Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 znaleźć pracę. tylko jak? strona 7 kulisy polskiego reportażu strona 9 wielcy i mali - nominowani strona 12 literackie peryferia Europy strona 18 o historii najnowszej trochę ciekawiej niż zwykle strona 20 co z tą wojną? strona 24 pan panikarz strona 28 nie ma dwóch różnych światów strona 33 były klub strona 36 tydzień w obiektywie strona 38 NAJPIERW MYŚLEĆ, POTEM MÓWIĆ?

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Magdalena Wąwoźna, Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadzący: Kamil Aftyka Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Fotoedycja wydania: Dorota Stach Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie: irrezolut CC BY 2.0

Twoje zdanie jest ważne. Nie warto zresztą tracić czasu na kogoś, kto nie posiada wła-snej opinii na jakiś temat. To, jak myślisz o różnych rzeczach, świadczy o Twojej wie-dzy, zainteresowaniach, inteligencji i środo-wisku, w którym żyjesz. Bardzo dobrze, jeśli potrafisz wyrażać swoje poglądy w sposób spokojny i wyważony, nie dając się przegadać ani ponieść emocjom. Cza-sem jednak nie warto szarżować z komen-towaniem bieżących spraw i oszczędzić ro-dzinie i znajomym konieczności wysłuchi-wania naszych wynurzeń. Całą Polską wstrząsnęła ostatnimi czasy historia półrocznej Magdy, a ACTA burzy krew internautom. To świetny pretekst do kolejnych, długich bitew na forach internetowych, na przy-stankach i w kawiarniach. Teraz odpowiedzcie sobie szczerze - ile ra-zy marzyliście o tym, by przestano wciąż wałkować te same tematy i dano sprawie spokój, a jednak sami daliście się wciągnąć w wir gorących dyskusji, gdzie padały niekoniecznie przemyślane słowa? I czy osądzając różne zjawiska bez po-przedniego ich zbadania i dania sobie chwi-li na odpowiednią nad nimi refleksję, nie ulegamy zidioceniu? Paulina



WOKÓŁ Solówka 2012

WOKÓŁ KULTURY

V Festiwal Atelier Polskiego Teatru Tańca Od 20 do 26 lutego w poz-nańskim Teatrze Tańca od-będzie się V Festiwal Ate-lier Polskiego Teatru Tań-ca. W tym roku publicz-ność zobaczy trzy przed-premierowe pokazy: „Dou-ble Trouble”, „Arytmia” i „Niewiadoma”. KULTURY Zoom–Zbliżenia 2012 21 lutego w jeleniogórskim kinie Lot rozpocznie się piętnasta edycja Międzyna-rodowego Festiwalu Filmo-wego „Zoom–Zbliżenia”. Oprócz pokazów filmów odbędą się polsko–czeskie warsztaty filmowe i warsz-taty krytyki filmowej. Gdynia Rock Fest W gdyńskiej Hali Sporto-wo–Widowiskowej dnia 25 lutego odbędzie się Gdynia Rock Fest Festiwal, który będzie cykliczną odpowie-dzią na Rock Fest’y w Poz-naniu i Katowicach. Wystąpią: Coma, Happy-sad, Hey, Muchy, Armia oraz Trupa Trupa. Jazz Od Nowa Festiwal W Toruniu od 22 do 25 lu-tego w klubie Od Nowa potrwa „Jazz Od Nowa Festiwal”. Ideą tej imprezy jest promocja polskich jak i zagranicznych wykonaw-ców łączących jazz z mu-zyką improwizowaną. Dru-giego dnia wystąpi forma-cja The Brag Pack, którą tworzą artyści z Niemiec, Holandii, Indonezji i Wę-gier. CC by cassandraa CC by [ó] Od 24 do 25 lutego w Nowej Soli odbędzie się Festiwal „Solówka 2012”. W tym roku jury składające się z naj-lepszych znawców, prezenterów oraz miłośników mu-zyki bluesowej wybierze najbardziej utalentowanych instrumentalistów, bogów gitary. Pierwszego dnia im-prezy trwać będą warsztaty, wystąpi tez zeszłoroczny finalista, zespół Wolna Sobota. Konkurs odbędzie się drugiego dnia festiwalu, uświetniony występem Trio Raduli. Urszula Konarska–Mikołajewicz Zastanawialiście się kiedyś, gdzie będziecie w przyszłości pracować? Jak zna-leźć branżę odpowiednią do umiejętności i pasji? Jak zainteresować sobą praco-dawcę? Prawdopodobnie tak. Większość z nas od urodzenia próbuje utożsamić się z jakimś zawodem. Na przestrzeni lat pierwotne typy zmieniły się i dziś za-miast dążyć do zrobienia kariery jako astronauta czy kwiaciarka, wolimy celo- wać w świat mniejszych i większych firm. Jak pomóc sobie w znalezieniu pracy marzeń? Można to robić na różne sposoby.
ZNALEŹĆ PRACĘ. TYLKO JAK?
INFORMACJA PRASOWA

Typowym miejscem, od którego zwykle zaczynamy poszukiwania, jest Internet. Umożliwia nam szybkie i łatwe dotarcie do ogromnego grona pracodawców na całym świecie, którzy poszukują osób o okreś-lonym profilu i umiejętnościach. W sieci średnio co kilka sekund pojawia się nowa propozycja. Warto przeglądać ich jak naj-więcej, ponieważ często odpowiadające nam stanowiska noszą zupełnie inne naz-wy. Przykładowo: chcąc pracować jako specjalista do spraw obsługi klienta, dob-rze jest zwrócić uwagę na pozycję okre-śloną jako konsultant ds. wsparcia biznesu. Szukając pracy nie tylko za pośrednictwem Internetu, ale w jakikolwiek sposób, warto udostępniać swoje CV online. Strony umoż-liwiające taką aktywność – jak Goldenline czy Linkedin – są swego rodzaju portalami społecznościowymi zrzeszającymi ludzi, którzy nie tylko oficjalnie chwalą się prze-biegiem swojej kariery, ale również dysku-tują na forach na tematy biznesowe, dzielą

INFORMACJA PRASOWA "Zanim postanowimy skorzystać z wirtualnego CV, dobrze przemyślmy jego strukturę – nasza tożsamość internetowa jest naszą oficjalną wizytówką – niejednokrotnie też pierw-szą, z jaką może zetknąć się headhunter."

