Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Bejbi Blues
Jakiś czas temu w Polsce zaczęła się moda na trudne filmy o nasto-latkach.”Bejbi Blues” dołączył do tej kategorii, o czym może już świadczyć samo nazwisko reżyserki. Katarzyna Rosłaniec ma na swoim koncie film pt. „Galerianki” i do tej produkcji odwoływano się w każdym zwiastunie nowego filmu.


Muszę przyznać, że pierwszy plus należy się chwytom marketingowym. Wszechobecna reklama sprawia, że dzieło nie staje się niszowe. Dziewczyna w niebieskiej pomadce, toksyczna muzyka, teksty wyrwane z konte-kstu - tak zapowiadano film. Sama nie wiem co skłoniło mnie i moje koleżanki do wyjścia na „Bejbi Blues”, ale jestem pewna, że nuta mroczności i tajemniczości bardzo przyciąga nastolatków. A to właśnie dla nich są takie produkcje. Natalia (Magdalena Berus) ma siedemnaście lat i małe dziecko. Okazuje się, że nie przez przypadek zaszła w cią-żę. Chciała „mieć kogoś do kochania”. Jej chłopak Kuba (Nikodem Rozbicki) jest maturzystą. Oboje muszą wejść w rolę dorosłych, choć wcale nimi nie są. Trudno stwier-dzić czy w ogóle tego chcą. Tak się składa, że dostają własne mieszkanie, lecz pomoc napływa tylko ze strony rodziców chłopaka. Młodym towarzyszy zmienność, pochopność i wiele nieświadomych decyzji. Bohaterowie są bardzo zagubieni. Raz budzą pozytywne, innym razem negatywne emocje. Postępują różnie i do końca nie da się stwierdzić jakie są ich intencje. Słomiany zapał to okreś-lenie, które najlepiej opisuje główną bohaterkę. Wszystko ukazane jest w sposób bardzo rzeczywisty. Gra młodych aktorów jest autentyczna, a z pewnością niełatwo odzwierciedlić lekko patologiczną rzeczywistość. Po obejrzeniu Bejbi Bluesa” miałam mieszane uczucia. Bardzo długo zastanawiałam się nad morałem. Nie rób głupstw? Nie podejmuj pochopnych decyzji? Nie wiem jakie było główne przesłanie, ale film bardzo wzbogaca. Od razu mówię, że nie jest to bajkowa historia z happy endem. Widać w nim zagubienie, ciemną stronę życia i niepoważne zachowanie. Być może jest ono spowodo-wane brakiem wsparcia osób, które prowadzą na właściwą drogę… Aneta „Niemożliwe”



Wraz ze znajomymi postanowiliśmy wy-brać się do kina. Ale na co? Na komedię? A może na coś ambitniejszego? Podczas ferii , w przeddzień Tłustego Czwartku, obejrzeliśmy film pt.:,,Niemożliwe” .Tytuł mówi sam za siebie. Seans zakończył się jakąś godzinę temu. Wywarł na mnie tak niewyobrażalnie wielkie wrażenie, że aż do tej chwili czuję targające mną emocje. Przed mymi oczami nadal ukazują się sce-ny z filmu. Postanowiłam więc Wam go przedstawić. (Mam niecałą godzinę do na-pisania, gdyż dzisiaj jest termin wysyłania artykułów na Varię.) Film opowiada o losach pięcioosobowej rodziny, która właśnie spędza święta Bo-żego Narodzenia w Tajlandii w roku 2004. Niespodziewanie nadciąga śmiercionośna fala tsunami, która zrównuje z ziemią wy-brzeże Azji udniowoWschodniej! Raj Rajski świat zamienia się w zgliszcza! Bohatero-wie połamani, zakrwawieni przedzierają się przez gąszcze martwych ciał w poszu-kiwaniu zagubionych członków rodziny. Główna aterkamatka (Naomi Wat Watts- ,,Ring”) doznaje potwornych obrażeń i wraz z najstarszym synem trafia do szpitala. Panuje wszechobecny chaos - brak podstawowej opieki zdrowotnej, różnice kulturowe i problemy z komunika-cją. Hiszpański reżyser- Juan Antonio Bayona bardzo szybko wprowadza widza w stan "niemożliwości". Moim zdaniem wyśmie-nicie buduje ę dramatudobrze wie, jak nas nas przestraszyć, wycisnąć łzy z oczu i obudzić w nas odrazę, korzystając z fe-nomenalnej charakteryzacji i scenografii! Scenariusz Sergio G. Sancheza jest wielką pochwałą ludzkiej niezłomności, determi-nacji i hartu ducha. Dzięki przeważającym barwom: brązu i żółci, kadry wydają się idealną przestrzenią dla wielkich drama-tów i małych triumfów poturbowanych bohaterów. Dwu godzinny seans tak zapierał dech w piersiach, że do tej chwili próbuję uspo-koić szybkie bicie serca i przestać się trząść! Polecam! Film wywarł na mnie ogromne wrażenie! Bardzo realistyczne sceny i wzruszająca muzyka w tle! Ostrzegam- nie obejdzie się bez chusteczek! Aina



