Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Siema! Varia powraca w roku szkolnym 2014/2015 z nową dawką artykułów. Szczerze mówiąc, trochę się nie wyrobilii-śmy i dlatego pojawiamy się dopiero



teraz. Ale za to treści jest, a jest - jak widać. Poczytacie o grach, filmie, Fashion Weeku, książkach, aplikacji i foto-grafii. Traficie tak-że ma dwa felie-tony - o blogerkach oraz o wegetaria-nizmie. Przypominam - każdy może pis-ać. Zapraszam do pisania maili: gazetavaria@gmail.com. W razie pytań - możecie znaleźć mnie na przerwach, nie gryzę. To tyle. Teraz pozostaje już tylko.. czytać. ;) Smoq Redakcja: - Agata Adamus - Ola Banach - Pani Agnieszka Kanabus - Wiktoria Grzeszczyk - Karolina Blachowska - Iza Wolska - Kamil Budziak - Ola Kielewska - Maciek Chojecki - Aleksandra Michalak - Alicja Grudzień - Bartłomiej Klus - Smoq Opieka: Pani Magdalena Agacińska--Woźniakowska, Pani Liliana Chwistek



wygłasza tutejszy watażka, Vaas - nasz wróg przez resztę gry. Chłopakom się uciec, po czym wy-mykają się z obozu. Tuż przy ogrodzeniu ginie Grant, a Vaas daje Jasonowi parę sekund przewagi, po czym wysyła swoich ludzi w pogoń. Po przeprawie przez las bohater wchodzi na drewniany most za_ Niech tatau cię poprowadzi... czyli o grze Far Cry 3 FC3 został wydany pod koniec 2012r przez Ubisoft. Fabuła w skrócie: nasz bohater nazywa się Jason Brody i po-chodzi z bogatej ro-dziny. Wypoczywa sobie z bogatymi przyjaciółmi (ro-dzeństwem - Rile-yem i Grantem, swo-ją dziewczyną - Lizą, dziewczyną Granta - Daisy, oraz znajomy-mi: Olivierem i Kei-them) na jakiejś wyspie na końcu świata. Imprezuje, lata lotniami, pije sok ze świeżych kokosów, które sam zerwał z palmy. Pięknie, sielanka. Nagle wszystko wali się w gruzy: wszys-tkich biorą do niewoli fajni panowie w czer-wonych ciuszkach. Jason zostaje zam-knięty w klatce z Grantem. Przez chwilę swój monolog wieszony nad rzeką. Most urywa się i spa-da w rwący nurt. Ja-sona ratuje Dennis, pierwsza przyjazna dusza spotkana od czasu ucieczki. Dennis należy do Rakyat, miejscowego plemienia, oraz po-maga chłopakowi przebrnąć dalszą drogę w poszukiwa-niu reszty przyjaciół i zemście na Vaasie. Nakierowuje go też na jego powołanie: zostanie wojowni_



kiem Rakyat. Gameplay: mnie zachwycił, mówię z góry. Kilka począ-tkowych misji dobrze wprowadza gracza w klimat gry. Przykładowo: całko-wicie pierwsze zada-nie to przejęcie masztu radiowego. Trzeba się nań wdra-pać i wyłączyć prze-kaźnik znajdujący się na górze. Wtedy od-krywa się przed nami skrawek terenu, a na nim zaznaczone cie-kawe miejsca, drogi, rzeki, dobre miejsca na polowanie. Łącznie takich masz-tów jest czternaście, a za każdy dostaje-my darmową broń w sklepie. Na początku misji Dennis daje nam sto dolarów na kupno pistoletu. Następne zadanie to zapolowanie na dziki. Ze zwierzęcych skrót można wytwarzać wszelkie pasy na a-municję, kabury na broń etc. Teraz czas na najcie-kawszą z wprowa- dzających misji: przejęcie posterunku piratów Vaasa, czyli już wspomnianych wesołych panów w czerwieni. Jest to je-den z obozów, w którym rezydują. Dostajemy dwa punkty umiejętności, które najlepiej od razu wykorzystać. Jedzie z nami kilku Rakyat, którzy cze-kają tylko na ruch Jasona, aby także zaatakować. Można wejść od frontu oraz zacząć od razu strze-lać do wszystkich (i zginąć), albo po ci-chu zakraść się przez dziurę w ogrodzeniu na tyłach i wyelimi-nować przeciwników skręceniem karku lub kosą pod żebra. Po przejęciu poste-runku mamy dostę-pne: - zautomatyzowany sklep w budynku - bardzo prosty w ob-słudze. - zadanie Poszukiwany martwy - zlecenie na jakiegoś szczególnie uciążliwego pirata. - szybką podróż do tegoż posterunku - będąc gdziekolwiek na wyspie otwieramy mapę, klikamy dwukrotnie na żółty kwadrat z dwiema strzałkami oznacza-jący posterunek i magicznie się tam teleportujemy. - oraz, oczywiście, następne misje. Asortyment wozów nie jest szczególnie wysoki, bez specjal-nego przyglądania się: dwie terenówki, jedna osobówka, dwatrzy rodzaje ciężarówek, jeden quad, łodzi trzy typy, jeden skuter wodny, lotnia. Za to arsenał... to jest coś. Pistolety, karabiny, strzelby, PMy, LKMy, wyrzut-nie rakiet, snajpierki, granaty, koktajle Mołotowa, nawet łuk się znalazł. Do pra-wie każdej broni można dokupić do-datki, jak lepszy ce-lownik, tłumik czy powiększony



