Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








W ŻYCIU PIĘKNE SĄ TYLKO CHWILE…
I ta chwila kiedyś musiała nadejść. „Felieton pożegnalny” to chyba kiepska nazwa jak na ten artykuł. Sprawia, ze człowiek staje się smutny. A nie o to chodzi. Pomimo tego, że odchodzę, to chcę odejść z uśmiechem na twarzy. Uśmiechem pełnym satysfakcji i dumy z tego kim jestem/byłam. Nie lubię pożegnań…


Z jednej strony się cieszę, że to koniec roku szkolnego, koniec gimnazjum, ale z drugiej strony jest mi strasznie żal opuszczać tę szkołę i zostawić wszystkie obowiązki. Po 9 latach w murach tej szkoły zacznę zupełnie nowe, tak bardzo inne życie. Wszystko, co robiłam dotychczas w gimnazjum, zostanie jedynie miłymi wspomnieniami. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę z tego, ile czasu będę miała wolnego, kiedy nie będę już pisała artykułów, robiła ozdób, pisała różnorakich wniosków i załatwiała różnych spraw. Niektórzy by się cieszyli- przecież ten czas wolny można kreatywnie wykorzystać. Jednak w tych wolnych chwilach będę myślami wracała do mojej starej szkoły i będę rozmyślać nad tym, czy przypadkiem w GIGancie nie potrzeba pomocy, albo czy samorząd sobie dobrze radzi. Trudno jest sobie wyobrazić życie poza gimnazjum. Z racji, że moją pasją jest pisanie, to wiadome jest, że najbardziej będę żałować odejścia z GIGanta. W tym roku szkolnym przypadł mi zaszczyt bycia redaktor naczelną naszej szkolnej gazetki. To dla mnie naprawdę ogromne wyróżnienie za te niecałe 4 lata pracy. Kolejne doświadczenie na moim



koncie. Cieszę się, że przez ten czas miałam szansę dzielić się z czytelnikami swoimi refleksjami, opiniami lub zwykłymi wywiadami. Wkładałam w nie mnóstwo pracy i czasu. Dzięki GIG-antowi poznałam też wielu wspaniałych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia i których warto słuchać. Ostatnie moje artykuły ukażą się we wrześniowym numerze i niestety, to będzie definitywny koniec. Chciałabym serdecznie podziękować całej ekipie za współpracę, za wszelką pomoc i wsparcie emocjonalne. Panu Kowalczykowi i panu Jankowskiemu dziękuję przede wszystkim za cierpliwość i słowa otuchy, za każdy uśmiech skierowany w moją stronę oraz za przybite „żółwiki”, które za każdym razem jeszcze bardziej motywowały mnie do pracy. Za każde wypowiedziane „hej”, „do roboty” i „Mrozówna, gdzie artykuły?”. Nie zapomnę też o pani Wojczuk, pani Grzesiek i panu Waszkiewiczu oraz o Was drodzy czytelnicy. Bez Państwa również Gigant by nie funkcjonował. Mam nadzieję, że wszyscy mnie zapamiętają w tej szkole jako naprawdę pozytywną osobę. Dość długo pisałam ten artykuł, choć wydaje się bardzo krótki, a to z prostej przyczyny, iż nie mam pojęcia, jak opisać w słowach to, co teraz czuję. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i życzę wszystkiego najlepszego. Magda Mróz Czas zmian Rok szkolny dobiega końca, czas pożegnać trzecie klasy gimnazjalne. Z nowym rokiem szkolnym władzę po starszych kolegach obejmują obecni drugoklasiści, to spośród nich został wytypowany nowy przewodniczący szkoły, a konkretniej przewodnicząca. W roku szkolnym 2012-2013 z gracją władzę sprawowała Magda Mróz, w tym roku to ja, Małgorzata Jelak, zajmę jej miejsce. Jestem uczennicą klasy II b, interesuje się tańcem i fotografią. Jak doszło do głosowania? Spośród klas drugich i pierwszych została wytypowana jedna osoba, która automatycznie wchodziła do samorządu uczniowskiego, pozostałe dwie wytypowane osoby brały udział w głosowaniu szkolnym. Po zliczeniu zebranych głosów nowy samorząd zebrał się do głosowania. Tym sposobem wybrano pana Bartosza Palczewskiego opiekunem samorządu, Agatę Barczak na wiceprzewodniczącą oraz mnie jako przewodniczącą samorządu uczniowskiego, za co bardzo dziękuję i obiecuję, że postaram w przyszłym roku szkolnym dać z siebie wszystko. Wszystkim członkom samorządu i mojej zastępczyni serdecznie gratuluję i również w ich imieniu składam podziękowania Gosia



WAŻNE, ŻEBYŚMY NIE ŻYLI DLA SIEBIE Wywiad z panią Henryką Krzywonos - doradcą społecznym Rzecznika Praw Dziecka. Henryka Krystyna KrzywonosStrycharska - polska działaczka opozycji w okresie PRL, sygnatariuszka porozumień sierpniowych. 15 sierpnia 1980 w pobliżu Opery Bałtyckiej zatrzymała prowadzony przez siebie tramwaj. Zdarzenie to bywa określane jako początek strajku gdańskiej komunikacji publicznej w okresie wydarzeń sierpniowych. 16 sierpnia, po podpisaniu w Stoczni Gdańskiej porozumienia z dyrekcją i ogłoszeniu przez Lecha Wałęsę końca strajku, wraz z Aliną Pienkowską, Anną Walentynowicz i Ewą Osowską zatrzymywała na bramach robotników opuszczających stocznię, co zapobiegło zakończeniu strajku. Od 1994 do czasu przejścia na emeryturę (w 2009) prowadziła rodzinny dom dziecka w Gdańsku, wychowując wraz z mężem łącznie dwanaścioro dzieci. Zaangażowała się w działalność ruchu społecznego Kongres Kobiet, została członkinią rady programowej powołanego na jego bazie stowarzyszenia. W 2006, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, została odznaczona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. GIG – ant: Jak z pani perspektywy wyglądał 15 sierpnia 1980 roku? H.K.: Trudno powiedzieć. Kiedy coś się dzieje, ciężko jest cokolwiek ocenić. Cała masa dziennikarzy mnie pyta, jak zatrzymałam ten tramwaj. Tramwaj się zatrzymuje normalnie, na każdym przystanku. Nie potrafię opisać, jak to wyglądało. To jest tak, że jak dziewczyna idzie na swoją pierwszą randkę, wyrywa kwiatek i mówi: przyjdzie? Nie przyjdzie? Kocha? Nie kocha? Ze mną też tak było. Na jednym przystanku mówiłam „stanę”, na drugim „nie stanę”. Stocznia stała, więc wiadome było to, że ludzie chcieli jechać do pracy. Myślę, że trochę pomogło mi szczęście. Tramwaj tak naprawdę każdy może zatrzymać, ale ja oczywiście byłam na tyle mądra, żeby wiedzieć, co zrobić dalej. Podjechali moi starsi koledzy autobusami, powiedzieli, co mamy zrobić, ja się z nimi zgodziłam. I tak to się zaczęło. GIG – ant: Czy dopuszczała pani do siebie myśl, że strajk może zakończyć się niepowodzeniem? H.K.: Nie. Kiedy coś się robi, to człowiek nie myśli o tym, jak to się zakończy. Wtedy nie ma czasu się zastanowić, co później z tym będzie. Myślę, że dzisiaj nie ma co gdybać. Wtedy myśleliśmy tylko o tym, że chcemy poprzeć stocznię, że chcemy poprawić warunki w naszej pracy. My ten strajk chcieliśmy rozpocząć kilkanaście razy. Każda praca, którą się wykonuje ma bardzo wielkie znaczenie i należy ją wykonywać najlepiej, jak potrafimy. Wtedy będziemy szanowani. I nieważne, czy wywozimy śmieci, czy jeździmy tramwajem, czy jesteśmy lekarzami. My potrafiliśmy naszą pracę szanować, a żeby ją szanować, musieliśmy szanować ludzi, których woziliśmy. Nie tylko dla siebie robiliśmy ten strajk.



Staraliśmy się cokolwiek zrobić. Przy ówczesnej władzy nikt nas nie rozumiał. Dziś jest inaczej, są inne realia. Nie wiem, czy przez myśl mi choć przez chwilę przeszło, jak strajk się skończy. GIG – ant: Czy zmieniły się pani poglądy na temat strajku i strajkowców z 1980 roku? Czy postąpiłaby pani tak samo, gdyby można było cofnąć czas? H.K.: Pewnie. Gdybym znowu żyła w tamtych czasach i wiedziała, że mogę cokolwiek zrobić, na pewno bym to zrobiła. Ten strajk dopiero z czasem nabierał pędu. Jak byliśmy w stoczni, zrozumieliśmy, że następne pokolenia będą miały lepiej. Tam dopiero się czegoś nauczyłam. Byłam wtedy młodą osobą, miałam niewiele ponad 20 lat, byłam „zielona”. Zdałam sobie sprawę, że ten tramwaj zatrzymał się dla wszystkich. GIGant: Jak się pani czuje jako osoba, o której młodzież uczy się w szkołach? H.K.: Jest to w pewnym sensie dla mnie satysfakcja. Kiedy dzieci piszą wypracowanie i potem pani dyrektor wysyła mi tę prace i ja czytam „Chciałbym być jak pani Krzywonos” - to miód na mój serce. Chciałabym, żeby ten chłopiec czy ta dziewczyna, która to pisze mogła pomagać innym. To jest bardzo ważne w naszym życiu, żebyśmy nie żyli dla siebie. GIGant: Dlaczego opuściła pani Kongres Kobiet? H.K.: To nie jest ciężkie pytanie. Po pierwsze, ja szanuję ludzi, bez względu na ich zawód, bez względu na ich wygląd; ważne co oni mają w sercu i w głowie. Bo babcia klozetowa, niezależnie od jej wykształcenia, może być mądrzejsza od nas. Choćby doświadczeniem jakie zdobyła w życiu. Musi szanować ludzi – to jest pierwsze. Kiedy powstawał Kongres, a ja też w jakiś sposób, może mały, ale uczestniczyłam w powstawaniu tego Kongresu, to miał być on poza podziałami. Czyli nieważne kim jesteś, z jakiej partii pochodzisz itd.



