Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Głosowaniu zostały poddane propozycje na zeszłoroczne HITY i KITY. Redaktorzy GIG-anta wybrali spośród 20 propozycji po hicie i kicie na rok 2012.

HITY I KITY 2012

Do wyboru spośród HITÓW były: - budowa drogi na odcinku Golina- Potarzyca; - otwarcie boiska przy szkole; - wycieczka do Paryża; - występ golińskich uczniów w JOKu z okazji Dnia Niepodległości; - sukcesy sportowe golińskich uczniów; - prace konserwatorskie przy kościele; - sygnalizacja świetlna; - budka z lodami przy ul. Wolności; - „Polska biega”; - nowy budynek przy OSP. Spośród KITÓW do wyboru było: - lodowisko w Jarocinie; - chuligani dewastujący Golinę; - brak ogrodzenia przy boisku Gromu; - bałagan koło pawilonu; - działalność klubu młodzieżowego; - brak imprez kulturalnych w Golinie; - zatarasowana droga przy Dino; - park zamieniony w wybieg dla byków; - brak remontu którejkolwiek z ulic; śmierć dworca kolejowego.



Największymi HITAMI 2012 roku (ta samą liczbą głosów) okazały się wycieczka do Paryża i sygnalizacja świetlna w Golinie. KITEM 2012 roku natomiast ogłoszono brak imprez kulturalnych w Golinie. Dlaczego właśnie takie HITY i taki KIT? Wycieczka odbyła się w dniach 17-24 czerwca 2012 roku. 46 golińskich gimnazjalistów wraz z piątką opiekunów pojechało autobusem na 7-dniową wycieczkę do Brukseli i Paryża. To jedna z pierwszych zagranicznych wycieczek organizowanych przez gimnazjum i to w dodatku z takim rozmachem. Młodzież dzięki takim wyjazdom ma możliwość zwiedzać świat i widzieć arcydzieła sztuki i budowle, które wcześniej widywała jedynie na ilustracjach w podręcznikach. Oby takich więcej! Dzięki sygnalizacji świetlnej zarówno uczniowie jak i mieszkańcy Goliny czują się bezpieczniej. Nie grożą nam już piraci drogowi i konsekwencje związane z wypadkami samochodowymi. Brak imprez kulturalnych w Golinie okazał się kitem. Dlaczego? Ktoś powie, jest festyn w maju, jest w sierpniu, więc co jeszcze? Mieszkańcy są znudzeni monotonnym życiem w miejscowości, w której się nic nie dzieje! Mamy tyle możliwości, klub młodzieżowy w salce jest otwarty na wszelkie propozycje imprez. Tradycje Goliniaków również szkoda by było zaprzepaścić. Dlaczego nie zorganizujemy spotkania, na którym młodzież nauczy się haftować snutki? GOLINIACY, DO DZIEŁA! Magda. (; Rzeczywistość walk ulicznych - powstanie...
11 stycznia bieżącego roku uczniowie klasy IIIa pod opieką pana Marka Tomczaka i pani Izabeli Pospiesznej przygotowali bardzo wzruszającą akademię na temat Powstania Wielkopolskiego


27 grudnia 1918 roku wybuchło Powstanie Wielkopolskie, jedno z niewielu wygranych powstań. Na pewno ważne w dziejach Polski. Walki rozgrywające się na naszych Ziemiach. Walki, w których zginęło wielu powstańców z całej Wielkopolski, ale dla nas ważne jest to, że zginęli tam ludzie z Goliny i okolic. Byli to: Franciszek Matuszewski - powstaniec z Goliny, od 12 listopada 1918 r. w polskim oddziale w jarocińskich koszarach. Marcin Bazelak - powstaniec z Potarzycy. Inicjator budowy pomnika powstańców w Potarzycy. Wywieziony do Niemiec. Zaginął w czasie II wojny światowej. Wincenty Florczyk - zamieszkiwał w Golinie. W 3 kampanii jarocińskiej w lutym 1919 r. walczył pod Rawiczem i Sarnową. Ranny pod Miejską Górką 15 lutego 1919 r. Antoni Kałmucki (1894 – 1933) - powstaniec, plutonowy. Sołtys Goliny w okresie międzywojennym. Stanisław Kasprzak (7.10.1889 Tarce – 21.03.1957 Witaszyce) – powstaniec z Witaszyc, walczył w 3 kampanii, ranny pod Miejską Górką 8 lutego 1919 r. Kolejarz. W okresie międzywojennym zam. w Ciświcy. Jan Krakowiak (23.12.1899 – 31.10.1972), s. jaraczewskiego robotnika Jana i Józefy zd. Pieloszyk później zamieszkał w Golinie. Od 4 grudnia 1918 r. w kampanii jarocińskiej. Brał udział w zajęciu Zdun. Walczył pod Rawiczem i Sarnową w styczniu 1919 r. Otrzymał Wielkopolski Krzyż Powstańczy, ppor. Antoni Miękus (31.05.1892 – 18.01.1981), s. Szczepana – powstaniec z Goliny. Walczył w 3 kampanii jako dowódca 10 drużyn Udział w walkach w ramach kampanii jarocińskiej. Odznaczony



Medalem Niepodległości i Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, ppor. Antoni Molski- egzamin nauczycielski złożył w Kcyni 30.11.1888 r. Kolejną posadę nauczycielską objął w Golinie od 1903 r., a następnie od 1912 r. kierownik szkoły w Golinie. Organizator szkolnictwa polskiego na Ziemi Jarocińskiej od połowy listopada 1918 r. Przewodniczący Rady Nauczycielskiej na powiat jarociński, wybrany 4 grudnia 1918 r. na ogólnym zebraniu nauczycieli w Jarocinie. W dniu tym zostało zorganizowane Stowarzyszenie Nauczycieli Polaków. Wydał odezwę do polskich nauczycieli 8 grudnia 1918 r. w sprawie nauczania w języku polskim i organizowania Polskiego towarzystwa Pedagogicznego w Wielkopolsce. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Nauczycieli Polaków w Wielkopolsce. Inspektor szkolny w powiecie jarocińskim w latach 1918 – 1919. Od 1920 r. inspektor oświaty w Grodzisku Wlkp. Andrzej Parysek (17.11.1901 Charbelek – 13.02.1920 Bydgoszcz), ochotnik powstaniec z Goliny, walczył pod Zdunami w styczniu 1919 r. Służył w 2 komp. Zmarł w szpitalu bydgoskim. Pochowany w Golinie. Michał Skrzypczak (ur. 27 września 1888 r. w Golinie – 1940), s Antoniego i Franciszka zd. Andrzejczak – powstaniec. W szkole powszechnej w Golinie brał udział w strajku szkolnym. Członek „Sokoła”, w 1910 r. brał udział w zlocie tej organizacji w Krakowie z okazji odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego. W powstaniu walczył o wyzwolenie Wronek. W okresie międzywojennym (do 1927 r.) zam. w Jarocinie. Burmistrz Międzychodu w latach 1928-1939. Zamordowany przez Niemców w styczniu 1940 r. Jan Sroka - powstaniec z Goliny. Kierownik agencji pocztowej w Golinie w okresie międzywojennym. Przypomnijmy, że powstanie wybuchło wkrótce po zakończeniu I Wojny Światowej. Polacy domagali się powrotu ziem zaboru pruskiego do Polski. Trwało od 27.XII.1918 do 16.II.1919 r. do rozejmu w Trewirze. Zakończyło się sukcesem Polaków. Jesteśmy dumni, iż wzięli w nim udział również goliniacy. Cześć ich pamięci. Angelika & Weronika Czy w Golinie powstanie uniwersytet ludowy? Uniwersytety ludowe – pozaszkolne, autonomiczne placówki, w większości z internatem, realizujące ideę holistycznego kształcenia i uczenia się przez całe życie; oparte na upodmiotowieniu wszystkich partnerów, interakcji edukacyjnej, „żywym słowie” i samorządności wychowanków; przez dziesięciolecia związane ze środowiskami wiejskimi, dziś adresowane w wielu krajach także do szerszych kręgów odbiorców .Czytając tę definicję zastanawiamy się, czy może w naszej miejscowości mogłoby powstać „takie coś”? Tak, owszem w planach stowarzyszenia „ Nasza Wspólnota” było otworzenie takiego uniwersytetu w Golinie. 11 listopada 2012r. przy salce katechetycznej miała zostać odsłonięta tablica informująca, że za kilka lat w tym miejscu powstanie uniwersytet ludowy . Jak dowiedzieliśmy się osoba, która podjęła kroki względem otworzenia



