Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
SPIS TREŚCI
wokół kultury
str. 6
czytaj po zmierzchu
str. 7
Walka johna wildera z szarą codziennością
str. 9
co w kinie piszczy
str. 11
wstrząśnięte, nie zmieszane, czyli weekendowy koktajl filmowy
str. 13
facebook nie umarł
str. 17
rewia mody na cmentarzu str.23
kultura 2.0
str. 25
fenomen robaka
str. 30
postęp
str. 33
spotkanie starych znajomych str. 36
WYSOKIE STADIUM SKRETYNIENIA
NA POCZĄTEK Outro
Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy
Wydawca: Fundacja Nowe Media
www.outro.pl
Mail: redakcja(@)outro.pl
rekrutacja(@)outro.pl
Redaktorzy naczelni:
Monika Toppich i Kamil Wiśniowski
Sekretarz redakcji: Marek Suska
Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł
Redaktor prowadzący wydania: Paulina Zguda
Projekt okładki: Patryk Skoczylas
Zdjęcie z okładki: FashionbyHe (CC by 2.0) Szefowie działów: Ula Skierkowska (kultura), Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (filmowo - literacki), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Magdalena Kondracka (promocja), Patryk Skoczylas (graficy).
Korekta: Agata Andrzejak, Martyna Kłopeć, Maria Gołaszewska, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Nina Bezpałko, Patryk Łowicki
Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek
Jakiś czas temu, calkiem niedawno,
w mediach rozpętała się burza, dotycząca programu Top Model. Oburzeni dzien-nikarze, a przede wszystkim politycy, dabatowali nad losem „biednych dzie-wczyn”, które zgłosiły się do programu i były tam „nieludzko traktowane”. Nikt jednak nie zastanowił się nad tym, że te dziewczyny SAME zgłosiłiły się do pro-gramu i doskonale wiedziały o tym, że show po prostu ma się sprzedać. Wcześniej był Big Brother, gdzie kretynizm sprze-dawał się jak świeże bułeczki, potem Mam Talent, gdzie przynajmniej część uczes-tników musiała coś potrafić - a nie tylko robić z siebie debila. Teraz mamy Top Model. Niedługo będzie jakiś inny, nastę-pny program, bo przecież publika się nudzi. Następuje, przynajmniej w części społe-czeństwa, ogólne zidiocenie. Jesteśmy coraz głupsi i zaczynamy, wzorem starożytnego Rzymu, chcieć tylko chleba i igrzysk. Z chlebem bywa krucho, choć oczywiście przekonują nas, że świetnie przechodzimy kryzys, natomiast igrzysk nam nie zabraknie. Swoją drogą, świetnie przechodzonagrypa też kończy się powikła-niami...
Ten numer Outro, najogólniej mówiąc, poświęcony jest kretynizmom – rewii mody na cmentarzu, uzależnieniu od Facebooka i debatowaniu nad przyszłością szkoły - bez konsultacji z dziećmi. Co kraj to obyczaj!
MiK
WOKÓŁ SHIRLEY VALENTINE
MAYDAY
Sztuka Raya Cooney’a, najpopularniejsza komedia omyłek, doczekała się kolejnej realizacji. W obsa-dzie adaptacji Dariusza Majchrzaka znaleźli się głównie studenci aktorst-wa. Premiera odbędzie się 11 listopada w Centrum Kulltury w Gdyni. KULTURY
IN MEMORIAM
12 listopada, w pierwszą rocznicę śmierci kompo-zytora, w Centrum Kultury Katowice odbędzie się kon-cert Henryk Mikołaj Górecki in Memoriam. Koncert zo-stanie połączony z werni-sażem wystawy poświę-conej artyście.
ZABAWY Z LALKĄ
Od 9 listopada w łódzkiej Galerii „526” będzie można zwiedzać wystawę Joanny Hrk, Zabawy z lalką. Na ekspozycję, inspirowaną teatrem lalkowym, skła- dają się obrazy, grafiki projektowe, rzeźby, rys-unki i projekty scenografii.
KRZYŻACY ROCKOWO
Hala Orbita we Wrocławiu zaprasza 11 listopada na rock operę Krzyżacy zrea-lizowaną na podstawie po-wieści Henryka Sienkiewi-cza. W obsadzie znaleźli się m.in.: Artur Gadowski, Paweł Kukiz, Olga Szoma-ńska.
Aleksandra Bieniek
fot 1. Whistling in the Dark
fot 2. Materiały reklamowe 7 listopada w Teatrze Rampa w Warszawie odbędzie się premiera spektaklu Shirley Valentine w reżyserii Elżbiety Jodłoowskiej. Shirley, w której rolę wcieliła się Małgorzata Gadecka, to dojrzała kobieta, żona i matka, kura domowa, która wylewa swoje żale związane z utratą młodości, zaprzepaszczeniem szansy na inne życie, przemijaniem i swoją rolą. Kolejne przedstawienia odbędą się 8, 9 i 10 listopada.
CZYTAJ PO ZMIERZCHU
„Nagle świeca znajduje się w mojej dłoni, a gorący wosk spływa mi po palcach i parzy skórę, po czym zastyga w niekształtną bryłę na nadgarstku. Czego pra-gnę najbardziej? Chcą prawdy, ale najszczersze, co mogę odpowiedzieć, jest to, że nie znam swojego serca.
– Chcę zrozumieć siebie.”
RECENZJA
Gemma Doyle po śmierci swojej matki wysłana zostaje do brata – lekarza, który postanawia zapisać ją do jednej z lepszych szkół dla młodych dziewcząt – Akademii Spence. Bohaterka nie jest jednak zwykłą, uroczą kokietką pragnącą niczego innego, jak bogatego męża. Dręczą ją koszmary, które niestety, zawsze się urzeczywistniają. Czuje moc – moc, której źródła nie może ustalić. Jak się później dowiaduje, siła ta płynie w jej krwi, jest przekazywana od pokoleń. Za nastolatką podąża tajemniczy cygański chłopiec utrzymujący, że ma ją chronić, że jest z nim bezpieczna.
Dziewiętnasty wiek kojarzy nam się z „Du-mą i uprzedzeniem, „Wichrowymi Wzgó-rzami” czy „Rozważną i romantyczną”, ale „Mroczny sekret” wybija się ponad wszy-stkie dotychczas znane nam tematy poru-szane w klasykach. Saga „Magiczny Krąg” to nie tylko opowieść o biednej nastolatce, która nie umie pogodzić się z chłopakiem. Bohaterka próbuje wyjaśnić tajemnicę „tamtej strony”, tak zwanego nieba, do którego razem z koleżankami ma dostęp. Gemma jest postacią ciekawą, w którą łatwo się wczuć, a trudniej utożsamiać. Fabuła nie jest jednak
RECENZJA
najmocniejszą stroną tej książki. Niesamowite opisy sukni, sal balowych czy obyczajów, to coś, co przykuwa uwagę. Autorce udało się „przenieść” kawałek Anglii do swojej powieści. Na szczęście nie za pomocą nużących opisów, ale dzięki głębszemu spojrzeniu na psychikę ludzi oraz przedstawieniu granic wiktoriańskiej Anglii.
