Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












SPIS TREŚCI: Dzień w krawacie: str. 4-7 Trudne sprawy z ocenami: str. 8-9 PIernikomania: str. 10-13 Ciekawa powieść czy pomiot szatana? str. 14-15 Trzecie oko w szkole: str. 16 Miało być bezpieczniej: str. 17-19 Ruch na Kościuszki: str. 20 Młodzi bohaterowie: str. 21-22 XX Finał WOŚP str. 23-24 Mój nowy dom: str. 25-26 Przedszkole: str. 27 Skład redakcji: opiekun redakcji: mgr Beata Zabielska redanktor naczelny: Aniela Zabielska zastepca redaktora naczelnego: Weronika Kuna grafik: Joanna Zabielska dziennikarze: Emilia Figacz, Wioletta Wawer, Martyna Kazimierak, Agnieszka Kowalczyk, Natalia Kowalska, Ola Karasińska, Aneta Szostek, Weronika Mądra



Dzień w krawacie
"30% uczniów i nauczycieli zamiast na szyi, miało swoje piękne ozdoby w torbach i plecakach!"
Z życia szkoły

Dawno, dawno temu, 12 stycznia 2012 roku, na korytarzach naszej szkoły tak jak i każdego innego dnia, można było zobaczyć uczniów i nauczycieli. Nie wyglądali oni jednak typowo! Dlaczego? Każdy z nich miał na sobie KRAWAT! Krawaty te były w paski, groszki lub przedstawiały różne ciekawe ilustracje i sytuacje. Pomimo iż na korytarzach naszej szkoły można było tego dnia spotkać wielu krawaciarzy, to kiedy nasi dziennikarze chodzili po klasach, by policzyć osoby w krawatach, okazało się że 30% uczniów i nauczycieli zamiast na szyi, miało swoje piękne ozdoby w torbach i plecakach! Wychowawczyni klasy III b Szkoły Podstawowej- Pani Ewa Figacz- wpadła na wprost genialny pomysł. Z niewiadomych przyczyn właśnie ta klasa nie została poinformowana o zabawie. Oczywistym następstwem było to, że uczniowie tej klasy nie przynieśli krawatów. Pani Ewa wymyśliła, że ci uczniowie będą mieli na sobie krawaty z krepiny. Tym właśnie sposobem niedoinformowani trzecioklasiści wykonali je samodzielnie. A oto informacja dotycząca tego, ile osób miało krawaty: 0a - 68% 0c - 40% Ia - 75% Ib - 76% Ic - 94% IIa - 100% IIb - 83% IIIa - 67% IIIb - 100% IVa - 78% IVb - 88% IVc - 64% Va - 73% Vb - 96% VIa - 70% VIb - 44% VIc – brak danych Ia gim - 61% Ib gim - 63% Ic gim - 50%

Z życia szkoły

Id gim - 60% IIa gim - 55% IIb gim - 61% IIc gim - 63% IIIa gim - 40% IIIb gim - 48% IIIc gim - 50% Zgodnie z naszymi informacjami, w gimnazjum najwięcej krawatów miała klasa Ib i IIc. W podstawówce - klasa IIIb i IIa. Zwycięskim klasom gratulujemy! Pozostałym życzymy powodzenia podczas następnej zabawy. Aniela Zabielska Wioletta Wawer Zdjęcia: Martyna Kazimierak (Serdecznie dziękujemy za udostępnienie ich!)

Z życia szkoły



Z życia szkoły

Trudne sprawy z ocenami
"...każda ocena ma swoją wagę, wartość, np. ocena za pracę klasową „mnożona” jest razy cztery, zaś ocena za aktywność razy dwa..."
Szkolne kłopoty

Przed feriami rozpoczęła się gorączka wystawiania ocen. Każdy chciał mieć jak najlepszy stopień za miniony semestr. Jedni uczniowie liczą wtedy na litość nauczycieli... Drudzy na to, że ocenę uda się jakoś naciągnąć. A jeszcze inni na to, iż dostaną „kredyt zaufania”. To ostatnie pojęcie polega na tym, że nauczyciel na półrocze wystawia pozytywną dla ucznia ocenę. W zamian za to uczeń ręczy, że na koniec roku nie trzeba mu będzie podciągać stopnia, gdyż uczeń sam na niego zapracuje. Postanowiliśmy sprawdzić, co o tym jakże kontrowersyjnym zjawisku mówią nauczyciele naszej szkoły. Zapytaliśmy więc o to Panią Martę Bieńko, która uczy u nas j. angielskiego, a także Pana Tomasza Wichę - nauczyciela WF. Redakcja: Dzień dobry. P.T. Wicha: Dzień dobry. P.M. Bieńko: Dzień dobry. Redakcja: Czy lubi Pani/Pan czas wystawiania ocen? P.M. Bieńko: Myślę, że żaden nauczyciel tego nie lubi :). Mimo, że skala ocen jest określona to i tak ocena ocenie jest NIE równa. Np. jeśli ktoś się poprawia z jedynki na dwójkę, a ktoś inny przez cały semestr zdobywał dwójki i włożył „jakiś” nakład pracy, to dlaczego ma taki sam stopień, jak ktoś kto obudził się w ostatniej chwili i udało mu się poprawić?! Ocena nigdy nie przedstawia rzeczywistego nakładu pracy, a co najważniejsze wiedzy, która zostaje w głowie i być może kiedyś w przyszłości będzie potrzebna. Ale uczniowie rzadko myślą w ten sposób, ponieważ dla nich liczy się tu i teraz :(. Ocenianie to strasznie subiektywna sprawa, bo to co dla mnie wydaje się dobre, dla kogoś innego może być dostateczne. Ja wystawiając ocenę zawsze mam dylemat, czy uczeń „zasłużył” lub też czy „nie został skrzywdzony” przez ocenę którą stawiam. P.T. Wicha: Jest to dla mnie nowe doświadczenie, ponieważ jak wiesz, pracuję pierwszy rok jako nauczyciel. Generalnie, przeżywam ten czas z uczuciem swoistego stresu szczególnie, kiedy mam postawić słaba ocenę semestralną. Czasem zdarza się, że uczniowie nie zgadzają się z moją propozycją oceny, więc muszę wtedy prowadzić z nimi rozmowy na temat ich postawy na lekcjach w