uniwersytetu w Golinie, zrezygnowała z członkostwa w stowarzyszeniu. Dowiedzieliśmy się także, że zostały jednak podjęte kroki dążące do utworzenia uniwersytetu. Na pewno do końca tego roku nie zostanie on uruchomiony. Gdy dowiemy się czegoś więcej, na pewno na ten że temat napiszemy. Alicja "Oddając krew - darujesz życie" …to hasło towarzyszy działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża od ponad 50 lat – od czasu, gdy PCK zajął się organizacją i propagowaniem honorowego krwiodawstwa oraz uświadamianiem znaczenia krwi w ratowaniu życia i zdrowia ludzkiego. Ruch Honorowych Dawców Krwi jest integralną częścią struktury PCK i obecnie zrzesza blisko 200.000 członków i wolontariuszy, którzy poza systematycznym i planowym oddawaniem krwi, promują oraz upowszechniają ideały Ruchu zjednując mu tym samym nowych sympatyków. Honorowy Dawca Krwi Krwiodawstwo zwykle definiowane jest jako akcja społeczna mająca na celu pozyskiwanie krwi od osób zdrowych na rzecz osób wymagających transfuzji krwi lub do produkcji



preparatów krwiopochodnych. Można jednak rozumieć jako działanie wynikające z najprostszego odruchu serca – ratowanie życia anonimowych chorych i ofiar wypadków. Honorowym Dawcą Krwi zostaje każdy, kto chociaż raz oddał honorowo krew. Otrzymuje wówczas tytuł i legitymację „Honorowego Dawcy Krwi”. Wydaje ją odpowiednia jednostka publicznej służby krwi. To jednak tylko formalne określenie. Jego prawdziwy sens jest dużo głębszy - krwiodawstwo jest przecież wyrazem bezinteresownej miłości do bliźniego. Dlaczego warto zostać dawcą krwi? Decyzja o staniu się krwiodawcą to początek drogi do zyskania ogromnej satysfakcji, wypływającej ze świadomości, że być może twoja krew uratuje życie innego człowieka. Już po pierwszej donacji poznasz grupę swojej krwi, która zostanie wpisana do legitymacji hdk. Jako krwiodawca masz zapewnioną bieżącą kontrolę stanu swojego zdrowia – ogólne badanie lekarskie i systematycznie aktualizowane wyniki badań laboratoryjnych. Pomagasz w ten sposób wszystkim chorym, potrzebującym krwi oraz samemu sobie. Jeśli jesteś pełnoletni, a nie przekroczyłeś 65-ego roku życia, ważysz 50 kg lub więcej, twoje samopoczucie nie budzi niepokoju, masz dobrą wolę pomagać innym ludziom, to zgłoś się do najbliższej placówki publicznej służby krwi. Na wizytę w RCKiK wybierz się najlepiej po lekkim, beztłuszczowym posiłku. Koniecznie weź ze sobą dokument tożsamości (np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport). W ciągu roku w Polsce konieczne jest dokonanie około miliona transfuzji. Krew jest potrzebna codziennie, w dużych ilościach ponieważ jest



bezcennym lekiem, którego mimo wielu prób i postępu w nauce nie udało się wytworzyć syntetycznie. Jest niezbędna nie tylko ofiarom wypadków, ale także cierpiącym na szereg poważnych chorób. Przetaczana podczas transfuzji lub podawana w postaci przetworzonych preparatów, pozwala ratować życie i zdrowie. Zamieniłam na ten temat kilka słów z Angeliką Wojtczak z Goliny. GIG – ant: Co skłoniło cię do oddania krwi? A.W.: Skłoniła mnie chęć pomocy innym ludziom i fakt, że przez to mogę uratować komuś życie. Krwi niestety nie da się wyprodukować ani zastąpić żadnym innym składnikiem, do tego mam bardzo rzadką grupę krwi, której często brakuje. To dodatkowo przyczyniło się do mojej decyzji. Przed moją pierwszą donacją trochę się obawiałam, jednak lekarz zapewnił mnie, że nie jest to ani bolesne, ani nie ma żadnych skutków ubocznych, więc spróbowałam i do dzisiaj regularnie oddaję krew. GIG – ant: W jaki sposób zachęciłabyś ludzi do oddawania krwi? A.W.: Wraz z moją przyjaciółką Anią, z którą razem oddajemy krew, namawiamy znajomych do krwiodawstwa. Często słyszymy od innych, że donacja jest bolesna, jednak to mit! Jedynym momentem, w którym odczujemy delikatny ból, jest wkłucie, sam proces przetaczania krwi w ogóle nie boli. Argumentem zachęcającym łasuchów jest fakt, że po zabiegu każdy krwiodawca otrzymuje pudełko z kilkoma czekoladami i soczek. Dodatkowo przed zabiegiem przeprowadza się kompleks bezpłatnych badań kwalifikujących nas do donacji, dzięki którym dowiadujemy się o naszym aktualnym stanie zdrowia. W ten sposób unikamy stania w długich kolejkach do lekarzy. Na koniec najważniejsze - robiąc tak niewiele możemy uratować ludzkie życie, tak więc do dzieła. Ola



