Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

co ma w sobie Kukiz? strona 7 po pierwsze - sułtan strona 11 rolkowa impreza strona 16 każdy inny, wszyscy piękni strona 20 niepełnosprawność na co dzień strona 24 rozważna i romantyczna sigielka z wyboru strona 29 a może wybrać się do... Poznania strona 32 zamknięci w ścianach komfortu strona 36 WYBORY ROZSTRZYGNIĘTE
O tym, że wybory niejedno mają imię, a za napisanie dobrej książki można zos- tać prezydentem, a także o władcy idealnym.


Głosowanie w tegorocznych wyborach już zakończone, głosy policzone, a wyniki opublikowane na stronie komisji wyborczych – brzmi nieprawdopodobnie? Dodam zatem, że chodzi o Wybory Literackie prze- prowadzone już po raz trze- ci przez wrocławskie stowa- rzyszenie Garaże Kultury. Jak donoszą organizatorzy, prezydentami polskiej lite- ratury zostali Krzysztof Ka- mil Baczyński (w kategorii pisarzy klasycznych) oraz Andrzej Sapkowski (wśród współczesnych twórców). To pierwszy tak duży suk- ces Baczyńskiego w Wybo- rach Literackich; Sapkowski triumfuje już po raz drugi. Były też inne niespodzianki – szczegółowe wyniki znaj- dziecie na stronie interne- towej wyboryliterackie.pl. Zaskoczeń nie brakowało także na tej bardziej real- nej scenie politycznej. „Co ma w sobie Kukiz?” – zas- tanawia się nasza dzienni- karka, komentując wyniki I tury wyborów prezyden- ckich. Polska władza jawi się jednak wyjątkowo nie- ciekawie, kiedy zestawimy ją z głową państwa w Bru- nei. Nieoficjalna maksyma tego kraju mogłaby brzmieć „Po pierwsze – sułtan”. Nie można się temu dziwić, skoro hojny władca fundu- je swoim poddanym zagra- niczne podróże… Rozważa- cie już zmianę obywatels- twa? Zanim to zrobicie, le- piej przeczytajcie nasz arty- kuł o Brunei. Stawiamy Was także przed innymi wyborami. Jakie miasto odwiedzić podczas wakacji? Czy „piękne” zna- czy „szczupłe”? To nie je- dyne pytania, jakie znaj- dziecie w Outro – życzę podjęcia słusznych decyzji!

STOPKA REDAKCYJNA

OUTRO ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media Koordynator: Kamil Wiśniowski www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelna: Anna Lewicka Zastępca redaktor naczelnej: Karolina Wojtal Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Mariola Lis Redaktor prowadzący: Patrycja Brejnak Korekta wydania: Klaudia Kępska Ostateczna korekta: Ariadna Grzona Fotoedycja: Jakub Dudek Szefowie działów: Lena Janeczko (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy), Sylwia Pacholczyk (korekta), Patrycja Brejnak (promocja). Korekta: Sabina Błaszczok, Monika Chabiniak, Maria Gołaszewska, Justyna Haponik, Tomasz Król, Marlena Macios, Sylwia Pacholczyk, Patrycja Ziemińska. Graficy: Magdalena Kosewska, Patryk Skoczylas. Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: bandita (CC BY SA 2.0) CO MA W SOBIE
KUKIZ?
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Dla ponad 20% spośród wszystkich Polaków, którzy wzięli udział w nie-dzielnych wyborach prezydenckich, Paweł Kukiz jest człowiekiem godnym zaufania i powierzenia mu roli głowy państwa. Co takiego ma w sobie Ku-kiz, czego nie mają Korwin–Mikke, Tanajno czy Wilk? Już na starcie kampanii prezydenckiej media rozpisywały się o Pawle Kukizie, popularnym w Polsce wokaliście. Bynaj-mniej nie dlatego, że wróżyły mu zdumie-wający sukces. Zastanawiano się wówczas, czy zbierze on sto tysięcy podpisów do zarejestrowania swojej kandydatury i ofi-cjalnego startu w wyścigu po prezyden-turę. W jednym z pierwszych sondaży IB-RIS z 14 lutego Kukiz miał zaledwie trzy punkty procentowe poparcia. Później nie było lepiej – we wszystkich sondażach poparcie dla tego kandydata wahało się w przedziale 1–5%. Przełom nastąpił w połowie kwietnia. Wyniki badań ankie-towych skoczyły wtedy do 7%, na koniec miesiąca wzrosły o kolejne 1,5 punktu

SPOŁECZEŃSTWO

procentowego, by zaraz na początku maja osiągnąć dwucyfrowy wynik. Najlepiej ro-kujące badanie z 8 maja dawało Kukizowi 19%. Jak to możliwe, że od 3 do 10 maja jego poparcie wzrosło aż o 8 punktów pro-centowych, by ostatecznie dać mu w „naj-ważniejszym sondażu” – wyborach prezy-denckich – imponujący wynik 20,8%? Jednym z podstawowych postulatów Pawła Kukiza było wprowadzenie jednomanda-towych okręgów wyborczych, które jeszcze do niedawna miały być receptą na „całe zło” w Polsce, czyli wykluczenie „układu” albo po prostu pozbawienie władzy Plat-formy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawie-dliwości – tzw. „betonu”. Jednak przed samymi wyborami, serwisy internetowe, stacje radiowe i telewizja bardzo dużo czasu poświęcały na tłumaczenie wybor-com, że takie rozwiązanie jest szkodliwe przede wszystkim dla ludzi jak Kukiz, który otrzymałby maksymalnie dwa mandaty w Parlamencie, a bardzo opłacalne dla PO czy PiS–u. Zatem, wbrew powszechniej opinii, to nie JOW–y zapewniły byłemu wokaliście zespołu Piersi imponujący wynik wyborczy. Jak pisze na swoim blogu Antoni Dudek, polski historyk i politolog, „Polska skręca na prawo. Taki może być najkrótszy komentarz do (...) wyników exit poll w pierwszej turze tegorocznych wyborów prezydenckich”. I trudno się z tym nie zgodzić, jeśli zsumuje się wyniki wszystkich kandydatów reprezentujących prawą stro-nę sceny politycznej. To na pewno jeden z czynników wpływających na sukces Pa-wła Kukiza. Kolejny, to jego sztandarowe hasło – „Przywrócę władzę narodowi”. Właściwie nic ono nie znaczyło, bo jakie narzędzia ma prezydent RP, aby coś takie-go uczynić? Czy to nie demokracja jest ustrojem dającym najwięcej władzy lu-dziom? Jednak młodzi Polacy łatwo przy-stali na obietnicę kandydata, zapewne nie uczyniwszy wcześniej głębszych rozważań na temat jej sensowności. „To dziwi, bo przecież takich rewolucjonistów mieliśmy na polskiej scenie politycznej już całkiem sporo.” Taki sam wymiar miało „rozbicie układu” i „konieczność zmian”. Kukiz – rewolu-cjonista dla osób, które na niego zagło-sowały, miał być alternatywą dla dwóch najsilniejszych partii politycznych. To rów-nież świetnie się „sprzedało”. To dziwi, bo przecież takich rewolucjonistów mieliśmy na polskiej scenie politycznej już całkiem sporo. Najlepszymi przykładami mogą być Janusz Palikot i spektakularny sukces jego ugrupowania w wyborach parlamentarnych w 2011 roku oraz Janusz Korwin–Mikke, który również zadziwił wszystkich, otrzy-mując mandat posła do Parlamentu Euro-