Mnie to odpowiadało. Kiedy zapraszaliśmy na pierwszy Kongres wszystkie prezydentowe, to ja uważałam, że Jaruzelska też jest prezydentową i należy ją zaprosić, bez względu na jej myślenie czy inne względy. Wiedziałam jednak, że ona nie przyjmie tego zaproszenia, jakby z racji wieku. Ale nie tylko Jaruzelska nie przyjęła zaproszenia, bo nie przyjechała też Danuta Wałęsowa. Dla mnie to nie było dziwne. Ale była tam prezydentowa, która prowadziła to wszystko - mówię tu o pani Jolancie Kwaśniewskiej, od początku do końca. Załatwiała wszystkie podarunki dla kobiet, a tych kobiet była cała masa, bo było ich aż 5 tysięcy na tym pierwszym zjeździe. No i trochę mężczyzn, bo to nie był Kongres zamknięty zupełnie. Zobaczyłam, że ludzi się traktuje inaczej, że tych, którzy są w zarządzie super, a tych, którzy nie są, to już nie. Obiecano mi, że się coś zmieni. Zauważyłam, że kobiety z tych mniejszych miast, „półek” są inaczej traktowane. Wtedy postanowiłam, że to nie moje miejsce. Jeśli nie potrafimy ludzi traktować poważnie, nie potrafimy z nimi rozmawiać- to przykro, nie po drodze mi jest z Kongresem. GIGant: Prowadziła pani rodzinny dom dziecka z mężem wychowując dwanaścioro dzieci. Tęskni pani za tym? Jakie były najpiękniejsze chwile związane z wychowywaniem dzieci? H.K.: Nie tęsknię za tym, absolutnie. Nigdy więcej! (śmiech). Ale oczywiście nasze dzieci bardzo kochamy, one są nasze nadal, mamy z nimi kontakt, gdy trzeba im pomagać, to pomagamy. Nie wszystkim się tak dobrze ułożyło w życiu, więc jednym pomagamy wyjść na prostą, w miarę możliwości. Jesteśmy rodziną - w pełni tego słowa znaczeniu. Wszystkie dzieci zawsze miały nazwisko męża i nazywały się Strycharski. Nie zrobiliśmy jednej rzeczy, a mianowicie nie powiększyliśmy tego domu rodzinnego. Kiedy zakładaliśmy rodzinny dom dziecka to wiedzieliśmy, że ten dom musi być w pełni rodziną, a dom miejscem, gdzie się śmiejemy, gdzie płaczemy razem, gdy mamy problemy. Do nich przychodzili koledzy, oni chodzili do kolegów, wyjeżdżali na kolonie, tak normalnie. GIGant: Co sądzi pani o systemie rządów w Polsce? H.K.: Nic nie sądzę. Tak samo przeżywam wszystkie klęski, jak wszyscy ludzie w Polsce. Jeśli im się coś uda, to ja oczywiście też klaszczę. Ja nie jestem politykiem, absolutnie. Jestem społecznikiem i zawsze mogłabym być opozycją do rządu, gdy mi się coś nie udaje. Tyle tylko, że z pustego to i Salomon nie naleje. Ja sobie z tego zdaje sprawę. GIGant: Czym się pani aktualnie zajmuje? H.K.: Jestem doradcą Społecznym Rzecznika Praw Dziecka. Spotykam się z młodzieżą gimnazjalną, akademicką, chodzę do dzieci z klas piątych i szóstych szkoły podstawowej. Dzieci teraz są bardzo mądre, dobrze ułożone. Dziecko 4-letnie zna lepiej komputer niż jego matka czy ojciec. Naprawdę jesteście bardzo mądrzy i z wami wolę rozmawiać bardziej niż z dorosłymi. Chcę pracować dla tych dzieci, pomagać. Ola & Sandra AFROMENTAL SOUNDS



Wojciech „Łozo” Łozowski, Tomasz „Tomson” Lach i Aleksander „Baron” MilwiwBaron- trzej członkowie grupy Afromental udzielili nam wywiadu przed koncertem w Żerkowie, który odbył się 15.06.2013r. Grupa Afromental powstała 9 lat temu w Olsztynie Olsztynie. Zespół wykonuje muzykę z pogranicza muzykę z funk, reggae, R&B, hiphopu i soul. Niektórych z nich, jak np. Wojciecha Łozowskiego, Tomasza Lacha czy też Aleksandra MilwiwBarona, możemy zobaczyć w programach telewizyjnych typu „Must Be The Music” lub „The Voice of Poland” Gigant: Rozpoczęliście działalność 9 lat temu, dotąd wydaliście trzy płyty. Z waszej perspektywy to dużo czy mało? Aleksander „Baron” Milwiw: I mało i dużo. Dużo, bo to duże doświadczenie i praca. A bardzo mało, bo mamy jeszcze większy zapał, by tworzyć. Tomasz „Tomson” Lach: Robienie albumu to przeważnie można rozłożyć na dwa lata. Wojciech „Łozo” Łozowski: Albumy się średnio wydaje co dwa lata. Rok się zbiera materiał. Tomasz „Tomson” Lach: A drugi rok się już konkretnie pracuje nad nim, szczególnie jeśli jest tylu producentów i ludzi, którzy pracują nad muzyką. Dlatego jeśli dochodzi trzeci rok, to i tak nie jest źle. Można mieć długa listę piosenek i cały czas wydawać płyty, aczkolwiek nie jest to dobry zabieg, jak artysta „zarzuca” publiczność płytami, i co rok wydaje płytę, Ale są tez tacy ludzie, którzy muszą tworzyć, bo mają tyle pomysłów. Oni właśnie wydają płyty co rok. Myślę, ze nasze płyty są na tyle wartościowe i się podobają fanom, że na



razie nie narzekają, chociaż zawsze pytają o następne. Gigant: Marzyliście, że zajdziecie tak daleko, kiedy zakładaliście zespół? Łozo: Dokładnie tak. Marzyliśmy, że jeszcze dalej zajdziemy i liczymy na to, że zajdziemy jeszcze dalej. Tomson: Dalej marzymy. Marzenia w czasie przeszłym to nie jest to. Łozo: Oczywiście, marzyło nam się, żeby być w tym miejscu, gdzie jesteśmy, ale często zdarza nam się już złapać taką refleksję, że „wow, udało się!”, że zrobiliśmy naprawdę dużo przez te 9 lat z bycia zespołem zupełnie znikąd. Jesteśmy zespołem kojarzonym w całej Polsce i to jest coś pięknego. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy nam pomagali dotychczas. Gigant: Co sądzicie o jakości polskiej muzyki. Czy są jacyś artyści lub zespoły, których muzykę uwielbiacie? Łozo: Tak, oczywiście, jest cała masa fajnych polskich artystów, tylko że oni się nie przewijają w mainstreamie.



Tomson: Chociaż Donatan z Góralem przebili się ostatnio. Łozo: Może trochę ten mainstream się zmieni. Scena reggaeowa, scena hiphopowa, wszystko jest na coraz lepszym i wyższym poziomie. Rockowa scena też jest bardzo dobra, rap to już w ogóle. Pop to jest g******y. Chcielibyśmy, żeby ten pop był lepszy. Tomson: Robi się muzykę jak „papkę”, wszystko naraz się wrzuca i człowiek to zje, bo się zakoloruje np. na różowo. I tak to niestety wygląda w Polsce na samej górze, że to się produkuje, a nie tworzy. Bo jest bardzo duża różnica między produkowaniem a tworzeniem muzyki. Gigant: Jak wam się współpracowało z zespołem Enej i VNM? Czy piosenka „United” i „It’s my life” była jednorazową współpracą? Łozo: Lubimy współpracować z różnymi muzykami, to jest super frajda móc się wymiać doświadczeniem i energią. Najfajniej jest się razem w studio, czuje się tą fajną energię. Z zespołem Enej to wyglądało tak, że my nagraliśmy swoje wokale u nas w studio, a chłopaki u siebie i potem oni to poskładali. Oni tak jak i my są z Olsztyna, więc jest nam przemiło, że też osiągnęli sukces i też wojują na polskiej scenie. Mimo, że to nie nasza muza, bo ja osobiście folku i ska nie słucham, nie lubię, ale chłopaków uwielbiam. Tomson: Kiedy już nas zapraszali do współpracy, to mówili: słuchajcie, w tym numerze widzimy Was, bo inne numery sa po prostu nasze. Razem dobrze zabrzmimy. I dobrze wyszło. Wiedzieli, w czym będziemy się dobrze bawić. Łozo: A z VNM to jest tak, że Tomson zna ich już od dawna. Są z jednego miasta, z Elbląga. i tam się już znali z czasów szkolnych. Tomek zawsze nam pokazywał VNM jako kogoś, kto robi za******y rap. Bardzo się cieszymy, że udało mu się wejść do mainstreamu na tak zwany „legal”. Tomson: I szerzyć swoją myśl. Łozo: Ludzie go polubili na maksa. My jesteśmy pełni podziwu dla VNM, jesteśmy mega fanami VNMa i fajnie, ze możemy być jego ziomami również. Gigant: Czy według was takie programy jak „Must Be The Music” czy „The Voice of Poland” mają w Polsce sens? Tomson:. Ja ostatnio powiedziałem, że telewizja bardziej czuje misję niż radio. I naprawdę jest więcej takich odkryć muzycznych, jak u Wojtka w programie („Must Be The Music”). Dowiedzieliśmy się, jakie zespoły w garażach dudnią, jakie dobre, profesjonalne zespoły, których nie zaznamy w polskich radiach. U nas też („The Voice of Poland”) poziom artystów przekraczał nasze wszelkie oczekiwania. I to jest ta misja, programy, które mimo wszystko stawiają na indywidualność, a nie na „papkę” i odgrywanie hitów. Łozo: Takie programy są potrzebne, bo faktycznie jeżeli ktoś przychodzi ze swoją muzyką, albo ma na siebie pomysł, to taki program jest dla niego formą promocji, szansą, by pokazać się milionom ludzi. Oczywiście, to jest show telewizyjne i oni będą robić to show w taki sposób, by było to jak najbardziej opłacalne dla telewizji. A to się wiąże ze swoimi prawami. My ze swojej strony staramy się dołożyć tyle tych programów, żeby były jak najbardziej muzyczne, żebyśmy faktycznie mogli bronić wartościowej muzy, dobrych zespołów i wokalistów. Wydaje mi się, że tacy potrafią dalej przejść, a my potrafimy ich przepchnąć dalej. Tomson: Producenci o



