Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
Uwaga
Z okazji rocznicy, wyjątkowoprzesuwamy termin publikacji nowego numeru Outro o jeden dzień abyście mieli czas zapoznać się najpierw z dodatkiem rocznicowym.
WSTĘPNIAK
Witamy w redakcyjnym domu wariatów! Wszystko, co po-wiesz, może być wykorzystane przeciwko Tobie. Jeśli wy-daje Ci się, że wszystko zrobiłeś, to z całą pewnością jesteś w błędzie i masz jakieś zaległości. Jeśli zbyt głośno kłócisz się z resztą redakcji, możesz wylądować na balkonie. Na spotkaniach redakcyjnych większość czasu zabiera gadanie o głupotach, konstruktywna dyskusja ma miejsce w tak zwanym międzyczasie.
A jednak to wszystko funkcjonuje, ba! Funkcjonuje dobrze, bo w ciągu roku Outro rozwinęło się bardzo szybko, nawet przerastając nasze oczekiwania. Przez ten czas niewiele mówiliśmy o sobie. Wydaje nam się jednak, że pierwsze urodziny to właściwy moment, żeby pokazać światu – to my, redakcja Outro!
MiK Redaktorzy naczelni:
Monika Toppich
Kamil Wiśniowski
Sekretarz redakcji:
Marek Suska
Szefowie działów:
Aleksandra Bieniek (kultura), Marta Pawłowska (społeczeństwo),
Maciej Kulina (sport), Magdalena Kelniarz (korekta), Paula Wyciślok (fotograficzny) Korekta:
Martyna Kłopeć,
Jagoda Migoń,
Agnieszka Dydacka,
Betina Stanossek
IT: Krzysztof Rudlicki
Projekt okładki:
Dorota Stach
............................................
Na okładce - część redakcji Outro
SPIS TREŚCI
I to już rok?
Strona 6
W 30 dni dookoła Outro
Strona 8
... nigdy nie ma czasu!
Strona 19
„Przesyłam wytyczne na przyszły miesiąc. Na Wasze artykuły czekam do …”
Strona 19
Presja czasu inspiruje
Strona 20
Oby jak najdłużej!
Strona 20
I oby tak dalej
Strona 21 Pracuję dla Outro od niedawna
Strona 22
Praca w Outro
Strona 23
… i nie będzie żadnego tortu?
Strona 23
Wszystko zaczęło się od warsztatów
Strona 25
O żesz termin niedotrzymany!
Strona 27
Jaka gazeta ?!
Strona 29
W 30 dni dookoła Outro Oby tak dalej O żesz termin niedotrzymany! Jaka gazeta?! I to już rok? … i nie będzie żadnego tortu?
TEKSTY POLECANE
Kto zajmuje się przygotowywaniem kolejnego numeru? Czym grozi niedotrzymanie terminu? Praca w „redakcyjnym domu wariatów” w pigułce. …propozycją mnie ona uraczyła, która to się miała (…) następująco, czy bym zainteresowany nie był udziałem w pewnym projekcie. Kiedy terminy gonią, a praca zaczyna się opóźniać, do akcji wkracza redakcyjny stróż ładu i porządku – Marek. I co wtedy? Outro jest pismem skierowanym do ludzi młodych, więc postanowiliśmy ich zapytać, o czym chcieliby czytać. Oceńcie, czy spełniamy te oczekiwania. Skąd biorą się dziennikarze Outro? Każdy z nas jest inny, ale schemat werbowania nowych członków redakcji jest w każdym przypadku dość podobny… Tort będzie, ale do czasu, aż się pojawi wypadałoby się pochwalić, dlaczego przyjemnie jest trafić do „domu wariatów”
I to już rok?
Pamiętam jakby to było dziś.
POCZĄTKI
Nowy
Ostatnie dni września.
W Liceum im. Adama Mickiewicza dzwonek oznajmia koniec 6 lekcji. Czekam już od dziesięciu minut na przewę, mimo tego, że wcale nie jestem na lekcjach. Mieliśmy próbę ze szkolnym zespołem „Viva Alternativa”. Telefon mam już w ręce. Kiedy tylko ryk dzwonka ustaje (swoją drogą to mogliby go trochę ściszyć), dzwonię do Szymona. Po minucie gadamy już na korytarzu. Mieliśmy się umówić na termin, w którym przysiadamy do nowego projektu u Szymona w domu. Po chwili wszystko już ustaliliśmy. Wtedy Szymon mówi mi, że potrzebuje na jutro rano artykuł z działu ekonomii do jakiejś nowej młodzieżowej gazety. Oczywiście ja jak zawsze zalewam go pytaniami. Dzwoni kolejny dzwonek i oprócz tego, że głównym sprawcą zamieszania jest Monika Töppich, którą kojarzę „z widzenia”, nie dowiaduję się niczego konkretnego. Ustalamy jeszcze tylko szybko, że jutro o 6 rano Szymon
POCZĄTKI
będzie miał mój artykuł na mailu i on biegnie na lekcje, a ja kieruję się do drzwi wyjś-ciowych. Tak zaczyna się moja przygoda z „Outro”.
„Pod Arkadami”
Przedostatnia niedziela października
Za 10 minut będzie 15, a ja czekam jeszcze aż Szymon zawiąże sobie buty. Wsiadamy do samochodu. Trochę się kłócimy, bo już wiemy, że na pierwsze spotkanie nie będziemy na czas, ale w sumie wina jest obopólna. O 15.01 jesteśmy na rynku w Kluczborku, jeszcze tylko zaparkować. Wychodzimy i biegniemy do restauracji. Wchodzimy, ściągamy kurtki, rozglądamy się i spuszczamy powietrze z płuc – nie ma ich. Ledwo zdążyliśmy usiąść, a kelner dał nam menu, kiedy ktoś wchodzi do „Arkad”. Od razu rozpoznaję Monikę, a ten który stoi obok niej i niezadowolonym wzrokiem na nas patrzy, najwyraźniej musi być jej chłopakiem i tym drugim naczelnym. Przedsta-wiamy się sobie nawzajem, zamawiamy kawę i zaczynamy rozmowę.
