Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










Ludzie ludziom zgotowali ten los

W ostatnich dniach maja w naszej szkole, jak co roku, przeżywaliśmy uroczystość poświęconą niby zwykłym ludziom, a jednak tak bardzo skrzywdzonym przez los, a mianowicie Dzień Sybiraka. W związku z tym pragnę pochylić się nad ich losem. To, że II wojna światowa była niewyobrażalną tragedią dla połowy świata, wiedzą wszyscy. To, że śmierć i cierpienie poniosło wiele tysięcy również jest powszechnie wiadome. Ale czy ktoś bliżej zastanawiał się nad życiem zwykłych ludzi, którzy nagle zostają wypędzeni z własnych domów, a ład i porządek ich egzystencji zamienia się w coraz to większy chaos i jedną wielką niewiadomą? No właśnie, to już inna kwestia, więc zacznijmy od początku i najlepiej spróbujmy wyobrazić to sobie na swoim własnym przykładzie. Powiedzmy, że żyjemy sobie, normalnie, ot zwykła codzienność, aż tu nagle pewnej nocy do drzwi dobijają się obcy żołnierze. W ciągu kilkudziesięciu minut jesteśmy już w drodze do jakiegoś miejsca. I pojawia się pytanie: Gdzie nas wiozą? Jakim prawem? Co z nami zrobią? I jeszcze więcej pytań, które pozostają bez odpowiedzi. A gdy w końcu docieramy na miejsce udręki, nie mamy pojęcia, że dla wielu jest to ostatni przystanek, tu zakończą swój żywot, który od tego momentu na pewno nie będzie usłany różami... Nowa rzeczywistość, którą trzeba było zaakceptować. Rzeczywistość, która każdego dnia bezlitośnie zabijała. Człowiek się nie liczył, a co dopiero jego uczucia, emocje czy pragnienia. A jednak ci ludzie się nie poddawali. Żyli. Walczyli. Każdego dnia, każdej nocy walczyli o to życie, które było dla nich takie okrutne. Nie poddali się. Próbowano ich złamać, wykończyć morderczą pracą, wykorzenić tożsamość, sprawić, żeby zapomnieli o tym, kim naprawdę są, skąd pochodzą. Chciano uczynić z nich tylko maszyny do pracy, które po pewnym czasie można wyrzucić. Jak człowiek może uczynić coś takiego drugiemu człowiekowi? Jak? Wiktoria Sarzyńska

Sybiracy 2017

Przyszli w noc śnieżną i mroźną, słowa nie dali nikomu. Skoriej, sobiratsia, skoriej. Płacz dzieci i matek się rozległ, wtłoczyli w bydlęce wagony – Dzień sądny nastał. Prędzej, zbierać się, prędzej. I wieźli w nieznane, a tam tylko syberyjska, bezkresna tajga, ocean kazachstańskich stepów i pluskwy krwiożercze w baraku, i nikt nie usłyszał wołania, jakby już Boga wcale nie było, tylko głód szalał śmiertelny i groźny ryk enkawudzisty. A oni myśleli, że wszystko zabiją do reszty – wynędzniałe ciało, nadzieję, tęsknotę i ducha. Zabili ciało, ból przeszył serce, a duch się nie poddał, choć konał. Skoriej, sobiratsia, skoriej. do dziś głos ten słyszę i modlę się za tych, co w tajdze zostali na zawsze. Duch ich nigdy nie umarł, zawsze jest z nami, żeby potomnym powiedzieć – wróciłem z tamtego świata. wiersz Władysława Sitkowskiego