Szkolne kłopoty

odniesieniu do założeń i wymagań postawionych na początku roku szkolnego. Kiedy mam do czynienie z dobrymi, zaangażowanymi w lekcje uczniami (lub uczennicami) i wiem, że potrafią oni krytycznie podejść do siebie samego, wystawianie ocen jest przyjemnością. Redakcja: Czy uważa Pan, iż wystawianie ocen semestralnych jest potrzebne? Czy oceny te raczej motywują uczniów, czy też ich zniechęcają? P.T. Wicha: Oczywiście, uważam, że wystawianie ocen jest potrzebne. Jest ono potrzebne przede wszystkim uczniom, nie zaś, jak sądzi większość dzieci i młodzieży, nauczycielom. Ocena nauczyciela (czyli osoby odpowiednio przygotowanej do wspomagania procesu kształcenia i wychowania młodych ludzi) jest dla ucznia informacją, w jakim punkcie się znajduje, jakie postępy zrobił, a ile ma jeszcze do zrobienia. Z założenia każda ocena powinna motywować do działania, ale czy tak jest należałoby zapytać uczniów. Redakcja: Jakich ocen wystawiła Pani najwięcej? P.M. Bieńko: Uważam, że najwięcej postawiłam trójek, ale nie prowadzę żadnej szczegółowej analizy więc to tylko moja pierwsza myśl, która wzięła się z faktu, że mam aż cztery klasy początkujące na sześć. Redakcja: Z którymi uczniami jest większy problem? Czy z tymi którzy starają się o dwójkę lub trójkę, czy też z tymi, którzy chcieliby mieć wyższe oceny? P.T. Wicha: Oczywiście z uczniami, którym nie zależy na wysokiej ocenie i się o nią nie starają problemu nie ma. Są świadomi swoich braków lub zaniedbań i przyjmują ocenę nauczyciela bez większych emocji. Uczniowie, którzy zasługują na wysoką ocenę i ją otrzymują, też są bezproblemowi. Najwięcej trudności pojawia się w sytuacji, kiedy uczeń ma zbyt wysokie mniemanie o swoich zasługach lub kiedy uczeń uważa, że wysoka ocena z danego przedmiotu należy mu się „z marszu”. Tacy uczniowie zazwyczaj albo w ogóle się nie starają licząc na piątkę lub nawet szóstkę, albo wykazują wysoką aktywność, lecz niekoniecznie w zadaniach podanych przez nauczyciela lub przynajmniej zgodnych z potrzebami lekcji. Redakcja: Czy ma Pani/Pan pomysł na reformę systemu wystawiania ocen? P.M. Bieńko: Żadna reforma nie zadowoli wszystkich. Zawsze znajdzie się ktoś kto ma odmienne zdanie i tak samo jest z wystawianiem ocen czy to bieżących, czy też semestralnych. Mi osobiście bardzo odpowiada system „ocen ważonych” czyli każda ocena ma swoją wagę, wartość (np. ocena za pracę klasową „mnożona” jest razy cztery, zaś ocena za aktywność razy dwa) ale obawiam się, że uczniom trudno by to było zaakceptować, bo dla nich liczy się wartość oceny, a za co ją otrzymali jest już nieistotne:)! P.T. Wicha: Tak jak powiedziałem, ocenianie jest potrzebne, bo bez niego nie byłoby postępu. Czy będzie to ocena w postaci cyfry, czy litery, czy ocena opisowa nie ma moim zdaniem znaczenia, bo i tak musi się ona odnosić do jakichś wytycznych i informować ucznia o jego postępach w nauce z danego przedmiotu na tle rówieśników. Współcześnie mówi się o procesie nauczania – uczenia się przez doświadczenie, dlatego moim zdaniem na ocenę ucznia największy wpływ powinna mieć jego aktywność na lekcjach i poza lekcjami z zakresu danego przedmiotu, a także jego umiejętność samodzielnego radzenia sobie w sytuacjach problemowych, jak również umiejętność pracy w grupie. Redakcja: Dziękuję za wywiad. Aniela Zabielska Piernikomania
"Jeszcze przez chwilę na niego [piernika] patrzysz, gdyż zauroczył Cię swoim wyglądem i lukrową polewą. "
Szkolne perypetie