się doświadczeniami zawodowymi i rozbu-dowują sieć wartościowych kontaktów. Za-nim postanowimy skorzystać z wirtualnego CV, dobrze przemyślmy jego strukturę – nasza tożsamość internetowa jest naszą oficjalną wizytówką – niejednokrotnie też pierwszą, z jaką może zetknąć się head-hunter. W dobie social media i łatwości w uzyskiwaniu informacji, zastanówmy się, czy to, co udostępniamy publicznie nie przysporzyłoby nam kłopotów w kontakcie z potencjalnym pracodawcą. Kompromitu-jące zdjęcia i wulgaryzmy zdecydowanie nie powinny się znaleźć w obrębie naszych profilów. Kolejną możliwością, którą warto rozważyć podczas szukania pracy jest sko-rzystanie z agencji pośrednictwa pracy, do-radztwa personalnego lub poradnictwa za-wodowego. Profesjonalna obsługa i garść wskazówek wiąże się jednak z dodatkowy-mi kosztami. Trzecim rozwiązaniem, które w najbardziej bezpośredni sposób umożli-wia nam zrobienie ''pierwszego kroku'' w stronę pracy marzeń jest udanie się na targi pracy. Główną zaletą takiego wyda-rzenia jest to, że na stoiskach możemy porozmawiać z dyrektorami lub HR–ow-cami dużych korporacji i mniejszych firm, zapytać o nurtujące nas kwestie, poznać wymagania i możliwości rozwoju, a także... zostawić swoje CV. A wszystko to w przy-jaznej i zdecydowanie mniej stresowej niż podczas rozmowy kwalifikacyjnej atmosfe-rze. Materiał prasowy AISEC Wrocław CC by voguemarie2010 Pesymistyczne nastawienie często sprowadza wszystko do stwierdzenia, że „nasze” jest gorsze, że ktoś na pewno jest w tym lepszy. Książka Agnieszki Wójcińskiej pt. ,,Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami” jest dowodem na to, iż polski reportaż zdecydowanie wybija się ponad przeciętną. KULISY POLSKIEGO
REPORTAŻU
RECENZJA KSIĄŻKOWA

Reporter to człowiek podziwiany, jest uwa-żany za kogoś, kto pracuje podróżując, jest sławny, robi to, co lubi. Nikt jednak nie zastanawia się nad tym, czy wizerunek, ja-ki kreują media, jest prawdziwy. Mało kto myśli o tym, jakie są koszta wykonywania takiego zawodu. Czy reporter będąc za granicą tęskni za rodziną? Czy boi się o życie swoje i bohaterów reportażu? Tego wszystkiego próbuje dowiedzieć się Agnie-szka Wójcińska od swoich rozmówców, bohaterów książki „Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami”. Książka składa się z siedemnastu rozdzia-łów. Na początku każdego z nich jest zdję-cie reportera, którego dana część dotyczy. Następnie pojawia się krótki biogram i fragment jednego z reportaży, który ma na celu zobrazować sposób i styl pisania autora, jednocześnie będąc pretekstem do rozmowy, która pełni rolę uwieńczenia każ-dej z części. Schematyczna budowa wbrew pozorom jest plusem tej książki. Autorka rozpoczyna wywiad od pytań dotyczących wybranego utworu rozmówcy, po czym przechodzi do spraw bardziej ogólnych. Zestaw zadawanych przez nią pytań jest bardzo podobny. Dotyczy zarówno spraw technicznych, na przykład tego, czy lepiej korzystać z dyktafonu, czy z notesu, jak i problematyki etycznej i moralnej. W ten sposób książka sprawia wrażenie nie tylko antologii polskiego reportażu, ale również przewodnika po nim. Wójcińska wydobywa ze swoich rozmówców ich własne teorie na temat warsztatu reportera. Czytając każdą kolejną część coraz bardziej staje się dla czytelnika jasne, że nie ma jednej regułki określającej reportaż jako gatunek, tak

RECENZJA KSIĄŻKOWA

samo jak nie ma jednego sposobu jego pi-sania. Tym bardziej, że często wypowiedzi poszczególnych autorów wchodzą ze sobą w konflikt. Reportaż jest niejednoznaczny nawet dla jego autorów. Uchodzi za gatunkową hy-brydę. Tym ciekawsza jest jednak próba stworzenia portretu polskiego reportera i jego rzemiosła, której podejmuje się Wój-cińska. Z rozmów, jakie przeprowadziła na-suwają się wnioski, że niektóre elementy są wspólne wszystkim reporterom – szacu-nek dla bohatera tekstu, przywiązanie do szczegółu czy zapewnienie bohaterowi po-czucia bezpieczeństwa. Natomiast o wiele więcej jest różnic i to one zwracają uwagę czytelnika, bo dzięki nim każdy z reporte-rów pisze w sposób niepowtarzalny. Agnie-szka Wójcińska przeprowadza nas przez rozmowy z takimi mistrzami gatunku jak Małgorzata Szejnert, Wojciech Tochman, Wojciech Jagielski, Anna Bikont, Mariusz Szczygieł czy Jacek Hugo–Bader. W oparciu o wnikliwe pytania autorki ob-serwujemy ich sposób myślenia, patrzenia na świat. Dowiadujemy się o dylematach moralnych, tak częstych w tym zawodzie – Czy każdemu można zadać dowolne pyta-nie? Czy reporter powinien okazywać emo-cje, czy je tłumić? Poznajemy wady i zalety ich fachu, ale także towarzyszące temu wszystkiemu uczucia. Książka jest dobrym wprowadzeniem do świata reportażu. Mimo, że nie daje jas-nych wytycznych, jak należy pisać, to poz-wala czytelnikowi zbudować własną wizję reportażu w oparciu o drobne, niemal

RECENZJA KSIĄŻKOWA

niedostrzegalne, a tak przecież ważne szczegóły, którymi książka jest przesycona. Tych, którzy mieli niewielki kontakt z re-portażem, na pewno zaskoczy różnorod-ność tego gatunku. Natomiast jego sympa-tykom książka z pewnością dostarczy odpo-wiedzi na pytania o warsztat bądź genezę niektórych tekstów. Justyna Książek CC by sskennel "Reportaż jest niejednoznaczny nawet dla jego autorów. Uchodzi za gatunkową hybrydę. Tym ciekawsza jest jednak próba stworzenia portretu polskiego reportera i jego rzemiosła, której podejmuje się Wójcińska." WIELCY I MALI - NOMINOWANI
Za tydzień, w nocy z 26 na 27 lutego, przyznane zostaną, jeśli nie najbar-dziej prestiżowe, to przynajmniej naj-bardziej popularne nagrody filmowe – Oscary.
OSCAROWE NOMINACJE