RZERZYWISTOŚĆ JEST TEATREM

Na początku maja w naszej szkole mieliśmy okazję obejrzeć dwa teatralne przedsięwzięcia. Był to fragment ,,Balladyny" Juliusza Słowackiego w wykonaniu klasy VI b oraz humorystyczny skecz, który zaprezentowali gimnazjaliści realizujący projekt edukacyjny „Różne oblicza miłości". Szczególnymi zdolnościami aktorskimi wykazała się tu Diana Wołczak oraz Sabina Kulik jako policjantka. Z kolei utwór Słowackiego pt. ,,Balladyna" opowiada o wdowie, która mieszka z dwiema córkami w ubogiej chacie niedaleko jeziora Gopło. Uczniowie z klasy szóstej zaprezentowali nam fragment tragedii ukazujący sceny II i III z aktu I oraz scenę I z aktu II. Goplana budzi się ze snu. Jest zakochana w Grabcu. Ten nie odwzajemnia uczuć, bowiem kocha Balladynę. Królowa Gopła planuje zemstę i poleca Chochlikowi, by przeszkodził w spotkaniu kochanków, a Skierce każe doprowadzić Kirkora do ubogiej chaty. Wdowa i jej córki, Alina i Balladyna, wracają właśnie z pola. Wkrótce do chaty przybywa Kirkor, którego powóz utknął na zepsutym moście. Przybysz jest oczarowany urodą córek, postanawia ożenić się z jedną z nich. Ponieważ nie może dokonać wyboru, za namową matki (której podszepnął ten pomysł Skierka) postanawia poślubić tę pannę, która następnego dnia pierwsza zbierze dzban malin w lesie. Pracowita Alina szybko zbiera owoce, które przypominają jej usta Kirkora. Balladyna narzeka na brak owoców, a ich kolor przywodzi jej na myśl krew, wkrótce też zabija siostrę i zabiera jej dzban z malinami. Rolę Balladyny zagrała Natalia Nieścior, Aliny – Zuzia Żołądek, a w rolę matki obu sióstr wcieliła się Aurelia Luchowska. Jako Kirkor wystąpił Szymon Krasny, Goplanę zagrała Dominika Zwolak, a jej sługę Chochlika - Hania Kulpa, Skierkę - Julia Melnyk. Wszyscy ,,aktorzy" zagrali swoje role doskonale i na wysokim poziomie, bezbłędnie opanowali niełatwy przecież tekst utworu. Wywarli na mnie ogromne wrażenie, oglądałam sztukę z dużym zainteresowaniem. Należą im się ogromne brawa. Sztukę świetnie uzupełniała dekoracja ukazująca chatę wdowy oraz las. Aktorzy wystąpili w kostiumach odpowiednich do roli, którą grali. Oryginalne i ciekawe było wprowadzenie do sztuki współczesnej i znanej wszystkim piosenki Sylwii Grzeszczak – „Księżniczka ”, która treścią nawiązywała do scen z tragedii. Do wspólnego śpiewu włączyła się nawet widownia. Oba występy teatralne były ciekawe i udane, pokazały, że w wielu z nas drzemią zdolności i ukryte talenty aktorskie. Słowa podziękowania należą się paniom polonistkom- Agacie Prociewicz i Marii Łeszczyszyn, pod kierunkiem których uczniowie przygotowywali się do występów. Natalia Borsuk

Ciekawostki polszczyźniane cz.II

W IX wieku języki słowiańskie były bardzo podobne. Słowianie, zamieszkujący obszary Europy środkowej i wschodniej bez problemu porozumiewali się między sobą. Owo podobieństwo świadczyło o tym, że wywodzą się z jednego wspólnego języka – prasłowiańskiego, który się wkrótce rozpadł wskutek wędrówki ludów. U Słowian zachodnich wytworzyły się trzy wspólnoty językowe: czechosłowacka (wykształciła język czeski i słowacki), łużycka (języki dolno i górno łużyckie) oraz lechicka (wykształciła język połabski† i pomorski). Do tej ostatniej grupy należało bardzo wiele plemion, zamieszkujących tereny Wielkopolski, Śląska, Małopolski, Mazowsza. Plemiona te zjednoczyli Piastowie w jedno państwo piastowskie. Na podstawie połączenia wymienionych wyżej dialektów wykształcił się język polski, a jego początki datuje się na wiek X (język staropolski).Zaczął więc kształtować się, wśród elity społecznej, język ponad dzielnicowy i ponad dialektalny. Jakub Pelc