W dniach 19-22 grudnia 2011 roku, uczniowie naszej szkoły mieli możliwość zobaczenia ozdób choinkowych wykonanych w ramach gimnazjalnego projektu edukacyjnego przez uczennice z klasy IIb gim. Tajne przygotowania ruszyły już 16 grudnia, gdy wszyscy uczniowie opuścili szkołę. Wtedy pięć dziewczyn, z panią Zofią Madejską na czele, rozpoczęło żmudne i jakże męczące przygotowania. Po kilku godzinach był już widoczny efekt. Gdy w poniedziałek rano uczniowie po wyczerpującym weekendzie przybyli do szkoły, ukazał się im widok żywej choinki przystrojonej ozdobami. Choinkowy zapach roznosił się po korytarzach szkoły! Lecz nie drzewko wzbudziło największe zainteresowanie - pierniki kusiły wszystkich nie tylko swoim wyglądem, ale także aromatycznym zapachem. Pewnie nie jeden z was przechodząc obok choinki z piernikami, czuł jak żołądek mu się skręca, a kiszki marsza grają, ale powstrzymywał się myślą, że jeśli spróbuje tego zakazanego owocu, przepadną wszelkie nadzieje na wzorowe zachowanie na koniec semestru. Każdy odchodził wtedy ze łzami w oczach i ze świadomością, że żeby zaspokoić ten „mały głód’’ musi się udać do szkolnego sklepiku, przy którym swoje trzeba odstać, gdyż kolejki nie należą do najkrótszych. Niektórzy już dawno pozostawili za sobą nadzieje na wzorowe zachowanie, być może dlatego, że i tak już sięga niewiele ponad poprawne. To właśnie oni próbowali skosztować nieziemskich pierników, co nie było takie łatwe. Na każdym kroku czaił się nauczyciel lub biegały krzyczące dzieci, które nie są zaliczane do najłatwiejszych przeszkód. By skosztować tego przysmaku trzeba się było sporo natrudzić. Szczególną role odgrywało przygotowanie psychiczne i skonstruowanie planu działania. Najpierw należało niewinnie przechodzić koło zdobyczy, około 10 razy, by upatrzeć tego upragnionego piernika, na którym przez jakieś 15 minut będzie się skupiała cała Twoja uwaga. Następnie za pomocą swojego osobistego intelektu trzeba było określić pole widzenia nauczyciela, ilość dzieci biegających na danej przerwie oraz (co bardzo ważne i niezbędne by operacja się powiodła!) sprawdzić pogodę za oknem, która odgrywa główną role w przygotowaniu psychicznym. Po zebraniu tych wszystkich wiadomości, pozostawał już tylko wybór przerwy i strony od której warto zaatakować, a to prawdopodobnie była jedna z najważniejszych decyzji w życiu! Należało się więc nad nimi bardzo długo zastanawiać, by podjąć tę właściwą, najodpowiedniejszą i najkorzystniejszą w danym momencie. Już wszystko ustalone, adrenalina rośnie, emocje sięgają zenitu! Wyruszasz by odnieść zwycięstwo, by zdobyć swoją zdobycz i ciągle masz tą świadomość, że jesteś jednym z najodważniejszych uczniów naszej szkoły! Mijasz pierwszego nauczyciela i już tak niewiele dzieli Cię od piernika... Ale akurat w tej chwili biegnie na Ciebie rozwścieczone i hałaśliwe stado małych dzieci. Lekko zirytowany, ale nadal bardzo zmotywowany, omijasz je, co bez wątpienia przypomina

Szkolne perypetie

scenę z Matrixa i gdyby Twój nauczyciel od wychowania fizycznego to widział, zapewne bez żadnego zastanowienia postawił Ci ocenę celującą na koniec roku. Dzieci są już za Tobą, teraz musisz pokonać jakże wysokie schody, co również jest nie lada wyzwaniem. Zmęczony i z uczuciem jakbyś wspiął się na Mount Everest, jesteś już prawie u celu i co bardzo ważne, widzisz choinkę i Twojego wymarzonego piernika! To jeszcze bardziej motywuje Cię, by iść naprzód! Dostrzegasz drugiego nauczyciela, którego groźne spojrzenie lekko Cię rozprasza. Nagle przechodzi Ci przez głowę myśl, że przydałaby się peleryna - niewidka Harrego Pottera. Niestety nie możesz wysłać smsa ani nawet zadzwonić, gdyż swoje ostatnie grosze wydałeś na pisanie z sympatią. Wzdychasz i idziesz dalej z nadzieją, że Twoja ostatnia aktywność na gimnastyce nie poszła na marne. Zatem zwinny jak kot i przebiegły jak lis, stawiasz subtelnie kroki, przypominając tym samym baletnicę z Jeziora Łabędziego. Nagle nauczyciel kieruje wzrok na kłócące się dzieci! Teraz nadszedł ten moment, życiowa szansa! Bez zastanowienia robisz przewrót w przód, następnie salto i już jesteś przy choince. Wyciągasz rękę, by chwycić piernika i nagle niezbyt miła niespodzianka! Piernik nie wisi beztrosko na gałązce, lecz jest do niej przywiązany. Kolejne sekundy tracisz na rozwiązywanie, a raczej szarpanie sznureczka. Stało się, trzymasz go w dłoni! Jeszcze przez chwilę na niego patrzysz, gdyż zauroczył Cię swoim wyglądem i lukrową polewą. Nagle wracasz do rzeczywistości, rozglądasz się czy nikt Cię nie zauważył, chowasz piernika do kieszeni i odchodzisz jak gdyby nigdy nic. Gdy już jesteś w spokojnym miejscu, z dala od nauczycieli i innych niepowołanych osób, wyciągasz go by nacieszyć się jego widokiem... Trzeba przyznać, że jedynie widokiem, gdyż nie mógłbyś go przecież tak szybko zjeść. Pozwalasz sobie jedynie na malutki kawałeczek, którym delektujesz się przez około 5 minut. Twoją degustację przerywa trzeszczący dźwięk dzwonka. Zadowolony, jakbyś był w siódmym niebie, zmierzasz ku klasie i już do końca lekcji myślisz tylko o pierniku, nie słuchając przy tym jak pani tłumaczy obliczenia stechiometryczne, nie wiesz też jak należy odczytywać krzywe rozpuszczalności. Nie jesteś jedynym, który dostąpił takiej rozkoszy jakim jest spożycie piernika i zatracił się w myśleniu o niebieskich migdałach... Tym samym nie słuchając, co tłumaczy nauczyciel - skutki tego zobaczysz na kartkówce. Ale czymże jest jedna jedynka przy takiej rozkoszy? Na koniec można dodać, że wszystkie pierniki poznikały z choinki przez dwa dni. Mamy nadzieje, że Wam smakowały i ich degustacja była dla was cudownych przeżyciem! Zachęcamy do zrobienia samemu tak nieziemskich pierników, jakie można było ujrzeć na choince przez te dwa dni. Agnieszka Kowalczyk "...wszystkie pierniki poznikały z choinki przez dwa dni. Mamy nadzieje, że Wam smakowały i ich degustacja była dla was cudownych przeżyciem! "

