Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 staronowy zawrót głowy strona 7 wywiad: oficjalny fan club - każdy może go założyć! strona 10 wywiad: nie boję się sięgać po to, o czym marzę! strona 14 nie przyspieszaj! strona 18 muzyczna strona euro strona 21 olimpiada medialna 2012 strona 25 swego nie znacie strona 30 strefa medalowa strona 37 OLIMPIADA JUŻ ZA NAMI

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Magdalena Wąwoźna Redaktor prowadzący: Magdalena Kelniarz Korekta wydania: Agata Andrzejak Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Patrycja Rawska (społeczeństwo), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Agnieszka Dydacka, Faustyna Cisło, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Fotoedycja wydania: Roksana Grzmil Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: Hint Intermedia

Olimpiada Medialna, objęta naszym patronatem i z całą mocą przez nas popularyzowana, właśnie dobiegła końca. Mamy nadzieję, że pozostawi po sobie dobre wspomnienia, nowe doświadczenia i ciekawe znajomości, czyli dokładnie to, czego od niej oczekiwaliśmy. Zain- teresowani tym, jak olimpiada wyglądała od kuchni? Odsyłamy do relacji naszych niestrudzonych redakcyjnych reprezen- tantek. Nie samą olimpiadą jednak człowiek żyje. O wakacjach było ostatnio, więc nie mę- czymy Was już wizją lipcowo - sierp- niowych wyjazdów, skoro część czytel- ników do końca czerwca musi jeszcze szkołę pooglądać lub martwić się sesją. Dlatego w najnowszym numerze, tak dla odstresowania, skupiamy się na kulturze: kilka relacji z festiwali i ciekawe wywiady z jeszcze bardziej interesującymi osobami. Poczytajcie, może wpadnie Wam do głowy jakiś pomysł na spędzenie tych kilku ciężkich dni? Warto pomarudzić i wysilić się ostatni raz, bo jeżeli przetrwamy, czekają nas dwa miesiące (niektórych nawet trzy!) totalnej beztroski. Do zobaczenia w lipcu! Paulina



WOKÓŁ Święto Jazzu w Warszawie

WOKÓŁ KULTURY

„Babę zesłał Bóg?” We wrocławskim CIA 26 czerwca wystawiony zosta- nie musical poświęcony ko- biecym zaletom i wadom. Poprzez muzykę i taniec aktorzy będą poszukiwać odpowiedzi na pytanie: „Czy kobieta to anioł czy wcielony diabeł?” KULTURY Czesław 3 razy zaŚpiewa 25, 26 i 27 czerwca w kra- kowskiej Alchemii wystąpi grupa Czesława Mozila. W koncertowym repertua-rze znajdą się utwory z najnowszej płyty zatytu-łowanej „Czesław Śpie- wa Miłosza”, jak również największe przeboje z dwóch poprzednich krąż- ków. „Marlena” W ramach wtorkowych spotkań z filmem organizo- wanych przez MBP w So - pocie, 26 czerwca zostanie wyświetlona biograficzna opowieść o losach jed-nej z najbardziej intrygu-jących gwiazd Hollywood – Marlenie Dietrich. Zamek Poznański z 1929 Do 30 czerwca w CK Zamek można oglądać wy- stawę fotografii Romana Stefana Ulatowskiego, po- chodzącą z końca lat 30. XX wieku. Zdjęcia przed- stawiają wnętrza dawnego zamku cesarskiego i jego wygląd zewnętrzny sprzed wojennej przebudowy. Alicja Wojtas 30 czerwca rozpocznie się XVIII Międzynarodowy Ple- nerowy Festiwal Jazz na Starówce. Festiwal tradycyjnie upłynie pod znakiem światowych gwiazd, premier i wielkich odkryć. W dniu otwarcia na scenie po raz pierwszy w Polsce wystąpi wirtuoz i liryk hiszpańskiego fortepianu, nazywany „sensacją Katalonii” – Xavier Dotras oraz "najbardziej rozpoznawalny wokal hisz- pańskiej sceny jazzowej" – Carme Canela w specjal- nym projekcie. CC by Jeroen Fossaert PIRACI Pirat – dziś tym słowem określamy na przykład niesfornego i niebezpiecznego kierowcę, osobę ściągającą pliki z Internetu bądź hakera komputerowego. Daw-niej piraci byli nazywani postrachami mórz i oceanów, którzy napadali na boga-te statki kupieckie, a potem zapijali się litrami rumu.
STARO–NOWY ZAWRÓT GŁOWY
RECENZJA FILMOWA

Zaczynając jak zwykle od starszego filmu, przedstawiam „Wyspę skarbów”. Krąży le-genda opowiadająca o ukrytej na którymś z mórz wyspie. Na tym małym skrawku ziemi został zakopany skarb Kapitana Flinta - legendarnego żeglarza. Pewnego dnia młodzieniec o imieniu Jim Hawkins (Chris-tian Bale) spotyka starego wilka morkiego, który roztacza przed nim wizję odna-lezienia ogromnego skarbu. Jim wraz z Doktorem Liveseyem (Julian Glover) wynajmuje okręt oraz werbuje załogę, aby wyruszyć na poszukiwania. Pierwsze, na co należy zwrócić uwagę oglądając film, to scenografia i kostiumy. Postacie są tak wystylizowane, że wydaje nam się, że zostaliśmy przeniesieni do XIX wieku. Do tego dochodzi doskonale oddany klimat przygody oraz świetnie skompono-wana muzyka. Dzięki tym cechom ta „pira-cka” produkcja trudno się nudzi, wciąga bez reszty i wcale nie odstępuje od książki,

RECENZJA FILMOWA

na podstawie której została napisana. Do nowszych korsarskopirackich filmów należy seria „Piraci z Karaibów”. Opisując każdą z części, po prostu zanudziłbym was na śmierć, tak więc zajmę się tylko pier-wszą. „Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły” to początek przygód zabawnego kapitana - Jacka Sparrowa (Johnny Depp). Jego wyposażenie wcale nie upewnia nas co do pełnionej przez niego funkcji. Jego ukochany szybki statek, Czarna Perła, zos-tał mu podstępem odebrany przez jednego z oficerów, Barbossę (Geoffrey Rush). Sparrow przypływa do małej angielskiej koloni w celu nabycia nowego okrętu. Pech chce, że zostaje on złapany przez wojsko i wtrącony do więzienia. Ustalanie daty eg-zekucji pirata zostaje przerwanie przez niespodziewany atak Czarnej Perły na miasto. Załoga statku szuka części skarbu, przez który zostali przeklęci. Jack, chcąc odzys-kać swój ukochany statek, zawiera układ z Willem Turnerem (Orlando Bloom). Wspólnymi siłami próbują odzyskać przek-lęty okręt, na którym płynie ukochana Tur-nera, Elizabeth Swan (Keira Knightley). Przygody Jacka Sparrowa nieco różnią się już od starszych tego typu filmów. Dodano do nich nieco magii, takiej jak żywe trupy, potwory morskie czy magiczne statki. Jed-nak czymś, co najbardziej wzbogaca ten film, to kreacja głównego bohatera. Hu-mor, spryt i zdystansowanie to główne ce-chy kapitana. Wiele osób, w tym ja, nie wyobrażają sobie w tej roli kogoś innego, niż Johnny Depp. Aktor, zajmujący trzecie miejsce na podium najlepszych aktorów na

