Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






G A Z E T K A S Z K O L N A

REDAKCJA

Spis treści Co potem? ................................ 3 Sumo to nie "nudny sport dla grubasów................................. 6 "All the things we didn't say" Sara Shepard .......................... 8 KĄCIK POETYCKI .................. 10 SUCHAR POLSKI ................... 14 PRZEPIS NA ŻYCIE - LUDWIKA DĄBROWSKA ........................ 16 Pełna kontrola pyrrusowym zwycięstwem? ....................... 24 Morderstwo dobrą metodą poznawczą? .......................... 26

Redaktor Qmama: Natalia Chmara Dziennikarze: Oliwer Dybaś Maciej Janas Natalia Hoffmann Alicja Jakubiak Sara Sitko Daria Brodzik Opiekun merytoryczny: p. Joanna Michałowska DOŁĄCZ DO NAS! Jeżeli chciałbyś spróbować swoich sił jako dziennikarz lub grafik, skontaktuj się z p. Joanną Michałowską lub napisz do nas: herbertonvlo@wp.pl Czekamy na Ciebie! ;) Co potem?
Dnia 24 grudnia, jak co roku, większość z nas usiądzie do wigilijnych stołów, podzieli się opłatkiem i spędzi czas z najbliższymi.
FELIETON Herberton

Przez dwa kolejne dni będziemy odwiedzać krewnych albo oni będą odwiedzać nas i w radosnej atmosferze przeżyjemy ten cudowny czas „narodzenia Pana”. Świat na kilkadziesiąt godzin (Wigilia + dwa świąteczne dni) zapomni o wszystkich sporach i problemach. Zastanówmy się jednak: co potem? W wigilię Bożego Narodzenia sklepy czynne są zazwyczaj do 15. Od samego rana trwa tam szaleństwo i bieganina między półkami. W domach natomiast szaleństwo i bieganina między pokojami a kuchnią, a na podwórkach szaleństwo i bieganina wokół samochodu, który przez caaaaały rok może być brudny, ale w święta nie. Kiedy już wszystkie okna są umyte, podłogi wypastowane, sałatki pokrojone, a ryby usmażone: SIADAMY. Nikt wtedy nie pamięta o ostatniej kłótni z wujkiem, który siedzi obok, o babci, która z niedzielnego obiadu w czerwcu wyszła oburzona poglądami wnuka, o córkach, kuzynkach, ciotkach, kuzynach, synach i dziadkach, z którymi

Herberton FELIETON

do tej pory mieliśmy nie najlepsze kontakty. Jedni nazywają to magią świąt, ja jednak zastanawiam się, czy nie jest to zwykła hipokryzja? Świat w Wigilię o 16 staje w miejscu. Zatrzymuje się zegar pędzący do tej pory z zawrotną prędkością. Wszystkie grzechy odpuszczone, wszystkie winy wybaczone. Ale czy tak zostaje? Czy nie jest tak, że po dwóch dniach wszystko wraca do „normy”? Rusza maszyna i zatrzymuje się za rok? I znów nie rozmawiamy z wujkiem, babcia nie przychodzi na obiady w niedziele, a córki, kuzynki, ciotki, kuzyni, synowie i dziadkowie stają się nam … trochę obcy? Myślę, że warto by się zastanowić nad tym, czy to, co robimy w święta, jest poprawne i czy nie robimy tego, „bo tak wypada”.

FELIETON Herberton

W imieniu redakcji "Herberton" życzę naszym czytelnikom przede wszystkim bycia szczerym wobec siebie, mniej hipokryzji oraz oczywiście spełnienia wszystkich marzeń! Sara Sitko Sumo to nie "nudny sport dla grubasów"
Sumo w Polsce...  Czemu nie?
Herberton FELIETON

