło to jakiś specjalnych lub szokujących reakcji. Bo co z tego? „kolejny koniec świata”. Osobiście przeżyłam już 3 końce świata. Ziemia nadal się kręci, ja nadal istnieję. Później okazuje się, że nie tylko Majowie tak twierdzili. Nostradamus, który przewidział m.in. obie wojny światowe oraz napad na papieża Jana Pawła II, przepowiedział również, że ludzkość ma swój kres pod koniec 2012 roku. Jego przepowiednia brzmiała tak: Koniec przyjdzie z krainy łagodnego poranka, kiedy tańczący koń osiągnie 9 kół. Od niedawna wielkim hitem jest piosenka Gangnam Style wykonawcy PSY z Korei. Więc gdy tańczący koń (wykonawca utworu, PSY tańczy wśród koni) przekroczy 9 kół (liczba wejść na YouTube, ilość zer, czyli miliard) będzie koniec świata. Co ciekawe, liczba wyświetleń



na YouTube tego właśnie utworu muzycznego przekroczyła 940 milionów już 12-go grudnia!. Przepowiednia fatimska również potwierdza koniec świata, ale w trochę inny sposób niż Nostradamus. Matka Boża podczas objawień w 1917 roku przekazała trojgu pastuszkom trzy tajemnice, zwane tajemnicami fatimskimi. Dwie z nich już się spełniły, więc czas i na trzecią. Brzmi ona tak: Blask zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. W tym ogniu były zanurzone demony i dusze, jak przezroczyste rozżarzone do czerwoności węgle, czarne lub brązowe, o kształtach ludzkich, unoszące się w pożodze, wznoszone płomieniami, które wypełzały z nich samych wraz z kłębami dymu buchającymi na wszystkie strony, podobne do rozpryskujących się w wielkich pożarach iskier, chwiejne i lekkie. Wszystko to pośród jęków i wycia z bólu i rozpaczy, które przerażały i wywoływały dreszcz grozy. Demony wyróżniały się przerażającymi i ohydnymi kształtami zwierząt, strasznymi, nieznanymi, lecz przezroczystymi jak czarne rozżarzone węgle. Co dziwniejsze- sam papież Benedykt XVI unika odpowiedzi na pytania dotyczące tej przepowiedni. Wielu twierdzi, że i ona się spełni Oprócz w. w. przepowiedni istni,je też twierdzenie, którego autorem jest tym razem nie żaden jasnowidz, tylko NASA, według których dnia 21 grudnia na Słońcu będzie wielki wybuch, który będzie silny na taką skalę, że z naszej Błękitnej Planety może nic nie zostać. Ale jest tego jeszcze więcej. Wielu jasnowidzów twierdzi, że koniec świata zacznie się cyklicznie wtedy, gdy „wielka fala zaleje Nowy Jork”, co już miało miejsce. Co ciekawe film pt. „2012”, który został nakręcony jako wizja końca świata, właśnie od tego się zaczyna. Chcę, by świat usłyszał o młodych Polakach
Rozmowa z panem Krzysztofem Kłosowskim – polskim przedsiębiorcą i posłem na Sejm RP.


Ostrzeżeniem mają być też dla nas katastrofy lotnicze, samochodowe, tornada, trzęsienia ziemi, tsunami itd. Niestety, tego typu katastrofy zdarzają się coraz częściej. Więc jeżeli drogi czytelniku czytasz to po dwudziestym pierwszym grudnia- to już jest nieaktualne! Wesołych Świąt! Magda (; GIG–ant: Co pan sądzi o współczesnej młodzieży? Krzysztof Kłosowski: Jest to temat rzeka. Mamy zdolną młodzież, należy zdecydowanie dać im szansę na zrealizowanie swoich celów. Z moich obserwacji wynika, iż żyjąc bardziej w świecie wirtualnym młodzież wielokrotnie pomija tak ważne aspekty życia społecznego, jak wspólna inicjatywa - mam na myśli wspólne spotykanie się i zrzeszanie w różnych organizacjach - od tych najmniejszych, jak koło zainteresowań, do większych organizacji, na poziomie miasta czy województwa. Tak właśnie buduje się społeczeństwo obywatelskie o dużym potencjale społecznego zaufania. Kreujmy pracę grupową przed indywidualizmem! Przed młodymi ludźmi są duże wyzwania i duże możliwości dzięki otwartym granicom i swobodzie językowej, jednak bardzo często młodzi ludzie możliwość wyjazdu wykorzystują jako sposób szybkiego zarobku, a nie szukania drogi do lepszego rozwoju. Istnieje jednak odsetek młodych osób, które aktywnie uczestniczą w świecie, w którym żyją, dostrzegają perspektywy i nie zrażają się porażkami. Chcę, aby zostali w Polsce, swoją wiedzę, która zdobyli przekazywali innym, by świat usłyszał o młodych, zdolnych Polakach, ich dokonaniach na gruncie nauki, przemysłu, nowych technologii, wynalazków, działalności społecznej. GIG–ant: Czy jest pan zwolennikiem Unii Europejskiej? K.K.: Jestem zwolennikiem procesu integracji europejskiej. Co więcej - uważam, iż proces integracji nie może się zatrzymać na obecnym



poziomie. Budowanie wspólnego państwa europejskiego, pewnego rodzaju federacji państw członkowskich z zachowaniem odrębności językowej i kulturowej, to nasza jedyna szansa na przyszłość. Wspólna armia, nadzór bankowy czy waluta to elementy łączące i doskonały sposób na walkę z ksenofobią i uprzedzeniami. To także wymierne korzyści dla obywatela kraju członkowskiego - chociażby brak przeszkód w podjęciu studiów za granicą czy też brak konieczności posiadania paszportu, gdy wybiera się w podróż do innego państwa UE. Środki pozyskiwane z funduszów europejskich niewątpliwie przyczyniają się do rozwoju naszego kraju. Dalsze pogłębienie integracji w UE przyniesie kolejne korzyści, takie jak obniżenie cen surowców energetycznych przez wspólne zamawianie gazu ziemnego, np. z Rosji, co jest szczególnie ważne w czasach kryzysu. GIG–ant: Jakie ma pan zdanie na temat panującego kryzysu? K.K.: Niestety, fala kryzysu nie tylko puka do naszych drzwi, jak mówią niektórzy politycy, a zagościła u nas na dobre. W czasach recesji istotne jest stymulowanie gospodarki. Dlatego też mój klub sukcesywnie składa projekty ustaw mające na celu poprawić kondycję polskiego systemu gospodarczego oraz wspierać przedsiębiorczość. Rządzący nie powinni bezrefleksyjnie ulegać działaniom polegającym na obniżeniu wydatków we wszystkich dziedzinach. Oszczędności nie powinny dotykać perspektywicznych obszarów działalności człowieka. W czasach kryzysu trzeba postawić na ludzi młodych, takich jak wy, bowiem to od was w nieodległej przyszłości zależy rozwój i kształt naszego kraju. Wzrost gospodarczy w głównej mierze pochodzi z inwestycji. Na te potrzebne są nakłady. Skąd je wziąć? Otóż należy poszukiwać nowych obszarów nieuregulowanych, nieopodatkowanych, szczególnie w sektorze finansów. Gry spekulacyjne na walutach czy opłaty za używanie logo to tylko przykłady, jak z naszej gospodarki zachodnie firmy transferują pieniądze za granicę, a rząd niestety biernie się temu przygląda. Gdyby udało się środki te zatrzymać, to można by było z nich inwestować w Polską gospodarkę. Więc oszczędność oczywiście TAK, ale nie podnoszenie podatków, tylko uszczelnianie naszego systemu fiskalnego. GIG–ant: Ile wystąpień miał pan jak dotychczas w Sejmie? K.K.: Do chwili obecnej z mównicy sejmowej