Czytając „Mroczny sekret” czuję zapach lawendy i ciepło świec dookoła siebie. Gdy zamknę oczy, patrzę w lustro na swoje od-bicie w pięknej sukni z gorsetem. Spo-glądam przez okno, widzę pola, obóz cyganów oraz kościół z olbrzymimi wit-rażami. Kiedy wytężę słuch, słyszę, jak na-uczycielki plotkują ze sobą na schodach, a młodsze dziewczynki bawią się w salonie.
Libbia Bray nie skupiła się tylko na jednej postaci czy na jednym wątku. Można nawet powiedzieć, że postacie drugoplanowe są tak samo dopracowane, jak postać głównej bohaterki, a ich historie czasem stają się priorytetowe. Autorka z umiarem sięgnęła po elementy fantastyki. Pozwala rozwijać się intrygom oraz romansom w prawdziwym świecie, nie zapominając o „tamtej stronie”.
Chociaż „Mroczny sekret” może czasem zirytować czytelnika ciągłym wprowadza-niem nowych wątków, jest to na pewno książka warta przeczytania. Saga „Magicz-ny Krąg” to przykład książki młodzie-żowej, która wymaga myślenia. Powieść idealna na długie deszczowe wieczory, których będzie już coraz więcej.
Urszula Konarska - Mikołajewicz
Walka Johna Wildera z szarą codziennością
Słyszeliście o bestsellerowe „Drodze do szczęścia” i jej ekranizacji, w której Winslet i DiCaprio błyszczą w małżeńskim duecie zdegustowa-nym własnym życiem? Tego roku w Polsce wreszcie wydano książkę Richarda Yatesa, pt.: „Zakłócony spokój”.
RECENZJA
Tym razem pisarz opowiada historię męż-czyzny, który posiada wszystko, o czym przeciętny obywatel Ameryki może ma-rzyć. Żona go uwielbia i przymyka oko na nieustające skoki w bok, jeśli chce odpocząć, wyjeżdża do domku na wsi, bo na to pozwala wymarzona praca. Jednak w głębi duszy główny bohater, John Wilder, czuje się niespełniony i kompletnie nikomu niepotrzebny, przez co pewnej, trudnej dla niego nocy, przeżywa załamanie nerwowe i trafia do szpitala psychiatrycznego. Krótki pobyt w tej placówce nie jest jednak końcem problemów Wildera, gdyż dla coraz bardziej pogrążającego się w alkoho-lizmie i depresji mężczyzny nie ma już ratunku.
Wilder to homo viator, człowiek wiecznie poszukujący. Sensu życia, miłości, szczę-ścia. Ciągle drąży, roztrząsa wspomnienia, nie potrafi zadowolić się tym, co już ma. Nie jest usatysfakcjonowany powszednio- ścią życia, które prowadzi, świadomość własnej zwykłości przygnębia go. To marzyciel i wizjoner, chce żyć, by two-rzyć sztukę (w tym celu jest w stanie porzucić dom i wyprowadzić się do Hollywood), ale los weryfikuje jego plany i sny. Nie pozostaje postacią bierną, wpływa na otoczenie (niestety tylko destrukcyjnie), robiąc to w sposób nieodwracalny, paląc za sobą wszystkie mosty. Yates stworzył niewiarygodnie
RECENZJA
prawdziwą i fascynującą postać czło-wieka, którego największym problemem jest codzienność.
W "Zakłóconym spokoju" istnieje nie-zwykły potencjał, który sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Siła tej książki nie polega na fascynującej akcji, lecz na kreacji bohaterów. Yates jest mistrzem portretowania ludzi z ich wszelkimi wadami i urokami. Wilder mimo swego irytującego sposobu bycia, urzeka i ujmuje czytelnika. Janice, jego żona, to przykładna małżonka i matka, nad której pustą i prostą, w swym pojmowaniu świata, postacią nie załamujemy rąk. Podczas obserwacji bohatera nachodzi nas refleksja o tym, jak proza życia może doprowadzić do wygaśnięcia miłości i innych dobrych uczuć w związku. Janice budzi współczucie, ale dzięki niefortunnym dla całej rodziny Wilderów zdarzeniom, odzyskuje wiarę w lepsze jutro i układa sobie życie. Wszy-scy bohaterowie mierzą się ze zwyczaj-nością, a każdy z nich ma inny pomysł i re-ceptę na to, jak jej sobie nie obrzydzić i czerpać tyle, ile się da.
„Zakłócony spokój” to poruszająca książka, która dyskretnie stawia pytania o to, co zrobiło się z własnym życiem czy to, jak ono teraz wygląda? Jak nie doprowadzić do sytuacji, podobnej do tej, w której znalazł się John? Czy starcza nam sił, by cieszyć się każdym dniem? Niech Richard Yates zakłóci wasz wewnętrzny spokój i da posmakować szaleństwa, nie odsy-łając do szpitala psychiatrycznego oraz poznać się na sile marzeń, nie odtrącając rzeczywistości.
Paulina Zguda
WOKÓŁ KINA CO W KINIE PISZCZY
Złota jesień zawitała nad Wisłę i za-chęca słońcem oraz barwami do wyjś-cia na spacer. Jednak chłodne, listo-padowe wieczory polecam spędzić przed dużym ekranem.
Belgowie świętują - 22 października miała miejsce premiera ekranizacji komiksu o przygodach młodego dziennikarza Tintina. W Polsce mało znany komiks Herge'ego jest w Belgii tak popularny jak piwo i cze-kolada. Po prostu kultowy. Film został nakręcony przez samego Stevena Spiel-berga. Największy wirtuoz kina przy-godowego o przeniesieniu komiksu na duży ekran myślał już w latach '80. Jednak dopiero teraz, wraz z pomocą Petera Jacksona, który zajmował się efektami komputerowymi, marzenie udało mu się zrealizować. Powstała animacja, jakiej w kinie jeszcze nie było - pełna humoru, akcji oraz efektów specjalnych godnych kina fabularnego. A do tego tajemnica statku "Jednorożec". O sukcesie "Przygódw Tintina" świadczy fakt, że już zapo-wiedziano kolejne dwie części filmu. A tym-czasem zapraszam w listopadzie do kin.