magazynek. Do prawie każdej. Mój ulubiony zestaw to snaj-perka, strzelba, granatnik i ka-rabin. Nazw nie pamiętam, ale od początku szedłem, w miarę moż-liwości, takim zestawem i mnie nie zawiódł. Wracając na moment do pojaz-dów: jeździ się świetnie. Nie wiem, czy mogę to nazwać realistyczną fizyką jazdy, bo znawcą nie jestem, ale przede wszystkim jest dość wygodnie, jeśli się opanuje. Latać można tylko lotnią, ale takowe są po-rozrzucane po mapie na wznie-sieniach. Pod koniec gry dostaje się także umożliwiający lot kom-binezon z wbudowanym spado-chronem, co ułatwia szybkie przemieszczanie się w powietrzu bez potrzeby użycia lotni. Postacie: - Jason, uczący się wojownik, główny bohater. Z początku roz-czulający się mięczak, z czasem naprawdę twardy facet. - Vaas, fascynujący psychopata. Robi pełno obrzydliwych i okrut-nych rzeczy, ale z taką finezją, że nie sposób go nie podziwiać. Do tego ze względu na jego eks-presję naprawdę trudno go nie.. lubić. - Dennis - nasz przyjaciel na ścieżce Rakyat. To on przekazuje nam zadania i wprowadza do... - Citra - przywódczyni Rakyat, siostra Vaasa. Jest obiektem uwielbienia Dennisa. - Dr Earnhardt - przechowuje naszych znajomych w jaskini pod swoim domem. - Liza - dziewczyna Jasona, nieco denerwująca w swojej bezradności. - Hoyt - szef Vaasa. Jest obrzy-dliwie okrutny, postać ewidentnie do nienawidzenia. - Sam - nasza wtyka wśród najemników. Dość sympatyczny w swoim ogóle Niemiec. - Agent Willis - kolejny zlecenio-dawca, infiltruje szeregi obu wrogów. - Buck - kolejny fascynujący psy-chol. Wysławia się w taki sposób, na przykład robiąc nam.. lekcję historii, że nie sposób się nie zaciekawić. Ogólnie mówiąc: każda postać jest inna, charakterystyczna. Czarne charaktery dają się lubić. Oprawa audiowizualna: grafika super, woda też wygląda nieźle (nawet będąc w środku), dźwięki otoczenia są, nie ma ciszy, silniki brzmią ładnie, zwierzęta też, jak należy. Głosy postaci też są świetnie dobrane, pasują. Ogółem: polecam, przeszedłem w całości, właśnie zaczynam od nowa. Smoq Niezgodna



Książkę pt. „Niezgodna” Ve-roniki Roth zna-łyśmy już wcześ-niej. Gdy dowie-działyśmy się o ekranizacji - z niecierpliwością wyczekiwałyśmy premiery. Jednak po obejrzeniu zwiastunu mia-łyśmy mieszane uczucia. Bałyśmy się, że film zep-suje nam książ-kę. Mimo to wy-brałyśmy się do kina. Na ruinach Chi-cago powstało nowe społe-czeństwo podzie-lone na pięć frakcji: altruizm (bezinteresow-ność), nieustra-szoność (odwa-ga), erudycja (inteligencja), prawość (uczci-wość) i serde-czność (życzli-wość). Główna bohater-ka, Beatrice „Tris” Prior (Shailene Woodley), musi w wieku szesnastu lat wybrać frakcję, do której chce należeć. Okazuje się, że dziewczyna jest niezgodna – łączy cechy charakteru kilku frakcji. Tacy ludzie są zagrożeniem dla systemu i muszą zostać wyeliminowani. Tris próbuje za-chować swoją tajemnicę, ale



jest to trudniejsze, niż jej się wydawało. Po drodze spotyka miłość, tajemniczego Cztery (Theo James) i boryka się z problemami nowicjatu. Mimo wcześniejszych obaw film okazał się całkiem dobry. Shailene Woodley wiarygodnie oddaje postać głównej bohaterki. Mimo wcześniej-szego uprzedzenia do niej, przeko-nała nas do siebie. Jednak nadal twierdzimy, że główny bohater wca-le nie jest przystojny i psuje nasze wyobrażenie tej postaci. Film ma dobre efekty specjalne. Podoba nam się również ścieżka dźwię-kowa, która dobrze odwzorowuje sceny. Neil Burger dobrze pokazał tę historię, w miarę trzyma się książki, ale obsada nie do końca nam się podoba. Mimo że film był dosyć długi - trwał prawie dwie i pół godziny - nie odczuwa się tego i do końca ogląda się z zaciekawie-niem. Film jest godny polecenia, ale warto też przeczytać książkę. Agata i Ola Snapchat – Najlepsza aplikacja!
Snapchat to aplika-cja na smartphony która ostatnio zyska-ła dużą popularność wśród młodzieży.


