Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












LOGOS
od Naczelnego
LOGOS OD NACZELNEGO

Ja to może bym się w ogóle najpierw przed-stawił. A zatem wita Was bardzo gorąco re-daktor naczelny Maciej Szymczykiewicz. Za-pewne jeszcze nie mieliście okazji mnie spotkać, bowiem biol - chem z reguły albo ku-je, albo śpi. No,  albo robi gazetę - to w moim przypadku. Założę się, że było to dla Was zaskoczenie, gdy na korytarzu w naszym kochanym (?) li-ceum zobaczyliście plakat informujący, że bę-zie wydany jakiś Logos. Powiem szczerze, że też bym się zdziwił. Ale zdziwiłem się jeszcze bardziej gdy dowiedziałem się, że w II Liceum nie ma szkolnej gazety z prawdzi-wego zdarzenia. Wtedy była myśl! A teraz jest już gazeta! To, że w wersji elektronicznej, mam nadzieję, nikomu nie będzie przeszkadzać? Oprócz tego, że nie można jej wziąć do ręki, ma w zasadzie same plusy: jest bezpłatna, dostępna dla każdego, otworzyć można ją wszędzie, gdzie tylko jest Internet (czyli wszędzie poza naszą szkołą!). Drogie koleżanki i koledzy, przedstawiam Wam elektroniczną gazetę naszego liceum: LO, czyli Logos Obiektywny każdego licea-listy!. Mam nadzieję, że lektura naszej gazety przyniesie wam dużo radości. Maciej Szymczykiewicz Naczelny z całą Redakcją Logosa TEMAT NUMERU W Boże Narodzenie doceń to co masz!
Ile razy, zasiadając do świątecznego stołu, myś-lisz o tych, którzy mają mniej niż Ty? Umiesz sobie wyobrazić jak to jest?
TEMAT NUMERU TEMAT NUMERU

Próbujesz pomóc tym osobom? Odpowiesz sobie na te pytania szczerze, czy przelecisz wzrokiem do kolejnego zdania? Wśród nas jest niewiele osób, które lubią bezinteresownie udzielać pomocy innym. Ciężko jest trafić do mło-dych ludzi i zobrazować im skalę problemu. Jednak w naszej małej, radomszczańskiej krainie znale-źliśmy pewien skarb, bezape-lacyjnie jeden na milion… Justyna Ciupińska – malarka, już teraz można powiedzieć wolonta-riuszka z krwi i kości, urodzona po to, aby pomagać innym, ciepła, miła, pogodna. Uśmiechnięta od pierwszego słowa na progu, po ostatnie. Aktywnie działająca w akcji Szlachetna Paczka, poma-ga innym, bo jak mówi: Kiedyś sama potrzebowałam pomocy. Jed-nocześnie osoba chora na zwyro-dnienie stawów. Mieszka w bar-dzo trudnych warunkach,

TEMAT NUMERU

w małym domku niedaleko Ra-domska. Przeżyliśmy niesamowitą przy-godę, mogąc jej słuchać. Kiedy pani Justyna zaczęła mówić, czas jakby się zatrzymał. Taka roz-mowa to lekcja, którą każdy z nas, nieważne w jakim wieku, powinien odbyć. Pani Justyno, akcja Szlachetna Paczka odwróciła pani życie o 360 stopni. Jak to wszystko się zaczęło? Ta akcja zawsze była dla mnie inspiracją do pomagania innym osobom. Kiedy zrozumiałam ideę, wiedziałam, że tam jest moje miejsce, że fajnie byłoby być ta-kim pośrednikiem miedzy ludźmi, którzy chcą pomóc a potrzee-bującymi. Pomaganie włączyło mi się automatycznie, teraz czer-pię z tego energię, buduje mnie to. Wolontariat to był impuls, czy gdzieś w głębi zawsze czuła pani taką potrzebę? To przemyślana decyzja. Wiedzia-łam, że biorę na siebie dużą od-powiedzialność, ale chciałam spo-tkać się z tymi ludźmi, zrozumieć ich problemy, nie tylko od swojej strony. Wiedziałam, że im będę bliżej, tym więcej będę o nich wiedziała. Szlachetna Paczka pokazała mi, jak bardzo to jest ważne, ile to daje szczęścia i mo-tywacji innym. Pozwoliła mi le-piej żyć mimo swoich trudności. Rozwiązując problemy innych, jednocześnie pomagałam też so-bie. W jaki sposób? Stałam się spokojniejsza, mimo że mam więcej na głowie. Moje życie jest uporządkowane, już bez takich chaotycznych myśli, że nie mam na życie i czy starczy mi do końca miesiąca. Ułatwiło mi to dużo. Teraz jest spokój. Jest coś, co panią zaskoczyło w Szlachetnej Paczce, coś wy-jątkowego? Już sam kontakt z drugim czło-wiekiem jest wyjątkowy. Dla wszystkich wolontariuszy możli-wość wyciągnięcia pomocnej dło-ni to największa satysfakcja. Na-wet nie wiecie, ile szczęścia daje fakt, że udało się uzbierać ocze-kiwaną sumę lub znaleźć dar-czyńcę. Zaskoczyła mnie potrzeba psychologicznego podejścia - tu nie wystarczy tylko, że człowiek wyjdzie do człowieka, uśmiechem też wszystkiego nie da się za-łatwić. Jak reagowali na was inni lu-dzie?

TEMAT NUMERU

Różnie. Nie zawsze było łatwo, czasami się bali, nie wiedzieli, czego się spodziewać. Nie chcieli o sobie mówić, wstydzili się, często byli skrępowani. Wiele razy trzeba było rozluźniać at-mosferę, bo ludzie nie wiedzieli, kim jesteśmy i dlaczego wypytu-jemy o takie rzeczy. Często mylili nas z urzędnikami. To wymaga odwagi - zwierzyć się zupełnie obcym ludziom. Jedni otwierali się od razu, inni po kilku rozmo-wach, a jeszcze inni nie chcieli wydusić ani słowa. Niesamowite... Niesamowite jest to,  że ludzie potrafią z tego żartować, razem śmiejemy się nieraz kilka dobrych minut. Stajemy się dla tych ludzi rodziną, chociaż na chwilę. Po-trzebują tego. Uświadamiają so-bie, że chcemy tylko pomóc i od teraz już gorszy czas nie nadej-dzie. Czasami wystarczy 30 mi-nut, aby poznać człowieka. Najpiękniejszy moment dla wo-lontariuszki to… Kiedy nieważne czy jest dobrze, czy źle, ale widzę u kogoś uś-miech, łzy wzruszenia. Ten mo-ment, w którym obdarowuje się kogoś, widzi się efekty swojej pracy, wdzięczność ludzi. Tego nie da się opisać. O czym nigdy pani nie zapomni? Tego jak kiedyś byliśmy bene-ficjentami Szlachetnej Paczki i młodzież z waszej szkoły przy-gotowała dla nas paczkę. Wiecie co? Nie mogę zapomnieć ich twa-rzy. Ile było tam uśmiechu i ra-dości. Jak bardzo cieszyli się z te-go, że mogą pomóc, przyjść tu i z nami porozmawiać. My to tak odczuliśmy jako osoby, które po-trzebują pomocy. Było coć, czego pani żałuje w swojej pracy jako wolonta-riuszka? Zawsze wychodzę z założenia, że trzeba pomóc. Czasami się uda, czasami nie, ale to już nie zależy od nas. Kiedy pomogłam, czułam satysfakcję, że zrobiłam to co mu-siałam. Nigdy nie żałowałam, że komuś pomogłam. Początki są trudne, ale bez nich niczego nie zaczniemy. Jest pani odważna? Cóż za odwaga wyjść do ludzi i powiedzieć: Słuchajcie mam taki pomysł, zróbmy to? Mam w życiu dużo szczęścia, zawsze trafiałam na odpowiednich ludzi, nikt jesz-cze nie skrytykował moich pla-nów, nikt mnie nie ograniczył. Gdzie bym nie poszła, zawsze znajdzie się ktoś, kto mi w tym pomoże i się do mnie uśmiechnie.

TEMAT NUMERU

Wolontariuszką jest pani do-piero rok. Wydarzyło się coś w tym czasie, co doprowadziło panią do łez? Tak, była taka sytuacja. Zadz-woniłam kiedyś do znajomego, który potrzebował na rehabilitację pieniędzy. Wybrałam się do nie-go. Kiedy zobaczyła mnie jego mama, rzuciła mi się na szyję i wtedy coś we mnie pękło, po prostu mnie przytkało. Wtedy znajomy wyszedł, niby na papie-rosa, ale widziałam w jego oczach łzy jak grochy. Oboje wiedzieli, że sama nie mam łatwo, a chcę im pomóc. Największy sukces? Każda sprawa doprowadzona do końca. Udało się, zrobiłam wszystko co mogłam. Aukcje z moimi obrazami, zbiórki... włączyłam w to wszystkich zna-jomych i zebraliśmy pieniądze - dziewięć i pół tysiąca. Nawet o tym nie marzyliśmy, bo jak na czymś mi zależy, zawsze wal-czę, zawsze idę do przodu. Sama też nie dałabym rady, w takich akcjach bierze udział wiele ludzi, o których się nie mówi. Czy bycie wolontariuszką wywo-łało w pani jakąś zmianę? To może niech wypowiedzą się moi bliscy.