Gimnazjalne skrzyżowanie

Jako, że jestem już na ukończeniu (i wykończeniu) gimnazjum, pragnę podzielić się własnymi przemyśleniami na temat wyboru właściwej drogi życia. Jak wielu trzecioklasistów mam ten sam problem, co do wyboru szkoły, a najbardziej odpowiedniego kierunku, który zaprowadzi mnie do wykonywania jakiegoś zawodu – tak, niestety (a może stety) to już jest ta chwila. Skoro mówimy o wyborach, najlepiej jest sięgać jeszcze dalej w przyszłość, aby uniknąć wszelkich problemów z decyzjami. Ten czas można nawet porównać do zatrzymania się na skrzyżowaniu i określenia, w którą stronę się posunąć. Nie możemy długo stać, bo zaraz za nami jest też kolejka. Musimy zdecydować się na którąś z dróg. Może być bardzo wyboista, a prowadzić w piękne miejsce (w tym znaczeniu dobra praca) oraz tam, gdzie nam się właśnie będzie bardziej podobało, pod względem przyszłych zarobków i zadowolenia. Jeszcze parę razy na pewno zmieni się nasze zdanie na ten temat. Trzeba wziąć pod uwagę obecne doświadczenia wyniesione z dotychczasowej nauki w szkole. Jeśli jestem dobry z biologii i chemii, ale przedmioty te wydają nam się mało interesujące, to lepiej się na to nie porywać. Inną sprawą jest nauka w szkole, a inną potem sama praca. Często jest tak, że podobają nam się jakieś lekcje z konkretnego przedmiotu i pojęcia związane z nim, ale wykonywanie zawodu związanego z tym kierunkiem jest całkiem odmienne od naszych oczekiwań. Niestety, ludzie uświadamiają to sobie po wielu latach spędzonych w szkołach średnich oraz studiach. Nie zawsze lubiana ścieżka zawodowa może być prosperująca finansowo w przyszłości. Powinno nas również interesować, ile się będzie zarabiać. Nie można myśleć w stylu: „Pójdę tam, gdzie wszyscy”, „Tam jest łatwiej, to tam pójdę” albo „Jakoś to będzie, gdzieś na pewno po tym będę pracował”, bo nasza przyszła praca będzie marnej jakości, a co za tym idzie, mniejsze dochody i szczęście z roboty. Trzeba po prostu myśleć indywidualnie, nie patrząc na znajomości, bo i tak się pozna nowych ludzi, a czasem dobrze jest zmienić otoczenie. Człowiek kisi się ciągle w tym samym miejscu. Żyjemy w dobie globalizacji, a wystarczy wiadomość lub telefon, żeby pogadać, spotkać się. Okazuje się też, że istnieją ludzie, którzy wyżej cenią spełnienie w pracy niż zarobki. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie, gdyż chodzimy do pracy z chęcią, a nie z wyrzutem i traktowaniem jej jak pańszczyznę. Przykładem też może być założenie własnej firmy, w której gospodarujemy w sposób, jaki się nam podoba. Dlatego życzę wszystkim czytającym, aby odnaleźli się w tym świecie, rozpoczynając najlepszą z możliwych dróg na „skrzyżowaniu”. Pozdrawiam ciepło. Jakub Pelc W tym numerze gazetki publikujemy kolejne opowiadanie wyróżnione w II edycji Powiatowego Konkursu Interdyscyplinarnego ,,To Twoja i moja historia…’’ organizowanego przez Zespół Szkół w Krynicach. Jest to opowiadanie, które napisała Dominika Zwolak z VIb.

TO CO POZOSTANIE TAJEMNICĄ NA WIEKI…

Cała historia tego przedmiotu zaczęła się w 1943 roku, gdy pewien tajemniczy człowiek podarował mojej prababci naszyjnik. Był to wysoki człowiek w wieku około 40 lat. Miał czarne włosy i wąsy. Jego ubrania były bogate i eleganckie. Moja prababcia spotkała go przypadkowo i nie wiedziała, dlaczego to właśnie jej dał ten przedmiot, ponieważ go nie znała. Mężczyzna powiedział, że ta rzecz ma coś wyjątkowego w sobie i poprosił ją, żeby przekazywać ją z pokolenia na pokolenie w naszej rodzinie. Naszyjnik był złoty i miał kształt serca. W dotyku był wypukły i gładki. Klejnot posiadał krótki wisiorek. Wyglądał bardzo interesująco. Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknego przedmiotu. Moja prababcia przechowywała go przez całą II wojnę światową. Gdy została wywieziona do obozu, naszyjnik był jedynym przedmiotem, jaki zabrała. Dawał jej siłę do przetrwania w trudnych chwilach. Dzięki temu uciekła z obozu koncentracyjnego i przeżyła II wojnę światową. Do tej pory nikt nie wie, dlaczego ten tajemniczy człowiek podarował go mojej prababci i być może nigdy się tego nie dowiemy. Teraz naszyjnik ma moja mama, a później przekaże go mnie. Ten klejnot jest najważniejszą pamiątką w mojej rodzinie, więc musimy o nią dbać. Zostanie on przekazany kolejnym pokoleniom w mojej rodzinie wraz ze swoją historią. Dominika Zwolak

