Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








s. 5 s. 12-13 s. 6-7 s. 14-15 s. 8-11 s. 16 REDAKCJA:

ZSE Krzyk W NUMERZE:

Szkoła stawia na zawodowców! Co sądzą o naszej szkole pierwszoklasiści? Zza kulis Warto obejrzeć! "Niewyleczone" - opowiadanie Spotkania młodzieży Emilia Kapinos - red. naczelna Joanna Jurkowska - zas- tępca red. naczelnej Dagmara Jaźwiec Patrycja Kowalska Julia Wojdyła Anna Skrzyniarz Monika Skrzyniarz Krzysztof Radoń Opiekunowie: Agnieszka Lorynowicz Beata Szędzioł Nasz adres: krzykekonomik@o2.pl OD REDAKCJI:

ZSE Krzyk

Drodzy Czytelnicy! Witamy w nowym roku szkolnym i zapraszamy do lektury pierwszego nueru gazetki „Krzyk”. Jest on efek-tem pracy zespołu redakcyjnego w całkowicie zmienionym (w porówna-niu do roku ubiegłego) składzie. Kołem dziennikarskim zainteresowali się głównie uczniowie klasy I b tech-nikum (Joanna Jurkowska, Emilia Ka-pinos, Patrycja Kowalska, Dagmara Jaźwiec, Daria Jamróz i Julia Wojdy-ła), których wspomagają dziewczyny z klasy II a (Anna Skrzyniarz i Mo-nika Skrzyniarz) oraz uczeń klasy II zasadniczej szkoły zawodowej - Krzy-sztof Radoń. Na jednym z pierwszych spotkań zes-połu redakcyjnego wybraliśmy redak-tora naczelnego (Emilia Kapinos) i zastępcę (Joanna Jurkowska). Do tworzenia gazetki szkolnej przystąpi- liśmy wszyscy pełni zaangażowania, zapału i z dużą ilością pomysłów, któ-re chcemy przelać na papier i przeka-zać czytelnikom, zarówno w tym, jak i w przyszłych wydaniach ,,Krzyku”. Naszym celem jest relacjonowanie wydarzeń nie tylko z życia szkoły. W gazetce znajdziecie recenzje napraw-dę ciekawych filmów, które warto zo-baczyć. Uczniowie zamieszczają tu swoje opowiadania i historie, które samodzielnie stworzyli. Zachęcamy wszystkich do czytania naszego dzie-ła. Podkreślamy również, że każdy może dodać coś do siebie, gdyż jes-teśmy otwarci na nowe propozycje. Nigdy nie spoczywamy na laurach. Pisanie jest dla nas rzeczą, która nas pasjonuje i spełnia. Śmiało można powiedzieć, że jesteśmy jak Chuck Wendig, który powiedział: "Nie w tym rzecz, że nie masz czasu na pisanie. Rzecz w tym, że nie uważasz tego za wystarczająco ważne, by poświęcić temu czas. Ale ja tak." Emilia Kapinos Patrycja Kowalska Julia Wojdyła Joanna Jurkowska

ZSE Krzyk Poznajmy się!

Interesuje się ogrodnic-twem. Wiele czasu po-święca na pielęgnowanie roślin. Od dziewięciu lat gra na gitarze, co uwiel-bia robić przy ognisku bądź podczas świąt Bo-żego Narodzenia, śpie-wając kolędy. Jej ulubio-nymi przedmiotami w szkole są matematyka i język polski. Pasją Emilki jest pisanie, które spra-wia jej wielką radość. Gazetka ,,Krzyk’’ to miej-sce, gdzie – jak sądzi – może się rozwijać, wy-rażać swoje uczucia i przekazywać innym infor-macje oraz ciekawostki dotyczące życia szkoły i uczniów. Od dzieciństwa interesuje się sportem, najbardziej aerobikiem, gimnastyką. Lubi oglądać filmy fabu-larne i czytać książki młodzieżowe. Jej mocną stroną są systematycz-ność i odpowiedzialność. Nie potrafi się nudzić. Ma wiele marzeń związanych z podróżami po świecie. Najbardziej ceni czas spędzony z przyjaciółmi i rodziną. Uwielbia podróżować, poznawać kultury innych państw. Dąży do tego, aby zostać stewardessą lub przewodnikiem. Interesuje się także mu-zyką – należy do Zespołu Pieśni i Tańca ,,Rzeszo-wiacy'', w którym jej głównym zajęciem jest śpiewanie. Codziennie dojeżdża do szkoły autobusem, poko-nując 22 kilometry trasy. Jest niepoprawną opty-mistką, bo uważa, że w każdej sytuacji jakoś da sobie radę. Wytrwale dąży do celu, jest uparta i komunikatywna. Bar-dzo lubi rozmawiać z in-nymi i nawiązywać nowe znajomości. Uwielbia się śmiać. Jej ulubionym przedmiotem jest geo-grafia, z którą wiąże przyszły zawód, jakim jest oceanografia lub przewodnik. Jej hobby jest taniec, w którym wyraża swoje uczucia. Sześć lat była członkiem Zespołu Pieśni i Tańca „Borowiacy”. W wolnym czasie czyta książki - kryminały i thrillery. Dagmara Jaźwiec Lubi czytać książki i pisać opowiadania, dlatego po-stanowiła spróbować sił w tworzeniu gazetki. Jest osobą ambitną, kreatyw-ną, która chętnie udziela się w różnego rodzaju wolontariacie. Dołączyła także do naszego szkol-nego kółka. Aktywnie działa w parafialnym KSMie, gdzie wraz ze znajomymi organizuje akcje i wyjazdy na spot-kania młodzieżowe.