TEMAT NUMERU

Mama pani Justyny: Dało jej to kopa i stała się taka odważna! (śmiech). Pani Justyna: Rzeczywiście jes-tem bardziej pewna siebie i nie boję się już ryzykować. Jeśli mam pomysł, od razu wdrażam go w życie. Wspominała Pani na początku o czasie, w którym było gorzej i właśnie wtedy pomogła Pani Szlachetna Paczka. Jak wyglą-dały święta jeszcze kilka lat temu? Był to dla nas ciężki rok: z po-wodu choroby przestałam samo-dzielnie chodzić, brat nie mógł znaleźć pracy, a do tego bra-kowało środków na życie. Musie-liśmy oszczędzać na wielu rze-czach, nawet węgiel musieliśmy brać na raty. Wtedy pojawili się wolontariusze, którzy zaczęli py-tać nas o potrzebne nam rzeczy. Na początku nie wiedzieliśmy, co powiedzieć, ponieważ zawsze radziliśmy sobie ze wszystkim ra-zem i nagle pojawił się ktoś z po-mocną ręką. Otrzymaliśmy na-prawdę wiele przydatnych rzeczy, tj. rower, kuchenkę gazową czy środki chemiczne. A jak wyglądają święta teraz? Dostrzega Pani jakąś różnicę, coś się zmieniło, czy zupełnie nie chodzi już o sprawy materialne? Jestem spokojniejsza, to z pew-nością. Dzięki pomocy, którą otrzymaliśmy nie musimy zamar-twiać się o każdy następny dzień, nie trzeba martwić się cały czas o przyszłość. Wiemy, że jakoś to będzie, ale w razie potrzeby mamy ludzi, którzy zawsze nam pomogą. Moje życie dzięki otwo-rzeniu się na ludzi stało się weselsze, czasami siedzimy z bra-tem wieczorem i dopisujemy wła-sne scenariusze do seriali, które ogląda mama, a ona zawsze się na nas denerwuje (śmiech). W jaki sposób my  ludzie, którzy nie są wolontariuszami możemy pomagać innym w tym szczegól-nym okresie? Myślę, że trzeba pytać. Dlaczego? Ponieważ ludzie, którzy mają pro-blemy często nie chcą na początku o tym mówić, boją się przyznać, że potrzebują pomocy. Oczywiście w historii Szlachetnej Paczki zda-rzyło się, iż zgłoszone rodziny nie życzyły sobie wizyty wolonta-riuszy. Wtedy, niestety, nie da się na to nic poradzić, ale w sercu zawsze pozostanie myśl, że pró-bowaliśmy. A czy była taka sytuacja, że po powrocie ze spotkania z podo-piecznymi czuła Pani jakąś więź

TEMAT NUMERU

z nimi? Oczywiście, że tak! W tym roku bardzo długo nie mogłam znaleźć darczyńcy dla mojej pod-opiecznej i bardzo to wszystko przeżywałam, zresztą moi bliscy trochę się tego nasłuchali. Kiedy znalazłam darczyńcę, a była nim nasza kochana pani Lempart (szczery uśmiech nas wszystkich), bardzo się ucieszyłam. Poczułam ogromną ulgę na sercu. Jaka była najdziwniejsza sytuacja w Pani życiu jako wolontariuszki? Kiedy pojechaliśmy do pewnej rodziny. To był już ostatni dom gdzieś daleko w polach i oka-zało się, że ci ludzie znają mnie z dzieciństwa. Był to dla mnie szok, jaki świat potrafi być mały. Rozmawiało mi się wtedy cudownie,

TEMAT NUMERU "Myślę, że trzeba pytać. Dlaczego? Ponieważ ludzie, którzy mają problemy często boją się przyznać, że potrzebują pomocy."

wspominaliśmy sobie nasze dzieciństwo i głośno się śmialiśmy. Czy jest Pani teraz szczęśliwa? Tak. Po prostu tak. Pomimo mojej choroby i tego, iż nie wszystko zawsze idzie po mojej myśli - tak, jestem szczęśliwa. Uważam, że je-stem szczęśliwsza w porównaniu do tego cza-su, zanim przestałam chodzić. Zawsze wie-działam, że mam szczęście do spotykania wspaniałych ludzi w moim życiu i wiem, że właśnie mam takich ludzi obok siebie, którzy zawsze będą mnie wspierać. I jak się teraz czujesz? Niesamowite, pra-wda? Niesamowite, że mimo choroby i wszy-stkich przeciwności losu można nie myśleć w ogóle o sobie, ale cały czas poświecić dla pomocy innym. My również nie mogliśmy wyjść z podziwu. Nie bez powodu wspomnieliśmy na początku o tym, że pani Justyna jest artystka i malarką. Mieliśmy okazję przekonać się, jak ogromny ma talent. Tworzy naprawdę cudowne obrazy a w dodatku swego czasu własnoręcznie rzeź-biła do nich ramy. Całą kolekcje dzieł pani Justyny można obejrzeć oczywiście na jej Facebooku. Czy wiecie, że jeden z najwięk-szych obrazów zakupił Rober Lewandowski? Tak, właśnie ten słynny Lewandowski! W tym miłym nastroju zostawiamy Was i zachęcamy do przemyśleń. Może warto szcze-gólnie w tym świątecznym okresie pomyśleć o innych, a przede wszystkim docenić to  co mamy? Trzymajcie się ciepło! Sara Bojarska i Szymon Zagaj Logos w świecie filozofii
Skąd wzięła się nazwa naszej ga-zety? Odpowiedź znajdziecie w po-niższym tekście napisanym spe-cjalnie dla Czytelników przez na-uczyciela fizyki w naszym liceum, Pana Jacka Michniowskiego.
GOŚĆ LOGOSA

Termin logos (λόγος) występuje w filozofii, teologii i retoryce w wielu kontekstach znaczenio-wych. Wyraz ten jest najczęściej tłumaczony jest jako słowo może mieć też znaczenie nauka, rac-jonalność. Wiele terminów okre-ślających dyscypliny naukowe za-wiera właśnie ten człon; tak więc biologia (bios, logos) to nauka o życiu, zaś geologia – nauka o Ziemi. Okreslenie Logos pocho-dzi od greckiego czasownika λέγω – mówię, wskazuje więc na rolę języka mówionego w systemie ra-cjonalnego opisu świata. Już Presokratycy posługiwali się terminem Logos, poprzez przy-pisanie mu znaczenia zasady or-ganizującej życie rozumne. Hera-klit pisze: Choćbyś wszystkie dro-gi przeszedł, nie dotrzesz do gra-nic duszy; tak głęboki jest jej logos. W kosmosie Heraklita za-sadą dominującą jest zmiana, jed-nak świat nie jest chaosem. Rze-czywistość jest przeniknięta przez (utożsamiany z Logosem) rozum, który gwarantuje zachowanie kos-micznego porządku. Koncepcja rozumu świata nie-obca była również stoikom. O Ze-nonie z Kition napisano: Zenon określa naturę w ten sposób,

GOŚĆ LOGOSA

iż nazywa ją biegłym w sztuce tworzenia ogniem zmierzającym systematycznie do płodzenia. [...] Na tym polega rozum świata i [...] dla tej przyczyny słusznie może być nazywany przezornością lub opatrznością (Cyceron). Logos- –rozum jest zasadą racjonalną świata, ale również pewnym wy-zwaniem dla myśliciela, który w swej działalności musi tę zasa-dę odnaleźć, aby móc żyć w sta-nie harmonii i uniknąć niebezpie-czeństw życia bezrozumnego. Liczne są powiązania pomiędzy systemami metafizyki emanacyj-nej a koncepcją logosu. Na przy-kład, Filon z Aleksandrii, poszu-kując pośredniego ogniwa między Bogiem a światem materialnym, wskazuje na (osobowy) Logos ja-ko na byt będący gradacją dosko-nałości na szczeblach drabiny metafizycznej prowadzącej od Bo-ga uznanego za doskonałego do dalekiej od doskonałości mate-rii. Inne koncepcje nawiązują do  Logosu jako emanacji Boga osobowego (często utożsamiają go z osobą Chrystusa), jak też do zasad etycznych, którymi wi-nien kierować się człowiek pra-wy. Ale to już temat na osobne ro-zważania… Gościnnie: Pan Jacek Michniowski Rok 2017 powoli zmierza ku końcowi. Przyj-rzyjmy się zatem temu, co dokładnie wydarzyło się w sporcie w tym czasie. Były przecież chwile triumfu, zdarzyły się też porażki. Przeżyjmy to jeszcze raz...
LOGOS NA TRYBUNACH Sportowe podsumowanie roku
LOGOS NA TRYBUNACH LOGOS NA TRYBUNACH

Nowy rok chyba nie mógł rozpocząć się lepiej dla polskich kibiców. W turnieju Czterech Skoczni triumfował Kamil Stoch, a trzecią pozycję zajął Piotr Żyła. Na gorących pustyniach w Rajdzie Dakar po raz kolejny ze świetnej strony pokazał się Rafał Sonik, zajmując czwartą lokatę w kate-gorii quadów. Zawiedli nas na-tomiast szczypiorniści, którzy po-żegnali się z mundialem we Fran-cji już po fazie grupowej. Ostate-cznie zajęli siedemnaste miejsce. Tytuł wywalczyli Francuzi. W lutym ostrzyliśmy sobie zęby na medale podczas Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycz-nym, które odbywały się w Lahti. Z Finlandii polscy skoczkowie przywieźli dwa medale. Piotr Ży-ła zdobył brąz indywidualnie, a w konkursie drużynowym nie mieliś-my sobie równych - złoto powę-drowało na szyje Polaków.

LOGOS NA TRYBUNACH

Marzec przyniósł zakończenie se-zonu zimowego. Po raz pierrwszy w historii nasi skoczkowie wyg-rali Puchar Narodów. Stoch na-tomiast zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na ostatniej prostej w wy-ścigu po Kryształową Kulę wy-przedził go niepokonany w osta-tniej fazie sezonu Austriak Ste-fan Kraft. Cóż... Pozostaje liczyć na triumf Stocha w obecnym se-zonie! Z kolei w Belgradzie od-były się Mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce, w których za-jęliśmy pierwszą pozycję w kla-syfikacji medalowej. Warto do-dać, że zdobyliśmy aż siedem zło-tych medali. W kwietniu zostały rozegrane trzy bardzo ciekawe mecze pił-karskie. Real Madryt przegrał z Barceloną 2:3, Ajax Amsterdam pokonał 2:1 Feyenoord Rotterdam, a Bayern rozbił Borussię Dort-mund 4:1. Odbyły się również Mi-strzostwa Świata w kolarstwie to-rowym, na których zdobyliśmy dwa medale. Adrian Tekliński wywalczył złoto w scratchu, z ko-lei Wojciech Pszczolarski brąz w wyścigu punktowym. Maj był miesiącem, którego z wielką niecierpliwością wycze-kiwali kibice hokeja na lodzie. Zwyciężyła Szwecja, która po rzu-tach karnych pokonała Kanadę. Odbyło się najważniejsze dla kierowców Grand Prix Monako Formuły 1, w którym triumfował Sebastian Vettel. W Paryżu roz-począł się z kolei wielkoszle-mowy turniej na kortach Rolanda Garrosa. W Anglii Arsenal Lon-dyn świętował zdobycie Pucharu Anglii po pokonaniu Chelsea 2:1. W Sztokholmie zaś odbył się finał Ligi Europy, w którym Manchester United uporał się z Ajaxem 2:1. W czerwcu najważniejszą im-prezą były Mistrzostwa Europy w piłce nożnej do lat 21  które miały miejsce w naszym kraju. Nasza drużyna niestety zajęła os-tatnią pozycję w grupie A i tym samym pożegnała się z turniejem. Tytuł wywalczyli Niemcy, poko-nując w finale Hiszpanów 1:0. Odbył się także Puchar Konfe-deracji, w którym również wygrali nasi zachodni sąsiedzi. W decydu-jącym meczu uporali się z Chile 1:0. Na torze w Walencji pierwszy krok do powrotu do F1 zrobił Ro-bert Kubica, testując bolid Re-nault z 2012 roku. Na początku lipca rozpoczęło się wielkie kolarskie święto - wys-tartowała kolejna edycja Tour de France. Liczyliśmy na dobry występ Rafała Majki, który jed-ak musiał wycofać się z rywali-acji. Wielką radość sprawił nam