RECENZJA FILMOWA

filmwebie, idealnie wpasował się do "Czymś, co najbardziej wzbogaca ten film, to kreacja głównego bohatera. Humor, spryt i zdystansowanie to główne cechy kapitana." rolizabawnego Jacka. Efekty specjalne oraz muzyka także są dużym atutem tej produkcji. Efektowne walki na statkach, w połączeniu z utworem Hansa Zimmera „He’s a Pirate”, powodują dreszcze. Kone-serom klasycznych filmów może nie spo-dobać się ilość mistycznych wątków, pojawiających się w coraz to większej ilości, w każdej kolejnej części. Oba filmy zasługują na uwagę. W mojej opinii żaden z nich nie jest lepszy ani gor-szy, chociaż kolejne części „Piratów z Ka-raibów” zdecydowanie tracą na jakości. Jako że jest to ostatnie porównanie z tej serii, chciałem podziękować wszystkim czytelnikom „Outro”. Mam nadzieję, że moje wywody czytało się przyjemnie, a przynajmniej nie zanu-dziłem was. Maciej Nowotnik CC by BestofWDW CC by Evan Wohrman Prowadzenie oficjalnego fan clubu to wcale nie taka prosta sprawa, jak by się mogło wydawać. Co więcej, trzeba umiejętnie dzielić czas między naukę a pracę w jego zarządzie. Dwie szesnastolatki z okolic Lublina, Roksana i Ola, zdradziły mi sekret swojego sukcesu.
OFICJALNY FAN CLUB – KAŻDY MOŻE GO ZAŁOŻYĆ!
KULTURA: WYWIAD

Dziewczyny, skąd wziął się pomysł założenia fan clubu? Roksana: Pierwszy raz zobaczyłam Maćka w „Rodzince.pl”, potem zaczęłam wyszu- kiwać informacje o nim na Wikipedii. Zo-baczyłam, że angażuje się w różne akcje charytatywne, obejrzałam kilka filmów na YouTube, a później odkryłam, że ma profil na Facebooku, więc napisałam mu wia- domość na tablicy. Wtedy miał tylko dwa tysiące fanów, więc odpisał mi dość szyb- ko. Sam fan club powstał wkrótce potem. "Udało nam się nawiązać kontakt z Maćkiem przez Facebooka (...) skontakto- wałyśmy się z jego mana- gerem, który umówił nas na spotkanie."

KULTURA: WYWIAD

A co z formalnościami? Musiałyście się gdzieś zarejestrować, przygoto- wywać specjalne pisma itp.? Roksana: Udało nam się nawiązać kontakt z Maćkiem przez Facebooka, a następnie skontaktowałyśmy się z jego managerem, który umówił nas na spotkanie. Dostałyśmy zgodę na prowadzenie oficjalnego fan clubu. Jeśli nasze wydanie czytają akurat fanki Maćka, które chciałyby do was dołączyć, w jaki sposób mogą to zrobić? Roksana i Ola: W chwili obecnej mamy 5934 członków. Żeby do nas dołączyć, wystarczy polubić naszego fan page'a, www.facebook.com/MaciejMusialfunclub. Zajmuje to chwilkę i nie trzeba wypełniać żadnych formularzy. Czy prowadzenie takiego fan clubu wiąże się z wieloma obowiązkami czy to tylko przyjemność? Roksana i Ola: Pochłania to bardzo dużo czasu. Trzeba na bieżąco prowadzić fan page, kontaktować się z fanami, organi- zować różne konkursy czy akcje. "Wystarczy polubić naszego fan page'a. Zajmuje to chwilkę i nie trzeba wypełniać żadnych formularzy."

KULTURA: WYWIAD

Która z nich zapadła wam najbardziej w pamięć i najmilej ją wspominacie? Roksana i Ola: Akcja urodzinowa, kiedy to fani wysyłali swoje zdjęcia, na których trzymali kartki z napisem „Wszystkiego najlepszego!”. Wydrukowałyśmy potem to wszystko, złożyłyśmy w album i przeka- załyśmy Maćkowi. Obecnie prowadzony jest konkurs, w którym można wygrać roz- mowę z Maćkiem na Skypie, a nagrodą wcześniejszego była wizyta na planie serialu „Rodzinka.pl”. Czy członkowie waszego fan clubu wychodzą z własnymi pomysłami, inicjatywami, a wy pomagacie im w realizacji ich projektów? Roksana i Ola: Tak, wystarczy do nas napisać maila albo zostawić wiadomość na Facebooku, a później my zastanawiamy się, co z tym robić dalej. "Prowadzony jest konkurs, w którym można wygrać rozmowę z Maćkiem na Skypie, a nagrodą wcześniejszego była wizyta na planie serialu „Rodzinka.pl”.

KULTURA: WYWIAD

Co oprócz dobrej zabawy i doświa- dczenia daje wam prowadzenie fan clubu? Roksana i Ola: Możliwość poznania ciekawych ludzi, zawarcia nowych znajo-mości, a także udziału w licznych akcjach. Jak wasze działania komentują zna-jomi? Czy jesteście rozpoznawalne w środowisku młodzieżowym? Ola: Myślę, że wszyscy znają Oksi (Roksanę), bo to ona jest główną admini-stratorką i najbardziej się udziela na naszej stronie. Ja się dołączyłam nieco później. Czy każdy może założyć fan club? Roksana i Ola: Tak, ale zanim podejmie się taką inicjatywę, trzeba sprawdzić, czy jakiś już nie istnieje. Następnym krokiem jest kontakt z managerami i oczywiście osobą/grupą, dla której fan club będzie prowadzony. Trzeba poświęcić na to dużo czasu, a także zapału. Rozmawiała: Magdalena Wąwoźna *** Dzięki uprzejmości Oli i Roksany udało nam się nawiązać kontakt z Maćkiem, przez co w jednym z wakacyjnych numerów „Outro” będziecie mogli zobaczyć efekty naszej współpracy. Fot. archiwum własne fan clubu
"NIE BOJĘ SIĘ SIĘGAĆ PO TO, O CZYM MARZĘ!"
KULTURA: WYWIAD