Szkolne perypetie Szkolne perypetie

Ciekawa powieść, czy pomiot szatana?

Recenzja

Już od dobrych kilku lat wiele słyszy się o serii książek i filmów, których głównym bohaterem jest niejaki Harry Potter wraz ze swoimi przyjaciółmi, kolegami, wrogami i nauczycielami ze świata czarów. Harry to postać, która w świecie „mugoli” nie jest znana nikomu, ale w równoległym świecie czarów jego osoba owiana jest legendą. Mówiono o nim „chłopiec, który przeżył”. Harry jako małe dziecko stracił rodzicówczarodziei. Zabił ich sam Lord Voldemort, którego imię wywołuje ogólny strach i przerażenie wśród czarownic i czarodziei. Chłopcu po tym zdarzeniu została jedynie blizna w kształcie błyskawicy na czole. Od czasu kiedy został osierocony, wychowywał się w rodzinie siostry swojej matki, która go nienawidziła. Kiedy skończył jedenaście lat, sowią pocztą przyszedł do niego list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, do której miał uczęszczać i w której zaczęła się jego przygoda. Właśnie w szkole znalazł prawdziwych przyjaciół, którymi byli między innymi Ron, Hermiona, Neville, Ginny i Luna, a miłości rodzinnej zaznał tylko w rodzinie Rona, gdzie traktowano go jak członka rodziny. Cykl o Harrym Potterze w krótkim czasie znalazł wielu zwolenników nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale również między dorosłymi. Autorka stała się sławna. Po wejściu filmów o przygodach Harry’ego na ekrany kinowe, aktorzy wcielający się w główne role zdobyli popularność i podejrzewam, iż zawsze będą kojarzeni tylko z rolą w serii o Harrym Potterze. Jednak ta właśnie opowieść doprowadziła także do wielu kłótni i sporów. Wielu katolików i księży uważa, że cała seria

Recenzja

o czarodziejstwie powinna być zakazana i że grzechem jest czytanie jej lub oglądanie. Owszem, nie jest dobrze jeśli ktoś po przeczytaniu przygód Harry’ego pomyśli, że wszystko miało miejsce w rzeczywistości i zacznie czekać na swój „list z Hogwartu”. Lecz jeśli ktoś po skończeniu lektury uzna „Doprawdy ciekawa i zaskakująca powieść!” i odłoży książkę na półkę (tak robi znaczna większość osób), przypuszczam że nic groźnego mu się nie stanie. Autorka opisując losy nastoletniego czarodzieja ukazuje wiele ważnych dla wszystkich wartości jakimi są : przyjaźń, miłość, wzajemna pomoc i zaufanie, nieskazywanie osób które nas nienawidzą na pewną śmierć i wiele innych. Dlaczego ludzie uważają, że są to książki satanistyczne? Głównie dlatego, iż występują w nich czary. Ale zastanówmy się raz jeszcze. Przecież magia i eliksiry pojawiają się prawie we wszystkich bajkach dla dzieci. Przykładem są choćby „Kopciuszek” i „Królewna Śnieżka”. Takim książeczkom nikt nie nada miana „pomiotu szatana”. Smutne jest również to, że najczęściej mówią tak osoby, które nawet nie miały w rękach książki o Harrym Potterze. Przeprowadziłam ankietę, z której wynika iż w naszej szkole aż 80% uczniów uważa, że Harry Potter nie ma nic wspólnego z szatanem, 15% myśli iż jednak tak, a 5% nie ma zdania. Ankieta została przeprowadzona także wśród nauczycieli. 50% odpowiedziało twierdząco na pytanie „Czy Harry Potter jest satanistyczny?”, 10% odpowiedziało „Nie” , a 40% nie ma opinii na ten temat. Ja jednak po analizie treści wszystkich książek mogę powiedzieć, że powinno się stawiać za wzór przykład przyjaźni, jaką darzyli się Harry, Ronald i Hermiona i wiele innych ich mądrych zachowań. Książki te również bardzo rozwijają wyobraźnię. Pierwsza część serii, „Harry Potter i kamień filozoficzny”, jest nawet lekturą w szkole podstawowej, a przecież lektury szkolne zawsze mają na celu nauczenie czegoś wartościowego i wpojenie jakichś pozytywnych wartości i odczuć. Myślę, że zarzucanie tak wartościowym powieściom satanistycznych treści nie jest właściwe, szczególnie przez osoby, które ich nie czytały. Na koniec mogę dodać, że gdy ja czytałam wszystkie części serii byłam poruszona i zaskoczona tak wielka wyobraźnią autorki, bo to ona przecież stworzyła w swojej głowie wszystkich czarodziei i cały ten magiczny świat. Osobiście bardzo zachęcam do przeczytania wszystkich książek i zastanowienia się, zanim negatywnie osądzimy czyjąś twórczość. Weronika Mądra "Osobiście bardzo zachęcam do przeczytania wszystkich książek i zastanowienia się, zanim negatywnie osądzimy czyjąś twórczość." Trzecie oko w szkole
"...kamery zapewniają bezpieczeństwo uczniom, a także pracownikom szkoły..."
Co się dzieje za murami szkoły?