Kamil z Gliwic
Siedząc i rozmawiając, zastanawiam się kogo tak naprawdę mam przed sobą. Kamil mówi krótko i nie lubi dyskusji nad jego pomysłami. Przedstawia jasno to co myśli. Ubrany jest w żółtawą koszulę z długim rękawem. Głowę ma wysuniętą nieco do przodu. Sprawia wrażenie twardego negocjatora. Opowiada nam o planach na przyszłość, gdzie pomimo jasnej wizji buja nieco w obłokach. I tutaj dostaje u mnie plusa, bo chce zdobyć to, co nieosiągalne. Schodzimy powoli na tematy mało związane z redakcją i okazuje się, że Kamil lubi posługiwać się ironią, a w pewnych momentach staje się nawet cyniczny.
Monika
Monika sprawia wrażenie przeciwieństwa Kamila. Łagodna, uśmiechnięta, chętnie dyskutuje z nami – z uwagą wysłuchuje nawet krytyki własnych pomysłów. Nasza naczelna okazuje się być osobą, którą przede wszystkim da się lubić. Zeszyt z py-taniami, który przyniosłem i gdzie zapi-sałem nasze ustalenia i istotne dla mnie informacje – od razu zwrócił jej uwagę. Razem z Kamilem zaproponowała mi z tego banalnego powodu funkcję sekretarza redakcji.
Z pierwszego spotkania wyszedłem naprawdę zadowolony, bo czułem, że z tej gazety coś będzie – nie pomyliłem się. Restauracja „Pod Arkadami” stała się stałym miejscem spotkań części naszej redakcji. Na jednym z kolejnych mieliśmy okazję gościć dziennikarkę lokalnej gazety, do której uszu doszła historia rozwijającej się młodzieżowej redakcji, której trzon zamieszkiwał po-czątkowo Kluczbork i okolice (ok. połowy dziennikarzy w pierwszych miesiącach). I choć z nostalgią wspominam tamte czasy, to jestem zadowolony ze stanu obecnego, w którym redakcja tętni życiem w prawie całym kraju.
Piotr
Kulessa
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
SPOŁECZEŃSTWO:
Jak zaczęła się moja współpraca z Outro? Całkowicie przez przypadek! Kamila (redaktora naczelnego) poznałam w szkolnym radiu. Wypadło kilka tekstów w numerze i zapytał, czy nie mogłabym czegoś napisać. Zgodziłam się i od tej pory pisywałam regularnie. Gazeta zaczęła się rozwijać, więc trzeba było ją lepiej zorganizować. Kamil i Monia zaproponowali mi, bym zajęła się jednym z działów. Pomyślałam sobie: kurczę, czemu nie? I od tamtego czasu dzielnie próbuję wywiązywać się z obowiązków (próbuję, bo nie zawsze mi to wychodzi). Jak wygląda praca w Outro na co dzień? W zasadzie bywa różnie! Spróbuję przedstawić to w nieco inny sposób.
KULTURA:
Nie znamy się. Kontakt utrzymujemy jedynie drogą mailową. Każdy, a właściwie każda z nas, jest inna. Mamy jednak coś, co nas łączy: kulturę. Grupą kilkunastu osób staramy się przybliżać czytelnikom wydarzenia ze świata muzyki, teatru, sztuk plastycznych. Pomagamy wybrać filmy, na które trzeba się wybrać, książki warte prze-czytania, relacjonujemy najważniejsze wydarzenia mu-zyczne, przybliżamy sylwetki znanych muzyków i osób związanych z kinem. Jak wygląda nasza praca od wydania do wydania?
FOTO:
Myślę, myślę i nic wymyślić nie potrafię. Dostałam rozkaz opisania pracy w dziale fotografów. Dziale artystów. Dziale najbardziej problematycznym w całej redakcji.
No tak, nie brzmi to zbyt optymistycznie i zachęcająco, ale mam nadzieję, że jesteś drogi czytelniku wytrwały i postarasz się przebrnąć przez to dzieło do końca. Ekipa fotografów jest bardzo specyficzna, choćby dlatego, że nasz skład stale się zmienia. Aktualnie znajdują się w nim same kobiety i nie wiem, czy płeć ma z tym coś wspólnego, jednak nareszcie udało nam się stworzyć coś w rodzaju zespołu (tak, bywam feministką). Ale wracając do tematu. Naczelni poprosili abym z okazji jubileuszu Outro (mamy już rok) napisała
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
krótki tekst o naszej pracy. Mam nadzieję, że choć odrobinę pomoże wam to wyobrazić sobie pracę w tak pokręconej redakcji jak nasza. Redakcji, do której sami możecie należeć.
TYDZIEŃ PIERWSZY:
SPOŁECZEŃSTWO:
Godzina 20. Pisze Marek (sekretarz redakcji). Jak zawsze w sposób niesłychanie kulturalny i słownictwem niesa-mowicie wyszukanym, informuje mnie, że na mailu znajdę wytyczne dla dziennikarzy. Pierwszą rzeczą, która nasuwa mi się na myśl, jest tylko zdanie: o kurka! Znowu mam robotę. Tak, tak, jestem bardzo leniwym małym człowiecz-kiem. Jednakże po chwili laby zabieram się do pracy. Rozsyłam krótkie, zwięzłe wiadomości, kto, co, na ile, musi napisać i chwalę bądź ganię (w zależności od tego, na co dana osoba zasłużyła i jaki w tym czasie mam humor) dziennikarzy za poprzednie teksty lub przekroczenia terminów. Z mocnym postanowieniem poprawy planuję wcześniejsze napisanie tekstu. W międzyczasie odbywa się rozmowa redakcyjna na Skypie, gdzie omawiamy wszystko bardziej szczegółowo. I tak to mija tydzień pierwszy.