Czy zastanawialiście się kiedyś nad fenomenem tego sportu w Kraju Kwitnącej Wiśni? Dlaczego w Polsce nie może nawet w najmniejszym stopniu zaistnieć? Przyglądając się trochę bliżej tej dyscyplinie,  spróbujemy odpowiedzieć na te wyżej postawione pytania. Przede wszystkim: sumo – rodzaj zapasów znany od VIII wieku. Polem walki jest koło o średnicy 4,55 m. Sam pojedynek polega na wypchnięciu przeciwnika poza pole walki lub spowodowaniu, aby dotknął powierzchni „dohyo” (czyli to pole) – jakąkolwiek inną częścią ciała, niż podeszwy jego stóp. Sumo jest sportem nawiązującym do historii i kultury Japonii. Przed rozpoczęciem walki zawodnicy (nawet ponad 150 kg) rzucają przed siebie garść soli w celu oczyszczenia areny, po czym wykonują tzw. shiko. Czynność ta polega na przenoszeniu ciężaru ciała z nogi na nogę, podnoszeniu ich kolejno w górę i opuszczaniu z mocnym uderzeniem w podłoże. Robią to,  aby przepędzić złe moce. Następnie wchodzą do środka kręgu, kłaniają się i przyjmując pozycję kuczną, wykonują rytuał o nazwie chirichōzu. Sędzia (pochodzący

FELIETON Herberton ciała znacznie przekraczająca 200 kg. To co - kiedy w Słupsku powstanie sekcja? Maciej Janas

z rodu specjalizującego się w tym zadaniu) występuje w stroju kapłana shintō. Pod areną złożone są ofiary dla bóstw, a nad nią wisi dach, który przypomina, że niegdyś zawody odbywały się w świątyniach. Sumo jest żywym przykładem obrzędu sintoistycznego (religia japońska). Zawodnicy podzieleni są na 6 grup, tzw. dywizji (jak wagi w boksie od najlżejszej do najcięższej). Sześć razy w ciągu roku biorą udział w rozgrywanych w miesiącach nieparzystych turniejach cesarskich. O aktualnym miejscu zapaśnika w rankingu decyduje wynik uzyskany w turnieju cesarskim. Pod koniec XX wieku w walkach sumo zaczęły zachodzić pewne dość charakterystyczne przeobrażenia. Do grona zawodników zawodowo uprawiających sumo dołączyli przedstawiciele innych nacji, co przez wiele stuleci było nie do pomyślenia. Na początku lat 90. byli to Amerykanie pochodzenia hawajskiego: Yokozuna Akebono, Ozeki Konishiki oraz Yokozuna Musashimaru. Wnieśli oni do sumo nową wartość, jaką były fenomenalne wręcz warunki fizyczne, nieosiągalne w zasadzie dla rdzennych Japończyków: wzrost ponad 2 m i waga RECENZJA KSIĄŻKI
"All the things we didn't say" Sara Shepard
Herberton RECENZJA

Każda rodzina ma swoje sekrety, często bardzo długo trzymane pod kloszem tajemnicy. Niektóre z nich są  z pozoru niewinne - drobne kłamstwo lub przekręcone słowa, które już nigdy nie ujrzą światła prawdy. Jednak są i takie, które potrafią spędzić sen z powiek. Tak też było w przypadku Summer. Koszmar zatartych wspomnień o ciele dziewczyny porzuconym na zboczu drogi w środku nocy, tragicznym wypadku samochodowym i nagłym zniknięciu matki...

RECENZJA Herberton

Z biegiem lat, Summer dorasta w przekonaniu, że los został zapisany w naszych genach, które jednocześnie definiują ścieżkę życiową, którą cały czas podążamy. Jej dzieciństwo jest naznaczone przez niewyjaśnioną nieobecność matki i obłęd ojca, który zatraca się w chorobie psychicznej, po zniknięciu ukochanej żony. Mężczyzna staje przed wyzwaniem samotnego wychowania córki i stawienia czoła sekretom, które dawno pogrzebane, zaczynają o sobie przypominać w najmniej odpowiednich momentach. "All the things we didn't say" to książka o moralnych dylematach, poświęceniu w imię bliskich, ludzkiej psychice i o nieustającej walce ze samym sobą, którą każdy z nas stoczył niejeden raz w swoim życiu. Natalia Hoffmann KĄCIK
POETYCKI
Herberton WYWIAD