ZSE Krzyk

My też stawiamy na zawodowców! Od 16 września klasa IV c T bierze udział w projekcie „Mielec stawia na zawodowców”. Projekt ma na celu przygotowanie uczniów kształcących się w zawodzie technik obsługi turystycznej do drugiej i ostatniej kwalifikacji egzaminu T.14 - Prowadzenie informacji turystycznej oraz sprzedaż usług turystycznych. Uczniowie uczestniczą w zajęciach pozalekcyjnych, na których rozwiązują zadania egzaminacyjne z części praktycznej i teoretycznej. Zajęcia odbywają się w piątki i soboty. Dzięki udziałowi w projekcie mogą oni sprawdzić swoją wiedzę i umiejętności, które zdobyli w ciągu czterech lat. Patrycja Kamuda Zespół został założony w 1952 r. i działa w mieleckim SCK. Naszym celem jest prezentowanie bogactwa i piękna polskiego folkloru zarówno na scenach krajowych, jak i zagranicznych. W naszym repertuarze znajdują się przede wszystkim polskie tańce narodowe, wiązanki tańców i pieśni ludowych z regionów, takich jak: Śląsk, Kaszuby, Wielkopolska, Ziemia Lubelska, Ziemia Rzeszowska.
ZZA KULIS Relacja naszej uczennicy – członka Zespołu Pieśni i Tańca "Rzeszowiacy" im. Janusza Mejzy
ZSE Krzyk

30 września br. obchodziliśmy ju-bileusz 65-lecia zespołu, do którego przygotowania trwały od początku sierpnia. Całe dwa miesiące dzień w dzień wylewaliśmy litry potu, ćwicząc na scenie Samorządowego Centrum Kultury w Mielcu. Próby trwały po dobre kilka godzin, ale nikomu nie sprawiało to problemu, bo robimy to, co kochamy, i uwielbiamy swoje towarzystwo – wszyscy członkowie zespołu należą do jednej wielkiej rzeszowskiej rodziny. Każdy z osob-na włożył mnóstwo pracy w przygo-towanie jubileuszu, mimo że chwilami było ciężko. Najciekawsze jest to, co dzieje się za kulisami podczas koncertów. Gdy je-dna grupa skończy występ, a za kilka sekund wchodzi następna, na prze-branie się przeważnie mamy około czterech minut. Jest to mało, jeśli trzeba zmienić cały strój ludowy ra-zem z obuwiem. W skład takiego stroju wchodzą m.in. halka, spódni-ca, koszula. Osoba oglądająca nas z perspektywy widowni widzi piękny,

ZSE Krzyk

przemyślany w stu procentach występ, my nato-miast widzimy chaos dziejący się za kulisami i bieg do garderoby. Bardzo często, wychodząc na scenę, łapiemy się na tym, że nie zapięłyśmy jakiegoś gu-ziczka i staramy się to „zatuszować”, co na ogół wychodzi. Przynależność do takiego zespołu to świetna spra-wa. Dzięki temu tworzą się wspomnienia, do któ-rych możemy wracać latami... Nie znam nikogo, kto żałowałby, że należy do Rzeszowiaków. Będąc w tamtym miejscu, razem z tymi ludźmi robię coś pięknego – podtrzymuję polską kulturę folklorys-tyczną. Julia