CONCEPTSHOP.PL Pewnie wiele fashionistek słyszało już o tej stronie. Jest ona poświęcona oso-bom z oryginalnym sty-lem, szukającym czegoś niezwykłego, innego. Ubrania, biżuteria i buty są projektowane i własno-ręcznie robione przez mło-dych h polskich projektan-tów pod nadzorem Łukasza Jemioła. Rzeczy są bardzo dobrze robione z zachowaniem jak największych szczegó-łów, przez co ich cena jest dość duża (100-450zł). Strona ma dwa odzwier-ciedlenia, jest przezna-czona również dla tych, którzy chcą rozpocząć start w stronę mody i za-cząć swój własny modowy biznes, ponieważ można po przesłaniu swoich pro-jektów i po konsultacji z Łukaszem Jemiołem samemu projektować i sprzedawać swoje ciuchy i dodatki na stronie conceptshop.pl Mimo, iż portal jest tak” młody” już cieszy się dużą popularnością. Ania Kulma



STRACH NA WYROST? CZYM SĄ FOBIE? JAK SOBIE Z NIMI RADZIĆ? CZY SĄ OZNAKĄ CHOROBY? Fobia - z psychologicznego punktu widzenia to jedno z zaburzeń lękowych, charakteryzujące się patologicznym stra-chem przed jakimś obiektem lub sytuacją. Osoby cierpiące na to zaburzenie lękowe odczuwają silny, paniczny strach, lub lęk przed czymś, przed czym większość osób go nie odczuwa (są to konkretne sytuacje lub obiekty). Rodzajów fobii jest bardzo dużo, najbardziej powszechne to: fobia społeczna, zoofobia, klaustrofobia czy arachnofobia. Jak sobie z nimi radzić, jak leczyć, gdzie szukać pomocy? Na szczęście fobia to sprawa, z którą można sobie poradzić. Leczeniem takiego stanu lękowego zajmuje się psycholog, psyhoterapeuta, bądź psychiatra. Istnieją również osoby zajmujące się ściślej ok-reślonymi i szczegółowymi zagadnieniami fobii. Aby pacjent mógł rozpocząc terapię, pierwszy krok, jaki musi wykonać, to przyznać się sam przed sobą, że cierpi na to zaburzenie i że potrzebuje pomocy. Następnie powinien zgłosić się do specja-listy, który przeprowadzi leczenie. W za-leżności od rodzaju fobii zdiagnozowanej u pacjenta oraz o jej nasileniu, leczenie trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Specjaliści od tego rodzaju zaburzeń mają trzy główne sposoby na ich leczenie: * systematyczna desensytyzacja - polega ona na warunkowaniu klasyczne-mu, oduczania osoby bojącej się doświad-czania strachu. Składa się z trzech faz: treningu relaksacyjnego, budowania hie-rarchii lęków oraz przeciwarunkowania (oduczania się strachu). Terapia jest bar-dzo skuteczna i przynosi poprawę w 80-90% przypadkach fobii specyficznych.



* metoda zanurzania - jest to procedura polega-jąca na sprawdzaniu realności niebezpieczeń-stwa, która przynosi trwa-łe obniżenie poziomu stra-chu oraz niweluje reakcję unikania sytuacji lękowych w przyszłości. Pacjent fo-biczny zostaje wystawio-ny na działanie ekstremal-nie silnego bodźca lęko-twórczego, tzw. ,,rzuca-nie na głęboką wodę". * modelowanie - przy pomocy tej metody pa-cjent oducza się bać oraz modyfikuje swoje przeko-nania na temat bodźca fo-bicznego. Podczas terapii, osoba cierpiąca na fobię obserwuje kogoś zdro-wego (modela) w trakcie wykonywania czynności, której ona sama nie jest w stanie się podjąć. Wi-dząc, że nic złego się nie dzieje, pacjent z fobią bę-dzie się mniej obawiać takiej sytuacji. Jak widzisz, fobia to rzecz normalna. Ten stan lęko-wy występuje aż u 99% społeczeństwa. Oczywiście należy zdawać sobie spra-wę z tego, że jednak jest to pewnego rodzaju zabu-rzenie, a więc coś, co nor-malnie nie powinno wystę-pować w naszym umyśle. Jednak najważniejszą rze-czą jest spokój, opanowa-nie, brak paniki i oswoje-nie się z tą sytuacją. Strach i lęk od zawsze towarzyszyły ludziom. Są to emocje. Jeśli zdiagno-zujesz u siebie paniczny, irracjonalny lęk czy strach, opowiedz o tym osobie bliskiej. Będzie Ci wtedy o wiele łatwiej sobie z tym poradzić oraz prze-móc się i poprosić o po-moc specjalistę. Pamiętaj, że lęk napadowy jest jedynie odczuciem i wyobraże-niem, które kształtują się w twoim umyśle. Potrak-tuj to jako coś subiektyw-nego, jako stan, który mi- nie. Ania Więckowska
Enea Cup Finał Puchar Polski Puchar Polski w siatkówce mężczyzn jest rozgrywany od 1932 roku. Tegoroczny sezon był już 56 edycją tych rozgrywek.


