Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Żakinada – święto młodzieży Podczas dni Jarocina, 2 maja, w dzień święta Flagi Państwowej przez Jarocin przeszła młodzież mająca swoje święto – Żakinadę. Na początku wyjaśnię czym jest Żakinada. To tradycyjne obchody dni studenckich, urządzane przez młodzież akademicką w formie festynów, zabaw i korowodów przeciągających się ulicami miast. W Jarocinie święto to rozpoczęło się o godzinie 13:30, na placu byłego dworca PKS. Mimo że jest to święto studenckie, można było zobaczyć dzieci ze szkół podstawowych, jak i gimnazjów czy szkół ponadgimnazjalnych. Pojawili się także przedstawiciele władz Jarocina z wiceburmistrzem Mikołajem Kostką na czele. Stroje, w jakie przebrani byli uczestnicy marszu, były najróżniejsze. Poczynając od przebrań punków, hipisów, wróżek, kończąc na smoku chińskim czy słupie ogłoszeniowym. Pochód szedł kolejno ulicami Moniuszki, Dąbrowskiego, Wrocławską, Generała Hallera, by ulicą Śródmiejską dostać się na rynek. Na czele grupy jechał samochód z głośnikami, z których wybrzmiewały najbardziej znane utwory, m. in. „Ona tańczy dla mnie”. Uczestników marszu było mnóstwo. Na końcu pochodu jechali motocykliści którzy cały czas podnosili poziom wrzawy odgłosami klaksonów. Całości pilnowała policja. Na rynku czekał już burmistrz Jarocina, Stanisław Martuzalski. Wszystkim zgromadzonym rozdano białe i czerwone kartki, następnie młodzież podniosła je do góry, a fotograf znajdujący się w oknie ratusza zrobił zdjęcie



„żywej fladze”. Na zakończenie obchodów dnia Flagi Narodowej w powietrze zostały wypuszczone białe i czerwone balony. Pan Stanisław Martuzalski pochwalił stroje młodzieży i wraz z innymi przedstawicielami władz wybrał grupę najlepiej przebranych osób, z których jedna otrzymała nagrodę. Na scenie pojawił się Napoleon, porcelanowa lalka w rockowej wersji, Zombie, słup ogłoszeniowy, hipiska i wiele innych postaci. Zwyciężyła dziewczyna przebrana za hipiskę i tym samym wygrała karnet na Festiwal w Jarocinie. Jak widać święto młodzieży było bardzo udane. Zapytałem niektórych uczestników co oni sądzą o tegorocznej Żakinadzie. Uważam że Żakinada to był całkiem niezły pomysł. Osoby które przyszły były naprawdę pięknie ubrane. Cała atmosfera tego wydarzenia była nadzwyczajna. Wszyscy świetnie się bawili. – uczestniczka marszu



Pomysł z żakinadą okazał się „strzałem w dziesiątkę”. Dzieci i młodzież gimnazjalna podeszła do sprawy bardzo ekspresyjnie. Pomysłowość mnie, i nie tylko mnie, bardzo zaskoczyła. Wielu włożyło mnóstwo trudu w przygotowanie swych strojów. Przedstawiciele samorządu również włączyli się w tę akcję przywdziewając kolorowe stroje. Żakinada przypomniała mi moje lata szkolne. Akcja warta powtórzenia w latach następnych. – nauczyciel Warto dodać, że inicjatorami i organizatorami Żakinady byli Tomasz Jankowski i Bartosz Palczewski – nauczyciele obu golińskich szkół. Happening związany z obchodami święta Flagi Państwowej został przygotowany przez Biuro Promocji Gminy. Szymon Rozmowa z Bartoszem Palczewskim – jednym z inicjatorów i organizatorów Żakinady. GIGant: Jak i kiedy zrodził się pomysł organizacji Żakinady ? Bartosz Palczewski: Pomysł zrodził się podczas projekcji archiwalnych filmów, które w latach ’70 kręcili członkowie Klubu Filmowego JAR. Były tam relacje z różnych wydarzeń politycznych, społecznych i kulturalnych. Niektóre z filmów były poświęcone właśnie Żakinadzie. Po projekcji filmów pan Jankowski powiedział „robimy Żakinadę”. Postanowiliśmy wtedy, że zorganizujemy Żakinadę wiosną 2013 roku. I tak się zaczęło. GIGant: Czy spotkał się Pan ze słowami krytyki odnośnie Żakinady? B.P.: Nie przypominam sobie krytyki, raczej powątpiewanie, że to w ogóle wyjdzie i ktoś w tym będzie chciał wziąć w tym udział. Jak pokazaliście – niesłusznie. GIGant: Jak przebiegała organizacja marszu ? B.P.: Aby taki przemarsz mógł się odbyć, należało uzyskać akceptację władz Jarocina i policji. Na czas Żakinady trzeba było ograniczyć ruch na kilku ulicach w centrum miasta. Pozostają jeszcze kwestie techniczne, takie jak oprawa muzyczna, nagłośnienie itp. GIGant: Jak powstał pomysł aby główną nagrodą był karnet na festiwal? B.P.: Karnet na festiwal jako główną nagrodę za najlepsze przebranie zaproponowała pani Hanna Szałkowska - wice burmistrz Jarocina podczas spotkania z dyrektorami szkół. GIGant: Jaki był główny cel przedsięwzięcia ? B.P.: Dobra zabawa. I myślę, że został on osiągnięty. Chcieliśmy również, by Dni Jarocina, których częścią była Żakinada, zawierały coś dla młodzieży z gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Naszym zdaniem zawsze brakowało w nich takiego elementu. GIGant: Czy chciałby pan aby Żakinada zagościła na stałe w obchodach Dni Jarocina ? B.P.: Oczywiście. Ale to czy tak się stanie zależy przede wszystkim od młodych ludzi. GIGant: Czy uważa pan, że takie marsze dają coś



młodzieży ? B.P.: To pytanie należałoby skierować do uczestników Żakinady. W tej ostatniej wzięło udział kilkaset osób i myślę, że każda z nich miała inne oczekiwania. My jako organizatorzy mamy tylko nadzieję, że zostały one spełnione. GIGant: Czy chciałby pan aby młodzież bardziej włączyła się w organizację tej zabawy? B.P.: Inaczej sobie tego nie wyobrażamy. Pierwszą Żakinadę zorganizowaliśmy po to, by pokazać młodym jak to może wyglądać. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku to wy będziecie głównym organizatorem. Liczymy na waszą kreatywność, by kolejna Żakinada była jeszcze bardziej kolorowa, głośna i szalona. Szymon GLAN FAN MUSIC FESTIVAL 2 maja 2013 r. na jarocińskim rynku odbyła się pierwsza edycja imprezy pod nazwą Glan Fan Music Festival. Nawiązywała ona do odsłoniętej 2 lata temu instalacji pomnikabuta i stanowiła przedsmak odbywającego w lipcu Jarocin Festival. W ramach tego przedsięwzięcia odbył się m.in. konkurs dla młodych zespołów - w ramach „Hortex Rytmy Młodych”. Na zakończenie zagrali artyści, którzy niegdyś wygrywali jarocińskie festiwale – debiutująca grupa Magnificent Muttley oraz legendarna już formacja Ga Ga / Zielone Żabki. Do udziału w konkursie Glan Fan Music Festival zgłosiło się 21 wykonawców z różnych zakątków Południowej Wielkopolski reprezentujących zróżnicowany poziom oraz wiele odmian szeroko pojętej muzyki rockowej. Zgodnie z regulaminem do finału zakwalifikować się mogło tylko 6 grup. Jury w składzie Mirosław Malec (Ga Ga / Zielone Żabki), Piotr Banach (Indios Bravos, exHey) i Sławomir Pakos (manager, wydawca m.in. serii płyt „Z Jarocina…”) na podstawie nadesłanych autorskich utworów, wybrało tych artystów, których zobaczymy 2 maja na jarocińskim rynku. Są to: Brubon (Jarocin), Rockaine (Kalisz), The Riskers (Kalisz), Shoe Laces (Ostrów Wlkp.), Domniemani (Ostrów Wlkp) oraz Final Charge (Jarocin). Wyboru zwycięzcy dokona publiczność (na facebook i podczas koncertu) oraz jury. W połowie kwietnia ruszyło głosowanie na fanpagu Glan Fan Music Festival. Przez dwa tygodnie do dnia 1 maja do godz. 23:59 można było „lajkować” pod filmikami z utworem każdego z finalistów. Publiczność głosowała także podczas występów. Koncertom przysłuchiwało się jury. Głosowanie na facebook mogło wskazywać, że jednym z faworytów będzie grupa Final Charge, która prowadziła w typowaniu internautów. Różnice w głosach były jednak tak