przemawiałem 34 razy, liczba ta systematycznie się zwiększa. Moje przemówienia dotyczyły m.in przedstawienia stanowisk klubu wobec przedkładanych projektów nowelizacji ustaw oraz sprawozdań rządowych. Zabierałem również głos przy wygłaszaniu oświadczeń poselskich, zadawałem pytania w sprawach bieżących oraz przedstawiałem założenia projektów ustaw, które składałem do laski marszałkowskiej. Podam przykład: w rezultacie złożenia przeze mnie i przyjęcia przez marszałkinię wniosku o poszerzenie porządku obrad Sejmu, rząd był zobowiązany do przedstawienia informacji na temat budowy elektrowni atomowej w Polsce. Dało to możliwość wypowiedzenia się posłom i przedstawienia swoich argumentów za lub przeciw. GIG–ant: Czy utożsamia się pan z Januszem Palikotem? K.K.: Imponuje mi odwaga i przebojowość Janusza Palikota. Pragnie on i dąży do tego, by zmienić "stare" i złe gospodarowanie w Polsce, a wprowadzić nowoczesne myślenie i zarządzanie. Ma plan i wie, co zrobić, by Polska jako kraj liczyła się na arenie międzynarodowej. Podzielam poglądy Janusza Palikota dotyczące uproszczenia systemu podatkowego, ograniczenia biurokracji, obniżenia poziomu bezrobocia. Realizacja tych postulatów pozwoli osiągnąć Polsce odpowiedni poziom rozwoju społecznego i gospodarczego oraz zająć godne dla naszego kraju miejsce pośród innych państw. GIG–ant: Co pan jak dotąd zdziałał? Co chciałby pan zmienić w Polsce? K.K.: W Jarocinie spędziłem dzieciństwo i swoją młodość. Z wykształcenia jestem ekonomistą. Studiowałem w Wyższej Szkole Biznesu na Wydziale Zarządzania i Marketingu. Ukończyłem również studia podyplomowe MBA na kierunku Industrial Policy and Corporate Strategy. Mam 37 lat, jestem żonaty - żona Natalia i pięcioletnia córka Amelia. Przy sprawowaniu obowiązków wynikających z mandatu poselskiego dążę do tego, by obywatele żyli w państwie prawa, w którym władzy państwowej nie jest obojętny ich los. Chcę, aby Polacy rozwijali się oraz patrzyli w przyszłość z perspektywą na lepsze jutro. GIG–ant: Czy jest pan za zniesieniem religii w szkołach? K.K.: Jestem za zniesieniem nauczania religii w salach szkolnych. Nie znaczy to jednak, że jestem przeciwny nauczaniu tego przedmiotu. Uważam, iż lekcje katechezy powinny odbywać w specjalnie przeznaczonych do tego salach, które znajdują się przy parafiach kościelnych. Obecnie są w znikomym stopniu wykorzystywane. Spotkania w tych salkach poza murami szkolnymi mogą nieść za sobą odrobinę mistycyzmu i tajemniczości, dzięki czemu staną się ciekawsze dla młodzieży. Za tymi zmianami przemawiają również względy finansowe, np. w Jarocinie w roku szkolnym 2011/2012 na nauczanie religii wydano 1 000 000 zł, dlatego wolałbym środki przeznaczyć na lepsze wyposażenie szkół czy chociażby problemy bardziej istotne społecznie, jak walka z bezrobociem. Poza tym należy pamiętać o bardzo istotnej funkcji dojrzałej demokracji, otóż dojrzałą demokracje poznaje się po poszanowaniu praw mniejszości. Co to oznacza? Jeżeli w jakieś szkole jest chociaż jedna osoba, która nie chodzi na lekcje religii, nie może czuć się w żaden sposób dyskryminowana czy odrzucona - a wiemy, że



tak się dzieje. GIG–ant: Wie pan cokolwiek o Golinie? Był pan tu kiedyś? K.K.: Tak, oczywiście, że byłem. Ze względu na obowiązki poselskie mam teraz zdecydowanie mniej wolnego czasu na pobyt w Jarocinie. Większość miesiąca spędzam w Warszawie, ale jeśli otrzymam zaproszenie to chętnie skorzystam i przyjadę do waszej szkoły porozmawiać o parlamentaryzmie. GIG–ant: Co chciałby pan zmienić w Jarocinie i okolicy? K.K.: Obwodnica, obwodnica, obwodnica. W tej sprawie poza protestem i blokadą drogi, z której zasłynąłem, działam i aktywnie dopytuję władze lokalne i rządowe o realizację tej inwestycji. W Jarocinie poza tym chciałbym wprowadzenia kilku zmian, przede wszystkim zainwestować w park, by stał się on również atrakcyjny dla mieszkańców. Uważam, że miasto powinno w sposób pełniejszy wykorzystać potencjał wynikający z organizacji imprez muzycznych. Jarocin to marka na scenie muzycznej, a całkowicie niewykorzystana. Oprócz tego chciałbym, aby Jarocin stał się również miejscem atrakcyjnym dla inwestorów. GIG–ant: Czy chciałby pan coś jeszcze dodać? K.K.: Korzystając z okazji chciałbym życzyć wam, uczniom, i waszym najbliższym pełnych ciepła i uśmiechu świąt, a w nadchodzącym Nowym Roku wielu sukcesów na niwie szkolnej i towarzyskiej. Ola & Magda AUTOSTOPEM PRZEZ SWIAT ! Na początku grudnia do Jarocina zawitał najbardziej szalony mieszkaniec tego miasta - Pasikonik, znany również jako Misiek, a w rzeczywistości Michał Szymczak. Pojawił się on przy okazji promocji nowego filmu, którego jest współtwórcą („Buffer Zone”) oraz filmu znanego już wielu ludziom „Sezon na lwy”. Spotkanie z podróżnikiem odbyło w kinie „Echo”. Podczas spotkania wyświetlany był film przedstawiający wyprawę na Cypr. Redakcja GIGanta, zaciekawiona dość nietypowym, choć coraz bardziej popularnym sposobem podróżowania, jakim jest autostop, przeprowadziła wywiad z Pasikonikiem. GIGant: Proszę opowiedzieć coś o sobie. Pasikonik: Pochodzę z Jarocina. Jestem tutaj znany jako „Misiek”, ale generalnie w Internecie, w większym gronie, w różnej, że tak powiem artystycznej, podziemnej Polsce, znany jestem jako „Pasikonik”. Jestem



człowiekiem, który podróżuje, który zaczął realizować swoje marzenia już w wieku 15-16 lat, ponieważ zacząłem jeździć autostopem. Na początek na jakieś małe dystanse, później na coraz większe. Zacząłem podróżować po Europie, później także po innych kontynentach. Od 6 lat żyję tak, że nie mam w zasadzie własnego domu, tylko jeżdżę, tylko i wyłącznie ze swoim plecakiem i mieszkam w różnych miejscach. Tam, gdzie mi się spodoba, to zostaje na dłużej, tam gdzie mi się nie podoba, zostaje na krócej. Kręcę filmy i rozwijam się właśnie coraz bardziej w tym temacie. GIGant: Co zwiedziłeś do tej pory? P.: Praktycznie trzy czwarte Europy, Amerykę Południową m.in. Brazylię. W Boliwii mieszkałem przez trzy i pół miesiąca. Przejeżdżałem także przez Peru, chociaż tam byłem jedynie dwa tygodnie, no i byłem w Ekwadorze przez 3 dni jedynie, więc tego zwiedzaniem nazwać nie można, ale miałem stamtąd akurat samolot. Byłem też w Rosji, co było bardzo ciekawym doświadczeniem. Byłem również w Turcji. Nie wiadomo, czy ją podpiąć do Europy, czy nie. Przejechałem stopem całą Turcję. Ostatnio mieszkałem na Cyprze. GIGant: Gdzie chciałbyś pojechać? P.: Jest parę takich miejsc. Od dziecka mnie ciągnie na Madagaskar - gdzieś w głębi mnie kłębi się marzenie, żeby tam pojechać, zwiedzić, poznać kulturę i zobaczyć te ogromne baobaby. Pociąga mnie ogromnie także Syberia. Problem tkwi w tym, że tam można jechać tylko latem, a ja latem



jestem gdzieś w Europie, tak że nie wiem czy mi się uda. Syberia jest takim miejscem, w którym przestrzeń jest tak ogromna i niesamowita, że otwiera się też taka przestrzeń w głowie i wtedy można ciągnąć jakby z energii świata jeszcze więcej. Podróżowanie po Syberii jest bardzo ciekawe, szczególnie autostopem, kiedy łapie się ciężarówkę i jedzie się przez 3 dni w jakieś miejsce, do wioski, w której żyje 200 osób, z dala od cywilizacji, w trudnych warunkach. Ta ogromna gościnność tych ludzi mieszkających na Syberii. Jest to bardzo pociągające. Kiedy nie ma dróg, ludzie przemieszczają się rzekami na łódkach czy stateczkach. Gdzie jeszcze bym chciał pojechać? Tybet. Tam kiedyś chciałem pojechać, ale jednak coś nie wyszło. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. No i jeszcze cała Ameryka Południowa, która nie została przeze mnie odkryta. GIGant: Jakie korzyści masz z podróżowania? P.: Korzyści są ogromne, gdyż przede wszystkim podróżowanie kształci. Uczę się języków, uczę się innych kultur, różnych ciekawych obyczajów i rozszerza też to moje horyzonty myślowe. To jest właśnie też niesamowite, że kiedy mieszka się cały czas w jednym mieście i nigdy się z niego nie wyjechało, a potem wyjdzie się nagle do innego miasta, oddalonego o te 150 czy 200 km, to w tym momencie poznaje się miasto z jakieś szerszej perspektywy. Tam samo jest kiedy wyjedzie się z Polski, to wtedy można powiedzieć coś więcej na temat swojego kraju z takiego dystansu. Co mi daje podróż? Realizuję swoje marzenie, którym właśnie jest życie w drodze. Jestem człowiekiem, który dzięki temu rozwija się duchowo. Podróż pozwala mi na takie rozwijanie, dzięki poznawaniu rożnych osób. Poznawanie smaków, zapachów, owoców, których, mieszkając w jednym miejscu, nie mógłbym poznać. To jest wspaniałe, że można to wszystko zobaczyć, spróbować i przeżyć. GIGant: Do jakiego miejsca chciałbyś wrócić? P.: Do Ameryki Południowej i cieszę się, że wracam tam za 10 dni. Lecę do Meksyku z moim kuzynem- to jest jeszcze Ameryka Północna co prawda, ale będziemy się powoli przedzierać na południe, np. do Kolumbii – miejsce, do którego chcę wrócić. Innym miejscem jest Jarocin. To jest moje rodzinne miasto, zawsze tu będę wracał z przyjemnością i uśmiechem. GIGant: Co i gdzie ci się najbardziej podobało? P.: To jest trudne pytanie, bo nie można na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Wszystko jest inne i różnorakie, jest wielopłaszczyznowe tak naprawdę. Nie ma jednej rzeczy, która byłaby najwspanialsza, najładniejsza, najpiękniejsza, ponieważ w każdym kraju, w każdym miejscu jest po prostu inaczej. Wszystko jest piękne na swój sposób. GIGant: Jak spędzasz czas w podróży? P.: Ciekawe pytanie. Podróżuję od ponad 6 lat, więc to jest całe moje życie i spędzam je w różny sposób. Na przykład bezustannie spotykając się z ludźmi, jednocześnie czerpiąc z tego różnorakie doświadczenia. Mając kamerę, mogę nakręcić wszystkie rzeczy, osoby i miejsca, które spotykam. Piszę również podczas podróży. Zawsze mam przy sobie notatnik i długopis. Kiedy siedzę przy szosie, gdzie normalnie jedzie jeden samochód dziennie, to jestem w stanie zapisać pół zeszytu. Jeżdżę stopem,