18 stycznia Jarocin również pomógł w zbiórce pieniędzy okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nasze miasto zaplanowało na ten dzień atrakcje,. koncerty i licytacje, które odbyły się w Jarocińskim Ośrodku Kultury. Impreza rozpoczęła się o godzinie 13:00. Na scenie zaprezentował się zespół Harry Band i The Purple Onions. Później, bo na godzinę 17:00 zaplanowano występ zespołu Bustergang, a tuż po nim zagrał Word Is Mine. Następnie na scenie zaprezentował się Propaganda Dei, Etanis, Monore, a od godziny 22:00 rozpoczął się koncert grupy S.O.U.L. Ciekawostką jest, że podczas trwania imprezy można było wylicytować posadę burmistrza na 1 dzień. Zbiórką pieniędzy poprzez wolontariuszy zajęła się Organizacja Harcerska „Rodło” im. Szarych Szeregów. Łącznie ze zbiórki pieniędzy oraz sprzedaży gadżetów zebrali 8.801,53 zł! Magda XXI WOŚP w Jarocinie KLUB MŁODZIEŻOWY
Zaliczony do KITÓW roku 2012 przez swoją być może niedbałość o lokum, w którym się znajdują. Niedbałość? Młodzi ludzie w wieku 14-18 l. starają się utrzymać salkę katechetyczną w jak najlepszym stanie i to dzięki nim dzisiaj można spędzić tam każdą wolną chwilę


Zaczęło się od pierwszej interwencji młodzieży w 2009 roku. Od wtedy młodzież z Goliny każdą swoją wolną chwile poświęcała na odnowienie salki. Własnymi rękoma pomalowali ściany, sufit, wymienili całą instalację elektryczną, odnowili wszystko co się da oczywiście przy pomocy fachowców. Uroczystym otwarciem był festyn zorganizowany przez KSM pod przewodnictwem p. Beaty Wieczorek. Wtedy w salce utworzono klub, a mianowicie „Klub Młodzieżowy”. Stopniowo zaczęli zaniedbywać salkę, aż została doprowadzona prawie że do takiego stanu jak 3 lata temu. Z czasem zaczęła pojawiać się młodzież, której naprawdę zależy na klubie, na tym jak klub wygląda wewnątrz. Od roku stopniowo odnawiane jest wszystko co się da po kolei. Obecnie chłopcy remontują scenę, gipsują ściany i malują sufit. Mają zamiar zagospodarować na lato piętro budynku. Niestety wszystko utrudnia im brak podstawowych środków czy też materiałów, a w ich pozyskaniu pomaga im jedynie Marcin Półrolniczak. Chłopcy ciężko pracują tam codziennie po szkole. Pomimo wszystko po jakimś czasie zaczęły napływać skargi od mieszkańców Goliny na to co młodzież robi na salce. Że jest za głośno, że zachowują się niestosownie. Jednak chyba lepsze jest, kiedy robią takie rzeczy na salce, niż publicznie, niszcząc przy tym różne obiekty publiczne. W każdym razie, nastolatkowe uwielbiają tam spędzać czas, ale nie zawsze można. Zimą jedynym źródłem ciepła jest piec kaflowy, który grzeje bardzo słabo, a w dodatku potrzeba ogromnej ilości drewna,



żeby wzniecić ogień, z drugiej strony latem przy pięknej pogodzie mało komu chce się siedzieć na salce, dlatego przenoszą się na boisko czy tez plac zabaw. Fakt, ich zachowanie może i jest niestosowne, ale przecież są młodzi. Ludzie ignorują to co się dzieje, ignorują fakt, że klub istnieje. Każdy mieszkaniec Goliny powinien brać czynny udział w życiu wsi, dlatego należy pomóc tym młodym ludziom w realizacji ich planów chociażby dla dobra budynku jakim jest salka katechetyczna. Młodzież może zgłaszać się do chłopaków po zgodę na indywidualne spotkania, które sami mogą zorganizować. Klucze do drzwi mają Konrad Raźniak i Szymon Kordus. Magda (; Kazimierz Zmyślony Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata Tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata jest nadawany osobom o specjalnej odwadze, które były gotowe poświęcić swoje życie za życie innych. Taką osobą jest właśnie pan Kazimierz Zmyślony. W czasie wojny chronił rodziny o nieznanym nazwisku i rodzinę Brandów (Jankiela, Rajzla, Mendla, Andzi, Szymona, Esther). W czasie wojny rodzina pana Kazimierza miała kłopoty finansowe i trzynastoletni Kazimierz musiał pójść do pracy .Zatrudnił się w gospodarstwie u Wawrzyńca Gnata w Studzienkach. Chłopiec został służącym. Mieszkające w sąsiedztwie cztery rodziny żydowskie poprosiły o schronienie w gospodarstwie Gnata. Gnat zgodził się i umieścił rodziny w stodole, wejście przykrył słomą, a opiekunem rodzin ustanowił Kazimierza. Chłopiec co dzień musiał przynosić im jedzenie i wynosić nieczystości.



Wkrótce ostrzegł Żydów, którzy mieszkali w gospodarstwie, że Niemcy planują rewizje w miejscowości. Pan Kazimierz wspomina to tak: „Do Kraśnika meldunek zawieść konno jechałem. Patrzę, stoi pięć pojazdów konnych. Pytam się jednego, a on: pojedziemy do Studzienek, bo są Żydy ukryte”. Pan Kazimierz jak to usłyszał od razu pojechał do Studzienek i kazał uciekać Żydom. Rzeczywiście, za pół godziny byli już Niemcy. Nie wiadomo, co się stało z małżeństwem. Natomiast rodzina Brandów schroniła się w bunkrze w pobliskim lesie. Kazimierz co drugi dzień zanosił 6-osobowej rodzinie żywność. Jak wynika z opowieści pana Kazimierza, jego rodzice nie wiedzieli, że pomaga on Żydom. W 1944 r. pan Kazimierz przyłączył się do Armii Ludowej, a rodzina Grantów uciekła do Brazylii i zamieszkała w rejonie Sao Paulo. 1 października 1994 \r. został on uhonorowany wybitnym tytułem „SPRAWIEDLIWY WŚRÓD NARODÓW ŚWIATA”. Alicja Dzień Otwartych Drzwi Dnia 16 stycznia br. w Niepublicznym Gimnazjum im. Ks. Piotra Wawrzyniaka w Golinie zorganizowano "Dzień Otwartych Drzwi". Naszą szkołę odwiedzili przyszli absolwenci okolicznych szkół podstawowych. Głównym celem imprezy było przybliżenie działalności naszej placówki oraz zaprezentowanie dorobku naszego gimnazjum. W programie dla uczniów planujących wybrać się do naszej szkoły pani dyrektor przewidziała zwiedzanie szkoły, spotkanie z