"Wyznania samobójcy" W tym miesiącu w naszym kąciku poetyckim zagości uczennica klasy 2B -  Emilia Milczarek. Niedawno wydała ona swój tomik wierszy pt. „Wyznania samobójcy”. Miałam przyjemność porozmawiać z nią o tym, co czuje, będąc młodą debiutantką oraz co zamierza dalej! Gorąco zapraszam do lektury! Jak to się stało, że wydałaś tomik? Hm.. Pewnego sierpniowego dnia, gdy byłam z mamą na cmentarzu, naszła mnie myśl, że bardzo chciałabym coś zrobić ze swoimi wierszami. Rozmawiałam o tym z mamą i wymyśliłyśmy parę opcji. Zabawne jest to,  a nawet trochę niewiarygodne, bo zaczęłyśmy z mamą się śmiać i żartować, że mówimy tacie, aby pomógł mi osiągnąć wymarzony cel. Braciom moim pomógł, to mi też by mógł! Po powrocie do domu, napisałam do dwóch wydawnictw, w tym do SORUSA. Następnego dnia siedzę jakby nigdy nic i nagle dzwoni telefon. Zazwyczaj nie odbieram od nieznajomych, ale tym razem coś mnie

WYWIAD Herberton

podkusiło i odebrałam. W ogóle na początku nie usłyszałam, kto dzwoni i tak sobie gadam. Po czym zrozumiałam, co się dzieje. To był dla mnie szok, gdy pani powiedziała: "Czy jest pani zainteresowana współpracą?". I tak się wszystko zaczęło. Potem podpisanie umowy, korekty, wybór okładki i moje dzieło jest skończone! Co było dla Ciebie największą inspiracją? I czy w ogóle coś takiego było? Hm.. Moje inspiracje. Tak naprawdę czerpię je ze wszystkiego, chociaż najbardziej moje emocje dyktują mi, co mam pisać. Piszę pod wpływem impulsu, w przypływie wielu emocji, niestety często sa one bardzo złe. Jednak np. wiersz "Ona" powstal po tym, jak jakiś staruszek mi się przyglądał, po czym za to przeprosił i powiedział mi,  że przypominam mu jego znajomą z młodości. Sama sobie już później dopisałam historię. To tak, jakby ktoś na moim płótnie namalował parę czarnych kresek, a ja do tego mogę domalować masę różnych kolorów, które stworzą historię. Hm..,  pamiętam jeszcze, że "Świat ubolewa" powstał, gdy miałam swego rodzaju kryzys egzystencjalny. Siedziałam w swoim pokoju, ale czułam się, jakby mnie tam nie było. Stworzyłam więc w tym wierszu wyobrażenie tego, jakby świat wyglądał, gdybym odeszła. Z kolei "Smutna opowieść" jest inspirowana "Malym księciem". Zatem jak wiadać, lubię czerpać inspiracje z różnych sytuacji. Już myślę nad kolejnym cyklem wierszy, jednak inspiracja bedzie określona. Niemniej jednak póki co, niech zostanie to moją tajemnicą. Czy masz w swoim tomiku ulubione wiersze? Jeśli tak, to dlaczego właśnie te? Na pewno moim ulubionym wierszem jest "Mamo..."- ma dla mnie duże znaczenie, ponieważ jak wiadomo napisałam go dla mamy. Niestety, nie powstało to  w normalnych okolicznościach. Pisząc to, chciałam dodać otuchy mojej mamie, która trwała przy mnie, gdy widziała, jak bliska jestem śmierci. Jestem jej za wszystko wdzięczna i chcę,

Herberton WYWIAD

by pamiętała, że zawsze będę przy niej. "Palatyn" jest słodkim wspomnieniem wakacji w Rzymie. Lubię te wiersze, które nie przypominają mi  o złych rzeczach. "Przysięga" jest też jednym z moich wierszy, które dobrze mi się czyta. Szczerze mówiąc, nie wiem, czemu aż tak lubię ten utwór, może ze względu na to, że jest to jakaś część uczuć do ukochanej. Czy wiążesz z poezją swoje plany na  przyszłość? Ojejku. Przyszłość to bardzo trudny temat w moim przypadku. Oczywiście, chcę, by była, ale jeszcze nie wiem, jak miałaby wyglądać. Raczej dalej bedę pisać. Niestety nie wyżyję z tego. Intensywnie też ostatnio myślę, by napisać książkę psychologiczną, więc jednak chciałabym, aby moja pasja mogła też być moją pracą. Marzą mi się też pogadanki w szkołach na tematy tabu, typu samobójstwa, depresje itd. "Dorośli" boją się tego dotykać, ale jest to potrzebne, dlatego chcę dalej pisać i pomagać!