Wydarzenie rokrocznie przyciąga uwagę ty-sięcy wielbicieli kina, którzy śledzą najmod-niejsze trendy na czerwonym dywanie, ale przede wszystkim trzymają kciuki za swoich faworytów. Przypomnijmy, komu mamy okazję kibicować w tym roku. Giganci Tegorocznym rekordzistą w ilości zebra-nych nominacji do statuetki jest film Marti-na Scorsese „Hugo i jego wynalazek”. Fan-tastyczna, pełna zagadek historia osieroco-nego chłopca i jego przyjaciółki stanie do walki o główną nagrodę – Oscara za najlepszy film – a także, między innymi, w kategorii najlepszych efektów specjal-nych, kostiumów, muzyki i scenografii. Na drugim miejscu uplasował się „Artysta” Michela Hazanaviciusa z dziesięcioma no-minacjami. Ten oryginalny, niemy obraz opowiadający o początku ery dźwiękowej w historii kina również ma szansę zostać najlepszym filmem roku; o statuetki zawalczą też aktorzy: Jean Dujardin i Béré-nice Bejo. W następnej kolejności mamy ex aequo „Moneyball” Bennetta Millera i „Czas wojny” Stevena Spielberga. Oba filmy – ten o pomysłowym trenerze drużyny basebal-lowej i ten o losach pewnego konia pod-czas I wojny światowej – otrzymały po sześć nominacji. Dla przykładu, za rolę w „Moneyballu” Brad Pitt ma szansę dostać statuetkę dla najlepszego aktora pierwszo-planowego. I wreszcie, także na równi,

OSCAROWE NOMINACJE



OSCAROWE NOMINACJE



OSCAROWE NOMINACJE

„Dziewczyna z tatuażem” Davida Finchera i „Spadkobiercy” Alexandra Payne’a, kon- kurujące w pięciu różnych kategoriach. Produkcja Finchera, mroczna kryminalna przygoda dziennikarza i hakerki, może zos-tać wyróżniona między innymi za najlepsze zdjęcia i dźwięk, a Rooney Mara będzie walczyć o tytuł najlepszej aktorki pierwszo-planowej. „Spadkobiercy” tymczasem mają szansę zostać najlepszym filmem, a George Clooney nominowany jest jako najlepszy aktor pierwszoplanowy za swoją rolę nieo-becnego ojca, który musi nawiązać więź ze swoimi córkami. Minimaliści Wśród nominowanych są też twórcy, któ-rzy, zdaje się, postawili na jakość, nie na ilość. Mowa tu o ludziach i produkcjach nominowanych zaledwie jedno– czy dwu-krotnie; zdarza się jednak, że to właśnie oni (i one) są faworytami w swojej kate-gorii. Przykładem niech będzie Meryl Streep startująca w wyścigu po Oscara dla aktorki pierwszoplanowej za rolę Margaret Thatcher w „Żelaznej Damie”. Podobnie jest z filmem „Albert Nobbs”, który zdobył nominacje za charakteryzację i grę Glenn Close oraz Janet McTeer. Ciekawostką jest, że obie aktorki musiały wcielić się w role męskie czy też raczej: w role kobiet uda-jących mężczyzn w celu zachowania pracy w XIX–wiecznej Irlandii. Godnymi uwagi są też nominacje dla Gary’ego Oldmana za ro-lę w „Szpiegu”, drugiej części „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci” za efekty spe-cjalne i scenografię, oraz „Piny” Wina Wendersa w kategorii pełnometrażowego filmu dokumentalnego, a także niespodzie-wane pojawienie się „Id marcowych” poś-ród nominowanych za najlepszy scenariusz adaptowany. Fanów walczących robotów cieszy pewnie fakt, że do potyczki o Oscara za najlepsze efekty specjalne staną „Trans-formers 3” oraz „Giganci ze stali”. Wiel-bicieli niestandardowych filmów animowa-nych może zainteresować nominacja dla hiszpańsko–brytyjskiej produkcji pod tytu-łem „Chico i Rita” o wielkiej miłości pianisty i śpiewaczki. Polskim akcentem w całym wydarzeniu jest wzięcie pod uwagę obrazu „W ciemności” w kategorii najlepszego fil-mu nieanglojęzycznego. "Wśród nominowanych są też twórcy, którzy, zdaje się, postawili na jakość, nie na ilość. Mo-wa tu o ludziach i pro-dukcjach nominowa-nych zaledwie jedno– czy dwukrotnie." Kto wygra? W pewnych wypadkach może-my się tego spodziewać, w innych przy-puszczać, w jeszcze innych – jedynie zga-dywać. Tak czy inaczej, niewiele przed na-mi tej niepewności – wszystko rozstrzygnie się już za tydzień! Elżbieta Janota

OSCAROWE NOMINACJE



OSCAROWE NOMINACJE

Bałkańska literatura piękna z pewnością nie należy do najpopularniejszych punktów na literackiej mapie Europy. Jednak nie powinno nas to zniechęcać do bliższego zapoznania się z nią, ponieważ jak powszechnie wiadomo, popu-larność lub jej brak rzadko chodzi w parze z rzeczywistą jakością dzieła. Dowo-dem na to może być postać Ivo Andricia, ciągle jeszcze w Polsce dość niezna-nego, aczkolwiek uznanego bałkańskiego pisarza.
LITERACKIE PERYFERIE EUROPY
RECENZJA KSIĄŻKOWA