System rozgrywek jest nieco skompliko-wany, ponieważ składa się z pięciu rund wstępnych, ćwierćfinałów i turnieju fina-łowego. Drużyny, które grają w II lidze rozpoczynają od 1 rundy. Następnie w 3 rundzie do zwycięzców z 2 rundy docho-dzą drużyny z I ligi, a w 5 rundzie rozpo-czynają rozgrywki drużyny z PlusLigi, które po pierwszej części sezonu zajęły miejsca 5-10. W rundzie ćwierćfinałowej biorą udział drużyny z pierwszej czwórki pierwszej części sezonu zasadniczego. Gospodarzem w rundach wstępnych jest drużyna, która zajęła niższą pozycję w klasyfikacji końcowej lub z niższej ligi. W bieżącym sezonie do turnieju finałowe-go zakwalifikowały się cztery zespoły: * Asseco Resovia Rzeszów, * Delecta Bydgoszcz, * Jastrzębski Węgiel * i ZAKSA Kędzierzyn Koźle. Turniej finałowy odby odbywał się w Częstochowie w ciągu dwóch dni: 26 stycznia były półfinały, a 27 stycznia rozegrano mecz finałowy. W pierwszym meczu półfinałowym, który odbył się o 14.00 zmierzyły się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. Zwycięzcą tego pojedynku okazałą się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wygrywając w seta setach 3:1. Awans do finału wywalczyła również drużyna Asseco Resovia Rzeszów, która tego samego dnia nała po długim starciu



w tiebreaku Delectę Bydgoszcz. Puchar Polski zdobyła, niesiona ogłuszającym dopingiem swoich kibiców, drużyna z Kędzierzyna Koźle, wygrywając z Asseco Resovią Rzeszów 3:1. Po zakończonym spotkaniu odbyło się uroczyste wręczenie pucharu i nagród indywidualnych. Nagrodami indywidualnymi zostali uhonorowani: * Najlepszy atakujący: Felipe Fonteles * Najlepszy rozgrywający: Paweł Zagumny * Najlepszy zagrywający: Michał Ruciak * Najlepszy przyjmujący: Piotr Gacek * Najlepszy broniący: Krzysztof Ignaczak * Najlepszy blokujący: Łukasz Wiśniewski * MVP turnieju: Felipe Fonteles Zdobycie pucharu Polski przez ZAKSA Kędzierzyn Koźle oznacza czwarty taki tytuł w jej historii. Sporym zasko-czeniem była nieobecność w turnieju finałowym drużyny bełchatowskiej Skry, która była faworytem rozgrywek. Jest to w dużej mierze spowodowane odejściem z drużyny czołowych zawodników, którzy byli jej gwiazdami w poprzednim sezonie (Bartosz Kurek, Marcin Możdżonek i Miguel Falasca). Ula & Marta Pierwsze skoki narciarskie



W ostatni weekend listopada odbyły się w norweskim Lillehammer zawody inaugu-rujące nowy sezon Pucharu Świata w sko-kach narciarskich. Nowością w tegorocznej edycji Pucharu jest udział w konkursie głównym drużynowym - mieszanym. Takie zawody odbyły się w piątek 23 listopada, pierwsze miejsce w konkursie zajęły drużyny z Norwegii przed Japończy-kami i Włochami. W sobotę odbył się pierwszy, zaliczający do punktacji pucharowej konkurs indywi-dualny mężczyzn na średnim obiekcie o punkcie K-90. Pierwszym zwycięzcą został Severin Freund , drugie miejsce zajął Thomas Morgenstern, a na najniż-szym stopniu na podium stanął Anders Bardal. Dzień później, w niedzielę, odbył się drugi z zaplanowanych na ten weekend w Norwegii konkurs, tym razem na dużej skoczni K-120. Rozstrzygnięcie konkursu było całkowicie odmienne od sobotnich zawodów. Swoje poważne aspiracje do zdobycia kuli potwierdzili Austriacy, którzy zajęli pierwsze i trzecie miejsce na po-dium. Zwyciężył Gregor Schlierenzauer z wynikiem 141 m w pierwszej serii (nowy rekord skoczni) i 137 m. Przed Norwegiem Anders Fannemel i Thomas Morgenstern. W obu opisywanych konkursach Polacy spisali się poniżej oczekiwań polskich ki-biców. Najlepsze 25 miejsce na skoczni o punkcie K-90 zdają Maciej Kot i zdobył 6 punktów do kwalifikacji generalnej Pu-charu Świata. W niedzielnym konkursie Polacy wypadli jeszcze gorzej, ponieważ jedynym zawodnikiem, który po pierwszej serii skoków wywalczył awans do serii finałowej był Krzysztof Miętus AZS AWF Kraków uplasował się ostatecznie na 26 pozycji. Kolejne zawody odbyły się 30 listopada i 1 grudnia w fińskim mieście Kuusamo. Relacje z tych zawodów jak zwykle mog-liśmy oglądać w TVP 1. Marta & Ula



Multiinstrumentalista Wojtek Grabek jest polskim muzykiem-multiinstrumentalistą tworzącym muzykę elektroniczną. Jego utwory składają się z dźwięków wyjątkowych skrzypiec elek-tronicznych, efektów dźwiękowych i jego głosu. Karierę rozpoczął w 2008r. Rok później wydał minialbum "mono3some", który prezentował na koncertach i festiwa-lach. Wzbudził zainteresowanie dziennika-rzy, pod koniec tego samego roku wystą-pił w radiowej Trójce. W 2011r. wydał pierwszy pełnoprawny album ("8") i wys-tąpił na jubileuszowym X Heineken Opener Festivalu, a w tym roku wielokrot-nie wystąpił na trasie festiwalu Męskie Granie oraz wydał swoją drugą płytę - "Duality". Poznałem go, bardzo fajny człowiek. Wojtek Grabek is polish musician and multiinstrumentalist, who's creating electro music. His tracks are consisted of sounds of exceptional electronic violin, sound effects and his voice. He started his career in 2008y, one year later released minialbum "mono3some" and was presenting it on concerts and festivals. He aroused interest of journalists, late of the same year he was in Third Canal of Polskie Radio. In 2011y he published first serious album ("8") and was on jubilee X Heineken Opener Festival, and in this year repeatedly was on Męskie Granie festival tour and published his second album - "Duality". I met him, really nice man. smoq Kiełbie we Łbie Tour 2012 Jedyne miejsce, gdzie można zobaczyć Ścianę Śmierci i Headbanging do piosenki „Fantazja” (tak ta fantazja xd). Weronika