LOGOS NA TRYBUNACH

za to Łukasz Kubot, który w parze z Marcelo Melo triumfował na kortach Wimbledonu. W Budapeszcie na Mistrzostwach Świata w pływaniu udało nam się zdobyć tylko jeden medal za sprawą Wojciecha Wojdaka, który został wicemistrzem świata na dystansie 800 m stylem dowolnym. Wystartowały także Ig-rzyska Sportów Nieolimpijskich we Wrocła-wiu. Polska wywalczyła 20 medali, z czego 5 stanowiły złote. W sierpniu miała miejsce najważniejsza impreza lekkoatleetyczna roku, czyli Mis-trzostwa Świata w Londynie. Najszybszy czło-wiek świata, czyli Usain Bolt, zakończył tam

LOGOS NA TRYBUNACH

swoją karierę sportową. Było bo-leśnie nie tylko w przenośni. W czasie ostatniego, pożegnal-nego biegu w sztafecie Bolt doz-nał silnego skurczu i nie dobiegł do mety. Nikt nie chciałby raczej tak żegnać się z wiernymi kibi-cami... Polscy reprezentanci zdo-byli zaś 8 medali, zajmując ósmą pozycję w klasyfikacji medalo-wej. W naszym kraju odbyły się z kolei siatkarskie Mistrzostwa Europy mężczyzn. Polska odpadła w baarażach po porażce ze Sło-wenią 0:3. Tytuł trafił w ręce Rosjan. Piłkarskim wydarzeniem był Superpuchar Europy, który zdobył Real Madryt. Pokonał w finale Manchester United 2:1. We wrześniu trzymaliśmy kciuki za polskich kolarzy, którzy byli jednymi z faworytów podczas mi-strzostw w Bergen. W jeździe drużynowej na czas brązowy me-dal wywalczył zespół Sky, w któ-rego barwach startuje Michał Kwiatkowski. Natomiast polskie siatkarki rywalizowały w Azerbej-dżanie na mistrzostwach starego kontynentu. Odpadły w barażach po porażce z Turcją. W październiku swoje ostatnie dwa mecze w eliminacjach MŚ ro-zegrała reprezentacja Polski w pi-łce nożnej. Rozbiła Armenię aż 6:1 i pokonała Czarnogórę 4:2. Dzięki udanym kwalifikacjom udało nam się wywalczyć bilety na Mistrzostwa Świata w Rosji w 2018 roku. Staliśmy się także jednym z głównych faworytów turnieju. Nie, wcale nie przesa-dzam! W listopadzie zakończył się se-zon Formuły 1. Mistrzem świata został Lewis Hamilton. Natomiast w Londynie odbył się finał te-nisowego turnieju Masters, w któ-rym triumfował Grigor Dimitrov po finale z Davidem Goffinem. Datę 1 grudnia zapamiętamy z pewnością co najmniej do czer-wca. To wtedy zagramy w Rosji na Mistrzostwach Świata z piłce nożnej. W Moskwie wyłoniona została trójka naszych rywali. Zgodnie z losowaniem, w fazie grupowej stoczymy bój z Sene-galem (19 czerwca w Moskwie), Kolumbią (24 czerwca w Kazaniu) i Japonią (28 czerwca w Woł-gogradzie). Początek wakacji za-powiada się zatem wybornie! Na-si piłkarze zamieszkają najpra-wdopodobniej w Soczi. Nie pozo-staje nam zatem nic innego, jak tylko trzymać kciuki za trenera Adama Nawałkę i jego podopie-cznych oraz czekać na czerwiec 2018 roku. Przez kolejne miesiące będziemy się emocjonować głównie sporta-mi zimowymi. W przyszłym roku czekają nas też Zimowe Igrzyska

LOGOS NA TRYBUNACH

Olimpijskie, które odbędą się w południowo-koreańskim Pjongczangu. Jak poradzą sobie nasi skoczkowie? Czy uda im się powalczyć o czołowe miejsca indywidualnie? Czy Justyna Kowalczyk powtórzy swój sukces z igrzysk w Soczi, gdzie ze złamaną kością śródstopia zdołała wygrać bieg na 10 km stylem kla-sycznym? Na te nurtujące pytania będziemy mogli sobie odpowiedzieć już w najbliższych miesiącach. Odbędzie się oczywiście dużo więcej imprez, ale o wszystkim będę was informować w następnych numerach Logosa. Wielu sportowych emocji w Nowym Roku! Daniel Dzieżak Polacy znani są ze swojej gościnności. Świą-teczny czas jest okazją do rodzinnych spotkań i wspólnego biesiadowania przy bogato nakrytym stole.
PORADNIK ŚWIĄTECZNY Jedz tak, abyś nie żałował!
PORADNIK ŚWIĄTECZNY PORADNIK ŚWIĄTECZNY

Postne potrawy wigilijne często bywają rekompensowane w ciągu kolejnych dni świątecznych, tra-dycyjnymi przysmakami kuchni polskiej, która - jak wiemy - jest ciężkostrawna i kaloryczna. Święta - świętami, ale co potem? Jeszcze przy świątecznym stole zacznij rozmowę z bliskimi, która odwróci uwagę od pięknie wyglą-dających pierniczków i ciast. Gdy skończą się świąteczne spotkania i przyjdzie czas na syl-westrową zabawę, nie oszczędzaj swoich nóg. Dużo tańcz i się ruszaj. Godzinny pobyt na par-kiecie pozwala spalić do 300 ka-lorii! Wszystkie te rady z pewnością pomogą zapobiec przerażeniu w oczach podczas konfrontacji z wa-gą. Pamiętajcie jednak - przede wszystkim umiar! Kuba Kowalczyk Miliony na święta?
Święta nie wszystkim kojarzą się wyłącznie ze wspólnym kolędowaniem czy spotkaniem z najbliższymi. Niewątpliwe większość ludzi Boże Na-rodzenie łączy również z wydatkami, które stają się coraz wyższe.
PORADNIK ŚWIĄTECZNY

Większość obywateli naszego kraju przed świętami potrzebuje zazwyczaj większej gotówki czy to na prezenty, na ozdoby czy też na jedzenie. Duży odsetek ratuje się pożyczką lub chwilówką. Cze-mu tak jest? Czy jest to związane z rozrzutnością ludzi, czy może ze wzrostem cen, który niewątpli-we odbija się na kieszeni zwykłe-go Kowalskiego? Ciężko to jedno-znacznie określić. Pewne jednak jest to że wydatki związane z obchodzeniem Bożego Narodze-nia można zminimalizować. W roku 2016 przeciętna polska rodzina planowała wydać tuż przed świętami 1121 zł, czyli o 5% więcej niż w roku 2015. Społeczeństwo chciało przezna-czyć na prezenty 44% (ok. 489 zł) całkowitego budżetu świąteczego. Jest to duża kwota, jednak można ją skutecznie zmniejszyć. Jednak jak to zrobić? Doskonałym pomysłem na zmi-nimalizowanie kosztów związa-nych z obdarowywaniem naszych

PORADNIK ŚWIĄTECZNY

bliskich są prezenty, które wyko-nujemy własnoręcznie. Internet pełen jest krótkich filmików DIY pokazujących przystępne sposoby ręcznego wykonania wspaniałych drobiazgów. Całościowa kwota zrobienia takich gadżetów waha się zazwyczaj w granicach od 10 do 30 złotych. Dodatkową zaletą wykonywania upominków samo-dzielnie jest zazwyczaj niezwykle pozytywny odbiór takiego prezen-tu przez obdarowanych -  więk-szość z nas postrzega przecież takie przedmioty typu "handmade" jako dar wypływający prosto z serca. Boże Narodzenie łączy się rów-nież z tradycyjnymi dwunastoma potrawami, które zajmują szcze-gólne miejsce na naszych stołach. Stanowią one także nieodzowną, bardzo sentymentalną bożonaro-dzeniową tradycję. Wielu ludzi w związku z natłokiem obowią-zków nie wykonuje potraw samo-dzielnie, a wspomaga się tzw. sklepowymi gotowcami. Te,  nies-tety, oprócz mniejszej ilość substancji odżywczych, charak-teryzują się również wyższą ceną. Przykładowo, za kilogram domo-wych pierogów (z kapustą i grzy-bami) zapłacimy około 10 zł, zaś za taką samą ilość pierogów mro-żonych z tym samym farszem zapłacimy już około 26zł. Z taką samą sytuacją spotykamy się w przypadku schabu ze śliwką. Gdy decydujemy się go przy-gotować samodzielnie w domu, koszt tego specjału to średnio 17 zł za kilogram. Gdy zaś chce-my dokonać zakupu tego samego produktu w pewnej renomowanej firmie mięsnej, te same pieniądze wydamy tylko za 550 g. To niemal dwukrotnie więcej! Przykładów tego, że - przygoto-wując coś samodzielnie - płacimy mniej, jest naprawdę bardzo wie-le. Niestety, ograniczeniem wyda-je się być czas. Jednak i na to mo-żemy znaleźć radę! Dobrym spo-sobem rozwiązania tego problemu stanowi przygotowywanie potraw wcześniej i mrożenie ich lub po prostu przetrzymywanie w lo-dówce. W ten sposób możemy przygotowywać dania w wolnym czasie albo choć z kilkudniowym wyprzedzeniem. Czym byłyby święta Bożego Narodzenia bez pięknie przys-trojonej choinki, czy klimatycznie udekorowanego domu? Wydatki związane z zakupem ozdób świą-tecznych są naprawdę duże, a nie-które przedmioty, którymi chcemy upiększyć nasze cztery kąty, mogą osiągnąć horrendalne ceny, które rujnują zwykle budżet naszej ro-dziny. Z pomocą znów przychodzą czeluście Internetu! Tak jak

PORADNIK ŚWIĄTECZNY

w przypadku prezentów, znajdziemy tam wiele porad mówiących o tym, jak wyczarować "coś z niczego". Niskim kosztem wprowadzamy w ten sposób do naszego mieszkania świąte-czną magię. Co więcej, podczas przygoto-wywania tych dekoracji możemy spędzić czas z rodziną. Któż nie pamieta z dzieciństwa radości podczas tworzenia papierowych łań-cuchów choinkowych? Święta to czas, który chcemy spędzić z blis-kimi, nie martwiąc się o stan naszego konta bankowego czy nadchodzącą ratę kredytu. Powrót do tradycji może działać zbawiennie na nasz portfel. Ręcznie wykonane potrawy, ozdoby czy prezenty czynią święta przecież jeszcze cudowniejszymi. Katarzyna Kuder Jak to jest z naszymi prezentami?
Święta to zapewne dla wielu z nas najpiękniejszy czas w roku. Uwiel-biamy tę krzątaninę po kuchni, peł-ną zapachów i magiczną atmosfe-rę, która towarzyszy nam tylko pod-czas tych pięknych chwil.
PORADNIK ŚWIĄTECZNY