SPOŁECZEŃSTWO

pejskiego. Dziś już nie cieszą się takim po-parciem. Zastąpił ich kolejny „przywódca rewolucji” – z tym, że z każdymi wyborami wyniki wyborcze takich osób są coraz wyż-sze. Choć przykłady takich „walecznych duchów” o Polskę i Polaków można mno-żyć, obywatele Rzeczypospolitej nadal szu-kają swojego „bohatera” wśród niedo-świadczonych, często nieposiadających ża-dnej wiedzy i kompetencji kandydatów. Bo to oni mają raz na zawsze skończyć ze „szkodliwą władzą politycznego betonu” w Polsce. „Obywatele naszego kraju szukają mesjasza (...).” Największy „skok” poparcia dało jednak Kukizowi wycofanie się z prowadzenia kampanii w ostatnim jej dniu z powodu choroby ojca. Choć informacja ta była jak najbardziej prawdziwa, to dzielenie się nią z obywatelami za pomocą mediów musiało przynieść efekty. Czy jest coś bardziej przemawiającego do człowieka niż troska o rodzinę i krzywda innego człowieka? Pra-wie pięć punktów procentowych (4,8%) od 7 do 10 maja nie było przypadkowe. Patrząc na spektakularny wynik Pawła Kukiza w wyborach, można dojść do co najmniej kilku wniosków: młodzi Polacy (bo to oni w zdecydowanej większości po-parli go w wyborach) oczekują radykalnych zmian. Nie podoba im się styl rządzenia Platformy Obywatelskiej czy Prawa i Spra-

SPOŁECZEŃSTWO

wiedliwości, a zaufanie do zawodowych po-lityków jest obecnie znikome. Obywatele naszego kraju szukają mesjasza, który przyjdzie i uzdrowi Polskę jak za dotknię-ciem magicznej różdżki. Najważniejszym wnioskiem jest jednak ten, że Polacy nie mają pojęcia, jakimi kompetencjami dys- ponuje prezydent. Szczególnie taki, który nie ma jednocześnie większości w pa- rlamencie, zaplecza politycznego, poważ- nych doradców i elementarnej wiedzy do- tyczącej funkcjonowania państwa. Odpowiadając jednak na pytanie posta-wione na początku tekstu – co takiego ma w sobie Kukiz? Bo przecież w jakiś sposób zyskuje zaufanie społeczne. Pomaga mu przede wszystkim charyzma, którą szkolił przez lata występów estradowych i umie- jętność tworzenia „show” podczas przemów do Polaków. Kontrowersje i robienie wokół siebie hałasu działały na wyborców w przy- padku fenomenalnego wyniku Janusza Pali- kota w 2011 roku, dały oczekiwany efekt w wyborach do Parlamentu Europejskiego, przynosząc Korwinowi–Mikke mandat euro- posła. Teraz wsparte popularnością arty- styczną i estradową charyzmą mnożą się głosy wyborców na Pawła Kukiza. Wszyst- ko to „doprawione” zostało doskonałym sztabem wyborczym i doradcami kandyda- ta na Prezydenta. Musiało więc nieuchron- nie przynieść prawie 21% efekt w postaci wyniku wyborczego. Katarzyna Kała Fot.1,2: MEDIA WNET (CC BY SA 2.0) Fot.3: Fryta 73 (CC BY SA 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.
PO PIERWSZE – SUŁTAN
SPOŁECZEŃSTWO

Na co można sobie pozwolić, gdy na koncie posiada się ponad 40 milia-rdów dolarów, a pod ziemią warte du-żo więcej złoża ropy i gazu ziemnego? Sułtan Brunei ma złote szczoteczki do zębów, najdroższe samochody i peł-nię władzy. Ale ma też gest, a co za tym idzie, uwielbienie poddanych. Brunei Darussalam to niewielkie państewko położone na północnym wybrzeżu wyspy Borneo. Podzielone jest na dwie części, które oddziela od siebie terytorium Malezji. Jego nazwa w języku malajskim oznacza „siedziba pokoju”, co nie znaczy jednak, że zawsze był to kraj spokojny. Na terytorium dzisiejszego Brunei już od XII wieku istniało malajskie państwo, będące ważnym ośrodkiem handlowym w Azji Połu-dniowo–Wschodniej. W XV wieku jego władca przyjął islam i ogłosił się sułtanem niezależnego państwa. Był to Bolkiah I – za-łożyciel panującej do dziś dynastii – któ- ry doprowadził do rozkwitu sułtanatu, znacznie powiększył jego terytorium i pod-

SPOŁECZEŃSTWO

podporządkował sobie sąsiednie wyspy. Potęga kraju nie była jednak długotrwała – w 1521 roku został odkryty przez Portugalczyków, którzy rozprzestrzenili po świecie wieści o pięknym i bogatym regionie. Przyczyniło się to do sporego za- interesowania Brunei wśród wielu monar- chów i wkrótce po odkryciu Portugalczyków kilka prób podboju podjęli Hiszpanie. Zagro- żenia z ich strony, penetracja holenderska, wypady piratów oraz walki o sukcesję tronu skłoniły sułtana do szukania poparcia u Brytyjczyków, którzy, owszem, wyparli Hiszpanów, ale potemtrochę zasiedzieli się w Brunei. Założyli tam faktorie Kom- panii Wschodnioindyjskiej, a w końcu ich wpływy umocniły się do tego stopnia, że sułtan musiał zgodzić się na brytyjski protektorat nad całym Brunei. Niedługo po tym jego władza została sprowadzona zaledwie do sfery obyczajowej i religii. Rozwój gospodarczy kraju aż do drugiej wojny światowej zapewniło odkrycie złóż ropy naftowej na początku XX wieku, jej wydobycie i eksport. W 1941 roku Brunei zajęli Japończycy i wprowadzili tu rabunkową gospodarkę – między innymi zaczęli wydawać nową walutę, która w wyniku hiperinflacji momentalnie straciła na wartości, co z kolei spowodowało znaczne spowolnienie rozwoju. Ich rządy nie trwały długo, ponieważ w ciągu kilku lat sułtanat wyzwoliły oddziały australijskie, a następnie przywrócono w nim wpływy brytyjskie, przeciwko którym wybuchło zbrojne powstanie, bardzo szybko stłumio- ne przez Brytyjczyków. W 1984 roku Brunei po czterystu latach odzyskało niepodległość. Sułtan został równocześnie premierem, ministrem finansów i spraw wewnętrznych, zyskując tym samym wła-dzę absolutną. Próżno szukać też wyraź-nych oznak opozycji politycznej, ponieważ rozwój gospodarczy sprawił, że jest to je-dno z najbogatszych pod względem docho-du na mieszkańca państw świata. „I tak, Brunejczycy mają bardzo szeroki dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej i oświaty, nie płacą podatków (...).” Dobrobyt Brunei osiągnęło dzięki obecnemu sułtanowi, Hassanalowi Bolkia-howi, uważanemu za jednego z najzamoż-niejszych ludzi na świecie. Jego bogactwo pochodzi oczywiście ze złóż ropy naftowej i gazu ziemnego, gdyż dochody przezna-czone z eksportu dzielone są zazwyczaj na pół między władcę i poddanych. Nie ozna-cza to jednak, że sułtan pławi się w luk-susie, nie zważając na biedę obywateli. Oprócz zaspokajania swoich kaprysów, chętnie rozdaje prezenty. I tak, Brunej-czycy mają bardzo szeroki dostęp do bez-płatnej opieki zdrowotnej i oświaty, nie płacą podatków, dostają dofinansowania na żywność i mieszkania, a raz w życiu ka-żdy muzułmański mieszkaniec kraju może na koszt sułtana odbyć pielgrzymkę do