8 grudnia - warszawska Progresja i jedno z najbar-dziej oczekiwanych wyda-rzeń przed końcem roku. Grande Finale trasy Kieł-bie we Łbie Kabanosa. Kiedy weszłam na salę lu-dzi było mało, wszyscy do-piero się schodzili, więc stałam przy samych ba-rierkach. Idealnie przed miejscem wokalisty – Zenka. Po jakiejś godzinie na scenę weszli Dead Efforts. Był to jedyny sup-port. Jedyny i niepowta-rzalny. Dead Efforts to zespół Marchewy (produ-centa ostatniej płyty Ka-banosa). Udało im się wprowadzić klimat i roz-grzać przed gwiazdą wie-czoru. Chociaż nikt nie znał ich utworów i tak wszyscy dobrze się bawili. Po skończonym występie była krótka przerwa. Wszyscy już nie mogli się doczekać, chociaż zdaje mi się, że wtedy wszyscy się najlepiej bawili :D Po 21 (trudno żeby chociaż bez jakiegokolwiek opó-źnienia) weszli. Uwielbiam to uczucie, zwłaszcza że długo czekałam na ten koncert. Zaczęli jednym z najlepszych kawałków Baleron w kartoflach pod keczupem. Szybki, ener-giczny, idealny na pierw-szą piosenkę. Zagrali pra-wie cały album Kiełbie we Łbie, ale też nie zabrakło ich największych piosenek jak Kaszanka, Zupa Kalafiorowa, Chmurki, Jagoda, czy Pancerz. Jednak chyba najbardziej podobało mi się jak ode-grali utwór Psy, Krowy i Kapusta. Na koniec jest wolny kawałek, który chy-ba znali wszyscy. Zenek chyba się wzruszył (przy-najmniej tak wyglądał…) i powiedział, że to jeden z najlepszych koncertów jakie w całej swojej 15-letniej karierze odegrali i nie żałuje ani 1 minuty, którą poświęcił dla zespo-łu. W jednej piosence zaś-piewał nawet sam Marche-wa. Na wielki finał (ostatni utwór na tej trasie) zagrali Buraki, gdzie refren za-grali nie wiem ile razy :D Nikt chyba nie miał ochoty wychodzić stamtąd i cho-ciaż każdy już był zmęczo-ny, mógłby zostać tam jeszcze całą noc. Jedyne pocieszenie jest takie, że niedługo wychodzi ich no-wa płyta Na Pudle… Mam nadzieję, że będzie jej ofi-cjalna premiera w war-szawskim empiku :D Paszport do Polski
Cześć, chciałbym Wam opowiedzieć o Katy Carr i jej nowym albumie. Jest wykonawcąwokalistką i właśnie wydała swoją nową płytę "Paszport". Ona sama jest z Angli, ale reszta jej rodziny pochodzi z Polski. Opublikowała łącznie 4 albumy - "Screwing Lies",


"Passiona Play", "Coquette" i w końcu - "Paszport".W lis-topadzie 2011r została nominowana do nagrody London Music Awords 2012. Muzyka na Paszporcie to klasyczna (wiecie -skrzypce, pianina itd.), nie elektroniczna ani nic tego typu, ale moim zdaniem badzo fajna. Piosenki opowiadają historię Drugiej Wojny Światowej (zainspirowane Kazimierzem Piechowskim, polskim harcerzem). Większosć piosenek jest śpiewana po angielsku, ale znajdziecie tam też pol-skie fragmenty. Na przykład - piosenka "Mała Little Flo-wer" (moim zdaniem najlepsza ze wszystkich - opowiada historię polskiego żołnierza z Armii Krajowej i jego niedo-szłej żony). Myślę, że "Paszport" jest kawałkiem bardzo dobrej roboty. Gratulacje! Hi, I would like to tell you about Katy Carr and her new album. She's performer and recently published her new CD - "Paszport". She's from England, but rest of her family is from Poland. She published 4 albums -"Screwing Lies", "Passion Play", "Coquette" and in the end -"Paszport". In november 2011y she was nominated to London Music Aword 2012. Music on Paszport is classic (you know - violins, pia-nos etc), not electronic or something like that, but in my opinion very nice. Songs are telling a story about Second World War (inspired by Kazimierz Piechowski, polish scout). Most songs is singing in english, but you can find there polish fragments too. For an example - song "Mała Little Flower" (in my opinion it's the best of all songs - it's telling a story about polish soldier from Home Army and his almost wife). "Paszport" is a bit very good job, I think. Congratulations! smoq „Powiew lata”
Składniki: * Sałata * 1 cebula * 1 ząbek czosnku * 2 pomidorly * 1 pierś z kurczaka * 200 ml bulionu * 1 zielona i czerwona papryka * Pół marchewki * 2 kromki chleba * 2 łyżki oliwy z oliwek * 100 ml jogurtu * Cytryna * Trochę cukru * Przyprawy oraz świeże zioła