WYWIAD Herberton

Jak się czujesz, kiedy trzymasz w ręku "Wyznania samobójcy" i wiesz, że jest to w całości, od początku do końca, Twoja własna praca? Trochę nie dociera do mnie to,  że wydałam książkę. Nie wiem, kiedy to dotrze. Dziwnie mi z tym, że każdy teraz może przeczytać moje tytułowe wyznania. Mam nadzieję, że jednak jakoś to komuś pomoże. Pewnie dopiero wtedy zrozumiem, co się stało. Póki co pozostaję w dużym szoku. Gratulujemy sukcesu i trzymamy kciuki za kolejne! Poniżej próbka talentu Emilii! Przysięga A jeżeli ci obiecam, że oczy me  Otwarte będą czuwać, gdy ty słodko spać będziesz. Na wszystko, co mam, obiecać ci pragnę, Że póki dane żyć mi będzie, Kochać cię nade wszystko będę. Choćby sztormy, huragany, Niestraszne nam będą żadne wiatry. Jedynie wiatr życia wrogiem miłości naszej. A jeżeli ci obiecam nade wszystko, Że kochać cię po zmroku nie przestanę? Tyś rzucił zaklęcie, oczy me uwiódł, Ciało obezwładnił, a serce odebrał. A jeżeli ci obiecam, że nie usnę przed tobą? Zaufasz mi znowu? Zatrzymasz mnie w sercu? Choćby na chwilę... ~ Emilia Milczarek Sara Sitko HUMORY CZY CHIMERY?
H U M O R E S K A SUCHAR POLSKI
Herberton HUMOR

1) Ksiądz na lekcji religii pyta dzieci: – Co robimy, kiedy jest post? 2) Przychodzi niewidomy do piekarni i pyta ekspedientki: Ile zostało bułek? A ona na to: Tylko to,  co widać. 3) - Kochanie, co mi kupiłeś na urodziny? - Wyjrzyj przez okno, widzisz takiego czarnego mercedesa? - Tak! - Właśnie takiego koloru ci rajstopy kupiłem.

HUMOR Herberton

4) - Zosiu, co tak długo robisz w kuchni? - Wpadła mi kostka lodu do wrzątku i nie mogę jej znaleźć. Kamil Ponichter PRZEPIS NA ŻYCIE
- LUDWIKA DĄBROWSKA
Herberton WYWIAD WYWIAD Herberton

MasterChef to jeden z najpopularniejszych programów kulinarnych w Polsce. Jego celem jest wyłonienie prawdziwych talentów. Jest on emitowany już w ponad 35 krajach na świecie. Po raz pierwszy nadało go BBC, po czym następne czołowe stacje telewizyjne. W tegorocznej- już 4 polskiej edycji udział wzięła Pani Ludwika Dąbrowska ze Słupska. Mam nadzieję, że nasza rozmowa będzie inspiracją dla innych ludzi, bo warto walczyć o swoje marzenia. Jak doszło do tego, że Pani Ludwika wzięła udział w programie? Na to i  wiele innych pytań odpowiedź możecie znaleźć poniżej. Miłej lektury! Kiedy zaczęła Pani przygodę z gotowaniem? Czy coś było szczególną inspiracją? Moja zabawa z gotowaniem w sumie nie wiem nawet kiedy się zaczęła. Dzisiaj wspominam to tak, że postanowiłam nie chodzić do przedszkola, wtedy to zostawałam z babcią w domu i po prostu jak to  w domu na wsi u babci przygotowywałyśmy posiłki dla całej rodziny. Pamiętam do dziś, jak byłam mała i lepiłam pierogi. Wymyślałam, żeby babcia robiła mi różne przysmaki. Byłam inspiracją babci, bo co chwila coś wymyślałam, a babcia próbowała sprostać moim oczekiwaniom. Potem przeprowadziliśmy się z rodzicami do Słupska, chodziłam do pierwszej klasy. Zawsze garnęłam się do kuchni. Wykorzystywałam chwile, gdy mama wychodziła z domu i gotowałam dla