ZSE Krzyk NIEWYLE-CZONE OPOWIADANIE Rozdział I

Kira - Nie, mamo! Nie chcę znowu jechać na grupę wsparcia. Jest. Mi. Nie. Potrzebna – ostatnie słowa nieco podkreśli-łam, aby rodzicielka mi zaufała. - Zażyłaś lek? – spytała. - Tak. Czy dlatego, że grzecznie połknęłam tabletki, mogę nie jechać na grupę wsparcia? – próbowałam, jak tylko mogłam. - Oczywiście, że pojedziesz Kira. Wsiadaj do samochodu – rozkazała matka. Nie ma co się kłócić z mamą, która jest przewrażliwiona na punkcie swojego dziecka. Ja przecież jem codziennie. Mam doskonałą figurę. Nie chcę być znowu gruba, ale przez to codzienne jedzenie przytyję i znów nie będę idealna… a ta grupa wsparcia? To dno. Czyste dno. Spotykam się z czte-rema osobami i każda z nich ma inną chorobę. Nikt nikogo nie rozbawia poza Niną, więc ja albo ona zawsze coś po-wiemy, ale cóż… Emma dosłownie NIGDY się nie uśmie-cha. Ma depresję. Zawsze ma pochyloną głowę. Wygląda to naprawdę strasznie. Jak pamiętam, z trzy lub cztery miesiące temu spytałam się jej, dlaczego się nie uśmiecha? Jej rodzice umarli? Dopiero wtedy uniosła głowę i odpo-wiedziała: - Kiro, przytyłaś? Och, widzę lekkie fałdki na brzuchu. Nieładnie się tak obżerać. Po tym incydencie przez dwa tygodnie dostawałam jedze-nie dożylnie. Codziennie patrzyłam na swoje odbicie w lu-sterku, szczególnie dużo razy patrzyłam na swój brzuch. Z każdym dniem myślałam, że mój brzuch staje się coraz grubszy i grubszy, a ja nic nie mogłam zrobić, ponieważ dostawałam to cholerne jedzenie. Każdego parszywego dnia. To był jeden z cięższych okresów. Powoli, ale napra-wdę powoli leczę się z anoreksji. Lekarze są dobrej myśli. Wiecie co jest jeszcze zabawniejsze od grupy wsparcia? Moja kochana matka. Dam sobie rękę uciąć... nie, nie rękę, żartowałam… wszystkie fałdki, iż chodzi ona niemalże co-dziennie do kościoła modlić się o moje wyzdrowienie. Bóg chyba nie jest mną i nie wyleczy się z anoreksji, czyż nie? To ja mam pokonać tę chorobę. Okej, jesteśmy już przed budynkiem grupy wsparcia. Jest to mały, szary budynek niedaleko kina. W pomieszczeniu znajduje się siedem krzeseł. Wiecie, na wypadek gdyby nowa osoba przyszła na ten cyrk. Ściany mają kremowy