Twórczość Andricia składa się w znacznej mierze z opowiadań pisanych głównie w ję-zyku serbskim, rzadziej chorwackim. Ich akcja rozgrywa się na terenach bośniackich wsi, tureckich miast czy belgradzkich ulic. Podobna różnorodność charakteryzuje jego bohaterów. Wśród nich można znaleźć we-zyra Jusofę, franciszkanina Piotra czy przedstawicieli serbskiego mieszczaństwa. Tej rozpiętości tematycznej odpowiada również czas, w którym rozgrywa się akcja. Raz są to czasy imperium osmańskiego, in-nym razem wydarzenia toczą się w pierw-szej połowie XX wieku w Belgradzie. Jak zatem widać, twórczość przesycona jest synkretyzmem kulturowym, tak charakte-rystycznym dla artystów urodzonych w konglomeracie kultur, nacji i religii, jakim był zarówno przed, jak i po wojnie „kocioł bałkański”. Zajmę się prawdopodobnie najpopularniej-szym i równocześnie najbardziej charakte-rystycznym dla całej twórczości Andricia opowiadaniem pod tytułem „Most”. Opo-wiada on o budowaniu mostu nad rzeką Zepą, przepływającą przez bośniacką wieś o tej samej nazwie. Most ów jest bardzo ważny dla mieszkańców tych terenów, nie są oni jednak w stanie stworzyć żadnej trwałej konstrukcji, której rzeka by w koń-cu nie zniszczyła. W tym momencie poja-wia się z pomocą wezyr Jusafa, który na fali wspomnień z dzieciństwa spędzo-nego właśnie w tych rejonach zobowiązuje się zbudować most. Do tego zadania zosta-je wyznaczony włoski budowlaniec, równie zdolny co tajemniczy, który zaraz po wyko-naniu pracy umiera, nie odebrawszy nawet należnego mu wynagrodzenia. Tak w skró-cie mogę opisać fabułę powieści,

RECENZJA KSIĄŻKOWA

aczkolwiek nie ona jest najważniejsza. Bu-dowa mostu jest jak gdyby tylko preteks-tem do głębszych rozważań filozoficznych. Głównym tematem jest tu refleksja na te-mat życia, jego celu i znaczenia. W tej perspektywie na pierwszy plan wysuwa się postać Jusafy i włoskiego konstruktora, którego imię nie zostało podane. O ile pierwszego z nich znamy dość dobrze, mamy możliwość zajrzeć w jego myśli, poznać jego refleksje i przemyślenia, o tyle ten drugi przedstawiony jest nam w kon-wencji behawioralnej. Wiemy o nim tyle, ile ktoś zaobserwował, a ktoś inny usłyszał. Autor portretuje Wezyra z perspektywy narratora wszechwiedzącego, stojącego ponad akcją. Włocha natomiast widzimy z punktu widzenia mieszkańców wioski. "(...) refleksje filozoficzne zawarte w tym opowiadaniu są zaskakująco uniwersalne także dla nas, tu i teraz." Ta różnica perspektyw wynika po części z samej fabuły: Wezyr jest panem i wład-cą. Takie postaci zapisują się w historii wielkimi literami, bez względu na ich praw-dziwe zasługi. Drugi z bohaterów jest tylko szarym człowiekiem, jakich pełno było, jest i będzie. Zrobił swoje i odszedł w nicość, zapomnienie. Pozostało po nim jednak coś ważnego i przydatnego. Nawet jeśli w przy-szłości budowniczy zostanie zapomniany, a stanie się tak na pewno, pozostanie po nim coś dla potomności - most. I to on właśnie nada sens egzystencji budownicze-go. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż nie jest to jedyna interpretacja opowiadania Andricia. Można, a wręcz należy patrzyć na tę z pozoru prostą historię z szerszej pers-pektywy. "Wezyr jest panem i władcą. Takie postaci zapisują się w historii wielkimi literami, bez względu na ich prawdziwe zasługi." Warto również wsłuchać się w przemyśle-nia i wątpliwości Wezyra, bo refleksje filo-zoficzne zawarte w tym opowiadaniu są zaskakująco uniwersalne także dla nas, tu i teraz. A wszystko to jest podane w bardzo spokojnie i subtelnie prowadzonej narracji. Dlatego też nie jest to książka dla amato-rów szybkiej i dynamicznej akcji. Zaletą tych opowiadań jest aura zadumy i melan-cholii unosząca się nad losem bohaterów i spokojny optymizm, którego – mimo wszystko – Andrić jest szczerym wyznaw-cą. Hanna Kocur
O HISTORII NAJNOWSZEJ TROCHĘ CIEKAWIEJ NIŻ ZWYKLE
RECENZJA KSIĄŻKOWA

Historia ruszyła z kopyta i od tysięcy lat nie daje się zatrzymać. Napędzają ją żądze lub rozsądek, czasem mister-nie zaplanowane intrygi, a często kompletny przypadek. Jednak za każ-dą, choćby najmniej znaczącą datą, stoi człowiek. Za te najgłośniejsze, które odcisnęły swoje piętno na lo-sach pokoleń, odpowiadają wielkie osobowości z jeszcze większym o nich mitem. Właśnie z takimi charyzmatycznymi osobis-tościami ostatniego dwudziestolecia rozma-wiała Maria Grawczyk. Przez wiele lat była zawodowo związana z działem zagranicz-nym tygodnika „Wprost”, dzięki czemu miała okazję poznać nieszablonowe posta-cie, które zmieniły wygląd współczesnego świata lub przynajmniej nadały jego twarzy wybrany przez siebie rys. Jej doświadcze-nie zaowocowało frapującą książką pt. „Historia ruszyła z kopyta”.

RECENZJA KSIĄŻKOWA "Coraz więcej ludzi w naszym wieku nie interesuje się sztuką, swoim krajem, jego przeszłością, pozostając w błędnym kole trywialnego życia."

Bohaterami rozmów są między innymi słynny przywódca opozycji w latach 80., Lech Wałęsa, duchowy przywódca Tybe- tu – Dalajlama, były prezydent RP, Alek-sander Kwaśniewski czy Stanisław Szusz-kiewicz, były Przewodniczący Rady Najwyż-szej Białorusi, a także Ian Wilmut, „ojciec” sklonowanej owcy Dolly oraz Henry Kissin-ger, były sekretarz stanu USA. Dla każdego znajdzie się fascynujący wywiad: można sięgnąć po część poświęconą Polsce lub jej sąsiadom, Europie lub całemu światu (i Wszechświatowi). Z każdą rozmową czy-telnik buduje sobie obraz Ziemi zmienianej przez upadek totalitaryzmu, gwałtowne transformacje gospodarcze lub wpływ wia-ry na jej obecny kształt. I choć niektóre sytuacje mogły ulec diametralnemu prze-obrażeniu od przeprowadzenia wywiadów datowanych od 1991 do 2009 roku, a dia-log dialogowi nierówny, książka to wciąga-jący zapis nietypowego i najbliższego nam okresu historii. Polecam szczególnie oso-bom zrażonym do podręczników i dosta-jącym gęsiej skórki na samą myśl o szkol-nych metodach edukacji w tej materii. Forma wywiadu pozwala na dużą swobodę. Daje możliwość dogłębnego poznania po-glądów i myśli rozmówcy, choć autorce nie jest obce charakteryzowanie, zazwyczaj ja-ko pozytywnych, bohaterów „Historii…”. Pomagają w tym krótkie biografie umiesz-czone po każdym artykule, w których au-torka często przytacza zabawne anegdoty związane ze spotkaniem lub życiem zna-nych osobistości.