PRZYGOTOWANIE Pierś z kurczaka gotujemy w bulionie. Gdy się ugotuje, wyjmujemy z garnka. Kroimy cebulę w krążki, pomidory "półplasterki", a paprykę w plastry. Marchewkę ścieramy na drobne paski na tarce. Mieszamy warzywa ze sobą. Dodajemy do warzyw 2 łyżeczki soku z cytryny i trochę cukru. W tym czasie gdy warzywa przechodzą smakiem robimy grzanki. Rozgrzewamy patelnię i dodajemy oliwę, wrzucamy ząbek czosnku i czekamy aż oliwa (około 5 ut) apie aromat czosnku. Wrzucamy kromki i rumiennnnn-nimy z obu stron, a potem zdejmujemy i przyprawiamy suszoną bazylią. Czosnek zdejmujemy z patelni. Teraz czas na SOS do sałatki! Jogurt mieszamy ze świezymi ziołami - są to: bazylia, oregano i gałązka tymianku (jeśli nie macie to suszone, ale wtedy traci kolor). Do jogurtu także dodajemy pieprz i sól a także słodką paprykę i wszystko mieszamy. Naszego kurczaka kroimy w plastry, a sałatę mieszamy z warzywami i wykładamy sałatę z warzywami na talerz. Na nią układamy plastry kurczaka, a wszystko polewamy sosem i posypujemy grzankami. I GOTOWE! Kuchareczka



Tam, gdzie dwa języki łączą się w jedno państwo - Belgia! Jak wiecie, Belgia dzieli się na część flamandzką (gdzie głównie używanym językiem jest holenderski) i walońską (z językiem francuskim). Jednak w tym kraju oba języki są tak samo ważne. Wszystkie nazwy: ulic, placów, bu-dynków, miejsc jak i ogłoszenia są nazywane i po fran-cusku, i po holendersku (chociaż w tamtym regionie częściej mówi się o nim: flamandzki). W szkołach dzieci uczą się obu języków. Bo tutaj rządzi czekolada! Od zawsze moim największym nałogiem była, jest i bę-dzie czekolada. W te ferie razem z Anią poleciałyśmy na parę dni do stolicy Unii Europejskiej w odziwedziny do ro-dziny. Dowiedziałam się, że Belgia słynie z przepysznej czekolady - mają tam jej naprawdę mnóstwo różnych ro- dzajów, a zwiedzanie muzeum czekolady i kakao Choco - Story, tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu! Już na wejściu można było się częstować - po prostu raj! Pozna-łam historię powstawania czekolady i zobaczyłam pokaz tworzenia pralinek! Wypełniłam test po hiszpańsku odpo-wiedziami na pytania dotyczącymi tego, kiedy jem czeko-ladę, jaką, z czym i jak często. Okazało się, że odpowied-nią dla mnie jest biała! Zgadzam się, gdyż jest to mój ulubiony smak. Podczas całego pobytu, zjadłam czekola-dę w różnej postaci: fondi z owocami, babeczki mocno czekoladowe czy po prostu polewę. A może frytki do tego? Sądzę, że mało kto zdaje sobie sprawę, że Belgia znana jest także z frytek! Po odwiedzeniu muzeum im poświęco-nemu i spróbowaniu ich na głównym rynku Brugii, stwier-dzam, że frytki kupowane przez nas w McDonald's czy KFC naprawdę różnią się smakiem, z tymi przygotowywa-nymi w Belgii. Tam po pierwsze je się je z majonezem - nie keczupem! To mnie naprawdę zdziwiło... Są nie tak słone, większe i o wiele pyszniejsze! Zwykły gofr, a tak cieszy! Wielokrotnie miałam okazję spróbować tamtejszych gofrów. Nie wyglądają i nie smakują, jak te, które kiedykolwiek wcześniej jadłam! Mają całkiem inny kształt - nie są takie równiutkie. Są na pewno o wiele słodsze i to je odróżnia. Nie potrzeba dodawać żadnych dodatków, by przekonać się, że są bardzo dobre. Nawet raz spotkałam Polaka sprzedającego gofry. Mary :*