ZSE Krzyk

kolor, jeden stolik przy ścianie z wodą oraz cukierkami, kilka kwiatów, czerwony duży dywan, mała szafka na nasze rysunki. Och, zapomniałabym o naszej cuuudownej pani doktor Nicole. Wszyscy mówimy do niej po imieniu, ponieważ tak sobie zażyczyła. Założę się, że ma koło trzydziestu lat, ale wracając do grupy wsparcia i ich ludzi. Jest tu naprawdę świetna lekomanka Nina, już wam o niej wspominałam. Kiedy jest pod wpływem leków, na grupie jest naprawdę zabawnie. Oczywiście ma lekarzy, ale chy-ba rozumiecie jak jest z lekomankami. Zawsze jakieś tabletki sobie załatwią, połkną i świat jest dla nich piękniejszy. Opowiadała nam, że kilkanaście razy była na płukaniu żołądka. Ja oczywiście zro-zumiałam „pukaniu” i od razu zaczęłam się śmiać. Nie wiem, jakim cudem moje mięś-nie brzucha to wytrzymały, hmm… a może ich nie mam i dlatego mogę śmiać się do woli? No ale, kabareciarze się spotykają. Nicole wita nas mówiąc: Ten dzień jest lepszy od poprzedniego, ponieważ... i każdy mówi dlaczego, jaki mały kroczek do normalności zrobił. Ja na przykład mówię, że zjadłam o ¼ więcej warzyw niż wczoraj, ale nie zawsze tak mówię, ponieważ moja waga nie może w ciągu tygodnia podwyż-szyć się o 1-1,5kg, bo to za dużo. Śmieszą mnie wyznania lekomanki. Mówi: Połknę-łam o połowę mniej tabletki niż wczoraj. Zawsze się przy tym uśmiecham, a każdy, dosłownie każdy, karci mnie wzrokiem. Dla nich to nie jest śmieszne. To jest życiowy sukces. Każdy wie, że Nina prawie zawsze kłamie co do leków, a jednak udają, iż to śmiertelnie poważna sprawa. Spotkanie trwa półtorej godziny. Różne rzeczy dzieją się za drzwiami tego małego szarego bu-dynku. Kiedyś wam opowiem o wszystkim, co tam robimy. Grupa kończy się słowami Nicole: Pobłogosław, Panie, tych ludzi. Chcą wyjść z choroby, są zdeterminowani, pełni silnej woli, czasami jednak mają cięższe dni, a może nawet tygodnie, wtedy, Panie, daj im tej siły, którą po drodze zgu-bili. I każdy wychodzi jak najszybciej. Moja mama już czeka na mnie na parkin-gu. Co tydzień mam wizytę lekarza. Dzisiaj wypada ten nieszczęśliwy dzień… *** Nina W głowie mam jedną myśl: tabletki. Nie-ważne jakie tabletki, duże czy małe, różo-we czy białe. Ważne, że są. Mieszkamy w małym miasteczku Reno i od kilku miesięcy po tabletki muszę jeździć do innych miast, ponieważ wszyscy aptekarze mnie znają, a tutaj nie ma żadnych dilerów. Czasami mam taką chęć sięgnąć po kilkanaście ta-bletek…, Trzy razy w domu jestem już od piętnastej i nigdzie nie wychodzę, a resztę dni od osiemnastej. Cztery razy w tygodniu mogę się odurzyć. Nie mówiłam nikomu tego, ale mam przez leki problemy z ser-cem. Nie wiadomo kiedy umrę, a moja ma-tka? Moja matka nie zauważa, że jestem pobudzona albo zbyt ospała. Mam odpo-wiednią opiekę, ale dużo też zależy od niej. W sumie mi to odpowiada. Do szkoły cho-dzę, czasami nie przychodząc na pierwszą czy dwie ostatnie lekcje. Każdy w szkole wie o moim uzależnieniu i patrzy na mnie, jakbym miała trąd na ciele, a przecież większość z nich pije i pali, więc czemu uczniowie, którzy tego nie robią, nie patrzą na nich tak samo? Mało mnie obchodzi ich zdanie, tylko po prostu drażnią mnie ich spojrzenia. Opowiem wam, jak zaczęła się moja leko-mania, bo jestem tego pewna w stu pro-centach, że jesteście ciekawi. Może od początku zaczniemy naszą znajomość? Mam na imię Nina Chase. Osiemnaście lat,

