Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










BAL GIMAZJALNY 2018 NIECH ŻYJE BAL, BO TO BAL JEST NAD BALE...

W sobotę, 27 stycznia, w naszej szkole odbył się kolejny bal gimnazjalny. Część artystyczna rozpoczęła się o godzinie siedemnastej. Na początku zabrali głos przedstawiciele rodziców i uczniów, a także pani dyrektor  i sekretarz miasta. Najważniejszym punktem uroczystości był oczywiście polonez. Wszyscy prezentowali się pięknie. Na zakończenie gimnazjaliści mogli zaprosić gości i bliskich do  wspólnego tańca. Nie zabrakło również akcentów humorystycznych, czyli zabawnego skeczu. Wychowawcy i dyrekcja otrzymali, w dowód wdzięczności i podziękowania, bukiety kwiatów. Najbardziej wyczekiwanym momentem była wspólna zabawa. Jak się dowiedzieliśmy, wszyscy bawili się świetnie, a bal zapewne na długo pozostanie w pamięci naszych starszych koleżanek i kolegów. Któż nie pamięta swojego pierwszego, prawdziwego balu! ~Red.
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego to święto obchodzone 21 lutego. Zostało ustanowione przez UNESCO w 1999 roku, aby wspierać ochronę różnorodności językowej. To dzień wyjątkowy i ważny, upamiętnia wydarzenia z Bangladeszu, gdzie 1952 roku, podczas protestu w obronie języka, zginęło pięciu studentów.
DZIEŃ JĘZYKA POLSKIEGO

To odwaga i miłość młodych ludzi do języka zadecydowała o ustanowieniu dnia, który ma przypominać, jak wielkim skarbem jest język ojczysty. Dzień Języka Ojczystego to okazja do tego, aby zwrócić uwagę na język, którym się posługujemy na co dzień. Zwykle nie doceniamy naszej mowy i możliwości posługiwania się nią. W tym szczególnym dniu warto pomyśleć o tym, że w naszej historii Polacy wielokrotnie stawiali opór wrogom , którzy starali się, aby język polski przestał istnieć. Dzięki temu poświęceniu możemy żyć w kraju, w którym mówimy własnym językiem. W Dniu Języka Ojczystego i na co dzień spróbujmy zadbać o naszą mowę oraz osób z naszego otoczenia. Postarajmy się mówić pełnymi zdaniami i bez skrótów. Niech ten dzień przypomni nam o prawdziwych wartościach naszego języka ojczystego. ~Kasia

WALENTYKI

Nie tak dawno odchodziliśmy Święto Zakochanych. Wiedza na temat Walentynek jest różna. Jedni twierdzą, że to stary obyczaj, który liczy kilkaset lat, inni - że to święto zostało wynalezione przez przemysł cukierniczy i kwiaciarski. Są tacy, co bardzo lubią to święto, a także przeciwnicy twierdzący, że to zwykły chwyt marketingowy.i Osobście uważam, że takie święto, to nic złego. Zwyczaj obdarowywania kwiatami i prezentami kochanej osoby jest piękny i potrzebny. Chciałoby się, by trwał cały rok. Nigdy dosyć udowadniania miłej sercu osobie swojej miłości, bliskości i przywiązania. Wiem, że Walenty to nie polski święty, lecz biskup włoski. Niektórzy uważają, że to święto powinniśmy obchodzić w Noc Świętojańską z 21 na 22 czerwca. Sądzę, jednak że oprócz okazywania miłości, przydałoby się też okazywać więcej tolerancji. Popieram zwolenników, którzy wierzą w miłość, mają szacunek dla zakochanych i potrafią dać od siebie coś bardziej cennego i osobistego niż kwiaty i podarunki. Dlatego kochajmy się, bo to uczucie jest ozdobą duszy i jej pięknem. ~Maja