nauczycielami i uczniami, którzy zaprezentowali kółka zainteresowań, które działają w naszej szkole. Odbyły się pokazy chemiczne i fizyczne oraz pokazy sportowe. Nie obyło się bez warsztatów dziennikarskich, wokalnych i artystycznych. Sądzę, że nasza szkoła zaprezentowała się w sposób pozytywny i wielu z przybyłych zobaczymy znów we wrześniu – już w roli uczniów naszego szacownego gimnazjum. Alicja WSZYSTKO ZALEŻY OD CHĘCI Pojęcie wolontariatu jest zapewne tak stare, jak sama ludzkość. Nie było to jednak niegdyś tak rozbudowane, jak w czasach obecnych. Działalność ludzka była indywidualna. Z upływem czasu zaczęło się to jednak zmieniać. Wolontariat zaczynał się kształtować, czego wynikiem były założone związki, fundacje czy organizacje. Jednym z pierwszych związków był Związek Harcerstwa Polskiego. Wraz ze zmianami społeczeństwo zaczęło inaczej postrzegać pomaganie. W zamian za pomoc ludzie chcieli otrzymywać datki materialne i nie tylko. Nie brakuje jednak takich ludzi którymi kieruje dobre serce. Sam wolontariat oznacza bezinteresowność, pomoc bez wynagrodzenia a wolontariuszem jest każdy, kto pomaga wykraczając poza stosunki rodzinnokoleżeńskie. Oznacza to, że daje coś od siebie zupełnie nieznanej osobie, wkładając w to swoje serce. Wolontariat w Polsce Na terenie naszego kraju działa wiele organizacji, za pomocą których możemy komuś zapewnić lepsze życie. Warto brać w nich czynny udział zostając wolontariuszami lub za pośrednictwem danej fundacji ofiarując pieniądze, opiekę, ubrania czy inne przydatne do życia rzeczy. W Polsce najłatwiej zauważyć działaczy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomoczy i Polskiego Czerwonego Krzyża. Należy też wyróżnić Diecezjalne Caritas oraz fundacje Mam Marzenie, której ambasadorem jest Małgorzata Kożuchowska. W Golinie również nie brakuje wolontariuszy. Jednym z nich jest Olena Pluta, z którą przeprowadziliśmy wywiad. Gigant: Czym dla ciebie jest pomaganie? Olena: Pomaganie to coś, co daje mi ogromną satysfakcję. Bardzo często wymaga to ode mnie wielu poświęceń, gdyż ciężko jest połączyć studia i pracę z wolontariatem. Wiem jednak, że w zamian za to dostanę uśmiech i wdzięczność innych ludzi



oraz masę niepowtarzalnych wspomnień i to właśnie są te rzeczy, które napędzą ją do kolejnych działań. Gigant: W jaki sposób niesiesz pomoc innym? Olena: Przede wszystkim od wielu lat działam jako harcerka. Początkowo pomaganie ograniczało się do kilku akcji charytatywnych, jak pomoc w organizacji Dnia Dziecka czy też zbiórki pieniężnej na różne cele. W tej chwili sama organizuję najmłodszym naszym wychowankom czas prowadząc regularne zbiórki czy też wyjeżdżając z nimi na biwaki. Wiem, jak wiele mnie nauczyła działalność harcerska i staram się, by to wszystko przekazać swoim podopiecznym. Poza harcerstwem czasem mam okazję brać udział w innych - mniej lub bardziej spektakularnych akcjach, do których potrzebni są wolontariusze. Do ostatnich takich projektów niewątpliwie mogę zaliczyć wolontariat podczas EURO 2012, gdzie mogłam razem z ponad setką innych ludzi wybiec na murawę stadionu przy Bułgarskiej w Poznaniu i zaprezentować ceremonię przedmeczową. To było naprawdę niesamowite przeżycie! Gigant: Jak dostałaś się na Euro? Olena: Wszystko zaczęło się od castingu, na który razem z siostrą Kingą poszłyśmy dla zabawy. Nie miałyśmy nic do stracenia, najwyżej byśmy się nie dostały. Po cichu liczyłyśmy jednak na to może czekać nas niezwykła zabawa. Casting nie był żadnym wyczynem - wystarczyło mieć poczucie rytmu i względną sprawność ruchową. Gdy ogłosili wyniki, byłyśmy naprawdę szczęśliwe. Cała ekipa bardzo szybko się zintegrowała, a relacje między nami pogłębiały się z próby na próbę. Mimo, że minęło już trochę czasu od zakończenia imprezy, nadal w większością mamy kontakt. Gigant: Co było tam twoim zadaniem? Olena: Do naszych obowiązków należało przede wszystkim uczestniczenie w próbach. Główna choreograf, pani Iwona Pasińska, bardzo profesjonalnie podchodziła do sprawy i tego samego oczekiwała od nas. Musieliśmy osłuchać się z muzyką, opanować przestrzeń i zsynchronizować każdy ruch z innymi. To od naszego zaangażowania zależał efekt końcowy, który oglądany był przez tysiące kibiców na trybunach. Gigant: Jaką rolę w twoim życiu pełni wolontariat? Olena: Wolontariat jest dla mnie pewnym sposobem na urozmaicenie życia. Uczy odpowiedzialności i wytrwałości, w zamian daje mnóstwo wspomnień,



pozwala poznać ciekawych ludzi czy miejsca. Choć niektórym może wydawać się, że jest to praca za darmo, marnowanie swojego czasu, ja uważam, że nie do końca nic z tego nie mam. Moja satysfakcja i przeżycia są warte więcej, niż kilka złotych. Gigant: W jaki sposób można zostać wolontariuszem? Olena: Wolontariuszem może zostać każdy, kto tego chce. Wystarczy orientować się w ogłoszeniach, poszukać czegoś w Internecie czy zapytać kolegi lub koleżanki, który już gdzieś działa. Wszystko zależy od chęci. Gigant: W jaki sposób zachęciłabyś ludzi do braniu udziału w wolontariacie? Olena: Zdaję sobie sprawę z tego, że wolontariat to coś, co nie będzie kręciło każdego. Jeśli jednak są osoby, które się wahają czy spróbować swoich sił, jak najbardziej do tego zachęcam. Mogę zagwarantować, że każdy dobry uczynek, jaki zrobicie bezinteresownie na rzecz innych, z czasem do was wróci. Gosia Jelak ODPOWIADAM NA ZAPOTRZEBOWANIE NIEBA Wywiad ze Stanisławą Łowińską, poetką GIGant: Spotkanie z panią jest bardzo ważnym wydarzeniem kulturalnym. Który tomik wierszy jest dla pani najbardziej osobisty? Stanisława Łowińska: Zawsze mówi się, że pierwsze dziecko, czyli „Dotykać serca” jest chyba najważniejszy, ale pozostałe także świadczą o moim poetyckim zamyśleniu i potrzebie pisania.