niewielkie, że wszystko mogło się zmienić podczas trwania Glan Fan Music Festiwal. Wcześniej słyszeliśmy nagrania, a wiadomo, że prawdziwym sprawdzianem jest występ przed publicznością. I tutaj zespoły nie zawiodły. Dostaliśmy tak naprawdę sześć mocnych, dobrych koncertów. Final Charge zjednał sobie zdecydowaną większość wśród głosującej publiczności, ale też był w czołówce typów jury. Dzięki temu wchodzi automatycznie z pominięciem ogólnopolskich eliminacji do przesłuchań konkursowych „Hortex Rytmy Młodych” (taki zapis jest w regulaminie HRM) w dniu 18 lipca w Jarocińskim Ośrodku Kultury. Na zakończenie Glan Fan Music Festival na scenie zaprezentowali się laureaci poprzednich edycji jarocińskich festiwali, reprezentujących dwa oblicza i dwie odmienne epoki tej kultowej już imprezy. Na początek laureat z 2011 roku czyli Magnificent Muttley. Muzycy tej warszawskiej formacji łączą w sobie młodzieńczy bunt i energię z tradycją rock’n’rolla mającej swoje korzenie w latach 60-tych i 70-tcyh. W ich muzyce słychać wpływy takich tuzów jak Jimi Hendrix, Nirvana, Red Hot Chilli Peppers czy Queen Of The Stone Age. Album „Magnificent Muttley”, to jeden z najlepszych debiutów fonograficznych ubiegłego roku, a grupa ma wszelkie zadatki, aby „namieszać” tylko na rynku krajowym, ale przede wszystkim za granicą. Gościnnie w młodymi Warszawiakami na saksofonie zagrał Budyń – do niedawna frontman i lider grupy Pogodno. Na finał imprezy zaprezentował się podwójny triumfator FMR czyli Ga Ga / Zielone Żabki (z 1988 r. i 1992 r.). Ekipa dowodzona przez charyzmatycznego wokalistę Smalca jest naprawdę w doskonałej formie. Zespół dał bardzo energetyczny koncert, a publika nie pozostała im dłużna i długo nie pozwalała zejść artystom ze sceny. Pojawiało się sporo opinii, że był to najlepszy występ, jaki odbył się w tym roku w Jarocinie w ogóle. Pomysłodawcami Glan Fan Music Festival byli Tomasz Jankowski i Bartosz Palczewski. Organizatorzy przedsięwzięcia to Stowarzyszenie Edukacyjne „Gimnazjum 2000” (koordynator całości), Fundacja „Ogród Marzeń”, Jarociński Ośrodek Kultury, Muzeum Regionalne w Jarocinie (Spichlerz Polskiego Rocka) oraz Biblioteka Publiczna w Jarocinie. Impreza finansowana była ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego i gminy Jarocin oraz środków własnych Stowarzyszenia. Redakcja FINAL CHARGE: ŻADNE Z NAS GWIAZDY Rozmowa z Matuszem Guździołem – wokalistą formacji



Gigant: Zanim powstał wasz zespół trójka z was udzielała się w kapeli Random Justice. Skąd pomysł na założenie własnej formacji? Mateusz Guździoł: Chcieliśmy założyć z Karolem i Jankiem własną kapele dlatego, że wspomnienia związane z graniem w kapeli Random Justice były i są dla nas bardzo przyjemne. Wtedy zawiązała się nasza wspólna znajomość. Okazało się, że razem potrafimy grać ciekawą, brutalną muzykę. Kiedy Random Justice przestał istnieć, kwestią czasu było ponowne odświeżenie znajomości w celu zmontowania muzyki w podobnym stylu. Gigant: Poza, oczywiście, nazwą zespołu występujecie pod pseudonimami. Skąd ten pomysł? M.G.: W dzisiejszych czasach ludzie rzadko zwracają się do siebie po imieniu, dominują pseudonimy. Nie wszyscy w zespole mają ksywy a ci, którzy mają (Bula, Ptoku), nazywani są tak od dawien dawna. To nie jest żaden zabieg, nie wymyślaliśmy sobie artystycznych ksyw. Gigant: Jak wiadomo wasza formacja powstała w 2011 roku. Od tego czasu skład waszego zespołu zmienił się dwa razy. Co było tego przyczyną? M.G.: Pierwsza zmiana dotyczyła dołączenia do zespołu drugiego gitarzysty, więc trudno nazwać to zmianą. Drugi gitarzysta był w zespole niezbędny. Poza ty, kilka miesięcy temu w roli basisty Janka zastąpił Franek. Niestety, Janek wyprowadził się z Jarocina, więc wspólne próby okazały się niemożliwe. Musieliśmy iść dalej naprzód i znaleźć zastępcę.



Gigant: Również w nazwie zespołu nie obyło się bez zmian, prawda? M.G.: Owszem. Wcześniej działaliśmy pod nazwą Second Chance. Jak się później okazało, na świecie zespołów o tej nazwie jest kilka. Zaczęto nas kojarzyć głównie z krakowską kapelą Second Chance. Zmiana nazwy była więc konieczna. Gigant: Wasze utwory są dopracowane. Kto się zajmuje pisaniem i kompozycją? Czy może to jest wasza wspólna praca? M.G.: W Final Charge komponujemy muzykę wspólnie, ostateczna wersja „kawałka” musi podobać się każdemu z nas. Co do tekstów, to większość jest mojego autorstwa choć ostatnio wykorzystywaliśmy odnalezione przez naszego gitarzystę zapiski zmarłego Adriana, niegdyś wokalisty Random Justice, co jest myślę, bardzo fajnym pomysłem. Również nasz gitarzysta, Karol, przyczynił się do pisania tekstów. Ogólnie każdy może coś napisać, choć z reguły to ja jako wokalista jestem i czuje się odpowiedzialny za teksty. Gigant: Macie jakąś kapelę bądź wokalistę który was inspiruje? M.G.: Myślę, że byłaby to bardzo długa lista nazw i nazwisk. Nie ma jednej kapeli, na której się szczególnie wzorujemy. Nasze gusta muzyczne pokrywają się w znacznym stopniu. Oczywiście słuchamy sporo muzyki hardcore, staramy się uczyć fachu od najlepszych. Gigant: Gracie mocną w brzmieniu muzykę, a jednak na koncerty nie przychodzą tylko i wyłącznie osoby słuchające tego typu muzyki. Uważacie to za swój sukces? M.G.: Faktycznie, jest to dla nas małą niespodzianką. Jest grupa osób, które na co dzień nie są zwolennikami takiej muzyki, a jednak przychodzą na koncerty i ostro nam kibicują. To dla nas bardzo pozytywne zaskoczenie. Mimo wszystko grono takich osób nie jest zbyt szerokie.