tym wiedzą, a my możemy przepychać swoją myśl w tak dużych programach mając po niecałe 30 lat. Gigant: Z którego swojego sukcesu jesteście najbardziej dumni? Łozo: Trudno powiedzieć. Z całości chyba. Fajne było to, że grając w Olsztynie jako zespół udało nam się wyjechać do Wenezueli i zagrać tam koncert. Tomson: To było niesamowite, ludzie tańczyli do tej muzy. To coś, czego każdy zespół chciałby zaznać. Baron: Tańczyli, śpiewali, bawili się! Gigant: Czy myśleliście kiedyś o solowyh karierach? Łozo: Cały czas myślimy, tyle, że to dopiero jest w planach i zobaczymy, co się będzie działo. Na razie Afromental jest zespołem i gramy razem. Gigant: Czy dużo czasu spędzacie w studiu? Łozo: Gdy się tworzy, to się spędza dużo czasu. Niestety w Polsce nie ma takich warunków, jak w telewizji pokazują albo jak amerykańskie gwiazdy mają, że siedzą w tym studiu i piszą teksty, tam je tworzą. Tutaj tak nie ma, studia się wynajmuje, a to kosztuje. Jeżeli ktoś ma jakiś sprzęt u siebie w domu, to sam w sobie jest producentem - może siedzieć nad tym długo. Ale jeżeli jest ktoś taki jak Afromental i chce wejść do studia, musi nagrać bębny i gitarę, to musimy wynająć porządne studio, a to się wiąże z dużymi wydatkami. Tomson: Z ciekawostek - Baron opowie, jak kawałek „The Bomb”. Baron: Owocem mojego siedzenia w studiu jest kawałek „The bomb”, który w sumie powstał dobre parę lat temu (jako pierwszy kawałek odpalony w nowym programie muzycznym) w moim pokoju, w którym uczyliśmy się tworzyć muzykę. No i tak to ewoluowało, aż powstała piosenka. Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich czytelników! Magda Mróz & Olga Wojtczak Z kontrkultury w popkulturę W tym roku w Jarocinie odbywa się druga edycja projektu "Z kontrkultury w popkulture". Są to warsztaty graffiti "Street Art". Projekt edukacyjno - artystyczny zrealizowany został przez Muzeum Regionalne w Jarocinie. Celem warsztatów jest zlikwidowanie nielegalnej twórczości powstającej na murach miasta, a ukierunkowanie jej bardziej w stronę tego, aby zdobiła Jarocin. Warsztaty prowadzą znani twórcy graffitti i street art`u. Uczestnicy warsztatów będą mogli doskonalić swoje umiejętności pod okiem profesjonalistów. Powstałe murale są elementem plenerowej wystawy związanej ze Spichlerzem Polskiego Rocka. Partnerami społecznymi projektu są: Spółdzielnia Mieszkaniowa LokatorskoWłasnościowa w Jarocinie, Zarząd Osiedla nr 8 w Jarocinie „1000-lecia”, Ośrodek Kuratorski przy Sadzie Rejonowym w Jarocinie, Stowarzyszenie Osiedle w Jarocinie. Redakcja GIGanta przeprowadziła wywiad z organizatorem tych warsztatów- Filipem Fajferem.



GIGant: Jak powstał pomysł zorganizowania takiego przedsięwzięcia w Jarocinie? Filip Fajfer: Pomysł powstał trzy lata temu, w 2010 r., jak jeszcze Robert Kaźmierczak był wiceburmistrzem. Początkowo plan był taki, by na JOKu namalować okładki płyt zespołów biorących udział w Jarocińskich Festiwalach w latach 80. Ja miałem napisać wniosek o dofinansowanie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W tamtym czasie wniosek nie otrzymał wystarczającej liczby punktów. Rok później, kiedy pisałem go po raz drugi, zmieniłem kilka rzeczy. Postarałem się, by Spółdzielnia w Jarocinie udostępniła bloki pod wykonanie murali. Zgodzili się na to. Zmieniłem artystów, którzy mieli wykonać malowidła. przeniosłem wniosek z priorytetu wydarzenie artystyczne do edukacji kulturalnej. GIGant: Skąd pozyskaliście środki? F. F.: Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z Gminy Jarocin, znaczy się z miasta, rok wcześniej z Banku WBK, a w tym roku jeszcze z Banku Spółdzielczego. GIGant: Czy planujecie kontynuować ten projekt? F. F.: No, zobaczymy, jak to wyjdzie. Raczej tak, ale zobaczymy, czas pokaże. GIGant: Kto może wziąć udział w tych warsztatach? F. F.: Każdy z młodzieży. Ostatnia klasa gimnazjum - warsztaty są od 15 roku życia, liceum plus osoby starsze. Planowane było najpierw do 26 roku życia, ale jedna osoba zgłosiła się w wieku 29 lat. Tak więc nawet 30-latkowie mogą brać udział. GIGant: Co przedstawiają murale tworzone przez uczestników tego projektu? F. F.: Złożenie jest takie, żeby przedstawiały sceny z historii rocka. Coś, co bardzo się kojarzy z zespołami tymi, które brały udział w latach 80 w Jarocinie. Trochę temat został przekonstruowany, trochę samo jeszcze z siebie wyszło, że murale mają odzwierciedlać Festiwal w Jarocinie i rock



w Polsce, ale nie dosłownie, tylko ilustrować, pewne elementy, które są z nim związane. To też jest tak, że z roku na rok wychodzi, że uczestnicy malują w bardziej dowolny sposób. W roku ubiegłym przedstawili zbiór wszystkich elementów rysunkowych. W tym roku było odwrotnie, to co przedstawiali było bardziej spójne. Przedstawili takie postacie, które są związane z festiwalem w Jarocinie, takie które się kojarzą. Punkowca z tatuażem i dziewczynę, która ma irokeza i kolczyki. Drugi mural przedstawia banknot, który jest taką zlepką. To jest kolaż, czyli że jest poskładany z różnych elementów, tak jakby z wielu banknotów. Powycinane są różne elementy i one tworzą jeden banknot. Na nim jest król, któremu korona opada na głowę i to też jest taki jakby nie dosłowny, ale też element buntowniczy. Wiadomo, że zawsze król na banknocie ma koronę prosto, a jak mu coś opadnie, to jest coś nie tak. Ten banknot jest symbolem buntu. To, że królowi korona opada na głowę pokazuje, że świat nie jest taki, jaki jest, tylko może być taki, jak sami go wykreujemy, zrobimy. GIGant: Co jest głównym celem tych warsztatów? F. F.: Celem warsztatu jest to, by osoby biorące w nich udział nauczyły się technicznego wykonania szablonów, i żeby obrazy, które pojawiają się na ulicy, pojawiały się w sposób legalny, aby bardziej zdobiły miasto, niż szpeciły, żeby to nie były jakieś tam chaotyczne napisy, tylko były dobrze skonstruowane i przemyślane obrazy, żeby osoby, które w nich biorą udział z roku na rok były lepsze w tym, co robią, żeby obrazy były coraz doskonalsze GIGant: Gdzie będzie można oglądać wykonane prace? F. F.: W tym roku powstały trzy duże dzieła artystów i dwie mniejsze



wykonane przez warsztatowiczów. Ci, co uczestniczą w warsztatach, mogą malować wyłącznie na wysokości do trzech metrów. W ubiegłym roku powstały trzy na blokach na ul. Sportowej nr 1, nr 2 i nr 5 i na Waryńskiego 1, a w tym roku pierwszy powstał na ul. Sportowej 4. Warsztatowicze namalowali na garażach na ul. Kasprzaka przy osiedlu 1000-lecia. Jeden duży mural powstał na osiedlu Kościuszki 4. No i następny powstanie w lipcu i to będzie prawdopodobnie kino lub któryś z bloków na Kościuszki. GIGant: Czego mogą nauczyć uczestników te warsztaty? F. F.: Warsztaty mogą nauczyć tego, jak wycinać szablon, jak robić to dobrze. Bo malarstwo to jest obraz jednorazowy. Jeśli namalujemy obraz, to drugi raz już go nie powielimy. Techniki graficzne pozwalają obraz, który sobie wytworzymy, wielokrotnie skopiować. I na przykład szablon też jest czymś takim. Mamy kartkę i w tej kartce wycinamy wzór. Z tym wzorem możemy podejść do ściany i go farbą przemalować. Zabrać szablon i zostaje wzór na ścianie. Czyli szablon umożliwia nam to, że jeżeli zrobimy jeden obrazek i wytniemy go na kartce, to potem możemy go powielać w różnych miejscach kilkakrotnie. GIGant: Kto ze znanych twórców murali pojawił/pojawi się na tych warsztatach? F. F.: To jest tak, że te warsztaty prowadzą zawsze znane osoby. W tym roku warsztaty prowadził Czarnobyl, który pochodzi z Polski, ale na stałe mieszka w Berlinie. Posiada duże uznanie na polskiej i niemieckiej scenie. On wykonał takiego punka, który znajduje się na wprost JOKu, wspólnie z niemieckim twórcą murali. Ta sztuka nazywa się street art. Następnie warsztaty prowadził Otecki, który jest z Wrocławia. GIGant: Dlaczego akurat warsztaty tego typu? F. F.: Projekt nakierowany jest na sztukę street art’u i malowania szablonów. W tym roku były jeszcze wlepki, bo wlepki też są elementem tej sztuki. Warsztaty muszą się z tym wiązać. Jeżeli zapraszamy uznane osoby, które się zajmują wycinaniem szablonów i malowaniem szablonów w Polsce, a na przykład na warsztatach uczyły młodzież rzeźbić w glinie, to by nie było ze sobą powiązane. Jedno z drugim musi być spójne i logiczne. GIGant: Planujecie kolejne takie projekty? F. F.: Planujemy, ale to się okaże w przyszłym roku. Planować możemy, na pewno jakiś wniosek zostanie złożony. Jak dostaniemy dofinansowanie, to będzie robiony. Jak to wszystko wyjdzie i się ułoży, to się wszystko okaże. Angelika & Weronika