bo jest to sposób podróżowania przez mnie wybrany, ciekawy, darmowy. Podróżując autostopem trzeba cały czas rozmawiać z kierowcą, np. Turcja, a ja nie umiem ani słowa po turecku, a jednak potrafimy przez całą drogę rozmawiać i dzieje się to na zasadzie rąk, długopisu, różnych rysunków i niedomówień. Tak się spędza czas, po prostu z ludźmi. W czasie podróży, kiedy ludzie poznają to, co ja robię, skąd pochodzę i jak żyje, są zainteresowani i zapraszają mnie do swoich domów, przedstawiają rodzinom, pokazują mi czym się zajmują, zabierają mnie w różne ciekawe miejsca albo opowiadają o miejscach, które nie są nigdzie opisane, w żadnych przewodnikach. GIGant: Mógłbyś opowiedzieć o najciekawszym, według ciebie, miejscu? P.: Jest kilka takich miejsc, które są niesłychane, np.: Wyspa Słońca na jeziorze Titicaca- to najwyżej położone jezioro na globie. Znajduję się między Peru a Boliwią. Jest to wyspa, na której jest dość chłodno, natomiast mieszkają na niej Indianie ze szczepu Keczua i oni są bardzo ciekawi. Na tej wyspie narodziło się słońce i jest tam niesłychana energia tego słońca. Jest go bardzo dużo. Słysząc, że tam właśnie narodziło się słońce, przyjąłem to z dystansem, jednak kiedy tam byłem i to zobaczyłem, jestem pewien, że to właśnie tam pierwszy raz wzeszło słońce na naszej planecie. Ludzie mieszkający tam są niesamowici. Mają taką cechę, że gdy rozmawiają z ludźmi, nigdy nie patrzą im w oczy tylko gdzieś w dal. GIGant: Podróżowanie to twoja jedyna pasją? P.: Absolutnie nie. Mam dużo pasji. Pierwszą z nich jest dla mnie rozwój duchowy. Można to też nazwać pasją. To jest dla mnie najważniejsze, aczkolwiek również film. Kręcenie, montaż tych filmów, tworzenie scenariuszy. Pisanie jest moją kolejną pasją, gdyż zawsze to lubiłem robić i od dziecka praktycznie cały



czas coś gdzieś piszę. Czytanie również jest moją pasją, chociaż ostatnio mam troszkę mniej czasu na to, ze względu na moją, że tak powiem pracę, bo jeżdżę, kręcę filmy. Na tym ostatnio opiera się moja praca. Moją kolejną pasją, którą kiedyś zacząłem realizować, ale jeszcze nie jest „dokończona” są paralotnie. Kiedyś miałem okazję polecieć paralotnią i tak się w tym zakochałem, że zapisałem się na kurs. Później kilka razy też zdarzyło mi się latać i myślę, że w przyszłości z pewnością będę rozwijał tę pasję. GIGant: Podróżowanie było czymś, czym pasjonowałeś się od dziecka? P.: Tak, zdecydowanie tak. GIGant: Wiele osób chciałoby być na twoim miejscu, ale się boją. Jak byś ich zachęcił do podróżowania? P.: To jest ciekawe pytanie. Ja nie bałem się nigdy podróżowania. Wiele osób mi opowiada o tym, że jednak boi się, boi się wyruszyć. Trudno jest mi doradzać w tym momencie osobom, które się boją. To jest bardziej pytanie dla tych podróżników, którzy też z początku się bali, później wyruszyli i w jakiś sposób pokonali swój lęk. Z tego co wiem, to pozbyć się strachu można poprzez powzięcie decyzji. Decyzję, że jednak jadę, ruszam. I wtedy wszystko zaczyna dziać się lawinowo. W tym momencie, kiedy zaczyna się podróż, człowiek doświadcza też wspaniałej gościnności ze strony lokalnych mieszkańców, wszystko zaczyna się przepięknie układać i spotyka się tak niesamowitych, fajnych ludzi, że ten lęk po prostu sam zaczyna „uciekać”. Tak trzeba zrobić, żeby właśnie przestać się bać. Po prostu zdecydować się i ruszyć. Mieć tą pewność. Zaufać, że świat jest pełen dobrych osób. To jest jedyna rada, jaką mogę dać w tym momencie. GIGant: Co cię skłoniło do nakręcenia filmu? P.: Pasja. Ja zaczynałem od aparatów, od jakiś zdjęć. Potem robiłem pokazy slajdów. Gdzieś tam kombinowałem nawet rysunki w Paint, to były czasy, kiedy komputery były mało rozwinięte, a nie jak w tej chwili. Rysowałem jeden po drugim, tworząc na przykład tysięcznostronnicową animację. Tak było, chociaż któregoś dnia się zdenerwowałem i wszystko skasowałem, czego trochę żałuje. No i co, zacząłem robić zdjęcia. Z tych zdjęć zacząłem robić różne fotomontaże, różne slajdy. Po czym pojawił się gdzieś obraz ruchomy, co mnie bardzo zawsze fascynowało. Kiedy mój wujek miał taką ogromną kamerę, jeszcze na to kasety wideo i dał mi ją potrzymać, to ja się czułem jak w niebie. Potem okazało się, że technika poszła tak do przodu, że te kamery były już coraz tańsze i coraz mniejsze. Kiedy zdobyłem pierwszą kamerę, zacząłem kręcić różne rzeczy. Takie krótkometrażowe. Zacząłem się bawić przede wszystkim w taki montaż tych filmików, żeby to nie był surowy kadr, tylko żeby to było właśnie powiązane z muzyką, z grą świateł. Tak powoli od jednego filmiku do drugiego zacząłem po prostu tworzyć coraz bardziej skomplikowane, coraz większe filmy, o coraz lepszej jakości i w końcu doszliśmy do tego filmu - „Sezon na lwy”, z którym teraz właściwie jeżdżę od miesiąca po Polsce i przedstawiam go w różnych szkołach, kinach, pubach, bibliotekach, domach kultury. Cały czas odnosi sukces, ludziom się podoba, cały czas popycha mnie do realizowania kolejnych projektów. GIGant: Czy planujesz nakręcić kolejne? P.: Jak najbardziej.



Właśnie zdobyłem sprzęt o zdecydowanie lepszej jakości i w tym momencie właśnie jestem w trakcie jeszcze dopieszczania różnych technicznych warunków, jakie muszą być spełnione, aby taki film profesjonalny powstał. Myślę, że pierwszym filmem, który powstanie w Meksyku, to będzie krótki dokument o celebracji zakończenia kalendarza Majów, który jest pod koniec grudnia. Po czym ruszymy z moim kuzynem. Właśnie nie mamy żadnego planu, to tak trudno powiedzieć, co będziemy kręcić. Jest kilka miejsc i kilka spraw, z których chciałbym stworzyć dokument. Chociażby o protestujących Indianach, którym zabiera się ziemie. W tej chwili korporacje działają w ten sposób, że Indianie są pozbawiani wody pitnej albo tworzone są centra handlowe wokół ich świętych piramid i oni są jak gdyby wyrzucani ze swoich ziem. Po prostu są w fatalnej sytuacji. Media o tym nic nie piszą, nic nie mówią, ponieważ rękę na tym, co ma być puszczone w telewizji trzymają właśnie te korporacje. One nie chcą, żeby świat się dowiedział, jakie one są drapieżne i jak są bezwzględne. Dalej żyjemy w świecie „wolnego Internetu”, więc można zobaczyć, kto chce, co te korporacje tak naprawdę robią z Indianami. Jest też inna rzecz, którą chciałbym nakręcić w Ameryce Południowej.. jest taka tama, trzecia co do wielkości na świecie, budowana na pewnej rzece w Brazylii i tam 700 tysięcy Indian prawdopodobnie będzie musiało się ze swoich rdzennych ziem wyprowadzić - nie wiadomo dokąd. Ponieważ kiedy ta tama zostanie zbudowana, to rzeka w

Klęska facebook'a ?

