Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Marzec 2011 Numer 5
Składamy w Wasze ręce najnowsze wydanie KontroWersji. Jest to publikacja specjalna poświęcona w większości lutowemu wyjazdowi do Londynu
Spis Treści Miłego Czytania!

Kierunek: London....................str.4-5 What's your name? FONKNYPKIES!...........str.6 O londyńskiej życzliwości.................str.7 Szalikowy szturm na Londyn....................str.8-9 Zwiedzanie Londynu..............str.10-11 Reasumując..............str.12 Dzień Wagarowicza 2011.........................str.13 Ferie 2011...........str.14-15 TALENT SZKOLNY: Wywiad z Agnieszką Kowalczyk................str.16 Dziennikarze: Opiekunka: Redaktor Graficy:

Skład REDAKCYJNY: Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzienie. Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć. Antoine de SaintExupéry

Agnieszka Żochowska Renata Ślesicka Milena Mądra Rafał Wiśnioch Aleksandra Tomaszek Anna Komar Aniela Zabielska Weronika Kuna Karina Nabor Dominika Nowak Pani Beata Zabielska Naczelna: Aleksandra Łapacz Z - ca Redaktor Naczelnej: Katarzyna Wieczorek Aleksandra Tomaszek Karina Nabor ............................. Siedziba redakcji: Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Sobolewie ul. Kościuszki 17 sala numer: 19 LONDON!

Drogą do celu... Podróż mnie zadowoliła. Postoje były regularne, a pan kierowca nie szalał więc... Dzięki towarzystwu miło wspominam tę mozolną drogę. Jedyne co mi się nie podobało to repertuar filmowy."

Zwykły lutowy poranek – troszkę pochmurny, troszkę pokrapywało z nieba. Jednak dla wielu uczniów naszej szkoły tamten dzień był dniem, w którym żegnali się z rodziną i przyjaciółmi przed wyjazdem na całe sześć dni. Dokąd? Do LONDYNU! Zbiórka odbyła się o 9:00. Wówczas wszyscy ucinaliśmy wesołe pogawędki z przyjaciółmi (albowiem mieli oni wtedy przerwę) przed sześciodniową rozłąką. Kiedy zadzwonił dzwonek wymieniliśmy ostatnie uściski – nie było temu końca. Wszyscy koledzy poszli na lekcje, zaś my otrzymaliśmy informację, iż wyjeżdżamy dopiero za około godzinę, bo w autokarze znaleziono usterkę (więcej na ten temat można poczytać na stronie eGarwolin.pl). W związku z tym ponownie żegnaliśmy się z bliskimi. Jedna z uczennic stwierdziła, iż autokarami fajnie się jeździ na wycieczki, ale tylko, kiedy się psują. Co racja, to racja. Później już tylko szare drogi powiatów… Zatrzymaliśmy się po ok. czterech godzinach jazdy w McDonaldzie, następnie spożyliśmy kolację w niewielkim zajeździe 30 km od granicy polsko-niemieckiej. Po drodze przejeżdżaliśmy przez Świebodzin, więc naszym oczom było dane oglądać figurę Jezusa. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. W między czasie oglądaliśmy filmy, które jedni oglądali z zaciekawieniem, inni spali, a jeszcze inni nie mogli tego robić, gdyż było za głośno.

Drogą do celu... " Było nudno, nic ciekawego się nie działo i za długo.

Przejazd przez Niemcy, Holandię i Belgię minął spokojnie i bez zakłóceń – zatrzymywaliśmy się co cztery godziny na stacjach benzynowych. Im znajdowaliśmy się dalej od Polski, tym bardziej czuliśmy ciepłe tchnienie wiatru na skórze, inaczej niż w Polsce. Sytuacja pogodowa się zmieniła, kiedy dotarliśmy do portu Calais we Francji. Znów zimne podmuchy, lecz promowa przeprawa nie zapowiadała się tragicznie. Wreszcie, po ponadgodzinnym oczekiwaniu nasz autokar wjechał na pokład. Ponieważ była to sobota, prawdopodobnie bardzo wielu ludzi jechało na weekend do Anglii lub wracało z ferii zimowych spędzonych w alpejskich kurortach. Czas spędzony w promie można opisać następująco: hałas dookoła i szalejący sztorm, którego niektórzy nie wytrzymywali i musieli rychło skorzystać z toalety. Lepiej nie zagłębiać się w szczegóły. Gdy wreszcie dopłynęliśmy do Dover, większość z nas odetchnęła z ulgą. Musieliśmy przestawić zegarki o godzinę do tyłu. Przed nami było tylko około dwóch godzin jazdy. W końcu, po trzydziestu godzinach męczącej podróży, naszym oczom ukazał się Londyn, a dokładniej zieleń Greenwich. Od razu rozpoczęliśmy zwiedzanie, poczynając od The Royal Greenwich AstronomicalObservatory. Milena Mądra fonknypkies!