ZSE Krzyk

długie szare włosy, metr siedemdziesiąt wzrostu, niebieskie oczy. Moja historia z lekami zaczęła się, gdy miałam czternaście lat. Jak to się stało? – pytacie. Jak taka niewinna młoda dziewczyna mogła się uzależnić? A jednak stało się. Ta mała, zgrabna młoda dziewczynka wpadła w uzależnienie. Miałam w gimnazjum wielu znajomych, ale moją paczkę stanowili nie ludzie z gimnazjum, a starsi chłopcy (siedemnaście czy osiemnaście lat). Wraz z moją (już byłą) przyjaciółką Nadią często spotykałyśmy się z nimi. Było nas sied-mioro razem czy ośmioro, już nie pamię-tam. Oni co jakiś czas brali jakieś tabletki i dziwnie się po nich zachowywali. Któregoś dnia moja ciekawość była zbyt silna i spy-tałam: - Co to są za tabletki? - Kodeina, nic się nie dzieje ze zdrowiem, tylko po prostu jest smaczna. Jeśli chcesz, mogę ci dać. Spróbujesz – odpowiedział jeden z naszej paczki. Ostrożnie wzięłam od niego tabletkę i... połknęłam. I tak co jakiś czas brałam jedną tabletkę, potem już częściej dwie lub trzy, aż w końcu, kiedy się dało, brałam ile chciałam i tak kilkanaście razy wylądowa-łam w szpitalu na płukaniu żołądka. Byłam na odwyku pół roku, ale to nic nie pomo-gło. Znowu wróciłam do kodeiny. Z cza-sem, kiedy już mi aptekarze nie sprzeda-wali kodeiny, kupowałam w Internecie albo inny lek. Znowu odwyk. Znowu leki. I tak w kółko od trzech lat, aż w końcu moja matka znalazła mi lekarza, który codziennie do mnie przyjeżdża. Zagroził mi, że pojadę na dwuletni odwyk i nie wypuszczą mnie nawet po roku, kiedy będę całkowicie zdrowa. Dlatego muszę sobie radzić, jak mogę, zażywając jakieś tabletki. Ach, prawie bym zapomniała. Chodzę na grupę wsparcia. To jest jak mały cyrk. Każdy, kto tam chodzi, tak samo zdefiniuje grupę wsparcia. Chodzi tam anorektyczka, chyba Kira, ale widać, że nabiera masy, więc jest dobrze, a poza tym jest śmieszna i czasami pośmiejemy się z innych. Dalej, dalej, kto jeszcze jest... Emma! Ma depresję. Gdybym mogła i miała kodeinę, na pewno bym jej kazała spożyć z pięć tabletek, aby poczuła ulgę. Bardzo źle wygląda. Krótkie czarne włosy, niewysoka, cały czas chodzi zgarbiona, głowa opuszczona, ubiera się w ciemne kolory. Taka chodząca i żywa śmierć. Jeżeli nie widzieliście kogoś, kto ma depresję, to lepiej, abyście się cieszyli. Takie osoby jakby zabierają cały dobry nastrój z pomieszczenia, w którym się znajdują. Ha, no i jest bulimiczka. Włoszka o imieniu Lorna. Opowiadała nam kiedyś na grupie, że ćwiczyła bez przerwy cztery godziny. Wiecie… bulimia jest też związana z nadmiernymi ćwiczeniami fizycznymi. To, co powiemy, nie wychodzi na zewnątrz. Zostaje między nami. Przez ten czas śmie-sznej grupy wsparcia wymyślam i przypa-sowuję do ludzi zwierzęta. Jak już skończę, śmieję się do woli. Och, zapomniałabym o naszej kochanej Nicole. To był sarkazm. Szczerze mam jej dość. Na dzisiaj koniec. Dobranoc. *** Lorna Jako czysta donna Italiana pochwalę się, że mimo iż wyjechałam z Włoch w wieku dziewięciu lat, to jednak pamiętam język, a w moim domu rozmawiamy codziennie po włosku, więc trudno go zapomnieć. Wło-szki są zmienne, nie są tak jak np. Polki, które czują to ciepło rodzinne czy macie-rzyństwo. Lubimy być wolne i bez zobo-wiązań. Jednak chyba nie o tym chcecie słuchać, czyż nie? Opowiem wam o cudo-wnej grupie wsparcia. Każdy twierdzi, że

ZSE Krzyk

przychodzimy wszyscy z przymusu, a ja nikomu nie mówiłam, że lubię tam przy-chodzić. Jakby tam się zatrzymuje czas. Jesteśmy chorzy, nikt zdrowy prócz Nicole, ale ja tu mówię o nas, młodych. Mamy nie więcej niż dziewiętnaście lat i nie mniej niż siedemnaście. Jesteśmy dojrzałymi kobie-tami, które wiedzą, czego chcą od życia. I co, jestem dobra w kłamaniu? Oczywiście, że tak! Lubię tu przychodzić, ale nie wiemy czego chcemy od życia prócz tego, że chcemy wyzdrowieć. No, może super leko-manka Nina nie chce, ale to tylko wyjątek. Spotykamy się dwa razy w tygodniu. Tylko w weekendy, ponieważ Nicole ma pracę, my szkołę i niektórzy sami zarabiają (ja i lekomanka). Nie wiem, co chcecie wiedzieć o tej grupie wsparcia, ale opowiem wam jedną anegdotkę. Pewnego niedzielnego dnia po kościele była grupa wsparcia. Każda z nas miała spódniczkę z wyjątkiem Emmy. Cała na czarno, czarne jeansy oraz bluza. Nie był to strój kościelny, ale pewnie w tym czasie mało ją to obchodziło. Nicole kazała nam przedstawić swoje uczucia, jakie tłumimy w środku. Każdy coś powiedział i nadeszła kolej na Emmę. - Ciemność, czarne serce, śmierć, kolce, szkło, ostre narzędzia – powiedziała Emma. Przestraszyłam się jej. Myślałam, że ludzie, którzy mają depresję, są zawsze smutni i odczuwają pustkę, samookaleczają, widzą świat w szarych barwach, wstają i żałują, iż jeszcze nie umarli. Nikt z nas nie wie, dla-czego Emma ma depresję, tylko Nicole wie. Hmm… wiecie, że bulimia to rodzaj uzale-żnienia? Już anorektyczki mają lepiej. My jak zjemy posiłek, możemy to wszystko zwrócić i nie boimy się, że przytyjemy, ale tak jest za każdym razem. Nie możemy powiedzieć: stop, dzisiaj jedzenie pozosta-nie w żołądku. Nie, tak się nie dzieje. Lekarze próbują nam pomóc, ale wiecie jak? Tak, że pytają się, czy mamy jakieś traumy z dzieciństwa, czy ktoś robił podo-bnie jak my. Jeżeli odnajdą powód bulimii, to oni są dumni, ponieważ wiedzą dlacze-go. Dla nich to jakby koniec choroby, ale tak właśnie nie jest. Pierwszy raz zwróciłam jedzenie, mając czternaście lat. Stwierdziłam, że zjadłam za dużo i poszłam do toalety zwymiotować. Była to pora obiadu, więc kolację też zwróciłam. No i tak już za każdym razem. Utrzymywałam tą samą wagę, czasami były lekkie wahania i tyle. Nie byłam bar-dzo chuda jak anorektyczki, po prostu by-łam chuda. Mam siedemnaście lat i choruję na bulimię od piętnastego roku życia. Nie mam ojca i z tego powodu bardzo się cie-szę, gdyż on nie jest mi do niczego potrze-bny. Przysyła nam pieniądze co miesiąc, nie interesuje się, jakie mam oceny w szkole, czy coś mi dolega. Po prostu istnie-je dla mnie pod imieniem i nazwiskiem. Mam za to super brata Igora, o rok star-szego ode mnie. To on pierwszy zobaczył jak wymiotuję. Przeraził się, od razu po-myślał, że mogę być w ciąży. Uspokoiłam go, mówiąc, że to jest tylko zatrucie. Nie do końca mi ufał, ale dał mi spokój, ponie-waż wie, iż ze mną nie wygra. Weronika Ciąg dalszy rozdziału I w następnym numerze gazetki Po siedmiu tygodniach nauki w kolejnym roku szkolnym redaktorzy zespołu redakcyjnego gazetki przeprowadzili ankietę wśród uczniów klas pierwszych na temat spraw związanych z adaptacją w nowej szkole. Badaniem objęto łącznie 31 uczniów z klas I a, I b i I c technikum. W ankiecie zadaliśmy osiem pytań. Poniżej prezentujemy jej wyniki.
WYNIKI ANKIETY DLA PIERWSZOKLASISTÓW
ZSE Krzyk