Bardzo ważnym elementem tego okresu są różnego rodzaju poda-runki, prezenty. Jedne – robione ręcznie, drugie – kupowane na szybko. No właśnie… Czy ktokolwiek z nas zasta-nawiał się kiedyś, jaki sens ma obdarowywanie bliskich róż-nymi cudeńkami – tymi bardziej i mniej trafionymi w gust i zain-teresowania? Czy tak naprawdę potrafimy przyjmować - a co naj-ważniejsze – dawać je? Czy po-trafimy z tego wykrzesać choć odrobinę radości, której nam – często nieświadomie – tak bar-dzo brakuje? Z pewnością nie-wielu z nas się nad tym zasta-nawiało. Niektórzy uważają, że istotę rzeczy stanowi pamięć o bliskich. Coś w tym jest. Dla wielu osób pamięć to podstawa. Gdybyśmy zapytali przypadkowo spotkanych ludzi o kwestię obdarowywania prezentami, odpowiedzieliby na pewno, że już sam fakt wręczania daje ogromną radość. Najlepiej jednak, aby prezent był prze-myślany - wtedy sprawia przy-jemność zarówno obdarowanemu, jak i wręczającemu. Dlatego ku-pujmy prezenty wcześniej, kiedy jeszcze mamy czas, aby się

PORADNIK ŚWIĄTECZNY

zastanowić. Zwróćmy też uwagę na to, jakie prezenty mogłyby najbardziej ucieszyć bliskich. Lu-bimy prezenty praktyczne albo wprost przeciwnie - upominki ku-pione w sklepie lub takie, które są zrobione własnoręcznie. Wszy-stko zależy od osoby obdarowy-wanej, charakteru, wieku, spojrze-nia na świat. Tylko taki prezent - trafiony w gust naszych bliskich - będzie miał sens. Cóż, to tylko moja subiektywna opinia, ale myślę, że najwięcej ra-dości sprawiają nam te upominki, w które wkładamy najwięcej pra-cy i serca. Mam tu na myśli oczy-wiście te przygotowywane włas-noręcznie. Przede wszystkim liczą się chęci i pamięć o osobach, któ-re chcemy obdarować choćby naj-mniejszym drobiazgiem. Każdy taki gest jest bowiem doskonałym dowodem na to, że nie zapomina-my o naszych bliskich, przyjacio-łach, że chcemy sprawić im ra-dość, a także pokazać, że zawsze mogą liczyć na nas i na naszą po-moc. Choć tak naprawdę każda oka-zja jest dobra, aby poprzez pre-zent wyrazić uczucia, jakie ży-wimy do innych, w Boże Naro-dzenie zróbmy to najlepiej, jak tylko potrafimy. Julita Podolska Wyjdź poza schemat!
W okresie przedświątecznym gdzieś z tyłu gło-wy przychodzi na myśl to jedno słowo – pre-zenty. Dla spóźnialskich mamy ostatnie porady.
PORADNIK ŚWIĄTECZNY

Dla jednych to przedświąteczna zmora stresu związanego z nietrafionym zakupem, a dla in-nych - sama radość zarówno z ich kupowania jak i otrzymywania. Prezentów co rok jest wie-le, tak samo jak wiele różnych jest ludzi, któ-rzy nas otaczają. Zapewne u każdego jest z ni-mi inaczej, są ci, którzy już dawno odeszli od kładzenia upominków pod choinkę, a są i tacy, którzy nie wyobrażają sobie bez nich Bożego Narodzenia. Z reguły w grudniu pojawia się w głowach Polaków nieodłączne pytanie – co takiego mo-gę kupić? Zazwyczaj wybór pada na coś pow-szechnie znanego jak kolejne perfumy, to-rebka, zegarek czy nowy portfel. Nierzadko jednak rzeczy, które mogą być wspaniałym darem są tuż na wyciągnięcie ręki. Wystarczy się rozejrzeć i naprawdę pomyśleć o osobie, którą chcemy obdarować. W tym artykule chciałabym przedstawić kilka pomysłów na niebanalne, a przede wszystkim tanie i tra-fione prezenty. Pierwszą z propozycji są kosmetyki. Nie chodzi tu jednak o te kupne, ale wykonane własnoręcznie. Idealnym rozwiązaniem będą wszelkie peelingi czy kule do kąpieli, gdyż wbrew pozorom są to rzeczy proste i tanie

PORADNIK ŚWIĄTECZNY "Nierzadko rzeczy, które mogą być wspaniałym darem są tuż na wyciągnięcie ręki. Wystarczy się rozejrzeć i naprawdę pomyśleć o osobie, którą chcemy obdarować."

do wykonania. W tym wypadku większość składników to produkty, które każdy posiada,  np.: oliwa z oliwek, cynamon, olejki eteryczne czy cytryna. Takie wykonane własnoręcznie i pięknie przystrojone upominki wywołają uśmiech na twarzach bliskich. Kolejnym pomysłem może być fotoksiążka. Ten zyskujący na popularności prezent jest świetnym rozwiązaniem. Wystarczy Internet, zdjęcia i wybranie lub stworzenie przez nas samych idealnego szablonu tego typu książki, która ucieszy każdego, jak choćby naszych dziadków czy rodziców. Trzecim wariantem jest po prostu spełnianie marzeń, a raczej pomoc w ich realizowaniu. Z jednej strony jest to chyba najprostsza, (lecz  z drugiej - chyba najtrudniejsza) opcja. Wys-tarczy znać osobę, której chcemy coś dać. Jeśli ktoś kocha fotografię i chciałby z tym wiązać dalszą przyszłość to czemu nie podarować ta-kiej osobie kursu fotograficznego? Tak samo można postąpić z innymi zainteresowaniami. Twój bliski maluje? Podaruj mu nowe farby lub zapisz na zajęcia, a efekt zadowolenia gwarantowany. Jeśli ktoś chce zmiany, no-wego, lepszego, a przede wszystkim zdrowego trybu życia to karnet na siłownię albo pora-dnik zdrowego żywienia będzie idealny. Tak naprawdę podstawą znalezienia czegoś, co w stu procentach będzie odpowiadać na-szym bliskim jest dobre słuchanie. Wystarczy być przy nich przez cały rok i najzwyczajniej w świecie słuchać tego co mówią, bo właśnie w tym kryje się tajemnica prezentów. Małgorzata Nieznańska OKIEM KRYTYKA (Nie)oczywista esencja świąt
W okresie przedświątecznym spotykamy się z terminem "magii świąt". Warto się zastanowić czy faktycznie czujemy tę atmosferę...
OKIEM KRYTYKA

Jeśli chcemy jej doświadczyć, możemy wzbogacić nasze poszu-kiwania książką, która przedstawi i wyjaśni nam czym tak naprawdę są święta Bożego Narodzenia. Dobrym przykładem jest tutaj książka pt. „W śnieżną noc” au-torstwa trzech poczytnych pi-sarzy, z których zdecydowanie najbardziej rozpoznawalnym jest John Green. „W śnieżną noc” to tak naprawdę zbiór trzech niezwykle różnych, a zarazem podobnych opowiadań utrzymanych w klimacie świąt, w które wpleciono niebanalne wydarzenia z życia młodych lu-dzi. Pierwszym opowiadaniem jest przepełniona ciepłem „Podróż wi-gilijna” Maureen Johnson. Ciąg zdarzeń skupia się tutaj na dzie-wczynie o wyjątkowo rzadkim imieniu – Jubilatka, która przez kilka trudnych doświadczeń – ta-kich jak pobyt rodziców w wię-zieniu czy awaria pociągu trafia przypadkowo do małego miaste-czka o nazwie Gracetown, gdzie poznaje porzuconego przez swoją dziewczynę Stuarta. Chłopak pro-ponuje jej spędzenie świąt Bożego Narodzenia z nim i jego rodziną. Kolejnym opowiadaniem jest „Bożonarodzeniowy Cud Pom-ponowy” pióra Johna Greena. Możemy w nim znaleźć dobrze znany z innych powieści tego autora motyw drogi, natomiast element świąt został tu dość ograniczony. Nie znaczy to jed-nak, że nie ma go wcale. Spo-tykamy mnóstwo ironii i humoru typowego dla współczesnych na-stolatków. Głównym przesłaniem utworu jest jednak to że szczęście bardzo często jest na wyciąg-nięcie ręki i nie trzeba go szukać, tylko dostrzec to  co znajduje się wokół nas. Finalną część stanowi „Święta patronka świnek” autorstwa Lau-ren Myracle. Rozgrywa się w niej historia Addie, która opłakuje

OKIEM KRYTYKA

swoje rozstanie z Jebem. Fakt ten boli ją jeszcze bardziej, gdyż ich pierwsza rocznica miała wypadać właśnie w Wigilię. Mimo poca-łunku Addie z Charliem - który, można powiedzieć, zaprzepaścił wszystko - bohaterki nadal nie opuszcza nadzieja, że uda się jej naprawić dawny związek. W pe-wnym momencie dziewczyna otrzymuje zadanie – ma odebrać miniaturową figurkę świnki dla swojej przyjaciółki. W tym opo-wiadaniu wszystko łączy się w całość, a bohaterowie książki spotykają się w kawiarni – Star-bucksie. Obok świąt, miłości i serii nieprzewidywalnych zdarzeń wła-śnie Starbucks jest tym wspólnym punktem, w którym wszystko się wyjaśnia, a cała akcja nabiera głębszego sensu. Książka jest napisana w bardzo przystępny sposób, a sytuacje w niej zawarte zyskały urokliwy charakter zachęcający do czyta-nia. Wszyscy autorzy pracowali naprawdę sumiennie, gdyż - poza stworzeniem swoich fragmentów książki - musieli bliżej poznać poprzednie, aby na końcu móc stworzyć jednolitą powieść. Z mojej strony serdecznie za-praszam do lektury, która wpro-wadza w świąteczny nastrój, a je-dnocześnie przedstawia czym jest

OKIEM KRYTYKA

ta prawdziwa esencja świąt, ponieważ - z pew-nością, w rzeczywistości nie ujawnia się ona wcale we wszystkich zewnętrznych oznakach Bożego Narodzenia. W istocie to przecież wła-śnie ludzie, którzy nas otaczają, tak naprawdę są w Boże Narodzenie najważniejsi. Bardzo często trwają oni przy nas przez cały rok, a my zauważamy ich dopiero w tym specyficznym czasie. Dlatego warto przeczytać tę książkę i zastanowić się przez chwilę nad tym, co osobiście uważamy za prawdziwą esencję Bożego Narodzenia. Małgorzata Nieznańska Rock 2017 pod lupą
Grudzień jest dobrym momentem na wszelkie podsumowania. Dokonajmy więc przeglądu kilku ciekawszych gatunków muzycznych.
MOCNE UDERZENIE

Muzycznie ten rok chyba można uznać za udany – na liście nowości płytowych obok Depeche Mode i Happysadu czy Deep Purple znalazło się wiele popowych krążków. Nie mo-żna nie wspomnieć o nowym Destruction, Se-pulturze czy koncertówce Iron Maiden. Ale wymieniać można przez dobre pół strony albo i dłużej, a ja z listy nowości wydawniczych tego roku wybrałam trzy, które przyciągnęły moją uwagę najbardziej (oczywiście z kate-gorii, jak to nazywają, niszowej). Roger Waters – Is This The Life We Really Want? GATUNEK: ROCK PROGRESYWNY Za bardzo cenię sobie Pink Floyd, żeby nie rozpływać się nad wokalem Watersa już od pierwszych słów. Jest to album, na który trzeba poświęcić więcej czasu, ale bez wą-tpienia wartościowy i dojrzały, bo jak mogłoby być inaczej w przypadku byłego wokalisty tej grupy? Do tego cały czas ma się wrażenie, że kompozycje coś przypominają. I rzeczywi-ście, bo ten album ma w sobie chyba najwięcej pierwiastka Pink Floyd ze wszystkich po-przednich. To jest coś, co bez wątpienia można nazwać cieplutkim.