Jednak wydana została we wrześ-niu dwatysiące jedenastego roku przez dwóch uczniów Uniwer-sytetu Stanford. Same czynnie jej używamy i nie mo-żemy się od niej uwolnić. A więc, na czym polega Snapchat? Najpierw musisz go zainstalować – za darmo. Potem jest czas na wymyśle-nie nazwy. Zastanów się dobrze bo nie można jej zmie- niać, wiem bo sama próbowałam. Następnie obwieść na swojej tablicy (facebook), że masz snapa i po-proś o nazwy zna-jomych. Potem oni (po raz setny) odpiszą Ci. Kiedy masz już wiele kontaktów możesz zacząć wysyłać bezsen- sowne zdjęcia i filmiki. UWAGA! Ukazają się one tylko na określoną liczbę czasu. Sam usta-lasz ile (do dzie-sięciu sekund). Mo-żesz dawać inteli-gentne podpisy np. lofciam, lofciam lub <33333. Jeżeli chcesz coś zazna-czyć, zamazać lub dorysować dostę-



pna jest szeroka gama kolorów. Dostępne są również trzy filtry, w tym jeden normalny. Sam wybierasz do których znajomych dochodzi zdjęcie. Jeżeli akurat wy-szłaś/eś bardzo korzystnie lub robisz coś wartego pochwalenia się dodaj to do „My Story”. Wtedy przez następne dwadzieścia cztery godziny będzie to ogólnodostępny snap a twoi znajomi będą dostawać ciągłe informacje że coś udostępniłeś, chociaż cały czas jest to to samo zdjęcie. Za każde wysłanie lub odebranie snapa dostajesz punkty którymi mo-żesz pochwalić się wśród znajomych, lub wysłać kolejnego snapa oznajmia-jącego jaka/i ty jesteś popularna/y. Wchodząc w listę znajomych możesz zobaczyć do jakich trzech osób ty jak i inni najczęściej wysyłają snapy. Nie trać czasu i instaluj Snapchata. Ta super aplikacji pozwoli Ci dzielić się z innymi swoimi przeżyciami oraz śledzenie życia swoich znajomych, zawsze będziesz wiedział/a czy się nudzą czy robią coś fajnego. Najlepsze Snapchaterki <3
"Jesteś pewien, że to koza?"


Hai. Ostatnio internety podbiła kolejna produkcja - Goat Simulator. Jak nazwa wskazuje, poruszamy się tam kozą.. Coffee Stain Studios stworzyło grę, która parodiuje dotychcza-sowe symulatory wszystkiego. Jako zwykła, podstawowa koza możemy chodzić, demolować przyjęcia, łapać ludzi językiem czy skakać na trampolinie. Z wideorelacji IGNu widać, że kie-rować można także kozą z przy-czepionym plecakiem rakieto-wym (latającym zresztą po bar-dzo dziwnej trajektorii), oraz.. żyrafą. Twórca, z którym wy-wiad był tłem do gameplayu, stwierdził, że żyrafa jak najbar-dziej JEST kozą. Jako najwyższe zwierzę może-my łapać językiem również sa-mochody. Warto dodać, że w niedalekiej odległości od gracza znaleźć możemy stację benzynową. Co z nią zrobić? Głupie pytanie. Powiem tyle - w tym symulatorze każda koza prze-żyje wszystko. Fajną zabawą jest podczepianie się językiem pod prze-jeżdżające samo-chody. Miło skacze się też na trampo-linach, a dla wtaje-mniczonych jest pewne miejsce w lesie oraz kozia wieża. Co z nimi? To trzeba zoba-czyć.. nie będę psuł niespodzianki. Oficjalna premiera nastąpiła pierwsze-go kwietnia, a sa-ma gra kosztuje dziesięć dolarów. Ja kupię na pewno. Smoq zdjęcia potraw przygotowanych przez Karolinę
Humanitarna Dieta Wegetarianizm przez wielu uwa-żany za ciężki orzech do zgryzie-nia. Ciężko sobie wyobrazić dietę bez podstawowego składnika jakim  jest mięso.


Czy rzeczywiście  jest tak trudno, czy jedzenie mięsa jest jak nałóg, który ciężko rzucić? Nieprawda, sama  odrzuciłam mięso z dnia na dzień. Nie było mowy o stopnio-wym odrzucaniu jego lub ryb. Po  prostu wykluczyłam  je ze swojego  jadłospisu. Wbrew pozorom dieta wegetariańska ­ i wegańska ­ jest kolorowa i można przy-rządzić wiele cieka-wych posiłków na podstawie warzyw czy kasz. Sama od-krywałam i nadal odkrywam wiele sma-ków. Podczas tego przejś-cia tak naprawdę poznałam, co to znaczy dobre jedzenie. So-czewica, kasze, or-ganiczny makaron, wielki wybór warzyw, których wcześniej  bym nie ruszyła. Te-raz są na stałe ze  mną. Tofu, do które-go byłam uprzedzo- na, okazało się świetnym uzupełniają-cym składnikiem do sycącego dania. Co z innymi produk-tami, typu jajka, mleko, sery? Nadal są ze mną ­ mimo, iż jajka ograni-czyłam do jedzenia  raz w tygodniu, mleko tak samo. Serów i jogurtów używam już częściej,  lecz staram się je zamienić na ryżowe,



sojowe czy inne we-gańskie zamienniki. Trzeba jednak od-powiednio dobierać  produkty. Witaminy, wartości odżywcze ­ trzeba pamiętać, że nie wystarczy wy-pisać mięso z diety i zmienić wędlinę  na sojową. Odpowiednio dobrać produkty to nielada wyzwanie, ale warto się pokusić i zajrzeć do internetu. Świetnym sklepem, z którego czasem  korzystam, jest  vegekoszyk.pl ­ wie-le produktów wegań-skich, bez tych po-chodzenia zwierzęcego. Przykładowe dania,  które uwielbiam  przyrządać w domu czy zabierać je do  szkoły, to kasza jęczmienna z ostrym sosem pomidorowym i warzywami ­  brokuły, papryka,  fasolka szparakowa, cukinia, kukurydza, a także szpinak.  Szybkie i proste w  przygotowaniu, zaj-muje niewiele czasu, a syci na dobre kilka-naście godzin. Pie-czone ziemniaki to  szybkie rozwiązanie, a razem z innymi przyrządzonymi w ten sposób warzywami daje dużo radości;  wszelkie quiche z serami (są zamienni-ki sojowe serów) i wa-rzywami.. Typowe śniadanie?  Ciemny chleb, bez  masła czy margaryny