W tym samym czasie na duże ekrany zawita dzieło innego wybitnego reżysera - Davida Cronenberga. Tym razem autor m.in. "Historii przemocy", podjął się na-kręcenia filmu biograficznego. "Niebez-pieczna metoda" to historia Carla Junga, ucznia Freuda, który pracując w szpitalu psychiatrycznym nawiązał romans ze swoją pacjentką - Sabiną. To właśnie dzięki niej Jung stanie u progu odkrycia inno-wacyjnej, a zarazem kontrowersyjnej metody leczenia chorych psychicznie. Z drugiej strony, Sabina stanie się przy-czyną konfliktu Freuda i jego ucznia.
WOKÓŁ KINA "Film urzeka inteligentnymi dialogami i humorem. Wychodząc z kina łatwiej przyjdzie nam dostrzegać piękno w prostych, codziennych czynnościach oraz czerpać z nich przyjemność."
Oglądając "Niebezpieczną metodę" nie sposób podejść obojętnie do głównej bo-haterki, a jej odtwórczyni, Keira Knightley, udowadnia, że oprócz urody może się pochwalić także talentem aktorskim.
Gus Van Sant zachwycał nas nie raz. Teraz robi to ponownie w magicznym filmie "Restless". To historia miłości nieuleczalnie chorej Annabel (Mia Wasikowska) oraz konesera pogrzebów Enocha (Henry Hop -per). Układ dosyć nietypowy, tym bar-dziej, że przez cały czas towarzyszy im Hiroshi, który jest... duchem. Film urzeka inteligentnymi dialogami i humorem. Wy-chodząc z kina łatwiej przyjdzie nam dostrzegać piękno w prostych, codziennych czynnościach oraz czerpać z nich przy-jemność. Takie rzeczy potrafi robić tylko Gus Van Sant.
"Szpieg" jest doskonałym thrillerem szpie -gowskim w oskarowej obsadzie. Ekra-nizacja bestsellera Johna Le Carre zdradza sekrety wywiadu brytyjskiego, trzymając widza w napięciu przez cały czas trwania filmu. Pierwszy anglojęzyczny film Tomasa Alfredsona opowiada o agencie George'u Smiley'u, który ujawni największy skandal w historii MI6. Obraz ten jest powrotem do klasyki gatunku hollywoodzkiego kina szpiegowskiego, w którym Zimna Wojna stanowi nie tylko tło wydarzeń, za to (niezręczne) niejednokrotnie odgrywa główną rolę.
Kalina Mróz
FILMY TYGODNIA WSTRZĄŚNIĘTE, NIE ZMIESZANE,
CZYLI WEEKENDOWY KOKTAJL FILMOWY "Stara się dotrzeć do źródeł choroby i rozwiązać zagadkę, jaką jest Prot. Pacjent zaś ze spokojem czeka na powrót na rodzinną planetę."
Każdy z nas ma czasami uczucie, jakby pochodził z zupełnie innej pla-nety niż wszyscy wokół. Gorzej, jeżeli poczucie to wcale nie znika z czasem. Co dzieje się z takimi „ziemskimi kos-mitami”?
1. „KPAX” 1. „K–PAX”
W zajmującym dramacie „K–PAX” rozstrzy- gać się będzie jedna z najtrudniejszych kwestii świata: czy wariat naprawdę jest wariatem, czy po prostu widzi i rozumie więcej niż inni?
Psychiatra Mark Powell natyka się na tajemniczego mężczyznę o imieniu Prot, który twierdzi, że pochodzi z dalekiej planety o nazwie KPAX. Wierzy, że został wysłany na Ziemię z misją zwiadowczą a pewnego dnia – już wkrótce – jego tow-arzysze pozwolą mu wrócić do domu. Powell jest pewien, że może pomóc Protowi w przezwyciężeniu tego, co niewątpliwie jest psychicznym zaburze-niem. Stara się dotrzeć do źródeł choroby i rozwiązać zagadkę, jaką jest Prot. Pacjent zaś ze spokojem czeka na powrót na rodzinną planetę.
Kevin Spacey, który wcielił się w głównego bohatera, stworzył niesamowitą postać, która urzeka i budzi przywiązanie widza. Jego łagodność, opanowanie i ciepły uśmiech niemal natychmiast wywołują sympatię, a kiedy niespodziewanie pojawią się zupełnie odmienne emocje – widza cze-ka wielkie poruszenie. W podobnych sło-wach można by opisać także intrygującą akcję filmu: zrównoważona i przyjemna,
FILMY TYGODNIA "To doskonała kombinacja przyjaznej widzowi lekkości i humoru z oryginalnością scenariusza oraz poważnym życiowym tematem."
w pewnym momencie zaskakuje i wprowadza mroczne tajemnice. To, co dodatkowo czyni obraz wciągającym, to oczywiście podstawowe pytanie: czy istnieje jakakolwiek szansa, że Prot rzeczywiście pochodzi z K–PAXu? Mimo duchowego przewodnictwa psychiatry, człowieka nauki, wątpliwości nie ustępują... 2. „Chłopiec z Marsa”
Ten pogodny i ciepły film obyczajowy bawi, wzrusza i wywołuje uśmiech. To do-skonała kombinacja przyjaznej widzowi lekkości i humoru z oryginalnością scenariusza oraz poważnym życiowym tematem.
Życie Davida legło w gruzach, kiedy umarła jego żona. Nie myśli nawet, by kontynu-ować zamierzone jeszcze wspólnie przed-sięwzięcie – adopcję kilkuletniego chłopca o imieniu Dennis. Ale sumienie oraz dyre-ktorka ośrodka adopcyjnego nie dają mu spokoju i w końcu David decyduje się podjąć wyzwanie i samodzielnie wychować chłopca. Okazuje się jednak, że nie będzie to proste, między innymi dlatego, że Dennis z całą pewnością nie jest zwyczajnym dzieckiem. Utrzymując, że pochodzi z Marsa, nieustannie używa kremów z filtrem i nosi ciemne okulary – w obawie przed zdradliwymi dla Marsjanina na Ziemi promieniami słońca – a także pas z obcią-żnikami – aby przechytrzyć niewielką ziemską grawitację. Jak David i Dennis
FILMY TYGODNIA
zdołają znaleźć wspólny język? Czy samotny mężczyzna będzie potrafił wychować małego kosmitę?
Dzięki nietypowym okolicznościom, pro-blem, z jakim boryka się wiele rodzin adopcyjnych – sam w sobie ciekawy, choć nieco przyciężki – zyskuje nowy wymiar, staje się jedyny w swoim rodzaju. Jest też dużo lżejszy i przyjemniejszy, pokazany z dystansem i zabawny. W stworzeniu tego efektu pomagają aktorzy: John Cusack i młodziutki Bobby Coleman – duet utallentowany, zgrany i niezwykle uroczy.
Elżbieta Janota "Dzięki nietypowym okolicznościom, problem, z jakim boryka się wiele rodzin adopcyjnych, staje się jedyny
w swoim rodzaju."
FACEBOOK
NIE UMARŁ!