OPOWIADANIE KONKURSOWE

„W zadumie nad samotną mogiłą - nieznane miejsca pamięci w mojej okolicy” Pod takim hasłem odbyła się III edycja Powiatowego Konkursu Interdyscyplinarnego ,,To Twoja i moja historia…’’ organizowanego przez Zespół Szkół w Krynicach. Jedną z trzech nagrodzonych prac było opowiadanie naszej koleżanki z gimnazjum - Amelii Perz z kl. II b. W tym wydaniu gazetki publikujemy jej pracę. Zapomniana mogiła w Wierzbicy W niedzielne popołudnie wraz z rodzicami wybraliśmy się do Wierzbicy. Upał był nie do wytrzymania. Postanowiłam schronić się w cieniu pobliskich drzew. Usiadłam pod starą lipą i patrzyłam w prześwitujące między konarami niebo, po którym od czasu do czasu przemieszczały się białe obłoki. Nagle moją uwagę przykuła wąska ścieżka. Ciekawość, dokąd ona prowadzi, zwyciężyła. Bez zastanowienia ruszyłam w głąb przepięknego lasu. Miejsca było niewiele, więc przedzierając się walczyłam zaciekle z krzakami. Podrapana dotarłam do końca ścieżki i oczom mym ukazał się niesamowity widok. Był to zapomniany pałacyk w Wierzbicy. Owszem, słyszałam o nim co nieco, ale nie sądziłam, że będzie on taki piękny. Zauważyłam, że wokół niego rośnie kilka starych, liczących pewnie ze sto lat lip. Dalej, z zielonych zarośli wyłaniały się sosny o niespotykanej, zielonej barwie. Mimo upływu lat ten zaniedbany dworek ma w sobie jakiś urok, jakąś dziwną, tajemniczą moc – pomyślałam. Stałam dobrą chwilę w zamyśleniu rozkoszując się widokiem. Gdy pierwsze emocje opadły, na starej, zmurszałej ławeczce przed pałacykiem zauważyłam siedzącą kobietę. Zaskoczona ruszyłam w jej stronę. Przywitałam się grzecznie i usiadłam obok niej. Starsza pani, pomimo upału, miała na sobie dość gruby sweterek, chustkę na głowie i wielkie okulary na nosie. Zauważyłam, że była smutna, a po policzku spływała jej jedna samotna łza. Miałam wrażenie, że to miejsce nie jest jej obce, więc zapytałam nieśmiało, czy często tu przychodzi. Staruszka nic nie powiedziała, odwróciła głowę w moją stronę i uśmiechając się serdecznie wyjęła z koszyczka jabłko i poczęstowała mnie. Milczała jeszcze krótką chwilę. Na jej pomarszczonej twarzy widać było smutek. Po pewnym czasie kobieta ożywiła się i powiedziała: Jestem córką Stefana Lityńskiego. – powiedziała uśmiechając się pod nosem. Popatrzyła na mnie badawczo i zapytała: Pewnie i tak nie wiesz o kim mówię? A był to ktoś ważny ? - zapytałam z ciekawością. Dla mnie tak- odparła staruszka. - To był mój ojciec i ostatni właściciel tej posiadłości. Przyjeżdżam tutaj, bo tu są moje korzenie, tu są pochowani moi przodkowie, tu jest moje miejsce na ziemi – moja Mała Ojczyzna, do której wracam pamięcią. Obiecałam kiedyś mojemu ojcu, że będę odwiedzać to miejsce i mogiły moich bliskich. Nikt więcej tu nie zagląda, bo z całej rodziny zostałam tylko ja. Czasami myślę, że niewiele czasu mi już zostało, dlatego chciałam jeszcze raz odwiedzić moje ukochane strony i zapalić znicze na mogiłach tych, którzy oddali