Chodzić czy dojeżdżać ? W dzisiejszych czasach dzieci (młodzież) coraz rzadziej chodzą do szkoły pieszo. Chętniej korzystają z chęci podwiezienia przez rodzica, bądź autobusu szkolnego. „Chodzenie to najbardziej naturalna, najprostsza forma aktywności ruchowej. Nie wymaga szczególnej techniki, sprzętu, nakładów finansowych, czy specjalnego miejsca.” – możemy przeczytać na stronach internetowych. Ta jakże prosta czynność może być najbardziej pomocna przy zwalczaniu chorób. Spacery stanowią formę profilaktyki chorób serca i naczyń, czyli nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, cukrzycy i innych chorób przewlekłych. Powiększają i ulepszają również sieć naczyń wieńcowych oraz sprawiają, że serce staje się bardziej wydajne. Chodzenie stabilizuje również ciśnienie krwi i poprawia jej jakość - czerwone krwinki (erytrocyty) stają się liczniejsze, dzięki czemu wydajniej dotlenia się serce i mięśnie oddechowe, a reszta mięśni staje się sprawniejsza i bardziej wytrzymała. Poprzez uczęszczanie do szkoły pieszo w różne pory roku czy zjawiska atmosferyczne poprawiamy także odporność naszego organizmu. Spacery poprawiają wchłanianie wapnia w organizmie, dzięki czemu narządy wewnętrzne są w lepszej kondycji i wzmacniają się kości. Powodują też lepsze dotlenienie organizmu, na skutek czego centralny układ nerwowy funkcjonuje dużo sprawniej oraz przyczyniają się do obniżenia stężenia złego cholesterolu w organizmie poprzez poprawę kondycji gospodarki lipidowej. Poprzez chodzenie zmuszamy nasze mięśnie do regularnego wysiłku, co jest zbawienne dla naszego organizmu. Pomaga to również w kontrolowaniu



swojej wali oraz pomaga zwalczać nadwagę i otyłość. Można by długo wymieniać zalety chodzenia do szkoły. Jak możemy sami się domyślić, dojeżdżanie samochodem czy autobusem do szkoły nie jest już tak zdrowe dla nas. Zwiększamy emisję spalin, nie uodparniamy się na warunki pogodowe, ryzykujemy problemami z utrzymaniem odpowiedniej wagi. Owszem, to wygodne, ale nie do końca odpowiednie dla nas. Czy dwa tysiące kroków to dużo ? Otóż nie ! Dla dziecka to 15-20 minut ciągłego marszu. Jest rozwiązanie. Kanadyjczycy polecają „piesze autobusy”. Grupa dzieci dociera do szkoły pod opieką jednej osoby dorosłej. Grupami zajmują się dyżurujący na zmianę sąsiedzi. „Pokolenie naszych dziesięciolatków jest pierwszym w dziejach świata, które będzie żyło krócej o piec lat! Przyczyny: otyłość i brak ruchu.” – mówiła Joanna Mucha, minister sportu. Jest jeszcze czas, aby temu zaradzić ! A na koniec kilka ciekawostek o chodzeniu. • Chodzenie w szybkim tempie może przystopować rozwój raka prostaty o około 60 procent. • Chodzenie może być pomocne w rzuceniu palenia, gdyż dotlenia organizm, odpręża i stabilizuje emocje, eliminując te negatywne. • Chodzenie może odmłodzić nasz organizm o kilkanaście lat, jeżeli tylko spełnimy kilka warunków: będziemy spacerować codziennie, nie krócej niż 30 minut w szybkim tempie i będziemy robić to długoterminowo. • Przyjmuje się, że krok dorosłej osoby ma długość ok. 60-80 cm. Krótsze kroki stawiają panie, dłuższe – panowie. Zakładając, że nasz krok liczy 65 cm, najzdrowszy dystans, który powinniśmy pokonywać wynosi około 6,5 kilometra dziennie. Szymon Radziejewski Absolwencie, co porabiasz? Nasze gimnazjum ma już 13 lat. Przez cały ten czas przez jego mury przeszło kilkuset uczniów. Pierwszy rocznik opuścił je w 2002 roku. Minęło już tyle lat. Jak teraz wygląda życie absolwentów naszego gimnazjum? Co robią? Pracuje w rodzinnym warsztacie. Ożeniłem się i mamy dwójkę wspaniałych dzieci - Bartłomiej Raźniak, absolwent w 2004 r. Aktualnie pracuje Zakładach Mięsnych „Biernacki”, życie rodzinne także układa się pomyślnie. Wyszłam za mąż i mam dwójkę dzieci. Co będzie za kilka lat to się okaże – Natalia Raźniak, absolwentka w 2004 r. Po technikum wyjechałam do Niemiec do pracy. Kiedy wróciłam, pracowałam na okres próbny w sklepie z artykułami gospodarstwa domowego, a obecnie pracuję w Holandii i za kilka miesięcy wrócę - Ewa Teodorczyk, absolwentka w 2005r. Obecnie jestem na studiach magisterskich, studiuję zaocznie na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pedagogikę o specjalności Wychowanie Przedszkolne i Nauczanie Początkowe. A na co dzień pracuję w przedszkolu - Martyna Wolicka, absolwentka w 2006 r. = = = = = = = == = = == = Redakcja także przeprowadziła wywiad z Weroniką Drewniak, uczennicą naszego Gimnazjum, która pasjonuje się fotografowaniem.

Oto kilka zdjęć, jakie wykonała Weronika

GIGant: Od jak dawna pasjonujesz się fotografią? Weronika Drewniak: Fotografią pasjonuję się dopiero od roku. Jest to stosunkowo krótki okres, ale bardzo intensywny i pracowity. GIGant: Jak zaczęła się twoja przygoda z fotografowaniem? W.D.: Przygoda z fotografowaniem ? Zaczęła się razem z kupnem pierwszego telefonu z wbudowanym aparatem Uwielbiałam uwieczniać każdą chwilę, w której się znajdowałam. Miałam setki zdjęć, które dla nikogo nic nie znaczyły. Z czasem moje zdjęcia dojrzewały. Często przeglądałam portfolia profesjonalnych fotografów, czy zdjęcia z ekskluzywnych magazynów. Byłam pod wielkim wrażeniem efektów, jakie można osiągnąć za pomocą aparatu i programu graficznego. Od zawsze marzyłam o pracy, w której każdy dzień przynosi coś innego. Fotografia mnie zafascynowała. Stanęłam wreszcie przed pytaniem – Dlaczego nie spróbować ? GIGant: Jakie masz osiągnięcia na swoim koncie? W.D.: Portfolio tygodnia na portalu "beModels".



GIGant: Jesteś zadowolona z tego co robisz czy oczekujesz czegoś więcej? W.D.: Jestem zadowolona. Fotografia to naprawdę ciekawe zajecie. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, szukać inspiracji , szykować odpowiednie dla nich stylizacje. Ta pasja pozwala na kreatywność. A efekty ? Z miesiąca na miesiąc zauważam postępy. Nie zatrzymuję się w miejscu- to cieszy. GIGant: Masz inne pasje oprócz fotografowania? W.D.: Tak. Między innymi wizaż, modeling czy gotyk . Mimo wszystko moją największą pasją od bardzo dawna jest muzyka. To ona inspiruję ! Angelika&Weronika :)



„Zostawimy po sobie ślad” – Happy End W niedzielę, 16 czerwca w Mickiewiczowskim Centrum Turystycznym w Żerkowie odbył się koncert zespołu Happy End. Powstał on w 1975 roku w Łodzi, a jego założycielem był Zbigniew Nowak. Koncertowali po świecie, odnosząc sukcesy. Nowakowie wyjechali do Stanów Zjednoczonych, gdzie występowali w duecie pod nazwą Danny & Didi. Kilka lat temu powrócili do Polski. Udało nam się porozmawiać z panią Danutą Nowak, wokalistką zespołu. Gigant: Jak powstał wasz zespół ? Danuta Nowak: Zespół powstał w 1975 roku w Łodzi. Założycielem był mój mąż, Zbyszek Nowak. Zawsze miał marzenie, aby stworzyć zespół, gdzie występują razem muzycy płci męskiej, jak i płci żeńskiej, jak on to nazywa zespół koedukacyjny. Był to wtedy 1975 rok, więc generalnie składy tworzyli mężczyźni. My byliśmy inni, zespół składał się z mężczyzn i kobiet. Zbyszek miał taką wizję że będzie to program prezentowany bardzo dynamicznie i kolorowo. Dziewczyny były dodatkiem, taką „śmietanką” do tego programu i sądzę że zdało to test pomyślnie. Początkowe lata były bardzo owocne. Dużo nauki, dużo koncertów. Graliśmy kiedyś codziennie po trzy, cztery, pięć koncertów, a rekord pobiliśmy, gdy graliśmy aż sześć koncertów dziennie. Nie było to nawet nasze działanie, byli to organizatorzy. Zapotrzebowanie na nasz zespół było tak wielkie, że nie dawali sobie z tym rady, więc „wykańczali” nas i muzycznie i psychicznie. Gigant: Czy przed założeniem zespołu wiązali państwo swoje plany na przyszłość z muzyką ? D.N: Zbyszek grał w różnych składach, miał również swoje formacje muzyczne, gdzie był twórcą, a tuż przed Happy Endem był kierownikiem muzycznym. Pisał większość utworów dla formacji folkowej. Zespół nazywał się Bractwo Kurkowe. Piotr Janczewski był głównym założycielem, zaproponował Zbyszkowi współpracę. Obaj zresztą byli z Łodzi i tak zaczęła się ich najbardziej owocna współpraca. Powstało wtedy wiele fajnych utworów. Był to zespół, który grał akustycznie, taki czysty folk, a Zbyszek zawsze chciał tworzyć muzykę popularną, dlatego też w największym