TEMAT NUMERU
Wchodząc w sobotę wieczorem na Facebooka, zobaczyłam wpis redak-cyjnego kolegi: „Mark Zuckenberg – Anonymous – 1:0”. Grupa hakerów, która kilka tygodni temu wprowadziła zamęt wśród milionów użytkowników najpopularniejszego portalu społecz-nościowego, ostatecznie zdecydo-wała się nie atakować serwerów Facebooka. Ludzie odetchnęli z ulgą.
Jest sobota rano, moja koleżanka, spe-dzająca na Fejsie przynajmniej po 8 godzin dziennie, z żalem wrzuca wpis: „Dziś umiera Facebook. Żegnajcie!” Mam wrażenie, że rozpoczyna się jakaś wojna albo globalny kataklizm, że świat, który znamy zaraz się skończy. Dziwna jest ta panika, wygląda to tak, jakby Facebooka nic i nigdy nie mogło zastąpić. A przecież naszaklasa, portal, który jeszcze niedawno był u szczytu popularności, dziś umiera śmiercią naturalną, znudził się, a jego dawni użytkownicy z łatwością przerzucili się właśnie na „Fejsa”. Jakiś czas później również wśród użtykowników Facebooka zaczęły pojawiać się głosy, że robi się nudno, że nie ma nic nowego, że przydałby się nowy portal, ciekawszy. Chwilę później dramatyczna wiadomość o planowanym ataku hakerów i powrót do euforii niebieskiego portalu. Facebook, który mógłby zmierzać prostą drogą do upadku, odżył i na nowo stał się popularny. Przypadek, czy bardzo skuteczny chwyt marketingowy?
Kolejny, największy
Facebook został utworzony w 2004 roku, początkowo miał być serwisem przez-naczonym tylko dla studentów i uczniów szkół średnich. Potem w szybkim tempie zdobył popularność w Stanach, Europie, Azji... Na całym świecie. Po pięciu latach od utworzenia, serwis zatrudniał ponad 1000 pracowników, przynosząc miliony
TEMAT NUMERU dolarów miesięcznie. Twórca serwisu, sportretowany w filmie „The social network” niemal na tragicznego bo-hatera, stał się jednym z najmłodszych milionerów. Tyle faktów jest wszystkim powszechnie znanych.
Facebook nie jest niczym odkrywczym, jest raczej połączeniem tego, co w róż-nych krajach było wcześniej – moż-liwością dowiedzenie się wszystkiego o wszystkich, informacji w przeciągu minuty i kontaktem ze znajomymi na czacie. Po prostu jest w tej chwili popyt na takie serwisy: polskie NK, grono.net, fotka.pl, ogólnoświatowy Facebook, Twitter i Blip, rosyjskie W Kontaktie, czy inne, pojawiły się po prostu we właściwym czasie i miejscu. Facebook, jak każde narzędzie, może służyć do dobrych celów - pomagać w nauce, podtrzymywać znajomości, ale może także – i tak jest najczęściej- po prostu służyć do marnowania czasu, przekra-czania granic dobrego smaku czy – takie przypadki też już były – organizacji ataków terrorystycznych.
A dla twórców jest kurą znoszącą złote jajka, która dzięki milionom użyt-kowników przynosi milionowe dochody z reklam, a także żyłą złota – Facebook wie niemal wszystko o swoich użyt-kownikach – co lubisz, gdzie stu-diujesz/mieszkasz, z kim się spotykasz, co najczęśniej czytasz w sieci. To tylko
TEMAT NUMERU
kilka najprostszych informacji, które można bez trudu znaleźć w serwisie.
Cena za wszystko
To właśnie informacje, rzekomo sprze-dawane rządom i koncernom, miały stać się bezpośrednim powodem planowanego ataku znanej na całym świecie grupy hakerskiej Anonymous. Ponoć hakerzy zdecydowali się „ukarać” portal za nie-właściwe zachowania wobec swoich użytkowników. Według jeszcze innej teorii, inicjatorem akcji miała być firma Google wprowadzająca na rynek nowy produkt – Google+, mający podobne funkcje co Fa-cebook. Wśród internautów bardzo po-pularna była opinia, że Google po prostu atakuje konkurencję. Niektórzy byli obu-rzeni, ale pojawiły się również głosy, że: „Trzeba przesiąść się na Google i już.”
Jednak po pierwszym ataku paniki, niek-tórzy rozsądni stwierdzili, że nie da się przecież tak po prostu wywalić serwerów Facebook, bo nawet jeśli uda się na jakiś czas wywalić serwery, to administratorzy są w stanie w krótkim czasie przywrócić stan serwisu sprzed kilku godzin. Znisz-czenie Facebooka mogłoby nastąpić do-piero po fizycznym zniszczeniu kom-puterów. A to łatwe nie jest.
Jak feniks?
Wydawało się, że Facebook chyli się ku upadkowi, jednak planowany atak bardzo wzmocnił jego pozycję. Ludzie na nowo przypomnieli sobie o serwisie i w odruchu ochronnym, znów zaczęli z niego ko-rzystać. Co by się stało, gdyby rzeczywiście komuś udało się zniszczyć serwis? Opcje są dwie – albo postawionoby go na nowo, albo cały rynek przejąłby Google+, który też po jakimś czasie by się znudził, albo powstałby jeszcze jakś inny, nowy serwis, który zapełnilby lukę. Rynek, a szczególnie taki rynek, nie zna pustki.
Cyberświat
Podczas konferencji kultura 2.0 profesor Susan Drucker z Hofsta Uniwersity z NYC miała bardzo ciekawy wykład dotyczący wpływu nowoczesnej technologii na nasze życie codzienne. Stwierdziła, że mimo, że zaprasza studentów na konsultacje, zde-cydowana większość z nich woli zadzwonić na skype; chociaż zostaje po zajęciach, wszyscy wysyłają maile z pytaniami. Stwierdziła też, że widząc młodego człowieka ze słuchawkami na uszach rozmawiajacego przez telefon i idącego po ulicy z jednej strony uważa, że jest on bliżej ludzi, bo może w każdej chwili zadzownić, wysłać maila, czyli być w kon-takcie z innymi. Ale z drugiej strony, taka osoba zupełnie wyłącza się na jakiekolwiek bodźce ze świata realnego, świata zew-nątrznego. I nie chodzi tu o slogany dotyczące bezpieczeństwa na ulicy, ale o fakt, że idąc po chodniku, jesteśmy w stanie rozmawiać bardzo długo z kimś przez telefon, a dużo trudniej nam
TEMAT NUMERU
przychodzi po prostu iść z kimś na spacer.