Michalina Olszańska, młoda pisarka oraz pasjonatka szeroko pojętej sztu-ki, bardzo otwarcie i z poczuciem hu-moru opowiada o swoich początkach i drodze do sukcesu. Jak to się stało, że w tak młodym wieku stałaś się poważną, publiko-waną autorką? Kto lub co stoi za tym sukcesem? Michalina Olszańska: No jak to? Masoni oczywiście. A tak na poważnie - konsek - wencja, determinacja i takie tam. Jestem osobą, która musi działać, bo inaczej się dusi. Nienawidzę bezczynności. Nie boję się też sięgać po to, o czym marzę, dlatego też pewnego dnia wzięłam moją książkę „Dziecko Gwiazd” pod pachę i poszłam do wydawnictwa. Tak to się zaczęło. Nie gustuję w literaturze fantas-tycznej, aczkolwiek twoja książka „Opowieść o Tobie” bardzo mnie za-uroczyła. Nie wydaje ci się, że ten gatunek jest w ostatnich czasach za-pomniany lub odrzucony, uchodzący

KULTURA: WYWIAD

za „coś gorszego”? Zapomniany? Fantastyka? Gdzieżby, prze-cież w ostatnich latach obserwujemy praw-dziwy szał na ten gatunek. Wygląda to wręcz tak, że w czasach masowego odwro-tu od religii ludzie rozpaczliwie szukają czegoś, co by wypełniło ich potrzebę taje-mniczości i transcendencji. Te wszystkie wampiry, Harry Potter i spółka. To po pierwsze. A po drugie, ja też nie lubię fan - tasy w powszechnym rozumieniu tego nurtu i moje książki nie zaliczają się do niego. Poruszam się bardziej w kręgu mit-ów, metafor, alegorii - elementów magi-cznych używam, żeby uzyskać formę prze-nośni. Zresztą moim ukochanym gatun-kiem jest parabola, przypowieść i w tę stro-nę chcę iść. Z zasady omijam szerokim łukiem książki, w których tytule pojawia się smok, dziedzic czy miecz. Jak wygląda praca nad tworzeniem powieści? Do czego można to porów-nać? Zawsze mówię, że traktuję moje książki jak dzieci. Mam do nich macierzyński stosunek. Rzecz jasna jeszcze nie dane mi było uro-dzić dziecka, więc teoretycznie nie wiem, jak to jest, niemniej tak to sobie właśnie wyobrażam. Kiedy piszę, jestem szczęś-liwa. W jakiej najdziwniejszej sytuacji doznałaś przypływu weny twórczej? Przez całą szkołę średnią przyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Delikatnie mówiąc - skończoną wariatką, ale używam tego ok - reślenia z wielką czułością. Byłyśmy potwo- rami, naprawdę. Roznosiła nas energia, a jakaś anarchistyczna natura sprawiała, że żaden nauczyciel nie potrafił dać sobie z nami rady. Martha niesamowicie mnie inspirowała, z dedykacją dla niej powstało kilka moich książek i niezliczone opowia-dania. Te ostatnie w dużej mierze na lekc-jach. Pamiętam, że pisaliśmy kiedyś ważną klasówkę z polskiego, a nas dwie właśnie „wzięło". Można to nazwać weną, chociaż w tych okolicznościach takie szumne słowo wydaje się groteskowe. Na ostatniej stronie jej arkusza zaczęłyśmy pisać jakąś wyjąt-kowo absurdalną historię. Chichrałyśmy się przy tym jak głupie i zupełnie nie liczyło się, że nie zaliczymy materiału. Cóż, są rze-czy ważne i ważniejsze! Widzisz jakiś kontrast w sposobie pisania i fabule pomiędzy twoimi sta-rymi a świeżymi tekstami? Ależ oczywiście! Przecież zaczęłam na po-ważnie pisać, kiedy miałam trzynaście lat. Straszne by było, gdyby od tego czasu nic się nie zmieniło. Między Dzieckiem Gwiazd a najświeższymi rzeczami też jest szmat drogi. Jak już mówiłam, jestem uzależ-niona od pracy nad sobą. Czytam, słucham uwag, piszę i ciągle staram się doskonalić. Chciałabyś zobaczyć kiedyś ekra-nizacje swoich powieści? Kogo wi-działabyś na stołku reżyserskim i wśród obsady? Ha, to trudne pytanie! Na pewno marzy-łaby mi się ekranizacja drugiej książki, „Zaklętej". Z „Dzieckiem Gwiazd" jest ten problem, że pojawiają się w niej wątki

KULTURA: WYWIAD

magiczne i to ogromna komplikacja. Napra-wdę niewiele jest znośnych filmów fantas-tycznych, takie produkcje szybko się sta-rzeją. Oczywiście mamy genialnego "Wład-cę Pierścieni", ale to budżet i twórcy, o któ-rych trudno nawet marzyć. Oprócz pisania masz wiele innych pasji. Muzyka, rysunek, aktorstwo i zwierzaki... Zwierzaki to raczej nie... To, że rodzice mają szesnaście kotów, nie oznacza, że i ja mam problem na tej płaszczyźnie. Kiedy wyprowadzałam się z domu, zabrałam tylko jedną kotkę. Wystarczy! A co do trzech pozostałych - no tak. Wychowy-wałam się w artystycznej rodzinie, od po-czątku nasiąkałam tym wszystkim, więc si-łą rzeczy w pewnym momencie popchnęło mnie do robienia czegoś swojego. Tak na-prawdę jednak nie są to pasje bardzo zróż- nicowane, wszystkie kręcą się wokół jednej dziedziny - tzw. sztuki. A sztuka jest jedna, tylko przejawia się w różny sposób. Gdy-bym przy tym trenowała boks i wygrywała olimpiady matematyczne, to by było coś. Mogłabyś wyrzec się jednego z zajęć na rzecz drugiego? Które z nich jest najważniejsze, stanowiące o tym, kim jest Miśka? Odpowiadam z całą świadomością, bo już nie raz o tym myślałam - nie mogłabym. W zeszłym roku zdałam egzaminy jedno-cześnie do Akademii Teatralnej, gdzie te-raz studiuję, i na Uniwersytet Muzyczny na skrzypce. To kierunki, których w żaden sposób nie da się połączyć, bo w AT za-jęcia są od rana do nocy. Stanęłam na roz-drożu i wybrałam aktorstwo. To był dobry wybór, za nic w świecie bym go nie zmieniła, ale bałam się trochę, że stracę

KULTURA: WYWIAD "Porzucenie którejkolwiek z moich pasji byłoby jak odcięcie kończyny. Jestem pewna, że gdyby odcięli mi prawą dłoń, pisałabym czy rysowała lewą."