Zastanawialiście się pewnie, skąd się wziął ten dziwny pył w naszej szkole... Otóż nasza redakcja znalazła rozwiązanie tej tajemniczej sprawy. Przyczyną całego zamieszania okazało się zainstalowanie nowych, „niby” niewinnych kamer. Założono je prawie wszędzie, gdzie tylko to było możliwe - nawet w miejscach gdzie nie powinny się one znaleźć. Kamery w szatniach – owszem! Ale w łazienkach...? Naliczyłyśmy ich około 13, a to całkiem sporo. Tak naprawdę to nasz artykuł powinien nosić nazwę „Trzynaste oko w szkole”, no ale nie można było wszystkiego zdradzać już w samym tytule :). Coraz więcej szkół w Polsce zamierza zainstalować kamery lub już to zrobiło, tak więc nasza szkoła nie jest wyjątkiem. Uczniowie nie są z tego faktu zadowoleni, szczególnie z wyboru miejsc w których są one zakładane, np.: w przebieralniach szkolnych i w toaletach. Jednak nauczyciele i niektórzy uczniowie cieszą się z zainstalowania nowych kamer, ponieważ są dobre i złe strony założenia w szkole monitoringu. POZYTYWY: · kamery zapewniają bezpieczeństwo uczniom, a także pracownikom szkoły, · dzięki nim można zapobiegać: kradzieżom w szatniach, przemocy wśród uczniów na szkolnych korytarzach, zastraszaniu, dewastacji mienia szkolnego, wejściu niepożądanych osób na teren szkoły. NEGATYWY: · brak prywatności, · uczniowie czują się jak w więzieniu, · jest to krępujące, · nie można zachować się spontanicznie, · szkoła stała się miejscem stałego dozoru. Trzeba to przyznać - świadomość, że jest się nieustannie obserwowanym, może być paraliżująca dla uczniów. Trudno pozwolić sobie na żart, czy chwile szaleństwa na szkolnym korytarzu. Pojawia się też pytanie: po co nauczyciele stoją na dyżurach? Przecież to oni powinni przecież pilnować porządku, a nie kamera. Wynika więc z tego, że nie jest to już konieczne. A jak kamera wpływa na poczucie bezkarności? Wcale! To nie kamery dyscyplinują uczniów, tylko dom i szkoła. W końcu - szkoła to nie więzienie, a dyrektor to nie strażnik. Weronika Kuna Aneta Szostek "Coraz więcej szkół w Polsce zamierza zainstalować kamery lub już to zrobiło, tak więc nasza szkoła nie jest wyjątkiem."



Ruch na Kościuszki – zakaz zatrzymywania i postoju!

Sprawy Społeczne

7.00 - wstajesz. Z jednym okiem jeszcze zamkniętym bierzesz się szybko za poranną toaletę. 7.30 - jesz w „pośpiechu” śniadanie. Ubierasz się. Potem buty, kurtka i …o NIE! Już 7.50! „Mamooo! Podwieź mnie do szkoły!” Zazwyczaj rodzice wysadzają swoje pociechy przed szkołą lub po drugiej stronie ulicy. Jednak teraz mają dosyć utrudnione zadanie. Od niedawna, na głównej ulicy Sobolewa pojawił się znak zakazujący zatrzymywania się po obydwu stronach Kościuszki. Na obecną chwilę, kiedy przyjeżdżamy do szkoły, tracimy około 3 minut na zaparkowanie. Jednym z licznych skutków wprowadzenia zakazu jest większa ilość spóźnień. Na dobrą sprawę, wtedy gdy nie stoi policja można by zatrzymywać się szybko, wysiadać i odjeżdżać. Możemy wtedy mieć 50% pewności, że nie zostaniemy odnotowani przez sobolewskich funkcjonariuszy. Jednak życie nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać! Od niedawna nasza „ukochana” policja jeździ jak nakręcona i wystawia trzy razy więcej mandatów niż miesiąc temu. Dlatego od niedawna jedyną możliwością jest parkowanie albo na zajeździe, albo na bardzo zatłoczonej ulicy O. Błachni. Osoby, które nie mają ochoty na zbyt wiele manewrów w naszym jakże zatłoczonym miasteczku, powinny zdecydować się na dotarcie do szkoły NA PECHOTKĘ! Aniela Zabielska Miało być bezpieczniej
„Może bywa to czasami niebezpieczne, ale w zabawie każdy lubi odrobinę adrenaliny”
Szkolne perypetie