Najlepiej trafiamy do osób lubiących ciężkie brzmienie. Gigant: Na scenie występujecie już prawie 2 lata. Jesteście rozpoznawalni na ulicy wśród osób spoza kręgu waszych znajomych? M.G.: Oczywiście, że nie jesteśmy. Żadne z nas gwiazdy. Grając ten rodzaj muzyki nie zostaniesz raczej celebrytą, nawet lokalnym. Gigant: Pamiętacie swój pierwszy koncert, pierwsze wrażenia? M.G.: Cha cha, no tak. Pamiętamy. Zagraliśmy pierwszy koncert w klubie Activ w Jarocinie. To był pierwszy koncert, było fajnie, wrażenia ok. No ale z drugiej strony każdy kolejny koncert był lepszy. Gigant: Płyta, teledysk, co dalej planujecie? M.G.: Płyta jest już w sprzedaży. Można ją nabyć wysyłkowo, kontaktując się z nami na fecebook, lub kupić ją w sklepie Thrashop w Jarocinie na ulicy Wojska Polskiego 62 . Koszt 12 złotych. Teledysk nagrywamy już niebawem, chcielibyśmy, aby był gotowy przed przeglądem Hortex Rytmy Młodych w Jarocinie. Gigant: Macie zamiar przebić się gdzieś poza pewną granicę? Może radio, telewizja, np. Eska Rock? M.G.: Być może będziemy się kiedyś starać o jakąś promocję w mediach, na razie takich planów nie ma. Gigant: Już niebawem, dzięki waszemu zapałowi i głosowaniu fanów, wystąpicie na Jarocin Festiwal. Jakie towarzyszą wam emocje, denerwujecie się czy może podchodzicie, jak do każdego koncertu? M.G.: Jesteśmy bardzo podekscytowani. Zapewniam, że będziemy gotowi na 100% i na scenie 18-go lipca damy z siebie wszystko. Napięcie będzie na pewno większe niż przed innymi koncertami. ale lekka presja bardzo pozytywnie nas nakręca :) Gigant: Szykujecie może na tą okazje jakąś niespodziankę lub specjalny numer? M.G.: Na pewno nie zagramy ballady. Styl Final Charge to ciężkie, mocne, szybkie i motoryczne granie. Chcemy, aby ten styl definiował naszą muzykę. Jakaś tam niespodzianka może być, ale na pewno nie będzie szokująca. Gigant: Jak wyglądają wasze przygotowania do koncertów? Jedni z was mają szkołę, drudzy pracę. Na pewno trzeba jakoś to wspólnie pogodzić. M.G.: Zawsze jesteśmy w stanie ustalić termin próby tak, aby był odpowiedni dla wszystkich. Mamy swój sprzęt i swoje miejsce na próby. To duży komfort. Jesteśmy ze sobą dobrze ograni, więc nie musimy ćwiczyć miesiącami przed koncertem. Gigant: Największe marzenie? M.G.: Na razie mamy jedno marzenie. Chcemy zagrać na dużej scenie w Jarocinie w tym roku. Chcemy o to walczyć. Liczymy na wasze wsparcie w przeglądzie Hortex Rytmy Młodych. Będzie ostro. Gosia Jelak



Przed nią Finał Miss Wielkopolski 2013! Iwetta Michalska, z którą zaprezentowaliśmy wywiad w poprzednim numerze, awansowała do Finału Miss Wielkopolski 2013. Półfinał odbył się 26 kwietnia br. W clubie „Magnes” we Wtórku. Półfinalistek było ok. 100, a do finału awansowało tylko 56 dziewczyn (33 z kategorii dorosłe oraz 23 nastolatki ). Stres był ogromny, ale udało się jestem w finale ! Cieszę się ,że przeszłam do dalszego etapu- mówi Iwetta Michalska. W dniach 17.05-19.05.13r. odbyło się zgrupowanie wszystkich finalistek. Miały one sporo zadań do wykonania, m. in.: nauczyć się choreografii, wystąpić w pokazie butiku „Linda”, odwiedzić schronisko w Wysocku Wielkim, wziąć udział w pokazie „Queen bikini” etc, etc. Jak twierdzi Iwetta: Najbardziej czasochłonna jednak okazała się nauka choreografii. Musiały sporo ćwiczyć, by dobrze wypaść na gali finałowej, która odbędzie się 31 maja. Jeszcze nie czuję stresu związanego z finałami, być może dlatego, że nie mam teraz zbytnio czasu, by o tym myśleć, ale sądzę, że parę dni przed galą zacznę się denerwować, a już nie chcę myśleć co dopiero będzie w dniu, kiedy okaże się, kto zdobędzie tytuł Miss Wielkopolski 2013 – mówi Iwetta. My – oczywiście – już wiemy, kto powinien zdobyć ten tytuł. Iwetta – ściskamy kciuki!



Tymoteusz Wielowiejski jest uczniem szóstej klasy Szkoły Podstawowej w Golinie. Już czterokrotnie odniósł sukces w Gminnym Konkursie Recytatorskim pt. „Akademia Pana Brzechwy i Tuwima”. Konkurs zorganizowany jest pod patronem Burmistrza Jarocina i co roku odbywał się i nadal się odbywa w Niepublicznej Szkole Podstawowej w Siedleminie. Tymek po raz pierwszy swoich sił spróbował w przedszkolu i wziął udział w III Edycji Konkursu. Efekty udziału w Konkursie były oczywiste - Tymek zwyciężył. Kiedy był w czwartej klasie, ponownie spróbował swoich sił. Wziął udział w konkursie, była to już VII edycja, wówczas zdobył wyróżnienie. Przez następne dwa lata wziął udział w konkursie i odniósł bardzo duży sukces zwyciężył w obu edycjach. Życzymy Tymkowi dalszych sukcesów, nie tylko w roli recytatora Sukcesy recytatorskie Tymka

Gratulujemy wygranej i życzymy kolejnych sukcesów :) Sandra Wolicka

Grand Prix dla Mateusza! 24 maja br. w piątek odbył się XI gminny Konkurs Recytatorski w Gimnazjum w Cielczy. Konkurs składał się z trzech etapów: w pierwszym uczestnicy prezentowali wybrany wiersz Juliana Tuwima, w drugim recytowali wybrany przez siebie utwór, a w części finałowej najlepsi recytatorzy zmierzyli się z wybranym losowo fragmentem tekstu poetyckiego. Nasze gimnazjum reprezentował Mateusz Pluta, uczeń klasy IIIc, który w tym konkursie zdobył główną nagrodę, czyli Grand Prix. Konkurs był dla mnie bardzo ważnym sprawdzianem umiejętności recytatorskich. Długo się przygotowywałem pod okiem polonisty i przyniosło to efekty. Jury okazało się wymagające i surowe dla uczestników. Moje rywalki okazały się dobrymi recytatorkami i konkurs stał na bardzo wysokim poziomie- mówi Mateusz Pluta.