przez to skrzypce. Nie straciłam. Gram na-dal, staram się utrzymywać formę z dyplo-mu i nawet powiem więcej - sprawia mi to tyle przyjemności, co jeszcze nigdy. Porzu-cenie którejkolwiek z moich pasji byłoby jak odcięcie kończyny. Albo i gorzej, bo jestem pewna, że gdyby odcięli mi prawą dłoń, pisałabym czy rysowała lewą. Ze skrzypcami też by się coś wykombinowało. Kto jest twoim największym auto-rytetem lub inspiracją? Podziwiam wielu ludzi, lubię czuć respekt do kogoś, kto wiele w życiu osiągnął. Nie jestem pod tym względem tzw. młodą gniewną, uznaję autorytety. Ufam nauczy-cielom, nauczyłam się tego w szkole muzy-cznej - pani profesor od skrzypiec, Maria Orzechowska, była bardzo ważną osobą w moim życiu. Nie będę tu szastać okle - panymi nazwiskami pisarzy, filozofów, no-blistów, bo wymieniając jednych, pominę-łabym może innych, których też cenię. Na obecną chwilę nie potrafię wymienić osoby, która najbardziej na mnie wpłynęła. Cho-ciaż... Może mamusia? Masz poczucie, że więcej już osiąg-nęłaś czy dopiero możesz osiągnąć? To by było potworne, gdybym czuła, że osiągnęłam swój szczyt. Wtedy już nic, tylko wbić się w twarzową kieckę i do gro-bu. Człowiek rozwija się całe życie, a ja jestem do tego perfekcjonistką uzależnioną od tresowania samej siebie, więc może coś tam jeszcze osiągnę. Aleksandra Szeweła CC by Moyan_Brenn_I'M BACK NOW CC by tonyhall, CC by lo83 Dzień w ciągłym biegu? Dom, szkoła, praca, dom? Jedzenie w pośpiechu? Nie! Zatrzymaj się, weź głęboki oddech, usiądź, zjedz zdrowy posiłek, wyjdź na spacer. Slow znaczy zwolnij.
NIE PRZYSPIESZAJ!
RELACJA Z FESTIWALU

Slow jest ideą coraz bardziej rozwijającą się na całym świecie. Jej celem jest próba zas- tanowienia się nad tempem życia zachod-niego świata oraz promocja zdrowego, eko-logicznego trybu życia. Ruch ten nie posia-da prawie żadnych struktur, tworzą go gru-py ludzi w różnych krajach, którzy zgadzają się z jego założeniami. Jedna z takich grup zorganizowała Slow Festival. Pierwszy odbył się w zeszłym roku, drugi 23 czerwca br. w Rosarium Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Jak wygląda tego typu festiwal i na czym polega jego atrakcyjność? Tego typu akcja jest wspaniałą okazją do spędzenia dnia na świeżym powietrzu, poznania nowych ludzi, rozmowy na niecodzienne tematy, posłu-chania muzyki i po prostu dobrej zabawy. Teren chorzowskiego Rosarium został podzielony na sześć stref pomiędzy którymi uczestnicy mogli się przemieszczać, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami wybierając tę która im odpowiadała. Wszystkie tętniły życiem przyciągając wszystkich niezależnie od wieku. Pierwsza, czyli Strefa Działań Ma-nualnych koncentrowała się wokół ręko - dzieła. Chętni mogli uczestniczyć w szeregu bezpłatnych warsztatów, pod okiem życz-liwych artystów. W programie było m.in. tworzenie maskotek ze ścinków materia-łów, biżuterii sutaszowej, mozaik, papiero-wej wikliny, rzeźb z tkaniny czy decou-page na maskach weneckich. W strefie pa-nowała przyjemna atmosfera podekscyto-wania nowopoznanymi technikami oraz rozmowy na temat różnych doświadczeń twórczych. Tymczasem kilkanaście metrów dalej na nieco odgrodzonej polanie w Stre-fie Animacji Ciała odbywały się pokazy i warsztaty Capoeira oraz Djembe. Można było wybrać czy woli się tańczyć z kijem w specyficznej sztuce walki czy zagrać na orientalnych afrykańskich bębnach. Wybór trudny, ale przecież jest czas i można zro-bić obie rzeczy. "Wspaniała okazja do poznania nowych ludzi, rozmowy na niecodzienne tematy, posłuchania muzyki i po prostu dobrej zabawy." Kawałek za nimi Strefa Bibu, czyli idealne miejsce dla tych, którzy zgłodnieli i mieli

RELACJA Z FESTIWALU

ochotę wstąpić do Vege Raju zorgani-zowanego przez Kuchnię Artystyczną. Jak się okazuje jedzenie może być i dobre, i ekologiczne. "Mnogość wydarzeń, warsztatów i koncertów była naprawdę godna uznania." A gdy podczas jedzenia można jeszcze kontemplować sztukę, wtedy posiłek staje się przyjemnością samą w sobie. Na festi-walu można było jeść rozmyślając o sztuce Waldemara Rudryka. Przechodząc dalej trafiamy do Strefy Żółwia, co nie jest wca-le takie dziwne jeśli przypomnimy sobie znaczenie słowa slow. Tutaj można było obejrzeć inspirujący performance Teatru Momo oraz uczestniczyć w oryginalnych warsztatach plastycznych, których celem było... malowanie ślimaka. Wszystkim tym czynnościom towarzyszyły dwie ostatnie strefy: Strefa Wolnych Myśli, z której dobiegała zebranych prelekcja dr Anny Gomóły na temat „współczesnych oświe-conych” oraz prelekcja poświęcona warto-ści zdjęć i pamiątek rodzinnych w prowa-dzeniu Stowarzyszenia Genius Loci. Wyk-łady były inspirujące i dawały do myślenia. Część uczestników z pewnością po pow-rocie do domu przejrzała szuflady w po-szukiwaniu albumów z dzieciństwa. Ze Strefy Dźwięku dolatywały za to dźwięki muzyki Mai Olenderek Ensemble, Beaty Bocek, Kwartetu Jorgi, zespołu Mikromusic.

RELACJA Z FESTIWALU "Według idei ruchu slow trzeba każdy dzień traktować jako coś wyjątkowego i niepowtarzalnego."