KULTURA:
Jak co tydzień o umówionej godzinie spotykamy się na Skype z naczelnymi, szefami innych działów oraz sekre-tarzem redakcji. Wymieniamy spostrzeżenia dotyczące po-przedniego numeru, planujemy następne wydanie. Dosta-ję listę tekstów, które powinny pojawić się w kolejnym miesiącu oraz wiadomości do przekazania poszczególnym dziennikarzom. Czasami rozmowy przeciągają się z powodu licznych dygresji i innych wtrąceń niekoniecznie zwią-zanych ze sprawami zawodowymi. Pozostaje tylko rozesłać maile do dziennikarzy współpracujących z działem z datą kolejnego deadline.
KOREKTA:
Właściwie niewiele się dzieje, jeżeli nie liczyć tego, że szefowa
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
działu musi pod karą śmierci spędzić środowy wieczór we własnym łóżku romansując ze Skype (no, chyba, że jakimś dziwnym cudem uda jej się wybłagać naczelnych, żeby przesunęli spotkanie redakcyjne na czwartek z powodu Strasznie Ważnego I Niecierpiącego Zwłoki Wyjścia Na Imprezę).
FOTO:
Oczekiwanie, aż pojawią się teksty, do których będziemy mogli zrobić zdjęcia. Jak zwykle możemy liczyć na małe poślizgi jeśli chodzi o wyznaczone terminy. Ale spokojnie, jako ar-tyści rozumiemy kolegów pisarzy - wena nie zawsze przy-chodzi na „zawołanie”. Gdy wspaniałe dzieła młodych mistrzów pióra (tak wiem, słodzę im) wreszcie pojawią się na mailu, możemy porozdzielać między sobą wybrane artykuły i za-brać się do pracy. Jak się domyślasz, drogi czytelniku, praca
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
ta polega po prostu na robieniu zdjęć.
TYDZIEŃ DRUGI:
SPOŁECZEŃSTWO:
Zaczynam się niepokoić. No, bo co to ma w zasadzie być? W mailu prosiłam o potwierdzenie i o ewentualną in-formację na temat przesunięcia terminu. Wchodzę na skrzynkę pocztową i jedyne wiadomości, jakie otrzymałam, to co takiego wydarzyło się na Facebook'u. Świetnie. Z na-dzieją czekam nadal, choć termin nadesłania tekstów już tuż, tuż! Na rozmowie redakcyjnej (która swoją drogą z re-guły bywa niezwykle interesująca!) Monia zaczyna się rów-nież niepokoić i wszyscy siedzimy i zastanawiamy się, co takiego można by zrobić. Do akcji wkracza Marek, który podaje mi inne namiary na dziennikarzy, no i zaczyna się męczarnia.
KULTURA:
Dziennikarze pracują. Część chodzi do kina czy teatru i czy-ta, aby mieć co recenzować. Inni rozglądają się za zespołami i przeprowadzają wywiady. Jeżeli ktoś znajdzie się na jakiejś ciekawej imprezie, oprócz cieszenia się chwilą, obserwuje wszystko uważnie i zapamiętuje, a po powrocie do domu opisuje. Felietoniści poszukują natchnienia oraz te-matu do kolejnego tekstu. Niektórzy przeglądają strony internetowe, ulotki, plakaty, broszurki w celu wyszperania najciekawszych wydarzeń kulturalnych na terenie całej Polski. Zdarzają się i nowe pomysły, którymi zadziwiamy później naczelnych podczas kolejnego spotkania redakcyjnego.
KOREKTA:
Zaczyna się robić nerwowo, bo teksty miały być, a ich nie ma. I jak na złość nikt nie wie, kiedy będą. Taka już specyfika redakcji Outro – do każdego terminu należy dodać trzy dni i dopiero po upływie tego czasu należy zacząć się denerwować. Wszelkie wcześniejsze próby wymuszeń, próśb i gróźb na nic się zdadzą, a mogą przys-porzyć jedynie nerwicy, wrzodów, pląsawicy Huntingtona i kilku pomniejszych tików nerwowych.
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
FOTO:
Przetrząsamy swoje zbiory w poszukiwaniu zdjęć pa-sujących do danego tematu. Jeśli któraś z nas takowych nie posiada, to wyrusza w teren. Czasami wystarczy przejść na drugą stronę ulicy i „cyknąć” kilka fotek, a cza-sami trzeba pobawić się w załatwienie miejsca, modelki i oczywiście wszelkich różnych papierków prawnych, gdyż redaktor naczelny ma malutkiego hopla na tym punkcie.
TYDZIEŃ TRZECI:
SPOŁECZEŃSTWO:
No i nadszedł długo oczekiwany deadline. Kilka tekstów dotarło, a reszty ani widu, ani słychu. Zaczyna się we mnie gotować i jednocześnie czuję się dość bezradna. Za po-mocą maila niewiele można zrobić, więc mam ograniczone pole do popisu. Rozsyłam upomnienia. Dostaję parę wia-domości i od razu poprawia mi się humor. Sama na szybko
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
zabieram się za pisanie własnego tekstu, gdyż tradycyjnie, wcześniej nie znalazłam na to czasu. Czasami mam ochotę palnąć się w główkę, za brak zorganizowania. Nadchodzi środa po terminie dostarczenia tekstów. Monika i Kamil wypytują, co i jak, Marek przytakuje i również podpytuje o parę rzeczy. I w tym momencie do akcji wkracza Kielnia (szefowa korekty), która jak to na Kielnię przystało, zaczyna się irytować, że znowu mają mniej czasu na po-prawienie tekstów. Po długiej pogadance na ten temat, zaczynają się rozmowy o różnych, dziwnych rzeczach. At-mosfera się poprawia i kończymy rozmowę z uśmiechem na gębie. W ciągu następnych 2-3 dni dociera reszta tekstów i wszyscy są szczęśliwi.
KULTURA:
W jego obrębie znajduje się deadline, za każdym razem okazujący się nieco naruszalnym. Teoretycznie wszyscy powinni wysłać swoje teksty, ale zawsze coś stanie na przeszkodzie - brak Internetu, nagły wyjazd, zmiana tematu, choroba, zwykła złośliwość rzeczy martwych. Ci, którzy wysłali swoje teksty na czas i mają czyste sumienie, mogą cieszyć się spokojem. Pozostali nękani są wiado-mościami o kolejnym nieprzekraczalnym terminie. W końcu udaje się zebrać teksty całego działu.