1. Szkoła Twoich marzeń to: a) Szkoła, która da mi dobry zawód – 20 osób b) Szkoła, która przygotuje mnie do stu-diów – 4 osoby c) Szkoła, która rozwinie moje zaintereso-wania – 7 osób 2. Czy miałeś trudności związane z adaptacją w nowej szkole? a) Tak – 4 osoby b) Nie – 27 osób 3. Opisz jednym zdaniem naszą szko-łę. Uczniowie odpowiadali następująco: „Jest w porządku”, „ Panuje miła atmosfera”, „Solidna, dobrze przygotowująca do zawo-du”, „Wyrozumieli nauczyciele, dużo możli-wości”, „Dzięki niej zdobędę wymarzony zawód”. 4. Czy jesteś zainteresowany dołącze- niem do redakcji szkolnej gazetki „Krzyk”? a) Tak – 3 osoby b) Nie – 28 osób 5. Najbardziej stresująca dla Ciebie sytuacja w szkole? a) Gdy mam sprawdzian – 4 osoby b) Gdy jestem nieprzygotowany – 1 osoba c) Kiedy odpowiadam przy tablicy – 20 osób d) Gdy mam lekcje z przedmiotu, którego nie lubię – 4 osoby 6. Wymień trzy przedmioty, które lu-bisz najbardziej. Okazało się, że większość pierwszoklasis-tów najbardziej lubi wychowanie fizyczne. Wśród wymienianych przedmiotów znalazły się też m.in.: wychowanie do życia w ro-dzinie, religia, edukacja dla bezpieczeń-stwa, podstawy przedsiębiorczości, wiedza o kulturze, matematyka.