SPOŁECZEŃSTWO „Z powagą spogląda z oprawianych w zdobione ramy portretów wiszących w każdym biurze, domu i nawet najmniejszym sklepiku.”

Mekki. Na swoje pięćdziesiąte urodziny Hassanal Bolkiah podarował swoim podda-nym centrum handlowe. To sprawia, że jest uwielbiany w całym kraju. Zdaje się być wszędzie. Spogląda z oprawianych w zdo- bione ramy portretów wiszących w każdym biurze, domu i nawet najmniejszym skle- piku. Patrzy z banknotów i monet. Wydaje się, że widzi wszystko, choć dla zwykłych ludzi jego przybytek jest niedostępny. Sułtański pałac zaledwie raz w roku, w okre-sie Ramadanu, jest otwarty dla zwiedza-jących. Na co dzień można zobaczyć tylko jego dachy i złote kopuły wyglądające zza drzew, i to z oddali, bo żaden mieszkaniec nie odważy się do niego zbliżyć w obawie przed czujną gwardią sułtana gotową zaatakować każdego intruza. A trzeba przyznać, że monumentalna, reprezen- tacyjna budowla niejednego mogłaby sku-sić. Zajmuje powierzchnię równą powie-rzchni Watykanu, ma prawie 1800 pokoi i ponad 250 łazienek. Wszystkie urządzone są z największym przepychem. Podłogi wy-konane są z najrzadszych marmurów, na któ-rych leżą perskie dywany, ściany wyłożono złotem, podobnie umywalki i krany zrobio- one są ze złota. Potrawy serwuje się na złotych – a jakże! – talerzach. W ogromnej rezydencji znajdują się także meczet, kilka basenów oraz klimatyzowana stajnia dla kilkuset koni. W garażu wielkości lotnisko-wego hangaru mieści się kolekcja ponad tysiąca najdroższych samochodów. Wiele z nich to unikaty, które powstały w zale-dwie kilkunastu egzemplarzach – sułtan wykupił oczywiście wszystkie istniejące

SPOŁECZEŃSTWO

sztuki. Dodatkowo do dyspozycji władcy jest kilkanaście prywatnych odrzutowców, wyposażonych w szczerozłote i kryształowe lampy, poręcze czy umywalki. Ogromny, wręcz przesadny przepych towarzyszy też wszelkim uroczystościom, tak jak to miało miejsce w kwietniu podczas ślubu najmło-dszego syna sułtana. Państwo młodzi mieli na sobie szaty wyszywane złotem, a wyb-ranka księcia w dłoniach trzymała bukiet wykonany z klejnotów zamiast kwiatów. Jednak mimo bogactwa i, wydaje się, panującej sielanki, w Brunei wcale nie jest tak baśniowo – a to za sprawą, oczywiście, sułtana. Z ogromną falą krytyki na świecie Hassanal Bolkiah zderzył się w maju zeszłego roku, gdy oficjalnie wprowadził szariat. Zgodnie z nim obywatele otrzymują grzywny lub są skazywani na karę więzienia między innymi za nieuczestniczenie w piątkowych modlit-wach, ciążę pozamałżeńską czy propago-wanie innych religii. Stopniowo, w ciągu dwóch lat, wprowadzane będą surowsze kary, takie jak chłosta za aborcję oraz am-putacja kończyn za kradzież. Nowy kodeks karny na razie stosowany jest tylko wobec muzułmanów, stanowiących około 70% społeczeństwa, jednak z czasem islam-skiemu prawu zostaną poddani także pozo-stali obywatele. Za to sułtan, chociaż na-rzuca swoim poddanym tak rygorystyczne prawo, sam wydaje się stać ponad nim. Przepisy, które niedawno wprowadził, nie tylko zabraniają spożywania alkoholu, lecz także surowo potępiają cudzołóstwo i sto-

SPOŁECZEŃSTWO

sunki homoseksualne. Tymczasem, jak pi- sał w swoich wspomnieniach były szef ochrony sułtana, podczas wystawnych przyjęć i podróży władcy alkohol lał się strumieniami, a samemu Bolkiahowi towa-rzyszyło wiele kochanek. Choć sułtan nazwał wprowadzenie szariatu „wielkim osiągnięciem”, to większość mię- dzynarodowych organizacji zdecydowanie go potępiła – według wielu ten akt jest „wielkim krokiem wstecz w dziedzinie praw człowieka w Brunei”. Jednak pomimo chęci sułtana do uzależnienia od siebie obywa- teli, oni wciąż są mu bardzo oddani. O rodzinie panującej mówi się z szacun- kiem, nikt nawet nie myśli o tym, aby narzekać na monarchę. Jest to spowodo- wane po części groźbą surowych kar za szerzenie plotek na jego temat, ale w dużej mierze także jego hojnością – bo jak tu mieć pretensje do kogoś, kto finansuje człowiekowi mieszkanie? Z jednej strony nieprzyzwoite bogactwo i otoczeni opieką obywatele zwolnieni z podatków. Z drugiej – surowe prawo islamskie dopuszczające kary chłosty, amputację kończyn, a nawet ukamieniowanie. Brunei ma dwa skrajne oblicza, oba nierozerwalnie łączące się z osobą władcy. Od tego, które z nich przeważy, może zależeć przyszłość tego niewielkiego państwa. Agnieszka Antosik Fot.1 Robert Nyman (CC BY 2.0) Fot.2 rapidtravelchai (CC BY 2.0) Fot.4 Free Grunge Textures - (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów. Coraz częściej mamy okazję brać udział w różnego rodzaju imprezach organizo-wanych w Warszawie i innych miastach. Od kilku lat w stolicy odbywa się jeden z największych Nightskatingów w Europie, a jego popularność wciąż rośnie. Co sprawiło, że tego rodzaju wydarzenie podbiło serce warszawiaków?
ROLKOWA IMPREZA
SPOŁECZEŃSTWO