95% wyschnie. Dalej tam trwają protesty, zjeżdżają dziennikarze z różnych stron, robią filmy, ale to wszystko jest niszowe. Wszystko to jest wrzucane do Internetu. W telewizji jednak tych filmów nie puszczą. Są to miejsca, które chce odwiedzić i w których chce nakręcić filmy, a jednocześnie myślę, że po drodze będę kręcił wszelakie przygody, które się będą po drodze przydarzały. GIGant: Podróżując spełniłeś swoje największe marzenie? Masz jakieś inne? P.: Marzenia mam bez przerwy. Życie pozbawione marzeń jest bezbarwne. Marzyć trzeba. Marzenia są wspaniałe i warto je realizować, i warto wiedzieć, o czym się marzy, aby do tych marzeń dotrzeć. Jasne, że mam marzenia. No w tej chwili jest to po długim czasie podróżowanie, miejsce, jakby tak kawałek swojej własnej ziemi gdzieś w górach, w Ameryce Południowej, w której będę mógł się osiedlić i po wielu latach podróżowania osiąść tam na jakiś czas, bo podejrzewam, że nie na zawsze. GIGant: Życzymy spełnienia marzeń oraz wytrwałości w dalszym podróżowaniu. Angelika & Sandra & Adrian Na wejście facebook'a na giełdę inwestorzy czekali z zapartym tchem. Miała to być żyła złota – zarówno dla tych, którzy kupowali akcje, jak i dla Marka Zuckerberga. Szybko okazało się, że te nadzieje były płonne. Miesiąc po debiucie media piszą: "I po Facebooku" (Forbes.pl ). Już kilka dni po debiucie Facebooka na giełdzie usłyszeliśmy o pierwszych problemach z tym związanych. Najpierw okazało się, że bank Morgan Stanley nie



ostrzegał swoich klientów o ryzyku inwestycyjnym przy kupowaniu akcji FB. I chociaż już sam fakt inwestowania na giełdzie oznacza podjęcie jakiegoś ryzyka, to w systemie prawnym USA wszystko jest możliwe – i klienci to wykorzystują, domagając się teraz odszkodowań. O wiele bardziej znaczący jest jednak fakt, że już w dniu debiutu Facebook stracił – cena akcji spadła wtedy z 42,05 dol. na otwarciu do 38,23 dol. na zamknięciu. Po miesiącu jest jeszcze gorzej, bo na NASDAQ Facebook stracił 30 proc., chociaż cały indeks w tym czasie wzrósł. Akcje Facebooka kosztują teraz 27 dolarów. Oczywiście, przed giełdowym debiutem FB wielu specjalistów ostrzegało, że to nadmuchana bańka, która bardzo szybko pęknie. – Przed debiutem było wiadomo, że wycena była zbyt wysoka – mówi nam dr Przemysław Kwiecień. Wiele osób nie ma jeszcze facebook'a, chociaż jest to najpopularniejszy portal społecznościowy XXI wieku. Wiele osób usuwa też fb. Dlaczego? Czy mają jakieś powody? Spytałem się kilku osób, co sądzą o tym zjawisku. Nie mam facebooka, ponieważ uważam że nie jest mi on potrzebny w życiu codziennym i mocno uzależnia. Poza tym nasze prywatne zdjęcia mogą oglądać osoby, których nie znamy, a może to być każdy. Nie uważam, że jeśli ktoś nie ma facebooka, to jest nienormalny i nienowoczensny - Michalina, 15 lat Usunęłam facebooka dlatego, że dużo nieznajomych osób zaczepiało mnie na nim, a myślę że nikomu się nie podoba, jeśli nieznajomi do nich piszą. Niektórzy spamują nasze prywatne zdjęcia, a jest to niemiłe -. Klaudia, 13 lat Nie wyobrażam sobie mojego życia bez fb, jest to najszybszy sposób komunikowania się ze znajomymi i najprostszy w obsłudze. To mit, że facebook uzależnia. Jest on najlepszym portalem społecznościowym - Adrian, 17 lat Hubert:)



KABARET JAKO PRZYGODA Wywiad z panem Maurycym Polaskim i panią Beatą Rybarską - aktorami „Kabaretu pod Wyrwigroszem”. Występ miał miejsce w auli Gimnazjum nr 1 im. Zbigniewa Herberta w Żerkowie, a organizatorem było Mickiewiczowskie Centrum Turystyczne. Gigant: Jak zaczęła się wasza przygoda z kabaretem? Maurycy Polaski: Moja przygoda z kabaretem zaczęła się od tego, że oglądałem różne kabarety w telewizji, a zawodowo to poszliśmy wszyscy do szkoły teatralnej i po ukończeniu tej szkoły stwierdziliśmy, ze należy stworzyć własny kabaret. I go założyliśmy- w 1994r. powstał „Kabaret pod Wyrwigroszem”, który funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Gigant: Od jak dawna się tym zajmujecie? M. P.: Od bardzo dawna, bo niektórzy ludzie nawet tyle nie żyją (śmiech). Gigant: Co daje Wam natchnienie do nowych skeczy? M. P.: Głupoty, które są w świecie, w polityce, w społeczeństwie. Wszystko, co ludzie głupiego wymyślą, jest dla nas inspiracją. Przedstawiamy to z poczuciem humoru. Gigant: Czy odwiedziliście już całą Polskę? M. P.: Prawię całą. Byliśmy już w najbardziej odległych zakątkach Polski. Beata Rybarska: Czasem jednego dnia przejeżdżamy całą Polskę. Teraz są takie czasy, że musimy być jednego dnia w Szczecinie, a drugiego dnia np. tu, w Żerkowie. M. P.: Oczywiście z przyjemnością odnajdujemy takie miejsca jak Żerków, gdzie jeszcze wcześniej nie byliśmy. Jeszcze dzisiaj jedziemy do Pleszewa na kolejny występ. Gigant: Czy kiedykolwiek zdarzyła Wam się jakaś zabawna sytuacja związana z tym, że jesteście rozpoznawalni? M. P.: Mnie się przydarzają różne takie sytuacje, bo mnie mylą z kolegą



Michałem Sikorskim z kabaretu. Poza tym nic zbyt zabawnego z tego nie wynika raczej. Gigant: Dlaczego akurat taka nazwa? M. P.: W Krakowie była taka restauracja „Wyrwigrosz” i jej właściciel otworzył piwnicę w podziemiach tej restauracji, gdzie zaczynaliśmy. Dlatego właśnie „Kabaret pod Wyrwigroszem”. Gigant: Co Was interesuje poza kabaretem? B. R.: Maurycy interesuje się tenisem i w ogóle sportem, Łukasz jest amatorskim pilotem samolotów, ma papiery i licencję, więc w wolnym czasie lata, Andrzej interesuje się muzyką, a ja muszę się interesować moimi dziećmi , bo kto inny ma się nimi interesować? (śmiech). Gigant: Czy w dzisiejszych czasach można utrzymać się tylko i wyłącznie z kabaretu? B. R.: Można, jak najbardziej. Ludzie znają nasz kabaret, kupują bilety, Można. Gigant: Czy zżywacie się z rolami, które odgrywacie? B. R.: My głównie głupoty gramy, więc nie wiem, czy można się z nimi jakoś utożsamić. M. P.: Jesteśmy aktorami, nie przywiązujemy się do swoich ról. B. R.: Oprócz tego, grywamy również w teatrze. Gigant: Czy od początków istnienia waszej grupy zmienił się jej skład? M. P.: Wciąż się zmienia skład, czasami trzeba trochę go odświeżyć. B. R.: Nie chodzi tylko o odświeżenie, ale też o to, że ciężko trafić na ludzi, którzy przez tyle lat będą z nami pracować. Bo my mamy taką pracę, że jesteśmy czasem z sobą 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu w trasie. Trudno znaleźć takich, którzy będą chcieli i mogli tak pracować. No ale nasza czwórka jest w stałym składzie i nie mamy zamiaru niczego zmieniać. Gigant: Jakie macie plany na przyszłość? B. R.: Iść na emeryturę (śmiech). No ja myślę, że przez długi czas będziemy zespołem, więc nie wiem, co byśmy później robili. Pewnie bylibyśmy dalej aktorami. M. P.: A ja bym był tenisistą. B. R.: Nie zostaniesz. M. P.: Zostanę! B. R.: No, a Łukasz pewnie bardzo chętnie zostałby zawodowym pilotem. Ja bym została najchętniej lekarzem. Ale pewnie też nic z tego. Gigant: Dziękujemy za rozmowę. Magda & Ola