Pani profesor mówiła oczywiście o ame-rykańskim społeczeństwie, które dużo wcześniej oswoiło się z nowoczesną techniką. Kiedy podczas tego samego wykładu, profesor Gary Gumpert z City Uniwersity of New York pokazał nam zdjęcia kilku „archaicznych” przedmitów, takich jak maszyna do pisania czy kalka, był niesamowicie zdziwiony, że właściwie wszyscy nie tylko wiedzieli o co chodzi, ale też nie tak dawno tego używali! Nie był to więc wykład o polskiej rzeczywistości, ale raczej o tym, do czego może prowadzić ślepe zawierzenie technice.
Możemy się oczywiście buntować, że u nas nie ma takich sytuacji, że nie jesteśmy uzależnionymi Amerykanami. Oczywiście, że nie. Niemniej - spojrzcie na młodsze rodzeństwo czy kuzynostwo, takie w podstawówce, czy początkach gim-nazjum. Czy nie jest przypadkiem tak, że zamiast chodzić z kolegami na trzepak czy plac zabaw – jak my przecież robiliśmy! - wolą umówić się na Fejsiea czy Skype?
Monika Toppich
fot. 1 luc legay (CC BYSA 2.0)
fot. 2 Thos003 (CC by 2.0)
fot. 3 Asthma Helper (CC by 2.0)
TEMAT NUMERU REWIA MODY
NA CMENTARZU Wszystkich Świętych, czyli jedno z najważniejszych katolickich świąt. Obowiązkowo w tym dniu należy: iść na cmentarz, pomodlić się za zmarłych, kupić dziecku balona, potem popcorn, a na koniec zaprezentować wszystkim najnowszą garderobę i obgadać wspólnych znajomych. Pierwszy dzień listopada, z czym się kojarzy? Dla wielu jest to wręcz święty dzień. Rano msza święta, poźniej spacer na cmentarz i chwila zadumy nad grobami. Jednak od pewnego czasu wkradło się w ten rytułał niezwykle dużo komercji. Małe dzieci kojarzą ten dzień, owszem z pójściem na cmentarz, ale przed jego bramą obowiązkowo mu-szą namówić rodziców na kupno balonika czy popcornu. Ale nie tylko dzieci tak robią, w tym roku będąc z rodziną na jednym z warszawskich cmentarzy zau-ważyłam większą kolejkę do pana sprzedającego popcorn niż po znicze. Dla jednych to dobry biznes i wyko-rzystują okazję... Wzrost działalności ga-stronomicznej daje się zauważyć
TEMAT NUMERU
stoisko z goframi, migdałami, orzechami w cukrze, watą cukrową i innymi słod-kościami na pewno swoje miejsce powinno mieć przed cmentarzem? Chociaż nie ma co obwiniać sprzedających, jest popyt, więc wykorzystują okazję na szybki zarobek. Bardziej trzeba by zastanawić się nad tym, dlaczego ludzie kupują te wszystkie rzeczy kompletnie nie związane ze świętem.
Świadomie wybieramy komercję. Rodzice idąc z dzieckiem na cmentarz nie wyjaśnią mu, po co tam są, tylko wolą kupić balonika, żeby dziecko się nie nudziło. Wydaje mi się, że nie na tym polega dzień Wszystkich Świętych. To przede wszystkim czas pamięci o zmarłych bliskich i przyjaciołach. Czy nie możemy skupić się tylko na tym?
Odwiedzając groby bliskich zauważam od kilku lat jeszcze coś, co wywołuje u mnie większe zaskoczenie. Rewia mody. Może to dla niektórych dziwne, ale z roku na rok widać to coraz bardziej. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu nie było to tak wyraźne, teraz idąc alejkami cmentarza widać coraz częściej osoby, które bardziej się przebierają niż ubierają. Wybierając się na groby bliskich tego jednego dnia w roku możemy być pewni, że spotkamy swoją rodzinę, z którą widzimy się bardzo rzadko. Oczywiście próżność niektórych nie pozwala im na tę okazję ubrać się nor-malnie, jak na co dzień, oczywiście jest to święto i nie wyjdziemy przecież z domu w przysłowiowym dresie, ale nie jest to okazja do przebierania się! Nie mieszka-my w USA i nie obchodzimy Halloween, więc przebierać się nie ma potrzeby. Widać to szczególnie u kobiet, które zakładają zimowe płaszcze (chociaż rtęć w termo-metrze wskazuje kilkanaście stopni po-wyżej zera), piękne torebki, a nawet futra i do tego oczywiście perfekcyjny makijaż. Zastanawiam się po co to wszystko? Czy w tym dniu naprawdę liczy się idealny wygląd i pokaz często kiczowatej mody na cmentarnych alejkach? Jestem pewna, że nie. Myślę że gubimy się w tym, co narzucają nam inni ludzie, a osób podatnych jest coraz więcej. Zależy to od tego, co kto myśli indywidualnie. Po-winniśmy skupić się przede wszystkim na sensie tego święta i na jego duchowym przeżyciu, na wyciszeniu się, a nie na pomysłach w co się ubrać i balonika z jakim bohaterem z kreskówek kupić.
Tegoroczne święto zmarłych już za nami. Rewia mody była, baloniki i popcorn też. Warto jednak zastanowić się na tym, jak chcemy przeżyć ten dzień w przyszłym roku.
Patrycja Rawska
fot. za demotywatory.pl
KULTURA 2.0
RELACJA
Wchodzisz do budynku, który wyg-ląda jak wiele innych. Lecz w środku czeka na ciebie XXII wiek. Wszystko jest minimalistyczne, krzesła zrobione ze styropianu, tony kabli i sprzętu, a wokoło słyszysz większość języków świata. To nie sen, to konferencja Kultura 2.0. W poprzednim numerze publikowaliśmy zdjęcia z konferencji, która odbyła się w dniach 27-29.10.2011. Wstrzymaliśmy się tydzień z publikacją relacji, bo byliśmy ciekawi, czy spotkanie odbije się jakkolwiek w mediach/środowiskach etc. Zbyt dużego echa nie było, a szkoda, bo organizatorzy stanęli na wysokości zadania, przygoto-wując imprezę z rozmachem i klasą. Im-prezę, która była ciekawa zarówno dla młodszych, jak i starszych, a zapraszając gości, nie pominięto nikogo.
Trudno jednoznaczenie okreslić przedział tematyczny konferencji. Dyskutowano zarówno o nowych technologiach i ich
RELACJA
wpływie na życie ludzi, o szkole XXI wieku i problemie laptopa dla pierwszaka, o akty-wizacji dzieci i młodzieży z trudnych rodzin, o sytuacji dziennikarstwa na świecie i me-diów publicznych w Polsce... To tylko ułamek tego, co padło na konferencji. A poza tym, na górnych piętrach, między stanowiskami różnych organizacji i grup, toczyły się mniej oficjalne, ale również niezwykłe rozmowy.
W czwartek, pierwszego dnia konferencji uczestnicy zastanawiali się nad wyz-waniami szkoły w dobie cyfrowej, przeds-tawione dostały też projekty realizowane przez różnorakie organizacje. Mogliśmy usłyszeć relację polonistki, która potrafi zaangażować uczniów w ciekawe projekty, a co ważniejsze – nie potrzebując na to dodatkowych środków.