RECENZJA KSIĄŻKOWA

Jest to idealna lektura dla osób zaintere-sowanych polityką wewnętrzną i zagranicz-ną, nauką, kulturą, historią. Pozwala poz-nać sytuacje znane z pierwszych stron ga-zet z zupełnie innej perspektywy – pers-pektywy osoby będącej ich powodem lub siłą napędową. Zapis bardzo ważnych roz-mów o Polsce i świecie pomaga młodzieży budować świadomość nie tylko historyczną, którą gdzieś przecież zatraciliśmy. Coraz więcej ludzi w naszym wieku nie interesuje się sztuką, swoim krajem, jego przeszłoś-cią, pozostając w błędnym kole trywialnego życia. Jeżeli nie chcesz zaliczać się do po-pularnego środowiska ludzi na bakier z ro-zumem, sięgnij po tę książkę. Może do-wiesz się czegoś ciekawego, może czegoś się nauczysz, może zmienisz pogląd na nurtującą cię sprawę. W każdym razie nie pozwól, by pędząca historia cię omi-nęła. Paulina Zguda CC by Woody H1 CC by ToniVC CC by garryknight







CO Z TĄ WOJNĄ?
...CZYLI DO PEWNYCH WYDARZEŃ KOMENTARZ BARDZO DROBNYM DRUCZKIEM.
SPOŁECZEŃSTWO: FELIETON

Wiem, że to nieprofesjonalne i niekul-turalne, ale inaczej wyrazić tego nie mogę: rzygać mi się chce. I to wcale nie dlatego, że jako studentka jem co popadnie, więc mój żołądek ma życie ciężkie jak rodzina z czwórką dzieci egzystująca (albo nawet wegetująca) za średnią krajową. Rzygać mi się chce, kiedy widzę, co ostatnio dzieje się w mediach i jak większość na to reaguje. „Chleba i igrzysk!” – tak, wiem, że wszelkie prawa autorskie dotyczące tego sloganu mają starożytni Rzymianie i w świetle os-tatnich porozumień w fazie zawieszonej ra-tyfikacji, za napisanie czegoś takiego po-winnam pójść siedzieć. Niemniej jednak, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nieko-niecznie tak bardzo się od tych Rzymian różnimy. A skoro chlebem przejmować się chwilowo nie trzeba (bo albo nas stać i nie zaprzątamy sobie tym głowy, albo nas nie stać i trzeba znaleźć coś, co pozwoli za-pomnieć o pustym żołądku), zostają igrzys-ka. Mecz na narodowym odwołany, więc masy przed telewizorem. A tam co? ACTA i Katarzyna W. Dla bardziej zaangażowa-nych – upadek Grecji, choć mam wrażenie, że to chwilowo interesuje tylko niewielki odsetek społeczeństwa.

SPOŁECZEŃSTWO: FELIETON

"ACTA to zło. Niedługo zaczną tego uczyć w szkołach – choć w sumie niepotrzebnie, przecież wiedzą to wszyscy, od przed-szkolaka do emeryta." Frustracja społeczna sięga zenitu. Nie za-mierzam zastanawiać się, skąd w ogóle się wzięła, wszak każdy z nas ma swoje włas-ne powody do narzekania. Problem leży w tym, w jaki sposób tej frustracji dać upust. I tutaj media niezmiennie i nieza-wodnie przychodzą z pomocą – każdy znaj-dzie coś dla siebie. Są tacy, którzy za wszelką cenę będą bro-nić swojej wolności. Ach, jakże piękna jest polska szlachecka tradycja! Liberum veto! Toż to zapisane w naszej kulturze! A prze-cież nie od dziś wiadomo, że zawsze znaj-dzie się ktoś, kto na naszą wolność dybie jak – nie przymierzając – producenci reso-raków na kieszonkowe naszych dzieci. Co tym razem? Osławione „porozumienie”, a jakże! ACTA to zło. Niedługo zaczną tego uczyć w szkołach – choć w sumie niepotrzebnie, przecież wiedzą to wszyscy, od przedszko-laka do emeryta. A skoro zło, to NA PEW-NO będzie ingerować w każdy (!) skrawek naszego życia. Masz telefon z GPS? Wy-łącz, wyrzuć, najlepiej spal! Będą Cię śle-dzić, namierzać, chodzić za Tobą! Broń Bo-że nie pisz e–maili! Będą je czytać i cenzu-