Mnóstwo zwiedzania! W Belgii jest naprawdę wiele pięknych i interesu-jących miejsc do zobacze-nia. Pierwszego dnia poje-chałam do Brugii. Miasto to w XVI wieku straciło znaczenie handlowe na rzecz Antwerpii. Brugię wtedy nazwano Martwym Miastem. Średniowieczne budynki zostały 'uśpione'. Co mi się kojarzy z Bru-gią? Wysoka Dzwonnica, piękny Ratusz, Pomnik Zakochanych, Muzeum Frytek, Muzeum Kakao i Czekolady i oczywiście kanały wodne! Następne-go dnia zwiedziłam Ant-werpię wypełnioną Śred-niowiecznymi kamienica-mi. Najważniejszym bu-dynkiem w tym mieście jest stuprocentowo gotyc-ki Klasztor Najswiętszej Maryi Panny. Słynne jest też muzeum flamandzkie-go malarza, jednego z najwybitniejszych arty-stów epoki baroku - Pete-ra Rubensa. Kilkadziesiąt kilometrów dalej znajduje się Waterloo - miejsce słynnej bitwy, będącej os- tateczną klęską Napole-ona podczas 100 dni Na-poleona. Bruksela Przez parę dni mieszkałam w Brukseli, o której pierw-sze wzmianki pochodzą z 966 roku. Wtedy była to osada obronna, nosząca nazwę 'Brocsella' czyli 'Bagnista Osada'. Jest sie-dzibą króla a także NATO, EUROATOMU i instytucji Unii Europejskiej. W sa-mym centrum znajduje się Grand Place, jeden z naj-słynniejszych rynków Eu-ropy. Na placu króluje go-tycki ratusz i Dom Króla. 'Mały chłopiec' Jednym z najsłynniejszych postaci miasta jest Man-neken Pis, którego fontan-na z figurką, przedstawia-jącą sikającego chłopca, znajduje się niedaleko. Legenda głosi, że chłopiec imieniem Juliaanske, szpiegując brukselskich najeźdźców, odkrył miej-sce, gdzie zaraz miał nas-tąpić wybuch bomby. Wi-dząc co się dzieje oddał mocz na palący się lont, czym uratował miasto. Figurka często ubierana jest w różnorodne stroje ludowe, czy okolicznoś-ciowe, w związku z odby-wającymi się w Brukseli uroczystościami. Do tej pory chłopczyk otrzymał około 1000 różnych kos-tiumów. Wszystkie te stro-je można zobaczyć w Mu-zeum Miasta Brukseli - są niesamowite! Takie różno-rodne, inne i pomysłowe. Niestety jestem zawie-dziona polskim kostiu-mem - myślę że komple-tnie nie pasuje do Polski. Jest to, nie wiadomo cze-mu, Złoty Skafander... Jest beznadziejny w po-równaniu do stroju mata-dora, Elvisa Presley'a czy chociażby strażaka. Dla turysty przede wszystkim Bruksela identyfikuje się z koronkami, czekoladą i komiksami. Atomium Architektonicznym symbo-lem Brukseli jest Ato-mium, czyli aż 150 miliar-dów razy powiększony model kryształu żelaza o wysokości całkowitej przekraczającej 100 me-trów. Atomium zbudowane zostało z okazji światowej wystawy Expo w 1958 ro-ku, składa się z 9 sfer (średnica 18 metrów) połączonych 20 korytarza-mi (długość 40m). Ato-mium jest bardzo fajne i ciekawe. Zwiedzanie za-czyna się od najwyższej kuli modelu, na której oprócz punktu widokowe-go, znajduje się restaura-cja. Polecam! Aina ''Proszę zwrócić uwagę na samotnie stojące w kącie emo''
Witajcie! Jak wszyscy wiecie, w piątek 18. stycznia odbyła się pierwsza tegoroczna szkolna dyskoteka. Jak to wyglą-dało? Zapraszam do czytania. Muszę ze wstydem przyz-nać, że spóźniłem się ładny kawałek czasu, więc nie wiem, jak wyglądały przygotowania do potańcówki i jej


początek, jednak spodziewam się, że podobnie jak sprzą-tanie (w odwrotnej kolejności działań) i reszta imprezy. Jednak, do rzeczy! Przywitała mnie pani Jarmuła spraw-dzająca ocenę z zachowania każdego nowo przybyłego ucznia i głośna muzyka dobrze słyszalna jeszcze na zew-nątrz szkoły. Następnie zagłębiłem się w mrok korytarza na pierwszym piętrze. Zostawiłem torbę pod ławką i wszedłem w falujący tłum składający się z, na oko, 30-40 osób. W pierwszych kilku chwilach rozmyślałem nad tym, co ja tam właściwie robię - nigdy nie byłem na tego rodzaju imprezie, więc nie wiem, co i jak. W końcu posta-nowiłem prostu się wygłupiać w sposób jakotako pasu-jący do ryt rytmu aktualnej piosenki i, o dziwo, zacząłem się dobrze bawić. Muzyka była oczywiście typowo tanecz-na, prawie wszystkie piosenki były żywe z jasno wyzna-czonym rytmem. Większość osób dobrała się w kilku- lub kilkunastoosobowe grupki i bawiła się w ich obrębie. Ja cieszyłem się w towarzystwie Piotrka z mojej klasy i kilku zmieniających się co jakiś czas dziewczyn z trzeciej (dzię-ki za towarzystwo!). Ku uciesze publiczności pojawiło się kilka wolnych kawałków - dwa razy "Nothing Else Mat-ters" Metalliki i dwa takie, których nazw niestety nie pa-miętam (znów dziękuję koleżankom za towarzystwo). W bliżej nieokreślonym momencie jedna z ławek została przemieniona w parkiet taneczny dla trzech osób. Całość zakończyła się krzykami ''Jeszcze jeden!'', ''Jeszcze dwa!'' i ''Jeszcze z dziesięć!'' oraz zbiorowym buczeniem, gdy pan Gałązka zdecydował się jednak wyłączyć sprzęt. Potem większość się rozpierzchła, a kilkanaście osób zos-tało na sprzątaniu (głównie rozsypanych i rozgniecionych przez anonimowego sprawcę paluszków). Nieocenionym bonusem był udawany dramat rozgrywający się między dwoma uczestnikami imprezy. Cóż, bardzo mi się podobało! Przy następnej takiej okazji też się pojawię. Smoq.