Wielu uczniów naszej szkoły uwielbia zjeżdżać z podjazdów znajdujących się na korytarzach naszej szkoły. Taki zjazd sprawia radość i jest powodem do wielu wspaniałych zabaw i fascynujących zakładów. „Może bywa to czasami niebezpieczne, ale w zabawie każdy lubi odrobinę adrenaliny” – mówi Michalina Zabielska, uczennica klasy VIa. „Nauczyciele, którzy zabraniają nam tych wyczynów, nie zdają sobie sprawy, jaką przyjemność to sprawia”- mówi inny uczeń naszej szkoły. Jednak w listopadzie ubiegłego roku cierpliwość dorosłych się skończyła! Pewnego mrocznego poniedziałku, uczniowie przekonali się na własnej skórze, co znaczy blokada ukochanych przez nich zjazdów. Kiedy tylko przyszliśmy do szkoły, ujrzeliśmy na jednej z ulubionych szkolnych zabawek, bardzo silnie przymocowane paski bezpieczeństwa, które hamują zjazd! Jeszcze tego dnia praktycznie każdy zobaczył, jak to, co miało służyć naszemu bezpieczeństwu, zagraża naszemu życiu. „Idę sobie na przerwie, z przyzwyczajenia wchodzę na podjazd i próbuję zjechać. Po pierwszych 15 cm zatrzymuje mnie „wróg”. Moje nogi zostają na podjeździe, a reszta ciała przechyla się w dół. Taką historię mógł opowiedzieć średnio co trzeci uczeń naszej szkoły. W tym miejscu, każda historia kończy się indywidualnie: jedni biegną z powodu swojego rozpędu do końca korytarza, zaś inni z impetem uderzają w ziemię. Jednak w każdym z tych przypadków, historia każdego ucznia kończy się negatywnymi odczuciami. Ryzyko upadku zwiększa się o wiele bardziej w czasie przerw obiadowych. Jest wtedy dużo niebezpieczniej, gdyż w tych godzinach około 80% szkoły zmierza ku stołówce. Wtedy każdy chce być pierwszy. Wszyscy nie bacząc na nic, np. czy to schody czy podjazd, podążają w jednym kierunku. Dowiedzieliśmy się jednak, iż te nieszczęsne paski to nie sprawka naszych nauczycieli czy Pana Dyrektora, ale bezlitosnego SANEPIDu. To właśnie ta instytucja, która próbuje dbać o nasze bezpieczeństwo nakazała przymocować te „hamulce”. Nie bądźmy jednak pesymistami. W duchu każdy uczeń marzy - „Może pewnego dnia te pechowe pasy „bezpieczeństwa” zetrą się i powrócą nasze beztroskie dni zabawy na podjazdach!”. Wioletta Wawer Aniela Zabielska „Nauczyciele, którzy zabraniają nam tych wyczynów, nie zdają sobie sprawy, jaką przyjemność to sprawia”

Szkolne perypetie Szkolne perypetie

XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
8 stycznia tego roku odbył się XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Sobolew brał udział w tej akcji już 12 raz.
Wieści z Sobolewa

Organizatorem imprezy był jak co roku Pan Krzysztof Szostak. Zbiórka pieniędzy tradycyjnie rozpoczęła się o godz. 8 i trwała prawie do 20. W Sobolewie do puszek trafiło łącznie ponad 13 tys. zł! Na ten dzień zostało przygotowane wiele atrakcji. Już od godz. 9.00 w hali sportowej trwał II Otwarty Turniej Piłki Nożnej. Dochód z turnieju, tj. 1790 zł, organizator Pan Andrzej Goliszewski przekazał do sztabu. O godz. 15.30 odbył się koncert rockowej grupy S.T.A.L.K.E.R. Ta atrakcja przyciągnęła dużą ilość młodzieży spoza Sobolewa. Dużym zainteresowaniem cieszył się występ zespołu ATEST, gdzie można było bawić się już przy nieco lżejszej muzyce. Tradycyjnie podczas zabawy w sali widowiskowej zorganizowany został poczęstunek dla uczestników, w postaci pączków, kawy, herbaty oraz batoników które zostały ofiarowane przez miejscową firmę SANTE. W tym roku nie mogło również zabraknąć licytacji gadżetów WOŚP. Wylicytować można było koszulkę, kubek, kalendarz, plakaty, płyty i apteczkę samochodową. Na konto sobolewskiego sztabu trafiło dzięki temu 840 zł. O godz. 20.00 nad naszymi głowami rozbłysło światełko do nieba, które zakończyło XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Warto przypomnieć, że pieniądze zebrane podczas XX finału zostały przeznaczone na zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków, a także pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych, które cierpią na cukrzycę. Dominika Nowak Klara Szlendak

Wieści z Sobolewa

Młodzi bohaterowie

Prace uczniów klasy Id gim.