OPOWIADANIE KONKURSOWE

życie za ten piękny skrawek rodzinnej ziemi. Kobieta przerwała swoją opowieść i zamyśliła się. Patrzyła ze smutkiem na ruiny pałacu. Siedziała bez ruchu dobrą chwilę, aż nagle uśmiechnęła się i powiedziała: - Stefan Jan Lityński to pradziad mego ojca. On rozpoczął budowę tej posiadłości. Z opowieści mojego dziadka Adama Romera wiem, że wybudował tylko parter. Przed wybuchem I wojny światowej dobudował w środkowej części budynku piętro w surowym stanie. Przed II wojną światową pałac był wykończony. Podobno był przepiękny, no i wiele widział! Na tej ziemi ciągle dochodziło do zatargów między Ukraińcami a Polakami. .. Przełykając kolejne części jabłka z ciekawością wsłuchiwałam się w dalszą opowieść babci, bo tak kazała mi się nazywać poznana niedawno kobieta. - Wojna dała się wszystkim we znaki - ciągnęła swoją opowieść staruszka. Pamiętam jak przez mgłę, że pewnego ranka wojska rosyjskie wysadziły ceglany komin gorzelniany. Huk był niesamowity. Kurzu było tyle, że przez pierwsze kilkadziesiąt minut nic nie było widać. Działo się tu wiele okropnych rzeczy. Dwór był trzykrotnie obrabowany. Najpierw wkroczyli tu Rosjanie, później Niemcy, a następnie znowu Rosjanie. Nie oszczędziły go również bandy UPA. Dziadek nigdy o tym nie wspominał, choć bardzo to go bolało. Widząc wzruszenie i łzy w oczach babci, chciałam skierować rozmowę na inny tor. Rozglądając się dookoła zapytałam: A przed wojną jak tu było ? Działo się coś ciekawego ? Czy zawsze było tu tyle drzew ? - O nie kochana. Wszystko tętniło tu życiem. Dziadek opowiadał, że aleja wjazdowa zaczynała się przepiękną bramą z kutego metalu. Oprócz dworu, gruntów ornych i stawów rybnych rosły tu ogromne lipy, które latem pachniały na całą okolicę. Na terenie posiadłości znajdowało się też kilka kortów tenisowych – ciągnęła dalej staruszka. Gdzie? W którym miejscu?! – krzyknęłam zdziwiona. Staruszka ożywiła się. Wstając z ławki wskazała miejsce wśród drzew i powiedziała: Prawdopodobnie za pałacem. - Chodź, przejdziemy się po tym parku – powiedziała. Bez chwili namysłu wstałam i ruszyłam za babcią. Rozejrzałam się i dostrzegłam piękno tego miejsca. Wydawało się, jakby czas się zatrzymał. Przedzierające się między drzewami słońce padało na bujną trawę. Szum drzew, śpiew ptaków między koronami i rechot żab, który dobiegał z oddali, wypełniały serce spokojem. Wsłuchując się w dźwięki otoczenia przez chwilę nie docierały do mnie słowa staruszki. Opowiadała między innymi o roślinach, jakie tu kiedyś były. Idąc dalej między drzewami zauważyłam stary duży krzyż. Od razu zapytałam: A tam ? -wskazując palcem na krzyż w oddali zapytałam: - Co tam jest? To mogiła drogie dziecko. Ruszyła w stronę krzyża, a ja za nią. Będąc na miejscu zauważyłam wyryty napis porośnięty mchem. Z trudem można było odczytać napis ,, Pokój ich Duszom”. Spoglądając na staruszkę, w której oczach można było ujrzeć smutek, zapytałam: Babciu, kto tu jest pochowany? Praktycznie cała moja rodzina - dziadek Zapomniana mogiła w Wierzbicy
Adam, jego żona Maria oraz mój pra pra dziadek Stefan Jan Lityński, od którego wszystko się zaczęło. Wiele osób nie wie i nie domyśla się, że jest tu jakaś mogiła. Wracam do tego miejsca co roku. Nie wiem, ile razy uda mi się tu jeszcze być. Mam już swoje lata i być może jestem tu ostatni raz. Boje się, że pamięć o mojej rodzinie umrze razem ze mną… Wysłuchując całej tej historii obiecałam staruszce, że będę pielęgnować pamięć
OPOWIADANIE KONKURSOWE

samotnych mogił właścicieli pałacu. Zrozumiałam, że na świecie jest wiele zapomnianych i zaniedbanych mogił. Wiem, że nie możemy być obojętni i musimy pamiętać o tych, o których nikt już nie pamięta. Uświadomiłam sobie, że to jest nasza historia, którą należy pielęgnować, bo to jest nasz obowiązek. W wielu źródłach jest mowa o mogile w Wierzbicy, ale czy długo pamięć o tym miejscu pozostanie? Być może zostanie pochłonięta przez czas. ~Amelia Perz ,,Harry Potter i kamień filozoficzny" jest pierwszą częścią sześciotomowej historii opowiadającej o młodym czarodzieju. W wersji anglojęzycznej książka została wydana w 1997 roku, a w polskojęzycznej w 2000 r. Autorką powieści jest J.K Rowling, angielska pisarka i  nauczycielka literatury.