Czwartek 7 maja godzina 21:00, Krako-wskie Przedmieście, Warszawa – ponad cztery tysiące rolkarzy zebrało się, by pokonać wspólnie dwadzieścia jeden kilo-metrów. Razem przemierzają zamknięte na ten czas ulice Śródmieścia, Woli i Bemo-wa. Na początku kolumny jedzie policja na motorach, a także samochód z głośnikami pobudzającymi do tańca lub też żywszej jazdy. W międzyczasie jest kilka postojów, więc uczestnicy nie są aż tak zmęczeni, jak można by się spodziewać po takim dysta-nsie. O 23:30 impreza dobiega końca, a aktywni warszawiacy spokojnie się rozchodzą, zachwyceni wspaniałą atmosferą i organizacją imprezy. O co chodzi? Oczywiście o Nightskating. Jest to wyda-rzenie sportowe, organizowane od czterech lat w Warszawie i z każdym rokiem cieszą-ce się coraz większą popularnością. To naj-większa tego typu impreza nie tylko w Pol-

SPOŁECZEŃSTWO

sce, lecz także w całej Europie. W sobotę 25 kwietnia w Warszawie odbył się wyjąt-kowy Nightskating na otwarcie sezonu, pod-czas którego został pobity rekord Guines-sa w liczbie osób biorących udział w prze-jeździe rolkarskim – 7303 osoby. Jednakże również pozostałe imprezy są ciekawe, ponieważ każda ma swój motyw przewo-dni. Ostatnio była to muzyka lat ’70 i ’80 (co ostatecznie przekonało mnie do uczest-nictwa), a tematami poprzednich imprez były m.in. „powstańczy nightskating” (co miało na celu propagowanie pamięci o ro-cznicy powstania warszawskiego) czy „ha-wajskie rytmy”. Następny Nightskating od-będzie się pod hasłem „Wampirolki – czyli krwiodawstwo na rolkach”. Wielu uczestni-ków przebiera się zgodnie z tematyką, ale większość niestety wybiera wygodę, więc można zobaczyć legginsy niemal we wszyst- kich dostępnych wzorach i kolorach. Czy nie narażam się na niebezpieczeństwo? Choć można by przypuszczać, że jeżdżenie na rolkach wśród tak ogromnej liczby ludzi nie może być bezpieczne, rzeczywistość pozytywnie zaskakuje, cały przejazd ubez-pieczany jest przez policję i specjalny zes-pół na rolkach – Nightskating Warszawa Team, który w dowolnej chwili ma dostęp do każdego uczestnika dzięki wolnemu pasowi ruchu umożliwiającemu interwen-cję. Moi rodzice byli przerażeni, że będę jeździła po ciemnych i opuszczonych uli- cach z grupką obcych i w każdej chwili samo- chód będzie mógł mnie przejechać, tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Kierowcom natomiast nie radziłabym wybierać się do centrum w noce, gdy organizowane są Nightskatingi, bo mogą chwilę postać, czekając, aż minie kolumna jadących rolkarzy. „(...) wielu pokonuje tę trasę w tempie spacerowym, rozmawiając z innymi uczestnikami (...).” Czy dam radę? Choć odległość ponad dwudziestu kilo-metrów budzi przerażenie wśród począ-tkujących rolkarzy (we mnie również, mimo że udało mi się pokonać dystans), to jed-nak okazuje się, że nie taki diabeł straszny. W czasie całej imprezy jest wiele postojów, a w przypadku, gdy ktoś trzyma się począ-tku kolumny, spokojnie może sobie pozwo-lić na chwilę odpoczynku i dołączyć bez konieczności nadganiania. Warto również wspomnieć, że taki tłum nie może osiągać zabójczych prędkości, więc wielu pokonuje tę trasę w tempie spacerowym, rozma-wiając z innymi uczestnikami, którzy są w większości otwarci na nowe znajomości. Naturalnie można też w każdej chwili zrezygnować i wrócić do domu, ale traci się wtedy niepowtarzalną okazję do świetnej zabawy. Inną możliwością jest poczekanie

SPOŁECZEŃSTWO „(...) dla Szymona takie wydarzenia stały się tradycją i wspólnie ze znajomymi mają swój rytuał – zawsze po przejeździe idą do KFC.”

aż organizowany będzie przejazd na najniż- szym poziomie trudności. Najczęściej jed-nak wybierany jest średni poziom, aby do- godzić jak największej liczbie osób. Czy mam wystarczające umiejętności? Umiejętności jeżdżenia, skręcania i hamo-wania, nawet hamulcem z tyłu buta są ab- solutnie wystarczające do wzięcia udziału w Nightskatingu choć oczywiście biorą w nim udział również mistrzowie, którzy nieustannie popisują się umiejętnościami wykraczającymi poza te posiadane przez przeciętnego rolkarza. Ja zaryzykowałam, mimo że ledwo potrafię hamować. Nie przeszkodziło mi to jednak w ukończeniu trasy bez uszkadzania siebie ani nikogo wo- kół mnie. Kaja, licealistka z Warszawy rów- nież pierwszy raz brała udział w takim wy- darzeniu i jak sama powiedziała: „to, że jestem tu z wami było najlepszą decyzją tego dnia”, z kolei Dora od dwóch lat bie- rze udział w każdym przejeździe i nadal zachwycona jest zarówno pomysłem, jak i samą realizacją, pomimo iż w wielu miejs- cach musi się ograniczać, bo ze względu na swoje umiejętności znacznie wyprzedza znajomych. Wiele osób już od kilku lat wie o Nightskatingu i wybiera się za każdym razem, ale zawsze bez skutku jak Kasia – również licealistka ze stolicy i ja do tej po- ry. Dla niektórych, na przykład dla Szymo- na takie wydarzenia stały się tradycją i wspólnie ze znajomymi mają swój rytuał – zawsze po przejeździe idą do KFC.

SPOŁECZEŃSTWO

Czy warto? Nie mogę ręczyć za to, że każdy będzie rów- nie zachwycony Nightskatingiem jak ja, ale z mojego punktu widzenia to świetna okazja do poprawienia swojej kondycji, poznania nowych ludzi czy też bliższego zintegrowania się ze swoimi znajomymi w sposób nieszkodliwy dla zdrowia, a także do przeżycia krótkiej, ale przyjemnej przy-gody. Jeśli mieszkasz w Warszawie, mo-żesz być też pewien, że ktoś z kolegów lub koleżanek już brał udział w Nightskatingu i chętnie wybierze się ponownie. jeśli nie – na pewno spotkasz bratnią duszę na mie-jscu. Jeżeli nie mieszkasz w stolicy, warto dowiedzieć się, czy w twojej okolicy nie organizują podobnej imprezy. Co prawda niektóre uczestniczki wydarzenia narzekały na brak przystojnych chłopaków, ale to da się łatwo zmienić, zachęcając kolegów. Tajemnicą też pozostaje, jakim cudem im- preza wypada zawsze w pogodne wieczory. Przez ostatnie dwa lata pogoda niezmien- nie dopisywała i oby ta dobra passa trwała jak najdłużej. Natura widocznie sprzyja war- szawskim rolkarzom. Katarzyna Wardzyńska Fot.2 ldskater (CC BY SA 2.0) Fot.3 fotologic (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów. KAŻDY INNY,
WSZYSCY PIĘKNI
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Czy można kogoś obwiniać o to, jak wygląda? Zawsze było dla mnie oczy-wiste, że nie – dlaczego ktoś ma się wtrącać w to, co noszę, jaką mam fryzurę i figurę? Ostatnio jednak na Facebookowym profilu bardzo popu-larnej trenerki personalnej, Jillian Micha-elson, zauważyłam grafikę, z której dowiedziałam się o zjawisku zwanym „body shaming”. Jest to obwinianie kogoś za to, jaką ma sylwetkę. Kiedyś, również na Facebooku, przeczy-tałam na profilu mojej znajomej post o tre-ści: „ Do wszystkich panienek, które twier-dzą, że nie muszą nic ze sobą robić, bo mają kobiece kształty – to nie krągłości, tylko nadprogramowe kilogramy. Radzę zasuwać na siłownię i do roboty zamiast szukać wymówek!”. Wryło mnie. Sama ćwiczę regularnie i staram się jeść zdrowo, a także „zarażać” swoim stylem życia in-nych. Ale żeby oceniać kogoś po rozmia-rze ubrań? Po dłuższym zastanowieniu uzmysłowiłam sobie, jak często słyszę zdania typu: „Tej kobiecie, która przecho-