To był jeden z tych sennych, jesiennych dni, kiedy nie wiadomo co ze sobą zrobić. Siedziałem w swoim pokoju, bezmyślnie wpatrując się w monitor komputera. Gdyby nie to, że nagle zabrakło prądu, spędziłbym w ten sposób pewnie jeszcze kilka godzin. A tak, w gruncie rzeczy zadowolony z takiego obrotu sprawy, zmusiłem się do wyjścia z domu. Postanowiłem pójść do pobliskiego parku. Kiedy szedłem drogą, nieoczekiwanie zjawiła się przy mnie Luiza- dziewczyna z mojej klasy. Wyglądała ślicznie. Ubrana w brązowy płaszczyk, berecik i botki przez chwilę przyglądała mi się swymi piwnymi oczami, marszcząc piegowaty nosek. Spod nakrycia głowy wysunęło się kilka kosmyków rudych włosów, niesfornie opadających na alabastrowe czoło. - Cześć, Tomku!- zawołała, a jej czerwone usta śmiały się do mnie. - Witaj, Luizo. Cóż za miłe spotkanie, czyż nie? - O, tak. Bardzo się cieszę, że cię widzę. Posłuchaj, mam problem z tym zadaniem z matematyki. Przypuszczam, iż tobie ono lepiej poszło, więc zwróciłam się do ciebie o pomoc. - Owszem, już je zrobiłem, ale chyba nie chcesz, abym tłumaczył je tu, na drodze? Może pójdziemy do mnie? - Dziękuję- rozpromieniła się Luiza- a może pospacerujemy chwilę po parku? Lubię z tobą gawędzić...- wyznała, a jej policzki pokryły się różową łuną. Zgodziłem się bez wahania, a słowa koleżanki podziałały jak miód na moje serce. Ona chyba o tym nie wiedziała, ale tak naprawdę ja od dawna byłem w niej zakochany. Tak więc, po chwili ruszyliśmy przed siebie, rozmawiając. Miło nam się

Prace uczniów klasy Id gim.

chodziło, było bardzo sympatycznie. Nie chciałem przerywać spaceru tylko po to, aby odrobić zadania z matematyki, choć wizja odrabiania ich wraz z Luizą, rozjaśniała całą te scenerię w mojej głowie. Przysiedliśmy na ławce. Była to zwykła, niebieska, pomazana przez wandali ławeczka. Na sąsiedniej siedział starszy pan, który nie wyglądał najlepiej. Trzymał się ręką za lewą część klatki piersiowej i dziwnie oddychał. Zaniepokoiliśmy się tym widokiem, ale nie braliśmy tego do siebie, ponieważ przy mężczyźnie stała damska torebka, więc ten pan musiał nieopodal mieć towarzyszkę. Zajęliśmy się sobą, nie myśleliśmy już o tym, w gruncie rzeczy zupełnie obcym obywatelu. Nagle mężczyzna spadł z ławki i leżał bez ruchu. Podbiegła do niego starsza pani, która była przerażoną właścicielką torebki. Klęknęła przy mężu i płacząc, rozpaczliwie wołała o pomoc. Razem z Luizą, niewiele się zastanawiając, znaleźliśmy się obok staruszków. Ja natychmiast zadzwoniłem po pogotowie, a Luiza w tym czasie wypytała, jak się okazało: panią Kowalczyk o dane jej męża. Karetka pojawiła się po pięciu minutach. Państwo Kowalczykowie pojechali do szpitala, a my poszliśmy do mojego domu. Oczywiście nawet nie otworzyliśmy książek, bo byliśmy tak przejęci tamtym wydarzeniem. Luiza wcześniej dała pani Kowalczyk swój numer telefonu, aby zadzwoniła, jeśli będzie już coś wiadomo o jej małżonku. Staruszka dała znać po dwóch godzinach. Oznajmiła nam, że panu Stanisławowi nic nie grozi. Miał lekki stan przed zawałowy, ale dzięki szybkiej interwencji lekarzy, obecnie nie zagraża mu już niebezpieczeństwo. Za kilka dni pan Kowalczyk wróci do domu i małżonkowie zapraszają mnie i Luizę do siebie na herbatę i ciasteczka. Na koniec rozmowy pani Janina podziękowała nam bardzo miłym, szczęśliwym głosem. Wygląda na to, że naprawdę uratowaliśmy życie panu Stanisławowi. Weronika Mądra Mój nowy dom

Prace uczniów klasy Id gim.

„Kochana Joasiu! Czekamy tu na Ciebie niecierpliwie. Wszystko jest już przygotowana na Twój przyjazd. Pokój świeżo pomalowany, meble ustawione tak, jak lubisz... O pogodę nie musisz się martwić- ostatnio słońce przypieka tak, że nawet woda w strumyku się nagrzała...” Gdy tylko to przeczytałam, uśmiechnęłam się najszerzej, jak tylko potrafiłam. „Kochana ciocia Ula”- pomyślałam. Zawsze troszczy się o wszystkich oprócz siebie. Przynajmniej tak twierdzi wujek Jacek. Często się ze sobą droczą, ale w głębi duszy bardzo się kochają. Jutro przyjadą po mnie i zabiorą do siebie na całe dwa tygodnie! Jestem taka szczęśliwa! Za kilka miesięcy będę ich córką- z prawnego punktu widzenia. Jednak oni twierdza, że byłam nią od dawna- odkąd umarli moi prawdziwi rodzice. Ciocię i wujka poznałam sześć lat temu, kiedy miałam dziewięć lat. Byli przyjaciółmi mojej mamy z młodości. Przyjechali do nas na wakacje aż z Gdyni. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym rok temu, ale nie lubię o tym mówić. Ciocia i wujek chcieli mnie adoptować już dawno, ale niestety formalności wszystko przedłużają. Od 12 miesięcy jeżdżę do wujostwa co 2-3 miesiące i zostaję u nich na około tydzień. Na co dzień mieszkam w Domu Dziecka przy ulicy Klonowej, w Warszawie. Gdańsk leży daleko od stolicy, ale my tak bardzo za sobą tęsknimy, że nie stanowi to dla nas najmniejszego problemu. Ciocia i wujek maja jeszcze jedną córkę, która za kilka dni skończy 18 lat- jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Dziś jest ten dzień! Czyli 15 lipca. W samochodzie wujek cały czas się uśmiechał i opowiadał jak teraz wygląda mój pokój (od mojego ostatniego przyjazdu do Trójmiasta zrobili remont całego domu, w tym również mojej sypialni!). Za to ciocia zerkała z uśmiechem w boczne lusterko, jakby upewniał się czy przypadkiem nie wyskoczyłam z samochodu. Po około czterech godzinach dojechaliśmy do domu. Stoi on na uboczu, kilkaset metrów od morza. Zapadał już wieczór, lampa na tarasie była zapalona, a ze środka budynku wydobywało się światło przytłumione przez zaciągnięte rolety. Stanęłam