GIGant: Jaki wpływ na pani poezję miało środowisko, w jakim się pani wychowywała? Czy ktoś pani pomagał w rozwoju humanistycznym? S. Ł.: Oczywiście, że bez otoczenia, rodziny, wspaniałych profesorów, sąsiadów i różnych przygód życiowych i smutnych doświadczeń nie byłoby tego dorobku, który jest. Można powiedzieć, że największą pomocą jest palec boży. Tutaj się odczuwa natchnienie, dusza jakoś tak pragnie i to pragnienie jest darem Wszechmogącego. GIGant: Jak się pani czuła po odebraniu medalu Komisji Edukacji Narodowej? S. Ł.: Każdy medal i każde wyróżnienie jest świadectwem uznania. Dobrze jest otrzymywać, ale wszystkie te medale i wyróżnienia czy odznaczenia wymagają większego zaangażowania i większej pracy. GIGant: Z czym związane są pani książki? S. Ł.: Moje książki związane są z Polską, z osobami, które miałam zaszczyt poznać, z wyjątkowymi osobistościami, z pewną wędrówką przez życie, a także z górami, bo stamtąd pochodzi moja rodzina. GIGant: Jest pani poetką. Dlaczego wybrała pani taki kierunek w swoim życiu? S. Ł.: To nie ja zostałam wybrana, to mnie wybrano do tego trudnego zadania. Staram się odpowiedzieć na zapotrzebowanie nieba. Każdy z nas wypełnia tę trudną drogę życiową. Tylko każdy w innym zawodzie, gdyż ma inne potrzeby i talent. Amanda Pawlicka Sześciolatki do szkoły - nie za wcześnie? Od 1 września 2014 roku wszystkie sześciolatki będą miały obowiązek rozpoczęcia nauki w I klasie. Nadchodzący rok jest, więc ostatnim, w którym to rodzice podejmują decyzję o zapisaniu sześcioletnich dzieci do szkoły. Jeśli Twoje dziecko urodziło w: 2007 roku- od 1 września 2012 ma obowiązek uczestniczenia w wychowaniu przedszkolnym lub może pójść do szkoły; 2008 roku- od 1 września 2013 roku będzie objęte obowiązkiem przedszkolnym, a 1 września 2014 roku pójdzie do szkoły. Z badań wynika, że już po roku nauki w szkole dzieci, które rozpoczęły ją jako sześciolatki mają znacznie wyższe osiągnięcia z zakresu matematyki, czytania i pisania niż ich rówieśnicy, którzy w tym czasie chodzili do przedszkola albo oddziału przedszkolnego. Z kolei w testach po III klasie, w większości uzyskują lepsze wyniki, niż ich koleżanki i koledzy, którzy do szkoły poszli jako siedmiolatki. Zapytaliśmy o zdanie na ten temat kilka osób. Oto ich opinie: Myślę, że trzeba zrobić wszystko aby przyjście sześciolatków do szkoły w 2014 roku było przemyślane i przygotowane pod



każdym względem. Uważam, że bardzo dużą rolę pełni tutaj dobra współpraca na linii dyrektorzy szkół, przedszkoli i rodzice. Uważam, że w Golinie pod tym względem jest super. Każdego roku goszczę na zebraniu w przedszkolu, a potem podobne zebranie odbywa się w szkole. Rodzice uzyskują pełną informację na tematy najbardziej ich nurtujące. Na dziś największym mankamentem jest baza, m.in.brak osobnych łazienek dla klas najmłodszych. Stosowny wniosek na wydzielenie części holu na nie wpłynął po raz drugi do Burmistrza Jarocina. Niestety w projekcie budżetu na rok 2013 znów nie został ujęty - Urszula Kowalczyk, dyrektor SP i Gimnazjum w Golinie. Spór o dzieci sześcioletnie w szkole jest tak stary, jak jego pomysł. Zaobserwowałem, iż sporo dzieci poznaje świat i otoczenie szybciej niż poprzednie pokolenia. W dobie komputerów i programów edukacyjnych w telewizji dzieci stają się mądrzejsze. Jednak wiadomo, że każde dziecko jest inne i ma różne potrzeby. Bardzo istotna jest dojrzałość szkolna, zwłaszcza emocjonalna, która u dzieci pojawia się najczęściej w wieku 6,7 czy 8 lat. Tu upatruję największy problem. W całej klasie sześciolatków wszyscy nie będą jednakowo gotowi do nowego etapu edukacyjnego. Pomysł sześcioletnich w szkole to nie nowość na świecie. Jeśli tam działa bez zastrzeżeń, również w Polsce powinien się przyjąć. Nie wszystkie reformy edukacji były zawsze trafne. Jak będzie tym razem? Zobaczymy za 7-10 lat - Karol Dziurla, wychowawca klasy I SP. Jako pedagog uważam, że szkoły w ogóle nie są przystosowane do przyjęcia dzieci 6-letnich i o ile program edukacyjny jest obniżony, do poziomu dzieci 6- letnich to sale lekcyjne nie są w ogóle do tego przystosowane. Po drugie reforma



edukacyjna zakładała, że nauczanie zintegrowane będzie miało nieokreślony czas lekcyjny, czyli przerwy pomiędzy lekcjami nie będą się odbywały po 45 minutach, co w większości szkół w ogóle nie jest wprowadzone i dzieci i tak mają co 45min przerwy dłuższe lub krótsze. Jako fizjoterapeutka natomiast nadal nie zgadzam się, aby posyłać dzieci 6- letnie do szkoły, bo jak już wcześniej powiedziałam szkoły w ogóle nie są do tego przygotowane. 6-latek ma jeszcze jak każde dziecko "głód ruchu"- czego szkoła im nie zapewni, sadzając dzieci często w za wysokie lub za niskie ławki oraz nie przestrzegając przerw śródlekcyjnych na zajęcia ruchowe. Sale często nawet nie mają miejsca na aktywność śródlekcyjną dzieci. 6-latek idąc do szkoły ma duże szanse na skrzywienie kręgosłupa, które bardzo szybko może się pojawić, gdy dziecko siedzi dłuższy czas w nieodpowiednich pozycjach- Izabella Borowska, pedagog i fizjoterapeuta. Trudno powiedzieć, jaka będzie gotowość Majki, czyli w tym momencie 2-letniego dziecka na pójście do szkoły jako 6-latek. Wyrażam nadzieję, że szkoły zostaną już do tego momentu przystosowane i nie będzie problemów z edukacją oraz rozwojem mojego dziecka. Obawiam się, że przez nową reformę dzieci są pokrzywdzone, ponieważ od placówki przedszkolnej zależy, czy one w zerówce uczą się czytać i pisać, czy nie, co moim zdaniem powinno być wszędzie ujednolicone, aby żadne dziecko nie było pokrzywdzone, aby klasy było tworzone poziomem umiejętności dzieci, a nie jak jest w tym momencie, dzieci 6-letnie i 7-letnie potrafiące lub nie czytać i pisać wrzucone do jednej klasy- Kinga Borowska, mama 2-letniej Mai, która do szkoły w wieku 6 lat pójdzie obowiązkowo. Łukasz od września nie pójdzie do pierwszej klasy, jeszcze rok zostanie w przedszkolu, w którym jest zerówka. Decydowaliśmy o tym, zanim poszedł od września do przedszkola. Podjęliśmy taką decyzję mając starsze dziecko, które poszło normalnym tokiem. Choć Marcin, starszy syn, był bardzo dobrze przygotowany do pójścia do szkoły, potrafił czytać, pisać pojedyncze słowa, głoskować, dzielić wyrazy na sylaby, to myślę, że emocjonalnie nie był gotowy do nauki w pierwszej klasie. Dawno temu chyba ktoś dobrze pomyślał, że to dzieci siedmioletnie powinny iść do szkoły. Dużą rolę w przygotowaniu do nauki w szkole odgrywają przedszkola. Mam porównanie między