oczywiście ale z dużą ilością zieleniny ­ sałata, szpinak, a na  to plasterek jajka i po-midor. Pożywne i bez mięsa. Pasta z awokado na  razowym organicznym  chlebie smakuje świet-nie i dostarcza energii. Waszym stałym kom-panem powinny stać się pełne, zdrowe posił-ki. Jeśli odrzucacie mięso  to musicie pogodzić się z brakiem fastfoodów ­ hamburgery, pyszne kanapki z dużą ilością mięsa, kebaby czy  pizza z pepperoni to nie jest wasza bajka. Warto pamiętać, że w ten sposób może i nie uratujecie zwierząt, ale wasze sumienie w jakiś sposób jest czyste. Nikt was nierozlicza z  tego, co jecie, ale  może warto się zasta-nowić nad przyszłością i przejść na zdrowy  tryb życia nie krzyw-dząc przy tym zwierzątIdea wegetarianizmu  czy weganizmu jest  świetna i naprawdę  zmieniła życie wielu  osób, w tym moje. Gdy patrzę na mięso, wiem, że już go nie  chcę. Nie dotknę go, a tym bardziej nie  wezmę do ust. Wiele osób starało się to zmienić ,ale wycho-dziło to im na marne, a ja cieszę się, że jestem silną osobą, która żyje według humanitarnej  diety. Karolina, absolwentka 3a

Cyfrowa szkoła Jak się uczyć, by sprawiało to nam przyjemność? Jak wykorzystać swoje umiejętności komputerowe w nauce języka obcego? W Internecie możemy znaleźć wiele programów, które możemy wykorzystać. Jednym z nich jest ToonDoo, aplikacja do tworzenia komiksów. W roku szkolnym 2013/14, uczniowie klasy 1c przed Świętami Bożego Narodzenia obejrzeli film „Christams Carol” Karola Dickensa w wersji oryginalnej, a następnie stworzyli swoją historię obrazkową. Oto jeden z najlepszych przykładów: praca Maćka Szewczyka. nauczycielka jęz. ang. Agnieszka Kanabus





Ach, damą być z New Yorku, czyli krótka rzecz o blogerkach modowych. Uwaga! wszystkie obrazki pochodzą z bloga www.niemodnepolki.blogspot.com Od kilku lat pra-cuję w szkole. W gimnazjum, by być precyzyj-nym. Aby nie wypaść zupełnie z obiegu popkultural-nego każdy dzień zaczynam od lektury Pudelka. Prześlizgując się wzrokiem po nagłówkach i zdjęciach odkry-łam ostatnio zjawisko, które-go nie byłam w stanie zrozu-mieć i dlatego postanowiłam je zgłębić. Czy było warto? Szał na blogi



„modowe” trwa już od kilku lat, lecz dopiero niedawno autor-ki tych najbar-dziej popular-nych awanso-wały do ligi celebrytek – pojawiają się w telewizjach śniadaniowych, widać je na pokazach mody i wydarzeniach mniej lub bar-dziej związa-nych z szeroko pojętą branżą. I niby nie ma w tym nic złego – młode, ładne, często wykształ-cone – przecież wydawać by się mogło, że to idealny materiał na gwiazdki sezonu ogórko-wego w prasie i telewizji. Jednak jest coś, co nie daje mi spoko- ju. Chodzi mianowicie o rozdźwięk pomiędzy aspiracjami typu „siedzę w pierwszym rzę-dzie na pokazie mody na Fashion Week, moda to moja miłość i pasja, a gdy dorosnę, to zostanę redak-tor naczelną polskiej edycji Vogue” a total-nym brakiem spójności wize-runku naszych czołowych blo-gerek. Tak, można w tym momencie śmiało stwier-dzić, że się czepiam - bo tak jest. Ale jeśli ktoś widzi prosty związek pomiędzy kreowaniem się na znawczynię i wyrocznię w kwestii mody, a reklamowaniem jogurtów, pły-nów do czysz-czenia toalet, proszku do prania czy piekarnika, to proszony jest o wytłumaczenie mi tego zja-wiska. W porządku, jestem w stanie zrozumieć chęć wykorzystania swoich pięciu minut - szansa może się więcej nie powtórzyć. Ale co z szacun-kiem do czytel-nika, który swym wytrwałym klikaniem



wydatnie przyczynił się do wylansowania danej osoby? Ha, to kolejne kontrowersyjne zjawisko. Bo jak czymś fajnym jest odczuwanie pokre-wieństwa z kimś, kto, dysponując niewielkim budżetem, pokazuje nam, w jaki sposób fajnie się ubrać, to oglądanie zdjęć młodych kobiet (znacznie młodszych niż ja, niewiele starszych niż wy) przyo-bleczonych w ciuchy od projektantów, paradu-jących z torebkami wartymi kilka(naście) tysięcy złotych, pozują-cych w środku mroźnej zimy w sandałkach (bo przecież po drodze z samochodu do centrum handlowego nie da się zmarznąć) wydaje mi się co najmniej dziwne. Dosyć ciężko jest identyfikować się z kimś, kto kontakt z rzeczywis- tością porzucił na rzecz kontaktu z fotoszopem. Najpopularniejsze blogerki modowe nie dość, że przypominają atak klonów, to mają niejednokrotnie problem z rzeczami, które wydają się na pozór proste. Na przykład z mówieniem i pisaniem w języku ojczys-tym. Z językami obcymi jest jeszcze gorzej (sprawdźcie na youtube Charlize Mystery udziela-jącą wywiadu podczas Fashion Week w Nowym Jorku!). Kiepsko jest również z dystansem do siebie, przyjmowaniem jakiejkolwiek krytyki czy powstrzymywaniem się od wypowiedzi na temat zjawisk i osób, o których nie ma się bladego pojęcia. Co więc skłania mnie