FONKNYPKI znów w akcji!

Jak zwykle, przebojowa rodzina Fonknypke wywęszyła co ciekawego dzieje się w szkole i… pojechała do Londynu z grupą uczniów. Przecież taka atrakcja nie mogła ich ominąć, a w szczególności Janiny, która marzyła o zwiedzeniu Wielkiej Brytanii od dobrych 30 lat. A skoro nadarzyła się już okazja, to grzechem byłoby nie skorzystać z takiej oferty. Takim cudem Fonknypki wybrały się w podróż swojego życia. Oczywiście nie obeszło się bez niespodziewanych zwrotów akcji, m.in. na promie. Ponoć sama Janina, mimo wmawiania sobie „Jestem najlepsza, dam sobie radę, królowa jest tylko jedna”, nie wytrzymała i zużyła osiem awaryjnych woreczków foliowych na niekontrolowane reakcje swojego organizmu. Tak czy owak, w końcu Londyn pojawił się na horyzoncie i po opuszczeniu promu zaczęło się zwiedzanie. Nie da się ukryć, że Anglicy byli zachwyceni wszechstronnie utalentowaną Janiną, która w sklepie Primark znakomicie odegrała (po polsku rzecz jasna) kłótnię klientki z ekspedientką z nieznanej wszystkim sztuki. Ale się podobało! Już nie wspominając o  tym, jak pozowała do zdjęcia z Myszką Mickey, zamiast jej syna- Wieśka Juniora. Podobno to Mickey nie chciał mieć z nim zdjęcia, ale to tylko wersja Janiny… Zaskakujący był fakt, że rodzina Fonknypke dość dobrze poradziła sobie z językiem angielskim. Nawet udało im się kupić dwie pamiątki, co wymagało znajomości angielskiego. Oczywiście niemała była w tym rola gestykulacji, ale nie czepiajmy się szczegółów. Dużo się w tym Londynie nie nagadali, bo niedługo nadszedł czas na powrót. Janina przez pół drogi przygotowywała się do swojej roli, śpiewając piosenki Ewy Farny, a Wiesiek z synem (nie mając wyboru) przyglądali się temu wszystkiemu z sąsiednich siedzeń. W końcu dojechali do Polski. Wycieczka się skończyła, a śpiew Janiny razem z nią, ale takiego czegoś nie da się zapomnieć. Zwłaszcza kiedy w aparacie ma się 500 zdjęć z Londynu, a w głowie powtarzające się piosenki Ewy Farny. Renata Ślesicka

'Angielscy rodzice' O londyńskiej życzliwości...

Rodziny w Londynie były bardzo różnorodne pod względem kultury, religii, a także koloru skóry. Jednak nikomu to nie przeszkadzało, nawet można powiedzieć, że z tego powodu byliśmy zachwyceni, gdyż każdy chciał poznać inną mentalność i kulturę. Niektórzy trafili do rodzin, którzy mieli dzieci, a także psy. „Angielscy rodzice” byli sympatyczni, bardzo się starali, aby umilić swoim nowym domownikom czas. Posiłki były urozmaicone, można było dostać potrawy, których nie ma w Polsce. Byli dość rozmowni i pytali się co w danym dniu zwiedzaliśmy itd. Tylko niestety nie zawsze dobrze się dogadywali ze swoimi „polskimi dziećmi” i na ich pytanie „Co zwiedziliście?” mogli usłyszeć odpowiedź „Ok”, gdyż po prostu ich podopieczni nie zrozumieli pytania. Pobudki były o 7.00, a rodziny odbierały swoich nowych lokatorów o 18.00, gdzie dawali im wieczorem obiadokolacje, a rano śniadanie oraz na czas kiedy zwiedzaliśmy: owoce batony i kanapki. Myślę, że każdy był zadowolony z przydzielonych im rodzin. Anna Komar Szalikowy Szturm na Londyn!
Sobolew postanowił podjąć szalikową ofensywę wobec Londynu!
tak się bawi Sobolew!