Nic Millington z Rural Media Company pracuje z młodzieżą z patologicznych rodzin. Przedstawił bardzo poruszający film – historię trójki rodzeństwa. Z kolei Ma-rieke Hochstenbach z Holenderskiego Waag Society, buduje urządzenia, które pomagają dzieciom uczyć się czytania i pi-sania. Wszystkie te inicjatywy łączy jedno – chęć pomocy dzieciom – zarówno wyciąganie ręki do dzieci w trudnej sytuacji, jak i pomoc w wybiciu się zdolnej młodzieży.
Susan Drucker i Gary Gumpert, pro-fesorowie z NYC, opowiadali o wpływie no-woczesnej technologii na nasze codzienne życie. Okazuje się, że chcąc nieustannie być w kontakcie z innymi, jednocześnie izolujemy się od otoczenia, boimy się bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Cel, czy narzędzie?
Bardzo ciekawy był trzeci piątkowy panel – Technologia. Cel, czy narzędzie? Paneliści dyskutowali przede wszystkim na temat laptopów dla pierwszaków i tego, jak bardzo technologicznie postępowa jest polska szkoła. Okazało się, że łatwo jest mówić o laptopach, kiedy w szkołach nie ma podstawowego sprzętu, o czym deli-katnie wypomniała obecna na spotkaniu polonistka. Ciekawym dla naszej redakcji był moment, kiedy wypowiadał się infor-matyk pracujcący w dużej firmie, który stwierdził, że praca zdalna, przez Internet, jest niemożliwa, a ludzie muszą się spo-tykać, żeby razem pracować. A Outro już od dwóch lat daje sobie radę dzięli mailom i skype! Mina pana informatyka – bez-cenna!
Olimpiada medialna
Drugiego dnia miało również miejsce ogło-szenie Olimpiady Medialnej – najnowszego „dziecka” Fundacji Nowe Media, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Jak mówią sami organizatorzy: „Projekt jest odpo-wiedzią na potrzebę kształcenia świadomych obywateli społeczeństwa in-formacyjnego i jest nakierowany na po-lepszenie jakości komunikacji społecznej w Polsce. Najlepsi spośród uczestników mogą liczyć na indeksy Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, staże w czołowych mediach, sprzęt elektroniczny i opro-gramowanie.” Projekt jest odpowiedzią na potrzebę kształcenia świadomych obywateli społeczeństwa informacyjnego i jest nakie-rowany na polepszenie jakości komunikacji społecznej w Polsce. Najlepsi spośród
RELACJA Nagranie ekipy CREW podczas prezentacji "Wizyty w Brukseli"
uczestników mogą liczyć na indeksy Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, staże w czołowych mediach, sprzęt elektroniczny i oprogramowanie.” Outro kibicuje am-bitnemu przedsięwzięciu. Jako, że jesteśmy patronem medialnym imprezy, wkrótce na naszych łamach znajdziecie więcej ifnromacji na temat konkursu. Zapraszamy też na stronę: olimpiada-medialna.org CREW
Jesteś na konferencji Kultura 2.0, po czym w ciągu jednej sekundy przenosisz się do Brukseli. Twoim przewodnikiem jest miła pani obrana w żółtą sukienkę i białe rękawiczki. Łapie Cię za rękę i zaprasza do zwiedzania miasta. W trakcie kilkumi-nutowej wycieczki możesz podziwiać Bruk-selę stojąc na wysokim moście, iść jej wąskimi uliczkami, zwiedzić piękny koś- ciół... Potem nagle znajdujesz się na wąs-kim murze pokrytym wysokimi kamieniami. Przewodniczka mówi, żeby iść za nią, ale Ty się boisz... W pewnym momencie upa-dasz i... Znów znajdujesz się w Warszawie!
To tylko krótki opis przeżyć, jakich można było doświadczyć podczas niesamowitego pokazu grupy CREW. Uczestnicy chodzili z przymocowanymi dwoma laptopami, w słuchawkach i wielkich okularach, nie docierały do nich żadne bodźce ze świata zewnętrznego. Byli tylko oni, Bruksela i najnowocześniejsza technologia.
Relacja z imprezy mogłaby zająć wiele stron. Ale tego nie da się opisać, to trzeba przerzyć, po prostu tam być. Wspaniałe jest to, że o technice i szkole ktoś potrafi tak rozmawiać, żeby zafascynować wszyst-kich obecnych.
Monika Toppich
Człowiek legenda. Jak stwierdził Isiah Thomas: "uczynił zbieranie piłek z tablic sexy". Prowokował przeciwników, ale także fanów. Nie ma chyba w historii NBA drugiego równie wyrazistego zawodnika, nie tylko pod względem stylu gry, ale przede wszystkim wyglądu i zachownia. Członek legendarnych drużyn "Bad Boys" oraz Bullsów z magicznego sezonu 1995-1996, kiedy osiągnęli bilans 72 zwycięstw i zaledwie 10 porażek.
FENOMEN ROBAKA
SPORT KOSZYKÓWKA
Jeśli urodziliście się przed 1988 rokiem, to zapewne wiecie, o kim będzie poniższy artykuł. Jeśli później, to zapytajcie star-szego brata, kuzyna lub wujka, kim był Dennis Rodman dla NBA, a na pewno zo-baczycie, jak na ich twarzy pojawia się uśmiech. Będzie to uśmiech w stylu "przy-pomniałem sobie coś przyjemnego, ale baaardzo niegrzecznego.“
Dennis Rodman trafił do NBA, kiedy ta przeżywała największy rozkwit. Lata '90 uznawane są za najlepszy czas ligi nie tylko dlatego, że na ich początku rywalizowali ze sobą weterani Lary Bird i Magic Johnson z rodzącą się legendą, Michaelem Jordanem. Lata '90 dały NBA przede wszystkim wiele koszykarskich osobowości, takich jak David Robinson, Patrick Ewing, Dikembe Mutombo, Penny Hardaway, Grant Hill, Gary Payton, Shaq O'Neal i wielu, wielu innych. To właśnie pojedynki tych wielkich graczy wyznaczały siłę ligi. Jednak zdecydowanie największym magne-sem dla tych, którzy nie do końca intere-sowali się koszykówką, był zdecydowanie popularny Robak.