Golina najlepsza! 26 kwietnia w gimnazjum nr 1 w Jarocinie odbył się VI Konkurs Wiedzy Olimpijskiej. Uczestniczące szkoły wśród których były gimnazjum nr 5 w Jarocinie, gimnazjum nr 1 w Jarocinie, gimnazjum nr 3 w Jarocinie, gimnazjum w Prusach, gimnazjum w Wilkowyi, gimnazjum w Cielczy, gimnazjum w Witaszycach no i gimnazjum w Golinie. Na początku „greczynki” wniosły flagę olimpijską i zapaliły znicz olimpijski. Reprezentacje szkół przystąpiły do testu, który był pierwszym konkursowym zadaniem, za który maksymalnie można było uzyskać 20 punktów. Pytania na teście dotyczyły głównie historii i tradycji olimpijskich, choć nie obyło się też bez pytań dotyczących dat. Drugą częścią konkursu było odgadywanie postaci na podstawie podpowiedzi i obrazków. Trzecią częścią konkursu były losowane zestawy pytań, na które odpowiadał zespół, którego przedstawiciel musiał odczytać odpowiedzi całej drużyny na głos. W konkursie zwyciężyło nasze – golińskie gimnazjum, które okazało się mieć największą wiedzę spośród wszystkich ośmiu biorących reprezentacji. Skład naszej drużyny: Joanna Górnaś, Julia Pospieszna i Krzysztof Bochna. Gratulujemy. Drugie miejsce zajęło gimnazjum w Witaszycach, a trzecie gimnazjum w Wilkowyi. IV Powiatowy Konkurs Ortograficzny Gimnazjalistów 21 maja w Gimnazjum nr 3 w Jarocinie odbyła się kolejna, już czwarta, edycja Powiatowego Konkursu Ortograficznego Gimnazjalistów. Swój udział zgłosiło 10 gimnazjów z terenu powiatu jarocińskiego. Uczniowie pisali dyktando ortograficzne w trzech grupach wiekowych: klas pierwszych, drugich i trzecich. Dyktanda zostały ocenione punktowo - za błąd podstawowy odejmowano 1 punkt, za drugorzędny 0,5 p., a za trzeciorzędny 0,25 p. Żadnemu z uczestników nie udało się napisać dyktanda bezbłędnie. Gimnazjum w Golinie reprezentowały Aleksandra Kubacka (III miejsce w kategorii klas pierwszych), Monika Kozłowska (III miejsce w kategorii klas drugich) i Olga Wojtczak (II miejsce w kategorii klastrzecich) pod opieką pani Elizy Słowik. Dziewczyny drużynowo zajęły I miejsce. Pięcioro najlepszych uczestników z każdego rocznika otrzymało nagrody rzeczowe. Zostały także przyznane dwie specjalne nagrody za kaligrafię. Ola



LUTCZYN BEZ ODPOWIEDZI 8 maja w hotelu MCT w Żerkowie odbyło się spotkanie z Edwardem Lutczynem – autorem rysunków satyrycznych, karykatur, ilustracji oraz plakatów. Można było kupić książki, które ilustrował sam pan Lutczyn, z jego autografem. Na spotkaniu opowiadał o swoich przeżyciach i o tym, że od Walta Disneya wszystko się zaczęło… Pan Lutczyn w sali konferencyjnej rysował różne rysunki satyryczne. Widzowie również mogli mu pomagać. Na początek zgłosiłam się jako pierwsza asystentka i próbowałam narysować z nim plakat. Pokazywał nam swoje rysunki, które wyglądały, jakby były narysowane komputerowo. Jak się okazało, Lutczyn rysował je przez kilka dni ręcznie. To, co powstało na tych kartkach, było istnym dziełem sztuki. Spotkanie trwało dwie godziny. Mimo małej ilości uczestników, było ciekawie i była bardzo miła atmosfera. Edward Lutczyn opowiadał o swoim życiu i o tym, czym się właściwie zajmuje. Jako ośmiolatek wygrał konkurs rysowniczy, na który miał stworzyć wyjątkowy dzień pewnego bohatera. Wygrał z dziećmi, które miały 12, 13, 14 czy 15 lat. Nagrodą był rower. W 1955 został nagrodzony w konkursie rysunkowym organizowanym przez "Płomyczek". Debiutował w 1971 ilustracjami w "Szpilkach”. Zajmuje się także m.in. projektowaniem plakatów, pocztówek, okładek płyt. Zilustrował przeszło 130 książek, jego prace były wystawiane wielokrotnie w Polsce i za granicami kraju. Wielokrotny laureat Złotej, Srebrnej i Brązowej Szpilki. Złota Szpilka była to nagroda redakcji polskiego ilustrowanego tygodnika satyrycznego „Szpilki” przyznawana corocznie za najlepsze rysunki w dwóch

Podstawowej w Golinie, Monika Wieczorek, tegoroczna maturzystka oraz Kinga Musielak, uczennica klasy I gimnazjum z Zespołu Szkół Specjalnych w Jarocinie. Kinga Musielak wspólnie zOlivią Wieczorek wykonała piosenkę grupy Lombard pt. „Szklana pogoda”. Natomiast Monika Wieczorek wykonała utwór „Alleluja” wraz z Sylwestrem Ksytem uczniem ze Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Tomaszowie Mazowieckim. Dziewczyny podbiły serca jurorów oraz publiczności i znalazły się w gronie wyróżnionych laureatów. Monikę i Olivię Wieczorek wyróżnił także Marek Piekarczyk za wyjątkową osobowość sceniczną. Owacjom nie było końca. Laureatki

kategoriach: satyra i humor. W obu kategoriach przyznawano także „Srebrne Szpilki” i „Brązowe Szpilki”. „Złotą Szpilkę z Wawrzynem” otrzymywały osoby szczególnie zasłużone w dziedzinie humoru i satyry. Lutczyn, jak mówił, nie miał potrzeby być sławnym rysownikiem w telewizji. Między rysownikami zachodziła szczególna więź. Gdy Lutczyn nie ma czasu, by cokolwiek narysować albo to nie jest w jego stylu, dokonuje tego drugi rysownik. Nie ma między nimi rywalizacji. Pomagają sobie nawzajem. Spotkanie zorganizowała Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Żerków przy współudziale Mickiewiczowskiego Centrum Turystycznego i Wydawnictwa BIS. Spotkanie uważam za bardzo interesujące i udane. Narysowałam plakat z panem Lutczynem i zdobyłam jego autograf. Niestety, do dziś nie otrzymałam odpowiedzi na pytania, które miał mi wysłać poprzez emaila… Amanda Pawlicka NIEZWYKŁE DUETY Dnia 23 maja w sali widowiskowosportowej w Bochni odbył się już po raz VI Międzynarodowy Festiwal „INTEGRACJA MALOWANA DŹWIĘKIEM”. Konkurs poprzedziły dwudniowe warsztaty wokalne prowadzone przez znane postacie polskiego show biznesu: Marka Piekarczyka, Adę Rusowicz, Adriannę Biedrzyńską, Artura Barcisia, Dorotę Osińską. Urozmaiceniem warsztatów było zwiedzanie Kopalni Soli w Bochni - Szybu Campi. Podczas warsztatów panowała bardzo miła i serdeczna atmosfera, która spowodowała zawiązanie nowych przyjaźni. Wokaliści reprezentowali szkoły specjalne i masowe, tworząc integracyjne duety. Z naszego rejonu w festiwalu wzięła udział Olivia Wieczorek, uczennica klasy IV Szkoły