MOCNE UDERZENIE

Das Moon – Dead GATUNEK: SYNTH POP/DARK ELECTRO Sam odsłuch tego polskiego krążka był dla mnie ciekawym doświadczeniem. Dla mnie - jako osoby, która wcześniej w ogóle nie miała styczności z czymś takim jak dark electro. W części utworów dochodzi do głosu jakby więcej synth popu, ale zwłaszcza singiel ty-tułowy i utwór drugi w kolejności przywołują trochę zbyt dużo mrocznych skojarzeń. Dark jak sto pięćdziesiąt. Jakby Das Moon pier-wszymi piosenkami chcieli zyskać sobie pewność, że zatrzymają słuchacza do samego końca. Gdzieś, od Owl zaczynając, grupa trochę spuszcza z grozy. Zaryzykowałabym puszcze-nie kolejnych numerów, czyli Rain i Time, w galerii handlowej. Nie zagłębiając się w ich teksty powiedziałabym o środkowej części al-bumu jako o poprawnej politycznie. Na koniec klimat wraca na początkowe tory. Das Moon pamiętał, żeby zostawić niedosyt… DragonForce – Reaching Into Infinity GATUNEK: POWER METAL Dragonforce wydaje od blisko 15 lat. Od te-go czasu wprowadzaja do metalu coś z fanta-stycznych krain pełnych smoków i rycerzy. Zdania na ich temat są podzielone, ponieważ taka fuzja fantasy i metalu daje w pewien spo-sób coś nie tyle ekstremalnego co eksce-ntrycznego. Nie, to nie jest ani poważne, ani ambitne, ale ma w sobie cos potężnego. Płyta nie jest jakimś przełomem w całym do-robku grupy, ale widać, że muzycy nie

MOCNE UDERZENIE

zamknęli się w swoim schemacie. Bez kilku utworów moglibyśmy się obyć, gdyż nie wno-szą one niczego nowego, ale reszta jest po prostu świeża, co trzeba docenić, bo zespół od 2014 r. co roku wypuszcza nowy materiał. Panowie się spisali, wszystko gna równie szy-bko jak zawsze. Dragonforce to lawina. Ze zniecierpliwieniem oczekuję na nowości 2018 roku. Mam nadzieję, że będzie równie bogaty w propozycje jak ten mijający. Na bie-żące informacje ze świata muzyki oczekujcie w kolejnych numerach Logosa. Martyna Budzyńska HIV to ja!
Zwycięski artykuł w szkolnym konkursie "Moja wie-dza o AIDS to bezpieczeństwo i brak uprzedzeń" autorstwa Julii Dróżdż z klasy II b naszego liceum.
NASZE PASJE

Jestem ludzkim wirusem upo-śledzenia odporności, zapewne znacie mój pseudonim, HIV. Ist-nieją dwie hipotezy skąd po-chodzę. Możliwe, że stworzyli mnie amerykańscy naukowcy przygotowujący broń biologiczną albo rozprzestrzeniłem się wśród afrykańskich małp. Zbudowany jestem z dwóch identycznych cząsteczek jednoni-ciowego RNA oraz enzymu od-wrotnej transkryptazy zamknię-tych w kapsydzie. Nie mógłbym zapomnieć o glikoproteinach, któ-re czynią mnie niewidzialnym, gdy atakuję limfocyty T. Przez wiele lat mogę żyć w utajeniu. Pamiętaj, że potrzebuję 12 ty-godni na rozprzestrzenienie się w Twoim organiźmie. Czasami da-ję objawy, głównie grypy. W razie wątpliwości zgłoś się do Punktu Konsultacyjno - Diagnostycznego i sprawdź, czy żyję w Tobie. Po kilku dniach otrzymasz wyni-ki. Jeżeli wynik będzie pozytywny, wystarczy, że zacz-niesz przyjmować leki, a wtedy wszystko pozostanie normalnym. Jeżeli zbagatelizujesz problem, w końcu przerodzę się w AIDS, zespół nabytego braku odpor-ności, czyli ostatni etap zaka-żenia, przez który z pewnością umrzesz. Wiesz, jak zarażam? Kogo za-rażam? Wszystkich! Ciebie też mogę, chyba że zastanowisz się, zanim zrobisz coś głupiego i nie-odpowiedzialnego. Pamiętaj, że występuję w krwi i wydzieliinach błon śluzowych. Zawsze więc unikaj kontaktu z krwią osoby, której nie znasz, zabezpieczaj się podczas sto-sunków seksualnych, a Ty, mamo, jeżeli jesteś zakażona pamiętaj, o bezpieczeństwie swojego niena-rodzonego dziecka, wtedy zwię-kszysz jego szanse na bycie zdrowym. Moja obecność nie eliminuje Cię z życia społecznego. Nie zarazisz

NASZE PASJE

nikogo, gdy będziecie mieszkać w jednym domu, jeść z tych samych talerzy i używać wspólnych ręczników. Niekiedy wzbudzisz strach, Ty i Twoja choroba, brak akceptacji, z tym też musisz się liczyć. Jednak nie jesteś zobowiązany do informowania wszystkich o swoim zakażeniu. Nie rób tego, gdy nie jest to konieczne, ale z pewnością na tak poufną informację zasługuje Twój partner. Nigdy nie myśl, że jesteś gorszy, nie izoluj się od ludzi, żyj pełnią życia, przyjmuj leki, a będę Twoim cichym i nieszkodliwym "przyjacielem". Wirus HIV Dajcie nam zagrać!
Znowu grasz? Ile można tracić na to czasu? – ostre słowa wypowiada poirytowanym głosem matka. Stoi w progu twojego pokoju i patrzy. Nigdy nie jest zadowolona, gdy robisz właśnie TO na komputerze.
LOGOS SUBIEKTYWNIE

„Powinieneś się wstydzić! Nic, tylko grać byś chciał” – tak wła-śnie wielu rodziców postrzega granie w gry komputerowe przez ich dzieci. W oczach starszego pokolenia dostrzegamy dezapro-batę tak silną, jakby komputer stał się w ostatnich latach złem osta-tecznym, gorszym niż słodycze, lenistwo i telewizor razem wzię-te. Trudno wskazać bezpośrednią przyczynę tak wysokiego awansu gier komputerowych na rodziciel-skiej liście pt. „Grzechy główne nastolatków”. Czyżby miało to ja-kiś związek ze słowem gra, odbie-ranym tylko i wyłącznie jako za-bawa? Gdyby jednak tak było, nastawienie do tak zwanych plan-szówek też uległoby zmianie na gorsze. Być może pejoratywne uczucia rodziców wobec grania na komputerze są spowodowane  tym, że nie są oni w stanie nadą-żyć za szybko postępującą techno-logią. Pojawia się w nich strach przed nowością, podejrzliwość

LOGOS SUBIEKTYWNIE

wobec przedmiotów, które po-chłaniają tyle czasu i uwagi mło-dych ludzi. To z kolei rodzi niechęć, prowadzi do odrzucania raz po raz wszelkich prób kontr-argumentowania. Nasza obrona gier jako źródła nie tylko roz-rywki wywołuje tylko: „Dobra, dobra, wiem swoje", "Skrzywisz sobie plecy", "Oczy ci zgniją", "Nie wyśpisz się", "Ty tylko tam chodzisz i do ludzi strzelasz!”. Właśnie. Cokolwiek nie po-wiemy, słyszymy w odpowiedzi podobne formułki, jakby zako-dowane w pamięci rodziców. I co można z tym problemem zrobić? Podobno we wszystkim można znaleźć jaśniejszą stronę. Cóż, codzienność pokazuje, że niektó-rzy wolą żyć stereotypami. Gdyby tylko nie wrzucać zwyczajnej młodzieży do jednego worka z wyjątkowymi przypadkami nie-dojrzałych graczy... Naprawdę to nie wina gier, że zdarzają się ludzie bardziej agresywni lub ta-cy, którzy nie potrafią odróżnić rzeczywistości od świata wirtual-nego. Żeby odnaleźć się w świecie gier komputerowych, trzeba mieć tro-chę rozsądku, cierpliwości i sa-modyscypliny. Ale przy którym hobby czy (nie bójmy się użyć tego słowa) PASJI nie trzeba zachować kontroli nad sobą? To od charakteru zależy, jak wpływa na nas dodatkowe za-jęcie. Nie widzę tu różnicy mię-dzy graniem w gry komputerowe, a pisaniem, rysowaniem, jazdą konną… Nieważne co.  Ważne JAK to robisz, jak radzisz sobie z postawionymi wymaganiami, z ustawioną przez siebie poprze-czką. Ważne jest, jak bardzo dobry chcesz być w tym, co robisz. Nie dyskryminujmy graczy albo sportu elektronicznego powszech-nym myśleniem, że granie to tyl-ko marnotrawienie czasu prowa-dzące do uzależnienia. Zbyt czę-sto mówi się o samych nega-tywach, sprowadza się gry do rangi płytkiej rozrywki, bez-rozumnego klikania w klawiaturę. Ale jest za tym coś więcej. Mało kto wspomina jednak o tym, że dzięki graniu bardzo szybko możemy nauczyć się współpracy i polepszyć umiejętności w za-kresie komunikacji międzyludz-kiej. Nic tak nie przygotowuje do bycia liderem jak wydawanie poleceń drużynie, które mogą zaważyć na naszym wyniku. Zanim zaczniemy podejmować trudne życiowe decyzje, można ćwiczyć naukę wyboru odpo-wiedniej postaci, uważąjąc je-dnocześnie na rywali i nieubła-gany limit czasu. Bywają takie