Dennis Rodman, jakiego zna większość z nas, to wytatuowany i zakolczykowany facet z fryzurą w fantazyjnych kolorach. Jednak zanim trafił do Chicago Bulls, był skromnym graczem, próbującym udo-wodnić wszystkim, że jest wart każdego płaconego mu dolara. Pomimo braków w wyszkoleniu technicznym, był tytanem pracy. W Detroit Pistons, gdzie wybrano go z 26 numerem draftu w 1986 roku, była to cecha bardzo mile widziana. Drużyna oparta na zespołowej, Kiedy
SPORT KOSZYKÓWKA
twardej obronie zyskała przydomek "Bad Boys" - jako jeden z najbrutalniej grających zespołów. Twarde łokcie i wer-balne poniżanie przeciwników dopro-wadziało ekipę z MoTown do dwukrtotnego mistrzostwa. Nawyki, jakich nabrał wtedy Robak, pozostały mu do końca kariery, może poza etyką pracy, przez której brak wyrzucono go najpierw z Lakers, a na koniec z Dallas, co zakończyło jegdo powodzenie.
Jednak w międzyczasie były złote lata chicagowskich Byków, kiedy to Robak kontynuował passę zbierania tytułów najlepiej zbierającego gracza ligi (w sumie 7 razy z rzędu) oraz był wybierany do AllDefensive First Team. To właśnie wtedy mecze Byków oglądało się albo dla podniebnych ewolucji "Jego Powietrzności" Jordana, albo kolorowych fryzur Rodmana. Ci dwaj gracze, choć walczyli w jednej drużynie o to samo, to jednak stali na odmiennych biegunach kulturowooby-czajowych. Sam Rodman o relacjach z Jor-danem powiedział: "Na parkiecie jest OK, rozmawiamy, śmiejemy się i w ogóle. Jeśli chodzi o życie poza koszykówką - on idzie w jedną stronę, ja w drugą. On jest na północ, ja na południe. A pośrodku jest Scottie Pippen - jak równik".
Kiedy Jordan występował w kreskówce u boku Królika Bugsa w "Kosmicznym Meczu", Rodman dostarczał broń dla Jean–Claude Van Damme'a z tatuażem na języku w filmie "Ryzykanci".
Michael pod koniec kariery zaczął grać w golfa, Dennis brał czynny udział w ga-
SPORT KOSZYKÓWKA
lach wrestlingowych z udziałem Hulka Hogana.
Gdyby wymieniać najważniejsze liczby z kariery Rodmana, znalazłoby się ich sporo. 2 tytuły najlepszego obrońcy NBA, 5 tytułów mistrzowskich, 7 razy najlepszy zbierający ligii, 18,7 najwyższa średnia zbiórek w sezonie (trzeci wynik w historii NBA, najwyższy w ostatnim czterdzie-stoleciu). Jest też jedna liczba, której nie da się określić. To liczba kobiet, z którymi spotykał się Dennis Rodman. To właśnie uczyniło z niego ikonę popkultury. Spotykał się między innymi z Madonną i Carmen Electrą. Najbardziej jednak zaszokował, kiedy zapowiedział, że zamierza ożenić się z piękną i inteligentną kobietą, a następnie pojawił się w blond peruce i sukni ślubnej, twierdząc, że wychodzi za samego siebie.
NBA wybaczyła Dennisowi Rodmanowi wszystkie grzechy. Jako ostatni z wielkiej chicagowskiej trójki dostąpił w tym roku zaszczytu wstąpienia do koszykarskiej gale-rii sław - Hall of Fame. Robak odwdzięczył się w piękny sposób - podchodząc do po-dium, ściągnął z ramion niebieskie boa (rodzaj szalu) oraz kowbojski kapelusz i wszedł na podwyższenie z pochyloną gło-wą. Płacząc, dziękował lidze za otrzymaną szansę gry z najlepszymi koszykarzami świata, dzięki której ocalił swoje życie.
Michał Mendala
Sytuacja w tabeli Ligue 1 powoli się krystalizuje. Na etapie niemal jednej trzeciej sezonu, obok faworytów - Paris SaintGermain, Lille, Rennes i Lyonu - w czołówce utrzymuje się drużyna Montpellier.
POSTĘP
SPORT PIŁKA NOŻNA
Montpellier Hérault Sport Club przeżywa chwile wzrostu. W 2009 roku, po pięcio-letniej przerwie, powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji. Co więcej, zespół z południowej części kraju od razu został rewelacją sezonu, kończąc go na piątym miejscu w ligowej klasyfikacji, czym zapewnił sobie udział w eliminacjach do Ligi Europejskiej.
Poprzednie rozgrywki były dla Montpellier mniej udane. Na europejskiej arenie już na przełomie lipca i sierpnia prze-szkodą nie do przejścia okazał się węgierski Győr. Na finiszu ligi ekipa prowadzona przez René Girarda upla-sowała się dopiero na czternastej lokacie, choć w międzyczasie awansowała do finału Pucharu Ligi, gdzie po zaciętym meczu przegrała 0:1 z Marsylią.
Bieżący sezon Montpellier rozpoczęło na- tomiast od trzech kolejnych zwycięstw.
SPORT PIŁKA NOŻNA fot. Antares.37
"Montpellier nie posiada wystarczająco mocnej i szerokiej kadry..."
Mimo porażki w Lyonie w czwartej serii gier (1:2), utrzymało się na pozycji lidera tabeli, wyrównując w tej fazie rozgrywek swoje osiągnięcie sprzed 19 lat. W październiku znalazło się z kolei na drugim miejscu, trzy punkty za plecami PSG.
Bardzo interesujące jest to, że latem w klubie, którego prezydentem od listopa- da 1974 (!) roku pozostaje Louis Nicollin – jedna z najbardziej charyzmatycznych i najbardziej kontrowersyjnych postaci we francuskim futbolu – niewiele się zmieniło.
Jedynym poważnym wzmocnieniem dru-żyny okazał się kameruński lewy obrońca, Henri Bedimo, sprowadzony z Lens. Sprzedanego do Sewilli kapitana reprezen -tacji Bośni i Hercegowiny, Emira Spahicia na pozycji stopera zastąpił zaś doś-wiadczony Vitorino Hilton, pozyskany na zasadzie wolnego transferu.
Co zatem przyczyniło się do wyraźnej poprawy w grze i wynikach osiąganych przez Montpellier? - W naszej grze jest więcej automatyzmu, zrozumienia pomiędzy zawodnikami oraz pewności i wzajemnego zaufania - twierdzi najlepszy strzelec zespołu Olivier Giroud, dodając: Ponadto jesteśmy po prostu bardziej skuteczni, a młodzi gracze nabierają doświadczenia.
SPORT PIŁKA NOŻNA
Trener Girard to były opiekun reprezentacji Francji w kategoriach młodzieżowych. Jako piłkarz rozegrał nawet siedem spo-tkań w barwach seniorskiej drużyny naro-dowej Trójkolorowych. Występował w dru-giej linii. Swoją jedyną bramkę strzelił w przegranym (2:3) pojedynku o brązowy medal podczas finałów Mistrzostw Świata Mistrzostw Świata w 1982 roku przeciwko… Polsce.