Nowy parking 19 października br. rozpoczęły się prace remontowe związane z budową miejsc parkingowych na ul. Wolności przy Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Golinie i trwały około dwóch tygodni. Swoim działaniem objęły wykonanie utwardzenia z płyt ażurowych na długości ok. 100 m pomiędzy jezdnią a murem wraz z regulacją wysokości istniejących wjazdów. Wysokość parkingu została tak dostosowana, by w przyszłości nie było potrzeby jej zmiany. Budowa miejsc postojowych stanowiła pierwszy etap przebudowy ulicy Wolności, na który przygotowano projekt techniczny 18 sierpnia, kiedy to odbyło się zebranie z mieszkańcami ulicy w sprawie przebudowy tej drogi. Goliniacy mogli zapoznać się z pomysłem remontu i zaproponować własne uwagi. Ogólny koszt prac finansowanych z budżetu Powiatu Jarocińskiego wyniósł prawie 60 tys. zł. Za realizację inwestycji odpowiedzialny był Zakład Ulic s.c. P.H.U. A. Marcinkowski, T. Modelski, S. Szczepankiewicz z Jarocina. Ola DZIEŃ BEZ PRZEKLEŃSTW
17 grudnia to w Polsce Dzień Bez Przekleństw. Na czym polega to święto? Każdy, kto zechce je obchodzić, postara się tego dnia nie używać wulgarnych wyrazów...


Przekleństwa to z pozoru normalne słowa, składające się na zasób wyrazów języka polskiego, z którego możemy korzystać, aby wyrazić to, co aktualnie chcielibyśmy powiedzieć, swoje emocje. Jednak autor "Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów", prof. Maciej Grochowski, twierdzi, że używanie przekleństw raczej nie świadczy zbyt dobrze o człowieku. Młodzież czasami przeklina dlatego, żeby wydać się reszcie znajomych "fajna" i pokazać pewność siebie. Większość młodzieży, a nawet dzieci słuchając rodziców, którzy używają wulgaryzmów uczy się przeklinać. Rap to gatunek muzyki, w którym także używa się często przekleństw. Porozmawialiśmy z jednym raperem z Jarocina- Grzegorzem Piechowiakiem, członkiem zespołu „Zielony Lasek” o przeklinaniu w rapie. GIGant: Czy na co dzień też przeklinasz ? Grzegorz Piechowiak: Zdarza mi się , jak wszystkim na całym świecie. I jak w każdej kulturze. Od dziecka chłoniemy wulgaryzmy, jak nie podłapiemy od rodziców w chwili stresu, to w szkole lub na podwórku. Gdy mam zły dzień i dużo stresu, to wręcz zdarza mi się nadużywać wulgaryzmów GIGant: Czym jest dla Ciebie przeklinanie ? G. P.: Przekleństwa to zbiór słów, które ogólnie są uznawane za nie przyzwoite. Ale występują w słownikach współczesnych i są wszystkim dobrze znane. Są częścią współczesnego języka. Czy to się komuś podoba, czy nie. W szkołach i domach dzieci karze sie za przeklinanie, ale nic to nie daje, ponieważ i one uczą się nowych przekleństw. GIGant: Dlaczego w swoich utworach klniesz ? G. P.: Jak dla mnie przeklinanie to już standard językowy na



całym świecie. Jest elementem naszej mowy, wiec go wykorzystuję. Ale staram się ich nie nadużywać. GIGant: Co ci daje przeklinanie ? G.P.: Nieraz rzucenie mięsem może podkreślić emocje lepiej niż „normalne” słowo, albo też je zastąpić, by jedno słowo się nie powtarzało za często. Rap ma opisywać życie, a ono jest brutalne i wulgarne. Więc jakie życie, taki rap. GIGant: Czy to jest legalne w rapie ? G. P.: Wolna Europa, wolny kraj. Mamy wolność słowa i mediów, wiec można wygłaszać swoje teorie i poglądy legalnie. GIGant: Czy gdyby nie przekleństwa, to twoje teksty nie miałyby takiego znaczenia? G. P.: Skoro przeklinam w życiu, to w tekstach - by być autentycznym - też muszę co jakiś czas używać wulgaryzmów. Poza tym na danym bicie bluzg może lepiej brzmieć niż standardowe słowo. Używanie wulgaryzmów wzbogaca repertuar naszych słów, a muzyka ulic musi mówić jak one, by do nich trafić. Spośród uczniów naszej szkoły tylko jedna osoba zgodziła się odpowiedzieć nam na kilka pytań związanych z przeklinaniem. Dlaczego tylko jedna? Pewnie dlatego, że ludzie przeklinają, ale jak przyjdzie co do czego to wolą się nie wypowiadać publicznie. GIGant: Dlaczego przeklinasz ? Maciej Hansch: Przeklinam w pewien sposób, poprzez przeklinanie można się wyżyć psychicznie, co daje uczucie ulgi. GIGant: Czy przeklinając uważasz się za lepszego od innych? M. H.: W żaden sposób przeklinając nie czuję się lepiej od innych. GIGant: Czym jest dla Ciebie przeklinanie? M. H.: Sam nie wiem co mi to daje, można powiedzieć, że staram sie nie zapomnieć naszych "pięknych" Słowiańskich określeń, używanych od bardzo dawna. Angelika & Weronika MĄDRY POLAK PO SZKOLE Polacy są uważani za inteligentnych i wykształconych ludzi, a od nas lepiej się uczą jedynie w 13 krajach na świecie!. Nasza pozycja jest bardzo wysoka, ale z drugiej strony zadajemy sobie pytanie- dlaczego inni są od nas lepsi? Udowodniono to dzięki badaniom przeprowadzonym przez polską edycję PISA, które sprawdza umiejętności 15-latków w czytaniu ze zrozumieniem, matematyce i naukach przyrodniczych, PIRLS- sprawdza umiejętności 10-latków, a TIMSS sprawdza, jak sobie radzą 15-latki z myśleniem matematycznym i naukami przyrodniczymi. Biorą też oni pod uwagę dane o edukacji jak np. liczba osób z wyższym wykształceniem w stosunku do liczby ludności. I tutaj właśnie sukces Polski. Zajmujemy 14 miejsce w światowym rankingu! A jak się uczy reszta świata? Na I miejscu jest Finlandia razem ze swoją nowoczesną metodą nauczania, która polega na tym, ze po prostu do klasy IV szkoły podstawowej nie ma ocen. W pierwszych klasach nauka przypomina bardziej zabawę niż cokolwiek innego. Skupiano się na tym, żeby nauczyć dzieci w miarę płynnie czytać i pisać i aby poznały podstawy matematyki. Cała reszta to czytanie książeczek dla dzieci, różne gry oraz oglądanie bajek. Klasy są małe 9-10-osobowe.
Nauczyciele cały czas skupiają się na potrzebach swoich uczniów, i tak długo tłumaczą zagadnienia różnymi sposobami, aż są pewni, że wszyscy zrozumieli.


Powszechna jest opinia, że słabe wyniki uczniów świadczą o braku umiejętności dydaktycznych nauczyciela. W klasach, w których dzieci wymagają zwiększonej opieki i pomocy, przydzielanych jest 2 nauczycieli. Szkoła może obejmować dodatkowy 10 rok nauki, dla chętnych uczniów, którzy chcą uzupełnić swoją wiedze. Rok szkolny zaczyna się w połowie sierpnia i trwa do końca maja. W szkole podstawowej państwo zapewnia podręczniki, pomoce szkole, posiłki, a także dowóz do szkoły dzieci mieszkających dalej niż 5 km (jest bezpłatny). Po ukończeniu obowiązkowej szkoły podstawowej uczeń może zdecydować się na podjęcie dalszej nauki w 3 letniej szkole średniej o charakterze ogólnym. Szkoły średnie maja na celu przygotowanie młodzieży do podjęcia nauki na szczeblach szkolnictwa wyższego a kończą się państwowym egzaminem dojrzałości. Składa się on z 4 przedmiotów obowiązkowych i jednego dowolnego. Uczniowie mogą podchodzić do tego egzaminu 3 razy, wtedy gdy uznają, że są już do niego przygotowani. Nie musi być to wcale pod koniec 3-letniej szkoły. Może to być równie dobrze na jej początku lub w środku. Zarazem nowocześnie i skutecznie. Na II miejscu w rankingu jest Korea Południowa, a na III Hongkong. Swoją pozycją wyprzedziliśmy takie kraje jak USA czy też Niemcy i Rosja. Z badań wynika, że aż 68% Polaków po maturze ma pracę. Co więcej - nasze pozycje wciąż się umacniają. Np. w 2000 roku nasz kraj był na 25 miejscu pod względem czytania ze zrozumieniem, a w 2009 roku już na 15! Lepsi w Europie są tylko: Finlandia, Holandia i Belgia. Gorzej już w matematyce - 25 miejsce, a w naukach przyrodniczych 19. Specjaliści unijni chwalą nasz kraj za to, że mamy najniższą liczbę młodzieży porzucającej szkołę, za dynamicznie rosnącą liczbę ludzi z wyższym wykształceniem, nowoczesne szkolne programy. To kolejne dowody na to, że polska edukacja zaczyna się zbliżać do światowej czołówki. Magda 14-LETNIA MISTRZYNI