SUROWA UGOTOWANA RYBA... CZYLI HISZPAŃSKIE CEVICHE! Ceviche to lekkie danie podawane w formie przystawek podczas lunchu. Spór o pochodzenie tej potrawy toczy się między Peru a Ekwadorem. W Peru jest serwowana z plastrami zimnych, słodkich ziemniaków lub kukurydzy na kolbie. Natomiast w Ekwadorze jest podawana z pop-cornem, orzechami lub kukurydzą w dużej, kryształowej misie. Ale czym tak naprawdę jest Ceviche? Jest to surowa ryba lub surowe owoce morza, pokrojone w malutkie, wielkości kęsa kawałki, marynowane w soku z cytrusów, najczęściej cytryny i limonek z dodatkiem soli oraz płat-ków ostrej papryczki chilli. Ceviche jest łatwe do wykona-nia i może być podane na lekki lunch lub jako świetna przekąska do kolacji. CEVICHE Z ŁOSOSIA I OKONIA MORSKIEGO Potrzebujemy: * 1 limonkę * 1 cytrynę * 4 cebulki dymki * 1 czerwoną papryczkę chilli * 3 łyżki oleju sezamowego * 6 łyżek oliwy z oliwek * 2 łyżki sosu sojowego * 1 pęczek kolendry * 1 łyżeczkę cukru * sól i pieprz * 250 g filetu z łososia, pokrojonego w cieiutkie plastry * 250 g filetu z okonia morskiego, pokrojonego w cieniutkie plastry * liści sałaty, do dekoracji



Przygotowanie marynaty: Wyczyść limonkę i cytrynę dokładnie, skórkę z całych owoców zetrzyj na drobnej tarce i umieść w dużej misce. Wyciśnij sok z li-monki i cytryny do tej sa-mej miski. Usuń twarde, zewnętrzne skórki z dym-ki, posiekaj je drobno i dodaj do miski. Zroluj chilli w dłoniach, aby polu-zować pestki. Odetnij górę i krój papryczkę drobno, odrzucając nasiona, na-stępnie dodaj do miski. Dodaj olej sezamowy, oli-wę z oliwek, sos sojowy i dokładnie wymieszaj. Dorzuć pół łyżeczki piep-rzu, szczyptę soli i cukru, ponownie wymieszaj. Ma-rynata może ''leżeć'' na-wet kilka dni. Przygotowanie ryby: Filety z ryb już porządnie opłukane i oczyszczone, cieniutko pokrój w mili-metrowe plastry. Mogą być one dowolnej wiel-kości, im większe tym le-piej się prezentują. Nas-tępnie, umieść plastry w marynacie na godzinę w lodówce i pamiętaj - należy wyjąć je pół godziny przed spożyciem, aby wróciły do tempera-tury pokojowej, dzięki czemu można w pełni do-cenić smak ryby. Kilka minut przed spoży-ciem, przystrój rybę liśćmi sałaty, rzeżuchy, bazylii według uznania. Możesz również zanurzać plastry ryby w marynacie podczas spożywania, po-nieważ proces ,,gotowa-nia'' ryby następuje na-tychmiastowo. To już wszystko, prawda, że proste? :) Mam na-dzieję, że będzie Wam smakować, SMACZNEGO! Ania Więckowska SONY WYPUSZCZA NOWĄ ZABAWKĘ



Wodoodporny (niestety do 1 metra) i kurzoodporny smartfon z 5-calowym wyświetlaczem Full HD, pracuje pod An-droidem Jelly Bean 4.1, a później pod 4.2 jak zapewnia producent. To właśnie pierw-szy rzut oka na Xperię Z, którą Sony za-prezentował 8 stycznia w Las Vegas. Od frontu smartfon wyróżnia się 5-calo-wym ekranem Mobile BRAVIA™ Engine 2 o rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli, czyli Full HD, co daje nam 443 pikseli na każdy cal. Wyróżnia się kamerką do rozmów o-raz brakiem przycisków (czego nie należy się obawiać, bo zastosowano takie same rozwiązanie jak w poprzednich wersjach: przyciski będą dostępne na dole ekranu po odblokowaniu ekranu). Warto również wspomnieć, że przód składa się z jednego kawałka hartowanego szkła pokrytego specjalną powłoką – i jak zapewnia Sony – ma to zapobiegać potłuczeniu, tak samo jest zbudowany tył. Tym Sony upodobnił swoje dziecko do iPhona. Upodobnił rów-nież je zaokrąglonymi bokami (poprzednie smartfony, np. S, są kanciaste). Na bokach telefonu możemy znaleźć przycisk power on/off i przyciski do regu-lacji głośności. Z tyłu możemy znaleźć13 Mpix aparat z Exmor RS i trybem HDR. Możemy rów-nież znaleźć logo XPERIA. Minimalistycznie – podobnie jak w iPhonie. Teraz najważniejsze: serce smartfonu. W środku możemy znaleźć procesor 1.5 GHz Qualcomm APQ8064+MDM9215M Quad RAMu, 16 GB pamięci, Bluetooth Bluetooth 4.0, DLNA, NFC, WiFi oraz LTE. Do smartfona została wpakowana bateria o pojemności 2330 mAh. Nie jest to może powalający rozmiar, ale dzięki funkcji Sta-mina czas czuwania znacznie się wydłuża. Jego wymiary to 139 x 71 x 7.9 mm oraz masa 146 g. Dostępny będzie w Polsce po 18. lutego w trzech kolorach: czarnym, białym i fioletowym, a cena to ok. 3000 zł. Krzysiek