NA BIESZCZADZKIM SZLAKU

W maju klasa VIb uczestniczyła w wycieczce w Bieszczady. Wyjechaliśmy 18 maja o szóstej rano. Już o dziewiątej byliśmy w Sanoku, gdzie zwiedziliśmy skansen, potem przygotowywaliśmy się do wejścia na Połoninę Wetlińską, potocznie zwaną ,,Chatką Puchatka’’. Zajęło nam to około godziny. Na szczycie Połoniny Wetlińskiej zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia oraz przekąsiliśmy kanapki. Po zejściu ze szczytu pojechaliśmy zakwaterować się do ośrodka, w którym mieliśmy nocować. Tam zjedliśmy obiadokolację, która nam bardzo smakowała. Po niej zorganizowaliśmy wyjście do sklepu na małe zakupy. Niedaleko było boisko do siatkówki, więc postanowiliśmy pograć. Miło spędziliśmy czas. Gdy zaczęło się robić ciemno, wróciliśmy do pensjonatu. O godzinie 22.00 rozpoczęła się cisza nocna i panie nie pozwoliły nam wychodzić z pokojów. Nie wszyscy jednak do tego się

WYCIECZKA W BIESZCZADY

dostosowali, więc opiekunowie zorganizowali na korytarzach ,,straże nocne’’. Następnego dnia czekało nasz wejście na najwyższy szczyt Bieszczad ,,Tarnicę’’. Wejście na tę górę zajęło nam ponad dwie godziny. Warto jednak było się zmęczyć i później mieć satysfakcję z tego, że zdobyło się taki szczyt. Potem pojechaliśmy nad Solinę zobaczyć słynną zaporę, ale okazało się, że jest w remoncie, więc skończyło się na kupieniu pamiątek. Pełni wrażeń wyruszyliśmy do domu. Podróż minęła nam bardzo zabawnie i z niespodziankami. Cieszę się, że mięliśmy okazję być na takiej wycieczce. Poznaliśmy się z innej strony i na pewno zbliżyło nas to do siebie. Zuzia Żołądek kl. VIb Przemyśl położony jest na styku trzech krain geograficznych: Pogórza Przemyskiego i Dynowskiego z Kotliną Sandomierską w tzw. Bramie Przemyskiej, przez którą od stuleci
przebiega szlak handlowy łączący wschodnią i zachodnią Europę.
Przemyśl - miasto wielu kultur i zabytków

9 czerwca klasy czwarte udały się na jednodniową wycieczkę do Przemyśla. Wyjechaliśmy o siódmej rano, a w Przemyślu byliśmy dwie godziny później. Na początku zwiedziliśmy forty twierdzy przemyskiej, czyli jednej z większych i ważniejszych w Polsce. Następnie pojechaliśmy do Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka, gdzie poznaliśmy pana z tego stowarzyszenia, który oprowadził nas po muzeum. Dostaliśmy od niego przepustki, dzięki którym mogliśmy bez problemu spacerować po parku zamkowym. Pan przewodnik zaprowadził nas do lochów oraz więzienia. Zwiedziliśmy również Muzeum Fajek i Dzwonów. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych informacji na temat wytopu dzwonów oraz obejrzeliśmy jedyną w Polsce kolekcję fajek z różnych stron świata. Okazało się, że Przemyśl to miasto wielu kultur i wyznań. Zobaczyliśmy piękną katedrę katolicką i grekokatolicką. Zdaniem wszystkich wycieczka do Przemyśla była bardzo udana. Polecamy, bo warto odwiedzić to piękne i jedno z najstarszych miast w Polsce. Ola i Kasia z kl. IV a