KOREKTA:
Naczelni gryzą, więc teksty się pojawiły. I wtedy zaczyna się problem, bo zazwyczaj z zaplanowanych dla korekty dwóch tygodni zostaje jeden, góra z maleńkim okładem. Trudno, skoro mamy piąty a do dziesiątego wszystko musi być sprawdzone to trzeba zacisnąć zęby i popracować. I dziwnym trafem w 90% przypadków się udaje! Cóż, nie bez kozery stwierdzono kiedyś, że korekta jest najlepiej funkcjonującym działem w tej redakcji.
FOTO:
Gdy zdjęcia są już gotowe, czas wrzucić je na makietę. I tu zaczynają się schody, bo nigdy do końca nie widomo jak owa makieta będzie wyglądała, jak będą rozłożone teksty i ile zdjęć do danego artykułu będzie potrzebnych.
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM
Czasami okazuje się, że mamy za dużo fot do jakiegoś artykułu, a do innego nie mamy ani jednej. Zdarza się, że niektórzy chodzą o trzeciej nad ranem po domu i robią zdjęcia, ale na szczęście większość domowników już się do tego przyzwyczaiła. Czasami bywa też tak, że do jakiegoś tekstu nie mamy zdjęć, bo ich wykonanie jest po prostu niemożliwe. Co wtedy? Musimy skorzystać ze stron udostępniających zdjęcia bez praw autorskich (np. www.flickr.pl). Gdy już mamy foty do każdego artykułu, to zostaje je od-powiednio zmniejszyć i podpisać tak, aby naczelny się nie przyczepił.
Podsumowując (rany, jak w rozprawce): Praca w dziale fotografów wcale nie jest taka zła, jak na początku pisałam, wymaga tylko wytrwałości i dużej ilości poczucia humoru, bez którego wszyscy najprawdopodobniej by się pozabijali. Na szczęście jesteśmy ludźmi, którzy mają do siebie dystans i potrafią poradzić sobie w każdych wa-runkach. Jeśli też jesteś taką osobą i do tego lubisz robić zdjęcia, to zapraszam (jakaś reklama musi być).
TYDZIEŃ CZWARTY:
SPOŁECZEŃSTWO:
W czwartym tygodniu moja rola w zasadzie się kończy. Jedyne, do czego jestem zobowiązana, to uczestnictwo w cotygodniowej rozmowie redakcyjnej. I nie ukrywam, że jest to dla mnie akurat przyjemność. Z niecierpliwością czekamy na wydanie kolejnego numeru Outro, który, jak to nieskromnie stwierdzam, jest jeszcze lepszy niż poprzedni.
Pewnie zastanawiacie się, jaki mam kontakt z innymi dziennikarzami. Muszę powiedzieć, że bardzo dobry. Jes-teśmy dość zgraną ekipą i każdy z tych ludzi jest naprawdę świetną osobą. Pomimo, że każdego interesuje zupełnie coś innego, potrafimy się całkiem nieźle dogadywać.
Wbrew pozorom współpraca z Outro nie koliduje wcale ze szkołą. Wręcz przeciwnie! Zdarza się i tak, że dzięki doświadczeniu dziennikarskiemu możemy otrzymać nawet oceny z aktywności na języku polskim, a to nie lada wy-czyn (przynajmniej u mnie). Nasuwa się jeszcze jedno pytanie.
SUBIEKTYWNIE O CYKLU PRODUKCYJNYM Praca zbiorowa Marty Pawłowskiej, Aleksandry Bieniek, Pauli Wyciślok i Magdaleny Kelniarz. Maciej Kulina stwierdził, że jego dział pracuje jeszcze zbyt krótko by mógł tak barwnie go opisać.
Co zrobić, gdy nie ma weny? Otóż odpowiedź jest prosta. Poszukać natchnienia. Jedni ludzie wolą pisać przy rytmach ulubionej muzyki, inni w kompletnej ciszy. Zawsze da się coś wymyślić.
Dawniej zapytana o Outro, odpowiedziałabym po prostu, że jest to gazeta, do której pisuję. Teraz jest to dla mnie coś więcej. Nie wyobrażam sobie życia bez środowych rozmów redakcyjnych i bez irytowania się na brak weny. Gdzie indziej znajdziemy takich szalonych ludzi? Dla nas całkowicie normalna jest kwestia zamykania Kielni na balkonie, bo „za dużo gadała”. Nie ma w tym już nic nadzwyczajnego, bo to „redakcyjny dom wariatów”, a Ci ludzie są jedyni w swoim rodzaju. Jest to miejsce, które daje mi wiele możliwości, a teraz NASZE OUTRO ma już rok. I oby tych lat było o wiele więcej!
KULTURA:
Najczęściej dla dziennikarzy jest to już tydzień wakacyjny. Zdarza się jeszcze dosyłać relacje z ostatniej chwili bądź gorące newsy, ale właściwie cieszymy się już zasłużonym wypoczynkiem, podczas gdy dla innej części redakcji teraz zaczyna się praca i wyścig z czasem przed wydaniem.
KOREKTA:
Mogłoby się wydawać, że skoro teksty są sprawdzone, to możemy spocząć na laurach. Nic bardziej mylnego – są jeszcze przecież ostatni zapomniani przez Boga i ludzi spóźnialscy, na których już nikt nie liczył, powstający na pół godziny przed publikacją wstępniak i (to już dzięki Bogu trochę wcześniej, czyt. dobę przed „godziną zero”) telefon od naczelnych: Kielnia, nie mamy spisu treści, dzwoń po Suskę i zróbcie! owocujący zazwyczaj upojnym twórczym wieczorkiem na GG. A pewnie i tak kilka minut przed 23:59:59 (czy Outro kiedykolwiek wyszło wcześ-niej…?) okaże się, że coś jest jeszcze do poprawienia… To jest akurat w tym „redakcyjnym domu wariatów” zupełnie normalne.