SPOŁECZEŃSTWO

dziła obok nas, przydałoby się schudnąć parę kilo” albo: „Ten facet powinien coś ze sobą zrobić! Jak można doprowadzić się do takiego stanu?”. Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych, prawda? A nikt nie pomyśli o tym, że może ten mężczyzna, który wydaje się zaniedbany, walczy na przykład z cukrzycą albo niedoczynnością tarczycy. A ta pani właśnie przeżywa depre-sję, przez którą przytyła. Albo po prostu podobają się jej takie wymiary, jakie ma. W całym szaleństwie dbania o linię zatraci-liśmy jego istotę, czyli zdrowie! Waga o pa-rę kilogramów wyższa niż taka, jaką mają modelki, które obserwujemy w katalogach mody, to jeszcze nie przestępstwo. „Kobiety są różne, kwadratowe i podłużne” – mawia Dorota Wellman i nie sposób nie przyznać jej racji. Ja kocham sport i jest on dla mnie źródłem dobrego samopoczucia, rozwoju własnych możliwości, ćwiczenia charakte-ru… ale jeżeli ktoś nie traktuje tego tak jak ja, to czy to znaczy, że ma się czuć ze sobą źle? Tylko dlatego, że dookoła zewsząd pojawia się presja, by być „fit”? „ Nawet jeżeli jej sylwetka faktycznie wymaga poprawy, to i tak nie usprawiedliwia fali złośliwości (...).” Promowanie wyidealizowanego typu kobie-cego (jak również męskiego) ciała i wy- glądu spotyka się z bardzo dużą krytyką. Ludzie nie wyglądają bowiem tak jak mo- dele, modelki czy aktorzy i aktorki z tele- wizji bądź pierwszych stron gazet, co częs- to wpędza w kompleksy, zwłaszcza mło- dych ludzi. Skutki są aż nazbyt znane. Ano- reksja, bulimia, brak poczucia własnej wartości – to tylko niektóre z nich. Walka z tym zjawiskiem jest więc oczywiście bardzo słuszna, ale ostatnio mam wrażenie, że po- padamy ze skrajności w skrajność. „Praw- dziwe kobiety mają krągłości” (ang. Real women have curves) to strona interneto- wa, która ma na celu pokazywać, że ko- biety o pełniejszych kształtach również są piękne. Świetnie, tylko czemu towarzyszy temu krytyka dziewczyn drobnych? Teraz nagle szczupłe jest złe? Angelina Jolie, odkąd schudła, raczona jest z każdej strony jakże uroczymi radami w rodzaju „zjedz cheeseburgera”. Nawet jeżeli jej sylwetka faktycznie wymaga poprawy, to i tak nie usprawiedliwia fali złośliwości, ja- kie płyną w jej stronę. Takim komentarzom podlegają jednak nie tylko celebrytki. Sama znam dziewczyny, które chciałyby przytyć, a jednak im się to nie udaje. Tym bardziej przykre jest, że przez część społe-czeństwa uważane są za wychudzone ano-rektyczki, które na pewno nic nie jedzą. Do tego dochodzą często kąśliwe uwagi, że „facet nie pies, na kości nie poleci”, które potrafią wyrządzić naprawdę sporą przy-krość. Gdy kobieta chudnie, często maleją jej piersi – wobec tego powinna, jak się okazuje, zatrzymać swoją walkę o lepszą sylwetkę i kondycję, bo wtedy (o zgrozo!) przestanie być prawdziwą kobietą. Przecież

SPOŁECZEŃSTWO

prawdziwa kobieta to taka, która ma duży biust oraz pełne uda. I tak nakręca się ma- china wzajemnego oskarżania się. W efekcie nikt nie jest zadowolony. Krągłe dziewczyny są oskarżane o otyłość, leni-stwo i szukanie wymówek od tego, żeby schudnąć. Szczupłe – o brak kobiecych walorów. Wysportowane też są złe, bo prze- cież mięśnie są niekobiece! Spójrzmy tylko na to, ile osób krytykuje chociażby Ewę Chodakowską za jej umięśnione ciało. Zas- tanawia mnie to, czemu akurat płeć pięk- na jest poddawana takim obostrzeniom – co prawda prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm – ale prawdziwa kobieta musi być szczupła, wysportowana (choć tylko do pewnego stopnia) i posiadać krąg- łości jednocześnie. Do tego powinna jesz- cze mieć długie włosy, nosić szpilki i speł- niać szereg innych wymogów. Dlaczego po prostu się od siebie nawzajem nie odcze- pimy? O gustach się nie dyskutuje – powie- dzenie tak znane, a jednak nie dla wszyst- kich jasne. Oczywiście, trzeba piętnować postawy skrajności. Otyłe ciało to nie to samo, co ciało kobiece. Chude ciało to nie to samo szczupłe. Gdy w grę wchodzi pro- mowanie postaw zagrażających zdrowiu, trzeba z tym walczyć! Ale we wszystkich pozostałych przypadkach pamiętajmy, że wygląd jest indywidualnym wyborem każ- dego człowieka. Niech każdy będzie taki, ja- ki chce być, nie narzucając niczego innym. A najlepiej zaakceptować i pokochać siebie, bo każdy człowiek jest piękny na swój włas- ny, wyjątkowy sposób. Gabriela Korczak Fot.1 Charlotte Astrid (CC BY 2.0) Fot.2 eccampbell (CC BY SA 2.0)
NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ NA CO DZIEŃ
SPOŁECZEŃSTWO

„Kobieta z niepełnosprawnością to płeć potrójnie słaba. Jeśli chce się podo-bać, to usłyszy komentarz: po co się maluje? Jeśli zwiąże się z mężczy-zną, usłyszy: po co jej to?” – tak twierdzi profesor Hanna Żuraw. Ile pra-wdy znajduje się w tym stwierdzeniu? W tym tekście chciałabym pokazać najczęst- sze problemy, z którymi na co dzień mu- szą mierzyć się niepełnosprawne osoby – przede wszystkim kobiety. Liczba osób wy- magających opieki rośnie z roku na rok, „Tymczasem niepełnosprawni na całym świecie muszą stawiać czoła przeciwnościom.” chociażby wskutek wypadków drogowych, a sama niepełnosprawność jest istotną kwestią społeczną. W Europie przyjmuje się, że około 10% ludności cierpi na jakiś rodzaj niepełnosprawności. „W Polsce liczba osób niepełnosprawnych w wieku 16 lat i więcej w 2013 roku kształtowała się