Herberton WYWIAD wzięła udział w programie TOP CHEF. Stwierdziłam, że ten program to za wysoka półka. Byłam przez niego bardzo wyróżniana na tle grupy. Miał on ostudzić mój entuzjazm, a w rzeczywistości wróciłam z przekonaniem, że naprawdę chcę to robić.

pozostałych członków rodziny. Kuchnia zawsze była mi bliska, poza tym moją wadą jest to, że uwielbiam jeść. Moja kolejna praca - przedstawiciel handlowy, wiązała się z tym, że musiałam jeździć po całej Polsce i odwiedziałam rozmaite restauracje. To,  co mi zasmakowało, powielałam w domu. Następnie inspiracją stały się programy kulinarne, od których się uzależniłam. Oglądałam również filmiki w internecie i poznawałam nowe smaki. Myślę, że w pewnym momencie moja pasja przerodziła się w obsesję. Po ciężkim dniu w pracy próbowałam sobie wynagrodzić trudy dnia i gotowałam. Wejście do kuchni i gotowanie było dla mnie jak przejście w inny świat, oderwaniem od problemów i relaksem. Na zakupach nie były mi  w głowie ubrania, zwracałam uwagę tylko na produkty, z których mogę coś ugotować. Zamiast bluzki dobry tuńczyk. Następnie chciałam spróbować swoich sił na warsztatach kulinarnych. Marzyłam o tym, by profesjonaliści ocenili moje umiejętności. Natchnął mnie Kurt Scheller i to właśnie do niego postanowiłam wyjechać na warsztaty w zeszłym roku. Kurt zaproponował mi, abym

WYWIAD Herberton

Co zadecydowało o Pani udziale w Master Chefie? MasterChefa oglądałam od pierwszej edycji. Zawsze myślałam, że chciałabym też wziąć udział w zmaganiach. W zeszłym roku, siedząc w biurze, szukałam wiadomości w internecie związanych z moją pracą i nagle na ekranie pojawił się baner: OSTATNIE DNI ZGŁOSZENIA DO IV EDYCJI MASTERCHEFA. Z czystej ciekawości weszłam w ten link. Przeczytałam, jak wysłać zgłoszenie. Myśłałam: to tylko zgłoszenie mailowe (imię i nazwisko), okazało się, że nie. Na tym zgłoszeniu trzeba zaprezentować swoje potrawy, wysłać zdjęcie profilowe oraz odpowiedzieć na ponad 30 pytań związanych z życiem osobistym i gotowaniem. Dwa dni spędziłam nad wypełnieniem tego formularza i go wysłałam. Zapomniałam o tym, gdyż był to spontaniczny krok. Po pewnym czasie zadzwonił do mnie telefon z zaproszeniem na casting do Gdyni. Myślałam, że konkurencja będzie tak duża, że nie uda mi się dostać do następnego etapu. Ten etap polega na tym, że musiałam przyjechać z gotowym daniem i podgrzać je na miejscu. Zrobiłam zupę. Oceniło mnie tam trzech kucharzy, którzy sprawdzają smak, zadają nam pytania na temat naszej wiedzy kulinarnej. Potem szłam na spotkanie z dwoma osobami z ekipy TVN. Rozmowę rejestrowała kamera, znajdująca się