... nigdy nie ma czasu! „Przesyłam wytyczne na przyszły miesiąc. Na Wasze artykuły cze-kam do …”
REDAKCJA O REDAKCJI Praca w Outro od środka Wszystko spisuję na komputerze, prze-ważnie z wielkimi słuchawkami na uszach, nie może być nikogo w pobliżu! Kiedy skończony tekst mi się podoba - i jest dostatecznie przyzwoity do publikacji! – przesyłam szefowej działu. Zawsze wysy-łam w ostatni dzień, albo w drugim terminie... Na co pozostaje jej tylko machnąć ręką.
Wenie jest ciasno pomiędzy różnymi zadaniami, więc nie nadchodzi. Pojawia się nagle, dopiero po przeprowadzeniu jakiejś burzliwej dyskusji, czy obejrzeniu filmu, kiedy coś mnie zachwyci albo zdenerwuje. Wtedy zdania same układają się parami w głowie i akapity narastają falami. W międzyczasie muszę na kartce obok coś rysować, chociażby floresy. A na końcu męczę siostrę, żeby prze-czytała, co wyprodukowałam.
Anna Wodzicka
kultura Wiadomość od szefowej działu. Spokojnie. Mam mnóstwo czasu. Zdążę dokładnie przemyśleć to, co chcę napisać. I wyślę moje recenzje już wcześniej, by potem nie zapomnieć. I będę miała okazję je przedtem przejrzeć, by korekta nie dostała palpitacji serca na widok mojej koszmarnej interpunkcji. Dam radę…
I zawszę daję radę. Co prawda niekoniecznie na długo przed terminem, ale pisanie recenzji książkowych do późnych godzin wieczornych i wyszukiwanie ciekawych faktów, które mogłabym zawrzeć w moich tekstach, to zawsze ogromna przyjemność. I gdy wreszcie wiadomość do szefowej razem z moim tekstem zostanie wysłana, rozpoczyna się kolejny cykl rozważań: „O czym ciekawym mogłabym napisać za miesiąc do następnego numeru?”
Paulina
Rzymanek
kultura
Presja czasu inspiruje Oby jak najdłużej!
REDAKCJA O REDAKCJI
Niedawno przeczytałam szalenie inspiru-jącą książkę o tytule "100 sposobów moty-wowania się". Jedną z owej setki dobrych porad była praca pod presją czasu. Autor dowodził, że przyciśnięci do muru z karabinem maszynowym dotykającym naszego spoco-nego czoła, stajemy się o jakieś kilkaset procent bardziej kreatywni i twórczy, niż w jakimkolwiek innym momencie w życiu. Przeczytałam te wywody i pomyślałam: WOW, to przecież o mnie mowa! Uwielbiam pracować pod presją czasu, a przekraczanie dedlajnów uprawiam wyczynowo. Pisanie systematyczne i regularne, np. codziennie przez pół godziny irytuje mnie i przez to gnuśnieję, a wszystko, co spłodzę jest jakieś takie rozlazłe, nudne i rozczarowujące. Bo ja to lubię przekroczyć deadline o jakiś dzień, dwa i poczekać aż Marta, moja szefowa, zacznie mnie zasypywać emailami. Dopiero wtedy dojrzewa we mnie idea Prawdziwego Dobrego Tekstu. Siadam więc jednego takiego wieczoru lub nawet nocy (warunek konieczny, bo pisanie w dzień też skutkuje w postaci tekstów rozlazłych, nudnych i rozczarowujących) i w tempie ekspreso-wym powstaje zgrabny i błyskotliwy twór, który sama z przyjemnością czytam. Do-pieszczam go jeszcze aż to moje dzien-nikarskie dziecko stanie się piękne i dumne, potem wysyłam i idę spać snem spra-wiedliwego. System chyba zdaje egzamin, bo często moje teksty lądują na okładce. A co gdy tak się nie zdarza? Myślę wtedy o ile dni muszę się spóźnić w tym miesiącu, żeby stworzyć coś naprawdę porywającego...
Magdalena Kondracka
społeczeństwo Pracuje dla Outro od nie-dawna, ale postaram się napisać co nieco o mojej pracy. Każde moje zdjęcie jest wykonane na zlecenie. Okres wykonania fotografii nie jest zbyt długi, ponie-waż zależy on od dziennikarzy piszących artykuły. Jednakże pracę w Outro bardzo lubię, i mam nadzieję że zostanę tutaj na dłużej.
Klaudia Mehlich
foto
I oby tak dalej
Mniej więcej rok temu, logując się na słynnym portalu społecznościowym „Nasza Klasa” (bowiem tak się jeszcze wtedy nazywał), ze zdumieniem spost-rzegłem, iż dostałem nieoczeekiwaną wiadomość. Moje zdumienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy rzuciłem okiem na jej nadawcę.
REDAKCJA O REDAKCJI
Była nim bowiem moja dawna koleżanka z redakcji pewnego kameralnego pisma. Nie utrzymywałem z nią od tamtego czasu kontaktów, toteż z ciekawością otworzyłem wiadomość, aby zobaczyć, co takiego ma mi do powiedzenia. I nie było to żadne wyznanie, nie było to również pytanie, a do zwykłego przyjacielskiego „Co tam u Ciebie słychać?” też było temu daleko… Dostałem bowiem propozycję udziału w pewnym ciekawym projekcie. Było coś o jakiejś tam gazecie, jakiejś ogólnopolskiej akcji, i o „Qmamach”, czymkolwiek one były… Tak właśnie, wiadomość ta pochodziła od naszej Redaktor Naczelnej, a dotyczyła wstąpienia do redakcji „Outro”.