SPOŁECZEŃSTWO: FELIETON

rować! Ach, jakie to straszne… Przecież ktoś wysoko postawiony (w USA, gdzie indziej?!) dowie się, że jadam w barze mlecznym na Nowym Świecie, zamiast iść do Burger Kinga! I co ja biedna zrobię? Nie daj Boże, dowiedzą się, jaki kolor wełny zamówiłam ostatnio na Allegro! O matko! Nic, tylko kryć się, uciekać! A co, kiedy emocje na tym tle już opadną? Trzeba znaleźć temat zastępczy, wszak ich tłumienie może doprowadzić do tragedii. A propos – ludzkie tragedie zawsze dobrze się sprzedają. No to lecimy – porwanie, nieszczęśliwy wypadek? Wszystko na raz, a co! "(...) ludzkie tragedie zawsze dobrze się sprzedają. No to lecimy – porwanie, nieszczęśliwy wypadek? Wszystko na raz, a co! " Tylko że społeczeństwo jest nieprzewidy-walne. I niech mi nikt nie wmawia, że ist-nieje coś takiego jak „psychologia tłumu”. Owczy pęd, to może jeszcze, ale tłumem sterować się nie da. I przypadek sosno-wiecki jest tego idealnym przykładem. Ma-sy muszą się wyżyć, więc znalazły chłopca do bicia. „Hajda na Kmicica!”, jak to śpiewał pewien nasz bard. I kogo obcho-dzi, że nie wiadomo, co się stało? „Ja mam dziecko, ja się znam! Powinna była paniko-wać! Nikt zdrowy się tak nie zachowuje!”. Sprawa rozwiązana. Cóż z tego, że bez wyroku, z pominięciem śledztw, dowodów, świadków? My wiemy i już. Co tam może gadać jakiś ekspert policyjny? Ratuje swój tyłek, bo gdyby nie pan detektyw, to do dziś wszyscy by wierzyli, że ta… ekhm taka–i–owaka jest niewinna! "Społeczeństwo jest nieprzewidywalne. I niech mi nikt nie wmawia, że istnieje coś takiego jak „psychologia tłumu”." Czujesz się oburzony, czytelniku? Chciałbyś zapytać, kim jestem, żeby wyśmiewać czy-jąś tragedię? Jak ograniczona muszę być, żeby nie widzieć, co niosą za sobą ostatnie umowy podpisane przez naszych polity-ków? Widzisz, problem w tym, że znów ro-bisz to samo. Zawsze śmialiśmy się ze sławnego już „co poeta miał na myśli?”. A może warto czasem zamiast napędzać ten cały mechanizm, spróbować się zasta-nowić, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi? Magdalena Kelniarz CC by Bring Back Words CC by astundnebel.at CC by greeensefa PAN
PANIKARZ
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Media nieustannie informują nas o niesamowitych przypadkach kra-dzieży, morderstw, machlojek i tym podobnych. Często wywołują u wi-dzów grymas na twarzy, znużenie, rzadko zaciekawienie, choć zwykle okazują się być niegroźne. Zdarza się, że jednak – pod wpływem nieznanych nikomu czynników – efekty przekazy-wanych przez nich wiadomości przy-bierają nieoczekiwaną formę. Tak, tak, mogą nas tak mocno zmanipu-lować, że „oczywistą fikcję” odbierze-my jako prawdę. Na poważnie Kilka lat temu świat ogarnęła panika – wi-rus A/H1N1 podobno siał spustoszenie. W połowie listopada 2009 roku na tzw. „świńską grypę” zmarło sześć tysięcy osób. Zdawać by się mogło, że to dużo, ale rok-rocznie na zwykłą, sezonową grypę umiera jakieś siedemset tysięcy ludzi. WHO, Świa-towa Organizacja Zdrowia, ogłosiło pande-mię już po zanotowaniu zaledwie 20 przy-padków śmiertelnych. Przy zwykłej grypie, która jest dla nas o wiele bardziej niebez-pieczna, nie podnosi się stanu zagrożenia. Skąd wynika taka niekonsekwencja? Jedna z teorii spiskowych głosi, że do stworzenia owej paniki przyczyniły się kon-cerny farmaceutyczne. Takie stwierdzenie nie mija się w całości z prawdą, a do tego poparte jest wieloma argumentami. Rządy wielu państw w popłochu kupowały inno-wacyjne szczepionki zapobiegające świńs-kiej grypie. Po dokładniejszej analizie już

SPOŁECZEŃSTWO

kupionych preparatów okazało się, że za-wierają one rtęć. Jakby tego było mało, szczepionka wprowadzona na rynek w tempie ekspresowym nie ma zapewnio-nych wszystkich badań klinicznych – nie można więc powiedzieć, czy rzeczywiście jest skuteczna. "(...) korzystne efekty przesłania nieracjonalność niektórych państw, które wydały bezmyślnie pieniądze podatników na niebezpieczne szczepionki. To nie była świńska grypa – to była świńska panika." Jedynym pozytywem tej – rzec by można – propagandy było zwiększenie świadomości społeczeństwa w kwestii higieny. Z pew-nością więcej osób zaczęło myć ręce w obawie przed zakażeniem albo próbo-wało wzmocnić układ odpornościowy. Jed-nak te korzystne efekty przesłania nieracjo-nalność niektórych państw, które wydały bezmyślnie pieniądze podatników na nie-bezpieczne szczepionki. To nie była świńs-ka grypa – to była świńska panika. I choć później poszkodowani bili się w pierś (albo w głowę), nauki nie zostały w ich pa-mięci na długo. Późną wiosną 2011 roku Niemcy puściły w eter wiadomość, że zmu-towane pałeczki Coli, wywołujące krwawą biegunkę, skaziły hiszpańskie ogórki. Rol-nictwo państwa Półwyspu Iberyjskiego zos-tało dosłownie rozłożone na kawałki. Wstępne straty były szacowane na 300 tysięcy euro tygodniowo, ale i tak wyniosły więcej. Hiszpania eksportuje 90% produk-tów rolniczych do krajów europejskich, miejsca, gdzie notowano najwięcej zacho-rowań. Nic dziwnego, że popyt na ogórki zmniejszył się. W krajowych sieciach mar-ketów ceny warzyw spadały na łeb na szy-ję, a nad ogórkami wisiały tabliczki z infor-macją: „Produkt polski”. Także w tym wy-padku okazało się, że rozgłos miał większą siłę rażenia niż sama – przepraszam za ten kolokwializm – sraczka. I krwi też było wię-cej. "(...) okazało się, że rozgłos miał większą siłę rażenia niż sama – przepraszam za ten kolokwializm – sraczka. I krwi też było więcej."

SPOŁECZEŃSTWO "Jak widać, istota ludzka ma tę słabość, że jest w stanie uwierzyć danej osobie, jeśli ma po prostu wysoki status społeczny."

Na wesoło Przenieśmy się teraz z przerażającego świata przepełnionego złowieszczymi infor-macjami do miejsca o wiele bardziej przy-jaznego, aczkolwiek również wyśmiewają-cego się z ludzkiej łatwowierności. Po pros-tu – przełączmy kanał informacyjny na ka-nał naukowy. 1 kwietnia 1976 roku radio BBC podało, że ustawienie Jowisza i Pluto- na względem Ziemi spowoduje, że o godzi-nie 9:47 zmniejszy się ziemska grawitacja i jeśli ktoś podskoczy, zacznie lewitować. Ten primaaprilisowy żart był na tyle udany, że już o 9:48 zadzwonił telefon od ludzi chcących podzielić się swoimi wrażeniami z doznanego przed chwilą momentu nie-ważkości. W 2008 roku stacja BBC przygotowała swoim widzom dość wiarygodną dawkę fik-cji podaną w profesjonalny sposób. Na Pri-ma Aprilis wyemitowała odcinek filmu przy-rodniczego wzorowanego na serii prezen-towanej przez Davida Attenborough'a, któ-rego prezenterem był Terry Jones z „Lata-jącego Cyrku Monty Pythona”. Mężczyzna oznajmił nam, że dokonano niesamowitego odkrycia – odnaleziono kolonię pingwinów z nadzwyczajnymi umiejętnościami (patrz: materiał wideo). Kiedy pogoda się pogor-szyła, a temperatura znacznie spadła, te, zamiast zbić się w ciasną grupkę, wzbiły się w powietrze! Żarty profesorskich autorytetów mogą na-mącić człowiekowi w głowie. W ramach dowcipu czasopismo „Discover Magazine” oznajmiło czytelnikom o odkryciu przez