SPOŁECZEŃSTWO

na poziomie 3,3 mln osób , co oznacza, że 10,7% ludności w wieku 15 lat i więcej posiadało prawne orzeczenie niepełnospra-wności” – donosi portal niepełnospra-wni.gov.plprawni.gov.pl. Warto tu wspomnieć o Międzynarodowym Święcie Osób Niepełnosprawnych. Zostało ono ustanowione 13 grudnia 1992 roku na 61. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Co roku obchodzone jest 3 grudnia. W myśl zapisów Konwencji Praw Osób Niepełno- sprawnych osoby niepełnosprawne mają „prawo do: wolności i bezpieczeństwa, swobody poruszania się (w tym równego z osobami pełnosprawnymi dostępu do prze- strzeni i budynków użyteczności publicznej, transportu, informacji i komunikacji), ochrony zdrowia, edukacji, życia prywat- nego i rodzinnego oraz udziału w życiu politycznym i kulturalnym” – czytamy na Wikipedii. Tymczasem niepełnosprawni na całym świecie muszą stawiać czoła prze- ciwnościom. W 2013 roku portal radia Koło- brzeg nagłośnił sprawę pani Bogumiły, któ- ra musiała czekać w zimnie dwie godziny na autobus, gdyż kierowcy komunikacji miejskiej nie chcieli jej zabrać ze względu na jej inwalidztwo.” Na rozkładach jazdy brak jest oznakowania, który autobus jest niskopodłogowy, a po mieście jeżdżą ich trzy rodzaje – twierdzi Bogumiła” – czy- tamy na jednym z portali informacyjnych. Problemy te nie dotykają jedynie kobiet. Lista problemów, jakie napotykają osoby niepełnosprawne, jest o wiele dłuższa: wyższy poziom bezrobocia, niższe pensje niż u osób zdrowych, problemy z opieką medyczną, a co najgorsze, przemoc fizy-czna i psychiczna, a także – molestowanie seksualne. Ofiarami różnego rodzaju wyko-rzystania są mężczyźni i dzieci, jednak sytuacja kobiet jest zdecydowanie gorsza niż położenie niepełnosprawnych panów. Europejskie i amerykańskie badania poka-zują, że osoby chore, z jakimś defektem fizycznych czy upośledzeniem od dwóch do pięciu razy częściej padają ofiarami prze-mocy, niż osoby pełnosprawne. „The Vio-lence Against Women Act” to amerykański dokument, który zbiera dane statystyczne dotyczące przemocy wobec kobiet poru-szających się na wózkach inwalidzkich i z upośledzeniem umysłowym. Ma on również włączyć je do istniejących progra- mów pomocy ofiarom przemocy domowej i seksualnej. Z powyższego aktu wynika, że kobiety z pewnymi rodzajami niepełno- sprawności są częściej krzywdzone niż te, które nie mogą na przykład się poruszać. „Często nie zgłaszają swoich problemów lub nie są postrzegane jako osoby wiarygodne.” Nikt nie przypuszczałby, że napastnikami mogą być osoby z najbliższego otoczenia, te najbardziej zaufane: członkowie rodziny, znajomi, opiekunowie i pielęgniarze. A jed-nak dochodzi do takich sytuacji. Dlaczego?

SPOŁECZEŃSTWO

Osoby niepełnosprawne są dużo słabsze, często nie mogą porozumieć się z otocze-niem, nie wydadzą zatem prześladowcy ani nie poproszą o pomoc. Często nie zgłaszają swoich problemów lub nie są postrzegane jako osoby wiarygodne. Ludzie stosujący wobec nich przemoc działają świadomie, wykorzystują słabość, chorobę, poniżają i ograniczają wolność inwalidów, tylko po to, by pokazać swoją wyższość. „Inwalidzi często wycofują się z życia zniechęceni ciągłymi utrudnieniami (...).” Dla osób sprawnych problemy dnia codziennego są błahostką, natomiast dla niepełnosprawnych zazwyczaj stanowią duży problem. Inwalidzi często wycofują się z życia zniechęceni ciągłymi utrudnie-niami, większość swojego czasu spędzają w domu. Przerwijmy swoją obojętność i reagujmy, kiedy wołają o pomoc. Gabriela Szczepanik Fot.1 warrenski (CC BY SA 2.0) Fot.2 zader (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.



ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
SINGIELKA Z WYBORU
KULTURA KULTURA

Jane Austen – wychowana w niezbyt zamożnej rodzinie w hrabstwie Hamp- shire, bystra obserwatorka rzeczywis- tości, autorka tak znanych dzieł jak „Duma i uprzedzenie” czy „Rozważna i romantyczna”. Na czym polega feno- men tej pisarki? Indywiduum wśród dziewiętnastowiecznych pisarzy Jane Austen znacznie różni się od pozo-stałych pisarzy XIX wieku. Nie zawsze jednoznacznie przedstawia fabułę, lecz pozostawia czytelnikom pole do własnej interpretacji. Jej styl można określić, jako dość prosty i oszczędny, a każdy wyraz ma wielkie znaczenie. Co więcej Austen jest bardziej racjonalna niż sentymentalna, dzięki czemu trafia do szerokiej rzeszy odbiorców. Jej powieści nigdy nie są jawnie moralistyczne, choć zawierają dyskretny wymiar dydaktyczny. Przykładem jest mię-dzy innymi „Rozważna i romantyczna”, w której autorka wskazuje, że podsycanie w sobie gwałtownych uczuć i uleganie im