ponownie zaprezentowały się podczas koncertu wyróżnionych. Po wykonaniu utworu do wokalistek ustawiały się kolejki po autograf. Miłym akcentem VI Międzynarodowego festiwalu „INTEGRACJA MALOWANA DŹWIĘKIEM” był recital Artura Barcisia oraz koncert finalistów programu „THE VOICE OF POLAND”. Oprócz satysfakcji z zaprezentowania się podczas festiwalu solistki ucieszyły się także z otrzymanych nagród. „Było to dla mnie niesamowite przeżycie pracować z niepełnosprawnymi osobami. Patrzeć, jak potrafią się cieszyć nawet błahostką. Jestem bogatsza o nowe, ważne doświadczenie” – mówi Monika Wieczorek redakcj@ E - PAPIEROS? WOW! Epapieros powstawał już w wieku XX ze względu na nagonkę mediów spowodowaną szkodliwością tradycyjnych papierosów. Firma „Philip Morris” stworzyła projekt "Premiere". Nie zyskał zainteresowania wśród konsumentów i okazał się nieudany. Podobny do obecnego stosowanego w naszych czasach epapieros powstał w 2006 roku i nosił nazwę "Ruyan V8" i wykorzystywał ultradźwięki. W momencie palenia takiego 3-papierosa zaczynała działać grzałka, która podgrzewała płyn (liquid), tworząc parę wodną, która była wdychana do płuc. Do epapierosów oferowane są niquidy: tytoniowe (imitujące smak popularnych marek klasycznych papierosów), owocowe (jabłkowy, bananowy, wiśniowy, truskawkowy oraz wiele innych), ziołowe (miętowy), imitujące smaki napojów (kawa, czekolada, CocaCola, RedBull) przypominające smaki popularnych alkoholi (PinaColada, Whisky). Palących epapierosy można podzielić na 3



grupy: Palacze hybrydowi – osoby, które używają epapierosa zamiennie z papierosami tradycyjnymi. Z reguły ich intencją jest ograniczenie palenia tradycyjnych papierosów ze względu na wpływ na otoczenie, finanse, itp. (jednak bez intencji całkowitego rzucenia palenia). Palacze stali – to osoby które całkowicie zastąpiły palenie tradycyjnych papierosów epapierosem. Osoby rzucające palenie – traktujące epapierosa jako narzędzie pomocne przy rzucaniu palenia – odpowiednik gum/inhalatorów z nikotyną. Skuteczność epapierosa w tej roli nie została dotąd potwierdzona. Michał Hertel i Amanda Pawlicka



MAJÓWKA W GOLINIE W sobotę, 25 maja odbyła się majówka w Golinie. Przed festynem o godz. 15 odbyła się VII edycja ogólnopolskiej akcji Polska Biega (oddzielny artykuł). Pomimo złej pogody, frekwencja była dość spora. Od godz. 17 rozpoczął się festyn rodzinny z wieloma atrakcjami, m.in. występy dzieci i młodzieży z golińskich szkół, konkursy i zabawy dla wszystkich, zamek dmuchany, trampolina, kule na wodzie, wiatrówka, pokazy sprzętu ratowniczogaśniczego oraz gastronomia. Po godzinie 19 rozpoczęła się zabawa taneczna. Występował zespół FENIX. Magda Mróz POLSKA BIEGA 25 maja przed golińską majówką odbyła się już VII edycja Polska Biega w Golinie. Tegorocznym celem było przebiegnięcie dystansu jak z Goliny do Ustki, czyli 367 km. Dlaczego akurat do Ustki? W te wakacje sportowcy z naszych szkół oraz Grom Golina jadą do Ustki na obóz sportowy. Trasa uczestników jak co roku ta sama- od ulicy Tysiąclecia, przez Słoneczną, 1-go Maja i Sportową. Goliniacy (i nie tylko) ogółem pokonali dystans 407 km, czyli jak w latach poprzednich przebiegli więcej, niż było



trzeba. Na końcu każdy otrzymał butelkę soku, wody oraz ciasteczka. Po biegach odbyło się również losowanie, w którym można było wygrać sporo atrakcyjnych nagród. Biegły 92 osoby, najwięcej przebiegł Miłosz Kubiak – 9 okrążeń. Magda Mróz Mamy nowe Dino! 11 maja br. nastąpiło huczne otwarcie marketu DINO przy ulicy Dworcowej. Przez próg nowego marketu przewinęły się tłumy ludzi, którzy najprawdopodobniej przyjechali z ciekawości. Możliwe też, że mieszkańców Goliny, chociaż nie tylko mieszkańcy Goliny odwiedzili tutejsze Dino, przyciągnęły ogromne promocje. W dzień otwarcia tuż przy wejściu każdy dostawał balona oraz pączka. Samochodów na parkingu było cały czas pełno, a w sklepie ludzi jeszcze więcej. Jednak nie wszyscy się cieszą. Właścicielka sklepu, który znajduje się naprzeciwko DINO nie jest zadowolona z konkurencji i najprawdopodobniej pod koniec maja zamknie sklep. Wszyscy będą musieli się pogodzić z tym, że muszą robić zakupy w markecie. Nowe DINO jest bardzo ładne, a w środku jest czysto i przestronnie. Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji tutaj być, zapraszamy Sandra Wolicka



Dzieci uczą cierpliwości - ZAMIAST LAURKI NA DZIEŃ MAMY- Przewiduje się, że niebawem, z powodu niżu demograficznego, miejsce na studiach na państwowej uczelni znajdzie każdy maturzysta. Stawia to pod znakiem zapytania dalszą działalność wielu prywatnych szkół wyższych. Dziś decyzja o dziecku poprzedzona jest starannymi analizami: budżetu, koncepcji na życie obojga rodziców, stabilności zatrudnienia. W Polsce żyje około miliona rodzin z trojgiem i więcej dzieci. W Polsce panuje stereotyp, że gdy ktoś ma więcej niż troje dzieci, to od razu ludzie myślą, że w domu panuje alkohol i bieda albo totalne zacofanie. Dlaczego w Polsce rodziny wielodzietne często traktowane są jako patologiczne? Posiadanie licznego potomstwa wiąże się z licznymi wyrzeczeniami (zmianą dotychczasowego stylu życia, rezygnacją z wolnego czasu) a także z większymi kosztami finansowymi. Analogiczna kwestia dotyczy wykształcenia, które tylko z pozoru jest bezpłatne. Konieczność opieki nad dziećmi w zasadzie wyklucza jednego z rodziców (najczęściej matkę) z aktywności zawodowej (a czasem uniemożliwia aktywność edukacyjną). To nie tylko niekorzystnie odbija się na budżecie rodzinnym, ale również przyczyniać się może do społecznego wykluczenia rodziców. Przeciwnicy rodzin wielodzietnych mogliby powiedzieć, że tam, gdzie jest dużo dzieci, ogranicza się automatycznie ich szanse na dobry start w dorosłe życie. Ci, którzy sami wychowują sporą gromadkę, twierdzą, że skromniejsze życie w pełniejszym składzie wcale nie musi być gorsze niż to bardziej dostatnie w klasycznym modelu 2+2 lub 2+1.