STRACH SIĘ BAĆ

Marcinem a Łukaszem. Starszy syn pisał litery, czytał. Młodszego natomiast nie uczy się tego jeszcze, także w pierwszej klasie będzie dopiero uczył się takich rzeczy. W przedszkolu taka nauka odbywa sie w fajnym systemie poprzez zabawę, nie ma takiego nacisku, a w szkole juz to wszystko robić trzeba. Jestem za tym, aby przedszkola przygotowywały do nauki w pierwszej klasie. Łukaszek nie chciałby jeszcze pójść do szkoły, chce się jeszcze bawić. Widzi, ile Marcin ma już nauki pisania dodatkowych rzeczy, które musi robić do szkoły - Sylwia Borowska, mama 6-letniego Łukasza, który od września mógłby iść do I klasy. W tym roku, według badań, do szkoły poszło co 5 6-letnie dziecko. Angelika i Sandra Strach – silna przykra emocja o charakterze wrodzonym, pojawiająca się w sytuacjach realnego bądź wyimaginowanego zagrożenia. Wrodzoną reakcją organizmu w takiej sytuacji jest odruch ucieczki. Skąd bierze się strach? Strach to nie tylko reakcja wrodzona, można się go również nauczyć. Lęk może być wytworzony przez otoczenie lub przekazany przez rodziców. Przykładem może być sytuacja, gdy kilkuletniemu dziecku chodzi po ręce pająk, a ono przygląda się temu z ciekawością. Gdy zauważy to matka, zaczyna krzyczeć: „Pająk! Pająk!” i szybko strąca owada z ręki dziecka. W ten sposób zaszczepia mu reakcję lękową wobec pająków. Odtąd maluch będzie reagował nerwowo na pająki, a nawet gdy dorośnie będzie omijał je z daleka. Według opisanego schematu uczymy się bać



dentysty. Może nas nawet nie boli lub ból jest bardzo niewielki, ale gdy widzimy, że ktoś inny podskakuje na fotelu, uczymy się tak reagować i w skutku robimy to samo. W ten sposób nabywany jest również lęk przed zastrzykami i innymi zabiegami medycznymi. Dlaczego lubimy się bać? Wydawać by się mogło, że najlepiej czujemy się, gdy jesteśmy bezpieczni, a jednak od czasu do czasu potrzebujemy silniejszych emocji: strachu, lęku. Z tego właśnie powodu bardzo często sięgamy po mrożące krew w żyłach horrory. Nie wszyscy potrzebują takich przeżyć, a ci, którzy deklarują potrzeby tego typu, też nie zawsze dobrze umieją rozpoznać swoje stany. Najczęściej dzieje się tak, gdy żyjemy w ciągłym napięciu. Wtedy szukamy możliwości dostarczenia sobie dawki kontrolowanego strachu, np. oglądając horrory czy skacząc na bungee. Gdy lądujemy bezpiecznie na ziemi, czujemy ulgę. Ten stan jest często planowany i wyczekiwany przez wiele tygodni. „Aby zapanować nad człowiekiem, trzeba sprawić, by zaczął się bać.” Strach bywa powszechnie wykorzystywany jako narzędzie manipulacji. Zdarza się, że jest to środek wymuszania określonych zachowań. Mechanizm takiego działania jest zwykle dość prosty. Najpierw wzbudza się w kimś lęk, a potem oferuje mu się sposoby jego łagodzenia, które jednak silnie uzależniają od straszącego i skłaniają przestraszonego do robienia tego, czego sobie straszący życzy. Niejednokrotnie doświadczają tego już małe dzieci. Bywa, że np. matka straszy swojego synka: „Jak będziesz niegrzeczny, to przyjdzie czarownica i cię zabierze”. Jeśli dziecko w to uwierzy, to powodowane strachem zacznie się zachowywać tak, jak chcą tego rodzice. W szkole strach jest używany jako środek mobilizujący do nauki i do przestrzegania zasad regulaminowych. Atmosfera rywalizacji połączona z konsekwencjami ocen negatywnych na wielu rzeczywiście wpływa aktywizująco. Czy strach można pokonać? Mimo, że nie da się zwyciężyć samego strachu, można zmierzać do usunięcia jego przyczyn. Likwidacja powodów strachu prowadzi do jego wygaśnięcia. Gdy wynika on z realnego zagrożenia zewnętrznego, wystarczy skuteczne działanie w celu zmniejszenia ryzyka, zastosowanie dodatkowych środków ostrożności i poziom lęku maleje. Całkowita eliminacja zagrożenia prowadzi do pełnego wyeliminowania niepokojów i obaw. Odwaga nie polega na braku strachu. Opieranie się strachowi bądź tłumienie go jest nieskuteczne. Można jednak zapanować nad wpływem tego uczucia na nasze życie, nie dopuszczając aby nami rządził. Z ankiety przeprowadzonej wśród uczniów golińskiego gimnazjum wynika, że gimnazjaliści najbardziej boją się pająków, stresujących sytuacji szkolnych (egzaminów, odpowiedzi ustnych itp.) oraz końca świata. Ola



DOBRA ROBOTA Dnia 10 stycznia 2013r. w Jarocińskim Ośrodku Kultury miał miejsce I FESTIWAL KOLĘD I PASTORAŁEK zorganizowany przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży działające przy Niepublicznym Gimnazjum im. Ks. P. Wawrzyniaka w Golinie. W konkursie uczestniczyło dziewięcioro wykonawców ze szkół gimnazjalnych. W jury zasiadła dyrektor golińskiego gimnazjum, pani Urszula Kowalczyk, dyrektor Poradni PsychologicznoPedagogicznej pani Lidia Kalinowska oraz dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Jaraczewie pan Andrzej Musiałek. Soliści wykazali się bardzo dobrym przygotowaniem. Pierwsze miejsce wyśpiewała uczennica żerkowskiego gimnazjum, Laura Andrzejewska. Publiczność obecna na sali widowiskowej miała okazję także wysłuchać koncertu w wykonaniu zespołu „Wóz Harrego” pod kierownictwem długoletniego dyrektora JOKu, pana Bogusława Harendarczyka. Nagrody na tegoroczny festiwal ufundowała Rada Sołecka Wsi Golina i Stefanów, za co składamy serdeczne podziękowania. Wykonawcy otrzymali także złotą, srebrną i brązową nutkę wykonaną przez ucznia golińskiego gimnazjum, Konrada Raźniaka. Dziękujemy, Konradzie za wkład pracy i dobre serce. Dla uczestników festiwalu i ich opiekunów, a także dla jury został przygotowany słodki poczęstunek, który sponsorowała cukiernia państwa Zuzanny i Zbigniewa Barczaków z Potarzycy. Składamy także serdeczne podziękowania za ten wspaniały ludzki gest. Świetnymi organizatorami okazali się uczniowie z KSMu, którzy pod okiem swojego opiekuna, pani Beaty Wieczorek, wzorowo wywiązali się z przydzielonych im zadań. Teraz czekają na dalsze wyzwania. Redakcj@