KULTURA

bez zwracania uwagi na głos rozsądku mo- że skończyć się fatalnie – dlatego za wzór stawiana jest postać rozważnej Eleonory. Co więcej, Austen w swoich dziełach przedstawia sytuacje oraz postacie, które możemy spotkać także dziś. Inne dzie- więtnastowieczne powieści są zazwyczaj monotonne, odrealnione, a ich bohaterowie mało wiarygodni. Natomiast postacie z teks- tów angielskiej literatki zachowują się w wiarygodny sposób i muszą się mierzyć z powszechnymi problemami życia codzien- nego. Ponadto, każda wykreowana osoba może czegoś nauczyć czytelników. „Bohaterki jej książek chcą przede wszystkim żyć w zgodzie ze sobą (...).” Specjalistka od małżeństw wieczną panną Austen w powieściach prawie zawsze poru-sza temat małżeństwa, sama jednak nigdy nie zdecydowała się na zamążpójście. Chociaż w młodości chłopcy się nią intere-sowali, literatka wolała pozostać singielką, niż związać się z kimś nieodpowiednim. Uważała, że kobiety w jej czasach rodzą zbyt wiele dzieci, dlatego ona zamiast po- tomstwa, woli być matką powieści. Swoje najbardziej znane dzieło „Duma i uprze- dzenie” nazwała „ukochanym dzieckiem”. Radosne oderwanie od smutnej rzeczywistości Życie kobiet w XVII i XIX wieku nie było usłane różami. Powszechnie panował pog- ląd, że są one istotami podrzędnymi w stosunku do mężczyzn. Zostały pozbawio-ne prawa do dysponowania majątkiem, nie miały dostępu do wyższej edukacji, mu-siały być całkowicie podporządkowane mę-żom. Ponadto w Anglii istniała wtedy na-wet możliwość sprzedania własnej żony, co wyraźnie ukazuje, w jak dużym stopniu kobieta była zależna od mężczyzny. Austen osobiście widziała wiele tragedii i drama-tów z życia kobiet, jednak zdecydowała się pisać powieści ze szczęśliwym zakoń-czeniem. Bohaterki jej książek chcą przede wszystkim żyć w zgodzie ze sobą, a dopie-ro potem z partnerem. Wielka miłość przychodzi niespodziewanie dla nich sa-mych. Wychodzą za mąż za dostojnych mężczyzn, którzy darzą je niezwykłym szacunkiem. Austen, tworząc tak radosne zakończenia powieści, chciała rozweselić i dać nadzieję na spełnienie marzeń wszys-tkim swoim czytelnikom. „(...) opisane przez nią sytuacje są ponadczasowe i uniwersalne.” Międzynarodowe uznanie powieści Austen Ta angielska pisarka jest znana niemal we wszystkich zakątkach ziemi. Jej powieści przemawiają do przedstawicieli różnych kultur. Każdy znajdzie w nich coś dla

KULTURA

siebie, ponieważ w każdym społeczeństwie występują zarówno szczęśliwe jak i dys-funkcjonalne rodziny, posłuszne albo przy-sparzające kłopotów dzieci, bogate oraz walczące z biedą jednostki. Austen nie skupia się na konkretnej warstwie społecz-nej i określonych problemach, opisane przez nią sytuacje są ponadczasowe i uni-wersalne. Warto zaznaczyć, że sławę zys-kała już za życia – jej powieści chwalił m.in. Walter Scott, szkocki powieściopisarz i poeta. „Zakochana Jane” Aby móc lepiej zrozumiem fenomen tej autorki, polecam biograficzny portret Aus-ten pod tytułem „Zakochana Jane” oparty na listach pisarki. Film ten w doskonały sposób ukazuje skomplikowanie i nieprze-widywalność kobiecej psychiki. Poza opo-wiedzianą w fascynujący sposób historią, kolejną zaletą tego filmu jest to, że w za-bawny sposób pokazuje nieocenione po-czucie humoru literatki. „Powieści? Te nudne, bezbarwne historie, pisane dla kobiet? A nawet – O zgrozo! – przez kobiety” – tak z lekką dozą ironii Austen definiuje swoje dzieła. Magdalena Sibicka
A MOŻE WYBRAĆ SIĘ DO… POZNANIA
KULTURA

Przerwa letnia tuż tuż, więc warto zaplanować wakacje w Poznaniu... Dzi- siaj zapraszam was na dwudniową wycieczkę, podczas której zobaczycie, jak się robi tradycyjną potrawę na 11 września i dowiecie się nieco o pierw- szym buncie przeciwko władzy ludowej. Podczas pierwszego dnia pobytu w Po-znaniu proponuję skupić się na zwiedzaniu centrum miasta. Wycieczkę sugeruję roz-począć od Placu Wolności, niedaleko któ-rego zaczęło się jeden z nielicznych zwycię- skich zrywów w historii Polski – Powstanie Wielkopolskie z 1918 roku. Na Placu nieus-tannie odbywają się wystawy czy pokazy – wystarczy wejść na stronę Centrum Infor-macji Miejskiej, aby dowiedzieć się, co jest zaplanowane na dany dzień. Warto też zo-baczyć Stary Gmach Biblioteki Raczyńskich i słynny Hotel Bazar. Potem polecam zejść ulicą Paderewskiego na Stary Rynek, pod Ratusz, ponieważ w samo południe na wie-ży zegarowej zaobserwować można tryka-jące się koziołki, jeden z najbardziej rozpo-znawalnych – obok Rogali Świętomarciń-

KULTURA

skich – symboli Poznania. Należy pamiętać, że obowiązkiem każdego turysty jest zakup tej tradycyjnej słodkości z nadzieniem ma-kowym. Oryginalne Rogale Świętomarci-ńskie są dostępne wyłącznie w kilku pieka-rniach w Poznaniu i na terenie powiatu. Szczególnie polecam piekarnio–cukiernię „Zagrodniczą”. Co ciekawe, w 2013 roku nazwa „Rogal Świętomarciński” została wpisana w rejestr Chronionych Nazw Po-chodzenia i Chronionych Oznaczeń Geo-graficznych, co oznacza, że te rogale nie mogą być produkowane i sprzedawane poza Wielkopolską. Jest to jeden z nieli-cznych polskich produktów regionalnych wpisanych do rejestru. Jeśli jesteście zain-teresowani procesem produkcji i historią rogala, obowiązkowo wstąpcie do Rogalo-wego Muzeum Poznania, znajdującego się na Starym Rynku 41. Muzeum istnieje od roku i niestety nie miałem jeszcze okazji się tam wybrać, ale słuchając opinii o mu-zeum, gorąco polecam tę instytucje kultu-ralną. Jeśli jednak jesteście raczej fanami naszego laureata literackiej Nagrody Nobla i uwielbiacie Henryka Sienkiewicza, zapra-szam do muzeum poświęconego jego twór-czości. W muzeum autora można zobaczyć rękopis jednej z jego nowel i powieści oraz pierwodruki jego książek. Osobom, które nie interesują się twórczością noblisty, po-lecam Muzeum Archeologiczne, w którym można podziwiać przedmioty codziennego użytku i ubrania znalezione podczas wyko-palisk m.in. w Biskupinie. Miłośnikom sztuki

KULTURA „(...) polecam udać się do Katedry Poznańskiej, w podziemiach której spoczywają pierwsi władcy Polski – Mieszko I i Bolesław Chrobry.”

zalecam odwiedzenie Muzeum Sztuki Naj-nowszej, które znajduje się przy ul. Gwa-rnej 7A. Ważne jest, aby sprawdzić w Inte-rnecie, czy jest ono czynne podczas waszej wizyty w Poznaniu, ponieważ placówka ma nieregularne dni i godziny otwarcia. Pier-wszy dzień wycieczki warto zakończyć w res-tauracji „Warto nad Wartą”, która znajduje się naprzeciw wspomnianego wcześniej Mu- zeum Narodowego. Polecam spróbować tam włoskiego dania Spaghetti Alcalpone, moim zdaniem najlepszego z oferty. Drugi dzień będzie przeznaczony przede wszystkim dla miłośników historii. Z same-go rana należy udać się do Armii Poznań na Poznańskiej Cytadeli, gdzie można po-dziwiać czołgi, pojazdy i inne eksponaty m.in. z czasów I iII wojny światowej. Nastę- pnie polecam udać się do Katedry Poznań-skiej, w podziemiach której spoczywają pier-wsi władcy Polski – Mieszko I i Bolesław Chrobry. Później polecam odwiedzić rów-nież tor regatowy „Malta”, który jest odda-lony od Katedry o kilkaset metrów i przeje-chać się kolejką parkową „Maltanka” do No-wego Ogrodu Zoologicznego. Polecam tak- że udanie się do Poznania w trakcie mis- trzostw. Wykaz zawodów odbywających się na torze regatowym znajduje się na stronie Polskiego Związku Kajakowego i Wielkopol-skiego Związku Kajakowego. W nowym ogro-dzie zoologicznym można zobaczyć oddaną do użytku w 2009 roku słoniarnię. Słonie zawitały do Poznania w 2003, po sześcio-letniej przerwie po śmierci ulubienicy całe-go miasta, słonicy Kingi. Była ona jednym z najstarszych słoni żyjących w Europie,