ZAMIAST FILMU MOŻE KSIĄŻKĘ

Prace nad książką pisarka rozpoczęła w 1990 roku. Pomysł wpadł jej do głowy właśnie w  tym roku, podczas podróży pociągiem z Londynu do Manchesteru. Kiedy dojechała do celu, miała w  głowie już większość fabuły. Prywatne życie pisarki nie pozwoliło, aby książka powstała szybciej. Po  śmierci matki wyjechała do Portugalii, wyszła za mąż, urodziła córkę - Jessicę i rozwiodła się. Dopiero w  1995 roku wróciła do pisania, a rok później rękopis był ukończony. Przez następny rok szukała wydawnictwa. Powieść opowiada o małym, na pierwszy rzut oka, zwyczajnym chłopaku, który dowiaduje się o  swojej niebywałej mocy i zaczyna walkę ze złem. Akcja toczy się pod koniec XX wieku w Londynie oraz w szkole magiii i czarodziejstwa - Hogwarcie. Harry Potter wychowuje się u wujostwa - Dursleyów, którzy uważają go za nic niewartego, ze względu na jego rodziców, i bardzo źle traktują. Mieszka w małej komórce pod schodami, chodzi w starych ubraniach, przeważnie po swoim rozpieszczonym kuzynie. Dursleyowie starają się go uczynić zwyczajnym chłopcem, jednak jego moc jest zbyt silna. W końcu nadszedł dzień, w którym wszystko zaczyna się zmieniać. W Londynie jest pełno czarodziejów, wszędzie widać latające sowy, a przed domem siedzi dziwny, znieruchomiały kot. Listonosz, jak co dzień, przynosi listy, jeden zaadresowany jest do Harrego Pottera. Jednak nie udaje mu się go odczytać. Przez to dom wujostwa codziennie zasypywany jest identycznymi listami. Ze złości wuj postanawia przenieść się i  wybiera opuszczony dom daleko od poprzedniego, mając nadzieję na spokój. W niespokojny dzień pojawia się tam tajemniczy mężczyzna na motocyklu, który później przedstawia się jako Hagrid. Dostarcza Harremu taki sam list jak te poprzednie. Okazuje się on być zaproszeniem na naukę w szkole magii. Harry chętnie zgadza się i odlatuje z Hagridem na magiczne zakupy. Uczy się magii, ale też poznaje siebie, swoją przyszłość i umiejętności. Uświadamia sobie, jaką ma moc i kim jest. Uważam, że warto jest przeczytać tę powieść jak i jej kontynuacje. Czytając książkę, dowiadujemy się wiele więcej niż w filmie. W wyobraźni możemy stworzyć swoją wersję tamtego świata. Polecam tę książkę każdemu, nie tylko miłośnikom magii i zagadek. ~Emilka

KSIĄŻĘ I ŻEBRAK

9 stycznia klasy piąte wybrały się do Tomaszowskiego Domu Kultury na sztukę pt. ,,Książę i żebrak”. Przedstawienie zostało przygotowane przez aktorów z Narodowego Teatru Edukacji im. A. Mickiewicza we Wrocławiu, na podstawie powieści Marka Twaina pt. ,,Książę i żebrak”. W spektaklu wystąpiło pięciu aktorów. Główne postacie, czyli księcia i żebraka, zagrała ta sama osoba. Sztuka opowiada o czasach panowania angielskiego króla Henryka VIII. Po śmierci, władzę ma objąć jego pierworodny syn, książę Edward. Pewnego razu następca tronu spotkał żebraka o imieniu Tom Canty. Przyszły władca zainteresował się życiem napotkanego chłopca i poprosił o zamianę ról na jakiś czas, co nie było trudne, ponieważ obaj byli bardzo do siebie podobni. Niestety, chłopcy nie mogą przyzwyczaić się do nowego życia. Gdy król umiera, Tom ma przejąć władzę, lecz w porę pojawia się prawowity dziedzic tronu. Dzięki temu zdarzeniu prawdziwy król dowiedział się, jak żyją jego poddani. Wszystkim bardzo spodobał się spektakl. Dekoracja była pomysłowa i zaskakująca. Efektem specjalnym był projektor, dzięki któremu jeden aktor mógł zagrać dwie role. Kostiumy były świetnie dobrane do poszczególnych scen. Książę, król oraz inni dworzanie mieli eleganckie, bogate szaty, zaś inni mieszkańcy skromniejsze ubrania. Warto też dodać, że przedstawienie było pouczające. Pokazało nam, że liczy się nie tylko wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim serce człowieka. ~Ola & Kasia