Wycieczka do Londynu! Ach to było coś! Cztery dni spędzone w przepięknej stolicy Wielkiej Brytanii! Co prawda droga do naszego wymarzonego celu była długa i męcząca, choć i z tym jakoś sobie radziliśmy, ale z pewnością dla cudownych zabytków i wspaniałej atmosfery, warto było spędzić tę dobę w autobusie, w którym również dostaliśmy pewne tajemnicze czerwone chusty… Już na samym początku odkryliśmy niesamowity potencjał leżący w naszych szalikach, które miały sprawiać, że będziemy bardziej widoczni. Pomysły na zastosowanie tkanin nie miały końca. Można było zrobić z nich turban, nemes (chusta wiązana w charakterystyczny sposób przez Egipcjan okrywająca czoło, barki i plecy) nosić je klasycznie jako szalik dodający uroku, okrywać się nimi przed chłodem czy nawet, tu ciekawostka, zrobić z nich (co prawda dość wybrakowane) spodnie! Wielu korzystało z nich niemalże na każdy możliwy sposób. Jednak historia naszych szalików nie kończy się jedynie na ich noszeniu. Te niepozorne skrawki czerwonego materiału uratowały nas nawet z opresji! Któregoś pięknego dnia całą grupą wybraliśmy się na obchody roku chińskiego. Był niesamowity tłum. Szczerze mówiąc niewiele zdołaliśmy zobaczyć, ale atmosferę chińskiego ścisku zdecydowanie można było poczuć. Szliśmy jedni za drugimi ledwo za sobą nadążając, ale to jeszcze nic - w pewnym momencie kilku z naszych kolegów postanowiło przystanąć i porozmawiać.

tak się bawi Sobolew!

Cóż za wyczucie chwili! No i jak nietrudno się już domyślić  zgubiliśmy się. Na szczęście na samym końcu szła z nami jedna z opiekunek, która skontaktowała się z panią przewodnik. Z telefonicznymi wskazówkami i naszym czerwonym szalikiem, zawiązanym na zrolowanym plakacie (również londyńskim nabytku), uniesionym wysoko do góry, udało nam się dołączyć do reszty grupy. Nasze cudowne czerwone szaliki od samego początku zrobiły furorę i zdobyły poklask wśród wszystkich uczestników wycieczki. Ach, czym byłby ten wyjazd, gdyby nie one?! Aleksandra Łapacz Z W I E D Z A N I E

Reportaż

Co by nie mówić większość wycieczki do Londynu była przeznaczona na zwiedzanie. Na początku bardzo się to wszystkim podobało, jednak ostatniego dnia wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że myśleliśmy tylko o własnych łóżkach. Ale po kolei… Pierwszy dzień w stolicy Anglii był przeznaczony na pokazanie nam najważniejszych rzeczy. A więc Greenitch, z południkiem „0” i obserwatorium, London Eye – ogromny diabelski młyn oraz Westminster z wizytówką Londynu – Big Benem. Drugi dzień to Piccadilly Cicrus – ogromne multimedialne reklamy, oraz fontanna Erosa. Legenda mówi, że kto usiądzie przy niej wkrótce odnajdzie swoją miłość. Dlatego to miejsce było oblegane przez wszystkich turystów. Przy okazji załapaliśmy się także na obchody chińskiego nowego roku, któremu patronuje królik. Jednak bardzo szybko opuściliśmy China Town, gdyż było tam, lekko mówiąc, tłocznie. Stamtąd pojechaliśmy do Muzeum Historii Naturalnej. W porównaniu z polskimi, to muzeum było trzy razy większe. Po 2 godzinnym

Reportaż

zapoznaniu się z historią świata odwiedziliśmy jeszcze St. Paul’s Cathedra - kościół zaprojektowany przez Christophera Wrena. Trzeci dzień podobał się wszystkim najbardziej. To za sprawą zakupów w Primarku. Jednak zanim rzuciliśmy się w szał zakupów pospacerowaliśmy po Westminsterze i obejrzeliśmy zmianę warty przy Buckingham Palace. Dopiero potem spędziliśmy 2 godz. w jednym z najpopularniejszych sklepów na Oxford Street - najdłuższej ulicy handlowej w Europie. Potem „wpadliśmy” jeszcze do Science Muzeum oraz do muzeum figur woskowych Madame Tussaud. Czwarty dzień to nasz ostatni dzień w Wielkiej Brytanii. Pierwszym z punktów tego dnia było Londyńskie Tower, a drugim muzeum w Greenitch, z którego wyruszyliśmy do Polski. Myślę, że choć zwiedzanie męczy po pewnym czasie to na tej wycieczce nikt nie dał tego po sobie poznać. Wszystko bardzo nas interesowało, co jest nie do pomyślenia na wycieczkach po Polsce. Katarzyna Wieczorek a więc...
...Reasumując
i to tyle,