Gigant: Co się zmieniło w twojej karierze od ostatniego wywiadu? Patrycja Adamkiewicz: Ojej ... całkiem sporo Przede wszystkim 9 miejsce na Mistrzostwach Świata Juniorów w Egipcie. W międzyczasie turnieje światowe Aclass m.in.: Zagreb Open, Paris Open, Serbia Open, Austrian Open. Zostałam też mistrzynią Polski w kategorii juniora młodszego. Pierwsze miejsce w międzynarodowych zawodach Warsaw Cup zapewniło mi miejsce w kadrze narodowej. Zmieniłam także kategorię wiekową z kadeta na juniora i przyznam, że radzę sobie całkiem dobrze. Gigant: Ile lat, ile twojego czasu musiałaś poświęcić na otrzymanie czarnego pasu taekwondo? P. A.: Taekwondo trenuję od września 2006 roku, miałam wtedy 8 lat. Lata treningów, motywacja, wsparcie trenera, rodziny, przyjaciół pomogły mi spełnić swoje marzenia. Gigant: Czarny pas. Czy jest jeszcze jakieś wyższe osiągnięcie w taekwondo? P. A.: Przede wszystkim nie zamierzam się poddawać. Będę dalej trenować, wyjeżdżać na zawody, walczyć. Aktualnie staram się o powołanie na Mistrzostwa Europy Juniorów, które odbędą się w sierpniu 2013 roku w Portugalii. Nie ukrywam, że bardzo chciałabym w nich wziąć udział. Gigant: Czy zarabiasz coś na swoich osiągnięciach za granicą i w Polsce? P. A.: I tutaj pojawia się ta "ciemna strona medalu". Nie zarabiam na swoich osiągnięciach. Jednak to, że jestem w kadrze Polski juniorów sprawia, że większość zagranicznych wyjazdów jest całkowicie opłacanych przez Polski Związek Taekwondo WTF. Czasami otrzymuję stypendium sportowe. Pieniądze owszem są ważne, ale nie najważniejsze. Dzięki wyjazdom na zawody nabieram doświadczenia w walkach, staram uczyć się na własnych błędach. Odwiedzam różne kraje, m.in.: miałam okazję być już w Egipcie, Gruzji, Serbii, Chorwacji, Francji. Każdy wyjazd to niesamowite wspomnienia, których nie zapomnę do końca życia. Poznaję także nowych przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt - codziennie staram się wymienić kilka zdań z moją przyjaciółką z Cypru. Nie potrzebuję pieniędzy do szczęścia. Gigant: Jak wygląda podstawowy trening taekwondo? P. A.: Każdy trening zaczynam od dobrej rozgrzewki. Czasami, aby się rozgrzać, gramy np. w siatkówkę, koszykówkę. Po rozgrzewce rozciągamy się. Następnie odbywa się najważniejsza część treningu. Wówczas ćwiczymy różne techniki kopnięć na packach lub na hogo. Często uczymy się, jak zaskoczyć przeciwnika, uniknąć kopnięcia podczas



walki. Również walczymy. Gigant: W wieku 14 lat zdobyłaś najwyższe osiągnięcie, czy są jeszcze jakieś w taekwondo? P. A: Oczywiście, że tak:) Przede wszystkim mistrzostwa świata. Jest także olimpiada. Zdobyć medal na takiej imprezie to naprawdę wielki wyczyn. Gigant: Czy lubisz to co robisz? P. A: Tak. Gdyby tego nie lubiła, to już dawno robiłabym szpagat w balecie Taekwondo to jedna z rzeczy, która sprawiła, że moje życie jest bardzo ciekawe. Nie zamieniłabym tej dyscypliny na żadną inną, a już na pewno nie na balet. Gigant: Czy wiążesz swoją przyszłość z taekwondo? P. A: Hmm ... Nie wiem jeszcze, kim chce zostać w przyszłości. Pamiętam, że kiedyś chciałam być architektem, aktorką. Na pewno będę jeszcze trenować. Gdybym osiągała coraz lepsze wyniki i reprezentowała nasz kraj na olimpiadzie, to na pewno zostałabym zawodową taekwondzistką. Gigant: Czy masz zamiar uczyć innych tej sztuki walki? P. A: Jeśli chcesz, to mogę pouczyć cię na przerwie Gdybym połączyłabym taekwondo z moim przyszłym życiem zawodowym, to na pewno założyłam własny klub taekwondo, albo została kolejną trenerką klubu, w którym trenuję, MUKS Białe Tygrysy Jarocin. Gigant: Jak się czułaś, kiedy zdobyłaś mistrzostwo Europy? P. A: Trudno to opisać. To było niesamowite uczucie. Długo nie mogłam uwierzyć w moje zwycięstwo. Po finale płakałam ze szczęścia. Stojąc na podium i słuchając Mazurka Dąbrowskiego czułam wielkie zadowolenie. Powiedziałam sobie: DOBRA ROBOTA. Gigant: Czy twoja edukacja cierpi na tym, że ćwiczysz taekwondo? P. A: Bardzo często nie ma mnie na zajęciach. Wyjazdy na zawody zabierają mnóstwo czasu. Dzięki pomocy kolegów i koleżanek z klasy, rodziny, nauczycieli daję sobie radę. Korzystając z okazji pragnę wam wszystkim za tę pomoc podziękować. Bez was na pewno nie potrafiłabym pogodzić sportu ze szkołą. Przez wyjazdy omija mnie także wiele sprawdzianów. Kiedy wracam do szkoły, to mam sporo nadrabiania. Zdarza się, że piszę sprawdzian, który reszta pisała dwa tygodnie temu. Jest ciężko, ale nie najgorzej. Gigant: Czy poznajesz jakieś ciekawe osoby zagranicą? P. A.: I to ile !!! Mam bardzo ciekawych znajomych m.in. z: Cypru, Bułgarii, Niemiec, Libii, Luksemburga, Chorwacji, Czech. Wśród znajomych na facebook`u można znaleźć osoby o bardzo różnych, zagranicznych imionach. Codziennie rozmawiam z moją przyjaciółką z Cypru, Kyriaki. Planuję ją odwiedzić w przyszłe wakacje. Gigant: Co robisz, kiedy masz gorsze dni i nie chce ci się iść na trening? P. A.: Pomimo tego, że mam ciężki dzień i najchętniej położyłabym się wtedy w ciepłym łóżku, to idę na trening. Ćwiczenia, spotkanie ze znajomymi, trenerką często poprawiają mi humor. Poprzez trening mogę się wyżyć, co sprawia, że problemy stają się o wiele mniejsze. Gigant: Co ważnego daje ci taekwondo? P. A.: Gdyby nie taekwondo, to pewnie miałabym spore skrzywienie kręgosłupa i o wiele mniejszą sprawność fizyczną. Byłabym też inną osobą. Taekwondo dało mi większą pewność siebie. Poprzez sport poznałam genialną sztukę walki, odwiedziłam niesamowite miejsca, poznałam



wspaniałych ludzi. Gdyby nie zawody, to pewnie nigdy nie odwiedziłabym Gruzji, nie spotkałabym obecnych przyjaciół. Gigant: Czy wyobrażasz sobie swoje życie bez taekwondo? P. A.: Nie za bardzo. Moje życie bez taekwondo nie byłoby takie barwne jakie teraz jest. Pewnie codziennie spędzałabym godziny przed komputerem lub telewizorem. Nie miałabym czegoś, co bardzo kocham. Gigant: Czy taekwondo wpływa na twoje życie prywatne? P. A.: Troszkę tak, ale nie negatywnie. Uprawianie sportu daje mi większą pewność siebie. Nie jestem aż tak znana, aby rozdawać autografy na ulicy. Gigant: Co twoja rodzina myśli o tym, co robisz? P. A.: Rodzina bardzo mnie wspiera. Bez tej pomocy nie udałoby mi się osiągnąć tak wiele. Bez niej na pewno już dawno poddałabym się. Kiedy jestem na zawodach to zawsze śledzą w Internecie wyniki. Wiadomo, że zbyt częste wyjazdy czasami ich troszkę denerwują, chcą mieć mnie dla siebie w domu. Bardzo się cieszę, że mogę na niej polegać. Nie zamieniłabym jej na żadną inną. Hubert Kucharski Nowości biblioteczne Udałem się do filii Biblioteki Publicznej w Golinie, aby zapytać co nowego pojawiło się nowego w księgozbiorze. Prezentuję wam tylko niektóre pozycje, ponieważ jest ich cała masa… „McDusia” – M. Musierowicz „Śladem zbrodni”, „Labirynt kłamstw” – T. Gerritsen „Opowieść Oliviera” – E. Segal Trylogia: „Prowincja pełna słońca”, „Prowincja pełna gwiazd”, „Prowincja pełna marzeń” – K. Enerlich „Noc morze i gwiazdy”, „Rajsk pokusa”, „Obrońca ulicy” – H. Graham „Dom na krawędzi”, „Drzwi do piekła” – M. Nurowska