do przeglądania tych blogów? Cóż, aspekt hu-morystyczny! Bez nich nigdy nie miałabym szans na dowie-dzenie się, że piwo jeżynowe to w sumie to samo, co piwo jarzyno-we. I że modne są „bufoniaste” rękawy. A także, że jedyne słuszne śniadanie to pancakes (popi-jane soczkiem od sponsora) lub owsianka (wyrób gotowy, wystar- czy zalać wodą). Ale nie martwcie się – piszę o tym tylko dlatego, że jestem gruba i zazdroszczę ciu-chów od spon-sora (w moim rozmiarze nie robią), nie mam modnego psa, torebki, szalika i poradnika. Mam jednak ogromną nadzieję, że naj-popularniejsze polskie blogerki w ramach stwier-dzenia „hajs się musi zgadzać” nawiążą kiedyś współpracę z agencjami kreu-jącymi wizerunek w mediach, a nie jedynie z produ-centami żelazek... Iza Wolska zdjęcie ze strony http://www.filmweb.pl/film
„Generał, który się nie poddał” Film „Generał Nil” przedstawia histo-rię Augusta Emila Fildorfa, jednego z ważniejszych przy-wódców Armii Kra-jowej.


Nie jest to jednak kolejna opowieść o człowieku pełnym cnót i jego boha-terskich czynach. Przeciwnie, można by nawet pomy-śleć, że reżyser celowo odsuwa heroiczne wyczyny na dalszy plan. Głównym tematem filmu jest prze-miana kogoś, kogo się kocha w kogoś, kogo się niena-widzi. Ale po kolei. Na początku Nil pokazany został jako przykładny patriota, postrach nazistów, który eliminował co ważniejszych oficerów niemiec-kich w obronie ojczyzny. Następnie nasz protagonista został zesłany na Sybe-rię. I to był mo-ment przełomowy , ponieważ podczas pobytu w jednym z radzieckich łagrów, Generał Nil umarł. Do Polski wrócił już tylko August Fildorf. Od tego czasu następuje je-



go powolny upadek. Starał się on odnaleźć w nowej rzeczywistości, ale było to niemożliwe. Swój los przypieczętował już dawno temu - co z tego, że nie był już tym samym człowiekiem? Szukając choć odrobiny bezpieczeństwa, zwrócił się on do wroga swego dawnego „ja”, nowego okupanta Rzeczypospolitej, komunistów. Ci jednak nie okazali mu łaski i skazali go na śmierć. Jedyną zasługą Fildorfa było to, że nie zdradził współpracowników Generała Nila. Umarł, pozostając w niesławie u widzów przed ekranem. Takie były moje pierwsze wrażenia po obejrzeniu filmu. „Na szczęście” ustąpiły one po dłuższej refleksji na nieco bardziej przychylne generałowi. Nagle dostrzegłem w Nilu zmęczenie; zmęczenie walką, zmęczenie samotnością, zmęczenie strachem. Podsumowałem sobie wszystkie krzywdy, które wycierpiał i całe zło, którego doś-wiadczył. Postawi-łem się na jego miejscu. Zrozu-miałem przewar-tościowanie, które w nim zaszło i już nie potępiałem Fildorfa. W mojej pamięci zapisał się on jako człowiek, który wprawdzie nie został bohate-rem, ale pozostał wierny sobie i swoim ideałom. Kamil Budziak 3B

W dzisiejszych czasach fotogra-fem może zostać niemal każdy. Wystarczy dobry aparat, wena i otaczający nas świat. Do wykonywania zawodu nie po-trzeba żadnych specjalnych uprawnień poza wiedzą, którą można zdobyć samodzielnie. Co jednak zrobić by się “przebić” i wyrobić własną markę? O swojej drodze, małych i większych sukce-sach, marzeniach i pasji opowie nam Katarzyna Cichoń. Wywiad z mamą - Jak rozpoczęła się twoja przygoda z fotografią? - Od małego dziecka miałam styczność z fotografią, ponieważ mój ojciec zaj-mował się nią. Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, zawsze robił mi zdjęcia, wieczorem zabierał do ciemni, siedziałam tam po cichu i obserwo-wałam, gdy je wywoływał. Od tamtej pory zaczęłam zajmować się sztuką - profesjonalnie dopiero w liceum plas-tycznym, na lekcjach fotografii - i już nie przestałam. - Jaki gatunek fotografii uznajesz za swoją specjalność? - Fotografię artystyczną i portretową. - Dlaczego akurat ten gatunek? - Ponieważ uwielbiam obserwować ludzi i wydobywać z nich na fotografii ich szczególne piękno. - Co najbardziej lubisz w swoim zawodzie, a co sprawia Ci największą trudność? - Najbardziej lubię to, że można nieustannie się rozwijać. Największą trudność sprawia mi wstawanie rano do pracy. (śmiech) - Skąd czerpiesz inspirację i skąd powstają pomysły na sesje?