Herberton WYWIAD

naprzeciw mnie. Zadają oni pytania od życia osobistego przez kulinaria. Rozmowa trwa 30-40 minut. Przez kolejne dni z niecierpliwością czekałam na kontakt. Telefon nie dzwonił, dlatego byłam przekonana, że się nie dostałam. Nie sprawdzałam maila, na którym czekała na mnie miła wiadomość z informacją, że dostałam sie do kolejnego etapu - castingu do Krakowa. Pojechałam tam razem z rodziną. Miałam godzinę czasu na przygotowanie swojej potrawy. Te zmagania można było zobaczyć w telewizji. Na miejscu wszędzie towarzyszyły nam kamery. Czy ma Pani naturalną śmiałość przed kamerą? Ta pierwsza kamera na castingu w Gdyni, szczerze mówiąc, trochę mnie śmieszyła. Nie robiła ona na mnie wrażenia. W Krakowie zaś kamery śledziły każdy nasz ruch. Towarzyszył mi wówczas stres. Ja jako amator denerwowałam się stając przed jury, gdyż niejednego amatora widzieli i oceniali i niejedno danie jedli. Ciężko było ich zaskoczyć daniem i pokazać swoją osobowość. Stając przed nimi, czułam, jak mi ręce i wargi drżą.  Czy dzięki ogromnemu sukcesowi w Master Chefie ma Pani zamiar wydać książkę z autorskimi przepisami? Dla każdego sukces ma inną definicję. Ja poszłam tam nie po to, by osiągnąć sukces, tylko by sprawdzić siebie. Bardzo chciałam dostać się do najlepszej czternastki i myśłam, że piąte lub szóste miejsce będzie szczytem moich marzeń. Rzeczywiście zajęłam to szóste miejsce, chociaż bardzo żałowałam, że nie poleciałam do Nowego Jorku. Jednak zaspokoiłam swoją chęć sprawdzenia się. Czy książkę wydać? Wydanie książki wiąże się ze środkami, które trzeba urochomić i na chwilę obecną na pewno tego nie zrobię. Swoimi przepisami dzielić się będę na blogu www.ludwikadabrowska.pl. Zapraszam również na warsztaty kulinarne, które będę prowadzić już w tym miesiącu. Na tej stronie będę zamieszczać także moje przepisy.  Czy zgadza się Pani z mitem, że kobiety gorzej gotują? Myślę, że profesjonalista powinien to ocenić. Jednak coś w tym jest, że sławni kucharze to zazwyczaj mężczyźni. Wydaje mi się, że mężczyźni odczuwają więcej smaków, kobiety natomiast potrafią dostrzec więcej kolorów. Wystarczy zobaczyć na to, kto prowadzi restauracje, w 90% są to mężczyźni. Pamięta Pani jakąś śmieszną sytuację podczas kręcenia odcinków MasterChefa? Takich sytuacji było wiele, lecz jedna zapadła mi szczególnie w pamięci. Dla mnie śmieszna i zaskakująca była

WYWIAD Herberton

sytuacja, gdy Kasia wybierała drużynę czerwonych na lotnisku. Nagle zobaczyłam, że zostałam sama. Po czym odwrociłam się i ku mojemu zdziwieniu ujrzałam siedmiu mężczyzn. Na dodatek zostałam mianowana kapitanem drużyny. Innymi zabawnymi sytuacjami było, gdy podczas gotowania podchodzili do nas operatorzy kamer, zadawali pytania, a nasze potrawy się przypalały i trzeba je było robić od nowa. Czy utrzymuje Pani kontakt z którymś z uczestników programu? Tak, z większością. Zaprosiłam ich na pokaz w ZSP na ulicy Przemysłowej w Słupsku. Zrobiliśmy tam pokaz dla uczniów. Prezentując w formie show rozmaite nowoczesne techniki kuchni. Mieliśmy również okazję uczestniczyć na zabawie w Swołowie. Przeprowadzaliśmy tam konkursy i można było zrobić tam z nami wspólne zdjęcie oraz otrzymać autograf. Takie inicjatywy na pewno będą powstawać, każdy w swoim regionie będzie coś robił i zapraszał pozostałych uczestników. Jesteśmy grupą zgranych ludzi, których połączyła wspólna pasja do gotowania i niesamowita przygoda. Ma Pani jakieś słabości kulinarne, których nikt by się nie spodziewał? Może lubi Pani czasami iść na hamburgery?

Herberton WYWIAD

Nie przepadam za słodkościami, ale o tym wie przecież już ponad pół Polski. Nie smakuje mi czekolada, jednak wykonuję dużo dań, w których gra ona rolę główną. Ostatnio na przykład robiłam eklery z polewą czekoladową. Nie umiem zjeść całej tabliczki czekolady. Mam słabości kulinarne, tak jak każdy z nas. Czasami mam ochotę zjeść coś bardzo niezdrowego. Moim zdaniem to nie jest grzech. Czy w  czasie nagrywania były jakieś przerwy, by choć na chwilę przyjechać do domu? Jeśli nie, to czy trudno było przetrwać tak długi okres rozłąki z rodziną? Całe szczęście były dwie przerwy, podczas których mogliśmy spotkać się z rodziną. Ja miałam do domu najdalej, oprócz Tomka, który mieszka w Norwegii. Musiałam przejechać całą Polskę, z Krakowa do Słupska. Jak przyjechałam i zobaczyłam moje śpiące córki, to się rozpłakałam. Było mi żal, że zostawiłam je na tak długi czas. Jakie wrażenie zrobili na Pani jurorzy? Jurorzy to klasa sama w sobie. Są osobami, które znają się na kuchni. Mają wieloletnie doświadczenie. Jednych lubi się bardziej, drugich mniej. Moim guru wśród jury był na pewno Michel Moran. Który z odcinków "Masterchefa" wspomina Pani najlepiej, a który najgorzej? Jeden z odcinków wspominam