LOGOS SUBIEKTYWNIE

sytuacje, że jeden nieodpowiedni krok, jedna walka w złym mo-mencie może zadecydować o klę-sce. W przyszłej pracy pewnie mile widziana będzie szybkość reakcji i umiejętność stanowcze-go reagowania na nieprzewidzia-ne okoliczności. To nie tak, że tylko „znowu grasz zamiast się uczyć” – w wię-kszości gier online spotykasz się z graczami z wielu innych krajów, z którymi musisz się jakoś porozumieć. Jak? Oczywiście w języku angielskim. Nie mówię już nawet o strategicznym myśle-niu i planowaniu, którym trzeba się posłużyć, jeśli chce się wy-grać mecz czy zdobyć kolejny poziom. Nie chcę mówić, że dla wszys-tkich gra na komputerze jest prawdziwym zainteresowaniem. Może być jedynie sposobem na spędzanie wolnego czasu. To od nas zależy, czym będzie dla nas sport elektroniczny. Daj-my mu jednak szansę, mimo że dopiero raczkuje wśród innych hobby. Pozwólmy mu wreszcie wstać na nogi i wykonać pier-wsze, drżące kroki: pierwszy niech pokaże nam piękno współ-pracy, drugi -   ekstazę wygranej, a kolejny, nieco chwiejny naukę po przegranej. Oby każdemu to-warzyszyło jedno, najważniejsze uczucie - pasja. Agata Klimczyk Polak gubi tradycję
Z tradycją mamy od niedawna poważne proble-my. To żadna tajemnica. Czy jesteśmy jeszcze w stanie zawrócić z tego niepożądanego kursu?
LOGOS SUBIEKTYWNIE

Święta Bożego Narodzenia to niezwykły czas dla wszystkich Polaków. Szczególne święto, któ-re powinno nam się kojarzyć z na-rodzinami Zbawiciela. Tymczasem my na przestrzeni wieków wokół tej uroczystości zbudowaliśmy piękne obrzędy, tradycje wywo-dzące się z dziada pradziada. To jest właśnie niezwykłe, że po-trafimy w tym okresie zbudować coś wspólnie z całą rodziną. Łą-czymy się też jako naród, gdy z rumieńcami na policzkach i czy-stym sercem łamiemy się opłat-kiem z bliskimi, mając świado-mość, że około 98% społeczeń-stwa robi dokładnie to samo w tej chwili. Umacnia nas to w przeko-naniu o wielkiej wartości świąt. Sprawia, że pojawia się ta niez-wykła atmosfera, „to coś”, iskier-ka w głębi duszy i gęsia skórka na rękach. Powolutku, małymi kroczkami zaczynamy - niestety - odsuwać się od tego co piękne. Często nawet nie zauważając, zapomi-namy o paru szczegółach. Ze zdzi-wieniem podsumowujemy co ro-ku: „To już nie te same święta, co kilka lat temu…”. Możemy so-bie wyobrazić wieczerzę wigilijną bez obecności choinki? Tu Was zaskoczę - w porównaniu do lat poprzednich zrezygnowało z niej 14% Polaków, a 40% zdecydowało się na mniejszą niż w ubiegłym roku. Tylko 20% decyduje się na żywe drzewko, podczas gdy je-szcze niedawno nie można było sobie wyobrazić Bożego Naro-dzenia bez zapachu jodły. Nagle okazało się, że jest "za dużo igie-łek i więcej sprzątania". Dziwne, prawda? Myślę, że to nie dlatego, że po-padamy w monotonię... Po pros-tu zaczyna nam brakować czasu, bo poświęcamy go coraz więcej na rzeczy nieistotne. Dużo kal-kulujemy, wolimy zostać dłużej w pracy dla lepszej premii. Nie zawsze to konieczne... Młode

LOGOS SUBIEKTYWNIE

pokolenie ulega zbyt dużej presji rówieśniczej; robimy coś tylko dlatego, że jest modne, a nie dla tego, że ma jakiś sens. A jakimś magicznym sposobem babcia (bez telefonu, tabletu i najnowszej Fify) zawsze ma czas upiec do-datkowy makowiec, włożyć sianko pod obrus, zrobić chociażby skro-mnych 12 potraw. Zagrzewa wszy-stkich do śpiewania kolęd, a nie samego słuchania ich podczas otwierania prezentów. Zawsze bę-dzie skłonna dorzucić do podarun-ków kilka pomarańczy zamiast czekolady, bo tak robiło się za jej czasów, to była tradycja. Uważasz, że Ciebie to nie do-tyczy? Zrezygnowałeś w tym roku z bombek na choince? Kiedy ostatnio przygotowałeś dodatkowe nakrycie? Pamiętałeś o wspólnej modlitwie przed wieczerzą i wy-patrywaniu pierwszej gwiazdy? To nie żaden test, nie chodzi tu o naliczanie ujemnych punktów, ale o znalezieniu w sobie tej cen-nej wartości, którą przekażemy kolejnym pokoleniom. Jeśli nie skorygujemy kierunku zmian, jakie z każdym rokiem tyl-ko postępują, za parę lat kolacja wigilijna będzie składać się z mis-ki chipsów i paru cukierków a ła-mać będziemy się kostkami cze-kolady, albo nie będzie niczego, bo nikt nie będzie miał czasu czegokolwiek kupić. Sara Bojarska Chcę więcej czasu!
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się dlaczego tak szybko wszystko znika? Dlaczego tak ciężko znaleźć nam wolną chwilę? Może święta to idealny moment na taką reflekscję...
LOGOS SUBIEKTYWNIE

Pewna osoba zaproponowała mi,  żebym podczas reflekscji nad tym problemem zainspirowała się pew-nym muralem. Mam nadziej, że go widzieliście. Znajduje się przy ulicy Narutowicza w Radomsku na ścianie zakładu pogrzebowego. Jest wykonany w neutralnych bar-wach, widać na nim otwarte dło-nie. Między palcami spadają frag-menty zagara - to symbole czasu. Lecz najważniejszy na tym muralu jest napis, który naprawdę daje do myślenia: „Nierzadko najbar-dziej bezcenną rzeczą w życiu jest to, by ktoś miał dla nas czas”. Jakże to mobilizujące do przemy-śleń! Skoro czas jest tak bezcenny, co sprawia, że tak szybko ucieka? Może to wina tzw. "pożeraczy" czasu? Zbyt długo przebywamy w otoczeniu technologi, a nie lu-dzi. W pewien sposób zastępu-jemy prawdziwy kontakt z innymi aktywnością na portalach społe-cznościowymi. Dlatego po części to ich wina. Ale przecież

LOGOS SUBIEKTYWNIE

wszystko jest dla ludzi! Jednak znaleźć możemy jeszcze jedną przyczynę: człowiek jest taką is-totą, która w dążeniu na szczyt nie zawraca uwagę na nic i, gdy osiąga postawiony sobie cel, nie potrafi wyhamować, lecz wyzna-cza nowy, bardziej ambitny cel i do niego zmierza. Tak, ta pogoń za sukcesem nigdy się nie koń-czy... Niestety, apetyt zawsze ro-śnie w miarę jedzenia. Tyle napisałam o tych wszys-tkich przyczynach, ale przecież - jeśli ktoś ma chęci - znajdzie czas dla innych. Dlaczego więc tego nie robimy? Może ludzie nas irytują, ponieważ mają swoje zdanie? Wychodzi tu na wierzch po prostu nasz egoizm. Cóż, nie możemy ludzi zaprogramować tak, by uważali, robili, myśleli w ten sam sposób, jak my. Może wynika to z lenistwa? Nie chce nam się starać i dążyć do większej empa-tii -  wtedy trzeba by takiej oso-bie zaufać, pomagać i poświęcić swoje przyjemności, co nie zaw-sze nam odpowiada. Oprócz tego możemy wskazać chyba jeszcze jedno wyjaśnienie całego problemu. Mianowicie, wielu z nas jest tak bardzo zaa-patrzonych w siebie, w swoje ra-cje i często w swoje problemy, że nie widzimy kłopotów innych, wręcz nie chcemy tego widzieć. Jest to choroba obecnej cywi-lizacji - potworna "znieczulica" - udajemy, że nie widzimy smutku drugiego człowieka i dobrze nam z tym. Chciałabym kiedyś obudzić się w równoległym świecie, gdzie ludzie wzajemnie sobie poma-gają, nie ignorują siebie i nie chcą zastąpić miłości oraz czu-łości własnym zyskiem. Nadchodzi Boże Narodzenie, które jest czasem spędzanym z bliskimi. Chciałabym wam ży-czyć jak najpiękniejszych chwil z rodziną i przyjaciółmi. Niech to nie będą jedyne dni w ciągu ro-ku, gdy macie trochę czasu dla najważniejszych w waszym życiu osób. A jeśli mieliście z tym do-tychczas problemy - oby nadcho-dzące Boże Narodzenie stało się dla was okresem przełomowym. Nigdy nie zapominajcie, że na świecie jesteśmy tylko przez chwilę. Możemy ją poświęcić je-dynie na pogoń za ambicjami. Możemy też zrównoważyć bilans między naszą pracą i obowiąz-kami a rodziną i przyjaciółmi. Dzięki temu nigdy nie będziemy żałować, że o czymś nie powie-dzieliśmy innym. A przecież tak często się to zdarza, gdy kogoś z naszych bliskich już nie ma na tym świecie. Rozmawiajcie więc w to Boże Narodzenie! Ewelina Gierakowska LOGOS TWARZĄ W TWARZ Pokój będzie, gdy ludzie zmienią myślenie!
Każdy wie, jak wielką wartość ma rozmowa z przyjaciółmi. A co dopiero, gdy tymi przyja-ciółmi są nauczyciele, na dodatek - zagraniczni.
LOGOS TWARZĄ W TWARZ LOGOS TWARZĄ W TWARZ

Avi i Jakub. Nauczyciele w szkole średniej w izraelskim Kiryat Bia-lik. Moi dwaj wspaniali Przyja-ciele. Nieprzypadkowo pisani wielką literą. Poznaliśmy się w Ziemi Świętej w 2015 roku podczas wymiany radomszczań-skiej młodzieży. Pokazali mi wiele - dzięki nim każdego dnia przypominam sobie święte miejsca w Jerozolimie, Przy okazji ich wizyty w Radomsku odbytej w po-łowie grudnia, miałem możliwość porozmawiania z nimi zarówno o Polsce i Polakach, jak i o Iz-raelu i Izraelczykach. Jeśli macie 10 minut, zapraszam do lektury! Czy cieszycie się z tego wyjazdu do Polski? Co uważacie w nim za najważniejsze? Avi: Dla mnie priorytetem tej po-dróży jest poznanie Polaków i re-prezentowanie Izraelczyków oraz zobaczenie tego, co nas łączy,