- Inspirację czerpię z otaczającego mnie świata: filmu, muzyki, sztuki, ale też z szarej codzienności. - Co możesz powiedzieć osobom, które marzą o karierze fotograficznej? - Przede wszystkim dużo pracować i nie poddawać się. - A co jeśli chodzi o jakość zdjęć? Czy jest istotna? - Oczywiście, że jest istotna! Zdjęcia są wykorzystywane w katalogach, bilbordach i gazetach. - Z kim w przyszłości marzyłoby Ci się współpracować? - Z Davidem LaChapella, Mario Testinem i Terrym Richardsonem. - Czy posiadasz jeszcze jakieś pasje? - Oczywiście! Uwielbiam oglądać dobre filmy, uczestniczyć w produkcji, jak i tworzyć sztukę współczesną, nowy design, książki i grafikę komputerową. - Co w życiu jest dla Ciebie najważniejsze? - Moja rodzina. - Dziękuję za wywiad. - Dziękuję. Alicja

Wolontariat



W sobotę ze względu na projekt edukacyjny wybra-łyśmy się do war-szawskiego schro-niska na paluchu. Naszym głównym celem było zapoz-nanie się z rolą prawdziwego młodego dzienni-karza oraz spędze-nie dnia z wybra-nym wolontariu-szem. To zadanie było dla nas prawdzi-wym wyzwaniem, ponieważ po raz pierwszy musia-łyśmy wcielić się w rolę dziennikarza i przeprowadzić wy-wiad z zupełnie obcą nam osobą. Pierwszymi proble-mami, które sta-nęły nam na dro-dze, było skonta-ktowanie się ze schroniskiem i umówienie na spotkanie w celu przeprowadzenia krótkiego repor-tażu. Bardzo szyb-ko dostałyśmy odpowiedź i już w następny weekend mogłyśmy działać. W drodze komplet-nie nie wiedzia-łyśmy, co mamy zrobić i w jakiej formie przepro-wadzić reportaż. Gdy byłyśmy już na miejscu, przy-dzielono nam jednego z wolon-tariuszy. Szczerze mówiąc, trochę się bałyśmy, że coś nam nie wyjdzie, ale mimo to po-szłyśmy. Przeko-nałyśmy się, że pani Renatka była bardzo otwartą osobą i stres był nam kompletnie niepotrzebny. Godziny mijały w mgnieniu oka, obserwowałyśmy pracę wolonta-riuszki i zadawa-łyśmy pytania, które nasuwały się nam zaskakująco szybko. Okazało się, że schronisko nie jest aż tak ża-



łosnym miejscem, jak myśli więk-szość gimnazjalistów. Działa tam na-prawdę pozytyw-na energia, widać z jakim zadowole-niem i pasją każdy przychodzi do pracy i jaką część jego życia stanowi pomoc. Wiele osób zainteresowało się naszym projektem i proponowało wsparcie. Wyda-wało nam się to bardzo miłe i z chęcią słuchałyś-my różnych opo-wieści. Podczas naszej wycieczki dowiedziałyśmy się wielu ciekawych rzeczy, np. że a-dopcja wymaga wiele pracy, for-malności i zaanga-żowania oraz że ważny jest każdy aspekt życia oso-by, która pragnie adoptować jakieś zwierzę. Praca wo-lontariusza jest równie ciekawa, wymaga wielkiego poświęcenia i na-prawdę wielkiej miłości do zwie-rząt. Polega ona głównie na wypro-wadzaniu psów i czyszczeniu klatek. Miło jest popatrzeć, że sprawia to wo-lontariuszom (któ-rych jest naprawdę wielu) ogromną radość i że aż tak angażują się w to, co robią.



Ten projekt pozwolił nam na dokładne poznanie pracy dziennikarza oraz poszerzenie wiedzy na temat wolontariatu. Dzięki niemu mogłyśmy sprawdzić się w nowej roli, poznać wielu nowych ludzi oraz przeżyć wiele niezapomnianych chwil. Mogłyśmy się przekonać, jak ważna może być zwykła pomoc i jak wiele może zdziałać. Ola Kielewska & Ola Banach YOU are the HERO



Nie jestem pewien, czy wy także, ale ja zawsze zastanawiałem się, jak to jest być bohaterem książek fantastyczno przygodowych, walczyć z niezliczoną ilością potworów, znajdować potężne, magiczne artefakty, odwiedzać różne, wyjątkowe lokacje oraz na samym końcu pokonać zło. Być może mamy wiele gier wideo, które nam to umożliwiają, ale jest jeden zdecydowanie lepszy pomysł niż spędzanie godzin przed monitorem, seria gier tekstowych Fighting Fanstasy. Dzięki serii Fighting Fantasy poczujesz się jak prawdziwy bohater książki, którą w zasadzie gra paragrafowa jest. Jest to w stu procentach lepszy pomysł niż siedzenie przed ekranem z otwartą buzią i przyciskanie guzików na kontrolerze. Książka jest o wiele lepsza, ma o wiele przyjemniejszy klimat, uruchamia wyobraźnię, można ją zabrać w dowolne miejsce, wzbogaca słownictwo.. Jest jeszcze wiele innych pozytywnych aspektów wybierania papierowej, nie komputerowej, wersji. Warto jednak powiedzieć trochę o książkach, chcę umieścić w tym artykule krótką recenzję jednej bardzo ciekawej: autorstwa dwóch pisarzy, Steve'a Jacksona i Iana Livingstone'a - ich