WYWIAD Herberton

i najlepiej, i najgorzej. Jest to odcinek na lotnisku. Gdy weszliśmy do hangaru, byliśmy zaskoczeni. Dowiedzieliśmy się, że podstawą naszych dań będzie kuchnia japońska. Gotowaliśmy dla pięćdziesięciu osób. Następnie zostałam kapitanem siedmiu Panów, którymi musiałam zarządzać. To było z jednej strony najlepsze i najcięższe przeżycie. Mimo wszelkich problemów udało się nam odnieść sukces i wygraliśmy odcinek. Najmniej wspominam odcinek, gdy musiałam rywalizować z Arkiem. Był to dla mnie trudny okres, gdyż w tym dniu mój brat brał ślub. Zamiast towarzyszyć mojemu bratu w tej ważnej chwili, ja zmagałam się z sufletami. Miałam w sobie wówczas dużo sprzecznych emocji, ponieważ chciałam być razem z moją rodziną. Pamiętam, że stojąc nad piekarnikiem, zastanawiałam się, co ja tutaj robię. Jaka jest Pani ulubiona potrawa? Moją ulubioną potrawą, z racji tego, że uwielbiam surowe, jest carpaccio wołowe. Uwielbiam też tatara z łososia. Ogółem moimi ulubionymi potrawami są te z mięsa, ryb i owoców. Ma Pani jakieś inne pasje oprócz gotowania? WODA. Uwielbiam pływać, chodzić na basen. Latem to najchętniej nie wychodziłabym z wody. Do tego dochodzą także sporty wodne różnego typu. Jest to mój sposób na odstresowanie się. Kto jest Pani guru kulinarnym? Jeśli chodzi o mojego mistrza kulinarnego, to jest z tym mały problem. Nie znam ich osobiście, ale uwielbiam oglądać program Gordona Ramseya, Michela Rue. Są to kucharze z wyższej półki. Dziękuję za wywiad, życzymy spełnienia wszystkich marzeń!  Ja również dziękuję... Mam nadzieję, że wywiad ten pozwolił Wam uświadomić, że zawsze warto walczyć o swoje. Z tego miejsca jeszcze raz dziękuję wspaniałej Pani Ludwice za poświęcony czas, oraz motywację dla czytelników. Daria Brodzik Pełna kontrola pyrrusowym zwycięstwem?
Niedawno uczestniczyłam w wyjściu do kina wraz z moją szkołą. Poszliśmy na seans drugiej części filmu „Kosogłos”.
Herberton FELIETON

Pojawiła się tam scena, w której główna bohaterka nocą przychodzi do swojego ukochanego, by znaleźć ukojenie w jego ramionach. Spędzają noc wtuleni w siebie. Fragment był bardzo uczuciowy i pomimo prostego przekazu umożliwiał widzowi zrozumienie, jak wiele znaczy obecność drugiej osoby, którą kochamy. Zaskoczyły mnie reakcje osób siedzących za mną w sali kinowej. Mianowicie śmiali się i nieprzyjemnie komentowali. Zastanawiam się, czy ograniczała ich niemożność zrozumienia przekazu, czy może chcieli zatuszować swoje wzruszenie, które mogłoby spotkać się z brakiem przychylności ze strony rówieśników? Jeśli to drugie, obawiam się, że młode pokolenie zaczyna się odczłowieczać.