rozkwicie, kiedy Bractwo Kurkowe ogłosiło swoje sukcesy, powiadomił Piotra, że ich współpraca dobiegła końca. Chciał stworzyć własną grupę, miał już nawet dla niej nazwę – Happy End. I tak ją powołał do życia. Zebrał muzyków, z różnych części kraju. Jacek Pogorzelski pochodził z Warszawy, gitarzysta, basista, Piotrek z Wrocławia, a spod Łodzi pochodziły dziewczyny. Po roku dołączyłam do zespołu. Pochodzę z małego miasta, zupełnie z innej części Polski, z Nowej Soli. Gigant: Czy w państwa repertuarze są piosenki innych zespołów czy tylko własne? D.N: Od kiedy rozpoczęłam współpracę, Zbyszek komponował, więc były to typowo autorskie programy. Kiedy Abba i Happy End, w latach od 1975 o 1980 rozpoczynały swoją karierę, ludzie śmiali się że Happy End to była taka polska Abba Zdarzało się, że do programu włączaliśmy jakiś coverowe utwory, ale nasze programy estradowe były autorskimi programami, czyli oryginalnymi kompozycjami Zbyszka i nie tylko, bo też inni twórcy pracowali z nami. Gigant: Czy posiadaliście jednego wykonawcę bądź zespół na którym się wzorowaliście ? D.N: Ponieważ nasza muzyka jest popowa, chyba wielką inspiracją dla Zbyszka był właśnie zespół Abba. Bardzo interesowała go muzyka light rockowa, balladowa, popowa. Miał duży talent do pisania utworów, do szlagierów. Powstawały wtedy utwory „Jak się masz kochanie ?” Typowo popowy utwór. „ Nadaj do mnie SOS”, bardzo znany, „Ballada o Marii Magdalenie”, ale w niektórych utworach aranżacje były lekko rockowe, gdzie gitara dawała o sobie znać. Myślę, że jego predyspozycje jako twórcy, jako kompozytora były skierowane w kierunku popowym. Doświadczenie zawodowe jako muzyk, kompozytor miał przeróżne. Taką swoją stylizację miał, która się wyróżniała. Mieliśmy wielkie szczęście, że pisał fajne kawałki, sprawdzały się nasze utwory z publicznością. Tych koncertów zagraliśmy całe mnóstwo, tysiące koncertów przez te wszystkie lata Gigant: Jakie są największe państwa osiągnięcia ? D.N: Kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski, zespół naprawdę był na topie. Byliśmy w Stanach. Chyba największym sukcesem jest to, że kiedy wróciliśmy do Polski, to ludzie naprawdę przyjmowali nas fantastycznie. Nie wierzyli, że po tylu latach znowu tu jesteśmy. Przychodzili z pamiątkami które od nas dostawali podczas koncertów, a to z autografami, a to z pocztówkami (kiedyś były takie pocztówki dźwiękowe), a to jakieś znaczki, a to zdjęcia, a to wpisy. To było bardzo wzruszające. Praca artysty to nie jest coś, co można zważyć, zmierzyć, po prostu człowiek zostaje w pamięci ludzi albo nie. Jeżeli ta muzyka coś wnosi do życia, to znaczy, że nasza praca miała sens i po tylu latach mogę stwierdzić, że jest to piękna sprawa, kiedy ludzie przychodzą i mają miłe, fajne wspomnienia. Ze łzami w oczach czasami opowiadają swoje historie z życia, jak ta muzyka ich inspirowała, jak pomagała, jak dodawała im pozytywnego spojrzenia na świat, który wtedy był bardzo szary. Dlatego Zbyszek pisał taką muzykę, która była na kojenie naszych serc. Dawała radość, dawała wolność, dawała inspirację i tak też niektórzy postrzegali naszą muzykę. Gigant: Muzyka zmienia się z duchem czasu. Czy wy także zmieniacie swój repertuar, czy pozostajecie w tych latach młodzieńczych ?



D.N: To jest nie możliwe, gdybyśmy tylko i wyłącznie gdybyśmy koncertowali i wykonywali utwory z tamtych lat. Dzisiaj w naszym programie oczywiście muszą się znaleźć nasze największe szlagiery, bo na to ludzie czekają. Niektórzy mówili: „To jest zespół jednego szlagieru.” Ja nie uważam tak. Jest to bardzo nieprecyzyjne określenie. Graliśmy w różnych częściach Ameryki, w Kanadzie. Po przyjeździe do Polski mieliśmy program taki - stary i nowy. Nie można stanąć w miejscu i nic nie robić. Każdy z wykonawców ma ten jeden, najważniejszy utwór w swojej karierze, i akurat u nas jest nim „Jak się masz kochanie?”. Były to lata 76-80, wiec zupełnie inny czas. Ale ludziom to się podobało. Robiliśmy też żarty z siebie. Były specjalne kostiumy szyte, co było też ewenementem. Nie graliśmy tak zwanych składanek, tylko pełnoestradowe utwory. Dawaliśmy półtoragodzinny koncerty. W tamtych czasach większość artystów występowała w tak zwanych składankach czyli wychodzili albo na jeden utwór, albo na trzy utwory. doświadczenie i przekonanie że ten zespół będzie zupełnie inny niż pozostałe. Gigant: Jak dawniej publiczność odbierała państwa, a jak teraz ? D.N: Myślę, że to wszystko wyglądało inaczej, ponieważ dostęp do artysty był zupełnie inny. Wtedy było to radio i oczywiście telewizja. Nie było Internetu, nie było DVD, nie było nośników, które dzisiaj przybliżają artystę. Jeżeli wy jesteście zainteresowani jakąś określoną muzyką to szperacie, szukacie, w sklepie wszystko możecie kupić. To spotkanie z artystą kiedy przychodzicie na koncert jest zupełnie inne niż to kiedy my zaczynaliśmy. Ma to swoje plusy i minusy. Jeżeli wszystko się zobaczy zanim pójdzie się na koncert to ten koncert nie jest koncertem. Czeka się tylko na jakiś swój ulubiony utwór. A wtedy ludzie chcieli nas, jak to się mówi, jeść łyżkami, mieli ciągle niedosyt, no bo nie mogli nas na co dzień przy sobie mieć. To jest ta różnica. Dzisiaj artyści sięgają po szokujące rzeczy, żeby odróżnić się od pozostałych. My po prostu staraliśmy się być sobą, staraliśmy się się wszyscy zrobić to, co potrafimy najlepiej. Publiczność przychodziła i oceniała. Muszę przyznać że fakt formy, którą Zbyszek zaproponował, a my potem wykonywaliśmy, bardzo jej odpowiadał. Był i dowcip, i muzyka, i zmiana nastroju, i było słowo mówione. Nasz gitarzysta grał przepiękny romans na gitarze. Tworzyło się i klimat i komuś łezka się zakręciła. Miałam to szczęście, że akurat z takimi ludźmi współpracowałam i natrafiłam na takiego, człowieka jakim jest Zbyszek. Stawiał jakość tego, co robimy, na bardzo wysokim poziomie i bawiliśmy się tym. Byliśmy młodzi, otwarci na wszystko, więc były to piękne czasy. W sumie trudne i piękne jednocześnie, bo to była młodość. Gigant: Co daje pani taką satysfakcję, że jeszcze jest pani na scenie ? D.N: Fakt, że w dalszym ciągu mnie to bawi, jest piękną rzeczą, bo po tylu latach człowiek się jeszcze spełnia zawodowo i daje ludziom radość. Nie robimy sztuki dla sztuki, staramy się, aby utwory, które prezentujemy o czymś mówiły, żeby można je było do życia odnieść. Chyba to ludziom bardzo się podoba. Wszystko ma swoje podłoże, wszystko ma jakiś sens. Ta piosenka w tym momencie, a ta piosenka w innym



momencie. W tym roku Zbyszek ma 50-lecie pracy artystycznej, więc to wielka rzecz utrzymać się na rynku z muzyki. Oczywiście medialnie nie jesteśmy tak rozpropagowani jak kiedyś, z różnych powodów. Po prostu rządzą tym rynkiem różne prawa. Ale tak jak mówię - jeżeli ludzie przychodzą i dalej dajemy im wzruszenie i mówią że bardzo im się koncert podobał, ze niewiele jest tego typu koncertów które my proponujemy, satysfakcja w dalszym ciągu jest ogromna. Gigant: Jaki przyświecał państwu cel, gdy zakładaliście zespół ? D.N: To pytanie musiałbyś skierować do Zbyszka, ja doszłam do zespołu po roku. Po prostu to było jego marzenie. Każdy z nas ma swoje pasje i marzenia. Marzeniem Zbyszka było stworzyć tego typu zespół. Postawił wszystko na jedna kartę. Pracował wcześniej z formacją, która już zaistniała, miała swoje sukcesy, a jednak chciał coś swojego osiągnąć - od początku do końca. Miał swoją własną wizję i z konsekwencją ją zrealizował. Pożegnał kolegów z poprzedniego zespołu - Bractwo Kurkowe - i zainwestował swoje zarobione ciężko pieniądze we wszystko. Premiera Happy Endu odbyła się w Teatrze Wielkim w Łodzi. To konsekwencja Zbyszka, który zaplanował od początku do końca tę drogę, którą sobie obrał, realizował krok po kroku swój plan i udało mu się. Rzeczywiście ten zespół nas wyniósł na najwyższe szczyty. Gigant: Jakie jest pani największe marzenie ? D.N: Mamy dzieci, które są muzycznie uzdolnione, ale zupełnie w innych kierunkach się realizują. Na siłę nie można nikogo uszczęśliwić, więc do póki będę mogła i do póki ludzie będą mieli przyjemność z oglądania, słuchania tego, co mamy do zaproponowania, to będę to robić. Natomiast takim marzeniem moim jest, aby powstała formacja, ja to nazywam, Happy End New Generation. Każdy ma swoje pięć minut jeżeli chodzi o młodość, o swoje pragnienia, marzenia, o realizację, o sprawy zawodowe. Zbyszek w dalszym ciągu może komponować, pisać, a odtwarzać mogą zupełnie inne osoby. Moją największą radością byłoby, żeby ta nowa formacja mogła kontynuować tę muzykę, oczywiście z trendami, które wchodzą w życie, ale z jakąś taką filozofią. Tak jak mówię - ważny jest tekst. Największym szczęściem, pomimo różnych zawirowań, problemów, jest to, że zostawimy po sobie ślad. Jesteśmy w wielu domach, czy chcemy, czy nie chcemy, z naszą muzyką. Ludzie wiążą z nami czasami najpiękniejsze w życiu wspomnienia. To jest to, o co chodzi w tej pracy. I niech to tak trwa. Gigant: Dziękujemy za rozmowę. Szymon & Gosia