Festiwal trwał tylko jeden dzień, jednak mnogość wydarzeń, warsztatów i koncert-ów była naprawdę godna uznania. Ci któ-rzy spędzili ten dzień w chorzowskim Rosarium na pewno wrócili do domu zre-laksowani i z naładowani pozytywną ener-gią. Dla tych, którzy chcieli czuć tę atmo-sferę odrobinę dłużej, organizatorzy zorganizowali Slow Day, który odbył się 24 czerwca w Klubie Katofonia w Katowi-cach. Była to dobra okazja by wysłuchać prelekcji czy spotkać się z minimalistami: Arkiem Recławem i Orestem Tabaką, któ-rzy zaprezentowali zebranym pokaz slaj-dów. Również tutaj była możliwość zobac-zenia spektaklu Teatru Momo oraz wysłu-chania koncertu Beaty Bocek. Festiwal sprawił, że ludzie faktycznie za-częli zastanawiać się nad tym jak żyją i czy to co robią i do czego za wszelką cenę dążą jest tym co ich uszczęśliwi. Być może regularne organizowanie festiwalu wpłynie choć na niewielką garstkę osób, które zrozumieją, że szybciej nie musi znaczyć lepiej. Tylko, że raz w roku to za mało. Według idei ruchu slow trzeba każdy dzień traktować jako coś wyjątkowego i niepo-wtarzalnego. Konsumpcjonizm nie jest do-bry gdy nie mamy czasu się tymi dobrami nacieszyć. Myślę, że każdy następny festi-wal będzie krokiem na przód na drodze uświadamiania sobie czym jest dla nas życie. Justyna Książek CC by Trinity CC by h.koppdelaney
MUZYCZNA STRONA EURO
RELACJA Z KONCERTU

20 czerwca gdańska strefa kibica, znajdująca się na Placu Zebrań Ludo- wych, została opanowana przez fa- nów rockowej muzyki. Dla fanów piłki nożnej i nie tylko, wystąpił zespół Ziemianie z Trój- miasta, The Vaccines z Londynu oraz Noel Gallagher z zespołem High Fly- ing Birds, założonym w Manches- terze. Zanim tłum fanów muzyki zjechał do Gdańska, musiał najpierw przeżyć wszyst- kie wyprowadzające z równowagi informa- cje dotyczące kwestii biletów. Początkowo wejściówki na wydarzenie kosztowały 89 złotych i można było je nabyć we wszyst- kich empikach. Następnie cena ta została zmniejszona do 35 złotych. Kilkanaście go-dzin przed wydarzeniem organizatorzy, ze względu na, o dziwo, nikłe zainteresowa-nie imprezą, zrobili wszystkim miłą lub nie-miłą, w zależności od oczekiwań, niespo-dziankę.

RELACJA Z KONCERTU "Zespół Ziemianie, niestety nie podołał występowi na ogromnej scenie. Grupa nie porwała nikogo do zabawy"

Do wstępu na wydarzenie zaczęły upoważ- niać darmowe zaproszenia, będące do odebrania tuż przed koncertem w punktach znajdujących się na terenie Gdańska. Jako pierwszy wystąpił zespół będący dla wszystkich ogromną zagadką, niestety nie-ziemsko rozczarowującą. Zespół Ziemianie, spóźniony o godzinę, niestety nie podołał występowi na ogromnej scenie. Grupa nie porwała absolutnie nikogo do zabawy, a teksty piosenek, które być może w zało-żeniu miały być zabawne, wzbudzały tylko i wyłącznie szereg pytań, m.in. jak to się stało, że zespół o nikłej sławie z żenują- cym repertuarem otrzymał okazję do wy-stępu przed gwiazdą światowego formatu. Złe wrażenie potęgowały stroje grupy, proste tshirty opatrzone tandetnym logo, przypominającym do złudzenia znak, który znamy z serii filmów o przygodach his-torycznego kalifornijskiego banity -Zor-ro. Zastanawiające dla wszystkich są rze-kome inspiracje muzyków. Grupa na swojej stronie w kolumnie 'inspiracje' wy-mienia grupy takie jak Radiohead czy Portishead. Pomimo tak dobrych inspiracji, zlepków dźwięków i tekstów autorstwa Ziemian po prostu nie da się słuchać. Po ich koncercie mogło być tylko lepiej, niestety organizatorzy nie szczędzili widow- ni o zszarganych nerwach, wyprowadzają- cych z równowagi informacji. Koncert The Vaccines rozpoczął się dopiero po ponad godzinnej przerwie. The Vac- cines, jako grupa jednej piosenki, świetnie

RELACJA Z KONCERTU

poradziła sobie z należytym rozgrzaniem publiczności, racząc ją żywiołową setlistą. Na koncert przybyła spora rzesza fanów, która ciepło przyjęła grupę o nieznacznym, acz poprawnym, dorobku. Na koncercie nie zabrakło najbardziej znanego utworu „Post Break Up Sex” czy wieńczącego występ „If You Wanna”. Koncert gwiazdy wieczoru, powodu dla którego wiele osób przebyło setki kilo-metrów, zarwało noc i spało na dworcu głównym, rozpoczął się już piętnaście mi- nut po zakończeniu koncertu Londyńczy-ków. Stęsknieni za legendarną już grupą Oasis fani, w pierwszych minutach zostali wpro- wadzeni w stan szaleńczej euforii utworem „It's Good To Be Free” - kompozycją grupy niepokornych braci Gallagher. Następnie Noel wraz z grupą High Flying Birds wy- konał piosenki znajdujące się na wydanym "Stęsknieni za legendarną już grupą Oasis fani w pierwszych minutach zostali wprowadzeni w stan szaleńczej euforii utworem „It's Good To Be Free”

RELACJA Z KONCERTU

w 2011 roku krążku. Podczas koncertu nie zabrakło dialogu z widownią. Wokalista grupy oznajmił, że jego kot jest geniuszem, ktoś z widowni rzucił hasło, że „jest nim tak jak Ty, Noel”, na co on nieskromnie odparł, „dokładnie, tak jak ja”. Na bis zespół wywołał falę ekstatycznych ok-rzyków i burzę oklasków trzema utworami z repertuaru Oasis. Na setliście nie zabra- kło doskonale znanego „Don't Look Back In Anger”, podczas którego trudno było usły-szeć głos solisty, który został stłumiony przez radosne wykrzykiwanie tekstu pio-senki przez kilkutysięczną widownię, której frontman grupy pozwolił zaśpiewać refren. Ekscentryczny Noel, o dziwo, nie szczędził polskiej widowni komplementów. Ilość fa- nów z pewnością nie była dla niego powa- lająca, ale śmiało można powiedzieć, że podołała trudnemu zadaniu - godnego przyjęcia legendy, na której obecność przyszło nam czekać wiele lat. Justyna Wojciechowska CC by markhillary CC by MarkScottAustinTX CC by Man Alive! "Ekscentryczny Noel, o dziwo nie szczędził polskiej widowni komplementów."
W zeszły piątek, po wielotygodniowych zmaganiach prowadzonych zza ekranu komputera, czterdziestu jeden najlepszych uczestników Olimpiady Medialnej przyjechało do Warszawy z całej Polski, aby zawalczyć o indeksy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej i pokazać, że naprawdę wiele wiedzą o świecie mediów.
TEMAT NUMERU

OLIMPIADA MEDIALNA 2012 Nie da się żyć w oderwaniu od mediów. Prasa, radio, telewizja, Internet - to pod- stawowe źródła informacji o innych ludziach i najnowszych wydarzeniach. W szkole jednak prawie nic się o nich nie uczy. Dlatego właśnie Fundacja Nowe Media wraz z Krajową Radą Radiofonii i Te- lewizji postanowiły dać młodym ludziom szansę przyjrzeć się jak działają media w Polsce. Dlatego w październiku 2011 r. na konferencji „Kultura 2.0 Świadomi Mediów” ogłoszono narodziny nowej – medialnej - olimpiady dla uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych.