FELIETON Herberton

Normalnym jest, by człowiek ulegał wpływowi sztuki, scen obyczajowych, rodzinnych. Wzruszenia, współczucie, żal, smutek, radość. Wszystkimi tymi uczuciami możemy się dzielić lub odbierać je od innych. Na pewnym wykładzie dowiedziałam się, że każdy z nas odczuwa cztery podstawowe emocje – smutek, złość, radość oraz strach. Dlaczego bronimy się przed nimi? Usilnie próbujemy być stoikami wypranymi z wszelkich uczuć. Kto lub co narzuciło nam podobny wzorzec? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że empatia drastycznie straciła na wartości. Stajemy się egoistami, którzy zwracają uwagę wyłącznie na swój wizerunek. Boimy się ukazać naszą słabszą stronę, uważając, że to odbierze nam godność. Ale czy nie odbiera nam jej fakt, że nawet zwierzęta posiadają emocje i się im poddają, a my nie potrafimy ich okazać? Mam ogromną nadzieję, że generalizuję. Wierzę, że są jeszcze ludzie, którzy płaczą nad grobem dziadków, śmieją się, widząc uśmiech na twarzy dziecka czy zasłaniają usta ręką, gdy ich kolega się potknie. To oznaczałoby, że jest dla nas szansa. Jeśli jesteś to Ty, to proszę, miej dużo dzieci i wychowuj je tak jak Twoi rodzice Ciebie! Alicja Jakubiak

Herberton RELACJA RELACJA Herberton Morderstwo dobrą metodą poznawczą?

Morderstwo dobrą metodą poznawczą?

Herberton RELACJA

Na początku września nasi uczniowie zaangażowali się w projekt organizowany przez Miejską Bibliotekę Publiczną o tytule „Kryminał na Krętej”. Założeniem była współpraca młodzieży Słupska w tworzeniu scenariusza, potem filmu, a także opowiadania o charakterze kryminalnym. Opiekunami młodych byli Daniel Odija – grupy literackiej oraz Krzysztof Przygoda – grupy filmowej. Wszystko odbywało się pod bacznym okiem pani Renaty Sztabnikowej. Pierwsze spotkania były poświęcone wymyślaniu fabuły. Historia opowiadała o wokalistce rockowego zespołu, która postanowiła opuścić kapelę i rozpocząć solową karierę za granicą, co nie zostaje ogólnie przyjęte za dobrą nowinę. Zostaje zamordowana, a potencjalnymi podejrzanymi stają się psychofanka, kolega z zespołu oraz diler narkotyków. Cała akcja została umiejscowiona w Słupsku w latach dziewięćdziesiątych. Tytułowa ulica Kręta nawiązuje do autentycznej tuż za biblioteką miejską. Zostały również zorganizowane spotkania z panem Waldemarem Kuczmą ze Słupskiej Akademii Policyjnej, który wtajemniczył młodych w tajniki pracy policji. Podsumowanie projektu odbyło się 6 listopada o 17:00 w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. Najpierw nastąpiła premiera filmu, następnie młodzi twórcy, siedząc na czerwonych kanapach przed publicznością, odpowiadali na ich pytania. Gdy padła odpowiedź na ostatnie, spotkanie dobiegło końca i nadszedł czas na rozmowy przy kawie i herbacie. Projekt „Kryminał na Krętej” zaoferował uczniom nie tylko doskonałą zabawę, ale także rozwijanie pasji, talentów i doskonalenie umiejętności. Ponadto zapewnił aktywny kontakt z kulturą. Z biernych obserwatorów młodzi stali się twórcami. To bardzo ciekawa propozycja, gdy uświadomimy sobie, że szkoły głównie uczą teorii, zupełnie zapominając o głębszym rozumieniu. Serdecznie dziękujemy bibliotece za danie okazji do zrobienia czegoś więcej, za szansę dotknięcia sztuki. http://www.mbp.slupsk.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=99&Itemid=132 Alicja Jakubiak



Zapraszamy do współpracy! Jeżeli jesteś bacznym obserwatorem rzeczywistości i chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami, piszesz do szuflady albo chciałbyś spróbować swoich sił jako dziennikarz, skontaktuj się z p. Joanną Michałowską lub Natalią Chmarą z klasy Id albo po prostu napisz do nas: herbertonvlo@wp.pl Czekamy na Ciebie! ;) Zespół redakcyjny

N U M E R 3