Prace uczniów klasy Id gim.

przed drzwiami. Mocniej ścisnęłam pasek torby wiszącej na ramieniu i głośno westchnęłam. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Nagle poczułam, jak ktoś rzuca mi się na szyję. Była to Alicja. - Och, Asiu! Witaj w domu!- wykrzyknęła. - Tęskniłam na tobą- wyznałam. Ciocia weszła do domu za wujkiem, który niósł moją walizkę. - Chodź, pokaże ci twój nowy pokój- powiedział wujek. - Pójdę z wami- dodała Ala.- Sama go urządziłam, więc chcę zobaczyć twoją minę, gdy zobaczysz moje dzieło. Przeszliśmy schodami na piętro, gdzie znajdował się mój pokój. Alicja powiedział do mnie zniecierpliwiona.. - No dalej, otwórz! Nieśmiało weszłam do środka i zamarłam. - Ala, jesteś niesamowita!- Krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję.- Dziękuję. - Nie ma sprawy, wiesz, że lubię robić takie rzeczy! Pokój miał dwie ściany w kolorze brązowym, a pozostałe kremowe. Na środku stało brązowe łóżko, obok szafka nocna, po lewej stronie do wejścia drewniana duża szafa, a na przeciwnej ścianie wisząca półka na książki. Na podłodze leżał miękki, jasny dywan. Ciocia zawołała nas na kolację. Wujek zostawił walizkę na łóżku i zszedł za nami na dół. Podczas posiłku rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Cała kolacja trwała chyba ze dwie godziny! Poszłam się rozpakować, położyłam się do łóżka i szybko zasnęłam. Następne dwa tygodnie minęły bardzo prędko. Przyjęcie urodzinowe Alicji podobno było naprawdę udane (nie wiem, bo nie chciałam narzucać się Ali i wchodzić tam bez potrzeby). Dziś musiałam wrócić do Warszawy. Mam nadzieję, że będę na stałe mieszkała w Gdyni szybciej niż za pół roku! Asia Zabielska Przedszkole

Prace uczniów klasy Id gim.

To był jeden z tych sennych, jesiennych dni, kiedy nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Siedziałem w swoim pokoju, bezmyślnie wpatrując się w monitor komputera. Gdyby nie to, że nagle zabrakło prądu, spędziłbym w ten sposób pewnie jeszcze kilka godzin. A tak w gruncie rzeczy zadowolony z takiego obrotu sprawy, zmusiłem się do wyjścia z domu. Wziąłem pierwszą, lepszą kurtkę i zamknąłem za sobą drzwi. Szedłem powoli przed siebie. W dziurach była woda. Przechodziłem obok parku i nawet nie wiem, kiedy zacząłem kierować się w jego stronę. Z drzew spadły już wszystkie liście, które teraz tworzyły dywan. Z zamyślenia wyrwał mnie głos dzieci. Spojrzałem w stronę, z której dochodziły dźwięki. Zobaczyłem dwie dziewczynki, podejrzewam, że chodziły jeszcze do przedszkola. Miały na sobie kolorowe płaszczyki i kalosze. Dzieci bawiły się, śmiały, rzucały w siebie liśćmi i skakały po kałużach. Przypomniało mi się moje dzieciństwo, gdy wszystko było takie proste i beztroskie, a największym problemem było to, że ktoś zabrał samochodzik. Westchnąłem, i rzucając ostanie spojrzenie w stronę dzieci, ruszyłem dalej. Już wiedziałem, gdzie chcę pójść, po piętnastu minutach byłem u celu. Przeskoczyłem przez ogrodzenie i znalazłem się w przedszkolu, do którego chodziłem. Nic się tu nie zmieniło. To miejsce nadal miało swój charakterystyczny klimat. To tu poznałem pierwszych znajomych, nauczyłem się pisać i czytać. Zapomniałem już, ile zostawiłem wspomnień. Starłem ręką krople deszczu z huśtawki, usiadłem lekko i zacząłem się kołysać, była na mnie trochę za mała, ale lubiłem ją, miałem do niej jakiś sentyment. Zacząłem rozmyślać o wszystkim i o niczym. Gdy się ocknąłem, zaczęło się ściemniać. Po zmroku wyszedłem z przedszkola i zacząłem kierować się w stronę domu. Otworzyłem drzwi i poczułem uderzenie ciepła, popatrzyłem na termometr za oknem, który wskazywał nieco powyżej zera. Położyłem się na łóżku, chociaż nie było tak późno, ale byłem zmęczony. Powieki zrobiły mi się ciężkie i nawet nie zauważyłem, kiedy pogrążyłem się w głębokim śnie. Dawid Filipowicz