Czy rodzina wielodzietna to wyzwanie tylko dla wybranych? Jak wygląda życie takiej rodziny - rozmowa z panią Danutą Jelak. GIG – ant: Planowała pani liczną rodzinę? D.J.: Jestem jedynaczką, więc zawsze chciałam mieć siostry, braci, żeby móc mieć zawszę z kim porozmawiać, wyżalić się. Nie tyle, że planowałam, ale marzyłam, by mieć liczną rodzinę, żeby zawsze było wesoło. GIG – ant: Nie tęskni pani czasami za latami bez dzieci? D.J.: Raczej nie, dobrze jest, jak są wokół mnie dzieci, wnuki. Zawsze jest głośno i wesoło - rodzinnie. GIG – ant: Jak pani starsze dzieci przyjmowały wiadomość o kolejnej ciąży? D.J.: Cieszyły się z rodzeństwa, zabawy z nimi. Przy większej różnicy wieku mogły nie tylko się bawić ze sobą nawzajem, ale również uczyć się odpowiedzialności w opiece nad młodszym rodzeństwem. GIG – ant: Co jest najtrudniejsze w funkcjonowaniu pani rodziny? D.J.: Najtrudniejsza w funkcjonowaniu rodziny jest praca nad wychowaniem dzieci, żeby dzieci miały odpowiednie warunki do nauki, rozwijania swoich zainteresowań, robienie wszystkiego, by im niczego nie brakowało. GIG – ant: Jak wyglądają wasze święta? D.J.: Są pełne radości i rodzinnych rozmów. Za każdym razem nasz dom jest pełny, co sprawia, że jesteśmy jeszcze bliżej siebie. GIG – ant: Czego nauczyły panią dzieci? D.J.: Dzieci uczą głównie odpowiedzialności i cierpliwości. Wychowanie dzieci nie należy do najłatwiejszych, praca i miłość powodują, że nasza rodzina umie się wspierać. Ola



TO BYŁA UDANA WYCIECZKA 14 maja we wtorkowy poranek uczniowie klas 4-6 wraz z opiekunami zebrali się przed salą OSP, oczekując niecierpliwie na autobus. Na twarzach uczestników wycieczki można było zauważyć radość i podekscytowanie. W momencie gdy autokar przyjechał, a wszystkie sprawy organizacyjne zostały rozstrzygnięte, kierowca ruszył w kierunku Trójmiasta. Po kilkunastu minutach jazdy atmosfera zrobiła się przyjemna. Uczniowie żartowali, śmiali się, a także śpiewali. Minęło kilka godzin, aż znaleźliśmy się w Skansenie Budownictwa Wsi Kaszubskiej. Wyposażenie chat i dworków wyglądało tak, jakby ich właściciele dopiero co z nich wyszli. Jednym z ciekawszych obiektów na terenie skansenu okazała się być szkółka z XIX wieku, w której nauczał wówczas jeden nauczyciel. Kolejnym punktem wycieczki było zwiedzanie obiektów Promocji Regionu Kaszub w Szymbarku. Zobaczyliśmy deskę o długości 36,83 metrów, która do 2009 roku była najdłuższą na świecie, a tym samym wpisała się do Księgi Rekordów Guinnessa. Ciekawy był również największy, koncertujący fortepian na świecie, który podobnie jak deska, wpisał się do Księgi Rekordów Guinnessa. Odwrócony dom urzekł nas swoją oryginalnością. Wchodząc do niego odnosiło się wrażenie, iż zaraz się spadnie. Pod wieczór



przyjechaliśmy do Gdańska na nocleg i w ten sposób zakończyliśmy pierwszy dzień wyprawy. Następnego, słonecznego dnia przyjechaliśmy do Katedry Oliwskiej na koncert organowy. Ceglaną bazylikę zdobi bardzo bogata i cenna architektura, jednak to rokokowe, ruchome organy zachwycają wszystkich turystów. Zwiedzaliśmy jeden z ładniejszych stadionów w Polsce - PGE Arena Gdańsk. W 2012 roku na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej odbyły się tutaj mecze reprezentacji między innymi Niemiec i Hiszpanii. Byliśmy w szatniach, łazienkach i salkach treningowych piłkarzy, a także na trybunach, nawet w loży dla VIPów. Pojechaliśmy także do Gdyni na rejs statkiem po porcie. Podziwialiśmy piękne Morze Bałtyckie oraz różnego rodzaju statki. Znajdowaliśmy się na okręcie muzeum statku Błyskawica. ORP Błyskawica należał do polskich niszczycieli, został wprowadzony do służby w Marynarce Wojennej. Uczestniczył w działaniach drugiej wojny światowej. Tak minął drugi dzień wycieczki po Trójmieście. W trzecim dniu dopisywała nam upalna pogoda. Pojechaliśmy zatem na Westerplatte, które jest symbolem wybuchu drugiej wojny światowej. W latach 1926-1939 funkcjonowała wówczas Wojskowa Składnica Tranzytowa w Wolnym Mieście Gdańsku, której obrona we wrześniu 1939 roku stała się symbolicznym początkiem drugiej wojny światowej. Później zwiedziliśmy Stare Miasto w Gdańsku. Długi Targ z Ratuszem i Fontanną Neptuna był uroczy. Wszystkie stare kamieniczki są zachowane w cudownym stanie. Ulica Mariacka posiada swój niepowtarzalny klimat, była przepiękna. Budynki znajdujące się na ulicy Mariackiej posiadały charakterystyczne przedproża. Bazylika Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku jest największą na świecie zbudowaną z cegły. Pomimo wielu zniszczeń, świątynia zachowała swój bogaty wystrój wnętrza. Budowa rozpoczęła się w 1343 roku, natomiast zakończyła w 1502. Mieliśmy okazję zobaczyć Pocztę Polską. Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku to jedno z pierwszych starć zbrojnych drugiej wojny światowej. Trwało od rana do wieczora 1 września 1939 roku. Byliśmy w pięknie odnowionym Kościele Św. Brygidy. Znajduje się tam zachwycający, bursztynowy ołtarz, który jest aktualnie w trakcie budowy. Pojechaliśmy również do Sopotu na molo. Owe molo jest najdłuższe nad Morzem Bałtyckim, ma około pół kilometra długości. Byliśmy zmęczeni tym dniem, aczkolwiek nie narzekaliśmy, ponieważ wszystkie te miejsca, zabytki i budowle na długo pozostaną w naszej pamięci. Ostatni dzień wycieczki spędziliśmy w Malborku. Zamek Krzyżacki dzielił się na trzy części: Zamek Niski, Zamek Średni i Zamek Wysoki. Został wzniesiony przez zakon krzyżacki, w stylu gotyckim. I tak zakończyła się nasza wycieczka. Kornelia Skorodziej (debiut) MAM TALENT
Nowa rubryka w GIGancie „Mam talent”. Od tego miesiąca w każdym numerze postaramy się promować najbardziej utalentowane osoby związane z naszym środowiskiem.


Zaczniemy od największego Talentu Goliny - jak do tej pory. Pewnie już każdy z nas słyszał o Patrycji Adamkiewicz, uczennicy drugiej klasy Gimnazjum w Golinie. GIGant: Dlaczego akurat taekwondo? Patrycja Adamkiewicz: To czysty przypadek. Mama chciała, żebym coś ćwiczyła, a że w Golinie było tylko taekwondo, to postanowiłyśmy spróbować. I tak zostało do dziś. GIGant: Czy wiążesz z tym sportem przyszłość? P. A.: Jak na razie nie mam żadnych pomysłów na przyszłość. Co chwilę do głowy przychodzi mi coś innego. Ale możliwe, że ostatecznie będę kontynuowała swoją przygodę z taekwondo. GIGant: Czy masz jeszcze jakieś inne zainteresowania? P. A: Owszem miałam. Przez sześć lat uczęszczałam także do Ogniska Muzycznego w Jarocinie i uczyłam się gry na pianinie. Teraz już ukończyłam szkołę, ale do tej pory lubię sobie w wolnym czasie pograć. :) GIGant: Od czego tak na prawdę się zaczęło? P. A.: Jak już wspominałam uczyłam się