HARCERSKI WYJAZD

24 stycznia o godzinie ósmej odbył się wyjazd harcerzy i zuchów, wraz  z opiekunami, do Tomaszowa Lubelskiego. Celem wycieczki było lodowisko i kino. Około 8.15 byliśmy już na miejscu. Myśleliśmy, że trzeba będzie czekać, lecz od razu mogliśmy wejść na salę kinową i zająć miejsca. Jak zwykle, pootwieraliśmy przywiezione   ze sobą jedzenie, żeby potem nie szeleścić. Wkrótce zaczął się film  pt. ,, Paddington 2”. Była to bardzo śmieszna komedia familijna. Po około godzinnym seansie poszliśmy po łyżwy, choć niektórzy mieli własne. Jak już wszyscy byli gotowi, mogliśmy wejść na lodowisko. Na początku każdy się przewracał, ale potem już niektórzy opanowali jazdę i szło im coraz lepiej. Było parę upadków, ale nikt się tym nie przejmował. Pani Remizowska robiła nam zdjęcia, a pani Pizun przyłączyła się do nas. Po godzinnych szaleństwach na łyżwach zeszliśmy z lodowiska. Wróciliśmy  do naszych busów i o trzynastej byliśmy już w Lubyczy. Moim zdaniem wycieczka się udała, spędziliśmy czas w miłej i przyjemnej atmosferze. ~Aneta

ZAGROŻENIA W INTERNECIE

Internet, oprócz wielu pozytywnych, praktycznych i użytecznych zalet, niesie ze sobą także wiele zagrożeń. Sieć to nieograniczone źródło informacji i idealny sposób komunikowania się. Ale czy do końca bezpieczny? Korzystając na przykład z poczty elektronicznej, możemy otrzymywać maile z wieloma wirusami. Przez to nie powinniśmy otwierać nieznanych załączników. Ostatnio na aukcjach internetowych pojawia się coraz więcej oszustw. Po zakupie kupujący wysyła pieniądze, a towaru nie otrzymuje. Dlatego zawsze należy sprawdzać opinie na temat sprzedawcy. Ostatnio dużym problemem stały się niewłaściwe treści dla niepełnoletnich osób. Niestety, możemy je już tylko ograniczyć, jednak nie da się ich całkowicie zlikwidować. Wielu nastolatków umieszcza na portalach społecznościowych swoje zdjęcia, na przykład w     strojach kąpielowych. Jednak nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji i konsekwencji, które mogą z tego wyniknąć. Nieupoważnieni do tego ludzie mogą wykorzystać je w  niewłaściwy sposób. I dlatego powinniśmy zwracać szczególną uwagę na to, co i komu udostępniamy. Najczęściej zagrożone są dzieci i osoby niepełnoletnie, ponieważ nie zwracają właściwej uwagi na to, co robią w sieci. Aby nie doprowadzić do sytuacji, które mogą w pewien sposób nam zaszkodzić, należy unikać powyższych zagrożeń. Zwracajmy więc szczególną uwagę na to, co robimy w       Internecie. ~Magda & Sylwia

LOGOPEDA RADZI

Słuchaj uważnie– jeżeli masz wątpliwości czy mowa Twojego dziecka rozwija się w prawidłowym tempie szybko skontaktuj się specjalistą, by wykluczyć opóźniony rozwój mowy. Zorientuj się czy dziecko słyszy - dobry słuch jest podstawą nabywania umiejętności komunikacyjnych. Pomóż w terapii logopedycznej – wspólnymi siłami wraz z logopedą zrobicie więcej. Ćwiczyć można wszędzie, potrzeba tylko kilku minut dziennie, by utrwalać u dziecka prawidłowe nawyki artykulacyjne. Nie zdrabniaj, nie spieszczaj słów – niech dziecko słyszy poprawną wymowę, którą chcemy u niego osiągnąć, nie utrudniaj mu tego. Zrezygnuj ze smoczka jak najszybciej – jego następstwem mogą być wady zgryzu, nieprawidłowe połykanie oraz próchnica. Ucz gryzienia,, gdy tylko pojawią się pokarmy stałe – dzięki temu mięśnie oraz narządy odpowiedzialne za artykulację, będą poprawnie pracowały, a dziecko nauczy się prawidłowo połykać pokarmy. Obserwuj oddech, w stanie spoczynku dziecko powinno oddychać przez nos. Jeżeli oddycha przez usta warto się temu bliżej przyjrzeć. Ćwicz narządy artykulacyjne poprzez zabawę – gimnastyka buzi i języka w weselszej formie jest przystępniejsza. Motywuj i bądź cierpliwy – nauka prawidłowej mowy jest czasochłonna i trudna dla Twojego dziecka. Chwal każde, nawet te najmniejsze postępy. Czytaj na dobranoc – dzięki temu dziecko osłuchuje się z prawidłową wymową i formami gramatycznymi, a poza tym doskonale rozwija swoją wyobraźnię. ~Anna Wojciechowska logopeda