NOWE PANIE BURMISTRZ 21.05.2013r. odbyło się robocze posiedzenie XVIII Sesji Dziecięco Młodzieżowej Rady Miejskiej, w którym brały udział dwie przedstawicielki z Goliny. Maria Ratajczak - szkoła podstawowa oraz Magda Mróz - gimnazjum. W trakcie roboczego posiedzenia powstały trzy komisje, które miały za zadanie przygotować uchwały i wnioski , które gmina miałaby wcielić w życie. Powstała komisja Kultury i Organizacji Czasu Wolnego, Komisja Rozwoju Gminy i Miasta Jarocin oraz Komisja Edukacji i Inicjatyw Europejskich. Oczywiście w każdej z ustaw pojawił się wątek Goliny. Uczennice upominały się o odbudowy dróg, chodników, oświetlenie oraz nowoczesne wyposażenie dla szkół. Podczas sesji odbyło się głosowanie na komisję, w której skład wchodzi przewodniczący i wiceprzewodniczący Dziecięco- Młodzieżowej Rady Miejskiej. Przewodniczącą z ilością 9 głosów została Magda Mróz z naszego gimnazjum, a wiceprzewodniczącą Barbara Rutkowska z gimnazjum w Wilkowyi. Dziewczyny otrzymały od pana wiceburmistrza Mikołaja Kostki prezent wylicytowany w akcji WOŚP w 2013r. Przewodniczące 12.06.2013r. spędziły jeden dzień będąc… burmistrzem. Od godziny 11:00 pan burmistrz Stanisław Martuzalski spędzał czas z dziewczynami i opowiadał im o swojej pracy. Przekazał klucz do miasta, oraz zorganizował wycieczkę po Urzędzie Miasta i gminy Jarocin oraz po ratuszu. To już piąty Festiwal Stowarzyszeń!



Ponad trzydzieści organizacji zaprezentowało się swoje dokonania w niedzielę, 16 czerwca, w jarocińskim parku. Mieszkańcy gminy mogli zapoznać się z działalnością stowarzyszeń dzięki festiwalowi „Mamy Talent”, zorganizowanego już po raz piąty. Festiwal zaczął się o 15:00. Wtedy jarociński amfiteatr, teren przy Pałacu Radolińskich, Skarbczyk (ogólnie rzecz ujmując część parku miejskiego) zaczął tętnić życiem. Do parku przyszła młodzież, dzieci, a także osoby starsze, nie wspominając już o sportowcach, grupach tanecznych, wokalistach, grupach muzycznych czy też folklorystycznych, które prezentowały się na scenie amfiteatru. Stowarzyszenie działające przy Niepublicznym Gimnazjum w Golinie („Gimnazjum 2000”) reprezentowali: Anita Rutka, zespół Goltan oraz zwycięzca tegorocznego Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej- Mikołaj Nalewajko. Nie zabrakło atrakcji dla najmłodszych uczestników owego festiwalu. Dużo niespodzianek czekało na mieszkańców w okolicach pałacu. Były to m.in.: plener malarski, plac zabaw dla najmłodszych, obozowisko harcerzy z małpim gajem oraz pokazy i rozgrywki w miasteczkach sportowych. Głównym organizatorem owego przedsięwzięcia była Fundacja 750-lecia Jarocina przy współpracy z pozarządowymi organizacjami z Gminy Jarocin. Organizację imprezy dofinansowała Gmina Jarocin kwotą 10 tys. złotych. = = = = = = = = = = = = = Wywiad z prezesem Fundacji 750-lecia Jarocina, p. Bartoszem Palczewskim GIGant: Co to jest w ogóle ta fundacja? Czym się ona zajmuje? B.P.: Fundacja na początku była organizacją powołaną do życia przez



Gminę Jarocin w celu zorganizowania obchodów 750-lecia Jarocina. Jubileusz ten miał miejsce w 2007 roku, co oznacza, że główny cel Fundacji został osiągnięty. Od tego czasu Fundacja przekształciła się w organizację pożytku publicznego i wspiera działania mające na celu rozwój środowisk lokalnych, kultury i edukacji. Pomagamy również innym organizacjom pozarządowym w ich działalności. GIGant: Czy jest pan zadowolony ze swojej funkcji, jaką pan tam teraz pełni? B.P.: Przede wszystkim jestem zadowolony ze współpracy z pozostałymi członkami zarządu. Funkcja prezesa zarządu Fundacji nie ma większego znaczenia w momencie, gdy trzeba pracować. Wtedy nie liczy się, kto jest prezesem, kto skarbnikiem itd. GIGant: Z kim pan współpracuje? B.P.: Obecny skład zarządu Fundacji 750-lecia Jarocina stanowią: Agnieszka Borkiewicz - Dyrektor Biblioteki Publicznej w Jarocinie, Ilona Kaczmarek z Muzeum Regionalnego, Bożena Kubacka - Dyrektor Wydziału Oświaty w Urzędzie Miejskim w Jarocinie, Katarzyna Świderska z Wydziału Kontroli, Tomasz Jankowski – nauczyciel z Gimnazjum w Golinie, Tymoteusz Orszulak z Wydziału Promocji Gminy Jarocin. Praca w Fundacji wymaga również współpracy z innymi instytucjami, takimi jak Biblioteka Publiczna, Jarociński Ośrodek Kultury czy Muzeum Regionalne w Jarocinie oraz z organizacjami pozarządowymi. Naprawdę ciężko byłoby wymienić wszystkie osoby, z którymi współpracujemy. GIGant: Czy jest możliwość, aby ta fundacja zrobiła/zorganizowała coś w Golinie? B.P.: Oczywiście tak. I myślę, że dojdzie do tego już wkrótce. GIGant: Czy jest pan zadowolony z ostatnio zorganizowanego przedsięwzięcia? (mam tu na myśli Festiwal Stowarzyszeń) B.P.: Tak, bardzo. Festiwal Stowarzyszeń "Mamy Talent" to naprawdę duże przedsięwzięcie. Organizacja tej imprezy to kilka miesięcy ciężkiej pracy. W tym roku na scenach w amfiteatrze i na polanie przed pałacem Radolińskich zaprezentowało się prawie 800 osób z kilkudziesięciu stowarzyszeń. Przy organizacji takiego przedsięwzięcia zawsze są obawy, czy się uda, czy pogoda dopisze, czy mieszkańcy przyjdą. W tym roku wszystko wyszło dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy, a szczególne wyrazy uznania kieruję do pani Katarzyny Świderskiej i pani Bożeny Kubackiej, bo to one włożyły najwięcej wysiłku w zorganizowanie tego Festiwalu. Sandra Wolicka



Miss nastolatek 2013r. W dniu 01.06.2013r. w kinie „ Komeda ” w Ostrowie Wielkopolskim odbył się finał „Miss Wielkopolski nastolatek”, w którym zwyciężyła Kornelia Taczała z Witaszyc. GIG- ant postanowił przeprowadzić wywiad z Kornelią. GIGant :Co spowodowało że zgłosiłaś się do konkursu? Kornelia Taczała: Do castingu namówiła mnie moja wspaniała mama , która zawsze mnie wspierała i uważała, że mam szanse zdobyć coś w tym konkursie. GIGant: Jak czułaś się, gdy twoje nazwisko pojawiło się na listach kandydatek do następnych etapów? K.T: Byłam bardzo szczęśliwa, ponieważ nie myślałam, że tak daleko zajdę. Było to dla mnie niesamowite przeżycie. GIGant: Ile sesji zdjęciowych już miałaś? K.T: Miałam 5 sesji zdjęciowych, nie licząc tych, które niedługo będą. GIGant: Czy twoi rodzice nie mieli żadnych obiekcji, że już w tak młodym wieku interesujesz się modelingiem? K.T: Moi rodzice jak najbardziej mnie wspierali i zachęcali do tego. GIGant: Czy sama uczyłaś się chodzenia po wybiegu? Czy miałaś jakieś specjalne lekcje? K.T: Wszystko sama robiłam. Uczyłam sie chodzenia na szpilkach i po wybiegu, a że sprawia mi to największą przyjemność i radość, to nie mam z tym problemu . GIGant: Jak na twoje poczynania zareagowali



twoi rówieśnicy? Koleżanki były zazdrosne? K.T: Tak, większość koleżanek była zazdrosna, lecz reszta bardzo sie cieszyła z mojego sukcesu . Rówieśnicy gratulowali mi i czekali na dalszy rozwój sytuacji. GIGant: Jak twoi nauczyciele zareagowali na twój pomysł, żeby zostać modelką w tak młodym wieku? K.T: Nauczyciele nie wiedzieli o tym od samego początku, dopiero jak zaczęłam osiągać sukcesy, wszystko sie wydało. Ale myślę, że są ze mnie dumni i trzymają za mnie kciuki. GIGant: Jakie odczucia towarzyszyły ci, kiedy znalazłaś się w ścisłej czołówce? K.T: Nie mogłam uwierzyć ze jestem wśród 24 najpiękniejszych Wielkopolanek. Bardzo się cieszyłam. GIGant: Kiedy zostałaś Miss, co poczułaś? K.T: Byłam w szoku kiedy, wyczytali moje imię. Rodzina krzyczała, wiwatowała, a ja nie wiedziałam, co sie dzieje. Musiałam ochłonąć i wtedy wszystko do mnie dotarło. Jestem bardzo zadowolona. GIGant: Co czeka cię w najbliższym czasie? K.T: W najbliższym czasie czekają mnie wywiady, sesje, reklamy oraz co najważniejsze - Finał Miss Polski 2013. GIGant: Ile waży twoja korona? K.T: Tak naprawdę nie wiem, ile waży, ale jest ciężka. Gratulujemy tytułu i przepięknej korony. Życzymy dalszych sukcesów podczas wyborów Miss Polski. Trzymamy kciuki. Alicja Młodzi, ale zdolni W naszej szkole jest wielu młodych ludzi, którzy pasjonują się "czymś" i są w tym naprawdę dobrzy. Robią coś więcej niż siedzenie przed komputerem czy telewizorem. Poświęcają swój wolny czas temu, co kochają. Przeprowadziliśmy wywiady z kilkoma osobami mającymi różne pasje. Anita Rutka - uczennica klasy III a naszego gimnazjum. Jej pasją jest śpiewanie, a na swoim koncie mimo dość młodego wieku ma wiele osiągnięć. GIGant: Jak zaczęła się twoja przygoda ze śpiewaniem? Anita Rutka: Moja przygoda ze śpiewem zaczęła się w 6 klasie gdy pani Kinga Słowik wybrała mnie do śpiewania na apelu (chodziłam wtedy jeszcze do szkoły w Potarzycy). Później pani Aleksandra Figaj widziała, że w miarę potrafię śpiewać, więc wybierała mnie do śpiewania w szkole na apelach itd. Później pan Tomek Paks wysłał mnie na III Festiwal Piosenki Gimnazjalnej do Goliny. Wtedy dostałam moja pierwsza małą nagrodę. Zmieniłam szkole i przeniosłam się do Goliny, no a tutaj to z panem Jankowskim i Czaplickim jeżdżę na konkursy. Bardzo się cieszę, że mam taka możliwość. GIGant: Co ci daje to, że śpiewasz? A. R.: Śpiewając spełniam swoje marzenie, bo zawsze chciałam śpiewać tylko strasznie się denerwuje. Śpiewając zapominam o wszystkim. GIGant: Jakie masz osiągnięcia na swoim