ZSE Krzyk

7.Uważam, że... a) Wybór szkoły to „strzał w 10” – 11 osób b) To nie jest szkoła dla mnie – 0 osób c) Jeszcze nie wiem, czy dokonałem (am) dobrego wyboru – 20 osób 8. Lubię swoją szkołę. a) Tak – 25 osób, bo: „Jest miła atmosfe-ra”, „Za wyrozumiałość nauczycieli wobec uczniów”, „Są fajni nauczyciele”, „Będę miała zawód w przyszłości”, „Z każdym się dogadam oraz są mili nauczyciele”, „W porównaniu do poprzedniej szkoły panuje tu fajna atmosfera”, „Dobre towarzystwo i fajne przerwy”, „Uczę się w niej tego, co mnie interesuje”, „Czuję się tu dobrze”, „Poznałam fajnych ludzi”. b) Nie – 6 osób, bo: „Za dużo nauki na jeden dzień”, „Mam dwa razy 8 lekcji”, „Nie jestem jeszcze w stanie tego ocenić”, „Nie lubię się uczyć”. Wyniki ankiety pokazują, że uczniowie klas pierwszych nie mieli kłopotów z adaptacją w nowej szkole, lubią ją, chociaż jeszcze nie wszyscy są przekonani, czy dokonali słusznego wyboru. Chwalą atmosferę tu panującą, koleżanki i kolegów, doceniają wyrozumiałość nauczycieli, którzy są wg nich mili. Ulubioną lekcją jest wychowanie fizyczne, zaś najbardziej stresuje odpo-wiedź przy tablicy. Niektórzy narzekają na dużą liczbę lekcji i sporo nauki. Mamy nadzieję, że uczniowie niepewni trafności wyboru szkoły przekonają się, że podjęli słuszną decyzję, zaś wszyscy pier-wszoklasiści w naszej szkole rozwiną swoje zainteresowania i umiejętności. Zapraszamy także do pracy przy redago-waniu gazetki. Anna Monika Tydzień kultury W naszej szkole w październiku odbył się ,,Tydzień kultury”. Organizatorami akcji, która miała na celu przedstawienie zasad dobrego zachowania w szkole i w życiu codziennym, byli uczniowie klasy II b. Każdego dnia przekazywali nam przez radiowęzeł informacje dotyczące savoir - vivre’u. Przypominali, że w szkole obowiązuje no-szenie odpowiedniego stroju, który jest schludny i skromny, zaś korzystanie z pry-sznica lub wanny powinno być codziennym nawykiem każdego człowieka. Podczas lek-cji mamy przybywać w klasie (nie należy wychodzić bez zgody nauczyciela), nie wol-no pić ani jeść, a także żuć gumy. Telefony komórkowe w czasie trwania lekcji mają być wyłączone i schowane. Na przerwie obowiązuje kulturalne zachowanie, nie wol-no krzyczeć i używać wulgaryzmów. W czasie wycieczki uczeń ma obowiązek stosować się do zapisów regulaminu. Powinniśmy również troszczyć o nasze oto-czenie, tzn. nie śmiecić i nie niszczyć mie-nia publicznego. Aby zadbać o czystość na-szej szkoły, zmieniamy obuwie, nie zosta-wiamy śmieci na korytarzu ani w klasie, zostawiamy porządek w toalecie. Nasi starsi koledzy nauczyli nas mówić dzień dobry i do widzenia, oczywiście bez trzymania rąk w kieszeni. Podkreślali, że uczeń powinien przepuścić osobę dorosłą w drzwiach bądź na schodach. Lekcje savoir - vivre’u były bardzo przydat-ne i mogą częściej się powtarzać. Joanna Emilia "Ostatnia rodzina"
WARTO OBEJRZEĆ! NASZE RECENZJE
ZSE Krzyk

W ramach udziału w projekcie "Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej" uczniowie naszej szkoły obejrzeli film "Ostatnia rodzina". Projekcja odbyła się w Kinie "Galaktyka". Film według mnie był bardzo inte-resujący. Zawierał wiele momentów z życia Zdzisława Beksińskiego, który uwielbiał uwieczniać wszystko apara-tem i kamerą. Idealnie naddaje się dla osób, które lubią kino biograficz-ne, bądź interesują się sztuką, w szczególności pracami Beksińskiego. Jest opowieścią o życiu rodziny zna- nego artysty, z najmniejszymi szczegółami, takimi jak wygląd mieszkania czy obrazy. Film zawiera jednak swoje tajemnice. Oglądając go, nie mogłam przestać zastanawiać się, co będzie dalej. Pokazane jest zabójstwo samego Beksińskiego, który ginie od wielu zranień nożem. Ta scena zaintrygowała mnie, ponieważ nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, nie znałam wcześniej historii tego artysty, ale również dlatego, że pojawia się znienacka i kończy film bez jakiegokolwiek wyjaśnienia motywu zbrodni. Myślę, że Matuszyński, reżyserując ten film, chciał uczcić pamięć nie tylko głównego bohatera,