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

co jest między nami zwyczajnego. Wiesz przecież, że historia od-dzieliła nas od Polski, lecz - gdy spojrzysz głębiej - zobaczysz rolę Żydów w Polsce na przestrzeni wieków. Między nami i Polakami jest jedna więź pokoju. Historia Żydów i historia Polski jest nie-rozdzielna, jest wspólna. Jakub: Dla mnie to także powrót do historii, ale w innym znacze-niu. Gdy tu wracam, wspominam Holocaust: cała rodzina mojej ma-my, a także mojego taty, zginęła na tych terenach w czasie oku-pacji hitlerowskiej. Dlatego Pol-ska budzi we mnie to tragiczne wspomnienie - Holocaust. Przyby-cie tutaj teraz pozwala mi spoj-rzeć na to z innej strony - Polska wygląda wspaniale. Spotkałem mnóstwo życzliwych, uśmiecha-jących się ludzi. To jest inne wrażenie niż dramatyczne wspom-nienia o wojnie - jestem szczę-śliwy, że tu przyjechałem; wiem że przyjadę tutaj jeszcze niejeden raz. Zatem przyjazdy do Polski - tak-że już te odbyte - są dla was obu powrotem do historii? Jakub: To prawda. Avi: Tak, oczywiście. Moja ro-dzina także przeszła przez Holo-caust. Ja również pochodzę z Pol-ski - tutaj jest część moich korzeni. Uważam jednak, że trzeba iść naprzód. Jeśli będziemy ciągle stać i patrzeć tylko w przeszłość, nigdzie nie dojdziemy. Zatem czas najwyższy popatrzeć w przysz-łość. Przeszłości nie możemy zmienić, ale przyszłość - jak naj-bardziej. To bardzo ważna rzecz - zmienić podejście, myślenie. Mam na-dzieję, że coraz więcej ludzi -  zwłaszcza z mojego pokolenia, myśli podobnie jak ty, Avi. Avi: Wiesz, byłem zdumiony. Przy okazji wizyty w Polsce mia-łem lekcję dla dwóch klas w jednej ze szkół. Około 60 osób w sali. Moim pierwszym pytaniem do młodzieży było: Co wiecie o Izraelu?. Tylko jeden uczeń powiedział: Ja wiem. To jest na Bliskim Wschodzie. Trwa tam wojna między Izraelem a Pales-tyną. Odpowiedziała jedna osoba na sześćdziesiąt. Zadałem więc drugie pytanie: Kto z was kiedy-kolwiek widział Żyda lub z nim rozmawiał?. Tym razem dwie oso-by podniosły ręce. Dopytałem, kiedy dokładnie mieli taką moż-liwość. Okazało się, że w zeszłym roku, gdy grupa izraelskich ucz-niów przybyła do Radomska. To wydaje się być problemem. Niektórzy ludzie bowiem wypo-

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

wiadają wiele złych słów o Ży-dach i przeciw Żydom. Pytam ta-kich ludzi: Rozmawiałeś kiedyś z Żydem?... Avi: Nie, nie mógł rozmawiać. Dlaczego tacy ludzie mówią tak o nas? Bo nic o nas nie wiedzą! Antysemityzm może być nawet bez Żydów. Mówię ci, młodzież była w całkowitym szoku, gdy zacząłem im mówić o roli, jaką Żydzi odegrali w Polsce. Ucznio-wie zapytali mnie: Jacy Żydzi konkretnie?. Odpowiedziałem py-taniem: Nie znacie Berka Jose-lewicza?. Powiedzieli: Tak, zna-my!. Pytałem więc dalej: Pamię-tacie Juliana Tuwima, Adama Mickiewicza, Marię Skłodowską-Curie, Janusza Korczaka? Oni wszyscy byli Żydami z pocho-dzenia!. Dla wielu to był szok. To było dla wielu niewygodne, że cała polska historia naznaczona jest historią Żydów. Widać zatem mnóstwo wspól-nych elementów między nami... Avi: Myślę jednak, że wkład tych ludzi w polską historię nie był je-dynie spowodowany tym, że byli oni Żydami. Jakub: Stało się tak dlatego, że byli Polakami! Avi, Jakub, moglibyśmy rozma-wiać godzinami! Cóż... Wiecie,

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

że mamy w Europie, a także w Polsce, problem z antysemi-tyzmem. Sytuacja zmienia się ostatnio bardzo dynamicznie -  obserwujemy protesty na Za-chodzie, w takich krajach jak Niemcy, Francja. Co o tym myślicie? Avi: Sądzę, że problemem nie są Żydzi, ale muzułmanie. Wi-dzisz, Semici to byli ludzie za-mieszkujący Bliski Wschód. Dla-tego, gdy mówimy o antysemi-tyzmie, zawieramy w tym nie tylko Żydów, ale także muzuł-manów. To nie Żydzi powodują antysemityzm. Mamy wyraźny problem z Arabami, z muzułmana-mi. Uważacie, że może to mieć zwią-zek z migracjami ludności. Wie-lu muzułmanów przybyło do Eu-ropy w ostatnich latach... Avi: Faktycznie, może to być spo-wodowane problemem z imigran-tami. Jakub: Nie mówię w tej chwili o całej Europie, skupię się na  Polsce. Zobacz, niedawno, w cza-sie Święta Niepodległości Polski, odbyła się w Warszawie demon-stracja. Wiele osób wykrzykiwało antysemickie hasła. Jestem prze-konany, że wszyscy, którzy to ro-bili, nie znają nikogo o żydowskim pochodzeniu, nie znają Żydów. Jeśli tylko spotkaliby choć jednego z nas, jednego Żyda, ich zdanie z pewnością by się zmieniło. Oczywiście, niektóre media po-dały, że wszyscy na tej demon-stracji byli w ten sposób nas-tawieni. Na szczęście to były tyl-ko pojedyncze grupy. Szkoda, że tacy ludzie burzą nasze re-lacje... Avi: Ale, na szczęście, na takie czyny jest dobra odpowiedź. Chociażby wczoraj (14 grudnia -  przyp. red.) wiele osób zaświeciło świece na żydowskie święto Cha-nuka. Kolejnym przykładem jest wasz nowy premier, Mateusz Mo-rawiecki, który wyznał, że ma po-chodzenie żydowskie, a dwie jego ciotki zostały ocalone przez Po-laków. Wiem, że jedna z nich żyje w Izraelu. Właśnie widziałem w Internecie zdjęcia z wczorajszej ceremonii zapalenia świec chanukowych przez naszego prezydenta... Avi: Tak, takie działania np. pre-zydenta Andrzeja Dudy stanowią odpowiedź dla całego antysemi-tyzmu. Przekaz jest bardzo wy-raźny: Akceptujemy Żydów i jeste-śmy razem z nimi!. Może to jedna z nielicznych sy-

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

tuacji, w których - jako naród - powinniśmy wziąć przykład z ludzi mających władzę? Rzad-ko to mówię, bo rzadko się to zdarza. Może jednak w tej kwestii warto spojrzeć na wła-dze, prezydenta, parlament? Avi: Oczywiście, to przecież naj-ważniejsze osoby w waszym pań-stwie! Podam ci jeszcze jeden przykład: zapytałem polskich uczniów, czy wszyscy mają tele-fony komórkowe. Odpowiedzieli, że tak. Zapytałem więc, czy wie-dzą, że Internet w Polsce funk-cjonuje dzięki izraelskiej Moto-roli. Niektórzy odpowiedzieli, że wiedzą. Zapytałem więc, czy słyszeli o tym, że Izraelczycy od-nowili i unowocześnili znaczną część polskich zabudowań, zabyt-ków, starówek, centrów miast? Jedna osoba powiedziała, że coś kojarzy. Zapytałem ponownie: Czy macie świadomość, że polscy pi-loci przyjeżdżają do Izraela aby odbyć ćwiczenia wojskowe?. Znów ta sama osoba odpowiedziała, że wie. Gdy powiedziałem, że Iz-raelczycy wybudowali w Polsce fabrykę pocisków, powtórnie tyl-ko jedna osoba powiedziała, że wie. Reszta, pięćdziesięcioro dziewięcioro pozostałych osób, była w szoku. Widać więc, że nadrzędnym pro-

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

blemem jest wiedza, a raczej jej brak. Avi: Powiem ci, dlaczego - ludzie nie rozmawiają! Boją się rozma-wiać. Wielu po prostu wstydzi się rozmawiać. Wiedzą, jaka była his-toria. Jednak najwyższy czas zmienić to myślenie, wyjść na-przeciw przyszłości. Drodzy przyjaciele, rozmawiali-śmy wiele o Polsce. Czy możemy teraz porozmawiać o Bliskim Wschodzie i Izraelu? Europa za-stanawia się nad sytuacją w tym regionie. Kryzys w Liba-nie, dyktatura Erdogana w Tur-cji, wojna w Syrii, problemy w Arabii Saudyjskiej... Avi: Z perspektywy Izraela wyg-ląda to w ten sposób: jeśli weź-miesz do ręki mapę i zobaczysz, jakie państwa nas otaczają, prze-konasz się: Liban, państwo o du-żym nasileniu terroryzmu, Syria, Irak - bardzo podobnie. Jorda-nia... Jakub: O Jordanii nie możemy powiedzieć nic na pewno. Jes-teśmy ostrożni. Ale już Egipt - tu pojawiają się kolejne problemy. Avi: Można dojść do wniosku, że Izrael to państwo najbezpie-czniejsze w całym regionie. A co z Iranem? Wiemy, że sytu-acja jest bardzo napięta. Nie obawiacie się zagrożenia nukle-arnego ze strony Iranu? Avi: Mam nadzieję, że Izraelowi uda się rozwiązać ten problem. Czy moglibyście przybliżyć nam kwestię Jerozolimy? Decyzja prezydenta Stanów Zjednoczo-nych, Donalda Trumpa, była co najmniej kontrowersyjna... Jakub: Ja też nie wiem, co o tym sądzić i mówić. To może stać się problemem dla Izraela. Zastana-wiam się, czy to  co zrobił prezy-dent Trump jest dobre, czy złe. Prawda jest jednak taka, że Jero-zolima jest nasza. I powiedział to sam Donald Trump - Jerozolima należy do Żydów od trzech ty-sięcy lat. Trudno mi jednozna-cznie określić, czy to dobra, czy zła decyzja. Wiem tylko jedno - Jerozolima jest nasza, Jerozolima należy do Żydów od wielu stuleci. To nasza historia. Avi: Jeśli w Jerozolimie zejdziesz pod ziemię, znajdziesz ślady na-szego narodu, który był tam przed trzema tysiącami lat. Dlaczego więc ONZ, UNESCO mówią, że nie mamy żadnych praw do Je-rozolimy? Gdybyśmy przecież spojrzeli obiektywnie, Izrael jest chyba jedynym państwem na całym świecie, które nie może samo,