I tak to się zaczęło. Moje początki były trochę trudne. Oczywiście wiadomość, o której mowa powyżej, odebrałem z lekkim scep-tycyzmem, ponieważ wyglądało mi to za bardzo kolorowo… Przyznaję się bez bicia, nie wierzyłem z początku w powodzenie całej akcji, być może dlatego, że byłem nie-doinformowany czy po prostu miałem nieciekawe doświadczenia z pracą w tego typu gazetach. Po roku muszę jednak powiedzieć, że zwracam honor i padam do stóp wszystkim tym, którzy wierzyli, którzy dzielnie ten projekt wspierają od samego początku istnienia. Nie jest może przyz-woicie chwalić swoje osiągnięcia, ale w tym numerze, chyba wyjątkowo mogę stwierdzić, iż „Outro” to najlepsza tego typu gazeta
Pracuję dla Outro od niedawna
REDAKCJA O REDAKCJI
w Polsce. Z każdym kolejnym wydaniem wspinamy się o szczebel wyżej, jeśli chodzi o poziom, jakość, wielkość… Redakcja się rozrasta, od początku jej istnienia zro-biliśmy spory krok do przodu. I za to na-leżą się słowa uznania.
Również i my, autorzy tekstów, zmieniliśmy się oraz wiele się nauczyliśmy. Pamiętam, kiedy to pisałem swój pierwszy tekst do pierwszego wydania „Outro”. Nie wie-działem kompletnie o czym pisać, nie miałem pomysłów, inspiracji… Już chcia-łem się poddać, ale ostatecznie napisałem artykuł związany z muzyką, chociaż w tym temacie nie czuję się najlepiej. Cieszę się, że wtedy się przełamałem, bowiem od tamtej pory zaczęła się moja comiesięczna przygoda z pisaniem o tym, o czym tylko chciałem. Nauczyłem się przez ten rok czerpać inspiracje, inaczej postrzegać świat, ale przede wszystkim poznałem mnóstwo opinii na przeróżne tematy – i to jest największa zaleta naszej gazety.
Minął już rok od czasu, gdy po raz pierwszy „Outro” ujrzało światło dzienne. Z tego miejsca chciałbym jedynie życzyć redakcji dalszych sukcesów, ambitnych pla-nów oraz ich realizacji, ciekawych tekstów, inspiracji… Sto lat!
Marcin Jasiński
społeczeństwo Zwerbował mnie kolega Marek. Jest to dla mnie nowość, bo zawsze ro-biłam zdjęcia tylko dla siebie i własnej satysfakcji. A tu... totalny kosmos . Dostaję co jakiś czas maila od mojej Szefowej - Pauli, z tekstami artykułów. No i właśnie... Trzeba zacząć wymyślać i realizować swoje wizje jak najlepiej się da, żeby czytelnik miał przy-jemność przeglądania gazety. Cieszę się z tego, że tu pracuję, bo jest to ciekawe i pozwala na rozwijanie umiejętności. Robienie zdjęć sprawia mi ogromną rado-chę i zawsze chciałam coś z tym robić, a tu proszę! Wiadomość od Marka, informacja o tym co to w ogóle jest Outro i... już witamy w naszych pro-gach! Oby jak najdłużej.
Krystyna Janysek
foto
Praca w Outro … i nie będzie żadnego tortu?
REDAKCJA O REDAKCJI
Właściwie nie będzie to nic szczególnego, bo moja relacja jest raczej prozaiczna: działam w naszym piśmie od roku. Pracuję na zasadzie tworzenia jednego artykułu miesięcznie i niestety bez przerwy się z tym spóźniam, z czym walczę praktycznie od samego początku. Jestem tym rodza-jem człowieka, dla którego okropna kawa i praca w późnych godzinach nie jest pozą, tylko świadomie wybranym stylem życia. Mój kontakt z całą Redakcją jest różny – osobiście znam tylko jednego członka, żadnego innego niestety nie miałam jeszcze okazji zobaczyć, ale wirtualnie dają się poznać od jak najlepszej strony. Bardzo chciałabym mieć większy wkład w rozwój Outro, co kompletnie uniemożliwiają mi inne zajęcia, przez co mogę jedynie z podziwem obserwować wytężoną pracę szefów działów.
I niezależnie od tego, jak bardzo czasem nie lubi mnie korekta, a moje artykuły ujawniają niezamierzony brak profesjona-lizmu, muszę zapewnić, że lubię to, co robię i cieszę się, że dostąpiłam zaszczytu dołączenia do Redakcji!
Agata Hajduk
społeczeństwo Każdy ma prawo mieć urodziny. Człowiek, na przykład. Traktor może świętować swoją datę zakupu. Bob Budowniczy – dzień emisji pierw-szego odcinka reality show z jego udziałem. Wszyscy mogą. Redakcje by nie mogły? Mogą. Outro też może! Rocznicę swego pierwszego wydania.
Jak było rok temu? Nie mam pojęcia! Jeno pisałem teksty dla jakiejś gazety. Pewnie gdzieś pod koniec września zostałem zwerbowany przez męską połówkę naszego naczelstwa (Znajomi królika. To mój kolega z jednej, licealnej klasy), co by jakiś tekst napisać. Myślałem, myślałem, na korytarzu dnia pewnego oświadczyłem mu: Tele-wizja! Co telewizja, postawił pytanie. Mogę o niej pisać, odpowiedziałem krótko a rze-czowo. Dobrze, odrzekł. Pewnie wyglądało to zupełnie inaczej, ale nie przejmujcie się tym zanadto, wszak liczy się ogólne wrażenie! Przyznam po cichu, że nie miałem wielkich nadziei związanych z tym, uwaga na nowomodne słowo, projektem. Potężne wrażenie zrobił na mnie dopiero pierwszy wydany numer. To było coś. Za-działało. Świetna robota, moi państwo.
Potoczyło się. Listopad, grudzień, styczeń, luty. Wiecie co dalej? Nie mylicie się, marzec. I tak aż tego października. Jesteśmy inni niż dawniej. Każdy z nas swoje w ten rok
REDAKCJA O REDAKCJI
przeżył. W redakcji również działo się sporo. Nie zabrakło radości, ale i nerwów mieliśmy pod dostatkiem. Wszystko pod szyldem Outro, z którego jesteśmy chyba naprawdę dumni. Mieliśmy w niego różny wkład pracy, jedni większy, drudzy mniejszy, ale to jest nasze. Nam wszystkim udało się dojść do tego, co mamy teraz.
Idealnym podsumowaniem naszego pędu do rozwoju są chyba słowa jednego z wysoko postawionych w strukturze redakcji. Stwierdził (jasna, parafraza, nie cytuję): "Rocznicowy numer ma być najlepszy. Co znaczy tyle, że następne też mają takie być."