Nie daj się! Jak wiadomo, każdy się czymś interesu-je. U mnie wypadło na dość popularne u gimnazjalistów hobby, czyli programo-wanie. U większości tych, którzy stawiają w tym swoje pierwsze kroki lub zamierza-ją to zrobić, panuje przekonanie, że jest to bardzo przyjemna i w sumie dość łat-wa robota - w końcu stworzę własną grę, albo napiszę Minecrafta w tydzień, albo GTA IV w dwa, w końcu to nie może być trudne! Cóż, prawda jest trochę inna. Siedzę w tym od dwóch lat z hakiem i mam tro-chę doświadczenia, w związku z czym mo-gę poręczyć, że często można się spotkać z koszmarną krytyką, która może człowie-ka wpędzić w depresję. Jest mnóstwo pol-skich stron, które oferują wszelaką pomoc w różnych kierunkach programowania, od pralek po system oświetlenia komunikacji miejskiej, ale mnie interesują te świadczą-ce ją głównie w tworzeniu gier. Często takie swego rodzaju społeczności wyznają zasadę, że jeśli pokażą twórcy wszelkie błędy, to je naprawi, nauczy się i więcej ich nie popełni. Niestety, w wielu wypadkach wygląda to jak miażdżąca kry-tyka i dużo osób tego nie wytrzymuje. Wtedy projekty albo upadają, albo zostają "zawieszone na czas nieokreślony". Doś-wiadczyłem i tego. Jednak z jednym moim projektem upar-łem się jak osioł i mimo naprawdę bezus-tannej krytyki go kontynuowałem przez... prawie 8 miesięcy. Pod koniec tego okresu miałem naprawdę dużo ofert pomocy od moich nieowijających w bawełnę recen-zentów. Szybko jednak i to mnie przeros-ło i musiałem jednak porzucić projekt, bo zrobił się w nim zbyt duży mętlik. Jednak to już wina tylko i wyłącznie mojego roz-trzepania. ;)) Jaki z tego wniosek? Prosty! Nie pod-dawać się krytyce, iść naprzód, a będzie się to opłacało. Smoq Tego jeszcze nie było!
Co to jest LipDub? Jest to rodzaj wideoklipu, w którym występujące osoby poruszają wargami do puszczonej piosenki w tle. LipDub często przedstawiają osoby przemieszczające się po pomieszczeniach, w celu np. autopromocji szkoły. TYC


Właśnie 6 stycznia, tancerze z Egurrola Dance Studio, nakręcili go w jednej z siedzib, znajdującej się przy ulicy Żwirki i Wigury. Był to pierwszy, prawdziwy LipDub szko-ły tańca w Polsce i jeden z nielicznych na świecie! Jednak dziś nie o tym wydarzeniu będzie mowa. 19 stycznia, wszyscy chętni tancerze, którzy biorą udział w zajęciach stacjonarnych w EDS, mogli wziąć udział w nakręceniu LipDuba, ale... był jeden haczyk - nie będzie żadnych du-bli, wszystko poleci na żywo dla "Dzień Dobry TVN". Było to światowe wydarzenie, nikt nigdy jeszcze nie podjął się tego wyzwania, ale co takiego może być niemożliwe, dla Egurrola Dance Studio? Nic! :) Wszyscy zebraliśmy się o godzinie siódmej na Hali OSiR, przy ulicy Obozowej, która znajduję się na Warszawskiej Woli. Na początku, aby się rozgrzać, o tak wczesnej porze, wszyscy zatań-czyliśmy "Wielki Finał" naszego LipDub. Po późniejszych próbach, weszliśmy na żywo, aby zdradzić telewidzom część naszego układu. Zatańczyliśmy finał. Później znów pokazaliśmy urywek, a na sam koniec Augustin Egurrola, powiedział: "Wchodzimy na żywo, za 3,2,1" i pokazaliśmy całego LipDuba. W tym niezwykłym wydarzeniu wirowało dużo emocji, stres, strach, radość i... niesamowite szczęście, że jes-teśmy twórcami czegoś naprawdę wyjątkowego. Kilka godzin po nakręceniu LipDuba, rozpoczęły się XXI Mistrzostwa Egurrola Dance Studio, które odbywają się na zakończenie każdego semestru. Jednak ta gala nie była zwyczajna. Właśnie tego dnia najbardziej znana szkoła tańca w Warszawie obchodziła 20 lat. Na mistrzostwach działo sie naprawdę dużo rzeczy. Odbywały się pokazy, była również rywalizacja solowa, duetowa oraz zespołowa. Na sam koniec dnia odbyły się bitwy hiphopowe oraz La-dies Challenge. Tego dnia przeżyliśmy naprawdę dużo emocji. Niesamo-wite wydarzenie, którego właśnie polscy tancerze odwa-żyli się podjąć, ale również dwudziestolecie szkoły tańca. Uważam, że ten dzień był naprawdę ciekawy i polecam takie doświadczenia, bo póżniej ma się niesamowite wspomnienia do końca życia! :) Wiersz



Ostatniej, bezgwiezdnej nocy, Śnieg zaczął z nieba prószyć, Biały puch, co właśnie spadł, Niczym kołdrą otulił świat. Takie białe płatki cudu, Drobne kryształki lodu, Stworzyły coś pięknego, Choć różne, stanowią jedność. Chociaż zimno jest piekielnie, Ucieszmy oczy śniegiem! Natka