DZIECI JAROCINA Dotychczas nazwa „Dzieci Jarocina” kojarzyła się z grupą uczestników przedszkola festiwalowego, występującą z jednym utworem ostatniego dnia na głównej scenie Jarocin Festiwalu. W związku z planami utworzenia w Jarocinie Spichlerza Polskiego Rocka, we współpracy Muzeum Regionalnego w Jarocinie ze Społecznym Ogniskiem Muzycznym w Jarocinie powstał projekt międzypokoleniowego zespołu propagującego polską muzykę rockową wykonywaną w Jarocinie w latach 70. podczas Wielkopolskich Rytmów Młodych i od lat 80. w czasie jarocińskich festiwali. Obecnie zespoł „Dzieci Jarocina” tworzy 19 dzieci i 17 seniorów, którzy ukończyli 60 rok życia. Wokalistom akompaniuje grupa instrumentalna Cotygodniowe zajęcia grupy 6+ prowadzi Tomasz Jankowski, założyciel zespołu Dzieciuff Squad, który jest także dyrygentem całości. Z seniorami będzie pracował Zbigniew Obara - wieloletni dyrektor szkoły muzycznej, w latach 70. zaangażowany w organizację WRM. Zespołem instrumentalistów pokieruje klawiszowiec Leszek Świderski - dyrektor SOM. Wraz z nim grać będą: Mariusz Miśkiewicz (git.), Grzegorz Klimkiewicz (git. bas.), Dawid Grzech (perkusja) i Artur Pawlaczyk (git.). W grudniu i styczniu zespół wyjechał do Hermanowa na warsztaty muzycznie, podczas których grupa pracowała



nad repertuarem. „Dzieci Jarocina” wykonują utwory m.in. Voo Voo, Lecha Janerki, Kobranocki, Acapulco, Ga Ga, Czesława Niemena, Ady Rusowicz czy Gedon Jerrubbal. W czerwcu 2013 r. w Jarocinie odbędzie się koncert, który będzie rejestrowany na [potrzeby wydawnictwa DVD. Redakcj@ PERKUSJA Z RECYKLINGU Wywiad z Marcinem Rauszem, muzykiem GIGant: Interesuje pana dźwięk. Co pan sądzi o Johnie Cage’u jako „wynalazcy ciszy i odkrywcy dźwięku”? Marcin Rausz: John Cage zrewolucjonizował muzykę, tworząc spreparowane instrumenty. Najbardziej zasłynął z wykorzystania śrub i innych elementów, które wkładał pomiędzy struny w fortepianie. Uzyskiwał w ten sposób zupełnie inne brzmienie tego instrumentu. Jego najbardziej znany utwór to 4'33'', w którym to główną rolę odgrywa cisza i dźwięki dochodzące z widowni. GIGant: Koncert poświęcony jest Johnowi Cage’owi. Dlaczego akurat obrał pan jego? Czy jego muzyka ma jakiś związek z dzisiejszym koncertem? M. R.: Tak, gdyż mija w tym roku setna rocznica urodzin i 20. rocznica śmierci artysty. To zobowiązuje do przybliżenia jego twórczości. Cage urodził się 5 września 1912 roku w Los Angeles, a zmarł 12 sierpnia 1992 roku w Nowym Jorku. GIGant: Skąd zrodził się pomysł połączenia instrumentów klasycznych perkusyjnych i recyklingowych? Jest pan przecież związany z muzyką, gdyż uczy pan również gry na perkusji. Co pan sądzi o tym instrumencie? Czy warto zacząć na nim grać i dlaczego? M. R.: Jest to jedyny instrument, który ma



nieograniczone możliwości wypowiedzi, ponieważ wszystko, co nas otacza, jest perkusją. Artystą, który odkrył to i zaczął mówić o tym głośno, był właśnie Cage. Pyta pani, czy warto na nim grać? Uważam, że gra na jakimkolwiek instrumencie rozwija wrażliwość, a myślę, że wrażliwość u człowieka to jedna z najważniejszych cech. Pamiętać o tym powinna przede wszystkim młodzież. Nie wolno zapominać o prawdzie zawartej w słowach, że „muzyka łagodzi obyczaje”. GIGant: Dziękujemy za ciekawy koncert i za wywiad. Amanda Zaśpiewały kolędy i pastorałki W pierwszą niedzielę (13 stycznia) ferii odbył się XIV Festiwal Kolęd i Pastorałek w Żegocinie. Ze szkoły podstawowej udały się tam Justyna Krawczyk (kl. I) i Weronika Naskręt (kl. III). Mimo że dziewczynki nie zdobyły uznania w oczach jury, ich występ należy zaliczyć do udanych, gdyż zdobyły nowe doświadczenie związane z publicznymi występami przed bardzo dużą publicznością. Ponadto przed powrotem do domu uczennice zwiedziły „Salonik Heleny Modrzejewskiej” (znanej polskiej aktorki) w



Ośrodku Kultury, pałac (tam jakiś czas mieszkała owa artystka) i miejscowe sanktuarium maryjne. W ostatnią sobotę (26 stycznia) ferii do Kobierna udały się cztery uczennice. Tam odbył się XIII Festiwal Kolęd i Pastorałek. Anna Jelak (kl. III) ze szkoły podstawowej oraz gimnazjalistki Anna Rutka (kl. IIIa) i Agata Piłkowska (kl. IIIc) zdobyły wyróżnienia. Na słowa uznania zasługuje również Aleksandra Kowalczyk (kl. Ic), gdyż mimo przerażającego zimna zdecydowała się wystąpić akompaniując sobie na gitarze. Gratulujemy sukcesów i odwagi! ZAKOPANE NASZE! W dniach od 17 do 25 stycznia 2013r. młodzież z Niepublicznego Gimnazjum im. Ks. Piotra Wawrzyniaka oraz z Zespołu Szkół Specjalnych w Jarocinie zrzeszona w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży po raz szósty wypoczywała podczas ferii w Zakopanem. Głównym organizatorem wyjazdu była pani Beata Wieczorek, opiekun KSM. Uczniowie mieli możliwość skorzystania z wszelkich atrakcji, gdyż w stolicy sportów zimowych spadło mnóstwo śniegu. Największą atrakcję stanowiła jazda na łyżwach, nawet figurowa. Uczniowie zjeżdżali także na nartach ze stoków obok Wielkiej Krokwi. Gwoździem programu była także coroczna wizyta na Pęksowym Brzyzku (zabytkowym i bardzo kultowym cmentarzu, gdzie między innymi spoczywa Kornel Makuszyński czy Kazimierz PrzerwaTetmajer). Co roku KSM bierze także udział w wycieczce, w ubiegłym roku była to Słowacja, a podczas tegorocznych ferii Kraków, gdzie na Wawelu można było zwiedzić katedrę, komnaty królewskie, Wawel Zaginiony i obejrzeć portret „Damy z łasiczką”. W Sukiennicach dokonano także zakupu pamiątek i wysłuchano hejnału z wieży Kościoła Mariackiego. Młodzież podziwiał także Collegium Maius, pierwszy budynek Uniwersytetu Jagiellońskiego. Młodzież wysłuchała także wielu ciekawych legend związanych z Krakowem, które opowiedziała pani Beata Wieczorek. Wycieczka przyniosła pełno niezapomnianych przeżyć i wrażeń. Nie zabrakło także tradycyjnego kuligu z pochodniami połączonego z pieczeniem kiełbasek w tradycyjnym góralskim szałasie. Uczniowie skorzystali także z kąpieli w zakopiańskim Aqua Parku i podziwiali piękny krajobraz górski ze szczytu Gubałówki. Po intensywnym wysiłku podczas dnia młodzież nie odpoczywała, ale uczestniczyła w różnych zabawach, quizach i dyskotekach integrujących grupę. Uczniowie wykazali się także ogromną wiedzą podczas przeprowadzonej zgadujzgaduli na temat Zakopanego. Warto tutaj dodać, że podczas każdego wyjazdu członkowie KSM sami przygotowują sobie posiłki.