„Bliżej słońca” – R. P. Evans „Smak szczęścia” – S. Montefiore „Matka wszystkich lalek” – M. Szwaja „Kobieta na krańcu świata” – M. Wojciechowska „Głos Serca” – J. Picoult „Czerwony hotel”– G. Masterton „Ofiary” – J. Kellerman „Twierdza szyfrów” - H. Wołoszańska „Na fejsie z Miom synem” – J. L Wiśniewski „Żona dyplomaty” – P. Jenoff Przyjemnej lektury! Szymon Radziejewski Historyczna jesień juniorów Gromu Golina Po raz pierwszy w historii klubu Grom Golina reprezentowany jest w rozgrywkach juniorskich. Chłopcy z roczników 1997-99 od pięciu sezonów szkolą swoje umiejętności piłkarskie i po przebrnięciu kolejnych szczebli rozgrywek młodzieżowych (orlik, młodzik młodszy i starszy, trampkarz młodszy i starszy) w tym sezonie występują w rozgrywkach juniora młodszego. W ramach tych rozgrywek Kaliski OZPN w tym roku prowadzi ligę okręgową oraz dwie „A klasy” . Gromowcy za udane występy w poprzednich sezonach w młodszych kategoriach zostali przydzieleni do „okręgówki”, gdzie mierzą się z najlepszymi drużynami okręgu kaliskiego. Piłkarze z Goliny w tych rozgrywkach są zespołem z najmniejszej miejscowości, a Grom jest jedynym klubem, który obecnie nie posiada drużyny seniorskiej. Gromowcy przystępowali do rozgrywek z pewnymi obawami, ponieważ w tym sezonie w juniorach młodszych mogą grać chłopcy urodzeni w roczniku 1996 i młodsi. Zespół Gromu składa się z młodszych zawodników z roczników 1997 – 99 a przed sezonem dołączył tylko jeden z rocznika 96. Wyniki juniorów Gromu Golina: KUKS Zębców Ostrów Wlkp. – Grom Golina 1:1 Grom Golina – Pogoń Nowe Skalmierzyce 2:1 Calisia Kalisz – Grom Golina 0:1 Grom Golina - Ostrovia Ostrów 1:0 KKS Kalisz – Grom Golina 2:4 Marcinki Kępno – Grom Golina 1:4 Grom Golina – Piast Kobylin 0:0 Stal Pleszew – Grom Golina 2:0 Grom Golina – Victoria Ostrzeszów 2:0 Pomimo młodszego wieku juniorzy Gromu stali się rewelacją rozgrywek - w dziewięciu spotkaniach odnosząc aż sześć zwycięstw, a dwa razy remisując i tylko raz przegrywając. Z dorobkiem 20 punktów i bilansem



bramkowym 15-7 zajmują 3 miejsce w tabeli tracąc tylko dwa punkty do lidera. W pokonanym polu pozostawili między innymi zaplecze drugoligowca Calisii Kalisz, trzecioligowej Ostrovii Ostrów a także między innymi KKS Kalisz i Victorię Ostrzeszów. Trenerami zespołu są Sebastian Waszkiewicz i Piotr Kowalczyk . Podstawową kadrę tworzą: Jakub Jacek (97), Piotr Jarmuż (97), Bartek Kubiak (99), Marcin Bryll (97), Patryk Bartniczak (97), Krzysztof Gładczak (98), Patryk Grobelny (97), Szymon Mankiewicz (97), Olaf Dyoniziak(97), Mateusz Pluta (97), Jakub Szymkowiak (97), Marcin Szymkowiak (99), Wiktor Balcerski (97), Brajan Sadłowski (96), Jakub Gożdziaszek (97), Marcel Mikołajewski (99), Jonasz Strzoda (98), Mariusz Marszałek (98), M Zespół Il.gier Punkty bramki 1 Stal Pleszew 9 22 38-6 2 Piast Kobylin 9 20 23-7 3 Grom Golina 9 20 15-7 4 Marcinki Kępno 9 15 12-18 5 KKS Kalisz 9 15 30-18 6 Pogoń Skalmierzyce 9 12 15-22 7 Ostrovia Ostrów 9 10 17-16 8 Calisia Kalisz 9 9 12-24 9 Victoria Ostrzeszów 9 7 9-23 10 Kuks Ostrów 9 1 5-32 KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE SPOTKAŃ Z RUNDY JESIENNEJ DEBIUTANCKI POJEDYNEK I PIERWSZY PUNKT Juniorzy Gromu solidnie przygotowywali się do nowego sezonu, szlifując formę między innymi podczas obozu w Murzasichle koło Zakopanego i rozgrywając spotkania sparingowe. Na pierwszy pojedynek ligowy gromowcy udali się do Ostrowa Wlkp na mecz z miejscowym KUKS Zebców. Przed spotkaniem zespół był pełen obaw. Nowy sezon, debiutancki występ w rozgrywkach juniorskich a więc kartki i bez zmian powrotnych, a przede wszystkim gra ze starszymi przeciwnikami. Pomimo tych obaw Grom gra dobrze, a w pierwszej połowie osiąga sporą przewagę, lecz niestety marnuje trzy stuprocentowe okazje. Przewagę dokumentuje po bramce zdobytej po strzale zza pola karnego Jakub Szymkowiak. Jest to historyczny gol (pierwszy w juniorach). W drugiej połowie mecz się wyrównuje obydwa zespoły tworzą okazję, jednak to gospodarze zdobywają wyrównującą bramkę i spotkanie kończy się podziałem punktów. W zespole umiarkowana radość. Jest pierwszy punkt w rozgrywkach, pozostaje mały niedosyt, bo była szansa na komplet punktów. Wszyscy zawodnicy zaliczają debiut w juniorach, a bramkarz Piotr Jarmuż debiut w barwach Gromu. KUKS ZĘBCÓW OSTRÓW - GROM 1:1 (0:1) HISTORYCZYCZNE ZWYCIĘSTWO I POCZĄTEK ZWYCIĘSKIEJ SERII W drugim spotkaniu, a pierwszym w juniorach na własnym obiekcie gromowcy spotkali się ze



starymi znajomymi z poprzednich rozgrywek, Pogonią Nowe Skalmierzyce, z którą zawsze mieli trudną przeprawę. Nie inaczej było i w tym spotkaniu. Do przerwy mecz był wyrównany, Grom grał przeciętnie, atakował, ale goście groźnie kontratakowali. W drugiej połowie po zmianach taktycznych gra w wykonaniu gospodarzy wyglądała zdecydowanie lepiej. Po zabójczych dwóch minutach Grom zdobywa dwie bramki , których autorami są Jakub Szymkowiak po rzucie karnym i Mateusz Pluta po świetnej akcji i asyście Witka Balcerskiego. Goście zdobywają tylko honorowego gola, mają szansę na kolejnego, ale świetną formą popisuje się bramkarz Jakub Jacek jak się później okazało, pewny punkt zespołu przez całą rundę. Grom zwycięża zdobywając pierwszy komplet punktów. GROM – POGOŃ NOWE SKALMIERZYCE 2:1 (0:0) ZWYCIĘSTWO Z JUNIORAMI DRUGOLIGOWCA Kolejne spotkanie to wyjazd do Kalisza na mecz z Calisią. Seniorzy Calisii występują w II lidz, najwyższej spośród wszystkich przeciwników Gromu w tym sezonie. Grom w tym spotkaniu występuje bez kontuzjowanego kapitana Jakuba Szymkowiaka i pierwszy raz tę funkcję pełni Marcin Bryll. Obydwa zespoły grają ambitnie, ale mecz nie obfituje w sytuacje podbramkowe. Pokaz dobrej gry daje formacja obronna, nie dopuszczając gospodarzy do żadnej stuprocentowej okazji. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, w ostatniej akcji meczu faulowany przed polem karnym jest Mateusz Pluta. Po wrzutce stopera Krzysztofa Gładczaka piłkę głową w poprzeczkę uderza drugi stoper Patryk Bartniczak, a instynktem strzeleckim popisuje się Brajan Sadłowski, jedyny zawodnik w kadrze z rocznika 96. Sędzia pozwala Calisii tylko na rozpoczęcie ze środka boiska i kończy mecz. Grom zdobywa pierwszy wyjazdowy komplet punktów i awansuje na trzecie miejsce w tabeli - jak się później okazuje do końca rundy nie opuszcza już pozycji „medalowej” CALISIA KALISZ – GROM 0:1 (0:0) ZWYCIĘSTWO Z NAJSTARSZYM KLUBEM W WIELKOPOLSCE W czwartej kolejce ligowej do Goliny przybyli juniorzy najstarszego klubu w Wielkopolsce, obecnego trzecioligowca Ostrovii Ostrów, którzy w poprzednim sezonie w rozgrywkach trampkarza starszego w grupie 2 zajęli drugie miejsce zdobywając w 18 meczach ponad 100 bramek. Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanej przewagi naszych piłkarzy, którzy grając z wiatrem natarli z dużym impetem na gości i już po czterech minutach powinni prowadzić dwoma bramkami, lecz zabrakło skuteczności. Kolejne minuty to ciągłe ataki, które przynoszą efekt, a bramkę zdobywa Olaf Dyoniziak po asyście najmłodszego w zespole Marcina Szymkowiaka, który w całej rundzie został z dorobkiem czterech asyst najlepszym „asystentem”. Po pierwszej połowie gromowcy powinni jak wytrawny bokser wypunktować gości, jednak brak skuteczności spowodował niepewność przed drugą częścią spotkania. Ta jednak rozpoczęła się od kolejnych ataków Gromu, ale żaden z