koncie? A. R.: W 1 klasie wyróżnienie na III Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej w Golinie, w 3 klasie I miejsce w Wojewódzkim Konkursie Piosenki Religijnej , wyróżnienie w Kobiernie, 3 miejsce na V Festiwalu Piosenki Gimnazjalnej w Golinie, 3 miejsce na III Festiwalu Piosenki Angielskiej w Jarocinie. GIGant: Czy swoją przyszłość wiążesz ze śpiewaniem? A. R.: Bardzo bym chciała w przyszłości robić coś związanego z muzyką, ale teraz to tylko zabawa. * * * Gosia Jelak - uczennica klasy II b naszego gimnazjum. Pasjonuje się fotografią. Często podczas różnych imprez w Golinie można ją spotkać z aparatem w dłoni. GIGant: Od kiedy fotografujesz i jak to się zaczęło? Gosia Jelak: Zaczęłam fotografować 3 lata temu. Na początku korzystałam z aparatu siostry, kombinowałam, żeby robić jak najfajniejsze ujęcia . Po pół roku kupiłam swoją własną lustrzankę, wtedy zdjęcia robiłam praktycznie codziennie. GIGant: Czym dla ciebie jest fotografia? G. J.: Fotografia to dla mnie sposób na pokazanie emocji, które po uwiecznieniu zostają z nami na zawsze. GIGant: Planujesz robić to dalej ? G. J.: Pewnie, że tak ! Oprócz robienia fotek krajobrazowych, w rodzinnym gronie czy z znajomymi, chętnie jeżdżę na sesje fotograficzne i naprawdę to lubię ! Chciałabym, żeby było ich więcej, bo mogę przy okazji się uczyć. Kto wie, może kiedyś fotografia nie będzie tylko moją pasją, ale również pracą. GIGant: W jakich konkursach fotograficznych brałaś



udział ? G. J.: Zdarzyło mi się wystartować w konkursach. Przyznam, że specjalnie nie lubię robić zdjęć pod jakiś określony temat konkursu. Czasami zamieszczone na moim blogu zdjęcia z sesji udostępniam na fotoforum czy też wystawiam do konkursów i bitw organizowanych na tym portalu, np. Uśmiech miesiąca. * * * Sandra Wolicka - uczennica klasy III a naszego gimnazjum. Jest członkiem zespołu tanecznego "GOLtan". GIGant: Co spowodowało, że zapisałaś się do "GOL-tanu"? Sandra Wolicka: Wydaje mi się, że powodem dołączenia do grupy było to, że od dziecka bardzo lubiłam tańczyć. Gdy miałam już 6-7 lat, tata uczył mnie tańczyć dwa na jeden czy też walczyka. Patrząc na to, jak tańczyłam w podstawówce, a teraz, to wydaję mi się, że jest duża poprawa. Osoby, które myślą, że kółko taneczne nic nie daje, są w błędzie. Nie wyobrażam sobie teraz wyjść z gimnazjum i



rozstać się z panią oraz dziewczynami. Wiem, że będzie mi tego strasznie brakować, ale mam nadzieję, że uda mi się moją przygodę z tańcem kontynuować w szkole ponadgimnazjalnej. GIGant: Jakie osiągnięcia, jako grupa, macie na swoim koncie? S. W.: Osiągnięcia są różne... Zależy, czy chodzi o podstawówkę, czy o gimnazjum. W podstawówce jeździłyśmy tylko na konkurs do Cielczy, gdzie przeważnie zajmowałyśmy III miejsce. W gimnazjum doszedł konkurs aerobiku. W zeszłym roku miałyśmy I miejsce w powiecie, III w rejonie, a XV w województwie. W tym roku zajęłyśmy to samo miejsce w powiecie, w rejonie awansowałyśmy na drugie, natomiast w województwie spadłyśmy na miejsce XVIII. Z roku na rok poziom jest wyższy, ale życzę dziewczynom sukcesów na następne lata i wierzę w to, że dadzą radę! Będę je widywać na zawodach aerobiku w ZSP1, więc będę im z całego serca kibicować. GIGant: Czy w przyszłości masz zamiar tańczyć zawodowo? S. W.: Szczerze mówiąc moim takim cichym marzeniem jest w przyszłości otworzyć własną szkołę tańca. Chciałabym pracować z małymi dziećmi. Tak czy siak, chciałabym iść na studia związane z rytmiką. Wiem, że nie jest tam łatwo, ale jeżeli bym się zawzięła, to dałabym radę. Mam nadzieję, że się uda * * * Szymon Mankiewicz - uczeń klasy III b naszego gimnazjum oraz pomocnik zespołu GROM Golina. GIGant: Jak to się stało, że należysz do GROMu? Szymon Mankiewicz: W podstawówce jak graliśmy różne zawody piłkarskie, otrzymywałem zaproszenia od pana Sebastiana Waszkiewicza, jednak dopiero po przyjściu do gimnazjum zostałem

Magda Mróz - uczennica klasy III c naszego gimnazjum, ale także nasza redaktor naczelna. GIGant: Jak to jest być redaktorem naczelnym? Ciężka praca? Magda Mróz: Jak każde poważne stanowisko, niesie za sobą trochę obowiązków, jednak pomimo to jestem traktowana i czuję się jak zwykła dziennikarka gazetki.

piłkarzem Gromu. GIGant: Czym jest dla ciebie piłka nożna? Sz. M.: Piłka nożna jest dla mnie bardzo ważna. Jest to dla mnie pewna część mojego życia. Codziennie mam kontakt z piłką. Od małego trenowałem, wtedy jeszcze pan Jacek Włoch kształtował mnie w graniu w piłkę nożną, za co jestem mu bardzo wdzięczny. GIGant: Swoją przyszłość wiążesz ze sportem? Sz. M.: Tak, sport jest dla mnie czymś ważnym, nie chce go zostawiać. Mimo różnych obowiązków, sport będzie na pierwszym miejscu. GIGant: Czego można by życzyć Tobie i GROMowi w obecnym sezonie? Sz. M.: Dla mnie najważniejszy jest zespół. Żeby chłopaki nigdy się nie poddawali, walczyli do końca. Żebyśmy powalczyli o miejsce na podium w lidze, to jest taki nasz cel. * * *

Jak widać w naszym gimnazjum jest wielu młodych, ale i zdolnych uczniów. Dobrze, że mają pasję i życzymy im, aby wszystko, czego pragną, udało im się. Nie są to oczywiście wszystkie osoby, które mają talent, ponieważ wszyscy nie zmieściliby się w całym tym numerze GIGanta. Angelika

To dość specyficzne uczucie, bo w końcu ktoś musiał mnie wybrać. Cieszę się, że ktoś zauważył, ile pracy i serca wkładam w to, co robię. GIGant: Dużo czasu poświęcasz dla redakcji Giganta? M. M.: Czy dużo czasu? Hm. Poświęcam nieco więcej niż w latach poprzednich. Mam zdecydowanie więcej materiału i wywiadów gdzieś na wyjeździe, co pomaga mi łatwo nawiązywać kontakty z nowymi ludźmi. GIGant: Czujesz się w jakiś sposób wyróżniona, jako redaktor naczelny? M. M.: Oczywiście! To jakby dyplom albo medal za to, że ktoś się starał. Zależy mi na tym stanowisku. Lubię to, co robię, sprawia mi to przyjemność. A przecież to jest najważniejsze. GIGant: Kończysz już gimnazjum, a tym samym pracę redaktora. Czego życzysz swojemu następcy? M. M.: Życzę mu, aby wytrzymał comiesięczną presję, aby wszyscy byli z niego zadowoleni, żeby przyjemnie mu się pracowało. Mam nadzieje, że zadowoli wszystkich i będzie pracował jeszcze ciężej niż ja!