TEMAT NUMERU

„Olimpiada Medialna to nie tylko konkurs, ale przede wszystkim ogólnopolska akcja edukacyjna. Tym sposobem wyłaniamy osoby świadomie i krytycznie odbierające media, posiadające wiedzę na temat historii ich rozwoju, rozumiejące zasady ich działania, umiejące je kreować i współ- tworzyć na poziomie znacznie wyższym od współczesnego przeciętnego użytkownika - aktywnego internauty” – mówił wówczas Robert Bogdański, prezes Fundacji Nowe Media. Pierwszym zadaniem dla uczestników było rozwiązanie za pośrednictwem Internetu testu składającego się z pięćdziesięciu pytań, dotyczących m.in. historii mediów, najświeższych wydarzeń i dziennikarskiego knowhow. II etap również odbył się przed ekranem komputera i polegał na znalezie- niu odpowiedzi na czterdzieści pytań o po- dobnej tematyce. "W kategorii gimnazjów uczestnicy zastanawiali się, jak będzie wyglądać kolejna, piąta (po druku, radiu, telewizji i Internecie) rewolucja w funkcjonowaniu mediów." Wszyscy, którzy poradzili sobie z tym zadaniami, musieli następnie przygotować prezentację o przyszłości mediów. W kate-

TEMAT NUMERU "Zadaniem gimnazjalistów było ukazanie ich wizji piątej rewolucji, a także dyskusja z komisją."

gorii gimnazjów uczestnicy zastanawiali się, jak będzie wyglądać kolejna, piąta (po druku, radiu, telewizji i Internecie) rewo-lucja w funkcjonowaniu mediów. Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych próbo- wali zaś ocenić czy dokona się ona kosztem wol-ności jednostki. Finał wzorowany był (w przypadku szkół ponadgimnazjalnych) na debacie oksfordz- kiej przed komisją, w której skład weszli: prof. Wiesław Godzic ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Jerzy Modlinger (redaktor naczelny Teleexpressu), Woj- ciech Maziarski (publicysta) i Robert Bogdański - prezes Fundacji Nowe Media. Gimnazjalistów oceniali: dr Piotr Drzewiecki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyń- skiego, Marcin Grudzień z Fundacji Nowe "Finał wzorowany był (w przypadku szkół ponadgimnazjalnych) na debacie oksfordz- kiej przed komisją." Media, Bartosz Malinowski z Adobe Sys- tems oraz Ewa Rozkosz, reprezentująca Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Za- daniem gimnazjalistów było ukazanie ich wizji piątej rewolucji, a także dyskusja z komisją. Wszystko to zawarli wcześniej w prezentacjach multimedialnych, a rozmo- wa miała na celu sprawdzenie czy faktycz- nie rozumieją, jakie są zagrożenia zwią- zane z tym przewrotem i jakie niesie on ze
"W październiku 2011 r. na konferencji „Kultura 2.0 Świadomi Mediów” ogłoszono narodziny nowej – medialnej - olimpiady dla uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych."
TEMAT NUMERU

sobą plusy. Wiedza i umiejętności przekonującej argumentacji uczestników robiły wrażenie, dlatego komisja konkursowa nagrodziła aż jedenaścioro uczniów szkół ponadgim- nazjalnych: pięcioro z nich otrzymało indeksy SWPS i UKSW, pozostali sprzęt multimedialny. Nagrodzeni zostali też gimnazjaliści, którzy otrzymali tablety i urządzenia wielofunkcyjne. "Nie istnieje żaden powód, aby ktoś normal ny chciał mieć w domu komputer" – zdanie to miał wypowiedzieć w 1977 roku Ken Olsen, prezes Digital Equipment – amerykańskiej firmy informatycznej. Już w następnej dekadzie udowodniono, jak bardzo się mylił. Niektórzy mówią, że młodzi nie są świadomymi odbiorcami mediów. Jak bardzo się mylą, udowodnili uczestnicy Olimpiady Medialnej. Aleksandra Bartosik Patrycja Rawska



Wiele chwastów czy po prostu dziko rosnących roślin ma niesamowite właściwości, o których nawet nam się nie śniło. Dowiemy się, jak szlachta polska barwiła nalewki, gdzie można kupić najlepsze prześcieradła z pokrzywy i jak zrobić mydło, które nie uczula. A to wszystko podczas pewnego nietypowego obiadu…
SWEGO NIE ZNACIE
SPOŁECZEŃSTWO

Pierwsze danie Na kwaśnych i z reguły mniej żyznych glebach możemy znaleźć niepozorną roś-linę – szczaw. „Ugotowawszy dobry rosół, usiekać tyle szczawiu, żeby zupa była kwaśna; ten szczaw udusić w maśle, rozprowadzić rosołem i zaprawić śmietaną rozbitą z mąką, dać się raz zagotować i wy- dać na stół.” – pisała w swojej znanej książce kucharskiej Lucyna Ćwierczakie-wiczowa. Zupę szczawiową uważa się za kanon kuchni Europy Środkowej, przy- gotowywany latem ze świeżych liści, po-siada nietypowy, kwaskowaty smak. Jed-nak roślina ta zahacza także o inne aspek-kty życia codziennego, chociażby o medy-cynę – napar ze szczawiu leczy bowiem biegunkę i choroby nerek, a stosowany ze - wnętrznie pomaga zlikwidować czyraki i trudno gojące się rany. Liść usuwa rów-nież rdzę czy pleśń, a także zabrudzenia z materiałów takich jak srebro.