SPOŁECZEŃSTWO

niejakiego (nieistniejącego) Alberta Man-que'a, fizyka, eksperymentującego przy-padkowo z komputerem podłączonym do lampy elektronowej, która nagle wybuchła. Nad szczątkami objawił się Albertowi „bi-gon”, który zaraz potem znikł. Na szczęś-cie, badacz powtórzył i sfilmował doświad-czenie, tym razem z tą ulotną cząstką ele-mentarną. W gazecie obszernie opisano naturę tego zjawiska. Jako że bigon miał mieć rozmiar kuli od kręgli, wydał się czy-telnikom dość frapujący. Po publikacji wy-dania zasypali redakcję olbrzymią ilością listów. Jak widać, istota ludzka ma tę słabość, że jest w stanie uwierzyć danej osobie, jeśli ma po prostu wysoki status społeczny. Załóżmy, że jakiś profesor powie: „Nie mo-żemy się dalej oszukiwać – zagrożenie ist-nieje, a nawet więcej – jest niezwykle poważne. Nauka od czasów grypy hiszpan-ki nie spotkała się z tak szybko rozprzes-trzeniającą się epidemią. Proszę jednak nie martwić się – wystarczy, że zaszczepimy się na grypę, a ryzyko zachorowania będzie nikłe”. Czyż nie brzmi wiarygodnie? Słysząc taką wypowiedź możemy uznać ją za praw-dziwą. A następnego dnia odwiedzimy przychodnię prosząc o bezpłatne szczepie-nie. Kamil Aftyka CC by tellyspoting CC by ryanpyle.com CC by Brit. CC by yanivba NIE MA DWÓCH RÓŻNYCH ŚWIATÓW
Bohater „Tęczówki” Oli Wojtaszak, jak i ja, żyjemy w tym samym świecie, choć kwestię homoseksualizmu oceniam zupełnie odmiennie od tego, jak widzi ją on. To ta sama rzeczywistość, gdzie wielu z nas nosi na sobie ciężar cierpienia.
SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

Współżycie dwóch osób tej samej płci nie jest dla mnie sytuacją właściwą. Mam na-dzieję, że nie skończycie czytać tego arty-kułu w tym miejscu, choć przy dużym na-tężeniu emocji, z jakim często obie strony sporu o kwestię homoseksualizmu prowa-dzą dyskusję, taka sytuacja mogłaby się zdarzyć. Sam zresztą temu ulegam, więc jestem w stanie zrozumieć czyjeś oburze-nie. Niemniej jednak – proszę o dalszą lekturę. Myślę, że nie muszę przytaczać najprost-szych argumentów z dziedziny anatomii, a jako że nie bardzo lubię mówić o takich sprawach, zdam się na Waszą domyślność. Tutaj mógłby pojawić się również prosty kontrargument: „nie należy sądzić, że jedy-nym celem współżycia seksualnego jest prokreacja”. Pewnie, że nie. Jednakże wypływająca z samej natury danego aktu seksualnego możność dawania życia nie powinna być z niego ujmowana. Bez niej piękny, twórczy akt miłości niebywale ubo-żeje, spadając do roli zaspokajania nieko-niecznych potrzeb fizjologicznych, a może i nawet potrzeb sobie wmówionych. Fałszy-wym jednak rozumieniem tej tezy byłoby jej stosowanie do sytuacji małżonków, któ-rzy zmagają się z problemem niepłodności (bądź do innych, podobnych przykładów). To, że realizacja możności jest z jakichś przyczyn niemożliwa, nie zmienia faktu, że tkwi ona w naturze podejmowanego za-chowania. Przez analogię: to, że ktoś stra-cił wszystkie zęby, nie zmienia faktu, że ja-ko człowiek jest stworzeniem uzębionym. Nie wiem, czy ktoś zaprzeczy, że człowiek (a nie mówimy tu o osobie, która z jakichś

SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

powodów nie wykazuje popędu płciowe-go), jest w stanie żyć bez realizowania po-trzeb seksualnych. Oczywiste, że życie bez tego może być dla niektórych znacznie trudniejsze, niemniej jednak, nie jest ono niemożliwe. Byłbym zresztą skłonny dopa-trywać się przyczyn współczesnych dążeń do zrównania związków jednopłciowych ze związkami kobiet i mężczyzn w tym właśnie, że przeceniamy rolę seksu w ży-ciu. Stąd zresztą wypływa nie tylko ten problem. Otóż dziś seks (najlepiej „bez zo-bowiązań”) stał się koniecznością, a wstrzemięźliwość i dziewictwo, żeńskie czy męskie, w pewnych kręgach jest wyś-miewane. Do tych „pewnych kręgów” nale-żałoby też zaliczyć część kultury masowej. Seks jest obecny w tak wielu miejscach, że siłą rzeczy musi nam się jawić jako rzecz podstawowa. Ma duże znaczenie w życiu, ale litości, gdy ktoś mówi: „Jak można nie uprawiać seksu przed ślubem? Przecież możemy być pod tym względem niedopa-sowani!”, to trudno wierzyć w szczerość tej miłości. Czy naprawdę ktoś z was, kocha-jąc swoją wybrankę/swojego wybranka i chcąc spędzić z nim życie, zmieniłby swo-je uczucia tylko dlatego, że jego potrzeby seksualne miałyby pozostać w jakimś stop-niu niezaspokojone? Wybaczcie mi, ale marna to miłość. Te potrzeby nie domaga-ją się realizacji w taki sposób, jak potrzeba jedzenia czy obecności drugiej osoby. Podział płciowy nie jest tylko dekoracją. Są powody, dla których nie ma tylko „czło-wieka jednopłciowego”, jest za to i kobieta, i mężczyzna. To właśnie na tych różnicach zbudowana jest rodzina. I nie chodzi mi tu o coś, co feministki określiłyby jako „model patriarchalny”: mężczyzna do roboty, ko-bieta zajmuje się dziećmi. Ułożenie wza-jemnych stosunków między małżonkami jest już ich prywatną sprawą, ale nie da się ukryć, że mimo wszystko, mężczyzna różni się od kobiety, a kobieta od mężczyzny. Nie ma tu relacji „lepszy–gorszy” – nikt nie jest lepszy, nikt nie jest gorszy, ale inność pozostaje. Inność ważna i piękna. Tych różnic w związku homoseksualnym nie ma. Czy można je zastąpić czymś innym? Praw-da, podobno są i tacy, którzy sądzą, że nie brak tu komplementarności psychicznej. Od wspólnego zaś życia trzeba odróżnić za-żyłą przyjaźń. "Homoseksualizm jest cierpieniem." Homoseksualizm jest cierpieniem. Podobny jest do różnych rodzajów cierpienia, które wiążą się z fizyczną lub psychiczną nie-możliwością życia w taki sposób, w jaki żyć mogą inni, nie zmagający się z tym właśnie cierpieniem. Jedni nie są w stanie mówić, drudzy nie potrafią uwolnić się od lęku. Czy pomocą dla tego, kto nie może mówić, byłoby powiedzenie: „zatem nie komunikuj się z nikim, widocznie tak ma być”? Czy pomocą dla zmagającego się z nerwicą lękową byłoby stwierdzenie: „bój się, widocznie tak ma być”? Czy pomocą dla osoby, która zmaga się z nieprawidło-

SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

wym ukierunkowaniem swojego popędu płciowego jest powiedzenie: „zatem nie ha-muj się, widocznie tak ma być”? Nie. Od-rzucaj taki popęd, jesteś silnym, wspa-niałym człowiekiem i możesz sobie pora-dzić. A my powinniśmy cię wesprzeć. Przykra jest w „Tęczówce” wypowiedziana tam w jednym miejscu delikatna aluzja do katolicyzmu. Kościół Katolicki nie popiera zachowań dyskryminujących, a już zwłasz-cza wiążących się z użyciem agresji w sto-sunku do osób o skłonnościach homosek-sualnych. Ponadto, skłonności takie nie są uważane przez naukę Kościoła za grzeszne, problemem są ich realizacje w różnych for-mach. To one stanowią wyraz sprzeciwu wobec prawdy płynącej z Pisma Świętego, która przynosi jednoznacznie negatywną ocenę zachowań homoseksualnych. Z Ka-techizmu Kościoła Katolickiego: „[…] Po-winno się traktować […] te osoby z szacun-kiem, współczuciem i delikatnością. Powin-no się unikać wobec nich jakichkolwiek oz-nak niesłusznej dyskryminacji.” Nie może-my jednak zaakceptować czynnego homo-seksualizmu, nie możemy się zgodzić na mówienie, że nie ma różnicy między związ-kiem kobiety i mężczyzny, a związkiem dwóch osób tej samej płci. Wszelką agres-ję, z każdej ze stron, należy przy tym jasno potępić i to teraz czynię. Marek Suska CC by K Mick Jak często dochodzi do sytuacji, gdy zawodnik grający przeciwko swojej byłej drużynie notuje dobry występ, strzela bramki i rozstrzyga o losach meczu? Można odnieść wrażenie, że zdarza się to regularnie. Ostatnio bohaterem takiej historii został Ludovic Obraniak.
BYŁY
SPORT: PIŁKA NOŻNA

Na początku styczniowego okienka transfe-rowego pomocnik reprezentacji Polski zmienił klubowe barwy. Po blisko pięciu la-tach spędzonych w Lille związał się trzyi-półletnią umową z Girondins Bordeaux. Według L’Équipe, kwota transferu miała wynieść około miliona euro. KLUB – Finały mistrzostw Europy są moim oso-bistym celem priorytetowym – powiedział Obraniak podczas konferencji prasowej, na której został przedstawiony jako nowy gracz Żyrondystów, niejako wyjawiając główny powód swojej decyzji. W Bordeaux szybko wywalczył sobie

SPORT: PIŁKA NOŻNA

miejsce w podstawowym składzie, z czym od dłuższego czasu miał problem w swoim poprzednim klubie. Trener Francis Gillot ustawił go na pozycji półlewego pomocnika w – co ciekawe– od niedawna stosowanym przez siebie systemie z piątką obrońców (w tym trzech środkowych). Obraniak już w debiucie przed publicznością na Stade Jacques Chaban–Delmas strzelił piękną bramkę z rzutu wolnego, ustalając wynik spotkania z Tuluzą na 2:0. W kolejny wee- kend wraz z nowymi kolegami wybrał się natomiast na pojedynek do… Lille. "W tygodniu poprzedzającym mecz wcale nie było pewne, czy reprezentant Polski w ogóle w nim wystąpi. W Lille wystosowano bowiem do Bordeaux prośbę o to, by Obraniak został pominięty w kadrze rywala na to spotkanie." W tygodniu poprzedzającym mecz wcale nie było pewne, czy reprezentant Polski w ogóle w nim wystąpi. W Lille wystoso-wano bowiem do Bordeaux prośbę o to, by Obraniak został pominięty w kadrze rywala na to spotkanie. Uważano, iż byłoby nie- właściwym, gdyby Ludovic zagrał przeciw-ko LOSC w tym samym sezonie, w trakcie którego reprezentował wcześniej jego bar-wy. Na pierwszy rzut oka rzeczona prośba mo-że wydawać się absurdalna, ale nie wzięła się znikąd. Lille zawarło podobną umowę, ze Stade Brestois, z którego sprowadziło zi-mą Nolana Roux. Na jej mocy napastnik nie wystąpi w meczu pomiędzy obydwoma zespołami, który ma odbyć się wiosną. Bordeaux nie wyraziło jednak zgody. – On nie jest [do nas] wypożyczony, tylko został sprzedany – odpowiadał Gillot. – To jest pozbawione sensu i logiki. W niedzielne popołudnie Obraniak wyszedł tym samym na boisko i, jakżeby inaczej, został bohaterem spotkania. Zdobył dwa gole, spośród których zwycięski, strzelony w doliczonym czasie gry, zapewnił jego nowemu zespołowi wygraną po niesamowi-tym meczu 5:4. Pozwoliła ona Żyrondys-tom umocnić się w górnej połówce ligowej tabeli, podczas gdy Lille mogła odebrać resztkę nadziei na obronę mistrzowskiego tytułu. Wojciech Falenta CC by Slawek's Na zdjęciu: po lewej autor zdjęcia, po prawej Ludovic Obraniak

TYDZIEŃ W OBIEKTYWIE TYDZIEŃ W OBIEKTYWIE WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI SKOŃCZYŁ 90 LAT CC by dominikgolenia CC by PolandMFA