pierwszego dzieła z serii Fighting Fantasy, noszącego nazwę „The Warlock of Firetop Mountain”. Na początek krótko opowiem, czym są gry paragrafowe (znane także jako gamebooki). Jest to wyjątkowy rodzaj książki, w której to my dokonujemy wyborów i jesteśmy głównym bohaterem. Nasze działania rozwijają fabułę. Następnie chcę powiedzieć krótko o systemie gry, czyli zasadach, a są one bardzo proste - bitwy, zdarzenia losowe i inne aspekty gry zależne od zasad są łatwe do opanowania i sprawiają, że rozgrywka jest jeszcze przyjemniejsza. Bardzo łatwo stworzyć postać, którą będziemy grali, a niektóre książki z cyklu oferują jej wybór na początku rozgrywki. Do tych zaliczymy Warlocka. Skoro już pozytywnie skomentowałem system, czas przejść do opisu fabuły i zarysu samej zawartości książki. Zachęcenie ogromnym skarbem, którego posiadaczem jest potężny, ale niestety potwornie zły czarownik (w angielskim użyto pojęcia warlock, którego raczej używamy do określenia złego człowieka posługującego się magią). Aby zdobyć ogromny skarb musisz nie tylko zabić maga, ale także stawić czoła pułapkom, które zastawił i które czyhają na ciebie w labiryncie znajdującym się pod tytułową Górą Ognistoszczytną (nie jestem pewien, czy jest to poprawne



tłumaczenie, bo książka występuje tylko w języku angielskim). Podróżując przez ten skomplikowany system tuneli znajdziemy wiele wyjątkowych postaci, przeciwników, przedmiotów i lokacji. Natkniemy się głównie na gobliny, które są główną siłą roboczą złego czarodzieja, ale znajdą się także orki, gnomy, ghule i wiele innych stworów. Podczas eksploracji możemy tworzyć mapę, która pomoże nam sprawdzić wszystkie możliwe opcje w grze. Także to, jakie przedmioty weźmiemy lub zostawimy ma duży wpływ na fabułę, często podczas walki lub zbieraniu dodatkowych artefaktów. Jest także kilka kluczowych obiektów, które mocno ułatwiają grę. Skoro mowa o ułatwianiu rozgrywki: gra jest niezwykle prosta, w skali od 1 do 5 dałbym 1, więc jest dobra dla tych, którzy chcą dopiero rozpocząć przygodę z Fighting Fantasy. Podróż poprzez korytarze jest naprawdę ciekawa i wciągająca, działa także pozytywnie na wyobraźnię. Niestety z jakiegoś - nieznanego mi - powodu nie ma polskiego tłumaczenia. Książkę możemy czytać tylko i wyłącznie po angielsku, także jest przeznaczona dla osób znających dość dobrze ten język. Zakup książek jest też przez to mocno utrudniony i musimy je zamawiać internetowo, najlepiej za pośrednictwem księgarni nastawionych na literaturę obcojęzyczną. Serdecznie wszystkich zapraszam do czytania gier paragrafowych, jest to świetna zabawa i gromadzi wielu fanów. Umieszczam także krótką ocenę książki w różnych aspektach: Trudność: Bardzo łatwa Klimat: Świetny, eksploracja podziemi Typ: Typowa labiryntówka Nieliniowość: Spora Maciek

Najznakomitsi projektanci, znane modelki i powalające kolekcje – New York Fashion Week 2014 M. in. Donna Karan, Alexander Wang, czy Francisco Costa - to bohaterowie tego-rocznego New York Fashion Week. Zapre-zentowali oni trendy na sezon wiosna/lato 2015. New York Fashion Week to jedno z najważniejszych wydarzeń w świe-cie mody. Najlepsi projektanci, modelki, dzienni-karze i blogerzy zebrani w jednym miejscu, by doś-wiadczyć niezwy-kłej magii tygodnia mody. Jednym z najważniejszych gości, oprócz gwiazd Hollywood,





była naczelna amerykańskiego Vouge - Anna Wintour. Impreza zaczęła się czwartego września pokazem Frame Denim, a zakończyła jedenas-tego września pokazem Marc by Marc Jacobs. Wspomniany wcześniej Alexander Wang zapropo-nował klasyk – czarne, długie, wąskie spodnie z wysokim stanem, które zestawił z kurtką typu bomber; w ko-lekcji nie zabrakło również sukienek. Donna Karan okre-śliła swoją kolekcję w trzech słowach: „Światła, sztuka, energia”. Tutaj pojawiła się geometria zestawiona z paste-lowymi kolorami, choć nie tylko - oczywiście nie mgło zabraknąć ulubionego koloru projektantki - czarnego. Na jej pokazie pojawiły się ołówkowe spódnice i bluzy typu over size, które połączyła ze sportowymi butami na platformie. W Calvin Klein Collection stanowczo dominował granat. Francisco Costa postawił na styl marynarski. Białe, czerwone i granatowe, przewiązane paskiem sukienki były na to dowodem. Ciekawą kolekcję stworzyły również Katie Hiller i Luella Bartley - projektantki marki Marc by Marc Jacobs. Pastele, pastele, pastele, tym razem również na butach. Były to krótkie, występujące w wielu wersjach kolorystycznych... kalosze. Druga część kolekcji była nieco bardziej stonowana. Klasyczna biel i czerń? Nie. Była to wariacja tych dwóch kolorów zestawiona z różnymi materiałami i fasonami. Istne szaleństwo. Tym samym myślę, że było to idealne zakończenie nowojorskiego tygodnia mody. Aleksandra Michalak
Dni Transportu Publicznego 2014