SPOŁECZEŃSTWO

Danie główne Znany wszystkim perz, popularny chwast, posiada kłącze, które pomaga mu roz- mnażać się w zastraszających ilościach i stanowi poważny problem w rolnictwie. Jednak na przednówku był suszony, a po- tem mielony i dodawany do mąki. Wbrew pozorom była to świetna alternatywa dla głodujących ludzi – taka mąka zyskiwała wtedy sporo wartościowych substancji odżywczych, między innymi witaminę C i żelazo. Oprócz tego korzeń perzu wy-kazuje właściwości lecznicze. Lekko słod-kawy smak nadają mu pochodne fruktozy – roślina może być użyta jako naturalny słodzik dla diabetyków! Oprócz tego bylina nazywana jest „ziółkiem czyszczącym krew” – stosowana niegdyś przy zatru-ciach, dzisiaj wraca do łask. Co najlepsze – nie wykazano żadnych szkodliwych substancji zawartych w perzu – leczniczy odwar mogą pić nawet dzieci! "Co najlepsze – nie wykazano żadnych szkodliwych substancji zawartych w perzu – leczniczy odwar mogą pić nawet dzieci!" Wróćmy jednak do naszego posiłku. Jeżeli zdecydowaliśmy się dodać trochę „mąki perzowej” do zwykłej mąki pszennej – czas "Dzisiejszym daniem głównym będą pierogi z ową nietypową mąką i farszem z… pokrzywy i ziemniaków! " na kolejne zaskoczenie. Dzisiejszym da-niem głównym będą pierogi z ową nie-typową mąką i farszem z… pokrzywy i zie-mniaków! Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Pokrzywa jest niezwykle wszechstronną rośliną – duszona wraz z pięciornikiem gę-sim może być podawana jako dodatek do dań z ziemniakami – w konsystencji i sma-ku przypomina wtedy szpinak. Świeżymi liśćmi pokrzywy osłaniano niegdyś mięso i warzywa – zachowywały wtedy na dłużej świeżość. Chlorofil pozyskiwany z rośliny barwi na zielono, a sok ze świeżych liści jest używany jako roślinny zamiennik pod-puszczki – dzięki pokrzywie może więc po-wstawać nabiał dla wegetarian. Młodymi pędami pokrzywy zaprawiano również piwo. Napary czy miody z pokrzywy prezentują multum możliwości – pomagają w cho- robach skóry (także skóry głowy), dróg moczowych, układu pokarmowego i odde- chowego. Roślina zebrana wczesną jesienią co prawda już nie leczy, ale można z niej wyczesać surową przędzę. Po odpowied- niej obróbce, z pokrzywy powstaje materiał

SPOŁECZEŃSTWO

mocniejszy od bawełny i delikatniejszy od lnu. To właśnie z materiału z pokrzyw utkano mundury dla armii napoleońskiej, a rejon francuskiego miasteczka Angers słynie z wyrobu świetnych prześcieradeł, właśnie z tego surowca. Wyciąg wodny z pokrzywy odstrasza zaś szkodniki i ce-chuje się nieprzyjemnym zapachem (stąd też jego potoczna nazwa „gnojówka z po-krzywy”). Można opowiadać o cudownych możliwościach zastosowania tych roślin, ale nie zapominajmy o naszym wykwintnym przyjęciu. "By zrobić nadzienie pierogowe, należy ziemniaki ugotowane w łupinach obrać i ug- nieść na purée. Pokrzywy hartujemy w zimnej, a następnie gorącej wodzie." Ciasto wyrabiamy bez dodatku jajek – zawarty w nich wapń zaburza wchłanianie żelaza zawartego i w mące perzowej, i w pokrzywie. By zrobić nadzienie piero- gowe, należy ziemniaki ugotowane w łu- pinach obrać i ugnieść na purée. Pokrzywy hartujemy w zimnej, a następnie gorącej wodzie. Kiedy skończymy to robić, liście pokrzywy należy poszatkować i udusić. Dla smaku można dodać również niewielkie

SPOŁECZEŃSTWO

ilości czosnku, cebuli i oliwek. Gdy skoń-czymy przygotowywać farsz, dalsze czyn-ności wyglądają tak, jak przy przyrządzaniu zwykłych pierogów. Deser Deser daje nam spore pole do popisu. Z dzikiego bzu lub z głogu możemy zrobić przepyszne przetwory, w tym dżemy i kon- fitury. Bardzo polecam również owoce jarzębiny bogate w karoten. Należy jednak przestrzec przed spożywaniem dzikiego bzu na surowo – zawarte w nim toksyny mogą wywołać nieprzyjemne objawy, takie jak duszności czy wymioty. Również owoce jarząbu pospolitego są gorzkie i do tego trujące, chyba że poddamy je blanszo-waniu, tzn. zanurzymy je na chwilę we wrzątku. Równie dobrym deserem mogą okazać się świeże owoce – dzikie maliny są słodsze niż kupowane w sklepie, a borówki są smacznym dodatkiem do gofrów czy na-leśników. Co ciekawe, jedzenie tych ostat-nich, niewielkich owoców, zaleca się gór-nikom, ponieważ zawarte w borówkach substancje chronią przed pylicą. Poza tym borówki wzmacniają ostrość wzroku o zmro ku i działają moczopędnie. Sok z borówki czarnej wykorzystywany jest do kupa- żowania, czyli barwienia win. Za to gala- retka z borówki brusznicy stanowi pod- stawę prawdziwego sosu Cumberland – idealnego dodatku do dziczyzny. Do popicia Nasiona cykorii lub korzenie mniszka pos-politego (mleczu) poddane prażeniu przyj -

SPOŁECZEŃSTWO

mują aromat kawy przez zawartą w nich inulinę. Warto spróbować takiego napoju. Jeżeli zostało nam trochę świeżej pokrzy-wy – można ją zaparzyć i podać w pos-taci rozgrzewającego naparu. Przygotowanie mocniejszego trunku wyma-ga więcej czasu, ale efekt jest tego warty. Piołun to zioło o nieprzyjemnym smaku, pobudzające pracę żołądka. Aromat rośliny został wykorzystany w okrytym złą sławą absyncie – tzw. zielonej muzie. Swą drugą nazwę alkohol zawdzięczał pięknej zieleni. Niestety, absynt albo jego słabsza wersja – piołunówka – zawierają niebezpieczną dla zdrowia toksynę – tujon. "Niestety, absynt albo jego słabsza wersja zawierają niebezpieczną dla zdrowia toksynę – tujon." Bezpieczniejsza może okazać się nalewka z dodatkiem kłącza biedrzeńca. Choć nie jest ono zbyt przyjemne w smaku, to barwi nalewkę na piękną, niebieską barwę. Część podziemna jest również polecana do aro-matyzowania oliwy, bowiem trzy oczysz- czone (a właściwiej: otarte) gałązki bie-drzeńca dodane do tłuszczu wzbogacają go o ostry, ziołowy smak. Sam biedrzeniec wykazuje również wiele właściwości lecz-niczych, może być stosowany w leczeniu astmy – jednak stosowany w większych ilościach zaburza pracę nerek. Liście biedrzeńca cechują się smakiem podobnym