gry na pianinie. Pianiści powinni siedzieć prosto. Moja mama, nie chciała, żebym miała skrzywienie kręgosłupa, więc zapisała mnie na taekwondo. Szczerze, to wcześniej nie wiedzieliśmy, co to tak na prawdę jest taekwondo… Postanowiłyśmy spróbować i bardzo mi się to spodobało. GIGant: Jakie masz sukcesy na swoim koncie? P. A: Na swoim koncie mam już dość sporo sukcesów. Zaliczając także medale z moich pierwszych startów. Najcenniejszy chyba jest złoty medal, który zdobyłam na mistrzostwach Europy Kadetów 2011. Był to mój pierwszy taki poważny sukces. Później uczestnictwo na Mistrzostwach Świata Juniorów w Egipcie. Ważnymi osiągnięciami są także medale zdobywane przeze mnie na zawodach rangi Aclass. Są to punktowane do rankingu światowego zawody. Na turniej ten przyjeżdżają zawodnicy w całego świata. Do tej pory udało mi się zdobyć 7 medali na tego typu zawodach. W Polsce również zdobywam dużo medali. Na swoim koncie mam już tytuł Mistrzyni Polski Juniorów i Juniorów Młodszych. GIGant: Czy masz swojego idola, wzór do naśladowania? P. A.: Sądzę, że każdy z nas ma kogoś na kim się wzoruje. Moim idolem jest Justyna Kowalczyk. Dziewczyna z niewielkiej miejscowości, dzięki determinacji doszła tak daleko. Bardzo ją podziwiam. GIGant: Czy wykorzystujesz jakoś swój talent w życiu codziennym? P. A: Hm. Nie ma za bardzo jak. Taekwondo to sztuka walki, dzięki której np. potrafiłabym się obronić na ulicy. Do tej pory nie miałam takiego przypadku, ale sądzę, że bym sobie poradziła. GIGant: Dziękuję za wywiad i życzymy dalszych sukcesów = = = = = = = = = = = = = Spytaliśmy również o zdanie kilka osób które znają Patrycję nie tylko od strony sportowej, ale również z życia codziennego. Patrycja jest inteligenta wysportowana zna trzy języki. Ta utalentowana dziewczyna zajmuje miejsca na podium nie tylko w Polsce ale też na Świecie. Eryk Kossmann Patrycja jest osobą zaradną, która potrafi dążyć do celu nie zważając na przeszkody. Da sobie radę w każdej trudnej sytuacji. Jest osobą mądrą, stanowczą, inteligentną. Myślę że mimo swego wieku jest gotowa na najróżniejsze przeszkody które postawi jej życie. Dominika Markiewicz Pati ciężko rozgryźć, ale znam ją od urodzenia, więc wiem, kiedy coś ją trapi. Najczęściej sprzeczam się z nią o porządek w naszym wspólnym pokoju. Ona jest typem człowieka: spokojnie, zrobi się później, ale zawsze daje sobie ze wszystkim radę. Często jej tego zazdroszczę. Pati potrafi zawsze mnie rozbawić, stara się mi pomóc, a w zamian ja pomagam jej z zadaniami domowymi z matematyki czy chemii. Dogadujemy się. Wiem, że nie kopnie mnie, kiedy miewamy trudne chwile Karolina Adamkiewicz Marta & Hubert



Nie mam się w co ubrać! Czy znacie to uczucie, kiedy podchodzicie do szafy, otwieracie drzwiczki i waszym oczom ukazują się stare, znoszone i wciąż te same ubrania? Czy nie fajnie byłoby, gdyby za każdym razem po otwarciu widzieć coś nowego? Marzenie. Ale pomarzyć zawsze można. Tak sobie trochę pomarudzę, ale słyszę to zdanie praktycznie od każdego. Rano spóźniają się do pracy, bo nie mają się w co ubrać, na piątkową imprezę nie pójdą, bo też nie mają sie w co ubrać, w końcu śmieci wyrzucić też nie mogą, bo nie mają się w co ubrać. Ciekawi mnie niesamowicie, o co w tym wszystkim chodzi, że ja, ty i inni, mając do wyboru tyle ubrań, powtarzamy w kółko to samo. Kupujemy, ubieramy kilka razy i odstawiamy do schowka. “To już niemodne” - myślimy - “na witrynie H&M są modne inne kolory”. Dochodzimy do wniosku, że nie możemy się już w tym pokazać, biegniemy do najbliższej Zary i kupujemy nowe, świeże i najmodniejsze ciuchy. Mija kilka dni i historia się powtarza. Od czego to zależy? Za dużo oglądamy reklam, które codziennie promują inne trendy, nie jesteśmy pewni swojego stylu, czy też sieciówki produkują za szybko (i za dużo)? A my jak głupki biegamy i wydajemy nasze pieniądze. Oczywiście świetnie byłoby codziennie zakładać coś nowego, ale to raczej nierealne. Nie starczyłoby nam czasu, by biegać codziennie po sklepach, a przede wszystkim zabrakłoby nam pieniędzy. Najlepszym rozwiązaniem jest chyba wyprawa do second hand’u, by za małe pieniądze kupić trochę rzeczy dobrej jakości, dobrej marki. Mimo, że są używane, to dla nas są nowe i zawsze wprowadzą jakąś odmianę do naszej garderoby. Zresztą czasami można tam znaleźć o wiele TAKO RZECZE HUBERT czyli odrobina szkolnej mody



lepsze (i tańsze!) rzeczy niż w popularnych sieciówkach. W tak zwanych "lumpach" można kupić ubrania za grosze, takich marek jak na przykład Louis Vuitton czy Versace oraz mnóstwo ubrań typu basic, nawet po to, żeby założyć je tylko raz. Po drugie dobrze jest mieć koncepcje gotowego outfitu. Gdy wstajemy rano, powinniśmy wiedzieć, co chcemy ubrać. Można też przygotować wszystko wieczorem, a rano tylko założyć. Obędzie się bez zbędnego stresu, że sweter niewyprasowany, a buty mają zaschnięte błoto po ostatniej ulewie. Po trzecie warto zrobić porządek w szafie :). Podzielić wszystko rodzajami, kolorami. Tak, żebyśmy szybko mogli coś znaleźć. Ja preferuję ubrania na widoku. Na stojak wieszam rzeczy, które o danej porze roku noszę najczęściej, tak, aby szybko można było coś sięgnąć i na siebie włożyć. Tak więc obecnie mam powywieszane tanktopy, koszulki, koszule, kardigany, spodenki, spodnie i kurtki. Jest łatwiej i praktyczniej. Nie muszę przedzierać się przez stertę ubrań złożonych w kostkę i myśleć, czy na pewno wyciągnąłem to, co chciałem. Po czwarte, warto kombinować. Jedną rzecz można nosić w różnych kombinacjach. Zawsze to dodaje poczucia czegoś nowego, zupełnie tak, jak byśmy to dopiero teraz kupili. I pamiętajcie - “nie mam w co się ubrać, i na dodatek szafa się nie domyka…” Hubert Kucharski VEKTOR – CZYLI SUKCES Na naszym polskim rynku istnieje bardzo wiele firm działających w różnych dziedzinach. Jak się wyróżnić i zawalczyć o klienta? Odpowiedź na to pytanie dobrze znają właściciele owych firm. By zapoznać się z działalnością firmy VEKTOR, przeprowadziliśmy wywiad z jej współwłaścicielem, panem Sławomirem Bednarzem. GIGant: Jak rozpoczął pan swoją działalność w firmie? S.B.: Działalność rozpocząłem od przypadku – dokładnie tak – pracowałem razem z moim wspólnikiem w firmie budowlanej, przedstawicielstwie francuskiej firmy. Niestety firma ta została zamknięta, co zmusiło nas do podjęcia – powiedziałbym - radykalnych kroków. Dlatego powstała nasza firma. GIGant: Vektor? Skąd pomysł? Od kiedy działa? S.B.: Wektor -Vektor została zmieniona pierwsza litera. Wektor oznacza wielkość, która poza swoją wartością liczbową ma kierunek i zwrot i może być przedstawiona geometrycznie w postaci odcinka zakończonego strzałką; też: odcinek prostoliniowy łączący dwa punkty, z których jeden jest wyróżniony jako początek, a drugi jako koniec. Vektor działa na rynku już 16 lat. Jak już wspomniałem, to przypadek a może konieczność. GIGant: Czym konkretniej się zajmujecie? S.B.: Firma od początku działalności zajmowała się budownictwem tzw. Kubaturowym, czyli