Świetne jest to, że wszyscy z nas, tę naprawdę ciężką często robotę, wykonują całkowicie za darmo. A zdarza się, że i z poświęceniem własnych funduszy. O czasie nie wspominając. I zapału nie brakuje. Abstrahując jednak od dzien-nikarskich poowodzeń naszej redakcji, to ja osobiście cieszę się, że dzięki Outro poznałem absolutnie fantastycznych ludzi. Genialnych, pokręconych, pomysłowych. Jedynych w swoim rodzaju. Ukuło się określenie "redakcyjny dom wariatów".
I zdradzę Wam sekret: do takiego domu wariatów, to aż przyjemność trafić!
Z rocznicowym pozdrowieniem,
Marek Suska
sekretarz redakcji
Czas leci nieubłagalnie szybko, jednak tym razem stanowczo przesadził. Nim się obejrzałem, a już muszę pisać podsumowanie swojego pierwszego roku współpracy z Outro. Szczerze powiedziawszy, dołączając do redakcji nie miałem pojęcia, że wypłyniemy na tak szerokie wody. Stosunkowo niedawno uzyskałem posadę szefa działu sportowego, którego pracę możecie podziwiać w najnowszym numerze naszego miesięcznika. Może jednak zacznijmy chronologicznie…
Wszystko zaczęło się od warsztatów
REDAKCJA O REDAKCJI
Rok temu w Kołobrzegu Fundacja Nowe Media postanowiła zebrać trochę utalentowanej młodzieży w jedno miejsce. Tam też poz-nałem się z aktualnymi naczelnymi Outro, czyli Moniką i Kamilem. Szczęście mi dopisało, gdyż niespełna dwa miesiące po powrocie do domu otrzymałem propozycję współpracy w nowopowstałej gazetce multimedialnej. Jak się okazało – bardzo dobrze zrobiłem, przyjmując ofertę.
Ci, którzy śledzą losy Outro od pierwszego numeru, wiedzą, że rozpoczynałem od artykułów z działu psychologicznego. Właściwie więk-szość czasu spędzona nad artykułami dotyczyła właśnie tej sfery, gdyż zmiana tematyki moich artykułów zaszła dopiero w sierpniu. Co się zmieniło? Przede wszystkim działy. Od września możecie po-dziwiać nową serię artykułów poświęconą mniej znanym zespołom, które, moim zda-niem, zasługują na większą uwagę. Po-nadto, pozostając przy trochę odleglejszych czasach, poznać możecie historię kilku kultowych samochodów. Na koniec najważ- niejsze, wciąż rozwijający się dział sportowy. Dostałem wolną rękę od naczelnych przy doborze „podwładnych”, co poprawi komu-nikację między redaktorami. Bardzo zależało mi na rzetelnych profesjonalistach, dla których pisanie finezyjnych artykułów to bułka z masłem. Pierwsze efekty możecie zaobserwować w najnowszym nu-merze. Fani piłki nożnej będą bardzo usatysfakcjonowani, a wciąż pracujemy nad budową poddziałów poświęconych in-nym dyscyplinom.
Jak przez ostatni rok wyglądała praca z mojego punktu widzenia? Bardzo ciężko było do-równać pozostałym członkom redakcji. Już od samego początku Outro wystrzeliło jak z procy, ciągle podnosząc sobie pop-rzeczkę. Nie było miejsca na opóźnienia czy wykręty. Jesteś redaktorem, to musisz dawać z siebie wszystko. Co weekend czy-tałem wszelaką prasę z myślą o swoim artykule do Outro. „O czym by tu napisać, żeby nie zostać skarcony przez szefów działów?”, „Jakiego określenia użyć dla X,
REDAKCJA O REDAKCJI
żeby nie dać pola do popisu korekcie?” – to tylko niektóre pytania, które zadawałem sobie jeszcze przed napisaniem artykułu.
Od dwóch miesięcy czuję się zdecydowanie lepiej, wygodnie zasiadając w fotelu pre-zesa działu sportowego. Teraz to ja poganiam innych redaktorów i zauważam przy tym, jak uciążliwym podopiecznym byłem podczas wcześniejszych miesięcy. Nowością dla mnie były spotkania redak-cyjne, odbywające się co tydzień na Skype. Wydaje się, że to niemożliwe, żeby roz-trzepana młodzież z całej Polski zbierała się w jednym, określonym terminie podczas dyskusji nad postępami w redakcji. Co prawda, późna pora niekiedy nie służy w prowa-dzeniu inteligentnych konwersacji, ale jed-nak działa.
Maciej Kulina
O żesz termin niedotrzymany!
Wydawanie numeru. Ot i kłopot! Jeśli wszystko idzie dobrze i każdy trzyma się swoich terminów, to jest po prostu bajecznie. Nie ma się czym denerwować, wszyscy są spokojni i czują się dosyć pewnie. Gorzej, gdy zaczynają się sypać terminy…
O NASZEJ PRACY
Marku, rozliczanie szefów działów to twoja działka. To nasza redaktor naczelna. Wiem, nawet do nich napisałem, ale zapomniałem ci przekazać, powiedział sekretarz, usiłując ukryć własne nieróbstwo. Następnie przedsta-wienie sytuacji, nie za wesołej zresztą. Prawie nic nie mamy. Dziennikarze mają opóźnienia. Jednak skoro jak nie urok, to przemarsz wojsk, to na złość naszym nerwom, ma je większość naszej ekipy. Sekretarz nie chce myśleć, że w tym miesiącu zawalił. A zawalił.