KULTURA

w 2002 obchodziła swoje 50 urodziny. Z Kin-gą związana jest pewna zabawna historia. Gdy kiedyś malowano od wewnątrz jej po-mieszczenie, porozrzucała rusztowania i wy-pędziła robotników, a potem wypiła im far-bę. Innym razem zabrała odwiedzającemu aparat, a kolejnemu odebrała i połknęła parasol (oczywiście bez metalowych ele-mentów). Po zwiedzeniu poznańskiego zoo zapraszam do oddalonego o kilka kilome-trów Muzeum Poznańskiego Czerwca 1956. Przypominam, że to właśnie w Poznaniu 28 czerwca 1956 roku miał miejsce pierwszy strajk przeciwko władzy ludowej. W pows-tałym ku czci tego wydarzenia muzeum można zobaczyć, jak wyglądały przygo-towania do buntu, poczytać lub wysłuchać historii procesujących się robotników i pra-cowników bezpieki. Wycieczkę po Poznaniu proponuję zakończyć zwiedzeniem Ratusza, w którym mieści się Muzeum Miasta Poz-nania oraz zamku na Górze Przemysła, należącego niegdyś do Przemysła II. Po-tem można zajrzeć do muzeum przy Sta-rym Rynku, by poznać historie i przebieg walk o niepodległość z okresów zaborów. Miłośnikom kamieni polecam udać się do Rezerwatu Morasko położonego na północy stolicy Wielkopolski, aby zobaczyć jedyny w Polsce ślad po meteorycie. Po zako-ńczeniu wycieczki podzielcie się swoimi opiniami na temat Rogala Świętomarciń-skiego ze znajomymi, może zachęcicie in-nych do spróbowania smakołyku i odwie-dzenia stolicy Wielkopolski. Grzegorz Maliński Fot.1 Radomil (CC BY SA 3.0) Fot.2 adamchemik Fot.3 Nieznany Fot.4 MOs810 (CC BY 2.0)
ZAMKNIĘCI W ŚCIANACH KOMFORTU
KULTURA

Ogólnodostępność muzyki w sieci po-winna skutkować poszerzaniem hory-zontów. Jednakże coraz więcej osób zamiast eksperymentować i podążać różnymi ścieżkami zamyka się w kom-fortowych ścianach jednego, popu-larnego gatunku. Co jest tego powo-dem i czy problem tkwi tylko w na-szym myśleniu? Rok 2015 już na ten moment obfituje w rozmaitą muzykę dostępną na wycią-gnięcie ręki. Tak wiele zespołów próbuje zainteresować nas swymi brzmieniami, że często trudno jest nam rozpoznać, co jest stare, a co nowe. Paradoksalnie, mimo tak dużego wyboru, często rezygnujemy z eks- perymentowania i poszukiwania nowych dźwięków. Wydaje się, że ta sytuacja jesz- cze przez długi czas się nie zmieni. Dlacze- go tak się dzieje? Być może winowajcą jest radio. Większość stacji radiowych puszcza te same utwory przez całą dobę. Ale nie sam fakt powta-rzalności jest druzgocący. To raczej brak

KULTURA „Powodem naszego braku zaangażowania w szukanie nowych brzmień może być sam przemysł muzyczny. ”

jakichkolwiek odstąpień od gatunków – najczęściej muzyki popularnej. A jeśli mu-zyka popularna, mowa jest nie tylko o po-pie – to również rock, hip–hop, a nawet muzyka alternatywna, która ostatnimi cza-sy zyskała ogromną popularność. Moim zdaniem, w radiu za dużo jest takiej wła-śnie muzyki. Nie obraziłbym się na stację, która ukazywałaby muzykę popularną jako to, czym jest naprawdę – nie sztucznymi tworami, które zyskują sławę poprzez pie-niądze i reklamę, tylko jako sztukę, w którą niektórzy wkładają prawdziwe pot i łzy. Oczywiście są to utopijne marzenia, jednak powoli następuje tendencji do urozmaice-nia muzyki popularnej. Obecną sytuację próbują ratować radia internetowe, których w Polsce nadal jednak funkcjonuje zbyt mało. Fakt, każdy może znaleźć coś dla siebie choćby dzięki RMF On, internetowej odnodze RMF’u, ale jednak i tam wciąż nadawane są te same utwory. Niemniej to całkiem niezłe rozwiązanie jako odskocznia od muzycznej rutyny. Okazuje się, że na- wet największe stacje radiowe zaczynają oferować słuchaczom trochę inną muzykę. Wciąż jednak przeciętnej osobie trudno jest odkryć w nich coś innego, niezwykłego. Powodem naszego braku zaangażowania w szukanie nowych brzmień może być sam przemysł muzyczny. Gdy spojrzy się na wszel-kie plakaty, billboardy, reklamy w Inter-necie, można odnieść wrażenie, że nazwy zespołów notorycznie się powtarzają. Nie-ustanna promocja albumów z bliźniaczo podobną muzyką ogłupia potencjalnego słuchacza i nie zachęca do wyjścia poza ramy. W efekcie stoi on ciągle w miejscu

KULTURA

i wiele ciekawych zjawisk muzycznych mu zwyczajnie umyka. Nie oszukujmy się. Nie ma na to jednoznacznego rozwiązania. Wydaje mi się, że problem mógłby być mniejszy, gdyby nie trzymanie się kilku gatunków muzycznych i, paradoksalnie, ogromna ilość serwowanej nam muzyki. Właśnie tak! Często człowiek mając do wyboru jedną z wielu płyt, miewa większy problem niż ktoś z wyborem pomiędzy ich małą liczbą. Winne są także nasze lenistwo i brak chęci do odkrywania rzeczy na no-wo. Zważmy na to, jak wiele może nam uciec, kiedy stoimy w miejscu i zupełnie się nie rozwijamy. Nie tylko kulturowo, ale przede wszystkim wewnętrznie. Następnym razem, gdy będziecie chcieli posłuchać muzyki, włączcie sobie coś świe-żego, wychodzącego chociażby trochę poza granice komfortu. Usiądźcie, odprężcie się i pozwólcie swoim myślom odpłynąć. Po- szukujcie i nigdy nie przestawajcie szukać nowych muzycznych dróg. Jakub Tabor Fot.1 Hernan Piñera (CC BY SA 2.0) Fot.2 Fey Ilyas (CC BY SA 2.0) Fot.3 pikkuanna (CC BY SA 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.