Sprawdzali swoją wiedzę humanistyczną 6 czerwca 2013 (czwartek) w murach golińskiego gimnazjum odbył się powiatowy „Omnibus Humanistyczny”. Uczestnicy sprawdzali swoją wiedzę z przedmiotów humanistycznych. W konkursie wystartowało 6 szkół: Wilkowyja, Rusko, Cielcza, Gimnazjum Społeczne Jarocin, Gimnazjum nr 3 oraz nr 5 w Jarocinie. Z każdej szkoły po 3 reprezentantów (jeden z I klasy, II i III gimnazjum). Konkurs rozpoczął się o 8.30 testem pisemnym. Później rozpoczęła się „część ustna”. Uczestnicy musieli zmierzyć się z pytaniami w różnych kategoriach, m. in.: architektura, malarstwo, film, Nobel, muzyka oraz wykryć i poprawić błędy językowe w filmach przygotowanych przez uczniów Niepublicznego Gimnazjum, a także słysząc cytaty z lektur podać jej tytuł, autora książki i bohatera. Na pierwszy ogień poszli uczniowie z klas pierwszych. Uczestnicy z wszystkich trzech kategorii wiekowych mieli do wyboru pytania za jeden albo dwa punkty. Walka była wyrównana, a poziom wysoki. W kategorii klas pierwszych zwyciężył Marcin Przymus z Gimnazjum Społecznego w Jarocinie zyskując 27 punktów; wśród klas drugich najlepszy okazał się Bartosz Orpel z Gimnazjum w Rusku zyskując 25 punktów. Na koniec, po bardzo długiej dogrywce, zwyciężyła Edyta Kiełbowska z Gimnazjum w Cielczy, zdobywając 31 punktów. Dzielnie walczyła o ten jeden punkt przewagi z Filipem Sieradzkim z Wilkowyi, który koniec końców poległ na zasadach ortograficznych. W klasyfikacji zespołowej zwyciężyło Gimnazjum Społeczne w Jarocinie. Wszyscy laureaci oraz zwycięska szkoła otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz książki. Oto co na temat konkursu powiedzieli uczestnicy: Konkurs Omnibus Humanistyczny jest konkursem złożonym z wielu pytań z najróżniejszych dziedzin. Większość pytań była dość prosta, niektóre też mnie zaskoczyły. Poziom trudności był zróżnicowany, szczególnie w części pisemnej. Uważam, że pytania mogłyby być bardziej szczegółowe. Moim zdaniem konkurs może wygrać osoba nawet nie będąca dobra z polskiego, ponieważ pytań dotyczących tej dziedziny było stosunkowo niewiele. Mówiąc jednak o całości i przebiegu konkursu moja ocena jest pozytywna – Bartosz Orpel (G. Rusko), zdobywca I miejsca w kategorii klas pierwszych. Konkurs był bardzo przyjemny. Aż się chciało ,,popisywać" swoją wiedzą! . Niektóre pytania z serii tych łatwiejszych niekiedy okazywały się trudniejsze , ale to nic. Wydaje mi się, że wszyscy świetnie się bawili, a komisja była bardzo wesoła i nie oceniała ostro - Adrianna Garsztka (G. Społeczne), zdobywczyni IV miejsca w kategorii klas trzecich. Bardzo dobra organizacja, miła atmosfera. Nawet nie było czuć rywalizacji. Dobry pomysł z wyświetlaniem punktów - Edyta Kiełbowska (G. Cielcza), zdobywczyni I miejsca w kategorii klas trzecich. Sandra Wolicka



Wywiad z prezesem Gromu p. Tomaszem Raźniakiem GIGant: Jak pan ocenia ostatni sezon? Tomasz Raźniak: Ostatni sezon był pełen paradoksów - nasze dwie drużyny spisały się zupełnie inaczej niż zakładaliśmy na starcie rozgrywek. Juniorzy zajęli wysokie 4 miejsce, mimo że rywalizowali z silnymi, starszymi drużynami, co jest bardzo dużym sukcesem chłopaków i ich trenerów! Zawiedli natomiast młodzicy, którzy nie mogą się pochwalić dobrymi wynikami. Zanotowali zdecydowanie najgorszy sezon w swojej historii występów, ale pocieszające jest to, że piłkarsko nie prezentowali się jakoś słabo na tle rywali. Wręcz przeciwnie, dominowali, ale brakowało czasami zwykłego szczęścia. GIGant: Kto odpowiada za szkolenie piłkarzy Gromu? T.R.: W klubie mamy obecnie 4 szkoleniowców - po dwóch dla każdej drużyny. Juniora szkoli duet Sebastian Waszkiewicz - Piotr Kowalczyk, a młodzika Grzegorz Walczak, któremu od zimy pomaga Łukasz Goździaszek, wychowanek naszego klubu. Szukamy cały czas trenera dla bramkarzy. GIGant: Którzy piłkarze zasługują na szczególną pochwałę? T.R.: Trudno jest zawsze wyróżniać indywidualnie w sporcie zespołowym, ale mnie szczególnie podobała się gra Jakuba Szymkowiaka, Krzysia Gładczaka oraz Patryka Bartniczaka wśród juniorów, a wśród młodzików podobali się Łukasz Walczak Patryk Migalski, no i największe odkrycie minionego sezonu - Miłosz Wachowiak. GIGant: Z boiska zniknął historyczny obiekt - słynny barak. Dlaczego? T.R.: Barak, który był pierwszą szatni, musiał zniknąć, ponieważ nie spełniał już swojej roli po wybudowaniu nowego magazynu na sprzęt do utrzymania trawy i boiska, a ponadto zaczął trochę już szpecić swoim wyglądem otoczenie naszego obiektu. GIGant: Straszą trybuny golińskiego stadionu. Będzie remont? T.R.: Tak, wiem, trybuny straszą, ale nie ma sensu ich naprawiać, dopóki nie ogrodzimy boiska, bo wtedy będą bezpieczniejsze przed "sympatykami" naszego boiska. GIGant: Czy jest szansa na ogrodzenie boiska lub boisk? T.R.: O ogrodzenie staramy się już od kilku lat. Mamy zrobioną wycenę kosztów, złożone pismo w gminie o wsparcie budowy ze strony władz gminnych, duże wsparcie i lobbing naszych radnych oraz pana sołtysa, ale wciąż nie mamy zielonego światła do rozpoczęcia inwestycji. GIGant: Kto wspiera Grom, kto sponsoruje? T.R.: Głównym źródłem utrzymania klubu jest dotacja z gminy Jarocin, niestety z roku na rok coraz mniejsza, co jest bardzo niezrozumiałe. Mamy kilku stałych sponsorów m.in. Bank Spółdzielczy Jarocin, OSM Jarocin, firmy Rolmex z Cielczy oraz Polagro z Goliny. Wspierają nas także Stow. „Gimnazjum 2000 w Golinie”, Sołectwo GolinaStefanów, Kółko Rolnicze z Goliny, pan Biernacki. Mamy w planach pozyskać nowych sponsorów i darczyńców, ale nie są to łatwe tematy i rozmowy w obecnej sytuacji gospodarczej. GIGant: Jak wygląda kondycja finansowa klubu? T.R.: Na ten temat większa wiedze posiada pewnie nasz klubowy



skarbnik, ale z tego co mi wiadomo, czeka nas trudny rok. Mamy 3 tys. mniej dotacji oraz odpadło nam 2 tys. od sołectwa na utrzymanie boiska. Musimy znaleźć pieniądze, aby pokryć te straty, co jest nie lada wyzwaniem dla zarzadu. GIGant: W maju wybrano nowe władze Gromu. Są jakieś zmiany? T.R.: Zarząd naszego klubu poszerzył się o dwie nowe osoby - Marcina Półrolniczaka i Wojciecha Radomskiego. Są to młodzi goliniacy na których liczę. Sądzę, że wniosą sporo ożywienia do pracy w klubie. Szczególnie liczę na Marcina, że pomoże nam w kontaktach z władzami samorządowymi, z którymi ma styczność w pracy radnego. Pozostałe skład i funkcje w zarządzie i komisji rewizyjnej pozostały bez zmian. GIGant: Plany na najbliższy sezon? T.R.: Chcemy wystawić w nadchodzącym sezonie na pewno 2 drużyny junior starszy i trampkarz młodszy, natomiast w tym tygodniu zapadnie decyzja czy wystawimy trzecią ekipę - orlika rocznik 2003 i młodsi. GIGant: Chodzą słuchy, że wkrótce ruszy Bklasa. T.R.: Na ostatnim walnym zebraniu zapadła decyzja, że spróbujemy na bazie naszych juniorów reaktywować seniorską piłkę w Golinie. Potrzebujemy jeszcze tylko akceptacji mieszkańców. Zapytamy ich na zebraniu wiejskim we wrześniu czy jest w ogóle zapotrzebowanie na to. Jeśli tak, to postaramy się zgłosić drużynę do rozgrywek w sezonie 2014/15. Byłoby świetne, tym bardziej, że za dwa lata klubowi stuknie 20 lat. GIGant: Pana marzenia, oczekiwania jako prezesa. T.R.: Moje marzenia to ciągłe inwestowanie w naszą bazę. Ogrodzenie boisk, remont trybun, w przyszłości może wybudowanie boiska ze sztuczną trawą na miejscu aktualnego bocznego z oświetleniem, żeby można było trenować jesienią późnym popołudniem. Sportowo marzy się dobra drużyna seniora w Aklasie oraz żeby zawsze mieć 2-3 drużyny młodzieżowe. A



finansowo, żeby nam się objawił w Golinie człowiek, który zainwestuje trochę pieniędzy w nasz klub, taki goliński Abramowicz... Redakcja GIGanta: Red.nacz.: Magda Mróz, Dziennikarze: Agata Barczak, Małgorzata Jelak, Hubert Kucharski, Angelika Lisiecka, Marta Łukaszewska, Amanda Pawlicka, Szymon Radziejewski, Weronika Teodorczyk, Olga Wojtczak, Sandra Wolicka, Alicja Zaworska. VII SPOTKANIE MŁODYCH LEDNICA 2000 1 czerwca 2013 roku odbyło się kolejne, czyli XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000. Oczywiście nie zabrakło w nim młodzieży z golińskiego gimnazjum. W spotkaniu wzięli udział również: ojciec Jan W. Góra OP, Szymon Hołownia oraz szczególny gość czyli prezydent RP –Bronisław Komorowski. Zabawa jak co roku była przednia, a pogoda mimo chwilowych opadów sprzyjająca. Cały dzień panowała wspaniała atmosfera. Tłumy ludzi tańczyły, śpiewały oraz modliły się wspólnie. Oficjalne rozpoczęcie spotkania odbyło się o godzinie 17, natomiast zakończenie nastąpiło o godzinie 24, podczas którego odbyło się przejście przez Bramę III Tysiąclecia. A oto krótka historia spotkań lednickich: pierwsze odbyło się 2 czerwca 1997 roku. To miało być pierwsze i ostatnie spotkanie. Odbywało się ono w atmosferze niecierpliwości i oczekiwania około dwudziestu tysięcy młodych ludzi na znak bliskości papieża, który nie mogąc w nim uczestniczyć osobiście, nadlatuje nad Bramę Rybę helikopterem. W obecności relikwii św. Wojciecha, które przywieziono z Gniezna, odtworzono z kasety magnetofonowej przemówienie Jana Pawła II. Już os pierwszego lednickiego spotkania jego nieodłącznym elementem jest przejście Bramę. Podczas pierwszego spotkania nikt nie myślał, że to dopiero początek wspaniałej przygody i długiej drogi, która zjednoczy tylu ludzi. Spotkania na Polach Lednickich organizowane są przez cały rok. Odbywają się wtedy dla dzieci, seniorów oraz motocyklistów. Jednak największe z nich to spotkanie młodych. Naprawdę wato odwiedzić Pola Lednickie. Termin kolejnego spotkania młodych zapowiedziany jest na 7 czerwca 2014 r.