ZSE Krzyk

ale też jego rodziny. Dowiadujemy się, że syn był tłumaczem, świetnie znał język angielski oraz był wielkim miłośnikiem i znawcą muzyki. Żona Zdzisława, Zofia Beksińska, malowała obrazy. Film intryguje, jest utrzymany w atmosferze tajemniczości, uczy i zmusza do refleksji. Uważam, że jest świetną produkcją i powinien częściej pojawiać się na ekranach kinowych bądź na ekranie telewizora. Z niecierpliwością czekam na kolejny seans filmowy. Emilia "Szkoła uczuć" „Szkoła uczuć'” to melodramat fabularny w reżyserii Adama Shankmana. Premiera odbyła się w USA 25 stycznia 2002 r. Film powstał na podstawie książki Nicholasa Sparksa „Jesienna miłość”. W rolach głównych można zobaczyć Mandy Moore wcielającą się w postać Jamie i Shana Westa jako Landona. Fabuła pozostawia bardzo głębokie i prawdziwe emocje, pozostawia nas w chwili wytchnienia i zastanowienia się nad sensem życia ludzkiego. Film ukazuje, że każda minuta na tym świecie jest ważna mimo problemów, kryzysów i negatywnych myśli. Bohaterowie, mimo różniących ich środowisk , w których żyją, potrafią coś zmienić i dać siebie drugiej osobie. Jamie, dziewczyna chora na białaczkę, uczyła Landona nadziei i wiary. Spowodowało to szereg zmian w zachowaniu chłopaka. Bohater odwdzięczył się prawdziwym uczuciem – miłością. Pokazał jej, jak w krótkim czasie można spełnić wszystkie swoje marzenia. A wszystko to opiera się na wierze w Boga, którą dziewczyna mu przekazała. Shankman stworzył rewelacyjny film, który zmusza każdego do refleksji. Natomiast znakomita gra aktorska stwarza piękne urzeczywistnienie tego, co jest warte zauważenia w naszym osobistym życiu. Mimo swojego bagażu lat melodramat nie tarci i nie straci na swojej wartości. Film ten jest godny polecenia każdej osobie w różnym wieku, znajdującej się w różnych sytuacjach życiowych, choćby takich, gdy nuda zagląda nam do pokoju. Najważniejszy i najpiękniejszy cytat zaczerpnięty z filmu: ,,Miłość jest jak wiatr, nie widać jej, ale ją czuć”. Patrycja

ZSE Krzyk Spotkania młodzieży

W minionym miesiącu młodzież powiatu mielec-kiego uczestniczyła w dwóch ważnych dla Koś-cioła wydarzeniach. Pierw-sze spotkanie miało na ce-lu zacieśnić wspólnotę młodych diecezji sando-mierskiej pod nazwą XX Spotkanie Młodych Diecezji Sandomierskiej. Odbyło się to w dniach 15-17 wrześ-nia w Nowej Dębie – Huta Komorowska. Motywem spotkania młodych były słowa: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49). W piątek,15 września była możliwość zgłoszenia się w recep-cjach w 6 różnych para-fiach. Dla chętnych odbył się koncert „Cztery pory roku”, a następnie uczest-niczyliśmy we Mszy Świę-tej, po której nastąpiła „Celebracja” – Nabożeń-stwo Fatimskie, podczas którego wyruszyliśmy w procesję z figurą Matki Boskiej na czele. Około godziny 21 udaliśmy się do miejsc, w których zosta-liśmy zakwaterowani. Następny dzień rozpoczę-liśmy Mszą Świętą w ko-ściołach parafialnych, po której udaliśmy się na plac, gdzie odbyło się spotkanie ze wspólnotą Przymierze Miłosierdzia. Wysłuchaliśmy świadectw dwójki młodych osób. Przy okazji integrowaliśmy się tańcząc, poznając przy tym nowe osoby. O godzinie 14 przeszliśmy 4 kilometry z Parafii Świętego Bartłomie-ja w Majdanie Królewskim do Huty Komorowskiej, aby razem z wszystkimi uczestniczącymi parafiami przeżyć najlepszy z dwóch dni Wieczór Uwielbienia i odśpiewać Apel Jasnogór-ski. W tym czasie była możliwość rozmowy z osobami duchownymi o naszych problemach, o tym, co leży nam na sercu. Największą niespodzianką tego dnia był koncert zes-połu LUXTORPEDA, który odbył się o godzinie 17. Mimo radości, która towa-rzyszyła nam przez całe spotkanie, nadszedł dzień pożegnania się – niedziela. Ciężko było nam rozstać się z nowo poznanymi osobami. Głównym moty-wem niedzieli była Msza Święta, którą poprowadził ks. bp Krzysztof Nitkiewicz z diecezji sandomierskiej. Podczas tej ceremonii po-lało się sporo łez, które by-ły efektem pożegnania i wyjazdu do swoich miejs-cowości. Nad całym spot-kaniem czuwali wolonta-riusze z parafii, które były głównymi organizatorami spotkania młodych, za co serdecznie im dziękujemy. Dagmara