SPOŁECZEŃSTWO

do smaku ogórka – zdecydowanie polecany jest do zup czy sałatek. Jeżeli dodamy do pokruszonego ziela kilka kropel cytryny, podkreślimy jego specyficzny, korzenno- słodkawy smak. "Część podziemna jest również polecana do aromatyzowania oliwy, bowiem trzy oczy- szczone (a właściwiej: otarte) gałązki biedrzeńca dodane do tłuszczu wzbogacają go o ostry, ziołowy smak." Na koniec Przygotowując nasze specjały, musimy pamiętać o podstawowych zasadach hi-gieny. Jeżeli jesteśmy alergikami, a nie ma-my w pobliżu mydła hipoalergicznego, mo - żemy spróbować ugotować odwar z pod- ziemnych części mydlnicy. Zanim roślina wykształci kwiaty, należy wykopać brązowe kłącza i poszatkowane zalać wrzątkiem (a dokładniej: łyżkę stołową mydlnicy zalać jedną szklanką gorącej wody), gotując je potem przez pięć minut. Uzyskany odwar pieni się. Możemy również dodać kwiat ru-mianku, by specyfik przybrał przyjemny za-pach. Oprócz mycia rąk i głowy, można stosować wyciąg z mydlnicy do prania delikatnych materiałów, np.: z bawełny (lub z pokrzywy).

SPOŁECZEŃSTWO

Ten obiad dawniej zostałby uznany za najzwyklejszą rzecz na świecie, zjadaną nie tylko od święta, ale w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez fast–foody, zaser- wowane przez nas dania można przy- równać raczej do kuchni eksperymentalnej. Miejmy nadzieję, że wraz z poszukiwaniem ekologicznych rozwiązań, nie zapomnimy o roślinach rosnących pod płotem. Kamil Aftyka P.S. Jeżeli zdecydujecie się przygotować ten nietypowy posiłek, radzę przygotować również klasyczne potrawy, takie jak rosół czy kotlet schabowy, bowiem nie wszyst- kim może owa kuchnia przypaść do gustu. "Ten obiad dawniej zostałby uznany za najzwyklejszą rzecz na świecie, zjadaną nie tylko od święta." CC by Sir_Iwan CC by .Smabs Sputzer CC by.akeg Tak jak można się było spodziewać, cztery spośród największych piłkarskich nacji utworzyły strefę medalową finałów Euro 2012. Do półfinału turnieju awansowały Portugalia, Niemcy, Hiszpania oraz Włochy. Teraz rozdzielą pomiędzy siebie złoty, srebrny i dwa brązowe krążki. Mecze ćwierćfinałowe XIV Mistrzostw Europy nie przyniosły – niestety – ani wielkich emocji, ani niespodziewanych rozstrzygnięć.
STREFA MEDALOWA
SPORT: EURO 2012

Etap 1/4 finału z powodzeniem ukończyli faworyci, przy czym przed spotkaniem Anglii z Włochami trudno było wskazać wyżej notowany zespół. W pierwszym ćwierćfinale Portugalia oka-zała się wyraźnie lepszą drużyną od repre-zentacji Czech, choć jedyną, zwycięską bramkę zdobyła dopiero w końcówce po-jedynku. Cristiano Ronaldo dwukrotnie tra-fił piłką w słupek, zanim strzałem głową przesądził o wyniku. Występ ekipy trenera Paulo Bento w drugiej połowie rozegra-nego w Warszawie meczu mógł naprawdę zaimponować. Dobę później, w Gdańsku, narodowa dru-żyna Niemiec pewnie pokonała Grecję 4:2. Nasi zachodni sąsiedzi dali sobie strzelić dwa gole, ale przez praktycznie całe spot-kanie zdecydowanie dominowali i stworzyli sobie wiele podbramkowych okazji. Słaba gra w obronie ich rywali nie pozwoliła im zbliżyć się do swojego sukcesu sprzed oś-miu lat, kiedy to Hellada triumfowała w czempionacie Starego Kontynentu. Trzeci mecz tej fazy rozgrywek miał miejsce w Doniecku, gdzie Hiszpania bez większych problemów zwyciężyła cichego faworyta imprezy, Francję. Przebieg spot-kania ustawiła szybko strzelona przez Xa-biego Alonso bramka dla obrońców tytułu, która zniweczyła plan taktyczny selek-cjonera Les Bleus, Laurenta Blanca. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry, ten sam Alonso ustalił rezultat meczu na 2:0 strzałem z rzutu karnego. Kwartet półfinalistów uzupełnili Włosi. W Kijowie Italia potrzebowała konkursu jedenastek – mimo dużej przewagi w grze - aby udowodnić swoją wyższość nad re-prezentacją Anglii. W regulaminowym cza-sie padł pierwszy, podczas finałów Euro 2012, bezbramkowy remis. Rozstrzygnięcia nie wyłoniła również dogrywka. W serii rzutów karnych 4:2 wygrali podopieczni Cesare Prandellego. Z „wapna” spudłowali Ricardo Montolivo (Włochy) oraz Ashley

SPORT: EURO 2012

Young i Ashley Cole (obaj Anglia). Spotkania półfinałowe zapowiadają się na zdecydowanie bardziej emocjonujące i za-cięte pojedynki, także i one mają swoich faworytów. Pierwszy mecz zostanie roze-grany w środę w Doniecku, gdy naprzeciw siebie staną dwaj reprezentanci Półwyspu Iberyjskiego. Dla Portugalii starcie z Hisz-panią będzie okazją do rewanżu za prze-grany (0:1) mecz 1/8 finału mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki przed dwoma laty. Smaczku rywalizacji do-daje fakt, iż w podstawowym składzie zes-połu Bento występuje aż trzech zawodni-ków Realu Madryt – Pepe, Fábio Coenttrão i przede wszystkim - Cristiano Ronaldo. Areną drugiego, czwartkowego meczu 1/2 finału będzie Stadion Narodowy w War-szawie, na którym Niemcy zmierzą się z Włochami. W 2006 roku obie drużyny zagrały przeciwko sobie na tym samym etapie mundialu. Wtedy gospodarze tur-nieju przegrali po dogrywce z podążającą do tytułu mistrza świata Italią 0:2. Tym razem to Niemcy są typowani do zwycię-stwa i zarazem rewanżu na ekipie z Pół-wyspu Apenińskiego. Awans do strefy medalowej finałów XIV turnieju o mistrzostwo Europy już stanowi sukces zarówno dla Portugalii, jak i Włoch. W przypadku Hiszpanii i Niemiec celem od samego początku pozostaje sięgnięcie po złoto. Czy i tym razem faworyci udźwigną ciężar odpowiedzialności? Czy może niżej notowane reprezentacje pójdą za ciosem? Ostatni przystanek: Kijów, Stadion Olim-pijski i mecz finałowy – w niedzielny wieczór, pierwszego lipca. Wojciech Falenta CC by Erik Cleves Kristensen