budową i remontem budynków przemysłowych i mieszkalnych. W roku 2000 rozpoczęliśmy naszą przygodę z inżynierią lądową. Czyli krótko mówiąc - mosty, wiadukty, tunele. Temat długi i bardzo trudny. Mogę wspomnieć tu, iż nasza firma ma w swojej karierze ponad 500 inwestycji w tej właśnie dziedzinie. Współpracujemy od lat z takimi firmami, jak Strabag, Budimex, Mostostal, Warbud, uczestniczyliśmy w budowie takich inwestycji, jak Most Siekierkowski, Most Północny, Obwodnica Wolina, budowa obiektów mostowych A-2 od Świecka do Warszawy (ok. 60 % obiektów) A-4 ,A-1 DK -18 i wiele innych, których nawet nie jestem w stanie wymienić, ponieważ lista była by bardzo długa. Od lat 14 jesteśmy głównym wykonawcą dla L.S.M Lublin. Jest to Spółdzielnia mieszkaniowa licząca 42 tysiące mieszkańców. Mamy tam oddział i to jest jedyna nasza pozostałość po tzw. kubaturówce. GIGant: Jaki zasięg ma pana firma? S.B.: W tym roku jesteśmy na budowach S-3 Gorzów Wlkp –Świebodzin , Estakada Konin, przebudowa Nowolazurowej Warszawa , Remont i modernizacja Lini kolejowej Ciechanów , S-17 Lublin, S-8 Wieruszów , Remont i modernizacja lini kolejowej Duszniki Zdrój –Kudowa zdrój. L.S.M Lubin i kilka innych inwestycji. To właśnie mówi o zasięgu . GIGant: Ilu pracowników Pan zatrudnia? S.B.: W Naszej firmie zatrudnionych jest 24 pracowników, choć dla Vektora pracuje ok. 60 osób. GIGant: Na jakie cechy/ wykształcenie zwraca pan uwagę u swoich robotników? S.B.: Pracowitość. Lojalność umiejętność rozumowania. A wykształcenie, choć jest istotne, nie jest podstawowym kryterium, na które zwracamy uwagę.



GIGant: Czy ma pan dużą konkurencję wśród firm działających w tym samym fachu? S.B.: Konkurencja jest wszędzie i ta uczciwa jest ok. Choć nasz kraj jest specyficzny i tak naprawdę aż żal, iż niekiedy liczą się tylko rubryki. Mamy przykłady choćby w naszej miejscowości np. ul. Dworcowa „wyremontowana” tak niedawno i już do remontu. Zresztą prawdę mówiąc od początku oddania inwestycji do remontu. W kręgu budowlańców, z którymi mam przyjemność współpracować, mówimy CCC - Cena Czyni Cuda. GIGant: Jaka jest według pana recepta na sukces bądź zaistnienie na polskim rynku? S.B.: Pomysł, pracowitość i przede wszystkim jakość. Z przykrością jednak musze przyznać, iż Nasz kraj jest bardzo trudny do prowadzenia własnej działalności. GIGant: Czy nazwałby się pan biznesmenem, czy może raczej przedsiębiorca? S.B.: Jestem zwykłym człowiekiem, który musiał wziąć los w swoje ręce. GIGant: Czuje się pan człowiekiem sukcesu? S.B.: Każdy z nas, który uczciwie pracuje, wychowuje dzieci, powinien czuć się człowiekiem sukcesu. GIGant: W co - według pana - warto inwestować? S.B.: Historia uczy, iż inwestycje w nieruchomości w czasach kryzysu to jedyny stabilny biznes, a przecież musimy być świadomi, że mamy kryzys światowy. Ale my nie mieszkamy na Marsie. GIGant: Czy poza firmą ma pan czas na inne zajęcia? Może hobby? S.B.: Mało, choć znajduję czas, by uciec od telefonów. Ryby, motor. GIGant: Co podoba się panu w Golinie, a co nie? S.B.: W Golinie można spokojnie mieszkać, żyć, choć inwestycje gminy – powiatu są - delikatnie mówiąc nie trafione. Np. remont ul Wolności ok, a gdzie chodniki dla do dzieci, żeby bezpiecznie iść do szkoły. Gdzie remont ulicy Wojska Polskiego, łącznik ul. Zakrzewskiej z ul. Jarocińską. To jest moje zdanie, ale zacząłbym od bezpieczeństwa. GIGant: Czy ma pan plany na dalszy rozwój firmy? S.B.: Każdy musi planować, najlepiej z kilkuletnim wyprzedzeniem. „Vektor” rozwija się wystarczająco intensywnie. Jednym słowem plany są, czas pokaże. GIGant: Największe marzenie? S.B.: Spokój!!! Gośka ;)



WALNE GROMU W środę 22 maja odbyło się Walne Zebranie Sprawozdawczo Wyborcze Członków klubu. Na zebraniu członków klubu wybrany został nowy Zarząd w składzie: Tomasz Raźniak - prezes, Rafał Gościnak - wiceprezes, Piotr Kowalczyk - skarbnik, Sebastian Waszkiewicz - sekretarz, Magdalena Kubiak, Marcin Półrolniczak, Wojciech Radomski - członkowie. Podczas zebrania zarząd podjął decyzję o ponownym złożeniu wnioski do burmistrza gminy Jarocin o ogrodzeniu boisk. Podjęto także decyzję, że Zarząd podejmie starania, aby od sezonu 2014/2015 utworzyć ponownie zespół seniorów w Gromie Golina.



Listy dla Ziemi W czwartek, 9 maja, odbył się przemarsz uliczny przez Golinę, związany z akcją „Listy dla Ziemi”. W pochodzie, który przeszedł ulicami Wolności, Mostową, Dworcową i Jarocińską, wzięły udział obie golińskie szkoły. Wszyscy byli ubrani na zielono. Z tą akcją związany był też konkurs o takim tytule, w ramach którego dzieci pisały do rodziców, apelując w nich o to, by dbali o środowisko, segregowali śmieci i oszczędzali wodę i prąd. Ideą tych listów było wsparcie gmin w obowiązku organizacji działań edukacyjnych i promocyjnych związanych z tzw. nową ustawą śmieciową. Głównym realizatorem akcji jest fundacja ARKA, która wymyślając akcję sprawiła, że włączyło się do niej 10 gmin, a ich młodzież zgłębi tajniki ekologii i recyklingu, a swoją wiedzę przekaże dorosłym. Akcja ma też przede wszystkim, uratować Ziemię i środowisko, w jakiej żyjemy, a także zachęcić i przekonać dorosłych do nowej ustawy śmieciowej, według której każdy będzie musiał płacić za wytwarzane przez siebie śmieci, co sprawi, że ludziom nie będzie opłacało się wyrzucać śmieci do lasu lub do ogródka sąsiada. Krzysztof Bochna Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Magda Mróz, Dziennikarze: Agata Barczak, Małgorzata Jelak, Hubert Kucharski, Angelika Lisiecka, Marta Łukaszewska, Amanda Pawlicka, Szymon Radziejewski, Weronika Teodorczyk, Olga Wojtczak, Sandra Wolicka, Alicja Zaworska.