Zespół Montpellier objął na początku czer-wca 2009 roku, tuż po awansie do Ligue 1. Gra on dobrą piłkę, z dużą ilością podań, wykorzystując wysokie umiejętności tech-niczne swoich poszczególnych zawo-dników. Klub świetnie pracuje z młodzieżą. W kadrze pierwszej drużyny jest aż kilkunastu wychowanków. Część z nich stanowi jej ważne ogniwa. 22-letni Mapou YangaMbiwa został latem kapitanem zes-połu, podczas gdy o rok młodszym Younèsem Belhandą interesował się Lyon. W bramce Girard regularnie stawia na Geoffrey Jourdrena, a miejsce w podstawowym składzie wywalczył sobie na początku sezonu defensywny pomocnik, Jamel Saihi.
Nie oznacza to jednak, że w Montpellier brakuje doświadczonych graczy. Wręcz przeciwnie – drużyna jest pełna silnych osobowości, które wpływają na jej również agresywny styl gry. Ma on swoje konsekwencje w postaci licznych żółtych i czerwonych kartek, wskutek czego Montpellier regularnie zajmuje jedną z ostatnich pozycji w klasyfikacji Fair Play.
Na najważniejszą postać ekipy z południa kraju wyrósł Giroud. Król strzelców Ligue 2 w barwach Tours w sezonie 2009/2010 trafił do klubu latem ubiegłego roku i robi systematyczne postępy. Opinia publiczna już proponuje jego kandydaturę selekcjo-nerowi reprezentacji Francji, Laurent Blanc.
- Olivier to bardzo interesujący śro-dkowy napastnik – powiedział na temat lewonożnego i niezwykle skocznego Gir-oud ekspert francuskiego Canal+, Claudio Bravo – Jest wysoki, silny, dobrze gra głową. Nie tylko strzela bramki, ale także uczestniczy w konstruowaniu akcji ze-społu. Potrafi się utrzymać przy piłce.
Montpellier nie posiada wystarczająco mocnej i szerokiej kadry oraz na tyle dużego potencjału, aby w decydującej fazie rozgrywe móc rywalizować mi-strzowski tytuł czy awans do Ligi Mistrzów. Miejsce w pierwszej szóstce ligowej klasyfikacji wcale nie jest jednak poza zasięgiem rosnącej w siłę drużyny z połu-dniowej części kraju.
Wojciech Falenta
3 listopada z okazji 55. rocznicy rewolucji węgierskiej z 1956 roku, odbyła się konferencja "Nasze wojska podjęły walkę...", zorganizowana przez Portal Polskiego Radia i Węgierski Instytut Kultury.
SPOTKANIE STARYCH ZNAJOMYCH
RELACJA Fragment strony Polskiego Radia
Organizatorzy w trakcie kilku paneli dyskusyjnych starali się całościowo naś-wietlić wydarzenia rozgrywające się za-równo w Polsce, jak i na Węgrzech w roku 1956. Pokazali różnice w przebiegu wystąpień, motywacje, które kierowały ludźmi, a także inne położenie, zarówno geograficzne, jak i polityczne tych dwóch państw. Wielokrotnie mówcy sami zadawali pytania, na które potem odpowiadali. Wśród panelistów nie zabrakło wybitnych naukowców, a także świadków tamtych wydarzeń. Już w pierwszej części konferencji przemawiali: Akos Engelmayer - uczestnik rewolucji 1956, były ambasador Republiki Węgieskiej w Polsce, dr Janos Tischler – historyk, dyrektor Węgierskiego Instytutu Kultury, czy profesor Andrzej Friszke z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Ciekawe, choć niestety krótkie, wystąpienie miał Robert Kiss, ambasador Republiki Węgierskiej w Polsce.
RELACJA
Specjalnie na tę okazję, grupa techników z Polskiego Radia odzyskała ponad 7 tys. godzin nagrań audycji Radia Wolna Europa, przekazanych przez byłego dyrektora RWE Rossa Johnsona. Tzw. taśmy z Koblencji, stanowią niezwykle bogatą i drobiazgową dokumentację wydarzeń roku 1956. Wszystkie nagrania można odsłuchać na nowo otwartej stronie Polskiego Radia.
Wśród tematów nie mogło oczywiście zabraknąć dyskusji nad rolą Radia Wolna Europa i wpływu rozgłośni na rozgrywające się wydarzenia. Debatę na ten temat moderował Ross Johnson, a wśród panelistów znaleźli się m.im.: prof. Zdzisław Najder – były dyrektor Rozgłośni Polskie RWE, a także profesorowie i historycy – Paweł Mancewicz czy Antoni Dudek.
Konferencja była jak zwykle dobrze przygotowana. Piękna sala Polskiego Radia, wybitne nazwiska i afmosfera powagi z pewnością sprawiają, że na konferencje organizowane przez portal PolskieRadio.pl po prostu chce się chodzić. Choćby po to, żeby przez chwilę poczuć ten klimat i dołączyć do szacownego grona. Trudno natomiast nie odnieść wrażenia, że tego typu imprezy, poza płaszczykiem historycznym, są po prostu spotkaniami starych znajomych. Spotkaniami na wysokim poziomie merytorycznym, interesującymi jednak tylko świadków tamtych wydarzeń. A może po prostu nikt inny nie miał okazji, żeby się zainteresować? Patrząc na średnią wieku uczestników, Outro było jedyną redakcją młodzieżową zaproszoną na konferencję. Poza nami pojawiło się, chyba z zasady, Polskie Radio i telewizja regionalna, chociaż jej dziennikarz zrobił tylko krótki materiał i pojechał dalej.
Konferencja „Nasze wojska podjęły walkę...” pozostawiła więc mieszane uczucia. Z jednak strony dostarczyła dawki konkretnych i ciekawie przedstawionych informacji historycznych, z drugiej zaś, kiedy kilku uczestników spotkania miało jeszcze pytania do panelistów, prowadzący po prostu powiedział, że musi kończyć, bo teraz czas na przerwę. Rozumiem konieczność dyscypliny na takich spot-kaniach, jednak jej nadmierne przestrze-ganie powoduje, że nie porusza, lub nie kontynuuje się wielu ciekawych wątków.
Historia XX wieku jest tak ciekawa, ponieważ jest żywa i możemy posłuchać wypowiedzi uczestników zdarzeń. Podczas tej konferencji osiągnięto naprawdę wysoki poziom merytoryczny. Szkoda tylko, że prezentowano go tylko w wąskim gronie starych znajomych i najbardziej zaintereso-wanych.
Monika Toppich
tyKONFERENCJA POLSKIEGO RADIA KONFERENCJA POLSKIEGO RADIA
Z OKAZJI ROCZNICY REWOLUCJI WĘGIERSKIEJ 1956
"NASZE WOJSKA PODJĘŁY WALKĘ"
3.11.2011
fot. Monika Toppich, materiały z konferencji