O wycieczce dowiedzieliśmy się w grudniu. Wszyscy chcieliśmy jechać, lecz tylko część z nas pojechała. Na około miesiąc przed podróżą do Londynu wszyscy robiliśmy sobie paszporty i dowody. Przed wyjazdem wszyscy rozmawialiśmy tylko o Londynie. Byliśmy ciekawi do jakiej trafimy rodziny. Oczywiście, nikt z nas, nie wiedział jak poradzi sobie z porozumieniem się z anglikami. Przygotowywaliśmy się do podróży przez cały czwartek (03.02.2011r.). Po długim pakowaniu wszyscy byliśmy gotowi do drogi. Nazajutrz zgromadziliśmy się przed szkołą. Długo czekaliśmy na autokar. Ale w końcu wyjechaliśmy o około 10.30. Cieszyliśmy się, że już jedziemy. Podróż była bardzo długa, bo jechaliśmy około 26 godzin. Nasz pobyt w Londynie trwał 4 dni, natomiast cała wycieczka 6 dni. Podejrzewam, że chyba wszyscy jesteśmy zadowoleni. Tylko szkoda, że nasz pobyt w Londynie był tak krótki. Ewa Boryń DZIEŃ WAGAROWICZA 2011
Nasze ŚWIĘTO!
Rzeź 'niewiniątek'?

Radość bije pod niebiosa, że już się zaczyna wiosna! Wszystkich myśl ta rozwesela iść do szkoły dziś nie trzeba. Dzisiaj gra jest w chowanego z nasza panią od polskiego. Która biega, jak szalona: "Gdzie się młodzież ta podziewa? Czy ich już nauka nudzi? Oj, nie wyjdą już na ludzi." Kto by dzisiaj się przejmował W szkole czas swój tak marnował. Dzisiaj śmiechu co niemiara, Nie jest straszna żadna kara. Tylko jedna myśl mnie smuci że do szkoły trzeba wrócić. <źródło Internet> Na pytanie „dlaczego nie byłeś w szkole”? Każdy uczeń bronił się przykazaniem boskim, aby dzień święty święcić. Rzeczywiście taki dzień jest raz w roku, dużo osób go świętuje, więc pokusa była silna. Jednak spójrzmy na sprawę obiektywnie. Kiedy uczeń udaje się na wagary, szkoła nie ponosi odpowiedzialności w razie jakiegoś wypadku. Wtedy winny pozostaje tylko uczeń. Jednak to nie przekonało uczniów. W takim razie, nauczyciele sięgnęli po silniejszą broń – TELEFON! Co może zrobić telefon? Niby nic, a jednak! Numer kontaktowy rodziców każdego ucznia jest zapisany w dzienniku, więc nasi szkolni wodzowie nie zawahali się ich użyć. Dzwoniąc na telefony domowych przywódców zazwyczaj byli zaskoczeni, że ich pociechy nie trafiły do szkoły. Zdarzało się, że po telefonie, frekwencja klasy znacznie rosła. Jednak postarajcie się postawić na naszym miejscu! Dzień taki zdarza się raz w roku! Tym bardziej, że rok temu ten dzień wypadł w niedziele! Rafał Wiśnioch FERIE
2 0 1 1
rok za rokiem...

Drugim najbardziej wyczekiwanym przez uczniów czasem tuż po wakacjach są oczywiście..........FERIE ZIMOWE!!! Każdy z nas zupełnie inaczej spędza te „zimowe wakacje”. Jedni wyjeżdżają w góry, drudzy wolą spędzić je w domu, jeszcze inni udają się na zimowiska. Wszyscy pragną je w pełni wykorzystać. Wielu zastanawia się, czy lepiej spędzić ferie aktywnie, a może troszeczkę poleniuchować? Sądzę, że każdy sam zadecyduje jak by chciał spędzić te dni. Osobiście bardziej utożsamiam się z tą drugą opcją, choć czasem lubię pojeździć na nartach. Wolę pospać do południa, zamiast wyruszać rano na krajoznawczą wycieczkę. Duża ilość osób wyjeżdża w ferie w góry. Fajnie jest podziwiać górską panoramę podczas zimy. Inni na przykład w tym czasie rozwijają się kulturowo. Jeżdżą do kina, chodzą do teatrów czy opery lub udają się na przeróżne koncerty. Moim zdaniem bardzo dobrym pomysłem na spędzanie ferii jest........Tak naprawdę jest wiele sposobów na spędzanie ferii, wystarczy tylko dobry pomysł i pozytywne nastawienie, które prawie

rok za rokiem...