„Uważam, że takie zajecie pozwala bardziej zintegrować grupę, uczy oszczędności oraz szacunku do wykonywanej pracy, a przede wszystkim do siebie”stwierdza opiekun grupy. „W Zakopanem panuje wspaniała atmosfera. Od czterech lat śpimy w gimnazjum nr 1 niedaleko Gubałówki. Jesteśmy zawsze przyjmowani bardzo serdecznie. A o naszych uczniach utarła się opinia, że są zawsze zdyscyplinowani, kulturalni, grzeczni i zawsze zostawiają po sobie porządek. Jesteśmy tam zawsze mile widziani”- opiniuje pani Beata Wieczorek. Redakcj@



Piercing „w modzie” ? Dbałość o wizerunek zewnętrzny i chęć bycia postrzeganym pięknie i oryginalnie sprawia, że piercing staje się coraz bardziej popularny u młodzieży i osób dojrzałych. Piercing polega na przekłuwaniu skóry w celach zdobienia. Kiedyś ograniczało się to do najprostszych kolczyków w uszach noszonych przez dziewczyny, teraz coraz częściej kobiety, jak i mężczyźni decydują się do przekłuwania takich miejsc jak język, nos, brwi, wargi, pępek, okolice brody oraz miejsca intymne. Lecz nie tylko do tego ogranicza się upiększanie. Coraz częściej spotyka się ludzi którzy decydują się na rozciąganie np. płatków skóry, tak zwane tunele. Tego typu modyfikacje ciała pochodzą od plemion afrykańskich, australijskich, a także z Oceanii. Najczęściej oznaczało to przynależność do danej grupy społecznej. Do takich zabiegów modyfikujących używa się specjalnej igły, szczypiec, czasami również używa się specjalnego pistoletu do percingu. Do niektórych przebić i poważniejszych zmian wyglądu używa się skalpela, którym rozciąga się skórę, a następnie wprowadza się pod nią implant. Jak wiadomo takie modyfikacje mogą powodować powikłania, więc bardzo ważna jest szczególna pielęgnacja miejsca, w którym został dokonany zabieg specjalnymi środkami. Czas gojenia może się przedłużyć nawet do 2-4 miesięcy. Zazwyczaj w przekłute miejsce wprowadza się kolczyk z tytanu tioplastu czy stali chirurgicznej, która zostaje instalowana w wygojone dziurki. Czasy się zmieniają, a „moda” na tego typu rzeczy przestaje być uznawana za rzadko spotykaną i dość



dziwaczną. Pomimo wzrastającej popularności dla niektórych modyfikacje ciała nie są nadal akceptowane. Zaciekawił nas ten temat, więc postanowiliśmy porozmawiać z dwoma kobietami: panią Izabellą Borowską i Martyną Oglaniec. GIGant: Dlaczego wybrała Pani taki sposób ozdabiania ciała, jakim są kolczyki.? Iza: Jakoś od czasów, gdy chodziłam do gimnazjum zajarałam się kolczykami, a jak wiadomo to bardzo wciąga. Kiedy przebiłam uszy po raz kolejny, przyszedł czas również na przebicie nosa, a następnie wargi. Martyna: Podobają mi się kolczyki. Jest to jak dla mnie taki mały dodatek upiększający nasze ciało. GIGant: Czy w pani przypadku są to tylko kolczyki.? Iza: Mam kilkanaście kolczyków oraz jeden tatuaż. Martyna: Tak, tylko kolczyki. Mam od niedawna kolczyk w pępku i trzy przekłucia w uszach. Więcej kolczyków już nie planuję. Zastanawiałam się nad tatuażem, ale myślę, że za kilkanaście lat, kiedy będę starsza nie będzie to najlepiej wyglądało, a niestety tatuaż jest ciężko usunąć i wiąże sie to z nieprzyjemnymi zabiegami. A kolczyk zawsze można wyciągnąć i nie będzie śladu. GIGant: Czy nie boi się pani powikłań, które wiążą się z przekłuwaniem niektórych miejsc na ciele.? Iza: Znam powikłania, które wiążą się z przebijaniem ciała, ale uważam, że jeśli robią to fachowcy, nie powinno nic się stać. Chociaż może właśnie przez powikłanie, jakim jest seplenienie, nie mam przebitego języka. Martyna: Miałam małe wątpliwości, co do powikłań, ale kosmetyczka zapewniła mnie, że odpowiednia higiena i pielęgnacja przebitego miejsca nie spowoduje żadnych powikłań. Angelika Łukaszewska

KOCHAMY NASZE BABCIE I NASZYCH DZIADKÓW





PODARUJ 1 % PODATKU NASZYM DZIECIOM !!!!!



Wystarczy w deklaracji PIT wpisać nazwę organizacji, podać jej numer KRS i podać kwotę 1% podatku. Pozyskane dzięki państwa wsparciu środki finansowe zostaną przeznaczone na zakup kolejnych elementów monitoringu do naszej placówki, bądź na inne cele edukacyjne.

Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Magda Mróz, Dziennikarze: Agata Barczak, Małgorzata Jelak, Hubert Kucharski, Angelika Lisiecka, Marta Łukaszewska, Amanda Pawlicka, Szymon Radziejewski, Weronika Teodorczyk, Olga Wojtczak, Sandra Wolicka, Alicja Zaworska.

ZEBRANIE WIEJSKIE 10-go grudnia 2012 roku odbyło się zebranie wiejskie, na którym został omówiony projekt budżetu Gminy Jarocin na 2013 rok, ustawa śmieciowa oraz wniosek do Burmistrza Jarocina o uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla ZPM „Biernacki” sp. z. o. o. w Golinie. W tym roku planowana jest gruntowna przebudowa ul. Wolności. Inwestycja warta prawie 3 mln złotych, znalazła się na 4 miejscu listy rankingowej wniosków o dofinansowanie zadań w ramach „Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych Etap II Bezpieczeństwo – Dostępność – Rozwój”. Wiceburmistrz Mikołaj Kostka przedstawił ustawę śmieciową. Do 15 marca 2013 roku każdy mieszkaniec będzie zobowiązany złożyć do Urzędu Miejskiego w Jarocinie wypełnioną deklarację. Wskazać w niej będzie trzeba m.in. ilość osób zamieszkujących nieruchomość oraz sposób zbierania odpadów komunalnych. Osoby segregujące odpady będą ponosiły mniejszą opłatę, która wyniesie 9 zł od osoby w przypadku selektywnej zbiórki odpadów i 15 zł od osoby w przypadku niesegregowania śmieci. Ważne, aby pamiętać o konieczności wypowiedzenia umowy dotychczasowej firmie, która wykonuje usługę odbioru odpadów komunalnych, gdyż od 1 lipca 2013 obowiązek ten przejmie Gmina Jarocin. Obowiązkiem właściciela lub zarządcy nieruchomości jest zaopatrzyć posesję w odpowiedniej wielkości pojemniki do gromadzenia odpadów komunalnych. Magda & Alicja