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

suwerennie zadecydować, jakie miasto będzie jego stolicą... Avi: Oczywiście, masz rację. To  co powiedział Trump, wielu in-nych boi się wyznać przed światem, bo prawda po prostu nie jest wygodna. Mam do was to jedno, tak ważne pytanie - czy sądzicie, że pokój na Bliskim Wschodzie pomiędzy żydami, chrześcijanami i muzuł-manami będzie kiedykolwiek możliwy. Avi: Pokój będzie, gdy ludzie zmienią swoje myślenie. Kiedy wszyscy uznają, że Żydzi mają prawo do życia w Izraelu. To je-dyne żydowskie państwo na całym świecie! Jeśli świat to zrozumie, pokój będzie możliwy. Jakub: Niektórzy przywódcy mu-zułmańscy boją się pokoju. Oba-wiają się o swoje życie, a wojna umożliwia im przetrwanie. Dlate-go nie chcą pokoju. Mam wielu przyjaciół, w tym Arabów, mu-zułmanów, chrześcijan, żydów. Jeżeli wszystkim będzie zależało na pokoju, możemy go wspólnie osiągnąć! Niestety, politycy się tego boją. Nie wiem dlaczego... Może władza, strach przed śmier-cią? Avi: To wygląda tak, jakby bali się wejść do książek od historii jako ci  którzy wprowadzili po- kój, bo każdy, kto tego próbował, został zamordowany. Chciałbym - już na sam koniec - poprosić was o kilka słów skierowanych do naszych Czytel-ników. Co co chcielibyście po-wiedzieć Polakom? Avi: Proszę, otwórzcie wasze ser-ca, spróbujcie lepiej poznać naszą wspólną historię. Nie patrzcie na nas, jak na ludzi, od których nie pochodzi nic dobrego. Ja jes-tem Żydem. Pokochajcie nas jako ludzi, zobaczcie, że wszyscy jes-teśmy względem siebie równi. Jakub: Myślę w zasadzie tak samo, jak Avi. Polacy to zdecy-dowanie najżyczliwszy i najradoś-niejszy naród! Wszystko, co mo-żemy zrobić razem, jest do zro-bienia! Rozmawiał: Maciej Szymczykiewicz Rozmowa odbyła się w języku angielskim. Tłumaczenie - redakcja. Listy w szczytnym celu
Codziennie na świecie łamane są prawa wielu ludzi. Jednak wystarczy tylko chcieć, by spró-bować zmienić ich los. Wystarczy napisać list!
LOGOS TWARZĄ W TWARZ

Co roku stowarzyszenie Amnesty International, w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka, organizuje Maraton Pisania Listów. Akcja odbyła się również w naszej szkole, pod ba-cznym okiem p. Agnieszki Skury-Garbaciak. Maraton ten polega na pisaniu lisów z apelem skiero-wanym do władz różnych państw, w których prawa człowieka są ła-mane. Postanowiłem zapytać pa-nią profesor o kilka kwestii. Jak dowiedziała się Pani o sto-warzyszeniu Amnesty Internatio-nal? Po raz pierwszy o stowarzyszeniu dowiedziałam się podczas szko-lenia dla nauczycieli przeprowa-dzonym przez organizację poza-rządową Kampania Przeciw Ho-mofobii (KPH), na którym byłam w czasie wakacji. Tam spotkali się ludzie, którzy poświęcili swój prywatny czas – wakacje. Była to grupa około 30 nauczycieli z całej Polski, którym udziela się ta sama energia. Tam właśnie zauważyłam jak nauczyciele dzia-łają w różnych stowarzyszeniach. W tych okolicznościach zaintere-sowałam się tą organizacją poza-rządową. Co skłoniło Panią do zawiązania współpracy z Amnesty Interna-tional? Chęć działania na rzecz drugiego człowieka. Ze wszystkich organi-zacji właśnie Amnesty odpowiada mi najbardziej, ponieważ utrzy-muje się ze składek swoich człon-ków i w ten sposób jest nieza-leżna. A przede wszystkim jest to organizacja działająca na całym świecie, ma 7 mln członków. Jak wygląda współpraca z tak dużym stowarzyszeniem? Przede wszystkim polega ona na wolontariacie. Ja jestem akty-wistką, członkinią Amnesty Inter-national. Moja współpraca polega

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

na tym, że zachęcam młodych lu-dzi do działania na rzecz drugiego człowieka. Nie koniecznie muszą działać w Amnesty, chociaż udało mi się w zeszłym roku zwerbować wolontariuszy i przeprowaadziliś-my największą akcję „prawo-człowieczą”, którą się organizuje na świecie. Był to Pierwszy Rado-mszczański Maraton Pisania Lis-tów. Pisaliśmy je razem z harce-rzami w hufcu. W tym roku już udało mi się uzyskać zgodę pana Dyrektora i pisaliśmy po raz pier-wszy maraton w naszej szkole. Mało tego, jeszcze energia mnie rozpierała i postanowiłam zrobić maraton dla wszystkich radom-szczan po raz drugi i udało nam się to – napisaliśmy 240 listów. W szkole napisaliśmy 350 listów. Czy odnosi panie jakieś profity w związku z działaniem w Amne-sty International? Odnoszę wielkie profity, bo jes-tem z siebie dumna, że pomagam ludziom. To są dla mnie najwię-ksze profity. Satysfakcja, że tutaj na miejscu mogę zmienić komuś życie, namawiając ludzi do pisa-nia listów, podpisując petycje. W ogóle, w jaki sposób możemy pomóc drugiemu człowiekowi, którego prawa są łamane? Pod-pisując petycje, które znajdują się na stronie Amnesty International,

LOGOS TWARZĄ W TWARZ

czy biorąc udział w akcjach Amnesty. Jeżeli ktoś tylko chce i ma taka potrzebę, aby pomagać drugiemu człowiekowi, to w Amnesty International znajdzie zawsze coś dla siebie. Ta dobra energia udzieliła się także uczniom naszej szkoły, którzy z zapałem i wielką ra-dością przystąpili do udziału w akcji. Trzeba mieć nadzieję, że między innymi takie przedsięwzięcia wzbudzą w młodzieży ducha odpowiedzialności za los drugiego człowieka i świata. Rozmawiał: Kuba Kowalczyk Gorsza połowa Indii
Duszące kadzidła, jaskrawe stroje, tańczenie na ulicach -  taki obraz Indii maluje się przed nami w bollywoodzkich produkcjach.
NOWY, WSPANIAŁY ŚWIAT

Przerażające jest zderzenie z rzeczywisto-ścią. To tylko kilka wycinków z hinduskich gazet: w Bombaju - "18-letnia Mehnaz Khan wyszła za mąż bez pozwolenia rodziców. Za karę udusili ją i poćwiartowali." (The Times of India). W Delhi – „Podróżująca pociągiem do Delhi 30-latka nie miała biletu. Pokłóciła się z konduktorem. Wyrzucił ją z pociągu w pełnym biegu. Uderzyła w słup trakcji, zgi-nęła. Nikt z przedziału nie pomógł.” (The Ti-mes of India). W Jalli, małej wiosce w pół-nocnych Indiach – „Nieznana z nazwiska ko-bieta w biały dzień została rozebrana i pobita. Przyczyny są nieznane. Nikogo nie ukarano.” (The Hindu). To zadziwiające, że w XXI w.  w kraju rozwiniętym cywilizacyjnie panuje chora i niezrozumiała (szczególnie dla społeczeń-stwa „zachodniego”) pseudokultura poniżania kobiet. Są one traktowane gorzej niż zwierzęta – bite, obrażane, głodzone, gwałcone, zabi-jane. Co gorsza, nikt nie karze sprawców, nie wyciąga się konsekwencji z bestialstwa. Ma-rzeń, pragnień, ambicji kobiet nie bierze się pod uwagę, ponieważ są one całkowicie poddane woli mężczyzn. Na początku pod och-roną ojca, potem męża, a po śmierci partnera

NOWY, WSPANIAŁY ŚWIAT

– syna; nigdy nie mogą być nie-zależne. Życie w niższych kas-tach, pod władzą patriarchatu, jest pełne bólu. Gdy kobieta zachodzi w ciążę, odprawiane są liczne rytuały, modlitwy, w których rodzina pro-si o chłopca; posiadanie dziew-czynki jest niewygodne, to kara od bogów. W kraju panują duże dysproporcje płciowe w związku z masowymi aborcjami żeńskich płodów. W społeczeństwie niż-szych kast utarły się słowa, że po-siadanie córki jest jak podlewanie pola sąsiada. To z kolei dopro-wadza do sytuacji, kiedy mężczy-źni biorą sobie za żony dzieci – w ostatnich latach najmłodsza dzie-wczynka wydana za mąż miała 7 lat. Kobiety nie uczestniczą w życiu publicznym, na każdym kroku po-winny pokazywać uległość, nie chodzą do szkoły, posiłek mogą spożyć tylko, jeśli ich mąż skoń-czył jeść. Jeśli jedzenia jest zbyt mało, prawo do niego przysługuje tylko mężczyźnie. Hinduska nie może funkcjonować w społeczeń-stwie nie będąc w związku - to jedyny akceptowalny tam status po osiągnięciu dorosłości. Mole-stowania seksualne i gwałty dokonywane przez członków ro-dziny są na porządku dziennym w małych miastach i wsiach. W przypadku śmierci męża nie mogą ponownie związać się z nikim (inaczej jest w przypadku mężczyzn), noszą stroje żałobne. W wielu przypadkach przechodzą pod „władzę” syna albo udają się do domów wdów, w których żyją z jałmużny ludzi. Jednakże do tej pory zdarzają się przypadki wykonywania jednego z najstra-szniejszych obrzędów pogrze-bowych w historii, nazywającego się sati. Na ciele zmarłego męż-czyzny tworzy się stos pogrze-bowy, do którego - po roznieceniu ognia - chodzi wdowa i dokonuje aktu samospalenia. Dobra żona spłonie dumnie – głosi hinduskie przysłowie. Ciężko nam wyobrazić sobie sposób, w jaki funkcjonuje społe-czeństwo, w którym władzę posia-dają mężczyźni, a w którym ich wola jest jedyną, słuszną prawdą. W jednej z małych wiosek starsi plemienia zabronili kupna pier-wszego telewizora w wiosce, po-nieważ stwierdzili, że kiedy żony zobaczą lepsze życie, uciekną od nich. W dużych miastach sytu-acja wygląda inaczej. Kobiety ubierają się jak chcą, uczą się, za-rabiają na swoje utrzymanie, pa-nuje niezależność. Rzadko jednak mówi się o tych poniżanych; tych które rodzą się martwe w środku: bez perspektyw, bez możliwości,

NOWY, WSPANIAŁY ŚWIAT

bez prawa nawet do własnego ciała; gdzie chodzenie po zmroku jest traktowane jako prowokowanie gwałtów, a posiadanie syna jedynym życiowym celem. Gorsza połowa Indii to fakt, z którym należy walczyć. Przykładów tak poważnego łamania praw człowieka można na świecie wskazać mnóstwo. Mam nadzieję, że już niedługo pochylimy się nad podobnymi problemami na łamach naszej gazety. Choć nasze możlwości sa ograniczone, warto, aby nasza wiedza na tak trudne tematy była jak największa. Może wtedy na nasze, polskie realia spojrzymy z innej perspektywy? Ewelina Łoś