nigdy nie opuszcza nas w czasie wolnych dni. Dobrze, ale to dopiero początek - przejdźmy do rzeczy. Tak naprawdę chciałam się dowiedzieć, gdzie inni wyjeżdżają. Po przeprowadzonym wywiadzie w naszej szkole, mogę stwierdzić, że prawie wszystkich ciągnie w górzyste tereny, niektórzy spędzają je w domu lub jeżdżą do kina. Bardzo fajnym popularnym, ciekawym i wciągającym pomysłem na super ferie są sporty zimowe takie jak: narciarstwo lub jazda na snowboardzie. Wielu uczniów udało się na tegoroczne ferie w góry i uprawiało właśnie te sporty. Co można robić w ferie? Jest to pytanie na które chciałabym wam odpowiedzieć i chyba w jakiejś części już to zrobiłam. Mimo, że już po feriach chciałam Wam podsunąć kilka pomysłów, które mogłyby Wam się przydać na następny rok. No cóż zostało mi tylko napisać na zakończenie, że niektórzy wolą spędzać ten zimowy czas aktywnie, a inni wolą leniuchować. Zaraz, zaraz, właśnie wpadło mi coś do głowy. Przecież nie musimy spędzać ferii tylko aktywnie lub tylko biernie. Sądzę, że powinniśmy podzielić sobie je na dwie części. To znaczy na część czynną i bierną. W czasie części czynnej możemy uprawiać sporty, a w części biernej odpoczywać, spać do południa i przygotować nasz organizm na dalszy czas nauki. Teraz możemy połączyć te dwie rzeczy razem i spędzić bardzo przyjemnie ten zimowy czas. Do Was należy decyzja co postanowicie zrobić w następnym roku. Mam nadzieję, że połączycie leniuchowanie z aktywnym wypoczynkiem. Życzę Wam udanych następnych ferii!!! Adrianna Klimek Agnieszka Kowalczyk
W tym miesiącu przeprowadziliśmy wywiad z Agnieszką Kowalczyk, uczennicą klasy Ib gimnazjum, która posiada talent plastyczny.
Talent SZKOLNY

O tym talencie wie jeszcze nie wiele osób w naszej szkole, dlatego zachęcamy do przeczytania. Redaktorki: Jak zaczęła się Twoja przygoda z malowaniem? Agnieszka: Już w klasach IIII brałam udział w małych konkursach plastycznych. R: Jakie masz osiągnięcia? A: I miejsce w wojewódzkim konkursie pt. „Prąd mój bezpieczny przyjaciel”, III miejsce w ogólnopolskim konkursie, pod tą samą nazwą, II miejsce w gminnym konkursie wielkanocnym, ostatnio zajęłam także II miejsce w szkolnym konkursie pt. „Ilustracja do książki Krzyżacy”. R: Które ze swoich osiągnięć najbardziej sobie cenisz? A: I miejsce w wojewódzkim konkursie pt. „Prąd mój bezpieczny przyjaciel”, III miejsce w ogólnopolskim konkursie, pod tą samą nazwą i właśnie wtedy udzieliłam pierwszego wywiadu do telewizji regionalnej. R: Co wtedy namalowałaś? A: Namalowałam wiatrak na tle pejzażu. R: Jakie były Twoje pierwsze osiągnięcia? A: Był to m.in. o zdrowym stylu życia. Zajęłam w nim I miejsce. Namalowałam wtedy szczęśliwą rodzinę. R: A jeśli mowa o rodzinie, to po kim odziedziczyłaś ten talent? A: Zdecydowanie po mamie. Lecz uważam, iż jeszcze większy talent plastyczny, posiada moja starsza siostra Ewa. R: Kto zachęcił cię do malowania? A: Na początku sama malowałam, a potem Pani w szkole przez koło plastyczne. R: Co malujesz najczęściej? A: Lubię malować abstrakcje, a czasem pejzaże. R: Jakiej techniki używasz najczęściej? A: Używam wielu technik, jednak moją ulubioną są pastele. Lubię też szkicować. R: Ile czasu przeciętnie zajmuje ci namalowanie jednej pracy? A: Tak naprawdę zajmuje mi to około kilku godzin z poprawkami. Lecz im więcej czasu na to poświęcę tym praca wychodzi bardziej efektowna. R: Co Cię inspiruje? A: Natura. R: A co z pomysłami, skąd je czerpiesz? A: Z mojej bujnej wyobraźni, a kiedy już brakuje mi pomysłów, pomaga mi starsza siostra. R: Czy prócz malowania posiadasz jeszcze jakieś talenty? A: Być może, lecz na razie pozostają one ukryteJ. R: Dziękujemy i życzymy dalszych sukcesów. A: Ja również dziękuję. Aniela Zabielska Weronika Kuna