W kwestii technicznej. Jak to powinno wyglądać we wzorcowym, zupełnie nie opóźnionym wydaniu? Zaraz po publikacji nowego numeru, w ciągu dwóch, trzech dni, szefowie działów (mamy ich obecnie trzech: Aleksandra Bieniek kieruje „kulturą”, Marta Pawłowska „społeczeństwem”, zaś Maciej Kulina „sportem”) otrzymują od naczelnych (Monika Töppich i Kamil Wiśniowski) wytyczne na kolejny numer. Czy bezpośrednio, czy przez sekretarza, to już drugorzędna kwestia. Następnie informują każdego ze swoich dziennikarzy o uwagach co do niego i wskazówkach do kolejnego
tekstu. Ostatniego dnia miesiąca (lub wcześniej!) każdy z piszących przesyła do swojego szefa działu artykuł(y). Szef zbiera to, co otrzymał, i przesyła na redakcyjną skrzyn-kę mailową. Teraz wchodzi korekta. Szefowa korekty (Magdalena Kielnia Kelniarz) przesyła do swoich dziewczyn teksty z ter-minem odesłania. Maksymalnie dziesiąty dzień miesiąca. Wtedy zbiera wszystko, przegląda, dopisuje, gdy to konieczne, własne uwagi i przesyła na redakcyjnego. Równocześnie z korektą działają fotografowie, pod dowództwem swojego dowódcy (fan-tastyczne zdanie – a szefem fotografów jest Paula Wyciślok). Paula rozsyła artykuły, prosząc o ich zilustrowanie. Sama też wykonuje robotę. Zdjęcia maksymalnie do dziesiątego.
Dziesiątego dnia miesiąca powinniśmy mieć nadające się do publikacji teksty i zdjęcia do nich. Wtedy skład może brać się za swoją robotę. Naczelni ustalają, w jakiej kolejności artykuły ukażą się w wydaniu.
O NASZEJ PRACY
Skład, podbudowany tymi informacjami, dobiera odpowiednie szablony i układa tekst tak, by wszystko wyglądało tiptop. W międzyczasie działają graficy, starając się wykonać jakąś ładną okładkę, która od razu zachęci do czytania. A szesnastego, spokojnie, klikamy na „Publikuj” i cieszymy się, że kolejny numer Outro wyszedł tak perfekcyjnie. Jaką rolę w tym wszystkim ma sekretarz? Ma chodzić dookoła tego, co się dzieje po to, by dopilnować, dopin-gować i informować.
Niestety, nie zawsze poszczególne ele-menty pojawiają się na odpowiedni sobie czas. Właściwie cała ta linia produkcyjna rozdziela się tylko w jednym momencie: gdy nad tekstami jednocześnie pracuje korekta i fotografowie. Choć nie do końca, bo Paula, kiedy patrzy na jakiś niepo-prawiony artykuł (wszak trzeba się z nimi zapoznać, zanim się zrobi zdjęcia), to i tak sobie poprawia, bo ją to denerwuje. Ale to działanie nieoficjalne.
Ten tekst to nie tylko sprawozdanie z pracy nad idealnym numerem Outro. To także publiczny apel do wszystkich członków redakcji o terminowość.
By żyło się lepiej.
Nam wszystkim.
Sekretarz redakcji Outro,
Marek Suska
Codziennie w sklepach kupowane są różnorodne gazety. Skupmy się jednak nad tymi dla ludzi młodych, bo takie nas - nastolatków, interesują najbardziej.
Jaka gazeta ?!
GAZETA MŁODZIEŻOWA
Tematyka jest różna. Poczynając od sportu, przez modę, aż do plotek. Nie zawsze jednak znajdziemy gazetę, w której wszystkie wydrukowane informacje nas interesują. Zastanówmy się przez chwilę, jak wyobrażamy sobie gazetę stworzoną dla nastolatków przez nastolatków...
Przepytana została grupa licealistów. Zdania są podzielone. Jedni chcieliby 'coś na luzie' inni gazetę czysto naukową. Doszli jednak do porozumienia i stwierdzili, że te dwa nurty dałoby się połączyć. Według nich gazeta powinna być przejrzysta i ciekawa. Zawierać nowinki z dziedzin, takich jak: nauka, kultura, sport, muzyka. A wszystko to napisane krótko, zwięźle i na temat.
Sfera naukowa, zawierająca elementy psy-chologii, dla Tomka byłaby bardzo przy-datna. Interesują go metody szybkiej nauki, która pozostaje w głowie na dłużej. Ustawy sejmowe dotyczące edukacji oraz uczniów również cieszyłyby się zaintereso-waniem. Klaudia podziela to zdanie
GAZETA MŁODZIEŻOWA
i dodaje, że nowe odkrycia z dziedziny fizyki czy astronomii też mogłyby się tam znaleźć.
Michał, zawzięty gracz w piłkę nożną chciałby w młodzieżowej gazecie poczytać o tym właśnie sporcie. Gdzie, kiedy i jaki zespół rozgrywa mecz? Kto gra na ataku, a kto siedzi na ławce rezerwowych? Czy sędzia dalej nie potrafi sędziować? Odpowiedzi na te i inne pytania ankietowany chciałby znaleźć odpowiedź. Należy dodać, że nie lubi on długich, nudnych tekstów. Konkrety, tylko i wyłącznie.
Muzyka jest działem, który z pewnością zainteresuje wszystkich. Rock, pop, metal, reggae, folk, funk rap itd. Koncerty, zjazdy, festiwale. Karolina, która zawsze z muzyka jest na bieżąco powiedziała „Wolałabym czytać o koncertach w gazecie, niż grzebać na laście.”. Dominik, znawca muzyczny, lubi poznawać nowe gatunki muzyki i słuchać utworów zespołów mało znanych i niekomercyjnych.
Ostatnią dziedziną, o której powiedzieli an-kietowani jest kultura. Łączy się ona z muzyką, aczkolwiek nie zawsze. Wcześniej wspo-mniana Klaudia z kulturą jest za pan brat. Była już na Targach Książki, gdzie spotkała wielu ciekawych ludzi, z którymi ma zdjęcia.
Fotografii oczywiście nie mogłoby za-braknąć. „Powinny być duże, kolorowe i ciekawe”- mówi Kuba.
Znów zastanówmy się czy idealna gazeta istnieje. Jaka jest jej forma? Co można w niej przeczytać? Czy odpowiadałaby ankie-towanej młodzieży? Może już taka istnieje? Znasz jej tytuł?
Jakub
Jurkiewicz