W światku miłośników warszawskiej komunikacji miejskiej w ciągu roku ważne są tak naprawdę dwa, trzy dni. Jednym z najważniejszych wydarzeń są Dni Transportu Publicznego, organizowane co roku z okazji Tygodnia Zrównoważonego Transportu. W tym roku w wyniku komisyjnego losowania monetą ustalono że impreza odbędzie się w zakładach „Ostrobramska” i „Praga”. Bardzo mnie ucieszyło zwiedzanie szczególnie tej drugiej zajezdni, gdyż nigdy nie miałem okazji zobaczyć jej z bliska. Dwudziestego września punktualnie o 10:00 otwarto zajezdnie dla zwiedzających, atrakcji moim zdaniem nie zabrakło. Oprócz oglądania różnych gadżetów można było usiąść na miejscu kierowcy w praktycznie każdym autobusie eksploatowanym obecnie (lub dawniej) w Warszawie. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Polski Bus, który oprócz pojazdu w ekspozycji stałej zaoferował jeszcze jeden do obsługi linii dowozowych. Jak dla mnie, ogromnym plusem był przystanek zbiorczy na Ostrobramskiej - zarówno dla linii zwykłych, jak i dla specjalnych, uruchomionych tylko na tą okazję. Wizyta w zajezdni tramwajowej niczym ekstra nie była. Dobre wrażenie zrobił pokaz podzespołów tramwajowych oraz kilka tramwajów, w których można było zasiąść w kabinie, złe - mała ilość terenu i wozów do zwiedzania. Drugiego dnia, tj. 21. września odbyła się bardzo specjalna
wycieczka szynobusem do Elektrociepłowni Siekierki. Zarządca dróg żelaznych dał


ciała (jak zwykle), w ciągu dwudziestu minut decyzję z którego peronu odjedzie pociąg zmieniono tylko trzy razy. W czasie jazdy odbyła się debata z udziałem szefa ZTM i członka rady nadzorczej Kolei Mazowieckich nt. wykorzystania bocznicy w ruchu pasażerskim. Właściwie, oprócz kosztów wykorzys-tania, miałoby to same plusy - przyczyniłoby się do zmniejszenia korków na ulicy Puławskiej albo chociaż pozwoli-łoby je omijać. Według wyliczeń: nawet, gdyby nie podniesiono prędkości szla-kowej z 30km/h, to pociąg i tak byłby szybszy niż korek na Puławskiej. Podczas jazdy odbyły się dwa tzw. fotostopy, czyli postoje z możliwością zrobienia zdjęcia w ciekawym oto-czeniu. Pierwszy odbył się pod kominami Elektrociepłowni, drugi nieopodal mostu na rzece Bielawa. Ogółem - w tym roku cała impreza była bardzo dobrze zorganizowana, dlatego moim zdaniem oragnizatorom należą się ogromne gratulacje. Oby więcej takich akcji promujących komunikację miejską! Bartłomiej Klus Granie po męsku
Męskie Granie to festiwal muzyczny, który w ciągu wakacji pojawia się w siedmiu różnych miastach.


Jego celem jest promowanie polskiej muzyki. Poza bardziej znanymi zespołami mają okazję zaprezentować się też nowe - od tego jest specjalny konkurs, w którym decydują głosy fanów.. Zapraszam. Pracuję przy organizacji całej imprezy od dwóch lat i conieco zdążyłem już ogarnąć. Krótko o tegorocznej edycji: 1. Singiel, "Elektryczny" - w tym roku, moim zdaniem, genialny. Zwłaszcza w porównaniu do poprzedniego. Supergrupa wykonująca wypadła bardzo dobrze - Dawid Podsiadło pokazujący, że stać go też na ostrzejszy wokal; Emade walący w bębny, jakby chciał rozbić je na kawałki; Michał Sobolewski ze swoją solówką; Andrzej Smolik jako koordynator projektu i operator dwóch klawiszy przez trzy sekundy utworu. Reszta trzyma fason, ale niczym mnie nie zaskoczyła. 2. Artyści i zespoły na trasie. W tym roku, jak na mój



gust, gorzej, niż w poprzednim, ale ogólnie rzecz bio-rąc - przyjemnie. No i oczywiście znalazły się perełki, jak Ørganek, Krzyś Zalewski czy Shipyard. I to się liczy. 3. Ludzie. Z orga-nizatorami proble-mów nie było, żaden artysta nie był nadęty (poznałem kilku naprawdę fajnych - Jacka z The Freuders, cały Shipyard czy lidera zespołu Ryba and the Witches), a znajomi dopisali (głównie we Wro-cławiu, ale jednak). 4. Warunki. Miejsca zwykle ładne (Stara Gazownia to jest to, zresztą Pergola też) i nietrudne do znalezienia (z wyjątkiem Fortu Bema, ratunku). Pogoda dopisała za prawie każdym razem, tylko we Wrocku można było trochę kręcić nosem. 5. Klimat. To jest powód, dla którego warto choć raz zajrzeć na Męskie Granie - wszystko jest na luzie i do-pracowane, a zespoły, czego by nie mówić, trzy-mają poziom. Mogę zapewnić, że z tyłu sceny jest naprawdę przy-jemnie i panuje przyjacielska atmosfera - poz-nają się muzycy i po paru minutach rozmawiają jak starzy kumple, a nic nie stoi na przeszkodzie, żebym się dołączył. I to widać też na samej scenie - ludzie się lubią i szanują. 6. Płyta. Wyżej napisałem, że w tym roku był gorszy set, gorsze zestawienie - ale płyta wyszła lepsza. W osta-tecznym rozra-chunku rozsądniej dobrali utwory, w tym kilka ekstra-sów. Wiadomo, ogólne wrażenie może psuć wcis-kany wszędzie na siłę Wyłączny Sponsor Imprezy, ale na to nie ma rady. Może kie-dyś... a zresztą, zobaczy się. I to by było na tyle, tak w skrócie. Ktoś chce więcej - zapraszam. Smoq