zespołów nie zdobył już bramki. Ponownie dobrze zaprezentowała się formacja obronna oraz bramkarze Jacek i Jarmuż, nie tracąc bramki w drugim meczu z rzędu. Po tym spotkaniu Grom awansował na pozycję wicelidera!!! Miał jednak przed sobą dwa wyjazdowe pojedynki z trudnymi przeciwnikami, faworytami rozgrywek. GROM – OSTROVIA OSTRÓW 1:0 (1:0) ZWYCIĘSTWO Z ODWIECZNYM RYWALEM Na kolejne spotkanie wyjazdowe Grom udał się ponownie do Kalisza, tym razem na mecz z KKS. „ Kakaesiacy” to odwieczny rywal, z którym nasi zawodnicy z tego rocznika mierzą się od kilku lat (od rozgrywek młodzika młodszego) i nigdy nie wygrali. KKS w tym sezonie to zespół złożony z dwóch drużyn, które w poprzednich rozgrywkach w trampkarzu starszym zajęły dwa pierwsze miejsce w grupie 1. Tym razem, pomimo tego że KKS dodatkowo był w porównaniu z poprzednimi sezonami wzmocniony zawodnikami z rocznika 96, Grom zwyciężył. O sukcesie zadecydowała pierwsza połowa, w której nasi zawodnicy byli „ zabójczo skuteczni” – strzelili trzy gole. Dwie bramki zdobył Brajan Sadłowski, który co ciekawe w całej rundzie zdobył trzy bramki (jedną z Calisią), wszystkie w Kaliszu i …wszystkie na jedną bramkę (mecze z Calisią i KKS odbywały się na tym samym boisku). Trzecią bramkę zdobył po najpiękniejszym strzale w tej rundzie Krzysztof Gładczak z odległości ponad 30 metrów. Po przerwie Grom po strzale Witka Balcerskiego jeszcze podwyższył prowadzenie ale ambitni i do końca groźni gospodarze dwukrotnie zdołali pokonać naszego bramkarza lecz ze zwycięstwa cieszyli się jednak gromowcy, a po meczu mogli zaśpiewać „mamy lidera”, gdyż po porażce Stali Pleszew z Calisią awansowali na pierwsze miejsce w tabeli!!! KKS KALISZ- GROM 2:4 (0:3) PIĄTE KOLEJNE LIGOWE ZWYCIĘSTWO!! Na drugie z rzędu spotkanie wyjazdowe juniorzy udali się w najdalszą podróż do Kępna na mecz z miejscową szkółką piłkarską Marcinkami Kępno. Marcinki w poprzednim sezonie zwyciężyły w rozgrywkach trampkarza starszego (rocznik 97), pokonując w finale KKS Kalisz. Gromowcy pierwszy i jedyny raz w tej rundzie zagrali na sztucznej murawie. Spotkanie rozpoczęło się świetnie dla naszych piłkarzy. Patryk Bartniczak skopiował wyczyn kolegi sprzed tygodnia i także pięknym uderzeniem z ponad 30 metrów zdobył prowadzenie. Po kilku minutach radosny nastrój zmącił sędzia pochopnie wyrzucając z boiska Brajana Sadłowskiego (była to jedyna czerwona kartka w tej rundzie w spotkaniach z udziałem juniorów Gromu). Gromowcy pokazali jednak niesamowitą determinacje i zaangażowanie i pomimo gry w osłabieniu przez prawie całe spotkanie, zwyciężyli, udowadniając że nieprzypadkowo zajmowali pozycję lidera. Do przerwy obydwa zespoły zdobyły jeszcze po jednej bramce. Najpierw drugie trafienie zaliczył stoper Patryk Bartniczak. Przed przerwą gospodarze zdobyli kontaktową bramkę i gdy wydawało się, że po zmianie stron odwrócą losy spotkania, nasz zespół zagrał bardzo



ambitnie i dojrzale taktycznie i dwukrotnie wyprowadził skuteczne kontry, po których bramki zdobyli Szymon Mankiewicz i Jakub Szymkowiak. MARCINKI KEPNO – GROM GOLINA 1:4 (1:2) BEZ BRAMEK TEŻ CIEKAWIE W siódmej kolejce Grom podejmował jednego z faworytów rozgrywek, Piata Kobylin. Spotkanie udowodniło że czasami nawet mecze, w których nie pada żadna bramka stoją na wysokim poziomie i mogą podobać się widowni, co potwierdzali także w relacjach na swojej stronie internetowej goście. Obydwa zespoły grały z wielkim zaangażowaniem. Piast stworzył więcej groźnych sytuacji, ale po raz kolejny Grom dobrze zagrał w obronie i nadal pozostał jedynym zespołem w lidze, który nie przegrał jeszcze żadnego spotkania. Remis spowodował, że na pozycje lidera awansowała Stal Pleszew, z którą Grom grał w następnej kolejce. GROM GOLINA – PIAST KOBYLIN 0:0 JEDYNA LIGOWA PORAZKA Na ostatnie w tej rundzie, a ogólnie piąte wyjazdowe spotkanie Grom udał się do głównego faworyta do zwycięstwa w lidze, Stali Pleszew . Mecz dwóch czołowych drużyn stał na wysokim poziomie i był prowadzony w szybkim tempie. Stal potwierdziła, że jest faworytem rozgrywek i zwyciężyła. Grom pozostawił po sobie dobre wrażenie. Na stronie Stali Pleszew miejscowi obserwatorzy bardzo pochlebnie ocenili występ gości. Stal zasłużenie



zwyciężyła zdobywając dwie bramki, chociaż przy bezbramkowym wyniku Sadłowski zmarnował doskonałą okazję, która mogła odmienić przebieg meczu. Stal utrzymała pozycje lidera, a Grom usadowił się na trzecim miejscy w tabeli. ŚNIEŻNA WYGRANA W ostatnim spotkaniu tej jakże udanej rundy do Goliny zawitał zespół Victorii Ostrzeszów. Mecz odbywał się w bardzo trudnych warunkach przy wietrze i padającym śniegu. Gromowcy nie zawiedli i odnieśli szóste zwycięstwo w rundzie zdobywając dwie bramki przed przerwą po trafieniach głową Wiktora Balcerskiego oraz strzale zza pola karnego Jakuba Szymkowiaka. Grom przez całe spotkanie zdecydowanie przeważał, ale coraz trudniejsze warunki (śliska murawa i warstwa śniegu) utrudniały grę. Po raz kolejny doskonale zaprezentowała się linia obrony, przez całą rundę grając prawie w niezmienionym składzie. Patryk Grobelny, Patryk Bartniczak, Krzysztof Gładczak i Marcin Bryll tworzyli bardzo zgrany i skuteczny monolit. Grom dzięki zwycięstwu umocnił się w ścisłej czołówce, a boisko w Golinie pozostało niezdobytą „twierdzą” . GROM GOLINA – VICTORIA OSTRZESZÓW 2:0 Liczymy na to że dzięki solidnej pracy w zimowym okresie przygotowawczym runda wiosenna będzie także bardzo udana. Na wiosnę z kolejnych dziewięciu spotkań, pięć Grom rozegra na własnym obiekcie. Zapraszamy !!! Szczegółowe opisy wszystkich spotkań w tej rundzie znaleźć można we wcześniejszych relacjach na stronie. UWAGA!!! W związku z awarią obecnie strona gromu znajduje się pod adresem gromgolina.tk Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Magda Mróz, Dziennikarze: Małgorzata Jelak, Hubert Kucharski, Angelika Lisiecka, Marta Łukaszewska, Amanda Pawlicka,Szymon Radziejewski, Olga Wojtczak, Sandra Wolicka, Alicja Zaworska.